27.07.19, 10:40
- Im Kościół katolicki jest słabszy, im więcej afer, skandali, przestępstw pedofilskich, tym łatwiej wchodzi do niego pozornie ożywczy element zielonoświątkowy. Odpowiada on na najważniejsze pragnienia i potrzeby człowieka. Perspektywa cudu, uzdrowienia ciała albo relacji międzyludzkich przyciąga tłumy. Kto by tego nie chciał? - mówi ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Ks. prof. Andrzej Kobyliński – ur. w 1965 r., filozof, etyk, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; bada między innymi zagadnienia wolności religijnej, pentekostalizacji i świeckości państwa
Artur Nowak i Marcin Wójcik: Kim są zielonoświątkowcy?
Ks. Prof. Andrzej Kobyliński: To jeden z nurtów chrześcijańskich, który wyrósł z protestantyzmu. Jego wyznawcy uważają, że we wszystkim, co robią, działa Duch Święty; niektórzy wierzą nawet, że potrafią uzdrawiać, wskrzeszać zmarłych, przewidywać przyszłość, prorokować, wypędzać demony. W niektórych krajach zielonoświątkowcy są nazywani charyzmatykami, czyli obdarzonymi darami Ducha Świętego.
Dlaczego ksiądz profesor tak się na nich uwziął?
– Uwziąłem się?
Już kilka lat temu ukuł ksiądz termin „uzielonoświątkowienie”, przygotowuje ksiądz krytyczne opinie dla Episkopatu, wygłasza równie krytyczne konferencje na uniwersytetach.
– Zielonoświątkowcy mi nie przeszkadzają. Prawo do wolności religijnej uważam za podstawę praw człowieka. Przeszkadza mi jedynie, że w Polsce biskupi katoliccy, księża, zakonnicy, siostry zakonne, ludzie świeccy przejmują coraz częściej bezkrytycznie różne elementy synkretycznej religijności zielonoświątkowej, a zatracają tradycyjnego ducha katolickiego. Uzielonoświątkowienie – inaczej pentekostalizacja – polskiego katolicyzmu martwi mnie jako duchownego i filozofa.
Kiedy ksiądz profesor zmartwił się tym po raz pierwszy?
– Latem 1992 r. w domu rekolekcyjnym w Szelkowie koło Przasnysza odbywały się rekolekcje wakacyjne dla młodzieży. W trakcie jednego ze spotkań zastosowano wobec moich przyjaciół dziwne i niebezpieczne metody zielonoświątkowe. Niektórzy stracili przytomność, krzyczeli, mieli drgawki i wymioty. To był skutek specyficznej atmosfery modlitewnej stworzonej przez liderów prowadzących to nabożeństwo. Muzyka, śpiew, głoszone treści religijne...
Do Szelkowa zielonoświątkowe pomysły przywieźli ze sobą studenci z Torunia. Tam pojawiły się one za sprawą liderów zielonoświątkowych, którzy po 1989 roku zaczęli coraz częściej przyjeżdżać do Polski i przenikać do ruchu oazowego, grup Odnowy w Duchu Świętym i innych wspólnot katolickich.
Ktoś z władz kościelnych interweniował?
– Nikt niczego nie zgłosił do kurii. Ja sam tego zupełnie nie rozumiałem. Nie było internetu, dlatego weryfikacja pewnych spraw wymagała czasu.
Ale w latach 90. to przenikanie nowej religijności nie miało charakteru masowego. Tsunami nadeszło kilkanaście lat później.
Skąd to wszystko się wzięło?
– Od ponad 100 lat ruch zielonoświątkowy rozlewa się po całym świecie. Szacuje się, że obecnie jest 800 mln zielonoświątkowców. Ameryka Łacińska jeszcze nie tak dawno była cała katolicka, a teraz katolików jest tam o połowę mniej. Przejęli ich zielonoświątkowcy.
To nowa reformacja, bo wywraca do góry nogami stary porządek religijny, a jej skutki będą głębsze niż konsekwencje reformacji Lutra w XVI wieku.
Nie mogę zrozumieć, dlaczego ten proces nie interesuje prawie nikogo w naszym kraju. Może od czasów Anatolija Kaszpirowskiego jesteśmy w jakiejś zbiorowej hipnozie religijnej?
Ale co w tym złego? Ateista czy antyklerykał powie: tradycyjny katolicyzm to takie same gusła, po prostu zmieniamy jedną hipnozę na inną.
– W Polsce w ostatnich kilkunastu latach doszło do połączenia globalnego ruchu zielonoświątkowego z naszymi lokalnymi nurtami narodowymi, konserwatywnymi, ale także liberalnymi. O ile w pierwszych latach zielonoświątkowcy w USA przywiązywali dużą wagę do pracy nad Pismem Świętym, o tyle synkretyczne formy religijne, które obecnie przenikają do naszego kraju z Afryki, Azji i Ameryki Południowej, łączą się z naszą pobożnością ludową, mesjanizmem oraz zabobonnym i irracjonalnym podejściem do religii.
Dlatego Polski nie czeka odpływ wiernych do zielonoświątkowców. U nas uzielonoświątkowienie polega na zmianie tradycyjnej religijności. Nasi katolicy nie tworzą nowych zborów zielonoświątkowych, ale przejmują różne elementy ich religijności. Kościołowi to może być na rękę, bo utrzymuje stan posiadania i pozycję społeczną, ale powstaje mieszanka wybuchowa.
Co to znaczy?
– Przenikanie religijności zielonoświątkowej do Kościoła katolickiego łączy się z programem duchowego przebudzenia naszego narodu.
Latem 2011 roku na łamach „Gościa Niedzielnego” ukazał się ciekawy wywiad z Lechem Dokowiczem, reżyserem i producentem filmowym, który stanowi ważny punkt odniesienia w polskich środowiskach charyzmatycznych. Zapytany o to, czego szukają od kilku lat w naszym kraju tacy ewangelizatorzy jak James Manjackal i Rufus Pereira z Indii, Antonello Cadeddu z Brazylii czy John Bashobora z Ugandy, którzy w ostatnich latach gromadzą na spotkaniach dziesiątki tysięcy ludzi, stwierdził: „Oni niczego nie szukają. Oni przynoszą. To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj. Według słów niektórych z nich Pan Bóg rozpoczyna reewangelizację świata na różnych kontynentach od pojedynczych krajów. Od Polski ma się rozpocząć reewangelizacja Europy. Ale jest to zadanie warunkowe. Aby Polska mogła się stać światłem dla naszego kontynentu, Polacy muszą najpierw powrócić do gorącej wiary naszych ojców. Dlatego Pan Bóg z krańców świata posyła do nas ludzi posługujących w Jego mocy, aby kładąc ręce, przebudzili i umocnili tych, którzy przygotują nasz kraj do tego zadania”.
Edytor zaawansowany
  • gaika 27.07.19, 10:42
    Polska ma przygotować cały świat na paruzję, czyli ponowne przyjście Chrystusa na ziemię?
    – Mało tego. Wskazano dokładnie miejsce, gdzie ma nastąpić to przygotowanie, a może nawet sama paruzja.
    Gdzie?
    – W Rybnie pod Sochaczewem na terenie diecezji łowickiej. Znajduje się tam Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia i od niej się zaczęło. Siostry określiły wyjątkowe znaczenie tej miejscowości na podstawie błędnej lektury „Dzienniczka” św. Faustyny Kowalskiej. Jeden z fragmentów tej książki, który mówi o domu w Wilnie, gdzie przebywała siostra Faustyna, został odczytany jako tekst rzekomo opisujący starą plebanię w Rybnie. Siostry otrzymały także pomoc i „wsparcie intelektualne” od niektórych księży z diecezji płockiej i poszło.
    Kilkanaście lat temu Rybno było na ustach tysięcy polskich katolików. Głoszono przekonanie, że nadeszły czasy ostateczne, dlatego trzeba się przygotować do paruzji. A Polska, poprzez Rybno, ma przygotować do tego cały świat. Takie rozumienie paruzji prezentował m.in. Marcin Jakimowicz w artykule pt. „Trąba powietrzna” na łamach „Gościa Niedzielnego” wiosną 2009 roku.
    Czuć mesjanizm.
    – Na tym polega wyjątkowość uzielonoświątkowienia w Polsce.
    Odwołano się do nuty, na którą Polacy zawsze byli podatni. Przecież i bez zielonoświątkowców wielu katolickich ewangelizatorów twierdzi, że Polska – po przeżyciu tzw. przebudzenia charyzmatycznego – ma do odegrania ważną dziejową misję.
    Gdy w 2008 roku próbowałem zakwestionować to irracjonalne myślenie w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku, spotkałem się z ogromnym hejtem ze strony niektórych księży, nienawiścią i wrogością. To brutalna wojna religijna, w której nie bierze się jeńców.
    Myrna Nazzour, mistyczka obdarzona rzekomo łaską stygmatów, jedna z przedstawicielek tego nowego nurtu naszej religijności, pobłogosławiła kiedyś posła Andrzeja Dudę.
    – W 2012 roku w Mogilnie prymas Glemp przewodniczył mszy świętej dla 2 tys. osób. Po mszy Myrna Nazzour udzieliła wszystkim namaszczenia specjalnym olejem.
    Jaki zasięg ten ruch ma w Polsce?
    – Dziś to główny nurt polskiej religijności.
    Czytelnikom „Wyborczej” on może umykać, bo nie widać go na tradycyjnych niedzielnych mszach świętych, działa gdzie indziej. Objawia się w ruchach religijnych, sanktuariach maryjnych, duszpasterstwach akademickich, nabożeństwach z modlitwą o uzdrowienie, Szkołach Nowej Ewangelizacji, parafialnych grupach modlitewnych. Coraz częściej kazania, spowiedzi, lekcje religii, wielkopostne rekolekcje szkolne są nasączone synkretyczną religijnością zielonoświątkową.
    Czyli jaką?
    – Te nowe elementy to bardzo częste nawiązania do złych duchów, diabła, demonów, opętań, egzorcyzmów, proroctw, wizji duchowych, przepowiedni, zniewolenia ludzi przez złe moce itp. Te zmiany w naszej religijności są przejawem uzielonoświątkowienia chrześcijaństwa w skali globalnej. Polską specyfiką są elementy mesjanistyczne i polityczne.
    Co na to biskupi?
    – Większość akceptuje ten proces. Widzi w nim szansę na zatrzymanie ludzi w kościołach. Niektórzy są sceptyczni wobec tych form. Przez wiele lat podzielona w tych kwestiach była na przykład Warszawa. Po jednej stronie Wisły zapraszano księdza Bashoborę na Stadion Narodowy, ale już po drugiej stronie rzeki zakazywano organizowania spotkań z tym duchownym..
    Dlaczego religijność zielonoświątkowa jest tak atrakcyjna dla naszych katolików?
    – Ruchy zielonoświątkowe odpowiadają na najważniejsze pragnienia i potrzeby człowieka: sukcesu, przebaczenia, przemiany wewnętrznej, uzdrowienia. Dla każdego coś dobrego. Perspektywa cudu, uzdrowienia ciała albo relacji międzyludzkich przyciąga tłumy – kto by tego nie chciał? Do tego muzyka, śpiewy, światła, modlitwy uwolnienia od złych duchów itp. To wszystko pobudza zmysły, działa na emocje, coś się dzieje. Atrakcyjna oferta.
    A im Kościół katolicki jest słabszy, im więcej afer, skandali, przestępstw pedofilskich, tym łatwiej wchodzi do niego pozornie ożywczy element zielonoświątkowy.
    Ksiądz Michał Olszewski, który ostrzega, że obejrzenie choćby jednej części „Harry’ego Pottera” może sprowadzić wiele złych duchów, który dostaje esemesy od diabła i chwali się, że salcesonem wypędził z młodej dziewczyny ducha wegetarianizmu, jest jednym z liderów tego ruchu, a jednocześnie szefem biura prasowego Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Nowej Ewangelizacji, któremu szefuje postępowy arcybiskup Grzegorz Ryś. A więc to nie jest tak, że charyzmatycy to oddolny, odklejony od Kościoła ruch.
    – Wiem, że ksiądz Olszewski wycofał się ze stwierdzeń dotyczących salcesonu i ducha wegetarianizmu.
    A Szkoły Nowej Ewangelizacji?
    – Takiej formy przekazu wiary religijnej nie spotykam w innych krajach europejskich. To metody głoszenia Ewangelii, które przyszły do nas głównie z Ameryki Łacińskiej. Według dokumentów watykańskich nowa ewangelizacja powinna być ukierunkowana na ludzi, którzy utracili wiarę i są dzisiaj ateistami lub agnostykami. Ale w polskiej formie nowa ewangelizacja, splatająca zielonoświątkowe metody z ludowym tradycjonalizmem i mesjanizmem, nie przyciąga wykształconych ateistów lub agnostyków, lecz odstrasza.
  • gaika 27.07.19, 10:44
    A o co chodzi w dmuchaniu w mikrofon? Zdarza się, że kapłan prowadzący spotkanie ewangelizacyjne dmucha w mikrofon i ludzie padają nieprzytomni na posadzkę.
    – Znam osobiście takich duchownych. Księża katoliccy, którzy przyjęli myślenie zielonoświątkowe, mówią, że to powiew Ducha Świętego, spoczynek, zaśnięcie. A to po prostu najczęściej wprowadzanie wiernych w tak zwane odmienne stany świadomości – za pomocą transu, sugestii, autosugestii, hipnozy.
    Niestety, w Polsce prawie nikt nie stawia sobie pytania, czy to jest jeszcze autentyczna praktyka religijna, czy może już niebezpieczna psychomanipulacja.
    Biskup Edward Dajczak z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej też przeżył spoczynek w Duchu Świętym, o czym pisał „Duży Format”.
    – Chodzi o rekolekcje w seminarium duchownym w Koszalinie prowadzone przez pochodzących z Włoch zakonników Enrica Porcu i Antonella Cadeddu, którzy obecnie pracują w Brazylii. Trzech biskupów uczestniczących w nabożeństwie padło na posadzkę w kaplicy seminaryjnej. Na kilka minut stracili świadomość. Na posadzkę padło też ponad stu proboszczów i wikariuszy. Leżeli półprzytomni lub nieprzytomni przez kilka bądź kilkanaście minut. Rekordzista utracił świadomość nawet na godzinę.
    To z tej diecezji pochodzi ksiądz Rafał Jarosiewicz. Naucza, że tatuaże mogą być przyczyną bezpłodności. Zasłynął sprawą spalenia w Gdańsku książek o Harrym Potterze, maski z Afryki, parasolki „Hello Kitty”.
    – Proszę nie zapominać o drewnianym słoniątku. Ono też tam spłonęło. Ksiądz Jarosiewicz, który pełni prestiżową funkcję dyrektora Szkoły Nowej Ewangelizacji w Koszalinie, spalił te przedmioty, ponieważ jest przekonany, że to furtki złego ducha.
    To czysty afrykański szamanizm, a takich księży mamy tysiące. Rozpowszechnili przekonanie, że złe duchy mogą przenikać pod nasze strzechy przez przedmioty: książki, ubrania, płyty.
    Wykazy furtek złego ducha, czyli tzw. furtkowe rachunki sumienia, były tworzone już ponad dekadę temu w Rybnie przez siostry i duchownych różnych stopni i godności.
    A może księdza profesora zaatakował demon intelektualizmu? Ksiądz Piotr Glas twierdzi, że egzorcyzmował księdza opętanego właśnie przez demona intelektualizmu. Z kolei ksiądz profesor Leszek Misiarczyk z Płocka domaga się dla księdza kar kościelnych.
    – Jestem także oskarżany o to, że walczę z Bogiem, że nie mam w sobie wiary, że niszczę Kościół. Podczas oficjalnego posiedzenia rady księży profesorów w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku ks. Misiarczyk krzyczał do mnie przeraźliwym głosem: „Nienawidzę cię!”. Wciąż to pamiętam, chociaż zdarzyło się dziesięć lat temu.
    Da się to zatrzymać? Bashobora ściąga setki tysięcy ludzi. Na żywo widziały go już miliony. Mówi, że wskrzeszał ludzi, między innymi osobę z raną postrzałową głowy oraz na chwilę siostrę, z którą chciał się pożegnać.
    – W latach 2007-09 prawie wszystkie media katolickie w Polsce reklamowały tego duchownego jako cudownego uzdrowiciela, który wskrzesił z martwych 40 osób. Później okazało się to zwykłym oszustwem, a on nadal działa. Dlaczego nikogo nie interesuje, jakie treści przekazuje ks. Bashobora milionom polskich katolików?
    Co ciekawe, w Ugandzie, z której pochodzi ten duchowny, w ostatnich miesiącach rząd podjął walkę z szarlatanerią i wmawianiem ludziom uzdrowień lub opętań. W innych krajach afrykańskich władze próbują zamykać religijne radiostacje radiowe, które szerzą magię i szamanizm.
    Co w ogóle wiemy o charyzmatykach, którzy odwiedzają Polskę?
    – Niewiele. Wiem, że Enrico Porcu i Antonello Cadeddu, którzy w 2012 roku prowadzili w Koszalinie nabożeństwo połączone z upadkami biskupów i księży, do 2000 roku mieszkali we Włoszech. Byli wówczas założycielami i członkami Wspólnoty Misyjnej z Villaregia niedaleko Wenecji. Już na początku lat 90. – z powodu różnego rodzaju nadużyć – wspólnota miała watykański zarząd komisaryczny. W 2015 roku jej główny założyciel ojciec Luigi Prandin został karnie przeniesiony przez papieża Franciszka do stanu świeckiego.
    Niestety, wiele niebezpiecznych praktyk religijnych, które Porcu i Cadeddu stosowali we Włoszech 30 lat temu, jest dzisiaj przyjmowanych w Polsce z wielkim entuzjazmem przez biskupów, księży, siostry zakonne i świeckich.
    W Lesznie na terenie archidiecezji poznańskiej ksiądz Jarosiewicz w 2016 r. prowadził rekolekcje wielkopostne dla dzieci i młodzieży. Dzieci traciły przytomność. Ktoś to potępił?
    – Skądże znowu. Były oficjalne oświadczenia władz kościelnych, że to jak najbardziej katolickie formy religijne.
    A może trzeba się zastanowić nad religijnością Polaków?
    – Im głębsza pobożność ludowa, tym szybciej są asymilowane synkretyczne elementy religijności zielonoświątkowej.
    Może pora budować wiarę opartą na intelekcie, a nie na ludowości.
    – Intelekt z religią mogą iść w parze, ale w Polsce coraz trudniej spotkać taką religijność. Kluby Inteligencji Katolickiej odgrywają coraz mniejszą rolę.
    Rekolekcje wielkopostne organizowane dla studentów są często prowadzone przez ewangelizatorów, którzy jako „atrakcje” przewidują modlitwy o uwolnienie od złych duchów. Idziemy w kierunku eventów religijnych, które mają działać na emocje. Brakuje rzetelnej formacji filozoficznej i teologicznej.
    Naszą zmorą jest analfabetyzm religijny.
  • gaika 27.07.19, 10:45
    Jak to!? Dzieci i młodzież dwa razy w tygodniu mają lekcje religii!
    – I nie widzę w tym nic złego, dominujący model europejski jest taki, że nauczanie religii odbywa się w szkole. Tylko że w Polsce lekcje mają charakter ewangelizacyjny i katechetyczny, a w pozostałych krajach – z wyjątkiem Grecji – to przedmiot traktujący ogólnie o religii, moralności i kulturze. U nas do klas przeniesiono katechezę parafialną.
    Przed nami trzy wielkie wyzwania: wprowadzenie ogólnopolskiego systemu finansowania Kościołów i związków wyznaniowych, właśnie gruntowana reforma nauczania religii w szkole oraz poprawa formacji kandydatów do kapłaństwa. Znakomita część księży w Polsce nie widzi niczego niewłaściwego w nowych formach religijności synkretycznej, bo ich własna świadomość tego, na czym zasadza się katolicyzm, jest powierzchowna. Ręczę, że gdybyśmy zadali części duchowieństwa pytanie o różnice między teologią katolicką a zielonoświątkową, to duża część nie dostrzegłaby ich w ogóle.
    Bez tych zmian nie podwyższymy poziomu naszej religijności. Bo jeśli chodzi o obrzędowość, to można powiedzieć, że jesteśmy religijni: msze, pogrzeby, śluby itp. Ale nasza religijność – i świeckich, i duchowieństwa – jest na niskim poziomie intelektualnym. Pomimo że w Polakach jest ukryta metafizyczna struna, która sprawia, że jesteśmy bardziej otwarci na religię niż inne nacje.
    Może wcale nie jesteśmy wyjątkowi, inni mieli New Age. A może inne narody rozpatrują swoje problemy etycznie, filozoficznie, prawnie.
    – Pewnie tak. Chodzi mi o to, że u nas dość często, jeśli nawet ktoś robi rzeczy moralnie naganne, to gdzieś w głębi duszy czuje istnienie jakiejś nadprzyrodzonej siły, a w innych krajach ta perspektywa metafizyczna nie jest tak wyraźna. Ten wniosek nie wynika oczywiście z szerokich badań socjologicznych, ale z moich rozmów, spotkań, doświadczeń.
    Tylko co nam ta metafizyczna struna daje? Wystarczy włączyć telewizję albo Facebooka.
    – To prawda, mimo tej wrażliwości metafizycznej jest dysonans między zaangażowaniem religijnym Polaków w obrzędy a patologią w relacjach międzyludzkich. Na co dzień obserwujemy niesamowity hejt, a w zasadzie jawną wrogość między politykami, wojnę plemienną, konflikty w wielu rodzinach. Tego w innych europejskich krajach aż tak nie widać. Śledzę publicystykę włoską, amerykańską, niemiecką i takiej wzajemnej pogardy jak w Polsce tam nie spotykam.
    To też wynika z naszego mesjanizmu. Jesteśmy wyjątkowi, predestynowani, najbardziej wierni, najmniej zlaicyzowani – tu da się usłyszeć poczucie wyższości. Zamiast ratować samych siebie jako jednostki i myśleć o tym, jak się pogodzić między sobą, przypisujemy sobie dziejową rolę, a za nasze niepowodzenia obwiniamy obcych.
    Ale skąd potrzeba wpisania tego mesjanizmu w nowe formy religijności? Tradycyjny ludowy katolicyzm też oferuje wzruszenia, rytuały, kadzidła, procesje. Też działa na emocje, uruchamia wspólnotowe przeżycia. To już nam nie wystarcza?
    – Życie gwałtownie przyspieszyło, więc potrzeby też. Ludzie oczekują jeszcze szybszych odpowiedzi związanych z przyszłością, jeszcze intensywniejszych doznań, jeszcze silniejszej, choćby przez chwilę, wspólnoty. Szukają magicznych i natychmiastowych rozwiązań codziennych problemów.
    Nie ma w tym nic złego, człowiek jest naturalnie religijny.
    Tylko pojawia się pytanie, czym ta religijność jest karmiona.
    Czy tę metafizyczną strunę naszej religijności powinni poruszać wróżka, mag, ewangelizator z Afryki? Dojrzałą formą praktykowania religii powinno być poszukiwanie równowagi między wiarą, emocjami i rozumem.
    Wiara i rozum są dla ducha ludzkiego jak dwa skrzydła. Jestem ciekaw, ile – bez skrzydła rozumu – za kilkanaście lat będzie rzymskiego katolicyzmu w polskim Kościele katolickim.

    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25023232,ekstaza-choralne-alleluja-i-precz-z-seksualizacja-lgbt-komu.html#s=BoxWyboMT
  • gaika 27.07.19, 11:22
    O ile w pierwszych latach zielonoświątkowcy w USA przywiązywali dużą wagę do pracy nad Pismem Świętym, o tyle synkretyczne formy religijne, które obecnie przenikają do naszego kraju z Afryki, Azji i Ameryki Południowej, łączą się z naszą pobożnością ludową, mesjanizmem oraz zabobonnym i irracjonalnym podejściem do religii.


    Myrna Nazzour, mistyczka obdarzona rzekomo łaską stygmatów, jedna z przedstawicielek tego nowego nurtu naszej religijności, pobłogosławiła kiedyś posła Andrzeja Dudę.
    – W 2012 roku w Mogilnie prymas Glemp przewodniczył mszy świętej dla 2 tys. osób. Po mszy Myrna Nazzour udzieliła wszystkim namaszczenia specjalnym olejem.

  • walmart.ca 27.07.19, 17:21

    Ks. prof. filozof, etyk... i wszystko, albo prawie wszystko jasne.
  • suender 27.07.19, 21:40
    gaika 27.07.19, 10:40

    > Demony

    Zgadzam się, że pomiędzy linijkami tego całego tekstu przezierają demony szydzące z czytających.
    Co więcej takich zamotanych opracować "wszystkowiedzących" jest wiele do znalezienia, ale mało który wskazuję na główną przyczynę tego stanu rzeczy, a jest ona prozaiczna: Gawiedź (jak kiedyś faryzeusze) oczekują cudu tu i teraz, oczekują znaku z Nieba! Więc jak tego znaku nie ujrzą w formie np. wielkiego tricku prestidigitatora, gotowi się czuć zdradzeni przez Najwyższego i się od niego odwrócić. Zapomnieli oni jaką odpowiedź dostali faryzeusze gdy natrętnie do znaku Go nagabywali:

    "(Mk 8,11-13)

    Nadeszli faryzeusze i zaczęli rozprawiać z Nim, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu. I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę."

    Adonai swoje cuda, jak już, to zazwyczaj objawia za życia garstce wybranych z wybranych, a dla rzeszy wiernych powinny wystarczyć cuda Stwórcy przyrody, cuda łaski odpuszczenia grzechów, czy też cuda Jego błogosławieństwa w życiu codziennym. Ale jest jeden wyjątek: Każdy człowiek doświadczy ostatecznie namacalnie cudu zmartwychwstania dla życia w Jego Królestwie, albo wiecznej męki w szponach demonów.
    Cbdo.

    Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
  • supernowa 29.07.19, 11:55
    Co Adonai sądzi o obniżeniu podatku PIT?
  • diabollo 28.07.19, 00:03
    Katokościół i ideologia katolicka jest git.
    Zielonoświątkowcy to Zło.

    Alles klar.

    A wszystko w GW, która od swego zarania poszukuje nieistniejącego tzw. "katokościoła otwartego".

    Kłaniam się nisko.
    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka