Dodaj do ulubionych

Polsko-katolicki życiorys...

21.08.19, 11:01

wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25087636,co-kozacy-maja-wspolnego-z-anna-walentynowicz.html
--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 22.08.19, 11:16
    Co Kozacy mają wspólnego z Anną Walentynowicz?
    Dorota Karaś, Marek Sterlingow

    Przyszłość Anny rozstrzyga się w krótkiej rozmowie z Polakiem. - Dam radę - zapewnia po ukraińsku dziewczyna i wsiada na wóz. Ma skończone 12 lat, marzy o tym, żeby się porządnie najeść

    Równe. Na stacji wita nas Walentyna Romaniuk, dziennikarka radia Swoboda. Jest koło pięćdziesiątki, mówi szybko, rozumiemy co trzecie słowo.
    Ustalamy, że następnego dnia pojedziemy razem na wieś. – Tam jes sestra Anny, Olha, wona stareńka duże, ale wse rozumieje – opowiada nam Walentyna.
    – Tut jes orhanizacjia, taki kozaky. Jak my szukały Walentynowicz, to widnych takyj odyn istoryk, po mami buw, ale win nedawno pomer – trajkocze Walentyna.
    Co kozacy mają wspólnego z Anną Walentynowicz? Na razie nie dopytujemy.
    Pod Smoleńskiem zginęła Ukrainka
    O rozbitym w Rosji samolocie polskiego prezydenta piszą w 2010 roku media z całego świata. O tragicznie zmarłych pasażerach również. Ukraińscy dziennikarze szczególnie interesują się urodzoną na Wołyniu Anną Walentynowicz. Odkrywają, że we wsi Sadowe pod Równem nadal żyją jej siostry i brat. Radio Swoboda tytułuje swój materiał: „W katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęła Ukrainka, której życie odmieniło los Polski”.


    Rodzeństwo zapewnia, że sławna siostra odwiedzała ich regularnie od 14 lat, gdy niespodziewanie odnaleźli się po spowodowanej wojną rozłące. Spotkania nie dożył Nazar Lubczyk, ojciec Anny, który umarł w 1996 roku.

    W Polsce niedowierzanie. Przecież ze wspomnień Anny Walentynowicz wynika coś zupełnie innego. Jej ojciec, Jan Lubczyk, był Polakiem z Kresów, zginął we wrześniu 1939 roku, trafiony odłamkiem na ulicy. Matka, Aleksandra, zarabiała jako krawcowa i umarła na zawał zaraz po nim. Anna miała jednego brata – starszego, przystojnego Andrzeja, który nie lubił się uczyć. Aresztowali go Sowieci i wywieźli na Sybir. Nigdy już stamtąd nie wrócił. Dziesięcioletnią Annę przygarnęli sąsiedzi, polska rodzina Teleśnickich. Wykorzystywali sierotę, aż od nich uciekła i zatrudniła się w stoczni.
    Czy odnaleziona na Ukrainie rodzina jest prawdziwa? W tej sprawie podzieleni są nawet bliscy Anny Walentynowicz.


    Osiem lat po katastrofie w Smoleńsku jedziemy na Ukrainę.
    Ani szkół, ani dróg
    Rodzina Anny Walentynowicz od prawie stu lat mieszka w Sadowem. Przed wojną wieś nazywała się Sienne. Leży trzydzieści kilka kilometrów od Równego. Niby blisko, ale drogi kiepskie. „Marszrutnoje taksi” – czyli zdezelowany busik – jeździ w tej okolicy raz dziennie. Walentyna nie poleca marszrutki. Organizuje łańcuszek ludzi, żebyśmy mieli własny transport.
    Mijamy domy z pobielonymi ścianami, niebieskie okiennice, płoty we wszystkich kolorach tęczy, krzyże zdobione wstęgami. Zieleń przykrywa walące się chlewiki, krzywe kominy i wychodki przy domach. Na polach pusto, w gospodarstwach ludzi niewielu.
    – Nikt nie chce tu już mieszkać. Pracy nie ma, do miasta trudno dojechać. Młodzi wyjeżdżają, starsi wymierają – mówi Walentyna. – Władze proponowały puste domy uciekinierom z Donbasu. Nawet oni ich nie chcieli. Ani szkół, ani dróg, jak tu żyć?
    Po godzinie mijamy tabliczkę z napisem „Sadowe”.
    Priśka i Nazar, rodzice Anny
    Ze wspomnień Anny Walentynowicz o domu dowiemy się niewiele. – Ogród nie był duży, miał warzywnik, drzewa owocowe i żelazne korytko z wodą dla kur.
    Priśka i Nazar, rodzice Anny, mieszkają razem od 1925 roku. Priśka pochodzi z ustosunkowanej rodziny Paszkoweć. Jej dwie siostry wyemigrowały za granicę. Mieszkają teraz w Beunos Aires w Argentynie, czasem przysyłają listy oraz zdjęcia. Jest jeszcze brat, chce zostać naukowcem. W rodzinie Priśki pielęgnuje się legendę, że są potomkami słynnego kozackiego atamana Seweryna Nalewajki, który w XVII wieku stanął na czele kozackiej rewolty. Zanim został pojmany i stracony, zdobywał miasta, mordował mieszczan i Żydów.
    Priśka, choć ciągle młoda, jest kobietą po przejściach. Jej pierwszy mąż, Ołeksa Suszczuk, utopił się w stawie kilka tygodni po narodzinach ich pierworodnego syna Iwana. Wdowa szybko jednak znalazła męża. Wpadła w oko 26-letniemu Nazarowi, który właśnie wrócił z Krakowa z przeszkolenia w polskim wojsku. Razem mają kawał ziemi – pięć dziesięcin, czyli powyżej pięciu hektarów. Nie są to latyfundia, ale chłopska rodzina – nawet spora – jakoś z tego wyżyje.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 22.08.19, 11:18
    Priśkę oprócz kozackiego pochodzenia we wsi wyróżnia jeszcze jedna rzecz: wyznanie. Należy do sztundystów. To protestancka wspólnota, która na wschodzie Europy pojawiła się kilkadziesiąt lat wcześniej wraz z niemieckimi kolonistami. Z czasem przyłączają się do niej Rosjanie, Ukraińcy i Polacy.
    Sztundystów nie ma wielu, na całym Wołyniu żyje ich około 30 tysięcy. Nie chodzą do kościoła, spotykają się w domach, żeby czytać Biblię. Sąsiedzi traktują ich jak dziwaków, bo są do bólu uczciwi, nie przeklinają i nie palą machorki. Wierni nowej religii zrywają też z tradycyjnym pijaństwem. Nawet duchowni z cerkwi są pod wrażeniem.

    Pierwsze wspólne dziecko Nazara i Priśki przychodzi na świat w 1926 roku. To Olga. Trzy lata później, 15 sierpnia 1929 roku, rodzi się Anna.
    Na świecie w tym czasie same kłopoty. W Ameryce zaczyna się Wielki Kryzys, który szybko dotrze też do Europy. W Niemczech dzięki niemu do władzy dojdzie Adolf Hitler. W Siennem coraz trudniej sprzedać mleko.
    U Lubczyków rodzą się kolejne dzieci. Po Annie pojawia się Petro, Kateryna i Nadija, która umrze jako niemowlę. Najmłodszy syn dostaje na imię Wasyl.
    Nazar i Priśka wpajają dzieciom surowe zasady wiary, nakłaniają do pobożności i modlitwy. Ale żadne z dzieci Lubczyków nie zostaje ochrzczone zaraz po urodzeniu. Sztundyści uznają, że sakrament ten należy przyjmować świadomie, najlepiej w wieku dorosłym.
    Anna Walentynowicz zrobi to w Kościele rzymskokatolickim dopiero w wieku 35 lat, gdy będzie szła do ślubu. Nie przyzna się do braku sakramentu. Będzie twierdziła, że w czasie wojny spłonął jej parafialny kościół, a wraz z nim i metryka.
    Priśka umiera, gdy Anna ma osiem lat. We wrześniu 1937 roku Nazar zostaje sam z szóstką dzieci.

    Przed ucieczką z Wołynia
    Centrum świata małej Anny to Sienne. 14 kilometrów stąd, na południe, leży miasteczko Hoszcza. Oprócz Ukraińców żyje w nim sporo Żydów i Polaków, nawet Niemców.
    Hoszcza jest oddalona o kolejne 25 kilometrów od Równego. Raz dziennie kursuje tam autobus, ale to raczej luksus dla bogatych. W Równem w każdy poniedziałek jest dzień targowy. Z okolicznych wsi zjeżdżają chłopi, tragarze biegają od wozu do wozu, sprzedawcy nawołują klientów w różnych językach. Czy Anna jeździ tam z ojcem przed wojną? Wozem konnym zabrałoby im to co najmniej pół dnia. Częściej w poniedziałki wybierają się na rynek do leżącego 6 kilometrów od Siennego Tuczyna.

    W Równem działają szkoły rosyjskie, polskie, żydowskie i ukraińskie. W hebrajskim gimnazjum Tarbut uczy się Fania Mussman. Zanim wybuchnie wojna, zdąży wyjechać do Palestyny i urodzić syna Amosa, który w przyszłości przybierze nazwisko Oz i zostanie najbardziej znanym izraelskim pisarzem.
    Młodziutka Sara Gincburg, wnuczka Klary Sandberg, która prowadzi aptekę przy głównej ulicy Równego, pisze pierwsze wiersze. Niedługo zadebiutuje w gazetce „Echa Szkolne”, weźmie udział w konkursie „Wiadomości Literackich”, zwróci na siebie uwagę Juliana Tuwima i zacznie podpisywać się Zuzanna Ginczanka.
    Anna w Równem pojawi się tuż przed ucieczką z Wołynia.
    Chodziliśmy boso
    Kampania wrześniowa jest dla Polski krótka i bolesna. Niemieccy żołnierze w kilka tygodni docierają na drugi koniec Polski, po drodze rozbijając nieprzygotowane wojsko polskie.
    Na wschodzie Niemcy zachęcają do działania ukraińskich nacjonalistów, którzy mają dezorganizować polskie zaplecze. Dla Ukraińców to okazja, aby przy pomocy Rzeszy stworzyć niepodległe państwo.
    Sytuacja pogarsza się, gdy 17 września granicę przekraczają Sowieci. Polski rząd ucieka do Rumunii już następnego dnia.
    Polska jest podzielona między dwa mocarstwa. Niepodległa Ukraina? Niemcy zostawiają nacjonalistów na lodzie. Ukraińskie powstanie nie wybucha.
    Lubczykowie dalej mieszkają w Siennem. Nie są już jednak obywatelami II Rzeczpospolitej, lecz Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Sowieci nie uznają własności prywatnej.
    – Zabrali nam ziemię, cały majątek i inwentarz. Wtedy nie mieliśmy się już w co ubrać, chodziliśmy boso – będzie wspominać Olga.
    W 1940 roku Nazar żeni się po raz drugi. Do domu wprowadza się Maria Ozarczuk, młodsza od męża o 18 lat. Pełna werwy, w chacie od razu widać zmiany. Będą mieli piątkę dzieci, przeżyją razem ponad pół wieku.
    Olga Lubczyk zapamięta, że macocha dbała o przybrane dzieci jak o swoje.
    W czerwcu 1941 mieszkańcy Siennego słyszą warkot przelatujących samolotów. Na Równe spadają bomby. Kilka dni później Anna po raz pierwszy widzi Niemców.
    – Jechali motorem z przyczepą, a wtedy my, dzieciaki, biegaliśmy od zabudowania do zabudowania i się chowaliśmy – opowie po latach.

    Ukraina staje się Komisariatem Rzeszy. Jego szef Erich Koch na swoją główną siedzibę wybiera Równe.
    Zebrania z lokalnym aparatem zaczyna od kilku słów o sobie: – Moi panowie, jestem znany jako brutalny pies.
    Zadania? Produkować żywność i dostarczyć ludzi do pracy w Rzeszy.
    Koch: – Mamy wypompować z Ukrainy wszystko.
    Na całym Wołyniu mieszka około 200 tysięcy Żydów. W Tuczynie, tuż koło Siennego, żyje ich kilkuset, w 40-tysięcznym Równem stanowią ponad połowę mieszkańców.
    Jesienią 1941 roku większość Żydów z Równego, wśród nich Klara Sandbergowa i niemal wszyscy szkolni koledzy Fani Mussman, wymaszerują pod eskortą do lasku Sosenki. Z centrum miasta to 4 kilometry. W lesie czekać będą doły. Rozstrzelanie około 15 tysięcy kobiet, mężczyzn i dzieci w Sosenkach zajmie Niemcom dwa dni. W egzekucji pomagają ukraińscy policjanci.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 22.08.19, 11:21
    Jadłam ziemniaki dla świń
    Maria – druga żona Nazara i macocha Anny – przed wojną była służącą u Edmunda Teleśnickiego, wykształconego Polaka, agronoma z cukrowni w Babinie. Gdy pojawiają się Niemcy, Teleśnicki rozpoczyna pracę jako zarządca majątku w Pustomytach, które leżą kilka kilometrów od Siennego.
    W zarządzanych przez niego Pustomytach nikt nie próżnuje. Mleczarnia pracuje na pełnych obrotach, w chlewie przybywa świń, chłopi obsiewają pola. Zatrudnia kogo się da, pracowników trzyma twardą ręką. Ale kontyngenty dla Niemców dostarcza na czas. Do dworu sprowadził rodzinę – żonę Walentynę i dwóch synów, Konstantego i Romana.
    Pierwsza na służbę do majątku idzie Olga. Wytrzymuje cztery miesiące i wraca do domu z płaczem.
    – To była ciężka robota, źle mi tam u nich było – nawet po 77 latach Olga ma łzy w oczach. – Do stołu mnie nie prosili. Jadłam ziemniaki, które gotowałam dla świń. Miejsca do spania było w domu dosyć, ale państwo pokazali mi, że mam kłaść się pod piecem. Nie dali nawet poduszki. Jedną kufajkę wsuwałam pod głowę, drugą się okrywałam i tak spałam. W końcu zostawiłam ich i poszłam do domu.

    Anna marzy, żeby się najeść
    Po ucieczce Olgi Teleśnicki jedzie rozmówić się z Lubczykami. Przejeżdża obok cerkwi i budynku szkoły w Siennem, kawałek dalej ściąga lejce i zatrzymuje wóz.
    Z domu wychodzi Nazar Lubczyk i jego młoda żona Maria. Wokół kręci się gromadka dzieci, Olga chowa się za plecami ojca i macochy.
    Marii jest trochę wstyd za Olgę, ta nieźle się nasłuchała, gdy niespodziewanie wróciła do domu. Ale przed Teleśnickim jej broni.
    – Ona zawsze przy rodzinie była – tłumaczy. – Ciężko jej. Ale się poprawi.
    Olga ma łzy w oczach. Nie chce wracać.
    – A ja to bym dała radę – wtrąca się Anna.
    Maria patrzy pytająco na Polaka. Olga ma serce w gardle.
    Edmund kiwa głową. Potrzebuje ludzi, a ta mała wydaje się inna od siostry. Chętna, ciekawa, no i chyba nie taka płaczka. Może się do czegoś nada.
    – Wskakuj.
    Anna wsiada na wóz. Ma skończone 12 lat, marzy o tym, żeby się porządnie najeść.
    Po latach opowie: – Obcy ludzie wzięli mnie, żeby się mną opiekować. Nie byli nawet w tej samej miejscowości. On był karbowym z cukrowni. Ja byłam biedna, a oni państwo. Nie mogłam inaczej się do nich się zwracać jak państwo, panicz czy panienka.

    U Teleśnickich Anna radzi sobie lepiej niż Olga. Dużo czasu spędza z Walentyną, żoną Edmunda, która po odejściu własnej córki bierze dziewczynkę pod swoje skrzydła. Uczy manier, poprawia, gdy ta przekręca polskie słowa.
    – Ja ciebie wychowam do rozumu, ty mnie do śmierci – powtarza Annie Walentyna.
    Dwór w Pustomytach jest już ogołocony z cenniejszych przedmiotów, ale herb Rawicz na szczycie i cztery okazałe kolumny nadal przypominają o czasach świetności. W przylegającej do niego kapliczce Polacy zbierają się na wspólne modlitwy. Anna po raz pierwszy chodzi na katolickie nabożeństwa, słyszy, jak odmawiają różaniec.
    Oprócz rodziny Teleśnickiego w majątku pracuje kilkudziesięciu Polaków. Jest wśród nich Julia Płocka, ciotka Mirosława Hermaszewskiego, który w przyszłości zostanie kosmonautą. Mąż Julii, Bronisław, nadzoruje mleczarnię. We dworze nadal żyją też niedobitki rodziny hrabiego Andrzeja Pruszyńskiego, którego Sowieci aresztowali i zesłali do łagru. Stanisław, najmłodszy z synów hrabiego, jest zaledwie o rok starszy od Anny. Nie wiadomo, czy polski panicz i ukraińska służąca zamienili ze sobą choć słowo. Stanisław przetrwa wojnę, po strajkach sierpniowych zapisze się do „Solidarności”, w stanie wojennym będzie pomagał internowanym i ich rodzinom.
    Czy skojarzy kiedyś Anię z Pustomytów z Anną Walentynowicz?
    UPA atakuje Pustomyty
    Ale na razie mamy początek 1943 roku. Pracujący w Pustomytach Polacy śledzą wiadomości ze świata. Ktoś podrzuca ukraińską gadzinówkę: „Hitler ogłasza żałobę narodową po klęsce pod Stalingradem”.
    Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów wydaje ulotkę: „Powstała Ukraińska Powstańcza Armia, która będzie walczyć o wolność Ukrainy, a wy, Lachy, utikajtie”. Tysiące dezerterów z ukraińskiej policji tworzą trzon UPA. Mają broń, są oswojeni z krwią. Jeszcze niedawno pomagali Niemcom likwidować getta. Dowódcy otrzymują wytyczne w sprawie Polaków: „Rozwiążemy to tak, jak Hitler sprawę żydowską. Chyba że usuną się sami”.

    Wielkanoc roku 1943 jest czerwona od krwi Lachów.
    W połowie roku UPA atakuje Pustomyty. Płonie dwór rodziny Pruszyńskich. Ciotka i wuj Hermaszewskiego zostają uduszeni sznurem. Ginie około 30 Polaków. Wśród zabitych nie ma Teleśnickich.
    Olga Lubczyk zapamięta, że Teleśniccy wyjechali wcześniej, bo nastraszyli ich „chłopcy z lasu”. Nastraszyli czy ostrzegli? Dziś trudno rozstrzygnąć, jak było naprawdę.
    14-letnia Anna ucieka z Pustomytów razem z Polakami. Dziwne: do domu ma przecież blisko, może tam w każdej chwili pobiec. Równie niezrozumiałe jest, że Teleśniccy zabierają ze sobą ukraińską służącą. Przed nimi tułaczka, a tu jeszcze jedna osoba do wykarmienia.
    Nazar nie może się pogodzić z wyjazdem córki. Gdy dowiaduje się, że Anna jest z Teleśnickimi w oddalonej o kilkanaście kilometrów Hoszczy, wybiera się, żeby sprowadzić ją do domu. Miasteczko chronione jest przez niemiecki posterunek i polską samoobronę.
    Olga Lubczyk: – Ojciec pojechał po Anię do Teleśnickich. Powiedzieli mu, że wyszła na zabawę, a tak naprawdę kazali jej siedzieć w domu i nikomu się nie pokazywać.
    Nazar czeka na nią do samej nocy, w końcu wraca sam do domu. Nigdy nie spotka już córki.

    Czas zabijania
    Na Wołyniu trwa rzeź. W niedzielę 11 lipca 1943 roku UPA uderza jednocześnie na około stu miejscowości, w których żyją Polacy. Zgromadzeni w kościołach wierni są wyjątkowo łatwym celem. Można otoczyć budynek, zamknąć drzwi, wrzucić do środka granat albo strzelać do tłumu z karabinów maszynowych. W czasie kiedy jedna grupa banderowców pilnuje, by nikt nie wyszedł żywy z kościoła, inni chodzą po wsi i zabijają ludzi w domach. Ciał na ogół się nie zakopuje, bo mają stanowić przestrogę dla innych Polaków. Tak jak nadziane na sztachety płotu zwłoki dzieci.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 22.08.19, 11:23
    Zgodnie z planem po wymordowaniu ludzi w jednej miejscowości, oddziały szybko przemieszczają się do następnej.
    Polacy próbują chować się na polach, w zbożu, szukają kryjówek w lasach. Lipcowe noce są jednak krótkie, nie dają schronienia. O tym, czy uda się przeżyć, decyduje czasem wysokość kłosów zboża.
    Do zabijania służy wszystko: broń palna, bagnety, butelki z benzyną, granaty, noże, siekiery, piły, kosy, widły, młotki, drągi, kołki, kamienie.
    Anna ucieka z Wołynia
    Teleśnicki dobrze przygotowuje rodzinę do ucieczki. Mają jedzenie, bimber na łapówki, na wozach cenniejszy dobytek. Zabierają nawet trochę złota na czarną godzinę. Część kosztowności Edmund razem z synami zakopują w puszce pod jednym z drzew w Pustomytach. Wkładają do niej też rodzinne dokumenty.
    Przemieszczają się ostrożnie. Tuczyn i Hoszcza to pierwsze przystanki, są tam niemieckie posterunki i polska samoobrona. Potem Hruszwica. Stąd również muszą uciekać, po ostrzeżeniu znajomego Ukraińca. Przenoszą się do pobliskich Dziatkiewicz. Tygodniami kluczą, zawracają, nadkładają drogi. Na koniec docierają do Równego. Pokonują ponad 100 kilometrów, choć normalnie mieliby do przejechania 30.
    W Równem stacjonuje niemiecki garnizon, jest dworzec kolejowy. Na ulicach koczują setki Polaków, którzy uciekli przed banderowcami. Teleśnickim dzięki przedwojennym znajomościom udaje się znaleźć kąt do spania. Przekupują niemieckich strażników transportu wojskowego. Najprawdopodobniej stąd, przez Brześć, na początku 1944 roku wydostają się z Wołynia. Do pociągu wsiada z nimi także Anna.

    – Myślała, że wszyscy zginęliśmy – zapamięta Olga. – Tak powiedzieli jej Teleśniccy. Okłamali ją.
    To prawdopodobne. Pytanie tylko, czy Teleśniccy skłamali świadomie.
    W grudniu 1943 roku sowieccy partyzanci podpalili mleczarnię w Pustomytach. Niemcy w odwecie spacyfikowali okoliczne wsie, zamordowali kilkuset mieszkańców. W Siennem też spalili większość chałup i jeden ze szkolnych budynków. Informacja o masakrze zapewne dotarła do Teleśnickich. Mogą być przekonani, że Lubczykowie nie żyją.
    Sowieci wkraczają na Wołyń w lutym 1944 roku. Stalin mści się na Ukraińcach za to, że przetrwali niemiecką okupację. Nie walczyli do końca? Na front! W Siennem wygląda to tak: 20 marca konny oddział Armii Czerwonej otacza wioskę i wyłapuje dorosłych mężczyzn. Niektórzy uciekają. Między nimi Iwan – najstarszy, przyrodni brat Anny. Strzał pod nogi, przestaje biec i podnosi ręce do góry. Z Wołynia w ciągu kilku dni zmobilizowano w taki sposób 90 tysięcy osób. Oprócz Iwana jest wśród nich 45-letni Nazar Lubczyk. Tu ich drogi jednak się rozchodzą. Iwan odmawia służby w sowieckiej armii.


    Cztery dni później przesłuchuje go porucznik Gomzin z radzieckiej służby bezpieczeństwa. Ze starannie prowadzonych akt sprawy dowiadujemy się, że obywatel Iwan Aleksiejewicz Suszczyk (niekarany, kawaler, piśmienny, pochodzenie chłopskie) z Siennego nie wyjeżdżał. Przesłuchanie odbywa się w uprzejmej formie (przynajmniej na papierze). Iwan jako powód odmowy służby podaje przynależność do UPA. I dyktuje do protokołu: – W 1943 roku w czerwcu zaproponowano mi wstąpienie do kontrrewolucyjnej nacjonalistycznej bandy UPA. Nadali mi pseudonim „Saszko” i jako ochotnikowi UPA powierzono mi prowadzenie szkolenia wojskowego dla młodzieży, która także była w UPA.
    – Kogo szkoliliście? – Chłopaków z naszej wioski. Tkaczuka Stepana, Bojczuka Osipa, Dawydiuka Trofima. Innych nie pamiętam, było u mnie 20 ludzi.
    Porucznik upewnia się, że decyzja o odmowie wstąpienia do armii podjęta jest świadomie, co obywatel Suszczuk potwierdza. Od siebie jeszcze dodaje, że ponieważ jest członkiem UPA, to musi prowadzić walkę z władzą radziecką. Akta sprawy uzupełnia ankieta personalna Iwana, z której wynika, że „siostra Anna Nazarowna Lubczyk wyjechała z Polakiem nie wiadomo dokąd”. Wyrok zapada miesiąc później. 15 lat katorżniczych prac i konfiskata mienia. Szanse na przeżycie – marne.
    Wiele lat później krewni Iwana będą twierdzić, że dowody przeciwko niemu zostały sfabrykowane. Z akt wynika jednak coś przeciwnego. Iwan jest idealistą, zachowuje się zgodnie ze swoim sumieniem. Odmawia służby w komunistycznej armii, oświadcza, że chce walczyć z władzą radziecką i że członkiem UPA został na ochotnika.
    W Workucie, najgorszym obozie sowieckiego Gułagu, będzie wydobywać węgiel przez 12 lat, dwa miesiące i dwa dni. Okolica słynie z zimna (mrozu nie ma tylko przez dwa miesiące) i ostro tnących komarów latem. Po powrocie zamieszka w Sławucie, kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnej wsi. Radzieckie władze, nawet jeśli wypuszczą skazanych przed końcem wyroku, nie pozwolą im wracać od razu do domów. Z siostrą, która „wyjechała z Polakiem”, Iwan spotka się ponad pół wieku później. Przygotuje dla niej w prezencie krzak klematysu (pnący, wytrzymały, dobry na reumatyzm) i trochę suszonych grzybów.

    O Annę pyta KGB
    Nazar Lubczyk do Armii Czerwonej idzie bez sprzeciwu. Jego szanse na przeżycie też są marne. Po krótkim przeszkoleniu ruszy na front. Od politruków słyszy: „Musicie swoją krwią zmyć winy przed Ojczyzną i jej wielkim przywódcą, towarzyszem Stalinem”.
    Weźmie udział bitwie o Ostrów, z okrzykiem „urrra” przeprawi się wpław przez rzekę Wielikaja, koło wioski Kozły wraz z oddziałem odeprze sześć ataków niemieckich czołgów. Stalin przyzna mu za to Order Sławy trzeciej klasy. Do domu Nazar wróci bez czterech palców lewej ręki, które zostaną w błotach między Pskowem a Smoleńskiem. Wnukom opowie, że jeden karabin przypadał na trzech żołnierzy. Po wojnie ojciec Anny zatrudni się jako listonosz. W Dzień Zwycięstwa będzie przypinał order i przyjmował kwiaty od dzieci ze szkoły w Siennem. Jego zdjęcie z podobiznami innych bohaterów wojny ojczyźnianej zawiśnie na korytarzu między klasami.
    Gdy w latach 90. jego dzieci zaczną szukać zaginionej Anny, machnie tylko ręką. – Gdyby żyła, to by się już dawno się odezwała.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 22.08.19, 11:23
    Nadziei nie ma już od lat. Na pamiątkę po zaginionej jednej z urodzonych po wojnie córek da na imię Anna.

    Druga Anna odegra ważną rolę w życiu swojej przyrodniej siostry. W latach 80. radzieckie służby będą interesować się polską opozycjonistką i zadzwonią do wsi. Od dyrektora szkoły dowiedzą się, że córka Nazara Lubczyka dalej mieszka w Sadowem. KGB uzna sprawę za wyjaśnioną. Zwłaszcza, że Lubczyk w żadnych dokumentach nie przyznaje się do córki w Polsce.

    wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25087636,co-kozacy-maja-wspolnego-z-anna-walentynowicz.html

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka