Dodaj do ulubionych

Co wiemy o bogactwie?

09.09.19, 07:32
krytykapolityczna.pl/kraj/co-myslimy-o-bogactwie-fejfer/

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • oby.watel 09.09.19, 16:58
    Profesor Witold Orłowski. Uwaga! Nie dla idiotów!

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • diabollo 09.09.19, 20:41
    Gdyby to było tak proste i praca wyciągałaby z biedy, a zasiłki by w nią wpędzały, Bangladesz powinni zaludniać multimilionerzy, a Szwecja - dawno zbankrutować. Zanim więc zaczniesz prawić komunały o tym, że ciężką pracą ludzie się bogacą, zbadaj swój przywilej.

    wyborcza.pl/7,155290,25125964,zasilki-nie-wyciagaja-z-biedy-praca-niestety-tez-nie.html#S.main_topic-K.P-B.3-L.3.glowka
    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 09.09.19, 20:50
    Nigdy nie twierdziłem, że zasiłki są złe. Są dobre pod warunkiem, że są przyznawane z głową. Poza tym najpierw należy zbudować dobrobyt, zadbać o stabilna gospodarkę, a dopiero potem rozdawać nadwyżkę. A nie zadłużać na potęgę przyszłe pokolenia. Nie jest dobrym rodzicem ktoś, przyznasz, kto pożycza po to, żeby zwiększyć dziecku kieszonkowe, kupować mu drogie ciuchy i w końcu zostawić z długami do spłacenia.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • diabollo 10.09.19, 07:21
    Adriana Rozwadowska

    Zasiłki nie wyciągają z biedy. Praca - też nie. Spadek? Jak najbardziej

    Gdyby to było tak proste i praca wyciągałaby z biedy, a zasiłki by w nią wpędzały, Bangladesz powinni zaludniać multimilionerzy, a Szwecja - dawno zbankrutować. Zanim więc zaczniesz prawić komunały o tym, że ciężką pracą ludzie się bogacą, zbadaj swój przywilej.

    W Szwajcarii multimilionerów i miliarderów jest ok. 7 tys. To nadzwyczajne stężenie: jeden miliarder na każde sześć kilometrów kwadratowych kraju! Zajmujący się badaniem źródeł bogactwa socjolog prof. dr Ueli Mäder z Uniwersytetu w Bazylei głosi tezę: "Żaden z miliarderów nie zarobił fortuny czystą ciężką pracą".
    Mäder przeanalizował źródła szwajcarskiej plagi multimilionerów i miliarderów. Okazało się, że połowa z nich do Szwajcarii przybyła z zagranicy - przyciągnięta korzystną dla najbogatszych polityką podatkową, szczególnie w kwestii spadków. Reszta - w przygniatającej większości - majątek odziedziczyła po rodzinie lub wżeniła się w cudzy. Ani jeden z analizowanych milionerów nie został nim drogą od pucybuta do milionera - choć porzekadło to powtarzamy tak często, że zdawałoby się, że musi być prawdziwe, a podobnych przypadków - tysiące.

    "Milionerzy wcale nie są szczególnie pomysłowi. Po prostu mają pieniądze, którymi mogą grać, np. inwestować w nieruchomości - pomysł nieszczególnie innowacyjny - i wyciągać z tego profity" - twierdzi Mäder.
    Podziw dla spadkobierców, pogarda dla klasy pracującej
    Podobnie rzadko szczególnie kreatywni są ludzie ubodzy - mało który z nich wpada na pomysł zbudowania globalnego imperium logistycznego czy upowszechnienia nowego sposobu pozyskiwania grafenu. Im jednak nie uchodzi to płazem. Jeden zasługuje na milionowy spadek, w przypadku innego razi niewystarczający na przeżycie zasiłek.
    Ot, choćby w kwietniu na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" Sebastian Stodolak nawoływał, aby nie wierzyć politykom, którzy obiecują nam pieniądze. W tekście "Milton miał rację. Z ubóstwa wychodzi się dzięki pracy, a nie zasiłkom" w żaden sposób jednak nie dowodzi, dlaczego teza Friedmana miała się sprawdzić.

    Nie bierze za to jeńców: jego zdaniem "zasiłki konserwują biedę", "krzywdzą nasze dzieci", "szkodzą pokoleniom" oraz "nie takie powinny być aspiracje narodu". Powołuje się też na przykład... Szwajcarii. "Szwajcarzy nie widzą wartości w pieniądzach otrzymywanych za nic. Uważają, że psują one ludzi" - pisze, choć nie wyjaśnia, dlaczego wysokie zasiłki w Norwegii, Szwecji czy Danii nie tylko nie psują ludzi, ale też skandynawskie współczynniki aktywności zawodowej należą do najwyższych na kontynencie. Być może po prostu sprawa nie jest tak prosta, a obecność zasiłków per se nie przekłada się na ubóstwo i désintéressement pracą, ich nieobecność zaś - na bogactwo i brak bezrobocia, a człowiek nie jest prostym programem, w którym komenda "odbieram ci zasiłek" spowoduje natychmiastowe podjęcie pracy? Idźmy dalej.
    "Biednym praca się nie opłaca" - to już Aleksandra Pucułek na łamach "Polityki". "Polski system pomocy społecznej jest irracjonalny: zniechęca do pracy" - pisze Pucułek, choć po pierwsze, nie różni się on zbytnio od innych europejskich systemów, po wtóre, chwilę dalej Pucułek - chyba przypadkiem - wylicza prawdziwe powody biedy. I nie jest to brak zainteresowania pracą.


    Dowiadujemy się bowiem, że w pewnej wsi połowa dorosłych nie pracuje i przychodzi po pomoc do GOPS-u, chwilę później - że w okolicy po prostu nie ma żadnej większej fabryki. Poznajemy Justynę, matkę trojga chorych dzieci porzuconą przez męża, czy Monikę, matkę czworga, której mąż zarabia 1,2 tys. zł dzięki sprzątaniu na zlecenie. "Miesięcznie rodzina z pięciorgiem dzieci może otrzymać w sumie ponad 4 tys. zł" - pisze Pucułek, choć bohaterki nie mają pięciorga dzieci, mąż Moniki pracuje, mąż Justyny zostawił ją i troje dzieci na lodzie. "Czwórka" brzmi jednak dobrze i okrągło - to przecież blisko średnia krajowa! - więc zarówno Pucułek, jak i wielu dziennikarzy i dziennikarek stosuje maksymalną kwotę uwzględniającą wszelkie możliwe zasiłki. Rodzin łapiących się na nie wszystkie jest promil.


    Około 85 proc. polskich bezrobotnych bowiem zasiłku dla bezrobotnych NIE pobiera - nie mają do niego prawa. Z kolei 15 proc., które (przez rok, nie wiecznie) pobiera środki pozwalające na przeżycie w okresie bez pracy, otrzymuje 823,60 zł przez trzy miesiące i 646,70 zł przez kolejne, potem - nic. Żyć nie umierać.
    500+: albo jednoznacznie dobre, albo tylko złe
    "Nie wierzcie publicystom, którzy twierdzą, że zasiłki 'demoralizują', a metoda kija i przymusu ekonomicznego spowoduje, że współczynnik aktywności zawodowej wystrzeli w niebo" - chciałoby się sparafrazować za Stodolakiem.
    Kto apodyktycznie pisze, że zasiłki rozleniwiają, demoralizują czy - jak Ryszard Petru - "promują dezaktywizację zawodową", a tylko pracą ludzie się bogacą, popełnia co najmniej kilka nieuczciwości.
    Po pierwsze, przedstawia nam fałszywą alternatywę: zasiłki zawsze demoralizują, praca zaś zawsze wzbogaca. Dane tego nie potwierdzają: przeczy temu choćby istnienie pracujących biednych, czyli osób, które mimo pracy z trudem dożywają końca miesiąca - co mimo rynku pracownika w 2018 roku było rzeczywistością co dziewiątej pracującej (!) osoby w Polsce.

    CDN...


    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 10.09.19, 07:23
    Przypadłością polskiej debaty o polityce społecznej jest absolutny brak tolerancji dysonansu poznawczego: czy płaca minimalna, czy zasiłek dla bezrobotnych, czy 500+: muszą być albo tylko dobre, albo tylko złe. Prawda jest bardziej skomplikowana - wystarczy sięgnąć po opracowania tych, którzy biedą się zajmują - nie tylko znają z opowieści: prof. Ryszarda Szarfenberga, nieżyjącej już prof. Elżbiety Tarkowskiej - czy po raport stowarzyszenia Wiosna.
    Na ubóstwo składa się wiele czynników: samotne rodzicielstwo, kosztowne choroby członka rodziny (ok. 25 proc. osób ubogich jest niepełnosprawnych), wypadki losowe czy nieprzewidziane wydatki, które wpychają w spiralę kredytową. W raporcie Wiosny pojawiają się osoby, które żyją w ubóstwie, choć wcześniej uważały, że bieda nigdy ich nie dotknie.
    Po drugie, hasło "zasiłki demoralizują" jest nie empirycznie potwierdzonym faktem, ale zaledwie dowodem anegdotycznym. Matka mojego kolegi przez dwie noce nie spała, uporczywie wpatrując się w żarówkę. Pozytywnie przeszła przez komisję lekarską, otrzymała rentę. Czy jednak przypadek pani Krystyny jest wystarczającym powodem, dla którego zlikwidować należy renty dla wszystkich cierpiących na problemy neurologiczne?

    Po trzecie, wielokrotnie falsyfikowana hipoteza o korelacji między ciężką pracą a finansowym powodzeniem w życiu to po prostu mechanizm obronny: chroni przed lękiem ("Skoro jestem pracowity, nigdy nie wpadnę w biedę") i podwyższa poczucie własnej wartości (skoro zawsze istnieją jacyś gorsi). To także samooszukiwanie się: bo historie osób, które - jak deklarują - "do wszystkiego doszły same", są bardzo często naciągane. Z dwóch względów.
    Pierwszy? Wzięcie kredytu na 30 lat - przez wielu w Polsce uważane za synonim odpowiedzialności i dorosłości - nie oznacza wyjścia z biedy. Oznacza niebycie w niej na kredyt. Jeden wypadek losowy i przepadłeś.
    Drugi? Zbadaj swój przywilej!
    Wielu polskich self-made manów przeocza feerię drobiazgów: rodziców, którzy czytali do snu i ponosili koszty błędów młodości progenitury, a na 20. urodziny kupili przechodzone, bo przechodzone, ale auto, beztroskie studia na państwowym uniwersytecie, pracę dzięki znajomości odpowiedniej osoby, mieszkanie po babci i coroczne wakacje na koszt zamożnej ciotki. Gdyby nie one, ich cztery na rękę ledwo starczyłoby na przeżycie. Gdyby nie one, być może nie mieliby czasu kończyć studiów.
    Niektórych stać na błędy, bezpłatny staż i inwestycje. Inni muszą się koncentrować na bieżącym przeżyciu i chwytać pierwszą lepszą pracę. Nie starcza im czasu ani sił na zmianę. Niektórzy wpadają w dołki i stać ich na prywatną psychoterapię - szybciej stają na nogi. Inni czekają w dwuletniej kolejce do psychologa. Niektórych stać na nietani kurs programistyczny - inni nie mają środków na jego podjęcie.

    Zasiłki może i nie wyciągają trwale z biedy, ale ciężka praca sama w sobie - także nie. Za to i zasiłki, i praca są w stanie wyciągnąć z niej przy dużym kapitale społeczno-kulturowym, dobrych usługach państwowych - np. dobrej edukacji - talencie i dawce szczęścia. Bo gdyby ciężka praca wystarczała, najwięcej milionerów byłoby w Bangladeszu, lekarze rezydenci czy pracownicy ochrony spędzający w pracy kilkanaście godzin - ludzie pracowici! - zarabialiby doskonale. Gdyby tak było, wskaźniki aktywności zawodowej w bogatych krajach Europy powinny sięgać dna, a nie 80 proc.
    Ueli Mäder opowiada, że spotkał kiedyś w Bazylei bogatego przedsiębiorcę.
    - Panie Mäder, zawsze wspiera pan ludzi uzależnionych od państwowego wsparcia - miał powiedzieć do socjologa. Sam swoją firmę odziedziczył.
    -----

    wyborcza.pl/7,155290,25125964,zasilki-nie-wyciagaja-z-biedy-praca-niestety-tez-nie.html#S.main_topic-K.P-B.3-L.3.glowka
    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • oby.watel 10.09.19, 07:41
    Czyli wystarczy w Bangladeszu wprowadzić program 500+ dla kazdego, żeby wyciągnąć mieszkańców z biedy. Zastanawiam się jaki jest sens i cel publikowaniu takich pierdoletów przez zdawać by się mogło poważny dziennik. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce wszyscy byli milionerami. Co wcale nie oznacza, że poziom życia był wyższy niż dziś. najniższa płaca przy takich rządach spokojnie może osiągnąć 4.000 zł za dwa lata i 10.000 za cztery.

    --
    Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
  • grzespelc 11.09.19, 20:07
    Ano właśnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka