Dodaj do ulubionych

Homoseksualiści w obozach koncentracyjnych

05.10.19, 09:13
Homoseksualiści w obozach koncentracyjnych byli na samym dole więziennej drabiny, razem z Żydami
Marta Grzywacz

Naziści próbowali "leczyć" homoseksualistów, zmuszając ich do wizyt w obozowych burdelach. Wielu zostało poddanych przymusowej lub "dobrowolnej" kastracji. Władze obozowe były również przekonane, że homoseksualizm da się wyleczyć za pomocą ciężkiej pracy.

Dla Ernsta Ellsona 23 marca 1941 r. miał być szczęśliwym dniem, właśnie wychodził z więzienia. Ale gdy był już przy bramie, zatrzymał go strażnik z nakazem tymczasowego aresztowania prewencyjnego.
Urodzony w Düsseldorfie w 1904 r. Ellson był homoseksualistą i policja obyczajowa o tym wiedziała. Od czasu do czasu robiła naloty na lokale czy toalety publiczne, gdzie spotykali się geje, ale Ellsona nie złapała na gorącym uczynku. Doniósł na niego niejaki Willi M. zatrzymany w listopadzie 1940 r. za prostytucję. Zeznał, że Ellson był jego klientem.

Na podstawie art. 175 niemieckiego kodeksu karnego sąd w Essen skazał Ellsona na cztery miesiące odsiadki. Jednak według dyrektywy szefa SS Heinricha Himmlera z 12 lipca 1940 r. wszyscy homoseksualiści, którzy mieli więcej niż jednego partnera, po zwolnieniu z więzienia powinni być obejmowani „aresztem prewencyjnym”, który w praktyce oznaczał obóz koncentracyjny. Jako zagrażający egzystencji i bezpieczeństwu narodu Ellson pojechał do Buchenwaldu. We wrześniu 1942 r. przeniesiono go do Gross-Rosen, a miesiąc później do Auschwitz.
Zagrożenie rasy
Artykuł 175 obowiązywał w Niemczech od 1871 r. i przewidywał dwa lata więzienia i utratę praw obywatelskich za przeciwny naturze nierząd, do którego dochodzi pomiędzy osobami płci męskiej albo między człowiekiem i zwierzęciem. W porównaniu z Wielką Brytanią czy ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie groziła za to nawet kara śmierci, były to regulacje łagodne. Jeszcze w Republice Weimarskiej o homoseksualizmie dyskutowano swobodnie. W środowiskach akademickich powstał nawet Komitet Naukowo-Humanitarny pod kierunkiem berlińskiego lekarza seksuologa Magnusa Hirschfelda, który domagał się zniesienia artykułu 175, propagował edukację seksualną, a w 1912 r. zapobiegł rozszerzeniu tego przepisu na kobiety. Ale gdy w 1924 r. policja w Hanowerze aresztowała Fritza Haarmanna, który razem z kochankiem zamordował co najmniej 27 nastoletnich chłopców, homofobia w społeczeństwie się nasiliła. Liczba spraw sądowych z art. 175 zaczęła rosnąć – o ile w 1923 r. skazano 503 osoby, o tyle w 1927 r. było ich już prawie dwa razy tyle.
Im silniejsza była władza Hitlera, tym ostrzej traktowano homoseksualistów, których Himmler uważał za degeneratów i odszczepieńców zagrażających aryjskiej rasie i prorodzinnej polityce Niemiec. Im mniej dzieci się rodzi, tym słabszy jest kraj, uważał szef SS.
Dla naszych przodków – mówił – te indywidua były po prostu czymś niemoralnym. Homoseksualiści, nazywani urningami, byli topieni w bagnach. (…) To nie była kara – to było po prostu pozbywanie się czegoś nienormalnego.
Lesbijki nie szkodzą
Kurs jeszcze się zaostrzył po nocy długich noży i rozprawieniu się przez Hitlera z przywódcą SA Ernstem Röhmem. Powodem były względy polityczne, jednak jawny homoseksualizm zamordowanego w monachijskim więzieniu Röhma odegrał też rolę. 3 lipca 1934 r., dwa dni po jego śmierci, bawarskie ministerstwo spraw wewnętrznych rozpoczęło aresztowania w środowisku homoseksualistów. W nocy z 20 na 21 października podczas obławy w Bawarii w ręce policji wpadło ich kilkuset. Część wysłano do obozu koncentracyjnego w Dachau.


Krótko potem MSW zarekomendowało zaostrzenie przepisów. Do art. 175 miały dojść punkty przewidujące kary za jakikolwiek kontakt seksualny między mężczyznami, a nawet za trzymanie się za ręce, niewłaściwe spojrzenie czy choćby samo podejrzenie kontaktu. Kara za „ciężki nierząd” wzrosła do 10 lat więzienia.
Spośród około 50 tys. mężczyzn ukaranych w III Rzeszy za homoseksualizm według różnych szacunków od 5 tys. do 15 tys. uwięzionych zostało w obozach koncentracyjnych. Naziści uznali, że to wystarczy, aby odstraszyć resztę.
Z art. 175 nie karano Żydów, Polaków i przedstawicieli innych narodowości na terenach okupowanych. Himmler uważał bowiem, że skoro homoseksualizm niszczy morale narodu i biologicznie go osłabia, to w państwach podbitych powinien istnieć.
Przepisów nigdy też nie rozszerzono na kobiety, choć brano to pod uwagę. W związkach lesbijskich Himmler ostatecznie nie dostrzegł zagrożenia dla zdolności reprodukcyjnych narodu. Lesbijki były w obozach koncentracyjnych, ale z powodu innych przestępstw, jako kryminalistki albo asocjalne – prostytutki, bezdomne, chore umysłowo czy alkoholiczki, które niszczyły jakoby zdrową tkankę narodu.
"Pedalska świnia"
Josef Kohout pochodził z porządnej, katolickiej, wiedeńskiej rodziny. Polityką się nie interesował. Całe to gadanie o rasie panów i opatrzności, która zesłała niemiecki naród, żeby rządził Europą, wydawało mu się przesadzone. Jako wysoki, atletycznie zbudowany blondyn mógł uchodzić za modelowego Aryjczyka. Ale był homoseksualistą. Swego partnera poznał pod koniec 1938 r. podczas studiów. Franz był synem nazistowskiego dygnitarza i studentem medycyny. Ich marzenia o wspólnej przyszłości skończyły się w marcu 1939 r., gdy gestapo aresztowało Josefa jako „pedalską świnię”. Wyrok: sześć miesięcy ciężkiego więzienia. U jego przyjaciela stwierdzono „chorobę umysłową” i został zwolniony.

CDN...


--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Edytor zaawansowany
  • diabollo 05.10.19, 09:13
    W dniu wyjścia na wolność Kohout, podobnie jak Ellson, dowiedział się, że wyrok został przedłużony i odjedzie do obozu w Sachsenhausen. Już podczas transportu heteroseksualni kryminaliści uświadomili mu, czym będzie obozowe życie „ciepłej świni”. Moi towarzysze chcieli się zabawić, bo stwierdzili, że jest im nudno – wspominał. Poszturchiwaniem i biciem, gdyż dobrowolnie nie byłem w stanie tego zrobić, zmuszali mnie, bym brał do ust ich członki. Każdy wymagał tego po kilka razy dziennie. (…) Było im całkowicie obojętne, że do odczuwania jakichkolwiek seksualnych bodźców potrzebna jest gotowość i pociąg, także u homoseksualistów.

    Na samym dnie
    W obozach więźniowie oznaczani byli trójkątami naszytymi na ubrania. Polityczni mieli czerwony, asocjalni – czarny, kryminaliści – zielony, Żydzi – żółty, świadkowie Jehowy – fioletowy. Homoseksualistów oznaczano trójkątem różowym, a niekiedy literą A – od „Arschficker” (dosł. dający dupy). W Sachsenhausen odseparowano ich od reszty więźniów w tzw. ciotowskim bloku, musieli się meldować jako „spedaleni skurwiele”. Żeby się nie masturbowali, kazano im spać z rękoma na pościeli. Więzień przyłapany na tym podczas jednej z częstych nocnych kontroli był wyciągany z łóżka, wylewano na niego kubły wody i mokry stał przez godzinę na zewnątrz. Zimą kończyło się to zwykle śmiercią.
    Kohout w książce pt. „Mężczyźni z różowym trójkątem”, którą napisał wspólnie z przyjacielem Johannem Naumannem pod pseudonimem Heinz Heger, opisuje, jak jednego z obozowych gejów esesmani powiesili za ręce, łaskotali w podeszwy stóp i inne wrażliwe miejsca za pomocą gęsich piór. Kiedy mężczyzna zaczął krzyczeć, dali mu chwilę odpocząć, a jeden z esesmanów przyniósł dwa kubki – z zimną i gorącą wodą. A teraz, ty pedalskie ścierwo – powiedział – podgotujemy ci jajka, a potem schłodzimy, to się zaraz rozgrzejesz. Naprzemienne „kąpiele” zastosowano kilka razy. Ciężko poparzony więzień nie był już w stanie krzyczeć.
    Na koniec włożyli mu w odbyt trzonek miotły. Stracił przytomność, ale żył, dopóki jeden z esesmanów nie rozbił mu głowy stołkiem.
    Homoseksualiści byli na samym dole obozowej drabiny, razem z Żydami dręczeni nie tylko przez strażników, ale także więźniów.
    "Dobrowolni" kastraci
    W 1940 r. duński endokrynolog Carl Varnet ogłosił, że wynalazł terapię hormonalną na wyleczenie homoseksualizmu. Miała polegać na wstrzykiwaniu testosteronu do jąder pacjenta. Badania chciał rozwijać, ale brakowało mu pieniędzy. Jako członek duńskiej partii nazistowskiej wystarał się o prowadzenie eksperymentów pod nadzorem SS i w czerwcu 1944 r. został skierowany do obozu w Buchenwaldzie. Jako króliki doświadczalne posłużyło mu 17 mężczyzn: homo-, bi- i heteroseksualnych. Varnet chciał się przekonać, czy po wstrzyknięciu testosteronu mężczyźni będą zainteresowani płcią przeciwną. Pisał w raporcie: [pacjent] Jest opanowany, również pod względem psychicznym, czuje się wyzwolonym człowiekiem. Inni więźniowie opowiadają mu, że wygląda młodziej. Jego erotyczne myślenie uległo zmianie, wcześniej marzył o młodych mężczyznach, od teraz myśli tylko o kobietach. Uważa, że warunki życia w obozie nie są dobre; myślał o kobietach w burdelach, ale ze względów religijnych nie mógłby tam iść.

    CDN...

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 05.10.19, 09:15
    Naziści próbowali „leczyć” homoseksualistów, zmuszając ich do wizyt w burdelach, które powstawały w obozach na polecenie Himmlera od 1943 r. Kobiety sprowadzano do nich m.in. z obozu w Ravensbrück. Z jednej strony miały służyć zwykłym więźniom, żeby zachęcić ich do pracy, z drugiej – zapobiegać szerzącemu się homoseksualizmowi. W obozie we Flossenbürgu w ścianach drążono dziury, przez które obserwowano postęp w „leczeniu”.
    W obozach homoseksualiści często byli kastrowani – „dobrowolnie” lub przymusowo. Niemcy i temu nadali podstawy prawne – „dobrowolna” kastracja odbywała się więc na mocy „ustawy o profilaktyce obciążonego dziedzicznie potomstwa” z lipca 1933 r. W zamian więzień mógł opuścić obóz, co jednak nie oznaczało wolności. „Dobrowolni” kastraci na równi z kryminalistami przydzielani byli do dywizji karnej Oskara Dirlewangera i wysyłani do walki. Natomiast na podstawie „ustawy przeciw niebezpiecznym recydywistom i o środkach zabezpieczenia i poprawy” z listopada 1933 r. przeprowadzano kastracje przymusowe.
    Jako obywatele niemieccy więźniowie z paragrafu 175 nie podlegali selekcjom na śmierć przeprowadzanym przez lekarzy SS wśród chorych i wycieńczonych. Niemniej podobnie jak inni ginęli na skutek tortur i ciężkiej pracy. Choć w nielicznej literaturze, która porusza problem homoseksualistów w obozach, spotyka się opinie, że kierowani byli oni do szczególnie ciężkich prac, to na tle pozostałych więźniów nie stanowili pod tym względem wyjątku.
    To, co ich wyróżniało, to raczej przekonanie władz obozowych, że homoseksualizm da się wyleczyć za pomocą ciężkiej pracy.
    Takiego zdania był między innymi Rudolf Höss, komendant Sachsenhausen, a potem Auschwitz.
    Szacuje się, że w obozach koncentracyjnych zginęło około dwóch trzecich więźniów osadzonych tam na podstawie art. 175. Nie wiadomo, jak wielu zesłano do Auschwitz. Mówi się o 77 mężczyznach, spośród których zginęło co najmniej 43 – w tym Ernst Ellson.
    Miłość w Auschwitz
    Szansą na przeżycie było pełnienie funkcji kapo – szefów bloków, izb albo komand roboczych – a także majstrów, urzędników czy pielęgniarzy. Więźniowie funkcyjni, mieszkający często w lepszych warunkach i lepiej odżywieni, byli nie tylko zdrowsi, ale mieli też więcej wigoru. Jeśli więc w przypadku większości więźniów w Auschwitz problem zaspokajania potrzeb seksualnych zanikał wraz z wygłodzeniem i wyniszczeniem organizmu, to więźniowie funkcyjni tracili popęd seksualny w mniejszym stopniu. Swoje potrzeby zaspokajali za dodatkową porcję jedzenia czy ofertę lepszej pracy. Często funkcję ich partnerów pełnili młodzi Żydzi lub Polacy, tzw. piple; bywało, że były to jeszcze dzieci. Takie związki występowały także w obozie kobiecym.

    Joachim Neander, autor publikacji „Dla przyjaciół – Karl”, pisał, że nie wszyscy utrzymujący związki homoseksualne w Auschwitz byli gejami czy lesbijkami. Takie zachowania były czasem rezultatem wykorzystania uprzywilejowanej pozycji i ratowania życia. Jednak zdarzały się i prawdziwe romanse, także w Auschwitz. Karl Gorath, homoseksualista, który w wieku 26 lat został więźniem obozu w Neuengamme i był tam pielęgniarzem, w 1943 r. wraz z grupą innych pielęgniarzy odmówił zmniejszania racji chleba dla chorych więźniów z Polski i za karę przeniesiono go do Auschwitz. Tam przeżył największą miłość swojego życia. Jego kochankami byli dwaj młodsi Polacy – Tadeusz i Zbigniew. Kiedy po 50 latach przyjechał do Auschwitz w towarzystwie innych gejów, pokazał im mały pokoik na drugim piętrze jednego z bloków. „Tu spędziłem najszczęśliwszy okres swojego życia. Ze Zbigniewem – opowiadał. – Raz w życiu doznałem tak głębokiej miłości ze strony innego mężczyzny i to było tu, w obozie, wśród całej nędzy wokół nas, nigdy wcześniej i nigdy później”. Pod pomnikiem w Birkenau położył bukiet różowych róż z odręcznie napisaną kartką:
    Dla moich towarzyszy Zbigniewa i Tadeusza – Karl.

    Po wyzwoleniu Dachau Josef Kohout wrócił do domu, gdzie dowiedział się, że jego ojciec w 1942 r. popełnił samobójstwo – nie wytrzymał szykan, które spotkały go po aresztowaniu syna geja. Wielu homoseksualistów po wojnie z obawy przed napiętnowaniem nie wróciło do swoich domów w Niemczech. Art. 175 obowiązywał w NRD do 1967 r., a w RFN – do roku 1969. Całkowita depenalizacja homoseksualizmu nastąpiła tam dopiero w 1994 r. Ostracyzm społeczny utrzymywał się równie długo. Dlatego w 1972 r. jedno z niemieckich wydawnictw musiało się wykazać dużą odwagą, by opublikować książkę Kohouta.
    Korzystałam m.in. z: Bohdan Piętka „Dzieje Najnowsze, Rocznik XLVI – 2014”, Auschwitz.org

    wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25237721,homoseksualisci-w-obozach-koncentracyjnych-byli-na-samym.html
    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • suender 05.10.19, 14:49
    diabollo 05.10.19, 09:13

    > Homoseksualiści w obozach koncentracyjnych

    Prawdziwych homoseksualistów nie ma, a ci co siebie tak nazywają to zwykli udawacze!

    Odkłaniam się nisko.
  • walmart.ca 05.10.19, 20:45
    suender napisał:

    > Prawdziwych homoseksualistów nie ma, a ci co siebie tak nazywają to zwykli udaw
    > acze!

    Jak przystało na redaktora działu 'naukowego' Katolickiej Agencji Informacyjnej
  • suender 06.10.19, 13:36
    walmart.ca 05.10.19, 20:45

    > Jak przystało na redaktora działu 'naukowego' Katolickiej Agencji Informacyjnej

    NIC lepiej sprzyja Kościołowi (oprócz dobrych ludzi) niż NAUKA !!
    cbdo.

    Pozdr.
  • diabollo 06.10.19, 09:48
    No, fajnie, czcigodny Grzeszniku, jeżeli katolicy nie uznają istnienia homoseksualistów, to dlaczego ich tak strasznie nienawidzą? Że muszą napierdalać w nich kamieniami na paradach równości?

    Dlaczego np. katolicy dostają rozwolnienia na samą myśl o małżeństwach homoseksualnych?
    Przecież te małżeństwa katolików nie dotyczą. W ogóle katolicy uważają, że homoseksualistów nie ma.

    Tak samo z aborcją.
    Katolikom aborcji religia nie pozwala.
    Czyli prawna dopuszczalność aborcji w państwie katolików nie dotyczy. Dotyczy niewierzących.

    Dlaczego wpierdalacie się w nie swoje sprawy?

    Czy ateiści Wam mówią jak macie odprawiać swoje rytuały czy w co wierzyć? Wierzcie sobie we wszystko, w nieistnienie homoseksualistów i istnienie monoteistycznego boga trzyosobowego.

    Dlaczego Wy do swoich wierzeń musicie zmuszać innych i to jeszcze przemocą państwową?

    Co z Wami jest?

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • diabollo 06.10.19, 10:56
    Czy katolicy są tacy tępi, że nie rozumieją, że małżeństwa homoseksualne dotyczą tylko małżeństw cywilnych?

    Że sprawa w ogóle nie dotyczy małżeństw katolickich?

    Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: katolictwo ma władzę i wpierdala się w nie swoje sprawy.

    Pamietaj lewacko-liberalna-cywilizacjo-śrmierci, jeżeli ty zdobędziesz władzę to się nie hamuj!
    Z katolictwem kompromisy nie istnieją. Katolictwo może być u twoich kolan, albo u twojej szyi. Inaczej katofanatycy nie potrafią.

    Wydaje mi się, że cały problem polskiego katolictwa bierze się ze strachu katobiskupów (przecież niewierzących), którzy sami doskonale rozumieją, że sam "kontent" ideologii katolickiej jest gówno warty, tam nic nie ma oprócz steku bzdur.
    Oni sami nie wierzą w moc katoideologii. Intelektualnie są bezsilni.
    Żeby przetrwać jako korporacja Koszczuj Ginekologiczno-Katolicki w Polsce musi zmusić społeczeństwo do uległości wobec KGK przemocą instytucji państwa. Im już nawet przestała wystarczyć tresura własnych wyznawców od dziecka: klęknij-powstań-klęknij-powstań-hasło-odzew-hasło-odzew-izduchemtwoim. Stare tricki już nie działają. Aby przeżyć KGK musi zrobić z katoideolo ideologję państwa. Partia władzy jest za.

    Kłaniam się nisko.

    --
    Religia jest dla ludzi bez rozumu.
    /Józef Piłsudski/
  • suender 06.10.19, 13:20
    diabollo 06.10.19, 09:48

    > No, fajnie, czcigodny Grzeszniku, jeżeli katolicy nie uznają istnienia homoseksualistów,
    > to dlaczego ich tak strasznie nienawidzą?

    Uprzejmy Ddiabollo: Nienawidzone są tylko czyny homoseksualne, nie sami owi grzesznicy.
    Grzesznicy są moimi braćmi, - jam też der Suender pospolity, he, he, he, he, .....

    > Katolikom aborcji religia nie pozwala.

    Nieprawda bo POZWALA (patrz: wolna wola), tylko zalicza do ciężkiego grzechu!

    > Dlaczego Wy do swoich wierzeń musicie zmuszać innych i to jeszcze przemocą państwową?

    Ja jestem człowiekiem z mniejszości i proszę mnie nie łączyć z państwem co masz na myśli, - bo mnie to obraża!

    > Kłaniam się nisko.

    Jeszcze niżej się odkłaniam.
  • leda16 06.10.19, 10:37
    suender napisał:
    > Prawdziwych homoseksualistów nie ma, a ci co siebie tak nazywają to zwykli udaw
    > acze!


    Nie pleć bzdur Suender tylko zastanów się, dlaczego tak trudno Ci jest dopuścić fakty do świadomości? Z drugiej strony, Twoje obsesje Diabolo związane z fascynacją zaburzeniami seksualnymi też do normalnych nie należą. Pismak pisze, żeby zarobić, natomiast przeciętnych ludzi nie obchodzi, jak byli traktowani homoseksualiści w obozach koncentracyjnych 80 lat temu. Na pewno nie gorzej, niż inni więźniowie tych obozów. Co do więźniów kryminalnych XXI wieku, homoseksualiści nadal znajdują się na dnie więziennej drabiny społecznej a szacunek dla kryminalistów żydowskich jest wprost proporcjonalny do objętości ich bicepsów.




    --
    www.pmiska.pl
  • suender 06.10.19, 13:03
    leda16 06.10.19, 10:37

    > Nie pleć bzdur Suender tylko zastanów się, dlaczego tak trudno Ci jest dopuścić fakty do świadomości?

    Na ten temat już się podobnie wypowiadałaś, ale przedstawiałaś ŻADEN fakt dowodowych, co wskazuje iż nie masz coś takiego .............
    Ja natomiast przedstawiłem b. silny w postaci (choć nie tylko) badań medycznych, tj. "Że nie ma geny homoseksualnego ani lesbijskiego!"

    W/w zboczone niemoralne wybory seksualne to wolna decyzja danej osoby, tak jak się wybiera zło w postacie alkoholizmu, nikotynizmu, narkotyzmu i innych nałogów!
    Boleję iż dałaś się zwieść chorej ideologii LGBT, ale liczę iż jak podejdziesz do tego problemu kiedyś racjonalnie to zmienisz zdanie.
    U młodych osób jak Ty (zazdroszczę młodości), dobry RUECKKEHER jest zawsze możliwy, - czego Ci serdecznie życzę!


    Wybacz, - w tym miesiącu już nie mogę Ci darować najsłoneczniejszego dnia jesiennego października, gdyż już wszystkie darowałem innym forumowiczom.
    Może coś się da zrobić w kolejnym jesiennym miesiącu ............
  • suender 06.10.19, 13:32
    Poprawka:

    "Że nie ma geny homoseksualnego ani lesbijskiego!" ---> "Że nie ma GENU homoseksualnego ani lesbijskiego!"
  • walmart.ca 07.10.19, 05:36
    suender napisał:

    > ŻADEN fakt dowod
    > owych, co wskazuje iż nie masz coś takiego .............

    A co to jest fakt dowodowy w twoim rozumieniu faktów i dowodów, panie naukowiec? Dzieje apostolskie?
  • leda16 07.10.19, 07:34
    suender napisał:
    Ja natomiast przedstawiłem b. silny w postaci (choć nie tylko) badań medycznych
    > , tj. "Że nie ma geny homoseksualnego ani lesbijskiego!"


    Nie ma też genu heteroseksualnego a dla wyboru partnera decydujący jest popęd, nie gen.

    >
    > W/w zboczone niemoralne wybory seksualne to wolna decyzja danej osoby, tak jak
    > się wybiera zło w postacie alkoholizmu, nikotynizmu, narkotyzmu i innych nałog
    > ów!


    Jednak pomijając moje prywatne poglądy, współczesna nauka uważa uzależnienia za chorobę. a w podatności na nałogi przyznaje udział czynnika genetycznego.
    Ps. Na jakiej podstawie rościsz sobie prawo do orzekania, czego ja potrzebuję? Mniemam, że wyłącznie z zadufania w nieomylność własnych racji sad
    --
    www.pmiska.pl
  • suender 07.10.19, 10:03
    leda16 07.10.19, 07:34

    > a dla wyboru partnera decydujący jest popęd, nie gen.

    1. Fizyczny termin POPĘD (I = F x Δ t) został nieszczęśliwie przeflancowany do terminologii dziedziny psychologia, stąd z nim tam problemy.

    2. Ale jak już ten termin jest to: Od dawna wiadomo, że swym popędem człowiek może sterować (patrz: wolna wola).
    Ja swego czasu obudziłem w sobie popęd do kulturystyki gdzie dosyć dobre efekty zaliczyłem, a następnie swój popęd skierowałem do prawie nałogowej gry w szachy, a mogłem przecież swoją niby potrzebę popędu skierować na alkoholizm, albo narkomanię.., - ot co.

    3. NAUKA to za poważna dziedzina, by wmawiać ludziom, że nałóg to choroba. Fałszywą tezę jakoby nałóg = choroba to głoszą środowiska quasi-medyczne takie jak psychologiczne, psychiatryczne, oraz samozwańcze pseudo-znachory.
    Proszę bardzo: "Profesor neurobiologii Marc Lewis, który stwierdził, że alkoholizm lub narkomania nie są we zasadzie chorobami, a jedynie nawykami, które każdy może samodzielnie zwalczyć. I co?: Wywołało to burzę w środowisku psychologów i psychoterapeutów, -m he, he, he, he, ....."

    Zatem podsumowując krótko:

    Jest oczywiste, że Prof. Lewis "włożył kij w mrowisko" i ściągnął na siebie setki nienawistnych opinii, gdyż od wielu dziesięcioleci rzesze różnych naciągaczy, począwszy od psychologów, lekarzy aż po urzędasów wszelkich szczebli całkiem nieźle żyją, wyciągając ogromne sumy z budżetów instytucji państwowych i organizacji poza-rządowych na "leczenie nieszczęsnych ofiar nałogów", przy ciągłym braku środków na klinicznie uzasadnione terapie ludzi rzeczywiście cierpiących z przyczyn przez siebie niezawinionych!

    Proszę czytać: www.doz.pl/czytelnia/a12610-Uzaleznienie_8211_nawyk_czy_choroba

    > a w podatności na nałogi przyznaje udział czynnika genetycznego.

    Czyli twierdzisz, że gen odpowiedzialny za nałogi jednak istnieje?

    > Na jakiej podstawie rościsz sobie prawo do orzekania, czego ja potrzebuję?

    Że nie zrozumiałaś biorę winę na siebie, gdyż zbyt lakonicznie się wypowiedziałem:
    Zatem precyzyjniej: RUECKKEHER jest pewnym odpowiednikiem bardzo ważnego chrześcijańskiego terminu METANOEITE (zawrócenie ze złej drogi/nawrócenie się, patrz: lupabiblijna.blogspot.com/2009/03/metanoeite.html).
    Ponieważ w mym dosyć długim życiu opanowałem sporo umiejętności rozpoznawania ludzkich pobłądzeń duchowo-religijnych związanych z harcowaniem po ateistycznym guślanym poletku, dlatego owym zamotanym polecam dobrouczynkowo ów RUECKKEHER = METANOEITE.


    Dziękuję za uwagę, a w przyszłym miesiącu znowu będę darował te najsłoneczniejsze dni obecnej jesieni.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka