Dodaj do ulubionych

Ideologia katolicka zabija dzieci

21.10.19, 07:33
"Zawsze była przeciwko aborcji". Dlaczego trzy studentki ukrywały ciąże? Wszystkie zostały oskarżone o zabójstwo dzieci po porodzie
Paweł Piotr Reszka

Motywem, dla którego zabiłam własne dziecko, był strach przed dalszym życiem.

Beata, 22 lata, studentka pedagogiki, noworodek w rzece.
Natalia, 22 lata, studentka bezpieczeństwa wewnętrznego, noworodek w piecu.
Julia, 20 lat, studentka pedagogiki, noworodek w pojemniku na pościel pod łóżkiem.
Historia Beaty. Co było nie tak z naszą rodziną?
Wieść bardzo szybko się rozniosła, mówili o tym już w radiu, ale matka Beaty dowiedziała się od koleżanki z pracy. Nad rzeką znaleziono martwego noworodka. Wtedy matkę Beaty coś ukłuło w sercu. Mariusz, partner Beaty, dowiedział się z radia, gdy jechał do pracy. Coś go tknęło. Najlepsza przyjaciółka Beaty poczuła niepokój.


Ciało zauważył spacerowicz. Zwrócił uwagę na pępowinę, falowała w wodzie.
Dom stoi trochę z boku wsi, parterowy, nieotynkowany, zwyczajny. Normalna rodzina – tak mówią sąsiedzi. To też ustalił kurator sądowy. Wywiad środowiskowy wypadł znakomicie. Nikt się na nich nie skarżył, nikt z nimi nie miał konfliktów. Nikt z rodziny nie nadużywał alkoholu, narkotyków, nie było tam głodu, przemocy, wyzwisk. – Rodzina chyba taka sama jak inne – powiedziała potem Beata psychiatrom przygotowującym opinię dla prokuratury.

Miała swój pokój, za ścianą spali rodzice. W osobnym mieszkała starsza o kilka lat siostra (po administracji pracowała w sekretariacie prywatnej firmy w mieście), brata stał pusty, bo ten wyprowadził się już na swoje. Ojciec na rolniczej emeryturze doglądał czterech byków, dużo czasu spędzał przed telewizorem. Matka – pracownik socjalny w gminnym ośrodku. Całe życie powtarzała Beacie, że trzeba mieć studia. Córka poszła na pedagogikę. Wybrała ten kierunek, bo kiedyś, jako szesnastolatka, pilnowała chłopca z zespołem Downa i uznała, że nieźle jej to wychodzi. Poza tym wydział był blisko dworca PKS. Zaliczyła dwa lata nauki.
Psycholog, który potem zbadał Beatę, uznał że ma ona ponadprzeciętną inteligencję.


Sąsiedzi nie powiedzą o niej złego słowa. Przed zajęciami, bladym świtem jeździła na brokuły, żeby dorobić, rodzinę odciążyć, zawsze chętna do pomocy i nieobojętna. Kiedyś zimą sąsiad, ksywa Budyń, zabalował i pod domem urwał mu się film. Zasnął w zaspie. Znalazła go Beata, zadzwoniła po pomoc. Uratowała człowieka po prostu.
Ale siostra Beaty uważa, że kiedy siostra odsiedzi wyrok, życia we wsi mieć już nie będzie.
– Bo tak jest w Polsce, nie oszukujmy się! – krzyczy. – Jak facet coś złego zrobi, to każdy oko przymknie, ludzie pogadają, pogadają i przestaną. A kobiecie nie wybaczą. Taką, co swojemu dziecku krzywdę zrobiła, najlepiej chyba zabić, zakopać gdzieś daleko i koniec.
Faktycznie, Budyń wyciągnięty z zaspy przez Beatę zeznawał potem na jej sprawie.
– Na całą okolicę się zhańbiła – oświadczył przed sądem.
Sobota, 14 października. Potem zeznała, że do południa była w pracy przy brokułach. Gdy skończyła się robota na polu, wsiadła w samochód i pojechała do Mariusza. Pomogła mu sprzątać garaż. Do domu wróciła pod wieczór. Usnęła w swoim pokoju.
Obudziła się w środku nocy, odeszły jej wody płodowe. Za ścianą spali rodzice. „Dało się wytrzymać, zacisnęłam zęby, zawsze byłam odporna na ból” – wyjaśniła potem.

Nożyczkami przecięła pępowinę. Dziecko zawinęła w podkoszulek. Ubrała się w dres, wyszła z domu. Przeszła przez pole kukurydzy, potem jeszcze kawałek drogą, nad skarpę. W sumie jakieś siedemset metrów. Włożyła dziecko do wody.
Nad brzegiem urodziła łożysko. Wyrzuciła je do rzeki, wróciła do domu, poszła spać. Rano się wykąpała, uprała prześcieradło, a podkoszulek spaliła.
Przez całą drogę nad rzekę ani razu nie spojrzała na dziecko, nie wiedziała, jakiej jest płci. Dowiedziała się, gdy znaleźli ciało. Była to dziewczynka.
Gdy niosła córkę nad rzekę, słyszała jej cichy płacz.
Tydzień później zgłosiła się na policję. Od kilku dni trwały poszukiwania matki dziecka. Policjanci sprawdzali szpitale w regionie, pytali lekarzy, czy po pomoc nie zgłosiła się kobieta tuż po porodzie.
Na komendę przyszła z receptą na tabletki antykoncepcyjne, które tego samego dnia zapisał jej lekarz w Lublinie (nie badał jej). Zaskoczonej policjantce wyjaśniła, że sąsiad, ksywa Budyń, opowiada o niej pod sklepem niestworzone historie, jakoby to dziecko w rzece miało być jej, ponieważ miała brzuch, a teraz już go nie ma. Sąsiad kłamie, chciała, by policja wzięła to pod uwagę. Powiedziała jeszcze, że właśnie była u ginekologa, który miał potwierdzić, że w ciąży nigdy nie była, proszę, oto dowód, recepta.

CDN...

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 21.10.19, 07:34
      Została natychmiast zatrzymana. Szybko się przyznała.
      – Motywem, dla którego zabiłam własne dziecko, był strach przed dalszym życiem – powiedziała policjantom.
      Dwa miesiące przed porodem widziała się z nią jedyna przyjaciółka. – Nie zauważyłam, by Beata była w ciąży – mówi. – Ale zaskoczyło mnie, że nagle powiedziała, że gdyby kiedyś zdarzyła się jej wpadka, to mama i siostra jej pomogą. Jakby rozmawiała sama ze sobą.
      Dwa tygodnie przed porodem Beatę na ulicy spotkała matka przyjaciółki. Pogratulowała ciąży i zapytała, kiedy rozwiązanie. Beata, wyraźnie speszona, powiedziała, że to brzuch od piwa, pożegnała się i uciekła.
      Dwa dni przed porodem Beata robiła zakupy w Stokrotce w miasteczku. Kolorowe zdjęcia z monitoringu są dobrej jakości. Widać na nich stojącą przy kasie kobietę w ciąży.
      Tego samego dnia, gdy matka Beaty poczuła ukłucie w sercu, próbowała porozmawiać z córką. – Mam nadzieję, że nie zrobiłaś nic głupiego. Odpowiedz mi!

      Ta jednak milczała. Matka policzyła ręczniki, sprawdziła pościel, obejrzała wersalkę w pokoju Beaty, niczego podejrzanego. Ale dlaczego brzuch córki tak nagle się zmniejszył?
      Matka zeznała potem, że podejrzewała ciążę, ale gdy Beatę o to pytała, ta zaprzeczała.
      – Tak, czuję się winna. I wciąż nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobiłam źle. – Płacze matka Beaty. – I nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Co było nie tak z naszą rodziną?
      Pytań o ciążę nie było znów tak wiele, kilka może. Brakowało czasu.
      – Inaczej to wygląda w przypadku mężczyzny, a inaczej, gdy kobieta pracuje, ma obowiązki domowe, kawałek gospodarstwa i jeszcze pracę – denerwuje się matka Beaty.
      Wychodziła rano, wracała po południu, następnie musiała jeszcze sprzątnąć dom, zrobić obiad, kolację, w obejściu zawsze coś było do roboty. Powiedziała potem policji, że nie widziała córki prawie cały tydzień przed porodem. Gdy wracała, Beata była w brokułach albo na zajęciach. Tak matka myślała, bo od policji się dowiedziała, że kilka miesięcy wcześniej córka została skreślona z listy studentów – nie zaliczyła sesji.
      Zdarzało się, że nie wracała na noc. Miała swoje sprawy. Matka zauważyła oczywiście, że wygląd córki się zmienił, że przytyła. Kiedy już spotkały się w domu, porozmawiać o tym nie można było, bo Beata odpowiadała krótko i opryskliwie. Nie, nie jest w ciąży. Mariusz, partner Beaty, pamięta rozmowę, był przy niej. „Ale ci brzuch urósł od piwa” – miała powiedzieć matka.
      – Przypuszczałam, że urodzi w grudniu – wyznała policji.
      Mnie mówi jeszcze: – Chciałam z Beatą w końcu poważnie porozmawiać, wydzwaniałam do niej, ale nie odbierała. To co miałam zrobić?
      Zresztą, od zawsze miały trudne relacje. Od małego córka była wybuchowa, wszystko musiało być po jej myśli, dobry kontakt miała ze zwierzętami i małymi dziećmi – tak zeznała matka.
      Nie to co jej starsza córka, z nią dogadywała się naprawdę nieźle. Siostra w wyglądzie Beaty nie zauważyła nic niepokojącego. Trudno się dziwić. Kiedy kończyła w biurze, jechała do zaprzyjaźnionej hurtowni, pomagała w księgowości. No i treningi fitness dwa razy w tygodniu. Kiedy Beata rodziła, siostra była u chłopaka. – Gdy coś chciałam od Beaty, krzyczałam przez drzwi jej pokoju – opowiedziała policji. – Więc nie widziałam, jak wygląda.

      Mnie mówi jeszcze: – Czasu nie było na normalną rozmowę. Poza tym między nami jest dziesięć lat różnicy, lepszy kontakt miałam ze starszym bratem.
      Jest jeszcze ojciec. O Beacie z żoną nie rozmawiał. Sprawiał wrażenie, jakby nic go nie interesowało poza bykami, telewizją i kawą, którą często pił w kuchni – żona charakteryzuje męża.
      Na pytanie policji o Beatę ojciec wyjaśnił, że nie dostrzegł nic dziwnego w jej wyglądzie. Powiedział, że studiuje w Lublinie, na trzecim roku, ale pewności co do tego nie miał („chyba”). Nie wiedział, na jakim kierunku i uczelni.
      Mariusz był znajomym starszego brata Beaty. Kiedyś przyjechał pomóc przy naprawie ciągnika. Potem zabrał się do remontu domu. Sam podwieszał sufity, kładł podłogę, składał szafę wnękową. Płacili mu symbolicznie. Wpadał do nich, gdy wracał z warsztatu lakierniczego, gdzie pracuje. Skończył tylko podstawówkę, ale był obrotny, złota rączka. Starszy od Beaty o kilkanaście lat. Mieszka wieś dalej, ma troje dzieci, które wychowuje wspólnie z konkubiną.
      On pomagał im, Beata pomagała jemu. Bo tak się złożyło, że kiedyś policja zatrzymała go, gdy jechał po kielichu, i stracił prawo jazdy. A tu dzieci trzeba do lekarza zawieźć, do pracy dojechać, coś załatwić, piwo albo papierosy kupić. Beata wsiadała więc w jego daewoo leganzę i jechała. Rok wcześniej wracali z ogniska, zjechali do lasu. Stało się. Następne spotkanie, kolejne i tak to trwało.
      Kochali się wyłącznie w jego samochodzie. W lesie, przy cmentarzu, nad rzeką... Również w dniu porodu, po tym gdy Beata wróciła z brokułów. A ostatni raz dzień po porodzie, ale wtedy on jednak nie chciał, bo zaczęła krwawić. Wyjaśniła mu, że to okres, bo Mariusz, choć widział, jak zmieniało się ciało jego konkubiny w ciąży, u Beaty ciąży nie dostrzegł. To przez inną budowę – twierdził.
      – W ostatnim czasie nasze stosunki były od tyłu, w pośpiechu, nie miałem okazji przyglądać się Beacie – wyjaśnił w śledztwie.
      Nie pozwoliła mu się rozbierać, wiadomo, w samochodzie trudno o prywatność. A gdy kiedyś zapytał, skąd ten brzuch, wyjaśniła, że od piwa i tabletek antykoncepcyjnych. Zaczęła je brać, ale gdy już była w ciąży.
      Beata powiedziała policji: – Partner nie zwracał uwagi na mój wygląd, ale sądzę, że się domyślał.
      Gdy Mariusz usłyszał w radiu o dziecku, coś go tknęło, a potem jeszcze, gdy widzieli się dwa dni po porodzie, ona, wysiadając z samochodu, spojrzała mu tak głęboko w oczy i dziwnie się uśmiechnęła. – Aż mnie ciarki przeszły – mówi Mariusz. – Nigdy tak na mnie nie patrzyła.
      Dziś do Beaty ma pretensje. Przecież mogła wprost powiedzieć, że spodziewa się dziecka.
      – Wychowujemy z konkubiną troje, wzięłoby się i odchowało czwarte. Moja kobieta wybaczyła mi zdradę. Nie powiem, ruszyło mnie to wszystko. Mam dzieci, odchorowałem tę sytuację. Na cmentarzu jeszcze nie byłem. Czekam na pismo z prokuratury, że jestem ojcem tego dziecka, bo oficjalnie nic mi nie przyszło.
      Co widziała we mnie Beata? Pojęcia nie mam. Ale ona źle się czuła w swoim domu. Matka i siostra nie zwracały na nią uwagi, jedna z pracy wróciła, potem druga i opowiadały sobie wrażenia, dyskusje miały. A jak synio przyjeżdżał, to mamusia ogórkóweczkę natychmiast gotowała, żeby zadowolony był tylko. A Beata trochę z boku. Czuła, że nie ma tam wsparcia, i szukała inaczej. No i pojawiłem się ja. A ja wiem, co to w ogóle między nami było? Było, bo było, takie koleżeńskie.
      Biegły przejrzał telefony Beaty i Mariusza. Było tam mnóstwo ich wspólnych wiadomości.

      CDN...

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 21.10.19, 07:35
        Mariusz pisał do niej niemal codziennie: „Kochanie”, „Maleńka”, „Skarbie”, „Kocham cię”.
        – No pisałem – mówi Mariusz – ale i tak by z tego nic nie było. Nie kochałem jej. Pisałem tak, bo lubiała. Ona zresztą też mi pisała różne rzeczy, że kocha. I miała te swoje różne zwroty, „tygrysku” na przykład.
        Beata zeznała, że kochała Mariusza. Wyjaśniła też, że problemy na studiach pojawiły się, gdy zaczęli się spotykać. Trudno jej było zdążyć na zajęcia, gdy była jego kierowcą. No i brokuły. Wiedziała, że jest w ciąży, czuła ruchy dziecka, ale myślała, że urodzi później. W polu chciała zarobić na wyprawkę. To wszystko jakoś tak ją przerosło.
        Biegły ustalił jednak, że przez kilka miesięcy wpisywała w wyszukiwarce internetowej:
        – „czego nie wolno w ciąży”,
        – „jak poronić w drugim trymestrze ciąży”,
        – „śmierć dziecka w trzecim trymestrze ciąży”,
        – „co może zabić dziecko w piątym miesiącu ciąży”,
        – „ciąża obumarła”.
        W październiku 2018 roku Sąd Okręgowy w Lublinie za zabójstwo skazał ją na 12 lat więzienia. Uznał, że Mariusz musiał się spodziewać, że jest w ciąży. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że pomógł jej w zabójstwie. W kwietniu 2019 roku sąd apelacyjny podtrzymał wyrok.
        Beata nie zgodziła się na rozmowę ze mną. Psychiatrom, którzy ją badali, powiedziała, że to, co się stało, jest tylko jej winą, czuje do siebie nienawiść, jest złym człowiekiem.
        Z aresztu przysłała rodzinie list. Wie, że okazała się złym dzieckiem.
        „Dziękuję, że się ode mnie nie odwróciliście”.
        – Ona zawsze będzie moim dzieckiem, niezależnie od tego, co się stało. – Płacze matka Beaty. – Tu, w domu, z nami powinna być. Taka tragedia, ale Pan Bóg jest sprawiedliwy. Jeszcze go ukarze, jeszcze ukarze tego tatusia.
        Historia Natalii. Plany na przyszłość
        Z akt.
        – Operator centrum powiadamiania ratunkowego, w czym mogę pomóc?
        – Chciałem zgłosić, znaleźliśmy martwego noworodka w piecu.
        (...)
        – A pan powie mi: tam mieszkał ktoś, jakaś kobieta?
        – Cały czas mieszka. My mieszkamy w tym domu w zasadzie, to córka mieszkała w pokoju drugim i… nikt nie wiedział o tym.
        – Pan mi powie: córka jest w domu?
        – Nie ma.
        – A to dziecko, to jest noworodek, ono płakało.
        – Przypalone.
        (…)
        – I kiedy to mogło mieć miejsce?
        – Znaleźliśmy to dzisiaj, przed chwilą, niedawno. Bo ona zamykała się nam w pokoju. Pozamykane wszystko było na klucz. (…)
        – Halo, dzień dobry, numer alarmowy. Proszę pani, ja przed chwilą, nie wiem, z mężem rozmawiałam pani?
        – Tak.
        – Pani mi powie jeszcze, a co się dzieje z córką. Wiecie państwo, gdzie ona jest?
        – Prawdopodobnie. Bo przyjechali po nią jej narzeczony z jakimś kolegą, na jakieś wesele, że to mieli jechać.

        Ledwie usiedli i zjedli rosół, zabrała ich policja. Natalia była zdziwiona, Kacper przerażony (tak potem zeznał). Jakie dziecko, jaki piec?
        Piec, niewielki, żeliwny, stał w pokoju Natalii. Ostatnio służył głównie do spalania śmieci. Ekipa dochodzeniowo-śledcza znalazła w nim puszkę po piwie, pozostałości zielonego ręcznika, worka na śmieci i nadpalone zwłoki noworodka połączone pępowiną z łożyskiem.
        W zasadzie znali się od zawsze, mieszkają w sąsiednich miejscowościach. Dom Kacpra jest okazały, ojciec prowadzi firmę wycinkową. Dom Natalii jest znacznie skromniejszy, drewniany, parterowy, zadbane obejście, starannie przystrzyżona trawa. Oprócz Natalii mieszkają tu: jej młodsza siostra, babcia, młodszy brat oraz rodzice, ojciec uprawia dziesięć hektarów pola, matka zajmuje się domem. Natalia nie przypomina sobie, by kiedyś na coś brakowało pieniędzy. Ojciec dorabia jako mechanik, wiele potrafi, pracy się nie boi.
        Natalia na studia wybrała bezpieczeństwo wewnętrzne w Lublinie, specjalnie jej to nie interesowało, ale uznała, że po takim kierunku znajdzie pracę, Kacper pracował przy wycince w lesie, w firmie ojca.
        Sobota. Czekał w samochodzie pod jej domem, był z nim kolega, mieli jechać na wesele znajomego. Natalia wyszła po chwili. Kacper nie zwrócił uwagi na jej figurę, miała na sobie luźną sukienkę, ale dostrzegł coś innego.
        – Zauważyłem, że nie ma takiego blasku w jej oczach. Zawsze wcześniej wyglądała na szczęśliwą, a teraz tego nie widziałem.
        Zbliżyli się do siebie na imprezie, dziewięć miesięcy wcześniej. Widywali się najczęściej w weekendy. Siedzieli u niego lub u niej albo na przystanku, łazili po parku krajobrazowym, który jest tuż obok. Mieli grupkę znajomych, rówieśników z okolicy. To znajomi Kacpra, Natalia nie miała żadnej bliskiej koleżanki. Mówiła mało, o sobie prawie nigdy. Jakoś tam im szła ta rozmowa, ale przez komunikator na Facebooku albo kiedy oglądali mecz. Wtedy Natalia się ożywiała, lubiła sport. Ojca Kacpra trochę martwiła ta małomówność dziewczyny („Nie było z nią normalnej rozmowy”). Liczył jednak, że z czasem się wyrobi.
        Kacper mówił o niej: „kobieta mojego życia”. Podczas seksu nie zabezpieczali się specjalnie (jeżeli już, to stosunek przerywany). Za pierwszym razem zapytał ją, czy powinien, odparła, że nie. Przypuszczał, że może bierze tabletki, ale nie drążył tematu.

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 21.10.19, 07:36
          – Nie rozmawialiśmy o naszych intymnych sprawach, bo ja jestem nieśmiały i ona też – zeznał. Być może z tego powodu Natalia nigdy nie była u ginekologa.
          Kiedyś powiedział jej, że chce mieć dziecko. Odniósł wrażenie, że i ona tego chciała. Zamierzał założyć z nią rodzinę, wprawdzie formalnie się nie oświadczył, ale podczas spaceru zrobił jej pierścionek z kwiatów i wyznał, że ją kocha, chciał, by spędzili razem życie. Wyglądała na zadowoloną.
          Owszem, zauważył, że jakby brzuch jej się powiększył, ale myślał, że jej się przytyło, po prostu miała oponkę. Nie dopytywał. Jego najbliższy kumpel, z którym czasem spotykali się we trójkę, też nie zwrócił uwagi, by coś było nie tak – Natalia chodziła z nimi na spacery po lesie, a przecież kobieta w ciąży nie byłaby w stanie przejść ośmiu kilometrów.
          Wtorek. Kupiła sobie sukienkę na wesele, bardzo ładną. Pojechała do Kacpra na rowerze, by mu ją pokazać, potem tego dnia miała jeszcze jazdy, akurat robiła prawko. Włożyła luźną bluzkę, na brzuszek Kacper nie zwracał uwagi, instruktor też.
          Środa, 27 czerwca, noc. Obudził ją ból. Nalała wody do wanny, zaczął się poród. W domu cisza, wszyscy śpią: rodzice, siostra, brat, babcia...
          To dziewczynka. Natalia twierdziła potem, że dziecko nie płakało i się nie ruszało, pewnie było martwe.
          Owinęła noworodka w zielony ręcznik, którym ojciec zwykle się wycierał, gdy wracał z pracy, zaniosła do swojego pokoju, włożyła do pieca i położyła się na łóżku. Słuchała. Cisza, żadnego dźwięku.
          Czwartek. Po południu wsiadła na rower i pojechała do Kacpra. Oglądali mecz Polska – Japonia, łazili po lesie. Wrócili do niej, Kacper nocował, kochali się, ale on potem za wiele nie pamiętał, bo w trakcie meczu wypił z sąsiadem pół litra, a w lesie jeszcze kilka piw.
          Rano przyjechał po niego kumpel, miał go zabrać do pracy. Kacper żegnał się z Natalią, zauważył, że nie wygląda najlepiej. – Była jakaś taka czerwona na buzi, jakby zmęczona – opowiedział potem.
          Piątek.
          Dla Kacpra dzień wypłaty, po robocie pił z kumplami trochę wódki, jechał po nią rowerem. Natalia, nim wyszła z domu, rozpaliła w piecu.
          Została u chłopaka na noc, on chciał seksu, ona powiedziała mu, że ma okres. Rano odwiózł ją do domu autem, potem przyjechał po nią na wesele. Natalia wyszła z domu, w jej oczach Kacper nie widział już blasku.
          Przez cały tydzień zamykała swój pokój na klucz. Nigdy wcześniej tego nie robiła. – Żeby nikt mi tam nie grzebał – wyjaśniła rodzinie.

          Niepokoiło to jej matkę i siostrę (licealistka). Od miesięcy próbowały rozmawiać z Natalią. Matka kilka razy pytała ją, czy nie jest w ciąży, widziała, jak rośnie jej brzuch.
          – Mówiłam, że pojedziemy razem do lekarza, że jako rodzice pomożemy – zeznała. – Ale ona wciąż zaprzeczała.
          Siostra była bardziej dosadna. – Wręcz mnie nękała – opowiedziała Natalia. – Wyzywała od najgorszych, mówiła, żebym się przyznała.
          W czwartek ojciec po powrocie z pracy nie mógł znaleźć zielonego ręcznika.
          – Gdzie jest brzuch?! Dlaczego tak wyszczuplałaś?! – krzyczała matka.
          – Jak mówiłam, że nie jestem w ciąży, to nie jestem! – Natalia na to. I jeszcze: – Macie urojenia!
          Siostra wyjaśniła potem: – Podejrzewałyśmy z mamą, że ona urodziła, tylko nie wiedziałyśmy gdzie.
          W sobotę, gdy Natalia pojechała na wesele, zapomniała zamknąć pokój. Matka i siostra weszły do środka. Zajrzały do pieca, zobaczyły nóżkę. Zadzwoniły na 112.
          Zwłoki były mocno zwęglone, biegły ustalił, że dziewczynka najprawdopodobniej przyszła na świat między siódmym a ósmym miesiącem, po urodzeniu oddychała, żyła kilkanaście minut. Niewykluczone, że powodem śmierci było utonięcie, ma to wyjaśnić kolejna ekspertyza. Natalia oskarżona jest o zabójstwo. Psychiatrzy i psychologowie uznali, że „miała zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim postępowaniem”. Inteligencja przeciętna, osobowość niedojrzała. Prokurator uważa, że wzięła jakiś środek, by przyspieszyć poród, we krwi dziecka wykryto MDMA, pochodną amfetaminy. Miesiąc przed porodem wpisywała do wyszukiwarki internetowej: „jak usunąć ciążę, wywołać poronienie”.
          Przed Sądem Okręgowym w Lublinie trwa jej proces. Natalia nie zgodziła się na rozmowę z dziennikarzem.
          Twierdzi, że była przekonana, iż dziecko jest martwe. Żałuje, że schowała je w piecyku.
          Wiedziała, że jest w ciąży, dwa miesiące przed porodem zrobiła test. Dlaczego nie szukała pomocy?
          Tuż po zatrzymaniu powiedziała policji, że bała się powiedzieć rodzicom, bo są nerwowi, no i obawiała się, że chłopak ją zostawi. I jeszcze, że w domu wiele razy mówiło się o ciąży bez ślubu: to wielki wstyd. Potem wyjaśniła: – Kacper coraz więcej pił, myślałam o tym, żeby z nim zerwać.
          Prokuratorowi powiedziała:
          – Bałam się trochę tego, że dziecko pokrzyżuje mi plany na przyszłość. Chodziło o dokończenie studiów i znalezienie pracy.
          Kacper, jak twierdził, był w szoku, gdy się dowiedział (jego znajomy: – Nie jadł i nie pił przez trzy dni, płakał). Nie miał pojęcia, dlaczego „tak długo go okłamywała”. Był jednak w stanie zrozumieć, że mu nie powiedziała, że może się źle czuć, wtedy w sobotę, gdy jechali na wesele. – To kochana kobieta – zeznał przed prokuratorem. – Nawet gdyby ją coś bolało, podejrzewam, że nic by nie powiedziała, by mi nie zepsuć wesela.
          Historia Julii. Zawsze była za życiem
          Już po wszystkim ksiądz jej wyjaśnił, że są rzeczy, których nie potrafimy wytłumaczyć, jakby przypisane nam z góry.
          Mikołaj, chłopak Julii, w wiadomości do mnie: „To nie było tak, jak pan mi napisał, że było mi wygodniej nie wiedzieć. Ja naprawdę nie wiedziałem, miałem niejednokrotnie jakieś intuicyjne podejrzenia, ale one szybko znikały. Prawdy dowiedziałem się dopiero na komisariacie”.
          Ufał Julii, a tu taki cios.
          Poznali się w ostatniej klasie liceum, w mieście na wschodzie Polski. Spotykali się rok.
          Jej ojciec prowadził własną firmę (hydraulik, wychodził z domu o 6, wracał o 21), matka pielęgniarka, młodszy brat i siostra. Mieszkanie w bloku, wygodne, choć nie za duże, Julia miała swój pokój. W rodzinie wszyscy się dogadywali, a w miarę potrzeby wspierali (tak zgodnie zeznawali), Julia lubiła się z rodzeństwem, razem chodzili do kina, jeździli na wakacje. Najlepszy kontakt miała z matką, do której zawsze mogła się zwrócić o pomoc (tak zgodnie zeznały).
          Jego i dwóch braci wychowywała matka, prowadziła sklep z odzieżą używaną. Mieszkanie w bloku, większych konfliktów brak.
          Po maturze poszedł do szkoły policealnej (informatyka), ona natomiast wybrała pedagogikę. Zawsze lubiła dzieci i chciała pracować w przedszkolu.

          CDN...

          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/
          • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 21.10.19, 07:37
            Z Mikołajem widywali się niemal codziennie. Julia potem opisała swój związek jako bardzo udany („Od razu się w sobie zakochaliśmy”).
            Po maturze jej rodzice uznali, że córce należy się więcej swobody, mogła wracać później do domu i nie musiała już jeździć z nimi w każdy weekend na działkę, nad jezioro. Miała więc często wolną chatę.
            Dziś Mikołaj uważa, że to był ich największy błąd, tego bardzo żałują – że w tamten wrześniowy weekend nie pojechali z jej rodzicami na tę działkę. Gdyby tak się stało, przypuszcza on, mama jego dziewczyny nie dopuściłaby do tego wszystkiego. Jest przecież pielęgniarką. Córeczka Mikołaja i Julii by żyła.
            W piątek Mikołaj przyszedł do niej wieczorem. Nie widzieli się przez trzy tygodnie, on był u dziadków. Rozmawiali, kochali się, poszli spać.
            W sobotę wstali około 13, Julia zrobiła mu śniadanie, on grał na komputerze w pokoju jej braci. Ona sprzątała. Później ona poszła do sklepu po produkty na sałatkę, coś do picia. Wieczorem przyszli kumpel Mikołaja z dziewczyną. Chłopaki grały, dziewczyny gadały, pili trochę wódki o smaku porzeczkowym, oglądali powtórkę meczu Polska – Dania. Z tego wieczoru Mikołaj zapamiętał jeszcze, że jego dziewczyna bardzo często chodziła do toalety. – To przez przeziębiony pęcherz – wytłumaczyła mu. W nocy nie mogła spać, bolał ją brzuch, położyła się nad ranem.
            Niedziela. Mikołaj obudził się wczesnym popołudniem. Ona była w łazience, ale wcześniej zdążyła zrobić mu śniadanie. Większość tego dnia Mikołaj spędził przed komputerem. Siedział ze słuchawkami na uszach i włączonym mikrofonem. Grał w sieciową strzelankę ze znajomymi. Wymaga to skupienia. Tłumaczy mi: „To była taktyczna rozgrywka, pięciu na pięciu. W jednej połowie jest się antyterrorystą, w drugiej terrorystą. Słuchawki muszą być na fulla, trzeba się wsłuchiwać w każde małe tupnięcie przeciwnika, czy idzie on z lewej czy z prawej”.
            Julia nalała do wanny ciepłej wody, usiadła. Potem powiedziała prokuratorowi, że nagle się zorientowała, że rodzi. Szok. Dziecko położyła na szafce, pępowinę przerwała rękami, na podłodze łazienki urodziła łożysko. Krwawienie zatamowała tamponem i podpaską.
            Wyszła z łazienki, Mikołaj spytał znad komputera, co tak długo. Odpowiedziała mu, że dostała okresu. Zamknęła się w swoim pokoju. Na godzinę, może krócej? Potem wróciła do Mikołaja, on wciąż w środku rozgrywki taktycznej, pięciu na pięciu, w której trzeba być skupionym. Dziewczyna położyła się na łóżku obok niego owinięta w koc, on zauważył, że jest bardzo blada. – Źle wyglądasz, Julia. Wszystko gra? Ona powtórzyła, że źle się czuje. Pęcherz, okres. – Nie patrz na mnie – poprosiła.
            Po południu wrócili rodzice. Matka widziała, że z córką coś się dzieje. Znad komputera Mikołaj powiedział, że Julię boli brzuch i dobrze by było, żeby pojechała do lekarza. Nie mógł tak nagle skończyć gry. Gdyby to zrobił bez powodu – wyjaśnia mi – mógłby dostać bana, czyli administrator by go zablokował. Polował więc na terrorystów jeszcze jakiś czas.
            Matka dała córce coś przeciwbólowego (Julia prosiła ją o to wcześniej przez telefon), zrobiła jej kanapkę, herbatę. Nagle zobaczyła w łazience ślady krwi, Julia dostała krwotoku, zemdlała. Mikołaj położył się na łóżku. – Jestem mało odporny na takie widoki – wyjaśnił potem.
            Ojciec zniósł ją do auta, szpital, badanie. Lekarz zeznał, że pacjentka tłumaczyła mu, że był „ostry seks”, z gadżetami. Nie miał jednak wątpliwości, że dziewczyna jest po poronieniu lub porodzie. Szpital zawiadomił policję.
            Poniedziałek. Julia w obecności psychologa rozmawiała z matką. Pakunek był w jej pokoju, w narożniku, w pojemniku na pościel. Dziewczynka zawinięta w trzy ręczniki, włożona do reklamówki zawiązanej szczelne supłem i jeszcze do kolejnej.

            Lekarz medycyny sądowej uznał, że noworodek był donoszony, oddychał. „Można przyjąć, że do zgonu najprawdopodobniej doszło w mechanizmie powolnego uduszenia”.
            Julia została aresztowana i oskarżona o zabójstwo.
            Mikołaj w wiadomości do mnie: „Po dwóch latach dalej nie wiem, dlaczego i jak to się stało”.
            Czasem używali prezerwatyw, ale częściej nie, ona nie brała tabletek. Nigdy nie była u ginekologa, kiedy miała 17 lat, matka zaproponowała, że pójdą razem, ale Julia nie chciała, bała się. Mikołaj nigdy o to nie zapytał. „Nie interesowałem się tym” – napisał mi. Miała nieregularne miesiączki, zespołowi psychiatrów wyjaśniła, że starała się wyczuć, kiedy ma owulację. Eksperci uznali, że badana ma wystarczającą wiedzę na temat „biologii i rozrodczości człowieka”.
            W lipcu całą rodziną pojechali do Bułgarii. Julia opalała się w kostiumie, żadnych śladów ciąży – zeznali rodzice.
            Jednak nieco później, już po powrocie, matka zauważyła zmianę w jej wyglądzie. Dziewczyna przytyła, zaczęła więcej jeść. Zapytała córkę o ciążę, ta zaprzeczyła (matka jest pielęgniarką, ale nie pracowała w położnictwie).
            Zapytał ją też Mikołaj. Odpowiedziała mu, że przytyła od fast foodów, ale on nie uwierzył. Pokazała mu wynik testu: negatywny. Policji Julia powiedziała, że wcześniej zrobiła jeszcze jeden, był pozytywny, ale uznała, że prawdziwy wynik pokazuje ten, który wykluczał ciążę.
            Zeznała, że nie dostrzegała u siebie żadnych objawów, nie czuła ruchów dziecka, nic. Miała krwawienia, sądziła, że to okres. Wtedy, w łazience, noworodek miał być siny, w plamach, nie oddychał. Była przekonana, że jest martwy. Wystraszyła się, postąpiła głupio.
            Rodzice nie wierzą, że mogłaby celowo zabić. Matka uważa, że córka nie zrobiła nic złego.
            Mikołaj: „Mogę panu przysiąc, że Julia kocha dzieci i ma złote serce. Potem każdej nocy płakała za córeczką, mówiła, jak bardzo tęskni. To jest bardzo dobra osoba”. Od zawsze była przeciwna aborcji.
            „Mówiła, że jakaś tam jej koleżanka usunęła ciążę i że jak ona mogła to zrobić, że jest nienormalna. Bardzo ją denerwowało, jak słyszała o czymś takim. Ona zawsze chciała mieć dzieci”.
            Jej bliska znajoma (w śledztwie): „Pamiętam, że jak chodziłyśmy do liceum i w trakcie spotkań organizowanych w liceum dotyczących aborcji oraz na lekcjach religii, gdy był poruszany temat aborcji, to Julia zdecydowanie zabierała głos, gdzie była przeciwna aborcji. Głosiła poglądy pro-life”.
            Proces trwa. Biegły z zakresu położnictwa stwierdził, że noworodek po urodzeniu krzyczał lub kwilił (potwierdzają to upowietrznione płuca i obecność powietrza w przewodzie pokarmowym), uznał też, że przyczyna zgonu dziecka mogła być chorobowa (niewydolność krążeniowo-oddechowa na tle zespołu aspiracji smółki). Mają to wyjaśnić dodatkowe opinie.
            Julia odpowiada z wolnej stopy. Chodzi na wszystkie zajęcia na uczelnię, pierwszą sesję zaliczyła w terminie zerowym, po pedagogice chciałaby studiować psychologię. Planuje założenie własnego przedszkola.
            W areszcie dużo się modliła. Wyspowiadała się, ksiądz powiedział jej, że niektórych rzeczy nie potrafimy wytłumaczyć, że są nam przypisane z góry. To ją trochę uspokoiło.
            Mikołaj do mnie: „Pomimo tego, że niejednokrotnie mówiłem, że bałbym się na tym etapie życia mieć dziecko, to nie oznacza, że nie ucieszyłbym się z informacji, że ono jest. Tylko ja naprawdę nie wiedziałem”. I jeszcze: „Nie czuje się winny za to, co się stało”.
            Gdy Julia trafiła do szpitala, wymieniali wiadomości do nocy. Są w aktach sprawy.
            Ona: „Trochę wypierałam z siebie”.
            On: „Ja pierdolę, ja to wiedziałem i tak już ciągle ci mówiłem, że podejrzane, a jak usłyszałem o krwotoku, to już wiedziałem”.
            Ona: „Nie byłam pewna”.
            On: „Jak nie byłaś, dobrze wiedziałaś, że tak byś nie przytyła w tak krótkim czasie, ja wiedziałem, to ty nie wiedziałaś, nienawidzę cię, jak mogłaś mi to zrobić”.
            Ona: „Nie zasługuję na Cię, w ogóle nie zasługuje na nic, jestem potworem, ale nie wiedziałam, że tak się stanie”.

            CDN...

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 21.10.19, 07:38
              „Jestem skończoną kretynką, ty nie jesteś niczemu winien”.
              Dwa tygodnie przed porodem przysłał jej wiadomość: powinna mu pozwolić czasem na skoki w bok, nie jest jeszcze gotowy na poważny związek.
              „Nie to, że ty mi nie wystarczasz, jesteś moja sex masterka, najlepsza na świecie, ale ja raz na jakiś czas potrzebuję różnorodności”.
              Nie są już razem. Zostawiła go, jest z innym, on wyjechał do Belgii, pracuje w fabryce cukierków.
              Mikołaj: „Pytał się pan jeszcze, czy o nią potem dbałem, robiłem wszystko, żeby w tym piekle całym ją chronić. Przez cały areszt siedziałem ciągle z jej rodziną, wspierając ich i myśląc, jak możemy jej pomóc. Ciągle listy z nią pisałem, ciągle starałem się podtrzymać ją w wierze, że wszystko będzie dobrze. Jak wyszła, od razu zaopiekowałem się nią, jak najlepiej potrafię, zabrałem ją do siebie, dbałem o nią, jedzonko do łóżka ciągle przynosiłem. Gdy budziła się w nocy z płaczem za naszą córeczką, tłumaczyłem jej, że to Pan Bóg tak chciał i że potrzebował naszego Aniołka wcześniej tam u siebie na górze”.
              ***
              Dzieciobójczynie czy zabójczynie?
              Termin „dzieciobójstwo” w polskim prawie odnosi się do art. 149 kodeksu karnego. Mówi on, że matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Przepis został wprowadzony do kodeksu karnego w 1932 r. Przed wojną dzieciobójstwo stanowiło poważny problem społeczny. Powodami były m.in.: kryzys gospodarczy, brak pomocy socjalnej i stygmatyzacja kobiet, które rodziły dzieci z nieformalnych związków. Rekordowe pod względem liczby zabójstw noworodków były lata 1924-26, gdy rocznie tego typu przestępstw wykrywano około tysiąca (najmniejsza odnotowana liczba wyniosła przed wojną 727 rocznie). W odpowiedzi wprowadzono łagodniejsze prawo.
              Jak dziś wyglądają statystyki? Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w 2015 r. prawomocnym wyrokiem z art. 149 skazane zostały dwie osoby, rok później – jedna, a w 2017 r. nie było żadnego takiego przypadku (choć w tamtym roku do sądów trafiły cztery akty oskarżenia dotyczące dzieciobójczyń). Z kolei Komenda Główna Policji informuje, że w 2018 r. stwierdzono dzieciobójstwo w jednym przypadku i w pierwszym kwartale 2019 r. również w jednym. Chodzi o to, że większość kobiet oskarżonych o zabójstwo nowo narodzonego dziecka odpowiada z art. 148, czyli jak za każde inne zabójstwo (tak jest w przypadku bohaterek reportażu), minimalna kara wynosi tu osiem lat więzienia, maksymalna to dożywocie.
              Jak w tym przypadku wyglądają statystyki? Nie wiadomo. Ministerstwo Sprawiedliwości ich nie ma – w swoich bazach danych nie wyodrębnia matek skazanych za zabicie dziecka. Żeby poznać skalę zjawiska, wystąpiłem o dane do wszystkich 45 sądów okręgowych w Polsce. Poprosiłem o liczbę toczących się spraw, w których występowała matka oskarżona o zabicie nowo narodzonego dziecka. Dane (z lat 2015-18 i pierwszego kwartału 2019 r.) otrzymałem z 31 sądów. Odnotowano łącznie 23 sprawy, cztery kobiety odpowiadały z art. o dzieciobójstwo, pozostałe za zabójstwo.
              Zmieniłem personalia bohaterów tekstów i niektóre detale ułatwiające ich identyfikację

              wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25316250,zawsze-byla-przeciwko-aborcji-dlaczego-trzy-studentki.html
              --
              Religia jest dla ludzi bez rozumu.
              /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Ideologia katolicka zabija dzieci 22.10.19, 14:50
        Też coś mi się wydaje, że mogę sobie od kilkunastu lat o koszczuju katolickim pisać na Berdyczów, a koszczuj zostanie w Polsce zniszczony przez biskupów, księży, katolików i... najważniejsze: przez reżim PISu.

        Kłaniam się nisko.

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
          • diabollo Re: Sam postawił na się minę i oberwał ... 23.10.19, 10:01
            Katolicy nie rozumieją rozróżnienia pomiędzy faktami (rzeczywistymi wydarzeniami), a opiniami, domysłami, a kato-banialukami o facecie z brodą i jego synu-supermanie, który przy użyciu tylko własnego ciała, które wstało z grobu, poleciał w kosmos, ale żyje w każdym katoliku i opiekuje się każdym katolikiem (i z tą opieką zawsze nawala).

            Katolicyzm katolikom pierze mózgi i ogłupia. Bo głupimi łatwiej rządzić.

            Kłaniam się nisko.

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • suender Re: Sam postawił na się minę i oberwał ... 23.10.19, 13:40
              diabollo 23.10.19, 10:01

              > (i z tą opieką zawsze nawala).

              Wyznawcy Wielkiego Potfora Spaghetti są całkowicie pozbawienie jego opieki nawet w zakresie doświadczania rzeczywistości, co prowadzi do zaburzenia ich racjonalnej świadomości i całego jestestwa. Z tego powodu prowadzą samotniczy tryb smutnego życia na marginesie cywilizacji. Ale nie należy się nad nimi znęcać, co najwyżej upominać, a jak nie reagują na to, to z nich z litościwości zdumiewać się.


              Odkłaniam się nisko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka