Dodaj do ulubionych

Gdyby w Polsce nie było komunizmu...

23.10.19, 13:17
wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25334538,czy-polska-bylaby-bogata-jak-niemcy-i-francja-gdyby-nie-bylo.html

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Tak w ramach odkamywania polskiej historii 24.10.19, 07:25
      Czy Polska byłaby bogata jak Niemcy i Francja, gdyby nie było komunizmu?
      Marcin Piątkowski

      A gdyby Polska pozostała kapitalistyczna po 1945 roku? Nowy rząd demokratyczny musiałby przy wdrażaniu swojego programu stawić czoło takim samym lub nawet większym wyzwaniom niż komuniści.

      Prof. Marcin Piątkowski, starszy ekonomista Banku Światowego i adiunkt w Akademii Leona Koźmińskiego, w książce "Europejski lider wzrostu. Polska droga od ekonomicznych peryferii do gospodarki sukcesu", analizując sytuację gospodarczą Polski po 1989 r., zastanawia się nad przyczynami, które stały za najszybszym tempem wzrostu w Europie i jednym z najszybszych na świecie. W publikacji, która w 2018 r. została wydana po angielsku przez Oxford University Press, autor przedstawia również wielowiekowe przyczyny zacofania kraju i rozważa alternatywny scenariusz: czy Polska byłaby tak bogata jak państwa Zachodu, gdyby nie gospodarka centralnie planowana wprowadzona po drugiej wojnie światowej?
      Śródtytuły pochodzą od redakcji.

      ***
      Warto postawić interesujące pytanie, jak Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej radziłyby sobie, gdyby nie stały się państwami komunistycznymi. W wielu krajach regionu powtarza się jak mantrę, że gdyby nie komunizm i gospodarka centralnie planowana, kapitalistyczna Polska (a także Węgry, Czechy itd.) rozkwitłaby i byłaby równie bogata jak kraje Zachodu, a przynajmniej tak jak Hiszpania i Portugalia, które w 1950 roku osiągały podobne dochody jak Polska.
      Rząd w Londynie: tylko centralne sterowanie
      Nie można jednak z całą pewnością stwierdzić, że Polska dogoniłaby Zachód po 1945 roku, gdyby faktycznie realizowała kapitalistyczny scenariusz. Po pierwsze, analiza programów politycznych i gospodarczych polskiego rządu emigracyjnego w Londynie stworzonych pod koniec drugiej wojnie światowej sugeruje, że gdyby ten rząd – utworzony przez prawdopodobną koalicję partii konserwatywnych, socjalistycznych i chłopskich – doszedł do władzy po 1945 roku, to dążyłby do wprowadzenia planowania ekonomicznego, nacjonalizacji gospodarki, industrializacji, reformy ziemskiej oraz wspierania rolnictwa. Wszystkie partie londyńskie w zasadzie zgadzały się co do tego, że głównym celem polityki gospodarczej powinno być odejście od anarchii i chaosu powodowanych przez rynek i pójście w stronę planowania gospodarczego w stylu podobnym do przedwojennej autarkicznej polityki rozwojowej realizowanej przez II RP.
      Program rozwoju nie różniłby się więc zbytnio od tego, co proponował komunizm.
      Jak na ironię, program gospodarczy mógł być nawet gorszy, ponieważ najważniejsze partie chłopskie, które prawdopodobnie odgrywałyby ważną rolę w nowym rządzie demokratycznym, opowiadały się agraryzmem – koncepcją, zgodnie z którą polska gospodarka powinna być oparta na rolnictwie, a przemysł powinien pełnić jedynie funkcję uzupełniającą. Partie konserwatywne były także przeciwne industrializacji, widząc w niej zagrożenie powstaniem proletariatu przemysłowego i wylęgarnię komunizmu. W 1945 roku wiara w gospodarczy leseferyzm wydawała się rządowi londyńskiemu równie absurdalna, jak dzisiaj powrót do planowania centralnego.

      W tym scenariuszu nowy rząd demokratyczny musiałby przy wdrażaniu swojego programu stawić czoło takim samym (lub nawet większym) wyzwaniom niż komuniści. Miałby trudności zwłaszcza z zabezpieczeniem finansowania planowanej industrializacji. Źródłem koniecznych środków musiałoby być opodatkowanie społeczeństwa, w tym zwłaszcza rolników, którzy stanowili zdecydowaną większość populacji. Można by także opodatkować właścicieli ziemskich, ale ponieważ mieliby oni duży wpływ na władzę, a rząd demokratyczny musiałby im wypłacić znaczne rekompensaty za parcelację ziemi, nie jest wcale pewne, że wpływy z opodatkowania bogatych latyfundystów rzeczywiście byłyby wysokie.
      W okresie międzywojennym rządy wywodzące się z tych samych elit konsekwentnie nie radziły sobie ze zwiększaniem opodatkowania najbogatszych.
      Nawet gdyby wzrost opodatkowania był możliwy, po wojnie posiadaczy ziemskich było zbyt niewielu i byli oni zbyt zubożali, by zapewnić państwu duże wpływy podatkowe. Głównym źródłem finansowania industrializacji byłoby zatem opodatkowanie chłopstwa.

      CDN...



      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Tak w ramach odkamywania polskiej historii 24.10.19, 07:27
        W systemie demokratycznym, który w przeciwieństwie do komunizmu nie mógłby stosować represji politycznych i ekonomicznych, opodatkowanie rolnictwa w stopniu wystarczającym do zapewnienia finansowania industrializacji państwa byłoby niezwykle trudne. Próbowano to zrobić już przed 1939 rokiem, ale bez powodzenia. Historia Polski międzywojennej uczy, że nawet w autokratycznym reżimie marszałka Józefa Piłsudskiego i jego pułkowników trudno było sfinansować uprzemysłowienie. W hipotetycznej powojennej demokracji byłoby to jeszcze trudniejsze. Możliwe nawet, że dostępne źródła finansowania byłyby mniejsze niż w czasach komunistycznych, kiedy możliwe było stosowanie represji w celu wydarcia zasobów społeczeństwu oraz odgórnego ograniczania konsumpcji. Ogólnie rzecz biorąc, w świetle ograniczeń politycznych, historii nieefektywnego opodatkowania oraz braku represji ekonomicznych nie można z całą pewnością stwierdzić, że rząd byłby w stanie zapewnić wystarczające środki dla sfinansowania industrializacji.
        Plan Marshalla dla Polski

        Po drugie, alternatywny scenariusz zakłada, że nowa, kapitalistyczna Polska potrafiłaby przyciągnąć bezpośrednie inwestycje zagraniczne oraz zaangażować duże zagraniczne źródła finansowania dla szybkiej industrializacji zgodnej z koncepcją „wielkiego pchnięcia” Rosensteina-Rodana. Nie jest jednak znowu jasne, czy taki scenariusz udałoby się zrealizować. Polska prawdopodobnie otrzymałaby część środków z planu Marshalla, który przyczynił się do rozwoju Europy Zachodniej. Jej udział w tej puli, której całkowita wartość wynosiła około 110–120 miliardów dzisiejszych dolarów, wynosiłby jednak zaledwie kilka procent, czyli tylko parę miliardów dolarów. Byłaby to kwota niewystarczająca, tym bardziej, że – jak przekonują Eichengreen i Uzan – plan Marshalla miał głównie znaczenie symboliczne. Szacuje się, że zwiększył stopę inwestycji w Europie Zachodniej zaledwie o 1% PKB i przyczynił się do zwiększenia rocznego wzrostu PKB o skromne 0,2 punktu procentowego (miał jednak większe znaczenie jako bodziec skłaniający do likwidacji barier handlowych, zachowania stabilności makroekonomicznej oraz podtrzymania współpracy gospodarczej).

        Jeżeli chodzi o inne zagraniczne źródła finansowania, trudno oszacować ich hipotetyczną wysokość. Polska, granicząca ze Związkiem Radzieckim, nadal tkwiłaby w europejskiej szarej strefie bezpieczeństwa, zwłaszcza gdyby nie doszło do zmian terytorialnych i zachowałaby się długa, przedwojenna granica ze Związkiem Radzieckim (brak zmian terytorialnych jeszcze bardziej hamowałby wzrost ze względu na niski poziom rozwoju Kresów Wschodnich oraz zaogniony konflikt etniczny z czasów przedwojennych). W rezultacie ryzyko geopolityczne znacznie ograniczałoby napływ zagranicznych inwestycji rozwojowych, tak samo jak w okresie międzywojennym, kiedy napływ kapitału zagranicznego był prawie niezauważalny. Niepewna sytuacja geopolityczna zwiększyłaby także koszty finansowania zewnętrznego, hamując inwestycje zarówno publiczne, jak i prywatne. Poza tym ciągłe zagrożenie bezpieczeństwa państwa wymagałoby ponoszenia dużych wydatków na zbrojenia, a to oznaczałoby mniejsze nakłady na inwestycje publiczne.


        Po trzecie, nawet gdyby rząd miał zapewnione finansowanie ze źródeł krajowych i zagranicznych, wcale nie wiadomo, czy sponsorowane przez państwo przyspieszenie industrializacji byłoby produktywne. Osiągnięcia światowych gospodarek w realizacji uprzemysłowienia według modelu „wielkiego pchnięcia” są raczej mizerne. Rosnące upaństwowienie polskiej gospodarki, które osiągnęło poziom prawie 30% PKB w latach 30., nie pomogło krajowi uniknąć 40-procentowego (większego niż w innych krajach europejskich) spadku produkcji przemysłowej w czasie wielkiego kryzysu w latach 30.

        Największy państwowy program uprzemysłowienia, czyli zainicjowana w 1937 roku budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego, doprowadził do utworzenia zaledwie 100 tysięcy nowych miejsc pracy (wielokrotnie mniej niż miliony stanowisk utworzonych w okresie wczesnego PRL-u).
        Nie mogło to mieć większego wpływu na gospodarkę kraju dysponującego siłą roboczą w liczbie 20 milionów pracowników. Nie wiadomo także, czy nowe fabryki były rentowne, a zatem czy nowo utworzone miejsca pracy były trwałe. Podobne próby realizowane w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej przyniosły równie skromne efekty.

        Polskie elity jak plantatorzy z amerykańskiego Południa

        Wreszcie, co najważniejsze, nie doszłoby do skutecznej industrializacji i rozwoju ekonomicznego bez inkluzywnych instytucji społeczeństwa otwartego, równego dostępu do edukacji dla wszystkich, jednakowych zasad gry obowiązujących w całym społeczeństwie oraz opartego na różnych środowiskach, pluralistycznego systemu politycznego. Niewiele wskazuje na to, że taki scenariusz przejścia od instytucji oligarchicznych do inkluzywnych byłby możliwy. Jak już wspomniano, instytucje oligarchiczne mają skłonność do trwania i raczej się nie zdarza, by poddały się zmianie bez wstrząsu zewnętrznego. Polska prawdopodobnie tkwiłaby więc w starej, hamującej wzrost oligarchicznej pułapce. Tak samo jak w czasach II RP, ze względu na ograniczenia procesu politycznego, reforma rolna prawdopodobnie byłaby tylko częściowa, oświata pozostałaby dostępna tylko dla lepiej sytuowanych, a interesy klasy rządzącej nie sprzyjałyby wprowadzeniu wolnej konkurencji. Bardzo wymowny jest w tym kontekście przykład Południa Stanów Zjednoczonych po zniesieniu niewolnictwa.

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: Tak w ramach odkamywania polskiej historii 24.10.19, 07:29
          Polskie elity oligarchiczne w latach 1918–1939 do złudzenia przypominały elity o tym samym charakterze, istniejące na amerykańskim Południu do lat 60. XX wieku. Zarówno Polska, jak i południowe stany USA uwolniły chłopów pańszczyźnianych i niewolników mniej więcej w tym samym czasie – w połowie lat 60. XIX wieku. Zrobiły to pod naciskiem: w pierwszym przypadku ze strony rosyjskiego cara, w drugim ze strony Abrahama Lincolna. Elity obu krajów nie oddały jednak władzy, dopóki nie zostały do tego zmuszone.


          Pomimo daleko idących zmian w formalnym podziale władzy oraz oficjalnego przyznania praw wyborczych Afroamerykanom, faktyczny podział władzy na Południu w zasadzie nie uległ zmianie po wojnie secesyjnej. Tamtejsze elity nadal posiadały większość ziemi oraz kontrolowały gospodarkę, system polityczny i prawodawstwo. Były w stanie utrzymać status quo, ograniczając czarnoskórym Amerykanom dostęp do edukacji, własności i praw wyborczych (tzw. prawa Jima Crowa). Stosowały także zastraszanie, by pozbawić biednych prawa głosu. Ostatecznie udało im się „zmienić powojenne Południe w społeczeństwo apartheidu, w którym biali i czarni wiedli zupełnie inne życie”. Pomimo formalnej wolności południowa część Stanów Zjednoczonych stała się „warownym obozem do zastraszania czarnych”. Ucierpiał na tym rozwój gospodarczy, ponieważ „południowcy stworzyli system ekonomiczny, który nie wynagradzał indywidualnej inicjatywy czarnych, a przez to nie służył ich awansowi ekonomicznemu. W rezultacie nierówności odziedziczone po niewolnictwie przetrwały. Produktem ubocznym tego dążenia do utrzymania represji rasowych była jednak skłonność systemu do hamowania wszelkiego wzrostu gospodarczego”. Południowe Stany Zjednoczone były opóźnione w rozwoju w stosunku do Północy aż do lat 60. XX wieku. Dopiero potem zaczęły ją doganiać.

          Polska okresu międzywojennego była zdumiewająco podobna.
          Rolę byłych czarnych niewolników odgrywali chłopi oraz – w mniejszym stopniu – proletariat przemysłowy.
          Tak jak Południe Stanów Zjednoczonych w okresie poprzedzającym wprowadzenie reform przeciwdziałających segregacji w latach 60., tak Polska w latach 1918–1939 przypominała wielką wieś potiomkinowską: za fasadą pozornych zmian krył się stary system oligarchiczny. Mobilność społeczna, dostęp do edukacji i uczestnictwo w systemie politycznym były znacznie ograniczone. Przez cały okres międzywojenny Polska nie potrafiła też nadrobić zaległości do Zachodu.

          Czy Polska byłaby bogata jak Niemcy i Francja, gdyby nie było komunizmu?
          Podsumowując: nie jest jasne, czy po 1945 roku kapitalistyczna Polska rozwijałaby się szybciej niż PRL, zwłaszcza w ciągu pierwszych trzech dekad po wojnie, kiedy polska gospodarka rosła mniej więcej tak samo szybko jak w krajach zachodnich, i czy na pewno odniosłaby taki sukces jak inni. Są powody, żeby w to wątpić.

          Nasuwa się ważne pytanie o to, jak kapitalistyczne Hiszpania, Portugalia i Grecja, które w latach 50. były równie biedne jak Polska, mogły się tak szybko rozwijać. Było kilka istotnych różnic pomiędzy tymi krajami a hipotetyczną kapitalistyczną Polską po 1945 roku. Po pierwsze, we wszystkich trzech krajach aż do lat 70, istniała dyktatura, co umożliwiało przeprowadzanie reform gospodarczych bez konieczności liczenia się z interesami poszczególnych grup oraz niezadowoleniem społeczeństwa. W Polsce demokratycznej nie byłoby to możliwe (chyba że ona także osunęłaby się w dyktaturę, co jest zupełnie prawdopodobne, biorąc pod uwagę jej przedwojenne ciągoty autokratyczne). Po drugie, Europa Południowa była znacznie bezpieczniejsza, ponieważ znajdowała się daleko od głównego teatru zimnej wojny i nie graniczyła ze Związkiem Radzieckim. Po trzecie, wszystkie kraje Europy Południowej uzyskiwały znaczne wpływy twardej waluty z tytułu turystyki, zwłaszcza od lat 60., co umożliwiało finansowanie industrializacji. Na przykład w Hiszpanii wpływy z turystyki stanowiły w latach 60. prawie 10% PKB. W Polsce były one znikome.

          Po czwarte, Europa Południowa zaczęła się rozwijać w latach 60. po głębokiej liberalizacji handlu i rynku (dobrym przykładem są przeprowadzone w Hiszpanii w 1959 roku reformy, od których zaczął się cud gospodarczy w tym kraju). Nie jest pewne, czy polskie elity byłyby gotowe na to samo, biorąc pod uwagę ich autarkiczne instynkty. Po piąte, Europa Południowa cechowała się większą zdolnością społeczeństwa do absorpcji technologii z zagranicy i promowania przedsiębiorczości. Na przykład w Hiszpanii istniały dwa regiony o głęboko zakorzenionych tradycjach burżuazyjnych, zamiłowaniu do przedsiębiorczości i wysokim uprzemysłowieniu – Katalonia i Kraj Basków. Dysponowały one wystarczającym kapitałem społecznym, umiejętnościami menedżerskimi i zasobami finansowymi, by wieść prym w procesie rozwoju. Polska była zupełnie inna: brakowało w niej rodzimych przedsiębiorców i kupców (jak już wspomniano, przed wojną handlem i biznesem zajmowali się głównie Niemcy i Żydzi). W związku z tym społeczne możliwości rozwoju były niewielkie.

          CDN...


          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/
          • diabollo Re: Tak w ramach odkamywania polskiej historii 24.10.19, 07:30
            Wreszcie, jak przekonuje [Carles] Boix:
            Hiszpania i inne kraje Europy Południowej mogły liczyć na wyjątkowo sprzyjające środowisko międzynarodowe: ze względów geopolitycznych rządy Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich były szczerze zainteresowane istnieniem stabilnej, szybko rozwijającej się Hiszpanii; kapitał zagraniczny był łatwo dostępny i chętnie inwestowany na potencjalnie średnim rynku położonym blisko serca Europy, zaś militarne więzi ze Stanami Zjednoczonymi zabezpieczały zagranicznych inwestorów przed zmianą kierunku polityki albo groźbą konfiskaty mienia na Półwyspie Iberyjskim.
            Jest raczej wykluczone, żeby Polska – jako kraj graniczący ze Związkiem Radzieckim – mogła liczyć na podobne traktowanie.

            wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25334538,czy-polska-bylaby-bogata-jak-niemcy-i-francja-gdyby-nie-bylo.html
            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
    • grzespelc Re: Gdyby w Polsce nie było komunizmu... 24.10.19, 23:26
      A może właśnie dlatego, że graniczy z ZSRR - Polska mogłaby liczyć na pomoc.


      A tak w ogóle, to gdyby komunizmu nie wprowadzono siłą, toby go wprowadzono po wolnych wyborach, tak jak w Czechosłowacji na Węgrzech. Skoro komuniści wygrywali nawet we Francji i we Włoszech, to dlaczego nie w Polsce?
      • diabollo Re: Gdyby w Polsce nie było komunizmu... 25.10.19, 07:27
        A tak w ogóle, to gdyby komunizmu nie wprowadzono siłą, toby go wprowadzono po wolnych wyborach, tak jak w Czechosłowacji na Węgrzech. Skoro komuniści wygrywali nawet we Francji i we Włoszech, to dlaczego nie w Polsce?

        Bo Polska po wojnie była dużo bardziej zacofana, kraj rolniczy prawie bez przemysłu.
        Przepaść do zindustrializowanej Czechosłowacji.
        Kłaniam się nisko.

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • gaika Re: Gdyby w Polsce nie było komunizmu... 27.10.19, 12:20
          Ciekawe dywagacje z cyklu 'gdyby ciocia miała wąsy'.

          Bez wątpienia dzięki komunie zniesiony został analfabetyzm i upowszechniony dostęp do edukacji- to niekwestionowana zasługa systemu. Trudno natomiast nie pamiętać, że system jednocześnie 'karał' za tzw. pochodzenie społeczne, w tym lepszą edukację. Celem było nie tylko podwyższenie standardów; ustawienie poprzeczki nisko pozwalało podciągnąć masy, ale i ściągnęło w dół resztę (pauperyzacja tzw. klasy wyższej czy inteligencji, czy jak go zwał). Tu zapewne kryje się jedna z przyczyn, dla których Twoje wołanie do 'inteligencji' jest wołaniem na puszczy, bo jej etos został zorany przez system.
          No i w nowym systemie pojawiła się nowa 'oligarchia'- członkowie partii, służby, że się tak wyrażę, specjalnej oraz resorty siłowe.

          Takie akademickie dyskusje są potrzebne, natomiast co by było, gdyby nie było Balcerowicza, wiedzieć nie możemy i nie będziemy.

          W tej analizie brakuje mi co najmniej trzech elementów: roli USA (o czym napisał Grześ), roli kościoła i np. odniesienia się do przypadku pt. 'była NRD'.
          • diabollo Re: Gdyby w Polsce nie było komunizmu... 28.10.19, 10:00
            Ta babcia z wąsami, czcigodna Gaiko jest dokładnie po drugiej stronie: prawacka mitologia jakoby tzw. "komuna" była praprzyczyną polskiego zacofania gospodarczego.

            Tymczasem Polska jest zacofana nie dzięki "komunie", ale pomimo komunie.

            O PRLu można bowiem mówić wiele złych rzeczy, ale nie można nie zauważyć, że był to okres brutalnej próby industrializacji i brutalnego wyrwania Polski z feudalizmu, w którym Polska tkwiła jeszcze w pierwszej połowie XX w.

            To rzetelna polemika z katoprawicową babcią z wąsami.

            Kłaniam się nisko

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • oby.watel Re: Gdyby w Polsce nie było komunizmu... 28.10.19, 13:19
              Ten samolot nie dlatego się rozbił, że uderzył w ziemię, tylko dlatego uderzył w ziemię, że się rozbił.

              --
              Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka