Dodaj do ulubionych

W przedwojennej Polsce nie było gwałtów

28.10.19, 21:09

wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25341386,w-przedwojennej-polsce-nie-bylo-gwaltow-kobieta.html
--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • walmart.ca Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 03:02
      I właśnie taka Polska śni się dzisiejszej prawicy. II RP, zacofana, katolicka, kołtuńska rządzona na pewno przez inteligencję (jest konsensus kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/1358569,ii-rp-zostala-stworzona-przez-inteligencje.html)- z której to inteligencji ograbili nas podobno okupanci.
        • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 07:46
          System (rozumiem PRL) nie zaorał w cale przedwojennej inteligencji, raczej przedwojenna inteligencja ponownie zbudowała nową Polskę, tym razem PRL. Przetasowania oczywiście były bolesne, a i masowy awans społeczny zapewnił nowe kadry, jednak zarówno działacz PPS Józef Cyrankiewicz jak i przywódca ONR "Falanga" Bolesław Piasecki razem wylądowali w obozie nowej władzy i budowniczych Polski Ludowej.

          Ten mit o narodzie polskim - Dziewicy Orleańskiej - a już tym bardziej mit cudownej inteligencji przedwojennej (najczęściej zakutych, endeckich pał, i niewiele lepszych postsocjalistycznych pał zakutych sanacyjnych) to są właśnie kompletne bujdy na resorach.

          Kłaniam się nisko.

          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/
          • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 20:18
            diabollo napisał:

            > Ten mit o narodzie polskim - Dziewicy Orleańskiej - a już tym bardziej mit cudo
            > wnej inteligencji przedwojennej (najczęściej zakutych, endeckich pał, i niewiel
            > e lepszych postsocjalistycznych pał zakutych sanacyjnych) to są właśnie komplet
            > ne bujdy na resorach.

            Zastanawiam się, z kim polemizujesz: z prawicową prasą, czy z tutejszymi interlokutorami?
            To, co napisałeś stanowi lustrzane odbicie prawackich paranoików, którzy potrafią się posługiwać wyłącznie skrajnościami.

        • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 20:11
          walmart.ca napisał:

          > A potem tej inteligencji etos został zorany przez system, zapomniałem dodac.

          Z mojej wypowiedzi wybrałeś jedno zdanie, żeby na tej podstawie nieuczciwie wykazać jej 'bezniuansowość'. Szkoda, że się brzydko chwytasz.

          A Diabollo, dopiero na ten wyjęty z kontekstu fragment odpowiedział dwoma przykładami 'inteligentów' współtworzących system, jakby jedno przeczyło drugiemu.
          • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 30.10.19, 07:32
            Nie chodzi o dwóch inteligentów współtworzących obóz władzy, czcigodna Gaiko.

            Cala administracja, MSZ (ktoś jeszcze pamięta, że Milosz zanim nie został we Francji pracował w PRLowskiej dyplomacji?), szkoły, uniwersytety, teatry, kino, no i przemysł po wojnie budowała przedwojenna inteligencja.
            Bo innej nie było. I nikt inny nie potrafił.

            Chodzi mi o to, że nawet liberalna strona wierzy w prawackie pierdolety historyczne ("bandyci przeklęci" to "dzieci" prezydenta hrabiego Komorowskiego), że "narzucili", "zniewolili", że jesteśmy kimś innym, niż jesteśmy, że Polska wygląda jakoś inaczej ni niż Polacy, a już na pewno inaczej niż Polacy na to zaslugują, że politycy nie są wyrazem polskiego społeczeństwa, a "chuj, dupa i kamieni kupa", czyli państwo polskie to nie jest dzieło polskiej yntelygencji.

            Tak samo jak liberalna strona (najważniejsza jej część, wiodąca) wierzy, że koszczuj katolicki umoralnia naród polski (a nie demoralizuje).

            Chuj dupa i kamieni kupa jest dokładnie tym, na co Polacy teraz zasługują. A może nawet sprzyjające okoliczności międzynarodowe dały Polskę lepszą, niż na jaką Polacy zasługują.

            Ale to oczywiście może się zmienić. Potencjał polskiego społeczeństwa może się zmienić. Może się zmienić tylko ciężką pracą nad tępotą klasy średniej i wyższej.

            Liberalna strona zanim zacznie walczyć o demokrację z faszyzmem i sprzedajnym za 500+ elektoratem faszystów, najpierw powinna zająć się katoprawackimi inklinacjami u siebie i wśród yntelygencji.

            Jak będziemy mieli oświeconą yntelygencję, to będzie już z górki.

            Polski problem tak od Młodej Polski polegał zawsze na tym, że mieliśmy konserwatywne, tępe, reakcyjne elity, które chciały oświecać "chamów". To nigdy nie mogło zadziałać.

            I nie działa do dzisiaj.

            Kłaniam się nisko.

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 01.11.19, 18:07
              diabollo napisał:

              > Nie chodzi o dwóch inteligentów współtworzących obóz władzy, czcigodna Gaiko.

              Diabollo, to figura retoryczna była. Chodziło o to, że to nie ma żadnego znaczenia dla prawdziwości twierdzenia o zoraniu etosu przez system.

              'Zoranie' oznacza zatracenie roli i poczucia odpowiedzialności (najogólniej mówiąc zaangażowania społecznego), których to realizacji namiętnie się domagasz.

              Nie jest żadną tajemnicą, że część inteligencji włączyła się w budowę nowego systemu, część popadła w formę przetrwalnikową i porzuciła/zatraciła etos, zlewając się realiami i tylko część, jak np. opozycja demokratyczna realizowała te zadania w formie z definicji przypisanej. Do tego należy dodać 'uszczuplenie zasobów' (wojna). A ogólnie rzecz biorąc większość i tak uległa daleko idącej pauperyzacji. Chodzi o to, co się stało z tym definiującym konkretną grupę społeczną etosem inteligenckim.

              Oświecona inteligencja nie bierze się z księżyca. Tak zwany kapitał społeczny musi się 'skumulować', z czegoś wziąć. Konieczna jest także samoidentyfikacja nośników etosu, a do tego jeszcze należy uwzględnić różnice poglądów w różnych ośrodkach intelektualnych.

              P.S. Zastanawiam się, dlaczego prowadzisz dyskusje w sposób, jakbyś się produkował na jakimś forum WSieci czy innej Frondzie. Nie ma tu ani jednej osoby wierzącej w 'prawackie pierdolety’, więc coraz częściej mam poczucie, że prowadzisz rozmowę z wyobrażonym interlokutorem.
      • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 21:10
        walmart.ca napisał:

        > I właśnie taka Polska śni się dzisiejszej prawicy. II RP, zacofana, katolicka, kołtuńska rządzona na pewno przez inteligencję (jest konsensus kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/1358569,ii-rp-zostala-stworzona-przez-inteligencje.html)- z której to inteligencji ograbili nas podobno okupanci.

        Masz na myśli konsensus, wokół czego konkretnie?

        W tym artykule nie ma ani słowa na temat stanu dzisiejszej 'inteligencji', ani o tym, czy i co jej uczyniła wojna lub inna komuna.

        Fakt, że Kaczyński marzy o kasztance, a Konfederaci o orlich piórach w tyłkach, nie mówi jeszcze niczego o kondycji współczesnej 'inteligencji', jej roli, czy realnych możliwościach wypełniania jakiejkolwiek roli (w sensie zbiorowej odpowiedzialności).
        • walmart.ca Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 30.10.19, 04:35
          Oj, oj zaraz brzydkie chwyty - raptem ciutka ironii, która pewnie umknęła Diabollowi

          Spróbujmy zatem jeszcze raz: istnieje wśród historyków konsensus wokół propozycji, że – konkretnie - II RP, została urządzona i była rządzona przez inteligencję (jako klasa czy grupa społeczna ipn.gov.pl/pl/nauka/konferencje-naukowe/41282,Konferencja-naukowa-Inteligencja-w-Polsce-w-latach-19141989-Ewolucja-struktury-r.html ), bo o tym czasie i takim państwie traktuje artykuł w Wyborczej.

          Oczywiście, takiego konsensusu nie ma, jeśli chodzi o czasy powojenne czy te jeszcze po po... Ale ja mówiłem o 2RP
          No, a że zacofana była tamta Polska i katolicka, kołtuńska i antysemicka, anachroniczna nawet jak na tamte czasy, to chyba nie podlega dyskusji – no i to, że o takiej Polski odbudowę ‘walczą’ PP Kaczyński, Ziobro &Co, chociaż niekoniecznie zdają sobie z tego sprawę,też chyba nie podlega. Tak mniej więcej ‘perorowałem’ w 1 poście, n’est-ce pas?

          A potem przypomniałem sobie fragment Twojej mowy obronnej Polskiej Inteligencji, ten o polskim inteligenckim etosie , tak sponiewieranym przez wojnę i powojenny system, i go ironicznie przytoczyłem, bo we właściwej chronologii (trochę ją byłaś odwróciłaś) brzmiało to zabawnie, przynajmniej dla mnie, jako że ten etos musiał być jakąś kontynuacją tego 2-go Rpego.

          Oczywiście, masz rację, kiedy piszesz, że zawsze i wszędzie gdzie patriarchat, w dodatku w oparach prawdy objawionej, rządzi – kobiety mają przegrane, ale ten artykuł mówi wręcz o polskim ‘ewenemencie’, który kontynuował (i niejako kontynuuje) swoją karierę: „Encyklopedia podręczna prawa karnego” z 1937 r. wyjaśniała, że paragraf ten… stoi na straży interesu osoby pokrzywdzonej (!), której rozpowszechnianie wiadomości o przestępstwie może znacznie zwiększyć szkody wyrządzone jej przez samo przestępstwo – brzmiało uzasadnienie przepisu. I do dzisiaj cieszy się ono sporym poparciem, bo tę regułę zniesiono dopiero w 2014 r. Wcześniej, także w III Rzeczypospolitej, gwałt był policji obojętny, chyba że kobieta sama zażądała, by „zwiększać jej szkody”.

          No wiesz, inteligencka II RP, jej etos... ha, ha, ha... sama rozumiesz...

          A tak na marginesie - dlaczego jak lwica bronisz tej tzw. ‘Inteligencji’, która zresztą wg Ciebie nie istnieje any more jako ‘siła decydencka’?
          • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 01.11.19, 18:25
            Sorry, ale to jest kompletne niezrozumienie. Uporządkujmy:

            1. Nie poszukiwaliśmy zgody (bo też nie było różnicy zdań) na temat międzywojnia. Różnica zdań dotyczyła i dotyczy czasów współczesnych, a mianowicie twierdzenia, że istnieje jakaś jednolita grupa społeczna nazwana tu inteligencją (czasem klasą średnią, co nie jest notabene tym samym), odpowiedzialna za 'mentalne' przemiany / brak przemian narodu (zarówno po 89’ jak i dziś).

            2. Nie miałam żadnego wywodu na temat polskiej sponiewieranej inteligencji. Coś Ci się skontaminowało. Dobrze by było także, abyś zacytował, co masz konkretnie na myśli, pisząc, że 'bronię jak lwica inteligencji'. Gdzie, kiedy, jak, w odniesieniu do czego (prosiłabym o konkrety)? Faktycznie uważam, że nie istnieje jedna grupa społeczna o wspólnych wartościach, która miałaby moc sprawczą wpisaną w etos.

            3. Zasadniczym problemem jest to, że ani Ty, ani Diabollo nie zrozumieliście ("hahaha"), co oznacza określenie 'etos inteligencki' i jaką ono pełni funkcję (przede wszystkim dla badaczy tematu) dla wyodrębniania konkretnej grupy społecznej i dla opisu jej roli, zadań, odpowiedzialności, które na tym poziomie są niezależne od światopoglądu. Nie ma to żadnego związku z IIRP.
            • walmart.ca Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 02.11.19, 05:39
              Dear, oh dear. A co tu jest niezrozumiałe? Dla mnie niezrozumiały zaczyna być Twój upór, że jesteś nierozumiana, albo niezrozumiana.

              Uporządkujmy zatem, ale po mojemu: ja żadnej zgody nie poszukiwałem odnośnie czasów współczesnych,wręcz to podkreśliłem – takiego konsensusu nie ma, jeśli chodzi o czasy powojenne czy te jeszcze po po... – a ten wątek dotyczy 2 RP, czyli czasu międzywojnia i to w tym wątku się odezwałem. Chce wam się – Tobie i Diabollowi – szarpać na temat czy Toto, co rządzilo po ‘89 mozna nazwać inteligencją , albo czy inteligentni (IQ 100++) zaliczają sie do inteligencji, albo czy to, ze rządzący inteligentnie demonstrują to podchodzi pod etos inteligencki i czy to to samo co bycie cwanym lisem – good luck. I’m out.

              Etos szmetos:

              pl.wikipedia.org/wiki/Etos
              liberte.pl/etos-inteligencki-powinien-byc-cecha-klasy-rzadzacej-rozmowa-z-marcinem-celinskim/
              • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 04.11.19, 22:41
                Nie odwracaj kota ogonem.

                To nie ja 'czuję się niezrozumiana', ale to Ty powiązałeś niezwiązane wątki, wciągając tu cytat z innej dyskusji -cytat nie à propos. Mojego komentarza by nie było, gdyby nie Twoja (chybiona) zaczepka.

                Problemem nie są różnice w poglądach, ale (jak zwyklesmile logika i uczciwość w rozmowie.
                • walmart.ca Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 05.11.19, 03:41
                  gaika napisała:

                  > Nie odwracaj kota ogonem.

                  ...UPS...się UPI łem, się myliłem, się kotem zabawiłem... so what? sue me, put the bullet through me, choć - z drugiej strony - nie musisz zaraz robić z tego takiego posiłku wampirów, instead look at the bright side, gdzie wiązanie niezwiązanych to też pewna umiejętność, właścwie bijąca na łeb i logikę i uczciwość (nie tylko w rozmowie), dzięki której Polki mogły się czuć bezpiecznie, bo atak gwałciciela groził przecież tylko jednej kobiecie na 60 tys. i znów będą mogły, dzięki Ziobrze...
                  ...look on the bright side of life... ta, da...
    • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 07:20
      W przedwojennej Polsce oficjalnie nie było gwałtów. "Kobieta doświadczona płciowo potrafi się obronić"
      Kamil Janicki

      Przedwojenni lekarze, politycy i karniści byli zgodni: przestępczość seksualna nie istnieje. A przynajmniej nie dotyczy Polaków.

      Na dowód przedstawiano liczby. Według danych GUS-u w 1924 r. w Rzeczypospolitej doszło łącznie do 223 gwałtów. Rok później do 272. Śmiesznie mało, zwłaszcza w kraju, który borykał się z falami powojennego bandytyzmu i skrajną niewydolnością organów państwa. Dla porównania, za zdradę stanu skazano dwa razy więcej osób, a za morderstwa trzy razy więcej.
      Polki zatem mogły się czuć bezpiecznie, atak gwałciciela groził przecież tylko jednej kobiecie na 60 tys. Przestępstwa seksualne były ewenementem w skali kraju, a co dopiero na płaszczyźnie lokalnej.
      Stołeczna policja utrzymywała, że w milionowej Warszawie w 1924 r. doszło zaledwie do… dwóch gwałtów.
      Tyle samo wykryto w całej północno-wschodniej Polsce – w trzech województwach rozciągających się od Wilna i Grodna po Brześć nad Bugiem i Pińsk.
      Zjawisko uchodziło za tak marginalne, że po 1925 r. władze nie sporządzały już szczegółowej ewidencji. Wizja kraju wolnego od „czynów lubieżnych” udzielała się nawet ludziom doskonale znającym ciemne oblicza seksualności. Paweł Klinger – łódzki wenerolog i autor pierwszego polskiego popularnego podręcznika seksu – rozpisywał się o dewiacjach, ostrzegał przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, wzmiankował o zoofilii, a nawet „nierządzie z trupami”. Ale w kwestii erotycznych ataków przekonywał czytelników (a zwłaszcza czytelniczki), że nie mają się czego obawiać. Jeśli zdarzają się wypadki zgwałcenia, czynów nierządnych i uwiedzenia nieletnich, są to sporadyczne wydarzenia, nie mające zbyt wielkiego znaczenia społecznego – pisał w książce „Vita sexualis. Prawda o życiu” z 1935 r. Szczególne zasługi Klinger przypisał wdrażanemu właśnie kodeksowi karnemu – nowoczesnej ustawie, która jego zdaniem wystarczała w zupełności, aby uchronić dziewczęta i kobiety przed nielegalnymi zakusami ze strony zwyrodnialców.

      Pułapki nowoczesności


      Po odzyskaniu niepodległości słowo „postęp” było na ustach wszystkich polskich prawników, ale w sądach i prokuraturze wciąż obowiązywały kodeksy karne narzucone Polakom przez zaborców. Musiało minąć pół epoki międzywojnia, by w ogóle na poważnie zaczęto dyskutować o nowych polskich przepisach.
      Obowiązujące wciąż regulacje z XIX w. głośno krytykowano jako przejaw zacofania, umysłowy ciemnogród i narzędzie represji godne dawnych tyranów, a nie wolnego, (oficjalnie) demokratycznego kraju. Zaborcze kodeksy stały się też symbolami chaosu, bo te same przestępstwa inaczej osądzano w Krakowie, inaczej w Warszawie, a jeszcze na inną modłę w Poznaniu. Zdarzało się, że czyn zabroniony w Kongresówce stawał się legalny, gdy tylko sprawca mijał Miechów w drodze do Małopolski. Nowy kodeks musiał być więc czytelny, prosty, a przede wszystkim – innowacyjny.


      Hasło postępu istotnie wprowadzono w życie, a ustawa z 1932 r. stała się fundamentem wszystkich późniejszych kodeksów karnych. Także obowiązującego dziś. Prawnicy chwalą tzw. kodeks Makarewicza (Juliusza, jednego z członków Komisji Kodyfikacyjnej) za uwzględnienie roli motywu, odróżnienie sprawcy bezpośredniego od podżegacza, ostrożne szafowanie karą śmierci… Rzadko jednak dopowiadają, że zniósł ochronę wszystkich ofiar przemocy seksualnej. I że w odniesieniu do gwałtu bądź molestowania „nowoczesność” sprowadziła się do radykalnego zmniejszenia kar i zamglenia odpowiedzialności.
      Obdukcja w sądzie
      Wbrew temu, co pisał doktor Klinger, ustawa nie tyle chroniła Polki przed gwałtem, ile raczej wykluczała jego istnienie. Kodeks nakazywał zwracać baczną uwagę na okoliczności łagodzące. O ile więc według przepisów pruskich za gwałt groziło przynajmniej pół roku odsiadki, o tyle postępowe polskie zasady pozwalały skazywać na kilka czy kilkanaście dni aresztu. Przede wszystkim jednak nowy kodeks wykreślał gwałt z katalogu ciężkich przestępstw ściganych z urzędu. Wcześniej policja mogła sama podejmować dochodzenia w sprawach przestępstw seksualnych, a od 1932 r. już tylko „na wniosek pokrzywdzonego”.
      „Encyklopedia podręczna prawa karnego” z 1937 r. wyjaśniała, że paragraf ten… stoi na straży interesu osoby pokrzywdzonej (!), której rozpowszechnianie wiadomości o przestępstwie może znacznie zwiększyć szkody wyrządzone jej przez samo przestępstwo – brzmiało uzasadnienie przepisu. I do dzisiaj cieszy się ono sporym poparciem, bo tę regułę zniesiono dopiero w 2014 r. Wcześniej, także w III Rzeczypospolitej, gwałt był policji obojętny, chyba że kobieta sama zażądała, by „zwiększać jej szkody”.

      CDN...


      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 07:21
        Odwodzono ją od tego na wszelkie sposoby. W przedwojennej prasie łatwo natrafić na żarty z „rzekomych” ofiar przestępstw seksualnych. A także na informacje, iż policjanci traktują zgwałcone kobiety jak swoistą rozrywkę. Wyciągają z nich wszelkie detale nie po to, żeby szukać sprawcy, ale… żeby mieć o czym plotkować z kolegami przy bombie piwa. Powszechnie przyjmowano, że każda „furiatka” donosząca na mężczyznę zrzeka się tym samym prawa do prywatności. Krakowski biegły sądowy Leon Wachholz informował, że obdukcje kobiet twierdzących, że zostały zgwałcone, przeprowadza się nie w szpitalach, ale np. w kancelariach sądowych – na oczach funkcjonariuszy, pracowników sądu, prokuratorów. Temat ten poruszył zresztą nie z troski o ofiary, ale z irytacji. Nie odpowiadało mu, że obdukcje utrudnione są oporem ze strony badanej i częstym zanieczyszczeniem jej sromu.
        Kobiety pozbawiano resztek godności, a badania i tak były bezwartościowe, bo lekarze z góry wiedzieli, jaki mają przynieść efekt.
        Zagrożone tylko dziewice
        Postępowy kodeks był jednocześnie wybitnie niekonkretny, a prawodawca w ogóle nie zdefiniował, czym jest przestępczość seksualna. W ustawie nie było mowy o gwałtach czy uwiedzeniu, tylko o mgliście ujętym „nierządzie”. Nie określono, jakie czyny spełniają znamiona czynu zabronionego. W efekcie rozstrzygające znaczenie miały opinie ekspertów. A ci twierdzili, że zjawisko gwałtu to aberracja, rzecz niemożliwa ze względów czysto biologicznych.


        Pisał o tym Wiktor Grzywo-Dąbrowski, jeden z ojców polskiej medycyny śledczej i zasłużony patolog. Pracując w różnych prosektoriach, otworzył zwłoki tysięcy zmarłych. Często angażowano go do spraw o przestępstwa seksualne. Twierdził, iż przebadał 500 kobiet utrzymujących, że zostały zgwałcone. Słuchał ich, oglądał sińce i rany zadane przez napastników. To, co widział i słyszał, wcale go jednak nie przekonywało.
        W podręczniku „Zarys medycyny sądowej” (1924) stwierdził, że mało prawdopodobne jest, aby mężczyzna o przeciętnej sile był w stanie zgwałcić kobietę, która chce się obronić. Doszedł do wniosku, że wykorzystać da się co najwyżej dziewicę (bo ta nie wie, co się dzieje).
        W innych przypadkach do czynu dochodzi zaś, tylko jeśli rzekoma ofiara dobrowolnie przestanie stawiać opór.
        Nie wierzcie histeryczkom
        Opinia wyrażona przez szanowanego specjalistę miała olbrzymi wpływ na całe środowisko lekarskie i prawnicze. Paweł Horoszowski, autor haseł „Encyklopedii podręcznej prawa karnego”, też twierdził, iż zdrowa kobieta, zwłaszcza doświadczona płciowo, potrafi się z reguły przed gwałtem obronić. I że z analiz w Polsce i za granicą wynika, iż nieuzasadnione skargi o zgwałcenie są bardzo częste.
        Z tych fachowych objaśnień korzystali sędziowie i prokuratorzy w całym kraju. Pod wpływem „eksperckich” opinii pozostawała też prasa, na łamach której zacierały się jednak jakiekolwiek subtelności. Grzywo-Dąbrowski czy Horoszowski dopuszczali, że poza oszustkami mogą istnieć pojedyncze kobiety, na których istotnie dokonano zgwałcenia. Dziennikarze w takie przypadki nie wierzyli.
        Jeden z uczonych kryminologów wyraził otwarcie przekonanie, że wydaje się zupełnie niemożliwe dokonanie zbrodni gwałtu przez jednego tylko osobnika. Uczony doszedł do wniosku, że każde oskarżenie o stosunek zdobyty drogą gwałtu jest fałszywym oskarżeniem – podkreślał w 1926 r. autor łódzkiego brukowca „Ilustrowana Republika”.

        Inny brukowiec – „Express Wieczorny Ilustrowany” – ostrzegał z kolei przed nowym sposobem szantażowania, a więc podłymi kobietami, które jęczą przed policją o swej martyrologii i o agresywności mężczyzn. Jako przykład podano historię dwóch dziewcząt, które wybrały się na przejażdżkę samochodową z panem X, po czym doniosły, że ten próbował się na nie rzucić i wykorzystać. Dla reportera sprawa była jasna – ofiary kłamały. Dopowiedział nawet: Dziwnym się wydaje, że młode panny nie zawahały się przed podobną awanturką. Nie wiadomo, co miał na myśli: wyjazd z nieznajomym czy też pomysł, by zgłaszać władzom przestępstwa seksualne.
        Jeszcze dalej posunął się Adam Konarski, prekursor popnauki, zasypujący gazety wypocinami z zakresu medycyny i kryminalistyki. W 1932 r. stwierdził on, że kobiety nawet nie tyle kłamią, ile… nie są w stanie odróżnić rzeczywistych zdarzeń od owoców swojej wybujałej wyobraźni. Częste są wypadki, gdy histeryczka składa fałszywe doniesienia do władz, iż została zgwałcona – wpierał czytelnikom. – W końcu okazuje się, iż oskarżająca przeżyła we śnie tak silną scenę gwałtu, iż trudno nawet tu mówić o świadomie fałszywym oskarżeniu.
        Każdą ofiarę należało przepytać, czy zdarzenie czasem jej się nie przyśniło. Albo czy w przypływie emocji czegoś sobie nie dopowiedziała. Czasem kobieta, sama pragnąc stosunku, stawia pewien opór i wierzy, że padła ofiarą zgwałcenia, aczkolwiek sprawca nie spotkał się z prawdziwym oporem – wyjaśniał Horoszowski.
        Opór ciągły i niesymulowany
        Przekonać dali się nawet członkowie Sądu Najwyższego, który w 1934 r. wydał interpretację mglistych przepisów kodeksu.

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 07:23
          Trybunał zadecydował, że w sprawach o gwałt należy sądzić nie tyle seksualnego drapieżnika, ile raczej… kobietę, na którą napadł. To ofiara miała dowieść, że jej opór był "ciągły, nieprzerwany, rzeczywisty i niesymulowany".
          Jeśli któryś z warunków nie został spełniony, to nie doszło do przestępstwa. Ponieważ zaś specjaliści pokroju Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego twierdzili, że gwałt może nastąpić wyłącznie w przypadku, gdy kobieta zaprzestanie oporu… to tym samym żadna napaść nie była nielegalna. A gdyby nawet pojawiły się wątpliwości, to gwałciciel mógł się obronić, twierdząc, że nie miał poczucia, iż robi coś wbrew woli ofiary.
          Kolejne orzeczenie Sądu Najwyższego z 1935 r. zalecało: winna być ustalana świadomość sprawcy, iż spotyka się ze strony pokrzywdzonego ze zdecydowanym oporem. Bez niej nie mogło być mowy o gwałcie.
          Sprawców nie tylko chroniono, ale też dawano im broń do ręki. Jeden z małopolskich adwokatów sugerował, że oskarżony o napaść seksualną ma prawo pozwać „szantażystkę” o zniesławienie. A po wygranej zmusić ją do publicznych przeprosin w prasie lub wysłać awanturnicę na dwa lata za kraty za rozsiewanie fałszywych pogłosek.

          Pozywającemu nie groziło żadne odium, bo opinia publiczna stała murem za rzekomymi ofiarami pomówień. Nawet Tadeusz Boy-Żeleński, uchodzący za piewcę postępu, twierdził, że przepisy należałoby jeszcze złagodzić. Pisał, że oczekiwania, iż mężczyźni będą pytać kobiety o zgodę na seks, to farsa. Bo przecież samiczki należy zdobywać. I jest rzeczą naturalną, że one wzbraniają się przed zbliżeniem, by doprowadzić akt płciowy do pożądanej temperatury.
          Efekty przepisów i kampanii prasowych były łatwe do przewidzenia. Kobiety unikały zgłaszania gwałtów. Sądy rozpatrywały wyłącznie przypadki wyjątkowo brutalne: gwałty zbiorowe, wielokrotne, połączone z ciężkim okaleczeniem bądź mordem. Mimo to w większości tych i tak nielicznych procesów zapadały wyroki uniewinniające.

          99 procent bezkarność.

          Dochodzenie praw przez kobiety budziło zdziwienie nawet wtedy, gdy gwałt nie ulegał wątpliwości.
          W 1932 r. na sali Sądu Apelacyjnego w Warszawie adwokat broniący dwóch przestępców seksualnych wprost zapytał członków trybunału: Co innego jest na wsi [do roboty]? Cóż mają tam robić młodzi ludzie? Dla niego gwałt to była rozrywka dla znudzonych wyrostków.
          A na pewno nie rzecz groźna i zasługująca na ukaranie. Podobnie myślano w całym kraju.

          CDN...

          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/
          • diabollo Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 07:25
            W 1934 r. w Wilnie kilkukrotnego gwałtu na własnej pacjentce dopuścił się lekarz szpitala psychiatrycznego Stanisław Narbutt. Zdesperowana dziewczyna – abiturientka gimnazjum już wcześniej cierpiąca na zaburzenia nerwowe – podjęła próbę samobójczą. Hak, na którym się powiesiła, zerwał się jednak, a hałas ściągnął służbę szpitalną. Ranna ofiara wyznała, co popchnęło ją do czynu. Lekarzowi wytoczono proces. Narbutt niczemu nie zaprzeczał, nie próbował się wybielać. Mimo to został uniewinniony. Bo pacjentka nie wzywała głośno pomocy, a tym samym nie dowiodła, że stawiła należyty opór. Najwidoczniej więc podobało jej się to, co robił pan doktor.

            Z kolei w 1938 r. w Grudziądzu zatrzymano Stefana Dumańskiego, inspektora służby skarbowej, który za państwowe pieniądze w godzinach pracy sypiał z nieletnimi dziewczętami. Podobno po to, by wyciągać z nich informacje na temat podatkowych wykroczeń rodziców. Sąd pierwszej instancji nie dopatrzył się w takim postępowaniu przestępstwa. Uznał, że Dumański działał dla dobra urzędu i że nie miał obowiązku sprawdzać, ile lat mają uwiedzione. Nie kazano mu nawet pokrywać kosztów postępowania.
            Takich spraw było więcej. I każda stanowiła dla Polek dowód, że powinny siedzieć cicho. W kraju bez przestępczości seksualnej nie dało się dowieść gwałtu. Wprost powiedział o tym Alfred Lutwak, mecenas z Krakowa i jeden z nielicznych krytyków obowiązujących regulacji.
            99 proc. zniewolonych kobiet będzie wolało przemilczeć hańbę i krzywdę, zatuszować sprawę – stwierdził w 1933 r. na łamach „Głosu Adwokatów”. – Przy takim ujęciu Kodeksu Karnego mogą uwodziciele spokojnie gwałcić i być [na] 99 proc. pewni, że nie zostaną oskarżeni. Miał rację, choć chyba nawet on nie był wystarczająco stanowczy w swoich wnioskach. Rzeczywisty odsetek gwałtów utajnionych i nieosądzonych musiał być wyższy niż 99 proc.

            wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,25341386,w-przedwojennej-polsce-nie-bylo-gwaltow-kobieta.html
            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
    • gaika Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 29.10.19, 20:02
      Oczywista oczywistość, że to problem ogólnoświatowy i bierze się z wielowiekowych patriarchalnych relacji między płciami. Kobietom w XIX wieku nie wolno było się kształcić i głosować, więc tym bardziej to żadna unikatowa sytuacja dla Wolski, te nieistniejące gwałty na początku XX w.

      Dziś wiadomo, że najwięcej gwałtów dokonują osoby bliskie lub co najmniej znane ofierze (niektóre badania świadczą, że to 90% sprawców). W tamtych czasach, jeżeli w ogóle mówiło się o gwałcie to wyłącznie w kontekście bandyckiego ataku przez przypadkowe osoby. Zgłoszenie takiego przestępstwa wiązało się z upokorzeniem i degradacją społeczną (wypad poza nawias; dziś w krajach muzułmańskich bywa nawet gorzej).

      Chodziło i chodzi o dominację, władzę, kontrolę (kościół /religia, państwo, męska część społeczeństwa). Brało się z nierównego traktowania płci i dalej z tego się bierze, brało się i bierze z przedmiotowego i podrzędnego traktowania kobiet. To samo dotyczy dzieci.

      **
      Wystarczy rzucić okiem na to, co dzieje się w UK (z tendencją ku gorszemu) i jaki procent zgłaszanych gwałtów jest tam karany. Jak wyglądają procedury i jak traktowane są ofiary.
      Mam nadzieję, że za ten stan nie odpowiada także polska inteligencja.
      • walmart.ca Re: W przedwojennej Polsce nie było gwałtów 30.10.19, 14:18
        gaika napisała:

        (...)
        > Wystarczy rzucić okiem na to, co dzieje się w UK (z tendencją ku gorszemu) i ja
        > ki procent zgłaszanych gwałtów jest tam karany. Jak wyglądają procedury i jak t
        > raktowane są ofiary.

        Indeed.
        www.theguardian.com/law/2018/sep/26/rape-prosecutions-plummet-crown-prosecution-service-police

        > Mam nadzieję, że za ten stan nie odpowiada także polska inteligencja.

        Też mam taką nadzieję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka