Dodaj do ulubionych

Rosja tuczy ruskich agentów w PL

03.11.19, 09:57
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25368979,piotr-tyma-hakerzy-ujawnili-nazwiska-numery-kont-i-sumy.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.foto

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 07:28
      Piotr Tyma: Hakerzy ujawnili nazwiska, numery kont i sumy płynące z Rosji do polskich obywateli i organizacji. Rząd milczy

      wywiad
      Paweł Smoleński

      "W Moskwie siedzą macherzy od wojny informacyjnej z workami pieniędzy i wysokiej klasy specjalistami. I umiejętnie naciskają na czułe punkty stosunków polsko-ukraińskich".

      Piotr Tyma - ur. w 1966 r., historyk i publicysta, prezes Związku Ukraińców w Polsce
      Paweł Smoleński: Niedawny list do premiera Morawieckiego Związek Ukraińców w Polsce zaczyna od słów: „Ministerstwo Finansów RP przygotowało raport 'Krajowa ocena ryzyka prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu'. Znalazły się w nim zapisy, które zbulwersowały obywateli Polski narodowości ukraińskiej oraz innych mniejszości”.
      Piotr Tyma: Ten raport nie tylko stygmatyzuje lojalnych obywateli RP narodowości innych niż polska, ale zaciemnia i deformuje sytuację. Zagrożenia, w tym ewentualny terroryzm, sytuują się zupełnie gdzie indziej, a nie wśród mniejszości. Napisaliśmy do premiera - zresztą nie pierwszy raz - by wskazywać miejsca i zjawiska naprawdę niebezpieczne. Nie opieramy się na żadnej wiedzy tajemnej i teoriach spiskowych, lecz na powszechnie znanych faktach i poszlakach. Piszemy, że od kilku lat w Polsce realizowana jest strategia wojny hybrydowej i jej ważnego elementu - wojny informacyjnej. To, co dzieje się na styku polsko-ukraińskim, jest tego znakomitym przykładem.
      A co do tego ma raport Ministerstwa Finansów?
      - Źle opisuje rzeczywistość. Pojawiają się w nim np. absurdy o zagrożeniu islamistycznym, gdzie prawdopodobnie chodzi o diasporę czeczeńską, która mylnie nazywana jest mniejszością narodową. Podobno ci Czeczeni zbierali pieniądze, które miały iść na wojnę w Syrii, ale na dobrą sprawę nic nie wiemy z pewnością.
      Opowiada się nam więc o Czeczenach, lecz raport zionie czarną dziurą, jeśli idzie o wschodnie rubieże RP i wszystko, co się tam dzieje, począwszy od 2014 r. To data symboliczna i bardzo znamienna, bo wówczas Rosja zaczyna okupację Krymu.


      Nagle nie tylko w Polsce zaczynamy obserwować nadaktywność Moskwy i środowisk prorosyjskich we wszelkich możliwych wariantach, od medialnego, przez finansowy, po prowokacje, dezinformację i dezintegrację. Gra idzie na wielu polach: Polska, Ukraina, kraje Europy Środkowej i Wschodniej, Unia Europejska. Taka działalność nie dotyczy wyłącznie polityki, bo zaczyna się od wzrostu aktywności np. ruchów antyszczepionkowych, krytykujących, zupełnie jak Moskwa, biurokrację w Brukseli i Unię Europejską, po żerowanie na przeszłości.

      Historia jest tu bardzo ważna, bo zawsze znakomicie się sprzedaje. Dobrze jest sięgnąć po Banderę, po Wołyń, a nawet - czego wcześniej nie było - pojawili się harcownicy sięgający do rzezi humańskiej, wierszy Tarasa Szewczenki, wojny polsko-ukraińskiej 1918 r., żeby wykazać, że Ukraińcy od zawsze mieli czarne podniebienie i upajali się zwierzęcym okrucieństwem.
      Baza zbudowana przed 1939 r. przez narrację endecką, wzmocniona przez PRL, powoduje, że czasem nie trzeba wręcz wymyślać niczego nowego. Stosuje się metody klasyczne i staroświeckie, czyli gazety, wywiady, książki. Ale najważniejszy jest internet. Np. były ksiądz Międlar jest aktywny na wszystkich polach, od wieców i ulotek, przez YouTube i stronę w sieci.

      Tak zmasowany i zróżnicowany przekaz - podobnie jak w przypadku rosyjskiej ingerencji w wybory w USA - działa na różne grupy społeczne, z różnych regionów Polski, z różnym wykształceniem. Uderza w czułe punkty, powoduje mobilizację, wzbudza emocje, a skutek widzimy: fatalne stosunki Polski z Ukrainą, tak międzypaństwowe, jak w przestrzeni historycznej.
      Może to jednak spiskowa wizja świata.
      - Niestety nie, bo oparta na faktach. W raporcie nie ma do nich w ogóle odniesienia, tak samo jak do Rosji. I to wszystko dzieje się po wiarygodnej publikacji hakerów ze strony InformNapalm, gdzie pojawiają się nazwiska, numery kont, sumy płynące z Rosji do polskich obywateli i organizacji. A przecież mamy sprawdzone informacje o Polakach uczestniczących w prowokacyjnych, antyukraińskich działaniach, już nie tylko miękkich, ale całkiem twardych.


      Np. dwóch członków polskiej ultranacjonalistycznej Falangi jest podejrzanych o podpalenie w Użhorodzie na Ukrainie Zakarpackiej Centrum Kultury Węgierskiej. Zrobili to za pieniądze przekazane przez asystenta niemieckiego deputowanego, który w Berlinie gardłuje za Rosją dniami i nocami. Dla Moskwy jest jasne, że napięcie ukraińsko-węgierskie trzeba umiejętnie podgrzewać. Sprawa jest obecnie w sądzie, a dowody i poszlaki więcej niż mocne.
      Wiemy o działaniach propagandowych Dawida Hudźca z Obozu Wielkiej Polski, który siedzi z promoskiewskimi terrorystami w Donbasie, prowadzi polską wersję portalu Novorossia Today (choć najpewniej pisze również na innych portalach), wysławia „russkij mir”, czyli putinowską formułę rosyjskiego świata, krajów związanych z Rosją i pod przewodnictwem Kremla, zamiast z demokracją i z Zachodem.

      CDN...

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 07:30
        To jego własne słowa: „Przyjechałem do Doniecka, bo nie będę bezczynnie patrzył, jak Unia Europejska chce pożreć kolejny słowiański kraj i zabić Rosjan, bo pragną wolności. Przyjechałem, bo uznałem, że w interesie Polski jest wspierać każdego, kto walczy z siłami okupującymi Polskę. 'Za wolność waszą i naszą' - jak przez wieki mówiły sztandary polskich zrywów niepodległościowych”.
        Mamy politologa Bartosza Bekiera, kiedyś z ONR-u i partii Zmiana, a dziś przewodzącego faszystowskiej i promoskiewskiej Falangi. Jeździ od Syrii po Donieck, robi sobie focie z separatystami, wywiady z ich przywódcami, lansuje tezę o spisku żydowsko-natowsko-amerykańsko-europejskim w naszej części kontynentu, uczestniczy w konferencjach poparcia dla syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada. Istnieją wyraźne ślady, że niektórzy polscy falangiści są zaangażowani w Donbasie w działania bojowe terrorystycznego batalionu Rusicz - występują z polską flagą, na pociskach przygotowanych do wystrzelenia piszą „Za Wołyń!”.
        To wierzchołek, bo nie wiemy, co jest u podnóża tej góry: ilu ludzi jest w to zaangażowanych, jak się odbywa proces rekrutacji, kto ich przewozi do Donbasu, jak funkcjonują w Polsce.
        Niszczyli pomnik przez kilka godzin. Nikt nic nie widział
        Jednak to najpewniej ciągle niewielki, mało znaczący margines.

        - I tak, i nie. Jeszcze niedawno siedział w polskim areszcie Mateusz Piskorski ze Zmiany, a wcześniej z Samoobrony, w latach 2005-07 poseł, zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i zwolniony za kaucją. Wiadomo o kilku obywatelach Rosji wydalonych z Polski oraz o szemranych rosyjskich kontaktach, np. środowiska Konfederacji, czyli narodowców, Grzegorza Brauna i Korwin-Mikkego. Albo o tym, jak niektórzy samorządowcy byli przewodnikami po Przemyślu i Podkarpaciu rosyjskich dziennikarzy; w przededniu ukraińskiej procesji na cmentarz w Pikulicach pod Przemyślem pojawia się ekipa telewizji rosyjskiego ministerstwa obrony. Albo jak polscy rekonstruktorzy jeżdżą do Rosji, a potem pojawiają się w internecie przychylne teksty o pansłowiańskiej przyjaźni i współpracy. Przypomnę tylko, że obywatel Rosji Igor Girkin (Striełkow), który podłożył ogień pod ukraiński Donbas, też jest aktywnym rekonstruktorem.
        Czy to aby nie drobiazgi?
        - Pojedynczo te zdarzenia może nic nie znaczą, lecz w masie to już co innego. Do tego te środowiska umiejętnie grają na emocjach, wykorzystując „dorobek” innych graczy, którzy w relacjach polsko-ukraińskich postulują „stanie w prawdzie”. A to teraz główny nurt m.in. w polityce historycznej państwa polskiego. Na poziomie publicznym jest to jawne deklarowanie wsparcia dla Rosji wbrew polskim interesom. Zbyt łatwo nam przyszło zapomnieć deklaracje nieżyjącego już dziś Kornela Morawieckiego, ojca premiera, o konieczności przyjaźni z Rosją. Do tego nie bardzo widać działania ograniczające wpływy tych środowisk i osób.

        A z drugiej strony mamy Polaków działających w instytucjach rosyjskich, określanych jako agentura wpływu, przekaźniki rosyjskich narracji, np. w agencji informacyjnej Sputnik, mającej oczywiście stronę po polsku. Albo wynajmuje ich Organizacja Monitorowania Wyborów Wspólnoty Niepodległych Państw, którą nasza ABW określa jako „rosyjski podmiot operacji i projektów specjalnych”. Współpracuje z nimi np. Andrzej Zapałowski, kiedyś poseł i europoseł, nieustanny kandydat w wyborach do wszystkiego, znany z antyukraińskich wystąpień.
        Nie znam żadnego spektakularnego czynu zagrażającego Polsce, który byłby jednoznacznie motywowany ideologią islamistyczną, ale za to czytam sprzeczne z polską racją stanu komentarze na Sputniku, znam nazwiska najbardziej aktywnych komentatorów, oglądam działalność organizacji monitorującej wybory organizowane przez Rosję. Wielu z tych Polaków udziela się w życiu publicznym, niekiedy skrajnym, a niekiedy niekoniecznie, bo np. w działającym przy IPN-ie Komitecie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w jednym z województw.
        Przestrzeń będąca w zainteresowaniu Rosji gwałtownie się zagęszcza. Od 2014 r. mamy coraz więcej prowokacji związanych z ukraińskimi upamiętnieniami, niszczone są pomniki i groby. Według naszych informacji przekazanych władzom na pomniku w Mołodyczu w województwie podkarpackim, który później patriotycznie potraktowano młotami, umieszczono materiały wybuchowe, prawdopodobnie pociski artyleryjskie. Ta okoliczność powinna wzbudzić alarm, tymczasem żadna z takich prowokacji, mimo zdjęć, filmów, zeznań świadków, nie została ostatecznie wyjaśniona.

        Zdarzają się za to kolejne dewastacje, jakoś ze sobą połączone, bo dokładnie tak samo realizowane. We wsi Werchrata ukraiński pomnik był niszczony przez kilka godzin, faceci przyjechali z agregatem prądotwórczym i młotami pneumatycznymi, a cmentarz jest zlokalizowany w środku wsi, więc musieli być świadkowie dewastacji. I do dzisiaj nic, nie znaleziono sprawców, nie ma winnych.
        Dla mnie to modelowe przykłady prowokacji, a z drugiej strony wojny informacyjnej, bo niszczeniu często towarzyszą nagrania wideo wrzucane do sieci opatrzone logo organizacji polskich nacjonalistów i budujące bardzo konkretną opowieść.
        Za tym idą artykuły odgrzewające złą przeszłość, budujące mylne wrażenie, że w Polsce trwa jakaś ukraińska inwazja w sferze pamięci, że tzw. nielegalne upamiętnienia powstają jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Oczywiście mało kto z dziennikarzy, nawet poważnych mediów, docieka, kiedy dany pomnik powstał, kto go zbudował, z jakiego powodu jest nielegalny. Tak samo dyplomatycznie się milczy, że na Ukrainie w podobnych okolicznościach powstawały polskie, również nielegalne według ukraińskiego prawa upamiętnienia. Skutek jest taki, że np. grobu w nieistniejącej wsi Monasterz, legalnego od 15 lat, wystawionego przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, nie wpisano do rejestru grobów i pomników wojennych. Dlatego od czasu zniszczenia w 2015 r. nie może być naprawiony.

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 07:31
          Polskie społeczeństwo otrzymuje przekaz „Ukraina zabrania ekshumacji polskich ofiar”. To wzbudza emocje, falę nienawiści i tendencyjnych komentarzy. Tym grają różni zadymiarze występujący pod przeróżnymi flagami partyjnymi. Nie wspomina się za to, że zakaz wydano po serii zniszczeń i profanacji ukraińskich obiektów na terenie Polski. Finałem takich działań jest impas w stosunkach polsko-ukraińskich w sferze historii.
          Czy nic nieznaczący Obóz Wielkiej Polski albo Falanga, razem wzięte, mogą zepsuć stosunki polsko-ukraińskie?
          - W przypadku pikiet pod ukraińską ambasadą i konsulatami, podczas manifestacji np. w Przemyślu, ci ludzie potrafią tworzyć sojusze, zmobilizować swoje struktury z różnych regionów kraju, więc nagle nie jest ich kilkunastu, tylko kilkudziesięciu, kilkuset. Atak i prowokacje 26 czerwca 2016 r. w Przemyślu to modelowy wręcz przykład - brali w nich udział krewcy młodzieńcy z Przemyśla, Stalowej Woli, Rzeszowa, Łańcuta. Część z nich organizowały struktury Młodzieży Wszechpolskiej. [Grupa narodowców i kiboli zaatakowała wtedy, w Święto Ukraińskiej Pamięci Narodowej, procesję zmierzającą na cmentarz wojenny].

          Niektórzy z zaangażowanych w te prowokacje lubią przytulić się do legalnie działających organizacji paramilitarnych, np. Strzelca lub struktur obrony terytorialnej. Inni podpierają się antyukraińską retoryką niektórych publikacji funkcjonariuszy IPN-u lub ważnych urzędników państwowych, np. byłego wojewody lubelskiego, obecnie posła-elekta Przemysława Czarnka.
          Słowem, gdy patrzy się na to wszystko oddzielnie, widzimy niedouczonych historyków, nadgorliwych funkcjonariuszy państwa, a przede wszystkim niegroźnych fascynatów „russkogo mira”, sojuszu słowiańskiego, neopogaństwa, bo to często idzie pod rękę ze skrajnym polskim nacjonalizmem. Nie dostrzegamy, że można nimi odpowiednio pokierować, a wówczas nagle interesują się bronią, musztrą, siłą. Ten wątek pojawia się bardzo często w ich myśleniu o publicznej aktywności, karabin i wyszkolenie wojskowe stają się fetyszem.
          Ale by odnieśli sukces, potrzeba co najmniej neutralności państwa. Kiedy zaś w te sprawy angażują się państwowi urzędnicy, jest naprawdę źle.
          Bardzo sprawna orkiestra
          Zachód bardziej niż ISIS boi się rodzimych islamistów wracających po wojnie w Syrii do domu.
          - Nie wiemy, ilu Polaków służy w Donbasie, ale wiemy, że są tam stale obecni. To zresztą europejski fenomen - separatystów wspierają najemnicy z Włoch, Serbii, Francji, ostatnio skazano kogoś w Czechach. Wielu z nich to obywatele Unii - służą w rosyjskich bojówkach, a potem mogą mieszkać w Paryżu, Warszawie, Berlinie, Rzymie.

          A po stronie rosyjskiej pojawiają się w ich orbicie wielce podejrzane indywidua, np. Władymir Antufiejew, poszukiwany za przestępstwa popełnione na Łotwie, gdy za czasów końcowej pierestrojki sowiecka jeszcze Rosja pacyfikowała Łotyszów. Był twórcą i szefem KGB w Naddniestrzu, uczestniczył w wojnie i tworzeniu służb w Abchazji, bardzo aktywny w Donbasie. Gdy między separatystami doszło do pierwszych konfliktów, Antufiejew zjawił się w Doniecku, został wicepremierem. To wtedy „odstrzeliwano” co bardziej kłopotliwych dla Rosji lokalnych watażków, np. „Batmana” czy „Giwiego”, a w końcu samego przywódcę Donieckiej Republiki Ludowej Oleksandra Zacharczenkę. Jednego z nich np. bardzo żałowała w internecie kandydatka do europarlamanetu z listy Korwin-Mikkego Lilija Moszeczkowa. Również Antufiejew tłumaczył zachodnim dziennikarzom rosyjską wersję zestrzelenia samolotu malezyjskich linii lotniczych i śmierć kilkuset pasażerów.
          Pamiętam jeden z jego wywiadów - nie ma go już w sieci, lecz są odpryski w wywiadach prasowych - udzielony donieckiej telewizji, który mnie bardzo zaskoczył. Antufiejew mówił, że świat zna islamistyczny terroryzm i słusznie się go obawia, ale jeśli Europa będzie za mocno naciskać na Donieck, przekona się o sile „słowiańskiego terroryzmu”, straszniejszego niż ten ISIS i Al-Kaidy. Po prostu groził. W gazetach opowiadał mniej więcej to samo: mamy sojuszników w europejskich, głównie słowiańskich krajach, gotowych w razie czego nas wesprzeć.
          Przy czym to nie jakiś bajkopisarz albo nawiedzony wariat, ale prawdziwy, sprawdzony czekista, generał lejtnant, obywatel Rosji, frontowy praktyk wyćwiczony w Abchazji i w Naddniestrzu, który najpewniej wyczyścił Donieck z bojówkarzy niekontrolowanych do końca przez Rosję.
          A skąd pieniądze na działalność takich ludzi?

          - Rosja ma dużo zaskórniaków na specjalne okazje i o tym właśnie powinien mówić raport Ministerstwa Finansów, a nie o jakichś Czeczenach, o których nawet nie wiadomo, czy zbierali pieniądze, a jeśli tak, to czy na ISIS, czy na marzenia o niepodległej Iczkerii. Np. obecna w Polsce Wschodnioeuropejska Inicjatywa Kulturalna lobbysty Aleksandra Usowskiego, Białorusina z pochodzenia, jest zarejestrowana na Słowacji. Jej działalność wspiera promoskiewskie ugrupowania w Europie Wschodniej i - co zostało udowodnione - Usowski jest przyjacielem polskiej radykalnej prawicy. Na prawicy objawił się też np. nieżyjący już Wojciech Wojtulewicz, działający w Obozie Wielkiej Polski, w PRL-u funkcjonariusz SB. Brał od Usowskiego pieniądze na antyukraińskie akcje.
          Białorusin chwalił się dojściami do narodowców i posłów Kukiz ’15. To człowiek oligarchy Konstantina Małofiejewa. A Małofiejew to z kolei łącznik między Donbasem a Moskwą, lansuje tezę o jedności prawosławno-słowiańskiej, jest sponsorem donieckich terrorystów i nie tylko, ściśle współpracuje z Rosyjskim Instytutem Studiów Strategicznych (RISI). Ta struktura opracowała strategię dezinformacji na czas wyborów prezydenckich w USA.
          Wielu rosyjskich narodowo-religijnych fanatyków zaangażowało się w wojnę w Donbasie. To oni rekrutowali ochotników, dawali pieniądze, szukali zwolenników, często w zupełnie absurdalnych komórkach i środowiskach. Znaleźli np. prawdziwego bolszewika, tyle że czarnoskórego. Niektórzy z nich byli przez lata w opozycji, opowiadali, że Putin zaprzedał się masonom, Ameryce, Żydom. Ale wojna na Ukrainie spowodowała, że Kreml umiejętnie wplótł ich w tę rozgrywkę, podobnie jak regularnych bolszewików czy cerkiewnych, prawosławnych zwolenników „russkowo mira”. Jeśli są przydatni, to OK. Jak za bardzo brykają, zostaną zastrzeleni jak w Donbasie polowi komendanci kozaccy, „Batman”, „Motorola” czy „Giwi”. W świat poszła zaś informacja, że zginęli z rąk ukraińskich grup dywersyjnych.

          CDN...

          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/
          • diabollo Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 07:33

            To już nie jest zabawa w berka. Wiele też się dzieje np. na Węgrzech, gdzie cały czas jest rozgrywana karta separatyzmu rusińskiego, a liderzy, którzy ogłosili powstanie rządu „Rusi Podkarpackiej”, siedzą w Moskwie. Na ukraińskim Zakarpaciu funkcjonuje ojciec Sydor, prawosławny kaznodzieja z Użhorodu, którego Ukraina jawnie nazywa agentem Rosji, nawet w czasach prezydenta Wiktora Janukowycza, czyli człowieka Kremla, który w Rosji schował się przed ukraińskim sądem. Sydor bywał w naszym Beskidzie Niskim, głosił chwałę „russkogo mira”, brał z Moskwy pieniądze. To nie Donbas odległy o półtora tysiąca kilometrów, ale Polska.
            Mieliśmy choćby tzw. patrole antybanderowskie w Bieszczadach. Można powiedzieć, że to czarna komedia i wygłup nawiedzonych, ale ci ludzie działali także w sferze informacji, odwoływali się do mocnego, antyukraińskiego i narodowego polskiego stereotypu. To jakoś dziwnie współgrało, również w czasie, z gadką kilku polskich polityków, którzy uważają, że na granicy z Ukrainą trzeba zbudować mur, bo podobno grozi nam stamtąd niebezpieczeństwo, z antyukraińskimi samorządowcami i niektórymi urzędnikami polskiego państwa.
            Całość brzmi jak dobrze dyrygowana orkiestra symfoniczna. Tymczasem Polakom w raporcie Ministerstwa Finansów opowiada się o grupce Czeczenów, zamiast wskazać na właściwe zagrożenia. Jeśli wrzuca się do raportu mniejszość karaimską, która liczy w Polsce kilkadziesiąt osób, wygląda to na jakiś żart albo nieporozumienie. Po 1989 r. nie ma najpewniej przypadku, by jakikolwiek polski obywatel należący do mniejszości narodowej czy etnicznej, zachował się nielojalnie wobec Polski, szykując działania terrorystyczne lub działając w jakiejkolwiek obcej formacji zbrojnej. Za to polscy nacjonaliści, panslawiści, faszyści siedzą w Donbasie po rosyjskiej stronie. No i pojawił się Polak z Norwegii, który przeszedł na islam i pojechał do Syrii. Ale Polak, a nie obywatel RP Karaim, Ukrainiec lub Słowak albo Niemiec.

            W zestawieniu z faktami, z liczbą ludzi zaangażowanych w jątrzące strony internetowe, zasypujących sieć antyukraińskim hejtem diagnoza Ministerstwa Finansów jest co najmniej niepoważna i niekompletna. Skala takich antypolskich działań, które mogą być inspirowane przez Moskwę, jest tak poważna, że może być groźna dla podstawowych interesów państwa polskiego.
            Tymczasem na styku polsko-ukraińskim mnożone są miejsca zapalne. Ostatnio zniszczony został np. pomnik w Charkowie; został pomalowany na biało i czerwono, pojawił się na nim napis „UPA kurwy”. To bardzo blisko od Donbasu i granicy z Rosją. To samo zrobiono jakiś czas temu z grobem Stepana Bandery w Monachium, gdzie oprócz polskich barw narodowych ktoś dodał symbol Polski Walczącej. Odpowiednie fotki i komentarze zalały media społecznościowe. Tak gra się symboliką, na którą Polacy są bardzo wrażliwi, technologia niszczenia od Podkarpacia po Niemcy jest taka sama.
            Do tego dodawany jest przekaz, że państwo polskie, nawet dzisiaj, prowadzi złą politykę zagraniczną, więc obywatele biorą sprawy we własne ręce. Łatwo przełożyć to na kampanię wyborczą, w której np. poseł Robert Winnicki powiadał, że Podkarpacie zostanie wyczyszczone z pomników banderowskich, a Polska z ideologii banderyzmu. I tak ludzie z pozornie różnych stron barykady, od peerelowskich funkcjonariuszy bezpieki po całkiem młode sieroty po Romanie Dmowskim, brzdąkają na tym samym fortepianie nacjonalizmu, szowinizmu, ksenofobii, uprzedzeń narodowych i rasowych, ale też każdych innych. Nacjonalista musi mieć kłopot, by powiedzieć z całą pewnością, czy bardziej nie lubi Żyda, Ukraińca czy LGBT.

            A jak to się ma do innych krajów regionu?
            - Na Słowacji, w Czechach wygląda to bardzo podobnie. Retoryka antyeuropejska, antysemityzm, a zamiast Ukraińców mogą być Romowie, lecz schemat jest taki sam. Pojawia się też wątek struktur militarnych i paramilitarnych, obywatele tych krajów są obecni w Doniecku jako żołnierze po rosyjskiej stronie, w tych krajach organizuje się obozy z elementami szkolenia tzw. samoobrony.
            No i wszędzie jest obecny wspomniany Usowski. Jego działania wyglądają jak rozgwiazda, bo tu nie chodzi tylko o Polskę, ale o region i jego destabilizację, o budowanie prorosyjskiego zaplecza oraz przekonania, że dzisiejsza sytuacja nie jest niezmienna, a Moskwa nie zapomina o tym, co jej się podobno należy.
            Lekceważenie tego, tak w kategoriach jednego kraju, jak regionu, to największy błąd. Zwłaszcza jeśli nie lekceważy się kilku Czeczenów. W końcu na jak wielką grupę mają wpływ ci Czeczeni, skoro większość diaspory z lat 90. już dawno wyjechała z Polski na Zachód.
            Tymczasem występy chóru Aleksandrowa - te mundury, czerwone gwiazdy, pieśni z czasu tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej, militaryzm, sowiecki sztafaż zmieniony na wielkorosyjski - zapełniają polskie sale koncertowe.

            CDN...

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • diabollo Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 07:34
              Mamy w Polsce odbiorców tego typu przekazu i nieważne, że chór legitymizował zabór Krymu, używa symboliki „russkogo mira”. To nie jest zespół tańca ludowego gdzieś z Syberii, ale element rosyjskiej propagandy odwołujący się do imperialnej, militarystycznej myśli, podawanej delikatnie, lecz czerwona gwiazda, wojenny patos rozwiewa wszelkie wątpliwości.
              Badania opinii publicznej wskazują, że Polacy coraz życzliwiej patrzą na Rosję Putina. Nie na rosyjskich demokratów, na opozycję, ale na Kreml. Te wszystkie brednie o dyktacie Unii Europejskiej, o „gejzagrożeniu”, o dekadencji i bezreligijności Zachodu to wspólna, coraz szersza płaszczyzna porozumienia. Nie mamy świadomości, że za wschodnią granicą siedzą macherzy od wojny informacyjnej z workami pieniędzy na swoją działalność, wysokiej klasy specjalistami i umiejętnie naciskają na czułe punkty.
              Zmobilizowanie do jakiejś akcji wszelkiego rodzaju wariatów, panslawistów, Falang i wszystkich, których uważamy za margines, jest z technicznego punktu widzenia bardzo proste. Wystarczy kilka miesięcy odpowiedniego bombardowania propagandowego. W tym kontekście dziwnie cicho jest u nas na temat ojców chrzestnych nowelizacji ustawy o IPN-ie i sprawozdawcy tej nowelizacji posła Tomasza Rzymkowskiego. Przegraliśmy mecz o wizerunek Polski za granicą, bo do tego można porównać napięcie między Warszawą, Tel Awiwem i Waszyngtonem po przyjęciu nowelizacji. Dostaliśmy lanie, ale śpiewamy: „Polacy, nic się nie stało”.


              Jak jest prowadzona taka zmasowana akcja, pokazały manipulatorskie eksperymenty przeprowadzone w Niemczech: pojawiła się informacja, że muzułmanie napadli na nieletnią Rosjankę, więc w odpowiedzi wybuchła burza w mediach i społeczna histeria, choć okazało się rychło, że nic takiego się nie stało. Albo opowieść o zestrzeleniu malezyjskiego samolotu nad Ukrainą. Wszystko o tej sprawie wiadomo bez najmniejszych wątpliwości, znana jest część nazwisk rosyjskich oficerów odpowiedzialnych za zbrodnię, a mimo to ciągle znajdują się ludzie, którzy wierzą w rosyjskie bajki o hiszpańskim kontrolerze lotów, który dostrzegł na radarze ukraińskie myśliwce. Nawet sprawa tak ewidentna nie doprowadziła do przesilenia, do włączenia rozumu i instynktu samozachowawczego, tak samo jak zielone ludzki, aneksja Krymu czy wojna w Donbasie.
              Udało się za to wmówić, że Ukraina to obszar rosyjskiej dominacji. Kłania się stary dowcip, że Związek Radziecki, a w ślad za nim Rosja, graniczy z tym, z kim chce. Lecz przekonanie, że Kremlowi wystarczy to, co dzisiaj ma, może być bardzo krótkowzroczne. Wiara, że apetyty Moskwy sięgają tylko Bugu, to chciejstwo, nie pewnik.

              wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25368979,piotr-tyma-hakerzy-ujawnili-nazwiska-numery-kont-i-sumy.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.foto
              --
              Religia jest dla ludzi bez rozumu.
              /Józef Piłsudski/
              • walmart.ca Re: Rosja tuczy ruskich agentów w PL 04.11.19, 11:23
                A jak to się ma do innych krajów regionu?

                - Na Słowacji, w Czechach wygląda to bardzo podobnie. Retoryka antyeuropejska, antysemityzm, a zamiast Ukraińców mogą być Romowie, lecz schemat jest taki sam. Pojawia się też wątek struktur militarnych i paramilitarnych, obywatele tych krajów są obecni w Doniecku jako żołnierze po rosyjskiej stronie, w tych krajach organizuje się obozy z elementami szkolenia tzw. samoobrony.
                No i wszędzie jest obecny wspomniany Usowski. Jego działania wyglądają jak rozgwiazda, bo tu nie chodzi tylko o Polskę, ale o region i jego destabilizację, o budowanie prorosyjskiego zaplecza oraz przekonania, że dzisiejsza sytuacja nie jest niezmienna, a Moskwa nie zapomina o tym, co jej się podobno należy.
                Lekceważenie tego, tak w kategoriach jednego kraju, jak regionu, to największy błąd. Zwłaszcza jeśli nie lekceważy się kilku Czeczenów. W końcu na jak wielką grupę mają wpływ ci Czeczeni, skoro większość diaspory z lat 90. już dawno wyjechała z Polski na Zachód.



                Może nieco off-Kremlowy-topic ale b. podobny:

                www.theguardian.com/world/2019/oct/24/western-liberalism-failed-post-communist-eastern-europe
                (Analogicznie w całej Europie, obszary najbardziej dotknięte odpływem ludności w ostatnich dziesięcioleciach (emigracja na zach.) są najbardziej skłonne do głosowania na skrajnie prawicowe partie.)
              • oby.watel Rosja tuczy, Polska się nie uczy 04.11.19, 18:32
                Dzięki niezwykle wielkie. Wstrząsająca, acz nie zaskakujące. Zwłaszcza gdy ma się za sobą to, co publikowali Piątek, Rzeczowski, Gruca. Fragment książki "Morawiecki i jego tajemnice” (Tomasz Piątek, Arbitror 2017).

                Michał Dworczyk (…) założył fundację Wolność i Demokracja, a następnie jej prezesował /pod jego rządami fundacja lansowała kult tzw. żołnierzy wyklętych i robiła to za pieniądze BZ WBK, czyli banku Mateusza Morawieckiego – red. Arbinfo/. Spójrzmy na daty i personalia, bo niektóre z nich mogą być znaczące.

                W akcie założycielskim fundacji z 2006 r. Dworczyk figuruje jako członek rady fundacji. Razem z nim znajdziemy tam… Stanisława Kostrzewskiego. Tak, to ten sam Stanisław Kostrzewski, który niecałe osiem lat później wystąpi w aferze taśmowej. Zaufany współpracownik Jarosława Kaczyńskiego i skarbnik PiS, który pośredniczył między tą partią a Markiem Falentą. Po rozmowach Kostrzewskiego z Falentą wybuchła afera taśmowa, która dała władzę Kaczyńskiemu i Morawieckiemu.

                Kilka miesięcy po spotkaniu Marka Falenty ze Stanisławem Kostrzewskim, w kwietniu 2014 r., gdy zbliża się wybuch afery i przesunięcie Polski na Wschód – Michał Dworczyk przejmuje stery i zostaje prezesem zarządu fundacji Wolność i Demokracja.

                Dworczyk dzierży ster rządów aż do końca 2015 r. Zatem przez cały decydujący okres, w którym PiS zdobywa Polskę, a kult „wyklętych” uprawiany przez fundację Wolność i Demokracja stanowi część propagandy wyborczej. Fundacja uprawia ten kult za pieniądze Morawieckiego, zatem lata 2014–2015 to nie tylko czas intensywnej pracy. Zapewne też przelewów.

                Ale Michał Dworczyk jest kimś więcej niż tylko specjalistą od „żołnierzy wyklętych”. Jak się zdaje, Dworczyk pełni funkcję zwornika między dwoma prorosyjskimi elementami pisowskiej elity. Między Mateuszem Morawieckim, który udaje proeuropejskość, a środowiskiem Antoniego Macierewicza, które przyjęło proamerykańskie barwy ochronne. Dworczyk, od lat związany z Morawieckim, przez długi czas był też protegowanym Macierewicza, który wybronił go kiedyś przed… aresztem.

                Otóż szef kancelarii Morawieckiego dwukrotnie stawał przed sądem za nielegalne posiadanie broni. Za drugim razem był to cały arsenał. W 2018 r. malowniczą, a nawet wybuchową przeszłość Dworczyka opisał dziennikarz śledczy „Gazety Wyborczej”, Wojciech Czuchnowski.

                Opowieść zaczyna się w 1999 r.: „Dostaliśmy zgłoszenie z centrali, że w piwnicach bloku przy ul. Solec może być przechowywany arsenał grupy pruszkowskiej [jedna z najpotężniejszych polskich grup przestępczych, ściśle współpracująca z rosyjską mafią sołncewską – T.P.]. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że w kilku piwnicach są skrzynki z pociskami artyleryjskimi, trotyl, a nawet głowica do pancerfausta – opowiada funkcjonariusz, który jesienią 1999 roku pracował w «terrorze», czyli w wydziale ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji […].

                Sprawcą zamieszania był Michał Dworczyk, student V roku historii, działacz prawicowego Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej (podharcmistrz, harcerz orli) i współpracownik Macierewicza. Zatrzymany przez policję, przy- znał się, że to on składował w piwnicach pociski i trotyl […]; w 2001 roku Dworczyk został skazany na 1,5 roku więzienia z zawieszeniem na 3 lata […]. Wszystko zaczęło się 22 listopada 1999 roku. Tego dnia policyjny patrol został rano wezwany do […] piwnicy […] bloku przy ul. Solec 115. «Dozorca wskazał nam pomieszczenie, w którym znajdowały się 4 pociski o długości 40 cm i średnicy 10 cm oraz 3 skrzynki amunicji» – czytamy w meldunku.
                Ewakuowano cały budynek, zamknięto ulicę, a na miejsce przyjechali saperzy. Gdy ok. godz. 14 wydawało się, że akcja jest zakończona, policjanci «ujawnili niebezpieczne ładunki» w kolejnych dwóch piwnicach. Ponowna ewakuacja z udziałem służb, 5 radiowozów i 24 funkcjonariuszy prewencji. To właśnie wtedy wezwano «terror», bo jak ustalili policjanci, podejrzany o składowanie pocisków Michał Dworczyk został sześć lat wcześniej zatrzymany koło Iłży. Z dwoma kolegami jechał małym fiatem wyładowanym za- palnikami i częściami do pistoletu. W bazie danych Dworczyk figurował jako «poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu» w sprawie o nielegalne posiada- nie broni i amunicji”.

                Wydział do spraw walki z terrorem kryminalnej pośpiesznie przejrzał swoje materiały archiwalne i przyjął hipotezę o braku związków Dworczyka z mafią pruszkowską: „«Terror» szybko ustalił, że Dworczyk prawdopodobnie nie ma nic wspólnego z mafią («nie przechodził w materiałach naszej jednostki») […]. Jeszcze 22 listopada wieczorem policja zatrzymała Dworczyka. Następnego dnia prokuratura postawiła mu zarzut «nielegalne- go posiadania broni palnej i amunicji», a ponieważ wybuch mógł spowodować zawalenie bloku, zarzut poszerzono o «sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrożenia życia i zdrowia» […]. Zatrzymany Dworczyk […] przyznał się do winy […]. Usprawiedliwiał się «bezmyślnością» i tym, że pociski nie miały zapalników. Na szczęście dla niego okazało się, że sprawa z 1993 roku była już zamknięta […]. Mimo to prokurator złożył wniosek o areszt. Wtedy do akcji wkroczyli Macierewicz i organizacje społeczne, w których działał Dworczyk […]. Macierewicz podkreśla jego «zaangażowanie patriotyczne» i zapewnia, że «zna go od najlepszej strony» […]. Sąd odrzuca wniosek o areszt. Dworczyk odpowiada z wolnej stopy. 18 października 2000 r. występuje o wydanie wyroku w trybie «dobrowolnego poddania się karze’. Dochodzi tylko do jednej rozprawy – 8 maja 2001 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia wydaje wyrok zgodny z wnioskiem oskarżonego. Przed sądem Dworczyka reprezentuje mec. Waldemar Puławski. Od 2015 roku Puławski jest zastępcą prokuratora generalnego ds. wojskowych. Na stanowisko rekomendował go Macierewicz”.

                1 marca 2017 r., w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Antoni Macierewicz jako minister obrony narodowej powołał Michała Dworczyka na swego zastępcę. Jako wiceminister obrony Dworczyk miał się zająć ukochanym projektem Macierewicza. Chodziło o Wojska Obrony Terytorialnej. To amatorska armia o cechach politycznej bojówki, do której Macierewicz rekrutował prawicowców, a nawet jawnych zwolenników Kremla.

                Sam Dworczyk też miał wschodnie powiązania. Jego współpracowniczką w Fundacji Wolność i Demokracja była Olga Semeniuk, która publicznie wyrażała swe poparcie dla słynnej francuskiej polityczki Marine Le Pen, liderki antyeuropejskiego i prokremlowskiego Frontu Narodowego. Według Portalu Samorządowego pani Semeniuk w latach 2011–2013 jeździła na Białoruś, jak również kontaktowała się z politykami innych krajów postsowieckich – rzekomo po to, by uczyć ich demokracji jako konsultant Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. W fundacji Wolność i Demokracja Olga Semeniuk występowała nie tylko jako „ekspert ds. Białorusi”, również jako koordynatorka biegów „Tropem Wilczym” /impreza sportowa związana z kultem tzw. żołnierzy wyklętych – red. Arbinfo/ w całej Polsce.

                W 2015 r., po wyborach wygranych przez PiS, Michał Dworczyk z ramienia tej partii został przewodniczącym sejmowej komisji łączności z Polakami za granicą. Jako jej wiceprzewodniczący, u boku Dworczyka stanął… prorosyjski i probiałoruski poseł Ruchu Kukiz’15 Adam Andruszkiewicz. Ten sam, który później przeszedł do koła poselskiego Morawieckiego seniora, by wreszcie zostać wiceministrem cyfryzacji u Morawieckiego juniora.

                >>>
                • oby.watel Rosja tuczy, Polska się nie uczy dokończenie 04.11.19, 18:33
                  Przy tej okazji Dworczyka promował m.in. znany nam już polsko-litewski portal Wilnoteka, związany z prokremlowskim działaczem Waldemarem Tomaszewskim. „Michał Dworczyk od lat zaangażowany jest w pomoc Polakom na dawnych Kresach RP. Po raz pierwszy odwiedził te tereny jeszcze w pierwszej połowie lat 90. ze swoją drużyną harcerską. Z biegiem czasu obszar jego działalności stale wzrastał: został członkiem Towarzystwa Miłośników Lwowa oraz Kresów Południowo-Wschodnich, Rady Krajowej, a następnie Zarządu Krajowego Stowarzyszenia Wspólnota Polska […], następnie wiceprzewodniczącym Rady Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie” – napisał portal.

                  Jak dobrze wiemy, od kilku lat zainteresowanie losem Polaków na Kresach coraz częściej łączy się z nienawiścią do Ukraińców, a nawet z podziwem dla Putina. Antyukraińscy działacze, jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wciąż rozgrywają kartę wojennych zbrodni ukraińskich nacjonalistów, za które władze Ukrainy już przepraszały Polaków (prezydent Petro Poroszenko uklęknął przed pomnikiem rzezi wołyńskiej w Warszawie). Pomija się natomiast zło, które ze swej strony Polska wyrządziła Ukrainie. Nie wspomina się o wielowiekowym niewolniczym wyzysku ukraińskich chłopów przez polską lub spolszczoną szlachtę. Przymyka się wreszcie oczy na to, że mamy z Ukrainą wspólnego wroga w Moskwie. Zamiast tego próbuje się rozgrywać polską mniejszość na Ukrainie przeciwko interesom tego państwa, a nawet przeciwko jego istnieniu.

                  Rzecz jasna, Kreml jest głównym beneficjentem i inicjatorem tego prądu. Ale płynie z nim również Prawo i Sprawiedliwość. Po 2014 r. – czyli po tym, jak PiS dostał prezent od Putina w postaci afery taśmowej – partia ta zaczęła odchodzić od swej poprzedniej antyrosyjskiej retoryki. Troskę o Ukrainę przesłoniła troska o Polaków na Ukrainie. Pojawiły się też próby wmuszania Ukraińcom polskiej wizji historii (…).

                  Jak się zdaje, Michał Dworczyk przeszedł tę samą ewolucję co jego partia Prawo i Sprawiedliwość (…) w kwietniu 2016 r. Dworczyk zasiadł w radzie fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Razem z nim członkiem tej rady został poseł Jan Dziedziczak. Ten sam, który rok wcześniej był twarzą antyukraińskiej prowokacji parlamentarzystów PiS (polegającej na manifestacyjnym opuszczeniu sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy po wcześniejszych próbach przeforsowania terminu „ludobójstwo” na określenie rzezi wołyńskiej).

                  Minęły jeszcze dwa miesiące i w czerwcu 2016 r. Michał Dworczyk wystąpił w sposób całkiem jasny. Publicznie zaatakował wybitnych Ukraińców, między innymi byłych prezydentów Ukrainy, którzy wystosowali do Polaków list z apelem o pojednanie między dwoma narodami. „Ze smutkiem go przeczytałem” – oświadczył wtedy Dworczyk. Skąd ten smutek przy lekturze? Otóż Michał Dworczyk uznał, że autorami listu są masowi mordercy: „To sprawcy ludobójstwa zwracają się do ofiar. Druga rzecz nieakceptowalna to ta symetria, gdzie zrównana jest strona ukraińska z polską”. Przypomnijmy, że do rzezi wołyńskiej doszło w latach 40. Ukraińcy, którzy w 2016 r. chcieli się pojednać z Polakami, nigdy ich nie zabijali. Mimo to Dworczyk nazwał ich sprawcami! A jego uwaga na temat „symetrii” również świadczy o złej woli lub co najmniej krańcowej niewrażliwości. Każdy, kto zna historię, wie, że Polacy też mają za co przepraszać Ukraińców. I nie godzi się licytować, kto ucierpiał więcej. Każda przelana ludzka krew, polska czy ukraińska, ma tę samą wartość i zasługuje na jednakowy szacunek.
                  W następnym roku kariera Dworczyka zyskała ukoronowanie i z wiceministra stał się ministrem. 19 grudnia 2017 r. przyjął nominację na stanowisko szefa kancelarii premiera – czyli Mateusza Morawieckiego, sponsora fundacji Michała Dworczyka.

                  A niecałe dziewięć miesięcy później do rady fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie wszedł europoseł Ryszard Czarnecki. Dobry znajomy Mateusza Morawieckiego oraz tyranów i tyranków Zakaukazia. Czyżby chciał towarzyszyć Dworczykowi i Dziedziczakowi w ich niechęci do Ukraińców?

                  Tomasz Piątek
                  • gaika Re: Rosja tuczy, Polska się nie uczy dokończenie 04.11.19, 22:08
                    Właśnie. Macierewicz się odgrażał, że pójdzie do sądu, ale jakoś nie doszedł. Prezespan go nieco do cienia przesunął i przeczekał okres burzy i naporu, żeby teraz z powrotem wyciągnąć. Do tego ta przedziwna relacja z Piotrowiczem. Cuś tu wokół Prezespana śmierdzi (i nie jest to gnijące kolanko).
                    • oby.watel Re: Rosja tuczy, Polska się nie uczy dokończenie 05.11.19, 08:46
                      Nie mógł pójść do sądu z prozaicznego powodu — nie był pewny wyroku. Dlatego w tak szybkim tempie postępuje pacyfikacja i neutralizacja sądów, żeby można było śmiało iść i uzyskać oczekiwany wyrok. Gdzieniegdzie już to działa. Jeśli zaś chodzi o Trybunał Konstytucyjny to nie wolno narzekać. Równie dobrze mógłby się tam znaleźć Banaś czy Piebiak.

                      --
                      Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...
    • gaika Aproposik 04.11.19, 22:14
      No 10 blocks Russia EU referendum report until after election

      www.theguardian.com/politics/2019/nov/04/no-10-blocks-russia-eu-referendum-report-until-after-election

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka