Dodaj do ulubionych

Kolejny wywiad Sroczyńskiego

25.11.19, 16:50
next.gazeta.pl/next/7,151003,25445656,czaplinski-wszyscy-czekamy-zeby-dorwac-sie-do-glosu-kolejka.html



--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kolejny wywiad Sroczyńskiego 25.11.19, 16:58
      Tyszkiewicz swoją wściekłość, że rządzi PiS, wylewa na wyborców. A co pan robi ze swoją wściekłością? Bo pan tak samo protestował w obronie sądów, podpisywał różne listy otwarte, chodził na manifestacje.
      We mnie jest dużo gniewu na przeszłe niedociągnięcia, niedoróbki i zaniedbania. Czyli na to wszystko, co sprawiło, że dość proste działania PiS-u o charakterze osłonowym, pomocowym, zwalczającym biedę mogły okazać się tak skuteczne. A przy tym były moralnie słuszne.
      Czyli kieruje pan gniew w stronę "swoich"?
      Tak. I ku przeszłości. Dzięki temu zrozumiałem, że wszystko, co najważniejsze rozegrało się w III RP między 1989 i 1993 rokiem. Pokątne wprowadzenie religii do szkół, rozmowy o konkordacie poza porządkiem parlamentarnym, ustanowienie komisji do spraw zwrotu majątku kościelnego, ustanowienie komisji reprywatyzacyjnej, wprowadzenie – mimo zdecydowanych protestów społecznych - zaostrzonej ustawy antyaborcyjnej. Decyzje te wyznaczyły pole i określiły reguły gry. Proste reguły: kościół katolicki nie podlega temu samemu prawu, co inni; własność prywatna stoi ponad zasadami sprawiedliwości społecznej; kobieta nie może mieć tych samych praw, co mężczyzna, bo musi służyć reprodukcji. Więc jeżeli na coś się gniewać, to może na to?

      Grzechem założycielskim III RP było oddzielenie praw obywatelskich od praw socjalnych. I pozostawienie tych drugich w gestii silniejszego. Kilka lat temu Karol Modzelewski powiedział, że po 1989 roku wolność mam się udała, tylko z równością nam nie wyszło. Uważam to za najmniej trafną, a zarazem najbardziej gorzko-prawdziwą diagnozę. Prawdziwą, bo rzeczywiście próbowano zbudować wolność bez równości. Nietrafną, bo wolność bez równości jest wolnością dla silniejszego. Dla słabszego oznacza to zależność. Może ona wynikać nie z czyjejś nieudolności, ale na przykład z uwarunkowań. Miejsce urodzenia: miasto, a nie wieś, rodzina inteligencka, a nie robotnicza, zamożniejsza, a nie biedna - to nie są osiągnięcia indywidualne, tylko przypadek. I ten przypadek zbyt mocno procentuje w systemie, w którym dba się o wolność, ale nie o równość.
      Do 2015 roku prawa obywatelskie – i tak przecież ograniczone - służyły jako zasłona dla nieegzekwowania praw społecznych. W roku 2015 nastąpiło odwrócenie tego układu. Mianowicie PiS powiedział społeczeństwu: damy wam opiekę socjalną, państwo wróci na miejsce negocjatora pomiędzy rynkiem pracy i pracownikiem, właścicielem kamienicy i mieszkańcem, państwo wróci jako stróż porządku i wyrównywacz rozmaitych nierówności, zwłaszcza ekonomicznych, ale w zamian naruszymy prawa obywatelskie. Z jednej strony pojawiło się więc 500 Plus, które uważam za moralnie słuszne, ekonomicznie zasadne i historycznie ważne. Z drugiej - osłabienie instytucji niezależnych od władzy wykonawczej.
      Czyli w Polsce mamy do wyboru dwa pakty władzy ze społeczeństwem - oba ułomne, oba bez jednej nogi, które prowadzą do złego stanu rzeczy. A który z nich jest groźniejszy?
      Chyba ten pisowski. Wolę ułomny system, w którym wolności obywatelskie są szanowane i w którym istnieją instytucje powołane do ich pilnowania, bo w ramach takiego porządku możliwa jest zmiana. A konkretnie: możliwe jest powtórne połączenie praw socjalnych i praw obywatelskich. Drugi pakt - dajemy wam socjal, ale zabieramy wolność – uzależnia wszystko od rządzącej partii. Kiedy nadejdzie kryzys, nie będzie ani opieki socjalnej, ani praw obywatelskich.
      Chodzi więc o to, żeby w przyszłości pamiętać o nierozerwalnej relacji między prawami obywatelskimi i prawami socjalnymi, ponieważ przechył na stronę praw obywatelskich tworzy wolność dla silniejszych, bogatszych.

      Nie sądzi pan, że jest to dość naiwne marzenie, żeby cała opozycja została lewicą? Dlaczego niby liberalna PO miałaby zacząć uwzględniać mocno prawa socjalne?
      Może i jest naiwne, ale pozwala nam wyjść z pętli demokratyczno-liberalnej frustracji. Tkwimy w tej pętli, kiedy mówimy, że społeczeństwo dało się przekupić i że oddało demokrację za kiełbasę i piwo. Tymczasem hipoteza, że należy połączyć prawa społeczne z obywatelskimi, daje trzy korzyści. Po pierwsze, wyjaśnia zmianę preferencji wyborczych od strony potrzeb. Po drugie, wskazuje na połowiczność rozwiązań aktualnych – bo przecież brak zmian w prawie podatkowym, prawie pracy, emeryturach, przepisach rodzinnych za chwilę zrodzi potężny kryzys społeczny. I po trzecie, daje szansę na określenie koniecznych rozwiązań przyszłych.
      Gdybym sobie wyobraził, że prowadzę coś na kształt współczesnego okrągłego stołu - chociaż rozmowa z politykami to koszmar - najchętniej na początku wynegocjowałbym jedno: zgodę, że wszystkie dotychczasowe języki polityczne są niewystarczające. Znajdujemy się w innej sytuacji niż 30 lat temu i żadna koncepcja polityczna – od lewicowej po prawicową - nie pokrywa całej rzeczywistości. Światopoglądy i koncepcje są popękane, niespójne, w ich obrębie rozmaite elementy się przemieszały. Może to byłby dobry punkt wyjścia, żeby zlepić coś nowego.
      Ostatnio na konferencji naukowej powiedział pan tak: "Główny polski problem to deficyt bycia wysłuchanym. Jeśli tego nie zmienimy (...) obudzimy się za 15 lat w państwie faszystowskim". Co to jest deficyt bycia wysłuchanym?
      Najwartościowsze dzieła w polskiej literaturze to monologi. Od "Pamiętników" Paska, poprzez gawędy szlacheckie Rzewuskiego, aż do "Dzienników" Gombrowicza. Zwłaszcza Gombrowicz jest tu ważny. Rozbudowuje on monolog do granic pojemności i włącza do mowy własnej rozmaite języki cudze. W ten sposób samodzielnie określa zasady porozumiewania się ze społeczeństwem i tworzy jednostkową suwerenność. To jednak przypadek rzadki. Większość z nas próbuje włączyć się do komunikacji społecznej na warunkach dyktowanych przez polską kulturę. A polska kultura jest autorytatywna i hierarchiczna. Wdraża do posłuchu i bycia posłusznym. Nie uczy wzajemnego słuchania się, wymieniania opiniami.
      Na początku jest rodzic, potem ksiądz katecheta, pan lub pani w przedszkolu, nauczyciel, potem przełożony w pracy - oni wszyscy nieustannie raczej nakazują niż pytają. Mówią, niekoniecznie słuchając. Jednostka poddawana takiej presji nie dąży do włączenia się w rozmowę, lecz czeka na moment, gdy sama będzie mogła monologować. W odróżnieniu od monologu Gombrowicza, który nie chce być przez innych definiowany, polski monolog społeczny narzuca definicje i zbliża się do języka nakazów. W rezultacie nasza kultura jest jak maszynka produkująca deficyt bycia wysłuchanym: najpierw każdy z nas czeka, aż będzie mógł przemówić, bo gadają inni, a potem zaczyna sam mówić, nie dopuszczając do głosu innych. Kolejka niewysłuchanych rośnie. A razem z tą kolejką wzrasta znaczenie zbiorowej reprezentacji zastępczej.

      Całość:

      next.gazeta.pl/next/7,151003,25445656,czaplinski-wszyscy-czekamy-zeby-dorwac-sie-do-glosu-kolejka.html
      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • walmart.ca Re: Kolejny wywiad Sroczyńskiego 26.11.19, 02:48
        "wszystko, co najważniejsze rozegrało się w III RP między 1989 i 1993 rokiem"

        Tak, właśnie wtedy 'narodziła się' Pox Polonie, dzisiejsza ojczyzna Polaków:

        "Pokątne wprowadzenie religii do szkół, rozmowy o konkordacie poza porządkiem parlamentarnym, ustanowienie komisji do spraw zwrotu majątku kościelnego, ustanowienie komisji reprywatyzacyjnej, wprowadzenie – mimo zdecydowanych protestów społecznych - zaostrzonej ustawy antyaborcyjnej."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka