Dodaj do ulubionych

Naród szlacheckich bękartów

26.11.19, 06:46
Wszyscy jesteśmy szlacheckimi bękartami. Mój pradziadek-dziedzic miał 14 nieślubnych dzieci z chłopkami

wywiad Ewa Winnicka

Wieś moich przodków to była niemal jedna rodzina, tyle że podzielona na legalnych i nielegalnych potomków dziedzica. Rozmowa z Michałem Garapichem, autorem książki "Dzieci Kazimierza"

EWA WINNICKA: Kilka lat szukałeś kilkudziesięciu nieślubnych potomków twojego pradziadka Kazimierza, właściciela majątku pod Tarnopolem na Podolu. Potem napisałeś, że to, w jaki sposób żył pradziadek, ma poważne współczesne reperkusje. No właśnie, kto dla ciebie jest rodziną?
MICHAŁ GARAPICH: Jestem antropologiem, więc mówiąc dość naukowo i sucho, rodzina jest konwencją definiującą grupę ludzi. W zależności od czasów, prawa, kultury ta sama grupa czasami jest rodziną, czasami nie. Pokrewieństwo biologiczne nie jest najważniejsze. Dlatego zafascynowała mnie historia pradziadka, bo tu konwencja była taka, że jedne jego dzieci były naszą rodziną, inne nie. W pamiętnikach jego córki Eleonory niektóre dzieci Kazimierza są jej braćmi i siostrami, inne nie. Ale ciągnie ją do tych niby-braci, którzy pojawiają się w jej domu, więc wymyśla dla swojego nieślubnego rodzeństwa inne pojęcia, typu „lewak”.
Czy sytuacja, że we wsi ziemianin ma dzieci różnych stanów, była normalna?
– Tak, Kiedyś było oczywiste że pan miał pozamałżeńskie dzieci z okolicznymi chłopkami. Wcześniej, w czasach pańszczyzny, ale i później, należało to do niepisanych przywilejów właścicieli ziemskich. Tam, gdzie bajecznie bogaci mężczyźni mają ogromną władzę nad bardzo ubogimi kobietami, do takich rzeczy dochodzi. Oczywiste było też, że dzieci zrodzone z tych związków nie mają praw do bycia członkiem klasy ziemiańskiej, były bękartami, których na salony się nie zapraszało. Doprowadziłoby to do pomieszania klas, wręcz do rewolucji.
Czyli pańszczyzna łóżkowa?
– W książce „Dzieci Kazimierza” pokazuję na przykładzie mojej rodziny mało opisywany seksualny wymiar gospodarki folwarcznej, to jak społeczny i kulturowy patriarchat przekładał się na eksploatację wiejskich kobiet przez mężczyzn i jaki to miało wpływ na strukturę rodzinną wiejskiej wspólnoty – od dworu po wieś. W przypadku Cebrowa niedaleko Tarnopola, wsi, z której pochodzą moi przodkowie, okazuje się, że to była niemal jedna wielka rodzina, tyle że podzielona na potomków legalnych i nielegalnych.

Duża skala tej płodności była?
– W przypadku pradziadka mówimy o siedmiu ślubnych potomkach i jakichś 14 nieślubnych, urodzonych między 1898 a 1931 rokiem. Tylu udało mi się policzyć. Idę o zakład, że było ich więcej. Za każdym razem, gdy jestem w tej wsi, ktoś mówi: „Zaraz, zaraz, ale ten X, Y, Z to chyba też Kazimierza...”. Ojciec pradziadka, Michał, robił to samo. Niektórzy synowie też. Mam więc udokumentowaną praktykę trzech pokoleń facetów.
Jeśli, jak twierdzisz, działo się to w większości rodzin ziemiańskich, to w historii społeczeństwa polskiego brakuje opowieści o całej klasie społecznej. Są ziemianie, chłopi, nie ma pańskich bękartów.
– Tak uważam. Oczywiście nie mam danych liczbowych, ale historie znajomych i skoligaconych rodzin to potwierdzają. To było powszechne, akceptowane i sankcjonowane. W ten sposób panicze przechodzili inicjacje seksualne, a że nie znano środków antykoncepcyjnych, rodziły się dzieci z tych związków. To, że dawano im parę morgów pola i krowę, świadczy o istnieniu nieformalnego zwyczaju. Mało tego, musiała istnieć nieformalna genealogia – poza tymi oficjalnymi drzewami genealogicznymi, które wiszą na ścianach eleganckich domów o ziemiańskich tradycjach – bo w warunkach małej wiejskiej wspólnoty bez tej wiedzy mogło dojść do kazirodztwa.

CDN...


--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Naród szlacheckich bękartów 26.11.19, 06:47
      Czyli majątek ziemski służył między innymi do pokrycia kosztów apetytów seksualnych panów.
      – Tak. Już po publikacji książki znajoma podesłała mi pamiętnik zawiadowcy stacji kolejowej w Cebrowie. Autor, opowiadając, jakby to była wiedza powszechna we wsi, pisze, że ta płodność pradziadka jest przyczyną ruiny finansowej majątku. Każdej kobiecie musiał dawać morgi i krowy, skutkiem czego tuż przed wojną zostały mu jakieś marne resztki. Okazuje się więc, że ziemie Garapichów były rodzajem funduszu alimentacyjnego, za pomocą którego przeprowadzali oni prywatną reformę rolną na rzecz swoich nieślubnych potomków. Tak to widzę. To zabawne, bo w rodzinie zawsze mówiło się, że to Sowieci skonfiskowali całą ziemię...
      Z czyich pamiętników jeszcze korzystałeś?
      – Przede wszystkim z pamiętników dwojga krewnych – stryja Pawła, brata Kazimierza, oraz jego córki Eleonory Geringer.
      Zapewne lukrowali historię Garapichów?
      – Trzeba pamiętać, że pamiętniki pisali po wojnie, w sytuacji finansowego zubożenia, tępieni przez reżim PRL. Pamiętniki były więc sposobem pokazania dawnego statusu, próbą odzyskania władzy na poziomie pamięci, reaktywacji pozycji za pomocą pióra. Służyły skonstruowaniu pewnego mitu, pomnika rodziny i szerzej – polskiego ziemiaństwa. Paradoksalnie – choć PRL zniszczył podstawę ekonomiczną ziemiaństwa – na poziomie mitu, symbolu, je wzmocnił, właśnie przez tego typu piśmiennictwo.
      I co w tym złego?
      – To, że te pamiętniki były i chyba są często traktowane jako bezstronny opis rzeczywistości. Tymczasem służą raczej wybieleniu roli szlachty i ziemiaństwa, jeśli chodzi o traumę pańszczyzny i zniewolenie większości społeczeństwa. Potraktowałem pamiętniki krewnych jako próbę zagadania prawdy, przemilczenia elementów kluczowych dla kultury ziemian, próbę legitymizacji swojej władzy, szczególnie jeśli chodzi o dominację seksualną nad kobietami, patriarchat i spychanie innych grup na margines.
      Na przykład nieślubnych dzieci oraz Żydów.
      – Tak. Obie grupy wyrzucono z pamiętników lub potraktowano jako obce, mimo że były bardzo blisko – emocjonalnie i ekonomicznie. Przeczytałem dziesiątki takich pamiętników i zastanawiam się często, ile tam jest tych przemilczanych nieślubnych dzieci ziemiańskich. Tysiące, dziesiątki tysięcy, może więcej.

      O wypieraniu kwestii pochodzenia, zwłaszcza w przypadku chłopstwa, pisał Andrzej Leder w „Prześnionej rewolucji”. Nawiązujesz do tego?
      – Szczerze mówiąc, dopiero czytelnicy wskazali na pewne analogie, zwłaszcza że wolę myśleć o tej książce w kategoriach literatury, a nie traktatu naukowego. Ta polska klasa bękartów, ni to ziemian, ni to chłopów, musiała być ogromna, ale w jaki sposób wpłynęła na społeczeństwo polskie – możemy tylko zgadywać. Byli jakimś bytem pomiędzy, rozdartym między poczuciem wyższości a wstydu czy upokorzenia. Na pewno na poziomie emocji to były poważne sprawy. Dzieci musiały się na wczesnym etapie uczyć, że są gorsze albo lepsze od swoich braci i sióstr. Kobiety – że normalne jest, gdy mężowie je na potęgę zdradzają z chłopkami. Ojcowie musieli umieć decydować i akceptować to, że jedno dziecko będzie członkiem lwowskiej elity, a drugie małorolnym chłopem. Wyprzeć się brata, siostry czy skazać dziecko na gorszy los to jednak poważna rzecz i mam wrażenie, że moi przodkowie ponosili tego emocjonalne koszty. Mogę tylko zgadywać, co czuli. Na pewno byli pełni sprzeczności, bo ta sama ciocia, która pisała w pamiętnikach „lewaki” i „bastardy” i wzdragała się mówić „siostra” lub „brat”, jednocześnie utrzymywała z nieślubnymi krewnymi dość zażyłe kontakty.
      A więc tradycyjna polska rodzina szlachecka to...
      – Mężczyzna, jego żona, z pięć chłopskich kochanek i pół setki dzieci... Przesadzam oczywiście. Ale na pewno tradycyjna rodzina to nie była para i kilkoro potomstwa. W książce używam terminu poligamia, ale przypadek pradziadka to poligynia (jeden mąż wiele żon) hierarchiczna, przyjęta w dawnych Chinach, Japonii i Azji Centralnej. W takim związku jest jedna żona, najważniejsza w układzie rodzinno-decyzyjnym, też z uwagi na prawo spadkowe. I szereg innych quasi-żon o pośledniejszym statusie zajmujących osobne domostwa. Na pewnym etapie pradziadek miał trzy równoległe rodziny, wychowujące kilkanaścioro dzieci. A jestem przekonany, że miał ich więcej, tyle że już szukać nie miałem siły.
      Jak prababcia sobie z tym radziła?
      – Na pewno cierpiała, potomni o tym mówią. Ale z drugiej strony sama była w pewnej pułapce, bo pochodziła z klas wyższych, a zazdrość zrównywałaby ją z chłopkami, okazywanie zranienia byłoby naruszeniem granicy między stanami. Stryj Paweł, brat jej męża, jeden z tomów pamiętników poświęca inicjacjom seksualnym, w tym swojego brata Kazimierza. Masa w nim pikantnych szczegółów, opisy pierwszych miłości itd. I ten tom pamiętników Paweł dedykuje właśnie swojej bratowej. Jakby mówił, że to były niewinne zabawy, nic wielkiego, że kobiety przechodzące przez łóżko jej męża są inne, gorsze w klasowej piramidzie. Tak to interpretuję.
      A co mówili o pradziadku „lewacy”, których odnalazłeś? Jakie były ich losy?
      – O tym jest książka. To cały kalejdoskop powojennych losów. Przeważa awans społeczny, jest poczucie dumy z pochodzenia, ale też wstyd z powodu nieślubnego związku. Jest też milczenie. O samym Kazimierzu mówią, że był dobrym człowiekiem. Pewnie – zważywszy na czasy, w jakich żył – tak było, bo o swoje dzieci jakoś dbał.


      Z drugiej strony życie pradziadka, i jego dominacja seksualna, budziło jednak napięcia. Na tym polegają rewolucje, że krok po kroku kwestionuje się zastany porządek i to, co kiedyś było normalne, w pewnym momencie przestaje takie być. Ta szlachecka poligamia była punktem zapalnym w relacjach z wsią i z czasem była dla chłopów coraz trudniejsza do zniesienia. W końcu mówimy tu o porwanych córkach, zdradzonych mężach i poniżonych facetach. Akurat mój pradziadek uniknął zemsty, mało tego, wieś go wybroniła, kiedy w 1939 przyszli go aresztować Sowieci. Ale mogę sobie wyobrazić sytuacje, w których chłopi mszczą się na panu właśnie za tę seksualną dominację. Pamiętajmy, że na to wszystko nakłada się jeszcze relacja między Polakami a Ukraińcami. Nieślubne dzieci pradziadka przeważnie były Polakami, chrzczonymi w obrządku katolickim. Są wyjątki, ale związane właśnie ze złamaniem przez Kazimierza obowiązku dbania o potomstwo. Najciekawsze jest to, że na pewnym etapie życie seksualne pradziadka zyskało wymiar mocno polityczny, bo wpływało właśnie na narodowościową strukturę wsi.

      CDN...

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Naród szlacheckich bękartów 26.11.19, 06:49
        Mówisz, że sam odczuwasz skutki tego systemu sprzed stuleci. Z jakiegoś powodu poświęciłeś kilka lat na poszukiwania.
        – W dzieciństwie dorastałem w trzech krajach, często tracąc kontakt z bliskimi. Ta dawna historia – rozdzielanie rodzeństwa, pęknięcia w rodzinie – silnie rezonowała z moją osobistą, choć dopiero później zdałem sobie z tego sprawy. Myślę też, że tę moją książkę można też potraktować jako odzew na wspomnienia Pawła Garapicha i Eleonory Geringer, odpowiedź dzisiejszych czasów na te ziemiańskie pamiętniki. Odpowiedź pełną żalu, bo ich klasowo podyktowane, pełne snobizmu decyzje doprowadziły do tego, że nie poznałem wuja Janka, Wojtka, Staszka albo Tadka, cioci Kazi czy stryjka Michała i dziesiątków innych ludzi. Nie dlatego, że była wojna, zginęli w obozach albo wykonano na nich wyroki. Przeżyli, mieszkali niedaleko, ale przez to pańskie zadzieranie nosa uznano, że to nie jest rodzina. A jednocześnie miałem szczęście, bo jednak udało mi się więź z nimi zbudować, nawet jeśli już nie żyją. Mnie to potrzebne, przynajmniej symbolicznie.
        Próbowałeś w ten sposób komuś zadośćuczynić?
        – Trudno powiedzieć, bo to przecież dawne czasy. Ale przede wszystkim pewne postawy odtwarzają się przez milczenie. I tego nie mogę zaakceptować. Drażni mnie też brak refleksji i poważnej rozmowy na ten temat oraz zamienianie ludzkiego nieszczęścia na pikantną dykteryjkę do wódeczki. Bo w rodzinie o poligamii Kazimierza mówiło się jak o pieprznej historyjce, z której faceci się śmieją. W ten sposób neutralizowali bolesną w sumie myśl, że gdzieś jest ich brat, siostra, wujek, ciocia, którzy są gorsi, których się nie zaprasza na święta, wesela.
        Jakie ma znaczenie dzisiaj nieopowiedziana historia polskich bękartów ziemiańskich?
        – Mam wrażenie, że zbyt często traktuje się ziemiaństwo jako jakiś skansen, sentymentalne zabawy, niewinną wycieczkę w przeszłość. Otóż nie, to są żywi ludzie, ze swymi interesami, dużym kapitałem społecznym i kulturowym, nadal mający istotny głos w społeczeństwie. Sieci rodzin wzajemnie się wspierają, mają swe obyczaje, kody kulturowe i instynkt przetrwania. Zauważ, że są rodziny, które nieważne, czy to Rzeczpospolita Obojga Narodów, czy rewolucje, zabory, sanacja, okupacja, wojna, komunizm czy kapitalizm – mają się nieźle, spadają na cztery łapy, udaje im się zachować ogromny kapitał społeczny i kulturowy. Oczywiście wiele z nich zmiotła historia, ale całkiem liczne – nawet jeśli ekonomicznie straciły – po jakimś czasie odbudowały swą pozycję.

        Niesamowita historia transferu 100 milionów euro polskich podatników dla Fundacji Książąt Czartoryskich...
        – Te miliony leżą teraz w raju podatkowym tylko dlatego, że na polskim premierze historyczne nazwiska i sygnety zrobiły takie wrażenie, że odmówić nie śmiał. Ten kult klasy ziemiańsko-arystokratycznej i traktowanie jej jako kulturotwórczego zaczynu polskiego społeczeństwa odtwarza się właśnie między innymi w milczeniu na temat pańszczyzny, na temat seksualnej przemocy w gospodarce folwarcznej, antysemityzmu itd.
        A powstania, walka o niepodległość?
        – Akurat przodkowie ze strony ojca byli lojalnymi poddanymi Habsburgów i w żadnych powstaniach nie brali udziału. Problem w tym, że pojęcie wolności w Polsce dotyczyło tylko wolności kolektywu – państwa, narodu, społeczeństwa, grupy etnicznej. Gdyby skupić się na wolności osobistej, wolności jednostki w Polsce, to niestety okazałoby się, że nie Piłsudski, Dmowski i Paderewski, ale car Aleksander II miał największy udział w uzyskiwaniu wolności przez Polaków – w 1864 znosząc pańszczyznę. A wracając do moich dociekań, inspiracją jest tu saga potomków Thomasa Jeffersona z Sally Hemings. To fascynująca historia, w której ojciec założyciel Stanów Zjednoczonych, współautor konstytucji, miał poza legalną rodziną drugą, z niewolnicą. I potem przez 200 lat trwał spór o uznanie ich za krewnych. Biali, legalni potomkowie do niedawna wypierali ten fakt, odmawiając tamtym prawa do pokrewieństwa, a co za tym idzie członkostwa w różnych stowarzyszeniach potomków Jeffersona. Dopiero dociekliwość historyków, a w końcu badania DNA rozwiązały kwestię, a i to nie do końca, bo zawsze są tacy, którzy zasłonią się konwencją.
        Już widzę, jak mieszkańcy dawnych dóbr Radziwiłłów czy Branickich robią sobie testy DNA.
        – To nie byłoby takie bez sensu. Skoro wiele z tych rodzin prowadzi różne stowarzyszenia, fundacje etc., a nazwisko jest kluczem, które otwiera drzwi ministrów i jakichś koterii, to nie widzę powodów, aby ktoś nie miał spróbować się do nich dostać, twierdząc, że jest potomkiem hrabiego albo księcia, zwłaszcza gdy ma twarde dowody. Może to być sposób na reaktywację dyskusji o wciąż nieprzepracowanej przez polskie społeczeństwo traumie pańszczyzny – poprzez sprowadzenie jej nie do kwestii ekonomicznych czy politycznych, ale emocjonalnych, rodzinnych i intymnych.

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,25435173,wszyscy-jestesmy-szlacheckimi-bekartami-moj-pradziadek.html
        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
    • suender Re: Naród szlacheckich bękartów 26.11.19, 20:40
      Po zapoznaniu się z artykułem nasuwa się nader prawdziwe podejrzenie, że z tym M. GARAPICH(em) jest coś nie tak.
      Widać, że leczy swoje kompleksy czyli np. jego niewydolność prokreacyjną, znaczy się sam nie spłodziwszy prawie żadnego dziecka, chwali się niezwykłą jurnością dziadka iż niby na boku zmajstrował 14 nieślubnych dzieci.
      Pewnikiem nie miał ich 14, ale powiedzmy pięcioro, co jednak nie przeszkadza autorowi podrasować dziadka na prawdziwego ogiera rozrodowego (powiedzmy: 10 ślubnych + 14 nieślubnych). Niech Michałkowi tak będzie, w ten sposób bardziej łechce swoje ego.

      Tym nie mniej nie może nam umknąć jego uboczna intencja tj. by skandalem rodzinnym budować sławę swego rodu, przecież to dzisiaj bardzo modne, - ot co, he, he, he, .......


      Łączę czarną porzeczkę z borówkami, podaruję Wam po próbnej buteleczce gratis, - na smak.
      • diabollo Re: Naród szlacheckich bękartów 27.11.19, 06:47
        A dlaczego dzisiejsi katolicy mieliby nie zaprzeczać historycznym faktom katolickiego zbydlęcenia, niewolnictwa (w tym niewolnictwa seksualnego), katolickiej przemocy i zbrodni?

        Czyż neonaziści nie zaprzeczają zbrodniom Holokaustu?
        Czy dzieci zbrodniarzy w Jedwabem nie zaprzeczają zbrodni swoich rodziców?

        Gdyby dzisiejsi katolicy mogli, to by znowu palili na stosach, gwałcili, zabijali i gromili.

        Bo katolicyzm to religia miłości... (zaczynająca się od miłości ojca do syna i ludzkości, z której to miłości wynikła zbrodnia ojca, upamiętniana w kółko przez wyznawców symbolicznym kanibalizmem).

        Kłaniam się nisko.

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • suender Re: Naród szlacheckich bękartów 27.11.19, 09:44
          diabollo:

          > Gdyby dzisiejsi katolicy mogli, to by znowu palili na stosach, gwałcili, zabijali i gromili.

          Jak się barbarzyńscy ateuszanie zabierają za moralne ocenienie chrześcijan, to budzi tylko uśmiech politowania.
          Dlaczego oni nie wiedzą, że mają do tego ŻADNE kompetencje, bo nie wiedzą czym moralność jest, nie mają zdolności rozróżniania DOBRA od ZŁA, ot co, - he, he, he, he, ......


          Czy mam znowu darować Wam więcej OLEUM doczaszkowego, byście mieli przynajmniej ciut mądrzejsze i nie guśalne myślenie ???????????
          • diabollo Re: Naród szlacheckich bękartów 29.11.19, 09:46
            Jak widać na przykładzie katozabobon produkuje fanatyków przekonanych, że tylko oni mają monopol na rozróżnienie Dobra od Zła.

            Oto geneza totalitaryzmu.

            Kłaniam się nisko.

            --
            Religia jest dla ludzi bez rozumu.
            /Józef Piłsudski/
            • suender Re: Naród szlacheckich bękartów 29.11.19, 19:44
              diabollo:

              > , że tylko oni mają monopol na rozróżnienie Dobra od Zła.

              Nie ma czegoś takiego jak MONOPOL na rozróżnienie Dobra od Zła!
              Przewaga chrześcijan polega na tym, że oni korzystają z jedynego prawdziwego wzorca rozróżniającego Dobra od Zła, który przekazał Najwyższy jakim jest DEKALOG.. Jak inni ludzie też będą czerpać z w/w wzorca to będą mieli taką samą zdolność rozróżniania. Ale póki co ateuszańskie guślanie opiera się na wymyślonych przez ludzi etykach (których jest wiele, czyli nie ma ŻADNEJ!), to dalej będą błądzić po omacku zostając stale z ręką zanurzoną w nocniku, - ot co, .......
              Cbdo.


              Proszę nie zapomnieć o częstszym zażywaniu wysłanego wam OLEUM doczaszkowego!
              • oby.watel Re: Naród szlacheckich bękartów 30.11.19, 12:28
                Można powoływać się na Konstytucję i nagminnie ja łamać, można powoływać się na Dekalog sprzeniewierzając mu się i nawet nie udając, że się go czytało i rozumie.

                --
                Śpieszmy się czytać posty, tak szybko znikają wraz z autorami. Trybunał Konstytucyjny padł, nietykalność funkcjonariusza Frasyniuk narusza...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka