Jak było?
Było BOSKO !
W Beskidach wiosna....hehehehehehe, sobie na zdjęciach obejrzycie. Nie będę opisywać, że widoki zapierały dech w piersiach bo to widać na zdjęciach.
Przekonałam sie po raz kolejny, że spacer nieprzetartym szlakiem w sniegu po kolana to nie w kij dmuchał. Ale warto, mimo iz pot zalewa oczy.
Schronisko na Boraczej jak zawsze przywitało mnie zapachem drożdżówek z jagodami i pyszną kwaśnicą. Pani Danusia dała mi mój ulubiony pokój, czekała z zimnym piwem i dobrym słowem. Okazało sie, ze maja tiwi i net...po cholere nie wiem. Nie widuje raczej ludzi na szlakach z laptopami

Mimo wszystko było cudownie.
Vertigo ZNÓW widziałam lisa, a Kazan urósł i jest wielki...i dlaje zachowuje sie jak szczeniak a mnie traktuje jak owieczkę którą trzeba zagonić gdzieś w róg i zabrać rękawiczki.
W niedzielę Kaś szalała na oponie...to sie podobno snow rafting nazywa, Kas po prostu dostała takie cóś, sadzała w to tyłek i PĘDZIŁA po stokach wokół Boraczej...Kazan próbował mnie złapac za kurtkę i łobuz ugryzł mnie w plecy, ale potem dał całusa na zgodę. Kocham tego psa.
Na koniec poszłam na msze do przepięknego kościólka w Żabnicy, gdzie prawie cała mszę się klęczy i miałam niezły trening umartwiania się i pokory. Ale warto było. Naprawde cudne miejsce. A potem kupiłam wigilijnego baranka na wielkanocny stół.
I niestety trzeba było wrócić.
Załuje. Ale ja NAPEWNO tam niedługo wróce.
Obiecałam sobie, Pani Danusi i Kazanowi.
Aaaaa, i nie zepsuło sie auto tym razem, ani nie miałam wypadku...chyba koniec klatwy
I zdjęcia:
FOTKI, FOTKI, FOTKI
--
"-Czy kryzys małżeński okazał się dla związku błogosławieństwem?
-Tak, skończył się rozwodem"
sygnaturka wykradziona
Pokój bez klamek