24.10.10, 12:55
Na razie z lotniska im. Chopina. Kawa taka sama jak u nas na fabryce. Na djutifri szkoda mi kasy. Boarding za 40 minut. Dalsze relacje z obczyzny nastąpią jak tylko dorwę darmowe wifi :)
--
http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
Edytor zaawansowany
  • kalllka 24.10.10, 13:59
    to na tym darmowym tym bardziej bedziesz musiala pod spodem i szypko.
    wiec moze juz teraz ucz sie oszczedzac na stacji.


    ps
    to naprawde najlepsza rada jaka moglas dostac.
    pap
  • 3.14-roman 24.10.10, 18:41
    A powiedz teraz, gdzie lecisz? Czy leci z Tobą pilot? Bez paniki- jeżeli w tłumie pasażerów nie zobaczysz Leslie Nielsena, to wszystko będzie haraszo!
  • misiania 25.10.10, 11:16
    No to polecialam, najpierw do Frankfurtu (widok Porsche w charakterze pojazdu sluzbowego na lotnisku - niezapomniany). A potem wsiadlam do kolejnego samolotu. oczywiscie nie bylabym soba, gdybym beztrosko nie gapila sie na ladowanie bagazy do samolotu, czekajac na otwarcie bramki i w ogole mnie nie dziwilo, ze teoretycznie bramka juz powinna byc otwarta, a nie jest, i nikogo to nie martwi. a po chwili uslyszalam jak pani przez glosnik przypomina (!!), ze moj lot "przeniesiono" do innej bramki. No ale zdazylam, wsiadlam i polecialam. Rada dla lecacych daleko - bierzcie maski na oczy. pani obok mnie nie wziela i potem motala sobie na lbie czarny szalik, upodabniajac sie coraz bardziej do czeczenskiej patriotki :) ja maske mialam i jak w srodku nocy wyjrzalam zza niej na chwile, to akurat trafilam na panie Azjatki z dlugimi, czarnymi wlosami, opadajacymi na twarz. szly sobie do toalety, a ja przez chwile mialam wrazenie, ze zblizaja sie ku mnie bohaterki japonskiego Ringu. Ale nic mi nie zrobily, lot dobiegl konca szczesliwie.

    Witaj, Hongkongu!

    Na razie nic nie widzialam, bo to dopiero poczatek wyprawy. na pewno jest tu goraco i wilgotno, na dworze jest jak w pralni. od czasu do czasu cykam zdjecia, ale teraz pisze z komputera w hotelowym lobby, nie moge zaladowac, jesli znajde to wifi for free, to cos podesle. a jesli nie - uzupelnie po powrocie :)

    Trzymajcie sie cieplo, miziulce i papatki dla przydroznych cmentarnikow :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • aaricia_szalona 25.10.10, 11:33
    Och, jak ci zazdroszczę. Czekam na zdjęcia.
    Tylko "Tap madl" Ci przepadnie ;)

    --
    and now for something completely different... http://i47.tinypic.com/2hhiq1y.jpg
  • misiania 25.10.10, 16:09
    Piszę pod stołem w restauracji, ze tap model na vod obejrze
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 25.10.10, 16:55
    Wysłałam 4 fotki gospodarzowi z prośbą o wklejenie. Ja i tak wyglądam jak ostatnia chamica jak tak siedzę z nosem przy blacie i klikam pod obrusem ;) a wklejanie trochę trwa :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • aaricia_szalona 26.10.10, 18:14
    Nie ma Romana, nie ma zdjęć :(
    --
    and now for something completely different... http://i47.tinypic.com/2hhiq1y.jpg
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:06
    Roman wybył chwilowo, lecz sami rozumiecie, mam na karku gospodarza sali i stylistkę bukietów.
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:14
    http://img146.imageshack.us/img146/9329/zdj2m.jpg

    Powklejam pojedynczo, abyś miała okazję skomentować. Przepraszam za poślizg.
  • misiania 28.10.10, 15:22
    Centrum kongresowe, widok z zatoki
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:15
    http://img10.imageshack.us/img10/687/zdj3q.jpg

  • 3.14-roman 26.10.10, 20:16
    http://img80.imageshack.us/img80/7250/zdj4v.jpg

  • misiania 29.10.10, 04:45
    Przesiadlam sie na Maca i od razu mi sie obrazki objawily. to sa po prostu wiezowce. tutaj cena ziemi jest horrendalna, wiec z budynkami ida w gore, nie na boki.
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:17
    http://img207.imageshack.us/img207/1033/zdj5d.jpg

  • misiania 28.10.10, 15:24
    Widok z hotelowego okna
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:17
    http://img842.imageshack.us/img842/7895/zdj6.jpg

  • misiania 29.10.10, 04:46
    taka urocza lodeczka sobie cumowala w porcie.
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 26.10.10, 20:18
    http://img193.imageshack.us/img193/5327/zdjot.jpg

  • misiania 27.10.10, 04:38
    No niestety, tutaj jest najwyrazniej ustawiona blokada zdjec, bo nie mam podgladuy obrazkow. skomentuje, jak wroce. na razie moge optymistycznie patrzec w przyszlosc, albowiem uzyskalam wczoraj dyplom ukonczenia kursu kucharzenia. hehe, znaczy pan najpierw pokazal, a potem sie go nasladuje i na koncu mamy kurczaka w sosie cytrynowym i pierozki w rosole. jak mnie wywala z roboty, to pojde do chinczyka naprzeciwko mojego bloku. no nie ma sily, zeby mnie nie przyjal do roboty z takim zaswiadczeniem :))) a teraz lece zwiedzac wyspe Lantau, mam nadzieje, z w koncu bedzie chwila i jednoczesnie wolny komputer w lobby, zeby wreszcie cos napisac o tym miejscu. na razie powiem tylko, ze krotkie spodenki i t-shirt to jest wlasnie odpowiedni stroj na te pore roku :)))
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • dzidzia_bojowa 27.10.10, 11:27
    Skubana Misiania:)
    Zazdraszczam z całego mojego zawistnego serca!!!
    :))
  • misiania 27.10.10, 13:07
    tej chwili nadal nie ma, tylko pare minut mam, bo zaraz kolacja. melduje tylko, ze moja wartosc na miescie rosnie, bo cwiczylam kung fu pod okiem mistrza, ktoren nauki wu szu pobieral w klasztorze Shaolin.

    ale ja sobie robie krotkie notatki, mam nadzieje, ze potem to ladnie poskladam w jakis mily tekst opisujacy wyjazd, na ktory sie dostalam tzw. psim swedem, czyli nigdy nie wiesz, co ci sie w zyciu przytrafi, dzidziu.

    A jutro powiem krotko: Makao.

    M. podrozniczka
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 01:35
    Składaj, składaj, a potem publikuj :)
  • misiania 28.10.10, 15:18
    Znowu coś gospodarzowi podesłałam :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 28.10.10, 15:21
    Makao nocą - widok z Victoria's Peak
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 29.10.10, 04:48
    A to jest widok na Hongkong noca z Victoria's Peak. Pysznego steka tam jadlam. Naprawde warto o nim wspomniec na forumie :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:04
    http://img219.imageshack.us/img219/907/81234000.jpg
  • aaricia_szalona 28.10.10, 19:49
    Po cichu liczyłam na fragmenty Misiani, ale żeby same nogi? ;)
    Ta kolejka nad zatoką jest fantastyczna! Rozumiem, że to w niej podłoga transparentna?
    --
    and now for something completely different... http://i47.tinypic.com/2hhiq1y.jpg
  • misiania 29.10.10, 04:55
    Nie, nie, transparentnej podlogi w kolejce to raczej wiele osob nie byloby w stanie zaakceptowac :) Kolejka jest na wyspie Lantau i jedzie sie nia do buddyjskiego klasztoru u stop ogromniastego posagu Buddy. Posag nie ma raczej wartosci artystycznej, ale jest atrakcja turystyczna. a przezroczysta podloga jest w wiezy w Makao na jednej z platform widokowych. ta wieza tez nie ma wartosci artystycznej, jest po prostu baaaaardzo wysoka, i ja zbudowali, by przyciagala turystow, i ona przyciaga. aha. z wiezy mozna wykonac skok na bungee. i ludzie sobie skacza. mozna rowniez zalozyc taka specjalna uprzaz i przejsc dokola wiezy (taki rodzaj kruzganku tam jest). oczywiscie obie atrakcje sa platne. swiadome proby samobojcze nie leza w moim charakterze, wiec nie skorzystalam :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:04
    http://img12.imageshack.us/img12/2797/44038277.jpg
  • misiania 29.10.10, 04:56
    Na wiezy w Makao jest restauracja obrotowa - to widok z okna tej restauracji (a raczej jeden z wielu widokow :)))
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:06
    http://img816.imageshack.us/img816/2043/44699182.jpg
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:08
    http://img831.imageshack.us/img831/848/55858364.jpg
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:09
    http://img688.imageshack.us/img688/5245/47799161.jpg
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:11
    http://img175.imageshack.us/img175/9828/32899341.jpg

  • misiania 29.10.10, 04:56
    Targ rybny w wiosce rybackiej na Lantau
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 29.10.10, 04:58
    chyba nie mam wladzy nad miejscem wklejenia posta :)) oczywiscie te trzy grube paly to nie jest targ rybny w wiosce rybackiej, tylko kadzidelka przed klasztorem buddyjskim u stop wielkiego Buddy :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:13
    http://img29.imageshack.us/img29/74/65235528.jpg
  • misiania 29.10.10, 04:58
    Rzeczony wielki Budda.
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 28.10.10, 17:14
    http://img109.imageshack.us/img109/7119/74378081.jpg

  • misiania 29.10.10, 05:00
    A to jest Makao, miasto o portugalskim charakterze, bardzo sie rozni od Hongkongu.
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • trusiaa 29.10.10, 13:14
    Czytam Twoją relację i z dumy puchnę: Nasza Misiania - TAM :)



  • piotr_c 29.10.10, 22:23
    Kłaniam się uprzejmie wszystkim.

    Śladem Misiani tu dotarłem. Siadam sobie cichutko w kącie i czytam.
  • aaricia_szalona 29.10.10, 23:03
    A dobry wieczór. Nie musisz cichutko siedzieć. Mało kto tu cichutki jak trusia (;P)
    Misianiaaa, adoratora masz:)))
    --
    and now for something completely different... http://i47.tinypic.com/2hhiq1y.jpg
  • piotr_c 29.10.10, 23:42
    :))
  • misiania 30.10.10, 01:45
    O, Piotrus w pewnych kregach zwany Opoka :))) lezaczki zakurzone ostatnio, ale jak widzisz zawsze mozna przespacerowac sie w miejsce, gdzie jest pod reka wygodny grobowczyk. Mozesz sobie wybrac lokalizacje i wystroj. taka np. ja zewlok moj umiescilam w konarach Jesiona, wielce tutaj powazanego :))
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 30.10.10, 01:57
    A w ogole to juz czas najwyzszy pakowac walizke... ostatni dzien w HK, trzeba isc na Lejdis Market kupic jakas chinska podrobke znanej swiatowej firmy (torebka od Pra... wie Prady to dobry pomysl, prawda?) oraz kilka figurek Buddy na rozdawnictwo po powrocie. Podobno jest tu dobry przelicznik na ajfony i ajpady, jakies 30% taniej niz u nas, ale mam wrazenie, ze trzeba wiedziec, gdzie kupowac. no i nie kocham rodziny az tak bardzo, zeby im w prezencie ajpady przywozic ;P

    jak wroce i odespie kilkunastogodzinna podroz, to opowiem, co mi sie tutaj wydawalo najbardziej interesujace. na razie waham sie miedzy stekiem w jednej z restauracji, a panem, ktory dal nam lekcje kungu fu... :))))
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 30.10.10, 16:01
    Kup, kupuj :-) Znajomy do dziś budzi podziw niewiast swoim roleksem za 3 dolary. Myślę, że coś takiego to inwestycja w prestiż
  • piotr_c 01.11.10, 22:46
    na razie waham sie miedzy stekiem w jednej z res
    > tauracji, a panem, ktory dal nam lekcje kungu fu... :))))
    Wiem że tam się jada różne dziwne żeczy ale żeby pana od kung fu też ??!!
  • rigel 02.11.10, 06:42
    Misiania będzie mogła powtarzać za klasykiem: "jak byłam w Hąk Kągu..."

    Zazdraszczam, chociaż osobiście wolałbym tam pojechać pociągiem ;)
  • misiania 02.11.10, 12:23
    Ufff... trochę czasu mi zajęło dojście do siebie po intensywnym tygodniu i intensywnej podróży :))) Ogólne wrażenia są takie, że to wielka szkoda, iż takie fajoskie miejsce jest tak daleko! Ale od początku. Podróż do Frankfurtu to małe pyfo, dwie rzeczy tam mnie mocno ukontentowały - Porsche jako samochód służbowy na płycie lotniska i klatki dla palaczy. takie szklane klatki wzdłuż korytarzy, palacze sobie siedzą w środku i palą... no i słusznie, innym ludziom dym nie podśmiarduje tak bardzo, a zainteresowani absorbują więcej nikotyny, niż gdyby palili w otwartej przestrzeni. Same plusy :) Potem zapakowałam się do bardzo ciasnego boeinga i wyruszyłam w dziesięciogodzinny lot, na początku którego zabawiałam się rozważaniami, co by było gdyby. Co by było gdyby temu samolotu zepsuł się silnik. Co by było gdyby temu samolotu odpadło denko. Co by było gdyby zderzył się z aniołkiem. Co by było gdyby przed kabiną pilotów objawił się biegnący Lesio z pochodnią w ręku... Potem mi się znudziło i tylko trwałam bezmyślnie w oczekiwaniu końca podróży. Ale jak mawia mądry człowiek - wszystko mija, nawet najdłuższa żmija, więc lot też się skończył. I na lotnisku w HK nagle do mnie dotarło, że ta Unia Europejska to świetny wynalazek jest, przynajmniej jeśli chodzi o swobodę podróżowania. Mianowicie do Immigration był cholernie wielki tłum ludzi, a ja nieprzyzwyczajona, ja tylko po Europie sobie jeździłam do tej pory. Ale udało się wyczaić trochę luźnej przestrzeni, przeleźć w pewnym miejscu pod barierkami i być nagle w połowie, a nie na końcu tej kolei. Pan imigracyjny nie miał do mnie i wypełnionego przeze mnie druczka zastrzeżeń, przepuścił, no i mam wreszcie jakiś stempelek w paszporcie!

    Już w drodze z lotniska objawiły się charakterystyczny element w sposobie wznoszenia budynków, tzn. u nich w górę, nie na boki, bo ziemia droga, a ludzi dużo. Nawet bloki komunalne mają po kilkadziesiąt pięter wysokości, a cena mieszkania zależy m.in. od tego, ile czasu jedzie się windą. A jak budują lub remontują, to do rusztowań używają bambusa, powiązanego na rogach (jak przy konstruowaniu tratwy). nie powiem, żeby to wyglądało na szalenie solidną konstrukcję, ale najwyraźniej się sprawdza, bo by tak nie robili, prawda? A rury kanalizacyjne puszczają na zewnątrz budynków, co wyjaśnia kraty w oknach na takim np. 25. piętrze. jak kto sprawny, to i na dach po tych rurach wlezie.

    Hotel przepiękny, znowu mi się trafiło jak ślepej kurze ziarno! Ale nie nacieszyłam się nim za długo, bo zaraz nastąpiło zwiedzanie okolicy. Uliczki są tam wąskie, pojazdów dużo, w tym masa autobusów i taksówek. Prywatnych samochodów osobowych jest stosunkowo niedużo. Bo ziemia jest droga. Połączenie logiczne: no gdzieś ten samochód trzeba trzymać przecież, jak się nim nie jeździ :)) Ruch na ulicach płynny, dość powolny, ale dzięki temu nie ma problemów ze zmianą pasa, włączeniem się do ruchu, itp., a piesi często mają chodniki odizolowane od ruchu kołowego. Takimi estakadami sobie ludzie chodzą wysoko ponad ulicami. Rowerów i skuterów jest niewiele, przypuszczam, że ze względu na ciasnotę na ulicach. Azjaci niewielcy są, często by się wkręcali w koła autobusów.

    Potem, po tej objazdowej wycieczce autokarem, było jeszcze lepiej, mianowicie przejażdżka łódką a la chińska dżonka po zatoce. Widok na panoramę HK nocą, na oświetlone wieżowce jak Himalaje, jest niesamowity, oczy mi się rozjeżdżały na wszystkie strony jak u kameleona, gdy chciałam zobaczyć jak najwięcej. A jakby tego było mało, nagle byłam świadkiem spektaklu 'światło i dźwięk' na muzykę w radio i miasto Hongkong. Autentycznie - z radia na łodzi leciała muza, a w jej takt na wybranych wieżowcach miasta, pulsowały światła, zmieniały się ich kolory, ze świateł układały się wzorki... Gdzie się nie spojrzałam, tam się coś działo.

    A to jeszcze nie był koniec wieczoru. Mianowicie czekała mnie jeszcze podróż zabytkowym tramwajem na Victoria's Peak. Ten tramwaj jedzie pod niesamowitym kątem, ale we wnętrzu tego się nie czuje, więc przez chwilę czułam się jak gupek. Bo nagle zaczęłam mieć wrażenie, że chyba coś ze mną nie tak, że mam omamy - wszystkie budynki za oknem były krzywo zbudowane. Pod kątem pi razy oko 45 stopni, bardzo konsekwentnie... Słowo honoru, gdybym tych budynków nie widziała chwilę wcześniej bardzo ładnie wertykalnie ustawionych, to bym pomyślała, że widocznie mieli kaprys tak budować :)

    Na górze jest bardzo dobra restauracja, aczkolwiek jej nazwy chwilowo nie pomnę. Ale stek, jaki mi zaserwowano, był absolutnie rewelacyjny. Jego wspomnienie hołubię czule we wdzięcznej pamięci. No a po steku powrót do hotelu i tak skończył się pierwszy dzień w HK.
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 02.11.10, 12:58
    Jeśli chodzi o dzień drugi, to zacznę może od obiadu na pływającej restauracji Jumbo :) Restauracja jest chińska, potrawy chińskie, zintensyfikowałam więc trening jedzenia pałeczkami, który rozpoczęłam dnia poprzedniego. Dobrze to wymyślili, zanim się zdoła podnieść i zjeść potrawy pałeczkami, to się od samego widoku i zapachu człowiek nasyci. A potem była niespodzianka, mianowicie kurs gotowania u tamtejszego mistrza kuchni. Dostałam pochwałę za pięknie pokrojone chińskie grzyby. No pewno, tyle się w życiu cebuli nakroiłam, że nie mogło być inaczej, zwłaszcza, że grzyby łatwiejsze do krojenia :) Tak z wyglądu jak i zapachu mocno nawiązywały do podeszwy buta, hyhy! W każdym razie kurczak w sosie cytrynowym oraz pierożki w rosole powstały, stosowny dyplom dostałam, i jak mnie np. z fabryki wywalą, to zamacham tym dyplomem w jakiejś budzie z chińskim jedzeniem, posadę mam jak w banku :) Może być tylko problem z moimi daniami popisowymi, przewiduję trudności poniekąd. Bo to całe gotowanie opierało się na półproduktach. Albowiem na stole treningowym czekał gotowy sos cytrynowy i gotowe ciasto na pierożki. Jak się przyrządza taki sos? A kupuje się w sklepie... A jak się robi takie ciasto na pierożki, bo my w Polsce to sami gnieciemy. A nie nie, w Chinach takie ciasto kupujemy w sklepie. Carramba!

    Za to na kolację zaniosło mnie do tamtejszego Soho. Tam zobaczyłam psa, pan o wyglądzie europejskim wyprowadzał labradora. Było to o tyle zaskakujące, że wcześniej psa w HK nie widziałam, co skłania mnie do przypuszczeń, że pewne informacje o kuchni chińskiej mogą być prawdziwe 8-O. Cóż jeszcze - metro w HK jak chyba każde metro na świecie jest łatwe do opanowania, oczywiście jeśli się zna nazwę stacji wyjściowej i docelowej. I jeszcze jedna rzecz - wiele razy słysząc gwar rozmów w języku lokalnym miałam wrażenie, że ci ludzie mówią po polsku. Niezrozumiale, ale po polsku. Nie wiem, czy to melodia języka, sposób artykulacji głosek czy akcent. Śmieszne to było :)

    To był taki spokojniejszy dzień. Za to następny...
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • sootball 02.11.10, 13:04
    również bardzo zazdraszczam :)
    A czy będzie nietaktem spytać czy to prywatna czy bardziej służbowa podróż?
  • misiania 02.11.10, 13:10
    a z fabryki, z fabryki, służbowo na statek :))))
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • sootball 02.11.10, 13:21
    :)
  • misiania 02.11.10, 14:03
    A potem, jak to zwykle bywa, po dniu drugim nastąpił dzień trzeci. Na wyspie Lantau jest wielgachny posąg Buddy. Trzeba go zobaczyć, aczkolwiek walorów artystycznych nie posiada, ale za to jest naprawdę duży i to stanowi o jego atrakcyjności. A dostać się doń można kolejką linową, która ma wiele kolejek linowych pod sobą, wrażenia z jazdy niesamowite. Jest naprawdę wysoko. Naprawdę. A i widoki jak z landszaftu, nic tylko podziwiać. Zwłaszcza, że pracownicy po przyjeździe kolejki na stację szybciutko przecierają szyby płynem czyszczącym w każdym wagoniku, żeby jakoweś paproszki nie przeszkadzały oglądać krajobrazu. Aha, jak się tak jedzie to widać lotnisko hongkońskie, usypane na wyspie, można zobaczyć startujące i lądujące samoloty. Szczerze powiedziawszy z pewnej odległości to lotnisko wygląda jak łacha piasku na gliniance...

    Budda jak Budda. Duży i się uśmiecha. Za to w klasztorze u stóp posągu był obiadek czysto wegetariański (bo klasztor buddyjski). Gdzieś mi przez chwilę zamajaczyła myśliwska sucha, ale znikła, bo zajęłam się rozważaniami, co ja właściwie jem? W sensie z instrukcji wiem, że jadłam np. świeże cebulki z lilii ze szparagami oraz wiele innych warzyw, ale które były które to już pozostanie na wieki tajemnicą.

    Potem ciach ciach, w drogę do wioski rybackiej. Fascynujące było to, że wiele z dość podle wyglądających domków na palach miało zamontowaną klimatyzację. Bo u nich bez klimy trudno sobie życie wyobrazić. Teraz jest tam wspaniale, miłe ciepełko po prostu, ale wyobrażam sobie, co się dzieje w bardziej gorących miesiącach. Piekło i szatani. I jeszcze jedno – w tym upchanym budynkami i ludźmi skrawku świata na każdym wolnym miejscu są hodowane roślinki. Pełno jest skwerków z kwiatkami, palmami, krzewami. Albo, jak w tej wiosce, rośliny doniczkowe stoją, gdzie się tylko da, na werandkach, balkonikach itp.

    Wioskę zwiedza się łódką motorową, taką niewielką raczej, a potem pan szyper (czy jak się taką osobę nazywa), wypływa na morze (no, na kawałeczek morza). Fale były, łódką bujało, kiedyś będę mogła z podniesionym czołem snuć wspomnienia, jak to było onegdaj, gdy pływałam po Morzu Południowochińskim… Albo jakąś szantę zaśpiewam nawet. W dodatku to morze w ramach prezentu zafundowało mi jeszcze występ rybek :) Małymi stadkami, tak po kilka, kilkanaście sztuk, wyskakiwały nad wodę, by zanurkować kawałek dalej. Szybkie były, nie zdołałam zobaczyć, jak właściwie wyglądają. Srebrzyły się w słońcu.

    Następną atrakcją była wizyta w szkole kung fu. Tamtejszy Brus Li szkolił się w klasztorze Shaolin, nauki pobierał dziesięć lat. Zrobił krótką prezentację swoich umiejętności, pach pach, rąsia, nózia, kopnąć, przysiąść, tadam! A potem była lekcja, trzeba było zrobić tylko kilka podstawowych kroków… Ujmę to tak. Zadanie jako tako wykonałam. Zakwasy pojawiły się po drugiej dobie i ból narastał w ciągu dnia. Jakby się dobrze zastanowić, to do dzisiaj nie wróciłam do pełnej sprawności. Ale strasznie mi się podobało! Ja chcę chodzić na taki wuef i mieć takiego pana od wuefu!

    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • misiania 02.11.10, 14:08
    A jeszcze - w tej wiosce jest targ rybny. Widziałam np. całego suszonego rekina (chyba rekin to był, duża ryba w każdym razie). A podstawowym towarem są tam suszone rybie pęcherze. Nie wiem, do czego służą konkretnie, na pewno są wykorzystywane w kuchni, w każdym razie przepięknie wyglądają, bo się złocą w słońcu jak żółciutkie placuszki :)

    Muszę coś zjeść. Niekoniecznie suszony rybi pęcherz :)
    --
    http://i56.tinypic.com/2n1uckp.gif
  • 3.14-roman 06.11.10, 20:27
    :) Misianiu, bloga pisz, będziesz miała czytelników sporo :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka