Dodaj do ulubionych

Smutny Sasza

15.07.12, 09:58
romek, no proszę ;-) to dopiero będzie egzystencjonalnie nacechowana opowieść! ja bym z punktu widzenia amstaffa sobie życzyła ;-P
--
.............. fusy precz!
http://s2.rimg.info/ab24ba036a4d9ead229e5139c22320c7.gif
Edytor zaawansowany
  • 3.14-roman 15.07.12, 20:04
    Dobry pomysł, ale to raczej we wtorek :)

    Amstaff może mieć na imię Świętożyźń albo Suligniew?
  • good_morning 15.07.12, 23:48
    ale o co chodzi? jest cos gdzies jakis poczatek juz?
    --
    Don't look too far
  • tfu.tfu 16.07.12, 04:05
    tu jest początek, a Sulik/g brzmi nieźle ;-)
    --
    .............. fusy precz!
    http://s2.rimg.info/ab24ba036a4d9ead229e5139c22320c7.gif
  • 3.14-roman 17.07.12, 21:41
    - No to gdzie są te amstaffy? - osobnik ludzki w dziwacznym stroju roboczym podrapał się po wygolonej czaszce.
    - Jakie amstaffy? - zapytała Jadwiga Teresa Maciejka von Żymlok - Jest tylko jeden pies.
    - Ale w ogłoszeniu były dwa - zaprotestował osobnik, którego potem poznałem jako Saszę - Sól i Gniew. Dwa psy. Hau hau!
    - Sól i Gniew? - pani Maciejka z oburzeniem - To jest Suligniew!
    - No właśnie mówię - potwierdził Sasza- Sól i Gniew!
    - To jest jedno imię!
  • 3.14-roman 17.07.12, 21:53
    - No, niech pani będzie - zgodził się Sasza, który zwykle inaczej załatwiał sprawy z ludźmi pokroju pani Jadwigi, ale że miał na sobie prawie nowiutki, świeżo ukradziony dres, to nie chciał się wdawać w bójki. - Czyli jest jeden pies, Sól i Gniew, tak? Za ile go mogę dostać?

    -Tysiąc złotych- odparła nieśmiało pani Jadwiga.
    -Zapłacę siedemset - rzekł Sasza, a pani Jadwidze, która ceniła sobie ponad wszystko spokój i brak przemocy, nie pozostało nic, jak tylko się zgodzić.

    Tak więc trafiłem do Smutnego Saszy.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:12
    Smutny Sasza miał 23 lata, komplet dresów i osiem par adidasów. Mieszkał w mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty razem ze swoją babcią Olgą, z której emerytury finansował sobie drobne rozrywki w stylu siłownia czy piwo. Był rosłym, napakowanym mężczyzną, jak lawa, z wierzchu twarda i plugawa, lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi. Kiedy ktoś zadał sobie trud przeniknięcia tej skorupy, mógł dostrzec nieliczne wprawdzie, ale jednak istniejące, iskierki dobra tlące się w Saszy.

    Choć Sasza odziewał się jak byle dres, to przejawiał czasem dobry gust. Przede wszystkim był bardzo zachwycony mną i wydawał się podekscytowany samą moją obecnością. Nic dziwnego. American staffordshire terrier - to nie jest byle kto!
  • good_morning 17.07.12, 22:20
    maestro stroi keyboard? ;D
    --
    No matter where we go
    Souls adrift never say goodbye
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:22
    Przez pierwsze dwa dni po moim przybyciu Sasza wydzwaniał do swoich kumpli z siłowni i spod budki z browarem, aby się mną pochwalić.
    - Stary, ale jazda, amstaffa mam! - krzyczał radośnie, a jego jaźń przebywała w mrokach nocy - Ale numer, już pierwszego dnia zeżarł nam szafę!

    Podniosłem głowę i zawarczałem, aby zademonstrować swoje niezadowolenie z rzuconego na mnie oszczerstwa. Nic nie zeżarłem, jako pies rasowy elegancko jadłem, a poza tym tylko pogryzłem ten stary mebel, nie oddałem się konsumpcji.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:27
    Po paru dniach zapoznawania się, składających się z pozowania do zdjęć (nie wiadomo czemu Sasza domagał się, bym pokazywał zęby), zapoznawania mnie ze znajomymi i przeprowadzania ku ich uciesze demonstracji ze mną w roli głównej (na życzenie Saszy udawałem, że atakuję przechodniów z innymi psami, aby jak to określił: "ziomy miały brechty") z Saszą coś się stało dziwnego.

    Choć nieprzesadnie dbał o higienę, to spędził dwie godziny w łazience śpiewając pieśni o treści plugawej i obraźliwej dla wielu grup społecznych, po czym wyszedł z niej odziany w najlepszy dres.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:32
    -Słuchaj, Sulik - oświadczył - moja suka do mnie przychodzi, czaisz? Muszę być lukśny!

    Suka? Przyznam, że to mnie bardzo ucieszyło. Kiedy byłem szczeniakiem, mama opowiadała mi, że jak będę duży, to znajdę sobie własną sukę i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Ucieszyłem się i zaszczekałem radośnie, zastanawiając się, jakiej rasy będzie ta samica. Choć rozum podpowiadał, że powinienem poszukać sobie innej przedstawicielki mojej rasy, to miałem na oku kilka innych typów. Kiedyś na spacerze widziałem młodą śliczną goldenkę i zacząłem zastanawiać się nad możliwościami związku.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:37
    Sasza chodził po pokoju, obijając się o meble (często) i raz o lampę. Przy ostatnim uderzeniu wydał z siebie parę okrzyków o negatywnym zabarwieniu emocjonalnym.

    - Gdzie ona się szlaja? - warknął, potrząsając zegarkiem, tak jakby to on był winny spóźnieniu tajemniczej Suki - Miała tylko pójść przedtem na solarium.... o!!! Dzwonek!

    Wybiegłem do drzwi, z niecierpliwością czekając na Sukę.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:40
    Suka, niestety, nie była w moim typie. Moim zdaniem nie można było jej zakwalifikować do suk. Sasza chyba był ślepy, że tego nie widział.

    Nie miała sierści, tylko jakieś białe wiechcie na głowie, do tego była cała pomarańczowa jak te biedne pudle, które widziałem kiedyś w telewizji. Miała co prawda bardzo okazałe pazury, lecz wątpliwe, czy umiała robić z nich użytek. Do tego nosiła jakiś dziwny kombinezon. Brr... w mojej hodowli było parę piesków, które nosiły kombinezony - wszyscy się z nich śmialiśmy.

    Jednym słowem, pierwsze spotkanie z Suką mnie gorzko rozczarowało.
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:42
    Jednak Suka nie odczytała mojego negatywnego nastawienia i podeszła do mnie z entuzjazmem.

    - Jaki słitaśny piesek! Umie gryźć?
    Wyszczerzyłem posłusznie zęby.

    - Wow! - Suka była mną zachwycona - Mogę go wziąć do pracy? Szefa bym nastraszyła!
  • 3.14-roman 17.07.12, 22:49
    - Jak chcesz, to ja go postraszę - zaoferował się dumnie Sasza.
    - Obok tematu, mam sprawę - zaszczebiotała Suka.
    - No? - zachęcił Sasza.
    - Moja kumpela się hajta, za dwa dni. Dopiero wczoraj mi powiedziała.
    - Co jej się, kurna, tak wcześnie przypomniało? - zdziwił się Sasza.
    - Test jej wyszedł tydzień temu, ciążowy znaczy się i teraz wszystko organizowali. Jesteśmy zaproszeni na ślub i wesele. Nie martw się o prezent, mam nierozpakowane garnki od ciotki, na Wigilię mi dała.
    - Ok - rzekł Sasza - Mam nowy dres, więc możemy iść.
  • 3.14-roman 17.07.12, 23:00
    Dzień później podekscytowany Sasza przyszedł do mnie z dobrą nowiną.

    - Suli, mam zajefajne wieści. Wiesz, że oni chcą cię na ślubie? Będziesz dobrze wychodził na fociach. Zgadzasz się?

    Jako dobra i przychylnie do świata nastawiona istota, zgodziłem się. Tak więc wylądowałem w ogromnym kościele, gdzie nieznajomy mężczyzna w czarnej sukience próbował prowadzić dialog z młodą parą.

    - To jest ksiądz, Sulik! - szepnął mi Sasza na ucho.
  • 3.14-roman 17.07.12, 23:04
    Ksiądz odwrócił się i spojrzał na mnie.

    - To jest to zwierzę? - upewnił się.
    - Tak, to jest Suli - odparł Sasza.
    - Suli? - Ksiądz był niemile zdziwiony. - Synu, nadałeś psu pogańskie imię?
    - To jest Sól i Gniew - wyjaśnił Sasza.
    - Aaaaaaaaaaa... Suligniew - rozpromienił się Ksiądz- Ładne imię, choć czy godzi się nim obdarzać zwierzę, to już Pan tylko może wyrokować. I Wy chcecie, żeby to zwierzę było w kościele podczas mszy? To raczej rzadko spotykane....

    po czym spojrzał na Saszę

    - ale chyba nie mam wyjścia.

    - No nie - odparł Sasza.
  • 3.14-roman 17.07.12, 23:05
    Ok, tyle na dzisiaj :)
  • good_morning 17.07.12, 22:28

    --
    Destroy Erase Improve
  • tfu.tfu 17.07.12, 22:44
    trza drukiem, drukiem :-D
    masz u mnie pifo ;-)
    --
    .............. fusy precz!
    http://s2.rimg.info/ab24ba036a4d9ead229e5139c22320c7.gif
  • 3.14-roman 25.07.12, 23:33
    Przyznam, że byłem bardzo zainteresowany tym wydarzeniem. Pewnie wiecie, że w telewizji lecą różne programy, dzięki którym można obejrzeć wędrówki surykatek, taniec godowy egzotycznych ptaszków czy walki kangurów. Kiedyś, pewnie był to jeden z odcinków wspomnianej wyżej serii o życiu zwierząt, pokazywali jak osobniki z gatunku Homo sapiens celebrują niektóre wydarzenia.

    --
    http://img528.imageshack.us/img528/5323/rzeucha3.jpg
  • 3.14-roman 25.07.12, 23:43
    Przyznam szczerze, że nawet program w telewizji nie przygotował mnie do tego, co moje oczy miały obejrzeć, a uszy usłyszeć.

    Sam ślub przebiegł bez zakłóceń, zrobiono mi parę normalnych i mnóstwo dziwnych fotek, lecz potem rozpoczęło się wesele.
  • 3.14-roman 25.07.12, 23:53
    Owa uroczystość odbywała się w rozsypującej się byłej siedzibie lokalnej mafii paliwowej, budynku, który z nieznanych mi bliżej powodów nazwano: "Salą uciech deluxe".

    - Teraz sobie siądziemy - zarządził Sasza. - Może tam przy oknie?
    - Sasza, cwelu - westchnęła Suka - Teraz nikt, kurna, nie siada, gdzie chce, kapujesz? Są winietki... a tam jest plan stołów. Cholera....
    - Co jest, sunia? - zatroskał się Sasza.
  • 3.14-roman 25.07.12, 23:58
    Suka wyszczerzyła kły, a potem zaczęła nerwowo obgryzać tipsy (kawałek paznokcia odłamał się i utkwił pomiędzy lewą górną jedynką i dwójką, tworząc ciekawy kontrast z białą szminką). Czekałem tylko, aż zacznie warczeć i drapać meble.

    - Usadzili nas koło Zochy - wyszeptała - Nie przeżyję tego, kurna.

    Sasza jednak nie tracił rezonu.
    - No to działamy, nie?

    Po czym skradając się jak kot porwał zdradzieckie winietki ze stołu, by następnie zamienić je miejscami z inną parą.
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:02
    Przez chwilę zamierzałem demonstracyjnie oddać stolec na podłogę, by uświadomić Saszy całą niewłaściwość jego zachowania, lecz po chwili obserwacji zauważyłem, że nie był on jedynym, który podjął podobne działania. Doszedłem więc do wniosku, że zamiana winietek jest po prostu jednym z elementów tradycji weselnej, takim jak rzucanie welonem czy darcie ryja przez tak zwany Chór Wujów.

    Tak więc znaleźliśmy się przy niedużym stoliku w samym rogu.
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:08
    Jedzenie było dobre, muszę to przyznać. To było takie typowe jadło, rosołek, mięso, lody z sosem, tylko z jakiegoś niewiadomego powodu nie nazywało się, jak zwykłe jedzenie. Dlatego też Sasza z Suką spędzili ciężkie chwilę zastanawiając się, czym jest coulis truskawkowy.

    Pozostali goście również szeptem naradzali się co do zawartości oferowanych potraw, a co śmielsi prosili obsługę o wyjaśnienia. Uznałem więc, że zagadkowe nazwy potraw są po prostu elementem tradycji.
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:09
    To tyle na dzisiaj :0
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:16
    Albo i nie.

    Przyznam, że odkrywanie obyczajów ludzkich było bardzo pouczające. Z zainteresowaniem obserwowałem dziecko wpadające pod nogi kelnerki niosącej zupę i następującą po tym awanturę, matkę tego dziecka, która podchodziła do każdego stolika, aby spytać, czy obecni mogą zająć się jej Franeczkiem, a obecni zgodnie z ustaloną od wieków tradycją nagle stwierdzali, że muszą iść do toalety. Przyglądałem się z uwagą starym kobietom, które wyjęły spod stolika lodówkę turystyczną i zaczęły wrzucać doń jedzenie, zabierając przy okazji zastawę, świeczniki oraz nieco zużyte serwetki papierowe.

    Z nieco mniejszym entuzjazmem śledziłem poczynania Saszy, który pod wpływem spożytych w dużej ilości napojów wyskokowych zrobił się refleksyjny i zaczął zanudzać towarzystwo, które przerażone jego posturą, uważnie słuchało, żeby nie zrobić mu przykrości.
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:22
    Potem czekała mnie prawdziwa gratka - miałem okazję przyjrzeć się tak zwanej bitwie na sztachety. Na początku Sasza chciał, abym aktywnie uczestniczył w tym wydarzeniu, lecz pozostali zawodnicy się nie zgodzili.

    - Ciebie pogięło, Sasza? - zapytał jeden z nich - Ch*ja Ty nie masz kompletnie? Do grobu chcesz nas, kurw@ wpędzić?
    - Mamy się na czysto bić! - zażądał inny - Bez amstaffa. To niebezpieczne.

    Tak więc siedziałem sobie z boku, obserwując jak zawodnicy okładają się sztachetami, następnie pięściami, potem rzucają w siebie różnymi przedmiotami znalezionymi na ziemi, obejmującymi nie tylko kamienie, ale i zużyte prążkowane gumowe baloniki, których nazwa wyleciała mi z głowy. Jeden nawet wykopał z ziemi kilka dżdżownic, ale nie były one dobrą bronią - źle się nimi rzucało.
  • 3.14-roman 26.07.12, 00:23
    A na koniec wszyscy padli na ziemię i zasnęli.

    Tyle na dzisiaj :)
  • 3.14-roman 01.08.12, 20:59
    I ja zasnąłem, zmorzony obserwowaniem całego tego zgiełku.

    Obudził mnie głos Saszy.
    - Suliiiiik! Suliiik! Wstaaawaj!

    Nie lubię, kiedy ktoś wyrywa mnie ze snu, więc warknąłem ostrzegawczo.

    - Sulik, Sulik, błagam Cię!

    Coś w jego głosie było innego. Wstałem więc.
  • 3.14-roman 01.08.12, 21:02
    - Pies się obudził? - usłyszałem obcy głos.

    Podniosłem oczy i ujrzałem obcą kobietę.
    - Tak, już kurna wstał. Kurna, co za dramat!

    Sasza westchnął dramatycznie, a następnie zwrócił się do mnie.
    - Jeden z gości zaginął. Nie ma go, telefon nie odpowiada. Szukamy go!
  • 3.14-roman 01.08.12, 21:07
    Świadomy powagi sytuacji, wstałem, przypatrując się pogrążonym w dziwnym transie istotom ludzkim. Cierpliwie dałem się zaprowadzić poza budynek, z demonstracyjnym obrzydzeniem powąchałem skarpetę, która należała do zaginionego... i poszliśmy.

    Szliśmy łąką, lasem, aż w końcu dotarliśmy do rzeki. Tam zapach (a raczej smród, gdyż zaginiony nieprzesadnie dbał o higienę) zniknął.

    Jedna z kobiet padła na kolana.
    - Maaaareeek!
  • 3.14-roman 01.08.12, 21:09
    - Co jej, kurna jest? - spytała Suka.
    - Ciszej! - warknął Sasza - To jest żona Marka.

    Tymczasem kobieta dalej szlochała. Zażenowany sytuacją Sasza postanowił coś zrobić, by oddalić się nieco z miejsca zdarzenia.

    - Może poszukamy tutaj, nie? Może coś jeszcze znajdziesz?
  • 3.14-roman 01.08.12, 21:12
    I tak cofnęliśmy się o parę metrów, do miejsca w którym trop się urwał - niedaleko kępki krzaków.

    - Zobaczymy te krzaki, Sulik... może...o...(teraz padło b. brzydkie słowo).

    Przyjrzałem się dokładnie krzakom, wypatrując przedstawicielki pewnego zawodu. Sasza tymczasem wyciągnął przed się palec i pokazał mi na liście. Na których lśniły krople krwi.
  • 3.14-roman 01.08.12, 21:13
    Ok, muszę już iść :)
  • 3.14-roman 30.08.12, 21:52
    I nagle poczułem przypływ adrenaliny. Poczułem słaby, ale dość nieprzyjemny zapach.
    -Sulik coś czuje, kurna! - ucieszył się Sasza.

    I pomaszerowaliśmy z powrotem, tym razem jednak skręciłem w jedną z bocznych ścieżek. Po przejściu kilkuset metrów odkryliśmy...

    - Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaarek! - wrzasnęła kobieta.
  • 3.14-roman 30.08.12, 21:58
    Jak się okazało, Marek jeszcze żył. Jego istnienie zostało więc ocalone przeze mnie. Dumnie więc kroczyłem tego dnia między ludźmi, przyjmując gratulacje i wyrazy podziwu. Niestety, nie wszyscy byli w stanie docenić moją wielkość. Oto kilka przykładowych komentarzy, które napełniły mnie niechęcią do gatunku Homo sapiens:
    - "Bardzo fajny ten pitbull" (jak można mylić amstaffa z plebejskim pitbullem, ja się pytam?),
    - "A on nie sika na meble?" (I co z tego, a ty nie sikasz?)
    - "Dużo pije?" (mniej niż ty, ochlaptusie!)
  • 3.14-roman 30.08.12, 22:06
    Po męczącym dniu Sasza zabrał mnie do mieszkania. Zjedliśmy kolację przygotowaną przez babcię Olgę, potem Sasza poszedł się umyć (babcia pomogła umyć mu plecki).

    Już miałem kłaść się spać na moim posłaniu, pomiędzy pustymi puszkami a szalikami w barwy wojenne, kiedy Sasza głośno westchnął.

    - Z tym Markiem, to jest, kurna, dziwna sprawa.
  • 3.14-roman 30.08.12, 22:15
    Po czym zaczął mi klarować całą historię. Przyznam się, że po tym, kiedy odnalazłem Marka, nie przyszło mi na myśl zainteresować się jego dalszymi losami. Tymczasem Sasza opowiadał - przyznam, że doświadczyłem nieco trudności, próbując go zrozumieć. Mój gospodarz miał dość mocną głowę, ale i tak wypił po wszystkim tyle napojów wyskokowych, że zaczął przejawiać tendencję do potrząsania głową, używania zbyt wielu wyrazów o charakterze obraźliwym oraz dziwnie tracił wątek.

    - Dobrze, że chociaż metanolu na weselu nie podali! - pomyślałem
  • 3.14-roman 30.08.12, 22:19
    - Widzisz, Suli, ten Marek jest z nadzianej rodziny. Jest przy kasie, kapujesz?

    potem nastąpił niezwiązany z tematem wątku strumień świadomości na temat Suki, jej zapotrzebowania finansowego oraz znajomych. Po czym Sasza wrócił do głównego toku myśli.

    - Ktoś mu zrobił krzywdę, znaczy się, piznął czymś w łeb.

    Zawarczałem, aby wyrazić swoje oburzenie.

    Sasza pochylił się nade mną i ściszył głos:
    - A wiesz, co jest najgorsze? On nic nie pamięta...

  • 3.14-roman 30.08.12, 22:27
    Sasza położył się spać, ja też.

    Następnego dnia, obudziła nas jak zwykle babcia Olga szykująca śniadanie.

    - Co się dzieje, Saszeńku kochany? - spytała, kładąc przed wnusiem świeży chleb z masłem, serem, szynką i plasterkiem kiwi? (codziennie zbiegała do piekarni, aby dostarczyć Saszy świeże pieczywo).

    Sasza mruknął coś pod nosem. Babcia jednak nie ustawała.

    - A co zjesz na obiadek, kochanie? Może trochę kotleta? Mięso ma dużo białka, a białko jest dobre na masę... zamiast tych odżywek - tutaj spojrzała na niego stanowczo - mam nadzieję, że nie kupujesz już tego świństwa?

    - Nie - odparł Sasza - Nie... dodał pewnym głosem, prostując się, żeby dodać sobie odwagi.

    - To dobrze - odparła babcia.
  • 3.14-roman 30.08.12, 22:30
    Po czym poklepała go po ramieniu.

    - Byłoby szkoda, gdyby taki kawaler się zmarnował, prawda?

    Siedziałem w milczeniu i jadłem moją karmę, kiedy nagle usłyszałem, jak moi gospodarze krzyczą: "O, Boże" (b.Olga) i "O,k...a" (Sasza). Moją uwagę przykuła gazeta, którą trzymała w ręku babcia Olga.

    T.B.C. :)
  • tfu.tfu 31.08.12, 16:54
    zuy roman, zuy!
    --
    .............. fusy precz!
    http://www.pustamiska.pl/images/banner3.png
  • 3.14-roman 27.11.12, 23:14
    Zamierzałem demonstracyjnie zawarczeć, aby dać do zrozumienia, że Sasza i jego babcia powinni respektować moje przyrodzone prawo do otrzymywania stosownych do gatunku i rasy informacji, lecz nie było to potrzebne - babcia Olga upuściła gazetę na ziemię, więc mogłem się zająć lekturą.

  • 3.14-roman 27.11.12, 23:18
    Na pierwszej stronie było kilka artykułów. Któryś z nich musiał w jakiś sposób dotyczyć naszej wesołej czeredki.

    Nie trzymam kredensu, bo się rozsypał
    - nie, nie ma kredensu, bo go pogryzłem. Poza tym, był stary i nie pasował kolorem do ściany.

    Powiększyła sobie biust za pomocą pomarańczy - A tak w ogóle można? Powiem Saszy, żeby powiększył sobie bicepsy, będzie większy respekt wśród ziomali.

    Poseł miał 3,5 promila Tylko?

    Przy ostatnim tytule, odkryłem, o co chodziło.

    Morderstwo na weselu.
  • 3.14-roman 27.11.12, 23:30
    To jednak za mocno dostał... a czekaj, czekaj.

    Ze zdziwieniem skonstatowałem, że ofiarą morderstwa padła niejaka Zofia. Nie zdążyłem jednak dowiedzieć się więcej, gdyż Sasza zabrał mi gazetę. Tak mnie to zaskoczyło, że zapomniałem warknąć.

    - Włączę Ci, wnusiu, telewizor, może coś będzie na ten temat? - zaproponowała babcia Olga.
  • 3.14-roman 27.11.12, 23:42
    Kiedy bohaterowie filmu czy serialu włączają telewizor, żeby obejrzeć relację z jakiegoś niezwykłego wydarzenia, zawsze mają kupę szczęścia. Od razu trafiają na właściwy kanał, w dodatku nigdy nie włączają telewizora w środku programu, lecz idealnie na samym początku.

    Niestety, my nie jesteśmy bohaterami filmu, trafiliśmy bowiem kolejno na:
    - zwierzenia intymne przebrzmiałej gwiazdy popu z lat dziewięćdziesiątych ("Ma botoks" - zauważyła triumfalnie babcia Olga),
    - reportaż o wiosce na Podkarpaciu, gdzie gołębie polują na mieszkańców i zjadają ich żywcem,
    - reklamę przyrządu do szatkowania kapusty z pewnym Niemcem.

    Ta ostatnia musiała emitować jakiś przekaz podprogowy, gdyż babcia Olga zaczęła wpatrywać się w telewizor jak zahipnotyzowana, natomiast Sasza począł wykonywać gesty imitujące szatkowanie kapusty. Ponieważ zirytowało mnie to (czekałem z niecierpliwością na wiadomości o morderstwie), głośno szczeknąłem, by doprowadzić ich do porządku.
  • 3.14-roman 27.11.12, 23:43
    TBC :)
  • tfu.tfu 30.07.12, 23:51
    normalnie masz wpływ, Romek :-D jak księżyc ;-)
    --
    .............. fusy precz!
    http://s2.rimg.info/ab24ba036a4d9ead229e5139c22320c7.gif
  • tfu.tfu 28.08.12, 00:46
    pożądany jest bardzo ;-P
    --
    .............. fusy precz!
    http://www.pustamiska.pl/images/banner3.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka