Dodaj do ulubionych

Akcja Rodzić po ludzku. Niezastąpiony dotyk!

IP: *.dynamic.chello.pl 26.04.11, 08:46
z tym jak to na Ujastku zostawiają dziecko na brzuchu matki i wszelkie czynności wykonują tamże to gruba ściema!!! sama widziałam jak to wygląda - rutyna, rutyna i jeszcze raz rutyna. krocze nacinane wszystkim bez wyjątku, znieczulenia dać "się nie da", wanna 'zajęta', dziecko po porodzie szast-prast pod kran, oksytocyna bez pytania, byle szybciej. A na dniach otwartych w szpitalu pani przełożona pielęgniarek wali ściemę aż miło, zapewne dlatego żeby jak najwięcej pań skusiło się na poród u nich. Nie wierzę więc w to co opowiada tym razem. Ja byłam wściekła, bo gdyby mi powiedzieli czego mogę się spodziewać, wybrałabym inny szpital.
Edytor zaawansowany
  • Gość: przyszla_mama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.11, 09:15
    A który krakowski szpital jest najlepszy pod tym względem?
    Z góry dzięki za info :)
  • Gość: Ewa IP: *.adsl.inetia.pl 26.04.11, 09:56
    Ja rodziłam dwa lata temu w Żeromskim. Warunki na sali były super, gorzej z salą poporodową i łazienkami (koszmar). Ale z samej opieki byłam zadowolona, położne miłe, (na trzy dni tylko spotkałam jedną niesympatyczną). O znieczulenie poprosiłam i dostałam za darmo. Ogólnie polecam.
  • Gość: mamamyś IP: *.lerkins.com 26.04.11, 13:00
    Również polecam szpital Żeromskiego.. Rodziłam tam dwa razy - raz naturalnie, drugi raz cesarka z powodu odklejenia łożyska..
    Mnie również bardzo podobały się sale porodowe, nowe, czyste, kazda mama w osobnej sali, możliwość przebywania tatusia właściwie bez wcześniejszych ustaleń.. itp.
    podejście położnych - fantastyczne... na prawdę były miłe i pomocne czy to przy porodzie czy juz z dzieciątkiem na sali poporodowej - która najpiękniejszą nie była.. ale byłam ostatnio na galla w odwiedziny u sioistry - świeżo upieczonej mamy - tam to dopiero są brzydkie pomieszczenia! do tego beznadziejne położne i lekarze, syf.. i maluch siostry wyszedł ze szpitala z żółtaczką (powinien być naświetlany, a wyszedł do domciu!) i bakteriami coli które gdyby nie czujność mamy nie zostałyby wykryte jeszcze przez długi czas!!!!!!! Ostrzegam!! Nie wybierajcie tego potwornego szpitala na Galla!!!! Za to polecam z czystym sumieniem żeromskiego....
  • emplo 26.04.11, 13:18
    Gość portalu: mamamyś napisał(a):

    > Również polecam szpital Żeromskiego.. Rodziłam tam dwa razy - raz naturalnie, d
    > rugi raz cesarka z powodu odklejenia łożyska..
    > Mnie również bardzo podobały się sale porodowe, nowe, czyste, kazda mama w osob
    > nej sali, możliwość przebywania tatusia właściwie bez wcześniejszych ustaleń..
    > itp.
    > podejście położnych - fantastyczne... na prawdę były miłe i pomocne czy to przy
    > porodzie czy juz z dzieciątkiem na sali poporodowej - która najpiękniejszą nie
    > była.. ale byłam ostatnio na galla w odwiedziny u sioistry - świeżo upieczonej
    > mamy - tam to dopiero są brzydkie pomieszczenia! do tego beznadziejne położne
    > i lekarze, syf.. i maluch siostry wyszedł ze szpitala z żółtaczką (powinien być
    > naświetlany, a wyszedł do domciu!) i bakteriami coli które gdyby nie czujność
    > mamy nie zostałyby wykryte jeszcze przez długi czas!!!!!!! Ostrzegam!! Nie wybi
    > erajcie tego potwornego szpitala na Galla!!!! Za to polecam z czystym sumieniem
    > żeromskiego....

    Z punktu widzenia ojca dziecka urodzonego w Zeromskim podpisuje sie pod powyzszym postem obiema rekami. Sale porodowe odnowione, pojedyncze. Polozne do rany przyloz, wszystkie sympatyczne, pomocne, udzielajace porad, pomagajace przystawic dziecko do piersi...

    Na minus to co wyzej, czyli sale poporodowe. Przydalby sie tam jakis remont i unowoczesnienie.

    Nasz synek urodzil sie z szyja owinieta parokrotnie pepowina, polozna go blyskawicznie uwolnila, lekarka obejrzala i polozyla zonie na chwile na piersi. Niedlugo, bo musieli go zabrac na pare godzin do inkubatora na obserwacje - to z powodu tej pepowiny. Gdyby nie to, pewnie zostalby z nami dluzej.

    Za pare dni drugi porod, oczywiscie w Zeromskim.
  • haldeman79 26.04.11, 14:56
    Gość portalu: mamamyś napisał(a):

    > (...) ale byłam ostatnio na galla w odwiedziny u sioistry - świeżo upieczonej
    > mamy - tam to dopiero są brzydkie pomieszczenia! do tego beznadziejne położne
    > i lekarze, syf.. i maluch siostry wyszedł ze szpitala z żółtaczką (powinien być
    > naświetlany, a wyszedł do domciu!) i bakteriami coli które gdyby nie czujność
    > mamy nie zostałyby wykryte jeszcze przez długi czas!!!!!!! Ostrzegam!! Nie wybi
    > erajcie tego potwornego szpitala na Galla!!!! Za to polecam z czystym sumieniem
    > żeromskiego....

    2 synów urodzonych na Galla, zero żółtaczki czy innych problemów. Personel rewelacyjny. Sale rzeczywiście wymagają remontu. Proszę więc nie pie.dolić głupot.
    --
    Nie mogłem mieć tej jedynej, którą kochałem, a tych, które mnie kochały, nie chciałem.
    Felix ''Bush'' Breazeale
  • Gość: domipe IP: *.dynamic.chello.pl 26.04.11, 23:15
    Pieprzenie o żółtaczce. Rodziłam na Galla w połowie grudnia 2010, urodziłam zdrową córeczkę 4310, ale miałam zielone wody i córeczka była owinięta pępowiną raz wokół szyi (na szczęście bez żadnych komplikacji), położna błyskawicznie zareagowała, lekarz pozszywał mnie porządnie i umęczył się przy tym konkretnie, więc proszę nie wypisuj głupot o 'beznadziejnych' położnych i lekarzach. Spędziłam w szpitalu tydzień i tylko jedna położna była niezbyt miła, z dużym naciskiem na niezbyt, ale profesjonalizmu nie mogę jej odmówić. Na mojej sali poporodowej leżały trzy inne dziewczyny, dziecko każdej z nich miało żółtaczkę i każde leżało w gondolce z lampami, żadnego z nich nie wypuścili dopóki poziom bilirubiny nie wrócił do normy. Owszem, łazienka nie jest jakaś wspaniała, ale to nie Sheraton. Czasem warto sobie przypomnieć, że do szpitala idzie się rodzić, a nie wypoczywać.
  • Gość: Luiza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.11, 09:47
    Wiem, że jestem złą kobietą, ale po urodzeniu dziecka byłam tak obolała, że powierzanie mi noworodka byłoby niezbyt bezpieczne dla niego. Sto lat temu na wsi też noworodkiem zajmowała się osoba pomagająca w porodzie, a nie kładła go na brzuchu zmęczonej matki (żeby jeszcze na tym brzuchu wykonywać jakieś czynności!)
  • Gość: let IP: *.jagiellonia.krakow.pl 26.04.11, 10:07
    ja swoje dziecko po cc zobaczyłam dopiero po 24 godzinach. I nie to było najgorsze. Najgorsze było to, że mała dostała 10 punktów, a po godzinie - jak się dowiedziałam dużo dużo później, przestała oddychać. To wpaniałe, że lekarze ją uratowali. Tylko szkoda, że dowiedziałam się o problemach po wielokrotnym wzywaniu pielęgniarki, która za każdym razem mówiła, że dziecko przyniosą, ale nie ma teraz czasu. W końcu po godzinach mąż znalazł ją na intensywnej terapii, bo ja nie mogłam się ruszyć z łóżka. Lekarz zszedł do mnie ok godz. 20 (córka urodziła się o 8 rano!) i powiedział, że jak będzie gorzej to przyjdzie jeszcze w nocy. Nie przyszedł, ale ja nie wiedziałam czy jest gorzej, czy nie. Rano pielęgniarki też milczały, mówiły że to jest inny oddział, że nie wiedzą co sie tam dzieje. A przy okazji przynosiły noworodki moim sąsiadkom w sali. Kiedy tylko odłaczyły mnie od cewnika, dotarłam na III piętro. Była i jest ze mną do tej pory. Rozwija się wspaniale, ma cztery lata. Ale co jakiś czas do mnie wraca tamta trauma. W życiu nie czułam się tak bezsilna i tak zmarginalizowana.
  • Gość: Dzemor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.11, 10:09
    Witam, za kilka tygodni zostane tata i to co mnie przeraza dzisiaj to chore akcje tak jak ta w tytule...parę dni temu wizytowaliśmy szpital na ulicy Siemieradzkiego, tzw. dni otwarte. To co zobaczyłem przyprawiło mnie prawie o zawal. Na "sali porodowej" ogólnodostępnej bałbym się nawet psa położyć...syf, kila i mogiła. Oczywiście są sale "cyc malina" ale jak to bywa extra płatne. Proponował bym aby redakcja zaczęła od podstawowej rzeczy jaką są warunki w szpitalu, co płatne, co nie płatne. I tak, jeszcze na koniec kamyczek w ogródek minister Kopacz o nowej ustawie porodowej. Życzę pani minister z całego serca wyrwania 2 ósemek...BEZ ZNIECZULENIA. Skoro przyszłe mamy mają mieć komfort rodzenia w bólu, bo tak lepiej i ma boleć bo sramto i tamo - to pani minister pokaże jaka z niej twarda baba i zrobi "live" nagranie w TVN czy Polsat podczas wyrywania ósemek - ku pokrzepieniu serc przyszłych mam
  • Gość: coni IP: 81.219.145.* 26.04.11, 10:23
    cos ci maja robic ale nie powiedza co, jak sie nie dopytasz po 100 razy to w koncu z łaska ci powiedza. Nie ustalaja z pacjentem jaki maja plan działania, nie wiadomo z kim romawiac, bo lekarze co chwile sie zmieniaja. Pacjent ma tylko siedziec cicho i najlepiej nic sie nie odzywac bo Wielki Pan Doktor Wie ale nie powie nic!!!! i tak jest na porodowkach i na innych oddzialach!!!
  • Gość: lizbeth IP: *.aster.pl 26.04.11, 11:18
    witam,
    dwa razy rodzilam na Ujastku-w pazdzierniku 2010 i w styczniu 2008. Za kazdym razem naturalnie, bez znieczulenia, bez komplikacji, w pierwszym przypadku rodzilam 20 minut, w drugim 5 minut (sama akcja porodowa). Moje dzieci dostaly po 10 punktow, ja sama tez bardzo dobrze sie czulam itd. NIE przypominam sobie, zeby moje dzieci byly przy mnie dluzej niz 2-3 minuty od razu po. NIE pamietam rowniez, zeby je wazono, badano itd na moim brzuchu, zeby kontakt byl jak najdluzej zachowany.... takze to kompletna bzdura... I chociaz jestem zadowolona, nie mam wiekszych zastrzezen co do szpitala i ludzi w nim pracujacych to nie lubie jak sie klamie w zywe oczy...
  • Gość: dsa IP: 78.133.192.* 26.04.11, 11:54
    No cóż, mogę tylko potwierdzić. Uczestniczyłem w dwóch porodach na Ujastku mojej żony. Dziecko owszem mama dostała od razu po porodzie, na ... pół minuty? 15 sekund?
    Ogólnie masówka i fabryka. Ale i tak wybierzemy Ujastek bo znamy :)
  • Gość: GośćDA IP: 195.150.8.* 27.04.11, 12:22
    Witam,
    jakiego lekarza polecacie ze szpitala Ujastek? Czy jest jakiś lekarz godny polecenia, który patrzyłby przede wszystkim na to żeby pomóc pacjentce a nie na kasę?
    dziekuję
  • Gość: ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.11, 14:28
    A ktoś coś wie o Narutowicza albo Rydygierze? Jakie tam są warunki i ogólne traktowanie?
  • Gość: recenzja IP: *.ghnet.pl 26.04.11, 14:33
    Rodziłam prawie 2 lata temu w Siemiradzkim w Krakowie.
    Poród przez cc ze swoim wybranym lekarzem, sala dwójka z łazienką z mężem - oczywiście wszystko płatne dodatkowo - koszt 2400 PLN
    CC robił mi mój wybrany lekarz za co płaciłam oficjalnie w szpitalu i do lekarza, jak i do anestezjologa nie mam zastrzeżeń żadnych. Sam zabieg szybki, sprawny, bezbolesny i bez komplikacji. Blizny nie widać. Po cięciu wstałam bez problemu po 12h.

    Teraz reszta:

    Opieka pediatryczna fatalna. Dziecka mi nie przyniesiono. Nie pozwalano karmić naturalnie bo był to problem dla personelu. Dziecko ponoć nałykało się wody i było niby na obserwacji - prawda jest taka że się też zwyczajnie nie chciało bo wystarczało cieplarkę przewieźć z dzieckiem do sali obok gdzie leżałam po cc na pooperacyjnej. Pokój noworodków w fatalnym stanie - mały, ciasny, duszny. Położne nie zakładają rękawiczek. Do zabiegów też o tym zapominały. Nie informuje się o zabiegach - musiałam się wykłócać że mam prawo być przy pobieraniu krwi u dziecka, nikt nie poinformował o RTG dziecka (podobno kontrola czy płuca czyste - oczywiście czyste ale zero informacji). Pediatra niedouczony, niemiły - moim zdaniem osoba całkowicie niekompetentna. Nie podobało mu się że dziecko przez cc i postanowił nas przytrzymać. Po 1,5 doby jak mała była już ze mną z kolei pediatra w ogóle się nie interesował. Uważał że cc za wcześnie (mimo że był to 39tc i dziecko miało 51 cm i wążyło 3250g a do tego łożysko zaczynało być niewydolne) Wyszliśmy na własne żądanie w 5 dobie. Okazało się że dziecko miało żółtaczkę, którą się pediatra z kolei nie zainteresował w ogóle - dobrze że miałam sensowną pediatrę prywatnie, która nas poprowadziła od 6 doby życia, bo na szpital w zakresie pediatrii bym nie liczyła.
    Miałam przyjemność rozmawiać z Panią zastępcą ordynatora, która jest też szefową pediatrii - no cóż też brak profesjonalizmu i kontroli nad personelem. Ogólnie opiekę pediatryczną poporodową oceniam tam naprawdę fatalnie. Dzieci się tylko poi Nanem i ogranicza kontakt z rodzicami, których traktuje się jak intruzów, bo dziecko najlepiej żeby jadło, spało i przybierało jak indyk żeby je wypisać.

    Wspieranie naturalnego karmienia tam nie istnieje. Brak położnych. Na salach poporodowych na 37 rodzących i tyle samo dzieci były tylko 2 położne na 12h zmianach. Wyrąbane i zagonione. Nawet ciężko było mieć do nich pretensje bo widać było że jest ich za mało.
    Dziecko na noworodkach karmiono tylko Nanem i nawet jak chciałam podać własny pokarm czy przystawiać to był problem. Potem gdy dostałam dziecko nikt sie nie interesował jak karmię. Nie radziłam sobie z przystawianiem więc dziecku dawałam NAN bo był duży nacisk że ma przybierać. W związku z tym długo bardzo nie mogłam pobudzić laktacji, ale pokarm od początku miałam. Z nawałem jak już wystąpił też nikt nie pomagał. Dobrze ze tego dnia kiedy pojawił się nawał pokarmu (5 doba pewnie dlatego ze to przystawianie mi nie szło) wyszłam na żądanie i mąż zamówił mi prywatną położna właśnie z Koali (gdzie chodziłam m.in. na szkołę rodzenia), która poświęciła mi godzinę, nauczyła masażu piersi, prawidłowego przystawiania dziecka i od tamtej pory karmienie układało się rewelacyjnie bez komplikacji jakichkolwiek. Czyli da się tylko musi być profesjonalny personel i chwila czasu. W szpitalu położne jak się poskarżyłam na nawał potrafiły jedynie boleśnie ścisnąć pierś, co w ogóle jakieś chore było - żadnej innej pomocy nie otrzymałam. Prywatna położna poradziła sobie w 10 min. z nawałem i to bezboleśnie, a resztę czasu poświeciła na ćwiczenie dogodnych pozycji do kamienia.

    Co jeszcze o Siemiradzkim: sale ogólne do porodu to rzeź - bałabym się że coś tam złapię - syf, brud i malaria. Wygląda to jak więzienny blok z najgorszych filmów.
    Na salach poporodowych zbiorowych jest MONITORING - to mnie zbulwersowało, bo mój mąż po coś poszedł do położnych i mówił ze one mają podgląd na te pokoje i był w szoku bo przecież tam się kręcą luzie i widać co te kobiety tam robią a przecież to bardzo intymne chwile itp. To naruszenie podstawowych zasad intymności moim zdaniem. Na salach płatnych monitoringu brak.
    Ogólnie gdyby nie to, że zapłaciłam a potem mogłam liczyć w domu na fachową pomoc prywatnych specjalistów to byłby to koszmar. Zatem jeżeli kogoś nie stać na zapłacenie za planowane cc, swojego lekarza i prywatną salę a potem na zapewnienie dziecku kontrolnych wizyt u pediatry, a sobie u położnej, która pomoże i wesprze w kamieniu naturalnym to odradzam to miejsce, bo można mieć solidną traumę. Owszem jak się zapłaci to przynajmniej ma się komfort, ale też nie pozwoliłabym tam żadnemu lekarzowi robić cc, bo widziałam parę dziewczyn po cc z przypadku i było z nimi tragicznie.

    Jeżeli tam rodzić to tylko z własnym lekarzem, pojedynczą salą i prywatną położną. Z pewnością rodząc drugi raz nie zdecydowałabym się na tą placówkę mimo że i tak w porównaniu z wieloma rodzącymi tam miałam nieporównywalnie lepsze warunki. Zatem wnisoki można wyciągnąć samemu.






    Sale płatne super - byłam z mężem 24h ale sale ogólne to koszmar bo widziałam. Tłok, zaduch, kolejka do łazienek, zero intymności i poszanowania godności kobiety. Obcesowe położne i lekarze.

  • Gość: M IP: *.krakow.pl 26.04.11, 15:41
    Rodzilismy w lutym 2011r, w Miejskim Szpitalu Specjalistycznym in. G. Narutowicza. Przepiekny - odnowiony. Kobieta ma wybor czy rodzic w sali pomaranczowej czy zielonej. Po prostu rewelacja ! Odnowiony caly oddzial. Sale 2 osobowe z pełnym węzłem sanitarnym, obsługa miła. REWELACJA !!!
  • Gość: ren_89 IP: *.2-0.pl 26.04.11, 21:38
    A ja odradzam ten szpital absolutnie!!! co z tego, że możesz sobie wybrać czy rodzić w sali zielonej czy pomarańczowej, jak na nic innego nie masz wpływu - nacinanie, kontakt z dzieckiem, informacja od personelu, ba nawet nie możesz zadecydować czy cc chcesz mieć pod narkozą czy w znieczuleniu miejscowym - serio! słyszałam o tym, że to jedyny szpital w Krk, który stosuje jeszcze tak archaiczne metody i nadużywa narkozy do cc, nie wierzyłam - zapytałam położnych "ależ skąd, cc tylko w znieczuleniu podpajęczynówkowym, tylko w nagłych sytuacjach robi się narkozę..." - bujda! I tak z większoscią rzeczy. Odradzam ten szpital i mam nadzieję, że akcja rodzić po ludzku przyniesie w końcu jakieś rezultaty i owoce! Gorąco Wam kibicuje i trzymam kciuki i marzę o tym, żeby właśnie móc urodzić kiedyż jeszcze po ludzku. Bo niestety mój pierwszy poród odcisnąl się traumą. Np. Pani w sali wybudzeń powiedziała mi, że nie powie gdzie jest moje dziecko i czy urodziło się zdrowe, bo nie wie i musiałaby zadzwonić, a jeszcze coś przekręci i, że jak mnie zwiozą za godzinę lub 2 na dół, to się dowiem - a ja tak marzyłam o tych choćby kilku sekundach bliskiego kontaktu zaraz po narodzeniu...
  • Gość: ania IP: *.bb.sky.com 20.07.11, 15:00
    Ja też nie polecam Sz. Narutowicza. Owszem rodziłam tam aż 8 lat temu, miałam poród rodzinny, sala z wanną, ale z opieki położnej nie byłam zadowolona- przedmiotowe traktowanie, nacinanie, w zasadzie robią z tobą co chcą, nic nie mówią, nic nie tłumaczą, na pewno nie pomogą jak już ból będzie nie do wytrzymania. Znieczulenia nikt mi nie chciał dać, (chcieliśmy zapłacić) badali mnie kilkanaście razy, bo akurat była zmiana personelu, w tym kilka razy na skurczu, i to w czasie 5 godzinnego porodu. 5 lat temu była tam taka sama obsługa, nie wiem jak teraz. Lekarze w większosci są mili. Opieka po porodzie bardzo dobra. Natomiast oddział noworodków to plusy i minusy. Byłam w szpitalu aż 15 dni- żółtaczka syna+ bakterie w moczu, więc się naoglądałam. Neonatolodzy do wymiany, niekompetentni, gburowaci, musiałam konsultowac ich decyzje z lekarką z poza szpitala do której miałam zaufanie. Nie widzieli wogóle powodu żeby wypisać nas do domu, dobrze że bakterie znikły po 15 dniach na teście, bo siedzielibyśmy jeszcze długie miesiące- syn miał bakterie w moczu przez 3 lata, był leczony, pod kontrolą, ale nie w szpitalu. Pielęgniarki miłe i pomocne. Uczyły karmic piersią. Ale metody pobierania krwi miały przedpotopowe. Wielką igłą nakłuwały noworodki i wyciskały krew przez ugniatanie rączki.
    Natomiast 5 lat temu rodziłam w szpitalu Żeromskiego i polecam ten szpital. Sale porodowe są nowe, czyściutkie, opieka bardzo miła. Poród ten zakończył się cc, z powodu odklejenia łożyska. Nic nam się nie stało gdyż lekarze zareagowali błyskawicznie. Sale poporodowe nieciekawe, łazienka tragiczna. Opieka nad noworodkami bardzo dobra.
    Miałam jeszcze przyjemność być w czasie drugiej ciąży w szpitalu Kopernika na konsultacji- nie polecam kobietom w zdrowych ciążach, to patologia co lekarze i położne tam wyrabiają. I szpitalu Rydygiera- też nie polecam- leżąłam tam 3 dni z krwawieniem w ciąży, naszczęście wtedy niegroźnym. I tylko przyjęcie było miłe. To w jaki sposób lekarki - niektóre traktowały kobiety po poronieniach było okrutne. No i badanie publiczne przy ok 20 studentach. Dodam, że tam jest też ginekologia, patologia ciąży, położnictwo wszystko na jednym korytarzu w zasadzie. I do tego badania to kobiety młode i starsze, po operacjach ginekologicznych czekały w kolejce na korytarzu, po czym po wejściu do gabinetu paradowały z gołymi tyłkami przed studentami siedzącymi w okół. Poniżające strasznie. Ja współczułam mojej babci, która była tam operowana jakiś czas wcześniej właśnie na ginekologii.
    A i mogę jeszcze dodać o szpitalu na Ujastku, chodzę do przemiłej lekarki która tam ma dyżury na porodówce- ale ona mi ten szpital odradziła. Pozdrawiam wszystkich. :)
  • Gość: ktg IP: *.146.135.130.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 18.12.15, 14:42
    Na szczęście niepowikłany poród odbierze ktokolwiek z czystymi rękami i w ciepłym pomieszczeniu. Rodziliśmy w Narutowiczu w październiku 2015. Poród powikłany: "z rączką" i "konfliktem pępowinowym" (rodzące się dziecko owinięte pępowiną, uciśniętą podczas porodu, ma sygnał: oddychaj). Synek urodził się siny i dopiero po odessaniu łapał pojedyncze oddechy. W mojej ocenie zawyżono mu APGAR, został zabrany na IT. Żona dostała go dopiero rano. Został wypisany po 3 dniach, pomimo, że lekarze wiedzieli, że żona ma paciorkowca w pochwie. Sama Pani Doktor napisała: "Niepełna profilaktyka antybiotykiem". Wykonano mu tylko CRP (wskaźnik zapalenia, u noworodka mogący się zmienić z godziny na godzinę. Bez innych badań. Po 3 dniach zagorączkował, pojechał do Szpitala Św. Ludwika, gdzie ocalono mu życie. Kategorycznie ODRADZAM Narutowicza. Ma zbyt małą obsadę dyżurową, lekarze pracują 'na kontraktach' po kilka dni z rzędu. Jestem lekarzem, wiem, co się działo. Pozdrawiam - Krzysztof.
  • Gość: shedir IP: *.dynamic.chello.pl 26.04.11, 15:56
    Rodziłam we wrześniu 2010 r na Ujastku synka i nie mam zastrzeżeń. Poród miałam bardzo długi bo wywoływany, chciałam naturalnie ale synek zdecydował inaczej :). Na 8cm rozwarcia owinął się pępowiną i zaczął trzacić tętno. Znieczulenie bez problemu. Akcja lekarzy błyskawiczna i profesjonalna. Za chwilke synek był już na świecie, 10 pkt, pozwolili mi się z nim przywitać, potem cały czas był z nim mąż. Nie mam żadnych zastrzeżeń do szpitala, lekarzy, położnych czy pielęgniarek. Wszyscy byli super mili i pomocni, opieka bardzo dobra mimo nawału ludzi (jedyny minus szpitala).Sale poporodowe bardzo fajne, czyste,łazienka w pokoju. Kolejne dziecko też będę tam rodziła. Polecam.
  • kat_ya 26.04.11, 21:21
    Zgadzam sie z tym, ze polozna opowiada piekne bajki o traktowaniu matki i dziecka w Ujastku. Ja jednak jestem zadowolona z opieki w tym szpitalu, moze dlatego ze lubie podejscie zdroworozsadkowe, czyli nacinanie krocza zamiast wiekszej meczarni przy porodzie. Zaluje tylko, ze ten czas spedzony z dzieckiem zaraz po porodzie to byly dwie minuty, a nie dwie godziny
  • Gość: Gosia IP: *.play-internet.pl 26.04.11, 21:39
    Rodziłam na Siemiradzkiego. Byliśmy wcześniej na dniach otwartych pokazywali nam sale indywidualne, prysznice, piłki i takie tam. Tylko w rzeczywistości rodzi się na sali ogólnej łóżka oddzielone pół-ścianką. Obecność męża przy porodzie 300 zł. Położne rożne trafiłam i na takie które nieba przychyliłby matce i dziecku i na takie które miały totalnie wszystko w dupie. Prosiłam rano z zmierzenie ciśnienia, bo robiło mi się słabo (3 dzień po porodzie), przez cały dzień żadna z sióstr nie znalazła czasu żeby to zrobić. Jedna nawet mi powiedziała ze mam się do niej nie zwracać siostro bo ona na zakonnice nie wygląda. Ja miałam poważna anemie skończyło się 5 dniowym pobytem w szpitalu i zastrzykami z zelaza, dziecko wyszło z lekka zółtaczka i... gronkowcem, który został wykryty dpopiero po moim marudzeniu u dr pediatry, ze kupki sa cigale zielone. Niewspominam tego dobrze, ale za to ordynator dba o czystosc jedzie równo te pielgniarki one sie go poprostu boja do pacjetek jest bardzo mily, uprzejmy i dyskretny przy obchodzie.
  • Gość: mama IP: 195.116.43.* 27.04.11, 07:16
    Smród, brud, ubóstwo, masówka, jedna łazienka na końcu korytarza, do golenia i lewatywy stół z prosektorium, a mistrzostwo w chamstwie osiąga anestezjolog Lagie .
    Serdecznie odradzam.
  • Gość: też mama IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.11, 19:08
    On nazywa się Langie. Też miałam wątpliwą przyjemność kontaktu. Nie potrafił odpowiednio dobrać dawki znieczulenia. Odzywki do położnych w stylu :"zrobiłyście lewatywę? Żeby się tu nie zesr*ła " - to podstawowy "żarcik" o rodzącej.
  • Gość: juz niedlugo mama IP: *.ip.netia.com.pl 27.04.11, 16:47
    Za kilka dni bede rodzic w Narutowiczu. Chociaz tutaj sa tylko 2 opinie ja osobiscie slyszalam ze to jeden z najlepszych szpitali do porodu:Narutowicz, Ujastek i Zeromski. Kolor sali dla nie ma znaczenia. Jesli nie ma przeciwskazan dzidzius jest ze mna na sali porod rodzinny, znieczulenie gratis.
    W Siemiradzkim przynajmniej sa oficjalne cenniki chcesz dodatkowa usluge-placisz z 1 strony fajnie bo wiesz ze sie placi z 2 strony-jestem ubezpieczona a pani doktor i polozna sa w pracy maja za to zaplacone wiec niech jedna z druga wykonuja swoja prace.
    Rydygier-podobno jesli tam pracujesz ty albo ktos z rodziny to ok-bez znajomosci zero zainteresowania
    Kopernika-lapowki lapowki i jeszcze raz lapowki kasa leci niesamowita ale w koncu oni sa "Ą Ę Bułkę przez bibułkę"
    Ujastek- chodzilam tam do szkoly rodzenia nie polecam!!! zajecia raz w tygodniu i wyklady i cwiczenia-nie wymagaja zgody lekarza na cwiczenia-czyli idziesz na swoja odpowiedzialnosc i byly dziewczyny ze nie wiedzialy czy moga cwiczyc w sumie zajecia 2,5 godziny wieczorkiem -za duzo jak na kobiete z brzuszkiem ktora ledwo kontaktuje po godzinie.Wyklady bardzo okrojone.Cena 250zl to za duzo za tak malo.
    Prosze o wiecej opinii o Narutowiczu-zdania nie zmienie ale moze inne skorzystaja. Pozdrawiam serdecznie
  • Gość: ania IP: *.bb.sky.com 20.07.11, 15:10
    Na znieczulenie gratis nie licz! Przed porodem nie ma żadnych przeciwskazań do znieczulenia, oni zawsze chętnie dają, a jak przyjdzie co do czego to albo jest za wcześnie, albo za późno, albo anestezjologa nie ma. Do tego dowiesz się rzeczy o znieczuleniu, które zjeżą włosy na Twojej głowie. Ale to już jak będziesz rodzić i już nic nie zdziałasz.
  • Gość: zuza IP: *.wbp.olsztyn.pl 01.08.11, 14:31
    Dzięki że to ujawniłyście -moja siostra rodzi w pazdzierniku w Krakowie i miała w innym tamtejszym szpitalu nieprzyjemne sprawy związane z intymnością a raczej jej brakiem .
    A ten monitoring to jakiś skandal-warto to nagłośnić . Znając to co dzieje sie w szpitalach to i pewnie nie tylko położne ale i wszyscy ich goście przyłażący do dyżurki tez mogą się pogapić -ohyda ...
  • wera.1989 20.01.16, 14:32
    hmm dziecko potrzebuje kontaktu z matka od pierwszych chwil swojego życia jako człowiek, a nie juz jako płód, bo od razu tworzy sie miedzy mini więź, więc powinno się praktykować to, że po porodzie matka dostaje dziecko i trzyma je na brzuchu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.