Forum Dom Ekologia
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Inwazja samochodowych pożeraczy

    IP: *.sl.siue.edu 19.09.11, 20:28
    Wogole nie zostala wzieta pod uwage calkiem prawdopodbna wersja, ze coraz wiecej samochodow bedzie napedzana elektrycznoscia lub gazem ziemnym.
    Obserwuj wątek
        • hektor_wektor Re: Inwazja samochodowych pożeraczy 19.09.11, 22:42
          Gość portalu: rvu napisał(a):

          > Wraz ze spadkiem zapasów będzie rosnąć cena paliwa, to spowoduje że:
          > b) mniej ludzi będzie stać na utrzymanie samochodu co zahamuje przyrost

          I już teraz są takie miejsca na świecie, w których mimo iż ludzie nieźle sobie radzą z zarabianiem pieniędzy, to jednak zakup auta nie jest taką oczywistością jak nad Wisłą. Otóż takim miejscem jest Kopenhaga i spora część Danii. Podatki nakładane na auta są na tyle wysokie, że różnica między Toyotą Avensis z polskiego salonu, a Toyotą Avensis z duńskiego salonu potrafi wynieść 60 tysięcy złotych. I jeśli nawet niektórzy będą psioczyć, że Duńczycy zarabiają "masę" pieniędzy (co nie jest do końca prawdą), to po obliczeniu kosztów życia ta różnica nadal jest istotna. To nie jest tak, że Duńczyk zarabia tyle kasy, że te 60 tys. się równoważy. A im droższy samochód, im wyższa półka, tym podatek staje się pokaźniejszy.

          I tym samym docieramy do sedna sprawy. Paliwo i jego cena na pewno w jakimś sensie będzie się zmieniać - ilościowo, jakościowo. Problem w windowaniu i nakładaniu podatku na paliwa płynne, to problem takiego wyważenia sprawy, aby przeciętny Kowalski, który ma 2km do pracy, dwa przejazdy kolejowe i 10 skrzyżowań, po prostu nie jeździł autem do pracy, bo zużywa nieproporcjonalną ilość energii. Natomiast zmiany nie mogą iść w takim kierunku aby transport dóbr podstawowych stał się przesadnie drogi, bo firmy skompensują sobie te wydatki w postaci podniesienia opłat za usługę. Tym samym przewożone produkty staną się droższe.

          Pomysł na podnoszenie podatków na auta, to tak samo dobry pomysł jak podnoszenie podatków na produkty zawierające nikotynę, wyroby cukrownicze, tłuszcze, itp. Wbrew powszechnej opinii nad Wisłą, auto nie musi być wyznacznikiem zamożności, elementem pokazowym przed rodziną i znajomymi, a także nie jest jedynym środkiem, który zawiezie nas do pracy, na pływalnie czy do szkoły po dzieci.

          W Kopenhadze widok ojca który jedzie na trycyklu z dużym koszem odebrać dwójkę dzieci z przedszkola, nie jest niczym dziwnym. Nie są to lewacy, rastafarianie, "geje". Normalny facet w koszuli i marynarce, który wie, że stanie w korkach to strata czasu. A warto dodać, że duńska pogoda potrafi bardziej dać w kość niż polska.

          Jedyne czego nam brakuje to więcej dystansu wobec siebie, zaprzestanie myślenia w kat. "auto=dobrobyt", no i urzędników/urzędniczek miejskich z jajami/jajnikami, którzy/które potrafią przesunąć kasę na sensownie budowane ścieżki rowerowe.

          Z jednym tylko wyjątkiem mogę się zgodzić: auto daje sporą elastyczność kiedy trzeba wybrać się poza miasto, okazjonalnie gdzieś na wycieczkę po Europie. Tu, przynajmniej dla mnie jest niezastąpione, bo lubię podążać własnymi ścieżkami. Pewnym rozwiązaniem jest oczywiście wynajem auta, który choć może wydać się kosztowny, to tak naprawdę w ogólnym rozrachunku nie jest tak uderzający po kieszeni.
          --
          h_w
          • robert6_666666 Re: Inwazja samochodowych pożeraczy 19.09.11, 22:49
            Pewnym rozwiązaniem jest oczywiście wynajem auta, który choć może wydać się kosztowny, to tak naprawdę w ogólnym rozrachunku nie jest tak uderzający po kieszeni

            Jesli wyjezdzasz na dluzsza wyprawe po Europie raz na rok w wakacje to oczywiscie ze bardziej oplaca sie pozyczyc samochod. Jesli nie masz swojego samochodu to nie placisz podatku drogowego+ubezpieczenia + kosztow obowiazkowych przegladow technicznych. Zalozmy, ze jedziesz raz na rok nawet na 4 tygodnie - oczywiscie, ze taniej wynajac samochod. Jedyne co dziala na minus to to, ze jak jezdzisz tylko wakacyjnie to zapominasz jak sie jezdzi...
            • Gość: inżynier kretynizm... IP: 95.108.96.* 20.09.11, 01:02
              robert6_666666 napisał:
              > Jesli wyjezdzasz na dluzsza wyprawe po Europie raz na rok w wakacje to oczywisc
              > ie ze bardziej oplaca sie pozyczyc samochod.

              Śmiejemy się i załamujemy ręce nad tzw. niedzielnymi kierowcami, którzy raz w tygodniu odpadają swoje mechaniczne rumaki i wyjeżdżają na drogi powodując zagrożenie...

              A teraz sobie wyobraźmy gościa, który kieruje samochodem okazyjnie raz do roku... katastrofa drogowa murowana....
              • hektor_wektor Re: kretynizm... 20.09.11, 19:20
                Gość portalu: inżynier napisał(a):

                > A teraz sobie wyobraźmy gościa, który kieruje samochodem okazyjnie raz do roku.
                > .. katastrofa drogowa murowana....

                Coś w tym jest ale jak praktyka pokazuje niektórym nie pomaga nawet codzienny traning z kręcenia kółkiem. :)

                Generalnie chodzi o to, że samochód to jak widać na obrazkach, potężny filar gospodarki. Od produkcji, przez sprzedaż, serwisowanie, gadżety, rynek wtórny, części zamienne. Jako posiadacz trzech używanych aut dzisiaj w pewnym sensie cieszę się, że nie mam samochodu.

                Tak mnie wk&3iały te przepychanki z kupowaniem aut, próbami nie dania się wyruch@ć przez sprzedawców, mechanikami, staniem w korkach, ogólne koszty zabawy "w samochód", które udało się uciąć jednym rozwiązaniem: wyprowadzką poza granicę, to niedużego miasta. Teraz opierniczam wszystko na rowerze, choć trochę mi brakuje wspomnianych wypadów "tam gdzie mi się podoba, o godzinie która mi akurat odpowiada". No ale nie można mieć wszystkiego.
                --
                h_w
      • robert6_666666 Inwazja samochodowych pożeraczy 19.09.11, 20:49
        opcja czwarta - nie bedzie w ogole samochodow ani silinika spalinowego...
        w polowie XIX wieku taki jeden madrala wyliczyl na podstawie geometrycznie rosnacej liczby powozow w Paryzu ze jeszcze przed koncem wieku Paryz calkowicie utonie w konskich odchodach...
      • jwojnar Co to miało być? 19.09.11, 22:37
        Na samochodach zna się każdy - podobno. Autor artykułu w to uwierzył. Gdyby wiedział o czym pisze, to nie musielibyśmy przecierać oczu ze zdumienia czytając: "W 2009 amerykanie wybudowali 5.7 mln pojazdów". Prawdopodobnie chodzi o samochody osobowe wyprodukowane w USA, czyli nie licząc wszystkiego, co w USA klasyfikowane jest jako truck, jak choćby wszelkie SUV-y. W roku 2009 w USA sprzedano ponad 10 milionów samochodów i lekkich ciężarówek pełniących rolę samochodów osobowych.

        Za to w tym roku Chiny zaczynają się zatykać, niektóre firmy notują spadki sprzedaży, a o dynamice sprzed paru lat nie ma już co marzyć - takie tempo nigdy nie utrzymuje się długo. W Chinach działa obecnie około 100 miejscowych firm produkujących samochody, z czego za parę lat zostanie może 10. Jak dotychczas Chińskie firmy produkują niemal tylko na rynek lokalny, niewielki eksport obejmuje jedynie wybrane rynki trzeciego świata. Wszystkie próby wejścia na rynki rozwinięte kończyły się klapą. Na chińskim rynku będzie się działo, ale tylko jedno jest tam pewne: nie będzie to stabilny i harmonijny rozwój.

        Z zapasami ropy też autor popłynął nie zauważając paliw alternatywnych, ale to już wytknęli inni.
        • jwojnar Korekta 20.09.11, 09:56
          Rzeczywiście 5,7 miliona pojazdów w USA za 2009 obejmuje samochody i lekkie ciężarówki, tyle że bez Meksyku i Kanady, a w roku 2010 wzrost w każdym z krajów NAFTA był wyższy procentowo, niż w Chinach.
      • Gość: gość Inwazja samochodowych pożeraczy IP: *.elartnet.pl 20.09.11, 00:32
        A ja jestem przekonana, że Chiny nas wszystkich pożrą wcześniej czy później. Z udziałem przemysłu samochodowego czy innego. Z pomocą Indii i paru wschodnich Tygrysów. I jeśli Chiny się przy okazji nie obudzą, to Ziemia może tego nie przeżyć...

        Dla ciekawych polecam książki Ma Jian opowiadające o Chinach przełomu lat 80/90-ch szczególnie tę o kilkuletniej podróży młodego mieszkańca Pekinu przez Chiny, chociaż i w drugiej, "Pekińskiej komie" jest sporo o życiu ludzi współczesnych w Chinach, także całkiem młodych, którzy dosłownie parę lat wcześniej otarli się o niewyobrażalne okrucieństwo z ludożerstwem sąsiadów przez sąsiadów włącznie.
        W każdym razie to zderzenie nowoczesności (tak, tak, przeciętny Chińczyk korzystał ze zdobyczy techniki: komputerów, pagerów, komórek, wielkich telewizorów ładnych parę lat wcześniej od przeciętnego Kowalskiego), pędu do wiedzy i wykształcenia (przeciętny student chiński marzy o studiach za granicą, a problemem jest tylko zgromadzenie odpowiedniej ilości dolarów na wyjazd, przeciętny student zdaje co rok egzaminy TOELC, żeby nie zapomnieć języka angielskiego), rozwoju gospodarczego (parę lat ciężkiej pracy, pomysł i można się stać milionerem) i totalnego zamordyzmu politycznego łącznie z publiczną karą śmierci za otwarte poglądy, nawet nie polityczne, czy zrujnowaną karierą zawodową oraz wypędzeniem na prowincję lub wiezieniem za .... posiadanie erotycznych czasopism dla dorosłych.

        A wszystko to ponad 20-cia lat temu...

        Dajmy im jeszcze kilka lat.
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka