Dodaj do ulubionych

Sulpiryd i mirtazapina/ hydroxyzyna??

20.09.09, 13:18
Moja mama brała przez 4 miesiące sulpiryd i doxepin/ lub nitrazepam-
główny problem ob wielu lat to bezsenność. Na tych zestawach mama w
miarę dobrze spała i czuła się OK. Teraz lekarz stwierdził, że
doxepiny już dłużej dawać nie może, bo uzależnienie, więc do
sulpirydu dodał jej chlorptrotixen. No i tu zaczęły się MEGA problemy
mamy- w zasadzie zasypia szybko, ale śpi 2-3 godziny i dalej nic!!!
Ale działanie leków trwa jeszcze do wieczora- mama łapie MEGA DOŁY,
bo wstaje z łóżka w zasadzie siłą woli- nie ma na nic siły, wszystko
to dla niej za wielki wysiłek. Moja mama jest załamana, bo to
wyłączyło jej zupełnie z życia- potrafiła NIC nie zrobić w ciągu
dnia- jedynie ubrać się, umyć i zjeść to, co tato naszykował. Po 10
dniach takiej wegetacji lekarz zmienił jej chlorprotixen na mirtor
(mirtazapina) lub hydroxyzynę- w zależności od tego, co jej bardziej
przypasuje, no i plus dalej sulpiryd. W tym samym dniu mama miała
wizytę u swojego rodzinnego- kończyły jej się leki na nadciśnienie. I
ten lekarz był zaniepokojony tymi połączeniami. Mama jest w kropce,
bo do psychiatry nie ma wcześniej możliwości iść na wizytę, jak
dopiero w połowie października (nie ma wolnych terminów, mimo, że to
prywatne leczenie). Z kolei ten chlorprotixen działa na nią FATALNIE
i po prostu boimy się z tatą, że może sobie z powodu samopoczucia
chcieć odebrać życie- jest tak załamana, a to jej się nigdy nie
zdarzało.
Czy to połączenie:

sulpiryd + mirtazapina

lub

sulpiryd + hydroxyzyna

jest połączeniem dopuszczalnym??

Edytor zaawansowany
  • 20.09.09, 13:54
    Na forum raczej nie znajdziesz eksperta z dziedziny farmakologii ani
    psychiatrii. Skoro lekarz tak przepisał, zapewne znaczy, że jest to dopuszczalne
    i być może ma nawet doświadczenie z takim miksem.
    Jak macie jakiekolwiek wątpliwości a zaordynowane leczenie nie przynosi
    rezultatów, to może warto rozważyć zmianę lekarza.

    Hydroksyzyna podobnie jak chlorprotixen działają doraźnie. Jak leki
    przeciwbólowe. Natomiast sulpiryd i mitrazapina leczą, tylko na efekty trzeba
    czekać nawet kilka tygodni. I często podaje się pacjentom jakieś doraźne leki
    nasenne albo uspokajające, żeby mógł przetrwać ten okres zanim antydepresanty
    zaczną działać.
    Natomiast dziwne jest, że od razu lekarz poszedł w tak silne leki. Zazwyczaj
    zaczyna się od serotoninowców i dopiero jak one nie działają to wchodzi się w inne.
    --
    69 i pół
  • 20.09.09, 14:34
    to nie jest forum eksperckie, by ekspertów tu wypatrywać bertrando.
    tu się przychodzi, by dzielić się doświadczeniami.
    a wrzucenie hydroksyziny do wora z napisem "silne leki" śmieszne
    jest.

    do autorki wątku :
    połączenie sulpirydu z hydroksyzyną nie wydaje się niebezpieczne.
    hydroksyzyna to słabiutki lek - najbardziej chyba bezpieczny z tych
    doraźnych. w szpitalach podają go bez oporów.
    sulpiryd działa lekko antydepresyjnie, aktywizująco, antylękowo i w
    połączeniu z mirtazapiną nie powinnien być zagrożeniem.
    sama brałam mirtazapinę z neuroleptykiem, ale innym.

    odstawienie doxepiny jako, że, niby uzależnia - to jest za to dziwne.
    doxepina to antydepresjak - nie uzależnia. brałam ją długo bardzo i
    jakoś nie jestem uzależniona.


  • 20.09.09, 16:01
    doxepin nie uzależnia, nie widzę powodu żeby go przestać brać z tego powodu.
    jest natomiast kardiotoksyczny, ale nie każdy odczuwa negatywne skutki. Doxepin
    dość dobrze radzi sobie z bezsennością, czego nie zrobi sulpiryd a tym bardziej
    hydroxyzyna, która jest lekiem bardzo słabo działającym, i teoretycznie ma
    większy potencjał uzależniający niż doxepin.
    wogóle nei pojmuję jak mógł zamienić nieuzależniający dobrze tolerowany doxepin
    na chlorprotixen ??

    Skonsultujcie sie koniecznie z innym lekarzem , ten jakieś dziwne cudeńka
    wyprawia, zupełnie niepotrzebne w momencie kiedy pacjent jest stabilny na danych
    lekach i dobrze je toleruje.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 20.09.09, 18:20
    No to pięknie :(

    Gwoli wyjaśnienia: mama ma problemy ze snem od kilkunastu lat- brała
    od czasu do czasu relanium, oxazepam, estazolam, nasen, pramolan,
    nitrazepam i wiele, wiele innych, przepisywanych przez różnych
    lekarzy. Były to zwykłe uspokajacze lub typowe nasenne, często
    rotowane, brane rzadko, raczej niecodziennie- chodziło o to, żeby się
    nie uzależnić; mama była tego świadoma. Jakieś 5 lat temu, po wielu
    bojach, namówiłam mamę na wizytę u psychiatry, bo uznałam, że tak się
    nie da leczyć, że musi zacząc brać jakieś leki na stałe, a nie tak
    się męczyć i spać od czasu do czasu i to w dodatku nie tak dobrze, bo
    np. zwykłe nasenne w zasadzie nie działały w ogóle, czasami jedynie
    3-4 godz. No i od tego się zaczęło :(

    Do dnia dzisiejszego mama miała 7 psychiatrów. Zmiany były albo z
    powodu przepisywania leków j.w., albo własnie z powodu dziwnego
    podejścia i zmian w diagnozie- raz depresja, raz nerwica, albo skutek
    uboczny nadciśnienia czy leków przeciwnadciśnieniowych. Efekt
    jednakowy- mama reaguje dziwnie na leki: albo małe daweczki
    unieruchamiają ją na cały dzień, albo nawet mega dawki nie powodują
    snu nawet na godzinę. Mama z nieuregulowanym snem miała poważne
    problemy z ciśnieniem, siadło też serce- z wieloletniej tachykardii
    przeszło na bradykardię. Powoli pogarszała się pamięć. Z bardzo
    ebergicznej osoby, aktywnej, stawała się wiecznie zmęczona, bez siły.
    Natomiast nastrój nigdy nie niepokoił- mama wierzyła, że kiedyś uda
    się w końcu dobrać odpowiednio leki i będzie mogła wrócić do
    normalnego życia, bo swoje życie od jakiegoś czasu nazywała
    wegetacją, traceniem czasu na czekanie na cud. Nie była nigdy
    płaczliwa, depresyjna.

    Jakieś 1,5 roku temu trafiła na lekarza, który powiedział, że w ciągu
    roku postawi ją na nogi. Pierwsze leki- zupełnie nietrafione.
    Nitrazepam, sedam i inne. Wreszcie dobrał jakiś lek-cud, po którym
    mama całą ubiegłoroczną wiosnę i lato po prostu spędziła tak
    aktywnie, jak przed wielu laty! Ale jesienią lek został zmieniony- bo
    może uzależnić. I zaczęły się jazdy! Skoki ciśnienia, bóle mięśni,
    stawów, zawroty głowy, ściski w piersiach, uczucie zamierania serca,
    a potem jego galop. No i zupełna bezsenność. Mama zaczęła być
    odwożona do szpitala na sygnale, bo podanie leku w domu przy wysokim
    nadciśnieniu, przez lekarza z pogotowia, nic nie skutkowało.
    Kilkakrotne pobyty w szpitalu w ciągu 2 miesięcy i diagnoza- nerwica.
    Z jakiego powodu?? Skoro nic się takiego nie wydarzyło? I zaświtała
    mi wtedy myśl- uzależnienie?? Mieszkam 350 km od rodziców, więc nie
    kontrolowałam, co mama bierze, jakie leki przepisuje lekarz, bo
    przecież trzeba komuś ufać. Telefon do mamy i pytam, jaki lek brała,
    kiedy się tak dobrze czuła. I co słyszę? LORAFEN!!! Przez 5 miesięcy
    mama brała LORAFEN!!!

    Wzięłam 5 dni urlopu i zapisałam ją na wizytę u lekarza, który nadal
    ją "leczył"- po lorafenie pramolanem. Lekarz przyznał, że to
    uzaleznienie!!! Ale o tym nawet mamie nie wspomniał, chociaż mama
    bywała u niego CO TYDZIEŃ, bo nie spała w ogóle. Miał się z tym
    uporać w ciągu miesiąca. Zmienił lek na jakiś inny (nie pamiętam, ale
    na pewno starej generacji, bo to emerytowany lekarz i przepisywał
    każdemu leki swojej młodości)- miało być lepiej. Nie było. Znowu
    kolejne wizyty i kolejne wydane pieniądze. Wreszcie orzekł po paru
    tygodniach, że to na pewno nie uzależnienie, bo jego już nie ma,
    tylko mama musi iść na konsultacje do kardiologa (skoki ciśnienia,
    kołatanie serca), neurologa (bóle i zawroty głowy, osłabienie,
    zmęczenie), reumatologa (bóle mięśniowe i kości) i laryngologa
    (zawroty głowy).

    No i wtedy zwątpiłam kolejny raz- zapisałam w lutym
    mamę do lekarki, która cieszy się uznaniem wśród mamy znajomych
    (tamten lekarz też :/ ). Przepisała jej Sulpiryd 50 mg z rana i 200
    mg wieczorem- to miało wyciszyć objawy uzależnienia, a ponoć taka
    nocna dawka miała dać mamie sen. Nie dała, więc został dołożony
    nitrazepam- 0,5-1 tabl. Sen powoli się stabilizował, powoli zanikły
    objawy uzależnienia. Po 3 miesiącach zmiana nitrazepamu na doxepinę
    (2 kapsułki)- dalsza stabilizacja stanu, mama dobrze spała, dobrze
    funkcjonowała na co dzień. Żadnych skoków ciśnienia, problemów z
    sercem. No i jakieś 2 tygodnie temu własnie ta zmiana doxepiny- wg p.
    doktor nie można przedłużyć, bo uzależnia :/

    Czyli miało być:
    50 mg sulpirydu z rana
    200 mg sulpirydu na noc
    15 mg Chlorprotixenu wieczorem, a po kilku dniach 30 mg

    Po tym zaczęły się cuda, o których pisałam wyżej.

    Teraz, zamiast Chlorprotixenu, powinna brać 15-30 mg mirtoru lub 30
    mg hydroksyzyny

    :/

    Moja mama zaczęła się załamywać, bo kolejny lek (chlorprotixen),
    który znowu ma przewagę skutków ubocznych nad pożądanymi (tych
    ostatnich- nie zauważyła) i dodatkowo zupełnie wyłącza ją z życia.
    Potem ta sugestia rodzinnego, że to dziwne połączenie.

    Przeraża mnie kolejna zmiana lekarza czy choćby konsultacja u innego
    lekarza- ile to jeszcze ma trwać?? czasami mam już tak dość tej
    bezradności, że gdybym była lekarzem, to wypisywałabym mamie LORAFEN
    lub- teraz- dexepinę. Moja mama ma lat 60 i niedawno powiedziała, że
    już jest w takim wieku, że co jej z uzależnienia? W końcu
    umierającemu nikt nie odmawia morfiny z obawy o uzależnienie :/
    Wnioskuję z tego, że mama jest naprawdę w kiepskiej formie :/

    I jak to teraz wygląda? A może są tu osoby, które mogłyby polecić
    sprawdzonego psychiatrę z Zamościa lub okolic? Aktualna lekarka
    przyjmuje w Szczebrzeszynie...



  • 20.09.09, 18:22
    Zapomniałam jeszcze o jednym- po doxepinie mama dostała zolofen (?)- że
    niby w lubelskich szpitalach to dają chorym i działa rewelacyjnie. No
    nie zadziałał w ogóle- po tygodniu własnie dostała chlorprotixen...
  • 20.09.09, 18:40
    A mnie dziwi dlaczego ci wszyscy lekarze tak się upierają nie zapisywać leków z grupy serotoninowców. Cokolwiek jest Twojej matce benzodiazepiny ani inne uspokajacze czy usypiacze tego nie załatwią. Sulpiryd ma słabe działanie antydepresyjne. Co prawda ma działanie aktywizujące ale nie w tak małych dawkach. Chlorprotixen powoduje dość szybkie przyzwyczajenie organizmu do tego leku. Nie uzależnia tylko prostu przestaje działać i może powodować że pacjent jest z lekka skacowany cały dzień.

    Jak będziesz zmieniać lekarza to postaraj się skserować dotychczasowe karty leczenia, żeby mu pokazać co matka już zażywała i jak na poszczególne leki reagowała. Pozwoli to uniknąć powtarzania tych samych błędów.

    Poszukaj kogoś sprawdzonego, np tutaj jest biała lista:
    forum.gazeta.pl/forum/w,99,36038178,0,Biala_lista_psychiatrow_psychologow_terapeuto_w.html
    Zobacz też na portalach typu znany lekarz:
    www.znanylekarz.pl/
    --
    69 i pół
  • 20.09.09, 18:57
    Czy serotoninowcem jest np. cital, coaxil lub trittico cr? To mama
    brała- nie było żadnej pozytywnej reakcji. Na trittico cr doszła do
    dawki 300 mg przed snem- i lekarz dał sobie spokój; z tym, że akurat
    ten lek mama brała tuż po odstawieniu lorafenu, więc ...?
  • 20.09.09, 19:28
    Twoja mama jest jaskrawym przykładem ku przestrodze innych do czego prowadzi
    leczenie bezsenności przy pomocy leków działających doraźnie, nasennych lub
    benzodiazepin. Niestety wiele z tego co czuje to są prawdopodobnie efekty
    wieloletniego brania benzo, najgorszy chyba ten lorafen, tym bardziej dziwi
    fakt odstawienia doxepiny jeżeli ją dobrze tolerowała, bo ten lek naprawdę nie
    uzależnia. Jest o wiele łagodniejszym specyfikiem niż zolafren.
    Trudno doradzać zmianę lekarza, bo tu już naprawdę historia choroby jest długa,
    ale chyba skończyć z chodzeniem po profesorach i polecanych znajomkach, bo z
    tego co widzę nie wychodzi się na tym najlepiej. Jakbym miała zaczynać leczenie
    tobym poszła prywatnie do jakiegoś mlodego lekarza, ktory zna się na najnowszych
    trendach w leczeniu a nie jedzie tylko jakimiś schematami, a taka obietnica cud
    wyleczenia po kilkunastu latach choroby za pomocą leku nasennego toby mnie
    wymiotła z gabinetu natychmiast.
    Jak na mój gust niech mama jednak jeszcze raz zbierze się w sobie, i zapyta czy
    nei może brać tego doxepinu bo naprawdę te kolejne kombinacje leków są już
    powoli desperackie.
    Inna rzecz że z powietrza się takie problemy nie biorą, aż nei wierzę w to co
    piszę, ale gdzie jest psychoterpia w tym zalewie farmakologii?

    Czy mama miała robione badanai wykluczające choroby somatyczne mogące powodować
    zaburzenia snu, choćby badania tarczycy, EEG, tomografię???
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 21.09.09, 11:38
    Dzięki lucynko. Mam wyrzuty sumienia, bo gdybym nie naciskała, mama
    może nadal byłaby w dobrej formie, a tak dobija ją "leczenia" tej
    cholernej bezsenności :/

    Z racji zamieszkania mama nie chodziła nigdy po profesorach; co do
    wyboru lekarza- najpierw było na NFZ, więc nie miała wyboru, potem
    prywatne, ale też wybór żaden- to prowincja i w zasadzie tylko
    emeryci mają ochotę tu przyjeżdżać i leczyć.... Jak pisałam, mieszkam
    zbyt daleko, by mieć mamę stale na oku; poza tym mam małe dzieci i
    pracę. Mój brat mieszka za granicą. Tato ma 69 lat i też spore
    problemy ze zdrowiem- głównie ze wzrokiem. Są takie okresy, kiedy
    mama była nawet co tydzień u psychiatry- bo już nie wiedziała, co
    dalej robić. To wszystko wpływa na wybór lekarza- Zamość,
    Szczebrzeszyn, Zwierzyniec, Biłgoraj. Pewnie w Lublinie jest więcej
    specjalistów i można wybierać, ale kto tam będzie z mamą jeździł?
    tato nie da rady samochodem, a mama nie nadaje się do podróży
    autobusem :/

    > Inna rzecz że z powietrza się takie problemy nie biorą, aż nei
    wierzę w to co
    > piszę, ale gdzie jest psychoterpia w tym zalewie farmakologii?
    >
    Z powietrza na pewno nie. Kilkanaście lat temu mama miała w swoim
    życiu pewien ciąg tragicznych zdarzeń- zaczęły się wtedy problemy z
    sercem, nadciśnieniem. Problemy na szczęscie udało się opanować, ale
    nadciśnienie zostało- mama brała bardzo długo propranolol- to ten lek
    uważa mama za przyczynę swojej bezsenności, bo na nim się ujawnił i
    po latach odstawienia już sen nie wrócił.
    Były różne badania- tomografia, rezonans głowy bez zmian, tarczyca
    też. Od pierwszego badania EEG ma zmiany- te same, nie postępujątylko
    się zmienia ich lokalizacja. Z tego, co pamiętam, jest to stała
    czynność napadowa po jednej stronie- za jakiś czas, w kolejnych
    badaniach, ta czynność dotyczy drugiej półkuli. Lekarze neurolodzy
    twierdzą, że padaczki nie ma, a te zmiany mogą świadczyć o
    niedokrwieniu mózgu. Kiedyś brała z tego powodu vinpocentin,
    memotrpopil i inne podobne, ale od jakiegoś czasu już tego nikt nie
    przepisuje, bo to działa na poziomie placebo poza przypadkami po
    wylewie- tak orzekło zgodnie paru lekarzy, tego się trzymamy, tym
    bardziej, że te leki nie poprawiły zdrowia.

    Teraz tak- wiadomo, co mamie jest, ale nie wiadomo, co jest
    przyczyną, no i jak to leczyć. Otóż półtora roku temu mama trafiła do
    lekarza, który wtedy robił jakieś badania do swojej pracy naukowej i
    dał mamie skierowanie na badanie metabolizmu mózgu i jego ukrwienia-
    to się chyba Spect nazywało. Badanie wyszło źle- zaburzenia w
    ukrwieniu całego mózgu; część przekrwiona, a część obszarów
    niedokrwiona. Zaburzenia metabolizmu, jakichś substancji, stosunków
    wzajemnych w tych substancjach- nie pamiętam dokładnie. Czyli mamy
    mózg, choć zbudowany prawidłowo, bez zmian, to źle działa. To badanie
    pokazało, że mamy problemy są realne, co się dzieje z mózgiem, ale na
    jego podstawie nikt nie jest w stanie stwierdzić przyczyny, no i
    wymysleć jakąś skuteczną terapię. Taką informację otrzymałam wtedy od
    lekarza, który ją na to badanie skierował. Ponoć w Polsce nie ma
    specjalistów, którzy by się na tym znali, dlatego trzeba działać
    intuicyjnie. Te zaburzenia mają niby tłumaczyć, dlaczego mama reaguje
    dziwnie na różne leki i ich dawki.


  • 21.09.09, 12:10
    Może jednak problem jest neurologiczny? W tym wieku dość częstą przypadłością są
    zmiany w ukrwieniu mózgu. Często jest to spowodowane jakimiś zmianami
    zwyrodnieniowymi kręgosłupa. I leki poprawiające krążenie mózgowe zazwyczaj
    dobrze działają. Mam w rodzinie osoby z tego typu problemami i im takie leki
    pomagają.
    Skoro ktoś kiedyś znalazł lek, który Twojej matce pomaga może warto nacisnąć
    lekarza, żeby go nadal przepisywał. Doświadczenie pokazuje, że lekarze zazwyczaj
    przepisują takie leki, jakie sugeruje im przepisywać przedstawiciel
    farmaceutyczny. Widać teraz jest moda na co innego.
    Tak czy owak z tym wszystkim powinien sobie poradzić lekarz rodzinny. I może
    warto rozejrzeć się za jakimś sensownym internistą zamiast kombinować ze
    specjalistami?

    Piszesz też, że głównym problemem Twojej matki są zaburzenia snu, a cała reszta
    to niejako efekt tego że źle sypia. Poszukajcie jakiegoś specjalisty od snu. W
    większych miastach są specjalistyczne ośrodki zajmujące się leczeniem zaburzeń snu.
    --
    69 i pół
  • 20.09.09, 19:52
    No to w takim razie nic dziwnego, że zapisano jej mirtazapinę. To jest dość
    silny lek, nieserotoninowiec. Zapisuje się go wtedy kiedy inne leki nie
    działają. Ale na jego efekty trzeba czekać minimum kilka tygodni. Może po prostu
    z jednej strony jeszcze nie zaczął działać a z drugiej organizm nie zdążył się
    do niego przyzwyczaić, stąd te dokuczliwe efekty uboczne.

    Z tego co piszesz, to nie próbowano jeszcze ani trójpierścieniowców ani
    inhibitorów MAO, więc kolejny lekarz ma jeszcze pole do popisu. Natomiast jeżeli
    kolejne leki nie działają, to daje to podejrzenie, że problem może być
    niepsychiatryczny i może warto rozważyć szukanie przyczyny gdzie indziej. Na
    początku można skonsultować się z kardiologiem, który zapewne najlepiej zna stan
    zdrowia Twojej matki albo z lekarzem ogólnym. Może mają jakiś pomysł co to może
    być i będą w stanie polecić jakiegoś lekarza, który sobie z tym poradzi.
    --
    69 i pół
  • 20.09.09, 21:24
    doxepin jest lekiem "trójpierścieniowym" beretto.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 20.09.09, 22:16
    bertrada napisała:

    > No to w takim razie nic dziwnego, że zapisano jej mirtazapinę. To jest dość
    > silny lek, nieserotoninowiec. Zapisuje się go wtedy kiedy inne leki nie
    > działają. Ale na jego efekty trzeba czekać minimum kilka tygodni.

    to gnojstwo po łbie wali w piętnaście minut
    do tej pory jak chcę zniknąć na dwa dni to łykam
  • 20.09.09, 22:33
    To coś to teoretycznie jest przeznaczone do szpitalnego leczenia silnych i
    opornych na inne leki, postaci depresji. Ale niektórzy lekarze przepisują to
    ambulatoryjnie.
    --
    69 i pół
  • 20.09.09, 23:21
    To "coś" od kilkudziesięciu lat teoretycznie i praktycznie jest ambulatoryjnie
    stosowanym lekiem. Ssri to jednak stosunkowo nowe leki. jeszcze 10 lat temu
    cena ssri i ich stosunkowo slabe działanie powodowały że nei były zbyt
    powszechnie przepisywane i miało się do wyboru mianserynę, doxepin, anafranil i
    petylyl. Teraz też mianseryna jest częstym dodatkiem do ssri , bo naogół już
    pierwsza dawka zwala z nóg. B
    eretta ty naprawdę idź już spać, albo do jakiejś pracy bo coś ci tam dzwoni ale
    nei wiesz w którym kościele, o depresji nie wiesz po prostu nic a za eksperta
    usiłujesz robić.

    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 21.09.09, 10:23
    To coś jest nowym lekiem. Ma nieco ponad 10 lat. I na taki okres czasu mówimy
    kilkanaście a nie kilkadziesiąt. Mówiłam, że czas lekcje zacząć odrabiać.
    Nazbierasz pał i znów kabel od komputera pójdzie na szafę. ;))
    --
    69 i pół
  • 21.09.09, 08:04
    betrada może faktycznie daj sobie spokój z radami, skoro nie masz
    wiedzy merytorycznej. zarówno mianseryna jak i mirtazepina są
    przepisywane właśnie ambulatoryjnie, bo w przeciwieństwie do leków
    trójpierścieniowych (którym na przykład jest doxepina) nie są
    kardiotoksyczne i nie powodują szeregu skutków ubocznych.

    DO AUTORKI WĄTKU: skoro mam się dobrze czuła na doxepinie to niech go
    dalej bierze. porozmawiaj z jej lekarzem dlaczego twierdzi, że ten
    lek uzależnia i jak była przyczyna zmiany, i jakie będą konsekwencje
    jeśli nadal będzie go brać.
    a swoją drogą z bardziej bezpiecznych leków to właśnie mianseryna lub
    mirtazapina świetnie działają nasennie i jednocześnie
    przeciwdepresyjnie, to znaczy nie są to leki typowo uspokajające
    działające doraźnie tylko leki na dłuższe, stałe leczenie.
    poza tym idź do jakiegoś młodego lekarze, najlepiej po 30stce, który
    już coś wie, a jednocześnie stale się dokształca. bo te emerytowane
    pryki tylko szkód mogą narobić;-)

    spróbuj z tą mirtzapiną lub mianseryną, one powinny dać spokojny sen
    i wyjaśnij kwestie doxepinu. bo ten lek NA PEWNO nie uzależnia.

    życzę powodzenia

    --
    w życiu wszystko się może zdarzyć, a zwłaszcza nic...
  • 21.09.09, 10:11
    Czytaj ze zrozumieniem zamiast bezmyślnie powtarzać opinie jakiegoś dziecka neo.
    Gdzie ja napisałam, że nie jest przepisywana ambulatoryjnie? Napisałam tylko, że
    teoretycznie powinna być używana w leczeniu szpitalnym, właśnie ze względu na to
    że jest to silny lek i ma niefajne efekty uboczne. W niektórych opisach tego
    leku jest wzmianka o tym. A to, że lekarze przepisują ją ambulatoryjnie jest
    inną sprawą.
    Wszystko zależy od indywidualnych cech organizmu. Jest szereg osób bardzo
    zadowolonych z tego leku, jest też cała masa, która nie może go zażywać. O
    żadnym innym leku nie ma tylu subiektywnych opinii w sieci. Wzbudza on duże
    kontrowersje. Wystarczy skorzystać z wyszukiwarki. Nawet w szkołach tego uczą.
    --
    69 i pół
  • 21.09.09, 11:46
    Jeśli lerivon to mianseryna, to mama kiedyś brała- nie pamietam
    dawek, w każdym razie po pierwszej tabletce nie była w pracy przez 2
    dni, później zgodnie z sugestią lekarza brała coraz mniejsze,
    dzieliła tabletkę na 4 części, a i tak efekt był ten sam. Kiedy
    doszła do dawki 1/4 tabletki i dalej ją to powalało na następny
    dzień, lekarz kazał odstawić, bo wg niego nawet, gdyby ta dawka
    działała nasennie, to i tak nie miałaby działania leczniczego.

    Czyli muszę powalczyć o ten doxepin u mamy- skoro działał i było w
    porządku, to po co mieszać :/ Czy receptę może wypisać lekarz
    rodzinny? Do kolejnej wizyty miałaby normalny sen i samopoczucie.

    Co do mirtoru- mama jeszcze nie zaczęła go brać, bo nie wiedziała, co
    robić. Powinna go brać od piątku. Ale jeśli uda się dostac doxepin,
    to lepiej zostawić ten lek -przynajmniej na razie.


    Co do młodego lekarza- eh, gdyby to było osiągalne ;)

    Jak doczytałam, kardiotoksyczność doxepiny polega na zaburzeniach
    rytmu serca? No akurat na niej serce mamy zaczęło wreszcie normalnie
    pracować....


    Dzieki za dobre słowo, elfridzie :)
  • 21.09.09, 14:41
    tak psychotropy może też przepisywać lekarz rodzinny.
    ale skoro już macie w domu tą mirtazapinę, to może niech mama
    spróbuje ją brać od minimalnych dawek. ten lek, podobnie jak lerivon
    (czyli mianseryna), działa nasennie,a jednocześnie leczy depresje i
    nie uzależnia, i, co ważne, jest bezpieczniejszy niż leki
    trójpierścieniowe. podobno jest na prawdę dobrym, nowym lekiem,
    wielu pacjentów mających problemy właśnie ze snem go sobie chwali.
    jeżeli też będzie ją aż tak usypiał to wrócicie do doxepinu.
    z uzyskaniem recepty od rodzinnego nie powinno być problemu. a jeśli
    internista będzie robił problem to idź z mamą do innego psychiatry
    i powiedz, że ostatnio brała doxepin i czuła się rewelacyjnie,
    wymien inne leki które nie działały; i lekarz na pewno jej go
    przepisze.
    Z mojego doświadczenia wynika, że najlepsi są lekarze w średnim
    wieku;-) już mają specjalizację, doświadczenie, a jednocześnie nie
    popadli w rutynę i schematy. A od tego lekarza uciekaj - bo doxepin
    na pewno nie uzależnia, tak jak benzo które on przez 5 miesięcy
    przepisywał twojej matce. Jesteś pewna, że właśnie taki podał powód
    odstawienia doxepinu: "możliwość uzależnienia"? A nie na przykład
    jego kardiotoksyczność? Jeśli faktycznie odstawił Doxepin mimo
    poprawy stanu pacjentki, argumentując to uzależnieniem to uciekaj od
    niego.
  • 21.09.09, 16:32
    rodzinny może jedno opakowanie wypisać, Dobrze też przy następnej wizycie
    poporsić lekarza o taki świstek gdzie jest napisane na co chpruje i jakie leki
    bierze i w jakiej dawce, w sytuacji awaryjnej każdy lekarz będzie mógł jedno
    opakowanie leku wypisać, np jak mamie ukradną torebkę z prochami na wakacjach
    czy w sanatorium.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 20.09.09, 23:23
    kiedyś kiedyś przy naprawdę fatalnej bezsenności brałam jakiś czas lerivon,
    pilnowałam żeby brać tabletkę nei za daleko łóżka bo mi się nagle film urywał i
    człowiek zapadał w niebyt. Wtedy to było zbawienne, ale cały następny dzień
    bylam w letargu, nei szlo na tym normalnie funkcjonować.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 21.09.09, 13:03
    Jeszcze jedna uwaga. Tym razem całkiem na poważnie. Z obserwacji starej
    hipochondryczki. ;)

    Żeby pacjent został uznany za chorego na daną chorobę i poddany konkretnemu
    leczeniu, to musi spełnić dwa warunki. Po pierwsze wyniki badań muszą byś co
    najmniej dwukrotnie poniżej lub powyżej normy a po drugie musi mieć konkretne
    dolegliwości skorelowane z tymi złymi wynikami. W przeciwnym wypadku, jak to
    tylko będą złe wyniki, to zostaje to uznane za urodę danej osoby. Natomiast jak
    jest to tylko złe samopoczucie przy dobrych wynikach, to pacjent zostaje uznany
    za hipochondryka, symulanta lub nerwicowca. I albo jest zbywany albo odsyłany do
    psychiatry. Albo trafia w łapy prywaciarza, który naciąga go, czasem całymi
    latami, na leczenie, które polega na zmianie jednego niedziałającego preparatu
    na inny, równie mało skuteczny. Ku uciesze kieszeni własnej i koncernów
    farmaceutycznych.

    Specjalistyczne badania mają to do siebie, że wychodzą na nich rzeczy, które
    dawniej nawet podczas sekcji by nie wyszły. 30% zdrowych osób ma nieprawidłowe
    EEG. Prawdopodobnie jeszcze większy odsetek zdrowych osób ma jakieś
    nieprawidłowości w CT i RM. Ale to jeszcze nie jest powód do tego, żeby te osoby
    uznać za chore.

    Z tego co pisałaś o swojej matce, wynika, że trafiła w ręce jakiś naciągaczy.
    Zauważ, że wszystkie badania jakie robiła, nawet jak nie są rewelacyjne, to nie
    są skorelowane z konkretnymi dolegliwościami ze strony danego narządu. I
    odwrotnie, objawy jakie ma też nie są spowodowane jakąś konkretną chorobą, którą
    można wykryć jakimiś badaniami czy wywiadem lekarskim. Jakby tak było, to ktoś
    coś by znalazł. Jak miała kłopoty kardiologiczne, to od razu zostało to
    zdiagnozowane i poddane leczeniu.
    Moim zdaniem nie ma sensu więcej eksperymentować, bo każdy następny lekarz
    będzie działał według tej samej zasady. Jak już wcześniej wspomniałam,
    znalazłoby się jeszcze co najmniej całe wiadro leków, których Twoja matka
    jeszcze nie zażywała, więc każdy kolejny lekarz ma jeszcze pole do popisu. I
    może się tak zdarzyć, że po zrobieniu kolejnej partii kosztownych badań i
    przetestowaniu wszystkich możliwych leków i tak nikt nie dojdzie do przyczyny
    problemów.

    Pewne rzeczy trzeba uznać za urodę Twojej matki, z pewnymi nauczyć się żyć,
    jeszcze inne zignorować. A skupić się tylko na tym, co faktycznie jest
    uciążliwe, czyli na tych zaburzeniach snu. Współczesna medycyna radzi sobie z
    leczeniem tego problemu. Nowoczesne leki nie uzależniają, a jeżeli nawet to w
    minimalnym stopniu i nie trzeba ich brać garściami przez całe życie. Trzeba
    tylko znaleźć lekarza, który potrafi to leczyć. Poszukaj w internecie jakiś
    stron dotyczących problemów ze snem. Na pewno są jakieś fora specjalistyczne i
    listy polecanych lekarzy.
    --
    69 i pół
  • 21.09.09, 14:59
    Betrada, ale z tego co pisała autorka wynika, że jej mama cierpi na
    bezsenność spowodowaną depresją, bo występują takie objawy jak brak
    sił, trudności w wykonywaniu najprostszych czynności, określanie
    swojego życia jako wegetacji - to typowo depresyjne objawy. A wiele
    aktywnych osób w późnym okresie życia zaczyna cierpieć na depresję,
    czują się odtrącena, niepotrzebna. Zatem powinna leczyć się lekami
    przeciwdepresyjnymi, a nie benzo lub innymi środkami nasennymi, tak
    jak to miało miejsce przez te kilka ostatnich lat. Jak się
    zlikwiduje przyczynę, czyli depresję, zniknie też bezsenność.

    Malinko.dwa niestety w psychiatrii czasem trzeba poeksprymentować
    aby dobrać leki. Ja też brałem Fevarin, Rexetin po którym nie było
    poprawy i byłem totalnie zdołowany, nie miałem na nic sił, myślałem
    tylko o śmierci i umieraniu, aż w końcu fluksetyna okazała się
    skuteczna w walce z depresją. Teraz z kolei trochę przeszkadza mi
    rozdygotanie, pobudzenie, ale po pierwszej tabletce Lerivonu
    dzisiejszy dzień jest jużz bardziej spokojny, jestem bardziej
    zdystansowany i praktycznie jest idealnie. Normalnie pracuje, mam
    życie towarzyskie. Ale to wszystko metodą prób i błędów. A z tego co
    piszesz to mama jest niestety trudnym przypadkiem, któy wymaaga
    więcej czasu. Ale na pewno uda się ddobrać leki, które będą
    skutecze. Nie wolno się godzić na taką wegetację, jakość życia jest
    bardzo ważna.
    --
    w życiu wszystko się może zdarzyć, a zwłaszcza nic...
  • 21.09.09, 15:54
    To ciężko stwierdzić co jest przyczyną a co skutkiem. Równie dobrze depresja
    może być spowodowana długotrwałą bezsennością. Bezsenność może nawet wywoływać
    jakieś stany psychotyczne itp. To nie jest jakaś błaha przypadłość, którą można
    zignorować.

    Na podstawie tego co autorka wątku napisała, ja bym stawiała raczej na
    bezsenność. Jedyne leki, które stawiały matkę na nogi były lekami albo typowo
    nasennymi i uspokajającymi albo miały takie działanie. W przypadku depresji, nie
    odniosłoby to efektu. Natomiast leki ściśle antydepresyjne nie działały.

    Ja sugeruję autorce wątku zebrać do kupy całą historię leczenia i udać się do
    jakiegoś sensownego lekarza. Niekoniecznie psychiatry, równie dobrze może to być
    lekarz rodzinny. Ważne, żeby to była osoba rozsądna, nie naciągacz i mająca
    wiedzę. Trzeba popytać wśród znajomych albo poszukać w sieci kogoś kto ma dobrą
    opinię.
    --
    69 i pół
  • 21.09.09, 16:04
    Bezsenność wywołuje depresję? Przecież jedną z metod leczenia
    depresji jest deprywacja snu, czyli właśnie utrzymywanie pacjenta w
    stanie czuwania przez kilka nocy; co skutkuje poprawą nastroju.
    Doxepin to jednak lek przeciwdepresyjny, a lorafem przeciwlękowy -
    te laki w przypadku mamy mailinki.dwa działały, a więc wskazuje to
    na podłoże psychiatryczne. Ja na miejscu autorki wątku spróbowałbym
    z tą mirtazapiną, jak nie zadziała to najwyżej wrócić do doxepinu.
    --
    w życiu wszystko się może zdarzyć, a zwłaszcza nic...
  • 21.09.09, 16:49
    > Bezsenność wywołuje depresję?

    No może nie tyle depresję, co objawy depresji. Ludzie, którzy są permanentnie
    niewyspani cierpią na przeróżne dolegliwości i mają przeróżne objawy.
    Przemęczony organizm pozbawiony snu zaczyna szaleć.

    A co do dioxepinu, to z tego co pamiętam, był on stosowany równocześnie z
    nitrazepamem, chlorprotixenem i czymś tam jeszcze. W sumie nie wiadomo co
    konkretnie pomagało. I z tego co zrozumiałam, mirtazapina została przepisana
    jako zamiennik tego całego mixu.
    No i zgadzam się z Tobą, że warto jeszcze raz spróbować zażywać dioxepin i
    zobaczyć co się będzie działo. W końcu jak to jeden z moich lekarzy stwierdził,
    co za różnica co dolega, jak jest lek, który pomaga, to trzeba się go trzymać. ;)

    A jeśli chodzi o deprywację snu, to chyba nie jest to standardowa i powszechnie
    stosowana metoda leczenia. ;)
    --
    69 i pół
  • 21.09.09, 16:34
    a ja a twoim miejscu przestalabym stawiać diagnozy, ani nei jesteś lekarzem ani
    pacjentem, możesz zaszkodzić tym wymądrzaniem.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 22.09.09, 00:20
    Wygląda dokładnie jak zespół odstawienny leków z grupy benzodiazepin,
    żadne neuroleptyki i pochodne nie pomogą od razu, chydroxyzyna na pewno nie,
    hloroprotixen najszybciej o ile po czterech tyg.Imipramina była kiedyś na rynku
    i w połączeniu z hloroprotixen dawało dobry efekt.
    Uważam że dobry szpital był by najlepszym rozwiązaniem :(


    --
    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 22.09.09, 13:48
    Mnie się też wydaje że to wszystko to może być skutek długotrwalego uzależneinia
    od benzo, ale do szpitala to tak się nie ma co wyrywać, no chyba że zważywszy na
    fakt że sama ne daje rady a nie ma kto tam na miejscu z nią być i jakoś pilnować
    tego leczenia.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 22.09.09, 21:49
    Trudno upilnować osobę uzależnioną od bezodiazepin, zrobi wszystko żeby je brać,
    będzie zmieniała lekarzy jak rękawiczki, aby tylko zapisał jakiś lek z tej
    grupy, choć nitrozepam, zawsze coś, i specjalnie unikała młodych psychiatrów,
    którzy z reguły nie zapisują leków z tej grypy, będzie kłamać u lekarza i przy
    rodzinie, że tylko ten lek jej pomaga, dla tego wydaje mi się szpital najlepszym
    wyjściem, ścisła kontrola, zero benzo., tylko nie detox narkotykowy, gdyż na
    taki potrafi wysłać psychiatra (znam dobrze taki przypadek).
    Powodzenia :)


    --
    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !
  • 22.09.09, 22:48
    Nie sadzę żeby bohaterka wątku zdawala sobie sprawę z działania tych leków, być
    może nawet nie wie że one uzależniają i sklada złe samopoczucie na karb zupełnie
    innych leków. Nie sądzę też żeby celowo chodziła po lekarzach żeby uzyskać
    receptę na benzo, chyba nei ejst świadoma tego wszystkiego, zaufała lekarzom,
    grzecznie jadla co zapisali, odstawiała co kazali i taki tego skutek, że obeszli
    s^ę z nią jak z worem pyrów albo królikiem doświadczalnym, zerwo wyczucia ze
    strony lekarzy, tylko eksperymentowanie i klepanie pieczątką po recepctach coraz
    to inych. Najgorsze jest to że zaczęło się od nie tak znowu strasznych objawów
    które pewnei bez żadnych leków a z jakąś podporą terapeutyczno- psychologiczną
    same z czasem minęłaby już wieki temu bez większych uszczerbków na zdrowiu.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 23.09.09, 08:32
    Być może twoja hipoteza jest trafna,ale mi się wydaję że nie do końca, zmiana co
    chwile lekarza, to świadome zmienianie leków, po prostu chodzi tak długo aż
    dostanie coś co jej pomaga, i w końcu trafia na benzodi... i pomagają, równie
    dobrze może robić to nie świadomie, organizm się domaga i sam ją prowadzi, jeśli
    nie wie o uzależnieniu tym lepiej dla niej, zespół odstawienny jest
    łagodniejszy, a to że gdyby w ogóle nie trafiła na te leki to było by najlepiej.


    --
    >----------------------------------------------------------------<
    Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi !

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.