Dodaj do ulubionych

wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej?

04.10.09, 07:38
Odkad wiem, ze moje zachowania wynikaja z depresji mam mieszane uczucia
odnosnie jednostki chorobowej. No bo niby latwiej mi zrozumiec, ze mam
biegunke na dzien przed wyjsciem z domu, ze to tylko objaw choroby. Ale za to
strasznie mnie drazni ze przez ta chorobe nie moge zapanowac np. nad drzeniem
ciala w czasie rozmowy z kims. Pol biedy jak to jest ktos, kogo widze pierwszy
i ostatni raz. Wczoraj bylam na uczelni - musialam rozmawiac z ludzmi, z
ktorymi spedze caly semestr a drzenie jest tak silne, ze nie da sie nie
zauwazyc. Latwiej mi w domu jak nie mam motywacji zeby cokolwiek zrobic -
wiem, ze to znow objaw choroby, nie lenistwo. Ale cholery dostaje jak nie moge
sie zmusic do wyjscia z dzieckiem na spacer bojac sie ze kogos spotkam bo
choroba znow daje o sobie znac. To samo jak musze gdzies zadzwonic - przeciez
nie widze rozmowcy, a i tak sie go panicznie boje.
Podsumowujac: czy swiadomosc ze to depresja pomaga Wam w zyciu czy raczej
utrudnia? Przeciez to TYLKO choroba, nie mozna by w wybranych sytuacjach
wylaczac objawow fizycznych?

--
Paula & Zofia & Przemek
Obserwuj wątek
    • elzbieta007 Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 04.10.09, 14:44
      Lucyna ma rację, objawy wskazują raczej na nerwicę, być może z epizodami
      depresyjnymi.

      Rozumiem, że chodzi Ci o to, czy jak trąd, który Cię toczy, nazwiesz "Lepra", to
      będzie Ci łatwiej go znosić? Otóż raczej nie.

      Natomiast wiedząc, jaka to choroba, możesz zacząć ją leczyć. I w tym sensie
      nadanie chorobie nazwy może być pożyteczne.
    • bertrada Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 04.10.09, 15:12
      A skąd pomysł, że to depresja? Co prawda objawy przypominają zaburzenia lękowo
      depresyjne, ale równie dobrze może to być jakaś fobia albo cokolwiek innego.
      Dopóki nie pójdziesz do lekarza, nie dasz się zdiagnozować i nie zaczniesz się
      leczyć, to nic się nie zmieni. Będziesz się męczyć a osoby z otoczenia będą się
      męczyć razem z Tobą.
      A przeciwko depresji przemawia Twoja niechęć do leczenia się i upajanie się
      swoim stanem psychicznym. Depresyjni zazwyczaj dążą do tego żeby się jak
      najszybciej pozbyć swojej przypadłości.
      --
      69 i pół
      • rupiowa Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 04.10.09, 19:53
        bylam u lekarza, zdiagnozowalam sie, podejmuje leczenie, nie sprawia mi
        przyjemnosci moj stan i nie jest mi dobrze jak nie moge nad tym zapanowac.
        Chodzi mi wylacznie o to, ze z jednej strony jest mi latwiej poradzic sobie
        wiedzac ze to choroba a z drugiej wkurza mnie ze to wlasnie ta choroba i ze to
        przez nia reaguje w dziwny sposob. Takie pomieszanie z poplataniem - wiem z czym
        walcze ale przeciwnik mi sie nie podoba.

        --
        Paula
        & Zofia &
        Przemek
      • grosik68 Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 13:58
        Latwiej. Jestem w stanie zrozumiec, co sie ze mna dzieje, skad sie to bierze.
        Wiem, ze to choroba, ze nie jestem wcale beznadziejna, bezsilna i calkiem do
        niczego.
        Jestem w stanie rozpoznac symptomy, wiem ze to przejdzie, ze nie na stale. Zanim
        wiedzialam ze to depresja, myslalam, ze jestem strasznie nieszczesliwa. Teraz
        wiem, ze jestem chora, a to roznica.
        • elzbieta007 Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 16:41
          Jak się zrzuci winę na czynnik zewnętrzny (choroba, bakteria, ufo, inni ludzie),
          to od razu poprawia się samopoczucie. Taka racjonalizacja. Co prawda poprawa
          jest chwilowa, ale co tam! Grunt, że to nie moja wina. I, co najważniejsze, nie
          moja odpowiedzialność. Więc JA nic nie mogę z tym zrobić. Niech się inni
          martwią. Fajna iluzja.
          • bertrada Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 18:21
            Nie do końca. Nikt nie mówi, żeby od razu zrzucać odpowiedzialność na innych,
            usiąść na kanapie z założonymi rękami i zmuszać otoczenie do znoszenia własnych
            humorów. Na zasadzie jestem chora to mi wszystko wolno i cały świat ma mnie
            akceptować taką jaka jestem i jeszcze nadskakiwać mi 24h/dobę.

            Coś jak z alkoholizmem. To, że alkoholik zachowuje się w sposób skandaliczny nie
            jest winą jego złej woli czy złośliwości. Winna jest choroba alkoholowa. I
            zrozumienie tego jest istotne zarówno dla alkoholika jak i jego bliskich.
            Natomiast nie jest jednoznaczne z przyzwoleniem na poalkoholowe ekscesy.
            --
            69 i pół
            • elzbieta007 Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 19:08
              Przykro mi, Berciu, ale nie zrozumiałaś. Jakby nie ten poziom, który podałaś w
              przykładzie alkoholika.

              1. Jestem chora i moje objawy (samopoczucie) wynikają z tej choroby. Choroba
              jest skutkiem CZEGOŚ zewnętrznego w stosunku do mnie (bakteria, uraz, ufo, inni
              ludzie). Choroba minie (wycofają się objawy), jak bakterie zostaną zatłuczone
              antybiotykiem, zrośnie się złamanie, ufo ktoś odstrzeli, a innych ludzi szlag
              trafi. Ktoś (np. lekarz) coś (np. lekarstwo albo działo kosmiczne) zrobi. Ale to
              nie ode mnie zależy.

              2. Moje objawy są skutkiem tego, co jest we mnie. Mojej psychiki, ciała,
              mechanizmów obronnych. Tego, jaka jestem. Jeśli się zmienię, to choroba (objawy)
              ustąpią. Więc jeśli chcę, żeby objawy ustąpiły, muszę się zmienić. Ale to, czy
              się zmienię czy nie, zależy ode mnie. W celu zmiany mogę skorzystać z pomocy:
              leków, lekarzy, terapeutów, magików, Maska albo kapłanów. Ale to do mnie należy
              wybór. I inicjatywa.

              Jeśli nadanie objawom klasyfikacji czy nazwy powoduje zdjęcie ze mnie
              odpowiedzialności za mnie i moje zdrowie - to jest to działanie szkodliwe.

              • bertrada Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 19:47
                Z alkoholikiem to akurat dość adekwatne porównanie. W przypadku każdej choroby
                najważniejsze jest to, żeby być świadomym tego, że jest się chorym. Inaczej nie
                ma szans na wyleczenie. Bo nie będzie się leczył ktoś, kto uważa się za zdrowego.

                Uświadomienie sobie, że jest się chorym i w związku z tym wszystko co nas
                spotyka nie jest naszą winą tylko choroby nie oznacza zwolnienia od
                odpowiedzialności za swoje czyny. Oznacza tylko tyle, żeby zamiast się dołować,
                obwiniać czy szukać winnych wśród otoczenia, zabrać się za leczenie. A po
                wyleczeniu ponaprawiać to co się zepsuło w czasie choroby.

                Natomiast zupełnie czym innym jest postawa osób, które pod pretekstem choroby
                zatruwają życie sobie i otoczeniu. Na zasadzie nic nie jest moją winą, mogę
                robić co mi się podoba bo jestem chora/y i wszystko mi wolno. I za nic nie
                odpowiadam. Na tej zasadzie może działać zarówno alkoholik, którego nie obchodzi
                co robił po pijaku, bo wtedy nie był sobą a za wszystko odpowiedzialny jest
                alkohol a nie on, jak i osoba z zaburzeniami obsesyjnymi, która tyranizuje
                rodzinę. Bo to nie jej wina ze ma potrzebę życia w wyczesanym dywanie po którym
                nie wolno chodzić bo się podepcze. A ponieważ jest chora to wszyscy muszą się
                dostosować do jej hopli i jej nie denerwować, tylko grzecznie chodzić po
                gazetach, żeby przypadkiem ataku nie dostała.
                --
                69 i pół
          • grosik68 Re: wiem ze to depresja - latwiej czy trudniej? 05.10.09, 21:47
            Troszeczke inaczej Elzbieta, a wlasciwie zupelnie odwrotnie. Miesiacami bylam
            chora, nieszczesliwa, samotna, taki zaryczany klebek nieszczesc, kompletne zero,
            bez pracy, sily i motywacji do robienia, zmienienia czegokolwiek, bez wiary, ze
            w ogole mozna cokolwiek zmienic, ze w ogole istnieje dla mnie jakakolwiek
            przyszlosc, a dobrowolna smierc byla jedyna perspektywa, zeby to wszystko zakonczyc.
            Po diagnozie podjelam leczenie - farmakoterapie, pobyt w klinice, psychoterapie.
            W miedzyczasie powoli bralam zycie we wlasne zycie, zamieszkalam sama i
            skonczylam studia (za granica - to bylo nie lada wyzwanie). Momentami bylo
            koszmarnie, ale przez ten caly czas kontynuowalam leczenie. W farmakoterapii
            mialam przerwy. Wszystko zaczelo sie ponad 7 lat temu.
            Fazy depresyne wracaja od czasu do czasu, ale umiem sie z nimi obchodzic, bo je
            znam, bo wiem ze to depresja. Nikt poza mna nie jest odpowiedzialny za moje
            zycie, jest ono w moich rekach. Ale swiadomosc choroby pozwala mi lepiej sie z
            tym obchodzic. Tak samo jak gdy jestem przeziebiona, to biore aspiryne, pije
            duzo cieplej herbatki z cytryna i w ogole cieplo sie trzymam. Swiadomosc jest
            pierwszym krokiem do wyleczenia.
    • jsolt absolutnie łatwiej 08.10.09, 10:03
      Piszesz, że wiesz z czym walczysz ale nie podoba ci się przeciwnik - lepiej
      jednak wiedzieć, z kim/czym walczysz, w przeciwnym razie zawsze będzie to walka
      z wiatrakami.

      Na dzień dzisiejszy ja np. czuję się ogólnie dobrze, i to już od wielu miesięcy,
      choć wciąż przychodzą doły jak kratery na marsie. Ale wtedy już wiem, o co
      chodzi; jak otwieram rano oczy, wszystko jest be, i wiem że nic sensownego
      dzisiaj nie zrobię, to przynajmniej nie dołuję się dodatkowo myśleniem jaka to
      jestem beznadziejna, głupia, leniwa i niezorganizowana - wręcz przeciwnie, gadam
      sama do siebie na zasadzie: "dobra, kobito, nie wyglądasz dziś najlepiej i
      czujesz się jak 'idź stąd', ale teraz jednak ruszysz dupsko, umyjesz zęby,
      weźmiesz psa na spacer i dodatkowo jeszcze po drodze zrobisz zakupy, a potem
      możesz dalej leżeć i gapić się w sufit". Zwykle działa, czyli coś jednak zrobię,
      no i wtedy to czuję się z siebie wręcz dumna, a resztę czasu przeleżę bez
      większych wyrzutów sumienia. Dodatkowo, od razu informuję np. mamę czy
      przyjaciółkę, że chyba się zaziębiłam/boli mnie kręgosłup/mam okres i marnie się
      czuję itp. itd, żeby nie zawracali głowy przez dwa dni (bo w takie dni jak mi
      zadzwoni telefon to mam ochotę wyskoczyć przez okno, o niespodziewanych wizytach
      nie wspominając...).
      W moim przypadku powyższe działa od dawna, a w Twoim - sama musisz obmyśleć
      strategię :-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka