• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Osłabienie

  • 09.07.12, 14:17
    Witam
    Mam pytanie odnośnie osłabienia w nerwicy. Od ponad miesiąca powtarza się u mnie cykl kilku dni kiedy czuje się w miarę dobrze, mam więcej energii do działania. Po tych kilku dniach następuje bez wyraźnego powodu kilka dni osłabienia, senności wraz z bólami mięsni. Choruje na nerwicę od wielu lat ale po raz pierwszy takie coś mi się przydarza.
    Edytor zaawansowany
    • 09.07.12, 14:29
      Hmm podobno się zdarza.

      Ja miałam tak długo, też cyklicznie.
      Zmieniłam sposób odżywania, podnoszę sobie troszkę ciśnienie ( mam bardzo niskie plus kawy pić nie mogę).Walczę z tym jak mogę.
      Ja potrafiłam tak tydzień przespać z małymi przerwami ;)

      Najpierw zrób sobie badania, jak wyjdą ok , będziesz myśleć co dalej .

      • 09.07.12, 16:06
        blackglass napisała:

        > Hmm podobno się zdarza.
        >
        > Ja miałam tak długo, też cyklicznie.
        > Zmieniłam sposób odżywania, podnoszę sobie troszkę ciśnienie ( mam bardzo niski
        > e plus kawy pić nie mogę).Walczę z tym jak mogę.
        > Ja potrafiłam tak tydzień przespać z małymi przerwami ;)
        >
        > Najpierw zrób sobie badania, jak wyjdą ok , będziesz myśleć co dalej .
        >

        Bardzo zdrowo się odżywiam od około pół roku(od kiedy dowiedziałem się że mam Hashimoto). Badania mam w porządku-morfologia bardzo dobra, TSH w normie,FT4 w normie(choć w górnej granicy więc myślę o zmniejszeniu dawki euthyroxu). Nie wiem co jeszcze mogę zrobić bo nie czuje żebym miał depresję:/
    • 09.07.12, 17:08
      Bierzesz leki przeciwdepresyjne? Jesli tak,to może ostatnio zmieniałeś?Ja miałam takie stany osłabienia przy depresji.Nasilał je Cital.Po zmianie leku i gdy minęła depresja,minęło też osłabienie.
      Dla pewności zrób sobie badania poziom żelaza,EKG,hormony tarczycy,morfologia.
      • 09.07.12, 20:20
        a.g.g.a napisała:

        > Bierzesz leki przeciwdepresyjne? Jesli tak,to może ostatnio zmieniałeś?Ja miała
        > m takie stany osłabienia przy depresji.Nasilał je Cital.Po zmianie leku i gdy m
        > inęła depresja,minęło też osłabienie.
        > Dla pewności zrób sobie badania poziom żelaza,EKG,hormony tarczycy,morfologia.

        Wróciłem do leku antydepresyjnego który brałem już wcześniej ale nie do końca czuje jakbym miał depresję(mam czasami napady silnego zmęczenia kiedy zupełnie trace siły ale nie trwają one cały dzień). Wszystkie badania o których napisałaś już zrobiłem(choruję na hashimoto ale badania tarczycy też w porządku).
        • 10.07.12, 09:46
          A jaki to lek? Być może to on powoduje takie stany zmęczenia.
          • 10.07.12, 10:58
            a.g.g.a napisała:

            > A jaki to lek? Być może to on powoduje takie stany zmęczenia.

            Tym lekiemjest amitryptylina. Brałem ją przez prawie 2 ostatnie lata z kilkumiesięczną przerwą. Zacząłem od nowa brać w Styczniu tego roku ale nie pomagało. Później odkryłem że mam chorą tarczycę i bardzo powoli zmniejszałem dawki. Kiedy znów zacząłem się czuć gorzej od nowa zacząłem brać ale nie widzę żeby mi cokolwiek to pomagało:/Ostatnio mam wahania nastroju i kilka dni czuje się w miare dobrze i kilka dni osłabiony. Nie czuje by to była depresja i zaburzenia dwubiegunowe też raczej nie bo kiedy jest lepiej to nie odczuwam żadnej euforii.
        • 02.08.12, 23:13
          to nie depresja, to lamblioza. Pierwotniak giadia lamblia
          • 31.08.12, 06:49
            Osłabienie to niekoniecznie depresja. Lekarze najchętniej to temu przypisują. Można na własne życzenie uzależnić się od leków, a z tego wyjść to masakra. Nie da się ich rzucić od razu, to mogą być lata. Lecz osłabieniu itp można pomóc, bo można przespać cały dzień, nie wiedzieć co robić, gdy ma się podcięte skrzydła. Dlatego ja uważam wiara, pomoc bliskich to jest droga do sukcesu

            ---------------
            czomal
            • 31.08.12, 18:09
              A jak się nie ma pomocy bliskich,to co wtedy? A wiara to taka katolicka,czy generalnie wiara w wyzdrowienie?
              • 31.08.12, 23:03
                oczywiście, że wiara w siebie, a wypominałem na początku, żeby unikać brania leków jeśli się jeszcze nie zaczęło
                • 01.09.12, 10:44
                  Wiara w siebie jest bardzo ważna,ale nie weżmie się znikąd,na pstryknięcie palcami.Nad wiarą w siebie trzeba ciężko popracować,np w trakcie terapii.Pewnośc siebie ,zaufanie do siebie pojawi się z czasem.
                  Mnie to osłabienie Minufe wygląda na objaw nerwicy,nowy objaw,skoro nie było tego wcześniej.Skoro zdrowie fizyczne jest bez zarzutu(tarczyca,badania krwi,serce,układ pokarmowy i inne)są w normie,to może warto sie zastanowić,gdzie jest psychiczna przyczyna takich stanów?Gdzie jest tzw wyzwalacz?Może cos się wydarza,że organizm reaguje osłabieniem,broni się?Nie musi to byc nic wielkiego,czasem wystarczy myśl,a wiadomo że u nerwicowców czy depresyjnych jedna upierdliwa myśl potrafi wiele namieszać.To taka moja lużna fantazja..
                  • 01.09.12, 12:36
                    a.g.g.a napisała:

                    > Mnie to osłabienie Minufe wygląda na objaw nerwicy,nowy objaw,skoro nie było te
                    > go wcześniej.Skoro zdrowie fizyczne jest bez zarzutu(tarczyca,badania krwi,serc
                    > e,układ pokarmowy i inne)są w normie,to może warto sie zastanowić,gdzie jest ps
                    > ychiczna przyczyna takich stanów?Gdzie jest tzw wyzwalacz?Może cos się wydarza,
                    > że organizm reaguje osłabieniem,broni się?Nie musi to byc nic wielkiego,czasem
                    > wystarczy myśl,a wiadomo że u nerwicowców czy depresyjnych jedna upierdliwa myś
                    > l potrafi wiele namieszać.To taka moja lużna fantazja..

                    Jestem pewien że nerwica przyczynia się do tego osłabienia ale z drugiej strony nie mam depresji i nie wiem skąd to się może brać. To osłabienie i zmęczenie przychodzi bez powodu i znika bez powodu. Staram się znaleźć w tym wszystkim jakiś wspólny punkt ale póki co mi się nie udało:/Raz stwierdziłem u siebie niedocukrzenie i poziom cukru spadał mi poniżej 70 gdy zaczynałem się czuć gorzej. Niedocukrzenie minęło a zmęczenie i senność pozostało. Choruje również na niedoczynnośc tarczycy i początkowo leczenie mi pomogło ale objawy identyczne jak miałem w głębokiej nieodczynności powróciły pomimo tego że wyniki badania wskazują że tarczyca jest w dobrej kondycji. Sam już nie wiem co mam robić:/
                    • 01.09.12, 13:46
                      już od dawna chcę to napisać, mam identycznie
                      jakkolwiek ja wmawiam sobie że to wahania hormonów, ale prawda jest taka że też w sumie nie wiem.
                      Są dni że nie mam odwagi zejść z kilku schodków bo czuję że na nie nie będę miała siły wejść z powrotem, a następnego dnia jakby ktoś przełączył przełącznik nic mi nie jest, mogę biegać, ćwiczyć, normalnie funkcjnuję.
                      Nienawidzę tego objawu i nie wiem co można z tym zrobić. Jakby to była nerwica to jakiś schemat powinien w tym być, a zupełnie nie mogę uchwycić zależności z niczym. Do depresji też to nie pasuje, bo zbyt szybko się zmienia. Lekarze olewają, nikt nie ma pomysłu co to może być. Obawiam się że muszę z tym żyć, może kiedyś przypadkiem uda się odkryć co to jest.
                      --
                      verujem ne verujem
                      • 01.09.12, 17:48
                        lucyna_n napisała:

                        > już od dawna chcę to napisać, mam identycznie
                        > jakkolwiek ja wmawiam sobie że to wahania hormonów, ale prawda jest taka że też
                        > w sumie nie wiem.
                        > Są dni że nie mam odwagi zejść z kilku schodków bo czuję że na nie nie będę mi
                        > ała siły wejść z powrotem, a następnego dnia jakby ktoś przełączył przełącznik
                        > nic mi nie jest, mogę biegać, ćwiczyć, normalnie funkcjnuję.

                        Ja się jeszcze nie poddaje i staram się szukać przyczyn takiego stanu. W Październiku idę na kilka dni do szpitala na oddział endokrynolgiczno-daibetologiczny i może tam coś mi znajdą. Wielu ludzi myśli że przyczyną moich ostatnich problemów jest ciągłę myślenie o swoim zdrowiu i strach przed jakąś chorobą i nikt nie potrafi zrozumieć że jest odwrotnie. Czasami wręcz marze żeby któreś badania wyszły źle i żeby mieć jakąś diagnozę i wdrożone leczenie. Mogę być nawet chory na cukrzycę tylko żebym wiedział i nie budził się każdego dnia z niepewnością i myślami czy to będzie ten normalny dzień czy taki w któym będę tylko czekał żeby się skończył.

                        > Nienawidzę tego objawu i nie wiem co można z tym zrobić. Jakby to była nerwica
                        > to jakiś schemat powinien w tym być, a zupełnie nie mogę uchwycić zależności z
                        > niczym. Do depresji też to nie pasuje, bo zbyt szybko się zmienia. Lekarze olew
                        > ają, nikt nie ma pomysłu co to może być. Obawiam się że muszę z tym żyć, może k
                        > iedyś przypadkiem uda się odkryć co to jest.

                        Ja też się czuję jakbym był wytrącony ze schematu nerwicy. Wszystkie moje poprzednie doświadczenia z nerwicą na nic się nie przydają bo nie wiem co to jest i jak temu przeciwdziałać.

                        • 01.09.12, 21:03
                          może znajdziesz przyczynę
                          ja miesiąc temu byłam w takim stanie że jak lekarz rzucił mi podejrzeniem raka jajnika to nawet nie czułam strachu tylko ulgę że teraz się to wszystko wreszcie skończy. Normalnie na myśl o możliwej rychlej śmierci spłynął na mnie niewzruszony spokój, że wkrótce to wszystko się skończy.
                          Okazało się że nie mam raka, ale świadomość że jestem "zdrowa" przywaliła mnei takim ciężarem perspektywy lat znoszenia depresji i innych ch...ni, że aż nie wiedziałam co ze sobą robić. I gdzie tu normalność?

                          --
                          verujem ne verujem
                    • 01.09.12, 14:14
                      Takie osłabienia miałam jeszcze jakiś rok temu,dzień w dzień.To było trudne do zniesienia.Nic mi się nie chciało,zero motywacji,ręką nogą nie miałam siły ruszyć.Minęło przy zmianie leku i w trakcie trwania terapii.U mnie więc mozna wiązać to z depresją.
                      Chociaż teraz tez miewam takie osłabienia,np dziś.Wzięłam się z energią za mycie okien,a tu nagle powietrze ze mnie uszło,mięśnie "zwiotczały",siedzę i ledwo dycham.Nie wiem skąd to.Inni ludzie wokół mnie tak nie mają.Może powinnam zacząć uprawiac jakis sport?Generalnie żeby się wzmocnic i poprawić wydolność organizmu.A może taka nasza uroda?
                      • 01.09.12, 20:58
                        nie wiem, ja dzisiaj miałam w planach wizytę u bardzo fajnych ludzi, czułam się od rana radosna jak szczygieł, ale w połowie drogi poczulam że odpływam, bez żadnego powodu, zaczęłam się robić półprzytomna i jak przekłuty balonik.
                        jak przyjechałam to zamiast cieszyć się miłą atmosferą spotkania w ogrodzie tylko doczołgałam się do najbliższego wyrka i leżałam nie mając siły nawet usiąść, Nawet sie nie bałam, tylko było mi tak strasznie słabo, jakbym nie miała krwi tylko wodę. Strasznie mi było głupio.
                        Nienawidzę tego cholerstwa. Nie chciałam się poddać, ale siły nie da się udawać.,

                        Przyznam że jestem teraz cholernie podłamana. Gdyby nie to że tydzień temu robilabym badania byłabym pewna że to niedoczynność tarczycy, a tak, to nei wiem. Tylko sobie obciach robię, jak tu normalne żyć, jak nadążać za stadem?Jak si ęnie załamać po takiej akcji?
                        --
                        verujem ne verujem
                        • 01.09.12, 21:23

                          A robiłaś z tej "okazji" jakieś inne badania poza tarczycą?Jak szukałem w internecie jakiś innych chorób które dają takie objawy jak ja mam to jest ich setki. W ogóle 90% daje chyba takie same objawy...ehh...A może to jakaś nowa choroba a ja jestem pacjentem zero, który zapoczątkował epidemię?!Zawsze to jakieś osiągnięcie życiowe:)
                          • 02.09.12, 13:10
                            byłam swego czasu z tym u endokrynologa, kardiologa i neurologa
                            nikt nic nie widzi, brak podstaw,
                            gdybym ktoremuś z nich się przyznała do depresji to diagnoza pewnie byłaby właśnie taka "na tle nerwowym"

                            --
                            verujem ne verujem
                          • 05.09.12, 13:38
                            mifune85 napisał:
                            >
                            > W ogóle 90% daje chyba takie same objawy...ehh...A może to jakaś nowa choroba
                            > a ja jestem pacjentem zero, który zapoczątkował epidemię?!Zawsze to jakieś osią
                            > gnięcie życiowe:)

                            Tia, nowa choroba. Chciałabyś. To w takim razie ja mam tę samą ;)
                            I od dłuższego czasu się zastanawiam - nawet już nie jak z niej wyjść - tylko chociaż troszkę ją zaleczyć, bo mnie w końcu wykończy chyba.
                            • 05.09.12, 13:43
                              O właśnie, takie oczywiste a zapomniałam, że dopiero co (jakiś rok temu) musiałam anemię wyganiać. Chyba czas zrobić małe badanko.
              • 01.09.12, 21:34
                generalnie wiara w wyzdrowienie, wszystko tkwi w nas samych
            • 31.08.12, 18:17
              czomal napisał:

              > Osłabienie to niekoniecznie depresja. Lekarze najchętniej to temu przypisują.

              U mnie to osłabienie od 2 miesięcy wygląda tak-kilka lepszych dni kiedy sennośc i osłabienie jest lżejsze lub prawie w ogóle go nie ma i póxniej nadchodzi kilka dni kiedy słaniam się na nogach. Depresja w ten sposób raczej nie działa i trudno też podejrzewać dwubiegunowkę skoro te zmiany przychodzą tak szybko a nawet w tych lepszych chwilach trudno mówić o euforii
    • 02.09.12, 00:10
      Mam dni że kiedy wrócę z pracy zasypiam na siedząco. Nie mam siły na nic. Tylko że w moim przypadku to pewnie jeszcze leki tak działają więc mam na co zwalić to wszystko.
      • 02.09.12, 05:44
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • 02.09.12, 13:09
          eee , na benzo to wiadomo że takie efekty są
          to by mnie wcale nie dziwiło
          dziwi mnie nagła , wręcz napadowa utrata sił, do omdlenia ktorej nie się nie da wytłumaczyć ani lekami, ani stresem, nawet pogodą czy niezjedzeniem śniadania. Równei gwałtownie przychodzi poprawa, na kilka kilkanaście dni, kilka tygodni, a potem znowu gwałtowna zmiana i bezsił.


          --
          verujem ne verujem
          • 02.09.12, 13:26
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • 02.09.12, 14:18
              nie mam żadnego problemu z poziomem cukru, zawsze mam idealny. Do tego odżywiam się już do znudzenia zdrowo, nawet cukrzyk na mojej diecie ciągnąłby elegancko.
              Mówie, nie ma się do czego przypieprzyć.
              --
              verujem ne verujem
              • 02.09.12, 17:49
                lucyna_n napisała:

                > nie mam żadnego problemu z poziomem cukru, zawsze mam idealny. Do tego odżywiam
                > się już do znudzenia zdrowo, nawet cukrzyk na mojej diecie ciągnąłby elegancko
                > .
                > Mówie, nie ma się do czego przypieprzyć.

                Ja też zmieniłem dietę, jem tylko zdrowe rzeczy i zero alkoholu,papierosów itd. a czuje się jakbym miał anemię. Odkąd zdrowo się odżywami tylko wyniki badań się poprawiły i po raz pierwszy w życiu miałem morfologię idealną.
          • 02.09.12, 14:06
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • 02.09.12, 14:16
              chyba się nie rozumiemy,
              jak możesz uprawiać sport kiedy nie masz siły ponieść ręki?
              sport to można uprawiać na stres, w stanach lękowych itd, ale nie kiedy czujesz że zaraz zemdlejesz. Nie chodzi mi o ogólnie kiepskie samopoczucie tylko o stan kiedy jest sie półprzytomnym i idąc do lazienki trzeba w połowie drogi odpocząć.

              --
              verujem ne verujem
              • 02.09.12, 20:48
                jeszcze okazuje się z jakimś durnym trolem pisalam, naprawdę nie czuję się dobrze

                --
                verujem ne verujem
              • 02.09.12, 23:28
                Przepraszam, że zabrałem głos , ale żeby od razu troll to nie elegancko- sensei53
                • 03.09.12, 00:39
                  to za co cię wywalil snajper z wątku?
                  --
                  verujem ne verujem
                  • 03.09.12, 08:34
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • 03.09.12, 12:32
                      a drzewko widziałeś?

                      --
                      verujem ne verujem
    • 03.09.12, 19:21
      Jest wiele chorob tkanki lacznej/kolagenoz, przy ktorych jest sie oslabionym I ma sie nerwice.
      --

      Sprawdz, co slychac w Narnii
      • 13.09.12, 17:41
        Heh, po znajomości zrobiłem sobie kompleksowe badania za freei jak wczoraj nie wiedziałem co mi może dolegać to dzisiaj wiem aż za dużo bo mam kilkanaście wyników ponad normę i kilka poniżej i przynajmniej połowa może powodować moje ciągłe osłabienie i senność...
        • 13.09.12, 17:45
          prawie każdy ma jakieś wyniki poza normami, sek w tym jak bardzo poza i co konkretnei to oznacza, bo bywa że praktycznie niewiele.

          --
          verujem ne verujem
          • 14.09.12, 06:41
            Wlasnie, niewielkie odchylenia wcale nie musza miec wplywu na samopoczucie.
            Ja mialam tragicznie niski poziom zelazo, a czulam sie normalnie.
            A co masz nie w normie?
            --
            How many bears could bear grylls grill if bear grylls could grill bears?
            • 14.09.12, 11:17
              evee1 napisała:

              > Wlasnie, niewielkie odchylenia wcale nie musza miec wplywu na samopoczucie.
              > Ja mialam tragicznie niski poziom zelazo, a czulam sie normalnie.
              > A co masz nie w normie?

              Mam bardzo niski poziom potasu, złe wyniki wątroby i za wysoki cholesterol. Z samopoczuciem u mnie dobrze tylko senność i zmęczenie mnie męczy. Aż za dobrze znam współczesny świat nerwicowca, zwłaszcza w formie wirtualnej by podniecać się złymi wynikami badań i od razu zwalać na to winę za swoje obecne kłopoty. Pewnie większość osób zmagających się z zaburzeniami psychicznymi odwiedział fora typu tarczyca,candida,niedobory itd. gdzie na każdym z osobna można usłyszeć że coś takiego jak nerwica i depresja i wszystko jest spowodowane wyżej wymienionymi chorobami i zaburzeniami. Zwłaszcza jeśli ktoś naprawdę miał źle zdiagnozowaną depresję która okazała się być np.zaburzeniami pracy tarczycy to można być prawie pewnym że zostanie apostołem dobrej nowiny głoszącym tezy że nerwica nie istnieje. Za stary na to jestem(choć mam dopiero 27 lat:) by się nakręcać i podniecać takimi rzeczami
              • 14.09.12, 12:42
                eeee, to ja mam tak od 10 lat, jeszcze za dużo białych krwinek, za mało erytrocytów i czegoś tam, płytek chyba,
                a ta wątroba to bardzo kiepsko czy tak trochę tylko?

                --
                verujem ne verujem
                • 14.09.12, 13:29
                  lucyna_n napisała:

                  > eeee, to ja mam tak od 10 lat, jeszcze za dużo białych krwinek, za mało erytroc
                  > ytów i czegoś tam, płytek chyba,
                  > a ta wątroba to bardzo kiepsko czy tak trochę tylko?
                  >

                  Z wątrobą jest u mnie kiepsko od kilku lat choć nie odczuwam tego jakoś specjalnie boleśnie(więc domyślam się że nie jest jakoś bardzo kiepsko bo u lekarza jeszcze z tym nie byłem). Białych krwinek też mam praktycznie od zawsze ponad normę więc nawet nie zwracam na to uwagi.
                  • 14.09.12, 17:25
                    Depresja w sumie wpływa na pogorszenei pracy calego organizmu, ale kto wie, może Cię tam trochę podreperują i poczujesz się lepiej, choć to wszystko mogą być objawy depresji maskowanej, To się często zdarza ludziom którzy obiektywnie nie mają powodu do depresji, że nie ma specjalnie spadku nastroju tylko są takie różne somatyczne cuda na kiju.
                    Mam nadzieję że będzie Ci lepiej, bo sympatycznym jesteś młodym człowiekiem.

                    --
                    verujem ne verujem
                    • 17.09.12, 13:07
                      lucyna_n napisała:

                      > Depresja w sumie wpływa na pogorszenei pracy calego organizmu, ale kto wie, moż
                      > e Cię tam trochę podreperują i poczujesz się lepiej, choć to wszystko mogą być
                      > objawy depresji maskowanej, To się często zdarza ludziom którzy obiektywnie nie
                      > mają powodu do depresji, że nie ma specjalnie spadku nastroju tylko są takie r
                      > óżne somatyczne cuda na kiju.
                      > Mam nadzieję że będzie Ci lepiej, bo sympatycznym jesteś młodym człowiekiem.
                      >

                      Dziękuje za miłe słowa ale młody to jestem tylko jeśli chodzi o metrykę a czuję się na minimum 50 lat:)Ale to chyba każdy z nas tak ma. Może być tak że jest to depresja maskowana ale raczej nie bo wyniki moich badań wskazują jednak że to nie depresja. Ogólnie czuję się już trochę lepiej i tych lepszych dni kiedy mam więcej energii jest więcej niż tych gorszych
    • 14.09.12, 10:29
      Być może przyczyną twojego samopoczucia jest właśnie hashimoto. Odsyłam do linku: forum.gazeta.pl/forum/w,24776,138815253,,Hashimoto_a_nerwica.html?v=2
      • 14.09.12, 12:43
        już ty go w haszimotowe wariactwa nie wkręcaj
        jeszce tylko candidy brakuje.
        --
        verujem ne verujem
      • 14.09.12, 13:18
        fruzia80 napisała:

        > Być może przyczyną twojego samopoczucia jest właśnie hashimoto. Odsyłam do linku: forum.gazeta.pl/forum/w,24776,138815253,,Hashimoto_a_nerwica.html?v=2

        Mam hashimoto ale robiłem wszystkie badania w przeciągu ostatnich 2 miesięcy 3 razy i zawsze były idealne
        • 31.10.12, 21:42
          Witam
          Odświeżam mój stary wątek bo kilka dni temu wróciłem ze szpitala gdzie(jak zwykle nieudanie) szukałem przyczyn swoich osłabnięć. Z wielu badań takich jak np.krzywa cukrowa wyszło że mam insulinoporność i niewielka hipoglikemia plus złe wyniki cholesterolu i trilicerydów. Póki co lekarze nie kazali mi brać żadnych leków tylko trzymać ścisłą dietę i powtórzyć badania za kilka miesięcy. W sumie to raczej nie jestem forum gdzie powinno się zadawać takie pytania ale może ktoś z was ma podobną diagnozę jak ja więc mam pytanie:Czy trzymanie diety plus ćwiczenia w waszym przypadku poprawiły wyniki badań (a może i samopoczucie)?
          • 31.10.12, 21:46
            biegaj chłopie, biegaj byle nie po lekarzach.
            mi na to "sralis mazgalis- osłabienie" pomaga bieganie, jak czujesz że nie możesz chodzić biegaj, na przekór samopoczuciu.
            albo umrzesz albo żyć będziesz , musi się przeważyć w którąś stronę:))

            z tą dietą to wątpię czy masz złą, jak ktoś jest tak skupiony na swoim zdrowiu to raczej nie żywi się czipsami i zupką chińską robioną w radomiu.
            --
            Challa ki labda phire
            • 31.10.12, 21:58
              lucyna_n napisała:

              > biegaj chłopie, biegaj byle nie po lekarzach.
              > mi na to "sralis mazgalis- osłabienie" pomaga bieganie, jak czujesz że nie moż
              > esz chodzić biegaj, na przekór samopoczuciu.
              > albo umrzesz albo żyć będziesz , musi się przeważyć w którąś stronę:))
              >
              > z tą dietą to wątpię czy masz złą, jak ktoś jest tak skupiony na swoim zdrowiu
              > to raczej nie żywi się czipsami i zupką chińską robioną w radomiu.

              Bieganie źle wpływa u mnie na osłabienie bo od razu zaczyna mi się kręcić w głowie więc zamiast tego wybieram bezpieczniejszą opcję-ćwiczenia w domu:)

              Staram się jeść zdrowo ale zdarzało mi się w momentach zwątpienia podjadać słodycze a teraz mam zamiar trzymać się ściśle diety. Pewnie jak zwykle niewiele pomoże ale i tak lepiej się skupiać na tym niż na czarnych myślach. Już wydawało mi się że poprawiło mi się na dłużej po nowym leku-2 tygodnie bez osłabień a i puls ładnie zniżył się ze 100 na średnio 70 ale i tak znowu mnie te osłabienia zaczęły dopadać
              • 31.10.12, 22:18
                a ja ci mówię, to trzeba przełamać, myślisz że mi się nie kręci? kreci, wszystko mi się dzieje, serce w gardle, płuca rozrywa, ale mówię sobie albo zacznę żyć normalnie albo niech już zdechnę i biegnę dalej, i jakoś mija. I wiesz co, zdecydowanie dobrze mi to robi, na wszystko.
                Oczywiście nie mówię tu o półmaratonie, tylko o rekreacyjnym bieganiu tak trochę biegu do zadyszki, potem szybki marsz, wyrownać oddech i znowu bieg. No i koniecznie dobra muza.
                Wychodzisz, włączasz energetyczny kawałek, bierzesz glęboki oddech, mówisz sobie, jestem zdrowy, nic mi nie jest i lekkim krokiem ruszasz przed siebie. Tych kilkset metrów zanim się zmęczę czuję że jestem zdrowa, normalna, że żyję, i to jest bezcenne.
                Rower też jest dobry, nawet bardzo dobry.
                --
                Challa ki labda phire
              • 31.10.12, 22:26
                ćwiczenia w domu są ok, tylko że nie dadzą ci nigdy tego poczucia wolności, normalności.
                Ty tak naprawdę nie potrzebujesz wzmocnienia mięśni bo z twoim ciałem prawdopodobnie wszystko jest ok, Ty potrzebujesz przełamać coś w głowie, przerwać ciąg natretnych myśli o zdrowiu-chorobie. Tobie potrzebne jest normalne życie, aktywność, żebyś uwierzył napowrót w swoje siły, przestał się bać tych osłabień, zawrotów, i przestał przewidywać kiedy to może wrocić, jak się uchronić, bo w tej chwili najbardziej nie ufasz swojemu organizmowi, spodziewasz się po nim tego że cię zawiedzie w najmniej odpowiedniej chwili, czekasz na cios i tak się to nakręca. Nie myślisz o tym co masz zrobić tylko czy dasz radę to zrobić i wciąż analizujesz, próbujesz znaleźć ciąg przyczynowo skutkowy, może dieta, może suplementy, może jakaś choroba nieznana medycynie, i tak możesz do usranej śmierci szukać i nie znaleźć.
                --
                Challa ki labda phire
                • 01.11.12, 14:59
                  Gdy zacząłem się czuć gorzej kilka miesięcy temu to starałem się "zajeździć" złę samopoczucie fizyczne i psychiczne. Jeździłem każdego dnia po 2-3 godziny rowerem starając się nie zważać na zawroty głowy i silne zmęczenie. Efekt był odwrotny i zamiast poczuć się choć trochę lepiej to zacząłem się czuć gorzej. Dlatego pomyślałem że to może jakaś choroba a nie psychika tym razem szwankuje. Łaziłem po lekarzach, robiłem dziesiątki badań i coś niby tam wyszło nie tak ale za mało by uznać to za przyczynę takiego stanu. Już nie szukam przyczyn tego stanu ze strony swojego organizmu a do szpitala poszedłem tylko dlatego że miałem ten termin zaklepany już kilka miesięcy temu ale od początku wiedziałem że nic nie znajdą. Problem polega na tym że kiedy czuje się lepiej, kiedy mam lepsze dni to nie rozmyślam nad przyczynami tego dlaczego co jakiś czas zaczynam się czuć tak bardzo źle. Przychodzi to samo, jakby bez udziału mojej psychiki i nakręcania się. A gdy jest gorzej to żadne spacery,bieganie, zajmowanie się czymś nie pomaga i pozostaje mi tylko przeczekiwanie aż znowu się poprawi:/
                  • 01.11.12, 15:53
                    Przeczytałem uważnie cały Twój wątek.
                    Twoja historia przypomina moją.
                    Również latałem po lekarzy i po szpitalach szukając przyczyny swojego złego samopoczucia i problemów somatycznych.
                    W szpitalu przez 2 tygodnie badali mnie do bólu.
                    Poza delikatną anemią nie wyszło nic.
                    Ale doświadczona lekarka zasugerowała mi psychiatrę.
                    I to był strzał w 10.
                    Twierdzisz że nie masz depresji.
                    Ja też tak twierdziłem bo nie miałem typowych dla depresji objawów.
                    Niestety depresja to nie grypa z klasycznymi jej objawami.
                    Poczytaj o odmianie depresji która nazywa się DEPRESJĄ MASKOWANĄ, potocznie zwana somatyczną.
                    Kolejną sprawą jest długość leczenia.
                    Od momentu rozpoczęcia do momentu wyzdrowienia minęło u mnie 5 lat.
                    Powoli, systematycznie, krok po kroku dochodziłem do siebie.
                    Oczywiście były momenty lepsze i gorsze.
                    Moim zdaniem powinieneś pójść tropem DEPRESJI MASKOWANEJ
                    • 01.11.12, 16:38
                      iso_1 napisał:

                      > Przeczytałem uważnie cały Twój wątek.
                      > Twoja historia przypomina moją.
                      > Również latałem po lekarzy i po szpitalach szukając przyczyny swojego złego sam
                      > opoczucia i problemów somatycznych.
                      > W szpitalu przez 2 tygodnie badali mnie do bólu.
                      > Poza delikatną anemią nie wyszło nic.
                      > Ale doświadczona lekarka zasugerowała mi psychiatrę.
                      > Twierdzisz że nie masz depresji.
                      > Ja też tak twierdziłem bo nie miałem typowych dla depresji objawów.
                      > Niestety depresja to nie grypa z klasycznymi jej objawami.
                      > Poczytaj o odmianie depresji która nazywa się DEPRESJĄ MASKOWANĄ, potocznie zwa
                      > na somatyczną.
                      > Kolejną sprawą jest długość leczenia.
                      > Od momentu rozpoczęcia do momentu wyzdrowienia minęło u mnie 5 lat.
                      > Powoli, systematycznie, krok po kroku dochodziłem do siebie.
                      > Oczywiście były momenty lepsze i gorsze.
                      > Moim zdaniem powinieneś pójść tropem DEPRESJI MASKOWANEJ

                      Z tego wątku to nie wynika ale lecze się psychiatrycznie od kilku lat a od 2 lat regularnie chodzę do psychiatry. Od miesiąca biorę nowy lek(Moklar) który pomógł tylko tyle że zmniejszył mi puls który miałem średnio około 100 lub wyżej a teraz mam średnio 70. Na te osłabienia jednak nie pomógł za wiele. O depresji maskowanej słyszałem ale objawy nie do końca do tego pasują a i same leki antydepresyjne niewiele pomagają
                      • 01.11.12, 16:53
                        Widzę że znasz odpowiedź na wszystko.
                        Na taką dolegliwość nie ma lekarstwa (bez urazy).
                        • 01.11.12, 17:20
                          iso_1 napisał:

                          > Widzę że znasz odpowiedź na wszystko.
                          Na taką dolegliwość nie ma lekarstwa (bez urazy).

                          Chyba nie zrozumiałem. Z czego wnioskujesz że jestem wszechwiedzący?
                          Odkąd zacząłem się gorzej czuć to równolegle z bieganiem po lekarzach i badaniami leczę się i robie wszystko co się zwykle robi przy depresji bez większych rezultatów.
                          • 01.11.12, 17:41
                            "O depresji maskowanej słyszałem ale objawy nie do końca do tego pasują a i same leki antydepresyjne niewiele pomagają"

                            A ja słyszałem o czymś takim jak dobry lekarz i cierpliwość.
                            Napisałem Ci że to nie jest grypa a leczenie może trwać kilka lat.
                            Piszę to z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA.
                            Najczęstszym błędem jaki robią ludzie chorzy to zmiana leków co chwilę i zmiana lekarzy jak rękawiczki. TO NIE JEST LECZENIE !!!

                            "O depresji maskowanej słyszałem ale objawy nie do końca do tego pasują a i same leki antydepresyjne niewiele pomagają"

                            Właśnie na tym polega depresja maskowana że pod maską różnych dolegliwości somatycznych kryje się depresja.
                            Ja leczyłem się 3 lekami równocześnie przez 5 lat.
                            Ale najważniejszym elementem który doprowadził mnie do sukcesu było zaufanie do lekarza (drugiego a zarazem ostatniego) oraz OGROMNA CIERPLIWOŚĆ.

                            Z tego forum zna mnie Lucyna więc może potwierdzić że byłem w fatalnym stanie w 2006 roku.

                            Ludzie zacznijcie się leczyć normalnie albo przerzućcie się na forum sekt: Candida lub Hashimoto gdzie znajdziecie "porad" jakie Wam pasują w danej chwili
                            • 01.11.12, 18:25
                              iso_1 napisał:

                              "O depresji maskowanej słyszałem ale objawy nie do końca do tego pasują a i sam
                              > e leki antydepresyjne niewiele pomagają"
                              > A ja słyszałem o czymś takim jak dobry lekarz i cierpliwość.
                              > Napisałem Ci że to nie jest grypa a leczenie może trwać kilka lat.
                              > Piszę to z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA.
                              > Najczęstszym błędem jaki robią ludzie chorzy to zmiana leków co chwilę i zmiana
                              > lekarzy jak rękawiczki. TO NIE JEST LECZENIE !!!
                              >

                              W poradni do której chodziłem co 3 miesiące byli inni lekarze więc to nie ja zmieniałem lekarzy jak rękawiczki tylko byłem do tego zmuszony. Od pół roku chodzę do innej poradni gdzie nie ma takiej takiej rotacji. Obecny lekarz powiedział że spróbuje z tym lekiem jaki biorę teraz a jeśli on nie zadziała to spróbuje jeszcze jednego a jeśli i ten nie zadziała to wtedy lepiej żebym dał sobie spokój z braniem leków.

                              O depresji maskowanej i podejrzeniem tego że mogę ją mieć usłyszałem od lekarza. Dodał jednocześnie że raczej to nie jest mój przypadek ale ze względu na to że w przeszłości miałem już problemy nerwicowo-depresyjne to nie można tego u mnie wykluczyć. Stwierdzenie że leki w przypadku depresji maskowanej nie działają odnosi się tylko do mojego pojedynczego wypadku z ostatnich miesięcy a nie ogólnie. Jeśli dany lek nie przynosi praktycznie jakichkolwiek zmian po okresie 1 miesiąca to raczej trudno oczekiwać jakiegoś działania później. Zaleczenie depresji nigdy nie trwa kilka lat i zwykle poprawa powinna przyjść po maksimum kilku miesiącach. Wyleczenie depresji jest chyba słowną pomyłką bo nie można założyć że wyleczenie danego epizodu depresyjnego wyklucza nawrót depresji w ogóle.

                              P.S.Pierwszy lek który zacząłem brać 2 lata temu brałem przez okres około 1,5 roku co nie uchroniło mnie przed nawrotem depresji. W przypadku takich zaburzeń jak ja mam leczenie będzie trwać(z przerwami) pewnie całe życie czego jestem świadomy i w miarę zaakceptowałem ten stan rzeczy.
                              >
                              >
                              > Właśnie na tym polega depresja maskowana że pod maską różnych dolegliwości soma
                              > tycznych kryje się depresja.
                              > Ja leczyłem się 3 lekami równocześnie przez 5 lat.
                              > Ale najważniejszym elementem który doprowadził mnie do sukcesu było zaufanie do
                              > lekarza (drugiego a zarazem ostatniego) oraz OGROMNA CIERPLIWOŚĆ.
                              >
                              > Ludzie zacznijcie się leczyć normalnie albo przerzućcie się na forum sekt: Cand
                              > ida lub Hashimoto gdzie znajdziecie "porad" jakie Wam pasują w danej chwili

                              Jeśli ktoś wybierze się na forum Candidy bądź Hashimoto usłyszy to samo o forach o depresji i nerwicy. Zarówno na forach o innych okołodepresyjnych chorobach(jak Hashimoto) jak i na forach o depresji i nerwicy ludzie szukają tego co im bardziej pasuje w danej chwili i odrzucają(często w sposób agresywny) to co im nie pasuje. To zwykle zajmuje trochę czasu zanim człowiek odrzuci różne złudzenia na temat swojego zdrowia psychicznego. Ja już mam nadzieję przeszedłem wszystkie etapy złudzeń dlatego nie odrzucam z góry różnych opcji, które mi nie pasują jednocześnie nie chcąc zaniedbać bądź sprawdzić tych opcji które są dla mnie, przynajmniej w teorii lepsze.
                              • 01.11.12, 18:40
                                "Zaleczenie depresji nigdy nie trwa kilka lat i zwykle poprawa powinna przyjść po maksimum kilku miesiącach."

                                Bzdury piszesz kolego wszechwiedzący. Znam wiele przypadków osób, którzy wychodzą z depresji po kilku latach. Jak napisałem sam też jestem takim przypadkiem.

                                "Wyleczenie depresji jest chyba słowną pomyłką bo nie można założyć że wyleczenie danego epizodu depresyjnego wyklucza nawrót depresji w ogóle".

                                W/w zdanie jest bez sensu dlatego nie sposób go skomentować.
                                Depresja jest chorobą z której jak najbardziej można się wyleczyć.
                                Co nie wyklucza, że możliwe są nawroty choroby.

                                Reasumując. Mam wrażenie, że w głowie masz mnóstwo teorii ale są one tak wymieszane jak bigos.
                                Różnica między nami jest taka że ja wyleczyłem się a Ty jeszcze nie.
                                Nie udzielam się tutaj dla siebie ale aby pomóc innym.
                                6 lat temu prosiłem na tym forum o pomoc bo nie mogłem dać sobie rady...
                                • 01.11.12, 19:55
                                  iso_1 napisał:

                                  > "Zaleczenie depresji nigdy nie trwa kilka lat i zwykle poprawa powinna przyjść
                                  > po maksimum kilku miesiącach."
                                  >
                                  > Bzdury piszesz kolego wszechwiedzący. Znam wiele przypadków osób, którzy wychod
                                  > zą z depresji po kilku latach. Jak napisałem sam też jestem takim przypadkiem.
                                  >

                                  Także grypę się wyleczą choć to że kiedyś się znowu zachoruje na grypę jest niemal pewne. W przypadku depresji jest często podobnie tylko to co w zasadzie każda osoba cierpiąca na depresję rozumie przez wyleczenie jest to że dany epizod depresyjny minie i co najważniejsze nigdy nie wróci. Jeśli przez wyleczenie się z depresji rozumiesz wyjście z depresji to już 3-krotnie w życiu wyleczyłem się z depresji bo po epizodzie depresyjnym powracałem do normalności i normalnego życia.

                                  > Reasumując. Mam wrażenie, że w głowie masz mnóstwo teorii ale są one tak wymies
                                  > zane jak bigos.
                                  > Różnica między nami jest taka że ja wyleczyłem się a Ty jeszcze nie.
                                  > Nie udzielam się tutaj dla siebie ale aby pomóc innym.
                                  > 6 lat temu prosiłem na tym forum o pomoc bo nie mogłem dać sobie

                                  Mam w głowie mnóstwo teorii bo tego czego się nauczyłem o zaburzeniach psychicznych jest to że nigdy nie można być niczego pewnym do końca. Słowo "niepewność" łączy w zasadzie wszystkie możliwe zaburzenia psychiczne. Jeśli ludzie karmią się złudzeniami, choćby zwalaniem swoich problemów na np.hashimoto, candidę itd. to robią to dlatego by jakoś to nazwać co się z nimi dzieje i uzyskać choć trochę pewności. Przez te złudzenia przechodzi praktycznie każdy. Ja poszukując jakiejś przyczyny somatycznej swoich obecnych zaburzeń nigdy nie miałem złudzeń że moim głównym problemem jest nerwica a to że w ogóle zabrałem się za poszukiwanie pozapsychicznej było wynikiem tego że tym razem moje objawy nie były do końca jednoznaczne. Wyjście z depresji nie jest niczym nadzwyczajnym bo bardzo wielu z nas nie raz już z depresji wychodziło ale bardzo niewielu udaje się unikać nawrotów

                                  P.S.Jeśli twoim głównym celem pobytu na tym forum jest chęć pomocy innym to daruj sobie stwierdzenia typu "Nie udzielam się tutaj dla siebie ale aby pomóc innym." bo nikomu w ten sposób nie pomożesz a większość zirytujesz.
                                • 01.11.12, 20:51
                                  Iso , jak na wyleczonego strasznie się ciskasz, i to Ty zachowujesz się jakbyś zjadł wszystkie rozumy, a Miifune na swoje powody żeby tak a nie inaczej kombinować i nie jest typem histeryka. Za to Ty nie bądź taki pewny swego bo wcale nie jest powiedziane że jesteś wyleczony. Pogadajmy o wyleczeniu za 5 lat.

                                  Depresji w większości przypadkow nie da się wyleczyć raz na zawsze, w przypadku gdy ktoś miał więcej niż dwa epizody to wlaściwie na 100% będzie miał kolejne, Leczenie depresjii innych choroļ psychicznych eufemistycznie można nazwać bardzo iedoskonałym. Może przyszłość przyniesie jakieś nowe odkrycia, nowe leki, na razie jest dość nędznie. Jak źle reagujesz na ssri to praktycznie niewielki wybór, starsza generacja leków otumaniająca z dużą ilością skutków ubocznych. Trudno wtedy mowić o normalnym życiu.
                                  --
                                  Challa ki labda phire
                                  • 01.11.12, 21:17
                                    Tak jest Pani "profesor". Ustawiła mnie Pani w szeregu z innymi depesyjnymi.
                                    Ale pozwoli Pani że będę nadal czuł się wyleczony
                                    Czego wszystkim życzę
                                    • 01.11.12, 21:42
                                      nerwus
                                      --
                                      Challa ki labda phire
                                • 01.11.12, 20:55
                                  iso_1 napisał:



                                  > Nie udzielam się tutaj dla siebie ale aby pomóc innym.

                                  ale żeś walnął teraz jak dzik w sosnę
                                  normalnie misja, z depresji wpadniesz w paranoję, uważaj.


                                  --
                                  Challa ki labda phire
                          • 01.11.12, 18:17
                            Wiesz, Mifune, ja sobie tak myślę że za kilka-kilkanaście, może kilkadziesiąt lat takie przypadki będą diagnozowalne i będzie wiadomo co to właściwie jest i być może okaże się że to naprawdę medycznie jakiś banał, na razie obawiam się jednak że przeczekując możesz stracić kęs życia.
                            Niestety nie na każdego antydepresanty dzialają, wiem, że ruch nie wyleczy ci ę z tego , ale ja piszę tylko o tym co przynosi chwilową ulgę, bo czasem wszystko co można zrobić to znaleźć coś co da kilku, kilkunastominutową ulgę w ciągu dnia. nie namawiam cie do wyczerpujących wielogodzinnych ćiczeń ani nic w tym rodzaju. Ja nie mowię że Tobie się wydaje że się źle czujesz i że nie masz sił, ja wiem że Ty ich naprawdę nie masz i Twoje dolegliwości są realnie odczuwalne. Ale prawda jest taka że jednak bardziej prawdopodobne jest to że to centrum strowania zawodzi, a nie ciało jako takie. Wiesz sprawny samochód bez dopływu paliwa, niby wszystkie części ma w porządku , ale nie pojedzie, coś w ten deseń.
                            --
                            Challa ki labda phire
                            • 02.11.12, 14:38
                              lucyna_n napisała:

                              > Wiesz, Mifune, ja sobie tak myślę że za kilka-kilkanaście, może kilkadziesiąt l
                              > at takie przypadki będą diagnozowalne i będzie wiadomo co to właściwie jest i b
                              > yć może okaże się że to naprawdę medycznie jakiś banał, na razie obawiam się je
                              > dnak że przeczekując możesz stracić kęs życia.

                              Pisząc przeczekuje miałem na myśli nie siedzenie w domu i wpatrywanie się w sufit starając się przeczekać gorsze chwile bo to by mnie doprowadziło szybko do jakiś prób samobójczych. Pisząc przeczekuje miałem na myśli zwolnienie i nie zbytnie forsowanie się. Czasami mam taki koszmar w którym jedynym wyjściem na złagodzenie objawów nerwicy bądź depresji jest ruch i w tym śnie cały czas chodzę na około pokoju nie mogąc się zatrzymać. Mam różne inne "azyle" z których staram się korzystać kiedy jest gorzej poza wysiłkiem fizycznym
                              • 02.11.12, 16:30
                                każdy ma jakieś takie swoje koła ratunkowe, zdrowi też. Tyle że one niewiele zmieniają, czasem powodują że człowiek w nieskończoność trwa w coraz większym zamknięciu. Pozornie daje mu to poczucie spokoju, bezpieczeństwa, a faktycznei buduje coraz większą przepaść pomiędzy nim a światem. Może przyjść taki czas że przeczekiwanie nie przyniesie poprawy, obym się myliła. Ja czasem się zżymałam że nei mam żadnych praw do platnego zwolnienia, renty itd, ale z drugiej strony myślę że to że muszę pracować nie pozwala mi pogrążyć się do końca w chorobie. Bo nie umiałabym ustalić dnia kiedy już jest na tyle dobrze że mogę wrocić do normalnego funkcjonowania. Mam przymus że muszę zrobić rożne rzeczy bez względu na moją ocenę mojego samopoczucia i tak jest lepiej. Bo odkładałabym życie w nieskończoność.
                                --
                                Challa ki labda phire
                                • 02.11.12, 18:59
                                  lucyna_n napisała:

                                  Może przyjść taki czas że przeczekiwanie nie przyniesie poprawy, obym się myliła. Ja czasem się zżymałam ż
                                  > e nei mam żadnych praw do platnego zwolnienia, renty itd, ale z drugiej strony
                                  > myślę że to że muszę pracować nie pozwala mi pogrążyć się do końca w chorobie.
                                  > Bo nie umiałabym ustalić dnia kiedy już jest na tyle dobrze że mogę wrocić do n
                                  > ormalnego funkcjonowania. Mam przymus że muszę zrobić rożne rzeczy bez względu
                                  > na moją ocenę mojego samopoczucia i tak jest lepiej. Bo odkładałabym życie w ni
                                  > eskończoność.

                                  Ustalenie daty powrotu do normalności jest rzeczą bardzo trudną i z doświadczenia wiem że nigdy nie ma takiej dobrej daty bo zawsze wiąże się to z ogromnym stresem. Kiedyś byłem w takiej sytuacji że musiałem wrócić ze zwolnienia do pracy i trochę sie z tym pospieszyłem(lekarz odradzał mi powrót) i po powrocie na palcach jednej ręki mógłbym policzyć dni kiedy czułem się choćby znośnie. Także teraz nie zastanawiałbym się długo nad próbą powrotu do normalności gdyby nie to że w te gorsze dni czuję się jak obezwładniony. Problem jest też taki że kiedyś miałem gdzie wrócić do pracy a w tym momencie byłby to tylko powrót do szukania pracy. Próbowałem już szukać pracy w takim stanie i to był koszmar. Byłem kompletnie rozbity, często nie mogłem nawet usłyszeć pytań osoby prowadzącej rozmowę kwalifikacyjną. Czułem się po tym fatalnie a świadomość tego że w takim stanie nie mam szans na pracę a nawet gdybym znalazł to nie zmieniłoby to mojej sytuacji sprawiło że przestało mi w pewnym momencie na tym zależeć. Od tamtego czasu już kilka razy ponawiałem próby poszukiwania pracy ale nic to nie daje bo te obezwładniające osłabienia nie znikają. Doskonale wiem o czym piszesz bo wiem jak duży wpływ na poprawę życia psychicznego może mieć posiadanie pracy ale w moim przypadku się to nigdy nie sprawdziło i jestem w tym momencie w takiej fazie swojego życia że rozmyślam nad tym czy dalsze próby przebicia się do normalności związanej z pracą ma dalszy sens. Pewnie do tego wrócę kiedy poczuję się lepiej już na dłużej choć też obawiam się tego że się zupełnie pogrążę. Rozwiązaniem tego mogłaby być praca w domu i mam takie wykształcenie że mógłbym się zająć choćby tłumaczeniami bądź korepetycjami ale i z taką pracą jest bardzo trudno
                                  • 02.11.12, 19:39
                                    To wszystko prawda, rozumiem doskonale o czympiszesz. Szkoda że nie umiem Ci niczego pomocnego poradzić, bo sama nie wiem jak sobie dać z tym radę. Mam jednak cichą nadzieję że jakiś antydepresant sprawi jednak mały cud i poczujesz się na tyle stabilnie żeby moc wrocić do zwyklych czynnści bez tego ogromnego trudu. Myślę że to wszystko to jednak jest depresja, w takiej dziwnej, niezbyt typowej formie, i może wkrótce coś zaskoczy jednak na plus.
                                    --
                                    Challa ki labda phire
                                    • 06.11.12, 11:21
                                      lucyna_n napisała:

                                      To wszystko prawda, rozumiem doskonale o czympiszesz. Szkoda że nie umiem Ci ni
                                      > czego pomocnego poradzić, bo sama nie wiem jak sobie dać z tym radę. Mam jednak
                                      > cichą nadzieję że jakiś antydepresant sprawi jednak mały cud i poczujesz się n
                                      > a tyle stabilnie żeby moc wrocić do zwyklych czynnści bez tego ogromnego trudu.
                                      > Myślę że to wszystko to jednak jest depresja, w takiej dziwnej, niezbyt typowe
                                      > j formie, i może wkrótce coś zaskoczy jednak na plus.

                                      Nie ma sprawy. Raczej nie oczekuje że ktoś mi może coś doradzić i choć czasami czuje jakbym już tracił zupełnie siły i nadzieję to może i z depresją jakoś będzie dało się żyć. Ważne dla mnie jest głównie to by zachować jasność umysłu i nie wpadać w histerię bo czasami jak czytam niektóre posty to można się przestraszyć(oczywiście nie dotyczy to ciebie:)
                                      • 06.11.12, 13:55
                                        no coż, jak kiedyś mawiał klasyk "czego się boicie? sami siebie się boicie?"
                                        walcząca od rana z mdłą oblepiejącą słabością
                                        L.
                                        --
                                        Challa ki labda phire
                                        • 10.11.12, 20:00
                                          lucyna_n napisała:

                                          > no coż, jak kiedyś mawiał klasyk "czego się boicie? sami siebie się boicie?"
                                          > walcząca od rana z mdłą oblepiejącą słabością
                                          > L.


                                          Poradźcie coś co mogę zrobić. Biorę od ponad miesiąca lek Moklar, który nie zlikwidował mojej senności i osłabienia ale obniżył mi puls z ponad 100 do około 70. Niestety w ostatnich dniach puls utrzymuje się w okolicach 50 co nie wpływa korzystnie na mój poziom energii. Nie wiem co robić bo nie mam ochoty znów się wybierać do lekarza i zmieniać leku choć chyba będzie trzeba. Co ciekawe od kilku dni staram się ćwiczyć co powinno choć trochę podwyższyć ten puls ale niestety bez efektów
                                          • 12.11.12, 14:31
                                            można skorygować dawkę
                                            --
                                            Challa ki labda phire
                                            • 12.11.12, 15:06
                                              lucyna_n napisała:

                                              > można skorygować dawkę

                                              Biorę dawkę minimalną(300 mg). Tabletek nie można dzielić i teoretycznie w ulotce piszę że lekarz może zmniejszyć dawkę do 150 mg więc to chyba już ostatnia opcja
                                              • 12.11.12, 15:38
                                                ee tam nie można
                                                można można
                                                --
                                                Challa ki labda phire
                                                • 13.11.12, 00:56
                                                  lucyna_n napisała:

                                                  > ee tam nie można
                                                  > można można

                                                  Od dzisiaj biorę tylko 150 mg ale mam taki nastrój że najchętniej rzuciłbym wszystkie leki i poniszczył wszystkie meble:/
                                                  • 13.11.12, 13:46
                                                    znaczy się przypływ sił:)))

                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 13.11.12, 16:50
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > znaczy się przypływ sił:)))
                                                    >

                                                    Raczej rozdrażnienie. Z bycia sennym stałem się śpiący i strasznie bolą mnie kości i mięśnie nóg i gardło jak przy przeziębieniu.
    • 02.11.12, 16:26
      Witaj w klubie. Od czterech lat czuję się coraz gorzej z przerwami na funkcjonowanie gdzieś na 80%. Zjazdy samopoczucia zaczynają się zmęczeniem z apogeum po kilku dniach w postaci uczucia na granicy utraty przytomności z osłabieniem uniemożliwiającym funkcjonowanie. Jestem przebadana jak kosmonauta, a nawet przez rok leczona na schorzenie hormonalne z uwagi na wyniki na granicach norm. Ostatnio wylądowałam w szpitalu po kolejnym ohydnym zjeździe - diagnozę obalono, leki odstawiono, zaproponowano konsultację psychiatryczną. Lekarz stwierdził zaburzenia lękowe z somatyzacją. Kompletnie nie wierzę w tę diagnozę, ale biorę leki jak przykazał. Dwa antydepresanty i na krótko clona, którego już zaczynam odstawiać, bo boję się go bardzo. W momencie zdychania - wyniki wzorowe, serce ok, ciśnienie, hormony. Czary mary?
      Nerwicowe typowe objawy miewam od niedawna, kojarzyłam to z przerażeniem własną niemocą, tym, że moje życie kręci się wokół zagadki: "czy dziś dam radę podołać obowiązkom, czy znowu ewakuacja, zwolnienie, cyrki?". Z pewnością leki pomogą mi znieść to wszystko, ale czy wyleczą fizyczne dolegliwości? Czekam. Na razie 2 tygodnie leczenia.
      • 02.11.12, 19:08
        noxnegra napisała:

        > Witaj w klubie. Od czterech lat czuję się coraz gorzej z przerwami na funkcjono
        > wanie gdzieś na 80%. Zjazdy samopoczucia zaczynają się zmęczeniem z apogeum po
        > kilku dniach w postaci uczucia na granicy utraty przytomności z osłabieniem uni
        > emożliwiającym funkcjonowanie. Jestem przebadana jak kosmonauta, a nawet przez
        > rok leczona na schorzenie hormonalne z uwagi na wyniki na granicach norm. Ostat
        > nio wylądowałam w szpitalu po kolejnym ohydnym zjeździe - diagnozę obalono, lek
        > i odstawiono, zaproponowano konsultację psychiatryczną. Lekarz stwierdził zabur
        > zenia lękowe z somatyzacją. Kompletnie nie wierzę w tę diagnozę, ale biorę leki
        > jak przykazał. Dwa antydepresanty i na krótko clona, którego już zaczynam odst
        > awiać, bo boję się go bardzo. W momencie zdychania - wyniki wzorowe, serce ok,
        > ciśnienie, hormony. Czary mary?
        > Nerwicowe typowe objawy miewam od niedawna, kojarzyłam to z przerażeniem własną
        > niemocą, tym, że moje życie kręci się wokół zagadki: "czy dziś dam radę podoła
        > ć obowiązkom, czy znowu ewakuacja, zwolnienie, cyrki?". Z pewnością leki pomogą
        > mi znieść to wszystko, ale czy wyleczą fizyczne dolegliwości? Czekam. Na razie
        > 2 tygodnie leczenia.

        Masz w zasadzie identyczne objawy jak ja ale z tego co rozumiem nigdy nie leczyłeś się psychiatrycznie a ja już leczyłem się w ten sposób. Jeśli wykluczyłeś praktycznie wszystkie możliwości poza psychiką to myślę że leki antydepresyjne powinny ci pomóc. Ja czuje już niewielką poprawę ale to jeszcze nie to. Miałem 2 lata temu taką sytuację kiedy takie objawy jak mam teraz połączyły się z silnymi stanami lękowymi i czułem się przez kilka miesięcy cały czas jakbym był na granicy omdlenia. Teraz już trzymam się psychicznie na poziomie choć to cierpienie związane z tym osłabieniem jest bardzo duże ale staram się jak mogę nie wpadać w ataki paniki bo to naprawdę może się skończyć omdleniami. Także i tobie opieka psychiatryczna z pewnością pomoże ale na ile to nikt raczej nie zna odpowiedzi.
        • 23.11.12, 01:21
          Czy ktoś mógłby mi polecić jakiś lek, który mógłby zadziałać w moim przypadku bo jestem już kompletnie załamany i z czasem mój stan się tylko pogarsza pomimo zmiany leków. Nic w moim przypadku nie trzyma się kupy bo polepszenie przyszło przez pierwsze 2 tygodnie kiedy powinienem się czuć coraz gorzej przez skutki uboczne a jak minął ten czas to poczułem się naprawdę źle. Do osłabienia doszły bóle mięśni(zwłaszcza nóg i chodzenie sprawia mi ból) i silny ból gardła. Nie obawiam się żadnej groźnej choroby ani nie mam lęków na tym tle ale jestem coraz bardziej podłamany bo za każdym epizodem depresyjnym jest coraz trudniej i coraz dłużej to trwa.
          • 23.11.12, 08:23
            Biorę od miesiąca z kawałkiem paroksetynę i na noc mirzaten. Czuję się chyba silniejsza, rano łatwiej wstać, do tego nie ma porannego przerażenia "czy dam dziś radę?". Mogę też wziąć głęboki oddech. Mam trochę skutków ubocznych, ale coś za coś. Wieczorem też nie jestem tak skonana jak wcześniej. Dalej mam psychiczny opór przed wysiłkiem, boję się źle poczuć. Ale ja naprawdę wykluczyłam setki chorób. Podchodzę jednak do leczenia z dystansem, miewałam już okresy lepszej formy, po czym złe samopoczucie wracało skutkując załamaniem.
          • 23.11.12, 08:52
            Czy Ty nie masz czasem boreliozy? to jakos tak pasuje nawet, choć boje sie ciebie wkrecac bo i diagnostyka i leczenie wcale nie takie proste, a objawy często mylące, jakkolwiek może przypominasz sobie tzw rumień po ukąszeniu kleszcza,to warto wywalić kasę i zrobić badania pod tym kątem, choć podobno wykrywalność we krwi jest na poziomie 30-40 procent.
            --
            Challa ki labda phire
            • 23.11.12, 09:50
              A jak już zbadasz czy nie masz boreliozy to poszukaj dalej.
              Jest tyle pięknych dolegliwości jak choćby candida.
              No co jak co ale po Tobie Lucyna nie spodziewałem się takich pierdół.
              • 23.11.12, 12:13
                Lucyna o mnie dba więc nie odmówi mi boreliozy:)Do lasu chodzę często i wiele razy byłem pogryziony przez kleszcze ale nie przypominam sobie rumienia choć kiedyś nie uważałem na swoje zdrowie i jeśli nie miałem objawów natychmiast to mogłem to zignorować. Staram się jakoś trzymać i nie popadać zbyt głęboko w depresje i lęk ale tych objawów fizycznych nie ubywa tylko przybywa
                • 23.11.12, 16:13
                  ja ci am nie wmawiam, bo wiem że to rzadka choroba, ale jakoś tak mi przyszła do głowy.
                  --
                  Challa ki labda phire
                  • 23.11.12, 16:26
                    lucyna_n napisała:

                    > ja ci am nie wmawiam, bo wiem że to rzadka choroba, ale jakoś tak mi przyszła d
                    > o głowy.

                    Nie odebrałem tego jako wmawianie choroby i problem polega tylko na tym że badania na boreliozę są drogie i mało skuteczne. Wiele razy byłem ugryziony przez kleszcze i mogłem mieć rumień który zignorowałem ale wszystko rozbija się o pieniądze, których jeśli nie mogę pracować to nie mam za dużo. Chyba że zrobie zrzutę w rodzinie na badanie bo te objawy stają się nie do wytrzymania
                    • 23.11.12, 16:35
                      są drogie i wykrywają tylko 30-40 procent, to jest fakt, ale cholera wie, a nóż rzeczywiście.
                      Owszem na forum borelioza jest jak w chacie szmana, ale sama choroba jednak jest medycznym faktem gorzej właśnie z diagnostyką i leczeniem. Trochę to przypomina diagnostykę i leczenie chorób psychicznych, w ciemno.

                      --
                      Challa ki labda phire
              • 23.11.12, 16:12
                borelioza jest bardzo konkretną chorobą, tyle że nie tak czestą jak się ludziom wydaje, ale zdarza się i wiem w czym tu pierdoła. W późnym stadium daje podobne objawy jak opisuje Mifune czy się to tobie podoba iso czy nie.
                --
                Challa ki labda phire
                • 15.12.12, 13:01
                  lucyna_n napisała:

                  > borelioza jest bardzo konkretną chorobą, tyle że nie tak czestą jak się ludziom
                  > wydaje, ale zdarza się i wiem w czym tu pierdoła. W późnym stadium daje podobn
                  > e objawy jak opisuje Mifune czy się to tobie podoba iso czy nie

                  Już kilka razy wybierałem się na badania w kierunku boreliozy ale nie zrobiłem ich bo cały czas mam wrażenie że są niepotrzebne i że może lepiej spróbować jeszcze z jakimś innym lekiem antydepresyjnym. Te objawy które opisałem wcześniej są coraz silniejsze:/
                  • 15.12.12, 15:36
                    sąk w tym że te testy są bardzo drogie i jakby cena nie była jedyną przeszkodą nie są zbyt skuteczne, negatywny wynik właściwie nic nie musi oznaczać, co gorsza pozytywny też. Mam wrażenie że o tej i podobnych chorobach najwiecej wiedzą weterynarze.
                    --
                    Challa ki labda phire
                    • 19.12.12, 00:52
                      lucyna_n napisała:

                      > sąk w tym że te testy są bardzo drogie i jakby cena nie była jedyną przeszkodą
                      > nie są zbyt skuteczne, negatywny wynik właściwie nic nie musi oznaczać, co gors
                      > za pozytywny też. Mam wrażenie że o tej i podobnych chorobach najwiecej wiedzą
                      > weterynarze

                      Aż tak bardzo drogie nie są ale ich wątpliwa skuteczność i tak mnie odstrasza. Na dodatek lekarz rodzinny kazał mi zrobić teraz inne równie drogie badania i też bije się z myślami czy nie lepiej to wszystko olać choć mój stan się pogarsza i nie będę miał innego wyboru.
                      • 19.12.12, 13:37
                        dla mnie 180 zł to jednak wysoka cena za badanie ktore może a nie musi coś tam wykazać.
                        --
                        Challa ki labda phire
                        • 20.12.12, 21:57
                          lucyna_n napisała:

                          > dla mnie 180 zł to jednak wysoka cena za badanie ktore może a nie musi coś tam
                          > wykazać

                          Dla mnie tym bardziej. Póki co jestem świeżo po wizycie u psychiatry i mam zmianę leku na efevelon(wenlafaksyna)+symla. Zapisałem mi też coś na nerwy z bromem ale mam wrażenie i doświadczenia że wszystko ziołowe jest tak naprawde do dupy.
                          • 20.12.12, 22:07
                            brom chyba nie jest ziołowy:) w woju podobno kiedyś był obowiązkowy do herbaty

                            co do ziół, to ja akurat nie uważam że leki roślinne są słabe, np morfina słaba nie jest, a roślinna, są chemioterapie oparte na substancjach pochodzenia roślinnego itd, ale na depresję taka swojska melisa to faktycznie żałośnie mało.

                            --
                            Challa ki labda phire
                          • 20.12.12, 22:09
                            wenlafaksyne też rozważam, bo podobno dobrze działa przeciwlękowo, i da sie na tym żyć kiedy inne leki nie bardzo skutkują. Kilka dobrych opinii o niej czytałam, ale jak wiadomo w psychiatrii tylko osobiste doświadczenia się liczą, bo co jednemu miód drugiemu trucizna.
                            --
                            Challa ki labda phire
                            • 20.12.12, 22:19
                              lucyna_n napisała:

                              > wenlafaksyne też rozważam, bo podobno dobrze działa przeciwlękowo, i da sie na
                              > tym żyć kiedy inne leki nie bardzo skutkują. Kilka dobrych opinii o niej czytał
                              > am, ale jak wiadomo w psychiatrii tylko osobiste doświadczenia się liczą, bo co
                              > jednemu miód drugiemu trucizna

                              Ja podchodzę do tego bez emocji bo nie wierze po prostu że jakiś antydepresant może wyeliminować to co mnie najbardziej męczy czyli nadmierną senność i osłabienie. Przy poprzednim leku zacząłem się czuć lepiej na kilka dni zanim zacząłem go brać i przez pierwsze 2 tygodnie a potem było już tylko gorzej. A powinno być przecież odwrotnie i dlatego mam małe zaufanie do leków
                            • 20.12.12, 22:31
                              Który by to był antydepresant ciekawa jestem....albo który raz można pokładać nadzieje w leku jakimś...


                              • 26.12.12, 22:15
                                tlenoterapia napisała:

                                > Który by to był antydepresant ciekawa jestem....albo który raz można pokładać n
                                > adzieje w leku jakimś...
                                >

                                Lek nazywał się Moklar. Teraz jestem od 5 dni na wenlafaksynie i nie czuje żadnej zmiany i nawet nie doszły jakieś nowe objawy w postaci skutków ubocznych. Ludzie często narzekają że nowe leki na początku źle na nich działają a mnie to rzadko spotyka. Chyba dlatego że nie nakręcam się tym zbytnio i nie podchodze do nowych leków ani z lękiem ale też bez specjalnych nadziei
                                • 30.12.12, 15:09
                                  Właśnie , w sumie tez łykam coś co nie działała - to się nazywa wyrzucanie pieniędzy w błoto.
                                  A takie "falowanie samopoczucie , ze jest parę dni jak by oki parę dolowato depresyjnie to tak raczej juz jest w depresji trochę odpuszcza i za chwile dusi.
                                  Chyba ze masz inny problem jakaś infekcja , wirusy ,jakiś pasożyt czy inny pierwotniak - jak mięśnie nogi bolą..
                                  --
                                  "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
    • 29.12.12, 17:09
      mifune85 napisał:

      > Witam
      > Mam pytanie odnośnie osłabienia w nerwicy. Od ponad miesiąca powtarza się u mni
      > e cykl kilku dni kiedy czuje się w miarę dobrze, mam więcej energii do działani
      > a. Po tych kilku dniach następuje bez wyraźnego powodu kilka dni osłabienia, se
      > nności wraz z bólami mięsni. Choruje na nerwicę od wielu lat ale po raz pierwsz
      > y takie coś mi się przydarz
      Prawdopodobnie jesteś jeszcze młodą osobą i organizm do pewnego momentu daje rade a potem następuje osłabienie i czujesz się żle. Miałam podobne objawy że musiałam pomyśleć gdzie mieszkam. jeżeli nie pomożesz swojemu układowi nerwowemu choroba będzie się nasilać. halina.vis@gazeta.pl
      • 29.12.12, 17:17
        halina.vis napisał:

        > Prawdopodobnie jesteś jeszcze młodą osobą i organizm do pewnego momentu daje ra
        > de a potem następuje osłabienie i czujesz się żle. Miałam podobne objawy że mus
        > iałam pomyśleć gdzie mieszkam. jeżeli nie pomożesz swojemu układowi nerwowemu c
        > horoba będzie się nasilać. halina.vis@gazeta.pl

        W tym roku skończę 28 lat więc taki młody nie jestem a o układ nerwowy dbam bardzo od wielu lat, bez specjalnych efektów niestety
        • 29.12.12, 17:33
          mifune85 napisał:

          > halina.vis napisał:
          >
          > > Prawdopodobnie jesteś jeszcze młodą osobą i organizm do pewnego momentu d
          > aje ra
          > > de a potem następuje osłabienie i czujesz się żle. Miałam podobne objawy
          > że mus
          > > iałam pomyśleć gdzie mieszkam. jeżeli nie pomożesz swojemu układowi nerwo
          > wemu c
          > > horoba będzie się nasilać. halina.vis@gazeta.pl
          >
          > W tym roku skończę 28 lat więc taki młody nie jestem a o układ nerwowy dbam bar
          > dzo od wielu lat, bez specjalnych efektów niestety
          No to masz moją pocztę i napisz a ja podam Ci swój numer tel. i powiem co z tym masz zrobić Tylko jutro możemy porozmawiać bo dzisiaj o 20 mam sympozjum i nie będę mogła rozmawiać.
          • 29.12.12, 22:11
            halina.vis napisał:

            > No to masz moją pocztę i napisz a ja podam Ci swój numer tel. i powiem co z tym
            > masz zrobić Tylko jutro możemy porozmawiać bo dzisiaj o 20 mam sympozjum i nie
            > będę mogła rozmawiać.

            Dziękuje za propozycje ale nie skorzystam. Rad na temat walki z nerwicą wystarczy mi już na wiele lat
            • 30.12.12, 01:15
              zwłaszcza takich dawanych pokątnie.
              --
              Challa ki labda phire
            • 31.12.12, 16:06
              przepraszam ale do zdrowia i do pieniędzy nikogo się nie zmusza. życzę zdrowia w 2013
              • 31.12.12, 20:10
                foch!
                --
                Challa ki labda phire
                • 05.01.13, 21:10
                  Po 2 tygodniach brania wenlafaksyny i małej nadziei że może coś się zmienia na lepsze wczoraj i dzisiaj wszystko wróciło czyli wyczerpanie po przebudzeniu, silna senność w ciągu dnia i ból mięśni i stawów tak silny że ledwie mogę chodzić. Wypłakałem się nawet narzeczonej z tej bezsilności co dawno mi się nie przydarzyło. Mam jeszcze opcje zwiększenia dawki z 75 mg na 150 mg ale zaczynam mieć wątpliwości czy jest w tym jakiś sens. Chyba potrzebuje wsparcia...
                  • 05.01.13, 23:16
                    ten ból mięśni i stawów to jednak jest mało typowy objaw depresji, naprawdę przydałby się sprytny wracz bo naprawdę coś już powinno zaadziałać.
                    --
                    Challa ki labda phire
                    • 06.01.13, 07:07
                      lucyna_n napisała:

                      > ten ból mięśni i stawów to jednak jest mało typowy objaw depresji, naprawdę prz
                      > ydałby się sprytny wracz bo naprawdę coś już powinno zaadziałać

                      Co to znaczy wracz bo nie zrozumiałem?Chyba tracę już powoli nadzieje na poprawe tylko niech nie będzie gorzej bo nawet stan sprzed kilku miesięcy był znośny w stosunku do tego co sie dzieje teraz. Praktycznie przestałem już spać bo trudno nazwać 2-3 godziny makabrycznych koszmarów po którym gwałtownie się wybudzam i nie jestem w stanie już zasnąć. A jeśli mimo to zasnę to po przebudzeniu jest koszmar. Zwłaszcza zaśnięcie w dzień powoduje znacznie większe zmęczenie a bóle stają się wtedy nie do zniesienia. Przy lękach można zawsze było wziąć tabletkę na uspokojenie a od tego co jest teraz nie ma ucieczki:/
                      • 06.01.13, 14:38
                        lekarz, zapomniałam że Ty jesteś młodsze pokolenie.
                        Martwię się o Ciebie, bardzo silne masz te objawy, czy żaden lek nie pozwala Ci zasnąć bez tych koszmarów, neuroleptyki też nie? Może jednak leki starszej generacji, o ile już ich nie próbowaleś. Po takim lerivionie większość ludzi śpi jak zabita.

                        --
                        Challa ki labda phire
                        • 06.01.13, 14:53
                          lucyna_n napisała:

                          > lekarz, zapomniałam że Ty jesteś młodsze pokolenie.
                          > Martwię się o Ciebie, bardzo silne masz te objawy, czy żaden lek nie pozwala Ci
                          > zasnąć bez tych koszmarów, neuroleptyki też nie? Może jednak leki starszej gen
                          > eracji, o ile już ich nie próbowaleś. Po takim lerivionie większość ludzi śpi j
                          > ak zabita.

                          Nie takie młodsze. 28 lat mi już stuknie w Kwietniu tego roku:) Brałem kiedyś lerivon i rzeczywiście spałem jak zabity ale obżerałem się do nieprzytomności a musze trzymać dietę za wszelką cenę. Na plus po wenaflaksynie zmieniło się to że zasypiam w max godzinę a nie męcze się po 3-4 godziny jak wcześniej. Tylko wybudzam się około 5-6 i potem trudno mi zasnąć. Dzisiaj wybudziłem się o 5 i wstałem a później znów zasnąłem koło 8 i wstałem około 12. Koszmary choć dość makabryczne mnie tak nie ruszają tylko budze się niewyspany choć akurat w tym momencie czuje się w miarę rześki:)Robie od dzisiaj operacje zwiększenie dawki wenaflaksyny do 150 mg i zwiększenia dawki Somy do 2 tabletek(tak mi zalecał lekarz jakby obecne dawki nie przynosiły efektu) i na próbę odstawie lek na nadciśnienie(propranolol) i zobacze co będzie. Dziękuje za troskę Lucyna:)
                          • 06.01.13, 15:55
                            No to trzymaj się jakoś, może dołóż do tego jakieś multiwitaminy, tran, czasem z głupia frant pomagają trochę takie suplementacje. Oby było lepiej.
                            --
                            Challa ki labda phire
                            • 06.01.13, 22:28
                              lucyna_n napisała:

                              > No to trzymaj się jakoś, może dołóż do tego jakieś multiwitaminy, tran, czasem
                              > z głupia frant pomagają trochę takie suplementacje. Oby było lepiej

                              Suplementuje się stale w ramach diety której się trzymam. Dzisiaj był dośc dobry dzień i co najważniejsze senność się zmniejszyła i puls się podwyższył. Może więc propranolol tak obniżał mi ten puls i chociaż ten problem się rozwiąże
                              • 14.01.13, 12:47
                                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                • 14.01.13, 13:13
                                  tzw higiena snu to podstawa, podobnie jak techniki relaksacji, ale myślę że akurat Mifune o tym dobrze wie.
                                  --
                                  Challa ki labda phire
                                  • 23.01.13, 11:50
                                    Jestem od wczoraj na dawce 100 mg Symli(udało mi się przekonać mojego psychiatrę do zwiększenia tej dawki i jest on jednym z nielicznych psychiatrów których spotkałem którzy starają się słuchać pacjenta). Rozmawiałem z nim także na temat tego ChAD-u typu II o którym mówiłaś Lucyna ale on na razie skłania się nadal bardziej do zaburzeń depresyjnych. Odczuwam działanie leków i czuje się tak uspokojony jak zwykle się czułem w przeszłości kiedy leki zaczęły działać. Niestety problemy ze snem nadal burzą wszystko pomimo zwiększenia dawki. Dostałem od niego receptę na lek Tricitto w razie jakby zwiększenie dawki Symli nie podziałało na jakoś snu i chyba będę musiał ją wykupić bo na razie nie czuję dużej różnicy. Ostatnio zauważyłem pewną prawidłowośc w moich zaburzeniach snu. Zawsze wybudzam się po 3-4 godzinach snu i albo nadal leże w łóżku będąc w pół śnie z mnóstwem koszmaru albo budze się, siedze kilka godzin i kłade się ponownie koło 10-tej. Kiedy śpię w dzień a wtedy z łatwością zasypiam i śpię głeboko to później do końca dnia jestem bardzo zmęczony, strasznie osłabiony i jeszcze bardziej śpiący. W takich chwilach nachodzą mnie czarne myśli i kompletne znięchęcenie do jakichkolwiek prób radzenia sobie z tym wszystkim.
                                    • 23.01.13, 16:53
                                      za bardzo to wszystko analizujesz, sen bardzo nie lubi jak się na nim skupiać, wtedy już na bank człowieka odbiega, albo zamienia się w jakieś majaki niczym w malignie.
                                      Czy Ty wogóle masz coś do zrobienia na dany dzień, czy tak tylko budzisz się, leżysz i wiesz ża masz tylko doczekać do wieczora żeby znów zasnąć, obudzić się i znów nie mieć nic w perspektywie, ewentualnie czekasz na to aż narzeczona wroci i jakoś coś wymyśli, do czegoś zmobilizuje, coś się zadzieje? Nie mowię tu o żadnych wielkich dzielach, ale czy wogóle próbujesz wyznaczać sobie jakieś choćby małe cele do zrealizowania? Wiesz na zasadzie czuję że mogę zrobić jeden krok to zrobie 2, itd? czy próbujesz jakoś dążyć do normalnego trybu życia czy tak już tylko płyniesz, położyłeś kreskę na pracy na jakimś samokształceniu, no czymkolwiek co zbliżyłoby cię do stada? Bo z mojego doświadczenai wynika że człowiek bez pewnej rutyny, bez zadań do wykonania rozpada się na miliard kawałków, i rozpaść się i rozprząc jest niestety bardzo łatwo, a zacząć się zbierać bardzo trudno. Nie czekałabym na mityczne zdrowie, ja raczej stawiam na maksimum aktywności pomimo choroby. Dobrym ćwiczeniem jest zapisać wieczorem wszystko co się udało co się zrobiło mimo złego samopoczucia, i czasem jest tego bardzo mało, ale nawet jedna sensowana czynność powoduje u mnie podniesienie na duchu że ten dzień mi si enie zmarnował, że coś w nim jednak zrobiłam, że jakoś tam go przeżyłam, Było 10 godzin wegetacji, ale 1 godzina kiedy udało się zrobić coś konstruktywnego. Dobrze jest też zrobić plan, dostosowany do sił i odrobinkę je przekraczający, żeby podjąć jakieś wyzwanie i poczuć satsfakcję z powodzenia akcji, dla mnie kiedyś takim wyzwaniem potrafiło być wyniesienie śmieci, wyjście za próg domu, potem przejście 100 metrów, potem przebiegnięcie 100 metrów itd, od rzemyczka do koniczka. Jak zrobilam krok w tył to przynajmniej wiedziałam na jaki tor wrócić,
                                      Tak sobei tylko piszę, chyba trochę dla siebie, nei odpowiadaj mi tu na forum, bo to sobie człowiek sam musi przemyśleć i odpowiedzieć na pytanie co robi ze swoim czasem i jedynym życiem jakie ma.
                                      Bardzo otrzeźwiło mnie kiedyś stwierdzenei mojego męża że jego znajomy ktory jeździ na wózku i ma tylko jedną rękę sprawną więcej korzysta z życia niż ja. I nie chodziło mu o wytkniecie mi lenistwa tylko tak po prostu stwierdził fakt, ale mną to wstrząsnęło, pomyślalam że trzeba pożegnać się z czekanem na popraw, nikt mi nigdy przecież nie obiecywał całkowitego powrotu do zdrowia i jest to tak mało prawdopodobne, że albo będę grać tymi kartami co mam, albo mogę gorzko pożałować już wkrotce że zmarnowalam więcej niż niejeden człowiek by marzył żeby kiedykolwiek mieć.
                                      --
                                      Challa ki labda phire
                                      • 23.01.13, 18:33
                                        lucyna_n napisała:

                                        > za bardzo to wszystko analizujesz, sen bardzo nie lubi jak się na nim skupiać,
                                        > wtedy już na bank człowieka odbiega, albo zamienia się w jakieś majaki niczym w
                                        > malignie.
                                        > Czy Ty wogóle masz coś do zrobienia na dany dzień, czy tak tylko budzisz się, l
                                        > eżysz i wiesz ża masz tylko doczekać do wieczora żeby znów zasnąć, obudzić się
                                        > i znów nie mieć nic w perspektywie, ewentualnie czekasz na to aż narzeczona wro
                                        > ci i jakoś coś wymyśli, do czegoś zmobilizuje, coś się zadzieje? Nie mowię tu o
                                        > żadnych wielkich dzielach, ale czy wogóle próbujesz wyznaczać sobie jakieś cho
                                        > ćby małe cele do zrealizowania? Wiesz na zasadzie czuję że mogę zrobić jeden kr
                                        > ok to zrobie 2, itd? czy próbujesz jakoś dążyć do normalnego trybu życia czy ta
                                        > k już tylko płyniesz, położyłeś kreskę na pracy na jakimś samokształceniu, no c
                                        > zymkolwiek co zbliżyłoby cię do stada?

                                        Napisałaś żebym nie odpisywał ale oczywiście nie posłucham tym bardziej że lepiej odpisać niż potem analizować w głowie zarówno to co napisałaś jak i moją odpowiedź:)Jako nerwico-depresyjniak z jakimś już stażem doskonale zdaje sobie sprawę że nie da się wydobrzeć nawet z najlepszym i najlepiej działającym lekiem bez wychodzenia na dwór. Trzeba sprawdzić w realnym świecie czy rzeczywiście jest jakaś poprawa. Choćbym nie wiem jak źle się czuł mam zawsze kilka punktów dnia które muszę wykonać: pójść do sklepu na zakupy,na krótki spacer do pobliskiego parku, zrobić obiad,porozmawiać na Skypie z bratem czy mamą i kilka innych spraw które akurat danego dnia muszę załatwić. W weekendy zwykle jadę do swojej rodziny lub rodziny mojej narzeczonej. Wiem że to wszystko to tylko rutyna ale taka rutyna która pozwala przetrwać. Moja narzeczona zwykle wraca z pracy zmęczona i przybita faktem że za dużo nie wychodzimy choć nigdy nie mówi mi tego wprost. Staram się jakoś na miarę swoich możliwości coś wymyślić. Co do samokształcenia to właśnie te problemy ze snem skutecznie mi to utrudniają bo nie czuję się dobrze jeśli w ciągu dnia nie obejrzę ambitnego kina i nie przeczytam choć jednego rozdziału książki. Także bliższe kontakty z innymi ludźmi odpadają nawet bardziej niż w przypadku stanów lękowych bo z takim niedoborem snu rozmowy z innymi ludźmi są męką. Zawsze przy depresjach odczuwałem bardzo silnie samotność a teraz tego nie odczuwam. Wpadłam jakby w jakąś pętle niestabilności nastroju z powodu ciągłych wahań nastroju i energii życiowej. Nigdy nie wiem czy wyjście na dwór skończy się przyjemnym spacerem czy szybką ewakuacją do domu. Większość tych prób kończy się niestety źle co sprawia że metoda małych celów do zrealizowania którą zawsze stosowałem jakby przestała działać co sprawia że jestem rozbity i często staję jakby przed ścianą nie wiedząc co mam dalej robić. Doskonale zdaje sobie sprawę że myślenie o śnie po położeniu się to zwykle główna przyczyna bezsenności. Wiem również że funkcjonuje również termin niezdrowy sen co chyba jest moją przypadłością. Muszę w pewien sposób analizować to by podejmować jakieś działania, by dokładnie opisać lekarzowi mój stan i by w jakiś sposób to leczyć. Zbyt wiele miesięcy już minęło bym myślał że to samo z siebie po prostu przejdzie.


                                        > Bardzo otrzeźwiło mnie kiedyś stwierdzenei mojego męża że jego znajomy ktory je
                                        > ździ na wózku i ma tylko jedną rękę sprawną więcej korzysta z życia niż ja. I n
                                        > ie chodziło mu o wytkniecie mi lenistwa tylko tak po prostu stwierdził fakt, al
                                        > e mną to wstrząsnęło, pomyślalam że trzeba pożegnać się z czekanem na popraw, n
                                        > ikt mi nigdy przecież nie obiecywał całkowitego powrotu do zdrowia i jest to ta
                                        > k mało prawdopodobne, że albo będę grać tymi kartami co mam, albo mogę gorzko p
                                        > ożałować już wkrotce że zmarnowalam więcej niż niejeden człowiek by marzył żeby
                                        > kiedykolwiek mieć.

                                        Przy ostatniej wizycie u psychiatry dośc długo z nim rozmawiałem i mówiłem mu że nie oczekuje jakiegoś ozdrowienia, jakiegoś momentu od którego będę mógł stwierdzić że jest super. Jedyne czego oczekuje od życia w tym momencie to jakiejś stabilizacji choćby na niskim poziomie. Tak na dobrą sprawę nigdy nie byłem "zdrowy" więc całe moje życie polegało na przystosowywaniu się do danych sytuacji ale to co się teraz dzieje, ta ciągła niestabilność nastroju i często zupełna bezradność w stosunku do objawów zwyczajnie mnie przerasta. Myślę że z tych kilkudziesięciu(a może kilkuset) postów jaki tutaj napisałem wiesz że nie jestem raczej panikarzem który piszę że świat jest do dupy i że nie warto żyć. Dla mnie to jedyne życie jakie mam ma ogromną wartość i potrafie się cieszyć z na przykład dłuższego spaceru czy spokojnego przeczytania ksiązki lub obejrzenia filmu. Czasami myślę że łatwiej przystosować się do życia z jedną ręką niż z ciałem i umysłem działającym jakby przeciwko mnie pomimo wielu starań by było inaczej. Nie czekam zarówno jak ty na poprawę ale czasami brak rezultatów potrafi mocno przybić. Póki co szukam jakiś drobnych sukcesów licząc na to że staną się one choćby przez krótki czas normą.
                                        • 10.02.13, 18:03
                                          Jest już ponad półtora miesiąca na nowych lekach i czuje nareszcie że jest jakiś progres. Na razie rewelacji nie ma i bywają dni kiedy się słaniam na nogach ale mam siłę i energię by z tym walczyć. Triticco na dawce 50 mg skutecznie mnie usypia ale nadal róznie bywa z moim snem. Odzyskałem tak jak ty Lucyna częściową zdolność do czytania ksiązek(tylko mi nie mów że ty znowu straciłaś:) Może jednak ta diagnoza ChAD-u II typu jest jednak prawdziwa w moim przypadku bo odkąd biore stabilizator nastroju to nie mam takich jazd w górę czy w dół tylko mój nastrój trzyma się na jednym poziomie(choć nadal jeszcze niezadowalającym).
                                          • 10.02.13, 21:14
                                            jak mam czas to czytam, nawet dość maniacko. Pewne sprytne urządzenie na którym można sobie czcionkę powiększyć mi w tym bardzo pomaga.
                                            --
                                            Challa ki labda phire
                                            • 11.02.13, 23:00
                                              lucyna_n napisała:

                                              jak mam czas to czytam, nawet dość maniacko. Pewne sprytne urządzenie na którym
                                              > można sobie czcionkę powiększyć mi w tym bardzo pomaga.

                                              Mam nadzieję że to jest coś bardziej ambitnego niż romanse i kryminały.
                                              • 12.02.13, 01:10
                                                a co jest złego w czytaniu dzieł nieambitnych?
                                                niejeden kryminalik pozwala się człowiekowi lepiej odprężyć niż garść tabsów,
                                                jak ty chcesz czytać ambitne to sobie czytaj ale nie wpieraj w innych że też powinni się mordować zamiast cieszyć smaczną lekturą.
                                                Co jednemu miód drugiemu trucizna, ja już nic nie muszę, ambitnych dzieł też już czytać nie muszę (przeczytania większości z nich szczerze żałuję bo to jedna dolina i smęt),
                                                ty masz ambicję to się męcz i dołuj, a twoje nadzieje co do mojej osoby to już twój osobisty problem, ja ich spełniać nie zamierzam. Narzeczoną przymuszaj nie mnie:)


                                                --
                                                Challa ki labda phire
                                                • 12.02.13, 10:46
                                                  lucyna_n napisała:

                                                  > a co jest złego w czytaniu dzieł nieambitnych?
                                                  > niejeden kryminalik pozwala się człowiekowi lepiej odprężyć niż garść tabsów,
                                                  > jak ty chcesz czytać ambitne to sobie czytaj ale nie wpieraj w innych że też po
                                                  > winni się mordować zamiast cieszyć smaczną lekturą.
                                                  > Co jednemu miód drugiemu trucizna, ja już nic nie muszę, ambitnych dzieł też ju
                                                  > ż czytać nie muszę (przeczytania większości z nich szczerze żałuję bo to jedna
                                                  > dolina i smęt),
                                                  > ty masz ambicję to się męcz i dołuj, a twoje nadzieje co do mojej osoby to już
                                                  > twój osobisty problem, ja ich spełniać nie zamierzam. Narzeczoną przymuszaj nie
                                                  > mnie:)

                                                  Typowa odpowiedź leniwca:P I od razu podejrzenie że ambitne oznacza od razu jakieś wyszukane rozprawy filozoficzne. Mniej ambitna lektura od czasu do czasu jest dobra ale czytanie cały czas mało wyszukanych książek tylko zapycha mózg. Zwłaszcza nam trzeba trenować mózg i myślenie bo dochodzimy do sytuacji że wyłączamy mózg starający się go "zapchać" byle czym a całe myślenie wypełnia nam nerwica. Ja się boję sytuacji kiedy cała działalność mojego mózgu ograniczy się do nerwicy. Również kiedy chodzi o kino to oglądam prawie wyłącznie ambitne filmy. Większość filmów rozrywkowych jest robiona jakby przez kalkę co sprawia że w miarę oglądania robię się senny a przy ambitnych włącza mi się myślenie co troche mnie pobudza. A od narzeczonej wymagam cały czas bo nie chcę na starość być z kobietą która ogranicza się do oglądania telenowel i plotek z przyjaciółkami o niczym :P

                                                  P.S.Nie wiem czy można powiedzieć że ambitniejsze pozycję to dolina i smęt w porównaniu do kryminałów gdzie trup ściele się gęsto:)
                                                  • 12.02.13, 10:57
                                                    Młody jesteś to se zgłębiaj ambitne dzieła:)
                                                    a swoją drogą naprawdę wyglądam Ci na fankę romansideł i kiepskich kryminałów?
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 12.02.13, 11:20
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > Młody jesteś to se zgłębiaj ambitne dzieła:)
                                                    a swoją drogą naprawdę wyglądam Ci na fankę romansideł i kiepskich kryminałów?

                                                    Trochę chciałem cię zaczepić z tymi romansami i kryminałami ale nie zaprzeczyłaś:P Skoro ja jestem młody w porównaniu do ciebie to musisz już chyba mieć 50 lat:)
                                                  • 12.02.13, 11:04
                                                    Film ma mnie odrywać od rzeczywistości a nie w nią wtłaczać. Podział na dzieła ambitne i nieambitne jest tak samo ścisły i uchwytny jak podział na normalsów i nienormalsów.
                                                    W niejednym pozornie nieambtnym dziele czai się niezwykła glębia, a w wielu niby wysublimowanych jest tylko czysty narcyzm autora/reżysera/ wykonawcy. Pusta wydmuszka pod pozorem głębi.
                                                    Obawiam się że to co Ty uważasz za ambine ja mogłabym uznać za banalne, trywialne i w gruncie rzeczy będące DLA MNIE stratą czasu i odwrotnie.
                                                    Niech każdy czyta i oglada to co mu najlepiej służy i co mu w życiu daje to czego mu potrzeba. Ocenianie ludzi wedlug czytanych lektur i oglądanych filmów jest domeną licealistów i młodszych studenciaków z ktorego to poziomu kilka lat temu zdążylam już wyrosnąć, Nie potrzebuję tak łatwego, uproszczonego systemu szybkiej weryfikacji.

                                                    ps
                                                    wymagać należy od siebie, ta panna co z tobą jest i tak ma już dostatecznie przerąbane w życiu:)
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 12.02.13, 11:35
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > Film ma mnie odrywać od rzeczywistości a nie w nią wtłaczać. Podział na dzieła
                                                    > ambitne i nieambitne jest tak samo ścisły i uchwytny jak podział na normalsów i nienormalsów.
                                                    > W niejednym pozornie nieambtnym dziele czai się niezwykła glębia, a w wielu nib
                                                    > y wysublimowanych jest tylko czysty narcyzm autora/reżysera/ wykonawcy. Pusta
                                                    > wydmuszka pod pozorem głębi.
                                                    > Obawiam się że to co Ty uważasz za ambine ja mogłabym uznać za banalne, trywial
                                                    > ne i w gruncie rzeczy będące DLA MNIE stratą czasu i odwrotnie.
                                                    > Niech każdy czyta i oglada to co mu najlepiej służy i co mu w życiu daje to cze
                                                    > go mu potrzeba. Ocenianie ludzi wedlug czytanych lektur i oglądanych filmów jes
                                                    > t domeną licealistów i młodszych studenciaków z ktorego to poziomu kilka lat te
                                                    > mu zdążylam już wyrosnąć, Nie potrzebuję tak łatwego, uproszczonego systemu szy
                                                    > bkiej weryfikacji.

                                                    Nie do końca zrozumiałaś to o czym pisałem. Dzieło ambitne może a nawet często bywa totalną chałą która udaje coś więcej niż jest. Ocenianie ludzi na podstawie lektur i filmów które oglądają nie ma zbytniego sensu. Moje niezadowolenie z faktu że tak wielu ludzi skupia się tylko na czytanie niezbyt wymagających książek i filmów rozrywkowych jest dla mnie problemem czysto egoistycznym. Nawet najbardziej nadęty film uznawany powszechnie jako ambitny jest zawsze polem do dyskusji zwłaszcza jeśli druga osoba ma odmienne zdanie na temat danego filmu. Trudno powiedzieć żeby film rozrywkowy będący najczęściej kalką innych podobnych filmów mógł wzbudzić jakąkolwiek dyskusję. Nie oczekuje więc że ktoś będzie podzielał mój filmowy gust ale jak nie będę miał z kim debatować to jedna z niewielu rzeczy która sprawia mi przyjemność(a także innym bo nawet jak człowiek się przymusza to później jest zadowolony ze swojego wysiłku intelektualnego) zaniknie.


                                                    > ps
                                                    > wymagać należy od siebie, ta panna co z tobą jest i tak ma już dostatecznie prz
                                                    > erąbane w życiu:)

                                                    Jeśli chodzi o wymagania w różnych dziedzinach życia to staram się najpierw sam coś robić by później od kogoś tego wymagać. Może i ma ze mną przerąbane ale jak jej życie będzie się dzielić pomiędzy moją chorobę a przyziemne rozrywki takie jak oglądanie telenowel bądź czytanie harelquinów to dopiero będzie miała przerąbane. Będzie zmęczona moją chorobą i znudzona życiem a ja będę znudzony ją i tak będziemy sobie razem trwali jak wiele małżeństw które z czasem nie ma o czym nawet ze sobą rozmawiać
                                                  • 23.02.13, 00:21
                                                    Jestem już 2 miesiące na nowych lekach i efekty są póki co bardzo zadowalające. Nastrój się poprawia z każdym tygodniem i w tym momencie czuje się już prawie jak zdrowy. Ważniejsze jest dla mnie jednak to że nastrój jest stabilny co daje mi nadzieję że to polepszenie jest na dłużej a nie jest tylko krótkim epizodem maniakalnym. Śpie też już znacznie lepiej. Biorę na noc 50 mg Trittico(dość mała dawka). Szybko zasypiam i śpię dość spokojnie. Zastanawiam się jednak przez jak długi czas brać Trittico bo choć nie jest to silny lek nasenny tylko antydepresant poprawiający także sen to nie wiem jak długo powinno się go brać(biorę niecały miesiąc)?

                                                    pozdrawiam
                                                  • 23.02.13, 03:33
                                                    Ehh...Starałem się dzisiaj zasnąć bez dawki tricitto ale za dużo o tym myślałem starając się zasnąć i w końcu nie zasnąłem:/Nie wiem czy to kwestia sugestii czy mój organizm i moja psychika nie jest zdolny(jeszcze?) zasnąć bez tej dawki leku. Udało mi się zasnąć 2 razy bez brania tego leku ale byłem wtedy emocjonalnie wykończony i zmęczony sytuacją ze śmiercią naszego zwierzątka
                                                  • 28.02.13, 14:42
                                                    Jako że nikt nie pochylił się(pisząc posta) nad moją sytuację to podbiję i zaktualizuję trochę temat. Od 3 dni nie biore trittico i z moim snem jest różnie. Zasypiam bardzo szybko i wybudzam się zwykle po około 5 godzinach. W zależności od tego czy mam co robić to wstaje i zwykle odsypiam trochę w dzień. Nie czuję się w dzień niewyspany ale nadal mam wątpliwości czy dobrze robię. Trittico to nie jednak uzależniający lek nasenny tylko lek antydepresyjny(który biorę a małej dawce). Gdyby znów pojawiły się jakieś problemy ze snem to nie wiem czy mógłbym znów zacząć go brać bo to w końcu antydepresant i nie bierzę się go objawowo jak leki uspokajające lub nasenne...
                                                  • 06.05.13, 23:40
                                                    Pewnie nikt nie przeczyta ani nie odpowie na mój post ale muszę się gdzieś wyżalić. U mnie sytuacja jest coraz gorsza. Wrócił koszmar z zeszłego roku kiedy kilka dni jest w miarę znośnie a kilka dni to ogromny stres i zasłabnięcia. Wizyta u psychiatry dopiero za miesiąc ale nie wiem po co mam tam w ogóle iść. Znowu po zmianę leków jak obecne biorę dopiero 4 miesiące i przynajmniej na początku działały?Zwiększenie dawki też raczej nie wchodzi w grę bo w takim tempie dojde do maksymalnej dawki w ciągu pół roku. Moja choroba jest już wiekszą częścią mnie i odzywa się bez względu na to co się aktualnie w moim życiu dzieje:/W Środę mam jechać z narzeczoną oglądać mieszkania które kupujemy na kredyt brany przez nią i jej rodziców(ma być spłacony w kilka lat). Sytuacja dość komfortowa dla takich ludzi jak my a ja prawdopodobnie nie będę miał nawet siły ich pooglądać bo prawie dzisiaj zemdlałem w drodze do sklepu. Depresja ciśnie mnie coraz mocniej chociaż spróbowałem już wszystko i to wielokrotnie. Przy takich końskich dawkach silnego stresu jak w ostatnich latach nie wytrzymam za długo. Nawet jak psychicznie to wytrzymam to fizycznie będę wrakiem
                                                  • 07.05.13, 00:16
                                                    tak z ciekawości, czy kiedykolwiek w okresach złego samopoczucia zemdlałeś tak zupełnie, z całkowitą utratą przytomności czy to jest takie wrażenie że zaraz zemdlejesz?
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 01:10
                                                    lucyna_n napisała

                                                    > tak z ciekawości, czy kiedykolwiek w okresach złego samopoczucia zemdlałeś tak
                                                    > zupełnie, z całkowitą utratą przytomności czy to jest takie wrażenie że zaraz z
                                                    > emdlejesz?

                                                    Kiedyś miałem rzeczywisty lęk przed omdleniem który jednak minął bo nigdy się to nie zdarzyło. Terminu "prawie zemdlałem" używam dla sytuacji kiedy będąc w miejscu publicznym czuje narastające zmęczenie które nie znika tylko się zwiększa. Nie jest to związane bezpośrednio z osłabieniem przy stanach lękowych tylko uczuciem nagłego wyczerpania. Miałem takie stany praktycznie cały zeszły rok i teraz znowu to wraca i narasta z czasem
                                                  • 07.05.13, 08:00
                                                    Przeczytałem twoje wypowiedzi i stwierdziłem , że miałem w twoim wieku bardzo podobne objawy , tyle tylko , że ich motywem przewodnim była migrena , która zresztą doskwiera mi do dzisiaj , a jestem już po 70 tce. Wtedy nie było aż tak wyrafinowanych leków jak obecnie . Psychiatra zaaplikował mi chloropromazynę , która przytłumiła mi intelekt na kilkadziesiąt lat , ale i złagodziła objawy nerwicowe. Być może jest to jedyny sposób na te dolegliwości , bo odnoszę wrażenie , że twój umysł pracuje na ponadprzeciętnych obrotach , co jest zresztą typowe dla większości uczestników tego forum .
                                                  • 07.05.13, 10:52
                                                    Na agorafobię i inne zaburzenia lękowe, leki przeciwlękowe jako jedyne remedium nie są dobrym pomysłem, bo "utrwalają" sytuację, człowiek zastyga na pewnym etapie gdyż leki pozwalają mu jakoś tam wytrzymać, i tak można na prochach przeczekać całe życie. Nie warto. Behawioralna, i nie zapieranie się zadnimi łapami że jest się jakimś przypadkiem nieznanym medycynie tylko praca nad sobą, uparta i konsekwentna. Dążenie do normalności w każdym duperelskim szczególe, od wyjścia po zakupy po zasypianie, czasami mam wrażenie że po latach tego typu zaburzeń ludzie muszą się po prostu wszystkiego uczyć życ na nowo, jak inwalida po ciężkim wypadku ktory musi nauczyć się chodzić jak dziecko. Na początku ma się co prawda wrażenie że człowiek sam próbuje się zabić tą normalnością, ale warto, inaczej taka czarna dziura będzie się tylko pogłębiać. Cud wyzrowienia sie nie wydarzy. Wiem że Mifune zaraz napisze że on nie ma żadnej ale to żadnej fobii, ale popatrzmy dookoła siebie ilu ludzi ma naprawdę chore serca, naprawdę w każdej chwili mogą mieć zawał, ilu ma nadciśnienie czy inne poważne schorzenia - chodzące bomby zegarowe wciąż źle się czujące, ale ani im do głowy nie przyjdzie żeby czegoś z tego powodu nei zrobić, nie wyjść na zakupy, nie pojechać oglądać nowego mieszkania, nie zaliczyć imienin u szwagra czy wczasow w egipcie, ciągnie ich do ludzi i w świat w sposób naturalny. Martwią się jak już faktycznie ten zawał im się zdarzy i trafią na ostry dyżur, a i tak do czasu aż nie poczują się lepiej potem ich siłą trzeba do sportu naganiać a od golonki odciągać. Wnioski proszę wyciągnąć samodzielnie, żeby nei było że komuś fobię wmawiam.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 13:09
                                                    donjuan napisał:

                                                    Być może jest to jedyny sposób na te dolegliwości , bo odnoszę wrażenie
                                                    > , że twój umysł pracuje na ponadprzeciętnych obrotach , co jest zresztą typowe
                                                    > dla większości uczestników tego forum .

                                                    Nie wiem tylko czy jest to komplement dla nas czy nie:)Teraz leki nie przytłumiają intelektu choć niektóre osoby się na to skarżą
                                                  • 07.05.13, 13:16
                                                    to raczej błędne założenie . Leki przytłumiają, ale nie wszystkie, zależy co się bierze, wszystkie typowe przeciwlękowe przytłumiają, tak jak przytłumia np alkohol i narkotyki.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 08.05.13, 13:25
                                                    lucyna_n napisała

                                                    > to raczej błędne założenie . Leki przytłumiają, ale nie wszystkie, zależy co si
                                                    > ę bierze, wszystkie typowe przeciwlękowe przytłumiają, tak jak przytłumia np al
                                                    > kohol i narkotyki.

                                                    Które leki są przeciwlękowe bo mam zawsze problem z tym terminem?
                                                  • 07.05.13, 10:34
                                                    czyli nigdy nie zemdlałeś z utratą przytomności pomimo że często mialeś takie uczucie.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 10:55
                                                    ja tam ci nie chcę wmawiać ale to jest opis typowych odczuć w zaawansowanej agorafobii .
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 11:39
                                                    lucyna_n napisała

                                                    > ja tam ci nie chcę wmawiać ale to jest opis typowych odczuć w zaawansowanej ago
                                                    > rafobii .

                                                    Nie musisz mi wmawiać agorafobii bo to jest sedno moich problemów od ponad 3 lat. Problem jest tylko taki że udało mi się ją przezwyciężyć i wraca ona tylko w momentach silnego osłabienia. Tydzień temu chodziłem bez problemu po górach i nie miałem żadnych objawów. Nawet jak sie czuje źle to potrafie opanować agorafobiczne uczucia na tyle że praktycznie one znikają. Ale w końcu pojawia się taki moment jak wczoraj kiedy następuje przesilenie i zaczyna się dziać gorzej
                                                  • 07.05.13, 12:31
                                                    ta długo jak będziesz "żył" tylko wtedy kiedy masz dobre samopoczucie tak długo będzie cię to paskudztwo trzymało w szachu. Myślę że wiesz o czym mówię.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 12:58
                                                    lucyna_n napisała

                                                    > ta długo jak będziesz "żył" tylko wtedy kiedy masz dobre samopoczucie tak długo
                                                    > będzie cię to paskudztwo trzymało w szachu. Myślę że wiesz o czym mówię.

                                                    Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć że wykonałem kawał roboty by pozbyć się agorafobii. Wszystko układało się dobrze do momentu problemów z tarczycą. Od tego momentu nie miewam już ataków paniki jak wcześniej ale ataki silnej senności(coś blisko narkolepsji). Z atakami paniki człowiek mógł sobie jakoś poradzić. Usiąść na chwile, wyrównać oddech a w skrajnej sytuacji wziąć coś na uspokojenie. Przy atakach silnej senności jestem kompletnie bezradny. Uspokojenie się nic nie da bo tylko zwiększy senność.

                                                    Staram się "żyć" zarówno wtedy kiedy czuje się dobrze jak i wtedy kiedy czuje się źle. To paskudztwo zawsze będzie mnie trzymać w szachu tak samo jak ciebie i wielu innych. Żadne "mocne" postanowienia nic tu nie dadzą a tylko pogłębią problem
                                                  • 07.05.13, 13:13
                                                    Agorafobia to nie tylko ataki paniki. Ataki paniki to nie zawsze agorafobia. Kiedyś zrozumiesz o czym pisałam, na razie jeszcze jesteś na etapie wiary w teoretycznie logiczne uzasadnienia i powody. Każdy musi do tego dojść sam, albo nie dojść, bez tego też czas upłynie i życie dobre czy złe będzie szło naprzód.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 13:43
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > Agorafobia to nie tylko ataki paniki. Ataki paniki to nie zawsze agorafobia. Ki
                                                    > edyś zrozumiesz o czym pisałam, na razie jeszcze jesteś na etapie wiary w teore
                                                    > tycznie logiczne uzasadnienia i powody. Każdy musi do tego dojść sam, albo nie
                                                    > dojść, bez tego też czas upłynie i życie dobre czy złe będzie szło naprzód.

                                                    W moim przypadku agorafobia pojawiła się wraz z atakami paniki ale wiem że to jest szersze pojęcie. Zaburzenia psychiczne to taki stan w którym człowiek dość szybko zaczyna rozumieć jakie popełnił błędy i uczepia się myśli że jeśli w przyszłości ich nie powtórzy to będzie lepiej. Ale pojawiają się nowe sytuacje a wraz z nimi nowe błędy do zrobienia. Masz trochę dłuższy "staż" zaburzeń psychicznych niż ja więc i pewnie więcej przeżyłaś i więcej wiesz ale mimo to nie udało ci się pozbyć agorafobii
                                                  • 07.05.13, 13:43
                                                    Żeby nie było niedomówień to ostatnie zdanie nie jest zarzutem
                                                  • 07.05.13, 18:24
                                                    wiesz, tutaj dzialamy na żywej tkance, trudno napisać tak żeby było prawdziwie i nie bolało, ja zdaję sobie sprawę że Ciebie może zaboleć to co ja piszę, tak jak mnie czasem zaboli to co inni piszą, ale na tym właśnie polega problem że trzeba konfrontować samego siebie z lustrem innych ludzi i nie bać się tego "zabolenia". Sam człowiek może sobie długo różne rzeczy myśleć i w najlepszej wierze i z nadzieją kroczyć dumnie wokół ronda.
                                                    Ja również absolutnie nie czynię żadnych zarzutów czy nie mam zamiaru krytykować dla krytyki, marnej pustej satysfakcji że radzę siębie w tym czy w tamtym lepiej. Nie, to raczej takie "wiódł ślepy kulawego", aczkolwiek jak zauważyla kiedyś celnie Aneta10-ta ten duet ma wszelkie szanse powodzenia.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 07.05.13, 18:18
                                                    Mam wrażenie że Ty chcesz się licytować na to kto i co miał ma itd, a mi zupełnie nie o to chodzi. Widzisz , mi tylko chodzi o to żebyś 10 lat wcześniej niż ja pozbył sie sporej części garbu bo wiem że to jest możliwe i że żadne leki nie dają takiej poprawy jak własne konforntacje z życiem i samym sobą.

                                                    Na razie jeszcze w lepszych momentach ciągniesz siłą rozpędu ale z czasem ten rozpęd zwalnia i sił będzie coraz mniej a nie coraz więcej. Po prostu boję się że życie Ci ucieknie między palcami, i jakoś tak bez sensu może ale zależy mi na tym żebyś wyzdrowiał. Może to trochę na zasadzie że nie mogę odzyskać "straconych" lat to chcę żeby chociaż ktoś inny nie przeżyl takiego koszmaru. No i ja zdążyłam jakoś tam to życie poustawiać zanim zachorowałam na dobre, Ty niestety nie zdążyłeś i bardzo się boję że choroba może Ci zabrać więcej niż mi, a możesz mi wierzyć naprawdę bym nie chciała żeby tak się stało.

                                                    Wydaje mi się że po latach zaburzeń lękowych i depresyjnych nie da się o nich całkiem zapomnieć i co jakiś czas się odezwą z większą albo mniejszą siłą, pewnie nigdy nie będę zdrowa tak po prostu zdrowa, i wiele wody w wiśle upłynie zanim np wsiądę do samolotu, ale moje życie sprzed 10 lat a dzisiejsze to zupełnie inna jakość. Naprawdę. Pewnie że to co dla mnie milowym krokiem dla innych może być niezauważalne ale nie bierzemy przecież udziału w wyścigu.
                                                    --
                                                    Challa ki labda phire
                                                  • 08.05.13, 13:24
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > Mam wrażenie że Ty chcesz się licytować na to kto i co miał ma itd, a mi zupełn
                                                    > ie nie o to chodzi. Widzisz , mi tylko chodzi o to żebyś 10 lat wcześniej niż j
                                                    > a pozbył sie sporej części garbu bo wiem że to jest możliwe i że żadne leki nie
                                                    > dają takiej poprawy jak własne konforntacje z życiem i samym sobą.
                                                    >
                                                    Zauważyłem że do kilku osób(w tym do mnie) na tym forum masz coś na kształt matczynego nastawienia:)Żeby nie było niedomówień to dobrze że tak jest bo większość kobiet z zaburzeniami psychicznymi jakie znam to zołzy:)

                                                    A wracając do tematu to nie mam takiego nastawienia by licytować się na to co komu dolega. Staram się nie odrzucać sugestii innych ludzi tylko dlatego że mi nie pasują. Czasami tylko trzeba się "bronić" kiedy jakaś sugestia czy ocena jest nie tyle niesprawiedliwa co pochopna.

                                                    > Na razie jeszcze w lepszych momentach ciągniesz siłą rozpędu ale z czasem ten r
                                                    > ozpęd zwalnia i sił będzie coraz mniej a nie coraz więcej. Po prostu boję się ż
                                                    > e życie Ci ucieknie między palcami, i jakoś tak bez sensu może ale zależy mi na
                                                    > tym żebyś wyzdrowiał. Może to trochę na zasadzie że nie mogę odzyskać "stracon
                                                    > ych" lat to chcę żeby chociaż ktoś inny nie przeżyl takiego koszmaru. No i ja
                                                    > zdążyłam jakoś tam to życie poustawiać zanim zachorowałam na dobre, Ty niestety
                                                    > nie zdążyłeś i bardzo się boję że choroba może Ci zabrać więcej niż mi, a może
                                                    > sz mi wierzyć naprawdę bym nie chciała żeby tak się stało.
                                                    >

                                                    Ja również się obawiam że życie ucieka mi przez place dlatego robię wszystko(dosłownie) co może mi pomóc. Moje życie jest na daną chwilę ustawione "w połowie". Mam narzeczoną którą kocham i która będzie przy mnie trwać. Nie grozi mi bezdomność czy przerwanie leczenia. Nie mam pracy bo w momencie kiedy zaczęło mi się powodzić na tym polu moja choroba na dobre się rozwinęła. Kiedyś uważałem że praca to podstawa w leczeniu mojej choroby ale już tak nie myślę. Wszystko w moim zyciu jest związane z dość silnym stresem a praca najbardziej to wyzwala. Choć miałem satysfakcje kiedy udało mi się przezwyciężyć bariery które stały na mojej drodze to wiązało się to zawsze z dużą dawką stresu i w konsekwencji z pogorszeniem stanu zdrowia.


                                                    > Wydaje mi się że po latach zaburzeń lękowych i depresyjnych nie da się o nich c
                                                    > ałkiem zapomnieć i co jakiś czas się odezwą z większą albo mniejszą siłą, pewni
                                                    > e nigdy nie będę zdrowa tak po prostu zdrowa, i wiele wody w wiśle upłynie zan
                                                    > im np wsiądę do samolotu, ale moje życie sprzed 10 lat a dzisiejsze to zupełnie
                                                    > inna jakość. Naprawdę. Pewnie że to co dla mnie milowym krokiem dla innych moż
                                                    > e być niezauważalne ale nie bierzemy przecież udziału w wyścigu.

                                                    Moje życie w ostatnich 3-4 latach obróciło się o 180 stopni. Kiedyś byłem wiecznie niezadowolony a teraz łapię każdą dobrą chwilę i staram się ją wykorzystać. Wszyscy ludzie wokół mnie mówią że stałem się bardziej dojrzały. Tylko czuje jakbym nie dostał w zamian żadnej nagrody w postaci choćby kilkuletniej remisji. Nie płaczę ani nie rozczulam się nad sobą i tym bardziej nie potrafie zrozumieć moich ciągłych kłopotów ze zdrowiem. Nie wiem czemu od 2 miesięcy bez przerwy czuje się jak przeziębiony?Żyje przez ten czas normalnie. Duzo wychodze, mam wiele zajęć ale z czasem takie zmaganie się ze sobą zaczyna mnie męczyć i stres jaki to powoduje z czasem znów może mnie doprowadzić do depresji.
                                                  • 08.05.13, 18:25
                                                    Byłem dzisiaj na przyspieszonej wizycie u psychiatry. W sumie to rozłożył ręce i jedyne co zrobił to zwiększył mi dawkę wenlafaksyny o 37,5 mg. Czuje się bardzo źle i oprócz objawów somatycznych zaczynam mieć także depresję:/Dzisiaj przepłakałem prawie cały dzień bo znów czuje że nic mi się nie chce i nie mam siły na nic. Leki które dośc dobrze zadziałały na początku praktycznie przestały już działać:/
                                                  • 06.05.14, 18:07
                                                    Witam wszystkich. Dawno mnie tutaj nie było ale "dolina" która mnie męczy od kilku dni mnie do tego zmusza. Ogólnie to miałem kilka miesięcy bardzo dobrego, a co najważniejsze stabilnego samopoczucia. Trochę mnie w ostatnich dniach znowu pomęczyło osłabienie i przeziębienie i lekkie objawy powróciły. A co u was , stali bywalcy tego forum?Czy ktoś mnie pocieszy i powie, że sam ma małą "dolinę"?:)
                                                  • 06.05.14, 19:10
                                                    Cze, ja mam dla odmiany dużą dolinę, i nic absolutnie nic na pocieszenie w zanadrzu.

                                                    --
                                                    Tym, kim byłaś, stań się znów;
                                                    Ujrzyj jawę, nie świat snów.
                                                  • 06.05.14, 19:32
                                                    Im większa tym lepsza:)Ja staram się rzucić w wir pracy ale cięzko mi to idzie bo cały czas jestem rozkojarzony. A skąd u ciebie "dolina" Lucyna jak ty "sezonówka"?Wziąłem beznodiazepinę by sprawdzić czy coś pomoże ale nie pomogła



                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > Cze, ja mam dla odmiany dużą dolinę, i nic absolutnie nic na pocieszenie w zana
                                                    > drzu.
                                                    >
                                                  • 06.05.14, 22:21
                                                    sezonowka, nic mi o tym nie wiadomo, niestety nie znam dnia ani godziny, przychodzi nagle, i nagle odchodzi, tylko że nigdy nie wiadomo ile potrwa.
                                                    --
                                                    Tym, kim byłaś, stań się znów;
                                                    Ujrzyj jawę, nie świat snów.
                                                  • 07.05.14, 12:00
                                                    Jesli przychodzi raz w miesiącu to nie depresja:)

                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > sezonowka, nic mi o tym nie wiadomo, niestety nie znam dnia ani godziny, przych
                                                    > odzi nagle, i nagle odchodzi, tylko że nigdy nie wiadomo ile potrwa.
                                                  • 07.05.14, 13:41
                                                    no to sobie pogadalam... nie ma co...
                                                    zmykam stąd, niech ostatni zgasi światło.
                                                    --
                                                    Tym, kim byłaś, stań się znów;
                                                    Ujrzyj jawę, nie świat snów.
                                                  • 07.05.14, 16:03
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > no to sobie pogadalam... nie ma co...
                                                    > zmykam stąd, niech ostatni zgasi światło.

                                                    Aż taki dół?Na forum o depresji jakby nie patrzeć to światło jest zawsze zgaszone więc nie ma czego gasić. Jakby nie patrzeć to jesteś uzależniona od tego forum i tyle razy już je rzucałaś.
                                                  • 07.05.14, 22:05
                                                    Ale mówiąc na serio to co się dzieje, Lucyna?Ostatni raz jak byłem na tym forum to piałaś z zachwytu nad swoim zdrowiem psychicznym
    • 09.05.14, 21:48
      Nerwica to brak wszystkich witamin z grupy B ale mam na myśli witaminy pochodzenia roślinnego w 100%. Jeżeli nie dożywimy systemu nerwowego będą nam się przytrafiały rózne dolegliwości. Może również brakować Litu w organizmie, jest topierwiastek chemiczny najlżejszy z metali i gdy zmniejsza sie poziom to zaczynaja sie sensacje psychiczne łącznie z chorobą dwubiegunową. Mozna poczytac w internecie. O zdrowie psychiczne trzeba dbać inaczej bóle mięsni nasilą się.
      • 10.05.14, 11:51
        Nerwica to nerwica, a niedobory to niedobory.



        halina.vis napisał:

        > Nerwica to brak wszystkich witamin z grupy B ale mam na myśli witaminy pochodze
        > nia roślinnego w 100%. Jeżeli nie dożywimy systemu nerwowego będą nam się przyt
        > rafiały rózne dolegliwości. Może również brakować Litu w organizmie, jest topie
        > rwiastek chemiczny najlżejszy z metali i gdy zmniejsza sie poziom to zaczynaja
        > sie sensacje psychiczne łącznie z chorobą dwubiegunową. Mozna poczytac w intern
        > ecie. O zdrowie psychiczne trzeba dbać inaczej bóle mięsni nasilą się.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.