Dodaj do ulubionych

kto jest podatny na depresje ?

20.01.13, 04:43
depresja to choroba ludzi nie akceptujacych otaczajacej ich rzeczywistosci ... to choroba ludzi starajacych sie nagiac rzeczywistosc do swych oczekiwan raczej niz siebie (potrzeby, plany, reakcje) do otaczajacej ich rzeczywistosci ... przyzwyczailismy sie rozumiec depresje jako brak rownowagi chemicznej w mozgu ... tak jest w rzeczywistosci, ale ta nierownowaga wynika z niczego innego jak z naszej falszywej percepcji ... myslac pozytywnie, usmiechajac sie do zycia, modyfikujemy albo utrzymujemy odpowiedni poziom chemii w naszym mozgu ... ludzi z depresja maja to do siebie, ze zauwaza plamke na obrusie, ale nie dostrzega wazonu z kwiatami ... nie jest celem tego postu ani mieszanie w temacie ani ponizanie kogokolwiek ...
powyzsze obserwacje nie sa wyssane z palca, sa moim osobistym doswiadczeniem ... moja zona od 2 lat lezy w lozku z kliniczna depresja, bierze tone lekarstw, byla 5 razy w szpitalu, w USA, a Polsce i w Austrii ... jest wrakiem czlowieka ... oczywiscie, kilka spraw zlozylo sie na ten stan, ale ja i moje dzieci mielismy w tym rowny udzial ... choroba przytrafila sie tylko mojej zonie ... i tylko moja zona nigdy nie znalazla czasu na rozrywke, na usmiech, na relax,
na "odpuszczenie", na hobby etc ... nie dlatego, zeby byla tak zapracowana ... nie znalazla czasu dla siebie, dla innych, jej zycie wypelnione bylo narzekaniem, wypatrywaniem plam na obrusach itp, itd ... dlatego przyjrzyjmy sie sobie, czy warto widziec chmury, jak mozna widziec niebieskie niebo, przypatrzmy sie sobie, czy nie jestesmy materialem na depresje ...
ta choroba uderza w konkretne typy osobowosciowe, to nie jest wirus grypy, ktory zlamie kazdego jak sie go "nawachamy" ... czasami wiele lat pracujemy przygotowujac grunt pod depresje ... przyjrzyjmy sie sobie i bliskim swoim, moze tam zaczelo juz cos kielkowac, cos z czym nie bedzie mozna sobie dac rady pozniej ...
Usmiechu zycze i glebokich oddechow ...
Luzu wiecej ... usciskajcie swego psa, czego moja zona NIGDY nie uczynila ... czy teraz placi cene ?
Zostawiam Was z tymi spostzrezeniami i pytaniami ... nie bede tu wracal by dyskutowac.
Edytor zaawansowany
  • donjuan 20.01.13, 09:25
    W du...ie byłeś , gó...no wiesz ! W depresję wpadają ci najbardziej wrażliwi , co muszą po was radosnych i beztroskich prać te tzw. plamki na obrusie !
  • mifune85 20.01.13, 09:49
    a_iii_ty napisał:

    > depresja to choroba ludzi nie akceptujacych otaczajacej ich rzeczywistosci ...
    > to choroba ludzi starajacych sie nagiac rzeczywistosc do swych oczekiwan raczej
    > niz siebie (potrzeby, plany, reakcje) do otaczajacej ich rzeczywistosci ... pr
    > zyzwyczailismy sie rozumiec depresje jako brak rownowagi chemicznej w mozgu ...
    > tak jest w rzeczywistosci, ale ta nierownowaga wynika z niczego innego jak z n
    > aszej falszywej percepcji ... myslac pozytywnie, usmiechajac sie do zycia, mody
    > fikujemy albo utrzymujemy odpowiedni poziom chemii w naszym mozgu ... ludzi z d
    > epresja maja to do siebie, ze zauwaza plamke na obrusie, ale nie dostrzega wazo
    > nu z kwiatami ...

    Z tego co piszesz wynika że twoja żona zawsze miała problemy które z czasem coraz bardziej się rozwinęły. Napisałeś to co napisałeś z prostego powodu-masz poczucie winy że doprowadziłeś/nie zapobiegłeś temu stanowi w jakim jest twoja żona. To normalny i nawet trochę zrozumiały mechanizm obronny. Z moich prywatnych doświadczeń i z obserwacji innych chorych wynika że często depresjom nie da się zapobiec. Ja mam bardzo dużo zainteresowań, zawsze doceniałem piękno życia a depresje i tak do mnie wracają w różnej postaci.
  • lucyna_n 20.01.13, 15:29
    ja jestem zdania że "fałszywa percepcja" wynika z depresji (nie mylić ze złym humorem) a nie odwrotnie. I zgadzam się z Tobą że wielu zdrowych tak sobie znajduje usprawiedliwienie dla swojej "ślepoty i głuchoty" i obojętności wobec bliskiej osoby dotkniętej tą chorobą. Leczą swoje niezrozumienie za pomocą wpychania w coraz głębsze poczucie winy osoby chorej. a potem zdziwienie "dlaczego on/ona się zabił?"
    --
    Challa ki labda phire
  • lucyna_n 20.01.13, 15:25
    od razu powiem, przeczytałam tylko kilka pierwszych linijek i stwierdzam że naprawdę już nie mam siły na zbawiaczy świata,
    co za pierdoły ludzie wymyślają i po co? czasu mają w nadmiarze czy nudzi im się w robocie czy jak?
    --
    Challa ki labda phire
  • iso_1 20.01.13, 22:25
    Czytając Twoje głodne kawałki należy tylko współczuć Twojej żonie, że ma kogoś takiego u swojego boku...
  • mifune85 20.01.13, 22:40
    iso_1 napisał:

    > Czytając Twoje głodne kawałki należy tylko współczuć Twojej żonie, że ma kogoś
    takiego u swojego boku...

    Przesadzasz. Wiele osób na jego miejscu szukałoby winnych wszędzie tylko nie w swoim postępowaniu. Facet też musi jakoś dalej żyć i jakoś musi się odnaleźć w tej sytuacji.
  • zoliborski_goral 20.01.13, 23:13
    Chyba dorzucasz jej nieźle do pieca...Decyduje zaś genetyka i wpływ środowiska w dzieciństwie. Chwalenie się jaki to lepszy od żonki jesteś ani jej ani tobie, prócz krótkich chwil samozadowolenia nie pomogą.
  • amb25 23.04.13, 07:33
    Decyduje zaś genetyka i wpływ środowiska w dzieciństwie.
    Nieprawda. W ponad 90% decyduje psychika.
    W szpitalu psychiatrycznym w Tronio i na uniwersytecie Oulu w Finlandii wykazano, ze dezydujacy wplyw ma psychika. Badania genetyczen prowadzona, ale nic nie znalezniono (tzn. ani potwierdzenia ani zaprzeczenia). Wplyw srodowiska - owszem nieco - poprzez dziedziczenie wzorcow. No i oni twierdza, ze zaburzenia psychiczne maja ludzie, ktorzy nie potrafia dostoswac sie do otaczjacej ich rzeczywistosci.
    W Finlandii zaburzenia psychiczne to choroba narodowa. W Tornio, jedynym takim szpitalu/przychodni w Finlandii, stosuje sie metode leczenia oparta na dialogu i rozmowie z pacjentem. Pacjent w kazdej chwili, moze zadzwonic, przyjsc bez umowienia albo na umowiona wizyte z lekazem albo pielegniarka czy psychologiem albo po prostu wpasc pogadac na kawe. Lekarstwa sa ostatecznoscia, daja je jedynie wtedy gdy zagrozone jest zycie pacjenta i nie ma mozliwosci upilnowania go. Nawet ludziom z psychoza nie zawsze zapisywane sa lekarstwa. W proces leczenia zangazowana jest cala rodzina chorego, ona tez moze w kazdej chiwli przyjsc pogadac, poprosic o rade itp.
    Tutejszy ZUS zrobil badania statystyczne, ktore wykazaly, ze pacjenci leczeni ta metoda, rzadziej maja nawroty choroby, takze rzadziej maja psychozy (nawet schizofrenicy), ze proces leczenia przebiega szybciej, ze lepsze sa rokowania na przyszlosc, ze tylko niewielki pracent pacjentow z ciezka depresja idzie na rente chorobowa ( Finalndii kraju 5 mln, statystycznie co dzien 1 Finn ponizej 30 roku zycia idzie na rente chorobowa z podowu depresji), ze mniej jest rozwodow z powodu choroby, ze ludzie nawet ze schizofernia, CHADE-em czy ciezka depresja w wiekszosci (ok. 70%) wracaja do normalnego zycia rodzinnego i zaodowego.
    Potem byla praca doktorska na temat tej metody i dlaczego tylko w Tornio a nie w calej Finlandii. Wnioski byly takie, ze metoda nie jest drozsza niz tradycyjne podejscie (tabletki jako podstawa + psychoterapia i do widzenia), a biorac pod uwage dlugofalowe skutki (koniecznosc wyplacania rent, zasilkow itp) znacznie tansza. A dlaczego nie jest stosowana? Bo wymaga zmiany podejscia personelu medycznego do pacjenta, zobaczenia go jako calosci a nie przypadku, nawiazania wiezi z pacjentem i zainteresoania sie jego losem. Wymaga znacznie wiecej wysilu od lekarzy i psychologow niz traycyjne podejscie. I to byl glowny powod dla ktorego metoda stosowana jest tylko w jednym szpitalu/przychodni w Finalndii. Tam znalezli sie pasjonaci, ktorzy na prawde chca pomoc chorym.
  • olga_w_ogrodzie 23.04.13, 12:09
    amb25 napisała:

    > Decyduje zaś genetyka i wpływ środowiska w dzieciństwie.

    > Nieprawda. W ponad 90% decyduje psychika.

    ?!
    a co to jest psychika, wg Ciebie ?
    i co oznacza 10 proc. determinowane przez coś innego ?

    bo ja wiem z całą pewnością,
    że moja psychika obciążona jest genetyką,
    wpływem środowiska w dzieciństwie oraz poważnym
    urazem głowy po wypadku.

    ale może znasz jakieś inne znaczenie wyrazu psychika - to powiedz.


  • zoliborski_goral 23.04.13, 15:47
    Badanie Boucharda na bliźniętach monozygotycznych rozdzielonych w dzieciństwie wykazały bardzo wysoki wpływ genetyki na ich cechy charakteru. Podobieństwo psychologiczne co więcej w bardzo małym stopniu zależało od tego czy bliźniaki monozygotyczne były wychowywane razem czy osobno. Bouchard uważa jednak że nie można nie docenić wpływu wychowania, zazwyczaj nie było po prostu dramatycznych różnic w środowisku (The Minnesota Study of Twins Reared Apart).
  • amb25 24.04.13, 11:24
    Ok. Nie przeczysz temu co napisalam.
    Tutaj badano wprost material genetyczny chciano wyodrebnic jakas/jakies mutacje odpwiedzialne za choroby psychiczne. Nie znaleziono, co oczywiscie nie znaczy, ze ich nie ma.
    A do poprzedniczki - sama sobie poszukaj co to jest psychika. Jak chcesz wierzyc to sobie wierz, ze za Twoja chorobe odpowiadaja geny. Tak jest latwiej, bo niejako zdejmuje z ciebie odpowiedzialnosc. Moze masz racje ze to geny, moze nie. Tego nikt ci nie powie na 100%.
    Tutaj z przyczyn "mierzalnych" rozwazan sa jeszcze hormony (potwierzone na pewno w przypadku tarczycy, testosteronu, kortyzonu - o ile dobrze pamietam - i sa jakies nowe badania ale nie pamietam jakiego hormonu dotyczna) oraz zastanawiaja sie nad przyczynami autoimmunologicznymi i wirusami. W przypadku chorych z zaburzeniami autoimmunologicznymi nie sa pewni co jest przyczyna a co slutkiem.
  • olga_w_ogrodzie 30.04.13, 00:52
    amb25 napisała:

    > A do poprzedniczki - sama sobie poszukaj co to jest psychika.

    ja wiem, co to jest psychika.
    z Twych wypowiedzi wynika, że Ty nie wiesz.
  • a_iii_ty 20.01.13, 23:58
    w dupie bylem, gowno wiem, chwale sie, dorzucam do pieca ... oto opinie mundrali z tego forum ... ludzie z depresja to ci, co piora nasze obrusy, to genetycznie uwarunkowani, uposledzemi w dziecinstwie ... moze i tak, moze i wszystko do kupy ... donjuan i iso_1, wy z cala pewnoscia jestescie materialem na depresje ... z calego serca zycze wam dostrzegania wazonu z kwiatami na stole ... a to pomoze wam wyostrzyc zmysly i dostrzec to o czym mowilem, ze nie jest zamiarem tego postu ani mieszanie w temacie ani obrazanie kogokolwiek ...
  • iso_1 21.01.13, 00:27
    A czy Ty coś łykasz albo czymś się szprycujesz ?
    Pytam bo bije od Ciebie agresja a i wypociny raczej nie zrozumiałe dla czytających.
  • a_iii_ty 21.01.13, 00:45
    to juz nie moja wina, ze zwykly jezyk nie dociera do ciebie ... a szprycuje sie butaprenem, guma arabska za slaba na mnie ... starczy ?
  • iso_1 21.01.13, 00:48
    mam wrażenie że wpadłeś na to forum aby wyładować swoje emocje
    wyluzuj człowieku i napisz po ludzku o co Ci się rozchodzi
  • tlenoterapia 21.01.13, 01:32
    a_iii_ty - nie tylko chamusie zareagowali negatywnie na Twoją teorie "osobowości przed chorobowej".
    To co pisałeś taki miało wydźwięk, ze żona = każdy jest sam sobie winien, bo może mieć wpływ na nastrój. Do pewnego stopnia masz racje trochę można wpływać na samopoczucie ale w głębszych stanach obniżonego nastroju nic już nie cieszy nie sprawia przyjemności i nie sposób stymulując się kontaktami z ludźmi czy patrzeniem na kwiatki w wazonie, zmienić tego stanu.
    Nikt nie wybiera sobie nastroju wedle chcenia ty tez nie. Gdyby nie obniżał się zonie nastrój cieszyły by ja pieski i kwiatki - stało się inaczej miała coraz większa depresje.

    O tym czy jest osobowość przedchorobowa czy cechy fizyczne predysponujące do chorób psychicznych pisano i mędrkowano od dawna - z tego co wiem porzucono te praktyki.
    Bycie smutasem nie oznacza ze zachoruje się na głęboka depresje tak jak bycie radosnym nie oznacza ze zachoruje się na manię ChAD.

    Poczytaj książki na temat depresji np. Kępinskiego - przybliży ci te zagadnienia, zamiast samemu teorie wymyślać.



    --
    "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
  • elzbieta007 21.01.13, 01:00
    Masz rację i... nie masz racji.

    Przedstawiasz depresję jako świadomy wybór człowieka. Że woli (świadomie) widzieć plamki na obrusie, niż dostrzegać wazon z kwiatami, że woli brak serotoniny w mózgu niż jej nadmiar. A to nie jest tak.

    Podatność na depresję jest (według obowiązującego paradygmatu) sumą czynników konstytucjonalnych (w tym - genetycznych) i środowiskowych (w tym - doświadczeń z dzieciństwa). Dlatego też (co sam zauważyłeś) ta sama sytuacja w życiu dorosłym wywołała u żony depresję, a u Ciebie i Twoich dzieci jedynie przejściowe problemy.

    Wniosek, iż przyczyną depresji żony jest perwersyjna niechęć do cieszenia się z pogody oraz pesymizm, są odwróceniem zasady przyczyna-skutek. To depresja powoduje czarnowidztwo, niedostrzeganie jasnych stron życia, niemożność "pozytywnego myślenia" (ten termin wywołuje we mnie dreszcz niechęci), brak zainteresowań, niską samoocenę, niemoc fizyczną i myśli samobójcze.

    > ta choroba uderza w konkretne typy osobowosciowe, (...)czasami wiele lat pracujemy
    >przygotowujac grunt pod depresje ... przyjrzyjmy sie sobie i bliskim swoim, moze tam z
    > aczelo juz cos kielkowac, cos z czym nie bedzie mozna sobie dac rady pozniej ..
    No właśnie. Może przyjrzyj się przeszłości żony. Pewnie tam zaczęło kiełkować coś, z czym teraz nie może ona dać sobie rady.

    >nie bede tu wracal by dyskutowac.
    Szkoda.
    Świadczy to o wielkiej pysze. Jesteś przekonany o swoich racjach i nie tyle nie dopuszczasz innych opinii, co się ich boisz. Bo mogłyby zachwiać Twoją pewnością siebie. I wtedy poczułbyś, że to, w co tak niezachwianie wierzysz, jest g.wno warte.
  • a_iii_ty 21.01.13, 04:40
    nie wiem skad tyle opinii o mnie, ze jestem pyszny, zarozumialy, ze niczego nie rozumiem, ze powinienem poczytac zamiast wyglupiac sie na forum ... a przeciez ja zaznaczylem, ze nikogo nie chce obrazac, i ze nie przyszedlem tu aby mieszac ... napisalem o moich doswiadczeniach, po to tu ludzie przychodza, czy sie myle ? po co ten iso_1 pisze mi poraz kolejny, zebym wyjasnil o co mi chodzi ... co wiecej moge dodac ponad to, ze 2 lata obserwuje zone bedaca w lozku caly czas, nie robiaca nic ... ze chowam przed nia lekarstwa, ze gotuje dla nie, sprzatam wokol niej itp ... zaraz glupie docinki o dorzucacniu do pieca i tym podobne szprycowania. A specjalnie dyskurtowac mi sie niech e, bo jestem zmeczony tematem i nie ma w tym zadnej zarozumialosci ani pychy. Wydaje mi sie, ze wydajecie wiele pochopnych sadow o piszacych tutaj.
  • elzbieta007 21.01.13, 10:55
    Naprawdę nie rozumiesz? Wchodzisz na forum, na którym piszą ludzie w większości cierpiący na depresję, i piszesz, że mają depresję na własne życzenie (taki jest w skrócie przekaz Twoich postów). Podajesz ten wniosek z własnych obserwacji i przemyśleń nie jako tezę do przedyskutowania, ale jako "prawdę objawioną". Jak mają więc potraktować Cię ci, którzy cierpią i raczej takiego poczucia, że sami sobie zafundowali to cierpienie, nie mają?

    Szczególnie że są tu ludzie, którzy depresję znają o wiele lepiej od Ciebie. Ty nie dość, że jej nie doświadczyłeś osobiście, to w dodatku jest w Tobie mnóstwo złości i gniewu do żony - a przenosisz ją zapewne na wszystkich, którzy, podobnie jak ona, od dawna "leniuchują" w łóżku - pewnie zrozumiałych, ale utrudniających Ci zrozumienie i obiektywizm.

    Nie podpisuję się pod inwektywami, którymi zostałeś obdarowany, niemniej postaraj się zrozumieć rozgoryczenie i złość, jakie wywołały Twoje słowa.
  • iso_1 21.01.13, 13:24
    Powtórzę zatem raz jeszcze. Współczuję żonie. Biedna kobieta...

  • gabir5 21.01.13, 19:32
    A ten ostatni akapit to już zdecydowanie o sobie napisałaś, obrażalska pani Elzbieto
  • gabir5 21.01.13, 19:34
    sorry, miało być pod pierwszą wypowiedzią Elżbiety
  • agata.em 21.01.13, 11:21
    to co napisałeś jest bardzo krzywdzące i świadczy o Twoim bardzo powierzchownym spojrzeniu.
    Przykre.
    Mnie nie raz zciorała depresja a jakoś tak się składa,że mam mnóstwo pasji i wrażliwości do tzw piękna.
    Gdyby mój mąż miał do mojej depresji takie podejście jak Ty do swojej żony, to chyba nigdy nie miałabym lepszych stanów...Może to za ostro, przepraszam ale ja tak to czuję.
  • a_iii_ty 21.01.13, 16:24
    powtarzam: nikogo nie chcialem obrazic ani mieszac na tym forum ... pisze to co czuje, a forum jest po to (tak mi sie wydawalo do niedawna) by moc nieskrepowanie wyrazic swoje uczucia ... tak, nie mam depresji ale cierpialem okropnie z powodu atakow paniki ... balem sie wyjsc z domu, balem sie pojsc do kosciola, do supermarketu, balem sie ze umre w nocy i czuwalem ... tez pewnie mam niedobor czegos tam, dopaminy, sorotoninu czy innego neurotransmitera ... sam wzialem swoje zdrowie w swoje rece, cwiczylem joge, Qigong, oddychanie itp ... i to postawilo mnie na nogi ... tylko mi nie mowcie, ze depresja jest czym gorszym i bardziej bolesnym i tam nie mozna sobie pomoc ... o to trzeba walczyc, bez wzgledu na to co sie czuje w danej chwili, na przekor wszystkiemu ... my mamy moc w sobie do modyfikowania chemii ... ci ktorzy temu zaprzeczaja, nie maja racji ... jeszcze raz, nie chce tu nikogo dolowac i przedstawiac siebie jako Bolka Zwyciezce ... nadzieja na npolepszenie stanu istnieje w nas samych, co wcale nie musi eliminowac pomocy ze strony lekow ...
    Mam nadzieje, ze troche przyblizylem wam mnie samego i ze jest cos w tym starym powiedzeniu:
    "fake it until you make it" - proboj do konca, az sie w koncu uda ...
    Przepraszam kolejny raz jak Jaruzelski i domyslam sie, ze to za malo dla wielu ...
    Czekam na nastepna ceglowke ...
    Andrzej.
  • lucyna_n 21.01.13, 17:24
    eee tam, ja mam i chad i zespół lęku napadowego z towarzyszącą agorafobią, oraz niedoczynność tarczycy
    wygrałam?
    --
    Challa ki labda phire
  • mifune85 21.01.13, 20:15
    lucyna_n napisała:

    > eee tam, ja mam i chad i zespół lęku napadowego z towarzyszącą agorafobią, oraz
    > niedoczynność tarczycy
    wygrałam?

    Mam prawie identycznie choć ten ChAD u mnie na razie w sferze domysłów mojego psychiatry. Ale dodając do tego nadciśnienie przebijam ciebie:)
  • lucyna_n 21.01.13, 20:30
    może za dużo euthyroxu jesz hyhy:) ja ostatnio zrobilam sobei dowcip, około 2 w nocy zaczytana byłam, sięgnęlam po tabsy i zamiast amertilu na alergię (HA! ja mam jeszcze alergię!!!) łyknęlam sobie w podwójnej dawce euthyrox, no cóż moglam potem do 4 biegać i remont odwalać, ale nie spać. Ot taka przygoda depresyjnej:)
    co do chadu, to on poza bardzo jaskrawymi przypadkami maniakalno-depresyjnymi to zawsze zdaje się jest w sferze domysłu.
    --
    Challa ki labda phire
  • mifune85 22.01.13, 15:27
    lucyna_n napisała:

    > może za dużo euthyroxu jesz hyhy:) ja ostatnio zrobilam sobei dowcip, około 2 w
    > nocy zaczytana byłam, sięgnęlam po tabsy i zamiast amertilu na alergię (HA! ja
    > mam jeszcze alergię!!!) łyknęlam sobie w podwójnej dawce euthyrox, no cóż mogl
    > am potem do 4 biegać i remont odwalać, ale nie spać. Ot taka przygoda depresyjnej:)
    > co do chadu, to on poza bardzo jaskrawymi przypadkami maniakalno-depresyjnymi t
    > o zawsze zdaje się jest w sferze domysłu.

    Alergia się nie liczy więc nadal wygrywam:)W ogóle nie powinienem brać euthyroxu bo niedoczynność to babska choroba i nie powinienem jej mieć. Ja w ogóle większośc chorób mam "kobiecych" a na dodatek jak jeszcze pracowałem to w miejscu gdzie byłem jedynym facetem więc może to stąd się bierze:)
  • lucyna_n 22.01.13, 15:36
    mój teść do dziś jest zalamany że "ma tarczycę" on uważa zdaje się ten organ za typowo żeński:) no wstydzi się mania tej tarczycy bardzo.
    swoją drogą po licie mu tarczyca praktycznei przestała funkcjonować, chcieli mu wszczepiać rozrusznik serca bo miał tętno 40, a on jeszcze chodził! ale ja spryciula posłalam go na badanai krwi i do endokrynologa bo cos mi te objawy podobne do niedoczynności były i bingo! tarczyca.
    --
    Challa ki labda phire
  • lucyna_n 21.01.13, 17:26
    przyszedłeś tutaj z konkretnym zamiarem, osiągnąłeś go, możesz już zwijać katiuszę, miszon akompliszd.
    --
    Challa ki labda phire
  • tlenoterapia 21.01.13, 17:52

    --. tez pewnie mam niedobor
    > czegos tam, dopaminy, sorotoninu czy innego neurotransmitera ... sam wzialem s
    > woje zdrowie w swoje rece, cwiczylem joge, Qigong, oddychanie itp ... i to post
    > awilo mnie na nogi .

    No tak jesteś lepszy ,na forum jest tez taki co go bieganie i jedzenie marchewki ze schizofrenii wyleczyło.
    Trochę mi to tez przypomina mojego ojca co uważał ze żeby nie mieć problemów ze snem należny mieć silna wole -wystarczy się położyć o niczym nie myśleć i spać do rana. A było to w okresie kiedy budziłam się po 3-4 godzinach i z tego niedoboru snu tygodniami zwijałam się z bólu psychicznego i fizycznego.

    "Na szczęście organizm ludzki jest tak wspaniały, że wytrzyma prawie każde leczenie."
  • lucyna_n 21.01.13, 18:36
    mój gadał dokladnei tak samo, aż pewnego dnia przyszła kryska na matyska i sam zapoznał się z wybudznaniem w środku nocy z silnym lękiem, co ten człowiek wtedy wyprawiał, jaką panikę siał, pogotowie wzywał, był przekonany że umiera, bał się położyć do łóżka. Jakoś silna wola nie bardzo wystarczyła, dziwne prawda?
    --
    Challa ki labda phire
  • a_iii_ty 21.01.13, 18:47
    do widzenia Panstwu ... jestescie kolkiem wzajemnej adoracji, chcecie slyszec tylko to, co chcecie slyszec ...
  • canoine 21.01.13, 18:58
    nie znam się na adoracjach (na kółkach trochę), ale odwracając trochę - czy Ty jesteś w stanie przyjąć inne zdanie od Twojego?

    --
    don't waste time or time will waste you
  • lucyna_n 21.01.13, 19:19
    obawiam się że to jednak pan nie jest w stanie przyjąć że mogą być inne punkty widzenia niż ten który pan tu przedstawił.
    --
    Challa ki labda phire
  • deadgirl 21.01.13, 19:28
    Mozna przedstawic inne punkty widzenia w sposob bardziej kulturalny, a tu niektorzy od razu wypalili z grubej rury. Podziwiam go, wiekszosc ludzi, szczegolnie facetow wypieloby sie na swojego partnera i nie robiliby kolo niego nic. Ludzie czesto nie doceniaja, ze maja wokol siebie bliskie osoby, ktore cierpia wraz z chorym i staraja sie mu pomoc. Mialam depresje, ale nie przypominam sobie, zebym byla tak bardzo roszczeniowa i obrazala sie z byle powodu "bo ja taka chora, w y g. wiecie'.
  • lucyna_n 21.01.13, 20:14
    ja nie wiem jak inni ale ja się nie obrazilam tylko nie zgodzilam z postulatem co zostało odebrane zdaje się jako atak na dobre chęci i bezbronnego dusza-człowieka, ale tak się składa że dobrych porad dobrych ludzi to ja mam po kokardę i ich dobre chęci brukowały mi piekło ładnych parę lat, zbawcom mówię już serdecznie dziękuję - wypchajta się.

    Jak ktoś autorytarnie podaje swoje poglądy musi się przygotować na brutalnie szczere reakcje. Nie róbmy tu z autora wątku ofiary i bezbronnej leliji, nic mu nie będzie jak usłyszy kilka słów innej "prawdziwej prawdy", przecież zawsze może nie czytać i dalej radośnie galopować w realu, na szczęście nie ma depresji i może żyć pełnią życia.
    --
    Challa ki labda phire
  • deadgirl 22.01.13, 01:53
    Chodzilo mi o czyjas ostra reakcje kilka postow wyzej. Po takich sytuacjach ludzie sa oporni na przyjmowanie kolejnych faktow i nastawiaja sie na kontre. Autor pewnie juz nie daje rady sam ze soba, chwile slabosci, irytacji w takich przypadkach sa dla mnie naturalne (pamietam zachowania matki, ktore z pewnoscia mi nie pomagaly, mimo ze na pewno chciala najlepiej). Watpie, ze autor moze zyc pelnia zycia. Od innych wymagamy by byli twardzielami, dzielnie nas znosili, w przeciwna strone to nie dziala, zreszta ja wiem, ze ledwo dawalabym sobie rade, bedac po drugiej stronie barykady. Moze mam spaczone myslenie, bo pomimo tego, ze wiecznie mi sie nie uklada a wczesniej przeszlam pare traum, to wydaje mi sie, ze nie powinnam tyle utyskiwac, przynajmniej tak wszyscy mi mowili. Chyba jestem osoba, ktorej ludzie lubia sie czepiac, nawet kiedy mam zamyslona mine i mysle o przyziemnych rzeczach, np. co ugotowac na obiad, to wiekszosc od razu atakuje pytaniami dlaczego jestem taka smutna (niestety takie mam rysy), latwo dostac wtedy etykiete ponuraka, nawet psycholozka powiedziala: "nie mysl o tym, najpierw wez sie za obowiazki" :/ Moja matka przeszla bardzo wiele (patologiczna rodzina, smierc dziecka, maz tyran, do tego ja itd) i dala sobie rade, wiec bylam i jestem zla na siebie, ze tak nie potrafie. Wiele osob mowilo mi, ze mam szczescie majac taka matke, ktora robi co moze, by mi pomoc, z ktora moge rozmawiac o wszystkim, jednak kiedy leczenie nie przynosilo oczekiwanego skutku, a ja umeczoną zyciem kobiete dobijalam wisielczym nastrojem, gderaniem, robila sie zla z bezsilnosci i mowila "przeciez ci nie stworze", "ja musialam sobie dac rade" i dawala... Niby sie polepszylo, przynajmniej nie jestem narazona na szkodliwe bodzce, tak jak kiedys, ale zamiast cieszyc sie z tego co mam, wykorzystywac mozliwosci, to ja widze wlasnie te plamki na obrusie, blahe rzeczy dezorganizuja mi calkowicie zycie. Przepraszam za ten fatalny i chaotyczny komentarz, ale chyba jednak sama nie wiem jak to ze mna jest, na dodatek musialam sie wygadac. Czy jestem niezaradna osoba ze sklonnosciami do przesadzania, malostkowosci i probuje sie tlumaczyc, czy mam prawo do zalamania - nie wiem. Chyba jednak kazdy inny z tego forum ma trzezwiejsze spojrzenie na to wszystko ;)
  • lucyna_n 22.01.13, 02:13
    dla mnie jest jasne że życie z osobą depresyjną czy zaburzoną w jakiś inny sposób to nei jest raj i często, bardzo często mam wyrzuty sumienia że marnuję życie i zajmuję czas moim bliskim. Sama raczej kiepsko sprawdziłabym się w roli wspierającej depresyjnego, i rozumiem że ktoś może miec serdecznei dosyć, nawet uważam że ma do tego prawo i ma prawo odejść i układać swoje życie bez depresji i całego tego syfu, ale nie zgodzę się na zwalanie winy na osobę chorą. Trzeba uczciwie powiedzieć sobie "tak, ta sytuacja mnei dobija, nie chcę być z tą osobą bo nie wytrzymuję jej choroby", ale nie przerzucać winy za chorobę.

    To co napisałaś o nieutyskiwaniu a wytrzymywaniu o tej niby smutnej minie mam bardzo podobnie, a raczej miałam i przyznam że to było cholernie przykre, wcale nie pomagało zebrać siły, powodwało tylko to że człowiek uczył się coraz bardziej maskować, ukrywać swoje klopoty i był coraz dotkliwiej samotny z poczuciem niższości, gorszości i ogólnej beznadziei. Czarny etap mojego życia, mimo że fizycznie wtedy bylam o wiele zdrowsza niż teraz nie chcialabym już wrocić do tamtych czasów i czuć się tak własnie bezwartościowo.

    Ja też zawsze bylam wyrozumiała dla rodziców że mają swoje problemy, swoje przejścia itd, choć z perspektywy czasu niestety widzę że to było z ich strony cholernei egoistyczne obarczać dzieciaka "dorosłymi" problemami nie dając w zamian żadnego wsparcia bo kto by się dziecka pie...mi przejmował. a ja teraz widzę że to co się działo to już w dzieciństwie były bardzo poważne problemy, już wtedy nie male czerwone światełko ostrzegawcze ale cała dyskotega mrygała i alarm wył. Dlatego już nie gloryfikuję sobie ile to musieli znieśc, teraz widzę ile znosili bo takich a nie innych dokonali wyborow i widzę że często na własne życzenie pakowali się w problemy z ktorcy potem nie umieli wyjść inaczej jak odreagowując na dzieciach. Oni mogli coś zmienić, mogli wyjść z domu i nie wrocić, ja jako dziecko mogłam tylko trwać w tym piekle. Coraz mniej znajduję dla nich usprawiedliwienia choć myślalam że z wiekiem będę może bardziej mogla zrozumieć. Nic z tych rzeczy, teraz widzę jak mało, jak żałośnie mało dostałam w emocjonalnym posagu dobrego a jaki ogromny garb kłód pod nogi.

    --
    Z moich obserwacji wynika że im ktoś bardziej przekonany jest o swojej małostkowości i mazgajstwie tym ta osoba wpręcz zbyt silnei przykręca sobei samej śrubę i zamiast dać sobei trochę luzu to coraz bardziej wbija się w poczucie że powinna/powinien się bardziej starać, że jeszcze za mało z siebie daje, a Ci co twierdzą że są twardzielami, że oni to ho ho nie takie rzeczy, często w realu wypadają dziwnie słabo jak przyjdzie co do czego i okazuje się że po ciuchu alko, tabsy uspokajające, agresja, i inne takie niekoniecznie chwalebne rzeczy.

    Sory za pisanie chyba nei na temat, jakoś tak refleksyjnie jestem dzisiaj nastawiona.
    --
    Challa ki labda phire
  • deadgirl 22.01.13, 12:45
    Zgadzam sie z caloscia i widze pare punktow wspolnych.

    >Ci co twierdzą że są twardzielami, że oni to ho ho nie takie rzeczy, często w realu
    > wypadają dziwnie słabo jak przyjdzie co do czego i okazuje się że po ciuchu alko,
    > tabsy uspokajające, agresja, i inne takie niekoniecznie chwalebne rzeczy.

    Tez prawda. Znalam takich, ktorzy mowili mi "w dupie sie poprzewracalo, inni maja gorzej" w ogole nie znajac mnie i mojej historii. To zaskakujace, jak dochodzili do pewnych wnioskow. Chyba wystarczy miec wszystkie konczyny i nie wygladac na niedozywionego ;) Oczywiscie ta "troska" nie pojawiala sie, kiedy mozna bylo zrobic cos wspolnie, ruszyc sie z domu (prowadzilam samotniczy tryb zycia wbrew wlasnej woli i z tego miedzy innymi braly sie moje smutki), wtedy sobie widocznie przypominali, ze jednak kiepsko mnie znaja i w sumie to g. ich obchodze. Pozniej sami z byle powodu robili sie sfrustrowani i cyniczni. :)
  • mskaiq 21.01.13, 20:02
    To co napisałeś jest prawdą z Twojego punktu widzenia i często tak właśnie to widzi
    osoba, która nie ma depresji. Nie wątpię że prawidłowo dostrzegasz przyczyny, które wywołuja stany depresyjne u żony.
    Tej prawdy, którą Ty widzisz nie widzi osoba depresyjna i pokazywanie żonie czy
    innej osobie z depresją błedów prowadzi do takiej samej reakcji z jaka sie spotkałeś
    na forum.
    Aby móc pomoc żonie w depresji nie ważne jest pokazywanie przyczyn, ważna jest
    akceptacja, przyjęcie bezradności i jej słabości.
    Ważna jest też pokazanie nadziei, szansy na to ze bedzie lepiej.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • iso_1 21.01.13, 21:16
    mskaiq nie wiem jak Ty to robisz ale jesteś mistrzem w jednoczesnym pisaniu z sensem i ciekawie oraz pisaniu pierdół
    ja się poddaję Twojemu tokowi myślenia
    poddaję w sensie nie kumam :)
  • zoliborski_goral 22.01.13, 10:36
    Widzisz, gdyby twoja żona wyzdrowiała nagle to by samej siebie nie rozumiała i dziwiła się jak tak mogła niszczyć się sama przez lata a cóż dopiero może zrozumieć ktoś z zewnątrz. Częściowo zresztą masz rację. Choroba "trafia się" (ale wbrew twojej opinii nikt sobie dziadostwa nie wybiera i chemia mózgu nie jest następstwem prób "naginania rzeczywistości" a właśnie odwrotnie). Wszyscy przeżywaliście to samo ale tylko twojej żonce trafiło się stać wrakiem człowieka...Tak chciała i wybrała? To stan podobny do prób podniesienia zdrętwiałej ręki tóry czasem się zdarza. Ty próbujesz, starasz się a ręki i tak nie możesz podnieść chociaż jest cała ,wygląda zdrowo i wszyscy inni swoje podnoszą. Z ręką po minucie to przechodzi a z depresją nie.
  • a_iii_ty 22.01.13, 21:55
    masz racje, nie upieram sie wiecej ... hej goralu, ja jestem z tych zakopianskich Irokezow, osiedlonych u zbiegu Zeromskiego i Reymonta ...
  • dzikuska40 17.04.13, 11:53
    Witajcie,
    trafiłam tutaj szukając rozwiązania i pomysłu na to jak pomóc mojemu życiowemu partnerowi, który od lat leczy depresję. Mam niestety podobne spostrzeżenia jak twórca wątku. Niestety gwałtowna reakcja oraz zapalczywość z jaką bronicie swojego trudnego stanu jedynie potwierdza tezę postawioną na początku. Jak my bliscy Wam ludzie mamy Wam chorym pomóc - skoro Wy chorzy wiecie lepiej jak się leczyć i skąd w ogóle się to choróbsko wzięło. Wy chorzy wiecie , że nie macie predyspozycji więc po co sie nad tym zastanawiać. Wy chorzy wiecie , że tylko Wasze życie jest do d....py. To jak rozmawianie z niewidomym o kolorach. Czy wiecie, że taka choroba to choroba całej rodziny czy związku???? To właśnie KLUCZ do wyzdrowienia. ZMIENIĆ SPOSÓB MYSLENIA I POSTRZEGANIA SWIATA -na początek. Potem leki i psychoterapia. Bo to ciężka choroba biochemiczna mózgu ale gdzieś na początku był stres lub trauma która tą chorobę wywołała. Ta blizna sama się nie zagoi. Świat jest piękny i czeka na Was
  • iso_1 17.04.13, 12:04
    Do tej pory żyłem w nieświadomości ale oświeciłaś mnie siostro !!!
    Nie wiedziałem że my depresyjni jesteśmy aż tacy beznadziejni...

    dzikuska40 napisała:
    "Jak my bliscy Wam ludzie mamy Wam chorym pomóc - skoro Wy chorzy wiecie lepiej jak się leczyć i skąd w ogóle się to choróbsko wzięło."

    Moja dobra rada: Nie pytaj chorego jak mu pomóc tylko idź do psychiatry i zasięgnij opinii.
    Wujek google też pomoże.
  • dzikuska40 17.04.13, 12:47
    jakbyś nie zauważył .... właśnie to robię googluję stąd to forum.......... a u psychiatry byłam już dawno. Tylko dzięki lekarzowi udało mi się "zrozumieć" i równocześnie wybaczyć egoizm tej choroby a co za tym idzie egoizm mojego M. Jestem przy nim i z nim. Wspieram na tyle na ile ON SAM MI NA TO POZWALA.
    Chyba masz niskie poczucie własnej wartości, bo nigdzie nie napisałam , że depresyjni są beznadziejni. To chyba Twoje indywidualne odczucie - możliwe , że spowodowane depresją. Czy zdajesz sobie sprawę, że taką nadinterpretacją można zranić?? Czy stwierdzisz, że masz depresję i wolno Ci tak nadinterpretować ? :)))
  • evee1 18.04.13, 09:34
    > Chyba masz niskie poczucie własnej wartości, bo nigdzie nie napisałam , że depr
    > esyjni są beznadziejni. To chyba Twoje indywidualne odczucie - możliwe , że spo
    > wodowane depresją.
    Ta figura stylistyczna, ktorej uzyl iso, to sarkazm.Niczego raczej nie nadinterpretowal ;-).
    --
    Contrary to popular belief, one DOES simply drive into Mordor.
  • dzikuska40 19.04.13, 09:29
    za wikipedią : sarkazm to
    "(1.1) spotęgowana ironia, używana zazwyczaj jako sposób wyrażenia negatywnego nastawienia do czegoś lub kogoś; złośliwość, wyraz pogardy."
    nie wiem co lepsze nadinterpretacja czy sarkazm........
    obydwie sytuacje powodują niechęć do dalszej dyskusji.
    Czy depresją można tłumaczyć również taką złośliwość , czy ta właśnie (wrodzona, nabyta) "złośliwość " jest predyspozycją do depresji ??
    HMMMM
  • evee1 18.04.13, 09:46
    Dzikusko, ale czy zdajesz sobie sprawe z tego ile osob pozytywnie myslacych i widzacych szklanke w polowie pelna tez pada ofiara tego dziadostwa. Tym wiekszy jest to dla nich szok. Ja jestem niepoprawna optymistka, w niemal kazdej sytuacji widze glownie strony pozytywne, a negatywne staram sie marginalizowac i jakos nie prowadzi to u mnie do cudownego ozdrowienia. Byc moze osobom, ktore sa negatywnie nastawione do zycia trudnej z dola wyjsc, ale nie oznacza to, ze w tym swoim dole nie spotkaja wesolkow takich jak ja.
    Zapalczywosc reakcji wynika chyba glownie z tego, ze co jakis czas (ostatnio jakos czesciej) pojawiaja sie na tym forum ludzie gloszacy, jak to latwo wyjsc z depresji robiac to czy tamto. I pytajac "dlaczego ludzie tego nie robicie". A to na osoby, ktore od wielu lat borykaja sie z choroba i probowaly juz bardzo wielu metod, lekow i terapii, dziala po prostu jak plachta na byka.
    No, zrozumze czlowieka!
    --
    Contrary to popular belief, one DOES simply drive into Mordor.
  • dzikuska40 19.04.13, 09:35
    własnie próbuję zrozumieć. Mój mężczyzna cierpi na to paskudztwo . Jest we mnie morze tolerancji i chęci zrozumienia.
    Kocham i próbuję pomóc i sama się z tym zmierzam. To dotyka także MNIE.
    Czy Ty to rozumiesz? Czy Wy depresyjni to rozumiecie???
    Jak piszesz w innym wątku masz raczej lęki a dużo mniej depresji.
    To tłumaczy Twój optymizm, który w depresji nie występuje.......... przynajmniej nic o tym nie wiem :(
  • lucyna_n 19.04.13, 13:23
    Depresja nie jest szablonem zrównującym zachowanie wszystkich chorych do jednego wzorca. Osobowość, charakter te cechy mają swoje znaczenie, w każdej ciężkiej chorobie można obserwować że ludzie się pod jej wpływem zmieniają. Nikt nie wie jaki będzie zanim sam nie zmierzy się z cierpieniem. Depresja to ogromne cierpienie, to jak zamkniecie w innym wymiarze gdzie nie ma nic oprócz czarnej rozpaczy bez końca. Depresyjni rozumieją że obciąża to ich rodzinę, partnerow, często popełniają samobójstwo bo chcą już nie być ciężarem, a nie widzą możliwości jakiejkolwiek poprawy. Świadomość że ta choroba obciąża innych jest ogromnym obciążeniem i powodem do wielkiego poczucia winy.

    Nie wiem o czy o taką informację Pani chodziło? i czy zmniejszyło to choć trochę Pani frustrację, ktora dla mnie osobiście jest bardzo zrozumiała. Ja bym z depresyjnym partnerem nie chciała żyć, czulabym że mi ta choroba marnuje moje normalne życie, zdrowie, przkreśla wiele moich życiowych szans, bez żadnej winy z mojej strony. Serio, czulabym się oszukana przez życie, zła i sfrustrowana.
    --
    Challa ki labda phire
  • iso_1 19.04.13, 14:00
    Bo złą kobietą jesteś Lucyna
  • lucyna_n 19.04.13, 15:21
    Nie uważam się za złą, jestem po prostu szczera,
    cierpiętnicza postawa jaką promuje nasze i nie tylko nasze spoleczenstwo jest z reguły udawana "bo co ludzie powiedzą? powiedzą że jestem złą kobietą ". Powodem postawy cierpiętniczej jest przekonanie że "prawdziwa kobieta" powinna się poświęcać, że sens jej życia tkwi w służeniu innym, zwłaszcza mężowi i dzieciom, jeżeli nie ma męża i dzieci powinna przynajmniej nieodpłatnie służyć innym, że nie ma prawa szukać osobistego szczęścia.

    Jak myślisz dlaczego tak wiele kobiet cierpi na nerwice rożnego typu? dlaczego tak powszechnie przepisywanymi lekami przez lekarzy rodzinnych są leki uspokajające?
    --
    Challa ki labda phire
  • dzikuska40 19.04.13, 16:18
    to prawda..........
    sama od pewnego czasu zastanawiam się nad jakimiś środkami uspokajającymi. I jak dalej tak będzie to pewnie też skończę z depresją. Albo się z tego oboje wygrzebiemy , albo ja się poddam i jeszcze w miarę zdrowa odejdę, albo skończymy oboje z depresją . Takie 3 scenariusze są możliwe. Czy odchodząc będę egoistką ?? Nie............... nie w sytuacji kiedy mój mężczyzna nie będzie chciał walczyć o swoje (nasze) zdrowie.
    Odejście będzie działaniem zdrowego rozsądku. Uświadomieniem sobie totalnej bezradności w obliczu choroby i ratowaniem siebie samej.
  • mskaiq 19.04.13, 18:09
    Napisałaś, że od pewnego czasu zastanawiasz się nad środkami uspakajającymi.
    Czy nie uważasz, że warto się zastanowic jak to się dzieje, że potrzebujesz
    takch środków ?
    Czy to jest związane z choroba Twojego chłopaka ?
    Jesli chodzi o 3 scenariusze, które podałaś to nie wierzę, że odejście od osoby
    depresyjnej pozwola uniknąć depresji.
    Depresji można uniknąć kiedy rozumie się co ją wywołuje.
    Odejście od chłopaka to strata, a strata to jeden z głównych powodów depresji,
    wiąże się ze smutkiem i żalem.
    Jeszcze innym powodem jest poczucie winy.
    Pozdrawiam serdecznie.



  • dzikuska40 19.04.13, 19:50
    zastanawiam, się czy potrzebuję tych środków ponieważ od miesięcy albo już nawet lat żyję w ciągłym stresie ................., uczestniczę w jego walce o zdrowie, niestety również doświadczam jego porażek. Czy to nie wystarczający powód??
    Moja bezsilność w tej walce również jest dobijająca. Czasem czuję, że to walka z wiatrakami.
    Aby wpaść w depresję wystarczy trauma lub długotrwały stres.
    spełniam te warunki.............
    ale jeszcze się trzymam.
    Poczucie winy względem niego ma mnie trzymać przy nim? A gdzie poczucie winy względem samej siebie. Mam zupełnie o sobie zapomnieć ??
    To dosyć egoistyczny warunek .
  • mskaiq 19.04.13, 20:18
    Każdy stres może być przyczyną, zgadzam się, ale czy to nie my sami jesteśmy
    sprawcami tego stresu ?
    Rozumiem, że czujesz się bezsilna w walce Twojego chłopaka z depresją, ale
    czy Ty nie oczekujesz od siebie, że bedziesz w stanie zmienić chłopaka i
    spowodować, że wyjdzie z depresji ?
    To bardzo wielkie oczekiwanie. Ty masz na to bardzo ograniczony wpływ. Kiedy
    jednak oczekujesz od siebie, że go zmienisz wtedy przeżywasz bardzo duży stres,
    który może wywierać duży negatywny wpływ.
    Twój chłopak równiez może mieć takie oczekiwania do siebie i tak samo przez
    te oczekiwania może przeżywać zawód, który wzmaga jego depresję.
    Myślę, że moze warto wysłać chłopaka na psychoterapię, tam mógłby się nauczyć
    jak sobie radzic w zyciu aby unikać depresji.

    Nic Cię nie może zatrzymać kiedy sobie coś postanowisz. Jesli chcesz odejść
    to poczucie winy Cie nie zatrzyma. Poczucie winy czy strata są tylko jednymi z
    najczęstszych przyczyn depresji.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • lucyna_n 19.04.13, 15:42
    lepiej by było gdyby Pani napisała
    "mój partner wie…, mój partner mówi mi…, partner uważa że…", a nie "wy chorzy…" , bo takie ogólniki są bardzo krzywdzące dla wielu osób.

    Kluczem do wyleczenia depresji nie jest zmiana sposobu myślenia i postrzegania świata, przynajmniej nie w depresji rozumianej jako choroba, bo to właśnie choroba zmienia sposób postrzegania świata a nie odwrotnie. Proszę zastanowić się chwilę nad własnymi słowami "ciężka choroba biochemiczna mózgu", wierzy Pani że siłą woli można to pokonać za pomocą zmiany widzenia świata, cokolwiek zresztą to znaczy?

    To że ktoś nie ma depresji nie jest jego zasługą, a zachorowanie nie jest winą,
    bycie życiowym optymistą wcale nie broni przed tą chorobą, to po prostu kwestia szczęscia, genów, splotu okoliczności.
    --
    Challa ki labda phire
  • dzikuska40 19.04.13, 15:55
    to cytat z mojej pierwszej wypowiedzi :
    To właśnie KLUCZ do wyzdrowienia. ZMIENIĆ SPOSÓB MYSLENIA I POSTRZEGANIA SWIATA -na początek. Potem leki i psychoterapia. Bo to ciężka choroba biochemiczna mózgu ale gdzieś na początku był stres lub trauma która tą chorobę wywołała. Ta blizna sama się nie zagoi. Świat jest piękny i czeka na Was .
    Ma Pani rację Pani Lucyno- nie powinnam pisac ogólnie tylko o konkretnym przypadku- bo przecież każdy jest inny.
    Co do stwierdzenia , że nie chciałaby Pani być z chorym na depresję- rozumiem- choć ja nie mam takiego dylematu. Bo chcę być z mężczyzną , którego kocham - po prostu. Czuję się raczej bezradna i bezsilna w obliczu jego zachowań i samej choroby. I ta bezradność i bezsilnosć mogą spowodować poddanie się w pewnym momencie.
  • lucyna_n 19.04.13, 17:50
    Czuję się raczej bezradna i bezsilna w obliczu jego zachowań i samej c
    > horoby. I ta bezradność i bezsilnosć mogą spowodować poddanie się w pewnym mome
    > ncie.
    dokładnie tak, i nie ma co udawać że życie z chorym na depresję ktory w dodatku nie chce się leczyć to jest łatwa sprawa, nie jest, jest to poświęcenei które tak naprawdę chyba nie służy nikomu ani choremu ani partnerowi.
    Trzeba chcieć się leczyć, moim zdaniem to jest warunek jaki maja prawo stawiać partnerzy chorych na depresję. Jeżeli ktoś nie chce się leczyć (a jest to jego prawo) to partner takiej osoby też ma prawo ratować swoje życie i swoją psychikę i odejść. Partnerstwo nie żerowanie na drugim.
    Myślę sobie że nawet jeżeli choroba jest ciężka, ale widzi się że chory robi wszystko co w jego mocy to człowiek da radę z nim być, pomóc, i nie będzie się czul wykorzystany, a raczej będzie czuł satysfakcję z bycia w takim związku mimo wszystko, będzie miłość. Każdy chce od związku dostac coś w zamian, każdy chce żeby jego wysiłki jakoś odzwierciedlały się w działaniach partnera. Ja jestem przeciwniczką cierpiętnictwa i poświęcania się kiedy to poświęcenie jest niszczące dla kogoś.
    --
    Challa ki labda phire
  • dzikuska40 19.04.13, 19:38
    tak, właśnie tak jest.........................
    może warto aby mój M zdawał sobie z tego sprawę.........co może być przyczyną, że w końcu samotnie będzie borykał się z chorobą.

    najważniejsze to CHCIEĆ się leczyć ,chwytać każdej sposobności: leków ,psychoterapii i każdej nadziei na zdrowie. W przeciwnym wypadku jest się bezsilną .........bezradną........ jak ja.
  • mskaiq 19.04.13, 20:30
    Gdybyś miała depresje i dowiedziała się że Twój chłopak chce rzucić Ciebie
    to czy taka wiadomość, że bedziesz sama musiała się borykać z tą chortobą
    zmobilizowałaby Ciebie do działania czy też załamałabyś się ?

    Jeśli bedziesz rozumiała jak radzić sobie z depresja to nie bedziesz bezsilna.
    Bezsilność związana jest z bezradnościa, z brakiem rozwiązania.
    Terapia kiedy jest prowadzona rozsadnie pozbawia bezradności.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • dzikuska40 19.04.13, 20:39
    zatem jak mam radzić sobie z jego depresją i jego brakiem chęci innego leczenia (dotychczasowe nie działa- ma systematyczne nawroty) ??
  • mskaiq 19.04.13, 21:02
    A jakie on ma leczenie ?
    Czy rozumiesz co jest przyczyna tych nawrotów u niego ? Jesli bedziesz
    znała ich przyczynę możesz mu ją pokazać.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • evee1 21.04.13, 13:15
    > zatem jak mam radzić sobie z jego depresją i jego brakiem chęci innego leczenia
    > (dotychczasowe nie działa- ma systematyczne nawroty) ??
    Ale czy Twoj partner ma nawroty jak przestaje sie leczyc (stosowac terapie czy leki), czy leczenie, ktore stosuje stale nie przynosi rezultatow i juz sie po prostu poddal i stracil motywacje do szukania kolejnych metod, ktore zadzialaja?
    --
    Contrary to popular belief, one DOES simply drive into Mordor.
  • dzikuska40 21.04.13, 22:09
    leczy się tylko farmakologicznie . Dwukrotnie odstawiał leki jednak po 5-6 miesiącach depresja wracała............. nie wierzy ,w żadne inne metody. Tak na prawdę żadnych nie próbował. Wkurza się jak mu sugeruję cokolwiek.
  • evee1 22.04.13, 07:38
    Ale jak bierze leki, to wtedy czuje sie w miare OK? Jezeli tak, to moze powinien brac leki caly czas. Ja na przyklad tak robie, bo jak odstawiam, to tez mam nawroty (odstawialam juz trzy razy). Z tym, ze ja w odroznieniu od Twojego partnera bylam tez dwa razy na psychoterapii - grupowej i indywidualnej, ale nic mi one nie daly.
    --
    Contrary to popular belief, one DOES simply drive into Mordor.
  • mskaiq 22.04.13, 11:21
    To normalne, że druga osoba się wkurza kiedy mu sie coś proponuje. Wkurza się
    również osoba, która proponuje mu aby coś zrobił dla siebie, a on tego nie chce
    zrobić.
    Wtedy pojawia sie u Ciebie stres a u niego powiększa sie tylko złe samopoczucie.
    Nie proponuj, on musi sam zacząć dbać o siebie.
    Zamiast tego pomagaj, pokazuj co robi źle, ale w taki sposób aby nie odczuwał
    jako propozycję, wymuszenie, nacisk z Twojej strony.
    Tą metoda osiagniesz znacznie wiecej i dla siebie i dla niego.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • lucyna_n 19.04.13, 20:58
    wbijasz ją w poczucie winy, zauważylam że lubisz stosować tę metodę Masku. Strach przed poczuciem winy ma jej zastąpić normalne życie?
    --
    Challa ki labda phire
  • aber43 30.04.13, 00:37
    Ludzie z depresją maja po prostu nawyk zadręczania się przykrymi myślami. Ten nawyk trzeba zmienić. W „Siła nawyku” Charlesa Duhigga omówiono dokładne mechanizmy powstawania i wyzwalania się z nawyków. Autor podaje też sposoby walki z nimi. Wiele nawyków nie wygląda groźnie, ale twój sprawia, że nie czujesz szczęścia.
  • olga_w_ogrodzie 30.04.13, 00:54
    aber43 napisał:

    > Ludzie z depresją maja po prostu nawyk zadręczania się przykrymi myślami.

    no proszę.
    depresja wynika ze złych nawyków.
    nawyk.
    zupełnie jak palenie papierosów.
  • iso_1 30.04.13, 14:37
    "Ludzie z depresją maja po prostu nawyk zadręczania się przykrymi myślami. Ten nawyk trzeba zmienić."

    Kolejny szaman wioskowy objawił się nam na forum.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka