Dodaj do ulubionych

autoagresja

25.07.04, 18:46
i znów mnie nosi, zeby sobie coś zrobić..
wróciła fascynacja ostrymi przedmiotami..
nożyk łagdnie tnący moją skórę..
przeliczyłam po raz kolejny kolorowe pastylki
w których ponoć zamknięte jest moje szczęście..

co zrobić jesli nie można inaczej?
co zrobić kiedy mysli nie dają spokoju?
kiedy każda próba skierowania emocji na zewnątrz to poczucie winy..
i jeszcze gorzej..
jesli tylko w ten sposób można osiągnąć spokój..


--
ad noctum
Edytor zaawansowany
  • looserka 25.07.04, 18:50
    nevada_blue napisała:


    > jesli tylko w ten sposób można osiągnąć spokój..
    >
    >

    ...a jeśli nie?
  • cafe_lorafen 25.07.04, 19:11
    Nevadka a ja sobie ywszarpalam skore spod paznokcia i znowu mam rane, palce
    pogryzione, rany porozdrapywane.
    Brzydka teraz jestem.
    Ja to robie nieswiadomie, ale Ty chcesz swiadomie sie okaleczac ?
    Juz do apteczki cos na uspokojenie lyknac !
    A poza tym chyba najlepiej zrobisz jak pozawracasz jutro glowe psychiatrze.

    P.S. Nie rob niczego, czego ja bym nie zrobila :)))
  • nevada_blue 25.07.04, 20:08
    ja do tej pory podrapałam sobie ramiona - sa cale opuchniete..
    i poklułam nadgarstek szpilka..
    to nie do konca ja..
    po prostu mysli sa zbyt silne..
    nie da sie nad nimi panowac..
    probowałam..

    nie moge iść jutro do lekarki - dzieli mnie od niej 400 km..
    nie mam doraźnych uspokajaczy..
    tylko leki przeciwlękowe..
    one nie na to nie działają..

    --
    ad noctum
  • elaenna 25.07.04, 20:55
    kiedy dopada Cię potrzeba (przymus) kaleczenia się. W jakich sytuacjach? Czy
    nie wtedy, kiedy jesteś bezczynna, nie masz nic pilnego do zrobienia? Kiedy
    masz wolne ręce?
    Mnie się kiedyś coś podobnego zdarzało w takich sytuacjach. Nie używałam
    narzędzi, tylko własnych paznokci.
    Pozdro
    Elżbieta
  • rzeznia_nr_5 25.07.04, 21:13
    elaenna napisała:

    > Czy nie wtedy, kiedy jesteś bezczynna, nie masz nic pilnego do zrobienia?
    > Kiedy masz wolne ręce?
    > Mnie się kiedyś coś podobnego zdarzało w takich sytuacjach.


    Znaczy z nudów tak?Bo tak by wynikało z tego co napisałaś.
  • orlando10 25.07.04, 21:16
    rzeznia_nr_5 napisał:

    > Znaczy z nudów tak?Bo tak by wynikało z tego co napisałaś.

    Heh, rzeźnia, miałam napisać to samo :-)
  • elaenna 25.07.04, 21:25
    Nawet mi do głowy nie przyszła taka sugestia!!!
    Przypuszczam (po sobie), że w momencie braku jakiejś celowej aktywności
    fizycznej lub umysłowej, zaczynają dochodzić do głosu mechanizmy autoanalizy,
    które podświadomość próbuje usunąć, podsuwając potrzebę skierowania uwagi np.
    na ból. Lub jakiś podobny mechanizm. Zauważyłam przez lata nerwicy,
    że "niesytuacyjne" lęki pojawiały się wtedy, kiedy przestawałam być aktywna,
    miałam czas na wypoczynek. Stąd zresztą, tak sądzę, była kompulsywna praca -
    była to ucieczka od siebie, od swoich myśli o sobie, od próby zagłębienia w
    siebie.
    I dlatego pytałam.
    Nie obrażę się na Ciebie, Rzeźnia, tylko dlatego, że mnie nie znasz i sądzisz,
    że mogłabym sobie robić jaja z bardzo poważnego problemu.
    Pozdro
    Elżbieta
  • nevada_blue 25.07.04, 21:48
    kiedy?

    kiedy mnie coś zezłości - nie umiem kierowac złości na zewnatrz..
    kumuluje ją w sobie..
    podonie jak inne negatywne emocje..
    nawet krzyczeć nie potrafie..

    kiedy się czegoś boję..
    a boję się życia..
    przyszłości..
    ludzi..

    historia samookaleczeń sięga u mnie czasów podstawówki..
    podobnie jak moja nerwica - jeśli to nerwica, bo diagnozy nie mam..
    teraz jestem na studiach..
    kiedyś kaleczyłam sobie twarz..
    w styczniu pierwszy raz wzięłam do ręki nożyk..

    te myśli..
    przychodzą co jakiś czas, "napadowo"..
    dręczą kilka dni aż stają się zbyt silne..
    wtedy biorę nożyk..
    może być igła, cyrkiel..
    albo własne paznokcie..
    i po jakimś czasie znów jest spokój..

    aż do następnego razu..

    --
    ad noctum
  • elaenna 25.07.04, 22:00
    Na pewno możliwość "wydalenia" z siebie złości, lęku, agresji rozładowuje je.
    Ale wiem, że nie jest łatwo się tego nauczyć.

    > te myśli..
    > przychodzą co jakiś czas, "napadowo"..
    > dręczą kilka dni aż stają się zbyt silne..

    Jakie myśli? Możesz napisać?

    Czemu nie próbujesz skonsultować się z lekarzem? Jesteś na studiach, więc masz
    chyba dostęp do lekarza akademickiego.
    Być może rozwiązanie Twojego problemu nie jest takie trudne. Po co się męczyć?

    Pozdrawiam
    Elżbieta

  • nevada_blue 25.07.04, 22:14
    myśli: natretne, nie dające się przegonić, nie pozwalające się na niczym
    skupić..
    noż na moim ciele, ostrze łagodnie, powoli przecinające skórę, pragnienie, ból,
    potem krew, jest w tym coś pociagającego, fascynującego..
    i ten spokój..

    jestem pod opieką lekarza od końca marca..
    lekarka wie o samookaleczeniach i próbach samobójczych..
    zapowiedziała mi psychologa od października..
    dopiero, bo studiuję w innym mieście niż mieszkam i na wakacje wracam
    do "domu"..
    teraz dzieli mnie od niej prawie 400 km..

    --
    ad noctum
  • insignificant 25.07.04, 22:17
    sorry ,ze powiedzialem cos glupiego:((ale czasem chcialbys sie pociac,a jakos
    brak mi tej odwagi...
  • elaenna 25.07.04, 22:34
    Sądzę, że moja i Twoja sytuacje bardzo się różnią.
    Nie wiem, jak Ci pomóc. Czy nie masz żadnego kontaktu ze swoją lekarką,
    telefonu? W końcu psycholog to nie student, nie ma wakcji od czerwca do
    października. Może udałoby się coś przyspieszyć, gdybyś powiedziała lekarce, że
    nie radzisz sobie, a leki nie pomagają.
    A czy w miejscowości, w której mieszkasz (albo w sąsiedztwie) nie ma poradni
    zdrowia psychicznego? Może tu udałoby się coś zwojować? Może z resztą idź do
    zwykłego internisty, może on Ci coś przepisze.
    Mam wrażenie, że będzie Ci bardzo trudno dociągnąć do października. Z Twoich
    listów ja odbieram nie tylko przymus kaleczenia się, ale wręcz fascynację tym.
    Bez wątpienia potrzebujesz pomocy. Czy nie ma w Twoim otoczeniu kogoś, komu
    mogłabyś zaufać, poprosić o wsparcie?

    Jeśli tylko świadomość, że ktoś z daleka Cię wspiera, ma jakiekolwiek znaczenie
    dla Ciebie, to wiedz, że ja to robię. Bardzo Ci współczuję.

    Trzymaj się!!!
    Pozdrawiam
    Elżbieta


  • rzeznia_nr_5 25.07.04, 22:39
    elaenna napisała:


    > Nie wiem, jak Ci pomóc. Czy nie masz żadnego kontaktu ze swoją lekarką,
    > telefonu? W końcu psycholog to nie student, nie ma wakcji od czerwca do
    > października. Może udałoby się coś przyspieszyć, gdybyś powiedziała lekarce,że
    > nie radzisz sobie, a leki nie pomagają.


    Lekarza,lekarza a to są durne rady.Nie masz nic do powiedzenia to tylko:do
    lekarza.A lekarz co niby zrobi?Najwyżej w psychiatryk wyśle bo co innego
    poradzi niby.Zresztą już była napewno u lekarza i mu o tym powiedziała.
  • insignificant 25.07.04, 22:40
    a ja musze chyba na psychoterapie bzdurna pojsc aby zwalczyc te leki yeee
  • rzeznia_nr_5 25.07.04, 22:42
    insignificant napisał:

    > a ja musze chyba na psychoterapie bzdurna pojsc aby zwalczyc te leki yeee


    Nie będą te to będą inne.Pozbędziesz się jednego problemu to ujrzysz kolejne.
  • an_a1 25.07.04, 22:58
    Zamknij oczy, ujrzysz rzeczy, jakimi są...
    Ana
  • aneta10ta 25.07.04, 22:57
    Maniakalnie wręcz polecam!
    Aneta
  • aneta10ta 25.07.04, 22:56
    Coś ttzeba robić. Nie można się chlastać bez końca!
    A lekarze, no cóż, bywają różni. Na moim oddziale zwoływanie konsylium nie jest
    niczym wyjątkowym.
    Aneta
  • elaenna 25.07.04, 22:57
    To go podaj.

    E.
  • rzeznia_nr_5 26.07.04, 00:21
    elaenna napisała:

    > To go podaj.
    >


    Nie ale to jest żadna rada.Już lepiej zamknąć buzię.
  • nevada_blue 25.07.04, 22:49
    nie mam żadnego kontaktu z moją lekarką w tej chwili..
    najwcześniej zobaczę się z nią we wrześniu..
    tu mogłabym pójść do poradni, ale się boję..

    widzisz, moi rodzice o niczym nie wiedzą..
    i chcę, żeby tak pozostało..
    kiedy jestem tam - gdzie studiuję - czuję się swobodniej..
    tu boję się zrobić krok gdziekolwiek..

    fascynacja..
    widzisz, tu chodzi o ten spokój..
    cudowny, cichy spokój..
    choć na chwilę..

    nie chodziło mi o współczucie..
    chciałam tylko z kimś o tym porozmawiać..
    nie bardzo mam z kim..


    --
    ad noctum
  • aneta10ta 25.07.04, 23:02
    A my na forum to pies?
    Aneta
  • nevada_blue 25.07.04, 23:05
    miałam na myśli w realu Anetko :)
    dlatego to tu piszę, bo poza forum nie bardzo mam z kim porozmawiać..
    --
    ad noctum
  • aneta10ta 25.07.04, 23:08
    Jeśli Ci to robi rożnicę... Syty głodnego nie zrozumie, a tu wszystscy jesteśmy
    jak w rodzinie.
    Aneta
  • elaenna 25.07.04, 23:06
    Jeśli tak, to zrozumiałe, że masz ograniczone możliwości zwrócenia się
    anonimowo do lekarza.
    Nie wiem, czy to dobrze, że Twoi Rodzice nie wiedzą o Twoich problemach, ale to
    Twój wybór.
    Pewnie z tych samych powodów nie chcesz podzielić się nimi z nikim ze
    znajomych?
    Piszesz, że pragniesz spokoju. Rozumiem, że ogarnia Cię on wtedy, gdy potniesz
    się, natrętne myśli odchodzą, bo zaspokoiłaś ich imperatyw. Czy tak jest?
    E.
  • nevada_blue 25.07.04, 23:15
    moja miejscowość nie jest taka mała..
    ale moją mamę zna tu wielu ludzi..

    mieszkam zaraz niedaleko sporego miasta wojewódzkiego..
    mogłabym pójść tam..
    ale się boję..
    no bo co? zaproponują psychiatryk, co innego?
    do szpitala nie pójdę..

    nie mogę powiedzieć o tym rodzicom..
    po prostu nie..
    mam paru zaufanych znajomych, ale w tej chwili są oni daleko..
    poza tym nie mogą mnie przecież pilnować bez przerwy..

    tak jest właśnie - schemat:
    przychodzą myśli - dręczą mnie czasem przez kilka dni - w końcu stają się zbyt
    silne - poddaję się im - gdy się tnę przychodzi spokój - to trwa kolejne kilka
    dni - potem przechodzi - do następnego razu..

    ostatni raz "napadło" mnie miesiąc temu..
    teraz wróciło..

    --
    ad noctum
  • elaenna 25.07.04, 23:49
    to i inny może nie będzie taki wyrywny. Może, przynajmniej na razie, do
    października, dałby Ci jakieś prochy...

    Wiesz, wydaje mi się, że jest szansa, by te myśli nie wracały. Na pewno
    przyzwoita psychoterapia mogłaby usunąć przyczynę takich myśli, niepokoju,
    przymusu. Tyle, że to wymaga czasu. Dopiero w październiku (i to jak dobrze
    pójdzie - bądźmy realistami) będziesz mogła zacząć tę psychoterpię. Do tego
    czasu możnaby podjąć jakieś działania doraźne - brać lekarstwa. Jest ich tyle,
    że na pewno coś się da dobrać. Leki pewnie nie usuną przyczyny, ale złagodzą
    objawy - przestaną nachodzić Cię natrętne myśli, wróci spokój. Czyż nie tego
    potrzebujesz?

    Przemyśl możliwość pójścia do jakiegoś lekarza w mieście wojewódzkim, gdzie
    nikt Cię nie zna. W zakresie leczenia psychiatrycznego nie obowiązuje żadna
    rejonizacja, więc nie będzie z tym kłopotu. Pogadaj z lekarzem. W końcu, co Ci
    szkodzi? Najwyżej nie weźmiesz tego, co Ci przepisze, jeśli uznasz, że to nie
    dla Ciebie.

    Ale sądzę, że w ten sposób, stosunkowo prosty, mogłabyś sobie bardzo pomóc. Co
    o tym myślisz?

    E.
  • nevada_blue 26.07.04, 00:17
    lekarka dwa razy proponowała mi szpital, ale odmówiłam..
    boję się, że rodzice mogliby się dowiedzieć..
    nie mam ochoty z nimi o tym rozmawiać..

    nie znam tu lekarzy - to raz
    dwa - nie stać mnie na prywatnego, a państwowo się dość długo czeka..
    to potrwa tylko kilka dni..
    i potem znów będzie spokój..
    nie sądzę, żebym w tym czasie znalazła tu lekarza..

    --
    ad noctum
  • elaenna 26.07.04, 00:40
    Po pierwsze, jakkolwiek rozumiem Twoją niechęć do podzielenia się z rodzicami
    Twoimi problemami, to jednak w końcu jesteś dorosła i lęk przed nimi jest już
    nieuzasadniony. A odnoszę wrażenie, że bardziej zależy Ci na zachowaniu
    pozorów "grzecznej córeczki" wobec nich, niż na zadbaniu o własny interes.
    Przecież ani podjęcie leczenia, ani pobyt w szpitalu nie narazi Cię na karę z
    ich strony. W końcu są Twoimi rodzicami. A rozmawiać o szczegółach z nimi nie
    musisz. Zadbaj o siebie!

    I druga sprawa - jest jeszcze lipiec. Do października zostało ponad 2 miesiące.
    Przez ten czas może się dużo wydarzyć. To, że nie znasz żadnych lekarzy, to
    może nawet i dobrze. Często łatwiej rozmawia się z ludźmi obcymi. niż
    znajomymi.

    Piszesz, że "to potrwa tylko kilka dni i potem znów będzie spokój". Może i tak,
    ale ile razy ten cykl powtórzy się do października?

    Z tego, co napisałaś, odpowiadając lirze korbowej (boshe, kto wymyślił taki
    nick!), wynika, że ta tendencja do okaleczania się trwa już ile? 10 lat? Czy,
    kiedy byłaś dzieckiem, też robiłaś to pod wpływem natrętnych myśli? Czy były
    tej samej treści, co te obecne?

    A wtedy, kiedy mama ostrzegła Cie, że będziesz miała ślady na twarzy, co
    odpowiedziałaś?

    E.

  • lira_korbowa 26.07.04, 00:56
    Dlaczego, ach dlaczego moja lira tak Ci się nie podoba?? Notabene niczego nie
    trzeba było wymyślać - lira korbowa (inaczej organistrum), średniowieczny
    instrument smyczkowy - jak najbardziej istnieje! I ładnie gra...
  • elaenna 26.07.04, 01:03
    Nie wątpię, że i Ty jesteś piękna:-) Ale zwróć uwagę, jak strasznie
    nieporęcznie odmienia się ten nick przez przypadki. Stąd me westchnienie.
    Głównie zresztą na niedoróbki polskiej gramatyki, które w takiej sytuacji
    wymagają odmiany imion własnych.
    Nie przyjmuj, proszę, mego westchnienia do siebie. Postaram się przyzwyczaić:-
    )))
    Pozdrawiam i dobranoc
    Elżbieta
  • nevada_blue 26.07.04, 10:15
    kiedy byłam mała robiłam to mimowolnie, nie rozumiałam dlaczego i co robię..
    prawdopodobnie tendencja do samookaleczen utrwaliła się, zmieniła tylko formę..

    rzeczywiście bardzo mi zależy na utrzymaniu pozorów..
    nie chce sie wdawać z nimi w jakiekolwiek rozmowy na ten temat..
    po prostu nie..

    do lekarza spróbuję się zgłosić..
    chociaż nie wierzę, że to miałoby coś zmienić..
    a do szpitala nie pójdę..
    --
    ad noctum
  • lira_korbowa 25.07.04, 23:53
    Twierdzisz, że nie możesz powiedzieć rodzicom. A jak Ci się udało przed nimi
    ukryć swoje autoagresywne działania, w szczególności owe dwie próby samobójcze
    (brrrr)? Myślisz, że się mama nie domyśla, nie martwi?
    Może jednak trzeba porozmawiać?
  • nevada_blue 26.07.04, 00:08
    nie umiem rozmawiać ze swoimi rodzicami - nigdy tego nie robiłam..
    jestem grzeczną córeczką dobrych rodziców, która nie ma problemów..
    poza tym to nie miałoby sensu..
    ojciec by mnie tylko dobił, matka miałaby poczucie winy, że coś źle zrobiła..
    a ja byłabym znów wściekła na siebie..

    to nie problem ukryć się kiedy do "domu" wraca się tylko na wakacje..
    bo studiuję w innym mieście niż mieszkam i przez większą część roku jestem
    gdzie indziej.. obie próby miały miejsce w tym roku, rodzice nic o nich nie
    wiedzą.. obie były lekowe - budziłam się dobę lub dwie potem w marnym stanie,
    ale nie zgłaszałam nigdzie ze strachu, żeby nie powiadomili rodziców..

    oni nawet nie domyslaja sie, że ich córka ma depresję i bierze leki..
    pociełam kostki, żeby nie było widać..
    zresztą kiedyś kaleczyłam sobie twarz..
    wiedzieli o tym..
    to ciągnęło się parę lat..
    nie było na ten temat rozmowy..
    mama tylko zapytała mnie kiedyś czy jestem świadoma, że to samookaleczenia i
    żebym do niej nie przychodziła potem z pretensjami, ze mam pokiereszowaną
    twarz..
    miałam wtedy jakieś 12 lat - nie rozumiałam tego, co robiłam..
    teraz też chyba nie do konca rozumiem..

    --
    ad noctum
  • lira_korbowa 26.07.04, 00:36
    > nie umiem rozmawiać ze swoimi rodzicami - nigdy tego nie robiłam...
    No właśnie... a może już czas spróbować? Rodzice też nie umieją - ale to nie
    znaczy, że nie chcą.

    > ojciec by mnie tylko dobił, matka miałaby poczucie winy, że coś źle zrobiła...
    Skąd ta pewność? To nie jest ani Twoja wina, ani tym bardziej matki. Tylko
    choroby, o którą nikt się nie prosił. Jesteś pewna, że rodzice by nie
    zrozumieli?

    > mama tylko zapytała mnie kiedyś czy jestem świadoma, że to samookaleczenia i
    > żebym do niej nie przychodziła potem z pretensjami, ze mam pokiereszowaną
    > twarz..
    > miałam wtedy jakieś 12 lat - nie rozumiałam tego, co robiłam..
    Ja rozumiem, że po takim tekście schowałaś się do skorupy. Ale minęło tak dużo
    czasu od tamtej pory... przechowujesz w pamięci to, co wtedy odebrałaś.

    Nie gniewaj się, że Ci nie przytakuję, nie denerwuj, że "bronię" rodziców, bo
    nie o ich komfort mi chodzi. Owszem, wyrosłam z wieku studenckiego, swoje też
    przeżyłam, i próbuję patrzeć z tej perspektywy. Może warto zwrócić się o
    wsparcie do rodziców? Jakoś nie wierzę, że mogą chcieć źle dla własnej córki,
    albo że jest im ona tak dalece obojętna. Ale skąd mają wiedzieć, co jets grane?
    Trochę chaotycznie piszę, ale na gorąco.
    pozdrawiam - L.

  • nevada_blue 26.07.04, 10:23
    nie twierdzę, że rodzice się o mnie nie martwią czy że jestem im obojętna..
    nie jestem..
    dbali i dbają o mnie jak potrafili najlepiej..
    szczególnie mama..
    po prostu ja nie umiem z nimi rozmawiać..
    nigdy nie przychodziłam do nich ze swoimi problemami..
    poza tym znam ich 20 lat - potrafię szczegółowo przewidzieć ich reakcję..
    nie chcę z nimi rozmawiać..
    boję się tego..
    --
    ad noctum
  • elaenna 26.07.04, 11:00
    >nie chcę z nimi rozmawiać..
    >boję się tego..

    Może tu jest pies pogrzebany. Boisz się. Czego się boisz? Konfrontacji?
    Odrzucenia? Obojętności, zlekceważenia, tego, że mogliby się zmartwić, zmienić
    o Tobie opinię?
    Mówisz, że dobrze ich znasz. Czy na pewno? Siebie też dobrze znasz? Potrafisz
    powiedzieć, dlaczego się tniesz?
    Dlaczego odrzucasz szansę, jaką jest skorzystanie z pomocy osób, które Cię
    kochają tak, jak potrafią, choć może nie potrafią tej miłości okazać tak, jak
    Ty tego potrzebujesz?
    I czy odrzucając tę pomoc jesteś pewna, że poradzisz sobie sama?
    Czy jest tak, że kiedyś, dawno temu zranili Cię (jedno albo oboje) tak, że
    zamknęłaś się przed nimi?

    Wiesz, mam córkę trochę starszą od Ciebie. Bardzo ją kocham. Nigdy świadomie
    nie zrobiłam (i nie zrobię) niczego, co mogłoby ją skrzywdzić. Ale czy nie
    zrobiłam czegoś nieświadomie? Czegoś, co ją mogło zranić? Nie wiem. Ale nie mam
    pewności.
    Spróbuj pomyśleć o próbie porozmawiania z rodzicami, może tylko z mamą.
    Twoje "nie, bo nie" zamyka usta rozmówcy, ale Ty możesz porozmawiać ze sobą na
    ten temat.

    Pozdrawiam
    E.

  • nevada_blue 26.07.04, 11:16
    boję się konfrontacji - nie umiem z nimi rozmawiać, zaraz mam ochotę płakać i
    jestem brana za histeryczkę, która wymysla sobie problem..
    poza tym nie chcę ich martwić..
    szczególnie mamy..
    miałabym potem straszne poczucie winy..

    proszę, zamknijmy temat moich rodziców..
    nie porozmawiam z nimi i tak..
    nie mam tyle odwagi..
    w wątku głównym pytałam jak sobie poradzić z uzewnetrznianiem emocji..
    jeśli na samą myśl o ich wyrażeniu mam poczucie winy..

    --
    ad noctum
  • grof 26.07.04, 12:06
    Witaj Nevadko!

    > w wątku głównym pytałam jak sobie poradzić z uzewnetrznianiem emocji..
    > jeśli na samą myśl o ich wyrażeniu mam poczucie winy..

    Niestety myślę, że sama sobie nie poradzisz. I na pewno na forum też takiej
    rady nie otrzymasz. Jedynym wyjściem jest psychoterapia... szkoda, że dopiero
    od października...
    Tymczasem, jedynym wyjściem jest chyba rozmowa z nami, skoro nie masz nikogo, z
    kim mogłabyś porozmawiać na żywo... Może to przyniesie Ci choć trochę ulgi...
    Tak bardzo chciałabym Ci jakoś pomóc, ale nie potrafię...
    G.

    --
    kum kum
  • eulogete 26.07.04, 12:20
    Nevado, chciałabym ci jakoś pomóc, choć nie bardzo wiem jak...
    Wydaje mi się, że powinnaś spróbować pójśc do psychiatry, może w tym wiekszym
    mieście - może uda ci się trafić bez wcześniejszej rejestracji. Może skoro nie
    radzisz sobie z rozmową z rodzicami, a najwyraźniej kontakty z nimi nie robią
    ci dobrze, nie warto u nich spędzać całych wakacji?

    Wiesz, wydaje mi sie że skoro rodzice nie zareagowali na twoje samookaleczanie
    sie kiedy byłaś dzieckiem, to mają powód do poczucia winy niezależnie od tego,
    czy powiesz im to czy nie.

    I ostatnia sprawa: czy skoro poprzedni taki napad samookaleczania był mniej
    wiecej miesiac temu, to czy nie wiąze się z napięciem przedmiesiączkowym?
  • nevada_blue 26.07.04, 13:56
    ostatni "napad" związany był z sytuacją stresową - sesja - "radością" z powodu
    końca roku akademickiego i powrotem do "domu" oraz krótkim konfliktem na
    Duplikacie.. przeniosłam tamte złe emocje na siebie..

    nigdy nie odczuwałam tzw. PMS i samookaleczanie również się z nim nie wiąże..
    nie potrafię jedynie powiedzieć dlaczego to wróciło teraz..

    --
    ad noctum
  • eulogete 26.07.04, 14:17
    Hmmm
    trzy lata temu udało mi sie wytrzymać z moją mamą prawie dwa tygodnie, po czym
    nabyłam bilecik powrotny do domu i wróciłam stwierdzajac ( w duchu) że dłużej
    nie zdzierżę,
    ostatnio jakby moja tolerancja wzrosła, ale widujemy się co najwyżej po 3 dni...
    Całe wakacje? niewykonalne.
    Stara baba ze minie a nie umiem z własna matką rozmawiać o ważnych dla mnie
    sprawach. A gadki o pogodzie albo ploty o rodzinie za bardzo mnie drażnią kiedy
    mam dosyć własnych problemów.

    Myślę sobie po cichutku, że między tobą i rodzicami "nie gra" bardzo mocno,
    pomimo "poprawnego" zachowania wszystkich stron. Jeśli tak, to prawdopodobnie
    powalczysz z tym w czasie terapii. Na razie trzeba do niej dotrwać. Może nawet
    zwykły lekarz pierwszego kontaktu przepisze ci leki uspokajające?

    Nie masz workka treningowego albo kupy drewna do porąbania? Można się na tym
    genialnie wyżyć jak sie nie umie wyładować złośći na ludziach (z workim
    treningowym było mi całkiem fajnie dopóki córy nie próbowały się na nim huśtać
    i nie wyrwały haka z sufitu)

    Trzymaj się
  • insignificant 26.07.04, 16:12
    ja nawet nie moge studiowac przez lęki weic mnie nie dobijajcie ludzie...
  • an_a1 26.07.04, 17:19
    Studiuj lęk...
    Ana
  • insignificant 26.07.04, 16:12
    baby opanowały to forum aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!
  • nevada_blue 26.07.04, 16:41
    już milczę..

    --
    ad noctum
  • eulogete 26.07.04, 17:48
    bo to baby częściej chorują na depresję
  • rzeznia_nr_5 26.07.04, 17:52
    eulogete napisała:

    > bo to baby częściej chorują na depresję


    Mówi się że tylko częściej łażą do lekarzy.
  • eulogete 26.07.04, 18:18
    cholera w życiu nie widziałam żeby się mówiło samo
    kto mówi że częściej chodzą do lekarzy?
  • rzeznia_nr_5 26.07.04, 18:20
    eulogete napisała:

    > cholera w życiu nie widziałam żeby się mówiło samo(tu miał być przecinek
    rozumiem)
    > kto mówi że częściej chodzą do lekarzy?

    Lekarze.
  • eulogete 26.07.04, 18:25
    Jak miło pisać do mądrali, co sam się domyśli, dzie należało postawić
    przecinek...
    A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?
  • rzeznia_nr_5 26.07.04, 19:38
    eulogete napisała:

    > Jak miło pisać do mądrali, co sam się domyśli, dzie należało postawić
    > przecinek...
    > A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?


    Nie częściej potrzebują tylko tak już mają w naturze że lubią się komuś
    w rękaw posmarkać.
  • lira_korbowa 26.07.04, 20:20
    rzeznia_nr_5 napisał:

    > eulogete napisała:
    > A nie przyszło do głowy, że kobitki częściej potrzebują pomocy lekarza?
    >
    >> Nie częściej potrzebują tylko tak już mają w naturze że lubią się komuś
    >> w rękaw posmarkać.

    I bidoki muszą smarkać lekarzowi w kitel, bo mężczyzna-wojownik-myśliwy swojego
    rękawa udostępnić nie chce...
  • insignificant 26.07.04, 20:36
    ja mogę odostępnic ..tylko ,ze ja jestem niesmialy hehe :))
  • lira_korbowa 26.07.04, 20:46
    Iiii, to nie problem. Tylko że ja już dawno temu się oduczyłam smarkania.
    Raczej wrzody hoduję. Nie piskam ani u lekarza, ani nawet w samotności...
  • rzeznia_nr_5 26.07.04, 20:55
    lira_korbowa napisała:

    > Iiii, to nie problem. Tylko że ja już dawno temu się oduczyłam smarkania.
    > Raczej wrzody hoduję. Nie piskam ani u lekarza, ani nawet w samotności...


    Lira-Terminator
  • lira_korbowa 26.07.04, 21:21
    W dzieciństwie się zaczytywałam książkami o Indianach - kamienna twarz, zero
    emocji. I tak mi jakoś zostało... no dobra, może nie do końca
  • Gość: luxocculta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 21:03
    chyba jestem w podobnej sytuacji do Ciebie...od dawna sie okaleczam i nie
    wiedzialam dlaczego to robie teraz wlasciwie tez tego nie wiem...bylo to dla
    mnie normalne dopoki ludzie nie zaczeli o tym gadac i mowic ze to chore...wtedy
    zaczelam sie tego wstydzic ciagle sie balam ze ktos zauwazy...nie potrafie z
    NIKIM rozmawiac o swoich uczuciach boje sie o tym mowic..raz bylam u psychologa
    (wtedy chodzilo tez o alkohol bylam przez to w szpitalu lekarka powiedziala ze
    wyladuje w zakladzie albo mam isc do psychologa)i wlasciwie nie wiem czemu ale
    tak cholernie sie balam nie moglam tam wytrzymac moze z dwa zdania do tej
    kobiety powiedzialam na szczescie nie zmuszali mnie zebym znowu tam poszla..nie
    wiem czemu taka jestem mam 15 lat wlasciwie niczego mi nie brakuje(mam calkiem
    normalne zycie) wiec dlaczego jestem taka...nieszczesliwa???kompletnie siebie
    nie rozumiem momentami sie nienawidze i dobija mnie fakt,ze to wszystko moja
    wina, bo przeciez gdybym sie postarala moglabym byc szczesliwa...gdybym tylko
    byla inna...
  • kika20 01.08.04, 12:53
    Mam podobny problem z aktywnością.W momencie gdy po duużym wysiłku psychicznym
    okazało się że mam miesiąc wakacji i "nic do zrobienia oprócz odpoczynku"
    dopadła mnie nerwica...Nie potrafię biernie odpoczywać : poleżeć, mieć dużo
    wolnego czasu i zeroplanów i problemów.Zawsze muszę mieć zorganizowany
    czas.Nawet jakmam wolne od rana biegam, sprzątam, gotuje, piore, jednym słowem
    spokojnie poleżeć nie mogę ...A nie daj boże mam wolny czas
    niezaplanowany ...Coś w tym jest że uciekam w aktywność fizyczną, pracę żeby
    tylko uciec od swoich problemów, myśli jednm słowem uciec od siebie!
  • nevada_blue 25.07.04, 20:01
    looserka napisała:

    > ...a jeśli nie?

    masz jakis pomysł?..


    --
    ad noctum
  • looserka 25.07.04, 22:24
    nevada_blue napisała:

    > looserka napisała:
    >
    > > ...a jeśli nie?
    >
    > masz jakis pomysł?..
    >

    Wiesz, z Twojego pierwszego postu wnosiłam, że myślisz o skrajnej i ostatecznej
    formie autoagresji....dobrze, że nie. Każdy idzie własnym tropem myślowym, ja
    nie miałam nidgy tendencji do samookaleczania, za to natrętne myśli samobójcze.
    Nie,nie mam pomysłu, wiem tylko,że podobno takie zaburzenia osobowości są
    trudne w leczeniu. Twój lekarz/terapeuta wie o nich?
    >
  • nevada_blue 25.07.04, 23:24
    myśli o samookaleczeniu się idą w parze z myślami samobójczymi..
    moja lekarka wie o tym..
    podobnie jak o dwóch próbach samobójczych..
    ale teraz nie mam z nią kontaktu..

    --
    ad noctum
  • rzeznia_nr_5 25.07.04, 19:27
    Ja tam nigdy nie miałem takich ciągot ale rozumiem że przy duzym napięciu
    psychicznym którego nie ma jak rozładowac i gdzie skierowac może to
    przynosić ulgę.
  • orlando10 25.07.04, 19:44
    rzeznia_nr_5 napisał:

    > Ja tam nigdy nie miałem takich ciągot ale rozumiem że przy duzym napięciu
    > psychicznym którego nie ma jak rozładowac i gdzie skierowac może to
    > przynosić ulgę.

    Ja też nigdy nie miałam, ale ból fizyczny na pewno łatwiej znieść od
    psychicznego... Nigdy się nie cięłam, ale organizm załatwiał sprawę inaczej -
    miałam rozmaite choroby psychosomatyczne, kiedy to mogłam skupić się na bólu
    fizycznym i chociaż na parę godzin zapominałam o tym drugim...
  • an_a1 25.07.04, 21:30
    Tnij żywe mięso aż do kości, jeśli taka jest Twoja natura.
    Ponownie oferuję Ci moje kostki. Wolałabym te u rąk, bo i tak noszę koszule z
    długimi rękawami.
    Ana
  • nevada_blue 25.07.04, 21:38
    dziękuję Ci za poświęcenie :)
    nie umiałabym zrobic Ci krzywdy..
    najmniejszej..
    wszystko kieruję na siebie..
    w tym problem..

    --
    ad noctum
  • insignificant 25.07.04, 21:40
    tnijcie sie o ile macie odwagę mnie tego brak!!!
  • an_a1 25.07.04, 22:23
    Chciałabym Ci jakoś pomóc, lecz nie wiem, czego Ci brak: sznytów czy odwagi,
    aby je sobie wykonać.
    Ana
  • insignificant 25.07.04, 22:29
    lubię krew ale wiesz..
  • aneta10ta 25.07.04, 22:32
    Właśnie nie wiem. Ileż to razy o tym rozmyślałam...
    Każde z moich ramion już zostało naznaczone...
    Ana
  • insignificant 25.07.04, 22:32
    no trudno mi sie jakos pociac sam nei wiem pozniej ktos mogłby to zobaczyc..
  • aneta10ta 25.07.04, 23:13
    A może byś popełnił jakiś dłuższy utwór liryczny?
    Może w patrzeniu na krew innych znalazłbyś pożądane ukojenie?
    Aneta
  • aneta10ta 25.07.04, 23:05
    Jeżuuuuu!!!
    Nie wytrzymam z nią, choć usiłuję zachować spokój icierpliwość.
    Aneta
  • orlando10 25.07.04, 22:15
    nevada_blue napisała:

    > wszystko kieruję na siebie..
    > w tym problem..

    łatwiej skrzywdzić siebie niż kogoś innego, prawda? problem z wyrażaniem
    agresji? Czy dlaczego kierujesz ją przeciwko sobie?
  • nevada_blue 25.07.04, 22:31
    orlando10 napisała:

    > łatwiej skrzywdzić siebie niż kogoś innego, prawda? problem z wyrażaniem
    > agresji? Czy dlaczego kierujesz ją przeciwko sobie?

    łatwiej..
    rzeczywiście mam z tym problem..
    dlatego własnie..

    nie umiem wyrazac negatywnych emocji..
    kumuluje je w sobie, a potem kieruję na siebie..
    sama myśl o tym, że mogłabym skierować je na zewnątrz to poczucie winy..
    i jeszcze gorzej..

    nawet jeśli emocje nie dotyczą mnie..
    jeśli na przykład jestem świadkiem czyjejś kłótni..
    przenoszę te emocje na siebie..
    i wyładowuję również na sobie..




    --
    ad noctum
  • aneta10ta 25.07.04, 22:35
    Miałam odwrotny problem. Wspólpraca z psycho pomogła.
    Trwale.
    Aneta
  • nevada_blue 25.07.04, 22:38
    dobrze wiedzieć :)
    ja zaczynam od października..
    tak mi zapowiedziała lekarka..

    --
    ad noctum
  • insignificant 25.07.04, 22:39
    powodzenai!!!
  • aneta10ta 25.07.04, 23:15
    Skąd taka zwłok?
    Aneta
  • nevada_blue 25.07.04, 23:17
    studiuję i leczę się w innym mieście niż mieszkam..
    na wakacje wracam do "domu"..

    --
    ad noctum
  • an_a1 25.07.04, 22:20
    nevada_blue napisała:

    > nie umiałabym zrobic Ci krzywdy..
    > najmniejszej..
    Może i mnie fizyczne cierpienie przyniosłoby ulgę...

    > wszystko kieruję na siebie..
    > w tym problem..
    Najtrudniejszy jest ten pierwszy raz.
    Pozdrawiam
    Ana




  • insignificant 25.07.04, 22:38
    an_a1 nie tnij swego cialka jak komus je pokazesz kiedys? ;-)
  • an_a1 25.07.04, 23:17
    Nie umiesz odczuć ... Straciłam nadzieję...
    Ana
  • insignificant 25.07.04, 23:23
    jestem i czuję ale inni tego nie dostrzegają...
    moze napisze jakis nowy wiersz.. :>
  • insignificant 26.07.04, 16:13
    niedlugo ruch feministyczny powstanie tutaj:)
  • aneta10ta 26.07.04, 17:22
    Na podstawie czego tak twierdzisz?
    Aneta
  • eulogete 26.07.04, 18:27
    marne szanse - feministki nie mają problemów z wyrażaniem agresji
  • aneta10ta 26.07.04, 17:24
    Najlepiej długi. Dasz onym szansę na opanowanie czutania.
    Aneta
  • insignificant 26.07.04, 20:04
    nevada nie mowilem zebys nie pisala masz pisac o tym co Ci doskwiera itd!!!
  • huckleberry-wild 31.07.04, 21:02
    założyc bloga.... :)
    --
    Noli me tangere
  • anetal0ta 23.08.04, 21:12
    krojenia. Ciarki mnie biorą...
  • majkaa18 25.08.04, 01:20
    tez to przechodzilam..bol fizyczny choc przez chwile zagluszal cierpienie mojej
    duszy...pozniej minelo, na szczescie
  • nevada_blue 25.08.04, 12:39
    a u mnie jakos nie chce minąć
    i ciągnie się od lat
    wraca i wraca, i wraca
    bez konca
    błędne koło
    wczoraj znów wydrapałam sobie ranę na ręce
    choć obiecałam sobie tego nie robić
    nawet nie wiem kiedy
    to wszystko bez sensu..
    --
    ad noctum
  • lucyna_n 25.08.04, 17:34
    przytulam, co ja wiecej moge?
    ale do pazdziernika na szczescie juz nie tak daleko...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka