Dodaj do ulubionych

problemy po depresji

07.12.16, 14:10
witajcie
zakończyłam pół roku temu leczenie depresji ze skutkiem zadowalającym. Zakończyłam przyjmowanie Venlectine ale jest teraz inny problem. Od czasu przyjmowania tych tabletek libido spadło do zera. I nie wiem co mam zrobić. Pół roku nie biorę tabletek, depresja przeszła szczęśliwie po 5 latach ale libido gdzieś sobie poszło. Niedługo mi się związek rozpadnie bo mój mąż traci cierpliwość a mnie tematy sexu nie interesują, wręcz odpychają.
Co robić?.....
Edytor zaawansowany
  • martini-7 07.12.16, 17:20
    Iść do terapeuty i ja nie żartuję, jeśli ten lek miał w ulotce jako działanie uboczne spadek libido to myślę, że po pół roku i tak się już wszystko wypłukało z Ciebie. Może coś jednak z tej depresji zostało? Jeśli zwykły terapeuta nie poradzi jest jeszcze seksuolog. Nie wiem jakie było u Ciebie podłoże depresji, ale może coś nie dopracowałaś w czasie leczenia?
    No, jest jeszcze jedna rada. Rzuć się na życie, wyłącz myślenie, włącz dziki instynkt, daj się porwać. Odnajdź drugą siebie.
    Biedny ten Twój mąż, ale myślę, że jeśli kocha to da radę jeszcze wytrzymać, ale musisz zacząć działać, jeśli masz możliwość to idź do swojego dawnego terapeuty, zna Cię więc szybciej może temat ogarnie.
    Powodzenia.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 07.12.16, 17:34
    Kocha, kocha i wytrzymuje ale mi tez brakuje tej bliskosci. Jest sex ale ja nie mam z tego żadnej satysfakcji. Jemu też brakuje mojego zaangażowania i to jest oczywiste dlatego nie chcę tal dalej. Depresja była z przyczyn zawodowych. W domu mam wsparcie, zrozumienie i miłość dlatego udało się to wszystko zakończyć ale pozostał właśnie ten skutek uboczny. Planuję wizytę u sexuologa tylko co, jeśli on sobie z tym nie poradzi? Jak ktoś trzeci ma we mnie wzbudzić pożądanie? Kocham mojego męża, bardzo mi się podoba i jest moim najlepszym przyjacielem, mogę się do niego przytulać, całować ale to kompletnie nie wzbudza we mnie tego dreszczyku. Mogę patrzyć na pornusa i przy okazji gotować obiad. Jakby coś we mnie się wyłączyło...
    Tu nie jest potrzebna farmakoterapia?...
  • mardaani.74 07.12.16, 17:43
    Kurcze, no to niedobrze, podobno czasem zdarzają się takie "trwałe" skutki. Może jednak nie tylko antydepresant jest tu winny? Na Twoim miejscu trochę bym połaziła po specjalistach, popytała, próbowała znaleźć przyczynę, bo to szkoda życia i udanego związku. Może zwyczajnie jakiejś anemii się nabawiłaś, czegoś somatycznego? niedoczynność tarczycy, albo faktycznie psychika, np boisz się zajść w ciążę, wpadłaś w kompleksy, nie akceptujesz swojego ciała, niewyleczona depresja, no powodów może być mnóstwo.
    Biorę różne antydepresanty już ładnych kilkanaście lat i nie obserwuję takich skutków, co innego w depresji, ale ludzie różnie reagują na leki, więc jednostkowe doświadczenie nie ma tu większej wartości.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 07.12.16, 19:10
    Ja biore tez tyle lat i powiem, ze jednak bywa roznie, czasem jest tak, ze niestety NIC, jakby przeciete kable zostaly i autorke rozumiem. Aktualnie mam ten sam problem. Nie dziala na mnie nic, ani film, ani literatura, ani tak , ani owak, czekam moze minie, wczesniej tez tak bywalo. Cale szczescie malzonek wie, ze jest to ode mnie zupelnie niezalezne. Potrzebe czulosci, czy bliskosci mam naatomiast "siexa niet". U mnie tez jest to dziedzina ktora jako z pierwszych wylacza sie jak spadam w dol. Smutne.
  • nebelowa 07.12.16, 19:13
    A i jeszcze jedno, zasada, ze im bardziej sie chce tym bardziej nie wychodzi sprawdza sie w 100% wie trzeba umiec odpuscic , bo efekt jest odwrotny od zamierzonego.
  • 1coyote_girl 07.12.16, 19:39
    Ciąży się nie boję, mam skończone 40 lat i dorosłe dziecko, umiem się zabezpieczyć 😊
    Ale zaczęło się po pół roku od brania tabletek. I wyraźnie ten element uboczny był na ulotce. W domu jest wszystko normalnie tylko tak jak to napisała Nebelowa, ktoś odciął kable.
    Zgłosiłam się już do sexuologa tylko czekam na wizytę a w styczniu osteopata. Z migreną sobie poradził, może z tym też coś zrobi....
    Psychicznie jest mi smutno, że nie czuję tego dreszczyku między nogami bo pamiętam, że to było bardzo przyjemne. A teraz ta strefa może nie istnieć... i to jest smutne...
  • mardaani.74 07.12.16, 23:35
    Może jakieś hormonalne zmiany? Czasem tak bywa, moja kumpela tak miała po tabletkach antykoncepcyjnych, że po prostu cisza, zdechło wszystko.

    osteopatia to nie moja bajka :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 08.12.16, 09:55
    osteopata mi pomógł w migrenie. po pierwszej wizycie miałam ataki tylko przez tydzień w miesiącu (zamiast przez 3 tygodnie tak jak wcześniej) a po drugiej wizycie kompletnie zapomniałam , że je miałam. Też byłam sceptycznie nastawiona i poszłam, żeby udowodnić osobie, która mi to poleciła, że to kompletnie nie działa i nie ma dla mnie ratunku ;)
    Też myślałam o zmianach hormonalnych, ale robiłam badania niedawno i niby wszystko było w porządku...
    Sexuolog zachciał 150 zł za 50 min spotkania i zapewne na jednym się nie skończy, więc będę musiała sobie z tym sama poradzić :/
  • martini-7 08.12.16, 10:02
    Ważną rzecz napisała Nebowa i Ty. Ty, że bardzo Ci tego brak, a Nebowa, że im bardziej się chce tym gorzej wychodzi.
    Oto może być sedno problemu. Najpierw może faktycznie leki Cię zablokowały, zauważyłaś ten problem, zaczęłaś się tym martwić, zaczęło narastać i pach, mamy blokadę. Myślenie w życiu to bardzo ważna rzecz, ale czasem dobrze je wyłączyć i iść na żywioł. Może za dużo zaczęłaś myśleć o tym? libido to natura, a nie cykl przemyśleń i stąd może ono się nie umie włączyć przy mózgu pracującym nad jego problemem ponad normę?
    Mam nadzieję, że seksuolog znajdzie przyczynę. Nie zakładaj najgorszego, że sobie nie poradzi, musisz być otwarta na dobre bo, inaczej znowu wpadniesz w depresję.
    Będzie dobrze :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 08.12.16, 10:24
    depresję to teraz sama blokuję. Jak czuję, że kłębią się czarne myśli to szybko od nich uciekam, czymś się zajmuję. Oczywiście pozwalam sobie czasem na chwile słabości i płaczu ale to tylko dla przeczyszczenia kanalików łzowych :)
    Jak na razie mi się to udaje...
  • martini-7 08.12.16, 10:27
    płacz czasem bywa zbawienny dla oczyszczenia oczu i duszy ;)
    dzielna jesteś, super :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 08.12.16, 10:30
    staram się :) NIe chce sprawiać przykrości mężowi i córce, przecież ich tak strasznie kocham.....<3
  • mardaani.74 08.12.16, 12:57
    To że nie masz dramatycznych objawów depresji to niekoniecznie oznacza że jesteś od niej całkowicie wolna. Jeżeli musisz ją nadal w jakikolwiek sposób kontrolować to znaczy że sprawa nie jest "załatwiona". Jak nie ma depresji to jej nie ma, nie trzeba niczego kontrolować ani w żaden sposób się wysilać, ani blokować żeby jej nie mieć.
    Kłębiące się czarne myśli - to brzmi w cholerę depresyjnie.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 08.12.16, 13:25
    w mojej skromnej opinii z depresją jest jak z alkoholizmem, nie pijesz ale nie znaczy, że jesteś zdrowy, czasem do pierwszego kieliszka, piwa i wszystko wraca, a w depresji? pierwszy większy problem i wraca, czasem ukryta ale wraca
    a i nie rób tego dla męża, dla córki, zrób dla siebie, potem dla nich bo, jak zaczeniesz, że musisz dla kogoś to presja będzie

    ps. sorki za literówki ale net mi muli i nie nadąża za moimi palcami na klawiaturze, a ja ze sprawdzaniem czy dobrze piszę :P
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 08.12.16, 13:33
    Nie, to raczej nie jest tak jak piszesz. To bardziej dotyczy takich "nerwicowych" zaburzeń.
    Depresja jako choroba albo jest albo jej nie ma, pewne następstwa mogą pozostać jak np fobie i problemy które w jej wyniku powstały np rozpad związku, utrata pracy.

    Jest jeszcze coś takiego jak dystymia, czyli niby możesz żyć ale na pół gwizdka.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 08.12.16, 10:02
    martini-7 napisała:


    > No, jest jeszcze jedna rada. Rzuć się na życie, wyłącz myślenie, włącz dziki in
    > stynkt, daj się porwać. Odnajdź drugą siebie.

    heh...gdybym miała taką naturę, to w ogóle bym nie zapadła na depresję... Bo to co podpowiadasz to z kolei wyłączenie swojej osobowości i przekształcenie się w kogoś innego a nie "drugą siebie"...
    A mąż nie jest taki biedny, ponieważ nie unikam sexu i jego potrzeby są zaspokajane, tylko on wie, że ja nic z tego nie mam i to go martwi i tego on nie chce, bo nie uprawia sexu z lalką tylko z żoną.
  • martini-7 08.12.16, 10:08
    wiesz kochający mąż też nie ma 100% satysfakcji widząc, że Ciebie to nie cieszy, najważniejsze jednak, że ma dla Ciebie zrozumienie
    Nie rób z siebie kogoś kim nie jesteś, ja po prostu wiesz strzelam na pałę trochę bo, nie znam Cię, a różnych ludzi w życiu i na forum się spotkało i różnie sobie w problemach radzili, jednak nie wszystko jest dla wszystkich i ja to doskonale rozumiem
    150 zł za 50 min? matko bosa trochę dużo, a takiego specjalisty na NFZ nie ma?
    A może zwykły psycholog choć trochę sytuację podratuje?

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 08.12.16, 10:21
    wiesz co? Na razie spróbuję Twój sposób, czyli "wyłączę myślenie" ale myślenie o tym, że MAM JAKIŚ PROBLEM. Zacznę udawać, że to "tylko gorsze dni", w których nie odczuwam satysfakcji sexualnej ale to chwilowe :) takie oszukiwanie siebie. Jeśli w ten sposób nie oszukam psychiki i nie spowoduje to odblokowania siebie to wtedy pomyślę o specjaliście. Może zapytam ginekologa przy najbliższej okazji?... Postanowiłam, nie będzie specjalista zarabiał na moim nieszczęściu ;) Tym bardziej, że mam przecież męża, który chce mi pomóc więc dlaczego ma się nie udać?
    Pomyślimy i to Wy mnie nakierowaliście :) Najważniejsze to nie skupiać się na myśleniu o problemie tylko na sposobach jego rozwiązania. Dlaczego ja ciągle o tym zapominam?... ;)
  • martini-7 08.12.16, 10:38
    trudna sztuka nie myśleć, ale może się uda, tu nawet nie chodzi o oszukiwanie siebie bo, wówczas się na oszukiwaniu skupisz i tez szlag trafi cały misterny plan, tu bardziej idzie o oczyszczenie umysłu ze zbędnych myśli, rzucenie się na falę życia, uniesienia, momentu i lecenia z nią. Mam nadzieję, że ta teoria się sprawdzi ;) zresztą nic nie tracisz, a możesz WIELE zyskać :D
    a jeśli nasze podpowiedzi nic nie dadzą biegnij do specjalisty, masz 40 lat i całe piękne życie przed sobą :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 08.12.16, 13:02
    No ja bym jednak radzila Ci odżałować tych kilka złotych na specjalistę, choćby na jedna wizytę, bo leczenie na forum tego typu problemów i postanawianie że do tej pory nic się nie czuło ale teraz weźmiesz się w sobie skupisz i zaweźmiesz, to nie gniewaj się ale głupota. To Ci się nie sprawdzi.
    To tylko forum, i odpisały Ci w większości osoby które mają dobre chęci ale nie mają takiego problemu.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 08.12.16, 12:58
    to wręcz jakiś masochizm...

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 08.12.16, 13:29
    co jej szkodzi, spróbuje dziś z mężem jak nie zaskoczy to jutro wizytę umówi jeden dzień zwłoki jej nie zabije, ale w sumie jak nawet zaskoczy to wizyta by się przydała wtedy pozna podłoże problemów na przyszłość
    ale fakt, że leczenie się przez forum to trochę tak na zasadzie "wiódł ślepy kulawego" ;)
    my wspieramy, specjaliści leczą, tak powinno być i chyba jest
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 08.12.16, 13:36
    no chyba właśnie nie jest, bo dziewczyna najwyraźniej zrezygnowała z umówionej wizyty. Moim zdaniem to duży błąd.
    Z mężem z tego co pisze już próbuje i próbuje i tylko pogłebia w ten sposób swoją niechęć i przekonanie że jest źle i brnie coraz dalej w problem. Będzie się zmuszać, na siłę przekonywać że czuje czego nie czuje? To nie jest dobry pomysł, serio.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 08.12.16, 14:59
    Jak jest sie w stanie "kable sa przeciet"e to sie NIC nie czuje i nawet przez czysto fizyczne proby wywolania jakiegokolwiek podniecenia. Calosc jest czysto fizlogiczno-fizyczna, jakies cwiczenia komiczne, czy dotykanie ktore zamiast podniecac drazni lub smieszy. Calosc raczej upokarzajaca. Gdy sie z czasem cos nagle poczuje, a ku temu mozliwosc jest to trzeba od razu isc za ciosem, nie czekac na nastepny przeblysk. Wowczas zdarza sie tez cos takiego, ze wszystko wrocilo, jest super i nagle w trakcie NIC, ktos wtyczke wyciagnal i wszystko spadlo na 0 i czasem tez trzeba zrezygnowac, bo ilez mozna zacznac od poczatku. Najgorzej jest sie nastawiac, ze musi sie udac - wowczas nie wyjdzie nic.
  • martini-7 08.12.16, 15:58
    Całkowita rezygnacja nie jest dobrym pomysłem, fakt, ale założenie, że tylko specjalista zdziała cuda też nie, nie można powierzać swojego losu specjalistom, lekom i innym szamanom. Trzeba pojąć próbę. Rzeczywiście ona już sporo walczy, więc czemu nie iść dwutorowo? Oczyścić umysł, a przy okazji rozważania prowadzić w gabinecie.
    Kurde, ogólnie sprawa poważna. Dziewczyna cierpi. Choć znam ludzi którzy by popatrzyli na to jak nie na problem, ale to mocherowa brygada ;)
    Z tego co pisze Nebelowa nasuwa mnie się jeden podstawowy wniosek, nie można wywierać na siebie presji bo, umarł w butach.
    Nebelowa, Ty rozumiesz autorkę najlepiej z nas wszystkich, masz może jakieś słowa otuchy?

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 08.12.16, 18:23
    Specjalistów, leków i szamanów nie wrzucałabym do jednego worka.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 09.12.16, 09:26
    Nie wrzucam. Tak jakoś mnie się w jedno zdanie zmieścili.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 08.12.16, 20:06
    Slowa otuchy: sprobuj sama, czy jest cokolwiek, co na ciebie w jakikolwiek dziala. Ty znasz siebie najlepiej. Jezeli tak jest to juz duzy sukces, wowczas po prostu zaczynasz przygotowania wczesniej i jak idzie w dobrym kierunku to zapraszasz meza :-) Nic mu wczesniej nie mow, zeby sie nie nastawial, bo to bedzie dla ciebie stres i znow pies pogrzebany. Zacznij od siebie, jezeli teraz filmy na ciebie nie dzialaja tak jak kiedys, trudno, nie musza, czlowiek sie zmienia. Moze jakas literatura, teraz duzo tego, trzeba probowac i powolutku, bez spinki. Moze trzeba zmienic wszystkie przyzwyczajenia, rutyne. Moze inna pora dnia, inne miejsce, nie wiem. Szukaj co zaskoczy, i nie probuj dalej " tak jak kiedys" bo to poglebi frustracje. Zawsze dzialalo, a nie dziala. Tu pocalowal, tam poglaskal, tu pomietolil i bylo ok. Teraz pewnie robi tak samo, a ciebie to deneruje, bo niczego nie budzi. Przypomnialo mi sie przyslowie " Gdy sie kochasz po bozemu, nudno ci, choc nie wiesz czemu" Nie bierzesz juz zadnych lekow, powinno byc dobrze.
  • 1coyote_girl 12.12.16, 09:59
    mardaani.74 napisała:

    > no chyba właśnie nie jest, bo dziewczyna najwyraźniej zrezygnowała z umówionej
    > wizyty. Moim zdaniem to duży błąd.

    nie zrezygnowałam. ja jej w ogóle nie umówiłam, bo tylko pytałam o cenę.
    I wcale się nie leczę przez forum tylko chciałam poznać opinie innych osób. A pytam osoby obce bo nie chcę się "chwalić" wśród znajomych tego typu problemami. Wśród Was jestem anonimowa a znajomi zaraz będą ciągnąć wątek, nie wiem ilu osobom o tym powtórzą i nie wiem, czy mąż ma życzenie, żeby w ogóle o tym rozmawiać z naszymi znajomymi.
    Jak uznam za konieczne, to odżałuję pieniądze nawet na jedną wizytę ale na razie bo Waszych sugestiach odnalazłam w sobie możliwość samodzielnej pracy nad sobą.
    nigdzie nie napisałam, że "próbuję i próbuję", bo tak nie jest. Dopiero niedawno w ogóle rozmawiałam z mężem na ten temat i dopiero niedawno mąż zapytał czy tak musi być, nie wiem skąd Mardaani wzięła ten wniosek?
    "pogłebia w ten sposób swoją niechęć i przekonanie że jest źle i brnie coraz dalej w problem." - to zdanie to mocna nadinterpretacja a wręcz konfabulacja....
  • martini-7 12.12.16, 10:12
    Spokojnie, najważniejsze byś Ty się czuła dobrze. Doskonale rozumiem dlaczego zwróciłaś się do obcych ludzi, czasem ze swoimi rozmawia się najtrudniej, a do tego są blisko, będą pytać jak tam idzie, będzie presja, sama pewnie czasem ją wywieram nieświadomie na ludziach z otoczenia jak podzielą się problemem, ale nie robię tego ze wścibstwa, a troski, zainteresowania nimi i problemem.
    W mojej opinii jest tak jak pisałam wcześniej, nie zaszkodzi jak zawalczysz sama, nie dasz rady pójdziesz po pomoc, dasz radę, nie zaszkodzi przy dodatkowym zastrzyku gotówki poznać źródło problemu bo, jednak w życiu są wzloty i upadki, a ja życzę Ci samych wzlotów (jakkolwiek to brzmi w przy obecnym problemie ;) )
    Oby się wszystko udało.


    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 12.12.16, 10:13
    ps. nawet dziś rano się zastanawiałam czy się jeszcze odezwiesz :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 12.12.16, 10:23
    aaa bo weekend intensywny i czasu brakło :)
    wyjazdy do rodziny (zaległe imieniny) a resztę weekendu moja migrena postanowiła zarezerwować dla siebie :)
    teraz akurat mam jeszcze tydzień wolnego więc między zajęciami kury domowej postaram się być bardziej aktywna na forum ;)
    aczkolwiek pamiętam, że takie sobie klikanie forumowe to "znikacz czasu".... :)
  • 1coyote_girl 12.12.16, 12:34
    wzlotów oraz dużo "uniesień" chociaż to nie mąż ma z tym problem hihihihihihiihi :)
    dziękuję za support ;)
  • nebelowa 12.12.16, 10:31
    To ja sie bardzo ciesze, jezeli moglam byc pomocna, bo ten sam temat przerabialam juz wielokrotnie i co najwazniejsze zawsze jakos udawalo wygrac :-) Spokojnie, czasem jak sie czyta watek to cos umknie, albo cos sie inaczej zapamieta. Spokojnie i w razie potrzeby - pisz!

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 12.12.16, 10:39
    zgadza się forum potrafi wciągać czas, ale dla mnie obecnie jest zbawienne bo, mogę przestać myśleć o paru sprawach które mnie cholernie stresują

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 12.12.16, 10:47
    oj to racja. właśnie rano zaczęłam wpadać w panikę, bo też mam parę rzeczy to rozwiązania i wystraszyłam się, że znowu wróci przez to depresja bo zaczynam tracić grunt pod nogami.
    Włączyłam lapka, weszłam na forum, klikam od ok godziny i w tym czasie nawet sie niebo rozchmurzyło :)
    Czasem brakuje siły, żeby wziąć się w garść, tak zwyczajnie. Mam ochotę usiąść i się rozkleić, zawinąć kocem i nie wychodzić z łóżka (jak dzisiaj właśnie). Ale wiem, ze to prosta droga do powrotu depresji a przecież z nią skończyłam...
    Wtedy tak jak piszesz, trzeba odwrócić uwagę. Podładowałam baterie, teraz wezmę się za sprzątanie, obiad i na koniec kawusia i usiądę tutaj znowu z Wami :)
    Może się do czegoś przydam też komuś...
  • mardaani.74 12.12.16, 10:44
    Najwyraźniej masz dar dramatycznego przekazywania informacji !

    "A mąż nie jest taki biedny, ponieważ nie unikam sexu i jego potrzeby są zaspokajane, tylko on wie, że ja nic z tego nie mam i to go martwi i tego on nie chce, bo nie uprawia sexu z lalką tylko z żoną"

    dla mnei zabrzmiało to wręcz dramatycznie, stąd takie wnioski. Chyba najbardziej ta lalka, czy coś.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 11:27
    No tak. Zdanie "nie unikam sexu i potrzeby męża sa zaspokajane" rzeczywiście brzmi dramatycznie....
    Wiem, że to forum o depresji, ale nie wszystko musi być dramatem :)
    Chyba wyrwałaś zdanie z kontekstu, wydaje mi się, że odpowiadałam na czyjś komentarz brzmiący "Biedny ten Twój mąż", stąd taki początek zdania :)
    No nic, śmiesznie wyszło w każdym razie ;)
  • martini-7 12.12.16, 11:57
    tylko nie popadnij w uzależnienie z tym forum ;)
    fakt dobrze się komuś przydać, ale nie zapominaj o życiu w realu bo, wówczas to mąż już na bank będzie biedny :P
    ja wpadam od czasu do czasu, czasem na kilka dni, czasem na jeden, czasem nie ma mnie miesiącami, ale teraz wróciłam i widzę, że ogólnie moje podejście jest inne, kiedyś forum choć bardzo mi pomagało to jednak przypominało mi o moich problemach, żalach czy bólu, czasem chyba też zbyt personalnie podchodziłam do problemów innych ludzi, czasem wręcz widziałam w nich siebie, dziś chcę pomóc, ale nie ma to najmniejszego wpływu na moje samopoczucie, naturalnie jest współczucie, chęć pomocy, ale jest i pewien zdrowy dystans. A że w ostatnich dniach pogoda w kratkę to więcej czasu mam na kompa, dzieci też nie non top chcą mnie w swoich zabawach, ok dom wymaga by się trochę bardziej nim zająć, ale wszystko ma swój czas, więc działam jak każda kobieta wielotorowo, wpadam raz na jakiś czas na parę minut i spadam :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 12.12.16, 12:00
    pisząc o większym zajęciu domu nie mam na myśli tego, że popadł w ruinę, brud czy też akurat planuję remont, nie, po prostu idą święta i pracy więcej, choć w sumie to chyba nie aż tak wiele więcej
    a jak u Was? porządki świąteczne w toku?

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 12.12.16, 12:21
    a weź spadaj :D

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 12:47
    akurat ja jestem poganką i całe świąteczne obrządki są dla mnie kompletnie nieistotne :) w naszej religii wigilia jest bardzo podobna ale u mnie w domu akurat nie kultywujemy tych obrzędów. Nie ubieram choinki, nie przygotowuję przez tydzień kolacji, ponieważ nie przepadamy za typowymi wigilijnymi potrawami. Przeważnie na ten wieczór jesteśmy zapraszani do rodziny i niestety nie zawsze udaje się z tego wyplątać.
    A porządek w domu lubię na co dzień, więc na ten czas nie mam nic do poprawienia.
    Dla nas święta to tylko czas tłoku w sklepach i dni wolnych od pracy bo w ogólnie przyjętego "Boga" przestałam wierzyć w ogólniaku. Za wiele sprzeczności ma ta religia w sobie i za wiele szkód wyrządziła w psychice moich niektórych znajomych, stad moje stanowisko.
    Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, bo religia to temat bardzo delikatny, ale dla równowagi mogę np napisać, że jednego ze słowiańskich bogów Swaroga wyobrażano sobie jako ognistego rzemieślnika, który za pomocą swego płonącego młota wykuł Słońce, po czym umieścił je na firmamencie :) Można dowcipkować, ja się nie obrażam :)
  • mardaani.74 12.12.16, 13:54
    Podobno poganie-słowianie na terenie dzisiejszej Polski wcale nie czcili cielesnych bogów, ani nie tworzyli ich wizerunków. Święta była przyroda, drzewa, źródła, kamienie, jeziora. Nie składali krwawych ofiar, większość świąt miała charakter radosny i wiązała sie z dużą swobodą obyczajów. Zaczeli tworzyć jakieś tam podobizny i składać krwawe ofiary pod wpływem bóstw germańskich i wpływów wikińskich żeby zrobić "konkurencję" bogowi z zachodu, taka nowa moda sakralna to była, stąd przyszły te wszystkie swarożyce, peruny itd. Nasza oryginalna wiara była bardzo pierwotna, taki szamanizm, bez upostaciowionego boga. Tak czytałam, ale czy to prawda, nie wiem.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 14:11
    dlatego mój odłam to Wicca. Wierzę własnie w przyrodę, drzewa, źródła i kamienie jak to napisałaś :)
    Ogólnie szanuję przyrodę i bardzo się z nią liczę. Jeśli mam dać pieniądz na człowieka a na zwierzę, to przeznaczę go na pomoc zwierzętom. No tak już mam.
  • mardaani.74 12.12.16, 14:31
    Czy nie macie żadnych tradycji związanych np z zimowym przesileniem? Większość chrześcijańskich zwyczajów świątecznych wzięła się ze zwyczajów dawniejszych.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 14:37
    mamy ale nie chcę z Tobą się już wdawać nawet w wymianę zdań bo boję się, że coś Ci się nie spodoba w naszych tradycjach i mi "przypier...."
  • mardaani.74 13.12.16, 10:51
    a jak tam problemy? już po?


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 12:10
    Wylałam Ci kubeł wody na zapaloną zapałkę, cóż, bywa, tutaj mamy tylko słowa i tyle wiemy co ktoś napisze a my zrozumiemy. Pomyłki się zdarzają, lepiej w tę stronę niż zignorować czyjś problem, tak myślę ja.




    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 12:33
    Kubeł wody zawsze się przyda uważam :) Im więcej opinii tym większe pole wyboru potencjalnych rozwiązań, też się zgadzam. A tak to jest ze słowem pisanym, jest bezbarwne i pozwala na dowolną interpretację, stąd często kłótnie są wywoływane przez takie swobodne interpretacje "po swojemu" :)
    Ale to chyba wskazuje, że jesteś osobą bardzo wrażliwą na czyjeś problemy prawda? Zaangażowaną?...
  • mardaani.74 12.12.16, 13:10
    Nie, to wskazuje że tym razem nie wyczułam, to by był może 4 raz w czasie pisania na tym forum. Ale coś mnie tak smyra po plecach że.. no nic, nieważne.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 1coyote_girl 12.12.16, 13:41
    Ja też nie potrafię pokazać w piśmie, że ta sytuacja nie jest dla mnie tragedią życiową, tylko szukałam gdzie bym mogła poznać opinię innych osób, co myślą na ten temat, czy mają może podobne doświadczenia. Mąż mówił, że czytał o skutkach ubocznych LPD ale, że to przeważnie po jakimś czasie mijało. A ja się już tak przyzwyczaiłam, że sex jest dla mnie tylko czynnością fizyczną, że przestało mi zależeć na osiąganiu satysfakcji, bo mąż nic nie mówił, że mu czegoś brakuje. Wręcz rozmowy o sexie i o przeżycia z nim związane wydawały mi się bardzo przyziemne i błahe w obliczu problemów codziennych. Dopiero niedawno sie dowiedziałam, że mąż jednak chciałby, żeby było jak wcześniej, bo dla niego to jest jeden z ważnych elementów życia.
    Dla mnie mógł zostać pominięty.
    Moja głowa była zajęta innymi sprawami, jak pieniądze, rachunki, rosnące ubezpieczenie auta, matura córki, sprawy zawodowe itd itd....
    A to ja byłam w błędzie i ja źle ustawiłam priorytety. To nie pieniądze i opłaty są najważniejsze, tylko moje relacje z mężem. Gdzieś się zatraciłam i zrozumiałam to jak poczytałam Wasze opinie ale tak między wierszami. Jakbym się otrząsnęła. I pierwszą myślą był specjalista, bo przecież to wszystko przez depresję, leki itd itd i to kompletnie nie jest moja wina.
    Ale po namyśle doszłam do wniosku, że jednak może sama się zablokowałam i może sama będę mogła sobie poradzić? Tak na początek?
    Martini miała rację "No, jest jeszcze jedna rada. Rzuć się na życie, wyłącz myślenie, włącz dziki instynkt, daj się porwać. Odnajdź drugą siebie." ale znowu musiałam się z tym przespać trzy razy, żeby nie traktować wszystkiego dosłownie, tylko czytać między wierszami. Nie muszę wpadać w sexoholizm i obracać swój charakter o 180 stopni tylko mam zwyczajnie "wrzucić na luz" i tym mi przypomniała, że z tym często miałam problemy. Z dosłownością, z tym, że zbyt poważnie i dosłownie wszystko traktuję. Bo teraz po skończeniu 40 lat wydaje mi się, ze sex powinien być głównie obowiązkiem, bo to "nie wypada" mieć z tego frajdy. Nigdy nie chciałam być kuguarzycą ani ryczącą czterdziestką. I strzeliłam sobie w kolano, bo zrobiłam z siebie starszą niz jestem :)
    Ale dopiero od niedawna jestem osobą po czterdziestce i jeszcze nie wiem z czym to się je, to jak z pójściem do nowej pracy, muzę nabrać doświadczenia w byciu babką po 40-stce ;)
  • 1coyote_girl 12.12.16, 13:44
    tym bardziej, że dopiero pół roku temu skończyłam brać tabletki, więc mąż wiedział, ze w trakcie ich zażywania libido może byc bardzo małe, potem odczekał, ąz "wrócę do siebie" ale jak minęło pół roku i nie zauważył zmian podjął ze mną rozmowę na ten temat. Więc sprawa może być uważana za dość świeżą w sumie :)
  • martini-7 12.12.16, 12:56
    też lubię czysty dom na co dzień, ale nie sterylny, jednak mam małe dzieci więc czasem ład i porządek taki jakbym sobie życzyła nie trwają tyle ile bym sobie życzyła ;)
    jednak moje okna nie zaznają co dziennego mycia, firanki prania, a szkło wycierania, to nie dla mnie, musiałabym nie spać :P muszę trochę dociągnąć na okres Świąt :)


    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • 1coyote_girl 12.12.16, 13:03
    heh, u mnie nie ma firanek :) są tylko żaluzje i bambusowe rolety. A dziecko już dorosłe, mąż też więc nie ma komu bałaganić :) chyba, że koty ale nawet one jakoś upodobały sobie porządek i wyrosły z niszczenia mebli. Jedynie to mogłabym częściej przebywać w kuchni w celach porządkowych, ale mycie naczyń to zmora całej naszej trójki... :D
  • martini-7 13.12.16, 10:47
    i dlatego ja się zaopatrzyłam w zmywarkę :)
    też mam kota, ale on jakoś nigdy nie pasjonował się niszczeniem mebli, za to parę doniczek z okien poleciało, w tym moja ukochana i sentymentalna, kupiliśmy sobie ją z mężem na początku samym, no ale nic, przeżyłam to jakoś ;)
    mój jest wychodzący więc dużo energii wytraca poza domem.
    Co do kuchni to moja to takie magiczne miejsce, że bardzo łatwo się w niej bałagan tworzy, może to przez kwestię ustawienia jakie w niej jest, albo coś ze mną nie hallo, więc sprzątać tam muszę co dnia ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 13.12.16, 11:01
    To ja sie zapytam co robicie, ze wam kocie klaki w kuchni nie fruwaja? U nas jest kuchnia polaczona z pokojem dziennym i jak psie klaki trzymaja sie podlogi to kocie mozna znalezc wszedzie. Ja mam 3 brytyjczyki te krotkowlose sa pod wzgledem klakow koszmarne, dlugowlosy lepszy

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 13.12.16, 13:13
    Nic nie robię szczególnego, otwieram drzwi kot leci wygania się po wszystkich chaszczach i pewnie tam futro zostawia. Fakt, że jakieś tam kłaczki się na dywanie znajdą ale w ilościach nie hurtowych.
    Kuchnię mam osobno. No i mój kot to kot europejski, ot taki ukochany dachowiec, więc może jego futerko mocniej przytwierdzone.
    Kiedyś miałam też kuchnię łączoną z salonem, taki aneks czy jak zwał tak zwał, wtedy jak pies sąsiadów wpadał z wizytą to wówczas dywany bywały w kłakach, ale on malamut był to swoje na sobie nosił.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • druginudziarz 16.12.16, 19:48
    1coyote_girl napisał(a):

    > witajcie
    > zakończyłam pół roku temu leczenie depresji ze skutkiem zadowalającym. Zakończy
    > łam przyjmowanie Venlectine ale jest teraz inny problem. Od czasu przyjmowania
    > tych tabletek libido spadło do zera. I nie wiem co mam zrobić. Pół roku nie bio
    > rę tabletek, depresja przeszła szczęśliwie po 5 latach ale libido gdzieś sobie
    > poszło. Niedługo mi się związek rozpadnie bo mój mąż traci cierpliwość a mnie t
    > ematy sexu nie interesują, wręcz odpychają.
    > Co robić?.....

    Ja ma na takie przypadki teorię ;) że terapia wydobyła Twoje prawdziwe ja :/ To nic szczególnego, zważywszy że Starowiczowi wyszło że w sumie połowa kobiet w Polsce seksem nie jest zainteresowana.
    BTW jakie tło miała Twoja depresja? lękowe?
    Nic o sobie nie piszesz, w jakim jesteś wieku, jaki macie staż małżeński, dzieci? etc.
    Ja bym z tym wszystkim jednak nie szedł na forum tylko do seksuologa, zwłaszcza, ze chyba Ci zależy. A mąż niech sobie zajrzy po sąsiedzku na forum "Brak seksu w małżeństwie", jeśli tam jeszcze nie trafił ;)
    pzdr.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.