Dodaj do ulubionych

samotność a choroba

11.12.16, 14:48
Nie chce by ten wątek był traktowany jako użalanie się a raczej coś w rodzaju przemyśleń.
Nigdy nie skarżyłam się na samotność czy osamotnienie bo czegoś takiego było mało w moim dorosłym życiu. Mam wokół siebie znajomych przyjaciół i ciepłych dobrych ludzi ale no właśnie teraz uświadomiłam sobie, że pojawiła się choroba.
I w chorowaniu czuję się sama w tym wszystkim. Nie mam nikogo, kto mógłby czuwać nade mną wtedy kiedy pragnę polecieć z szóstego piętra.O mojej wie tylko jedna osoba, jest zbyt daleko by być obok.Część wie szczątkowo depresja i tyle.Przyjaciółka nie rozumie dlaczego nie jestem w stanie przyjść na spotkanie. Zrobi awanturę, że nie słucham , że nie może się ze mną dogadać.Bo jej uczucia i chęć wygadanie jest ważna. I zgadza się każdy dba o siebie tylko mnie wiele omija bo jestem za szybą i nie jestem w stanie się skupić. Wie tylko o depresji i niestety nie mam odwagi powiedzieć więcej.
Rodzice nie ogarną tego, spotkam się ze stygmatyzacją i przemocą słowną. Nie uchronią mnie przed mną samą w razie czego, boją się chorób psychicznych jak ognia.Przy nich spinam się by najmniej pokazać swoje szaleństwo. Uciekam do swoich czterech ścian. Bezpieczeństwo daje mi koc, herbata, podłoga przy kominku, ale już wiem by nie ufać sobie.
Po ostatnich moich "szaleństwach" gdzie momentami traciłam poczucie rzeczywistości, nie ufam sobie. W znanym sobie rytmie depresja /hipomania nie traciłam poczucia rzeczywistości, wiedziałam wszystko tylko nie miałam sił na ruch, albo miałam zbyt mało czasu by ogarnąć siebie.
Czytam o Waszych mężach i zastanawiam się jak to jest z zaostrzeniem choroby i wychwyceniem go?
--
Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
Edytor zaawansowany
  • mardaani.74 11.12.16, 15:14
    Mam fajnego męża, to naprawdę bardzo dobry, miły, uczynny człowiek. Ale jego świadomość czym jest depresja jest w zasadzie nikła. Sam jest niezwykle zdrowej konstrukcji psychofizycznej i tego typu stany są dla niego czystą abstrakcją. On codziennie realizuje założony plan i nigdy nie ma problemu typu "nie dam rady zwlec się z łóżka". Po prostu zdrowy organizm, działa i funkcjonuje, nie popada w żadne psychologiczne rozkminki. Próby przekazania co mi jest kończą się tym że po prostu zasypia na siedząco, To dla niego jakaś zupełnie obca bajka. Dla niego każdy dzień to nowa szansa na przeżycie czegoś miłego, nie ma lęków, żadnych fobii. Jesteśmy swoimi przeciwieństwami. On akceptuje mnie taką jaka jestem ale bez specjalnego wnikania, rozkminiania. Efektem jest że w zaostrzeniu choroby czuję się bardzo samotna. Nie widzi że mi się pogarsza. Jak leże do południa to widocznie mam ochotę leżeć do południa, jak płaczę to widocznie mam ochotę płakać. Jak nic nie robię i siedzę wgapiona w punkt to też daje mi do tego prawo. Pełna swoboda. Mogę się zapłakać i zagłodzić, albo zajeść na śmierć jeśli taka moja wola. Jeżeli nie poproszę zawieź mi dupę do lekarza, pomóż mi w tym czy w tamtym to sam tego nigdy nie zaproponuje. Po prostu tego nie dostrzega. Najgorsze jest to że ja w depresji jestem agorafobiczna, nie umiem poradzić sobie z codziennością, siedzę jak ciele i nie wiem w którą stronę ruszyć. Nie za bardzo umiem nawet umówić się na wizytę do lekarza, po prostu psychiczna niemota.

    Obserwuję też że moje gorsze tygodnie "wyganiają" go z domui ode mnie, nie zagaduje mnie, zostawia samej sobie bo "wtedy jestem spokojniejsza". Ewentualnie jest też ucieczka w sen, pracę itd.

    Ja bym to określiła tak, to jest wspaniały człowiek na dobre czasy, na złe o tyle że nie robi żadnych wyrzutów, akceptuje bezwarunkowo, że nie dopina łatki, ale w sumie nie umie realnie pomóc.
    Kiedy jest lepiej to nie ma kochańszego milszego człowieka, 100 pomysłów na fantastyczne spędzenie czasu we dwoje itd.
    Z jednej więc strony jest między nami silna więź i chemia, ale z drugiej w depresji niespecjalnie mnie rozpieszcza i muszę się zbierać w sobie, inaczej siedzę sama w pustej chacie, no jest samotność, mimo bycia w związku.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 11.12.16, 15:33
    Mardaani smutne to co piszesz.
    Jak tak patrze na to wszystko to o ile depresja jest do przełknięcia przez społeczeństwa i LPD również o tyle już inne leki niekoniecznie. Ja pracuje w dziale medycznym i widzę jak niektórzy z białego personelu wręcz boją się chorób psychicznych, z pacjentami odchodzą się jak ze zgniłym jajkiem. Przeraża mnie coś takiego, bo gdybym powiedziała głośno na co choruje to zmiana zachowanie co do mojej osoby murowana, więc zostaję sama w tym.
    Tak ze mnie wywlekło z wątku Karli rodzicielka w wieku 15 lat mi powiedziała, ze nie ratowała by mnie ( zabieg ratujący życie w wieku noworodkowym)gdyby wiedziała co ze mnie wyrośnie :) . Tak, że pozamiatała sobie naszą relację na zawsze, po próbie samobójczej, gdzie to oni podjęli reanimację, zanim przyjechało PR, to jedyne co usłyszałam ze to na złość im zrobiła.
    Ostatnio nawet doszłam do wniosku, że muszę napisać list, jakbym kiedyś jednak pofrunęła z okna by sobie nie wciskali, że to ich wina, chciałabym zdjąć z nich jakiekolwiek poczucie winy.
    Zastanawiam się na ile otoczenie interesuje się co sie dzieje a na ile to zwykła ludzka ciekawość? wiem surowa jestem ale mimo wszystko, gdzieś mi się tłucze taki rytm.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 11.12.16, 15:51
    Ja mam z moim mezem dobrze, na poczatku tez zupelnie tego nie ogarnial, nie rozumial, ale sie zabral za swoja edukacje w tym zakresie i u nas jest ta, ze on od razu wychwytuje zmiany i zaczyna dzialac. Przejmuje z automatu wszystkie zadania, od zrobienia sniadania, telefonu do pracy, telefonu do lekarza, zawiezienia do lekarza itd. Ja tez tak mam, ze nie jestem w stanie nic zrobic, zadzwonic, o wyjsciu z domu nie ma mowy, nie wiem co ubrac itd. Ogladalismy kiedys film Melancholia i wtedy mu powiedzialam, ze to tak wyglada, ze wejscie do wanny jest czynem heroicznym. Nie moge narzekac. Ja przyznalam sie do choroby swojej szefowej, jezeli jest mi gorzej / ja sie wowczas boje ludzi / moge wowczas pracowac z domu dluzej niz oficjalne 2 dni w tygodniu. Nie biore zwolnienia gdy jeszcze moge pracowac i ten uklad sie sprawdza. Jedynie w sytuacji gdy jest strasznie - biore zwolnienie, ale wowczas rodzinny przepisuje mi na swoim blankiecie, zeby plotek nie bylo.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 11.12.16, 15:55
    wiesz, ja tego nie odczuwam jako smutne, chciałam napisać w miare obiektywnie jak to wygląda u mnie, myślę też że bardziej refleksyjna osoba już dawno by po prostu zwinęła manele i tyle. Więc może to najoptymalniejsza wersja tego co moge w życiu zbudować z drugim człowiekiem?
    Ciebie może ten wpis bardziej ruszył niż mnie bo Ty w ogóle masz ostatnio oczy na mokrym miejscu :)

    W pracy też nikt nie wie co mi dokładnie jest, mam obawy że nie pomogłoby mi to w niczym a zostało wykorzystane. Gdyby wiedzieli z jakim trudem przychodzi mi znalezienie pracy jeździliby po mnie jak po łysej kobyle, a tak coś tam niby mi jest, ale żadnych szczegółów, są raczej utrzymywani w przekonaniu że to choroba somatyczna.

    Rodziców nie obchodzę, oni mnie też już nie. Matka czasem zadzwoni wygadać swoje problemy i naskarżyć na pozostałe rodzeństwo, ale gadam z nią jakby to była ja wiem, sąsiadka? jest mi osobą emocjonalnie obcą.
    Nie wiem czy chciałabym z nich zdejmować poczucie winy, raczej mam chętkę żeby choć raz to poczucie winy poczuli, bo zasłużyli. Na co dzień nie myślę o rodzicach, są jak odległy sen, z każdym rokiem coraz bardziej mglisty i mniej realny. Nie mam ich zdjęć, numerów telefonu, nie wskrzeszam w sobie celowo żadnych wspominek. Czasem jak w przypadku wątku Karli jednak to wraca, już nie ma takiej siły rażenia, ale zaboli, odezwie się jak kolka.

    W otoczeniu jest wszystko i realna chęć pomocy i zwykła ciekawość. Ludzie nie radzą sobie ze sobą i swoim życiem, a co dopiero z problemami innych. Jednak nie popadałabym w takie czarnowidztwo że wszyscy są obojetni, źle nastawieni. Są różni, wszędzie znajdzie się człowiek z sercem na dłoni i wszędzie znajdzie się jakaś kanalia. Ja np jestem nieobojętna, ale pewne w autobusie czy sklepie nie przyszłoby Ci do głowy że obok stoję taka ja :) Może nawet moja poważna mina (takie rysy twarzy) zwiodłaby Cię że jestem np niemiła :)
    Nie pisz żadnych listów, zatroszcz się o siebie z pełną troską, skieruj wobec siebie całą dobroć jaką masz. Człowiek sam sobie może dać bardzo wiele, i jak się sam ze sobą jakoś dogada to i reszta świata przestaje tak uwierać, i zaczyna być całkiem znośnie. Momentami- uwaga- przyjemnie! :D

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 11.12.16, 16:04
    Wiesz, chyba wszyscy chorzy na depresję czy inne schorzenia natury nie fizycznej są samotni w jakimś stopniu. Mnie kiedyś otaczało wielu ludzi, a nikt nie rozumiał co się ze mną dzieje, ja sama też nie dopuszczałam tej myśli, że mogę być chora. Każdy miał swoje problemy, nie rozumiał moich, starał się za wszelką cenę je racjonalizować zadając pytania w których nie mogło być odcieni szarości, miało być wszystko albo białe, albo czarne.
    Dopiero kiedy wyszłam za mąż, a ludzie mnie otaczający z dawnych lat się zredukowali do tych prawdziwych przyjaciół, zaczęłam rozumieć, że ja choruję, że nie ogarnę tego sama. Nie tym razem.
    Mąż mnie wspierał. Dość miałam tych wzlotów i upadków. Zaczęłam się leczyć. Znalazłam to forum. Czasem tylko tu pisałam o tym co mnie boli, nie mówiąc nikomu w realu. Raz, że nie chciałam martwić męża, choć wiedziałam, że on wie, że widzi, że mam słabszy czas, dwa tu są ludzie z podobnymi problemami.
    Myślę, że depresja i tym podobne to choroby które same przez siebie czynią nas samotnymi bo, zamykają nas w naszym świecie, świecie choroby, złego samopoczucia, czasem nie mamy siły żyć, a co dopiero udzielać się społecznie.
    Dodam jeszcze, że w przeszłości, przed spotkaniem mojego męża, miałam poczucie, że to ja jestem od rozumienia innych, a mnie to już nikt nie zrozumie, nie wysłucha. Pomagałam ludziom w ich problemach, a w zamian czasem słyszałam "przesadzasz", "czego Ty właściwie chcesz" itp. albo po prostu brak zrozumienia, z czasem sprawiło to, że przestałam mówić szczerą prawdę co we mnie siedzi, a samotność w tłumie się pogłębiała, a wraz z nią depresja, która u mnie przed rozpoczęciem leczenia ukazała się mocniej i dłużej może z raz (kilka miesięcy samotnej walki, miałam około 20 lat), a tak to były wzloty i upadki, dziwne nastroje, zagubienie, czasem leżąc w wannie miałam uczucie, że coś siedzi na mojej klatce piersiowej i pcha mnie pod wodę. Czasem budziłam się niespokojna w nocy. Nie rozumiałam tego, nie wiedziałam, że lęk, panika, że to co tak skrzętnie spycham w siebie chce wyjść.
    Jak się dowiedziałam potem, że to też są stany depresyjne to byłam w szoku bo, zawsze depresja kojarzyła mi się z osobą okropnie smutną.
    Moja pani psycholog kiedy mnie wysłuchała powiedziała mi, że byłam zbyt często w problemach samotna. Powiedziałam jej, że wiem, że ja to zawsze nazywałam, że jestem samotna w tłumie.
    Poza moim mężem kiedy się leczyć zaczęłam pomogły mi dwie osoby, koleżanka która nie chorowała i to ona też w jakiś sposób uświadomiła mi, że samotna walka maskuje problem, oraz koleżanka która chorowała, ona wiedziała co to ten ból.
    Kiedy choroba jest w szczytowej fazie to wydaje mnie się, że takie poczucie wewnętrznej samotności i pustki jest jej elementem. Widzisz, tak jak syty głodnego nie zrozumie, tak nie zawsze zdrowe otoczenie zrozumie chorego.
    Myślę, że nie da się liczyć na zrozumienie wszystkich, najważniejsze by rozumieli choć trochę i wspierali Ci na których nam najbardziej zależy.
    Pamiętaj, że Ty też mocniej odbierasz niektóre bodźce i czasem ktoś powie coś, co jemu wyda się właściwe aby pomóc Ci się ogarnąć, a Ty odbierzesz to jak atak.
    Kiedyś koleżanka (ta zdrowa) podniesionym głosem powiedziała mi coś, wtedy prawie się rozpłakałam, ale potem byłam jej wdzięczna bo, dała mi kopa do działania.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 11.12.16, 16:20
    Zeby nie bylo za rozowo, szefowa sama zapytala mnie, czy choruje na depresje, okazalo sie, ze jej tesc choruje i stad wiocznie wyczula o co chodzi. Teraz owszem mam" komfort chorowania" jednoczesnie wiem, ze kariery juz dalej w firmie nie zrobie, oficjalnie, powinnam myslec o swoim zdrowiu, a stres jest dla mnie wyjatkowo szkodliwy. Moze ma i racje, ale ja czuje sie przez to zle, bo nigdy wyniki mojej pracy nie ucierpialy ze wzgledu na chorobe. Poza moim mezem, coz rodzice wiedza,ze choruje i nie robi to na nich duzego wrazenia, nie wiedza raczej jak to ugryzc. Mama zadzwoni zapyta jak sie czuje, zmartwi, ze gorzej, powie, ze bedzie lepiej i tyle. Zreszta to byl u nich motyw przewodni . Trzeba umiec sobie radzic. Trzeba umiec brac odpowiedzialnosc za swoje wybory itd. do wszystkiego trzeba dojsc samemu.... Ja bedac w depresji czuje sie bardzo samotna, nie ma znaczenia, ze jest ze mna maz, czy pies, oni sa wowczas z innego swiata do ktorego nie mam dostepu. Mysle, ze tak narawde tylko osoba chorujaca potrafi zrozumiec druga

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 11.12.16, 16:27
    to strasznie niesprawiedliwe, że choroba może wpływać na Twoją karierę skoro nie odbija się na Twojej pracy, jakby wszystkich tak potraktować to do dziś pewne koła ludzkość nie wynalazła bo, powiedzmy sobie szczerze, wiele wybitnych osobowości miało różne zaburzenia

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 11.12.16, 16:41
    No niestety jest niesprawiedliwe, ale widzisz, jakas nieufnosc sie wkradla i nic juz nie zrobie. Tlumacze sobie, ze to takie "miejsce pracy chronionej" i jest dobrze, bo pensja to nie renta.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 11.12.16, 16:30
    Nie oceniam ludzi po minach, rysach twarzy więc Mardaani( wykończy mnie ten Twój nick :) ciągle muszę wracać jak się to pisze, przyznaj sie zrobiłaś to specjalnie by poruszyć moje szare komórki ;) ). I szczerze jakbyś mi nie zaszła za skórę myślę, że nie wiedziałabym ze Ty to Ty.
    Nie zamierzam pisać listu pożegnalnego czy coś w ten deseń, nie to nie tak, bardziej to taka recepta na oddech dla nich by nie brali na siebie odpowiedzialności za moje decyzje. To co się działo ostatnio mocno mnie przestraszyło i nie potrafię tego rozgryźć tak na rozum.Jak patrzę na to wszystko to do kolejnej wizyty u pX nie doczekałabym.

    Martini ja lata byłam taką gąbka do wsiąkania problemami innych, której nie był w stanie nikt wykręcić bo ja jestem zamknięta w sobie.
    Ja rozumiem że w każdej chorobie jest sie samotnie. Tylko o ile choroba somatyczna gdy dopada mnie zaostrzenie i przestaję chodzić, trzymac cokolwiek w rękach, ląduje w szpitalu, na plastrach z morfiną to całkowicie zdaje sobie sprawę co się dzieje, drugiego człowieka moge poprosić o wezwanie PR, o zrobienie zastrzyku, itp. Ta samotność jest bólowa ale z kontaktem. Gorzej gdyby powtórzyło się to co działo teraz, moje poczucie rzeczywistości było mocno zaburzone, wtedy nie wyłapie nikt co się dzieje na tyle wczesnie by dało się coś zrobić.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 11.12.16, 16:44
    My wylapiemy, nie martw sie na zapas. Ja tez bylam dla wszystkich na zawolanie, bo mi sie zawsze wydawalo, ze gdy ja bede pomagala to i mnie pomoga jak bedzie taka potrzeba. Niestety tak sie nie stalo.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 11.12.16, 16:48
    Nebelowa niestety nie wyłapiecie, ja po prostu wstaję i to robię nie zawsze się dziele zamiarami.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 11.12.16, 17:00
    To, ze sie nie zawsze dzielisz zamiarami zdazylam juz zauwazyc- powiem, wiec bedziemy reagowac na tyle na ile nam pozwolisz.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 11.12.16, 17:23
    no to dziel się zamiarami, Martyna, nie znamy się osobiście, a to w jakiś sposób ułatwia zwierzenia, choć czasem czuję się jakbym znała was od lat i osobiście :)
    kiedy blokujesz się przed "wyznaniem" pomyśl, że to forma terapii przez wypisanie się, nie myśl o nas które to przeczytają, a przede wszystkim nie myśl o nas jako o osobach które Cię ocenią. My nie oceniamy.
    Każda z nas kiedyś pomogła i kiedyś potrzebowała pomocy, w jakiś sposób bez względu na stopień choroby czy "ozdrowienia" Cię rozumie, każda postara się pomóc. Widzisz jak tak patrzę na nas to choć trochę nas łączy to też wiele różni i dzięki temu każda z nas może pomóc w inny sposób, na innej płaszczyźnie. Ja dawno mam za sobą "mega" chorobę, jakieś epizody przychodzą odchodzą, radzę sobie lub nie. Ogólnie patrząc wstecz dziś mogę powiedzieć, że jest ok, po prostu słabsze dni przychodzą, a ja z tych takich uczuciowych jestem chyba.
    Do dziś czasem taką gąbką problemów ludzkich jestem, ale nauczyłam się wyznaczać niektórym ludziom granice.
    Dziś np. dzwoniła siostrzenica owej sąsiadki o której pisałam, starsza pani znowu sieć zastawia, pomaganie jej odbiło się na moim zdrowiu, nerwy, stres ból brzucha... powiedziałam wprost, że nie ma we mnie już sił i nie chcę wracać do tego, siostrzenica jej mnie zrozumiała bo, wie, że tamta jest czasem straszna, poza tym ma rodzinę, ale odstawia szopkę. Nauczyłam się odrobiny zdrowego egoizmu. Łatwo nie było.
    Jednak są sytuacje w których nie jestem w stanie się odwrócić bo, są one dla mnie prawdziwe, są dla mnie ważne. Nie chcę Ci się narzucać, nie chcę byś myślała, że chcę Cię zmusić do wyznań, ja po prostu staram się powiedzieć, że jak coś to tu jestem i jeśli pozwolisz pomogę.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 11.12.16, 17:47
    Martini dziękuję Ci ale ja tak nie potrafię. Mogę tutaj pisać to co jest bezpieczne, oszczędzające w pewien sposób Was. Dla mnie punktem krytycznym było pisanie o m.s na forum. Nie mogę nikogo obarczać swoimi myślami czy zamiarami, a Was za bardzo lubię by Wam serwować coś takiego.
    Wiem co piszę parę lat temu dałam się wmanewrować w coś takiego, żę chciałam ratować świat za wszelką cenę, niby się udało tą osobę " uratować"( można to tak nazwać bo jak wkroczyła policja do jej mieszkania to ona czytając książkę była wielce zaskoczona że taka akcja się z tego zrobi, jej rodzice byli w szoku, ona miała jak się okazało 16 lat)ale jakim kosztem.


    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • mardaani.74 11.12.16, 19:42
    Ja nie obiecuję że wyłapię, ale mogę obiecać że zawsze będę się starała podać Ci pomocną dłoń i pocieszyć na ile umiem. Po prostu będę i będę gotowa wysłuchać. Bardzo Cię polubiłam i bardzo bym chciała żeby udało się jak najszybciej okiełznać ten Chad i odetchnąć normalnością.

    btw Chad to ostatni krzyk mody, sama depresja od dawna już jest passe :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 11.12.16, 20:13
    Martyna, nic na siłę, ile możesz, na ile chcesz i na ile sił masz pisz, my Cię tu bardzo lubimy. Ja wiem też z tych świat ratujących, ale dziś wiem, że nic na siłę bo, tak można tylko zaszkodzić, jeśli coś się robi na siłę łatwo popełnić błąd.
    Dla mnie ludzie z CHAD to prawdziwi wojownicy.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 11.12.16, 20:15
    Aha, no i niczym nie czuję się obarczona, przeciwnie, spokojniej się czuję wiedząc co się u Ciebie dzieje, nawet jeśli to jest nieprzenikniony mrok, niż domyślanie się co jest grane. Wiedzieć, że ktoś jest w mroku daje możliwość podania mu ręki, może akurat ją chwyci, a domyślanie się co u niego to takie błądzenie w zupełnie innym mrocznym lesie.
    Uszy do góry, po każdej nocy przychodzi dzień :)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 11.12.16, 20:33
    Dziekuje
    www.pozytywniej.pl/upload/c7fb46459460054f9e05d4854e52d8386540.jpg

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • martini-7 11.12.16, 20:42
    smutne i piękne, a zarazem prawdziwe to co w tym linku napisane....

    aha, zapomniałam wcześniej, nie musisz się też obawiać, że Ci jakieś służby naślę, za daleko jestem, a poza tym nie uważam aby to Ci do szczęścia potrzebne było, może i zatracasz się czasem, ale jest w Tobie jeszcze na tyle rozsądku by odnaleźć samą siebie, wierzę w Ciebie.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 11.12.16, 21:21
    Ja tez tak mysle, nawet jak pytasz czy to pretensjonalne. Chcialam powiedziec tylko...

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 11.12.16, 21:42
    Tutaj nie chodzi mi o sluzby a raczej o Wasz komfort zycia , o to by nie obarczac Was odpowiedzialnoscia za moje zycie. Chyba ( bo nie moge byc juz niczego pewna)nie napisze Wam ze ide/robie sobie cos. To zwyczajnie jest nie fair i okropna manipulacja.Jesli bede przy scianie to prostu to zrobie nie mowiac nic nikomu tak jak wczesniej.
    Nebelowa dokoncz prosze zdanie...

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 11.12.16, 21:49
    tylko.... ze jak tak samo jak Martini mysle "spokojniej się czuję wiedząc co się u Ciebie dzieje, nawet jeśli to jest nieprzenikniony mrok, niż domyślanie się co jest grane. " tego domyslania niestety zniesc nie moge, wtedy swiruje.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nebelowa 11.12.16, 21:54
    mnie sie wtedy wlacza "czarnowidzacy jasnowidz"

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 11.12.16, 23:43
    Ja mam tak samo, i chcę tu nadmienić że wcale nie należę do osób bardzo wrażliwych i przejmujących się, sory :)


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 12.12.16, 08:33
    Martyna, mówisz, że nie powiesz nam jak będziesz miała zamiar iść i coś sobie zrobić. Widzisz, mechanizm jest taki, że nikt nigdy nie mówi jeśli zamiar ma szczery, ale to, że nie mówi wprost wcale nie znaczy, że nie mówi wcale. Każdy wydaje tzw. niemy krzyk. To coś zawartego między słowami, w gestach (no nam z nich czytać nie dane), w mimice....
    Nie chcesz nas obarczać, ale nawet nie wiesz, że tym niechceniem bardziej nas niepokoisz niż jakbyś nam napisała "sorki dziewczyny, ale idę pierdzielnąć głową w ścianę bo, mam kiepski dzień".
    Martyna, jak będziesz chciała coś zrobić to zrobisz, nie zatrzymamy Cię choć całym sercem byśmy chciały, ale my jesteśmy tu, a Ty tam. Możemy Cię wspierać i mieć nadzieję, że tym dodajemy Ci jakiejś siły do walki o siebie, że dzięki temu czujesz się mniej samotna.
    Wiesz, ja może i jestem w jakiś sposób wrażliwa, ale uwierz mi w sytuacjach takich jak ta, kiedy sytuacja jest jak ta, kiedy chcę stanąć na wysokości zadania potrafię na chłodno podejść do sytuacji bo, wiem, że nadmiar emocji może zaszkodzić i to nie mnie, a Tobie.
    Twoje milczenie szkodzi bardziej Tobie. Jest jak nóż wbity w brzuch, za każdym razem kiedy coś się dzieje, coś dusisz w sobie, a nie chcesz powiedzieć bo, masz mylne poczucie, że kogoś obarczysz wbijasz ten nóż coraz głębiej i do tego go jeszcze przekręcasz. Krzywdzisz siebie.
    CHAD to nie moja bajka, ale milczenie o problemach to już bardziej. Wiem jak czasem duszenie w sobie czegoś robi z igły widły. Czasem kiedy pogadasz z kimś problem staje się mniejszy,a kiedy milczysz urasta do tragedii bez rozwiązania.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 12.12.16, 08:42
    Naturalnie wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj wbrew wszystkiemu my twarde babki jesteśmy ;)
    Damy radę.
    Może umówmy się tak. Jeśli poczujesz, że nie dajesz rady, że masz ochotę zadziałać szkodliwie dla siebie, siadaj i pisz, nie martw się, nie obarczysz mnie. Samo wypisanie już spuści z Ciebie trochę emocji, samo to, że odłożysz działanie w czasie, opóźni afekt, a tym samym zniweluje go. Jeśli uznasz, że nie chcesz tego co napisałaś publikować bo,jednak jest zbyt osobiste bo, jednak boisz się, że zadziała na nas jakoś nie tak (choć nie sądzę, jesteśmy trzy, jeśli ja nie wpadnę na to co Ci napisać jest Mardaani i Nebelowa, jeśli one nie, to może ja, co trzy głowy to nie jedna) to nie publikuj tego, ale zobaczysz sam fakt, że wyrzuciłaś to z głowy, że opóźniłaś pokusę zrobienia czegoś może sprawić, że to nie będzie już takie dręczące, czasem w czasie pisania włącza się jakiś racjonalizm i nasze zamiary (złe względem siebie) wydają się mniej logiczne. Ty tu jesteś Panią i Władczynią, nie choroba, tak o tym myśl i nie poddawaj się.
    I w całych tych naszych wypocinach do Ciebie nie chodzi o martwienie się, a o chęć pomocy Ci, tak o tym myśl.
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 12.12.16, 09:16
    Ja sie pod tym podpisuje, mam forum zawsze w otwarte i podpatruje oraz staram sie pisac.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 12.12.16, 10:14
    No ja zaglądam kiedy mogę, ale jak tylko coś to jestem do usług :)
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 12.12.16, 14:32
    Powiem Wam tak dzis martynka zrobila z siebie idiotke prawo ja. Normalnie mi juz rece opadly do kolan. Nawet bym byla w stanie powiedziec ze podwojna idiotka.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • martini-7 12.12.16, 14:42
    Martyna, każdemu się zdarza ;)
    Wiesz ile mnie się w życiu takich sytuacji zdarzyło? Masa, z czego połowę z nich zauważyłam tylko ja bo, w opinii innych albo nie było źle, albo wcale się nie pokapowali

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 12.12.16, 15:13
    eeeee
    Mnie ostatnio ciągle się zdarza, byłam na testach psych, i znów ciężko bo nie mogłam się skupić i zrozumieć co jest napisane, ale jak doszliśmy do jakiś numerków, pasujących , niepasujących, ciągu liczb i na tym się wyłożyłam totalnie bo robiłam wyliczanki. Masakra co ja mam w głowie, pustkę i czekoladę. Wyniki będą nie wiem czy adekwatne do tego co jest, bo wyliczanka to chyba nie najmądrzejsze wyjście.
    Druga sprawa, mam rzut RZS, boli jak fiks, mam nawet plastry z morfiną by przyklejać, ale leki p/bólowe nie wyleczą. Na reumatologi wymyślili sobie że kortykosteroidy są najlepsze dla mnie, owszem one działają , wyciszają, działają cacy cacy ale nie dla mnie. Ja mam takie zjazdy po kortykosteroidach że szok, półtora roku na nich jechałam i mam nawet zaświadczenie dla reumatologa od psychiatry że leczenie kortykosteroidami nasilają stan depresyjny i powodują zachowania samobójcze. Nic nie podziałało, oni mają swój plan, mojej zgody nie uzyskali, ale już emocje wzieły górę. Popłakałam się i powiedziałam im że w sumie mają rację, schematowo to zadziała tylko po co martwemu pacjentowi remisja RZS.
    Zazwyczaj nie używam takich słów, ale mnie już wkurzyli.
    Stanęło na wlewach kroplowych jakiegoś specyfiku .
    No i obowiązkowo poryczałam się bo w radio rozdawali prezenty na swięta i jeden Pan zadzwonił ze chce dać prezent swojemu koledze z sali bo to człowiek który mimo swojego stanu podnosi go na duchu.
    No i popłynęłam.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 12.12.16, 15:23
    Ja mialam kiedys robiony Test Rorschacha / to ten z plamami atramentowymi / i mialam wowczas li i jedynie perwersyjne, erotyczne skojarzenia. Jak teraz na te karty w necie patrze, za cholere mi sie to z seksem nie kojarzy :-) Co do ryczenia, to pare miesiecy temu jak bylam w dole, ale jakos chodzilam do pracy, koledzy zrobili mi niespodzianke i dostalam od nich kwiaty z podziekowaniem - zamiast sie ucieszyc i podziekowac zaczelam ryczec jak bobr, schlochalam jak na wlasnym pogrzebie.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nebelowa 12.12.16, 15:27
    Aaaaa i bylam tak ciezkomyslaca, ze poszlam do lekarza o dzien za wczesnie i siedzialam jak ciele w poczekalni, inni pacjenci wchodzili, wychodzili, a ja tak siedzialam sobie. Dopiero jak doktor wyszedl bo szedl do domu to mnie zauwazyl i powiedzial, ze mymy wizyte dnia nastepnego.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 15:55
    No to tak jest, to z tego depresyjnego mega zmęczenia materiału,
    ale to minie, będziesz jeszcze miała ładny funkcjonujący mózg zamiast tej ciasno upchanej brudnej par excellence- szmaty.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 16:04
    a zdarzyło Ci się nie moc pochamować histerycznego śmiechu NA pogrzebie? Przypomniał mi się kompletnie absurdalny dowcip i za cholerę nie mogłam się opanować. Taka paradoksalna reakcja nerwowa, zwłaszcza że ja dość kiepsko znoszę tego typu uroczystości.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 16:05
    hamować

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 12.12.16, 15:31
    Martyna, stres zadziałał i stąd pustka w głowie.
    Opowiem Ci coś głupszego ;)
    Kiedy jeszcze mieszkałam w PL moja córeczka w nocy mocno zgorączkowała. Nie wiedziałam co robić, byłam pechowo sama z nią w domu bo, mąż wyjechał za granicę, co śmieszne parę dni wcześniej. Zadzwoniłam na pogotowie pytać co robić bo,do tego wysypka, a wcześniej szczepiona. Wyjąkałam się i pani kazała mi dziecko w auto wrzucić i na pogotowie jechać. Pomijając odsyłanie mnie od drzwi do drzwi (akurat izba ogólna była w stanie wojny z pediatrią za odsyłanie im pacjentów) no ale kiedy trafiłam i wypełniali jakieś tam dokumenty pani zapytała mnie ile mam lat. Ona mnie pyta ile mam lat a ja pustka. NIE WIEM. aby z tego wybrnąć zapytałam jej "a ile minęło od tego roku (tu podałam mój rok ur), pani policzyła i wpisała, a potem zapytała o wiek męża, a u mnie nadal pustka, wystarczyło do mojego dodać to ile starszy jest, a ja jej odpowiedziałam, że tyle a tyle więcej.
    Jak widzisz stres odmóżdża czasem ;)
    Co do popłakania się, ja wczoraj oglądałam z dziećmi "Piękną i Bestię" i popłakałam się gdy Bestia został ranny, a Bella go tuliła.
    ja na fikcji, a TY popłakałaś się bo, coś w realu było wzruszające, piękne i coraz rzadsze w dzisiejszym świecie.
    Każdy czasem się wzrusza, czasem częściej czasem rzadziej. Masz teraz wrażliwszy okres w życiu więc wzruszasz się łatwiej, to na swój sposób piękne, że umiesz czuć.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 12.12.16, 15:45
    Tylko ja sie nie stresowałam, ogólnie to chodzę odmóżdzona na co dzień. Ja nadaję zza szyby i mocno muszę się skupiać bym mogła mówić, myśleć tak jak kiedyś. Otoczenie, co sie dzieje, blada jesteś, kiedy robiłaś badania krwi, dobrze się czujesz etc
    mózgu wracaj, bo jestem mi niezbędny.
    src.lol24.com/fotki/thumbs/7/7454.jpg

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • martyna2525 12.12.16, 15:46
    src.lol24.com/fotki/large/7/7454_napisy-reklamy-w-sprzedazy-mozg-390-kg.jpg
    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 12.12.16, 15:57
    Wylalam rosol do zlewu, bo cos mi jarzylo, ze trzeba odcedzic, a przeciez osobiscie stawialam zupe na gaz, nie makaron. Wlozylam brudne naczynia do pralki zamiast do zmywarki, swiadmosc czynu wrocila przy trzecim talerzu. Dzisiaj nie moge sie za nic w pracy skupic i siedze i wyczekuje 17, forumuje. Zapomnialam rano wziac lekow i nie wiem, czy to od tego, czy z urojenia, zasypiam siedzac.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 16:02
    Moim hitem życiowym było staranne i ostrożne odłożenie poduszki do łóżeczka zamiast syna jak był niemowlęciem po nocnym karmieniu.
    Jak był mały to cały czas się bałam że go zostawię w tramwaju :)

    z czynności obecnych, rozładowanie niemal do połowy ale "brudnej" zmywarki

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 12.12.16, 16:54
    Was nie pobije na dziwne zachowania, ale telefon w lodówce juz był, banany w pralce itp ale dziekuję za te przykłady uśmiechnełam się .

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • mardaani.74 12.12.16, 17:15
    banany w pralce, ciekawe jakim kodem szłaś :)
    nie dalej jak wczoraj podarłam sobie aktualną i jeszcze niezapłaconą umowę na 860 zł, tak w ramach porządków.
    Wywalilam też aktualny plik z pracą którą robiłam dwa tygodnie, zamiast niego pieczołowicie nagrywając w trzech różnych miejscach, dla bezpieczeństwa! jego mocno nieaktualną wersję (do tyło o 3 korekty).

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 15:52
    Przybij piątkę, dzisiaj w przychodni "proszę podać datę urodzenia", a ja nic, klops, dobrze że miałam dowód to sobie sprawdziłam.
    Na końcu jeszcze się głupio zwierzyłam że wolę panią doktor x a nie pana doktora y, po czym dowiedziałam się że jest to od teraz jedyny dostępny lekarz bo pani doktor już nie pracuje i że panie w rejestracji to bardzo lubią pana doktora (tu spojrzenie karcące i karcący ton głosu oraz gwóźdź programu "jak sobie niektórzy przychodzą pogadać to potem są niezadowoleni a lekarz to nie psycholog".

    Ostatni raz u lekarza rodzinnego byłam rok wcześniej po receptę na amertil. Dzisiaj byłam z nieprawidłową morfologią na którą lekarz powiedział "e" "następny proszę".

    Czuję się w świecie czasem jak kosmitka.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 15:59
    te całe kortykosteroidy to są sławne ze swojej depresyjnej mocy.

    Ja Cię kręcę, dużo masz do wytrzymania, podziwiam Cię naprawdę

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 12.12.16, 16:52
    nie ma co podziwiać czasami puszczają mi już nerwy i klnę do siebie, już umiem wybuchać gdy jestem sama nie tłumię tego latami " bo tak trzeba". Mnie sił brakuje nie przy bólu, ale przy byciu niewidzialną w gabinecie. Dziś siedziałam a nade mną trzech lekarzy i każdy mądrzejszy, i wszyscy dochodzą do jednego schematowego wniosku sterydy. Jak już w kartę zostały zalecenia wpisane pieczątka przybita, odezwałam się ja.Nikt mnie nie pytał o zgodę, o to jak toleruje to czy tamto, jak jestem w dużym dołku to nie mam siły się nawet się oddzywać. Dziś zapytałam czy mogę coś powiedzieć, wiem byłam wredna i bezsilna ale po prostu przedstawiłam się z imienia i nazwiska i z wykonywanego zawodu ( nie lubie tego robić dla mnie pacjent to pacjent nie zależnie od wykształcenia czy statusu społecznego), usłyszałam ooo to nie musimy tłumaczyć. Tłumaczyć nie musieli ale wysłuchać już tak bo skończyło się moim płaczem i NIE. Musiałam podpisać się w karcie ze nie zgadzam sie z proponowanym leczeniem, zwykły dupochron sądowy.I co i jestem na początku i jeszcze pewnie histeryczką.

    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • mardaani.74 12.12.16, 17:07
    Szacun za asertywność!!!
    Jestem pod wrażeniem, bardzo dobrze zrobiłaś!

    Z podobnych acz o wiele lżejszego kalibru spotkań z NFZ.
    Ja się tylko raz jeden postawilam u lekarza jak zemdlałam i chcieli mi dać jakieś tabletki. Obwąchalam wszystkie nieufnie wypytałam co to jest i odmówilam relanium :) Powiedziałam że mam lepsze cukiereczki w razie czego, ale że kompletnie nie czuję się nerwowa tylko mi słabo i że nie chcę.
    Szok był, pani doktor powiedziała, zresztą ze śmiechem, że o! takich cukiereczków jak ja mam to u nas nie ma, a przydałyby się czasem!

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 12.12.16, 17:56
    kiedy byłam właśnie na opisywanym przeze mnie pogotowiu z córeczką, pani na pediatrii powiedziała mi, że mam podpisać oświadczenie, że odesłali mnie do nich z izby głównej bez przebadania dziecka, kiedy zapytałam czy mój udział w tym jest konieczny, powiedziała, że tak, że inaczej mi dziecka nie przyjmie do szpitala.... teraz wiem, że to bezprawie, ale wówczas stres i strach o dziecko robił swoje.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 12.12.16, 16:10
    Tak sobie myślę że to pani przeprowadzająca raczej powinna wiedzieć że w takim stanie raczej testy nie będą maiły sensu, bo to chyba jakieś testy osobowościowe były tak?
    Ja się na testach nie znam, mnie nigdy nie chcą żadnego zrobić, a ja bym zrobiła chętnie, uwielbiam testy :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 12.12.16, 16:17
    Mialam na studiach taki przedmiot psychofizjologia widzenia prowadzony przez psychiatre, do tej pory pamietam, ze bedac poproszonym o narysowanie drzewa, nie wolno narysowac drzewa z dziupla, bo to wskazuje na schizofrenie, zreszta choinka tez byla podejrzana :-))))

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 17:00
    Dobrze wiedzieć :) Cholerka jak w dzieciństwie rysowałam domek to zawsze obok były choinki, czaaasem drzewo owocowe gruszka, lub czereśnia.
    Mój syn ostatnio odkrył swoje przedszkolne i przedprzedszkolne rysunki i trochę nim szarpnęło :) Pierwsze co rysował w wieku 2 lat namiętnie to były czarne koła rysowane takim zamaszystym okrężnym ruchem, na pytanie co to jest odpowiadał zawsze "tunel".Pewien postęp nastąpił kiedy obok czarnego pojawił się tunel granatowy. Potem mu to przeszło i rysował różne fajne autka i inne pociągi.
    W przedszkolu natomiast w pewnym momencie zaczął rysować bitwy, dość realistycznie, to znaczy ludziki to były takie kółeczka i patyczki zamiast rączek i nóżek, ale jak się bliżej przyjrzeć to było widać że co któryś ludzik nie miał to nóżki, to rączki, ale za to bardzo realistycznie namalowaną krew oraz wszelaką broń.
    Podejrzewałam babcię że nie upilnowała i jakiś film w tv obejrzał, ale okazało się że w tych zamierzchłych czasach jakiś dobry tatuś przyniósł do przedszkola komputer i dzieci sobie grały w gry (wtedy nikt nie widział w tym nic złego, nawet wręcz uważano że to rozwijające) i jedna z tych gier to było już teraz nie pamiętam nazwy ale konkretnie o II wojnie światowej, taka realistyczna zabijanka od 18 lat.
    Moje dorosłe dziecko mówi, że już może mi opowiedzieć prawdziwe historie z przedszkola, ale "wierz mi matko na gimbazę jeszcze nie jesteś gotowa, podobnie jak prawdziwą twarz internetu"
    :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 12.12.16, 17:05
    poważnie z dziuplą to schizofrenia? biedne dzieci w przedszkolach, co jedno to chore ;)
    co do dziwnych zachowań i zwierzeń, że woli się tego czy tamtego, to miałam kiedyś wypadek samochodowy, wyleciałam z auta na asfalt i świadomość poszybowała gdzie indziej.
    W trakcie jej odzyskiwania jakiś lekarz oparł się o moje rozwalone ciało by coś podać komuś, wyzwałam go od kretynów i znowu odpłynęłam, kiedy już byłam całkiem tomna, parę dni minęło (oczywiście lekarza przeprosiłam co poprawiło mi samopoczucie choć nie wiem czemu) kiedy byłam jeszcze w szpitalu ktoś przyszedł na obchód, miałam źle złożony palec i ogólnie coś tam jeszcze nie pamiętam. Sedno w tym, że on coś powiedział, a ja mu na to, że jakiś głupek mi to robił, na co on "to ja byłem" nie pozostało mi nic innego jak się do niego uśmiechnąć i powiedzieć "miło mi pana poznać i spotkać w stanie świadomości" co dla mnie było dziwne bo, ja raczej taka wówczas chyba nie byłam, a może byłam, kto to tam wie, tak czy owak sytuacja krępująco głupia była ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 12.12.16, 17:08
    czekajcie bo, znowu na jednym wdechu napisałam i wyszło, że nie tomna parę dni, nie tomna parę godzin byłam z powaracającą i uciekającą świadomością i przytomnością

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 12.12.16, 17:09
    a jakie bajdy się gada po głupim jasiu
    ja coś plotłam bo wszyscy rechotali, ale ni cholery nie wiem co to było :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 12.12.16, 17:51
    no ja raz miałam i pod jego wpływem rozwiązałam krzyżówkę, co dziwne wyszło mi, a dziwne śmieszki wzięły mnie pod sam koniec, ale inna sprawa, że ja miałam operację z zachowaniem świadomości, a lekarz i cały zespół poczucie humoru
    Tylko jak mnie zwieźli, zasnęłam, a potem się obudziłam to ponoć pod karą śmierci kazałam koleżance wraz z kroplówką zaprowadzić się siusiu, a wcześniej podobno na śmierć i życie walczyłam o obiad z salową na słowa (acz kulturalnie) do końca pobytu ze mnie lała ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • klaudia1508 12.12.16, 18:14
    Odpowiadając na twój post. Ja też czuję się niesamowicie samotna. Mąż pomimo tego, że stara się bardzo nie rozumie. Czasem po prostu ode mnie ucieka bo nie wytrzymuje. Najgorsze jest jak potrzebuje żeby ze mną porozmawiał, a on ma już tak dość, że ucieka. W głowie mu się nie mieści, że można mieć myśli s... O rodzinie to w ogóle nie wspomnę, jak zaczynałam chorować i nie rozumiałam co się ze mną dzieje usłyszałam od matki, że jak nie przestanę wymyślać za karę pójdę do psychiatryka i zobaczę tam jak mnie nafaszerują. Nawet teraz w ciąży unika tematu "ja" ważne jest tylko moje maleństwo. Zresztą chyba i dobrze bo pewnie umiała by mi tylko powiedzieć że jestem nie odpowiedzialna zachodząc w ciąże w takim stanie. Przyjaciół zawsze miałam dużo, ale odkąd zaczęłam chorować odizolowałam się od nich. Ostatnio przyjaciółka powiedziała mi że jestem nieodpowiedzialna bo odwołałam spotkanie w ostatniej chwili a ona cały dzień dla mnie obiad gotowała. Przykro mi było podwójnie że tak wyszło i że totalnie nie rozumie jak u mnie wygląda ta choroba. Mając myśli s i silną depresję zaszywam się w domu, płaczę i czekam aż minie. U mnie od jakiegoś czasu schemat choroby jest podobny, wszystko zmienia się z dnia na dzień, czasem z godziny na godzinę. Mam niesamowite lęki czy dam radę jako matka i choć wiem, że po porodzie pokornie pójdę do lekarza po leki, to i tak przychodzą myśli typu że leki mi nie pomogą i swoją chorobą skrzywdzę córeczkę. Myślę, że niestety samotność wpisana jest w życie z chorobą psychiczną, bo choćby ktoś miał najcudowniejsze dzieci, męża, rodziców, czy przyjaciół to ciągle on sam jest chory i to on sam musi stawić czoła myślą s i walce o każdy następny dzień.
  • nebelowa 12.12.16, 18:05
    Mysle ze to co innego rysowac drzewo w akcie tworczym, a co innego na raz dwa trzy w tescie, bez strachu. Moze doktor wowczas zartowal z ta dzupla? W kazdym razie najpierw nas katal wlasnie te drzwo narysowac, a potem przeszedl po sali, spojrzal i powiedzial, abysmy czym predzej zniszczyli te rysunki, bo on w nich widzi wiele i nie chcialby wchodzic w szczegoly :-)

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 12.12.16, 18:07
    przez czystą ciekawość zapytam, jeśli to nie tajemnica naturalnie i jeśli masz ochotę odp, co studiowałaś?

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 12.12.16, 18:26
    Studiowalam grafike ze specjalnosci plakat i ilustracja, ale teraz pracuje zupelnie innym zawodzie :-)
    Tu znalazlam ciekawe o roli psychorysunku w psychiatrii jak kogos temat interesuje bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Psychologica/Studia_Psychologica-r2004-t-n5/Studia_Psychologica-r2004-t-n5-s163-175/Studia_Psychologica-r2004-t-n5-s163-175.pdf jak kogos interesuje

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 12.12.16, 19:03
    Chyba jednak nie mam już sił by to ogarnąć. Godzinny monolog telefoniczny rodzicielki na temat kogoś kto popełnił samobójstwo w sobotę. Cała historia bardzo kontrowersyjna. Jak już zgubiłam kilkakrotnie sens jej wypowiedzi, padły słowa" widzisz co by się działo gdyby Ci się udało" zdążyłam odp "no tak, muszę kończyć".
    Jakby tylko wiedzieli, ile łez wylałam, że mi się nie udało myślę, że byli by w szoku, nigdy się o tym na szczęście nie dowiedzą .


    --
    Trudno ulżyć obciążonym dziedzicznie.
  • nebelowa 12.12.16, 19:17
    A czemu ty tego sluchasz przez godzine jak doskonale wiesz, ze rozmowa z rodzicielka raczej pociagnie w dol? Czemu podnosisz telefon? Jak juz podnosisz i slyszysz o czym mowa to mowisz, bardzo przeprasza, ale ktos dzwoni do drzwi i odkladasz. Mozna tez odlozyc sluchawke na blat i zajac sie podczas monologu czym innym i raz na czas powiedziec "Aha" mozliwosci jest wiele, wybralas najgorsza dla siebie

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 12.12.16, 19:24
    Jak bym nie odebrała to dzwoniła by dotąd dopóki bym nie odebrała, a jutro murowane odwiedziny. Ona " musi się wygadać" a ja ją rzekomo uspokajam. hmmm nie widzę tego ale ok.
    Fakt strzeliłam sobie w kolano kolejny raz.
    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 12.12.16, 19:38
    Wtyczke wyciagasz i sygnal wolny. Jak sie musi wygadac to nie musi akurat tobie. Musisz sie nauczyc unikac sytuacji, ktore ci szkodza, nawet jezeli na przyklad twoja rodzcielke to uspokaja. Ja uspokaja, a ciebie pograza, tak sie nie robi, trzeba sie nauczyc dbac o swoje, to egoistyczne troche sie wydaje, ale jest bardzo wazne jak sie choruje, aby umiec dbac o ten swoj bezpieczny kawalek podlogi zamiast sobie jeszcze dokladac.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 19:51
    Z czasem nauczysz się i tego, żeby w takiej sytuacji zadbać o swój komfort, na razie jesteś ślimaczek pozbawiony skorupki, i tak dobrze sobie radzisz jak na to wszystko.
    Wszystkie możemy niestety podać sobie ręce jeśli chodzi o pewne zachowania które nas dotykają ze strony rodziny, czy znajomych.
    Moja matka np lubi do mnie dzwonić raz na pół roku i opowiadać mi o wszystkich przypadkach złego traktowania dzieci i błędów wychowawczych wszystkich dookoła. Choć ja tego tematu nigdy z nią nie poruszam, bo musiałyby paść gorzkie słowa a ja już nie chcę tego rozkminiać.
    Nasuwa się też pewna zbieżność, cz to czasem nie nasze makti wdrukowały nam to z czym teraz się zmagamy? Czemu one najbardziej krążą wokół tematów które są dla nas najtrudniejsze?

    Wyżej pisała Klaudia o niezrozumieniu problemu i przez matkę i męża, jakbym o sobie czytała.

    To też nie jest tak że inni nie mają podobnych tekstów nawijanych na uszy tyle że ich to tak nie trafia celnie, umieją puścić mimo uszu, nie chorują po takiej rozmowie. Jakoś inaczej sobie z tym radzą, nie przejmują się tak, nie pamiętają.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 12.12.16, 20:12
    Najlepsze w tym jest to, ze monologujacy czesto sami nie wiedza co mowia, wala na oslep slowna sraczka, po czym o niczym nie pamietaja. Jaaaaaa cos takiego powiedzialam? NIGDY Ja sie nauczylam mowic, ze naprawde temat x mnie nie interesuje, i nie chce na ten temat rozmawiac i koniec kropka i czy naprawde nie mamy wspolnych tematow dla obu stron, ze musze wysluchiwac o klopotach nieznanej mi pani y. podobnie powiedzialam, ze nie zyje zyciem malzenskim mojej siostry i nie mam ochoty tego sluchac. Ja taka mundra i wyszczekana po terapii jestem. Na poczatku pisalam sobie te moje wszesniej ulozone odpowiedzi na kartkach i przyklejalam przy telefonie.
    Slyszalyscie nowy singiel Hey? "Historie" Tam jest taki fragment:
    Czemu na podeszwach butów wnosisz mi do domu brud?
    Mam na myśli wiadomości, plotki - nie uliczny kurz.
    Czemu w klapach płaszcza, na nogawkach i we wszystkich szwach
    Znosisz mi do domu strachy, cudzy lament, zamiast róż?
    www.youtube.com/watch?v=neG61TsfweQ

    Ja tez nie chce sluchac tych historii :-)

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 19:55
    ja tak robię, podłączam słuchawki, mam jedną w uchu i cicho tam coś szemrze, ja mówię co jakiś czas słowa typu "ojej" "acha" "kurcze" "no to nie wiem" "nono" "hmm" a w tym czasie podlewam pomidory na balkonie czy robię obiad, albo ścieram kurze. I nie skupiam się na tym co słyszę tylko na czynności i tak mogę spoko z godzinkę bez szkody dla psychiki a z pożytkiem dla domu.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 13.12.16, 08:51
    Martyna, jeśli nie masz siły na takie monologi rodzicielki to dobrym rozwiązaniem byłoby w jakiś sposób jej o tym powiedzieć, TY znasz ją najlepiej więc wiesz jaka taktyka rozmowy z nią najlepsza.
    Ona chyba jest osobą mocno gadatliwą, wylewającą z siebie słowa skoro dość niedelikatnie się z Tobą jednak obchodzi kiedy Ty jesteś najwyraźniej nie w formie.
    Zabaw w typie nieodbierania, odłączania telefonu bym nie polecała. Sama mówisz, że jak nie będziesz reagować na telefon to zjawi się osobiście, a jak już osobiście się zjawi to nie ma tej opcji bezproblemowo "muszę kończyć" i odłożyć słuchawkę bo, ona tam będzie cieleśnie, że tak powiem. Owszem możesz ją za drzwi wystawić, ale wydaje mnie się, że jesteś jednak bardzo wrażliwa i to mogłoby Cię męczyć, że potraktowałaś ją tak, może się mylę, ale tak coś mnie się wydaje.
    Zbierz siły i zagraj w otwarte karty, powiedz, że niektóre tematy są dla Ciebie trudne, że nie chcesz takich rozmów, można tak to załatwić, że nie będzie się to za Tobą ciągnęło jak flaki z olejem, a i kawasów w waszych relacjach nie zostawi.
    Pamiętaj, że jesteś dorosłą, niezależną osobą z prawem do własnego zdania, do wyboru o czym chcesz, a o czym nie chcesz rozmawiać.
    Wierzę, że Ci się uda.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 12.12.16, 19:57
    przydałabyś mi się w mojej pracy, ja to jestem "kupa sprzyntu nic talyntu" jak w kabarecie Tey :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 12.12.16, 20:57
    Macie racje, nie potrafie asertywnie powiedziec nie. Dzis siedzialam na podlodze w kuchni i sluchalam jej gadania i przyszlo mi do glowy po co to wszystko? Na kolejna swiateczna szopke ?byle wytrwac , ten kolejny raz ,byle do wieczora , do rana do jutra.
    Jak czuje sie lepiej to potrafie sie obronic , powiedziec swoje zdanie, zastopowac potok slow, powiedziec nie krzycz na mnie .Nie ulegam manipulacja trzaskanie drzwiami i fochy jak nie jest tak jak ona chce.To zawdzieczam terapii bo jest o niebo lepiej niz bylo. Jak sie gorzej czuje wracaja stare schematy bo zwyczjnie nie starcza sil na stawianie granic. Ale poprawie sie.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 12.12.16, 21:46
    No kiedyś trzeba stanąć tym tzw okoniem, ale do tego faktycznie trzeba mieć trochę więcej sił.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 12.12.16, 21:13
    Aaaaaaa " Serdecznie witamy sympatykow witamin "
    www.youtube.com/watch?v=UyQQLJJyHSE to ja juz wiem skad ten jarski watek dietetyczny: Bo my musimy byc silni i zdrowi, chocby na skrobii, chocby na skrobii, bo my musimy byc mniej pazerni - roslinozerni! "

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 21:46
    tak jest
    czy dasz wiarę że kiedyś kiedyś kiedy byłam młoda i naiwna byłam na pielgrzymce pieszej (był to rodzaj ucieczki z domu z darmowym spaniem i jedzeniem, bo ja to chronicznie nie miałam kasy) i szedł również pan Laskowik? Na co dzień będący zresztą listonoszem w Poznaniu. Grupa miała postoje wesołe, bo jemu się po prostu gęba nie zamykała:) Tyle że on chyba wtedy się świeżo nawrócił czy może z nałogu podnosił i dość mocno mu tam się moralizowanie czasem włączało, ale generalnie gaduła naprawdę niesamowity.
    Innego roku z kolei szedł Litza z Acid Drinkers z żoną :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 12.12.16, 22:17
    A pan Smolen mial sklep zoologiczny :-) to jak juz po poznansku to prosze mi powiedziec cale zdanie na litere L z kreseczka - (nie mam polskich znakow) - czyi na litere co w polskim alfabecie po L nastepuje:
    "Lodejdz lobuzie lod lokna, lo lobalisz loleander!"

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 12.12.16, 22:34
    Miał, zgadza się :)
    cudowne, ale chyba nie ma w gwarze poznańskiej słowa ło? ale nawet z bo jest świetne.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 22:41
    po poznańsku według mojej babci to zdanie brzmiało by
    łodyńdź rojbrze łod łokna, bo mi łobalisz kwiot.
    albo namknij się łogarze chorobny łod tygo parapetu, bo mi łobalisz kwiot

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 22:43
    Pierwszy wierszyk jakiego nauczono mojego męża w dziecięctwie
    specjalnie dla Ciebie od niego
    "w wymborku na ryczce
    stały pyry w tytce
    przyszła niuda, spucła pyry
    a w wymborku myła giry"

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 13.12.16, 08:14
    W wymborku, a nie w antrejce?
    Ja znam jeszcze : ancug, badejki, bejmy, ćmiki, kejter, leberka, nyga, pory, sznupa, galart, żybura i szneka z glancem, tez mialam babcie w Poznaniu


    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 13.12.16, 10:49
    a tak, racja, ten wymborek mi wszedł do pierwszej zwrotki.
    koncentracja


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 12.12.16, 21:48
    mój cytat jest z tego, 4 minuta
    www.youtube.com/watch?v=0O6ZTLDhsFU

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 13.12.16, 13:04
    help.
    Nie ogarniam tego co się dzieje.
    Mam takiego wk....a że nie ogarniam, coraz większego codziennie.
    Wszystko mnie denerwuje, drżące się dziecko w sklepie, za głośna muzyka, korki na mieście...
    Moja szczerość samą mnie przeraża, słysze " nigdy taka nie byłaś" a ja mówie otwarcie" M. już nie przełknie więcej chłamu jakim mnie karmisz" . Ludzie sie obrażają bo jestem dla nich ostra. Martyna nie chcę już być potulna, ale to co się dzieje jest zbyt agresywne jak dla mnie. Drażnią mnie tel " bo chciałam się wygadać/wypisać" , " co mam podać żonie/matce/kochance jak jej się dzieje to czy tamto" . Ogólnie to przyjmowałam to i odp grzecznie nie warcząć a teraz jest odwrotnie.Mam po kokardę tego wszystkiego.
    To wszystko kieruje mnie w stronę autoagresji, nigdy nie robiłam tego tak bezpośrednio, by coś sobie robić ale to napięcie jest zbyt duże.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nova_33 13.12.16, 13:30
    Martyna strasznie jest mi przykro, że się tak miotasz.
    Nie.wiem jak Ci pomóc.
    Możesz kontaktować się ze swoim lekarzem?
  • martini-7 13.12.16, 13:40
    Rodzi się asertywność, a że w stanie jesteś jakim jesteś wspiera ją agresja, złość, frustracja by się bronić przed tym co Cię rani.
    Też tak miałam, usłyszałam kiedyś od siostry, że po terapii stałam się zbyt nastawiona na własne "ja" taka czasem nie miła, oziębiła, drwiąca i bodaj sarkastyczna. Na to ja jej odpowiedziałam, że zawsze taka byłam.
    To prawda, zawsze taka byłam, ale spychałam to w siebie dla dobra innych. Nie oznacza to jednocześnie, że nie byłam i nie jestem miła, kulturalna i pomocna. Jestem, ale rzadziej niż dawniej pokulam ogon. Jeśli nie wezmę udziału w jakiejś dyskusji, lub wypowiem się w niej ale nie dam się wciągnąć w wymianę jakiś ostrych poglądów to nie dlatego, że nie mam własnego zdania, a dlatego, że po prostu dla mnie to bez sensu, nie chce mi się, nie jest to czymś czym warto się babarać.
    Musiałam nauczyć się wypośrodkować siebie. Widzisz, kiedy dotarły do mnie moje żale i emocje na terapii, czasem wręcz miałam ochotę ranić i karać ludzi prawdą o nich, o tym co mi zrobili. Jednak nauczyłam się, że to do niczego mnie nie zaprowadzi, co najwyżej do nowych problemów.
    Musisz dać sobie czas na to by wypośrodkować siebie. Spokojnie to minie. Ciężkie to bo czasem patrzysz na człowieka i nagle zaczyna Cię irytować.
    Nie miałam żalu za to do ludzi, że im pomagałam, nie żałowałam tego, żal mi tylko było, że czasem oni zawiedli mnie.
    Póki co możesz próbować unikać takich sytuacji, ale to też do niczego nie doprowadzi bo, się kumulować w Tobie będzie.
    Jedynie to myślę, że musisz przetrawić to, przepracować. Nie martw się tym co oni pomyślą, komu zależy ten zrozumie.
    No i nie przeżywaj tak mocno tego, dokładasz sobie tylko zmartwień.
    Przypominam Ci, to Ty władasz sytuacją,a nie choroba, nie otoczenie, wszystko w Twoich rękach.
    Pewnie zaraz mi się zbierze od forum za brak wiary w specjalistów, ale niestety uważam, że nawet najlepszy specjalista zdziała tyle co wioskowy szaman jeśli nie będzie w Tobie woli współpracy, woli walki, fakt, że ona się budzi w czasie leczenia, ale podtrzymać i rozwinąć możesz ją tylko Ty. Im bardziej stawiasz na swoją wygraną, tym bardziej leczenie skuteczne. Brzmi może tendencyjnie, ale tak jest.
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 13.12.16, 14:46
    Martini to nie tak, moja asertywność już jest, tylko mnie dziwi moja agresja, opryskliwość, zniecierpliwienie. Potrafię powiedzieć w sposób bardziej ludzki niż ten co obecnie, że nie jestem zainteresowana, żeby ktoś znalazł inną osobę do zwierzeń bo ja tego nie udźwignę. Nauczyłam się by ludzi nie wyręczać a dać im tylko tzw wędkę. Daję adres, namiar, cokolwiek a nie wyręczam i dzwonie i załatwiam.
    Dziwi mnie to wszystko.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 13.12.16, 14:57
    a mnie dziwi średnio, każdy ma jakieś granice i Ty do nich dotarłaś.
    Martyna zobacz sama, męczy Cię to choróbsko, jesteś do tego w permanentnym stresie i niepewności z chorobą związaną (stres to nie zawsze uczucie zdenerwowania czymś, stres potrafi być ukryty), masz też jakieś życie co dzienne do ogarnięcia. Jest jeszcze cała masa spraw o których by tu można pisać, a i o których Ty sama też nie napisałaś. Struna się naciągnęła i drga, a Ty by nie pękła w taki a nie inny sposób się rozładowujesz, a do tego niby się rozładujesz, a zaraz znowu dokładasz bo, martwi Cię sposób w jaki to zrobiłaś. Trochę błędne koło.
    Jesteś człowiekiem, reagujesz całkiem po ludzku, ile jeszcze udźwigniesz w milczeniu?
    Pomału kiedy będzie się wszystko stabilizować, diagnoza będzie jednoznaczna, testy się zakończą, trochę stagnacji w życiu się pojawi to i Ty będziesz inna.
    Ja wiem, że dla Ciebie i otoczenia to nie fajne, ale co masz zrobić? co najwyżej iść do parku/lasu i wykrzyczeć się, tam co najwyżej przestraszony ptaszek nakupka CI na głowę.
    Pisałyśmy wczoraj o dziwnych przypadkach, wczoraj taki mi się wydarzył.
    Wsiadłam do auta, przekręcam kluczyk o pół obrotu, kontrolki są, wciskam sprzęgło, bieg, gaz, a auto nie jedzie, ok, próbuję jeszcze raz i nadal nic, myślę, cholera skrzynia poszła, ale ok, jeszcze raz, bliska już paniki miałam wysiadać i biec po męża, ale nagle odkryłam, że nie słyszę silnika, nic nie mruczy, okazało się, że nie odpaliłam auta, tak zajęta byłam myślami co mam do zrobienia ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 13.12.16, 15:06
    Może masz rację?
    Diagnoza jest już postawiona, testy robię tylko dlatego, by skończyć to co zaczęłam, tak mam ze muszę skończyć to co zaczęłam za wszelką cenę.Nie lubie krzywdzić innych, zawsze można powiedzieć wszystko tak by nie warczeć, na innych a ze stoickim spokojem i pewnością. Obecnie mi brakuje tej pewnosci a za dużo jest nerwów w tym wszystkim.
    Przestraszyło mnie to, że włącza mi sie myślenie autoagresywne, wiem że pokaleczenie siebie nie jest wyjściem, nigdy wcześniej mi to do głowy nie przychodziło. I nie było tak nachalne.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 13.12.16, 15:44
    wiesz kiedyś mi poczucie winy też włożyło żyletkę do ręki, chciałam być szczęśliwa, robić coś dla siebie, a jednocześnie wiedziałam, że to co robię jest sprzeczne z moimi wyimaginowanymi ideałami, jest nie koniecznie dobre dla innych, więc takie najmniejsze przecięcie było karą, usprawiedliwieniem, pokutą, a jednocześnie spuszczeniem z siebie złego powietrza. Jednak co to zmieniało? Nic. Ja chodziłam ze skaleczeniami w dziwnych miejscach (nikt nie mógł się dowiedzieć),a sytuacja się nie zmieniała. Chciałam być sobą, a jednocześnie spełniać swoje ideały, ale czy tylko moje? No i motało się i motało, ludzie czasem mówili mi, że mnie nie poznają bo, dziwnie reaguję czasem, złością, czasem skryciem, a depresja narastała. Długo po tym trafiłam na terapię. Kumulowałam, więc w czasie terapii uciekło, choć jak już się wyzwoliłam (jeszcze przed leczeniem i terapią) z tego co mi ciążyło najbardziej, co było jedną z przyczyn moich depresji ostro walczyłam o to by nie stracić. Martyna ja byłam wtedy jak tornado. Mój mąż kiedy nie byliśmy jeszcze razem zapytał mnie wprost, dlaczego skrywam swoją siłę i dlaczego nie chcę być szczęśliwa. Odpowiedziałam mu, że nie mam siły i że to nie ja mam być szczęśliwa, a otaczający mnie ludzie, a ja będę czerpać z ich szczęścia. Oj jakże się myliłam. Siła się pojawiła by bronić się przed powrotem do sytuacji w której wpadałam w depresję, nie przebierałam w słowach, środkach, ja walczyłam jak dzikie zwierze o życie. Wyszła ze mnie siła. Czasem destruktywna, ale walczyłam przecież o siebie. Okazało się też, że czerpanie z cudzego szczęścia też nie sprawdza się jako metoda na życie. Z czasem zaczęło mnie to zjadać. Proporcja dawania i brania musi być zachowana.
    Skończyłam też z kaleczeniem siebie. Choć czasem miałam tak, że patrzyłam na coś ostrego i kusiło, to było jak narkotyk, nawet nic sobie nie robiąc przypominałam sobie to uczucie po, ten szum spadającego ciśnienia w uszach tą fazę... jednak panować nad tym trzeba, nie mogę tego robić sobie. Jesteś wierząca, więc wg wiary powinnaś szanować swoje ciało jako dzieło Boże. Choć ja do tego tak nie podeszłam. Ja po prostu stwierdziłam, że dlaczego mam sobie sama dowalać skoro życie jak zechce to i tak mi dowali.
    Moje życie to sinusoida, pokazanie siły i chowanie jej.
    Postanowiłam być panią sytuacji. Ciężko zapanować nad psychiką ale walczyłam z całych sił o siebie bo, jeśli ja nie zawalczę to nikt, a do tego zniszczę życie innym.
    Musisz pamiętać, że choćbyś się nie wiem jak starała, choćbyś się na rzęsach stepować nauczyła to nadal jesteś człowiekiem (choć z ciekawą zdolnością ;) ) z wszystkimi tego atrybutami. Życie każdego, nawet najzdrowszego człowieka to sinusoida, wzloty, upadki, dni pełne miłości do świata i dni pełne do niego niechęci.
    Twoje odczucia potęguje choroba, ale nadal jesteś człowiekiem i jak człowiek reagujesz, a najważniejsze, że mimo wszystko starasz się zachować ok i jest w Tobie kultura i przyzwoitość. Zobaczysz za jakiś niedługi czas znowu będziesz tą samą dziewczyną, tylko bardziej asertywną, wyważoną, nadal będziesz umiała kochać, złościć się, pomagać, ale nie dawać się wykorzystywać, wszystko wróci do jakiegoś pionu, ale na wszystko potrzeba czasu który musisz sobie dać.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 13.12.16, 15:57
    no i się poryczałam , standard.
    Tylko ja się nigdy nie kaleczyłam w żaden sposób, ja siebie niszczyłam poprzez głodówki, ćwiczenia fizyczne itp ale nigdy nie bezpośrednio.
    W moim wieku już wręcz nie wypada sięgać po takie metody odreagowania.Bo jeśli sięgnę po to dzisiaj , to zniszczy mnie poczucie winy.
    Najlepiej gdy sie wycofam na jakiś czas z relacji by nie pozabijać wszystkich, bo nie bede miała do czego wracać.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 13.12.16, 18:27
    Matko bosa, a dlaczego Ty się popłakałaś?
    Martyna nie ważne jak się niszczyłaś, ale niszczyłaś, jeden czort.
    Nie pisałam Ci tego by Ci sugerować, że powinnaś sięgać po ostre narzędzia, a po to byś tego nie robiła.
    Wycofanie też nie jest dobrym wyjściem, możesz ograniczyć kontakty ale nie rezygnuj z nich. Zamkniesz się w domu to zwariujesz, zaczniesz po ścianach chodzić.
    Ciężko się udaje życie towarzyskie kiedy się tego nie chce.
    Kiedy leczyłam depresję, mąż wyciągał mnie z domu. Czasem na obiad szliśmy, czasem na spacer, byle z domu. Nie zawsze chciałam. Jednak dzięki temu łamałam wiele oporów we mnie narastających. Ciężko było, ale dało radę. Człowiek wiele potrafi przeskoczyć, ale samego siebie jest najtrudniej.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 14.12.16, 12:40
    Martyna jak się dziś masz?

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 14.12.16, 13:33
    Autoagresja choć w rożnych formach to w sumie zawsze ten sam problem,
    żeby tak można było jakoś magicznie przenieść Ci to myślenie z wew do zew.
    Poczucie winy to coś czego trzeba się pozbyć, to bardzo, bardzo niszczące uczucie, ale niestety w depresji typowe.

    Kolce już lepiej wystawiać na zewnątrz niż robić za poduszeczkę do igieł.
    <przytulak>

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 14.12.16, 22:35
    Martini odp brzmi zyje.

    Mardaani wiem, to nie jest wyjscie, ale zapewnie pozwala poczuc swoj swiat. Zapanowac nad czymkolwiek.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 14.12.16, 22:39
    Autoagresja jeszcze nikomu nad niczym nie pozwoliła zapanować. Ona potrafi być jak narkotyk, uzależniać, dawać poczucie panowania nad czymś np. poskramiania emocji, ale niesie za sobą tylko zło i destrukcję.
    Jednak Twoja zdawkowa odpowiedź daje mi poczucie, że coś nie gra u Ciebie bardziej niż poprzednio. Albo jesteś zmęczona po ciężkim dniu...

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • mardaani.74 14.12.16, 22:50
    Z całego serca życzę Ci poprawy i wewnętrznego spokoju i wierzę, że dasz sobie z tym wszystkim radę. Nie obwiniaj się o nic proszę, walczysz o siebie, masz naprawdę trudny czas. Proszę, bądź dla siebie wyrozumiała, zasługujesz na dobre rzeczy.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 14.12.16, 23:24
    Schowałam dziś swoje kolce, ale jak ktoś przesadzi potrafoe ugryzc. Wzystkie sily skierowowane sa do wew , by siebie xhrobić otulac i bronic

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 15.12.16, 00:58
    To całkiem zrozumiałe, człowiek jak cierpi czy to fizycznie czy psychicznie to czasem robi się agresywny, bo musi walczyć z chorobą, i jest tym tak okropnie zmęczony że na inne rzeczy już nie wystarcza siły i cierpliwości, to w sumie całkiem normalne.
    Depresyjni chcąc się zmobilizować uruchamiają często najpierw złość, a dopiero potem jest rozruch.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 15.12.16, 10:11
    dobrze, że w ogóle jakoś reagujesz, gorzej jakby Ci wszystko było obojętne

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 15.12.16, 13:56
    Dzisiaj jestem wielce zdziwiona, oprocz tego ze wstanie z łóżka jest koszmarem, to pozniej sie rozkrecam. Dzis mialam takiego delikatnego i mojego powera.Sprzatalam 6 godz nie mialam czasu na posilek, ale zdziwilo mnie to ze sprzatalam tam gdzie nie moglam sie zmobilizować przez miesiace jak nie lata.Po prostu mi sie chce, mam jeszcse kilka rzeczy do zrobienia ale to pozniej bo musze wyjsc. Mam wrazenie ze ruchowo wraca dawna ja i nie mam tutaj na mysli choroby a raczej charakter. Dziwne to wszystko ale niebhce by ktos/cos odebral tego chcenia.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 15.12.16, 14:00
    też tak miałam, po okresie "niechcenia" dostałam powera, w domu, w pracy, w życiu, wówczas działałam ciągiem bo, bałam się, że mi minie, to pojawiło się na jakiś nie długi czas przed wyjściem na prostą, oby i u Ciebie to tak było czego Ci życzę :)
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 16.12.16, 08:46
    Smutne to jak w swoim ostatnim czasie zyl Bogdan Smolen . On zalozyl fundacje dla innych, a sam byl w pewnym momencie sam.
    Bylam u lekarza, zwiekszamy leki, w koncu zrozumalam, a moze tylko to do mnie w koncu dotarlo o co chodzi w tym wszystkim.Pozbawiłam sie złudzen co do dg i choroby. Cóż pozostaje mi sie z tym pogodzic nie wiem czy zaakceptuje ten fakt, ale przwstaje sie juz zadreczac.
    Terapeutka prosi o pozwolenie by mogla skontaktowac siebz lekarzem, zreszta ma teraz 3 tyg przerwe swiateczną, mimo tego chce sie ze mna spotkac w tej przerwie, i wiecie co , znow sie czuje jako przypadek pilny/ciezki.
    Wracam w pon do pracy i boje sie, nie wiem czego bo ten lęk jest irracjonalny ale jest. Jakbym szla pierwszy dzien do pracy, choc też nie zupełnie bo ja sie bardzo rzadko stresuje taki rzeczami. Ogólnie to jest przyjete w firmie i nie tylko ze gdzie diabel nie moze tam martyne posle ;-) i cos w tym jest.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 16.12.16, 09:03
    wiecie co , znow sie czuje jako przypadek pilny/ciezki ---- traktuj to raczej jako pilny, to dobrze o niej swiadczy, ze chce wspolpracowac z doktorem, bo ona widzi cie czesciej niz on - widz w tym pozytyw, bardzo cie prosze. Ja wiele lat nie godzilam sie na to, ze jestem chora, probowalam udowodnic, ze potrafie zyc bez leko - guzik nie potrafie - odbieralam to jaka wlasna slabosc, wiec wiem o czym piszesz. Teraz jest jak jest, tet mnie martwi, ze mi depresja nawet na lekach wciaz wraca, wczoraj nawet Klaudia zasugerowala, ze to moze CHAD tylko bez zauwazalnych gorek. Ja mam z chodzeniem po pracy podobnie, w niedziele po poludniu mam czesto jazdy strachopracownicze, jakby nie wiem co tam na mnie czekalo, sad ostateczny co najmniej.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 16.12.16, 09:07
    nie czuj się jak przypadek ciężki tylko doceń, że trafia Ci się terapeutka zaangażowana, z ludzkim podejściem, z powołaniem, jeśli prosi o tę zgodę to może warto by się zgodzić, może wspólnie postawią Cię na nogi
    Pracą się nie stresuj, czasem to normalne, że po zwolnieniu się tak wraca, człowiek musi na nowo zatrybić
    no i sama widzisz, bez Ciebie ta firma nie działa bo, z życia wiem, że problemów pt."gdzie diabeł nie może..." to zawsze się trochę znajdzie ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 16.12.16, 09:36
    5 mies walczylam sama ze soba czy to chad czy nie , niewierzylam lekarzowi, terapeutce etc. Teraz juz nie mam złudzeń. Z tyłu glowy pojawia sie mysl, skoro leki (neuroleptyki , stabilizator )działają to chyba to jednak chad?a co sie dzieje na zdrowa osoba bierze takie leki?
    Stres powrotowy jest zwiazany z tym ze pierwszy raz do firmy trafilo moje zwolnienie od psychiatrii. To jest wielka korporacja medyczna, tam nie ma tajemnic, tam wszystko sie roznosi z czestotliwoscia swiatla. Tam sa "śledztwa " bo swiat jest malutki i wiekszosc sie znamy.
    Po prostu nie chce pytań , nachalnosci .
    Doceniam troske terapeutki ale moje myslenie jest jakie jest, Ona zna mnie 3 lata.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 16.12.16, 09:39
    Skoro korporacja to zawsze mozesz zwalic na stres zwiazany z przepracowaniem, poczatki burn out. Spokojnie.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 16.12.16, 09:46
    Po pierwsze, jest coś takiego jak tajemnica obowiązująca w kadrach gdzie trafia Twoje zwolnienie, oni nie mają prawa opowiadać o przyczynach z jakich pracownik był na zwolnieniu. Pracodawca tez musi milczeć. To ich zakichany obowiązek i basta.
    Ja wiem, że jeszcze pokutuje w społeczeństwie przekonanie, że jak ktoś poszedł do psychiatry/psychologa to na bank wariat, ale powoli to zamiera.
    Martyna spokojnie. Jeśli się pojawią pytania powiedz, że nie jest to temat do plotek, rozmów, jeśli ktoś będzie nachalny potraktuj go zlewającym milczeniem.
    Dasz radę.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martini-7 16.12.16, 09:49
    ps. jeśli takie dane zostaną udostępnione/rozpowszechnione pracodawca możesz dochodzić odszkodowania

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 16.12.16, 11:21
    Niestety obowiązuje mnie ścieżka służbowa, czyli zwolnienie lekarskie trafia do mojego bezpośredniego przełożonego a następnie do kadr. W tym zwolnieniu nie ma rozpoznania ICD 10 , tylko na blankiecie dla ZUSu. Już wiem, że firma wie, dostaję smsy o tym jak się czuje , kiedy wracam, że im brakuje mnie- takie ble ble ble, czysta ciekawość. Jedna z koleżanek napisała" ja też się leczę na X w PZP" ja z nią nie pracuje bezpośrednio, ponieważ Ona jest na innym piętrze. Kiedyś była taka sytuacja, że jedna z lekarek miała zwolnienie z PZP, i P. Dyr. wstrzęła śledztwo by dowiedzieć się z jakim rozpoznaniem jest zwolnienie. Uruchomiła medycynę pracy . Z jednej strony nie rozumiem tego a z innych próbuje ogarnąć do czego im ta wiedza? pewna jest tylko to że to nie troska, a jeśli już to o swoją d. bom mam do czynienia z lekami, również z z uzależniającymi, może o to chodzi? sama nie wiem.
    A co do " gdzie diabeł ..." to że jak idę do " paszczy lwa" to na spokojnie załatwiam sprawę, zazwyczaj pozytywnie, jeśli odmownie to z koncepcją jak można coś zmienić. Trzymam emocje na wodzy, bo niektórzy idą z krzykiem, pretensjami, ze strachem, który paraliżuje.
    Rozumiem

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 16.12.16, 11:30
    U nas juz jak sie dzwoni powiedziec, ze jest sie chorym, to krowa sekretarka wypytuje mimo, ze nie ma prawa. Jaj jest naprawde zle wymieniam zwolnienia u rodzinnego, natomiast jak sie czje w miare dobrze i moge pracowac, ale jeszcze nie na tyle, ze moge isc do biura ( ja mam straszne trudnosc wyjsc z domu i byc miedzy ludzmi ) , to wysylam szefowej oryginal od psychiatry i ona to zalatwia, dajac mi dyspense na prace zdalna na 2 tygodnie. Ja jak bylam u medycyny pracy powiedzialam doktorowi na co choruje, nie widzial przeciwskazan, wiec w razie czego moga mi skoczyc.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 16.12.16, 12:56
    Praca sekretarki polega na tym żeby wiedzieć wszystko o wszystkich, bez tego nuda panie :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 16.12.16, 12:55
    Personel nie może stanowić zagrożenia dla pacjentów, a z kiepską koncentracją można się pomylić, w przypadku lekarza czy pielęgniarki taka pomyłka może kogoś kosztować zdrowie i życie, wystarczy że pomylisz leki albo dawki albo... jest jeszcze milion takich albo.

    Chyba o to chodziło dyrekcji i dlatego trudno wymagać w takim środowisku pełnej dyskrecji. Jeśli jesteś lekarzem/pielęgniarką to Twoja choroba nie jest tam tylko Twoją prywatną sprawą. Tak ja rozumuję.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 16.12.16, 12:49
    Zanim się dobierze leki to wiele przypadkow jest ciężkich. Ja chciałabym kiedyś trafić na takiego zaangażowanego terapeutę.
    Chyba niepotrzebnie włączasz takie nieufne podejrzliwe klimaty.
    Teraz tylu ludzi choruje na depresję w każdym jednym miejscu tylko o tym nie wiesz, a CHad nie jest niczym niezwykłym, zonk byłby gdybyś dostała typowej manii i np nie miała zahamowań seksualnych w pracy, albo przyszła pijana czy naćpana.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 16.12.16, 13:03
    Martyna, sama kiedyś na początku byłam sekretarką/asystentem zarządu, zresztą tyle co ja obskoczyłam stanowisk w jednej firmie oficjalnie i nie to historia, zresztą jak jesteś asystentem to jesteś każdym prawie czasem.
    Ale nie o tym. Mnie wówczas również obowiązywała tajemnica. Ja nie mogłam iść np, do logistyki i sobie palnąć "a wiecie, że X był u psychiatry i ma zwolnienie?" raz dlatego, że mam własne zasady, dwa, że to nie profesjonalne, a trzy bo, to tajemnica. Nie wolno i basta.
    Jeśli takie sytuacje są w Twojej firmie to znaczy, że komuś trzeba język uciąć, najlepiej z głową.
    Nasza kadrowa choć miła babka to trochę czasem choleryczka była, więc czasem załatwianie rzeczy z pracownikami spadało na mnie bo, ja starałam się miło, czasem z żartem, ogólnie lepsza ręka do ludzi, druga kadrowa, również z tych spokojniejszych, ale jej działka to bardziej papierowa była, niż kontakt z ludźmi.
    Nie oznacza to jednak, że nie umiałam wystawić czasem pazurów i pokazać kłów ;)
    W życiu trzeba czasem dostosowywać emocje i zachowania do rozmówcy.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 16.12.16, 16:33
    Nie zgodze sie z ta opinia . Lekarz wystawia mi zadwiadczenie ze moge pracoeac. Med pracy daje mi zdolnosc do pracy. Nie tylko lekatze/pilegniarki /rat medyczni odpowiadaja za lydzkie zycie i zdrowie. A kierowcy autobusa, a farmaceuta?jest mnosywo takich osob.Jak ktos sie leczy to chwała im za to gorzej jak sie nie leczy , widzialam Juz lekarxa z nieleczona schizofrenia, alkoholikow ktorzy pracowali itp Kazdy z nas moze sie pomylic bez wzgledu navstan zdrowia.
    W mojej firmie wiadomosc o moim leczeniu w PZP to atrakcja turystyczna,nie pytaja i nie robia furory ze stanu somatycznego abtez jak m zaostreniebchoroby nie pracuje wydajmnie.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 16.12.16, 16:45
    Żeby nie było ja nie zakazuję pracy osobom które się leczą a już tym bardziej w stanie stabilnym, ale nie zdziwiłabym się gdyby był wymóg że dyrekcja szpitala dajmy na to musi być powiadomiona że ma się taką a taką chorobę, w tym somatyczną która może mieć wpływ na pracę. A nie potem tak jak piszesz pijany chirurg słania się na sali operacyjnej albo mu ręce latają bo ukrył że ma Parkinsona. Tak być nie powinno.
    Zresztą, wiedzą nie wiedzą, ludzie i tak mają w dupie, plotkują bo taka jest natura homo sapiens sapiens że interesuje się stadem i nieustannie je kontroluje, ale tak naprawdę każdy myśli głównie o swoich sprawach i problemach. Cześć zresztą pewnie chce Ci dodać ducha że oni też się leczą, czy korzystali z terapii i jest ok. Nie można się dopatrywać wszędzie podstępu i złośliwości. Najczęściej jednak spotykamy się z obojetnością, często z życzliwością, a z typową złośliwością i chęcią zaszkodzenia jednak sporadycznie. No chyba że już ma się wybitnie patologiczne środowisko. O lekarskim wiem tyle co moge wiedzieć pacjent, czyli nic. Jak dla mnie to ja mam problem z lekarzami a nie oni ze mną :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 17.12.16, 17:22
    dyskrecja ma być zachowana i basta, jeśli jestem pielęgniarką/ lekarzem czy inną osobą na ważącym nad dobrem innych osób stanowisku to właśnie kiedy jest źle idę na zwolnienie, leczę się ale nie muszą o tym wiedzieć wszyscy w firmie/szpitalu/instytucji etc. ta wiedza wszystkich jest presją dla mnie, czuję, że patrzą na mnie, mi na ręce, a to nie pomaga, nawet stabilną wyprowadzi z równowagi
    Przyczyna mojego zwolnienia to sprawa między mną, kadrami, szefem i lekarzem.
    Może są jakieś przypadki uzasadnione prawnie gdzie się ogłasza na całą firmę "Kowalski ma CHAD/depresję/schizofrenię/fobię etc. ale nie słyszałam o nich, ale ja tak tylko zorientowana jestem z jednego w sumie sektora.
    Z czystej ciekawości jak będę mieć więcej czasu przeszukam net.
    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 16.12.16, 17:44
    Atrakcja turystyczna, cos w tym jest. U nas raz kolezanka zapytala na wewnetrznym komunikatorze, czy ktos nie ma w domu leku X bo jej sie skonczyly, a lekarz na urlopie. To dopiero sie dzialo. Post skasowala po 5 Minutach, ale co gadania bylo. Z drugiej strony niezle bylo zobaczyc, kto jak zareagowal.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 16.12.16, 21:07
    Nie doszukuję się podstępu i złośliwości, Oni nie chcą źle mówię tutaj o współpracownikach, tylko skądś ta informacja do nich dotarła, ode mnie zapewne nie, więc kto?
    Znam tą firmę od podszewki 9 lat bycia korposzczurem mi wiele pokazało.Ludzi ogólnie są ok i trzymamy się razem, tylko mnie denerwuje ta " sensacja" , bo przecież jestem duszą towarzystwa, lubię żarty i jestem główną podejrzaną jak ktoś coś szalonego zrobi, jestem tą co dobiera kolor skarpet do koloru kolczyków, tą która kupuje kolorowe rajstopy w 5-10-15 itp. I nagle taka info, są w szoku jak to określili.
    Nigdy nie wejdą przepis,y by jakakolwiek dyrekcja, szefostwo itp sprawdzało pracowników, czy była powiadamiana o ich stanie zdrowia. Jak pracownik dostaje zdolność to może pracować, i dyrekcji nic do tego. Jest jeszcze jedna kwestia jeśli, przełożony zauważy pogorszenie stanu zdrowia pracownika, zanim mu się skończy zdolność do pracy to wystawia skierowanie tzw celowane do medycyny pracy. Ja miałam skierowanie celowane do okulisty, mimo, że zdolność miałam ważną jeszcze rok.
    Ile ludzi tyle zagrożeń, gdyby mój szef miał mieć wpływ na moje zatrudnienie, patrząc ma moja somatykę , już dawno bym była na rencie i za 620 zł przyszłoby mi żyć w tym kraju.
    Zresztą ludzie by się nie przyznawali na co chorują w medycynie pracy, gdyby dyrekcja miała dostęp do kartotek medycznych. Choć u nas ma .

    Wybaczcie, ale dziś jestem jednym wielkim nerwem, jak kogoś nie zamorduję będzie dobrze.Jak już widzę dzwoniący tel to warczę, spędziłam dziś w korkach 4 godz. Miałam jakieś kosmiczne testy psychologiczne gdzie po 3 stronach, już było po koncentracji, nie byłam wstanie zapamiętać 10 słów itp.
    Już dziś wiem, że nie będę zadowolona z wyników i cała ta sytuacja zeżre mnie od środka i wpędzi w poczucie winy.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 16.12.16, 21:20
    Pardon, nie wiedzialam jak to w Polsce wyglada. Tu jest inaczej. Ja na przyklad uwazam, bardzo, zeby rowno co 5,5 miesiaca pojsc chocby na 3 dni zwolnienia, bo wowczas nie mam 2 miesiecy wypowiedzenia , a pol roku - gdyby chcieli mnie zwolnic. Zwolnienie tez nie jest takie straszne, bo przez rok dostaje sie dalej wysokosc pensji, wiec mozna na spokojnie otrzasnac sie i szukac nowej pracy.
    Co do korkow - wyobraz sobie, ze ja mam do biura 16 km od drzwi do drzwi, ktore pokonuje sie w 20 minut, nie mieszkamy w miescie, bo tam sa horrendalne czynsze, mieszkamy w miasteczku . Otoz zeby byc w biurze na 9 musimy wyjechac rano 7:30. Tutaj codziennie 200tysiecy osob wjezdza i wyjezdza z krajow osciennych - Francji, Belgii i Niemiec. Znajdz sobie cos, audiobook do sluchania w aucie czy cos takiego. Ja dostawalam szalu w pierwszy rok tutaj.
    Co do testow to nie matura, nie ty masz byc zadowolona. One nie sa po to zeby CIEBIE MARTYNE oceniac, tylko zeby ocenic twoj stan psychiczny itd. nam laikom nic to nie mowi, a inni potrafia tym sposobem znalezc odpowiedz na wiele trudnych pytan

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 16.12.16, 21:30
    Martyna Ty to chyba perfekcjonistka jesteś, jak coś robisz to efekt musi być minimum zadowalający. Sama na siebie bat kręcisz. Wyluzuj, Nebelowa ma rację to nie matura. Myślisz, że ile osób miało na tych testach podobnie jak Ty albo jeszcze gorzej? MULTUM. Podejrzewam, że nawet jest to wliczone w test.
    Kiedyś miałam jakiś tam jeden dziwny test, przyznam się, troszkę oszukiwałam. I wiecie co? Efekt był taki, że wynik i tak wykazał moje problemy.
    Jest weekend, spróbuj się odprężyć, włącz jakąś muzykę co Cię wyciszy, kąpiel, książka czy co lubisz robić jak chcesz sobie dogodzić.
    Potrzebujesz zwolnić na obrotach troszkę.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 16.12.16, 21:33
    Jaki jest mój stan psychiczny jak odliczam sobie " Ene due like fake,
    korba borba esme smate, deus deus kosmotaeus i morele baks umówmy się że to nie jest adekwatne. Nie skupię się ni ch....a, ani na czytaniu czegokolwiek ani na krzyżówkach, wykreślankach a tym bardziej testach.
    Co do korków ja ogólnie dobrze reagowałam na ie są i tyle, na szczęście nie muszę w nich stać codziennie bo do pracy jeżdżę na tak wczesną porę że ludzie śpią.Myślę, że tu nie chodzi o korki a o byle pretekst by sobie pokląć.
    Z oazy spokoju stałam się wulkanem bez granic.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 16.12.16, 21:46
    no to klnij sobie jak to Ci daje ulgę, czym się martwisz?
    no fakt, z tym czytaniem to poleciałam po bandzie.
    Martyna nie jestem żaden specjalista, ale wydaje mnie się, że ten wulkan to przejściowy jest, kiedyś musiało się z Ciebie wylać.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 16.12.16, 21:46
    A w programie III 180? wydanie Listy i na czwartym KULT z "Madryt" i moj maz wlasnie probuje spiewac z Kazikiem www.youtube.com/watch?v=xVFYD96iLq0
    na razie wychodzi mu "romantyczne tlo" w refrenie bardzo dobrze

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nebelowa 16.12.16, 21:46
    zly watek!

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 17.12.16, 14:18
    luzik mnie się też czasem plącze w którym co przeczytałam ;)

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 18.12.16, 11:18
    Właśnie dostałam życzenia od rodzicielki pt popie...niec. Sprawdziłam w słowniku co to znaczy " niespełna rozumu" , w sumie nawet trafiła.Dodam tylko, że mnie się dostało bo nie chcę postępować wbrew sobie, zawsze musi być tak jak ona chce, a że nie udaje jej się panować nade mną więc jest rozpacz, obraza, wyzwiska trzaskanie drzwiami, i wielki dramat z fajerwerkami. Zapewne teraz będzie dramat w trzech aktach bo cała rodzina będzie wiedzieć jaka jestem <wstaw właściwy epitet>.
    W zasadzie to muszę ją zapytać czy chce spędzić wigilię z popie...ńcem? bo życzenia mamy już za sobą. W zasadzie ja już chyba nie chcę nic. W Wigilię pospaceruję sobie po mieście popatrzę co robią inny.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 18.12.16, 11:31
    Jejku jak ja strasznie żałuję, że jestem daleko od Ciebie (a przynajmniej tak mnie się wydaje) wpadłabyś do nas, u nas klimat swobodny i nie musiałabyś być sama.
    Nie chcę obrażać nikogo, ale myślę, że Twoja mama nic nie rozumie, nie wie co się w Tobie dzieje i nie wiem czy tego nie dopuszcza do siebie, czy po prostu to poza jej możliwościami poznawczymi.
    Miałam przygody z rodziną podobne, aż parę razy powiedziałam, że ich fochy to jakby nie mój problem i robiłam nadal swoje. Czasem trzeba zaznaczyć swoją odrębność.
    Nawet dziecko ma prawo mieć odmienne zdanie, więc dorosła niezależna kobieta tym bardziej.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • nebelowa 18.12.16, 12:08
    Wsiadaj w samolot. LOT lata. Zapraszam. Miejsca unas pod dostatkiem.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 18.12.16, 14:53
    Dziękuje.
    W związku z tym, że wg nich mogą mnie wyzywać i zmuszać do tego by postępować jak oni chcą, nie zamierzam spędzać z nimi wigilii, choć już usłyszałam że zostawiam starych ludzi( taaa nie mają 60 - słysze że są starzy od 20 lat). W zasadzie to z nikim nie będę spędzać, tylko dlatego że nie chcę. Wyrzygali mi wszystko od zalania dziejów, wszystko to co zrobiłam im źle, kiedy wyrządziłam im przykrość, co odmówiłam przez całe lata świetlne, czego to oni dla mnie nie zrobili,a ja wyrodna córka jestem <piii>. Upuścili jadu, bez możliwości mojej obrony bo na moje słowa " trochę nad interpretujesz, to hipokryzja"usłyszałam tak ty tylko tymi swoimi zdaniami nas ustawiasz. Cały czas krzyk, jedynie co byłam w stanie powiedzieć to by się nie zbliżała do mnie.
    Oni nie wiedzą, że choruję. Wiedzą że mam problemy zdrowotne bo bywam w szpitalu i zdarzyło im się wzywać karetkę. Ja nie wymagam specjalnego traktowania, ja chce tylko spokoju, a nie wypominek że nie przyjechałam skosić im trawnik, pomóc przy x czy y.Nie skarżę się że mnie coś boli, że mam duszność, że potrzebuję pomocy przy otwarciu słoika, nie ja tylko milczę. Tym bardziej zamykam się w sobie jak słyszę słowa o niezdarności upuszczając kubek z kawą, gdzie przeliczyłam swój chwyt i rozćwiczenie stawów.
    Po mojej próbie samobójczej rodzicielka zwaliła winę na ojca, gdzie to nie była prawda, ale udało jej się wpędzić go w poczucie winy i spowodowała dystans jego do mnie. Moje tłumaczenie, ze nie było winy w tym nikogo, nie pomogło. Przecież to było na im złość , by pokazać jaka jestem uparta i nieszczęśliwa.
    " moi drodzy niestety mylicie się w tym wszyscy, jeśli nie pomogły modlitwy by się rano nie obudzić. Uciekałam na grób babci i błagałam by mnie do siebie wzięła." Jeśli to wszystko nie pomogło to zrobiłam to samodzielnie, gdyby nie to, że nie przewidziałam że mając drgawki spadnę z łóżka i ich to obudzi, że będą w stanie mnie reanimować... tak niewiele brakowało.
    Chciałabym by się udało, ale niestety nie poszło, może kiedyś będzie trafniej.
    Przepraszam Was za to że tym razem to ja wyrzygałam Wam to wszystko.


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 18.12.16, 15:45
    Martyna, jak pare lat temu po terapii odwazylam sie zawalczyc o swoje i ustawiac granice bylo to samo. W Wigilie bylismy sami, w jeszcze niewykonczyonym w srodku domku w lesie. Nie zadzwonili, nie zaprosili, nic. Wtedy niespodziewanie przyszedl do nas sasiad , ktory pomagal nam , a to przy wycince drzew itd. i powiedzial, ze mamy przyjsc do nich. Wiesz to sa bardzo prosci ludzie, ja nie wiedzalam, ze tak ludzie zyja, w takich warunkach, ale powiem ci ta Wigilia u nich tak duzo mi dala. Szlismy po ciemku przez las do nich, po sniegu i to bylo dla mnie tak niezwykle uczucie, ze nie jestem sama, ze ktos o mnie jednak pomyslal. Ja nie mialam ze swoimi rodzicami zadnego kontaktu prawie 3 lata, w w tym czasie wykonali oni wielka prace nad soba i po 3 latach wyciagneli reke i zaczelismy budowac relacje na nowo. Teraz jest jak w moich wczesniejszych wyobrazeniach o tym jakbym chciala, zeby bylo.
    U mojego meza niestety nie bylo happy endu, on przerobil kilka ksiazek na temat uwalniania sie od rodzicow i punkt po punkcie realizowal kroki. Tam nie bylo happy endu, po 2 latach ciszy istnieja tylko kwartalne rozmowy o pogodzie, oni nie poruszyli sie o krok. Wazne jest tylko to, ze moj maz uwolnil sie od poczucia ciaglej winy, zaczal wierzyc, ze jest wartosciowy, cos potrafi , zaczal zyc i robic to co zawsze chcial i odwazyl sie latem zdjac tshirt i zalozyc krotkie spodnie. On cale zycie sluchal od matki, ze powinien sie zaslaniac, bo ma po operacji zdeformowana klatke piersiowa i krzywe nogi. /wcale nie ma krzywych :-) / i tym podobne koszmarne slowa.
    Moi rodzice wiedza, ze sie lecze, ale lata cale udawali, ze to nie ma zadnego znaczenia i wrecz nie wolno mi pomagac i sie nade mna rozczulac, bo to mi szkodzi, bo wtedy jeszcze bardziej taplam sie w sobie. Jakby depresje mozna bylo pokonac hartem ducha, czy praca.
    Jezli nie masz do kogo pojsc, to zrob sobie mily wieczor dla siebie, nie chodz sama po ulicach, bo to cie bedzie nakrecac w dol. Jak chcesz to mozemy zrobic wigile online. Zalozymy watek wigilijny i bedziemy sobie pisac. Nie robmy wielkiego halo z kolacji 24 grudnia, wiadomo sa tradycje, sa zwyczaje powinno byc tak i tak, ale machnij reka na to. Ja jestem za Wigilia online.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 18.12.16, 16:19
    Mam do kogo pójść, tylko ja mam już dość wyjdę z domu pospaceruję będzie ok.
    Gdyby nie terapia, pewnie bym dziś nie wyraziła własnego zdania i nie oberwała, a jak już to bym to kumulowała w sobie a nie wyrażała na zew. Wpędzona w poczucie winy, przyjęłabym jako jedną prawdę i uwierzyłabym w te wszystkie słowa jakie padły.
    Mnie jest po prostu cholernie przykro.
    Nebelowa, w całym tym wszystkim Ty nie byłaś sama, byliście we dwójkę. Łatwiej nieść ciężar w dwie osoby niż w pojedynkę.
    Tylko czekam na kolejny argument, że jestem sama bo jestem zła, nikt ze mną nie wytrzymał i inne tego typu epitety :) by dowalić, dokopać już nawet leżącemu, co za różnica.
    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 18.12.16, 19:11
    jak Ci dowalą, że sama jesteś bo, to Ty jesteś ta zła, to powiedz, że nie jesteś sama bo, nikt z Tobą nie daje rady, a dlatego, że jeszcze nie spotkałaś nikogo wartego dłuższej uwagi, a nie jesteś z tych co rzucają się na byle co tylko by mieć status "w związku"
    Wigilia online fajny pomysł, choć ja pewnie dołączę po niej, albo w pierwszy dzień świąt.
    Nebelowa ma rację, budowanie relacji jest trudne. Moja rodzina do dziś nie wszystko ogarnęła. Mama jakoś przestała robić niektóre rzeczy, ale starego drzewa nie przesadzisz, siostra, o to ciekawostka, jak wiatr zawieje, czasem potrafi tak słodko mi dowalić, że jak ja wybuchnę to jest, że przyjechałam i się awanturuję. Jednak próbuje ona jakoś ze mną się dogadywać, czasem gra, czasem czegoś unika, czasem dla własnej korzyści udaje, że się ze mną zgadza, a czasem naprawdę to robi, ale jest dystans którego ja nie przeskoczę bo, nigdy, ale to przenigdy nie będę nic naprawiać na jego warunkach, a ona tak czasem chce. Ja uderzyłam się w pierś, matka chyba widzi jakie błędy popełniła, jak wychowała mnie na kogoś kto chciał utopii w życiu, poddawałam się by zyskiwać akceptację, bałam się zmian choć o nich marzyłam... jak Hobbit za własną wieś przed wielką podróżą nie wyruszył tak ona wychowywała mnie na takiego Hobbita właśnie, ja byłam młodsza. Oj wiele by pisać, poniżenia też były. Dziś widzi w jakiś sposób we mnie dorosłą osobę o innej wartości. To dzięki mężowi odważyłam się obnażyć swoją wewnętrzną siłę, choć nadal jestem słaba. A najlepsze, że nawet liceum mi wybrać nie dała, powiedziała, że mam dwa do wyboru, niedaleko domu bo, na inne jestem za głupia, a jak jej powiesz, że sterować mną próbowała i robiła to, to powie Ci, że ja przecież zawsze robiłam co chciałam. Nie, nie robiłam. Ja po prostu wszędzie szukałam tego co dla mnie najlepsze w danej sytuacji. Choć dziś mniej już żałuję niż kiedyś bo, teraz jestem kim jestem, a jestem prawie z siebie zadowolona, jeszcze tylko muszę schudnąć, nauczyć się języka, znaleźć lepszą pracę i spełnić marzenia, ale życie przede mną, nie ma już presji bo, jak była to mi nie szło, a jak mi nie szło to była lipa.
    Może Twoja mama jest z typu ludzi którzy wolą udawać, że problemu nie ma niż się z nim mierzyć, a może potrzeba jej czasu aby przywyknąć do nowej Ciebie.


    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • martyna2525 18.12.16, 20:27
    Jestem po trzeciej wojnie swiatowe . Ta wojne oni wygrali , mei argumenty wyssane z czasow kamienia lupanego. Dwoje na jednego przegralam. Nie uwierzyli mi ze był gwałt,ze to nie mozliwe ze po latach od zdarzenia nagle probuje odebra sobie zycie. Za chwile uslysze ze to nie mialo miejsca bo nie chcebp tym mowic. Wpedzili mnie w poczucie winy ze nie zglosilam tego i pewnie inne dzieci sa ofiarami. Mowie game over

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 18.12.16, 20:39
    Martyna, ale dlaczego przegralas, a oni wygrali i dlaczego sie konfrontowalas? "Wpedzili mnie w poczucie winy ze nie zglosilam tego i pewnie inne dzieci sa ofiarami." Bardzo to chwytajace za serce ta troska o innych, nie o wlasne dziecko. Coz za empatyczni ludzie. Przeciez to sa hipotetyczne brednie, ulozone po to, aby ci dowalic, bo on sie nie przynaja wciaz przed soba, ze popelnili bledy. Aby to sie zmienilo, musieli by sie przed soba do tego przyznac, a nie chca. To typowa taktyka przerzucania winy na druga strone. Wez ty sobie kup "Toksyczni Rodzice" Susan Forward, na jej podstawie moj maz sobie pomogl. On byl z kolei winny na przyklad cierpieniom swojej matki przy porodzie. To jest taktyka, nie bierz je do serce, poczytaj o tym

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 18.12.16, 21:06
    Martyna mnie jako dziecko obłapywł syn sąsiadów, ja dziecko w pierwszej klasie podstawówki, on pełnoletni, albo jakoś tak, bałam się jak cholera potem, wyparłam to, powiedziałam potem tylko terapeutce, mój były wiedział i mąż wie, zapomniałam o tym na lata bo, bo? bo, tak to działa, czasem strach bierze górę poczucie wstydu.
    Martyna oni nie wygrali. Pokazali jakimi tchórzami w obliczu prawdy są i jak zawiedli Cię, to ich wielka porażka więc atakują Ciebie by zrzucić to z siebie

    --
    W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie, a ja tym czasem kładę głowę na kolejowej szynie...
  • nebelowa 18.12.16, 21:15
    Juz pisalam, tak dlugo jak oni sami przed soba nie przynaja sie do popelnionych bledow i nie poszukaja w sobie, beda kreowac historie i rzeczywistosc jak im pasuje. Twojej tam winy nie ma. Koniec. Kropka.



    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 19.12.16, 13:28
    Martyno, jeśli jeszcze tam jesteś, przepraszam za nadszczerość i wiedz że nie chcę Cię w żaden sposób zranić, ale muszę to napisać.

    Największym dla Ciebie wrogiem i zagrożeniem jesteś Ty sama.

    Każde odzyskane siły fizyczne przekierowujesz natychmiast na działania o których wiesz lub z pewnością wyczuwasz że mogą Ci zaszkodzić.

    Jesteś dorosła, wiesz jacy są rodzice, idąc tam i poruszając ten temat w momencie tak kruchego zdrowia psychicznego i fizycznego postąpiłaś lekkomyślnie i autodestrukcyjnie. Przecież wiesz że w 99 przypadkach na 100 pierwszą reakcją na takie "wieści" "wyrodnych" rodziców jest całkowite wyparcie i przeniesienie winy na dziecko, więc skrajną naiwnością byłoby oczekiwać czegoś innego. Podłożyłaś się jakbyś chciała się przekonać jak wielki ból możesz unieść.

    Nie rozumiesz Karli dlaczego ona sama siebie niszczy, dlaczego pozwala na to że jest krzywdzona ja tak samo widzę Twoje działania. Jedna wielka autodestrukcja, a jak ktoś chce się zbliżyć, pomóc, trafi czasem blisko sedna to zaraz wystawiasz kolce już nie jak jeż a jak jeżozwierz i człowiek zostaje bezradny z tą wyciągniętą ręką.

    Stworzyłaś wokół siebie mur i wydaje Ci się że wokół jest wroga próżnia. Sęk w tym że to tylko uczucie, emocja, nieprawda, ale z jakiegoś powodu nie można Cię wyciągnąć zza tego muru i robisz wszystko żeby go dobudować jeszcze wyżej za każdym razem jak się ktoś zbliży. Za każdym razem jest taki lęk, oj uważaj bo ją wystraszysz, bo ona znou zrobi sobie krzywdę. Trzymasz mnie tym i pewnie nei tylko mnie w szachu, bardzo skuteczne muszę przyznać, ale komu to ma wyjść na dobre? i czemu w sumie służy? Nie wiem.

    Nie wiem jak Ci pomóc, choć bardzo bym chciała mieć taką wiedzę i możliwości bo widzę jak wartościowy i fajny człowiek jest pod tymi kolcami i za tym murem, i chciałabym żebyś mogła po prostu żyć i cieszyć się tym życiem. W tej chwili jestem bezsilna i mogę Cię tylko prosić. Bądź dla siebie dobra, wyrozumiała i łagodna, lub siebie tak jak lubimy Cię my tutaj i zapewne Twoi przyjaciele w realu. Przestań wierzyć w to co widzisz w wykrzywionym lustrze depresji, to wszystko złudzenie, złe, pokrzywione, nieprawdziwe.

    Być może nie zechcesz tutaj więcej pisać, szkoda, ale może w realu znajdziesz taką myśl, jakiś pomysł na siebie który przerwie tę obłędną spiralę depresji i autodestrukcji, znajdziesz ten złoty środek w którym odnajdziesz samą siebie, tą prawdziwą, spokojną. Z całego serca Ci tego życzę.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 19.12.16, 19:59
    Mardaani dziekuje za szczerosc, ważne jest dla mnie Twoje zdanie.
    Sa kwestie w tym co napisałas niezrozymiale dla mnie,ale zostawmy to bo to ze nie moge sie skoncentrowac lezy po mojej stronie.
    W cely wyjasnienia, ja do nich nie poszlam to oni przyszli do mnie. Trudno wybudowac mur gdy ich mam w odleglosc 100m.
    Przepraszam Was za to, co tutaj napisalam, nie powinnam tego wywalac i w jakis sposob Was obciazac.
    Co do autoagresji to nie dokonca jest tak jak piszesz,vprzez trzy lata terapi nauczylam sie funkcjonowac w tym ich swiecie, z ich oskarzeniami i mieszaniem z blotem.Kiedys te slowa jaka jestem zla, wyrodna itp wzielabym do siebie i cala zlosc skierowalabym na siebie, uwierzylabym im ze taka jestem. A to nieprawda, nie jestem taka i nigdy nie bylam. Odbudowuje powoli swoje poczucie wlasnej wartosci, takie delikatne ale jrdnak.
    Co do mojej delikatnosci, to nie musicie sie o mnie bać nie jestem tak krucha jak pewnie myslicie .Cala ta wczorajsza sytuacja spowodowala ze mi cholernie przykro, ze to beda ciezkie swieta, ale je przetrwam. Nie czuje sie w depresji, ogolnie oddzyskalam sily, smutne to ze ledwo sie odbilam dalam sie wkrecic w taka syt.
    Co do dbania o siebie to dbam., dalam upust emocjom bo wczesniej pewnie bym milczala i wszystko kierowała do siebie.Po tym jak moglam sie wypisac tutaj i wyplakac poczulam ulge, ale moze faktycznie to nie byl dobry pomysl ze oni mi wyrzygali wszystko a ja wam tutaj i za to szczerze przepraszam .
    Mimo wszystko dzis wstalam, zrobilam makijarz i posxlam do pracy. Moze nie w wysmienitym nastroju, bo juz nie potrafie i nie chce zakladac maski, chce byc soba , ale spokojna i bez wew krytyka, ktory powoduje poczucie winy. Trudno stalo sie i tyle, dobrej relacji w rodzinie juz nie zbudujemy.
    Dzis mialam dzis sesje, bardzo podtrzymujaca i kryzysowa i sama terapeutka jest pod wrazeniempewnych moich reakcji
    Jedyne na co musze zwrocic uwage i popracowac jest jedzenie ,bo nie wyglada to dobrze w stresie nie potrafie jesc i nie wygladam zdrowo. Mam ustawiony alarm by co 3 godz cos zjesc i nie chudnac juz.
    Jesli moge chcialabym tutaj nadal pisac, ale jak nie zechcenie mnie juz czytac zrozumiem.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 19.12.16, 20:13
    Jak ja się cieszę że się odezwałaś :D
    jak ja się ciesze!!

    Byłam pewna że sama poszłaś! Uff co za koszmar, jakbym tych ludzi dopadła to chyba duszę bym z nich wytrzęsła tak jestem na nich zła.
    Pisz proszę swobodnie, po to jest to forum i nie gniewaj się za szczerość, to z troski.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 19.12.16, 20:18
    Byłam w pracy i dopiero wrociłam bo ludzie sa wprosproporcjonalnie poddenerwowani do goraczki przedswiatecznej.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 19.12.16, 20:23
    Ja tez sie bardzo ciesze, no zagladalam, ale dzisiaj obudzilam z migena i umieralam do poznego popoludnia, dlatego nie dalam rady niczego napisac.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 20.12.16, 00:49
    a zastanawiałam się dziś właśnie jak tam Twój pierwszy dzień :)
    ja dziś na zakupach byłam (wreszcie!!!), masakra, ludzie wykupują jakby kataklizm się zbliżał, nie ogarniam tej kuwety, ale Niemcy tak jakoś mają, zamknij im sklep na jeden dzień, to dzień wcześniej nawet kurz z półek kupią, ciekawe czy Polacy też tak mają bo, jakoś tak u nas 7 dni w tygodniu handel kwitnie i ciężko orzec, a tu tylko 6.
    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • mardaani.74 20.12.16, 01:09
    mają mają, jakby głód im groził.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 20.12.16, 15:22
    aha, czyli są cechy wspólne dla różnych narodów

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martini-7 18.12.16, 20:39
    Przeczytałam to co nazwałaś "wyrzyganiem" nam, nie odpisałam od razu bo, chciałam moment się zastanowić. Martyna, jesteś wierząca, potraktuj to, że jesteś nadal z nami, że spadłaś z tego cholernego łóżka jako dar od Opatrzności i szansę by wszystko zmienić.
    Trochę Cie rozumiem z tym, że wszystko chcesz sama. Ja w życiu wiele razy słyszałam, że nic nie osiągnę, byłam z jednej strony karcona, z drugie chwalona, schizowate wychowanie, matce łatwo nie było, ok, ale czy to tłumaczy coś? nie, ja po prostu współczuję jej czasem i staram się zrozumieć. Jednak wpływ wywarło to na mnie taki, że nie całkiem umiem prosić o pomoc, są sytuacje kiedy nie proszę bo, uznaję, że muszę sama, sama wracałam pociągiem do domu po operacji dłoni z ciężką torbą bo, chciałam pokazać, że poradzę sobie, sama wracałam do domu ze szpitala po tym jak pogotowie mnie zabrało bo, wymiotowałam krwią, tylko dlatego, że mąż był za granicą zadzwoniłam do mamy aby z córką została, kiedy mój mąż musiał wyjeżdżać, a ja zostawałam sama jeszcze będąc w ciąży też wiele robiłam sama bo, nie chciałam być zależna, nie chciałam pokazać, że jestem słaba, nie chciałam by potem było, że ktoś mi pomógł. Nim wyszło, że jestem chora, moja rodzinka nie raz mnie zdeptała, wyrzucili mnie z domu, a potem powiedzieli, że sama odeszłam, że nie chcę wrócić bo, mi tak wygodnie, przerabianie prawdy było u nas na porządku dziennym.
    Wiele razy chciałam umrzeć, ale potem uzmysławiałam sobie, że to słabość. Siłą jest walczyć o siebie. Jednym się udaje poprawić kontakty z rodziną innym nie. Jednak ważne by mieć się dobrze samemu ze sobą.
    Martyna, my tu też po to jesteśmy byś nam się "wyrzygiwała" jak to nazwałaś. To jest forum DEPRESJA, a nie niedzielne obiadki u ciotki Klotki.
    Ja bardzo Cię polubiłam i nie wyobrażam sobie dziś, że mogło by Cię zabraknąć, jakby się dowiedziała, że coś sobie zrobiłaś, że nie ma Cię już wśród nas, byłaby to moja osobista wielka strata.

    Nawiasem mówiąc, mój mąż się zastanawia czemu my na tym forum wszystkie tak klepiemy zamiast się na jakiegoś Skype czy coś w ten deseń zgadać.

    --
    Zasady proste w życiu mam, nie rób drugiemu tego, czego ty nie chcesz sam!
  • milamala 22.12.16, 21:51
    Mardani moglabym sie pod twoim tekstem rekami i nogami podpisac. Moj maz jest dokladnie taki sam (moze to ten sam?) Kocha i akceptuje to co jest, ale kompletnie nie jest w stanie zrozumiec. jakbym sobie noge zlamala do defekt widoczny by go ruszyl, ale z glowa to juz tak srednio.Ale i tak dobrze, ze go mam. W sumie mam takie poczucie stabilizacji, ze w domu jest zawsze ktos zrownowazony.
  • mardaani.74 22.12.16, 23:08
    to prawda, ta równowaga i stabilność jest mi potrzebna jak kani dżdż
    chociaż.. z początku odbierałam ją trochę jak obojętność, nie umiałam zrozumieć dlaczego kiedy dajmy na to rozwalę sobie kolano bo się wywalę na rowerze to dostaję tyle współczucia i uwagi a kiedy w moich odczuciach ocieram się o śmierć, tkwię w koszmarze to "nic" się nie dzieje. To też nie do końca jest nic, ale do mnie wtedy mało dociera, jakby rzeczywistość była filtrowana i dociera tylko to co jest i było złe, przykre, smutne. To podejrzewam też jest przyczyną wielu nieporozumień w kontakcie z chorym na depresję, po prostu wtedy świat zdrowych i chorych oddziela bariera, jest ogromna różnica postrzegania świata i interpetowania.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 23.12.16, 09:19
    myślę, że to też wynika z tego, że mężowie widząc ten cięższy czas obserwują, martwią się po cichu, wspierają jak umieją, ale wolą się nie narzucać aby naruszyć tej kruchej konstrukcji jaka nas jeszcze trzyma...
    mnie się zdarzyła taka sytuacja, że miałam mega dół, mąż na początku chodził koło tego milcząc, obserwując, przytulając jak trzeba było, a kiedy po prostu byłam jedną kałużą łez, stanął przede mną i podniesionym głosem kazał mi się ogarnąć, że jak to tak, życie leci, a ja tu płaczę i wiecie co? to było najlepsze co wówczas mógł dla mnie zrobić, to było jak kubeł zimnej wody, nigdy tego wcześniej nie robił, a tu nagle... no i zobaczyłam słońce, że on ma rację, że nie mogę tak siedzieć i płakać, a muszę zacząć znowu żyć. Trudno było się podnieść, ale chciałam bo, chciałam znowu być z nim ramię w ramię. Dziwne to było nie powiem, ale przydało się.
    Wiedzie co mnie czasem boli jak się źle czuję? Jak on na mnie patrzy, chce pomóc, widzę po nim, że wspiera mnie, ale jest jakby trochę bezsilny i cierpi wraz ze mną, ja bo, mam swoje fazy, a on bo, cierpię ja... choć wyda się to chore, to czasem to mnie motywuje do walki bo, widzę, że moje mroczne dni ogarniają sobą nie tylko mnie, ale i moich bliskich, dzieci też to na swój sposób czują, choć maskuję się przed nimi ja się da, ale na szczęście szczyt mojej choroby był przed dziećmi.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • nebelowa 20.12.16, 14:47
    Tak spojrzalam na tytul i nagle sobie uswiadomilam, ze to bardzo bolesna prawda jest i nie ma sie co czarowac. i wlasciwie nawet z kims i tak jest sie tak samym z soba do szpiku kosci, a inni sa na drugim brzegu.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 20.12.16, 15:25
    bo choroba czasem tworzy barierę, zamyka w świecie bez słońca, można próbować przełamać to, ale to co w chorobie się dzieje z nami to nasz własny indywidualny świat i niestety nie koniecznie my nim władamy
    pozostaje zrobić zamach stanu i spróbować to przezwyciężyć, jest to do zrobienia, nie jest łatwe i nie zawsze się uda, ale kto nie próbuje ten nie ma
    a co Ty taki nastrój wisielczy masz? He? jak masz jakieś złe myśli to już marsz do kuchni i pichcić kolejny bigos ;)

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martini-7 20.12.16, 16:29
    przepraszam, że tak tu wtrącę, ale pisałaś, że nie jesz mięsa, a masz może jakiś pomysł co zrobić z naturalnego tofu by przestało smakować jak tektura, myślałam o marynowaniu go w ziołach, ale nie wiem czy to coś da :/
    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 20.12.16, 19:26
    Ja niestety Ci nie pomoge bo nie lubie tofu pod zadna postacia, nie lubie soji i owocow morza. Ogolnie to ja jem duzo warzyw w zasadzie wszystkie poza brykselka, bo nia strzelalam z lyzki pol roku w szpitaku ;-) . Jem owoce, twarog, humus , ryby, jajka, mleko 0,5. Wlasnej roboty granoli. Duzo rzeczy robie sama, pieczywo, dipy, salatki surowki, zupy , jogurt naturalny etc Nie potrafie jesc przy ludziach wiec publiczne jedzenie odpada.
    Pewnie Ci nie pomoglam zbytnio.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 21.12.16, 11:53
    no i to właśnie było moje pierwsze spotkanie z tofu i ostatnie, taniej mi wyjdzie zjeść pudełko po czymś, a smak ten sam ;)
    owoców morza tez nie jem, ryb też nie, a tak to jajka, mleko warzywa etc.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • mardaani.74 20.12.16, 16:46
    jak już pichcić coś przeciwdepresyjnego to tylko kuchnia azjatycka, sposób gotowania (szybko i z reguły w jednym garnku), intensywność zapachu i smaku przypraw, wybitnie działa na mnie antydepresyjnie.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 20.12.16, 17:16
    może być azjatycki bigos, jeśli ktoś czegoś takiego jeszcze nie wynalazł macie pole do popisu :D

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • mardaani.74 20.12.16, 18:44
    ale coś Ty się tak uparła na ten bigos?
    :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 21.12.16, 11:53
    bo, ja chyba nie będę robić to innych wspieram :D

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 20.12.16, 19:39
    Hipotetycznie :
    Twoje dziecko wyznaje Ci ze spotkalo je cos barzdo trudnego, zlego.. pelne emocji, placzu, zacisnietych piesci , skulenia i ochoty by zniknac. A ty stoisz/ siedzisz jak slup soli , bez jakiejkolwiek reakci, bez przytulenia , bez cieplych slow i gestow. Jedynie na co Cie stac pytanie dlaczego?i watpliwosci czyvoby na pewno. Po prostu nie ogarniam.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 20.12.16, 19:46
    Jezeli sama nie zaznalam tego w dziecinstwie, wrecz okazywanie emocji w domu rodzinnym bylo czyms nagannym i niepozadanym i nie znam innych wzorcow to owszem moze byc tak, ze nie potrafie sie na cos takiego zdobyc. jednoczesnie bedac byc moze zszokowana tym so widze i slysze.

    Druga opcja: biore leki, ktore mi nagle scinaja emocje , wowczas takze kompletny brak reakcji.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 20.12.16, 20:21
    W hipoetycznej syt nie ma zadnych lekow, znieczulaczy i uzywek.
    Nie potrafilabym tak stac bez przytulenia. Juz emocje sie pojawiaja i łzy .
    Co trzeba mieć po lewej stronie klatki piersiowej ,tam gdzie inni maja serce?

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 20.12.16, 20:30
    Martyna sa tacy ludzie. Czytalas Ostatnia Rodzine Magdaleny Grzebalkowskiej o Beksinskich? Ojciec nigdy syna nie przytulil. Sa takie matki. Sa takie domy, gdzie placzace niemowle zostawia sie samo w ciemnym pokoju, aby "sie wyplakalo" to nauczy sie spac samo i jeszcze chwali, ze dziala, bo dziecko po tygodniu lezy w lozeczku samo i nie placze.Coz za sukces wychowawczy! Nie placze, bo wie, ze matka nie przyjdzie, ze jej nie ma i lezy apatycznie. Sa matki, ktore nie przytulaja swoich dzieci, zimny wychow cielat, bo same pochodza z takich domow, emocje to okaz slabosci. Trzeba sie wg nich wziac w garsc, a nie mazac. Twardym byc, to hartuje ducha. Nie wolno byc mazgajem, za kark i do umywalki zimna woda twarz umyc i skonczyc te histerie prosze.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nova_33 20.12.16, 20:52
    Moja mama mnie nie przytulala. Ale to dlatego, że ją też nikt nie przytulał i ona nie wiedziała, że to jest bardzo ważne.
    Dla niej najważniejsze było aby nas nakarmić, posprzątać w domu.
    I niestety ale była sama z trójką dzieci i mężem alkoholikiem i sama ze wszystkim musiała sobie radzić.
    Jest mi jej bardzo żal, bo nikt jej nigdy w niczym nie pomógł.
    Kiedyś jako nastolatka miałam do niej pretensje o.wszystko.
    Teraz jak sama jestem matka to wiem, że dbała o nas jak tylko potrafiła.
    Kocham ją bardzo i wiem, że ona też nas kocha i chciała dla nas jak najlepiej.
  • mardaani.74 20.12.16, 21:45
    moja potrafiła cały dzień rozwiązywać krzyżówki i pić kawę, chata wyglądała zawsze jak u hoarderów, bo dodatkowo niczego nie lubiła wyrzucać.
    Do dzisiaj nienawidzę krzyżówek a na dolewkę do kawy dostaję szczękościsku.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 20.12.16, 21:35
    ja też nie ogarniam, moja matka tak postąpiła wielokrotnie wobec mnie i mojego rodzeństwa, Ona nie jest osobą złą, ale ja nie wiem jak to określić całkowicie zamrożoną. Przytulenie spontaniczne, chyba dotyk w ogóle nie wchodziło w grę i też bierność wobec nawet bardzo uzasadnionej rozpaczy.
    Co prawda były to inne problemy, ale też niektóre dość dramatyczne i też taka reakcja. Jedna z bardziej bolesnych rzeczy, ale i z tym się da uporać. Najgorsze jest to że matka jednym przytuleniem moglaby naprawić to co człowiek pół życia będzie przerabiał na terapiach. Jednego jestem już pewna porzucenie nadziei na to że matka czy ojciec się zmienią jest kluczowe, inaczej za każdym kontaktem dostanie się kolejną dawkę zawodu, rozczarowania, bólu. Trzeba sobie to mówiąc kolokwialnie raz na zawsze "odpuścić".


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 20.12.16, 21:41
    Matka nie chciała mnie nawet trzymać za rękę, jak szła np na zakupy do miasta to kazała mi czekać w jakimś miejscu aż zrobi te zakupy i ja tak czekałam czasem godzinę, czasem dwie koło jakiejś wskazanej barierki czy słupka, czasem w kolejce. mały dzieciak, 4-5 letni do tego dość grzeczny i spokojny. Dzieci nie mają poczucia czasu, dla mnie to zawsze był paniczny lęk że ona już nie wróci nigdy, to czekanie trwało wieczność, w każdej kobiecie widziałam matkę, byłam jak pies przywiązany pod sklepem. Dlaczego tak robiła, dlaczego się nie bała mnie zostawić w środku miasta, dlaczego nie mogłam jej trzymać za rękę, tylko musiałam się trzymać za pasek od płaszcza czy torbę, nie wiem, ona mówi że nie pamięta, albo że chyba wszyscy tak wtedy robili, albo milknie i wychodzi do kuchni. No taka rzecz mi się przypomniała dziwna. Nie każda matka umie kochać.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 21.12.16, 05:22
    Zimny chów.
    Po przeczytaniu waszych postow juz wiem dlaczego tutak was spotkalam a nie na forum gospodyn.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 21.12.16, 08:51
    Ewentualnie oczekiwania i wymagania z kosmosu. Ja dlugi czas czulam sie jak obserwowane zwierzatko eksperymentalne - czy da rade?, czy znajdzie droge?, czy sobie poradzi? Najwiekszym dobrem bowiem jest dojscie do WSZYSTKIEGO wlasnymi rekami, bez zadnej pomocy i nalezalo mnie w tym trenowac. Mnie sie choroba ujawnila jak bedac jeszcze studentka probowalam ogarnac dodatkowo 3 projekty w jednym czasie, bo przeciez dam rade i pokaze, ze umiem wowczas z napiecia i zmeczenia cos mi sie chyba przepalilo w glowie. Ja nie umialam odmowic, bo wydawalo mi sie wowoczas, ze tp przyznanie do porazki. jak dostalam stypendium zagraniczne, ktorego wysokosc byla raczej smieszna to tez mialam sobie poradzic, studenci dorabiaja itd. Mieszkalam katem po znajomych, ktorych znalam, tydzien w pustostanie, na uczelni po kryjomu i jadlam tyle co nic.Semestr z bardzo dobra ocena zakonczylam - dodam, ze o jakis klopotach finansowych rodzicow nie mowimy.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 21.12.16, 09:09
    NIestety i ja się podpiszę, to było dla mnie tak oczywiste że kiedy się dowiedziałam że inni tak nie mają byłam w szoku. Wszyscy wydawali mi się wręcz rozpieszczani przez rodziców.
    18 lat i wyprowadziłam się, przez rok nikt z rodziny nie próbował nawet dowiedzieć się czy żyję, co oczywiście nie przeszkadzało im wpierdzielać się w każdą rzecz jak już się dowiedzieli. Nie zapomnę jak ojciec podjął mojego przyszłego męża i teściów opowiadając im jaka ze mnie była cytuję "dziwka", albo jak wjechał mi na chatę w pierwszą rocznice ślubu (nie obchodziliśmy oficjalnie) około 21 godziny z awanturą że nie obchodzimy a "on jako ojciec ma chyba jakieś prawa" a dodam że miałam wtedy malutkie dziecko. Takich jazd było jeszcze kilka, aż raz doprowadził do tego że dostałam ataku padaczki ze stresu i się wystraszył i odtąd się już nie widujemy.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 21.12.16, 09:15
    Czesto sie zastanawia, czy gdyby wowczas bylo inaczej, moze nie bylabym chora? Ja dostalam ataku, szlam przez park i nagle oblalo mnie goraco po glowie zaczely chodzic mrowki i zemdlalam, tama sie przerwala i potem sie juz polalo wszystko.
    Zmartwil mnie wczoraj Doktor swoja wypowiedzia, ze to spektrum CHAD raczej moze byc. Znalazlam dzis w necie na jego stronie opis i pasuje 1:1
    " Cechami choroby depresyjnej, które wskazują na tego rodzaju pokrewieństwo z CHAD są m. in.: wystąpienie krótkich, z reguły mało nasilonych okresów hipomaniakalnych w okresie przyjmowania leków przeciwdepresyjnych, zaskakująco szybkie ustąpienie depresji w czasie leczenia, znaczna chwiejność nastroju i energii w okresie choroby, początek depresji we wczesnym okresie życia, nietrwałe poprawy po terapiach lekami przeciwdepresyjnymi, lekooporność depresji "

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 21.12.16, 09:37
    Ja się już nie zastanawiam, jestem pewna, że byłoby inaczej. Pewne predyspozycje miałam, ale przy minimalnym wsparciu myślę mogłoby nie być tak dramatycznie. To nie jest normalne że 7-mio letnie dziecko ma myśli samobójcze i próbuje je zrealizować. Takie rzeczy nie dzieją się w domu gdzie jest trochę niedociągnięć, wiadomo nikt nie jest ideałem rodzice też, ale musiała zostać przekroczona drastycznie pewna granica.
    Ten temat mi odżył trochę przy pomocy Karli co "nie chce tego dziecka" i opisu sytuacyjnego Martyny, na co dzień już ten temat nie jest dla mnie żywy, nie niesie cierpienia. Czasem się odezwie jak ból w kolanie, i mija. Ale jednak zajęło mi to trochę czasu, ładnych kilka lat wyjętych z młodości, z tego czasu co powinien być napędem na całą przyszłość, a ja spaliłam te siły zdecydowanie za wcześnie, musiałam sięgnąć do pokładow najostatniejszych sił tych które powinny być tylko na czarną godzinę kiedyś w przyszłości może wykorzystane i w pewnym momencie baterie się wyczerpały całkowicie. Niestety mam teraz taki akumulator który nie trzyma prądu i co robić. Trzeba żyć na pół gwizdka. A ponieważ sił mam mało i nie mogę ich trwonić, nie trwonię ich już na rodziców i przeszłość. To byłaby naprawdę głupia rozrzutność.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 21.12.16, 09:49
    Z tym akumulatorem to jak u mnie. Jak stara komorka, ladujesz i za 2 godziny pada, a ostatnie 25% to juz wciagu kilku minut. Siedze w pracy i nie moge sie na niczym skupic, zmeczona jestem. We wtorek mam wizyte u rodzinnego, powiem mu co tu doktor na forum powiedzial i poprosze o lamotrygine. Nie moge jesc od 3 tygodni i nic nie drgnelo, w spodnie sprzed anafranilu nie moge sie zapiac i tak. Wisielczy mam humor jakos.Meczy mnie to na pol gwizdka, po co wlasciwie . Czuje sie jak wyszczerbiony talerz, albo wytarty fotel stojacy na strychu.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martyna2525 21.12.16, 11:10
    refleksyjnie...
    -przyjaciółka przyznała się, że przez lata była w szoku, że chorując somatycznie, włócząc sie po szpitalach, ciągle coś się dzieje, organizm jest w stanie średnim , a ja sobie dokładam 2 kursy jednocześnie i projekt, którego nikt nie chcę bo jest masakra. Ona by wymiękła ja dawałam rady- ale tylko do czasu.
    _ rodzicielka wczoraj odezwała się ludzkim głosem, zamiatając całą syt pod dywan, czyli standard.
    - myślami przenoszę się z dala od realności i chyba mi dobrze z tym
    - rehabilitant stwierdził że z moją kondycją nie jest źle, a myślałam że już to kataklizm, bo dawno nie ćwiczyłam.
    - dziwnie mi


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 21.12.16, 11:46
    Ja mysle , ze hypo, nie hypo to jeszcze cos takiego dochodzi, ze chce sie za wszelka cene udowodni, ze mimo choroby, obojetnie jakiej, da sie rade, ba nawet potrafi zrobic wiecej niz inni. Ja na przyklad mialam taka strategie, zeby nigdy nie uslyszec, ze ze wzgledu na chorobe, czegos nie zrobilam, nie dotrzymalam terminu. Bralam wszystko. Niestety i tak uslyszalam, ze mimo planow nie bede awansowac dla mojego dobra, bo stres na tym stanowisku jest dla mnie niekorzystny i powinnam dbac o swoje zdrowie. Bardzo to chwalebne, ze tak sie o mnie troszcza w pracy. Teraz nie mam juz motywacji wyrabiania ponad norme.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 21.12.16, 12:25
    Rodzice, ludzie którzy jak się okazuje są nieświadomi tego, że czasem jednym słowem, gestem, wtrąceniem, a czasem serią zachowań i słów, zaprowadzili zmiany w naszej psychice, trwałe.
    Mardaani, jak pisałaś o tym podjęciu teściów i męża przez ojca, przypomniała mi się akcja za jaką miałam ochotę matkę zabić.
    Jak już byłam z moim mężem, ale to było jeszcze przed ślubem, matka go chyba osobiście nie znała, jechał do mnie i ona coś chciała mi przekazać, a ja nie miałam jak podjechać. On po drodze podjechał, a ona zaprosiła go na rozmowę jak to jej się nie podoba "metoda" którą postąpiliśmy (przypomnę miałam brać ślub z innym, ale pokochałam mojego męża i sprawy potoczyły się swoim torem), ale nasz wybór tylko mogliśmy to delikatniej, mniej krzywdząco dla mojego byłego i takie tam bla bla bla. Wtrąciła się na maxa. Wlazła z butami w naszą prywatność. Wrrrr...
    No ale mój mąż bez słowa wysłuchał, zabrał co miał zabrać i wyszedł, coś tam pewnie powiedział, ale sądzę, że nie to czego ona oczekiwała, pewnie liczyła na jakieś tłumaczenia, jakieś przepraszanie, a tu nic, on nie z tych co się tłumaczą i płaszczą. Zachował się kulturalnie, tego nawet ona nie mogła mu zarzucić, ale nie był mięczakiem.
    Tak czy siak, miałam ochotę zapaść się pod ziemię i matkę pociągnąć tam za sobą. Ja dorosła baba, a ona takie mowy trzaska jak w przedszkolu.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • mardaani.74 21.12.16, 16:19
    Ja w tamtej sytuacji dostałam jakiegoś wewnętrznego paraliżu, jedyne co mogłam to wyjść i iść przed siebie. Szczerze mówiąc mam dziure w pamięci nie wiem co było potem, czy ja wróciłam, czy mnie mąż szukał, czy teściowie też wyszli, nie wiem, kompletnie to wymazałam z pamięci.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 21.12.16, 16:15
    ja miałam takie nadambicje że ponieważ młodo wyszłam za mąż i szybko miałam dziecko to żeby mi nigdy nikt nie mógł wymwówić że np z powodu ciąży czy małego dziecka nie daję rady i mam wymówkę.
    Ja nie dam rady? studia, praca na dwa etaty, ciąża, niemowlę, porządek na tiptop i codziennie świeżo ugotowany obiad na stole i nie z półproduktów! Do tego depresja poporodowa. Ciągnęłam tak dwa lata, pękłam po zdaniu ostatniego egzaminu (niestety przed obroną pracy) i przeprowadzce. Tyle że to nie był pierwszy epizod depresyjny, ale z tego już się nie podniosłam bez skutków trwałych.

    Jakie to było głupie, mieć taki cudny pretekst i z niego nie korzystać <facepalm>

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • nebelowa 21.12.16, 18:13
    To witam w klubie.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nebelowa 21.12.16, 18:48
    Czyli cos jest w tym, ze chorobe wyzwala przepalenie bezpiecznikow.

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • martini-7 21.12.16, 12:16
    To prawda, nie każda. Moja umiała, na swój sposób, ale jednak, może jakby z ojcem się jej układało, parę rzeczy w życiu potoczyło się inaczej była by inna, lepsza, mniej nerwowa.
    Z czasem zaczęłam ją w jakiś sposób rozumieć, a ona chyba wreszcie odkryła, że wtrącając się moje życie odsuwa mnie od siebie. Nie wiem, nawet nie staram się już o tym wszystkim myśleć bo, to nie ma sensu. Jest teraz dobrze, kiedyś było różnie. Ważne tu i teraz.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martini-7 21.12.16, 12:03
    pierwsza reakcja "słup soli" trwająca kilka sekund jest zrozumiała, szok, ale cała reszta już nie, rodzic powinien wspierać i chronić dziecko, wysłuchać, on powinien być przyjacielem, być tym do którego można przyjść i powiedzieć wszystko, nawet jeśli byś ziemie z orbity strąciła, a jeśli ktoś Cię skrzywdził powinien ratować
    Wielu rodziców niestety takich nie jest.
    Ja nigdy nie wiedziałam czy mogę powiedzieć czy nie. Nigdy nie byłam w stanie przewidzieć reakcji. Nie wiedziałam co będzie. Wiem, że gdyby ktoś mnie skrzywdził tak jak Ciebie moja rodzina by mi uwierzyła, ratowała, ale nie wiem czy ja bym im ufała na tyle by to powiedzieć. Przez tą karuzelę oczekiwań, miłości, krzyku, tego, że mama miała wszystko na głowie i czasem po prostu miała dość,a jej nerwy nie wyrabiały, ja nie umiałam się całkiem otworzyć. Gadałyśmy, opowiadałam jej sporo, ale nic co by było takie mocno moje.
    Kiedy zachorowałam, kiedy przyjechałam do niej powiedzieć co i jak, co też miało wpływ na mnie i doprowadziło mnie na skraj, siedziała i płakała. I zapytała czemu nie mówiłam nic. Witki mi opadły, a jak tu miałam mówić.
    Martyna ja myślę, że Ty musisz przestać, albo ciut choć wyluzować z rozkminianiem matki. To Cię pogrąża, jesteś jak na huśtawce, z jednej strony wpadasz w dół przez to, a z drugiej w szał i masz ochotę kląć i krzyczeć.
    Ona całe życie była taka wycofana z uczuć?
    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 21.12.16, 13:23
    Tak . Nie mam wspomnien by bylam kiedykolwiek przytulana, brana na kolana, chwalona, ryby i dzieci glosu nie maja. Niekochane dzieci tula misie .....ja nie moglam tulic bo " duze dziewczynki nie bawia sie misiami". Wobec mojego rodzenstwa bylo inaczeh...Wobec mnie byla latami stosowana przemoc psychiczna, deptanie z godnosci chyba łatwiej jest do przelkniecia przemoc fiz.rany zadane szybciej sie goja.
    Tak sobie rozmyslam bo dostrzegam to w jaki sposob zmienilo sie moje myslenie , jak kilka lat temu mialam xhore podejscie gdzie wierzylam w kazde ich slowo. ....
    Zaburzenia odzywiania niebbiora sie z nikad....

    Co do hypomanii jak nic nikomu nie chcislam udawadniac. Po prostu ustawialam sobie dzien ze przez 14 godz bylam w ruchu, 2 etaty, specjalizacja. Staze , wyjscie do kina , pojscie poplywa, spotkania towarzyskie a przeciez doba ma tylko 24 godz.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 21.12.16, 13:45
    czyli generalnie ona jakoś tam kochać potrafi Twoje rodzeństwo, a Ciebie nie koniecznie? taka wybiórcza miłość... Martyna, a Ty jesteś najstarsza?
    Nie miałaś chorego podejścia, byłaś młodsza, chciałaś miłości, chciałaś kochać i być kochana, człowiek nie rodzi się mądry, znający wszystko i wszystkich, rodzi się z pewnym pakietem uczuć i to całkiem normalne, że ufa, że wierzy i kocha
    Pisała Mardaani bodaj, że wydawało jej się, że inne dzieci są rozpieszczane bo, sama chłodu doznała. Mnie się czasem wydawało, że rodzice nie interesują się dziećmi, albo, że są zbyt liberalni bo, nie ingerują w życie dzieci tak, jak moja mama próbowała i robiła to, ale to temat rzeka bo, były wyjątki, reguły i cała masa i nie było terroru i totalitaryzmu całkowitego, ale gdzieś nauczyło mnie to, że potrzeba mi jej akceptacji itp itd, nie ważne (bo temat długi, a po krótce nie ma co pisać by nie było niedopowiedzeń), ale chodzi o to, że rodzice coś tam wpajają nam, a potem weryfikujemy to sami, życie nam pokazuje, że są inne scenariusze, że nie musimy żyć tak jak nas uczono, że mamy wybór i wtedy jest właśnie 'ale jak byłam chora/głupia' masz to nieszczęście, że u Ciebie było źle, że to nie były niedociągnięcia a po prostu ranienie Ciebie, a teraz sama widzisz, że to było złe

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 21.12.16, 14:04
    Tak jestem najstarsza, pewne " wychowawcze rzeczy " spadały na moje barki typu pomoc przy odrabianiu lekcji, nawet zmusili mnie bym napisała prace zakończeniową o silnikach samochodowych :D . Teraz już na chłodno wspominam to co było, bardziej emocjonalnie gdy Oni w tym uczestnicząc i wyrzygują zdarzenia których nie pamiętam.
    Było mineło, długo by mówić i opowiadać.
    Ale mnie rozłożył na łopatki argument, ze jej koleżanki z pracy opowiadają ze jeżdżą na zakupy z córkami a ona nie ma co opowiadać, skoro jej nie zabieram. Nie chcę zniżać się do ich poziomu, bo też potrafię zadać ból tylko po co? by jej dołożyć? nie warto. Nie odpowiedziałam nic na takie zażalenie. Na zakupy jeżdze z tym z kim chcę, a jakbym miała z nia jechać to chyba na trzeźwo sie nie da. ;)
    Ok ide jeszcze do drugiej pracy, a już nie mam sił, i nie mogę się skupić i otrzymać tu i teraz.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 21.12.16, 15:09
    Twoja rodzina zatraciła przede wszystkim granicę między obowiązkami dziecka do pomagania w domu, a jego wyzyskiem. Nie chcę Cię obrazić, ale myślę, że u Ciebie był wyzysk. Nie wiem ile masz rodzeństwa i jaka jest różnica wieku, ale ile by to nie było trochę przegięli.
    Co do "a dzieci koleżanek" to przerabiałam to latami i to wpływało na moja samoocenę, na moje poczucie wartości w grupie i to, że chciałam być jak inni, a nie sobą, co mi nie wychodziło i miało fatalne skutki, choć pokazało mi, że bycie mną jest dla mnie najlepsze, ale do choroby doprowadziło.
    Jak na trzeźwo się nie da to nawet nie próbuj inaczej, szkoda zdrowia, życia, bezpieczeńtwa i utraty prawka dla takiej męczarni jak zakupy z matką która chce tylko brać nie dając nic w zamian - przepraszam, że tak brutalnie, ale tak to odbieram, że ona chce od Ciebie czasu, zrozumienia, pomocy etc, ale w zamian daje Ci tylko stres i lód.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • mardaani.74 21.12.16, 16:56
    u mnie nie było argumentu "dzieci koleżanek" było za to "a u innych ojciec jest pijakiem". Nie miało to większego znaczenia bo były straszne awantury, była bieda, a raczej skąpienie forsy na dzieci, na ciuchy, na dentystę itd bo ogólnie kasa była ale nie dla mnie, ja donaszałam rzeczy po ciotkach i jeszcze się cieszyłam z tych starych ciotczynych ubrań, nawet nauczyłam się szyć żeby je jakoś poprzerabiać. Wiele by tak można wymieniać. Dla mnie najlepszą opcją okazała się izolacja, od ojca całkowita bo z wiekiem zrobił się wręcz nieobliczalnie agresywny, a z matką tak raz na jakiś czas pogadam przez telefon, czasem się spotkań na jakimś neutralnym gruncie, pomagam jej jeśli tego potrzebuje i tyle.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 21.12.16, 16:21
    dziecko - bohater, to jest często los tych najstarszych w rodzinie dysfunkcyjnej.
    Wszystko niestety "pasuje" do układanki.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 21.12.16, 16:25
    Martini spokojnie ja nie piję alkoholu, więc zatrzymanie prawo jazdów z tego powodu mi nie grozi.
    Ale mnie mentalnie nosi dzisiaj masakra jakaś :(


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 21.12.16, 17:49
    ja tak pół żartem pół serio mówiłam, żartem o alkoholu, serio niestety o Twojej mamie i jej braniu bez dawania
    wiecie, nie chcę by to źle zabrzmiało, ale jak tak czytam o Waszych rodzinach to myślę, że moja nie taka straszna, ale co było złe to było i tego nie cofnę, nie naprawię błędów przeszłości jakie poczyniłam bo, byłam (jestem?) zwichrowana, mogę się tylko pogodzić z tym co było i żyć dalej najlepiej jak się da, szkoda, że nie wpadłam wcześniej na to, że coś nie hallo, żeby się leczyć, może mniej by mnie życie czasem bolało, ale co było, a nie jest nie pisze się w rejestr, jak to kiedyś dzieci mawiały ;)
    Martyna dużo siły Ci teraz życzę. Pamiętaj jesteś Bohaterką :)

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martini-7 21.12.16, 17:53
    Wiecie co mi dziś do głowy przyszło lepiąc kolejne pierogi i myśląc o tym wątku między innymi? o tym jak życie się układa dzieciom w ich rodzinach, pomyślałam, że dziecko można zabić nie odbierając mu życia fizycznie. Dzieciobójstwo to dla mnie coś czego nie jestem w stanie ogarnąć i zrozumieć, ale to nie jedyna forma zabicia, zobaczcie na tych rodziców co psychicznie niszczą dzieci, czasem doprowadzając je do stanu, że są jakby martwe za życia i jak mają szczęście to jakoś się wyprowadzą na względną prostą, ja nawet nie mówię o tych przypadkach kiedy wychowywali dziecko w aucie czy za szafą, ale o takim chłodzie, ignorancji, niszczeniu człowieczeństwa.... zresztą chyba wiecie o co mi chodzi. Smutne to....

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 21.12.16, 19:19
    ja swoją nienawiść do siebie wyssałam z mlekiem matki, z tym że nigdy nie byłam w ten sposób karmiona. W każdym razie od rodzicielki zostałam zarażona jak jakąs chorobą zakaźną.
    Czytam książkę TOKSYCZNI RODZICE i łzy nie przestają płynąć.
    Boli mnie mój świat, podeptany i niekochany.


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nebelowa 21.12.16, 19:28
    Moj maz tez plakal gdy czytal, wielokrotnie. Ja go nigdy takiego nie widzialam.Potem wytarl nos i zaczal sie stosowac do zalecen, na poczatku sobie odpowiedzi na karteczkach pisal, zeby w czasie rozmowy telefonicznej w razie czego sciage miec, gdy nerwy puszczaja. Pomoglo mu bardzo.
    Nie w Tobie wina Martyna, nie w tobie lezy, naprawde. Sciskam cie mocno, bo to trudne, ale zobaczysz po lekturze przestaniesz sie obarczac, przestaniesz gonic za nierealnym. To bardzo pomaga

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • nebelowa 21.12.16, 19:30
    A swiat zaczniesz sobie ustawic po swojemu, martynowy swiat tak abys to TY w nim dobrze sie czula, powolutku. Prztulam Cie mocno Kocinko

    --
    "Powiedz mi, a ten Twój mąż to kiedy ma ten czas dla kochanki? Jak rozumiem to albo w pracy siedzi, albo się kłóci z Tobą, więc kiedy? Kochanka to też wymaga czasu." - by martini-7
  • mardaani.74 21.12.16, 19:37
    I z tymi łzami niech wypłynie całe to nagromadzone zło,
    mądra jesteś, dasz sobie radę, najgorsze kiedy się to wszystko przewala po raz pierwszy, z każdym następnym razem (bo przewalić trzeba razy kilka) siła rażenia jest mniejsza.
    Miłość i dobre rzeczy w Twoim życiu przyjdzie, tylko inna, nie ta matczyna, ale na razie trzeba wynieść graty z chaty, żeby zrobić sobie przestrzeń.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 21.12.16, 19:33
    No i dlatego jednak wyszłaś obronną ręką, bo matka był chwiejna emocjonalnie ale nie taka do końca na nie, kochała, choć nieumiejętnie to okazywała. Z tego co piszesz to obarczała Cię za szybko problemami w których powinien jej pomagać partner życiowy a nie dziecko, stąd Twoje poczucie obowiązku, stąd niemożność zignorowania jej zachowań, czułaś się odpowiedzialna za jej samopoczucie. Sama zresztą wiesz, ale gdzieś pod tym jednak przebija miłość i jakaś troska. I to Ci procentuje, no i Twoja własna praca nad sobą oczywiście.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 22.12.16, 13:09
    Martyna świat Cię kocha, ale musisz dopuścić do siebie tę miłość, musisz pokochać siebie (tak wiem, trudne), otworzyć się na miłość. Wiem, że piszę jak z jakiegoś poradnika matrymonialnego, ale tak jest. Miłość jest, ale trzeba zdjąć płaszcz ochronny.

    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 22.12.16, 21:13
    Dziękuje.
    Bliżej świąt znikne na chwilę, wiec nie martwcie sie .:-)


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 23.12.16, 09:09
    moja aktywność pewnie też się zmniejszy :)


    --
    W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca.
    Paulo Coelho
  • martyna2525 26.12.16, 14:58
    jak działają neuroleptyki na zdrowych ludzi???

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 26.12.16, 17:05
    nie wiem, nie próbowałam i raczej nie planuję, a skąd takie pytanie?


    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martyna2525 26.12.16, 17:10
    bo może zadziałały by na zdrowego tak samo jak dla chorego? mówiąc o zdrowych mam na myśli przeciętnego Kowalskiego w wieku np 30 lat.
    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 27.12.16, 09:34
    Hmmm... po tym Twoim pytaniu rozważałam tę tezę i na zdrowego mogłyby faktycznie zadziałać jak na chorego, tj. wyciszyć go, a że nie bardzo jest z czego to by pewnie w jakąś pustkę go zaprowadziły, albo zdrowy dostałby schiz bo, jego umysł nie wytwarzający urojeń nie wiedziałby co się z nim dzieje i zacząłby fiksować. Myślę, że pytanie jest bardziej do specjalisty, a najlepiej to się tym po prostu nie kłopocz. Nie ma o czym myśleć. Właściwie to co Cię tak wzięło na takie rozważania?

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martyna2525 27.12.16, 09:58
    Koleżanka zadzwoniła, że pomyliła jakiś tam krople i wzięła Haloperidol i co zrobić. I tak mnie wzięło na rozkminianie.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 10:58
    to zależy ile wzięła tych kropli


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 27.12.16, 15:36
    30

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 15:58
    "Preparat ma postać kropli. Przeznaczony jest do stosowania doustnego. Stosuj preparat zgodnie z zaleceniami. Nie przekraczaj zaleconych dawek ponieważ nie zwiększy to skuteczności działania leku a może zaszkodzić Twojemu zdrowiu i życiu. Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowania preparatu skonsultuj się z lekarzem.
    Schizofrenia – leczenie objawów choroby i zapobieganie nawrotom, inne psychozy, zwłaszcza paranoidalne, mania i hipomania, zaburzenia zachowania – agresja, nadmierna ruchliwość i samouszkodzenie u osób upośledzonych umysłowo oraz u pacjentów z organicznym uszkodzeniem mózgu.
    Dorośli. Początkowo w przypadku objawów umiarkowanych 1,5–3 mg 2–3 ×/dobę, w przypadku objawów nasilonych oraz u pacjentów niereagujących na lek 3–5 mg 2–3 ×/dobę. W razie konieczności lekarz zaleci zwiększenie dawki stopniowo do 30 mg/dobę. Po osiągnięciu efektu terapeutycznego dawkę można stopniowo zmniejszać do najmniejszej skutecznej dawki podtrzymującej, zwykle 5–10 mg/dobę.

    Zespół Tourette'a u dorosłych i dzieci oraz tiki u dorosłych istotnie zaburzające funkcjonowanie.
    Dorośli. Początkowo: 1,5 mg 3 ×/dobę; leczenie podtrzymujące: 10 mg/dobę.
    Dzieci po 3. roku życia. Dawkowanie indywidualne, zwykle do 10 mg/dobę.

    Zaburzenia zachowania, zwłaszcza zachowania agresywne i nadmierna ruchliwość, schizofrenia dziecięca.
    Dzieci po 3. roku życia. 0,025–0,05 mg/kg masy ciała/dobę w 2 dawkach. podzielonych, dawka maksymalna: 10 mg/dobę.

    Preparat należy stosować doustnie, z jedzeniem lub piciem (wodą, mlekiem lub sokami, nigdy z herbatą i kawą). Nie podawać jednocześnie z cytrynianem litu w postaci syropu.
    U osób w podeszłym wieku, osłabionych albo takich, u których po lekach neuroleptycznych występowały objawy niepożądane, lekarz może zadecydować o podawaniu większych dawek."

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 27.12.16, 16:19
    To wiem :) wg moich obliczen to:
    Krople w 1ml/2mg. 21kropli =1ml. Czyli wziela ok 2.5 mg.
    Pomyliła z kroplami zoładkowymi .
    Haloperidol byl jej mamy a ze one charaktorologicznie sa podobne czyli z kijem nie podchodz, jakby wyciać łacine to bylaby cisza. :). Po moich "poradach" przezyla i ma sie dobrze :)


    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 16:23
    Niezła pomyłka, dobrze, że nic jej nie jest
    trzeba uważać, zwłaszcza jak się ma w domu silne leki.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 27.12.16, 16:46
    To niepierwszy raz, kiedys zjadla masc ichtiolową :)
    Przedawkowala krem p/bolowy bo skoro boli ja cale cialo to co szkodzi posmarowac wszystkie miejsca =cala tubka. Wtedy ciut odchorowala. Itp
    Ciekawa osóbka.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 16:51
    jak można zjeść maść ichtiolową? z czym to pomyliła?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 27.12.16, 17:09
    Ona w nocy sie przebudza i reka szuka na stoliku i co znajdzie wklada do ust , masc to pikus postawila sobie tam ciasto i zjadla je tylko rano okazalo sie ze bylo w jim pelno mrowek :)
    Chodzilysmy razem do podstawowki i ona mialabnajgorsze zachowanie a ja bylam kolejna . Przez nia teraz mam duzą wade wzroku. Jako 6 letnie dziecko mialysmy bad wzroku , dostalam kartke dla rodzicow by mniebzbadal okulista. Ona opowiedziala mi ze okulista przypina do fotela takiego jak u stomatologa i lekarz podchodzi wyjmuje oko i naprawia i oddaje.:) pierwszy raz u okulisty bylam 10 lat pozniej.
    My razem wiiiieeeele przeszlysmy po prostu strach sie bać.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 27.12.16, 17:19
    Niezły film by z tego co wyprawia i wyprawialiście by pewnie wyszedł, a książka już na bank bestseller 😉

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martyna2525 27.12.16, 17:28
    Oj tak. Jej siostrzenca prosila ciagle by jej opowiadac jak to bylo za maszych czasow. Na moje szczescie zmienilam szkole, ale powiem jedno cud ze przezylysmy. Zabawe i skoki z 1 pietra, wypadek "komunikacyjny" w wieku lat 11 .
    Dlatego jej wyskoki mnie nie zaskoczą jej tel tez nie choc odrobine mnie zdziwil ten haloperidol.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 17:35
    niezłe z tym okulistą.
    ja nie chciałam nosić okularów a że miałam dobrą pamięć, to zawsze w szkolnym gabinecie czekając na swoją kolej uczyłam się tej tablicy na pamięć i zawsze miałam "świetny wzrok" do czasu pójścia do okulisty w przychodni, gdzie sprawa się rypła :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 27.12.16, 17:53
    Ja tak zrobilam z prawem jazdy. Nauczyłam sie na pamiec tablic Snellena i przeszlo. Z tym ze dla mnie to byla oszczednosc bo jal mam co 5 lat pojsc do okulisty wziasc zaswiadczenie pozniej do lekarza z uprawnieniami i on znow wpisuje ze na kolejne 5 lat w okularach i w starostwie blankiet. Czyli ok 300zl co 5 lat. A tak mam bezterminowo a dla mnie to logiczne ze jak nie widze to prowadze w okularach, zwarzajac ze na codzien w nich chodze.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 27.12.16, 18:05
    Bez okularów nie wiedziałabym czy egzaminator jest na sali. Bez obaw, nie prowadzę samochodu, jedynie skuter i rower, ale na wsiowych polnych drogach.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 28.12.16, 20:49
    posypały się wam oczka siostry, ja nosiłam okulary w dzieciństwie, potem lekarz uznał, że skoro oczy mnie pieką przed kompem w pracy to trzeba mi okularów, jak się okazało gorzej w nich widziałam, żyję bez nich i dobrze mi teraz bo, nic mi nie paruje jak wchodzę z dworu ;) mąż za to w okularach, więc bilans wychodzi na zero :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.