Dodaj do ulubionych

Słów kilka...

09.02.17, 11:12
Tak sobie ostatnio czytam to forum i bardzo bliskie jest mi to, co tu piszecie. Też mam depresję, z którą walczę i którą próbuję zaakceptować. Nie jest to łatwe, ale powoli...
Siedzę w dole już długi czas i brakuje drabiny, aby z tego dołu się wydostać. Są chwile, kiedy widzę światło, ale to chwilowy zryw i za chwilę znowu klap...
Oczywiście biorę leki, ale one nie załatwią przecież wszystkiego...
Jest we mnie dużo złości, łatwo mnie rozdrażnić, ale mam też w sobie ogromną niemoc i czuję się w tym wszystkim bezradna. Czasami czuję się skrępowana przez jakieś więzy. Stałam się bardzo płaczliwa, unikam ludzi, czuję jakbym "umierała" od środka. Jest we mnie wiele sprzecznych uczuć. Czasami budzę się z nadzieją, ale wystarczy małe niepowodzenie i już jest dół. Ktoś się do mnie uśmiechnie, pocieszy i już "jestem w skowronkach". Jestem jak chorągiewka na wietrze, zależy jak wiatr wieje, tak się czuję.
Trudny to czas dla mnie, bardzo refleksyjny i ... , nie wiem jak to określić.

Chciałam Wam coś zadedykować. Ja bardzo lubię tego słuchać.

www.youtube.com/watch?v=KmzFDEu2RoA
Edytor zaawansowany
  • martini-7 09.02.17, 12:44
    Piękny utwór, dziękuję. Życzę Ci aby Twoje drogi się wyprostowały i za dnia oświetlało je słońce, a nocą ciepłe światło księżyca i latarni, takich jak za dawnych lat, kiedy Chopin pisał ten utwór, gazowych, w moim mieście jest jedno miejsce gdzie one jeszcze są, uwierz mi to światło daje piękny blask... co do wiatru który owiewa Cię i robi z Ciebie chorągiewkę... być może zmieni się on kiedyś przynoszący ulgę wiaterek...
    Wszystkiego najlepszego :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 09.02.17, 13:52
    Dziękuję! Przeczytałam Twoją odpowiedź i już płaczę... ze wzruszenia. Piękne słowa.
    Przed chwilą się śmiałam, było niby ok, a już jest dół, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam prawdziwe światło...
    Nie dół przez Ciebie, tylko przez to, że nad tym nie panuję, nad chwiejnością swoich emocji...
    Tak ciężko mi teraz...
  • natalia-natka 09.02.17, 20:39
    Ale ogarnę się! Wierzę w to! Jakoś mi już lepiej :)
  • martini-7 09.02.17, 21:23
    Przepraszam, że zafundowałam Ci takie emocje. Nie wiem w jakim jesteś wieku i jak Twoje życie prywatne wygląda, ale jeśli przyjmujesz jakieś leki to może one wpływają na Ciebie? Kiedyś brałam takie tabletki antykoncepcyjne przy których pod koniec serii po prostu byłam rozbita, wpadałam w dołki, płacz i depresja, a potem euforia, minęło z czasem kiedy organizm wyrównał wszystko, przystosował się, a może to był zbieg okoliczności.
    Przyznam Ci się, że mnie się łzy od zawsze cisną do oczu jak słyszę sygnał karetki albo straży pożarnej, jak widzę wiadomości o maltretowanych czy mordowanych dzieciach i zwierzętach. A no i bohaterskie czyny mnie wzruszają.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 10.02.17, 11:32
    To nie Twoja wina. Ja tak reaguję... A słowa, które napisałaś są piękne, mają w sobie wielką głębię!
    Przyjmuję antydepresanty, ale i tak jestem rozchwiana emocjonalnie. Np. wczoraj wieczór miałam bardzo dobry, miałam w sobie więcej siły i chęci żeby żyć, w nocy zaś nie mogłam spać, rano byłam nieprzytomna, wkurzona, a zarazem zdołowana przez to. Zdrzemnęłam się godzinę i wstałam jak nowo narodzona. Posprzątałam cały dom i jak na razie jest ok. Dlatego napisałam, że jestem jak chorągiewka na wietrze, bo nigdy nie wiem, czego mam się po sobie spodziewać. Dobija mnie to, ale widocznie takie są uroki tej choroby... Ty też tak masz?
  • martini-7 10.02.17, 12:29
    ja jestem przypadek z innej kartoteki, nie przyjmuję żadnych leków, a moja z nimi przygoda była bardzo krótka, zakończona nie przez lekarza, a przeze mnie, odstawiłam, poinformowałam prowadzącą terapeutkę i terapia szła na żywca, ale każdy przypadek jest inny, ja miałam zaburzenia depresyjno - lękowe będące wynikiem wielu czynników, aż wreszcie wybuchło, od lat jestem bez terapii też, ale czasem mam słabe dni, musisz mieć świadomość, że słabe dni są wpisane w życie, ale jeśli rok tak się bujasz to może warto porozmawiać z lekarzem o zmianie leków? nie mam z nimi dużego doświadczenia, ale po roku powinnaś zaskoczyć

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 09.02.17, 21:02
    Chwiejność emocjonalna i skłonność do wzruszeń niekoniecznie oznacza depresję.
    Długo już się leczysz?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 09.02.17, 21:09
    Rok...
  • natalia-natka 09.02.17, 21:10
    Ale co masz na myśli?
  • mardaani.74 09.02.17, 22:05
    to już dość długo, i nic nie jest lepiej? czy jest lepiej ale jeszcze nie tak dobrze jak byś chciała?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 10.02.17, 11:35
    Nie czuję, żeby było zbytnio lepiej...
    Maardani, zobacz, co napisałam przed chwilą Martini, mniej więcej to mnie dobija..
  • mardaani.74 10.02.17, 11:41
    Nie do końca rozumiem co Cię dobija, to że nastrój Ci się szybko zmienia?
    Jeżeli po roku leczenia nie jest lepiej, to albo zmienić laki albo lekarza. Rok to długo.
    Czy chodzisz na psychoterapię?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 10.02.17, 12:04
    Tak, nastrój... chociaż tak naprawdę czuję, że siedzę w jakimś dużym dole... Leki już miałam zmieniane. Lekarz mówi, że to normalne przy depresji, dlatego tak ciężko jest mi to zaakceptować. Jestem już po psychoterapii.
  • mardaani.74 10.02.17, 12:26
    Po psychoterapii i po roku leczenia NIC się nie poprawiło? a wdrożyłaś w życie jakieś zmiany? bo wiesz, jak się codziennie robi i myśli tak samo to nie daje się szansy na zmiany a co za nimi idzie szansy na lepsze samopoczucie.
    Depresja jest paradoksalna, bo paradoksalnie to najbardziej na depresję pomaga co najtrudniej zrobić przez depresję właśnie. Czyli np gimnastyka, ruch, jest udowodnione że ma podobną a nawet w niektórych przypadkach większą skuteczność niż leki, no ale jest to "ale", że w depresji niezwykle trudno się zmotywować a w głębokiej depresji jest to niemal niewykonalne.
    Pomaga niezamartwianie się, niewybieganie myślami ani w przeszłość, ani w przyszłość, ale w depresji wiele osób czuje się wręcz jak ślimak bez skorupki, a myśli wciąż kierują się ku samym negatywnym doświadczeniom, jakby umysł ignorował kompletnie te dobre a skupiał się tylko i włącznie na złych.
    Czasami jest też tak, zwłaszcza u osób młodych że pewne depresyjne cechy wydają się być integralną częścią ich osobowości i w pewien sposób cenią sobie tę nadwrażliwość, czy pewną taką odmienność, coś co wyróżnia ich z szarego tłumu, mylnie uznając ją za swoją zaletę i cechę charakteru, trudno im więc porzucić pewne schematy myślowe i zachowania które kotwiczą ich w tej depresze na lata.
    Różnie to bywa, ale nie trzeba rąk załamywać, tylko próbować, nie ten to inny sposób pomoże, nie ten lek to inny, byle nie bać się zmian i nie trwać w marazmie, bo to jest najgorsze.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • jd86 09.02.17, 13:59
    Nigdy nie miałam depresji, ale bywały chwile w moim życiu kiedy czułam totalny brak mocy, gdy najprostsze czynności wydawały mi się przerastać moje możliwości. Gdy jedyne na co miałam ochotę to schować się przed świtem i zniknąć, bo nic nie dawało radości, bo nie miałam sił i energii.

    Dziękuję za piękną piosenkę :) Chciałam podzielić się z Tobą wierszem, który zawsze w takich chwilach przynosi mi ukojenie, może i Tobie przyniesie :)

    Posłanie do nadwrażliwych
    Kazimierz Dąbrowski

    Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
    za waszą czułość w nieczułości świata
    za niepewność wśród jego pewności
    Bądźcie pozdrowieni
    za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych

    Bądźcie pozdrowieni
    za to, że odczuwacie niepokój świata
    jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie

    Bądźcie pozdrowieni
    za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
    za wasz lęk przed bezsensem istnienia
    Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie
    Bądźcie pozdrowieni
    za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym
    i praktyczność w nieznanym
    za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego

    Bądźcie pozdrowieni
    za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich
    za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami

    Bądźcie pozdrowieni
    za waszą twórczość i ekstazę
    za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno

    Bądźcie pozdrowieni
    za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane
    za to, że niepoznanie się na waszej wielkości
    nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was

    Bądźcie pozdrowieni
    za to, że jesteście leczeni
    zamiast leczyć innych

    Bądźcie pozdrowieni
    za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana
    przez siłę brutalną i zwierzęcą
    za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego
    za samotność i niezwykłość waszych dróg
    bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi

    --
    drankowska.pl/
  • natalia-natka 09.02.17, 16:10
    Dziękuję, piękne i prawdziwe...
  • martini-7 09.02.17, 21:25
    piękny wiersz, czuję się pozdrowiona :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • kukulkaka 10.02.17, 16:58
    Natalia WSPANIAŁE!!! Słuchałam tego dokładnie 2 dni temu i czułam się wspaniale! Dziękuję Ci za ten wpis :)

    Polecam też coś co mnie codziennie będzie stawiało na nogi: www.facebook.com/Krzywe-Akcje-1259265997522590/
  • natalia-natka 10.02.17, 19:51
    Wiecie, takie dziwne to dla mnie wszystko. Rok temu dostałam leki, nie pomogły, lekarz odstawił, wysłał na terapię na pół roku grupową. No i teraz znów jestem na lekach, bo nie dało rady bez nich. Miotam się sama ze sobą. Coś tam zmieniam, ale idzie opornie. Tak jak pisałam wcześniej, dziś w nocy nie spałam, ranek miałam zwalony, a potem ni z gruszki ni z pietruszki siła i chęć do życia, dobre rozmowy, jakoś więcej siły, choć nie tak bez przesady. No i ok.17-stej KLAP... Nie miałam siły ruszyć ręką i nogą, totalna niemoc. Teraz znowu jakoś lepiej... Jestem jeszcze młoda, ale czy tak ma wyglądać moje życie z depresją? Czy to normalne? A może to nie depresja tylko zaburzenia osobowości? Albo jakieś rozchwianie emocjonalne? Męczę się ze sobą. Nie mam siły na żadne ćwiczenia, spacery, itp. Za ciężkie to dla mnie na tą chwilę.
  • mardaani.74 10.02.17, 20:01
    W leczeniu depresji jest dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. To nie będzie tak że nagle obudzisz się pewnego dnia zdrowa i taka jak przedtem. Chodzi nie o chwilowe samopoczucie tylko o to czy tak ogólnie tych lepszych momentów robi się coraz więcej, tak żeby proporcje kiepskich chwil do dobrych były coraz mniejsze. Co więcej po depresji niektóre sprawy trzeba poukładać na nowo, nie wejdziesz drugi raz do tej samej rzeki i nie będziesz nigdy dokładnie taką samą osobą jak sprzed depresji bo to doświadczenie zmienia sposób patrzenia na życie, ale możesz być osobą zdrową i szczęśliwą.
    Ćwicz i spaceruj w tych lepszych chwilach, jeżeli raz na tydzień no to raz na tydzień, nie szukaj wymówek, bo to w końcu chodzi o Twoje zdrowie i musisz się wysilić, nie ma rady, samo się wszystko nie uzdrowi.
    Leki z tego co zrozumiałam bierzesz od niedawna po raz drugi, to trochę zmienia postać rzeczy, bo przedtem pisałaś że leczysz się już rok, a tak po prawdzie to Ty chorujesz rok, a leczysz się od jakiegoś czasu. Trzeba łykać cierpliwie i nie odstawiać przy pierwszych zwiastunach lepszego samopoczucia. To ważne.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 10.02.17, 20:16
    No tak, źle się wyraziłam, bo w to leczenie włączyłam tą terapię....
    Ty też tak masz/miałaś takie zmienne nastroje, płaczliwość, wesołkowatość, pomimo leków?
  • mardaani.74 10.02.17, 21:45
    Każdy jest trochę inny, każdy ma swoją osobowość i można tak powiedzieć swoją depresję, i takie porównywanie nie do końca ma sens.
    Nigdy ja nie byłam płaczliwa, im głębszą miałam depresję tym bardziej byłam "zamrożona" nie mogłam wcale płakać.
    Ale miałam tak że chwilami czułam się dobrze, następnego dnia depresja potrafiła nagle powrócić z wszystkimi objawami.
    Nawet zdrowi ludzie mogą mieć gorsze dni, to też trzeba brać pod uwagę, wydarzenia dnia codziennego te mają na nas wpływ, dlatego samemu trudno to ocenić i od tego właśnie jest lekarz, który lepiej oceni czy to co się z nami dzieje to jeszcze "norma" czy już nie. Bo nie chodzi o to żeby nie odczuwać negatywnych emocji, smutku, żalu itd ale żeby umieć odczuwać różne emocje adekwatnie do sytuacji. Bo czy np normalne by było gdyby ktoś po stracie osoby bliskiej nie odczuwał smutku? i analogicznie nie umiał się cieszyć z czegoś pozytywnego?


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 10.02.17, 22:12
    Mardaani, a jak lekarz może po krótkiej rozmowie ze mną ocenić, czy to norma, czy też nie...? Przecież on widzi tylko kawałek "mojego świata", który mu powiem i to też pewnie w zależności od mojego stanu na wizycie...
    Co zrobić, żeby obiektywnie oddać to, co się ze mną dzieje? Chcę być szczera wobec niego, ale może źle się wyrażam... Najbardziej dokucza mi ta zmienność nastroju, niekontrolowane wybuchy złości, ciągłe dołki, poczucie beznadziei, niechęć do siebie, poczucie tej pustki, problemy za spaniem... Jak mu wytłumaczyć jak to się zmienia u mnie? Może ja nie mam depresji, tylko taka moja pesymistyczna osobowość? Mam tak wiele pytań, ale na wizycie nie ma czasu o tym rozmawiać. Właściwie, to ja nie czuję się inaczej niż przed przyjmowaniem leków. No może trochę dodały mi one powera, ale te ciągłe zmienności... Trudno jest być kobietą...
  • natalia-natka 11.02.17, 21:08
    Rozumiem, że chyba zbyt dużo trudnych pytań zadałam. Każda depresja jest inna, każdy ją inaczej przeżywa... Przepraszam. Wiem, że powinnam pewnie zadać te pytania swojemu lekarzowi, a nie tu na forum. Jakoś się przemęczę ze sobą i mam nadzieję, że leki w końcu "zaskoczą". Póki co, muszę się zgodzić na moją huśtawkę - góra-dół, góra-dół, no i na tą bezsenność, albo zbytnią senność... Tak sobie myślę, czy nie pójść jeszcze raz do psychologa? Może on by mi pomógł się ustabilizować i poskładać? Dziś odkryłam, że schudłam kolejne 3 kg, w sumie to już 10... Chociaż pod tym względem ta depresja ma w sobie coś "pozytywnego". ;)
  • natalia-natka 11.02.17, 21:49
    A tak w ogóle, to chudnąć zaczęłam odkąd biorę leki, dziwne nie? Jem normalnie, nie oszczędzam się.
    I bardziej płaczliwa zrobiłam się po lekach.
    No dobra, ale koniec moich wywodów i biadolenia. Mam tyle myśli w głowie, że odszedł mi sen. Idę na krótki spacer.
  • martini-7 12.02.17, 18:31
    Jedyne co mogę Ci teraz zasugerować to spróbowanie nie rozbierać problemu na części pierwsze, nie jesteś na to gotowa by rozkminiać wszystko sama. Rozumiem Twoje podejście bo, w czasie swojego mega doła częstym pytaniem dla mnie było "dlaczego tak, a nie inaczej" lub po prostu "dlaczego".
    Brak mi też w Tobie akceptacji samej siebie. Szukasz norm, porównujesz, chcesz oceny. Ciężko przy tym ustabilizować emocje. Warto zadać sobie pytanie "czym jest norma"?
    Młoda jesteś, daj sobie czas bo, parcie na "normalność" oddala Cię od niej. Rozumiesz? Sama na siebie presję wywierasz. Pogadaj z lekarzem, terapeutą, sama z sobą, jeśli masz pytania do nas, pytaj, po to jest to forum.
    I rację masz. Być kobietą to nic prostego ;)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 12.02.17, 19:22
    Ja właśnie nie wiem, co jest normalnością u mnie... Wczoraj miałam doła, że hej, dziś super dzień... Kiedyś tak nie miałam... Jak było dobrze, to było dobrze, jak było źle, to było źle, a teraz huśtawki, zmienności... Nie pamiętam swojej normalności... Nawet nie wiem już, czy kiedyś było normalnie?
    Masz rację, nie akceptuję siebie i stawiam sobie duże wymagania, którym nie jestem w stanie sprostać.
    W ogóle, to nachodzą mnie myśli, żeby się poddać...
  • martini-7 12.02.17, 23:29
    Nie poddawaj się. Zmień strategię ale nie poddawaj się. Czasem odpuszczenie paru spraw to też taktyka, ale otwa

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martini-7 12.02.17, 23:31
    Ale otwarte złożenie broni może Cię dobić. Sorki piszę z telefonu stąd dwie części postu bo, się mnie kliknęło źle 😉 uszy do góry 😊

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 13.02.17, 16:15
    Zastanawiam się tylko, czy nie spróbować bez leków, bo naprawdę nie czuję różnicy jak je przyjmuję...
    No nic dziewczyny, dziękuję, że mogę tu napisać. Jakoś mi lżej na sercu, że sama nie jestem :)
  • martini-7 13.02.17, 23:20
    Nie wiem, ciężko mi się w kwestii leków wypowiadać, może skonsultuj to z lekarzem cobyś sobie nie zaszkodziła. Przyszło mi też do głowy, że może to taki etap u Ciebie w leczeniu? Koleżanka która leczyła kiedyś depresję powiedziała mi nim ja na terapię trafiłam, że czasem bez łez się nie obejdzie, że przychodzi moment na łzy i trzeba to przejść. Ech, nie wiem co Ci powiedzieć, nie chcę nic Ci sugerować, sama musisz w sobie rozsądzić wszystko. Pisz, jeśli to Ci daje ulgę.
    Mocno w Ciebie wierzę :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 14.02.17, 11:08
    Sama to sobie Natka może tylko zaszkodzić, niech łyka i nie marudzi, rok była bez leków nic nie ugrała, to nie wiem co by to miało dać teraz. Te leki jej nie zaszkodzą, niech im da jeszcze z 3 miesiące, i kontynuuje terapię ale u kogoś innego, bo ta co była nie specjalnie jej pomogła.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 14.02.17, 14:43
    może to faktycznie kwestia nie trafionego terapeuty?

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 14.02.17, 18:38
    Tak się łudzę Mardaani, że może bez leków...
    Głupia i naiwna jestem...
    Za 2 tygodnie zaczynam nową terapię, tzn. idę do psychologa i się okaże, czy da się ze mną coś zrobić, bo oprócz mojej depresji są jeszcze zaburzenia odżywiania... Nie jest łatwo...
    Moje reakcje są nieadekwatne do sytuacji - dziś zrobiłam wspaniałe pączki i wpadłam w doła... Poryczałam się, że hej... I jak to wytłumaczyć? Nie próbuję, ale jest mi okrutnie ciężko... :(((

    Może Martini masz rację, że to etap kryzysowy???
  • mardaani.74 14.02.17, 18:50
    Osoba z zaburzeniami odżywiania przygotowując coś takiego jak pączki może mieć mieszana uczucia, nie uważasz?

    Będzie z Ciebie "Coś" ale zacznij choć trochę wierzyć w siebie a przestań się do wszystkiego zmuszać i trwać w jakimś takim fatalizmie. Na razie jesteś jak taki listek płyniesz sobie z prądem i gdzie Cię wyrzuci tam leżysz i płaczesz, a trzeba zacząć sterować w kierunku tego co Ci odpowiada a nie zdawać się na ślepy los.
    Nie chodź na terapię, ale przejdź terapię, bo pochodzić i biernie posłuchać bez żadnych zmian w życiu i myśleniu to najlepsza terapia nic nie da.

    Poradzisz sobie, bo jest w Tobie całkiem sporo ukrytej mocy i sił, ale leków nie odstawiaj, one Ci żadnej krzywdy nie zrobią, a jest spora szansa że z czasem łącznie z terapią ruszą sprawy do przodu. No chociaż do lata poczekaj.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 14.02.17, 18:32
    Dziękuję Martini!
  • martini-7 14.02.17, 19:05
    Nie dziękuj mnie, a Mardaani, ona tu uderzyła z wielką siłą wsparcia :)
    Ja też bym nad pączkami płakała, ale pewnie dlatego, że pyszne i wg całej niesprawiedliwości świata są tuczące ;(
    Mardaani napisałaś coś nad czymś wcześniej się nawet nie zastanawiałam bo, zakładałam, że podjęcie terapii i chodzenie na nią to właśnie "przejście na terapię", a nie "bierne spotkania". Trafne spostrzeżenie, jakoś zawsze wydawało mi się, że jak już ktoś podejmie te kroki to już działa, a tu proszę, faktycznie jest opcja jeszcze inna.
    Natalia, leki bierz, terapię uaktywnij, pączki zjedz zamiast nad nimi płakać i ciesz się, że daleko ode mnie mieszkasz bo, narobiłaś mi smaka na domowego pączka, a od wieków takiego nie jadłam ;)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 14.02.17, 19:22
    Zrobiłam pączki, objadłam się i potem...

    Mówię sobie, że to trudny etap w moim życiu, kiedyś się skończy, ujrzę światło, wylezę z tego doła!
    Ale póki co, wyję z bólu!!!

    Nie zostawiajcie mnie samej... Miejcie do mnie cierpliwość, jeśli napiszę coś głupiego...
  • martini-7 14.02.17, 20:04
    Spokojnie bez paniki, jak widzisz odpisujemy, a jeśli nawet nie od razu to wcale nie oznacza, że Cię ktoś zostawił. Za jakiś czas na przełomie luty/marzec najpewniej ja mogę zniknąć na jakiś czas bo, wyjeżdżam, ale nie na długo.
    Wyjdziesz, uwierz w siebie i dasz radę. My tu możemy Cię wspierać, ale nasze wsparcie nic nie da jeśli sama siebie nie wesprzesz, aż takiej odpowiedzialności nikt na siebie nie weźmie i to dlatego, że nie chce Ci pomóc, a dlatego, że nie o to w tym wszystkim chodzi.
    Ja cierpliwości mam wiele tak więc spokojnie ;)
    Uszy do góry, przyjdzie światło, teraz jest też o tyle ciężko, że słońca brak, a to też dołuje.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 14.02.17, 21:31
    Dziękuję Martini za te słowa!
  • mardaani.74 14.02.17, 20:09
    To może ja odwrócę kota ogonem, Natalio-natko miej do mnie cierpliwość bo ja nie mam cierpliwości i najczęściej zamiast wesprzeć kopię w kostkę :) Wiedz jednak to, że ja jestem Ci z całego serca życzliwa jak i wszystkim, nawet Karli życzę szczęścia, ale nie umiem za bardzo bułkę przez bibułkę, powoli i cierpliwie tłumaczyć, wydaje mi się że jak raz pocieszę w krótkich żołnierskich słowach to już każdy powinien czuć się pocieszony :)
    Pisz co chcesz, to otwarte forum, ale wiedz że jak nikt nie podejmie żałobnej nuty to najczęściej nie po to żeby przygnębić ale po to żeby się nie napędzać w depresji, tylko raczej jeden drugiego powienien ciągnąć za uszy do góry.

    Za to Martini, to naprawdę jak tak ją ostatnio czytam to jestem coraz bardziej pełna podziwu, wiedz jest, dystans jest, wyczucie ma, i jeszcze cierpliwość! anioł nie kobieta!

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 14.02.17, 21:40
    To ja Mardaani mam tak, że jak ktoś do mnie tak ostro, czy tak konkretnie, to ja się najczęściej wycofuję i zamykam. Taki mechanizm. Ja czasami potrzebuję, żeby mnie ktoś za rękę przeprowadził, jak małe dziecko... Może dlatego, że dzieciństwa nie miałam, szybko musiałam dorosnąć.
    No ale to mój problem. Dobrze, że mi napisałaś o sobie, że jesteś konkretna, będzie mi łatwiej, że mnie nie odrzucasz...

    Co do pączków, to naraz zjadłam 3, w sumie to może 8-9... Nie liczyłam...
    Robiłam je z Babcią, wg jej receptury. Mniam, mniam... 65 sztuk z dżemem wiśniowym... palce lizać :)
  • mardaani.74 14.02.17, 22:53
    No tak to właśnie jest że dzieci które nie miały dzieciństwa wcale nie są silniejsze tylko ciągle się boją że zrobią jakiś fałszywy krok, bo nie mają poczucia bezpieczeństwa. Neutralność odbierają jako odrzucenie. Taki wieczny głód akceptacji, bycia kochanym, lubianym za wszelką cenę. To jest właśnie to co terapia powinna pomóc Ci zmienić, poczuć swoją własną siłę, poczuć satysfakcję z własnych osiągnięć nawet tych malutkich i pozornie nic nie znaczących. Podnieść samoocenę.
    Jak trochę popracujesz nad sobą to sama się przekonasz że już nie będziesz chciała być prowadzona za rękę, że w pewnym momencie zacznie Cię to wkurzać i poczujesz że samodzielnie jest o wiele fajniej.

    Czuj się spokojna ten forum jest tak samo Twój ja mój i wszystkich innych ludzi, i jak ktoś coś napisze nie tak to nic, po prostu to tylko czyjeś słowa, czyjeś opinie, nie wszyscy Cię muszą lubić i Ty nie wszystkich musisz lubić i ta możliwość wyboru jest bardzo fajna :) Nie żyjesz po to żeby spełniać czyjeś oczekiwania. Podstawowym zajęciem człowieka powinno być staranne zajęcie się samym sobą.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 15.02.17, 14:06
    Mardaani, nie słodź mi tak bo, przytyję jeszcze bardziej ;)
    Dziękuję za miłe słowa, jednak do anioła mi strasznie daleko :P

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 14.02.17, 20:14
    "objadłam się" to ile to jest pączków - , tak z ciekawości :)

    takimi domowymi też bym się objadła, kupne mogą sobie leżeć, przypomniałaś mi właśnie że moja mama robi w swym życiu jedną naprawdę dobrą rzecz, to są domowe pączki, ludzie płaczą a jedzą :) Ona musi tego robić zawsze co najmniej 100 sztuk, a i tak na drugi dzień nic nie zostaje, bo jak się wieść rozejdzie że będą pieczone to sobie ludzie z góry na sztuki rezerwują, normalnie sąsiadki, ciotki wszystko się schodzi psim węchem, a dzieci jeszcze gorące z kuchni wykradają. I zabij mnie nie mam pojęcia czemu jej wychodzą aż tak dobre, przepis widziałam, żadnego w nim sekretu. Tajemnicza umiejętność zważywszy, że ona nie umie gotować :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 15.02.17, 14:18
    Może ma po prostu rękę do pączków?
    Co dzieci z trudnym/krótkim dzieciństwem. Tak obserwując otoczenie to różnie to bywa. Jedni zakładają pancerze, wierzą tylko w siebie, są życiowo zaradni, czasem na pierwszy rzut oka ludzie niezłomni. Jednak w relacjach bliższych, kiedy zakładają rodziny, choć się do tego nie chcą przyznać nawet ogniem przypiekani, boją się czasem, że kiedy okażą jakaś słabość, to stracą ukochaną osobę, nie mogą jej o swoich problemach powiedzieć, nikomu nie mogą bo, życie całe byli sami i tak się nauczyli. Ukrywają wiele problemów ze strachu przed utratą i strachu przed obarczeniem kogoś swoim problemem bo, sami to przeżyli.
    Inni zaś są w życiu po takim dzieciństwie zastraszeni. Niby radzą jakoś sobie, ale potykają się, najlepiej wg kiedy wcale nie wchodzą w bliższe relacje, łatwo ich zranić.
    Pewnie przypadków i reakcji jest więcej ale ja takie dwa zaobserwowałam, a nie przepraszam, jest jeszcze 3 wyrasta bezwzględny cwaniak.
    Jednak w każdym myślę jest jakiś lęk w bliskich relacjach i trudność, będąc znajomym kogoś takiego trzeba trochę zrozumienia.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 15.02.17, 14:22
    Dokładnie tak, bo brak pewności siebie i lęk przed odrzuceniem rodzi takie właśnie problemy, każdy inaczej sobie z nimi radzi ale nikt nie wychodzi bez szwanku.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 15.02.17, 16:41
    dodam tylko, że jeśli takie dziecko nie pójdzie w patologię to z reguły zakłada szczęśliwe rodziny, mocno troszczy się o partnerkę czy partnera i dzieci, chce im dać to czego mu zabrakło, ale związek z taką osobą też wymaga pewnej wrażliwości i zrozumienia
    tak w ogóle to się zastanawiam czy istnieje coś takiego jak idealne dzieciństwo? chyba tylko w reklamach, kocham moje dzieci, staram się by miały spokojne dzieciństwo ale życia nie przeskoczę, a ono często utrudnia idealność

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 15.02.17, 16:50
    No nie do końca, z tymi szczęśliwymi rodzinami różnie bywa, trudno zbudować szczęśliwy związek jeżeli ma się niską samoocenę, łatwo "wdepnąć" w jakiś toksyczny układ. Do tego depresja, zaburzenia lękowe, to nie sprzyja szczęśliwym rodzinom. Z moich obserwacji jednak tych udanych życiorysów jest mniej niż więcej, może z zewnątrz tego nie widać bo ludzie potrafią bardzo dobrze maskować problemy.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 15.02.17, 18:58
    I też prawda, może źle też oceniałam bo, znam taką jedną parę, a jak mówią jedna jaskółka wiosny nie czyni, zbyt optymistycznie podeszłam do sprawy, patrząc na moje dzieciństwo z kłócącymi się rodzicami, a potem dążenie do udanego związku i całe zamieszanie z mojej przeszłości to faktycznie,może nie miałam mocno pod górkę ale narobiło mi to w głowie chaosu i problemów z wymiksowaniem się, no ale to było minęło, przeszłość zamknięta, nowe życie teraz i to się liczy.
    Dałam się ponieść optymizmowi, teraz patrzę na realia i faktycznie bywa różnie, ale nie wykluczam, że szczęście się zdarza bo, zdarza się :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 15.02.17, 19:46
    Pewnie że się zdarza, można dużo zdziałać nawet z kiepskim startem byle nie czekać aż się wszystko jakoś samo ułoży tylko szukać konkretnej pomocy i wyciągać wnioski, tak żeby ewoluować w kierunku "normalności".

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 15.02.17, 20:52
    Ja żyję w takim pancerzu od wielu lat... Tak do mnie przywarł, że teraz nawet najbliżsi nie wiedzą, że choruję. Bo jak się przyznać do słabości? Zawsze byłam silna i zaradna, więc teraz...
    Aż w końcu pękło... Ale i tak jestem w tym wszystkim sama..
  • martini-7 16.02.17, 14:21
    Jak to powiedzcie mi jest, że "im bliżej tym dalej", że czasem ktoś ma bliskich, ale nie powie im o problemie, woli obcym, że kiedy Ci obcy stają się bliskimi to wówczas też zaczyna się jakby maskowanie przed nimi, że znowu szuka się kolejnych obcych bo, poprzedni są już zbyt bliscy by się z nimi wszystkim dzielić, gdzie się to zaczyna? w domu bo, tam bliscy byli jednak zbyt dalecy by się im zwierzyć?

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 16.02.17, 14:53
    coś w tym jest

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 16.02.17, 19:52
    Chyba w domu... Ja niestety, nie wyobrażam sobie, aby powiedzieć dziś choćby o tym, że boli mnie brzuch. Nauczyłam się, że to zawsze ja wspieram, pomagam, a teraz... nie umiem, żeby to ktoś się mną zaopiekował. Nawet w takich malutkich rzeczach wolę być samodzielna.
    Chyba z domu się to bierze...

    Bliscy są zbyt dalecy, a obcy stają się bliskimi...


    Dziś znowu nie spałam całą noc... Kiedy to się skończy...?
  • martini-7 17.02.17, 11:46
    To faktycznie ciężko miałaś. Ja w tej kwestii, czyli zdrowia mogłam liczyć na mamę, problem był z otwarciem się na sprawy osobiste, intymne. Nie umiałam mówić co mi w duszy gra, nie umiałam powiedzieć, że się zakochałam, nawet takie sprawy związane z dojrzewaniem zatrzymałam sobie, mama się po prostu domyśliła. Zazdrościłam koleżanką które mogły pogadać z mami albo miały choć ciotki czy kogoś, kto posłuchał, doradził, nie ocenił... Kiedyś moja koleżanka zwierzyła się z czegoś tam mojej mamie, aż w szoku byłam jak ona z nią gadała, jak wspierała i radziła.
    Kiedy w mój poprzedni związek zaczął próbować wkraść się ktoś trzeci (nie mój obecny mąż) moja matka nie przyszła do mnie pogadać, powiedziała mi, że powinnam coś z tym zrobić bo, "ludzie gadają", a rozmowę od serduszka przeprowadziła z moim facetem. Nawet nie wiesz co ja wtedy poczułam... czułam się jak ktoś bez zdania, bez znaczenia... potem matka mnie z domu wyrzuciła i cała reszta dziwnych zdarzeń.... dziś mamy nawet kontakt ok, ale czy umiałabym pójść i powiedzieć jej o problemach jakie w nasze życie wniosły błędy z przeszłości mojego męża (nie są to jakieś tam straszne błędy, ale jednak w połączeniu z przewrotnością losu trochę namieszało) to nie wiem, obawiam się, że była by ocena, było by gadanie... kiedyś przed ważną imprezą rodzinną kiedy ja jeszcze byłam w PL, a mąż w DE nie przyjechał w wyznaczonym czasie tylko "na styk", dzień bodaj czy dwa przed(szef nie chciał dać mu wolnego szybciej) dzwoniła do mnie i pytała czy już jest, a jak powiedziałam, że nie to usłyszałam, że widać mogę na nim polegać jak ona na moim ojcu. Zabolało, bardzo, zwłaszcza, że nie było to zależne od niego. Rozłączyłam się mówiąc, że jak ma do mnie dzwonić z takimi tekstami to niech nie dzwoni wcale.
    Dziś z wieloma sprawami bym nadal nie przyszła choć jest lepiej między nami. Nie ma we mnie wiary w nią aż takiej.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martini-7 17.02.17, 11:48
    aha wywaliła mnie za coś innego, żeby nie było ;)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 17.02.17, 12:20
    W domu było tak jak było, skoro wiesz że było źle i że te sposoby "radzenia" sobie z problemami nie przynoszą rezultatów to dlaczego tego nie zmienisz. To nie jest tak że jakiego mnei panie boże stworzyłeś takiego mnie masz. Codziennie dokonujemy setki konkretnych wyborow, często bezrefleksyjnie, bo dzięki temu jesteśmy ewolucyjnie szybsi i teoretycznie skuteczniejsi, ale pułapka rutyny jest taka że można powielać w nieskończoność błędny algorytm i kręcić się jak chomik w kołowrotku będąc przekonanym że się idzie do przodu. a przecież jak głosi znane powiedzenie szaleństwem jest robiąc codziennie to samo oczekiwać różnych rezultatów.

    Nie umiesz prosić o pomoc? to się naucz.
    NIe umiesz odmówić nawet swoim kosztem? to się naucz
    nie umiesz powiedzieć że Cię boli brzuch? to raz się zmuś i powiedz pomimo oporów. Gwaratntuję Ci że niebo Ci od tego nie spadnie na głowę a planety nie zmienią biegu.

    O czym ci terapeuci z wami rozmawiają przez całe miesiące jak pragnę zdrowia psychicznego???

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 17.02.17, 12:55
    wszystkim wiecznie pomocnym osobom, które nie potrafią dbać o swój dobrostan polecam książkę
    "Bycie miłym to przekleństwo"
    dzisiaj jest nawet artykuł o niej w gazecie
    kobieta.gazeta.pl/kobieta/56,107880,17483585,zmien-musze-na-chce,,2.html

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martini-7 17.02.17, 13:24
    Nie wiem o czym gadają bo, moja przygoda nie trwała długo z terapeutką. I choć moja terapeutka była dość aktywna na naszych spotkaniach, ale jak nieraz słyszę/czytam, że ktoś od X czasu na terapii jest, a od X czasu nie słyszę/nie widzę postępów to odnoszę wrażenie, że pacjent gada, terapeuta udaje, że słucha, czasem wrzuci jakieś "aha", żeby nie było, że nie słych i kiwa głową jak te pieski co kiedyś w autach ludzie mieli, a w rzeczywistości myślami błądzi wokół własnych problemów i planów.
    Jedno co trzeba powiedzieć, że każdy nawet najbardziej usłużny człek w jakiś sposób walczy o siebie, ale czasem tak niezdarnie, że tego nie widać, całkiem poddana nigdy nie byłam, ale kiedy postanowiłam postawić grubszy i wyższy mur pt. "moje życie, moja sprawa" zaczęło wiele spraw mnie miło zaskakiwać, że kurde czasem jedno stanowcze "nie" działa cuda, nie trzeba robić afery, nie trzeba być nie miłym, trzeba być tylko asertywnym i stanowczym, a wówczas rozmówca też to wyczuje (naturalnie nie zawsze bo, za pięknie by było)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 17.02.17, 13:48
    Dla mnie jeśli chodzi o asertywność ważne było zrozumienie że "nie chcę" "nie mam ochoty", "mam zamiar" to naprawdę wystarczające usprawiedliwienie.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 17.02.17, 20:09
    Wpadłam znowu w porządnego dola... :(
    Znowu nie śpię, serce mnie boli...
    Muszę to przetrwać...
    Boję się tej nocy...
  • mardaani.74 17.02.17, 20:44
    co to właściwie dla Ciebe znaczy "wpadłam w doła" ?
    co musisz przetrwać?
    dlaczego mialabyś teraz spać, chyba nie masz 10 lat żeby o 9tej chodzić spać?
    dlaczego boisz się nocy?

    czego, jakich metod sposobów próbowałaś, jakie kroki podjęłaś od czasu pierwszego wpisu żeby sobie pomóc? Co na Twoje samopoczucie mówi lekarz i terapeuta?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 17.02.17, 21:32
    Mój dół - teraz to huśtawka obniżonego nastroju, z której nie mogę się wydostać. Zalewa mnie fala przeszłości, wspomnień z dzieciństwa, moich niepowodzeń, itp.... Chodzę i płaczę po kątach. Ogarnął mnie bezsens, poczucie beznadziei i pustki. Znowu przyszły głupie myśli. Jest to ode mnie niezależne, męczę się z tym.
    Przetrwać muszę tego doła, aż znowu będzie wyż.
    Boję się nocy, bo śnią mi się głupie koszmary, które mnie wybudzają i potem nie mogę spać, pomimo leków na sen. To jest straszne uczucie - budzić się z lękiem w nocy. Dlatego dziś biorę większą dawkę leku, bo już kilka nocy nieprzespanych. Mam nadzieję, że zaraz odlecę.
    Moje kroki - umówiłam się na wizytę u psychologa, żeby podjąć jeszcze raz terapię. Myślę, że to konkretny krok. Ale to jeszcze tydzień do spotkania.
    No i w ogóle, że odważyłam się tu pisać, to dla mnie "wyjście z mojego pancerza". Na razie na odległość, ale może powoli otworzę się na bliskich... To, że teraz Ci odpowiadam, to dla mnie też krok na przełamanie schematu, żeby się zamknąć teraz w sobie i powiedzieć, że to bez sensu.
    Wizytę u lekarza mam za 2 tygodnie, więc wtedy zobaczę, co powie. Jak do tej pory kombinował z lekami, bo ciężko jest mi dobrać.
    Jestem na skraju wyczerpania przez tą zmienność nastrojów...
  • mardaani.74 17.02.17, 22:02
    To co opisujesz to typowe objawy depresji, zwłaszcza to wybudzanie w nocy. Koniecznie bierz leki i jeżeli ta bezsenność ani trochę się nie zmniejsza mimo leków to postaraj się skontaktować z lekarzem niech coś na to wymyśli, bo bezsenność sama w sobie też powoduje zniżkę nastroju. Z czasem te objawy będą słabły, ale to nie stanie się tak zaraz, trzeba czasu i dużo pracy własnej. Na razie wspomagaj się przepisanymi lekami, lekarz chyba zapisał Ci też coś doraźnego póki antydepresant nie zadziała?

    Na zalewającą falę wspomnień, proszę przeczytaj o samonapędzającym się kole lęku, bo kluczowe jest przerwanie go, nie możesz pozwolić na to żeby takie myśli i wspomnienia płynęły swobodnie, trzeba próbować powiedzieć im stop. Rozkminki o przeszłości zostaw sobie na spotkania z terapeutą, nie rozpamiętuj niczego leżąc w ciemnościach bo raz, że niczego to nie zmieni, dwa że to Cię wbija w depresję, trzy że przez takie właśnie sunące przez głowę myśli nie zaśniesz na bank.

    Jeśli chodzi o samo zasypianie to żeby zasnąć trzeba mieć zwyczaajnie odprężone mięśnie a jeśli jesteś zestresowana to automatycznie jesteś spięta także fizycznie. Dobrze jest więc wieczorem jak już sobie popłaczesz do woli włączyć filmik z łatwym pilatesem, albo stretchingiem i powyciągać te wszystkie przykurczone kończyny, wziąć kilka poprawnych oddechów i zrelaksować ciało, a co za tym idzie dać odpocząć umysłowi, skupić się na ciele, na ćwiczeniach i oddechu, a przestać na chwilę myśleć o sobie i swojej chorobie. Bardzo polecany jest też zwłaszcza przy zaburzeniach lękowych trening Jacobsona. Bezsenna noc przyda się na poszukanie go w necie i potrenowanie. To stara dobra wypróbowana technika relaksacji.

    Nie bój się nocy, noc to najlepsza pora, nikt nic nie chce, cisza, spokój, możesz sobie czytać, oglądać filmy, pisać pamiętniczek, słuchać audiobooków, zrobić wielki antydepresyjny koc na szydełku. Nie zmuszaj się do spania bo i tak nic z tego nie wyjdzie. Im bardziej bowiem się człowiek skupia na zasypianiu tym gorzej to wychodzi.
    Zrób łagodną gimnastykę, weź przepisane leki, zasiądź w ciepłym przytulnym, oświetlonym przyjemnie kąciku z kubkiem melisy, otul się kocykiem, poczytaj książkę, albo posłuchaj audiobooka i po prostu spróbuj odpocząć, zwyczajnie odpocząć, nie myśl o tym co będzie jutro czy pojutrze, nie przywołuj wspomnień, pobądź sobie tu i teraz. Nie patrz na zegarek, a połóż się jak się poczujesz śpiąca. Nie myśleć - to klucz do spokoju depresiaka.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 18.02.17, 10:57
    Mardaani, czy Ty jesteś psychologiem???
  • martini-7 18.02.17, 15:08
    Mardaani, jest bardzo mądrą kobietą, słuchaj się jej, wie co pisze.
    Co do relaksu przed senem. Mój znajomy lekarz (no niestety chirurg, a nie psychiatra) opowiadał mi kiedyś o takiej taktyce, że kładziesz się i swobodnie oddychasz, a następnie starasz się rozluźniać wszystkie mięśnie. Naturalnie moja odpowiedź była, że nie znam wszystkich mięśni, powiedział, że muszę, będę czuć jeśli coś się jeszcze nie rozprężyło. Przyjęłam taką taktykę, że zaczynam rozluźnianie od dołu i jakby falą idę przez ciało i skanuję co jeszcze napięte, lub zaczynam od góry, ale schemat ten sam, faktycznie, zasypia się lepiej i człowiek w lepszej formie wstaje, moja głupota tylko taka, że za rzadko to stosuję.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 18.02.17, 15:59
    to jest właśnie trening Jacobsona

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 18.02.17, 16:03
    Ja nie mam nr tel. do swojego lekarza, ale już 3 dzień boli mnie tak jakby serce. Pewnie to nerwoból, ale jest we mnie strach, że to zawał się zbliża...
  • natalia-natka 18.02.17, 16:05
    A jeśli chodzi o Mardaani, to właśnie czytam, czytam i jestem pełna podziwu...
  • mardaani.74 18.02.17, 21:44
    Zawsze lepiej iść do lekarza upewnić się co to za ból, po co chodzisz z czymś takim 3 dni?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 19.02.17, 20:39
    Bo mnie do lekarza ciężko zaciągnąć.
  • martini-7 19.02.17, 13:25
    a widzisz, nie znałam tego z nazwy, teraz będę wiedzieć :)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 18.02.17, 16:06
    Nie jestem psychologiem, po prostu choruje już bardzo długo i staram się dzielić tymi metodami i sposobami których nauczyłam się w czasie swoich terapii i realnie mi pomogły i co ważne dały dobre długofalowe skutki. Ale co się przez lata z sobą uszarpałam to moje, bo nie obudziłam się pewnego dnia z gotową receptą na lęk i depresję, to był bardzo długi proces i wciąż nieustannie trwa, i trwać będzie do ostatnich moich dni. Wszystko co piszę jest oparte na moich osobistych doświadczeniach, więc dzielę się nimi ale zaznaczam, że nie jestem specjalistą.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 18.02.17, 19:59
    Chwilami wydaje mi się, że dostanę jakiegoś obłędu. Nachodzi mnie taki wewn. niepokój, zalewa fala różnych myśli, że tego nie ogarnę. Przytłacza mnie to bardzo, czuję się jakbym wpadała w jakąś otchłań. Wcześniej tego nie miałam. Nie wiem, co robię źle, ale nie mam siły.
    Chciałabym przestać myśleć...
  • mardaani.74 18.02.17, 21:41
    Na tym właśnie polega depresja, depresja nie jest łagodnym zaburzeniem, to doświadczenie z tych skrajnych raczej. Wielu ludzi myśli że depresja to po prostu taki większy smutek, no niestety nie. To może być tak wiele objawów psychicznych i somatycznych że trudno je wymienić.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 19.02.17, 09:33
    Dzisiaj cały dzień śpię, może będzie mi lepiej.
    Życzę Wam dobrej niedzieli.
  • martini-7 19.02.17, 13:29
    Tobie również dobrej niedzieli, śpij, regeneruj siły, depresja potrafi wyczerpać, niby wszystko dzieje się w głowie, a dostaje i głowa i ciało, wyczerpanie jak po pracy w kopalni.
    Ścisk w sercu może być efektem przemęczenia, dużej ilości stresu itp. idź do lekarza, może to nie zwiastun zawału, ale nie oznacza, że nie bez znaczenia. Warto sprawdzić. Depresję od zwykłego smutku dziel ocean. Depresja potrafi dać ostro w kość. Odpoczywaj jeśli masz okazję.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 19.02.17, 19:49
    Niby cały dzień odpoczywałam, a czuję się jakbym przeorała całe pole ziemniaków...

    Powiedzcie mi proszę - czy to normalne w depresji, że raz chce mi się płakać, za chwilę śmiać...?
    Chwilami wydaje mi się, że jestem nienormalna i że całkiem psychika mi siada. Rodzi się we mnie coraz większy lęk przez to. Wykończę się niedługo! Kiedyś nie miałam tak bardzo zmiennych nastrojów, a teraz normalnie chwilami nie mogę wytrzymać...
    Naprawdę staram się nie myśleć o chorobie, normalnie pracuję, itp., ale to jest silniejsze. W pracy, w domu, na ulicy nachodzi mnie taki wewn. bezsens, że chwila moment i załamanie. Potem znowu jest normalnie.
    Jestem naprawdę zmęczona i chyba tak jak któraś z Was wcześniej pisała, mam "depresję w depresji"...
    Lęk nakręca kolejny lęk. Boję się, że zwariuję...
    Czy to normalne?
    Tak jest w depresji?
  • natalia-natka 20.02.17, 20:53
    Byłam dzisiaj u rodzinnego z tym bólem serca. Stwierdził, że to nerwoból i że zamiast depresji, to ja mam nerwicę, bo te lęki i zmienności nastroju na to wskazują. Powiedziałam mu mniej więcej to, co Wam pisałam, chciałam być szczera mówiąc jak się czuję. Dał mi Hydroksyzynę na wyciszenie. Boję się tylko, że jak się wyciszę, to już całkiem nie będę miała siły na nic...
    Tak więc do depresji doszła nerwica... Super, nie?
  • ekspert.grupa_synapsis 20.02.17, 21:41
    Do Pani: natalia-natka 
    Szanowna Pani,
    przejrzałem wątek i przczytałem uważnie to, co tu Pani napisała. Czy może Pani podzielić się ze mną informacjami:
    1. Czy leczona jest Pani wyłącznie lekiem przeciwdepresyjnym, czy także tzw. lekiem stabilizującym? 2. Iloma lekami przeciwdepresyjnymi była Pani leczona? 3. Co to znaczy, że trudno było u Pani dobrać leki?
    Z szacunkiem|
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • natalia-natka 21.02.17, 10:58
    Przyjmuję Lamotryginę, bo niby ma mi to pomóc szybciej wyjść z depresji. Leki ciężko było dobrać, bo czułam się po nich jeszcze gorzej, depresja się nasilała, zamiast zmniejszać. Albo pojawiały się silne skutki uboczne. Teraz w sumie to już 5 lek... Straszne, prawda?
  • natalia-natka 21.02.17, 12:32
    Jeśli mogę zapytać, czy Pan Doktor też uważa, że mam nerwicę?
  • mardaani.74 21.02.17, 12:39
    raczej Chad z szybką zmianą faz ;)
    Lamotrygina to stabilizator.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 21.02.17, 12:58
    Szanowna Pani,
    zadałem te pytania, gdyż, przeglądając wątek, zauważyłem, że to, co pisze Pani o swoich dolegliwościach jest niezmiernie charakterystyczne, ale nie dla osób z typową chorobą depresyjną, ale ze spektrum CHAD (raczej nie prawdziwego CHAD, choć też nie można tego wykluczyć). Nie mogę mieć oczywiście w tej sprawie pewności, ale wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Przypuszczam, że lekarz leczący Panią myśli w taki właśnie sposób, bo zalecił Pani lamotryginę. Lamotrygina nie jest lekiem szczególnie zalecanym w leczeniu depresji, natomiast w spektrum, jak najbardziej tak. W wielkim skrócie: spektrum CHAD to takie chorowanie, gdy problemem jest nie tylko depresja ale i duża zmienność stanu zdrowia (opisuje ją Pani na rozmaite sposoby w tym wątku). Inną cechą jest nieskuteczność albo słaba skuteczność LPD prowadząca do stosowania wielu leków z tej grupy, co jednak często nie poprawia wyników leczenia (żaden kolejny LPD nie jest istotnie lepszy). Lamotrygina jest nieraz znakomitym lekiem dla osób ze spektrum CHAD, Pani jednak pisze, że nie odczuwa, mimo przyjmowania tego leku, poprawy. Na to mogę tylko tyle powiedzieć, że, moim zdaniem, zadaniem lekarza leczącego Panią, powinno być konsekwentne szukanie najlepszego sposobu leczenia, przez, jeśli to potrzebne, niezbędne modyfikacje dawek i leków. Lamotrygina nie jest jedynym sposobem leczenia spektrum CHAD. Można ją stosować także w dość dużych dawkach, można ją zestawić z różnymi lekami przeciwdepresyjnymi, nierzadko trzeba ją uzupełnić o inny lek stabilizujący. To już zadanie dla Pani lekarza. Radzę w rozmowie z nim podkreślać nie tylko fakt utrzymywania się objawów depresji, ale i ową wybitną zmienność Pani nastroju i ogólnej formy.
    Jesli chodzi o "nerwicę", to przypuszczam, że to słowo może tylko zamącić w tej chwili Pani w głowie i radziłbym się nim w ogóle nie zajmować. Wiele wskazuje, że Pani problemem nie jest "nerwica", ale jakaś postać choroby afektywnej: depresja albo, jak podejrzewam, spektrum CHAD, ew. CHAD. Te wątpliwości niech Pani wyjaśnia ze swoim lekarzem, ale z "nerwicą", przynajmniej na tym etapie, naprawdę niech da sobie Pani spokój.
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • martini-7 21.02.17, 14:50
    Natka, w depresji mnie się lekka zmienność zdarzała. Najpierw leżałam pod lawiną, potem coś zrobiłam co wydawało mi się, że mnie pomoże, była radość, że ufff zrzuciłam to z siebie, a potem okazywało się, że samopomoc tyle dobrego zrobiła co Stalin. Wracał większy dół. Tyle, że u Ciebie zmienność jest bez działań, po prostu bujasz się ze stanu w stan.
    Zdarzał mi się taki natłok myśli, domysłów, lęków, że po prostu głowa mi pękała, coś mnie rozsadzało do środka, czułam się czasem jakbym miała w sobie myśli wszystkich ludzi na tematy które mnie dręczyły, a oni czasem nawet nie zauważali tematu.
    Depresja czy jak to Pan Doktor sugeruje spektrum czy też CHAD przynoszą wiele ciężkich momentów.
    Jednym co na moje oko mocno Cię dodatkowo dobija to rozkminianie wszystkiego, szukanie odpowiedzi, nakręcanie tego co w Tobie siedzi, niby normalne, pewnie każdy z nas tak miał czy ma, ale to bywa mocno zgubne i destrukcyjne jeśli choć trochę się nad tym nie spróbuje zapanować.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 21.02.17, 15:11
    Martini, chciałabym przestać myśleć, ale nie mogę! Dobija mnie to wszystko teraz! Chyba oszaleję...
  • martini-7 22.02.17, 12:22
    Doskonale to rozumiem, człowiek nie chce, a to działa "samo", zadręcza i zabija od środka :( mam szczerą nadzieję, że leki zaskoczą i będzie lepiej

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • natalia-natka 21.02.17, 15:08
    Panie Doktorze, dziękuję za te słowa, to ważne, co tu przeczytałam. Może mi Pan jeszcze odpowiedzieć na pytanie, po jakim czasie powinna działać Lamotrygina? Tzn. jak długo trzeba ją przyjmować i w jakich dawkach, żeby zaczęła się poprawa?
    I czy może mi Pan wyjaśnić, jak odróżnić spektrum CHAD o zaburzeń osobowości? Jeśli to się da wytłumaczyć. Ja cały czas się łudzę, że te zmienności, to jednak mój charakter. Jestem bardzo nerwowa, choć to wszystko tłumię w sobie. Może to się da wyleczyć terapią? Jutro idę do psychologa. Może te pytania są głupie, ale ja dopiero raczkuję w tym temacie.
  • ekspert.grupa_synapsis 21.02.17, 15:42
    Pytania absolutnie nie są "głupie", ale na żadne z nich nie mogę odpowiedzieć w sposób jednoznaczny i taki, żebym wierzył, że będzie to dla Pani pomocne. Na przykład niewiele chyba może pomóc jeśli powiem, że lamotryginę stosuje się w spektrum w dawkach od 25-50mg do 300mg, czyli w dawce „każdej”. A przecież nawet nie wiem, czy w ogóle ma Pani ten typ choroby, o którym mówimy. Jest to moje poważne podejrzenie i ale nic więcej. Nie wiem jak rozumie to wszystko Pani lekarz i nie mam zamiaru zakłócać jego kontaktu z Panią. Nie chcę wchodzić w cokolwiek, co wyglądałoby na ocenę prowadzonego przez niego leczenia i jego skuteczności. To wszystko trzeba już kierować do własnego lekarza i wykorzystywać do tego każdą wizytę.
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • natalia-natka 21.02.17, 15:48
    Dziękuję za odpowiedź, niedługo wizyta, zobaczę, co powie.
    Pozdrawiam!
  • martyna2525 21.02.17, 17:10
    Natalia u mnie leczenie wygladalo podobnie: 6 lat leczenia, 3 leki p/depresyjne najdluzej dzialajacy ok 8 mies dg depresja nawracająca. W czasie gdzie czulam sie dobrze nawet bardzo mialam 3 prace, kilka kursow, takie moje ADHD, w pracy pracowałam w takim tempie ze wspolpracownicy zartowali " co ty ćpasz"... I nagle buuum. Jakbym obudzila sie w innej bajce. I tak dlugie tygodnie nawet miesiace zawalajac to czego podjelam sie jak bylo super...pozniej nowy lek przeciw depresyjny ktory z czasem zaczal dzialac i kolejne kolko zatoczone.
    Zaczelam sie zastanawiac co bedzie jak lekow braknie?
    Dostałam tutaj sugestie od P. Dr i od dziewczyn ze cos jest nie tak z dg. Rozmawialam ze swoim lekarzem prowadzacym On nie widzial problemu i powtarzał "ze trudno by kazdego kto jest zywiolowy wciskac dg chad" mnir bylo to na rekr bo przeciez nie moge chorowac na tak powazna chorobę. To byl czas bardzo trudny, po pierwsze bilam sie z myslami czy ruszyc z miejsca w strone leczenia i pozwolic sie skonsultowac z kims innym i zaufac czy zrezygnowac i dolaczyc do kolegi , ktory wlasnie popelnil samobojstwo. Blizej mi bylo do rezygnacji. Nawet poczynilam pewne kroki w tym kierunku. Po czym przeczytalam tutaj najwazniejsze zdanie ze "jesli lekarz nie widzi choroby to nie bedzie jej leczył".

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martyna2525 21.02.17, 17:27
    Pozwolilam sobie na ostatnia szanse, skonsultowalam sie z kims innym padla dg chad. Teraz biorac leki czuje sie zdrowa nie buja mnie tak o ile nie mam silnych bodzcow z zew ale widze ze jak one ustepuja wraca spokoj. W sumie w lipcu padlo spectrum chad by w listopadzie byl juz chad epizod mieszany. Teraz jestem zwyczajna, przeciwtna bezbarwna nie odstajaca od innych. Otoczenie sygnalizuje " co ty taka spokojna jestes?" "stalo czy braklo Ci dopalaczy ze juz nie biegasz "itp. Mnie samej trudno sie przyzwyczaic do nowej mnie, ze odpuszczam wyscig szczurow, ze nie biore kolejnego projektu bo wiem ze musialabym zarwac noc.
    Na ten moment pracuje nad akceptacja diagnozy i zmianą priorytetow w zyciu.
    Nie chce tutaj nic Ci sugwerować ale moze to co napisalam pozwoli Ci uwierzyc ze nie jestes sama.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • ekspert.grupa_synapsis 21.02.17, 19:07
    Pomyślałem, że możecie Państwo mnie wziąć za lekarza-obsesjonistę, który wszędzie widzi CHAD albo spektrum CHAD. Pozwólcie na krótkie wyjaśnienie, które może być pomocne dla wzajemnego zrozumienia i zaufania. Otóż nie widzę go wszędzie i staram się ważyć słowa i podejrzenia diagnostyczne. Prawda jest taka, potwierdzona zresztą przez znakomite badania (np. polskie badanie DEP-BI), że około 2/3 (ponad 60%!) osób leczonych w Polsce z powodu depresji cierpi w rzeczywistości na spektrum CHAD albo nierozpoznaną chorobę dwubiegunową (CHAD). To nie jest nasza specyfika - podobnie jest w innych krajach. Praktycznie: tam gdzie w leczeniu depresji pojawiają się istotne trudności, nie działają dostatecznie leki, następują kolejne nawroty mimo prowadzonego, jak się wydaje sensownie, leczenia, bardzo często okazuje się, że problemem nie jest typowa choroba depresyjna, ale nawracająca depresja w mniejszym lub większym stopniu spokrewniona z CHAD (albo samo CHAD). Depresja okazuje się nie tak częstym problemem jak to się uważa. Prawdziwym i większym problemem są nierozpoznane zaburzenia dwubiegunowe. W tym momencie nie będę tego rozwijał, może to Was niezbyt interesować - jest to jednak głownie forum wzajemnego wsparcia, a nie jakaś Wikipedia. Zresztą już sporo o tym pisałem na forum. Pozdrawiam serdecznie
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • natalia-natka 21.02.17, 19:54
    Panie Doktorze, a czy nieleczone CHAD jest groźne? Niesie za sobą jakieś konsekwencje?
  • mardaani.74 21.02.17, 20:12
    Ja tam wcale nie uważam Pana Doktora za obsesjonistę (jeżeli mój wpis dał takie pozory to absolutnie nie miałam czegoś podobnego na myśli, a raczej o to że sama tak pomyślałam kiedy Natalia napisała o lamotryginie i po raz kolejny tej huśtawce, oraz o "diagnozie" lekarza pierwszego kontaktu że "nerwica"). Ta diagnoza różnych specjalistów "nerwica" towarzyszyła mi od dziecka i powodowała, że moi rodzice machali na wszystko ręką, bo to przecież tylko nerwica czyli dla nich nic, i ja sama też myślałam że widocznie przesadzam i tak już musi być, to był ogromny błąd i leczenie zaczęło się ładnych kilka lat później niż powinno i depresja zrobiła wiele spustoszenia w moim życiu stąd na diagnozę "tylko nerwica" mam lekką reakcję "alergiczną"

    Bardzo chciwie czytam to co Pan pisze, zwłaszcza o spektrum Chad, bo to bardzo ciekawe a do tej pory niewiele o tym wiedziałam. Ta wiedza i informacje są bardzo cenne, zwłaszcza że dostęp do dobrego leczenie wcale nie jest taki łatwy jeżeli nie mieszka się w Warszawie. Dodam, że jestem niezmiennie pełna podziwu że z taką uwagą i zaangażowaniem śledzi pan wątki.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 21.02.17, 20:11
    Ja nie mam takich "nakręconych" momentów i mega sił. Bardziej nazwałabym to słomianym zapałem, czyli łatwo mnie zgasić. Czytałam trochę Twój wcześniejszy wątek, ja nie mam takich epizodów maniakalnych, tzw.górek.
    W sumie to już sama nie wiem, co mi jest. Lekarz stwierdził depresję nawracającą, ale nic nie mówił o CHAD, ani o spektrum. Ja od dziecka byłam niestabilna emocjonalnie, łatwo wpadałam w złość, płacz. Pan Doktor dał mi dużo do myślenia pisząc o takim podejrzeniu u mnie. Czy to się da zupełnie wyleczyć?
  • mardaani.74 21.02.17, 20:19
    W pewnym sensie każda nawracająca depresja jest nieco podejrzana o bycie Chadem.
    Nie każdy ma takie duże maniakalne górki, większość ma tylko hipomanie, czyli takie chwilowe zrywy, coś co faktycznie można nazwać słomianym ogniem. To Chad II typu z przewagą depresji.

    Powiem Ci Natko-Natalio że lepiej mieć coś ze spektrum Chad niż tzw nerwicę, bo ta druga diagnoza to takie h...emujedzikiewęże a nie diagnoza, właściwie nie wiadomo co, wór do którego rodzinni i neurolodzy wrzucają wszystko czego nie da się wybadać w badaniach podstawowych. Potem kończy się to braniem przez lata leków uspokajających, nasennych, jakieś leczenie dietami, cuda na kiju panie, jakość życia żadna, a teoretycznie człowiek niby zdrowy, tylko żyć nie może.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • martyna2525 21.02.17, 20:21
    Na litość boską ja nie mam epizodow maniakalnych! To co opidslam to jest hipomamia.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • natalia-natka 21.02.17, 21:21
    Sorki, może pomyliłam nazewnictwo. Pisałam, że jestem początkująca w tym temacie. Nie gniewaj się!
  • martyna2525 21.02.17, 21:52
    Nie gniewam sie, to nie o to chodzi. Probuje przechytrzyć sama siebie , ze to nie takie straszne chorowac, ze teraz ludzie mają wiekszą wiedze i to nie stygmstyzike jak kiedys. Nie tak dawno Chad byl znany tylko jako psychoza maniakalno depresyjna. Co to znaczy dla pacjenta ktory chce zyc intensywnie w spoleczenstwie pisac nie musze. Dlatego tex i icd -10 juz chad jest tlumaczone jako choroba afektywna dwubiegunowa bo mniej stygmatyzuje.
    Dzis zapytalam w pracy ( srodowisko medyczne preznir rozwijajace sie , granty. Badanis kliniczne , akredytacje , certyfiksty)w o mysla o chad i pracy jako x ta chorobs. Strzelilam sobie w kolano wyszła zasciankowosc , niewiedza, strach...dlatego tak zareagowała.
    Problem tkwi we mnie a ja nie dam rady tego ogarnac .

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • mardaani.74 21.02.17, 22:09
    Są ludzie i ludziska, z pewnością znalazłyby się osoby które podeszłyby z dużym zrozumieniem, są też takie które nie wiedzą o co chodzi i nie obchodzi ich to i osoby źle nastawione. Nie masz manii nie musisz się tam wszystkim opowiadać co Ci jest. Pewnie że fajnie byłoby się nie musieć taić, ale na razie jeszcze sama nie okrzepłaś z tą diagnozą i sama też postrzegasz ją jako pewną stygmatyzację, co za tym idzie z obawą obserwujesz reakcje innych ludzi. Za czas jakiś może już nie będzie to niosło ze sobą takiego ładunku emocjonalnego i nie będziesz się aż tak bała oceny innych. Mam taką nadzieję.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 21.02.17, 21:28
    A tak w ogóle Martyna, to dzięki za podzielenie się sobą i swoimi przeżyciami.
    Rzeczywiście czuję, że nie jestem sama, ale jeszcze nie potrafię posklejać tego w całość, tzn. tego, co mi jest. Widocznie potrzebuję dobrej diagnozy, a jako, że czuję się jako beznadziejny przypadek, bo leki nie przynoszą pożądanych efektów, to jest mi z tym trudno.
    Kurcze, no bo rzeczywiście 5 leków w ciągu roku... PORAŻKA!!! :((((
    Chyba nie ma dla mnie nadziei...
  • mardaani.74 21.02.17, 22:00
    Może trochę za szybko były te leki zmieniane? albo może do razu brałaś pełną dawkę i wystraszyłaś się skutków ubocznych które po jakimś czasie mijają? te 5 leków to były wszystko antydepresanty? czy w sumie było 5 różnych leków?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 22.02.17, 09:30
    5 antydepresantów
  • mardaani.74 21.02.17, 22:06
    I bardzo, ale to bardzo Cię proszę nigdy nie pisz i nie myśl o sobie w ten sposób że dla Ciebie nie ma nadziei, Takie katastroficzne myślenie to samosprawdzająca się przepowiednia, sama sobie przepowiadasz i sama sobie niechcący wypełniasz to co przepowiedziałaś. Nie tędy droga.
    Leczysz się naprawdę bardzo krótko, wszystko się ułoży, będzie dobrze, ale miej cierpliwość. Postaraj się proszę być choć troszkę dobrej myśli, wiesz ilu tu już ludzi tak o sobie myślało i wyszli na prostą, niektórzy zapomnieli że kiedykolwiek mieli depresję. Nazwa i diagnoza, na razie nie skupiaj się na tym i nie walcuj tego same, ważne żeby dany zestaw leków + psychoterapia zaczęły przynosić poprawę, a jak zwał tak zwał, to Twoja prywatna sprawa co masz wpisane do kartoteki i nikomu nic do tego.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 22.02.17, 09:37
    Dzisiaj idę do psychologa. Chyba umrę ze strachu...
  • mardaani.74 22.02.17, 10:01
    dlaczego ze strachu? pomyśl że idziesz do życzliwej osoby która cierpliwie wysłucha o Twoich problemach i w przeciwieństwie do przyjaciółki nikomu nie wygada. Pierwsza wizyta to i tak tylko takie ogólne naświetlenie sytuacji międzynarodowej, nie nastawiaj się na odkrywanie najgłębszych tajników swej duszy.

    To jest psycholog czy psychoterapeuta?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 22.02.17, 11:09
    2 w 1
  • mardaani.74 21.02.17, 22:13
    "Na litość boską ja nie mam epizodow maniakalnych! To co opidslam to jest hipomamia."

    no wiesz, niektóre opisy były bardzo dramatyczne, skąd dziewczyna ma wiedzieć czym to się różni jak to dla niej nowy temat? nie ma się co tak denerwować zaraz.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 21.02.17, 23:16
    Też nieco alergicznie reaguję na nazwę "nerwica", ale nie z powodów formalnych, że są jakieś tam wytyczne, żeby jej nie używać, tylko z powodów bardzo praktycznych. Słowo to jest używane w najrozmaitszym, a zwykle nie wiadomo jakim, sensie i jest wiele osób, które chorują na konkretne i dość dobrze znane choroby (np. na depresję) a mówi się o nich (czasem niestety lekarze), że mają jakoby "nerwicę". A za mówieniem o kimś, że ma „nerwicę” z reguły idzie lekceważenie.

    Odpowiadam Pani natalia-natka. Z nieleczonym CHAD jest tak jak z nieleczoną depresją i niemal każdą inną chorobą na świecie. Po pierwsze, z dość dużym prawdopodobieństwem, będzie nadal trwała, a ponadto, patrząc na kolejne lata, może się ogólnie nasilać. Nie ma jednak co myśleć o żadnym „nieleczonym CHAD”. Trzeba leczyć i już. Ale, proszę pamiętać, Pani nie ma postawionego rozpoznania CHAD. Ja powątpiewam w CHAD u Pani, podejrzewam to pogranicze, owo spektrum CHAD.

    Leczenie 90% osób z CHAD, to są naprawdę dobre wyniki leczenia. Wymaga to jednak istotnej aktywności ze strony lekarza, osoby chorej, dobrego kontaktu z lekarzem, niestety dość często - szukania odpowiedniego zestawu leków itp. To jest walka o zdrowie, ale warto ją podjąć, bo ostateczny efekt może być ogromnie istotny dla swojego życia. Nie trzeba się podłamywać, szczególnie, gdy jest się leczonym pierwszym lekiem stabilizującym – jest to po prostu początek leczenia i trzeba je kontynuować. Terapia powinna jednak zakładać aktywne szukanie, ze strony lekarza, możliwość najlepszego sposobu leczenia. Ciągle trafiam na ten temat aktywności lekarza (i oczywiście chorego), bo dość często spotykam się, że ktoś od iluś tam miesięcy, czy nawet cały rok przyjmuje jakiś lek albo zestaw leków, nie czuje się dobrze a, z jakiegoś powodu, nie dochodzi do zmiany leczenia. Jeśli jest możliwość sensownej zmiany leczenia, to powinno do takiej zmiany dochodzić, i to względnie szybko.

    Dziś już siły mi się skończyły. Pozdrawiam wszystkich.

    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • natalia-natka 22.02.17, 09:35
    Dziękuję Panu za odpowiedź. Ja rzeczywiście jestem podłamana, bo ciągle nie czuję się lepiej. Ta zmienność mnie wykańcza. No i świadomość 5 nietrafionych leków...
    Mam w sobie lęk, że mogę usłyszeć od lekarza diagnozę CHAD, albo spektrum CHAD. To dla mnie przerażająca diagnoza. Chyba umówię się szybciej na wizytę.
    Wczoraj zaczęły mi drżeć ręce, aż boję się myśleć, że to może być znowu skutek uboczny leków...
  • mardaani.74 22.02.17, 10:09
    Zaczynam podejrzewać że nie dałaś szansy tym antydepresantom, bo tak się bałaś że każdy objaw stresu brałaś za skutek uboczny. Czy Ty nie masz czasem tak że po przeczytaniu ulotki od leku już masz połowę objawów niepożądanych?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 22.02.17, 11:06
    Niestety, ale to lekarz zmieniał, praktycznie co miesiąc... Może to głupie, ale ja nie czytam ulotek.
    Te ręce to teraz może ze stresu...
  • mardaani.74 22.02.17, 11:53
    Może czas zmienić lekarza?
    dobrze że nie czytasz ulotek, ja czytam i potem się męczę ze świadomością.
    ręce pewnie ze stresu
    pewnie to już badałaś ale się upewnię, tarczyca ok?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • natalia-natka 22.02.17, 12:05
    tak
  • martyna2525 22.02.17, 07:45
    Terapeutka twierdzi, ze jestem tak nakręcona tym, że może to być jak to ujęła niebezpieczne. A ja zwyczajnie nie mogę odpuścić i się kręcę.
    Ok koniec spamowania w wątku.
    Natalia powodzenia ;)

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • martini-7 22.02.17, 12:30
    Jedyne ulotki jakie czytam to lekarstw moich dzieci i to tylko zazwyczaj rozdział "dawkowanie" i ewentualnie "skutki uboczne", a to dlatego, że są małe i muszę być bardziej czujna, odpowiadam za nie, kocham i nie chcę ich skrzywdzić.
    Co do CHAD. Może pocieszy Cię fakt, że moja kuzynka na to choruje i ma się całkiem całkiem. Przyjmuje leki, ma czasem spadek formy, a czasem jej nadmiar, ale ogólnie od kiedy bierze leki jest stabilniejsza. Znalazła też sobie zajęcie na trudniejsze dni, rysuje wówczas.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • 1osia 06.03.17, 17:10
    Natalki czytałam twoje posty. Ciekawa jestem co u Ciebie. Ja lecze depresja od ok 3 lat. Najpierw dostałam leksapro pomógł po 2 tygodniach. Świetnie czułam się przez pół roku potem niestety bez wiedzy lekarza odstawiłam . Depresja wróciła po 3 miesiącach wróciła więc na lek ale od tamtej pory strasznie miałam niestabilna nastrój tzn tydzień dobrze tydzień źle i tak przez ok 4 miesiące. Lekarz zwiększył mi lęk z 10 na 20. Po miesiąc już czułam się ok. Skolnczyly się huśtawki. Po czterech miesiącach miałam bardzo stresujące okres problemy rodzinne i niestety znów zaczęły się huśtawki.Miałam już dość byłam tym bardzo zmęczona. Lekarz postanowi spróbować inny lek asentre. Brałam to 2 miesiące nastrój nie był chwiejny tylko cały czas dół. Od początku lutego znów wróciłam do leksapro biorę już 5 tygodni i cały czas dół . Dlawi mnie też strasznie w gardle. Od tygodnia lekarz dorzucił lamoyrygine 25 . Na radzie nic lepiej . Teraz to już cały czas dół. Nie mam już nawet tych lepszych dni.
  • 1osia 06.03.17, 17:13
    Natalki a jakie tu grałeś antydepresanty i ile czasu bralas najdłużej lęk?
  • natalia-natka 07.03.17, 20:23
    Pytasz, co u mnie?
    Każdy dzień inny, dziś trochę gorzej, ale wierzę, że jutro będzie lepiej. Musi być, leki muszą w końcu zacząć działać, no i ja muszę podjąć wysiłek, aby zmienić swoje życie, nastawienie do choroby, którą tak ciężko mi przyjąć i zaakceptować.

    Twój dół też minie! Chodzisz na terapię? Wszyscy tu mówią, że pomaga. Ja dopiero zaczynam.

    Teraz biorę od tygodnia Ketrel i Lamotryginę. Nie czuję poprawy, ale to pewnie zbyt krótko. Pojawiły się natomiast u mnie myśli, aby siebie okaleczyć. Pewnie miną.

    Nie załamuj się, że nie czujesz poprawy. 5 tygodni, to pewnie zbyt krótko, aby lek zaczął działać, chociaż każdy reaguje inaczej.
    Pozdrawiam!
  • martini-7 08.03.17, 12:27
    No to mnie zaniepokoiłaś tym okaleczaniem siebie, ale cieszę się, że masz zdrowe podejście, że trzeba przeczekać bo, minie. Choćby nie wiem jak Cię korciło nie rób sobie krzywdy bo, to wciąga czasem.
    Wdech wydech i do przodu ;)

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.