Dodaj do ulubionych

Depresja chorobą ubocza

07.09.17, 06:41
Jak myślicie, czy depresje, znacznie pustoszące nasze życie umysłowe to nadal wstydliwa choroba odsuwająca człowieka w zupełny cień? Bo ja uważam, że tak i to jak najbardziej. Chory na tę dolegliwość "sam sobie" jej winien to raz. Gdy przychodzi poskarżyć się na to domownikom czy znajomym, zwykle słyszy się odpowiedź: przesadzasz, albo weź się w garść. Rękę podać może człowiekowi jedynie psychiatra albo terapeuta, o ile będą z powołania. Tej choroby nie widać, ale za to - gdy poskarżył się lekarzowi prowadzącemu badania okresowe - gwarantowane że zaczną się problemy i w najlepszym razie lądowanie na niższym stanowisku w pracy, zwykle o duzo niższym wynagrodzeniu na dodatek.
Wiecie co? - ja współczuję tym wszystkim fizycznie przez życie zszarganym, ułomnym i inwalidom, ale taki to ma o niebo łatwiej, bo wszyscy zawsze go widzą jego, schorzenie i starają się pomóc, bez żadnych wymówek! Często taki ma tez profity od państwa.
Edytor zaawansowany
  • 07.09.17, 10:53
    Gorycz przez Ciebie przemówiła, ale ja Ciebie rozumiem, też mam ostatnio dość gorzkie przemyślenia jeśli chodzi o pracę, dodam że obrywamy też za symulantów którzy biorą zwolnienie z powodu rzekomej depresji żeby uniknąć np zwolnienia z pracy.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 07.09.17, 14:19
    keltin74 napisał:

    > Wiecie co? - ja współczuję tym wszystkim fizycznie przez życie zszarganym, ułom
    > nym i inwalidom, ale taki to ma o niebo łatwiej, bo wszyscy zawsze go widzą jeg
    > o, schorzenie i starają się pomóc, bez żadnych wymówek! Często taki ma tez prof
    > ity od państwa.
    A ja dziękuję Bogu, że nie wymagam stałej opieki i pomocy ze strony innych. Już wolę moje zmagania niż niemożność zrobienia zakupów czy wykonania zabiegów higienicznych. Bywa lepiej, bywa gorzej, lecz nie zawsze tak samo źle. Bardzo współczuję tym, którzy nie mają nadziei na poprawę stanu choćby na jakiś czas.
  • 08.09.17, 09:40
    Nie każde schorzenie widać, nawet te fizycznie, moja siostra jest niepełnosprawna ruchowo, ale chodzi o dwóch nogach i nikt by nie powiedział, że coś z nią nie tak, a dłużej nie pochodzi czy nie postoi. Więc wywoływanie takich opinii jest mocno przesadzone. Depresja też nie jest już taką wstydliwą chorobą jak kiedyś. Mam koleżankę w pracy, która ma depresję i pracodawca doskonale o tym wie. Czy jest inaczej traktowana? Czy jest na marginesie? Nie, nic z tych rzeczy!
  • 08.09.17, 17:08
    Dla mnie moja choroba jest ogromnym cierpieniem, niezgodą, że taka jestem. Wstydzę się o niej mówić i raczej zostaję z tym sama. Chociaż ostatnio zaryzykowałam i powiedziałam lekarzowi rodzinnemu, że choruję, wtedy on sam się przyznał, że tez przez jakiś czas musiał brać antydepresanty. Zaskoczyło mnie to, wszak nie musiał mi nic mówić o sobie. Druga "miła niespodzianka" spotkała mnie u lekarza specjalisty, któremu ze złością wypaliłam, że mam depresję, bardzo się przejąć, dokładnie zajął, nie zbywał, porozmawiał i w końcu też powiedział, że przez pół roku brał antydepresanty. Także ta choroba dotyka wiele osób, tylko mało się do niej przyznaje i mało może się o tym mówi.
    We mnie dalej tkwi wstyd i obwinianie się za taki stan. Ciężko mi przez to, ale może nie wszyscy uważają, że jesteśmy nienormalni. Tym bardziej, że ta choroba czasami bierze się znikąd i jak wytłumaczyć, że ona po prostu przyszła?
  • 08.09.17, 20:36
    Jestem w szpitalu i mimo upływu czasu nadal mam problem by artykulowac ze choruje. Mysle ze latwiej by mi bylo powiedzoec o depresji

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.