Dodaj do ulubionych

Macie jakąś receptę?

15.09.17, 22:36
Nie daję rady z moim fizycznym zmęczeniem. Nie wiem, czy to depresja mnie dopada, lub już dopadła, ale długo tak nie pociągnę. :((( Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Każdy wysiłek jest dla mnie ciężarem, wejście po schodach, posprzątanie mieszkania, wyniesienie śmieci. Niedługo wyrzucą mnie z pracy, jestem tam, bo muszę. Wczoraj i dziś musiałam wyjść wcześniej, wymiękłam. Jestem ociężała, jak słoń.
Macie podobnie? Jak sobie radzicie? Czy to w ogólne normalne, że tak człowieka ścina?
Jak sobie pomóc?
Edytor zaawansowany
  • 16.09.17, 08:39
    A czy byłaś z tym problemem już u swojego lekarza psychiatry? Jeśli to objawy depresji, to może trzeba skorygować leczenie. Jeśli czujesz się stale zmęczona i nie dajesz teraz rady z obowiązkami domowymi i zawodowymi, to po prostu odpuść sobie i nie czuj się winna. Nadrobisz wszystko, jak poczujesz się lepiej. Jeśli w pracy brałaś już kiedyś zwolnienie lekarskie od psychiatry, to może warto go wziąć teraz, zanim coś zawalisz i Cię zwolnią. A może masz jeszcze urlop wypoczynkowy? Może warto by pomyśleć o dłuższym urlopie. Kiedy ostatnio byłaś na takim urlopie? Może to po prostu przemęczenie, warto sprawdzić. Mi wyjazd zawsze pomaga.
  • 16.09.17, 10:09
    W pełni podpisuję się pod powyższym postem. Najważniejsze pytanie to czy się leczysz? Czy konsultowałaś się z psychiatrą? Czy miałaś w przeszłości podobne epizody? Jeśli nigdy nie byłaś u psychiatry to wiedź, że to żaden wstyd, a znacznie możesz sobie tym pomóc. Jeśli nie chcesz iść do psychiatry, to chociaż skonsultuj się z psychologiem. Posłucha, podpowie, ale nie wprowadzi, gdyż nie może, żadnego leczenia farmakologicznego. Zwolnienie lekarskie jak najbardziej, bo w takim stanie w pracy i tak będziesz mało efektywna, a to rodzi dodatkowy stres i poczucie winy. Nie wiem czy coś da stwierdzenie "odpuść sobie", ale spróbuj sobie odpuścić i mieć dla siebie i choroby trochę więcej wyrozumiałości. Wiem, że ciężko jest prosić o pomoc i czuć się bezsilnym, ale czasem trzeba.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci sił i powrotu do życia i zdrowia.
    ps. Choruję od 10 lat. 3 lata temu zacząłem się leczyć. Kilkukrotnie byłem zmuszony brać dłuższe L4 w pracy. W tej chwili czuję się w miarę stabilnie, zażywam leki, korzystam z psychoterapii. Piszę to tylko dlatego, że chcę Ci powiedzieć, że da się z tym żyć i wyjść z tego złego samopoczucia. Nie jest to takie łatwe, ale warto i wszystko tak naprawdę jest w Twoich rękach. Daj sobie pomóc. 3maj się! Cześć.
  • 16.09.17, 22:15
    Przerasta mnie to. Nie mam siły :(((
  • 17.09.17, 12:59
    Spokojnie... małymi kroczkami do przodu:) Znalazłaś się na forum, więc już szukasz pomocy. Teraz lekarz, tylko konsultacja, jak do dentysty na przegląd zębów, bez borowania ;) Trzymaj się! Możesz mi nie wierzyć, ale siła wróci.
  • 17.09.17, 22:17
    Może poczytaj swoje poprzednie wątki, tam masz dużo wskazówek, wydrukuj sobie te krzepiące i skup się na nich. W ten sposób odpędzisz trochę negatywne myśli, no i psychoterapia, nie zwlekaj, spróbuj, to naprawdę może Ci pomóc.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 24.09.17, 12:10
    I jak Natalio? Jest coś lepiej? Udaje Ci się coś robić w kierunku zdrowienia? 3maj się i powodzenia w zdrowieniu. Dasz radę. Pozdrawiam
  • 27.09.17, 21:24
    Opornie wracam do świata żywych. Zmęczenie nie odstępuje na krok.
  • 28.09.17, 05:01
    Najważniejsze, że wracasz. A postanowiłaś poszukać gdzieś pomocy, czy liczysz na własne siły? Pozdrawiam
  • 28.09.17, 14:27
    Natalio, czy zaczęłaś już psychoterapię? czy bierzesz leki? czy odżywiasz się prawidłowo? czy starasz się zażywać ruchu, choćby najmniejszego spaceru? czy się wysypiasz? czy nie jesteś przeciążona obowiązkami, czy dbasz o swój komfort psychiczny (unikanie toksycznych ludzi, dystansowanie się od spraw które Cię wyczerpują a nie dają nic w zamian, np branie na siebie zbyt wielu obowiązków, trzymanie w ryzach wewnętrznego krytyka i wewnętrznego dręczyciela)
    Nie odpowiadaj na forum, odpowiedz sama sobie, i pamiętaj że wpływa na nas wiele czynników i trzeba o siebie dbać na wiele sposobów, w depresji można czuć się znośniej niż np bez depresji z toksycznym ktosiem w otoczeniu.
    Leki oczywiście są ważne, ale też trzeba zastanowić się nad swoim życiem, nad tym co nas w nim wzmacnia, czego w nim brakuje, co odbiera energię, bo nic nie dzieje się tak całkiem bez przyczyny, zawsze jakiś zapalnik musi być, choć czasem nie jest wcale łatwo uchwytny. W depresji pozornie niewinne rzeczy potrafią rozładować akumulatory, a ładowanie trwa dłuuuuugo.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 28.09.17, 20:06
    Dziękuję Wam za troskę.
    Łykam tabletki, na terapię chodzę od kilku miesięcy. Powoli zmieniam to, co się da zmienić.
    Niby czuję się lepiej, ale fizycznie beznadziejnie. Dodatkowo ostatnio jak śpię, to wybudza mnie uczucie spadania, takie nagłe, mocne szarpnięcie całego ciała. Jest to bardzo nieprzyjemne, budzę się z lękiem. Co to jest? Nowy objaw?
  • 28.09.17, 21:01
    To podobno typowe dla okresu dziecięcego, ale ja też tak mam :) nic złego, po prostu budzisz się w momencie przechodzenia z jednej fazy snu do drugiej czy coś w tym rodzaju. SSRI powodują też u wielu osób "fabularne" i kolorowe sny, ja we śnie przeżywam chyba z 9 dodatkowych żyć, na szczęście od dłuższego czasu są to sny przyjemne, a niegdyś bywały to rozbudowane koszmary.
    Co do braku sił, to ten napęd w końcu się poprawi, ale trzeba na siebie chuchać i dmuchać, jak na rekonwalescenta po ciężkiej chorobie i nie oczekiwać że każdego dnia będzie tych sił tak samo dużo i że będzie można wskoczyć nagle we wszystkie poprzednie obowiązki sprzed choroby, to raczej będą dwa kroki w przód jeden w tył. najpierw będzie kilka lepszych godzin w ciągu dnia, potem kilka lepszych dni w miesiącu itd, grunt żeby proces postępował ogólnie w dobrym kierunku i żeby się nie załamywać chwilami słabszego samopoczucia, tylko spokojnie kontynuować leczenie i pomału, pomału się rozkręcać.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 28.09.17, 21:07
    Tylko ile czasu jeszcze trzeba będzie czekać, aż znowu zechce mi się chcieć i siły powrócą? :(((((

    Boję się nocy.
  • 28.09.17, 21:11
    To jak z daleką podróżą im częściej pytasz "daleko jeszcze" tym bardziej Ci się dłuży i tym bardziej wymiękają współtowarzysze.
    Na razie rób to co trzeba wbrew niechciejstwu. Zdrowi też muszą się zmuszać do codzienności, nie ma że boli.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 28.09.17, 21:17
    Tak sobie myślę czy to nie jest tak, że Ty tak siedzisz i czekasz i się boisz i tak jakoś mam wrażenie, że mimo tej terapii wciąż jesteś bierna i czekasz aż to wszystko "samo jakoś przejdzie" tak magicznie nagle zniknie i będzie jakbyś nigdy nie zachorowała. No to Ci powiem że się nie doczekasz, bo samo to może mleko wykipieć, i to by było na tyle.
    Kilka miesięcy terapii i jakieś marne te efekty, czy po prostu tak dzisiaj jakoś słabszy dzień? bo już sama nie wiem co o tym myśleć.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 28.09.17, 21:22
    Weź pod uwagę to, że kilka razy miałam zmieniane leki, bo nic nie działało i były złe objawy uboczne...
    Zresztą, nikt we mnie nie siedzi i nie wie ile wysiłku muszę włożyć w to, żeby żyć, być. Jest mi ciężko, trudno i na terapii nauczyłam się nie obwiniać za to, że tak jest. Powoli powstaję.
  • 28.09.17, 21:23
    Każdy ma swoją drogę, jeden dłuższą, inny krótszą...
  • 28.09.17, 21:58
    Otóż to właśnie, otóż to. Sama więc widzisz, że to jednak musi potrwać.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 28.09.17, 21:08
    zjawisko nazywa się zryw miokloniczny, tak btw.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 29.09.17, 10:48
    Nie mogę "się wyspać ". Jestem strasznie zmęczona. Dziś rano zemdlałam.
  • 29.09.17, 11:22
    Zemdlałaś z utratą przytomności?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 29.09.17, 11:47
    Na chwilę film mi się urwał, ale musiałam się szybko obudzić, zeby dojść do siebie. Teraz leżę.
  • 29.09.17, 12:02
    Powinnaś iść do lekarza, każde omdlenie z utratą przytomności powinno być "przebadane".

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 29.09.17, 15:32
    Nie wiem, co się dzieje? Wczoraj pisałam, że każdy ma swoją drogę i czas zdrowienia, ale chwilami brakuje mi sił i cierpliwości. Cały czas bym leżała i spała. :(
  • 29.09.17, 17:08
    idź do lekarza

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 29.09.17, 23:08
    Wzięłam dzisiaj urlop na tydzień.
  • 30.09.17, 07:20
    A wyjeżdżasz gdzieś?
  • 30.09.17, 08:50
    Nie mam siły nigdzie jechać.
  • 30.09.17, 09:52
    A może warto się zmobilizować? Taka zmiana na pewno dobrze by Ci zrobiła. W otoczeniu przyrody łatwiej by Ci było podjąć jakąś aktywność np. spacery po okolicy. Na mnie wyjazd zawsze bardzo dobrze działa.
  • 30.09.17, 10:31
    Nie mam siły.
  • 30.09.17, 11:42
    A co na to lekarz?
  • 01.10.17, 12:40
    Jak się czujesz, czy jest choć trochę lepiej?
  • 03.10.17, 09:14
    Jaka pogoda za oknem, takie i samopoczucie.
    Dziś głowa mi pęka...
  • 03.10.17, 21:14
    Jak myślicie, czy jednorazowe wypicie alkoholu (na poprawę humoru i chwilę zapomnienia) przy lekach antydepresyjnych i stabilizatorach jest szkodliwe? Nie chodzi mi o upicie się, bo ogólnie wcale nie piję.
  • 03.10.17, 22:29
    Jeśli nigdy nie piłaś alkoholu, biorąc leki psychotropowe, to może lepiej nie ryzykować. A poza tym czy to na pewno poprawiłoby Ci humor? A na chwilę zapomnienia są inne sposoby, przyjemniejsze niż picie. :)
  • 03.10.17, 22:37
    To jest bardzo kiepski pomysł, lepiej poczytaj książkę, posłuchaj muzyki, zrób parę ćwiczeń typu joga lub pilates.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 30.09.17, 17:17
    Dobrze jest komuś radzić, by wyjeżdżał i zmieniał środowisko. Na mnie to nie działało, a mało tego powodowało jeszcze większego doła i brak wiary w siebie. Nie wiem co Ci Natalio poradzić. Gdy było ze mną kiepsko to w tym czasie chodziłem regularnie do lekarza, zażywałem przepisane poszki i korzystałem z psychoterapii. Wszystko mi się wydawało pozbawione sensu, a po ukończonej terapii minął dobry rok jazd to w górę to w dół. Nie obeszło się od długotrwałych L4. Od dobrego półtora miesiąca jest ze mną dość stabilnie i mam wrażenie, że w końcu stanąłem na nogach. Więcej pisałem o tym w wątku "niacyna" na forum: choroba afektywna dwubiegunowa. W moim przypadku mam wrażenie, że najbardziej pomogło mi właściwe dobranie lekarstw, psychoterapia i spora zmiana w trybie życia. Pozdrawiam i wierzę, że dasz radę. Małymi kroczkami do przodu. Nie stawiaj sobie teraz wysoko poprzeczki. Przyjdzie na to czas gdy poczujesz się lepiej.
  • 30.09.17, 18:28
    A jak czułeś się spędzając urlop, siedząc w domu?
  • 30.09.17, 19:08
    Na urlopie nie byłem ponad dwa lata, nie licząc kilku przedłużonych łikendów, gdy czułem się trochę lepiej. Dom mnie dobijał, ale był lepszy niż wychodzenie na zewnątrz. Miałem lęki przed wyjściem z niego i sporo wstydu przed ludźmi, by się im pokazywać. Głównie wynikało to z mojego poczucia słabości i bezradności. Dwaj koledzy z pracy próbowali mnie gdzieś wyciągać i wspierać, ale tylko pogłębiało to moje kiepskie samopoczucie. Na terapii dowiedziałem się, bym uważał na te dobre rady, bo mogą wynikać z dobrych chęci, lecz istnieje niebezpieczeństwo, że narobią więcej złego niż dobrego. Na urlop wybieram się w październiku i w końcu się tym cieszę :)
  • 30.09.17, 20:17
    "Na terapii dowiedziałem się, bym uważał na te dobre rady, bo mogą wynikać z dobrych chęci, lecz istnieje niebezpieczeństwo, że narobią więcej złego niż dobrego."

    Czy nie obawiasz się w takim razie, że tak właśnie może się stać z Twoimi dobrymi radami? Czy naprawdę uważasz, że namawianie kogoś do bierności i zamknięcia się w czterech ścianach, jest dobrą radą? Leczenie depresji to nie tylko leki i psychoterapia, należy również zmienić styl życia. Sam o tym pisałeś. Może warto, żeby Natalia zaczęła sprawiać sobie jakieś małe przyjemności i jednak wychodzić na zewnątrz, przezwyciężając brak sił. Obowiązki można odpuścić, ale o siebie zadbać warto. Samo siedzenie w domu może wywołać/potęgować lęki przed wychodzeniem. Dlatego wspomniałam o wyjeździe. Kiedy się pracuje, jest powód do wychodzenia z domu. Kiedy urlop spędza się w domu, może zabraknąć motywacji do opuszczania bezpiecznego azylu. A poza tym zastanawiam się, czy nie będzie jej żal zmarnowanego urlopu. Moim zdaniem, kiedy chorujemy, idziemy na zwolnienie lekarskie, kiedy idziemy na urlop wypoczynkowy, odpoczywamy, jak sama nazwa na to wskazuje. :)
  • 30.09.17, 21:26
    Siedzenie w domu to miecz obosieczny, czasem zbawienne, pozwala złapać oddech, czasem niestety może pogłębiać poczucie izolacji i stany lękowe. Jak to było? "przyjacielu chcesz być zdrowy i normalny, wracaj do stada"
    Co do przyjemności Natalii, ona dopiero co wróciła z urlopu "wyjazdowego" jak widać nie bardzo pomogło. Dla mnie w silnej depresji tzw wyciąganie z domu to była udręka, bardzo mi się pogarszało kiedy próbowałam się zmusić i żyć "normalnie", lepszą opcją było odpuścić, bo zwyczajne rozrywki były męką ponad siły, po zrobieniu łóżka musiałam odpoczywać, ale to co komu pomaga, co dodaje sił a co nie jest bardzo indywidualne i nie ma jednej dobrej rady dla wszystkich, zachowałabym więc ostrożność, zwłaszcza że nikt z nas nie zna Natalii osobiście, wiemy tylko tyle ile sama napisze, a to wiedza bardzo wyrywkowa i siłą rzeczy nieobiektywna..

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 01.10.17, 01:52
    Natalia była niedawno na urlopie, ale bez leków i może właśnie dlatego nie pomogło. Mam wrażenie, że to po tym incydencie stan jej się pogorszył.
  • 30.09.17, 21:31
    Nie chcę, by moje wypowiedzi zabrzmiały jak porady. Piszę tylko o moich osobistych przeżyciach. Nie wiem czy leki, czy psychoterapia, czy czas, czy suplementy, czy zmiana trybu życia, ale póki co jest lepiej, więc coś zadziałało i oby się to na dłużej utrzymało. Mogę tylko powiedzieć, że dobre rady do mnie nie trafiały. Sama obecność ludzi była kojąca, ale z zaproszeń do aktywności nie byłem w stanie sprostać. Na pewno nie chcę doradzać i nie jest to moim zamiarem. Pozdrawiam.
  • 06.10.17, 11:08
    Muszę to z siebie wyrzucić-
    Jest mi smutno, jest mi źle. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Emocjonalnie bardzo się eksploatuję. Namieszam, nakręcę, a potem pogrążam się w swojej rozpaczy. :(
    Wiem, że wina jest we mnie, ale to mnie pochłania.
    Jestem tak bardzo zmęczona sobą...
  • 07.10.17, 08:31
    Wina nie jest w Tobie, to choroba. Może trzeba zmienić leki/dawki?
  • 08.10.17, 18:00
    Już kilka razy były zmieniane...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.