Dodaj do ulubionych

Znowu szpital?

09.11.17, 20:44
Proszę o poradę bo ja nie wiem jak mogę pomóc własnej córce.
Córka wyszła ze szpitala prawie miesiąc temu. Na początku czuła się dobrze. Miała energię, cieszyła się, była zadowolona z nowej szkoły, uporządkowała sobie pokój.
Niestety od dwóch tygodni znowu jest źle. Chodzi cały czas smutna, płacze, nie chce mówić co ją dręczy. Mówi tylko, że nie chce żyć, że nic ją nie cieszy, że życie nie ma sensu, że jedyne czego pragnie to zabić się.
Mówi, że w zasadzie to cały czas życie nie ma dla niej sensu, ale w szpitalu postanowiła sobie, że będzie żyła dla nas czyli dla mnie i męża. W tej chwili jednak mówi, że życie jest dla niej takim cierpieniem, że lepiej byłoby dla wszystkich gdyby umarła.
Próbuję z nią rozmawiać, dopytywać się jak mogę jej pomóc. Ona twierdzi, że nawet jakby było idealnie to ona i tak nie widzi sensu życia.
Jestem z nią, wspieram. Nie wiem jak jej pomóc.
Byłam z nią dwa dni temu u psychiatry. Ma zwiększoną dawkę leku. Jednak czy lek zadziała?
Ja już w tej chwili jestem bezsilna. Nie wiem jak jej pomóc. Nie potrafię.
Myślimy z mężem, żeby znowu wysłać ją do szpitala. Ale czy to coś pomoże?
Dlaczego leki nie działają? Bierze je już dwa miesiące.
Na terapii mówi, że nie chce szukać sensu życia bo i tak go nie znajdzie.
Staram się ją wspierać. jestem z nią. ale w nocy albo kiedy nikt nie widzi płaczę. Jestem bezsilna.
Przestaję wierzyć, że można jej jakoś pomóc.
Znowu szpital?
Edytor zaawansowany
  • 09.11.17, 22:04
    Szanowna Pani,
    trudno mi powiedzieć coś innego niż to, że wskazane jest postępować w uzgodnieniu z lekarzem Pani córki. Jeśli nie ma bezwzględnej konieczności leczenia w szpitalu, jak np. jest w sytuacji zagrożenia samobójstwem, i jeśli w Państwa domu córka może otrzymać od rodziców dobre wsparcie, to prawdopodobnie dom jest lepszym miejscem do terapii. Jeśli dawka leku przeciwdepresyjnego została właśnie zwiększona, to 1-2 tygodnie mogą przynieść informację, czy ta zamiana dawkowania była korzystna i czy należy prowadzić leczenie w ten sam sposób. Oczywiście wizyty u lekarza powinny być rzeczywiście częste. Osobiście zawsze zastanawiałbym się z czym wiąże się takie istotne, i jak rozumiem, raczej niespodziewane pogorszenie stanu zdrowia Pani córki. Czy nie ma tu potrzeby jeszcze bardziej wnikliwej diagnozy sytuacji psychologicznej w jakiej córka się znajduje? To zadanie dla w wnikliwej oceny leczącego lekarza oraz psychologa, z którego intensywnej pomocy córka niewątpliwie powinna korzystać. W gruncie rzeczy to ta ocena może być dopiero podstawą do dobrej odpowiedzi na Pani pytania, czyli jak pomagać córce, gdzie i w jaki sposób prowadzić jej dalszą terapię.
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • 10.11.17, 16:18
    Panie Doktorze. Cały czas zastanawiam się dlaczego corka jest smutna. Próbuję znaleść przyczynę.
    Pytam się i rozmawiam.
    Corka mi tłumaczy że choćby w tej chwili miała wszystko i wszytko byłoby idealne to i tak nie zmieni to jej myślenia, że życie nie ma sensu.
    Rozmawiałam z nią o sytuacji w domu. Powiedziała mi że ona w.tej chwili nie chce żadnej rewolucji w naszym życiu . My z mężem wybieramy się. Na terapię rodzinna do szpitala bo tam mamy skierowanie. Staramy siei w jakiś sposób to wszystko ogarnąć. Padły już decyzję o rozwodzie i podziale obowiązków ale w takiej sytuacji nie wyobrażamy sobie to wszystko realizować.
  • 10.11.17, 13:26
    No wiesz, ja tam nie chce poruszać bolesnej struny, ale sytuacja domowa jest jaka jest, najsłabsze ogniwo zawsze odczuje to najbardziej. Moim zdaniem, rozmowa, rozmowa, rozmowa, pocieszanie, pocieszanie. Szpital to jednak nie jest najmilsze środowisko dla osób załamanych z powodu poczucia niskiej wartości własnej, ale z drugiej strony myśli samobójcze to poważna sprawa. Nie da się przełamać tego za pomocą motywacji zewnętrznej typu "będę żyć dla mamy i taty" żyć trzeba zachcieć dla samego siebie, a żeby się chciało chcieć to trzeba leczyć depresję, wzmacniać swoją samoocenę, nauczyć się podejmować wyzwania i nie bać porażek. Samoocenę buduje nam to jak uporaliśmy się z trudnościami, sukcesy są tym co popycha nas do przodu. Żeby jednak odczuć sukces trzeba odczuć również porażkę i nauczyć się żyć z rożnymi emocjami, nie kurczowo trzymać się bezpiecznej ścieżki i panicznie bać niepowodzeń. Nie ma światła bez ciemności. itd itd rozumiesz?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 10.11.17, 16:10
    Tak wiem. Wyprowadzę się z synem do innego mieszkania. Corka zostanie z ojcem bo tak chce. I wtedy napewno dzieci będą szczęśliwe.
    Corka będzie siedziała całymi dniami sama. Syn będzie ze mną z dala od szkoły i swoich kolegów. I to jest rzeczywiście w tej chwili to co napewno uszczęśliwi dzieci.
  • 10.11.17, 20:52
    przemyśl to co napisałaś, bo atakujesz osobą która jest Ci życzliwa.
    Prawda o sytuacji w jakiej się znalazłaś nie ma co ukrywać jest trudna, i nie ma z niej prostych wyjść, ale jeżeli zostanie tak jak jest to będzie tak jak jest a jak jest? wystarczy przeczytać pierwszy wpis w tym wątku. No różowo to to wszystko nie wygląda. Nie wiem czy Twoje dzieci będą szczęśliwe i nie analizuję tego co masz zrobić ze swoim życiem, wiem tylko tyle co sama piszesz, że te dzieci TERAZ NIE są szczęśliwe, bo to nie jest normalne że dziecku nie chce się żyć, a więc nie ma sensu sobie wmawiać że ta sytuacja jest ok i nie należy nic z tym robić. Skoro dotychczasowe wybory i postępowanie nie dały pozytywnego rezultatu to trzeba coś zmienić, bo jak wiadomo szaleństwem jest robić to samo i oczekiwać różnych wyników. Tu się samo nic nie naprawi a czas działa na Twoją niekorzyść i niekorzyść Twojej córki. Tak jak napisał pan doktor należy słuchać fachowców i wcielać ich rady w życie, inaczej będzie tylko gorzej. Zrobisz jak zechcesz, ale pamiętaj los dzieci leży w rękach ich rodziców, jak im spieprzycie życie to będzie Wasza wina, Twoja i Twojego męża.



    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 10.11.17, 21:31
    przepraszam masz rację, nie powinnam Ciebie atakować.
  • 10.11.17, 21:48
    Dlaczego jest smutna? Nie wiem. Czy nie ma tu jednak miejsca rzecz najprostsza, choć przez to nie mniej dramatyczna. Może córka przeżywa perspektywę rozstania się rodziców i utratę dotychczasowego domu o wiele silniej niż Państwo myślicie? To przecież jakby miał zniknąć jej dotychczasowy świat. Nawet jeśli realnie ten świat nie zawsze był ok, to ma się też swój świat w swoich marzeniach i pragnieniach. Może to jej głos, że dom i rodzina i to co z nią będzie nie jest sprawą tylko dorosłych, ale i jej? Bo jak inaczej rozumieć jej słowa, że nie chce żadnej rewolucji w waszym życiu? Czy córka ma aktualnie stałe spotkania z psychoterapeutką? Pani okresowe spotkania z terapeutką córki mogłyby pomóc zrozumieć jej myśli i przeżycia. Choć oczywiście nic nie zastąpi własnej rozmowy z córką i, co zawsze najważniejsze, jej uważnego słuchania. Jeśli chce Pani, żeby córka odsłoniła przed Panią więcej swoich myśli i przeżyć musi być Pani przygotowana na różne jej różne emocje i je wytrzymała. Córka ma bowiem prawo odczuwać brak sił, bezradność, lęk i wściekłość (m. in. do was, dorosłych).
    Oczywiście zrozumienie to ogromnie ważny, ale tylko element całości. Co dalej, jakie sformułować cele i w jaki sposób je realizować, to już oczywiście sprawa osobistych decyzji i odpowiedzialności. Nie będę ich, rzecz jasna podpowiadał.
    Nasuwa mi się także, że tym co obecnie łączy, i to chyba dość silnie, waszą rodzinę, jest przeżywana przez każdego bezradność. Chyba każdy z was potrzebuje solidnego wsparcia (indywidualnie i wszyscy razem). Nie powinno jednak umknąć, że ktoś tu jest dorosłym, a ktoś dzieckiem. Dzieci są zwykle najsłabszym ogniwem takich kryzysów i wymagają największej troski.
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • 10.11.17, 22:57
    tak mi przyszło do głowy, czy córka nie chce zostać z ojcem nie dlatego że bardziej go kocha tylko dlatego żeby Ciebie odciążyć? bo wie, że utrzymanie dziecka kosztuje, wymaga wielu sił i czasu, a brat, Ty, ojciec, wszyscy wydają się być ważniejsi niż ona i jej życie? Tak jakby chciała Wam się usunąć z drogi jako "niepotrzebny ciężar". Oczywiście powody mogą być inne, ale coś mi się wydaje że ona z tych bardzo wrażliwych i siebie stawia na końcu.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 11.11.17, 12:43
    "kogo wybrac mame czy tate niezaleznie kogo wybiore bede wobec drugiego niewporzadku"
    "chce zniknac by nie byc problemem dla nich"
    , "umre beda mieli swiety spokoj"...

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • 11.11.17, 13:22
    Wiem. Ale ciągle jej tłumaczymy że jest dla nas bardzo ważna. I że czas który z nią spędzamy to jest dla nas przyjemność. Że pieniądze które na nią wydajemy to żaden problem bo kasa nie ma dla nas żadnego znaczenia. Ze jest właśnie po to żeby ją wydawać.
    Ja wiem ze ona tak myśli. Ale uwierzcie że ciągle jej tłumaczymy że kochamy ja i ze jest dla nasz bardzo ważna. Ze właśnie ona jej brat nadają naszemu życiu sens.
    Ale do niej to nie dociera.
    Na terapii mówi ze wszystko jest bezsensu.
    Powiedzcie jak mogę jej pomóc?
    Obwinia siebie bo wiem, że w jakimś stopniu odziedziczyła po mnie depresję.
    Czasami tracę wiarę ze będzie jej kiedyś lepiej.
    Dzisiaj śniło mi się że jestem w szpitalu psychiatrycznym i dopiero tam znalazłam ulgę.
  • 11.11.17, 13:53
    Tez potrzebujesz odpoczynku, oddechu od problemow. Mozesz jakoa zajac sie tez sobą?

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • 13.11.17, 21:10
    Jakoś trudno mi sobie wyobrazić taką scenę że razem z mężem siadacie koło córki, przytulacie ją i mówicie jaka jest ważna, że pieniądze nie grają roli, że dzieci nadają waszemu życiu sens. Ty tak czujesz i tak myślisz ale czy takie sytuacje mają rzeczywiście miejsce? Bo opisywałaś Wasz związek i dom raczej jako miejsce dość przykre do życia i przyznam że sielankowe sceny jakoś nie pasują do obrazka. Może jeśli umiecie tak z dziećmi rozmawiać to porozmawiajcie też szczerze o rozwodzie, że rozwodzicie się wy ale nie z dziećmi tylko ze sobą i może przedstawcie jasno jak będzie wyglądało dalej wasze życie, jakie będą nowe zasady, czy i jak często będą się widywać z matką/ojcem. Gdzie będą mieszkać itd. Dzieci mają prawo się bać nieznanego i woleć żyć w tym co jest bo to znają są "u siebie", nie zdają sobie sprawy z trudności w związku, bo dla nich istniejecie tylko w roli rodziców, w pewnym sensie rodzic jest dla dziecka do pewnego wieku "nadczłowiekiem" a rodzina czymś co było i będzie zawsze monolitem. Zmiany są trudne, ale właśnie dla dobra dzieci trzeba te zmiany wprowadzić, tyle że dzieciom trzeba te zmiany uczciwie przedstawić, wytłumaczyć, zrobić ustalenia które pozwolą im na nowo ogarnąć swoje życie i miejsce w rodzinie. Te straszenia samobójstwem to chyba takie rozpaczliwe próby utrzymania status quo, próba przejęcia kontroli nad "niebezpieczną" sytuacją. Te dzieci próbują utrzymać głowę nad wodą ale czują że titanic idzie na dno, ich panika i desperacja w sumie jest w tym momencie zrozumiała.


    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 16.11.17, 18:04
    Nie siedzimy razem jak idealna rodzinka i pocieszamy córkę.
    Każdy z nas wspiera córkę.
    Rozmawiamy z nią bardzo dużo.
    Ale.to wcale nie oznacza że siadamy razem i wszyscy się obejmujemy i nawzajem pocieszamy.
    I nie musicie w to wierzyć.
  • 13.11.17, 19:33
    Płacze cały czas. W szkole płacze. Dzwonią do nas. Zamyka się w pokoju, leży w łóżku po ciemku. Płacze. Aż do histerii. Jest coraz gorzej.
    Nigdzie już nie chce wychodzić.
    Jesteśmy cały czas napięci czy coś sobie zrobi czy nie.
    Ja już tracę nadzieję, że leki jej pomogą.
    Mówi o sobie same straszne rzeczy. Ze jest beznadziejna. Dziwna. Głupia. Ze się ciągle kompremisuje.
    Syn zaczyna nas szantazowac. Powtarza za corka że się zabije.
    W pracy mam gorący okres..czeka mnie w tym tygodniu siedzenie po godzinach. A wiem że nie mogę bo muszę być w domu.
    Z każdym dniem zamiast się polepszyć to jest coraz gorzej.
  • 13.11.17, 20:59
    a co radzi jej lekarz prowadzący i terapeuta?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 13.11.17, 22:19
    Trudno na odległość, i na podstawie tego, co Pani pisze, zrozumieć, co się dzieje, w waszej rodzinie, w przeżyciach i stanie zdrowia córki. Czy to jak się zachowuje się, to choroba, czy ludzka reakcja na to co się dzieje w jej życiu. Syn też, jak się zdaje, nie może wytrzymać całej tej sytuacji. To jest niepokojące. Tak, czy inaczej, radzę mocno przyspieszyć wizytę u lekarza leczącego Pani córkę.

    Żałuję, że nie odpowiedziała Pani mi na pytanie, czy córka korzysta obecnie z psychoterapii i jak ona jest intensywna. Czy kontaktuje się Pani z terapeutką i czy ma Pani od niej aktualne sugestie dotyczące relacji i postępowania z córką. Dużo Pani pisze o różnych niepokojących sytuacjach i swoich trudnościach, natomiast nie wiem, czy Pani własne spotkania z psychologiem nadal trwają i czy jest to regularna i odpowiednio częsta pomoc, czy tylko rzadkie spotkania, które dobrego wsparcia Pani dać nie mogą.

    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • 14.11.17, 07:31
    Corka chodzi na terapię raz w tygodniu.
    Na terapię chodzi już rok. Mam wrażenie, że nic jej to nie pomogło wręcz jej stan depresyjny się nasilil.
    Syna nie możemy odizolowac od tej sytuacji bo przecież nie zamknięmy córki w pokoju.
    Jeżeli chodzi o mnie to niestety ale na moją terapię w tej chwili nie ma już miejsca i czasu.
  • 16.11.17, 01:00
    Czy córka wie, że piszesz o niej na forum internetowym? Podajesz tak dużo szczegółów z Waszego życia, że identyfikacja córki może być bardzo łatwa.
  • 16.11.17, 08:23
    Trudno. Widzę że to był mój błąd pisząc tutaj o prosząc o radę eksperta.
    Jedyne co uzyskałam to solidnego kopa w dupe.
    I ponowne przekonanie się ze można liczyć tylko na siebie.
    Proszę o nie kontynuowanie tego wątku że względu na moje pogarszajace się samopoczucie.
  • 16.11.17, 13:45
    "Jeżeli chodzi o mnie to niestety ale na moją terapię w tej chwili nie ma już miejsca i czasu." moze jednak powinnas go znalezc, a nie uzalac sie "co uzyskałam to solidnego kopa w dupe.I ponowne przekonanie się ze można liczyć tylko na siebie." Interpretujesz stan rzeczy wybiorczo, tak jak ci pasuje, niestety. Tu nikt nie bedzie glaskal po glowie, gdy widzi, ze nie tedy droga, a nad opiniami innych warto sie zastanowic, bo nie biora sie znikad, a to jest trudne , bo czasem niestety niemile. Jak mawiala moja sp. babcia " lekarstwo nie musi byc smaczne, ma byc skuteczne "

    --
    Znasz mnie
    Spałam gdy się kończył świat
    www.youtube.com/watch?v=LFB2PI_cW4w
  • 16.11.17, 15:17
    Niestety prawda o takich życiowych zakrętach zawsze jest bolesna, raniąca i trudna do przyjęcia. Do tego jeszcze ta pułapka utopionych kosztów, lęk przed nieznanym, depresyjne odcięcie od rzeczywistości, brak sił i woli. Patowa sytuacja, bez pomocy terapeutów którzy z tego co pamiętam deklarowali pomoc w przejściu przez czas rozwodu nic się tu dobrego nie wydarzy. Najwyraźniej to jeszcze nie było to dno od którego już trzeba się odbić. To tylko stanie pod ścianą i uparte odmawianie zrobienia kilku kroków w bok i dostrzeżenia drzwi.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 16.11.17, 15:38
    Czy ktoś zna nova_33 osobiście w realu? Ja czasami zastanawiam się, czy jej historie są prawdziwe. Niestety zdarzały się już na tym forum wymyślone posty. Tyle wpisów, z których nic nie wynika. Prośby o pomoc i negowanie wszystkich porad. Po co to wszystko?
  • 16.11.17, 16:13
    Nie wiem czy miałaś kiedyś bezpośrednio do czynienia z ofiarami przemocy domowej, ja miałam, na żywo one też tak samo się kręcą w kółko, drepczą po swoich śladach, już ci się wydaje że je tam troszkę popchnęłaś do przodu a tu znowu krok w tył, dopiero jakaś dramatyczna sytuacja która zmusza fizycznie do ucieczki z domu czy coś w tym stylu pcha je do faktycznego konkretnego działania, ale potem tez różnie to bywa. To są dziwne osoby, ogarnięte jakąś taką biernością, nawet nie wiem jak to nazwać, masz wrażenie że one czekają że wszystko stanie się samo w jakiś magiczny sposób i pozostają bardzo bierne wobec tego co się z nimi dzieje. Często mają w sumie roszczeniową postawę wobec osób trzecich "zróbcie coś, pwiedzcie co mam robić, powiedzcie gdzie mam iść, co mam powiedzieć i przyjmijcie za to całą odpowiedzialność" co jest dziwne wobec tej uległej postawy wobec partnera. Cierpią ale nie potrafią podjąć żadnej konstruktywnej decyzji, pięć razy cofną się rakiem zanim pójdą krok do przodu, a jak już pójdą to i tak cały czas mają odruch cofnięcia się, życia jakąś złudną nadzieją, trzymania się nierealnych przesłanek, które sobie wynajdują, że może być lepiej, że wszystko się zmieni ale bez dokonywania żadnych zmian. Jakieś mikro działania, a wręcz tylko słowne deklaracje uważają za milowe skoki i wielkie zmiany w życiu. Tak jakby same słowa im wystarczały. Nie ważne że bije, ważne że mówi że kocha itp itd. Ja w realu bym nie mogla z takimi osobami przebywać, dostałabym autentycznego szału bo moja cierpliwość ma bardzo bliskie granice i w niczym bym im nie pomogła. Podziwiam terapeutów czy przyjaciół którzy są w stanie takie osoby wyciągnąć na prostą.
    Reasumując to nie do końca jest ważne czy Nova jest realnym bytem, choć oczywiście nikt sobie tu za to ręki uciąć nie da bo to tylko forum, ale ta sytuacja jak najbardziej jest możliwa w realu.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 16.11.17, 16:18
    Ostatnio usłyszałam od znajomej, mającej spore problemy w życiu osobistym z mężem i z dziećmi, spowodowane najprościej rzecz ujmując brakiem komunikacji, że ona to "zawierza matce boskiej i że to wystarczy", no to jest właśnie takie coś, mi po takich stwierdzeniach opada czerwona zasłona przed oczami a potem witki opadają, bo z takim podejściem nic się nie da zrobić. Jakiś chory fatalizm, nie wiem z czego to wynika czy to jest cecha charakteru, kwestia wychowania, kulturowa czy cholera wie.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 16.11.17, 18:02
    Czytacie wybiórczo.
    Napisałam ze podjęłam decyzję o rozwodzie.
    I że taka decyzję podjęłam wspólnie z mężem.
  • 16.11.17, 18:01
    Możesz sobie megan myśleć co chcesz. I tak mi już tutaj ostatnio nieźle dowalilas.
    Po twoich wpisach na mój temat bardzo to wszystko przeżyłam.
    I nie . Wcale nie podniosło mnie to na duchu.
  • 16.11.17, 20:26
    My będziemy podnosić Cię na duchu, a Ty niczego nie będziesz zmieniać w swoim życiu i wszystko będzie już ok. Tak to widzisz?
  • 16.11.17, 20:38
    Dlaczego uważasz, że nic nie zmieniam w.swoim.życiu?
    Akurat od ciebie nie potrzebuje żadnego podnoszenia na duchu.
    Już mi pomogłas raz.
  • 16.11.17, 20:46
    A co zmieniłaś?
  • 16.11.17, 20:54
    przeczytaj jeszcze raz wątek to się dowiesz.
  • 16.11.17, 18:13
    Wracając do Pana pytania czy córka chodzi na terapię.
    Tak chodzi. Już rok. Pierwsza terapeutka uspila nasza czujność wmawiając nam że córce nic nie jest. Ze corka nami manipuluje.
    Ze nie ma potrzeby wizyty u lekarza psychiatry. Wręcz uważała że jeżeli lekarz psychiatra zdiagnozowauje u córki depresję to napewno lekarz jest beznadziejny.
    Teraz ma zmieniona terapeutke. Chodzimy do innego zupełnie miejsca.
    I co ja mogę powiedzieć? Ze mam wrażenie że terapia córce wcale nie pomaga. Przez rok czasu stan córki bardzo się pogorszył. Trudno więc jakoś wierzyć mi w super uzdrawiające działanie terapii.
    Sama chodziłam i chodzę na terapie widzę że mi jedynie leki. Dodam, że w terapi z przerwą oczywiście jestem ok 5 lat.
    Właśnie skończyłam terapię grupowa Dla dda.
    Jedyne co nam próbowano wbic do głowy to to że jak nie zaufamy ludziom to będzie nam ciężko.
    No ja to wszystko wiem i co z tego?
    Mało tego życie uczy mnie ze niewarto ludziom ufać.
  • 14.11.17, 13:35
    Moim osobistym zdaniem to sytuacja domowa jest powodem. Wyglada na to, ze runal jej caly fundament na ktorym budowala siebie, a tym byla rodzina. Tu nie chodzi o to, ze rodzice sa dalej dla niej, ze wszystko jakos sie ulozy, bo dla niej to "jakos "nie istnieje. Bylo biale jest czarne. Nic nie bedzie jak przedtem. Ja rozwiodlam sie jak syn mial trzy lata. Teraz jako nastolatek, jest bardzo wyczulony jesli chodzi o gwaltowniejsza wymiane zdan miedzy mna, a mezem, nie daj Boze jedno na drugie sie obrazi. Od razu zaczyna mediacje, jak juz po wszystkim to dopytuje, czy aby na pewno wszystko wyjasnione, czy jeuz sie na siebie nie boczymy. Nawet prosi nas, abysmy sie przytulili i on sie dotula do nas. To jest juz wielki 16 letni chlopak. Podejrzewam, ze gdyby u nas mialo byc rozstanie to mialabym z nim podobny klopot . Leki jedno, ale psycholog drugie i w tym wypadku chyba znacznie wazniejsze. Czy ona nie ma jeszcze kogos z kim lubi byc, rozmawiac, czy tylko was i psycholog? Nie wiem, jakos musicie z mezem zmienic priorytety, ja wiem, ze zycie, praca, obowiazki, ale wy ja calkiem stracicie. Nie miej mi za zle, ale ja osobiscie wyczuwam nawet takie zniecierpliwienie w twoich wpisach," no kiedy to sie wreszcie skonczy, bo my juz nie dajemy rady"

    --
    Znasz mnie
    Spałam gdy się kończył świat
    www.youtube.com/watch?v=LFB2PI_cW4w
  • 17.11.17, 22:27
    nova_33 napisała:
    > Próbuję z nią rozmawiać, dopytywać się jak mogę jej pomóc. Ona twierdzi, że naw
    > et jakby było idealnie to ona i tak nie widzi sensu życia.

    Mocno myślę o tym, że w kontekście zdrowia córki kiedyś pojawił się zespół Aspergera.
    Jeśli to rzeczywiście Asperger, terapia raz w tygodniu to może być za mało, a poza tym powinna być prowadzona przez kogoś, kto rozumie Aspergera, wie jakich efektów terapeutycznych można oczekiwać, jakie zadania dawać do samodzielnej pracy.
    Asperger może oznaczać codzienny ból wynikający z nadmiaru niezrozumiałych bodźców i braku umiejętności społecznych, smutek może być wynikiem bezradności w tej sytuacji, a płacz może być zrzucaniem napięcia i ulgą.
    Piszę to z dużym naciskiem na "może" bo za mało wiem, żeby coś pisać "na pewno". Ale jeśli inne opcje nie pomagają, może to jest wątek do rozważenia?

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • 18.11.17, 07:08
    Doczytałam w innym wątku, że temat Aspergera już jest poruszany.
    Jedyne co przychodzi mi do głowy to rozmowa z neurologiem który się na tym zna, żeby powiedział, jak córka może czuć świat. Bo może być tak, że różne bodźce są dla niej tak irytujące, że marzy tylko o płaczu pod kołdrą z bólu i bezradności. W szpitalu i po szpitalu była spokojna i w miarę pogodna to znaczy, że ma to w repertuarze zachowań. Pytanie co ją tak drażni w świecie poza szpitalem że zmienia się w szlochającą rozpacz. Może neurologia coś tu wyjaśni. Ona sama może nie zdawać sobie sprawy z tego, że pewne dźwięki, bodźce, tłok czy coś innego to dla niej to coś, co ją przerasta. Zapewne też nie akceptuje tego, że jest inna niż większość nastolatków.
    Pytanie jak ją prowadziła ta terapeutka od terapii indywidualnej: uwzględniała jej deficyty neurologiczne czy pchała w stronę przerobienia jej na kogoś neurotypowego, wbrew oczywistym przeciwskazaniom?
    Asperger to także często zasadnicze i dość sztywne przestrzeganie zasad, więc rozwód rodziców może być dla niej zjawiskiem którego nie rozumie i się boi bardziej niż inne dzieci. Jeśli jest bardzo inteligentna, może za elokwencją chować kompletne niezrozumienie świata i zagubienie w nim.

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • 18.11.17, 08:54
    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
    Oczywiście pierwsza terapeutka nie prowadziła córki dobrze, bo zmuszała ją do rzeczy, których córka nie mogła podjąć.
    Im bardziej córkę zmuszała do podejmowania pewnych działań i pokonywania swoich leków tym bardziej cóka zamykala się w sobie.
    Pisałam już parę razy że ja nie bardzo zgadzałam się z radami terapeutki, ale wszyscy wokół mówili mi, że cóa mną manipuluje i nie powinnam zgadzać się na to by sobie w spokoju siedziała w pokoju i nie podejmowała działań bo wyrządzam jej krzywdę.
    Tak więc stosowałam się do rad terapeutki. Czułam że córka może mieć zespół aspergera bo ok dwa lata temu psychiatra zdiagnozował u niej całościowe zaburzenia rozwojowe.
    I zalecił terapię.
    Ponieważ corka jest bardzo inteligentna to swoim wyuczonym zachowaniem zamaskowała te zaburzenia.
    I terapeutk nie zgadzałączy się z diagnoza psychiatry.
    Przez prawie rok, kiedy chodziła na terapię psycholog nie zauważył żadnych zaburzeń u córki.
    Ciągle tylko słyszałam że dziecko mną manipuluje i ze nie ma żadnych powodów do obaw, że nie ma żadnej depresji.
    W szpitalu zespół specjalistów po dokładnej obserwacji z całą pewnością stwierdził u niej zespół Aspergera.
    Ja odetchnęłam z ulgą, bo wiedziałam że moje przypuszczenia były dobre. Zmieniliśmy też za namową lekarzy szkołę córce.
    I na szczęście czuje się tam bardzo bardzo dobrze.
    Na terapię grupowa nie chce chodzić.
    W.szpitalu czuła się dobrze ale bardzo zaczęło ją drażnić to ze często zmieniali się pacjenci.
    Ona lubi stałość.
    Jeszcze raz dziękuję za konstruktywna radę.
    W tej chwili umawiam się na konsultacje do psychologa, który jest specjalistą od zespołu aspergera
    ZNlazm też grupę wsparcia.
    Bardzo mi pomógł twój post.
  • 18.11.17, 15:57
    nova_33 napisała:

    > Oczywiście pierwsza terapeutka nie prowadziła córki dobrze, bo zmuszała ją do r
    > zeczy, których córka nie mogła podjąć.
    > Im bardziej córkę zmuszała do podejmowania pewnych działań i pokonywania swoich
    > leków tym bardziej cóka zamykala się w sobie.

    Szkoda, że terapeuci nie ponoszą żadnych konsekwencji za swoje błędy diagnostyczno-terapeutyczne.
    Kłopot w tym, że wielu ludzi myśli tak: dziewczynka wygląda normalnie, mówi mądre rzeczy, więc zapewne stać ją na więcej i więcej. A prawda jest taka, że dziecko z Aspergerem porusza się w świecie jak turysta we mgle i do tego bez mapy. To bardzo męczące. Wiele osób z Aspergerem nadrabia deficyty intelektem, ale różnica między nimi i neurotypowymi jest taka, że Asperger musi się nauczyć reagować i potem dobrać reakcję do sytuacji, a neurotypowy reaguje automatycznie, bez zastanowienia i wysiłku. Zmęczony Asperger może codziennie potrzebować odreagowania i wypoczynku, a jeśli nie rozumie tego, co się z nim dzieje, może doświadczać frustracji i ogromnej złości na samego siebie.

    Tak jeszcze myślę o tym jak ją przygotować do rozwodu rodziców. Myślę, że potrzebna jest bardzo jasna granica: dziecko, to nie Twoja sprawa. Decydują rodzice. Masz prawo się złościć i nie zgadzać, ale jesteś dzieckiem i rodzice swoje sprawy załatwiają sami i zawsze będą Cię kochać najlepiej jak potrafią.

    Mów córce o tym, że Aspergery mają wiele zalet: bywają doskonałymi analitykami, twórcami, naukowcami, informatykami, są uczciwi, uporządkowani i lojalni. I że w życiu nie liczy się stado znajomych, tylko kilku przyjaciół, na których można polegać.

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.