Dodaj do ulubionych

Wiem ze nie jestem sam. Prośba o radę.

01.01.18, 11:24
Mam 30 lat i jestem osobą zadłużoną na okolo 120 tys. Zarabiam 2700zl miesiecznie z czego 2300 oddaje na spłaty. Mój dług wynika z tego jak zostałem kiedyś potraktowany przez grupę ludzi i problemow psychicznych z tym zwiazanych. Przez 10 lat żyłem z nieustannymi myslami samobójczymi, prześladowany, torturowany i gwalcony psychicznie przez znajomych jak i obcych ludzi. Paranoja jakiej sie nabawilem sprawila ze sam w dużej mierze jestem sobie winny. Bardzo często siegalem po narkotyki co potegowalo moja depresję i dlugi. Od prawie roku moge szczerze powiedziec że udało mi sie moja paranoje zwalczyć. Mimo żalu i traumy z tym zwiazanej chcę isc z podniesioną glowa przed siebie.Mimo tego co mnie spotkalo wierze w dobro ludzi. Mimo tego ze od roku staram sie szczerze o tym rozmawiac szukajac wsparcia i pomocy niestety bez skutku wierzę w to. Zamkniety w sobie złośliwy chamski wiecznie obrazony szukający dziury w całym bezcelowo brnolem przed siebie. Dzięki temu wyrobilem sobie w domu czy pracy taka a nie inna opinię. Cheć zmiany jak i zmiana samego siebie jest trudna i potrzebuje czasu. Bardzo bym chciał zacząć wszystko od nowa w innym miejscu. Zadbać o swoją rodzine uczcowie pracować i spłacić długi. Mam malutką córkę dla której zrobię wszystko i nie pozwolę żeby cierpiała za błędy które popełniłem. To jest siła która sprawia ze mi się chcę i ide do przodu.

Czy według was mogę oczekiwać pomocy ?
Gdzie jej szukać i jak to zrobić?
Co powinnienem dać od siebie żeby zostać wysluchany i zrozumiany?
Edytor zaawansowany
  • megan.k 01.01.18, 13:45
    Jakiej pomocy oczekujesz?
    Powinieneś być szczery, a czy na pewno jesteś?
    Zrobisz dla córki wszystko, więc niestety będziesz musiał chyba ją teraz krócej widywać, gdyż bez drugiego etatu tego długu nie spłacisz, a nikt tego nie zrobi za Ciebie. Możesz wybrać się do doradcy finansowego, który pomoże Ci ogarnąć temat i zaplanować spłatę długu. Czy już myślałeś o tym? Na pomoc opieki społecznej też prawdopodobnie nie możesz liczyć, bo skoro pracujesz, to nie spełniasz kryterium dochodowego. Mogą Ci jedynie coś doradzić.
  • mardaani.74 01.01.18, 20:59
    pytania jakie nasunęły mi się po przeczytaniu wpisu
    Jakiej pomocy potrzebujesz? chodzi o psychiatrę? prawnika? doradcę finansowego?
    w jakim sensie "dać od siebie żeby zostać zrozumianym"?, żeby zostać zrozumianym należy wytłumaczyć ludziom o co Ci chodzi, dawanie nie ma tu nic do rzeczy, chyba żeby w zamian dać swoją uwagę i swoje współczucie, coś w tym sensie.
    co to znaczy torturowany i gwałcony psychicznie?
    Dlaczego chcesz zaczynać w innym miejscu, i jeśli tego chcesz dlaczego nie możesz tego zrobić?
    pracujesz, więc za kilka lat spłacisz długi, taka bolesna lekcja od życia, ale jak sam piszesz, zrozumiałeś swoje błędy i idziesz do przodu, masz silną motywację. Czego potrzeba więcej żeby wyjść na prostą? chyba tylko czasu i wytrwania w swoich postanowieniach.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 02.01.18, 06:07
    Do mardaani.74
    Czy nie masz takiego wrażenia, że autorowi tego wątku wcale nie chodzi o rady, tylko o pomoc bardziej konkretną, bo on sam wcale nie jest zdecydowany, żeby rozwiązać swoje problemy samodzielnie i ponieść konsekwencje za swoje błędy życiowe?
    Mnie do takiego myślenia skłonił tytuł wątku "Wiem że nie jestem sam". Niestety w przypadku spłaty długów jesteśmy sami, chyba że długi zostały zaciągnięte np. na leczenie bliskiej osoby, wtedy może pomóc jakaś fundacja.
  • artekbartek87 02.01.18, 16:42

    W wieku 19 lat w ramach zemsty przez 2 osoby zostalem pomowiony o to ze mam "małego". Niby nic takiego w koncu to nie jest prawda ale cala sytuacja jest o tyle chora ze plotka roznosila sie bez moje wiedzy. W przeciagu 2 kolejnych lat zaczeli mnie odwiedzac do tej pory nieznajomi ludzie zapraszajac na imprezy spotkania spacery. Wszytko to żeby sie wyśmiewać ze mnie. Ludzie na ulicy których mijalem pokazywali na mnie palcami wykrzykiwali dziwne teksty. W przeciagu tego czasu caly czas nie mialem pojecia co sie dzieje swiat nagle stal sie dziwny i irytujacy. Ja z radosnego pelnego dobra i optymizmu chlopaka zaczynałem byc taki sam. Dopiero po 2 latach kiedy na jednej imprezie doszlo do mnie o co chodzi i rozmowie z odpowiedzialna osoba za to wszystko, przeprosinach i przyznaniu sie , zrozumialem. Jednak nie oznaczalo to końca bylo z czasem jeszcze gorzej. Fałszywe przyjaźnie ucieczka do innych miast w poszukiwaniu nowych znajomych gdzie i tak w koncu ktos kogoś znal ktos komus powiedział i robioneo ze mnie klauna. Cala historia jest bardzo długa i nie jest tylko moja hora wyobraźnia. Zaciąganie kredytów kupowanie różnych zeczy żeby sobie wynagrodzić ból strach cierpienie. Palenie marihuany gry komputerowe zamykanie sie przed rodzina to byla moja reakcja na to wszystko. Bylem chory nie myślałem trzeźwo w głowie mialem tylko 2 rzeczy... Jak to wszystko zmienić a jak sie nie uda to jak sie zabic. Tak jak pisałem nie mam juz z tym problemów jednak w glebi duszy nie umiem sobie poradzic z tym ze przez to wszytko mam straszne długi. Nie chcę mi sie bardzo często żyć mimo mojej córki mam myśli ze najchętniej rozpiepsze sie samochodem oni dostana kase z ubezpieczenia i będą szczesliwi..... Bez taty nieudacznika który mogl wszytko a nie ma na mleko dla dziecka... Moglem zajac daleko moglem miec juz wiele dobrych rzeczy za soba... Zostala mi odebrana czastka mnie został zmieniony moj harakter sopstrzeganie mojej osoby przez rodzinę... i czesto przez samego siebie... Mam problemy z sexem z pracą i emocjam tylko i wylacznie przez te dlugi bo one caly czas przypominaja mi to piekło. Nikt mi nie pomaga bo dla wszystki to sa tylko długi jednak dla mnie to przeszłość ktorej musze sie pozbyć jak najszybciej ....
  • megan.k 02.01.18, 17:32
    Dla mnie wygląda to na urojenia, tak odbieram ten ostatni post, tym bardziej, że nie uzyskałyśmy odpowiedzi na konkretne zadane pytania.
  • mardaani.74 02.01.18, 17:35
    no bo to są urojenia, jeżeli człowiek uważa że tego typu głupie żarty powodują że całe miasto "dziwnie" się patrzy, ludzie na ulicy pokazują palcami itd to w najlepszym razie skrajny przypadek fobii społecznej, oby nie coś innego.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 02.01.18, 17:48
    Najgorsze w tej sprawie jest to, że przez Forum nie ma możliwości pomóc temu człowiekowi, bo on prawdopodobnie nie zrozumie konieczności skorzystania z pomocy psychiatry.
  • mardaani.74 02.01.18, 17:52
    nie ma co zakładać z góry, może doktor Porczyk jakoś ładnie mu wyjaśni i przekona do wizyty u specjalisty, trzeba wierzyć w ludzi. Nie pójdzie dzisiaj, to przemyśli i za miesiąc dwa pójdzie i uzyska pomoc.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 02.01.18, 17:59
    Ale osoba, która ma urojenia, wierzy, ze ma rację, że tak jest naprawdę. Dopiero ktoś z otoczenia jest w stanie pomóc takiej osobie, najczęściej zawożąc ją do szpitala. Ja też liczę w tej sprawie na Pana Doktora.
  • mardaani.74 02.01.18, 17:33
    Nieprawdopodobne że coś takiego aż tak Cię sponiewierało. Obawiam się że Twoje problemy sięgają głębiej niż myślisz. Czy konsultowałeś Twój stan z psychiatrą?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • artekbartek87 02.01.18, 18:27
    Tak byłem u specjalisty ale trudno oczekiwać pomocy jeżeli z gory zaklada się ze sobie to wszystko uroilem i biore narkotyki. Po wizycie bylo jeszcze gorzej bo oczekiwalem zrozumienia i pomocy a dostałem osąd i wyrok.
  • megan.k 02.01.18, 18:39
    A bierzesz, to przecież można łatwo sprawdzić? Lekarz tego nie zrobił? A więc lekarz psychiatra też uważa, że to urojenia. A co działo się dzisiaj? Jak minął Ci dzień?
  • artekbartek87 02.01.18, 18:22
    Nie muszę jechać do szpitala. Nie mam juz żadnych urojen czy fobi. Sam zrozumiałem i wyszedłem z tego bagna. Zgodzę sie ze dużo rzeczy mogłem sobie sam dpowiadać ale napisze po raz kolejny ze to co mnie spotkało NIE jest tylko i wylaczne moja wyobraźnia. Mam za sobą rozmowy z kolegami którzy jasno stwierdzili ze sami sie wysmiewali. Pare razy podsluchalem rozmowy z których jasno wynikalo ze to jest dobra zabawa dla nich i sie zastanawiaja kiedy zeswiruje. Osoba ktora to wymyśliła przyznala sie do tego WIĘC prosze czytać ze zrozumieniem bo to juz mam za sobą. Teraz nie umie sobie poradzić z długami z tym że dałem sie wplatac w takie coś. Najchętniej bym poszedł do sadu pozwał te osoby za to ze zadrwily z mojego życia. Lubie ludzi jestem otwarty szczery i komunikatywny.
  • megan.k 02.01.18, 18:26
    A jaki jest związek przyczynowo-skutkowy między głupimi żartami kolegów z wczesnej młodości, a Twoimi długami?
  • megan.k 02.01.18, 18:35
    Związek między tymi żartami z przeszłości a Twoim zdrowiem psychicznym widzę wyraźnie, ale między kredytami nie. Nie każda osoba, która ma problemy ze sobą bez względu na to, co jest tego przyczyną, zaciąga kredyty. Zrozumiem, jeśli masz zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową, wówczas zaciąganie kredytów jest jednym z objawów tej choroby, chociaż oczywiście nie u wszystkich chorych ten objaw występuje. A tak z ciekawości zapytam jeszcze, dlaczego nie odpowiadasz, na zadane przez nas pytania. Tylko wtedy można mówić o rozmowie między ludźmi, inaczej to jest monolog, a nie o to chodzi na tym forum. Jeśli chciałeś się tylko wygadać, trzeba było to po prostu zasugerować, ale Ty prosiłeś przecież o radę.
  • dkmn 02.01.18, 19:34
    Ile masz tego długu?
  • mardaani.74 02.01.18, 21:34
    widzisz, z wielu osób się wyśmiewają, nawet ładne i miłe osoby doświadczają hejtu, zwłaszcza w wieku nastoletnim, w sumie każdy jakąś łatkę dostaje od rówieśników ale to nie powoduje że całe życie lega im w gruzach, że żyją po dyktando tego wyśmiewania, że całe życie im upływa na kontestacji i doszukiwania się w ludziach czy "wiedzą czy nie wiedzą" czy się śmieją czy się nie śmieją za plecami. Taka reakcja na krytykę to jest nadreakcja, pewnie związana z jakimiś zaburzeniami psychicznymi, czy to fobią, czy depresją, czy nerwicą natręctw. Coś w Twojej psychice ta sytuacja wyzwoliła i moim zdaniem bardzo byś skorzystał na leczeniu i psychoterapii, ale tak długo jak będziesz uważał że sam sobie poradzisz z tym co się działo w przeszłości a co wpłynęło na teraźniejszość to nie wiem co Ci poradzić.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 02.01.18, 21:35
    chyba że chodzi tylko o branie na litość i wsparcie finansowe

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 02.01.18, 21:43
    Może masz rację. Rozumowanie, że ktoś inny może/powinien spłacić moje długi ,też jest swego rodzaju urojeniem, złym odbiorem rzeczywistości.
  • dkmn 02.01.18, 21:55
    Wątpię żeby ktoś myślał, że znajdzie sobie tutaj sponsora. Chociaż w sumie to wszystko jest możliwe. Ja powiem od siebie, że sprawy finansowe wywołały u mnie potężne lęki i generalnie było nieciekawie. Pomimo, że jestem niemal pewien, że to była sprawka olanzapiny to przekonałem się jak sprawy finansowe potrafią pociągnąć w dół. A to wszystko pomimo tego, że jestem raczej zaradny, nie mam żadnych długów a za to sporo oszczędności. Tak w zasadzie to praktycznie bez powodu w pewnym momencie myślałem, że skończę jako pasożyt na utrzymaniu rodziny. Dług to straszne obciążenie ja raczej bym sobie z tym nie poradził. Pewnie dostałbym hipomiani i spieprzył do ciepłych krajów.
  • mardaani.74 02.01.18, 22:31
    w depresji włącza mi się tryb "umrę z głodu pod mostem" i zaczynam dusić kasiorę i jestem ogólnie skąpiradło, na szczęście lekka ręka do pieniędzy w hipo w moim wykonaniu jest dość stonowana i nie narobiłam sobie nigdy długów, ale uczucie "raz się żyje" nie jest mi obce.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 02.01.18, 23:44

    Wywołują mnie Panie jakby do tablicy, czemu się nie dziwię. Nie włączałem się, bowiem autor wątku rzeczywiście nie sformował jasno swoich oczekiwań i pominął szereg postawionych ważnych pytań, co utrudnia odpowiedzenie mu w pomocny i sensowny sposób. A jednak pisze Pan dosadnie, zwracam się teraz do p. artekbartek87, o swoim cierpieniu i niemożliwości wyrwania się z kręgu uporczywego myślenia o swoich długach. Pisze Pan, że Pana otoczenie, nie wiem czy rodzina, czy przyjaciele, widzą tę sprawę jako rzecz, która nie powinna jednak w tak dużym stopniu obciążać Pana nerwowo i psychicznie. Moim zdaniem padły już w tym wątku dobre dla Pana rady. Podobnie jak p.p. megan.k i mardaani74 mam wrażenie, że to, co Pan pisze o okresie, jak to wtedy Pan odbierał, dręczenia i śmiania się z Pana, wygląda na dużą nadwrażliwość, a nawet mógł to być okres chorobowych urojeń. Sam Pan zresztą pisze o tym czasie, że "byłem chory nie myślałem trzeźwo w głowie". Ja też sądzę, że może być tak, że obecne obsesyjne myślenie o długach może być kontynuacją tamtego okresu chorobowego. Nie mam podstaw sądzić, że długi są jakąś imaginacją. Możliwe, że są całkowicie realne. Jednak sposób w jaki przeżywa Pan tę sprawę, w jaki ją „rozbudowuje”, może wiązać się ze złym stanem zdrowia, np. depresją albo inną chorobą nerwową. Rada, która tu padła, żeby skonsutowal Pan stan swojego zdrowia nerwowego u lekarza, jest jak najbardziej trafna. Jeśli, z jakiś powodów, nie ma Pan zaufania do lekarza, u którego złożył Pan wcześniej wizytę, niech wybierze Pan innego. Dopiero mając jasność co do swojego stanu zdrowia (i w razie potrzeby korzystając z pomocy lekarza albo psychologa) może Pan sensownie myśleć w jaki sposób przezwyciężyć swoje trudności.
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • ekspert.grupa_synapsis 02.01.18, 23:39
    Szanowny Panie,
    Rozumiem, że szuka Pan wsparcia i zrozumienia. Dobrze, żeby Pan trafił na specjalistę, przy którym nie będzie się Pan czuł oceniany. Niestety proces diagnozy wymaga nazywania różnych problemów i czasami się zdarza, że można to odczuwać jak etykietowanie. W gorszym stanie psychicznym człowiek jest bardzo wrażliwy i może być bardzo wyczulony na krytykę. Nie do końca jest dla mnie jasne, jakiej pomocy Pan oczekuje? Wydaje mi się, mógłby Pan skorzystać i z konsultacji u lekarza psychiatry, który mógłby z Panem się zastanowić, czy są objawy, które wymagałyby leczenia oraz z konsultacji u psychologa, z którym mógłby Pan rozmawiać o tym, co Pana martwi. To bardzo dobrze, że podjął Pan wysiłek, żeby różne rzeczy zmieniać. Trzeba też zdiagnozować na jakim etapie jest ten "problem z narkotykami", o którym Pan pisze. Jeśli to jest uzależnienie, to potrzebna może być odpowiednia terapia. Dobrze, żeby udało się nawiązać kontakt z jakimś specjalistą, którego uwag nie będzie Pan odbierał jako "wyroku" i oceny, ale to też może wymagać od Pana trochę zaufania na początek,
    Pozdrawiam,
    Joanna Jaroszek, psycholog


    --
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.