Dodaj do ulubionych

Od 2 tygodni śpię po 2 godz na dobę, nie jem i

02.01.18, 07:23
Nie daję rady. Zona chce rozwodu ma romans. Nie wytrzymuje psychicznie a dzis do pracy.
Edytor zaawansowany
  • megan.k 02.01.18, 07:32
    A jakie były Wasze relacje przed romansem żony? Czy bierzesz coś na uspokojenie i na sen bez recepty? Może warto spróbować, żeby jakoś przetrwać ten kryzys.
  • griswold79 02.01.18, 07:46
    Byly problemy. Jestem obwiniany o wszystko. Ma racje bo nie mam sil sie bronic. Przepracowanie obojga, kryzys ze lata jej leca. Zmienia zycie. Ja trace ja, syna. Zrypalem wiele spraw ale nie az tak. Ustalilusmy plany, byla motywacja. 24 godziny pozniej ze mna skonczyla. Poznala kogos i by uciec poszla na latwizne i wskoczyla do lozka. Mam antydepresant ale jeszcze nie dziala. Na sen mialem ale dal po 2 godz snu. Musze dobrac.
  • megan.k 02.01.18, 13:01
    Może na początek warto by było przeanalizować sprawy, o które jesteś obwiniany. W przypadku rozstań/rozwodów zazwyczaj winne są obie strony, nawet .jeśli zdradza tylko jedna. Zastanów się, czy możesz spełnić oczekiwania żony. Macie syna, w takim przypadku tak szybko nie podejmuje się decyzji o rozwodzie. Może warto po prostu powalczyć o żonę, ale nie robiąc jej wyrzutów, tylko sprawiając przyjemności. Czy miałeś depresję zanim żona nawiązała romans, czy też depresja pojawiła się na skutek tych przeżyć? Może to właśnie Cię zmieniło i stąd te nieporozumienia. Antydepresanty mają skutki uboczne, które mogą być niekorzystne dla związku.
  • mardaani.74 02.01.18, 17:39
    na teraz farmakoterapia, a jak trochę fizycznie się wzmocnisz to psychoterapia, bo zamotany jesteś jak kłębek.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 02.01.18, 17:52
    Ale równocześnie można pomyśleć o ratowaniu związku, chyba jeszcze nie wszystko stracone.
  • mardaani.74 02.01.18, 21:38
    w takim stanie to można jedynie zamienić się w formę przetrwalnikową. Można za to się umówić że ostateczne decyzje dotyczące związku odroczy się w czasie.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • griswold79 03.01.18, 03:11
    Ostatnie 2 miesiace miałem kryzys. Coagła praca zmęczenie. Brak czułości, ciepła. Nie wytrzymała, koniec zwiazku, chęć rozwodu. Kochanek. Teraz jestem w pracy na nocce, a on u niej. Czuję, że mam dość życia. Nie odzyskam jej. Tylko leżę i sufit. Antydepresanty jeszcze nie działaja.
  • megan.k 03.01.18, 06:44
    A próbowałeś odzyskać żonę? Jeśli nie spróbujesz, nie odzyskasz na pewno. A możesz zamienić pracę w nocy na pracę w dzień, może nie należy stwarzać im okazji do spotkań?
  • griswold79 03.01.18, 07:52
    To nic nie da. Mielismy dotrwac do 15.01 gdy zmieni prace i bedziemy mieli wspolne weekendy
  • megan.k 03.01.18, 08:36
    Nie trzeba mieć wspólnych weekendów, żeby zadbać o żonę na co dzień, to trzeba robić codziennie, jeśli myśli się o związku poważnie. Jeśli chcesz mieć partnerkę tylko na weekendy, to może trzeba się właśnie rozwieść dla dobra żony i pomyśleć o jakim niezobowiązującym układzie z nową partnerką.
  • griswold79 03.01.18, 09:43
    Szanuje opinię. Jednak pracuje na nocki w tygodniu i czlowiek nie do konca jest soba nawet odsypiajac. Owszem zawaliłem, zdecydowala sie odejsc i zdradzac. Coz moge.
  • dkmn 03.01.18, 10:41
    Nie bardzo wiem dlaczego piszesz, że coś zawaliłeś. Choroba to choroba a małżeństwo nie jest tylko na dobre chwile. Powiem dosadnie: ja bym tam gnojkowi wybił wszystkie zęby a zdradliwą sukę pogonił na cztery wiatry.
  • megan.k 03.01.18, 21:28
    Z tego, co zrozumiałam, wynika chyba, że choroba zaczęła się dopiero po zdradzie żony, więc nawalił wcześniej i się do tego uczciwie przyznaje.
  • dkmn 03.01.18, 21:43
    Griswold czuje się winny ale nie koniecznie wina leży po jego stronie. Przeczytałem dokładnie ten wątek i nigdzie nie wywnioskowałem żebyś zrobił coś co mogłoby usprawiedliwić to co zrobiła Twoja żona. Ludzie w depresji zawsze biorą wszystkie winy na siebie i czasami jest to w podły sposób wykorzystywane. Podstawą jest to żebyś nie dał sobą pomiatać. A tutaj mam wrażenie, że Twoja żona i jej fagas śmieją Ci się w twarz. Problem sam się nie rozwiąże a Twoja żona jakoś do takiego rozwiązania raczej nie dąży. Podtrzymuje to co napisałem w poprzednim wpisie. Czasami najprostsze sposoby są najlepsze.
  • megan.k 03.01.18, 22:12
    Uważasz, że żona powinna być wierna mężowi nawet, jeśli on się od niej oddalił i nie pielęgnuje tego związku ? Czy taki mężczyzna, Twoim zdaniem, nie zawinił? Czy kobieta ma obowiązek znosić każde zachowanie swojego męża? Czy ona nie ma prawa być szczęśliwa?
  • dkmn 03.01.18, 22:53
    Nie musi być wierna ale wtedy nie ma przeważnie już co ratować. Proszenie na kolanach kogoś żeby wrócił to raczej nie jest dobre rozwiązanie. Kobiety błędnie zakładają, że od pielęgnacji związku jest mężczyzna. To powinno działać w dwie strony a nie tylko dogadzanie żonie i spełnianie wszystkich zachcianek a jak zdradzi to z kwiatami na kolanach i prosić o wybaczenie? Zwróć uwagę kto tutaj jest poszkodowany. Kompletnie nie rozumiem dlaczego stajesz po stronie tej kobiety. Rozumiem kobiecą solidarność ale bez przesady. Ja bym sobą nie dał pomiatać.
  • megan.k 03.01.18, 23:20
    Przeczytaj jeszcze raz moje wcześniejsze posty. Ja namawiałam autora wątku do ratowania tego związku. On nic nie napisał o tym, że to żona w jakiś sposób zawiniła, przed zdradą oczywiście. Masz rację, że związek muszą pielęgnować oboje partnerzy, ale autor wątku nic nie napisał o tym, że żona tego nie robiła przed zdradą. Moim zdaniem żona potrzebowała bliskości, której nie miała w związku z mężem, stąd ten romans. Gdyby autor wątku udowodnił jej, że mu nadal na niej zależy (oczywiście czynem a nie tylko słowem), to myślę, że ona by do niego wróciła. I to nie byłoby żadne błaganie na kolanach, jak to nazwałeś. O kobietę trzeba czasem po prostu powalczyć.
  • griswold79 04.01.18, 01:40
    Sa momenty w życiu, że człowiek jest rozkojarzony, zmęczony i skupia się na czym innym. I nawaliłem. Ale to 12 lat razem, a oddaliłem się na ile 3? Maksimum 4 miesiace. Duży czytałem. Moja żona jest nacechowana postawa kobiety bluszcza. Daje 200% ale tyle oczekuje, a ja nie byłem w stanie widocznie tyle dać. Musi mieć milość uczucie i czuć je non stop nawet gdy wiedziała że ja bardzo kocham. I przeskoczyła od razu na inna gałaź by mieć to z kimś innym. Nie ma miejsca na kryzysy. Nie było u nas normalnych kłótni bo była furia, nie było rozmów no pojawiała się irytacja. Ja przewartościowałem życie. Ona też postanowiła popracować na zwiazkiem. 24 godz po tej rozmowie zakomunikowala że to koniec. W miedzy czasie poznala kochanka. Wystarczyła chwila i 12 lat do kosza. Uważam, że roznie bywa ale to co się stało jest niewdpółmierne do mojej winy.
  • griswold79 04.01.18, 01:43
    Zakeży mi na niej i bardzo ja kocham, ale stałem się wrogiem nr 1, płachta na byka
  • mardaani.74 05.01.18, 10:03
    i tego nigdy nie zrozumiem , jakby mnie ktoś potraktował w ten sposób to, akcja równa się reakcji, znienawidziłabym i nie chciała widzieć na oczy.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 04.01.18, 05:03
    "Nie było u nas normalnych kłótni bo była furia, nie było rozmów no pojawiała się irytacja."
    Czy to, co napisałeś w zdaniu, które zacytowałam wyżej, dotyczy Twojej żony (furia i irytacja)? Jeśli tak, to może świadczyć o jej jakichś problemach natury psychicznej/osobowościowej? Jeśli piszesz, że kochanka znalazła w międzyczasie, to znaczy, że działała pod wpływem silnych emocji i niekoniecznie jej decyzja była przemyślana. Może należałoby iść w tym kierunku, zaproponować terapię małżeńską. Z Twoich wpisów wynika dla mnie, że jesteś tak zraniony, że nie chcesz/nie potrafisz już walczyć o ten związek. Czasami faktycznie po prostu nie warto, a czasami strona zdradzona nie potrafi wybaczyć. Ale jeśli się kogoś naprawdę kocha, może warto jeszcze szczerze porozmawiać i spróbować zrozumieć. Nie odpowiedziałeś mi jeszcze na jedno pytanie: czy depresja pojawiła się przed czy po zdradzie. To ważne, bo jeżeli przed, to tłumaczyłoby fakt, że nawaliłeś w ciągu ostatnich 4 miesięcy, to mógłby być punkt wyjścia do rozmowy z żoną. Czy szukałeś pomocy u psychologa? Może specjalista potrafiłby Ci lepiej pomóc rozwiązać Twój problem?
  • dkmn 04.01.18, 07:34
    Nie ma znaczenia czy depresja była przed czy po. 4 miesiące to tak krótki okres, że nie ma się nad czym zastanawiać. Megan wg Twojej filozofii wyobraż sobie taką sytuację kiedy Twój mąż po kilkunastu latach małżeństwa zobaczył że przybyło Ci lat, figura nie taka, seks dawno już się znudził i generalnie we wszystkich dziedzinach rutyna i od razu znajduje sobie młodą, seksowną laskę która spełnia wszystkie jego wymagania. A Ty wtedy lecisz do niego na kolanach i obiecujesz, że poprawisz figurę, zrobisz sobie operację plastyczną, będziesz chodzić w seksownej bieliźnie i będziesz uczyć się kamasutry. I to wszystko bo przecież wina była po obu stronach. Coś mi tu nie gra. Nie rozumiem także dlaczego bardzo podkreślasz, że Griswold nawalił. Ja nie widzę niczego w jego postępowaniu co mogłoby wytłumaczyć to co zrobiła jego żona. Odnosząc się do sytuacji Griswolda to moim zdaniem kobiety potrzebują faceta z jajami a nie ciuciumajtka który będzie żebrał o związek. Jak się baba opamięta wróci i przeprosi to można dalej się zastanawiać nad przyszłością.
  • griswold79 04.01.18, 17:09
    Po prostu żona jest tak uczuciowa, że kazda kłotnia to bylo być albo nie być. Najlepiej bylo zamiatać pod dywan i to mnie wkurzalo. Przeciez powiedziala ze to koniec po pytaniu co jeszcze moglbym zmienic by bylo lepiej. Bo zmienilem wiele. Uznala ze za pozno. Dla mnie to szok ktory potrwa. U niej hormony buzuja, jest kochanek. Probowalem rozmawiiac ale Ona bedzie egoistka i teraz pomysli o sobie tylko. Zaluje mnie ale to nic nie zmienia. Kochanek jest i to jej pomaga w realizacji planu by ze mna skonczyc. Daje sile.
  • dkmn 04.01.18, 19:30
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • dkmn 09.01.18, 15:59
    niech żyje cenzura ;)
  • dkmn 09.01.18, 16:01
    to odnośnie postu 04.01.18, 19:30
  • megan.k 05.01.18, 05:16
    My niewiele wiemy na ten temat, więc naprawdę trudno ocenić, kto zawinił bardziej. Ja próbuję się ustosunkowywać do każdej odpowiedzi i jak zauważyłeś zapewne, moje nastawienie do sprawy się zmienia w zależności od kolejnych informacji. Najlepiej jednak pomógłby tu psycholog podczas dłuższej konsultacji.
    W sytuacji opisanej na początku Twojego postu uznałabym, że wina leży po obu stronach. :) Zawsze twierdziłam (zupełnie poważnie), że zaniedbanie się partnera (poza sytuacją, kiedy wynika to z choroby) może stanowić powód do rozwodu.
  • megan.k 05.01.18, 05:20
    Teraz nie tworzy się już "drzewko" i zrobiło się niejasne, na czyj post się odpowiada. Mój poprzedni post był odpowiedzią na wpis dkmn z 04,01,2018, 07:34.
  • griswold79 05.01.18, 05:25
    Wygadałem się kumplowi z pracy. Ledwo zaczałem mówić że żona chce rozwodu to skwitował “no tak, nocki” (pracuje w nocy). I mowi ze czlowiek niedospany wstaje, zamulony. Żona mówi coś, do człowieka mało dociera. I tak miałem też ja. Do tego mowi brak wspolnych wieczorow. A u nas doszła praca żony w weekendy. Od 3 tygodni wziela inna prace by skonczyc prace na weekend. Ja wiedzialem ze nie dzialal tamten system, ona tez. Mielismy przetrwac do swiat nie cisnać sobie. I potem odpoczać I razem iść do przodu. Nie wyrobiła i poszła na łatwiznę. Ona była przemęczna i ja też tylko nie rozumiala co znaczy Praca na noc. A jednoczesnie majac dziecko te opcje razem wybralismy. Może to prosto pisać ale czuje żal, że to zrobiła. Mieliśmy cel...
  • griswold79 05.01.18, 05:27
    Prosta sprawa - by mnie zrozumiała. Bo ja ja rozumialem i chcialem zmian odstawiajac swoje sprawy, hobby itp. Oczywiscie za pozno.
  • megan.k 05.01.18, 07:58
    Rozumiem Twój żal, bardzo mi przykro, ale ja dalej wierzę, że wszystko się jeszcze ułoży, tylko trzeba trochę poczekać.
  • griswold79 05.01.18, 09:11
    Bez szans. Nienawidzi mnie. Wie gdzie bić by bolało.
  • megan.k 05.01.18, 09:35
    To nie pozwól się bić, odetnij się, nie rozmawiaj, nie zwracaj na nią uwagi. Skup się tylko na dziecku i zajmij się swoim życiem, spotkaj się ze znajomymi, zajmij się swoim hobby, a może możesz wziąć trochę urlopu i po prostu wyjechać, sam oczywiście.
  • mardaani.74 05.01.18, 10:16
    Nie bardzo wiem co by się miało ułożyć? żona porzucona przez kochanka ma się mu przyczołgać do stóp? bo chyba tylko taka opcja wchodzi w grę. Pewnie że to też jest możliwe, ale taki związek to już będzie tylko odpłacaniem pięknym za nadobne, czajeniem się, nieświadomym braniem małych odwetów, nie da się odbudować tak straconego zaufania i zawsze z tyłu głowy będzie świadomość tego co się stało. Będzie to tkwić jak cierń. jak dla mnie nie warto.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 05.01.18, 10:37
    Da się, wiele osób tak właśnie zrobiło, wybaczyło i żyje dalej szczęśliwie.
  • mardaani.74 05.01.18, 10:11
    Niewielu ludziom jest dana miłość na lata. Może lepiej rozstać się i zachować w pamięci te lata które były dobre a nie wypominać sobie i szarpać się jeszcze z 5 lat a potem wyszarpać sobie z nienawiścią żyły przy rozwodzie i zniszczyć sobie psychikę. Moim zdaniem ratowanie związków na siłę to kompletnie mija się z celem na dłuższą metę. jeżeli związek ma przetrwać to przetrwa, jeśli nie to choćby człowiek na uszach stawał to nic nie da, tylko będzie głębsza frustracja że tyle starań poszło na marne, uczucie odtrącenia weźmie górę nad wszystkim co było w tym związku dobre. Pułapka utopionych kosztów, trzeba ją sobie uświadomić i nie mylić z miłością.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • griswold79 06.01.18, 07:44
    Ona nie wróci. Muała urodziny kilka dni temu. Twierdziła, że nie pozwoli by uciekał jej jakikolwiek dzień. Miała kryzys że ma już tyle lat I teksty “spójrz na mój ryj”. Taki jakby kryzys wieku średniego u kobiety. Zawsze byłem w nia zapatrzony i uważałem, że przesadza. Dwie noce temu mi groziła gdy chciałem ich sprawdzać z kochankiem, oponoeałem wizytom jego w domu. Twierdzila ze zaprosi kogo chce. Wczoraj miala wystapic o separacje zamiast rozwodu. Ale nic z tego tematu nie było. Nie rozmawialismy. O dziwo duzo dosc spalem. Wieczorem znow byla do 1 w nocy u kochanka, a rano praca. Nie wiem jak ona planuje jesli chce sie mnie pozbyc. Dziecka samego do poznej nocy nie zostawi. Choc rano teraz wiozłem ja do pracy to była grzeczna. O podziale paliwa czy podziale zakupow tematy. Może chwilowo się uspokoiła.
  • dkmn 06.01.18, 08:00
    Mardani.74 Twoje rady są bardzo życiowe. Widzę że wiesz o co w tym wszystkim chodzi. Porady naszych ekspertów są zawsze stonowane, wyważone i regulaminowe i przez to czasami nieprzydatne. Inni znowu cytują książkową wiedzę która nie zawsze ma powiązanie z rzeczywistością. Ciebie w przeciwieństwie do nich warto poczytać i skorzystać z tego co piszesz. Zwróciłem na Ciebie uwagę w kilku ostatnich wątkach i teraz zawsze będę bardziej uważniej czytał to co piszesz. Inni pewnie też to zauważyli ale wiele osób nie potrafi czytać ze zrozumieniem a tym bardziej między wierszami.
  • megan.k 06.01.18, 09:09
    Do dkmn:
    Z Twoich wcześniejszych wpisów zrozumiałam, że Ty też dużo czytasz i stąd bierze się Twoja rozległa wiedza na różne tematy, ale widocznie się myliłam
  • dkmn 06.01.18, 13:54
    Masz rację dużo czytam ale głównie po to żeby potwierdzić albo zweryfikować to do czego doszedłem z własnego doświadczenia. W tematach o których nie mam praktycznych doświadczeń nigdy się nie wypowiadam bo taka wiedza jest moim zdaniem mało użyteczna.
  • megan.k 06.01.18, 14:37
    A jak w takim razie przeszedłeś okres nauki szkolnej, studiów?
  • dkmn 06.01.18, 18:13
    Zawsze uczyłem się tego co mnie interesowało i co później zamierzałem wykorzystać w życiu. Okres nauki przeszedłem bardzo łatwo i bez żadnego wysiłku ale byłem wtedy zupełnie innym człowiekiem niż teraz. Wtedy byłem perfekcyjny do bólu i we wszystkim najlepszy. Teraz jest inaczej. Lat nieco przybyło, siwych włosów, chorób ale i doświadczenia.
  • megan.k 06.01.18, 18:58
    "Wtedy byłem perfekcyjny do bólu i we wszystkim najlepszy."
    Więc jednak mamy coś wspólnego. :) Tylko że mi ta perfekcyjność została i czasami mam z tym problem.
  • dkmn 06.01.18, 20:48
    Wydaje mi się, że u mnie ta perfekcja i dążenie do tego żeby być najlepszym wynikało z lęku przed przyszłością. Lęki które miałem po manii w jakimś stopniu mi to uświadomiły. Moim zdaniem to wszystko musi być w jakimś stopniu wyważone w tym sensie, że żeby być w czymś dobrym trzeba w sobie mieć odrobinę strachu który zmusi do przewidywania tego co należałoby jeszcze zrobić żeby robić coś najlepiej jak się da. W skrócie dla mnie perfekcja to strach i ciągłe myślenie o przyszłości. Brak tego strachu powoduje, że potrafisz na wszystko machnąć ręką ale nic nie wychodzi już tak dobrze. Ale życie jest wtedy na pewno łatwiejsze.
  • megan.k 06.01.18, 21:02
    Ja nie żyję w strachu o przyszłość, ja po prostu lubię wyzwania i rywalizację. Wszystko staram się robić najlepiej, jak potrafię, zarówno zawodowo jak i prywatnie. Lubię wygrywać trudne rekrutacje, osiągać sukcesy zawodowe i nie muszę być wcale doceniana. Sama znam swoją wartość. Alle ostatnio poczytałam trochę o perfekcjonizmie i okazało się, że takie życie może skończyć się niezłym dołem, więc należy trochę odpuścić. :)
  • dkmn 06.01.18, 21:26
    Ten strach w perfekcjonizmie raczej trudno sobie uświadomić. Ale musi istnieć coś co zmusza Ciebie do przewidywania wszystkiego co potrzebne żeby coś wykonać najlepiej jak się da. Może to być strach przed porażką, dezaprobatą szefa, albo że ktoś będzie lepszy niż Ty, że będziesz przeciętna, zwyczajna albo tysiąc innych powodów. To o czym piszesz to taka wewnętrzna motywacja która z czegoś musi wynikać. I nic do tego tutaj ma to że nie wymagasz motywacji zewnętrznej w postaci doceniania. Oczywiście musisz tutaj odróżnić to co dla Ciebie jest pracą do której musisz rano wstać w której zawsze spotkasz się z sytuacjami stresowymi od czegoś co jest zwykłym hobby. Można być najlepszym w czymś co jest Twoim hobby i wtedy motywacje są zupełnie inne niż w przypadku kiedy chodzi o pracę.
  • mardaani.74 06.01.18, 22:44
    ale po co wykonywać najlepiej jak się da?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 07.01.18, 07:11
    W moim zawodzie to konieczne, bo moje błędy spowodowałyby konsekwencje finansowe u pracodawcy. Jeśli pomagam rodzinie czy znajomym też staram się robić to tak, jakbym robiła dla siebie, czyli skutecznie (bardzo lubię pomagać i nie oczekuję na wdzięczność). Ostatnio w przerwie między jedną pracą a drugą perfekcyjne wysprzątałam dom (nareszcie) i mieszka mi się o wiele lepiej, z przyjemnością tu przebywam i tak jak napisała autorka książki "Magia sprzątania" moje życie zaczęło się odmieniać. Wyrzucanie rzeczy (zostawianie tylko tego, co sprawia radość) a potem czyszczenie wszystkiego na błysk to była terapia w pigułce. Kto nie wierzy, proszę sprawdzić (książka jest niedroga, przez internet jeszcze tańsza - max. 34,90 np. w EMPIK-u). Perfekcyjność ma swoje wady, wiem. Może spowodować ciągłe napięcie, stres, ale to tylko w pracy, prywatnie naprawdę sprawia przyjemność.
  • mardaani.74 08.01.18, 00:06
    znam tę książkę :) fakt, poukładanie pionowo w szufladach podnosi komfort użytkowania i szukania. Jednak perfekcjonizm to pułapka, można się łatwo zafiksować i szybko wyzuć z sił na rzeczy dość nieistotne, kosztem istotnych.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 08.01.18, 04:28
    Ale ta książka mówi o czymś więcej niż o poukładaniu rzeczy. Zastosowanie tej metody wyrzucania rzeczy i zostawiania tylko tego, co sprawia radość, to jakby terapia w pigułce, żeby to zrozumieć, trzeba to przeżyć samemu, a nie tylko przeczytać książkę, albo opinie o niej w internecie. Ja stosując tę metodę przez kilka tygodni zamiast 6 miesięcy, jak podaje autorka książki (to świadczy też o tym jak szybko funkcjonuję w życiu), miałam czas również na wiele innych rzeczy. A teraz po zakończeniu porządkowania domu i życia (tak właśnie życia również-o to przede wszystkim chodzi w tej książce), mam czas, jeszcze większą energię do życia i ochotę na realizację marzeń. Przy porządkowaniu domu tą metodą, wracają wspomnienia, człowiek przypomina sobie, co w jego życiu było kiedyś ważne i co właściwie w tym życiu pragnie dalej robić. Myślę, że ta książka i ta metoda to doskonała terapia dla osób z problemami, nie tylko natury psychicznej. Piszę to, bo lubię dzielić się z innymi tym, co mi w życiu bardzo pomogło.
  • mardaani.74 08.01.18, 10:51
    Ogólnie co do uporządkowania otoczenia, wyrzucenia wszystkiego zbędnego, zwłaszcza tego co budzi złe skojarzenia to jestem na tak, to rzeczywiście dla wielu osób jest dobrą terapią, to takie trochę porządkowanie nie tyle mieszkania co głowy. Z tym się w pełni zgadzam.
    Co do książki jak już napisałam znam, czytałam, ale widziałam też film o tej pani i ona ma jak by to delikatnie ująć bardzo nierówno pod sufitem, w zasadzie jej życie składa się z utrzymywania perfekcyjnego porządku i gadania do przedmiotów oraz robieniu z tego szkoleń dla bogatych bab, ja jednak wolę zachować złoty środek.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 04.01.18, 11:00
    Szanowny Panie,
    Myślę, że skorzystałby Pan z pomocy psychoterapeutycznej, więc warto się po nią zwrócić. Na początku mówienie o tym, co się dzieje przyniesie ulgę, a w dłuższym terminie pomoże przyjrzeć się w jaki sposób buduje Pan relacje, co zależy od Pana, a co nie, zrozumieć różne swoje trudności. Psychoterapia daje możliwość pracy nad swoją zdolnością do kochania, pracowania, pozwala się rozwijać, pomaga zrozumieć, dlaczego człowiek znajduje się w takich, a nie innych sytuacjach. Z Pana opisu wynika, że chciałby Pan ratować związek. To ważne, ale też nie wszystko zależy od Pana, może warto byłoby umówić się na powstrzymanie się od ostatecznych decyzji i zgłosić na konsultację dla pary? Dobrze byłoby przestać działać, a próbować myśleć o tym, co się dzieje i rozmawiać, ale to wymagałoby tego, żeby obopólnie się na to umówić. Jeśli zona nie jest do tego gotowa, to dobrze żeby Pan szukał pomocy, wsparcia i rozumienia dla siebie na początek,
    Pozdrawiam,
    Joanna Jaroszek, psycholog

    --
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • griswold79 04.01.18, 17:23
    Dzien dobry. Żona jest ukierunkowana na rozwód i kochanka. Nie myśli głowa. Tłumaczyłem i ona ma takie emocje nowe, że stare nie maja znaczenia.
  • griswold79 05.01.18, 00:42
    Ogolnie zona mnie zalowala i chciala pomoc bym przez to przeszedl. Zgroza. A jak wyszlo ze ma kochanka zmienila front. Rozwalilem jej całe tajemny plan. Niestety obczaila ze ja sprawdzam i kaze sie wynosic albo nie wracac do domu. Niesamowita agresja, a jeszcze moj spokoj ja jeszcze dobija. Dzis wieczorem przybylo mi sił. Oby to utrzymac bo mnie straszy i grozi. Mysle ze troche blefuje bo finansowo bardzo to odczuje. Koszt separacji, rozwodu, wynajmu. W domu ma biuro, pokoj dziecka, szkoła. Przecenia swe mozliwosci by utrzymac dom sama. u mnie podobnie, samemu utrzymac tez problem. Silowanie kto kogo.
  • griswold79 05.01.18, 01:11
    No chyba ze pojdzie po forse do kochasia. Grunt ze zblokowalem jego wizyty bo bedzie musiala sie pilnowac. Aczkolwiek szykuje dziecku traume. A zapraszanie kochanka i polecanie dziecku by nie wychodzil z pokoju to chamstwo. Nie byłem święty ale to co ona robi to taran ktorym chce mnie zmieść. Niech tak robi dalej, to jeszcze sobie zaszkodzi no tylko mnie wzmocni. Moj spokoj tez ja zacznie wykanczac.
  • megan.k 05.01.18, 05:04
    Myślę, że w tej sytuacji dobrze robisz, każąc jej się wyprowadzić, tylko jest problem, co z dzieckiem.
  • mardaani.74 05.01.18, 10:04
    boszz Megan, weź trochę przystopuj bo się normalnie w Bertradę zamieniasz, a może nią jesteś?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 05.01.18, 10:10
    Znając Cię z forum, nigdy nie przypuszczałabym, że popierasz przemoc/nakłanianie do przemocy. Ja uważam, że sprawy zawsze można załatwić pokojowo w sposób cywilizowany.
  • dkmn 05.01.18, 16:00
    Megan.k widocznie słabo mnie znasz :)
  • megan.k 05.01.18, 19:20
    To nie było do dkmn tylko do mardaani.74. :)
  • dkmn 06.01.18, 07:35
    Megan to widocznie ją słabo znasz :)
  • megan.k 06.01.18, 09:12
    Możliwe. W takim razie też będę ją teraz czytać jeszcze uważnie, tylko nie wiem, czy będzie to jeszcze możliwe, bo wracam w wir pracy zawodowej.
  • mardaani.74 05.01.18, 10:06
    tego o kolesiach chyba jednak nie za bardzo, ale we wszystkich wątkach zdradzanych mężów ta porada pojawić się "musi" tak już macie :)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.