Dodaj do ulubionych

Rachunek sumienia

15.01.18, 15:32

Hej,

Dziś ponoć jest najbardziej depresyjny dzień roku. Jakoś nie czułam tego. Rano rower, jakieś tam obowiązki i teraz załamała się pogoda, z ja razem z nią.
Od czasu do czasu, nachodzą mnie jakieś podsumowania mojego życia, osiągnięć (niekoniecznie chodzi o karierę ), no i naszło mnie parę dni temu i choć myśleć o tym nie chce to myśli się "samo".
Nie umiem powiedzieć czy jest coś co bym mogła tylko sobie zawdzięczać. Dlaczego umiałam pomóc i doradzić tylu osobom w życiu, a sobie nie? Dlaczego intuicja mnie zawodziła w przypadkach innych ludzi, a w swoim jej nie słuchałam i ignorowałam?Dlaczego tyle ważnych spraw kładłam na szli losu zamiast od ręki decydować tak jakbym chciała tego, dlaczego nie umiałam mówić "nie" bo np. Martwiłam się o reajcję innych, czemu tyle błędów popełniłam. Dlaczego byłam tchórzem kiedy czułam w sobie siłę to ją tłumiłam? Czemu pozwalałam czasem sobą kierować zamuast walczyć? Dlaczego wcześniej nie pomyślałam by szukać pomocy w poradni? Takich czemu i dlaczego jest masa. Jasne, że nie każdy mój dzień taki był, że potrafiłam żyć ale jednak są momenty które powinny być inne.
Może to efekt wychowania? Tego, że nie miałam za dużej "decydyjnosci" w paru kwestiach?
Wiecie jakiś czas temu mama mi powiedziała "dobrze sobie radzisz, odważna jesteś kiedyś taka nie byłaś " . Jedno tylko odpowiedziałam "bo byłam pod kloszem"
Chyba fakt, że ona lubiła mieć wpływ na moje życie fakt, że bardzo młodo weszłam w wieloletni związek i wyszłam z niego do innego, że tak naprawdę nigdy nie byłam całkiem sama (w sensie realnym bo, mentalnie owszem). Gdzieś we mnie żyje przekonanie "nie umiem, nie dam rady" żyje mała dziewczynka bojąca się decyzji i życia która jednak jakoś daje radę pokonywać przeszkody, żyje też we mnie zepchnieta gdzieś wojowniczka która pewnie bardzo cierpiała kiedy rwała się do działania gdy trzeba było się ratować ale zagłuszałam ją wyimaginowanym poczuciem obowiązku, poczucia winy czy wdzięczności wobec świata i ludzi. Kiedy ta mała wystraszona dziewczynka mówiła jej "udpokój się, nie można nam walczyć, nie możemy nic zmienić, same sobie nie poradzimy, a nie ma nikogo kto by nas zrozumiał, kto by nam pomógł"
A dziś? A dziś od wielu lat jestem szczęśliwa, mam ukochanego męża i dzieci i tylko czasem nachodzi mnie taki rachunek sumienia oraz myśl, że mogłoby tego wszystkiego nie być przeze mnie...
Pożaliłam się, czasu nie cofne, ale i tamte lekcje na marne nie poszły, dziś łateiej zrozumieć innych, pomóc, doradzić... myślę, że re doświadczenia ubogacają moje macierzyństwo bo, wiem czego zrobić nie chcę moim dzieciom....

Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
Edytor zaawansowany
  • dkmn 15.01.18, 21:11
    Nie ma co myśleć nad tym co było kiedyś. Takie rozpamiętywanie chyba dla każdego tutaj jest bolesne. Zawsze znajdziesz coś co można było zrobić inaczej i lepiej. Ważne, że teraz jest dobrze :)
  • martini-7 16.01.18, 09:05
    Naturalnie masz rację. Niestety, jak to w życiu bywa, myśli się samo. Nie wiem po co i w jakim celu, ale jednak myśli się.
    Wiesz, zdumiewa mnie, na moim własnym przykładzie, jak człowiek potrafi sam siebie okłamywać, jak wymyśli sobie jakieś ideały i się ich trzyma choć mu co jakiś czas ciążą. Nie wiem. Wkurzam się na siebie, że kiedy chciałam sama wprowadzić zmiany do swojego życia i już nawet wykonałam pierwszy krok to pozwoliłam by ktoś wpłynął na mnie, na moje poczucie winy, przypomniał mi, że mam zobowiązania, że dałam słowo... Za dużo rzeczy z dzieciństwa, z przeszłości mnie blokowało w życiu. Wyrosłam w braku poczucia własnej wartości, w przekonaniu, że inni wiedzą lepiej, że moje decyzje nie mogą być dobre bo, nie można przecież krzywdzić innych dla siebie, nie mogę podejmować za dobrych decyzji bo, przecież nie znam życia, jestem gorsza od innych, choć nie było to tak całkiem uświadomione we mnie to jednak w jakiś sposób kierowało moim życiem.
    Wiesz, kontrast wnętrza i tego co w nim drzemie i zewnętrznego świata który kazał wszystko racjonalizować, któremu nie mogłam zaufać bo, trzeba było postępować racjonalnie. No i setka innych rzeczy. To musiało skończyć się depresją. I skończyło. Pierwszy poważny epizod sama przeszłam. Sama sobie musiałam poradzić bo, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, na ówczesny partner nie umiał/nie chciał mnie zrozumieć. Umartwiałam się, całą winę za wszystko wzięłam na siebie bo, skoro jego rozumieją wszyscy, a mnie nikt to znaczy, że to we mnie jest problem. Potem co jakiś czas pojawiały się epizodziki. Różne dzieje potem były. Kolejny mocny epizod przyszedł kiedy poukładałam sobie życie na nowo, kiedy to co przez lata drzemało mogło wreszcie rozprostować skrzydła. Ten epizod otworzył mi oczy. Doprowadził do terapii. Czasem wolałabym nie wiedzieć o sobie rzeczy jakich dowiedziałam się dzięki temu epizodowi. Jednak scalił mnie. Wiem, że to nie była moja wina to co się działo kiedyś, że już przy pierwszym epizodzie powinnam odejść ze swojego życia i je zmienić bo, przez to okłamywałam siebie i świat.
    Dziś moja rodzina pyta, czemu do nich nie przyszłam, czemu nie powiedziałam, czemu to czemu tamto. Otóż. Wyrzucili mnie z domu, potem jak jakoś się ogarnęłam byli kochającą rodziną, ja wybaczyłam, potem kiedy i tak wszystko się skończyło wróciłam do domu z braku lepszego wyjścia i co? i urządzili mi piekło. Dwa, albo trzy dni tam wytrzymałam. Potem musiałam odejść bo, jasno dawali mi odczuć, że jestem dla nich hańbą, że przeszkadzam, a poza tym awantury o 2 w nocy mnie nie bawiły. Znowu odeszłam. Kiedy kolejny raz się wyprowadzałam, mówili mi, że nie muszę, że mogę zostać, że przecież jesteśmy rodziną... dziś mamy kontakt, dziś zaczęliśmy wszystko od nowa, a ja się zmieniłam. Choć nie wiem czy jakbym miała znowu takie problemy jak dawniej to bym przyszła prosiła o pomoc. Raczej bym postawiła tylko na siebie. Nie umiem im zaufać tak do końca.
    Plus taki, że wiem teraz, że nie mogę tego samego dzieciom moim zrobić, że muszę tak postępować by wiedziały, że nie będę ich oceniać i zawsze pomogę.
    Może gdyby "nie tamto" życie i gdybym jakimś cudem (pewnie z poczucia obowiązku) zdecydowała się w tamtym życiu na dzieci to bym popełniała błędy których teraz chcę uniknąć. Nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło, ale jednak czasem wraca i boli.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 16.01.18, 09:55
    Cześć Martini. Jak zwykle za dużo analizujesz, dzielisz włos na czworo, brniesz w niepotrzebne podsumowania. Odpowiem Ci cytując bardzo mądre zdanie jakie napisał dr. Porczyk niedawno "Radzę nie wchodzić w teoretyczne dywagacje, bo z tego wiele nie wyniknie. Ani nie proponować teoretycznych analiz innym. Raczej powiedzieć sobie, że zrobiła Pani co należało i zająć się tym na co ma Pani wpływ i co jest bieżącą treścią życia."

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • dkmn 16.01.18, 14:27
    Wiem dokładnie co masz na myśli. Popieram to co przytoczyła Mardaani a jednocześnie wiem, że czasami w odniesieniu do własnego życia łatwiej powiedzieć niż wykonać. Wydaje mi się, że do wszystkiego można odpowiednio podejść jak się jest zdrowym. A jak przychodzi depresja to człowiek przestaje mieć na to wpływ. Ciężko się wtedy uwolnić od analizowania bolesnej przeszłości i ciągłego myślenia o tym, że przyszłość nie będzie kolorowa i analizowania tysiąca czarnych scenariuszy. Wszelkie dobre porady biorą wtedy w łeb i każdy musi sam wykombinować jak sprowadzić własne myślenie na właściwy tor. Jeżeli chodzi o pomoc rodziny a właściwie jej brak to chyba wynika to z tego, że zdrowy człowiek nie za bardzo wie co się dzieje w głowie chorego. Prędzej zrozumie Ciebie ten kto sam to przeszedł.
  • lelum3 16.01.18, 15:16
    Mnie, i pewnie nie tylko mnie, depresja zamyka w kokonie złych, ponurych myśli. Wiem, że wynikają one z choroby, więc nie przywiązuję do nich nadmiernej wagi. Oczywiście pragnę, żeby ustąpiły. Jednocześnie czekam na efekt działania leków, aby się tak nie męczyć. Staram się przeczekać zamiast cokolwiek wnioskować. Kiedy odczuję dobroczynny wpływ antydepu, nikną roztrząsania nad przeszłymi i obecnymi bólami. Nawet myśli samobójczych nie traktuję najczęściej nazbyt poważnie; choroba się cofnie, one ustąpią.
  • martini-7 16.01.18, 17:16
    Dziękuję Wam, jak zawsze jesteście niezawodni. Szkoda, że wpadłam na was dopiero te parę lat temu, a nie parenaście, ale nie ma co dzielić włosa na czworo, nie ma co gdybać.
    Lelum, leków nie biorę, w sumie cała moja kariera z antyped szybko się skończyła. Nie wiem czy dotrwałam do choć połowy pierwszego opakowania te parę lat temu kiedy wreszcie trafiłam do poradni, jakoś leki nie były mi po drodze. Ok nastrój się poprawiał, ale w takim dobrym nastroju logika emocjonalna kulała. Odstawiłam, poinformowałam prowadzącą i poszłam na żywioł. Poszło lepiej.
    Dziś jakoś nie myślę za wiele o tym wszystkim. Wraca po prostu czasem jak bumerang. Może za wiele się na to złożyło.
    Czasem po prostu to wraca.
    Mardaani, znasz mnie najdłużej, wiesz jak jest, pomarudzę, pomarudzę i pójdę dalej, ale fajnie pomarudzić w gronie tych co przeżyli to, tych co są niezwiązani ze mną codziennością, są choć blisko problemu bo, sami z tym się borykają, to jednak są obiektywni.
    Dkmn, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nie zrozumie ten co tego nie przeszedł. Choć w przypadku mojej rodziny, uwierz, każdemu by się choć jedno spotkanie ze specjalistą przydało. Tu nie tylko zabrakło zrozumienia, oni nawet nie zauważyli, że ze mną coś nie tak póki sama nie powiedziałam (możesz mi wierzyć, jestem mistrzynią pozorów), w naszej rodzinie zabrakło tego "blink" tego czegoś co sprawia, że dziecko (nawet dorosłe) wie, że może przyjść powiedzieć "mamo, pomóż mi, pogubiłam się, wiem czego nie chcę, ale nie wiem czego chcę, choć w sumie wiem...", tak wiem, brzmi jak brednie, ale i takie zakręty w życiu są...

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • mardaani.74 16.01.18, 17:28
    Jak Ci to pomaga to czemu nie, tylko wiesz, gdzieś w którymś momencie warto dla dalszego zdrowia psychicznego odrzucić od siebie całkowicie te wspominki i analizy, bo to jednak zużywa siły i ciągnie w dół mimo że już nie tak dramatycznie ale jednak nieustannie gdzieś tam kropla drąży skałę. Nie zrozumieli i nie zrozumieją, próba wytłumaczenia to napotka na opór pod postacią "ale o co Ci w ogóle chodzi" "ale my nic nie wiedzieliśmy" "ale ty chyba przesadzasz, nic takiego się nie działo""ale to Ty nas skrzywdzilaś i niesprawiedliwie oceniasz". Taki mechanizm samoobronny, nic na to nie poradzisz, owszem poczucie sprawiedliwości woła w człowieku o obiektywną ocenę sytuacji, przyjęcie do wiadomości faktów i pewne zadośćuczynienie, ale tego się nie doczekasz. Z tym trzeba się pogodzić i nie warto szarpać. Uczucie że nawet podanie twardych danych i dowodów można skwitować "ee, wcale tak nie było" i choćbyś nagranie z monitoringu i obdukcję lekarską przedstawiła i tak dalej szliby w zaparte mnie np rozwalało, lepiej mi znacznie jak kompletnie odpuściłam temat "zrozumienia" u rodziny.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • dkmn 17.01.18, 08:03
    W moim przypadku miałem bardzo duże wsparcie rodziny kiedy dostałem manii. W zasadzie każdy pomagał ile mógł. Jeżeli chodzi o okres w którym miałem depresję to nie było już tak różowo. Trochę się wtedy nasłuchałem, że kompletnie nie wykonywałem żadnych obowiązków w domu, że spałem w dzień i że z nikim nie chciałem rozmawiać. Najgorsze były spotkania rodzinne gdzie każdy dopytywał czemu wcale się nie odzywam a ja nie miałem siły tłumaczyć.
  • martini-7 17.01.18, 09:24
    Dkmn, szczęściarz z Ciebie, wsparcie to naprawdę ważna sprawa. U mnie na początku nie wiedziałam, że to co mnie kiedyś spotkało, potem parę razy się pojawiło i potem znowu wybuchło to była depresja. Patrzyli na mnie jak na niedojrzałą, niezdecydowaną itp. Kiedy padła diagnoza byłam już po ślubie. Mąż bardzo się starał, ale on zawsze się starał, nawet kiedy nie byliśmy razem. Rodzina po diagnozie drgnęła. Trochę inaczej patrzyli. Choć jakiś rok czy dwa temu siostra mnie rozbawiła. Jej koleżanka wpadła w depresję. Opowiadała jak ona się męczy, powiedziałam,że wiem jak to jest. Na co moja siostra "e Ty to jakiś epizod miałaś, a ona ma DEPRESJE" ręce mi odpadły, zwłaszcza, że ona nie wiele wie co się ze mną działo i wyparła swój wkład w moją chorobę ;)
    Nauczyłam się żyć z nimi i nie martwić się już tym co powiedzą i co o mnie myślą. Nie jestem już tamtą dziewczyną której łatwo na emocjach się grało bo, sporo się zmieniło.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • martini-7 17.01.18, 09:17
    Mniej więcej tak to Mardaani wygląda, że codzienność jest ok. Nie mam żalu, nie wracam. Jednak szlag mnie trafia, jak ktoś z rodziny narzeka na kogoś innego, jak wyciąga przeszłość, a mnie mówi, że nią żyć nie powinnam.
    Zasadniczo moje dzieje rozkładają się jakby na dwa życia. Nim poznałam męża przez wiele lat spotykałam się z kimś innym. Miał być ślub. Ślub który był mi nie na rękę. Chore wiem. Skoro nie wiem czego chcę sama, zrobię to czego chcą ode mnie inni. Wiele wspomnień z tamtego związku wyparowała ze mnie. Nie było tam przemocy,po prostu coś było nie tak, a ja nie wiedziałam co. Wydawało się, że kocham,ale ta miłość to była taka z przyzwyczajenia. Z rodziną nie było mowy żeby pogadać. Znajomi "ale o co Ci chodzi" każdy bronił tego związku bo, każdemu na rękę było. Po rozstaniu kiedy przyszedł epizod bo, otworzyłam oczy i zobaczyłam jak sobie życie marnowałam chciałam coś tam wyjaśnić z byłym. Wiecie jak człowiek nie racjonalnie działa w depresji? Wiecie. Napisałam wówczas mu, że to wszystko było pomyłką. Powiedziałam, że za pomocą naszego wspólnego znajomego próbowałam podkopać ten związek. Potem na drugi dzień zadzwoniłam. Nie mógł gadać. A ja jednak coś starałam się wyjaśnić. Kiedy epizod minął i na trzeźwo o tym pomyślałam było mi wstyd. Jakiś czas temu o tym pomyślałam i znowu było mi głupio. Choć poza mną chyba nikt o tym nie pamięta, a i ja raczej zapomniałam. Wiele razy się zastanawiałam też czemu ja po ludzku nie umiałam się wyplątać, że taki sprany mózg miałam.
    No nie wiem tylko po co ostatnio takie głupoty mi się przypominają?
    W życiu wszystko mi się układa. Z mężem ok. Dzieciaki też. Fakt borykamy się z codziennością jak każdy, obowiązki rachunki, nic nowego.... Fakt, że ostatnio za domem w Polsce zatęskniłam, ale tęskniąc mam miłe wspomnienia, a nie jakieś takie koszmary z przeszłości.
    Przyjęłam postawę mało aktywną wobec tego co próbuje dziać się mi w głowie.
    Jak jest myśl, nie idę w jej stronę, zajmuję się czymś innym. Kiedy chcę to wywalić z siebie to egoistycznie wylewam to tutaj ;)
    ogólnie to jest dobrze, nic nikomu nie wyjaśniam, nic nie mówię, piszę tylko tu wam i to działa. Im mniej uwagi poświęcam temu tym lepiej.
    Z rodziną żyję na zasadzie, że kreska od tamtego momentu (fakt poprawili się względem mnie, ale między sobą walczą nadal) i nie daję się wciągać w ich wojny. Oczywiście były wyrzuty któregoś tam razu, że niby to mnie nic nie obchodzi, ale powiedziałam wprost, że nie moja wojna to nie zamierzam na nią sił tracić.

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • xawery39 17.01.18, 11:57
    Jaki piękny tekst !

    --
    Czy drogowskaz idzie w kierunku przez siebie pokazywanym ?
  • kociaczek456 18.01.18, 09:02
    Też o tym dniu słyszała, ale szczerze? Dla mnie by ok. Wszystko zależy od samopoczucia, a nie od tego co inni przewidują.
  • martini-7 18.01.18, 14:00
    Też się z Tobą zgadzam, że nie zależy od dnia, ale ten dzień został wyliczony jeśli się nie mylę jako najbardziej deresyjny jako, że wówczas już całkiem opada szaleństwo świąteczno sylewstrowo noworoczne i zaczyna się spłacania zobowiązań

    --
    Gdybym była zgrabniejsza, piękniejsza i młodsza mogłabym być nimfą, a tak jestem po prostu sobą
  • krystynkaczarodziejka 24.01.18, 09:42
    Ciekawi mnie jak oni wyliczyli, że ten dzień jest najsmutniejszy. Chociaż ten styczeń dla mnie jest bardzo trudny, chciałabym, żeby szybko minął.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.