Dodaj do ulubionych

Mam marzenie....

13.05.18, 10:34
Życie męczy mnie odkąd sięgnę pamięcią, (a jestem grubo po czterdziestce) stany depresyjne są jego stałym elementem składowym. Od ponad dwudziestu lat peregrynuję po gabinetach specjalistów - nie zanotowałam żadnej poprawy.
I mam dość.
W takiej sytuacji, nie mając żadnych zobowiązań wobec otoczenia (ale to naprawdę żadnych - brak najbliższej rodziny, przyjaciół, nawet znajomych) uważam, że powinnam mieć prawo do poddania się eutanazji. Chcę odejść spokojnie, pod opieką specjalistów, bez bólu i lęku, że nie uda mi się samej zakończyć życia i w konsekwencji obudzę się np. sparaliżowana albo poważnie okaleczona w wyniku czego nie mogłabym podjąć kolejnej próby.
To jedyne marzenie, jakie mam...
Obserwuj wątek
    • nebelowa Re: Mam marzenie.... 14.05.18, 13:18
      Droga pani_tau, pod Twoimi pierwszymi dwoma zdaniami moge sie podpisac. No moze jeszcze chudo po czterdziestce, ale cala reszta sie zgadza, poza tym, ze od ponad pol roku zmienilo sie na lepsze, a nie mialam juz nadziei. To byl przypadek Jest tu gdzies moj post o nowej diagnozie po ponad 20 latach.
      Czy das Tau to od niemieckiego slowa rosa? Nebelowa to od der Nebel - mgly, bo mialam glowe smutnozamglona tyle lat. Oczywiscie mozna sie zapisac na przyklad do szwajcarskiego stowarzyszenia dignitas, placic skladki i miec to zapewnione, ale to wyjscie ostateczne. Chodz, pomyslimy nad innymi rozwiazaniami. Bardzo Cie prosze.
      • pani_tau Re: Mam marzenie.... 14.05.18, 21:56
        Tau to symbol duchowości w wydaniu katolickim, co w tym przypadku mocno trąci ironią, bo jestem niewierząca. Przyjmijmy więc, ze to od niemieckiej rosy :).

        Członkostwo w Dignitas czy w Lifecircle daje mi nadzieję na jedyną wersję szczęśliwego zakończenia jaka może być moim udziałem.
        Dziękuję ci za dobre słowo, ale w moim przypadku nie ma już pola do szukania innych rozwiązań.
        Złoszczę się na tradycję judeochrześcijańską, która gloryfikuje życie a w wersji katolickiej dodatkowo zmusza do cierpienia.
        O ileż byłoby lżej, gdybyśmy (mam na myśli osoby w podobnej sytuacji i o podobnej filozofii) mogli skorzystać z takiej możliwości.
        Jaki sens ma taka egzystencja? Dlaczego mam uporczywie szukać czegoś co nie istnieje? To jak uporczywe podtrzymywanie terapii...
        Bo życie jest darem? A co jeśli to dar niechciany, niepotrzebny, kłopotliwy?



        • mardaani.74 Re: Mam marzenie.... 14.05.18, 22:24
          to z tej deprechy i samotności tak myślisz, że już nic Cię nie czeka, że nie ma sensu, to nie Ty tylko choroba taki obraz świata Ci podsuwa, to tzw depresyjne oszustwo
          nie masz nawet przebłysków "normalności", żadne leki, terapie nic nie dają? tak ani ani? nigdy nic się dobrego w Twoim życiu nie zadziało?

          --
          Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
          • nebelowa Re: Mam marzenie.... 15.05.18, 10:38
            Ja taz tak mialam, ba nawet uwazalam, ze krzywdze najblizszych swoim istnieniem i najlepiej dla nich bedzie jak znikne. Choc sprobujemy inne metody, naprawde pomysl, czy nic, a nic nie sprawia choc przez sekunde, ze czujesz sie lepiej? Mysl detalami, to moze byc rzecz czasem bardzo malutka i calosc trwa krotko.
            Ogladalas fim Amelia? Jezeli nie to zrob to dla mnie.
            Amelia lubi: Zanurzanie dłoni w worku z ziarnem, rozbijanie łyżeczką skorupki crème brûlée i puszczanie kaczek na kanale Saint Martin. W w scenach rozpoczynających, widzimy tez małą Amelię i dziecięce zabawy, małe radości, drobnostki, które dzieci potrafią odnajdywać całkowicie naturalnie i cieszyć się nimi, jak choćby:
            malowane na brodzie i dłoniach buziek
            przewracanie kostek domina
            patrzenie przez grube szkła okularów
            gra palcem na krawędzi kieliszka
            rozwijanie dmuchnięciem serpentyny
            zjadanie malin nałożonych na palce
            kręcenie monetą
            picie przez słomkę
            wycinanie ludzików z papieru
            zatykanie/odtykanie uszu
            piszczenie na liściu
            odrywanie warstwy kleju z palców
            kolczyki z wiśni ........ To wszystko brzmi bardzo prosto, ale warto ruszyc myslami wstecz, gdzies sie jakis okruch znajdzie i to bedzie poczatek.
            • pani_tau Re: Mam marzenie.... 16.05.18, 18:48
              "Amelię" oglądałam i niestety z główna bohaterką jest mi kompletnie nie po drodze..
              Oczywiście istnieją drobne rzeczy , które zwracaja mogą uwagę, choćby letni poranek, ale to rzeczywiście trwa sekundę i w żaden sposób nie łagodzi uciązliwości mojej egzystencji.
              Gdy zdarzało sie, że byłam zakochana i/lub w związku to partner swoją obecnością łagodził to odczucie.
              Z chwila gdy zostaje sama, a taka sytuacja ma aktualnie miejsce, to żmudne... kontynuowanie egzystencji męczy mnie ze zdwojoną siła.
              Nie czuję sie pogrążona w depresji, nie odczuwam rozpaczy, po prostu zwyczajnie nie chce mi się zyć. Teraz i tak odejśc nie mogę, bo jednak mam pewne zobowiązanie. Jednak ono skończy sie w przeciagu kilku lat i martwi mnie to, że nie uda mi sie skutecznie pozbawić się życia.
        • nebelowa Re: Mam marzenie.... 15.05.18, 13:44
          "moim przypadku nie ma już pola do szukania innych rozwiązań"- owszem sa inne rozwiazania i nie nalezy traktowac swojego przypadku jako szczegolnego co w depresji nie jest latwe, bo bardzo ciagnie w te strone. Mysli sie ze nikt nigdy tak nie mial, tak nie cierpial, nikt i tak nie rozumie. Gdyby bylo tak koszmarnie to nie napisalabys na tym forum, bo to jest jednak forma prosby o pomoc i ty mialas w sobie ta sile, aby tutaj napisac i to mnie jak i innych naprawde bardzo cieszy. Egzystencjo-religijnymi rozwazaniami nie zaprzataj sobie glowy. Co do religii wszelakich to ja osobiscie uwazam tak jak trafnie powiedzial Mads Mikkelsen / szwedzki aktor / " Jezeli wierzysz w Thora lub Odyna to ludzie pokladaja sie ze smiechu, podczas gdy calkiem ok jest wiara w w faceta przemieniajacego wode w wino i chodzacego po wodzie "
          Wracajac do glownego watku. Tu staramy sie sobie nawzajem pomoc, a nie nawzajem sciagac w otchlan. Prosze cie, sprobuj.
          • pani_tau Re: Mam marzenie.... 16.05.18, 20:09
            nebelowa napisała:

            > "moim przypadku nie ma już pola do szukania innych rozwiązań"- owszem sa inne
            > rozwiazania i nie nalezy traktowac swojego przypadku jako szczegolnego co w dep
            > resji nie jest latwe, bo bardzo ciagnie w te strone. Mysli sie ze nikt nigdy ta
            > k nie mial, tak nie cierpial, nikt i tak nie rozumie.[/b] Gdyby bylo tak koszmarnie
            > to nie napisalabys na tym forum, bo to jest jednak forma prosby o pomoc i ty m
            > ialas w sobie ta sile, aby tutaj napisac i to mnie jak i innych naprawde bardzo
            > cieszy. Egzystencjo-religijnymi rozwazaniami nie zaprzataj sobie glowy. Co
            > do religii wszelakich to ja osobiscie uwazam tak jak trafnie powiedzial Mads M
            > ikkelsen / szwedzki aktor / " Jezeli wierzysz w Thora lub Odyna to ludzie pokla
            > daja sie ze smiechu, podczas gdy calkiem ok jest wiara w w faceta przemieniajac
            > ego wode w wino i chodzacego po wodzie "
            > Wracajac do glownego watku. Tu staramy sie sobie nawzajem pomoc, a nie nawzajem
            > sciagac w otchlan. Prosze cie, sprobuj.

            Nie postrzegam mojego przypadku jako jedyny i niepowtarzalny - pojawily sie juz pierwsze głosy, aby prawem do eutanazji objąć również osoby, które nie widzą powodu aby kontynuować swoja egzystencje . Przykładem jest tu David Goodall, który uznał, że przeżycie 104 lat w zupełności mu wystarczy. Moim zdaniem taką możliwośc powinny mieć osoby po pięćdziesiatym roku życia, które pozostaja w leczeniu od co najmniej pietnastu lat bez żadnych rezultatów. Złożone i długotrwałe procedury pomogą odsiać te osoby, które w rzeczywistości nie są zdecydowane na takie rozwiązanie.
            Czy tak na zdrowy rozum nie byłoby dla nas lepiej?

            Nie jest koszmarnie. Tak jak napisałam w odpowiedzi na post iso2 - gdyby tak było to juz od dawna mówiono by o mnie w czasie przeszłym dokonanym.
            Jest po prostu nużąco i bezsensownie.
    • iso2 Re: Mam marzenie.... 15.05.18, 11:21
      pani_tau napisał(a):

      > Życie męczy mnie odkąd sięgnę pamięcią, (a jestem grubo po czterdziestce) stany
      > depresyjne są jego stałym elementem składowym. Od ponad dwudziestu lat peregry
      > nuję po gabinetach specjalistów - nie zanotowałam żadnej poprawy.
      > I mam dość.
      > W takiej sytuacji, nie mając żadnych zobowiązań wobec otoczenia (ale to naprawd
      > ę żadnych - brak najbliższej rodziny, przyjaciół, nawet znajomych) uważam, że p
      > owinnam mieć prawo do poddania się eutanazji. Chcę odejść spokojnie, pod opieką
      > specjalistów, bez bólu i lęku, że nie uda mi się samej zakończyć życia i w ko
      > nsekwencji obudzę się np. sparaliżowana albo poważnie okaleczona w wyniku czego
      > nie mogłabym podjąć kolejnej próby.
      > To jedyne marzenie, jakie mam...

      Miałem takie samo marzenie około 12 lat temu jak choroba była w apogeum.
      Nawet snułem plany w jaki sposób skończyć ze sobą.
      To były strasznie ciężkie czasy tym bardziej, że tak jak Ty nie miałem żadnej rodziny ani przyjaciół. Byłem zupełnie SAM...
      Na szczęście wyszedłem z depresji i teraz moim marzeniem jest żyć jak najdłużej i cieszyć się życiem.
      Od 2006 roku przez kilka lat byłem stałym bywalcem na tym forum.
      Leczenie trwało około 6 lat.
      Nie będę opisywał swojej historii ale jak ktoś ma ochotę to zapraszam do archiwum moich wpisów.
      Wydaje mi się, że popełniasz jakiś błąd w leczeniu.
      Istnieje też ryzyko że nie trafiłaś na dobrego lekarza.
      Niestety w tym również trzeba mieć szczęście.
      Jak Ci mogę pomóc ?
      Jedyne co przychodzi mi do głowy to polecić mojego lekarza (Kraków), który wyciągnął mnie z tej czarnej, głębokiej dziury.
      Niestety przyjmuje tylko prywatnie.
      Dwóm osobom już go poleciłem i są bardzo zadowolone.
      Jeśli będziesz zainteresowana to pisz śmiało na maila



      • pani_tau Re: Mam marzenie.... 16.05.18, 19:31
        iso2 napisał:


        > Miałem takie samo marzenie około 12 lat temu jak choroba była w apogeum.
        > Nawet snułem plany w jaki sposób skończyć ze sobą.
        > To były strasznie ciężkie czasy tym bardziej, że tak jak Ty nie miałem żadnej r
        > odziny ani przyjaciół. Byłem zupełnie SAM...
        > Na szczęście wyszedłem z depresji i teraz moim marzeniem jest żyć jak najdłużej
        > i cieszyć się życiem.
        > Od 2006 roku przez kilka lat byłem stałym bywalcem na tym forum.
        > Leczenie trwało około 6 lat.
        > Nie będę opisywał swojej historii ale jak ktoś ma ochotę to zapraszam do archiw
        > um moich wpisów.
        > Wydaje mi się, że popełniasz jakiś błąd w leczeniu.
        > Istnieje też ryzyko że nie trafiłaś na dobrego lekarza.
        > Niestety w tym również trzeba mieć szczęście.
        > Jak Ci mogę pomóc ?
        > Jedyne co przychodzi mi do głowy to polecić mojego lekarza (Kraków), który wyci
        > ągnął mnie z tej czarnej, głębokiej dziury.
        > Niestety przyjmuje tylko prywatnie.
        > Dwóm osobom już go poleciłem i są bardzo zadowolone.
        > Jeśli będziesz zainteresowana to pisz śmiało na maila

        Nie stać mnie na prywatną terapię, więc szwendam się po terapeutach z NFZ. Psychiatrzy kwalifikują mnie bez problemu i na tym kończą sie sukcesy. Mój rekord to cztery lata bez żadnej poprawy, za to z długą listą zastrzeżeń co do jakości prowadzenia terapii. Tyle to trwało, bo poprzednio kilka razy usłyszałam, że wina lezy wyłącznie po mojej stronie - nie wykazuje chęci współpracy, natomiast nie ma opcji, która dopuszczałaby podejrzenie, że to terapeuta wykazał się brakiem kompetencji. Na tej podstawie można by wnosić, iż ten zawód jest jedynym, w którym nie pojawiają sie osoby kompletnie się w nim nie sprawdzające.
        Nie mam juz siły na szukanie kolejnego "bezpłatnego" terapeuty.

        Śmiertelnie (nomen omen) przeraża mnie myśl, że mogę sie męczyc jeszcze trzydzieści lat zanim nastąpi wyzwolenie.
        Problem polega na tym, że nie targaja mna gwałtowne emocje, które wypchnęłyby mnie z dziesiątego piętra albo wrzuciły pod pędzący pociąg.
        Ja po prostu czuję się znużona...
        • iso2 Re: Mam marzenie.... 16.05.18, 22:16
          pani_tau napisał(a):

          >
          > Nie stać mnie na prywatną terapię, więc szwendam się po terapeutach z NFZ.

          Nie stać cię na zapłacenie 1300-150 zł miesięcznie (a później kwartalnie) prywatnemu lekarzowi za wizytę ?
          Chyba robisz sobie żarty ?!
          Ja jak byłem na dnie depresyjnym robiłem wszystko żeby znaleźć jak najlepszego lekarza bo chodziło o moje ZDROWIE i ŻYCIE.
          Wziąłem kredyt w banku aby mieć na leczenie i życie.
          W efekcie wyszedłem z depresji i znalazłem pracę lepszą niż tą którą miałem wcześniej
          Tobie widocznie dobrze jest jak jest więc użalaj się nad sobą dalej
              • iso2 Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 11:10
                Tyle kosztuje wizyta prywatnie u psychiatry
                Na początku być może będzie potrzeba 2-3 wizyt aby dobrze poznał twój problem.
                Później łykasz leki i chodzisz kontrolnie na wizyty aby lekarz mógł zaobserwować zmiany.
                Oczywiście nie piszę tutaj o psychoterapii a o leczeniu farmakologicznym.
                Mnie ono pomogło
                • pani_tau Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 13:26
                  Akurat ja miałam na myśli psychoterapię. Jeśli chodzi o farmakologię, to muszę ją omijać szerokim łukiem. Przynajmniej tak twierdzą specjaliści chorób wewnętrznych.
                  • nebelowa Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 13:50
                    Moment, moment to ja bym w tym miejscu pogrzebala glebiej., bo to tu moze byc pies pogrzebany. Naprawde nie ma ani jednego leku przeciwdepresyjnego, krtory moglby byc wlaczony? Nie bardzo w to wierze, moze jednak trzeba przeliczyc straty i korzysci. Czy bylas juz u psychiatry, czy tylko psychoterapia do tej pory? Nikt cie slowem chodzic nie nauczy, jak noga wciaz zlamana. Czasem bierze sie leki stosunkowo krotko, sa czyms w rodzaju kuli, podparciem i pomoca.
                    • pani_tau Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 18:09
                      Kilka lat temu, zanim cos zamieszkało w mojej wątrobie byłam na Elicei, pamietam, że wszystko, ale to absolutnie wszystko było mi z gruntu obojętne. Nie dbałam o siebie, nie malowałam się, nie farbowałam włosów. Nie wiem czy chcę to powtarzać.
                      W młodości przerobiłam sporo leków zapisywanych przez psychiatrów. Żaden nie pomógł.
                      Jeszcze raz podkreślę, że nie jestem w głębokiej depresji - rano wstaję, ogarniam sie szczegółowo, w pracy daje radę, small talk mam opanowany, nie zwracam na siebie uwagi.
                      Tyle, że chcę zniknąć.
                  • mardaani.74 Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 14:42
                    jakoś wydaje mi się że to mało prawdopodobne, żebyś nie mogła brać żadnego leku antydepresyjnego, one nie za bardzo wchodzą w interakcję z innymi lekami, no chyba że jakimiś specjalistycznymi. Często spotykam się z bardzo negatywną postawą lekarzy rożnych specjalności do leczenia antydepresyjnego, a jak pogrzebać trochę to okazuje się że to więcej uprzedzeń niż rzetelnej wiedzy.Część z nich myli leki i wrzuca wszystkie psychotropy do jednego worka, niewiarygodne ale wiedza na temat leków stosowanych w psychiatrii jest wśród lekarzy ogólnych dość mała.

                    --
                    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
                    • pani_tau Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 17:51
                      Nie biore żadnych leków. Antybiotyki - w ostateczności, w trakcie kuracji i po szczegółowy monitoring czynności wątroby. Z leków przeciwbólowych tylko ibuprom.
                      • nebelowa Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 19:35
                        Mnie ginekolog sugerowala,odstawienie lamotryginy, bo moglo to byc powodem moich obfitych krwawien. Podziekowalam za rade, to juz wole sie przemeczyc. Ona uwaza, hormony tarczycy za slabe, rodzinny uwaza, ze w normie i niczego nie dodawac. Szkola falenicka i otwocka, a w srodku pacjent.
                        Pani_tau, skad ty jestes, chodzi o lokalizacje, aby mozna bylo jakos skuteczniej pomoc.
                        Malowanie sie, czy farbowanie wlosow nie jest synonimem dbalosci o siebie, nieee naprawde. To ja jestem fleja, bo nie farbuje i prawie nie maluje. Ja dwa lata scielam farbowane na zapalke i obecnie mam wlasne, z siwymi pasmami. Jakie leki przerabialas, jezeli bylo to dawno to moze byly raczej te z 1000 objawow ubocznych. Naprawde zarowno psychiatria jak i farmakologia poszly do przodu i mozna dobrac leki. Pojdz do dobrego psychiatry. Z drugiej strony zadam pytanie ryzykowne i przewrotne - skoro i tak Ci wszystko jedno i piszesz o eutanazji to przejmujesz sie nagle swoja watroba, zamiast zaryzykowac i pojsc do dobrtego psychiatry i wziac nowe wleki? To nielogiczne i niekonsekwentne ;-)
                        • pani_tau Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 20:40
                          Mam jeszcze jedno zobowiązanie do wypełnienia, byłoby trudno mu sprostać zmagając się z chorą wątrobą, bądź też będąc po przeszczepie, który zreszta nie jest opcją gwarantowaną. Umieranie z powodu niewydolności wątroby trochę trwa i nie jest żadną frajdą, wiec zgodzisz się chyba, że fachowo przeprowadzona eutanazja jest lepszym rozwiązaniem. Z leków to Pramolan, Signopam, Sinequan, Oxazepam, Hydroxyzyna, reszty nie pamiętam. Jeden psychiatra przepisał mi Xanax, ale farmaceutka odmówiła sprzedaży, do innej nie poszłam.
                          Najbliżej mam do Krakowa, jeśli chodzi o duże miasto. Nie wykluczam, że dojdzie do sytuacji, w której dyskomfort zmieni się w kryzys i będę musiała skonsultować się z psychiatrą. Znasz kogoś, kto chce pacjentowi pomóc a nie tylko go odhaczyc?
                          • martyna2525 Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 05:34
                            Znam takiego kogos i trz jwatem z Krakowa.
                            A co do lekow niw namawiam Cie skoro nie mozeaz i to rozumiem. Watroba nie lubi chemi zwlaszxza jak jest z wzw.
                            Mniw osobiscie lekarz przepisal ostatnio Hepareg bo proby watrobowe szaleja i mam nadzieje ze nie dojdzie do odstawiwnia lekow bo mam remisje.

                            --
                            Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
                          • nebelowa Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 10:13
                            Oczwiscie, ze rozumiem twoje zdanie, ale z pasywnym podejsciem sie osobiscie sie nie zgadzam.
                            Leki, ktore wymienilas to albo benzodiazepiny, albo leki trojcykliczne. Zobacz, znalazlam informacje, portal.abczdrowie.pl/pytania/depresja-a-wzw-c-czyli-hcv . Moze byc tak, ze twoj stan psychiczny jest skorelowany ze stanem fizycznym. W podanym linku wypowiada sie lekarz. Szkoda, ze do tej pory lekarze bagatelizowali twoj stan psychiczny. To moze byc chemia. Prosze Cie bardzo zawalcz o siebie.
                            Zapytaj tu na forum Pana Doktora o ten temat. Ja nie jestem lekarze, a jedynie chora z dlugim stazem. Zarowno martyna2525 jak i iso2 polecaja Ci doktora z Krakowa. Nawet jezeli to wizyta tylko prywatna i nie masz na nia srodkow - napisz. Ja sie zobowiazuje Ci to umozliwic napisz mi tylko prosze o jakiego lekarza chodzi. Przytulam Cie mocno, bo tego na pewno potrzebujesz, zobacz ile osob tutaj Cie wspiera, bardzo Cie prosze, zawalcz o siebie.
                            • pani_tau Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 17:47
                              Pisałas, że masz nawrót, tym bardziej doceniam, że okazujesz mi zainteresowanie i to w tak pełny wyczucia i empatii sposób.
                              To nie jest wzw. Wątroba nie drazniona chemią funkcjonuje w zasadzie bez zarzutu.
                              Nie wiadomo co sie stanie jesli bedę przyjmowac leki przez dłuzszy czas. Nie wiadomo nawet jaka jest natura zmian, które sie w watrobie pojawiły a konsultowałam sie z wieloma swietnymi specjalistami równiez w warszawskiej klinice transplantologicznej.
                              Stac mnie na wizyte u psychiatry. To psychoterapia jest dla mnie zbyt duzym wydatkiem, nie domknełabym budżetu.

                              Powiedz mi - dlaczego miałabym o siebie walczyć?


                              • nebelowa Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 18:31
                                Po pierwsze, znalazlam ciekawy zbior bezplatnych mozliwosci, cyrtuje za artykulem "żeby psychoterapia była dobra i skuteczna, nie musi się odbywać w prywatnym gabinecie. Jest dostępna też w innych miejscach"

                                notatkiterapeutyczne.pl/jesli-nie-nfz-to-co-o-bezplatnej-terapii-a4a61b36008d

                                Dlaczego mialabys walczyc? Jestem przekonana, ze leki i terapia pozwola ci wyjsc na prosta. Teraz nie czujesz nic poza zoobojetnieniem i smutkiem. Ja zawsze uwazam, ze aby podejmowac decyzje trzeba poznac dobrze obie opcje. Opcja ciemna juz jest poznana doglebnie, czas zajrzec na jasna strone. Wowczas mozesz powiedziec, dobrze, wiem jak jest tu i tu wybieram wiec... Mialabys walczyc, bo czas zajac sie wlasnie soba. Trzeba wygrzebac z tej haldy smutnych smieci to co sie kiedys kochalo, lubilo. Kazdy z nas na to zasluguje i ty takze nawet jezeli tego obecnie absolutnie nie widzisz. Ja nie mam regresu jezeli chodzi o chorobe, ja doszlam w pracy do sciany i zawalilo sie.
                          • iso2 Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 12:59
                            pani_tau napisał(a):

                            > Mam jeszcze jedno zobowiązanie do wypełnienia, byłoby trudno mu sprostać zmagaj
                            > ąc się z chorą wątrobą, bądź też będąc po przeszczepie, który zreszta nie jest
                            > opcją gwarantowaną. Umieranie z powodu niewydolności wątroby trochę trwa i nie
                            > jest żadną frajdą, wiec zgodzisz się chyba, że fachowo przeprowadzona eutanazja
                            > jest lepszym rozwiązaniem. Z leków to Pramolan, Signopam, Sinequan, Oxazepam,
                            > Hydroxyzyna, reszty nie pamiętam. Jeden psychiatra przepisał mi Xanax, ale farm
                            > aceutka odmówiła sprzedaży, do innej nie poszłam.
                            > Najbliżej mam do Krakowa, jeśli chodzi o duże miasto. Nie wykluczam, że dojdzie
                            > do sytuacji, w której dyskomfort zmieni się w kryzys i będę musiała skonsultow
                            > ać się z psychiatrą. Znasz kogoś, kto chce pacjentowi pomóc a nie tylko go odh
                            > aczyc?

                            Mnie z chorą wątrobą (WZW B) jakoś nie przeszkadzało łykać leki przeciwdepresyjne przez 8 lat.
                            Mam wrażenie że tobie się po prostu nie chcę
                          • mardaani.74 Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 14:29
                            Leki które wymienilaś to są leki starej generacji albo benzo co nie dość że depresji nie leczą to jeszcze mogą ją pogłębiać. Jak dla mnie Twoje leczenie farmakologiczne jest do ponownego rozpatrzenia przez dobrego lekarza.
                            Bez lekow też nie miałabym innej opcji jak rozważanie zejścia z tego świata, a na lekach już o tym ani myślę (no dobra, bywają takie chwile, ale chwile i nic więcej)

                            --
                            Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
                            • pani_tau Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 18:05
                              Tamte leki brałam przed dwudziestoma laty. Kilka lat temu natomiast zażywałam Eliceę, ale ona trochę za bardzo mnie zobojętniała.
                              Właśnie sobie przypomniałam, że Emil Cioran rozważał samobójstwo przez całe swoje zycie, a żył osiemdziesiąt dwa lata.

                              Cieszy cię zycie?

                              • martyna2525 Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 21:04
                                Z jednej strony walczysz o zycie probujac oszczedzic watrobe a drugiej chcesz sie go pozbawic chcac eutanazji. Moze zacznij farmakoterepie a pozniej sie zobaczy zawszemozesx odstawic i byc w punkcie wyjscia.

                                --
                                Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
                                  • nebelowa Re: Mam marzenie.... 18.05.18, 23:56
                                    Tlumaczylas, ale jak widzisz dziwna ta logika, bym chciala, ale tak jak sobie wyobrazam, zeby bylo tak jak chce i zeby bylo milo, a jak inaczej to raczej nie.
                                    Troche mi to przypomina niektore wpisy tutaj, mnie sie diagnoza nie podoba, ja takiej nie chce, doktor przepisal leki, ale ich brac nie bede, inne bym brala, ale tych to nie, bo ja wiem najlepiej co mi dolega i nie podoba mi sie tutaj co mi tu radzicie, bo mi do mojego wyobrazenia nie pasuje. Ja tu chcialam praktycznej rady co i jak, troche wspolnego wpedzania sie w otchlan i utwierdzania o slusznosci decyzji, a wy sie tu wszyscy chyba zmowiliscie przeciwko mnie. To wlasnie czyni to forum tak odmiennym, ze szuka sie wspolnie pokonania problemu, a nie ciamka w kolku cierpietniczym i licytuje kto ma gorzej. Parafrazujac piosenke Osieckiej - my juz to wiemy, juz znamy te historie
      • pani_tau Re: Mam marzenie.... 16.05.18, 18:55
        Na zdrowej a juz na pewno fizycznie, osobie w srednim wieku nikt eutanazji nie przeprowadzi. W przypadku chorob w stadium terminalnym trzeba wychwycic moment - zgłosic sie w stanie na tyle złym, żeby sie zakwalifikowac i na tyle dobrym, zwłaszcza jesli chodzi o choroby, których częścią składowa jest demencja, żeby podpisac dokumenty - nikt nie może tego zrobic za ciebie.
        Koszt - brytyjska strona organizacji eutanazyjnej wskazuje sume 10 000 funtow.
          • pani_tau Re: Mam marzenie.... 17.05.18, 13:23
            Tak, procedury są dość obfite w treść, jeszcze dochodzi opinia policji, której trzeba zgłosić każdy przypadek. Słyszałam kiedyś wypowiedź przeciwnika eutanazji, który martwił się, że w przypadku jej legalizacji każdy przygnębiony nastolatek będzie się mógł zgłosić do organizacji, która od razu pozbawi go życia. Chyba nie miałabym siły podjąć z nim dyskusji...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka