Dodaj do ulubionych

Czy to depresja?

25.10.18, 21:40
Czuję się jakbym się cofnęła kilka lat wstecz do czasów drugiej klasy liceum. Tak jak wtedy życie wydaje mi się kompletnie bez sensu. Nie wierzę, że kiedyś spotka mnie jeszcze coś dobrego. Jedyną różnicą jest to, że teraz nie marzę o śmierci, jak w liceum, teraz właściwie już o niczym nie marzę. Najchętniej w ogóle nie wstawałabym z łóżka i niw wychodziła z domu, nic nie sprawia mi przyjemności.
Wszystko zaczęło się pół roku temu, kiedy rozpoczęłam, nową wymarzoną pracę. Wtedy wydawała mi się spełnieniem marzeń. Dobre stanowisko, znana firma, brak nadgodzin. Małe, kameralne biuro w ładnej dzielnicy, blisko metra. Jedynym minusem były kiepskie zarobki, ale myślałam, że będę zdobywać doświadczenie i z czasem dostanę podwyżkę, a w najgorszym wypadku za jakiś czas zmienię pracę. Na rozmowie rekrutacyjnej mój przyszły szef wydawał się bardzo sympatycznym, inteligentnym mężczyzną. Z grubsza opowiedział mi o moich przyszłych obowiązkach i wypytał o doświadczenie zawodowe. Powiedział, że zdaje sobie sprawę, że nie mam doświadczenia w tym, co miałabym robić i pierwsze trzy miesiące będą dla mnie okresem nauki, kiedy mi wszystko wytłumaczy i pokaże. Rozmowa przebiegała w bardzo przyjaznej atmosferze. Byłam zachwycona i modliłam się w duchu żeby dostać tę pracę. Miałam wtedy inną propozycję lepiej płatnej pracy, ale wiedziałam, ze tam czeka mnie dużo nadgodzin. Byłam przeszczęśliwa, kiedy zadzwonił i powiedział, że dostałam tę pracę.
Mój pierwszy dzień był raczej udany, zostałam oprowadzona i przedstawiona, zaprzyjaźniłam się z kilkoma dziewczynami w moim wieku. Nic nie robiłam i wyszłam do domu. Kolejnego dnia dostałam kilkanaście procedur do przeczytania i dokumenty do podpisywania, więc zajęłam się tym. Kilka kolejnych dni minęło mi na czytaniu procedur i regulaminów. Czekałam z niecierpliwością, kiedy zacznie się nauka i właściwa praca. Mój szef dużo czasu spędzał na rozmowach z innymi pracownikami, przeglądaniu Internetu i załatwianiu spraw osobistych. Ja starałam się z uwagą studiować dokumenty, z którymi kazali mi się zapoznać. Później mój szef był bardzo zajęty, bo przyszło pismo w sprawie kontroli. Okazało się, że system, na którym miałabym pracować jest tylko częściowo wdrożony, ale nic w nim nie działa, nie ma nawet prawidłowych danych. Miałam się zająć sprawdzeniem i dopilnowaniem żeby dane znalazły się w systemie. Nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego, bałam się, że nie dam rady. Myślałam, że szef cos mi wytłumaczy, ale on nie wytłumaczył mi absolutnie nic, bo był zajęty pisaniem odpowiedzi na pismo. Starałam się jak mogłam żeby ten system zaczął działać, ale nie szło mi najlepiej. Wtedy trochę się zniechęciłam do tej pracy, ale tłumaczyłam sobie, że ciężki okres dla mojego szefa minie i zacznie mi coś wyjaśniać. Tak się jednak nie stało, zlecał mi później kilka innych zadań, nic nie tłumacząc. Zlecając zadanie mówił, że w razie jakichkolwiek pytań jest do mojej dyspozycji. Kiedy zadawałam jakieś konkretne pytanie mówił, że akurat nie ma czasu i później pomyśli, albo żebym zrobiła jak uważam, a on potem to sprawdzi. Oczywiście później też nie miał czasu albo zapominał, że w ogóle było jakieś pytanie. Jakiś czas później zlecił mi wykonanie trudnego, dużego raportu przy pomocy firmy informatycznej, nie przekazał mi wszystkich posiadanych danych. Wszystkiego musiałam się dowiedzieć sama. Bardzo się wtedy stresowałam i nie miałam pojęcia jak się do tego w ogóle zabrać. Z wielkim trudem i po terminie udało mi się jakoś zrobić ten raport. Niestety ta praca bardzo mnie stresowała i zaczęłam jej nienawidzić. Okazało się też, że szef oskarża mnie przed innymi departamentami o jakieś błędne czynności, których ja nie wykonywałam. Stałam się kozłem ofiarnym. Nie chciałam na razie szukać nowej pracy, bo przygotowywałam się do ważnego egzaminu i nie chciałam się dodatkowo stresować. Ta praca, chociaż czułam się w niej fatalnie miała jedną zaletę, nie było nadgodzin i czasem mogłam się po prostu uczyć w pracy. Byłam zdołowana, ale starałam się myśleć pozytywnie, ze przemęczę się jeszcze kilka miesięcy, a potem będzie lepiej, bo jak zdam egzamin to na pewno znajdę lepszą pracę. Jakieś trzy miesiące po rozpoczęciu tej pracy musiałam się przeprowadzić, bo w wynajmowanym mieszkaniu pojawiły się insekty. Przeprowadzka była dla mnie bardzo stresująca i czasochłonna. Straciłam cenny czas, który mogłabym przeznaczyć na naukę. Zaczęłam się jeszcze bardziej stresować, że jednak nie zdam egzaminu, do którego bardzo długo się przygotowywałam. Po przeprowadzce praca jeszcze bardziej mnie dołowała i postanowiłam jednak poświęcić trochę czasu na szukanie nowej. Wysyłałam jak szalona CV, łącznie kilkadziesiąt. Zaproszono mnie na kilka rozmów. Miesiąc po przeprowadzce mój tata trafił do szpitala, na początku myśleliśmy, że to nic poważnego, przebadają go, wyleczą i wypuszczą. W międzyczasie cały czas szukałam pracy i byłam na kilku rozmowach rekrutacyjnych. Po kilku tygodniach mój tata dostał skierowanie do szpitala do Warszawy, wtedy zaczęłam się stresować, że to jednak coś poważnego. Przez całe życie palił. Tydzień przed egzaminem dowiedziałam się, że tata ma najprawdopodobniej raka, ale trzeba jeszcze potwierdzić diagnozę. Poszłam zrezygnowana na egzamin, czułam, że nie jestem zbyt dobrze przygotowana, za bardzo się przejmowałam tatą i nie mogłam się skupić na nauce przez ostatnich kilka tygodni. Nowej pracy też nie udało mi się znaleźć. Jestem załamana. Codziennie budzę się wcześnie rano niewyspana i nie mogę już zasnąć. Gdy dzwoni budzik nie chce mi się wstać i iść do pracy. W końcu jakoś udaje mi się zwlec z łóżka. Idąc do pracy modlę się w duchu żeby ten dzień się jak najszybciej skończył. W pracy nie mogę się na niczym skupić, mam problem z wykonywaniem prostych czynności, często się mylę. Od samego wejścia odliczam minuty i godziny do wyjścia. Po prostu nie chce tam być. Po powrocie do domu staram się czymś zająć myśli, więc czytam książki. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani nigdzie wychodzić. Chodzę tylko na zakupy i do taty do szpitala. W pracy też prawie do nikogo się nie odzywam. Rozmawiam jedynie z mamą przez telefon żeby się nie martwiła. Kiedy robi się późno zaczynam się stresować, że dzień zaraz się skończy, pójdę spać, a po przebudzeniu będę musiała znowu iść do pracy. Martwię się o tatę i o to jak mama sobie poradzi bez niego, też jest chora. Rodzice są w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a ja zarabiam też nie wiele, więc mogę im tylko trochę pomóc. Przed snem bardzo często zaczynam płakać. I tak codziennie marze tylko o tym żeby to wszystko się już skończyło i zastanawiam się, co jeszcze złego mnie spotka w najbliższym czasie i ile zdołam znieść.
Edytor zaawansowany
  • ekspert.grupa_synapsis 25.10.18, 22:13
    Szanowna Pani,
    bez wątpliwości, zachodzi u Pani bardzo duże podejrzenie depresji - opis jest typowy. Potrzebuje Pani, oby niezwłocznej, konsultacji u lekarza i, w wypadku rozpoznania depresji, leczenia tej choroby. Proszę pamiętać, że nasilona depresja jest też uzasadnieniem do skorzystania ze zwolnienia od pracy, i to tak długiego, jak to jest potrzebne. Przemawia za tym i Pani aktualna forma zdrowotna i bardzo nieładne postępowanie szefostwa wobec Pani, które nie będzie sprzyjało Pani leczeniu i zdrowieniu.
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 25.10.18, 22:24
    Skoro tak Cię tam traktują to potraktuj ich tak jak na to zasługują, idź do psychiatry (bo Twój stan jaki opisujesz kwalifikuje Cię do leczenia) i bez żadnych skrupułów weź zwolnienie. Nie będziesz miała garba w postaci tego dziwnego szefa, pieniądze dostaniesz, i będziesz miała czas na dojście do siebie i znalezienie innej pracy, lub naukę do egzaminu. ja bym tak zrobiła.
    Jednocześnie dobrze by było pomyśleć o tym jak nauczyć się radzić sobie z codziennym stresem żeby w przyszłości Cię tak codzienne życie nie przytłaczało, bo od stresu całkowicie uciec się nie da, ale można, a wręcz jeżeli chce się robić karierę należy zacząć od tego, żeby wykorzystać stres pozytywnie, bardziej kontrolować sytuację, lepiej rozpoznawać swoje emocje i potrzeby, nauczyć się asertywności, co daje poczucie że nie jest się liściem miotanym falami.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • leda16 29.10.18, 10:03
    Mardaani, czy nie za dużo planów jak na góra miesięczne zwolnienie z pracy? Ma się uczyć, leczyć, "dochodzić do siebie", trenować asertywność i jeszcze szukać nowej pracy? Taż taka zadaniowość przerosłaby większość zdrowych ludzi a cóż dopiero młodą dziewczynę z tyloma prywatnymi kłopotami. Uważam, że przede wszystkim powinna się zająć tym, na co ma jakiś wpływ. Na chorobę ojca i niskie zarobki nic nie poradzi, ale na początek może poprawić swoje relacje z szefem, koleżankami, skoncentrować się na pracy zamiast liczyć minuty do jej zakończenia. Jest dorosła, jakieś tam wykształcenie posiada i nie może ustawicznie oglądać się na cudzą pomoc. Do pracy nikt nie idzie po to, żeby się uczyć, tylko pracować. Natomiast postawa biernej zależności, infantylnej roszczeniowości i bezradności, oczekiwanie, że ktoś mnie będzie niańczył, bo ja młoda, nowa, niedoświadczona, w krótkim czasie wkurzy każdego szefa. Autorka wątku zaś wyraźnie pisze, iż zasiadła w małym, kameralnym biurze w ładnej dzielnicy i..."Czekałam z niecierpliwością, kiedy zacznie się nauka i właściwa praca". Ale już za to czekanie chciała pensji identycznej, jak za efektywną pracę :) Niestety, w interesach nie ma sentymentów i jak znam życie, u większości pracodawców doczekałaby się tylko zwolnienia już w okresie próbnym. Małe biuro też dowodzi, że szef kokosów nie robi, z każdym groszem się liczy i hojny dla pracowników nie będzie. To pracownik ma przynosić dochody pracodawcy a nie pracodawca utrzymywać pracownika. Autorka wątku już wcześniej była emocjonalnie niestabilna (te marzenia o śmierci) i mało odporna na stres. Ale mogła z pomocą psychoterapeuty nad tym pracować a nie czekać, aż wszystko "samo się ułoży", bo "samo" nigdy nic się nie ułoży. W następnej pracy też będzie identycznie. I w końcu ta stówa na tydzień za psychoterapię zaburzeń osobowości nie okaże się w tym wypadku pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Pochodzi rok, a w międzyczasie zapisze się i będzie czekała na psychoterapię z NFZ. Uważam, że lepsze to, niż przewlekłe pigułkowe protezy, na których będzie ze swoimi zaburzeniami osobowości latami, w poczuciu krzywdy kuśtykała przez życie.

    --
    www.pmiska.pl
  • mardaani.74 29.10.18, 14:37
    ja jej nie piszę co MA robić, tylko co może zrobić, do wyboru :)
    przyznaję się bez bicia że post autorki trochę byl za długi, przeleciałam go wzrokiem, może zbyt pośpiesznie, nie wczuwałam się w każde słowo.
    Zresztą ona i tak nas olała:)

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • leda16 29.10.18, 16:52
    Olała? A czego się spodziewałaś? Najwyraźniej nie napisałyśmy tego, co chciała przeczytać ;)

    --
    www.pmiska.pl
  • seba.orlik 31.10.18, 17:18
    Moim zdaniem konieczna jest wizyta u specjalisty. To dla Twojego dobra.
  • alux 04.11.18, 12:59
    Jest to stan przygnębienia, smutku, zobojętnienia, utraty zainteresowań, zaniku odczuwania przyjemności, brak zdolności do działania, brak energii itp. Jeżeli taki stan utrzymuje się przed dłuższy czas, należy udać się do lekarza, bo mogą być to oznaki depresji.
    Objawy i leczenie depresji

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.