Dodaj do ulubionych

Ingerencja w terapię

07.12.18, 11:20
Dzień dobry. Chciałbym zapytać o następującą sprawę.
Mąż ze względu na depresję i zaburzenia lękowe uczęszcza od 3 lat na terapię psychodynamiczną. Jest poprawa. Ostatni tydzień był bardzo stresujący dla nas jako związku. Wiem, że chciał p"przegadać" temat z terapeutą. Miał dziś pójść na sesję, jednak właśnie terapeuta odwołał spotkanie. Dodam, że tak niespodziewanie zdarzyło się to pierwszy raz, może drugi. Zawsze spotkania odbywały się bez problemu.
Następne spotkanie w piątek za tydzień.
Widziałam, że mąż był zawiedziony. Chyba potrzebował tej sesji, bo całe zajście skwitował "no tak, jak jest naprawdę potrzebny to go nie ma". I potem z lekkim obrażeniem, że sam sobie poradzi.
I teraz moje pytanie... Czy mogę skontaktować się z terapeutą, zasugerować, żeby zaproponował mężowi wcześniejsze spotkanie? Wiem, że mąż sam nie wyjdzie z taką inicjatywą. Czy lepiej się nie mieszać, bo może to jest jakaś strategia terapeuty itp.? Co byście zrobili na moim miejscu?
Edytor zaawansowany
  • megan.k 07.12.18, 11:50
    Moim zdaniem lepiej nie ingerować. Terapia ma również za zadanie nauczyć pacjenta radzenia sobie z przeciwnościami losu i rozwiązywania problemów. Proszę pozwolić mężowi sprawdzić się w tej konkretnej sytuacji.
  • mardaani.74 07.12.18, 14:15
    Jeżeli po 3 latach mąż nie jest w stanie podjąć samodzielnego myślenia i tak silnie potrzebuje wsparcia terapeuty na już, to powiem szczerze taki efekt nie powala, to kolejny kamyczek do ogródka marnych efektów psychodynamicznej.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 14:31
    maardani.74 wypowiedziałaś/eś głośno moje obawy. Mówię o marnych efektach psychodynamicznej. Czy ona w ogóle może przynieść efekty? Jedyne co widzę z boku to ogromne wahania nastroju, raz góra, raz dół. Mam tego tak bardzo dosyć u męża, dość też tego napięcia, bo nie wiem jak będzie za tydzień, czy znowu nie będzie gorzej, jestem tym wyczerpana emocjonalnie. Dość skupienia jego na swoich emocjach, mam wrażenie, że tylko przeżywa siebie, a dla mnie już nic nie zostaje. Chciałbym, żeby skończył tą terapię, ale z drugiej strony jeśli ma mu pomóc... w co coraz częściej wątpię... Tylko nie wiem czy nasze małżeństwo się wcześniej nie skończy :(
  • megan.k 07.12.18, 14:45
    Przypuszczam, że ta terapia psychodynamiczna nie jest z NFZ, skoro trwa już 3 lata. Ja bardzo pozytywnie oceniam psychoterapię krótkoterminową w tym nurcie (10 cotygodniowych spotkań po 50 minut) z NFZ, ale to wymagało ode mnie bardzo dużego zaangażowania i pracy nad sobą. Ograniczenie czasowe powoduje, że człowiek sam wie, że musi się "sprężać", żeby coś osiągnąć i dokonać jakiś zmian w swoim życiu.
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 14:56
    To prawda, to jest terapia prywatna. Dla mnie ona trwa strasznie długo. I końca nie widzę. Mam już jej strasznie dość. Źle spię, denerwuję się na męża, to też spory wydatek finansowy, wybucham płaczem, złością, brzuch boli z nerwów. Boję się, że po tej jego terapii, sama będę potrzebowała terapii.
  • megan.k 07.12.18, 15:11
    A dlaczego terapia jest prywatna i co mąż sam sądzi o efektach tej terapii, bo to chyba najważniejsze, czy pomaga jemu?
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 15:19
    Pomaga tak, że po 3 latach nie potrafi powiedzieć terapeucie, że potrzebuje z nim spotkania wcześniej niż za tydzień.
    Nie rozumiem tego. I nie rozumiem czemu za jego "naprawianie" muszę płacić emocjonalne koszty ja i dzieci.
  • megan.k 07.12.18, 15:50
    A może tak naprawdę nie potrzebuje tego spotkania wcześniej, poza tym nie ma takiej praktyki w terapii, a każdemu, psychoterapeucie również, może coś wypaść i spotkanie trzeba przełożyć, w biznesie też tak się zdarza. Mnie niepokoi raczej Twoja emocjonalność, agresja słowna i brak zrozumienia, że depresja to choroba, a nie "jakieś widzimisię". Rodzina nie musi ponosić takich kosztów, czasami lepiej jest odejść, jeśli nie ma się już siły na wsparcie i wyrozumiałość, albo po prostu trzeba poszukać terapii dla siebie.
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 16:17
    Za agresję słowną przepraszam, rzeczywiście ostatnio puszczają mi nerwy. Ale stwierdzenie, że widzę depresję jako "widzimisię" jest niesprawiedliwe i nie wiem w którym momencie to wyczytałas.
    Byłam u psychologa, stwierdził u mnie depresję psychogenną. Tak, mam żal do męża, że jego choroba doprowadziła prawdopodobnie (tak przypuszcza psycholog) do mojej, dziecko też straciło na stabilności. To po prostu zbyt długo trwa. Zobacz, mówisz o 10 spotkaniach u Ciebie, u nas to trwa 3 lata. Czyli można szybciej, sprawniej...
  • megan.k 07.12.18, 16:39
    Trwa 3 lata, bo płacicie. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie ubezpieczeni płacą za psychoterapię, skoro można ją załatwić z NFZ. Jeśli ktoś traktuje depresję jak chorobę taką jak inne, to nie może mieć do kogoś pretensji i żalu, że jest chory. Czy mąż też ma teraz żal do Ciebie, że Ty również zachorowałaś? Może jednak warto na jakiś czas odpocząć od siebie, żeby nabrać dystansu i wyciszyć negatywne emocje (polecam sanatorium z ZUS o profilu psychosomatycznym - 24 dni zupełnie bezpłatnie). Osoba opiekująca się osobą chorą, bez względu na rodzaj schorzenia, musi kiedyś odpocząć, bo nie jest w stanie znieść takiego ciągłego napięcia.
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 16:55
    Dlaczego płacimy... odpowiedź jest prosta, bo mąż miał myśli samobójcze i trzeba było działać już, a w naszym rejonie na terapię czekało się wtedy 3 miesiące. A potem już nie chciał zmieniać.
    Żal jest irracjonalny, bo to żal do chroby męża niż do męża. To chciałam napisać.
    Żal też, że opieka nad chorym na depresję ogranicza się tylko do chorego, a powinna objąć całą rodzinę.
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 16:56
    ...bo potem jest tak jak u nas... ze rodzina się rozpada :(
  • megan.k 07.12.18, 18:12
    Czy Twój mąż na pewno jest dobrze zdiagnozowany? Ja ciągle łapię się na tym, że przypisuję mu zupełnie inną diagnozę, taką, która rzeczywiście niszczy rodziny. Myślałam, że depresja zazwyczaj wywołuje współczucie, troskę, niepokój ... a nie takie negatywne emocje. A może depresja męża spowodowana jest tym, co dzieje się w Waszej rodzinie, co działo się zanim pojawiły się myśli samobójcze?
  • jegoimojemalezycie 07.12.18, 18:58
    Dziękuję bardzo za okazane zrozumienie :(
  • megan.k 07.12.18, 21:28
    Do obiektywnej oceny sytuacji potrzebna jest wiedza wielopłaszczyznowa i spojrzenie na sprawę również oczami Twojego męża. A Ty oczekujesz zrozumienia, ukrywając istotne fakty. Rozumiem przyczyny Twojej depresji, dlatego sugerowałam odpoczynek, ale nie znam dalej przyczyn depresji Twojego męża, więc trudno jest coś wyrokować w tej sprawie, można tylko zadawać pytania, skłaniające Ciebie do zastanowienia się nad Waszym życiem. Może po prostu wskazana byłaby terapia małżeńska, a nie terapia indywidualna męża.
  • ekspert.grupa_synapsis 08.12.18, 09:44


    do Pani jegoimojemalezycie
    Szanowna Pani,
    czytam ten wątek, ale nie zdecydowałbym się na udzielanie Państwu zbyt wielu konkretnych rad. Z tego, co Pani pisze, nie wynika dokładnie jaki rodzaj depresji wystąpił u Pani i męża. Szczególnie chodzi mi o to, czy nie jest to depresja, która potrzebuje leczenia farmakologicznego - nic nie pisze Pani o takim leczeniu. Natomiast w wypadku każdej depresji w pierwszej kolejności powinno być rozstrzygnięte, czy nie wymaga ona leczenia lekiem przeciwdepresyjnym. Dopiero później, albo jednocześnie, powinna być podjęta ewentualna psychoterapia. Dotyczy to tak Pani męża, jak i Pani. Nie wiadomo też jaki charakter mają trudności występujące w Waszym małżeństwie. Czy są to problemy mniejszego kalibru, czy jest to głębszy, poważny kryzys w relacji, sięgający i wcześniej i głębiej. Czy on w całej tej sprawie nie jest w ogóle najważniejszy? W tym wypadku oczywiście wymagałby on rozwiązania, w razie potrzeby, w ramach terapii małżeńskiej. Nie wiadomo też, na podstawie tego, co Pani pisze, jakie są cele psychoterapii Pani męża. Pani ma własne wyobrażenie o tym, co powinno nastąpić, nie wiadomo natomiast jakie on stawia sobie cele. Na pewno pomysł, żeby zastępować męża w umawianiu się z jego terapeutą jest działaniem "nadopiekuńczym" zachęcającym do oddawania inicjatywy i konserwującym występujący być może u niego, problem z własną aktywnością.
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • jegoimojemalezycie 08.12.18, 11:44
    Dziękuję bardzo za odzew. Forum ma to do siebie, że tylko skrótowo można opowiedzieć w czym problem. By dłużej opowiedzieć, należałoby napisać wiele stron. Czasem też używając skrótu myślowego, można być niewłaściwe zrozumianym.
    Mąż jest pod dobrą opieką, był właściwie zdiagnozowany, leczony farmakologicznie, potem terapia. Nie mieliśmy problemów w związku. Wspieralam męża przez cały okres leczenia.
    To na co chciałabym zwrócić uwagę, a wydaje mi się, że o tym się nie mówi wystarczająco głośno, że depresja, a potem terapia mają bardzo duży wpływ na związek i dzieci. Wiem, że najważniejszy jest chory i to jemu najbardziej potrzebna jest opieka, ale nie tylko.
    U nas np. było tak, że mąż przez większość czasu trwania terapii zupełnie zamknął się w sobie, wahania jego nastrojów sprawiały, że żyliśmy na emocjonalnej hustawce przez blisko 3 lata. I wiem, że tak może być w psychodynamicznej, że jemu było strasznie ciężko, ale my też to odbieralismy. A ostatnio gdy znowu nastrój się pogorszył (i nie wiem czemu, bo nie zechciał nam powiedzieć czegokolwiek) nie wytrzymalismy. Nastąpił kryzys, który nie pomaga ani jemu ani nam.
    I o tym chyba chciałam napisać.
    Z dzwonieniem to był głupi pomysł.
    Dziękuję. Idziemy w poniedziałek po pomoc. Mam nadzieję, że uda nam się to jakoś wyprostować, że moje dziecko wreszcie przestanie pytać, kiedy tata bardziej się nim zainteresuje.
  • megan.k 08.12.18, 12:21
    Czy w diagnozie: DEPRESJA występują wahania nastrojów i huśtawki emocjonalne? Czy też takie stany może wywoływać psychoterapia w nurcie psychodynamicznym?
  • mardaani.74 09.12.18, 01:10
    Dlaczego ważniejszy jest chory? To postawa męczeńska która nikomu nic dobrego nie przynosi. Ważny jest każdy członek rodziny, bo ze zdrowego łatwmo stać się chorym, i Pani i dziecko prędzej czy później poniesiecie konsekwencję stawiania się na bocznym torze i życia pod dyktando choroby. Tak nie wolno, trzeba dbać także o siebie, zdrowy egoizm więcej zdziała niż pokorna niekończąca się nadcierpliwość i obchodzenie się z chorym jak z przeproszeniem śmierdzącym jajkiem. Depresja nie może usprawiedliwiać wszystkiego, nie można pozwolić by stała się wymówką. Pomiędzy brakiem wsparcia a dawaniem sobie jeżdzić po głowie jest szeroka przestrzeń do działania. W rodzinie musi być przestrzeń dla każdego, chory nie może jej zawłaszczyć, także dla jego własnego dobra.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • jegoimojemalezycie 08.12.18, 14:45
    Czy w depresji możliwe jest współuzależnienie?
  • cetherena 09.12.18, 08:14
    jegoimojemalezycie napisał(a):

    > Czy w depresji możliwe jest współuzależnienie?

    Kochana, cieszę się, że użyłaś tego słowa. Czytając wątek, od początku miałam skojarzenie ze współuzależnieniem. Nawet nick: jegoimojemalezycie. Masz jakieś swoje imię, takie niezależne od niego?
    Dla mnie współuzależnienie to taka sytuacja kiedy pozwalasz żeby alkoholizm (lub inna choroba) bliskiej osoby niszczyły Twoje zdrowie lub życie. A pozwalasz na to bo inaczej nie umiesz.
    Kiedy piszesz o wahaniah nastroju męża, pomyślałam, że może on po prostu korzysta z okazji. Ty wszystko znosisz i wybaczasz bo "on jest w terapii", więc po co ma nad sobą panować? Mówisz mu o tym że jesteś wyczerpana, też masz diagnozę depresji i zwyczajnie po ludzku masz dość?

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • jegoimojemalezycie 09.12.18, 16:06
    Naczytałam się mnóstwo publikacji, myślę, że współuzależnienie dobrze definuje mój problem. Nie wiem tylko co z tym zrobić. Przed jego chorobą taka nie byłam. Teraz tysiąc emocji jest we mnie, żal, złość, wstyd, że dopuściłam do swojego współuzależnienia też. Wiem, że teraz potrzebuję skupić się na sobie, odzyskać własne życie....
    Czy mu powiedziałam... Tak. Powiedziałam jak się czuję, powiedziałam o podejrzeniu depresji, bardzo długo rozmawialiśmy, wyplakałam wiele emocji. Nie jest łatwo, ale rozmawiamy. On rzeczywiście przyznaje, że był zatopiony w sobie, że nie widział wiele dookoła, że terapia była dla niego bardzo trudna. Próbujemy sobie pomóc. Widzę co nie tak zrobiłam, ze siebie skrzywdziłam. Nie wiem tylko czy sama sobie z tym poradzę. Ale dużo czytam na ten temat, wiem, że potrzebuję pracować nad sobą.
  • mardaani.74 09.12.18, 16:52
    Terapia dla par? Co o tym sądzisz? ja bym spróbowała. I niekoniecznie płatna, zaczęłabym od NFZ.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • cetherena 09.12.18, 18:31
    jegoimojemalezycie napisał(a):


    > Próbujemy sobi
    > e pomóc. Widzę co nie tak zrobiłam, ze siebie skrzywdziłam. Nie wiem tylko czy
    > sama sobie z tym poradzę.

    Dwie chore osoby nie mogą sobie nawzajem pomóc. Gdybyście oboje mieli ciężką grypę, potrzebowalibyście diagnozy internisty, leków oraz kogoś kto by dla Was zrobił zakupy. Jeśli oboje macie depresję, potrzebujecie diagnozy lekarza, pomocy terapeuty i wspierających przyjaciół.
    W kwestii współuzależnienia możesz iść na otwarte spotkanie al-anon. Poczytaj o nich w internecie, w skrócie to takie spotkania na których bliscy nałogowców uczą się jak zachować zdrowie w sytuacji choroby (uzależnienia) bliskiej osoby.

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • mardaani.74 09.12.18, 14:30
    Wychodzi na to że tak, w każdym razie opis Twojej postawy to wypisz wymaluj.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 09.12.18, 01:05
    W przypadku myśli samobójczych najpierw idzie się do psychiatry i podejmuje leczenie a jak się trochę stanie na nogi można się zacząć rozglądać za psychoterapią. Co do rodzaju terapi to teraz od psychodynamicznej odchodzi się na rzecz psychoterapii łączącej różne nurty, dla mnie sensowna okazała się behawioralno poznawcza. Psychodynamiczna wygląda tak, że można chodzić latami i kompletnie niczego w swoim życiu i myśleniu nie zmienić, a wręcz beznadziejnie się pogrążyć w zawiłościach swojej przeszłości.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 09.12.18, 07:40
    Ja mam zupełnie inne zdanie o terapii psychodynamicznej, ale moja psychoterapeutka była bardzo dobra i z tytułem doktora nauk medycznych. To ja decydowałam, o jakich sprawach z przeszłości chcę rozmawiać, a jakich ran nie chcę rozdrapywać. Do dziś kieruję się w swoim życiu zasadami, które wypracowałyśmy. Bardzo dużo jej zawdzięczam.
  • mardaani.74 09.12.18, 14:29
    Bo sama terapia choćby nie wiem w jakim nurcie bez dobrego terapeuty to kiszka. Fajnie że trafiłaś na taką osobę ale to jak trafić na brylant w kaszance.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • megan.k 09.12.18, 16:56
    I było to w ramach NFZ.
  • anaiss 07.12.18, 20:54
    Poszukaj wsparcia dla siebie, to ważne. Myślę, że choroba współmałżonka est bardzo obciążająca psychicznie.

    A jak mąż funkcjonuje społecznie? Może warto byłoby rozważyć terapię grupową, jeśli już się trochę wzmocnił psychicznie? Ja uczę się na terapii grupowej "widzieć" także innych ludzi. Piszę to w kontekście tego, co mówisz o skupieniu się męża wyłącznie na sobie.
    Powiem jeszcze o sobie: ja trafiłam na terapie z problemem z relacjami z ludźmi, miałam jednocześnie i grupową i indywidualną, bardzo się zaangażowałam i mimo to zmiany nie są jakieś spektakularne. To bardzo powolny proces, zwłaszcza, że tkwiłam w jakichś utrwalonych schematach całe swoje dotychczasowe życie. Niestety zmiany wymagają czasu. Ja akurat mam cudownych terapeutów, ogromnie dużo im zawdzięczam :) Wszystkiego dobrego dla Ciebie i męża :)
  • anaiss 07.12.18, 20:47
    Nie byłabym tak pochopna w ocenie skuteczności terapii, nie wiemy tak naprawdę z jakimi trudnościami boryka się pacjent. Depresja to jest zazwyczaj wierzchołek góry lodowej i najczęściej jest sporo do przepracowania pod spodem, niestety....
  • anaiss 07.12.18, 20:44
    Ja na Twoim miejscu pozwoliłabym mężowi samodzielnie decydować czy potrzebuje wcześniejszego spotkania, w końcu terapia ma też powodować, że pacjent staje się bardziej samodzielny.
  • jegoimojemalezycie 08.12.18, 11:54
    Przyznaję, że z dzwonieniem to był głupi pomysł. Chyba włączyła mi się panika, że jak się nie spotka to znowu wrócą najgorsze objawy. Zwyczajnie nerwy mi siadają. Dziękuję za trzeźwe słowa.
  • cetherena 09.12.18, 08:20
    jegoimojemalezycie napisał(a):

    > Chyba włączyła mi się panika,
    > że jak się nie spotka to znowu wrócą najgorsze objawy.

    To niestety brzmi tak jakbyś brała odpowiedzialność za jego proces zdrowienia, samopoczucie. Mąż nie jest ubezwłasnowolniony, więc jego proces leczenie to jego sprawa. Po co biegniesz z pomocą wtedy, kiedy on o pomoc nie prosi? Poza tym, po trzech latach terapii mają wrócić najgorsze objawy? Czy to nie jest podstawa do zmiany nurtu terapii? Na przykład na refundowaną przez NFZ poznawczo-behawioralną.

    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • jegoimojemalezycie 09.12.18, 16:18
    On prosił na początku mnie o pomoc. Bardzo dużo rozmawialiśmy. Potem wraz z trwaniem terapii bardzo zamknął się w sobie. Nie mówił czemu jest mu źle, rezonował emocjami. Po każdej sesji przez kilka dni czuł się gorzej, był jeszcze bardziej zamknięty, "trawił" problem. Potem było lepiej i kolejna sesja. I znowu to samo. Ciężko było pozostać na to obojętnym.
    Nie chciał rozmawiać o terapii. Szanowałam to. Ale kiedy ostatnio przyszedł kryzys - podobno przełom w terapii, spanikowałam, pomyślałam, że znowu wracamy do punktu wyjścia. Nie rozmawiał ze mną na ten temat, więc nie wiedziałam, że to teraz bardzo ważny moment. I wtedy zaczęły pojawiać się u mnie różne objawy mojej depresji. Teraz wyjaśnilismy dużo, ale nie mogę pozbyć się żalu, że w tak ważnym dla niego momencie po prostu odsunął się ode mnie. Nie wiem jak przeżyć żal.

    Nie chcę ingerować w zmianę jego terapii, choć ja bym zmieniła, ale niech sam podejmuje decyzje na swój temat. Ja muszę pomyśleć o swojej terapii.
  • jegoimojemalezycie 09.12.18, 16:40
    Zastanawiam się jeszcze tylko czy mogę sobie z tym poradzić sama...
  • mardaani.74 09.12.18, 16:54
    A po co masz sobie radzić sama? Jakąś nagrodę za to dają że sama się wyciągniesz z bagna za włosy jak Baron Munchhausen.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • jegoimojemalezycie 09.12.18, 18:33
    Dlaczego sama... bo chyba już jestem negatywnie nastawiona do terapii :(
  • mardaani.74 09.12.18, 18:51
    No to chyba musisz zawalczyć o siebie i wiele w swoim myśleniu przekonstruować. Nikt nie każe iść na psychodynamiczną.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • cetherena 09.12.18, 18:35
    jegoimojemalezycie napisał(a):

    > Zastanawiam się jeszcze tylko czy mogę sobie z tym poradzić sama...

    Nie wiem co masz na myśli: chorobę męża? swoją chorobę?
    Każde z was niech szuka pomocy dla siebie. Po prostu. U dobrych lekarzy, terapeutów.


    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • jegoimojemalezycie 09.12.18, 18:50
    O sobie pisałam. Jeśli moja terapia może wyglądać tak jak męża, to ja nie chcę :(
  • cetherena 09.12.18, 19:03
    jegoimojemalezycie napisał(a):

    > O sobie pisałam. Jeśli moja terapia może wyglądać tak jak męża, to ja nie chcę
    > :(

    Są różne nurty terapeutyczne. I różni terapeuci. Szukaj takiego który wzbudzi zaufanie. Pytaj jak długo ma trwać terapia, na czym polega.


    --
    A cook in the kitchen is surrounded by generations of cooks past, the advice and menus of cooks present, the wisdom of cookbook writers (Laurie Colwin)
  • mardaani.74 09.12.18, 20:48
    No tyle z tej terapii dobrego, że już wiesz jak ona NIE powinna przebiegać :D

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • jegoimojemalezycie 10.12.18, 08:11
    To prawda, jak zauważę, że coś nie tak to będę uciekać gdzie pieprz rośnie :)
    Dziękuję, rozbawiałaś mnie.
  • mardaani.74 09.12.18, 17:00
    Opis tej terapii sugeruje raczej brak rzetelnego leczenia depresji, dreptanie w miejscu i beznadziejne grzebolenie się w przeszłości której i tak zmienić się nie da. Trzeba nauczyć się patrzeć na chwilę obecną i krótką przyszłość a nie w przeszłość, w przeszlość tylko tyle o ile żeby uświadomić sobie przyczynę problemów ale bez przesady. Grzebiąc się nieustannie przez lata w przeszłości tracisz jedyne co realnie masz czyli chwilę teraźniejszą. Na długotrwałe stany depresyjne takie jak opisujesz najpierw leczenie psychiatryczne i wnikliwa diagnoza lekarska a dopiero potem terapia, zwłaszcza oparta na psychoanalizie. Moim zdaniem dla wielu osób to terapia pogarszająca stan i momentami wręcz ryzykowna jeżeli przebiega bez innego leczenia i bez wizyt u lekarza który mógłby wyłapać na czas niepokojące objawy. Co gorsza po trzech latach płacenia trudno z tego tak łatwo zrezygnować bo raz że to już nawyk a dwa pułapka utopionych kosztów, jak kiepskie małżeństwo, wiesz że jest źle ale jakoś nie możesz z tym całkiem skończyć bo za dużo w to "zainwestowałaś".

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.