Dodaj do ulubionych

Rozwód rodziców dręczy mnie po dziś dzień !

22.01.19, 10:42
Dorastałem w domu pełnym miłości. Tata górnik, pracujący na rodzine. Mama pani domu, która z wiecznym uśmiechem na twarzy, dbała o wszystko i otaczała mnie aurą bezgranicznej miłości. Ale, czy taka bajka może trwać wiecznie? U wielu ludzi tak to właśnie wykląda, ale mnie kurewski los postanowił kopnąć w dupe, gdy miałem dziewiąć lat. Wszystko zaczęło się, gdy tata kupił sobie komórke. Było to bardzo dziwne zachowanie z jego strony, ponieważ do tego momentu, dzielili z mamą wspólny telefon. Gdy z biegiem czasu na to patrze, to był to sygnał jasny jak słońce … . Do tego, wracał później z ,, wyjść z kolegami ``. Mama, zaczęła chodzić smutna, a ojca nie bywało już w domu tak często. Pewnego dnia napisał do mamy, że ją zdradził i nie mogą dalej tak żyć. Zaczeliśmy ,,biedować” i sytuacja w domu obróciła się o 180 stopni. Mama podczas sprawy rozwodowej nie pozwalała mi widywać ojca, ale ja tak bardzo za nim tęskniłem … . Z biegiem czasu, widywałem ojca raz w tygodniu na parę godzin.Teraz mam już prawie 21 lat i dalej nie umiem psychicznie pozbierać się po tym wydażeniu. Mam wielokronie wrażenie, że gdyby rodzice zostali razem, błędy które popełniam w życiu nie miały by miejsca. Jak sobie poradzić z tymi myślami ? Czy to może wina mamy, która nie pozwalała mi widywać ojca, a może zrobiła ona wszystko tak jak powina ?
Edytor zaawansowany
  • ekspert.grupa_synapsis 22.01.19, 11:10
    Szanowny Panie,
    to, co Pan napisał jest dla mnie mocno niejasne. Co ma Pan na myśli pisząc "dalej nie umiem psychicznie pozbierać się po tym wydarzeniu" oraz "błędy które popełniam w życiu"? O jakim poradzeniu sobie z myślami Pan mówi, jak by ono, zgodnie z Pana chęciami, miało wyglądać?
    Z szacunkiem
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • duk 22.01.19, 11:42
    Czasami mam wrazenie, ze obudze sie i moj ojciec bedzie pil kawe w kuchni przy gazecie, tak jak to robil. A to wydaje sie byc absurdalne po 12 latach od tego wydazenia. Przez bledy mam na mysli, glownie niepowodzenia z kobitami, poprzez moje materialistyczne ich traktowanie, ale takze wiele blachostek, ktore ,,zwalam" na moja niestabilnosc psychiczna. Chcialbym poradzic sobie z myslami w ten sposob, ze przestalbym zyc przeszloscia i poprostu zaakceptowal cala zaistiala sytuacje.

    PS. Bardzo przepraszam, za brak znakow szczegolnych. Mieszkam w Niemczech i pisze z do pana z biura, gdzie polskiej klawiatury brak :)
  • mardaani.74 22.01.19, 11:39
    9 lat pełnego szczęścia w dzieciństwie, nie w kij dmuchał, a ten jeszcze narzeka

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 22.01.19, 11:39
    a tak serio, jaja sobie robisz?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • duk 22.01.19, 11:48
    Nie, dlatego tu jestem. Cos jest ze mna nie tak i chce wiedziec co. Dlatego prosilbym Ciebie o nie udzielanie sie, jesli nie chcesz napisac czegos sensownego. Dziekuje :)
  • mardaani.74 22.01.19, 12:23
    Wydaje się że dobrze wiesz co jest nie tak, ale zamiast pracować nad sobą na razie szukasz "winnego". Czas przejść do następnego etapu, bo jaka by nie była przeszłość już jej nie zmienisz.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • duk 22.01.19, 12:27
    Wlasnie problem lezy w tym, ze nie mam pojecia co jest nie tak i nie wiem jak sobie pomoc.
  • ekspert.grupa_synapsis 22.01.19, 12:58
    Szanowny Panie,
    nie miałem wrażenia, żeby Pan pisał żartem i nieprawdziwie, choć moje zaufanie do innych osób jest chyba ponadprzeciętne, bo czasem kończy się ono przykrymi dla mnie niespodziankami. Wracając do Pana postów: nadal pisze Pan ogólnie i niejasno. Zupełnie niezrozumiałe jest np. ostatnie zdanie, że chciałby Pan zaakceptować całą sytuację. Zaprzecza ono większości temu, co Pan pisze wcześniej i skłania do kolejnych pytań. Jeśli ma Pan różne istotne niepowodzenia, to nie wiem dlaczego miałby je Pan zaakceptować. Uporczywe myślenie o przeszłości - to może być z jednej strony po prostu ludzka pamięć przywołująca istotne wspomnienia, a z drugiej, taka nasza psychologiczna sztuczka, żeby uciekać od odpowiedzialności za swoje bieżące życie i decyzje. Może też być inaczej - może być nawet, choć nieczęsto, przejawem chorobowej depresji. A te dwie sytuacje wymagają zupełnie innych rad i odpowiedzi. Innymi słowy, forum jest takim miejscem, gdzie można czasem uzyskać jakaś dobrą radę, ale tylko wtedy, gdy przedstawiany problem jest jasny i wystarczająco klarownie przedstawiony. Dla mnie natomiast taki nie jest. Jeśli ocenia Pan, że jest to problem istotny i zależy Panu na jego rozwiązaniu, radzę skorzystać z porządnej bezpośredniej konsultacji u psychologa, ewentualnie u lekarza (jeśli podejrzewa Pan u siebie depresję). Konsultacja taka z pewnością jest możliwa jeśli nie w Niemczech, to w Polsce.
    Z pozdrowieniami Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 22.01.19, 13:35
    Złe traktowanie innych ludzi jest bardzo nie tak.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 22.01.19, 13:51
    " niepowodzenia z kobitami, poprzez moje materialistyczne ich traktowanie, "
    brzmi bardzo niepokojąco, ale ostatecznie skoro masz tego świadomość to możesz to zmienić

    ale takze wiele blachostek"
    można wiedzieć co to za błachostki? tak dla przykładu?

    Jeśli chodzi o rozwód rodziców, chyba już jesteś na tyle dojrzały że rozumiesz że za sielankowymi wspomnieniami ojca z gazetą i matki krzątającej się po kuchni pewnie kryło się wiele niefajnych spraw których Ty jako dziecko nie mogłeś widzieć ani zrozumieć, i że tak czasem bywa, że ludzie się rozstają, nie każde małżeństwo jest dobrane, a nie każdy jest w stanie darować zdradę, nie każdy chce ratować na silę związek który się rozpadł. Co więcej życie w rodzinie gdzie rodzice się nie szanują, nie kochają a są ze sobą na siłę "dla dobra dziecka" to dopiero potrafi być koszmar. Być może to było mimo Twojej oceny dla Ciebie mniejsze zło? Pewnie, że dla dziecka najlepiej jest mieć dwoje kochających rodziców, ale niewielu ma takie szczęście. Spróbuj spojrzeć na rodziców nie jak na osoby bajkowe tylko ludzi z krwi i kości z ich słabościami z ich bagażem doświadczeń i być może ich własnym trudnym dzieciństwem? Nikt nie jest ideałem, tylko dziecku się wydaje że rodzice są w stanie poradzić sobie ze wszystkim, że są niezmienni i zawsze wiedzą co robić.



    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 22.01.19, 16:27
    No właśnie ja niestety jestem dzieckiem takich rodziców, co byli ze sobą dla dobra dziecka. By nie wdawać się w szczegóły, powiem tylko, że nie polecam nikomu.
  • mardaani.74 23.01.19, 19:32
    no ja dokładnie tak samo

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 22.01.19, 18:57
    Wiesz, z tą wiedzą to nie jest tak hop siup. Sama sie o tym przekonałam. Niby wiesz, nawet potrafisz nazwać, ale to jest taki ogląd intelektualny, nie rozumienie na poziomie emocjonalnym. Wielokrotnie mi się zdarzało w terapii, że coś nazywałam, ale pełne zrozumienie następowało po dłuższym czasie, mimo że opisywałam to tymi samymi słowami. Jakby zyskiwało dodatkowy wymiar. A nie uważam się za jakąś ograniczoną umysłowo osobę.
  • mardaani.74 23.01.19, 19:34
    Może i masz rację, chyba już zapomniałam takie młodzieńcze żywe emocje, na ostrzu noża, czarno-białe.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 22.01.19, 16:25
    Mnie zastanawia to, że rozwód rodziców przedstawiłeś z perspektywy dziecka i w pierwszej chwili pomyślałam, że pisze to właśnie dziecko, nie dorosły... Mam takie wrażenie, że zostałeś trochę w tym zerojedynkowym świecie ze złym tatą i dobrą mamą, a przecież życie jest wielowymiarowe i zdecydowanie bardziej skomplikowane. Może to postrzeganie, bez uwzględnienia bardziej dorosłej perspektywy, przed czymś Cię chroni? Może zwalnia z odpowiedzialności za własne życie? Przerzucając tę odpowiedzialność na "kurewski los". Z losem i naszymi rodzicami i tym co nam dali, a czego nie, najczęściej niewiele można już zrobić i faktycznie wtedy istnieje ryzyko, że będzie się przeżywać swoje życie z perspektywy ofiary. Rola ta paradoksalnie bywa czasami bardzo wygodna.
  • piotrwolny468 09.02.19, 18:48
    Duk musisz się trzymać, jest to sytuacja psychologiczna, taki kazus, syn, rozwód, problem. Jest dużo napisane w internecie jak sobie radzić w takiej sytuacji. Najlepiej ją zaakceptować i żyć swoim życiem. Kochać matkę, wybaczyć ojcu. Pomodlić się, poszukać dobrego księdza z kim mógłbyś przegadać temat. Poprosić o modlitwę, żeby ktoś nad tobą się pomodlił. Każdy z nas przeszedł swoją drogę, jeśli trafił tutaj na forum. Jedni pokonali swojego bolca, inni ciągle ciągną go i on uwiera jak drzazgi pod paznokciami.

    Masz poczucie winy że to twoja wina że rodzice się rozeszli, tak działa psychologia w naszej głowie. To jest podstawowe zjawisko i reakcja z jaką mierzą się młodzi ludzie na widok rozwodu rodziców. Widzisz sam jak ważna jest rodzina. I nigdy a nigdy nie rozwódź się z swoją żoną. Znajdź dobrą kandydatkę na żonę. Szukaj żeby twoje dzieci nie były w podobnej sytuacji. To nie chodzi o to że twoja mama była gorsza od tej dla której twój ojciec odszedł. Twoja mama może być najlepsza, tylko twój ojciec popełnił błąd, złamał przysięgę małżeńską - wierności. Tutaj tkwi problem. Trzeba zawsze zachować wierność słowom, które składamy.

    Zacznij od diagnozy swojego problemu, dokładnie go opisz, postaw się z boku - ktoś przeżywa taki problem i co byś mu poradził.

    Poczytaj w internecie - polecam emocje.pro Super stronka i super pani psycholog. Ja dużo rzeczy sam się nauczyłem z internetu, z czytania z książek. Dużo dała mi lektura i samo autoterapia. Chodziłem do psychologów ale oni nie rozwiążą twojego problemu. Sam musisz go pokonać.

    Jest wyjście z twojego problemu, tylko będzie to długa droga, sam musisz ją znaleźć. Ja swoją odnalazłem jest to samoakceptacja, wybaczanie, zrozumienie 2 strony, wejście w buty innych osób, które mnie skrzywdziły. Posłuchaj o. dominikanina - o. Szustak, super głosi kazania na YT.

    Trzymaj się i nie poddawaj. Zawsze jest nadzieja. Wspieraj matkę i bądź dla niej jak anioł. Jest twoim szczęściem.
  • ekspert.grupa_synapsis 09.02.19, 19:34
    Zwraca moją uwagę, że autor wątku nie odzywa się od niemal trzech tygodni i nie ustosunkował się do żadnego z żadnych pytań i rad.
    Stanisław Porczyk
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 09.02.19, 20:32
    Może samo wypowiedzenie problemu mu pomogło, a może nie spodobało mu się to co przeczytał i się fochnął?
    Też się zastanawiam czym kierują się ludzie rozpisujący się mocno o swoich problemach i prawie natychmiast milknący, ale to tutaj dość częste.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 10.02.19, 14:14
    Ma Pani rację, p. mardaani, że może "pomogło", albo może "wystraszył się", ale to oznacza, że jest to chyba osoba nieobecna? Doskonale wie Pani, że mogło to być też żartowanie sobie z nas, sama to Pani przypuszczała już na samym początku... A jeśli to było (mówiąc oględnie) żartowanie, to chyba też już osoba nieobecna?
    Ciekawe, czy rozumiecie mnie Państrwo, o co mi chodzi?
    SP
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 10.02.19, 18:14
    Przyznam że już niespecjalnie się przejmuję tym czy ktoś żartuje czy nie, czy śledzi swój wątek czy nie, bo nawet jeśli wątek założył tzw troll to poruszany problem może interesować wiele osób nawet jeśli nie interesuje założyciela wątku, a sama dyskusja jest często inspirująca. Jeżeli natomiast jest się na forum tak jak Pan żeby pomagać konkretnym osobom w konkretnych przypadkach to jest to jak przypuszczam mocno frustrujące i pewnie zniechęca.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 10.02.19, 19:32
    Tak, jest to frustrujące, co ostatnio bardziej odczuwam (akurat w tym urlop nie pomógł), nie jest jednak dokładnie tak jak Pani mówi. Też uważam, że jakiś wątek może być rozpoczęty bez sensu (np. niesympatyczną wrzutką-fałszywką), a mimo tego zainicjować pożyteczną rozmowę, w której autor wątku już nie bierze udziału. Chodzi mi o realizm. Osoby nieobecne są nieobecne. Jeśli były inspiracją do rozmowy, która toczy się teraz między realnymi osobami - to jest to zrozumiałe. Ale rozmawiać z nieobecnymi nie potrafię i nie chcę. To trochę tak jakby rozmawiać z duchami (to taka moja niezłośliwa metafora). Można oczywiście próbować tak rozmawiać i analizować jakieś problemy niewiele o nich wiedząc (bo nie zostały przekonująco przedstawione), można to robić nawet nie mając pewności, czy w ogóle te problemy istnieją. Czyni się jednak wtedy rzecz specyficzną. Jest to wchodzenie w świat własnych projekcji. To jest tak, jakby rozmawiało się z samym sobą, bo rozmawia się z własnymi wyobrażeniami. Proszę tego nie odbierać jako krytykę, bo wtedy to już w ogóle odbierzecie sobie Państwo możliwość zastanowienia się nad tym, co napisałem. A napisałem oczywiście nie tylko z myślą o niniejszym wątku.
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 11.02.19, 13:14
    No niestety nigdy nie wiadomo czy ktoś jeszcze czyta a nawet jak czyta czy cokolwiek dobrego dla siebie wyniesie, jak odbierze wpisy itd.
    "Czyni się jednak wtedy rzecz specyficzną. Jest to wchodzenie w świat własnych projekcji." No to akurat 100% prawda, to chyba specyfika każdego forum. No i nawet pozornie bardzo wyczerpujące wypowiedzi to też w sumie tylko tyle ile autor chce lub umie na swój temat powiedzieć, to zawsze subiektywna ocena sytuacji, często tylko taka bardziej wizja samego siebie niż rzeczywista ocena. Każdy z nas zachowuje dla siebie pewne sprawy i nawet jak myślimy o sobie że jesteśmy bardzo szczerzy i nawet chcemy być szczerzy to z pewnością taka całkiem obiektywna ocena byłaby inna.

    Powiem szczerze Pan i tak długo miał anielską cierpliwość i zmęczenie jest całkiem zrozumiale. Trudno na tym forum być cały czas zaangażowanym i zmotywowanym, czasem trzeba się wycofać dla złapania dystansu i odpoczynku, choć mam nadzieję nie na zawsze. Pana wpisy nawet w martwych już wątkach będą jeszcze długo cennym źrodłem rzetelnej, sprawdzonej wiedzy dla wielu osób, więc to nie jest para w gwizdek. Tutaj podejrzewam jest z 10 razy więcej tylko czytających niż czytających i piszących.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • ekspert.grupa_synapsis 11.02.19, 20:54
    Dziękuję. SP
  • camaretto 10.02.19, 08:17
    Sorry,nie bardzo rozumiem dlaczego nikt nie rozumie, że osoba,która założyła wątek może po prostu "wystraszyła się" tych wpisów, bo "załatwićcoś " metodą"no dobra, twoje uczucia to nie czarna depra, więc daj se gościu radę sam, "sam wiesz" że pocieszanie nie jest w twoim wieku powszechnie praktykowane.Oczywiste jest dla mnie, że mały 9-letni chłopiec w dorosłym już,a le młodym mężczyźnie, samodzielnym, ale i samotnym, odłączonym od kraju tęskni po prostu za ojcem i chciałby nadrobić stracone lata. Może zatem - jeśli podczytujesz jeszcze wątek - spróbuj zamiast tego nawiązać kontakt z ojcem i zobaczyć się znim, zobaczyć kim on jest naprawdę jest, zamiast hodować powoli nerwicę i znaki zapytania? Widać za to jasno, że chciałbyś podczas wychodzenia w wiek "dorosły uzupełnioć pewne luki, i podświadomość podsuwa ci ten sam obrazek, kiedy zrobiłeś życiową "Stop - Klatkę" .Rodzice powinni byli pozwolić ci na kontakt - to wiek,kiedy ojciec w życiu chłopca jest bardzo ważną osobą , z którądziecko nieswiadomie się identymfikuje, od której "ściąga" wzorcei i nawet ojczym, z reguły reprezentuje kogoś zupełnie innego i budzi mimowolną agresję, często wzajemną. Tak było i z dziećmi koleżanki , tylko gorzej- po rozwodzie rodzina nie cierpiała biedy, ojczym - złotko - finansista, chłopcy polubili go jednak daleko później, i bareziej zaadaptował się młodszy. W wieku 9-11 lat chcieli popełnić za to samobójstwo, ledwie ich wyratowano. Później starszy zaatakował nowego męża, i musiał zamieszkać z ojcem. Na świecie była już mała siostrzyczka. Chciano karmić go lewadopą i wmówić ADHD.
    Tak więc -myślę że autor przeżywa rzeczy normalne, ale ze swojej pozycji nie miał się do kogo za granicą zwrócić, odciął się od kolegów z Polski. A rodzice zostawili mu tylko błędne wzorce i bałagan w głowie, z czego na szczęście zdał sobie sprawę.
    Myślę, że po nawiązaniu kontaktu sceny i uczucia "ruszą z miejsca" i autor odzyska zdolność przeżywania uczuć. Nie trzeba się bać, w końcu to normalne, że ktoś chce nawiązać kontakt z biologicznym rodzicem. "Tak mają" też i sieroty -całe życie pielęgnując mit o idylli - rodzina moja (i ja dawno też - pracowała jako wychowawczyni,również w Domu Dziecka). Zdziwienie, skąd się jest bywało szokujące, ale jest w gruncie rzeczy normalne. Sama to przeżywam - moi rodzice po rozwodzie niby "załagodzili sytuację", ale musiałam im - już dorosła - pomóc, bo utkwili na wzajemnej nienawiści tak, że "rozsadzili emocjami" następne związki. Co nie znaczy, że się zmienili - ale dali w końcu sobie nawzajem spokój.

    ***************************************
    Dzień Kota
    "Kot Bob i ja" - pamięci kizi Czarnej,która spadła z piwnicy i śp. rudego kota Garfielda, który w Walentynki spadł z nieba i oduczył mnie wszystkich nałogów.
  • mardaani.74 10.02.19, 18:17
    Jest jedno ale, on pisał, że ma kontakt z ojcem.

    "Chciano karmić go lewadopą i wmówić ADHD." a co to ma jedno z drugim?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.