Dodaj do ulubionych

Mąż się zakochał.

20.02.19, 10:20
Jesteśmy małżeństwem 12 lat. Mąż od półtora roku jest w terapii indywidualnej z powodu depresji i zaburzeń lękowych. Ostatnio bardzo się zmienił. Stał się dla mnie bardziej oschły emocjonalnie, zamyślony, jakby mnie unikał. Wczoraj nie wytrzymując napięcia (już kilka razy pytałam o co chodzi - zawsze milczał), zrobiłam awanturę. Mąż wyznał, że zakochał się w swojej terapeutce. Boże, jakby mnie piorun raził. Więc dlatego przestał ze mną rozmawiać, opowiadać o swoich problemach, traktował tak oschle... Mam wrażenie, że świat mi się zawalił. Nie wiem co robić. Mamy dzieci, kocham go, ale jego odrzucenie tak bardzo boli. Czuję się jakby mnie zdradził :(
Szukam przyczyny, wyjaśnienia, wytłumaczenia. Czytałam o przeniesieniu. Czy ono może aż tak bardzo działać? aż tak bardzo może je odczuć współmałżonek? czy to w ogóle jeszcze jest terapia?
Edytor zaawansowany
  • 136ty 20.02.19, 10:32
    A co to jest to tajemnicze przeniesienie? Mechanizm który działa tylko w specyficznej sytuacji zwanej terapią? Czyżby natura umiała czytać i jak czyta na drzwiach "terapia" to działa inaczej? Terapia to terapia : molestowanie ciała ile natura dała.
  • pull_up 20.02.19, 12:47
    To opisane jeszcze przez Freuda zjawisko w terapii które teoretycznie powinno być wykorzystane w leczeniu. Ciekawe że Ci to powiedział, powinien sam wiedzieć o co chodzi.
  • 136ty 20.02.19, 13:26
    Wykorzystuje się.

    Terapia jest sytuacją sztuczną. Sztuczną intymnością. SKoro ujawniasz uczucia w sytuacji sztucznej to znaczy ze przenosisz , a skoro przenosisz to jestes wariatem. A wiec wariacie psycholog bedzie cie uswiadamiał w twoim kalectwie zebys robił się coraz mniejszy i mniejszy.

    Terapia to teatr absurdu w reżyserii jajogłowych vojerystów.
  • iza23 20.02.19, 14:34
    Powiedział po wielkiej awanturze, nie wiedziałam jak do niego trafić, na pytanie co robię nie tak, że tak bardzo się ode mnie oddalił - milczał, na pytania czy wszystko ok na terapii odpowiadał, że to jest jego sprawa. Aż zrobiłam wielką awanturę, w której wydusił, że on się zafascynował terapeutką, zakochał wręcz nawet.
    Nie wiem czy powiedział o tym na terapii.
  • mardaani.74 20.02.19, 13:52
    Ciekawe dlaczego terapeutka tego nie zauważyła, czy zauważyła ale szurnęła etykę zawodu w kąt? Terapeutka czy nie ja tam bym sobie nie odpuściła konfrontacji.

    a może to kolejny odcinek, z cyklu forum było zdechłe, czas na nową historię. Chyba udzieliła mi się teoria spiskowa.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • 136ty 20.02.19, 14:08
    Zgadzam się. SKoro nie podobało się dbanie o pełny żołądek to trzeba konfrontacji. Niech przyczai się jak wejdzie na terapie i wejdzie za nim. To męża nauczy posłuchu, zwłaszcza ze ma zaburzenia lękowe.
  • mardaani.74 20.02.19, 23:27
    Konfrontacji z samą terapeutką, bez męża, po co mąż? w roli bezbronnej ofiary? Taka rozmowa jak kobieta z kobietą. Oczywiście nic by to nie zmieniło w sytuacji, ale "połknięta" złość i agresja by mi przynajmniej nie groziły.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • iza23 20.02.19, 14:28
    To niestety nie bajka. Chciałabym, żeby to była bajka. Widzę jego olbrzymie zaangażowanie w tę relację. Codzienne problemy, swoje troski, wątpliwości omawia tylko na terapii. Ze mną nie chce o tym rozmawiać, mówi, że "wyrzuca" wszystko na sesji.
    Myślałam o pójściu tam z nim i wyjaśnieniu sprawy, niestety nie chce o tym słyszeć. Nie chce, żebym z nim poszła. Sama nie pójdę, bo podejrzewam, że terapeutka nie będzie chciała ze mną o tym rozmawiać zasłaniając się tajemnicą zawodową.
  • 136ty 20.02.19, 14:48
    Powiedz mezowi ze masz problemy z orgazmem i znalazlas terapeute. Powinien zrozumiec.
  • pull_up 20.02.19, 17:11
    Myslę możesz porozmawiać o tym z terapeutką, to przecież ważna informacja dla niej z punktu widzenia terapii męża. To "zakochanie" raczej powtarza uczucia do matki, nie do Ciebie. Nie należy zakładac że sama poddała się tzw. kontrprzeniesieniu czyli potraktowała jego emocje dosłownie (tego nie wiesz). To byłoby bardzo nieprofesjonalne.
  • 136ty 20.02.19, 17:25
    Bylem na grupowej. Ludzie sie zakochiwali w najrozniejszych konfiguracjach. Po prostu ludzie lubia milosc i jej nie maja. I wszystko.
  • mardaani.74 20.02.19, 23:29
    Dlaczego do matki, czy nie jest możliwe że zakochał się w niej zwyczajnie jak w atrakcyjnej dla niego kobiecie?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • aa_propos 22.02.19, 09:33
    Tako rzeczą teorie psychoanalityczne. Przeniesienie to regresja do fazy rozwoju seksualnego z czasów dzieciństwa i powtórka relacji z matką, gdyby to było "zwykłe" zakochanie nie opowiadałby zapewne o tym. Jest oczywiście że pacjent zakocha się np. w swojej dentystce podczas borowania ale sytuacje z psychoterapeutami są standardowe jak czytam.
  • mardaani.74 22.02.19, 15:32
    wyznał po wielkiej awanturze, więc w sumie to nie byłabym pewna,
    a swoją drogą te teorie psychoanalityczne to jakieś straszliwe wydumki

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • mardaani.74 20.02.19, 23:28
    Czy to kolejny przypadek wielomiesięcznej terapii psychodynamicznej? płatnej czy nie?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 20.02.19, 15:57
    Podejrzewam, że 99% pacjentów w którymś momencie terapii zakochuje się w swoim terapeucie. Relacja terapeutyczna jest szalenie gratyfikująca :) jaka inna osoba obdarza Cię bezwarunkową akceptacją i stuprocentową uwagą? Nie przejmowałabym się tym i nie traktowała w charakterze zdrady. Sama miałam podobny moment w terapii i przepracowałam bez problemu.
  • 136ty 20.02.19, 16:19
    Na czym polega to przepracowanie? Co konkretnie wynioslas z tej pracy?

    Bo wiem ze jest tez taki termin uzdrowienie przeniesieniowe. Glowny powód sukcesu terapii. Pacjent tak czuje sie wdzieczny terapeucie ze byl dla niego mily ze uznaje ze zostal przez niego uzdrowiony.
  • anaiss 20.02.19, 16:42
    Nie chciałabym o tym mówić na forum.

    Czuję wdzięczność w stosunku do mojego terapeuty, ale nie dlatego, że był dla mnie miły i nie uważam, że mnie uzdrowił. Gdybym miała porównać moją terapię indywidualną do czegokolwiek to porównałabym ją do wspinaczki wysokogórskiej z partnerem, który asekuruje cię liną.
  • 136ty 20.02.19, 16:55
    Bo mnie to ciekawi. To slowo z zargonu psychologow. Znalem jedna pania po rozlicznych terapiach ktora ciagle cos przepracowywala ale nic sie nie zmienialo w niej.

  • 136ty 20.02.19, 17:12
    Moim zdaniem terapia daje nisze ktora poprawia nam humor i niewiele wiecej.

    To co zabija ludzi to toksyczne srodowisko. Wszystko jest o tym jak sie wyplatac z tych toksyn i wyluzowac a pozniej w druga strone wziąść w garsc. Natomiast kazdy ma swoj mozg i zacznie dawac dobre odpowiedzi na tej drodze. Nie ma zadnego przepracowania. Jest wyrwanie sie z toksyn i wziecie sie w garsc na wiekszym luzie. Wczesniej zas wziecie sie w garsc w toksynach jest malo realne
  • jegoimojemalezycie 20.02.19, 20:15
    anaiss czy mogłabyś ogólnie opowiedzieć jak działa przeniesienie? Jak odczuł to Twój partner. Nie czuł, że coś się dzieje?
  • anaiss 20.02.19, 21:56
    Nie miałam partnera, częściowo pewnie dla tego próbowałam odtwarzać z moim terapeutą to, jak funkcjonuję w relacjach intymnych. Dla mnie to było bardzo trudne, ale po prostu wnosiłam to wszystko, z czym przychodzę, na sesje. Mój terapeuta pracuje w nurcie humanistycznym i czułam, że budujemy więź,a to dla mnie było bardzo ważne.
  • mardaani.74 20.02.19, 23:32
    czyli to był taki zastępczy związek? wydaje mi się że to stąpanie po cienkim lodzie, nie wyobrażam sobie wchodzenia w takie klimaty z terapeutą. To jakieś takie dziwaczne, ale skoro Ci to pomogło.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 21.02.19, 11:03
    A kto powiedział, że mi to pomogło? Powtarzam, że w psychoterapii różne rzeczy się dzieją, na sesjach jest z reguły sporo emocji. Ja akurat nie powiedziałabym, żebym zakochała się w moim terapeucie, raczej była to potrzeba jakiegoś zlania, zawładnięcia nim. Wszystkie moje uczucia na bieżąco omawialiśmy, choć momentami było to dla mnie bardzo wstydliwe. Nie będę o tym szerzej pisać na forum. Każdy jest inny, każdy ma za sobą inną historię.
  • mardaani.74 21.02.19, 11:52
    perwersyjnie to zabrzmiało
    ja bym się bała być psychoterapeutą, to jednak ryzykowny zawód

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 21.02.19, 21:20
    Nie widziałam, żeby mój się bał :)
  • 136ty 22.02.19, 07:20
    A co ryzykujesz? Odpowiedzialnosc dokladnie zerowa. Wykonasz usluge czy nie nie ma znaczenia. Pieniadze sie naleeza za towarzystwo.
  • mardaani.74 22.02.19, 11:38
    bałabym się psychofana

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • zoltanek 22.02.19, 21:18
    Terapeucie nie wolno spotykać się prywatnie ze swoim pacjentem, a jeśli złamie zasadę etyki zawodowej może stracić prawo do wykonywania zawodu. Raczej nie zaryzykuje tego dla Pani męża :-), więc wszystko jest jeszcze do odratowania. Pozostaje się zastanowić czy warto?

    --
    lubimy ciemność lubimy mrok / nie ma sensu nieustannie bić się / w pierś / to nasze życie / nocne mocne / choć czasami rwie / gardło ściska / to poranki gdy / nabieramy powietrza / są wystarczającym / powodem / że tak chcemy żyć
  • ekspert.grupa_synapsis 23.02.19, 08:58
    Przeczytałem wątek. Oto moje trzy grosze. Mamy tutaj już prawie 30 postów na temat "zdrady" i "zakochania" w terapeutce, ale, moim zdaniem, niewielkie podstawy do sądzenia, że ten fakt miał miejsce.
    Zaczynam weekend, zajrzę na forum po niedzieli.
    SP
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • iza23 23.02.19, 10:36
    Zastanawiam się wciąż na temat przeniesienia. Jak mocna może być taka reakcja? Czy może być zagrożeniem dla związku relanego w domu, z żoną? I czemu terapeuta dopuszcza do takich przeniesień skoro wie, że pacjent jest w małżeńskim związku? To po prostu strasznie boli. Czuję się zdradzona emocjonalnie.
    Nie zgadzam się z doktorem, że nie było zakochania. Mąż sam się do tego przyznał. Ale przyznaję, że nic nie wiem o terapeutce. Bardzo prawdopodobne, że to było jednostronne. Wcale nie mówię, że terapeutka zachowała się nieprofesjonalnie i wdala się w romans. Pytam tylko czemu dopuściła, że mąż się zakochał, zakładam, że jednostronnie. To po prostu bardzo boli.
  • mardaani.74 23.02.19, 11:49
    Może ona o tym nie wie?

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza
  • anaiss 23.02.19, 12:03
    A co ma terapeutka do dopuszczania bądź niedopuszczania? Przecież po to jest terapia, żeby uczucia ujawniać, a nie je blokować. Mamy w sobie różne emocje, różne kawałki, czasami dowiadujemy się o sobie jakichś nieprzyjemnych rzeczy. Nie wyobrażam sobie chodzić na terapie i coś filtrować.
  • 1_do_27 23.02.19, 20:46
    Tak też bywa ale profesjonalist/k/a powinien to kontrolować. Tym niemniej nawet taki spec jak Eichelberger miał aferę nagłośnioną przez męża pacjentki.
  • anaiss 23.02.19, 12:07
    W ogóle taki konstrukt „zdrada emocjonalna” z terapeutą wydaje mi się mało możliwy. Coś jak zdrada z ginekologiem podczas badania.
  • 136ty 23.02.19, 14:59
    Rozczulajaca wiara w autorytety. Rzecz nie w zdradzie. Zalozmy ze to przeniesienie. Obawiam sie ze wtedy podwazamy jednoczesnie jego relacje z zona i dojrzalosc jego milosci do niej:))))))
  • 1_do_27 23.02.19, 14:01
    To relacja terapeutyczną, coś jak z matką, powiadam. Poczytaj sobie. Głupi że coś takiego powiedział w ogóle, tu widzę problem.
  • 2fat 25.02.19, 09:45
    We Freudzie pacjentki też się regularnie zakochiwały. Stąd wysnuł swoją teorię. Czy jest to powrót do fazy z dzieciństwa czy nie, takie zjawisko występuje regularnie.
  • ekspert.grupa_synapsis 25.02.19, 10:00
    Można być w małżeństwie i współtworzyć je w fajny i konstruktywny sposób, a mimo to mogą się zdarzyć okresy fascynacji innymi osobami. To normalne uczucia i mogą być „niegroźne” jeśli nie prowadzą do nielojalności i decyzji o rozstaniu. To nie musi zagrażać związkowi jeśli podstawowa więź między ludźmi jest silna (tu chyba myślę podobnie jak p. 136ty). Myślę, że nie trzeba się zajmować wyimaginowanym przeniesieniem tylko patrzeć realnie na sytuację w swoim związku. Jak ona właściwie była i jest. Pani izo23, może by Pani coś napisała o Waszym małżeństwie? Czy problemy w Waszej relacji zaczęły się dopiero od rozpoczęcia psychoterapii przez Pani męża?
    ------------------------------------------------------------------
    A odnośnie tego, że mąż powiedział o zakochaniu, mam pytanie: czy było to raz, czy więcej. Czy w spokoju rzucone, czy w czasie jakiegoś konfliktu, gniewie? Czy od tego czasu rozmawiała Pani z nim o tym ponownie?
    Stanisław Porczyk, psychiatra-
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • iza23 25.02.19, 10:52
    Dziękuję bardzo za odzew. To dla mnie trudna sprawa, próbuję zrozumieć, znaleźć rozwiązanie. Zgadzam się Panem, Panie Doktorze, że w każdym związku mogą się pojawiać krótkotrwałe okresy fascynacji różnymi osobami. To naturalne i wydaje mi się, że w pewien sposób również zdrowe. Oczywiście jeśli nie idzie za tym nielojalność, a więź łącząca parę pozostaje nadal ta najważniejszą.
    Ale czuję, że u nas to jeszcze coś innego. Przed psychoterapią byliśmy zgodną parą. Rozmawialiśmy, dużo rozmawialiśmy, wiele spraw rozwiązywaliśmy przez rozmowę. Od momentu podjęcia przez męża psychoterapii - komunikacja między nami padła. Próbowałam, zachęcałam męża do rozmów takich jak kiedyś. Niestety spotykałam się z milczeniem. Wraz z czasem trwania terapii mąż odsuwał się ode mnie coraz bardziej, aż doszło do tego, że sprawy wychowawcze naszych dzieci zaczął omawiać na terapii, a nie ze mną w domu. Właściwie wszystko omawiał na terapii. Mniej angażował też się w nasz związek. Aż ostatnio nie wytrzymałam i zrobiłam awanturę - o czym już pisałam.
    Przed podjęciem terapii było zdecydowanie lepiej w naszym związku. Zresztą teraz jak rozmawiamy, bo wreszcie zaczął ze mną rozmawiać normalnie, przyznaje, że on też to widzi, że zupełnie odciął się ode mnie emocjonalnie od czasu podjęcia terapii, że wiele rzeczy zamiast ze mną omawiać omawiał z terapeutką. Mąż mówił, że wydawało mu się, że tak właśnie trzeba pracować na terapii.
    Teraz jak na spokojnie rozmawiamy to mówi, że czuje się trochę uzależniony od terapii. Nie wiem już co o tym myśleć.

    Powiedział mi o zakochaniu w gniewie, w czasie konfliktu. Teraz jak spokojnie o tym rozmawiamy, jest zaniepokojony, zaskoczony sytuacją, że coś takiego mógł poczuć do terapeutki.
  • jegoimojemalezycie 25.02.19, 11:48
    Jeśli mogę wtrącić swoje trzy grosze... Terapia może namieszać w relacjach. W moim małżeństwie też namieszała. Aktualnie naprawiamy to co "popsuła" terapia indywidualna. Moja doktor mówi, że tak bywa, gdy naprawia się tylko jedną część z całości. Ta jedna naprawiona część po prostu potem nie współgra z całością (albo całość z tą jedną częścią) i pojawiają się problemy. Na wizytach u niej wciąż słyszę, że depresja jest chorobą, która wpływa na całe życie chorego, ale tez bardzo na najbliższą rodzinę, małżeństwo i dobrze byłoby leczyć ją całościowo. Może pomyśl o psychoterapii małżeńskiej. U nas bardzo się sprawdziła, nie tylko lepiej jest między nami, ale i depresja męża wreszcie się wycisza.
    To oczywiście moje doświadczenie. U mnie się sprawdziło. Nie wiem co sądzi o tym pan doktor.
  • ekspert.grupa_synapsis 25.02.19, 12:35
    Szanowna Pani,
    trudno mi się wnikliwiej odnosić do tego, co napisała Pani wcześniej i teraz. Zbyt wiele dla mnie niejasności. Przychodzi mi do głowy sporo hipotez, których jednak, na podstawie tego, co Pani pisze, nie mogę zweryfikować. Nie dziwię się, że wypowiada się Pani oględnie i nie zachęcam do większej otwartości. Na forum publicznym osoby piszące o swoich problemach nieraz już spotykały się z pobłażliwością albo żartami. Moim przypuszczeniem (ale jednak tylko przypuszczeniem) jest, że między Państwem jako małżeństwem, jest i było od pewnego czasu więcej istotnych spraw nieotwartych i nierozwiązanych mimo, jak się wydawało, dobrego między Wami kontaktu. Mam nieprzeparte wrażenie, że także owo "wyznanie męża" rzucone w bardzo napiętej rozmowie, jest tylko elementem Waszych szerszych trudności małżeńskich. Jeśli mam rację, to absolutnie popisuję się pod tym, co napisała p. jegoimojemalezycie zachęcając do podjęcia psychoterapii małżeńskiej. Oczywiście nie chodzi mi o przerywanie przez męża terapii indywidualnej, ale o jej uzupełnienie. Dominują poglądy, że w razie łączenia ze sobą tych dwóch sposobów pomocy powinni je prowadzić dwaj różni terapeuci.
    Stanisław Porczyk, psychiatra
    Grupa Synapsis
    www.synapsis.pl
  • mardaani.74 25.02.19, 16:13
    boszzzz, dajcie se spokój z tymi terapiami, weźcie normalnie żyjcie bo się zajedziecie

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka