Dodaj do ulubionych

znowu pikuje w dóóóóół

04.08.05, 01:08
a już było tak dobrze, .
patrze znowu przez szybę i nie mam siły na nic
ćwiczenia - próbowałam -pot lał się ale lżej nie było...nie było
Depresja to nie słabość - depresja to nadmiar empatii - nie wiem kto to
powiedział.
To ja trzymałam za rękę i słuchałam ..........czasami mówiłam
A dziś jak żebrak wyciągam rękę........( najpewniej ktoś przetrąci)
Nie lubie swojej słabości - to nie jestem Ja - a może mnie wogóle nie było
depresanci oszuści - oszukują samych siebie - wypieram myśli uczucia
niewygodne, - (przecież nic się nie stało moje ulubione stwierdzenie) -
oszustka ze mnie - a jak gram....
Oskar za role - wszystkie - i tylko jedno niedawno zadane sobie pytanie -
gdzie jest moje Ja - zniknęło a może wogole się nie wyksztalciło...(przecież
ja taka nie jestem)pewna siebie, wygadana,radząca sobie ze wszystkim oto jaką
widzą mnie bliscy i znajomi- teraz nawiasem mówiąc rzadko mnie widzą
Czy z lęku, samotności i pustki może się coś wykształcić????
Czy to możliwe że jedno zdarzenie mogło uruchomić taką lawinę.......
Gdzie ja to magazynowałam? Dlaczego tak łatwo przychodzi mi wypieranie
niewygodnych uczuć? Dlaczego kiedyś konfrontacja była dla mnie wyzwaniem
a teraz.........chowam się, uciekając przed najnędzniejszą konfrontacją.
Doceniam to co mam................................ale nie jestem z siebie
dumna.........pracuje na wstecznym biegu,....i coraz mniej mnie to obchodzi.
Intelektualnie się cofam........psychicznie........jak widać......duchowo -
wierzę - (dlatego chyba piszę)
ŻYRAFKO - MUSIAŁAM - nie miej mi za złe
plum i poszło



Edytor zaawansowany
  • danuski 04.08.05, 08:34
    de-bordo napisała:

    > Intelektualnie się cofam........psychicznie........jak widać......duchowo -
    > wierzę - (dlatego chyba piszę)

    a moze dojrzewasz?
    tylko nie wiesz do czego i to Cię złośsci?
    nie lubisz nie mieć kontroli nad swoim intelektem i swoimi słabościami
    może u Ciebie jest inaaczej, ale...ja nie lubię...kiedy ciało jest też
    przeciwko mnie...a doły...ograniczają przestrzeń własną, bo...kazdy ma własnego
    doła a wspólny dół, to już prawie piekło


    > ŻYRAFKO - MUSIAŁAM - nie miej mi za złe
    > plum i poszło
    >
    >
    >
  • de-bordo 04.08.05, 11:15
    kazdy ma własnego
    >
    > doła a wspólny dół, to już prawie piekła

    to przedsionek własny tego piekła - taka wprawka?? -
    Fizycznie - tego nie wiem czy coś sobie wmawiam bo wybieram podświadomie taką
    formę ucieczki czy dolegliwość jest prawdziwa - stać mnie jeszcze na obserwacje
    tej dziedziny - na razie odczekuje czy samo mija. Wiem z obserwacji że bardzo
    łatwo - wplywać na otoczenie - poprzez chorobę - ja tak nie chce.
    Ale rozumiem co napisałaś niemożność zmiany swojego stanu fizycznego -
    bezsilność - złość -
    Dojrzewam - chciałabym w to wierzyć że w wieku prawie 40 lat można dojrzewać
    mam wrażenie że przejrzałąm i spadam...............
    Taka pustka jest we mnie że aż wiatr hula - może ja już wszystko co miałam to
    porozdawałam i dlatego nie mam już niczego do ofiarowania -

    Masz rację nie lubię nie mieć kontroli nad swoim życiem a teraz nie mam ...........
    Czy to jest złe kontrolować swoje życie???.?....................
    A jak żyć bez kontroli ?? tak jak teraz - jeśłi tak to ja żle się z tym czuję
    wiem że jesteś bardzo nieufna - a ja mimo ran za bardzo - dziękuję za odpowiedź
  • hasanet 04.08.05, 11:28
    de-bordo napisała:

    > Dojrzewam - chciałabym w to wierzyć że w wieku prawie 40 lat można dojrzewać
    > mam wrażenie że przejrzałąm i spadam...............
    Uważaj, w co!
    asa
  • danuski 04.08.05, 11:33
    de-bordo napisała:

    > kazdy ma własnego
    > >
    > > doła a wspólny dół, to już prawie piekła
    >
    > to przedsionek własny tego piekła - taka wprawka?? -
    > Fizycznie - tego nie wiem czy coś sobie wmawiam bo wybieram podświadomie taką
    > formę ucieczki czy dolegliwość jest prawdziwa - stać mnie jeszcze na
    obserwacje
    > tej dziedziny - na razie odczekuje czy samo mija. Wiem z obserwacji że bardzo
    > łatwo - wplywać na otoczenie - poprzez chorobę - ja tak nie chce.
    > Ale rozumiem co napisałaś niemożność zmiany swojego stanu fizycznego -
    > bezsilność - złość -
    > Dojrzewam - chciałabym w to wierzyć że w wieku prawie 40 lat można dojrzewać
    > mam wrażenie że przejrzałąm i spadam...............
    > Taka pustka jest we mnie że aż wiatr hula - może ja już wszystko co miałam to
    > porozdawałam i dlatego nie mam już niczego do ofiarowania -

    porozdawałas do 40-tki, aa teraz pora obejrzeć czy jakieś kropelki ci nie
    pozostały po tym co rozdałaś
    a z tych kropelek...może utworzy się źźródełko?
    czystsze i przejrzystsze?

    >
    > Masz rację nie lubię nie mieć kontroli nad swoim życiem a teraz nie
    mam ......
    > .....
    > Czy to jest złe kontrolować swoje życie???.?....................
    > A jak żyć bez kontroli ?? tak jak teraz - jeśłi tak to ja żle się z tym czuję
    > wiem że jesteś bardzo nieufna - a ja mimo ran za bardzo - dziękuję za
    odpowiedź

    to nie jest źle kontrolować SWOJE życie
    kazdy kowal kontroluje kazde swoje uderzenie, aby...
    ech, na poezję mi się zebrało
  • zyrafa46 04.08.05, 11:49
    Z tym brakiem zaufania to pewnie do mnie pijecie (tak Danuski? Sama to pisałaś)
    nie wiem o co chodzi. Tym razem nie powiem: to odchodzę. Tym razem powiem:
    pytajcie. PYTAJCIE. Poproszę o odwagę. I tu nie chodzi mi o to, byście myślały
    o mnie jakoś tam wspaniale. To nie o mnie chodzi. Rzecz w tym, byście na mnie
    sobie mogły poćwiczyć. Odważnie. W końcu pytanie, to tylko pytanie. A co!!!!!
    Nie wolno?????? Myślę, że trzeba zadawać pytania. Że można. Zwłaszcza, jak Cię
    prowokują ;-). Sobie, innym. Jasne, że nie wszystkie pytania. Zawsze trzeba
    pamiętac o prywatności. Ech, juz chyba za długo gadam. A nikt mnie nie prosił
    do tablicy. Głupia baba.
    Żyrafa
  • danuski 04.08.05, 11:55
    zyrafa46 napisała:

    > Z tym brakiem zaufania to pewnie do mnie pijecie (tak Danuski? Sama to
    pisałaś)
    >
    > nie wiem o co chodzi. Tym razem nie powiem: to odchodzę. Tym razem powiem:
    > pytajcie. PYTAJCIE. Poproszę o odwagę. I tu nie chodzi mi o to, byście
    myślały
    > o mnie jakoś tam wspaniale. To nie o mnie chodzi. Rzecz w tym, byście na mnie
    > sobie mogły poćwiczyć. Odważnie. W końcu pytanie, to tylko pytanie. A co!!!!!
    > Nie wolno?????? Myślę, że trzeba zadawać pytania. Że można. Zwłaszcza, jak
    Cię
    > prowokują ;-). Sobie, innym. Jasne, że nie wszystkie pytania. Zawsze trzeba
    > pamiętac o prywatności. Ech, juz chyba za długo gadam. A nikt mnie nie prosił
    > do tablicy. Głupia baba.
    > Żyrafa

    chyba ja jestem jeszcze głupsza baba, bo...naruszałam swoją prywatność niepytana
    to tylko w mojej imaginacji było, że jednak...że może...ktoś czyta to co o
    sobie piszę...jako opowieść autobiograficzną
    złudzenie...złudzenie...nadzieja, że może jednak....nie złudzenie....marzenie,
    marzenie....że może jednak...ktoś słyszy mój krzyk...tu na ziemi
  • zyrafa46 04.08.05, 12:01
    > złudzenie...złudzenie...nadzieja, że może jednak....nie
    złudzenie....marzenie, marzenie....że może jednak...ktoś słyszy mój krzyk...tu
    na ziemi<

    I tu właśnie wykazałas brak zaufania!!!! Ooooooo!, Nieładnie!!!!:

    JA CZYTAM, JA SŁYSZE, SŁUCHAM UWAŻNIE.
    NO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    ŻYRAFA

    Oczywiscie, że jesteś głupia baba, jeśli tego nie widzisz.
  • elaso67 09.08.05, 20:18
    czesc de-bordo własnie czytam to co napislaś i jestem w podobnej sytuacji, nie
    mogąc wyjśc z tego doła ciagne to juz 4 miesiące, ulżyłam sobie tylko tym ze w
    koncu po braniu 4 dawki leków mam mniejszy lęk i niepokój ale za to dziwną
    głowę. Powinnam wrócic do pracy ale mnie przeraża i panikuje. Bo głowa nie taka
    i jak tu normalnie funkcjonować. Prawie 40-tka na karku i zycie moje sie
    całkiem powywracało i co dalej robic poprostu nie wiem. Możemy sobie chyba
    tylko pobiadolic na nasz los ze cos takiego nas dopadło i nie chce puścić i
    mieć choć maleńką nadzieję że sie to zmieni bo jak się nie zmieni to po co żyć.
    Jak bedziesz miła ochote pogadać to chetnie sobie z tobą po klikam
  • zyrafa46 04.08.05, 11:18
    Nie wiem, co mam powiedzieć.
    >ŻYRAFKO - MUSIAŁAM - nie miej mi za złe plum i poszło<
    O co mam Ci mieć za złe? Ze plum? Że poszło? Że TU przyszłaś? Że ja mam odejść?

    Dziwnie i niepewnie się poczułam. W sensie, że mam się odsunąć. Jeśli napawam
    Cię niepokojem i frustracją to się odsunę. Jeśli Ci to pomoże, to jest to
    najważniejsze. Moje małe smuteczki z powodu odsunięcia są nieważne, jeśli Ci
    pomogą.

    A teraz napiszę, jak sama czynię. Jeśli nie jestem czegoś (kogoś) pewna a mi
    zależy - to pytam. Jeśli nie muszę pytać, bo wiem a to co wiem mi nie pasuje...
    Jeśli siedzi to we mnie (MOIM charakterze)- staram (ech, te starania, czasem o
    kant potłuc wyniki) się to zmienić. Jeśli to nie o mnie chodzi - staram się nie
    zmieniać ludziom charakterów. Takie działanie to chyba jest wchodzenie w ludzką
    prywatność. Są jeszcze inne problemy - ale - ugryzłam się w język. Znowu
    niepytana wyrwałam się do odpowiedzi. Stop. Właśnie. Stop.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    Posłuchaj Danuski :-)))))) Danuski, teeeeż Cię pozdrawiam
    Żyrafa
  • zyrafa46 04.08.05, 11:28
    Posłuchaj Danuski - w sensie - co ona mówi - do Ciebie.
    Ż.
  • danuski 04.08.05, 11:37
    zyrafa46 napisała:

    > Posłuchaj Danuski - w sensie - co ona mówi - do Ciebie.
    > Ż.

    wczoraj wieczorem Cię wołałam
    usłyszałaś?
    nie odchodź...
    zostań
    bądź
    nawet jeśli moje wołanie....
    klik i poszło...
  • zyrafa46 04.08.05, 11:54
    Danuskiiii, niczego sie tak nie boję jak - bycia tam, gdzie mnie nie proszą. To
    wszystko. Jeśli wreszcie poczuje jakąś pewność - to jest to.
    Ż
  • zyrafa46 04.08.05, 12:07
    A teraz sobie pójdę. Nie, nie obrażona. Spokojnie :-). Po prostu chcecie sobie
    pogadać z de-bordo. Martwi mnie, że ona nic nie pisze. Bardzo martwi. Więc nie
    przeszkadzam, ...
    Pa, do zobaczenia
    Żyrafa
  • de-bordo 04.08.05, 12:51
    Skąd ta nadinterpretacja i przypisywanie MI czegoś ????????
    Zyrafko - obrażąsz się a przecież sama jesteś b częstym gościem na tym forum
    i to nie raz ptrowadzącym dialogi bardzo osobiste z Twojej strony
    a mi po drugim czy trzecim razie wpierasz jakieś podteksty
    Pisząc wyłącznie o swoich odczuciach okazuje sie że ktoś się poczuł urażony
    Dlaczego pytam???
    Dla mnie takie puszczenie w eter tego co piszę to forma przełamania tego co się
    ze mną dzieje, proba, macanie gruntu a Wy mi przypisujecie jakieś podteksty.
    Czyi depresant - depresantowi wilkiem
    Mając na względzie na jakim forum piszę - nie przyszłoby mi do mojego pustego
    łba atakować czyjeś odczucia i nocne lub dzienne lęki
    A może się mylę może tutaj właśnie jest poligon na którym się uczymy dokopywać
    innym ci bardziej wrażliwi tym jeszcze bardziej wrażliwym??
    Dla mnie która tak rzadko się tu wypisuje tyle gromów od Was ktorzy są prawie
    codziennymi gośćmi tego forum

    Słowa ulatują jak ptaki a spadają jak kamienie
    właśnie dostałam i sądzę że niezasłużenie

    Hasanet napisała - UWAŻAJ W CO!!!! Gratuluję przenikliwości jeśłi to było
    przeczucie to jak widać trafne.

  • danuski 04.08.05, 13:41
    de-bordo napisała:

    > Słowa ulatują jak ptaki a spadają jak kamienie
    > właśnie dostałam i sądzę że niezasłużenie

    to forum to jest pewnego rodzaju poligon
    także dla naszej odwagi
    aale i naszej odporności na ciosy
    przecież w realu...tych ciosów mamy nie mniej, jeśli nie więcej
    aa tu, schowani za anonimowym nickiem...
    nabieramy odwagi do...
    jaa przynajmniej nabrałam tej odwagi więcej...do zaufania?
    Żyrafie?
    de bordo?

    >
    > Hasanet napisała - UWAŻAJ W CO!!!! Gratuluję przenikliwości jeśłi to było
    > przeczucie to jak widać trafne.
    >

    aa przeczucia....niektóre wynikają z instynktu, który pozwala przeżyć
    zbliżające się zagrożenie...tak jest u zwierząt, a my ludzie...zatraciliśmy,
    zatracamy ten instynkt przetrwania
    instynkt-intuicja?
  • zyrafa46 04.08.05, 16:13
    To znaczy, że wylazło ze mnie, że jestem przeczulona. Że panicznie boję się
    stracić przyjaciół raz zdobytych. To znaczy, że ciągle przewrażliwie macam
    grunt, czy przypadkiem ktoś tylko dlatego nie mówi mi NIE - bo nie chce zadać
    mi bólu. I co ztego wyszło? Że to ja zadałam ból.
    czas
    czas
    czas
    czas
    czas
    Jestem optymistką. Chcę w to wierzyć. De-bordo, wiele mi to dało. Ty mi wiele
    dałaś. Muszę być silniejsza, by komuś (tu - Tobie) nie szkodzić. A jak się coś
    takiego musi. To tak będzie. O!!!!!!
    Żyrafa

    Wracaj tu, wracaj. Jak Ci ktoś dokopał, to się nie łam. To znaczy, że trenuje w
    zawodach 100lca. "Chce" być najlepszy. Smutny ten cudzysłów. Ale tak to chyba
    jest. Dlatego się nie łam. To stado "czubków" to całkiem miłe stado. Lubię w
    nim być, jakem żyrafa.
  • hasanet 04.08.05, 16:21
    zyrafa46 napisała:

    > To stado "czubków" to całkiem miłe stado.
    Wataha wariatów na motorach/... . Staliśmy się w pełni medialni.
    asa
  • zyrafa46 05.08.05, 01:11
    Ja mam 4 nogi i kopytka. Na motory nie wsiadam. JA nie.
    Żyrafa
  • hasanet 05.08.05, 01:13
    Da się zrobić. To jakby dwoje motocyklistów.
    asa
  • zyrafa46 05.08.05, 01:17
    Tak, wstaję z kolan po nakarmieniu mojej rozbrykanej czeredy kotów. Dzis
    wymysliły sobie nowa dyscyplinę sportową: wskakiwamie i wspinaczki na moje
    nogi. Cholera jasna. Nie jestem pewna, czy lubię małe kotki. Wezmę młotek,
    walnę w kotek. Jak ja jutro kieckę wdzieję i do ludzi pójdę?
    Żyrafa
  • hasanet 05.08.05, 01:21
    Masz pewnie jakieś portki do dyspozycji.
    asa
  • zyrafa46 05.08.05, 01:24
    Mam. a na tych portkach czerwone plamki. Pełno czerwonych, małych plamek.
    Zgadujesz, skąd sie tam znalazły?
    Ży
  • hasanet 05.08.05, 01:36
    To drapieżne bestie, a nie domowe mruczki.
    asa
  • zyrafa46 05.08.05, 01:38
    No maja paznokietki, nie zaprzeczę.
    Ż.
  • zyrafa46 05.08.05, 01:41
    Ale futerko milusie. Jak śpią, to są słodkie. CHCESZ JEDNEGO?!!!!!!!!!
    Żyrafa
  • hasanet 05.08.05, 10:01
    zyrafa46 napisała:

    > CHCESZ JEDNEGO?!!!!!!!!!
    Wolałabym wziąć sobie sama. Ne reśtę znalazłaś amatorów?
    asa
  • zyrafa46 06.08.05, 02:29
    Dziś ich mamę znalazłam MOCNO pokaleczoną s tylna stopę. (Nie wiem co się
    stało. To pierwsze takie wydarzenie w jej 11 letnim życiu) U wet-a Poznałam
    pania, której znajoma ma ochote na 2 kotki. Jeśli to prawda, to zostaje tylko
    jeden "bezprizornyj" - z pięciu. Pewnie wypadnie na Łysego Szczurka, moją
    ulubienicę. Może być Twoja :-)
    Pozdro, Żyrafa
  • hasanet 06.08.05, 09:53
    zyrafa46 napisała:

    > zostaje tylko
    > jeden "bezprizornyj" - z pięciu. Pewnie wypadnie na Łysego Szczurka, moją
    > ulubienicę. Może być Twoja :-)
    Nie wzięłabym kotki. Dziękuę!
    asa
  • de-bordo 04.08.05, 13:40
    dlaczego wogole wypisuje tu
    próbuje poznać poglądy innych na moje baaardzo prywatne dolegliwości
    Tu nie chodzi o odsuwanie - przykro że tak myślisz Żyrafko -
    ale o próbę wypełzania z tej ciemnej nory do której wleciałam
    nawet za cenę potencjalnych ciosów - sprawdzenie czy jestem na to już choć
    trochę odporna czy nie - i czy muszę znowu wrócić do nory
    Mam przecież świadomość nawet jeśłi cząstkową że różni ludzie to czytają
    Ci z większą empatią i ci bez empatii.

    Danuski ma rację muszę poszukać jakiś kropelek - (i tych uspokajających chyba
    :))też

    Pisząc o kontroli - oczywiście że chodi tylko o moje życie - i tak wymaga to
    dużo wysiłku i jak widać nie bardzo wychodzi - ekonomista powiedziałby że to
    działanie maloefektywne. oj mało


  • zyrafa46 04.08.05, 16:20

    />
    /
    /
    /
    /
    /
    /
    /
    Powoli, powoli -> do góry
    Żyrafa







  • hasanet 04.08.05, 16:23
    Wstajesz z kolan?
    asa
  • hasanet 04.08.05, 16:23
    Czy zadzierasz ogon?
    asa
  • googoo3 05.08.05, 01:17
    Jak nie ma dołu to po co jesteś na tym forum.Przenieś się na Forum Humorum.
  • mskaiq 04.08.05, 17:23
    KIedy pikujesz w dol jest zawsze tego przyczyna. Nie piszesz o niej. Moze jest
    to ta jedna rzecz o ktorej wspominasz.
    Zwykle zamykamy sie kiedy uciekamy od uczuc, od milosci. Tylko milosc otwiera i
    tylko ona dodaje odwagi.
    Cwiczenia fizyczne tego nie zmienia, chociaz uwazam ze sa niezwykle wazne w
    zyciu, nie nie moze zastapic milosci, nie mozna jej negowac.
    Serdeczne pozdrowienia.

    Do Zyrafki

    Nie jestes glupia baba, jestes potrzebna przy tablicy. Nie mozna krytykowac
    Siebie Zyrafko. Staraj sie trzymac milosci, a masz jej bardzo duzo. Kiedy
    zaczynasz krytykowac Siebie to otwierasz sie na strach, tracisz pewnosc Siebie,
    boisz sie smiesznosci. Trzeba ufac Zyrafko.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • zyrafa46 05.08.05, 01:23
    Dobrze, mskaiq, postaram się. I jak de-bordo stanie przy tablicy to Jej będę
    podpowiadać. I tak długo bedę podpowiadać aż sama się nauczę.
    Żyrafa
  • katakumby_mroku 05.08.05, 00:59
    poznać rozpaczy głebiny
  • zyrafa46 05.08.05, 01:37
    Jak ktoś pikuje to nie mów o wieczności. Pikuje sie szybko, o ile my, żyrafy
    znamy sie na pilotażu. Tylko z pikowania można po przerzuceniu sterów (to jest
    trudne, wymaga siły i wprawy) można wznieść się w górę. TU właśnie znajdziesz
    pilocie młody pełno podpowiadaczy. Jeden w lewo, drugi w prawo. Ręka tak się
    wyćwiczy, że nie będzie żadnego problemu ze sterami. O!!!!
    Żyrafa
  • de-bordo 05.08.05, 11:53
    Zmęczona samą sobą
    straciłam jak widać tej nocy możliwość rozmowy
    ( swoją drogą dziwnie poukładane są te odpowiedzi te z z 4 z tymi z 5 sierpnia
    te wcześniejsze z tymi dużo późniejszymi)
    i mosqit i żyrafka i danuski i hasenat macie rację
    na rozum ja wszystko wiem, rozumiem - tylko problem chyba polega na tym że
    oprócz rozumu..... coś chyba jest i to coś zawsze ignorowałam, zagłuszałam
    własnie tępym racjonalizmem.... a teraz to co wypierałam chyba chce się wydostać

    Wypieranie własnej złości, marginalizowanie lęku, wypieranie łez
    ustpawiedliwianie każdego świństwa wobec mnie( przecież On, Ona na pewno nie
    chcieli - a właśnie że chcieli do cholery, ale to wiem dopiero od niedawna)
    przesuwanie na margines moich potrzeb, uczuć ( uwaga ! dom rodzinny )
    Może właśnie to wypieranie jest przyczyną obecnej sytuacji.
    To jedno umiem perfekcyjnie - jak coś boli - udaje że tego nie ma - zapominam -
    wypieram - UCIEKAM - w zaangażówanie, w pomoc innym, pracę, rodzinę, czynności
    których efekt widać od razu - z wtedy całkiem miło się żyje - .I to się sprawdza.

    Muszę chyba zacząć od początku...............od podstaw..........
    Tak ŻYRAFKO sugestie wspólpiszących, współczytającyh, ponieważ wynikają z
    podobobieństwa sytuacji są cenne - Syty głodnego nie zrozumie.....

    Co do uczucia...........dzięki niemu........wiem.....
    co rano wstaje..........i ...jak widzicie....... szukam wsparcia............
    właśnie to ( na razie przynajmniej) i to że mogę się wypisać TU nie pozwala mi
    tak szybko spadać.
    Dlatego jak napisałam wcześniej- mam świadomość tego co zostało mi dane a co z
    takim pietyzmem prze wiele lat oboje pielęgnujemy.
    Ale ja nie chcę być jak bluszcz - nigdy nie byłam - muszę jakoś - chociaż nie
    wiem jeszcze jak odzyskać WŁASNE życie.
    Dlatego piszę.............





  • hasanet 05.08.05, 12:09
    de-bordo napisała:

    > hasenat
    Proszę imiennie, bo nie zdzierżę...
    asa
  • danuski 05.08.05, 18:21
    de-bordo napisała:

    > Zmęczona samą sobą
    > straciłam jak widać tej nocy możliwość rozmowy
    > ( swoją drogą dziwnie poukładane są te odpowiedzi te z z 4 z tymi z 5 sierpnia
    > te wcześniejsze z tymi dużo późniejszymi)
    > i mosqit i żyrafka i danuski i hasenat macie rację

    mam może rację gdy piszę, ale jej już nie mam po napisaniu
    to zdanie wydaje się być niezbyt zrozumiałe
    jak mozna mieć rację w trakcie pisania i przestać ją mieć po napisaniu?
    gdybym pisała same ABSOLUTY jak np. Dekaalog to i po napisaniu nadal byłaby to
    prawda, ale jaa nie piszę ABSOLUTÓW i dlaatego...już po napisaniu post staaje
    się przeszłością...pewną historią. aa pewna historia pisana oczami jej
    uczestnika jest zawsze subiektywna, wiec i taka też jest moja racja

    > na rozum ja wszystko wiem, rozumiem - tylko problem chyba polega na tym że
    > oprócz rozumu..... coś chyba jest i to coś zawsze ignorowałam, zagłuszałam
    > własnie tępym racjonalizmem.... a teraz to co wypierałam chyba chce się
    wydosta
    > ć

    z czego chcesz się wydostać?
    z racjonalizmu?
    przecież drugim biegunem racjonalizmu są złudzenia, czasami ładniej nazywane
    nadzieją

    >
    > Wypieranie własnej złości, marginalizowanie lęku, wypieranie łez
    > ustpawiedliwianie każdego świństwa wobec mnie( przecież On, Ona na pewno nie
    > chcieli - a właśnie że chcieli do cholery, ale to wiem dopiero od niedawna)
    > przesuwanie na margines moich potrzeb, uczuć ( uwaga ! dom rodzinny )
    > Może właśnie to wypieranie jest przyczyną obecnej sytuacji.

    tego co prawdziwe i tak nie da się wyprzeć. ponoć prawda zawsze wyjdzie na
    wierzch, nawet smutnaa prawda a zwłaszcza smutna prawda

    > To jedno umiem perfekcyjnie - jak coś boli - udaje że tego nie ma -
    zapominam -
    > wypieram - UCIEKAM - w zaangażówanie, w pomoc innym, pracę, rodzinę, czynności
    > których efekt widać od razu - z wtedy całkiem miło się żyje - .I to się
    sprawdz
    > a.

    jaa nie uciekam...raczej przesypiam. a jak przesypiam to nie uciekam poprzez
    zaangazowanie w cos innego, aby zagłuszyć to co boli

    >
    > Muszę chyba zacząć od początku...............od podstaw..........
    > Tak ŻYRAFKO sugestie wspólpiszących, współczytającyh, ponieważ wynikają z
    > podobobieństwa sytuacji są cenne - Syty głodnego nie zrozumie.....

    to akurat jest chyba prawda z pogranicza absolutu

    >
    > Co do uczucia...........dzięki niemu........wiem.....
    > co rano wstaje..........i ...jak widzicie....... szukam wsparcia............
    > właśnie to ( na razie przynajmniej) i to że mogę się wypisać TU nie pozwala
    mi
    > tak szybko spadać.
    wybór wolniejszego spadania?
    noo...lepsze to niż....


    > Dlatego jak napisałam wcześniej- mam świadomość tego co zostało mi dane a co
    z
    > takim pietyzmem prze wiele lat oboje pielęgnujemy.
    > Ale ja nie chcę być jak bluszcz - nigdy nie byłam - muszę jakoś - chociaż nie
    > wiem jeszcze jak odzyskać WŁASNE życie.
    > Dlatego piszę.............
    >
    >
    >
    >
    >

    bluszcz?
    czy jaa kiedyś miałam szansę bycia chociaż bluszczem?
    nawet gdybym miała taką szansę też bym ją odrzuciła....a może nie?
    może teraz juz nie?
    chyba o takim wyborze się już nie dowiem
  • de-bordo 05.08.05, 20:23
    a co jest między racjonalizmem a nadzieją ( złudzeniami jak piszesz.......???
    Złudzenia nazywasz nadzieją.......czy to tylko zabawa słowami czy pozostałości
    po.........rozczarowaniach(nie chciałabym być niedelikatna)

    "tego co prawdziwe i tak nie da się wyprzeć. ponoć prawda zawsze wyjdzie na
    > wierzch, nawet smutnaa prawda a zwłaszcza smutna prawda"
    >
    Słowo prawda trochę trąci mi ABSOLUTEM
    jaka ta prawda? moja , prawda sytuacji, prawda czasu, prawda innych ludzi ????????

    Danuski przesypiasz........powiadasz.......śnienie dobra rzecz jak można zasnąć
    ale przecież musisz otworzyć śłepka i co wtedy..............
    powietrze rozrzedza się czy wręcz przeciwnie gęstnieje.....?

    w ostatnich Twoich słowach mój nos wyczuł tęsknotę........za .......???
    Jeśli będziesz chciała o tym i innym popisać ...będę o 22.30
    Pozdrawiam
  • danuski 05.08.05, 21:19
    de-bordo napisała:

    > w ostatnich Twoich słowach mój nos wyczuł tęsknotę........za .......???
    > Jeśli będziesz chciała o tym i innym popisać ...będę o 22.30
    > Pozdrawiam

    Twój nos dobrze wyczuł
    ale poza tym, co nos może wyczuć ja nic więcej nie napiszę o moich nadziejach,
    złudzeniach i tęsknocie
    a prawda?
    ponoć istnieje, aale ja jej nie znam
    znam tylko to co sama chcę za prawdę uznać, bo...to poza nią wydaje mi się
    kłamstwem lub obojętnością
    nieufnosć?
    a może ...rozsądek obrony przed bólem i rozczarowaniem
    a poza rozsądkiem...złudzenia i ...beznadzeja...i smutek...i łzy...i dół...i
    wychodzenie z doła....itd. na okrągło...nie całkiem na okrągło, bo....czas
    idzie do przodu ciągle przed nami....
  • de-bordo 05.08.05, 22:55
    Ty jak i ja jak wiele innych na tym forum szukamy......
    Coś nam uwiera, coś przeszkadza na coś się nie godzimy , za bardzo czujemy, za
    dużó myślimy, ....................wrażłiwi, przewrażliwieni, nadwrażliwi .....
    trochę inaczej odbierający siebie i świat. ŚWIAT nie akceptuje takich, wymaga
    twardszej skóry, Czy mamy jedynie wybór między nałożeniem grubszej skóry
    a alienacją? Lub Teatrem....

    napisałaś
    "znam tylko to co sama chcę za prawdę uznać, bo...to poza nią wydaje mi się
    > kłamstwem lub obojętnością"

    Masz swoją prawdę - ja swoją - uniwersalna chyba nie istnieje
    Ja boję się przywiązywać do swojej za bardzo , bo to oznaczałoby - zupełne
    odcięcie od innych - nie muszę zgadzać się na ich prawdę - ale nie mogę nie brać
    pod uwagę że można inaczej( nie lepiej czy gorzej ale inaczej)

    Sama chyba w to nie wierzysz - rozsądek - naprawdę chroni przed bólem? - patrz
    mój przykład - jak widać nie każdego - ale jest na pewno bardziej namacalny niż
    nadzieja -

    Piszesz Tu więc też masz nadzieję..........
    Na odzew. dobre słowo, dialog
    Dziś podsłuchałam - cytuje - jeśli boli to znaczy że czjesz - jeśli czujesz -
    to znaczy że wybrałaś życie............

    Wybrałaś?????Prawda?? skoro napisałąś "..... nie całkiem na okrągło....bo czas
    idzie do przodu"

    Próbujesz się z czymś pogodzić............?.


  • danuski 06.08.05, 08:27
    de-bordo napisała:

    > Próbujesz się z czymś pogodzić............?.
    >
    >

    tak...i nie udaje mi się.
    zdaarzyło się to bardzo dawno temu, a wspomnienie tego wydarzenia uwiera
    głęboko i rani mnie do dziś, a nawet bardziej dziś niż kiedykolwiek w
    przeszłści.
    cóż to takiego?
    jakie wwydarzenie?
    czy powinnam o tym pisać?
    czy pisząc niee naaruszam prywatności kogoś innego, kogo tamta chwila też
    dotyczyła?
    gdybym wtedy wiedziała...
    aale ja tylko CZUŁAM!!!
    czułam, ze za tego męeżzczyznę nie powwinnam wychodzić za maż.
    kochałam go wtedy i on mniee kochał, ale nie powinnaam za niego wychodzić za
    mąż.
    i pomimo tego, ze w tamtym momencie, w którym wypowiada się słowo TAK, wszystko
    we mniee krzyczało NIE-to jednak wwypowiedziałam TAK. i to było TAK,
    które....prześladuje mnie do dziś, bo ....przecież czułam, przecież
    okoliczności...wcześniejsze 5 lat....
    zwyciężzył wtedy mój strach...strach przed samotnością...a teraz i tak ...nie
    uciekłam od samotności...nie udało mi się...ona tkwiła zawsze we mnie dokąd
    sięgnę pamięcią...może poza krótkimi chwilami.
    swoim tamtejszym strachem zniszczyłam życie komuś innemu. próbuję się z tym
    pogodzić..aale nie umiem. żaadne samousprawiedliwienia nie działają....bo
    przecież CZUŁAM i miałam podstaawy WIEDZIEĆ, ze mówiąc TAK popełniaam błąd.
    i całe dalsze moje życie było...zaprzeczaniem tego błędu...godzeniem się z nim-
    tym błędem....szukaniem winnych za mój błąd ...i zawsze na koniec mi
    wychodzi....to ja POPEŁNIŁAM ten błąd, bo niee usłuchałam SAMEJ SIEBIE, bo się
    bałam, bałam zostać wwtedy w taamtej chwili sama...bo byłabym wtedy...w tamtej
    chwili całkiem sama, gdybym powiedziała NIE. brakło mi wtedy odwagi...no i ...
    doszłam bezradna aż tutaj....tkwiłam jak kamień rzucony losem w miejsce...i nie
    umiałam przestać być takim rzuconym kamieniem, o który inni się tylko potykali.
    a teraz?
    teraz już wiem, że...czas usunąć ten kamień z drogi....
    aale sama też nie mam na to dość odwagi...jak wtedy, kiedy moje NIE skazałoby
    mnie wtedy ...na powrót samotnie do pustego domu...
    i niech tylko mi tu Mskaiq się nie popisuje o tym strachu
    przecież samaa piszę, że to strach pokierował moim życiem
    aa przed tym strachem, który tu opisałam 5 lat wcześniej inny strach
    spowodował, że...tkwię jak kamień na poboczu drogi. kiedyś ludzie nawet lubili
    na tym kamieniu przysiaść by chwilę odpocząć. teraz...droga tych ludzi biegnie
    innymi trasami....
  • zyrafa46 06.08.05, 11:07
    Danuski, a czy ty masz TERAZ kontakt ze swoim byłym mężem? Zrozumiałam, że jemu
    nie ułożyło sie w życiu. Nie wiem jak z Wami jest. Jeśli jesteście TERAZ dla
    siebie "obcymi" "obojętnymi" ludźmi, to może warto przeprowadzic "męską
    rozmowę". Potraktować Tego Pana ze "wspomagającą życzliwością". Może jest w
    stanie ułożyć sobie jeszcze życie. Ludzie łączą sie w szczęśliwe pary nawet po
    70-tce. Oczywiście nie piszę bezpodstawnie. Znam takie małżeństwo. To BARDZO
    szczęśliwa para. Myślę sobie, że stałabyś się lekka, inna - gdyby Twój były mąż
    był szczęśliwym człowiekiem. Cokolwiek się stało, chcesz, by był szczęśliwy.
    Tak myślę. Wiem, że MOŻNA życzyć szczęścia naqwet osobie, która nam napsuła.
    Nie wszyscy są mściwi. Gdy juz poczujesz lekkość, o której piszę wtedy będzie
    Ci łatwo pomyśleć o sobie. Zobaczysz wspaniałe czyste kartki Twojego dalszego
    zycia. Te kartki można ślicznie wypełnić. Ależ ja jestem nieudolna, że nie
    umiem dokładnie zacytować zdania, które tak mi się podoba i które tu chcę
    zacytować. W każdym razie chodzi o to, (jakoś tak), że początek życia zawsze
    możemy traktowac od TEGO WŁAŚNIE momentu, w którym AKTUALNIE się znajdujemy. Do
    tego dobrze jest sie przygotować w następujący sposób: Naprawić WSZYSTKO CO SIĘ
    DA (CO SIĘ DA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Reszte pominąć, rozgrzeszyć się. (jest
    też "specjalna" "instytucja" do rozgrzeszania.) Danutko, sama wiesz, że nie da
    się skleić bez skaz TEGO KONKRETNEGO, rozbitego glinianego wazonika. A jeśli
    się nie da TO TRZEBA PRZEJŚC DALEJ. Trzeba. Tak jak trzeba i można życ dalej,
    gdy ktos bliski umrze. Gdyby ten wazonik był tylko przybrudzony, chocby farba
    olejną, to można z trudem - ale odczyścić. Jeśli najukochańszy, najwspanialszy
    to BYŁ wazonik, to po rozbiciu jest tylko kupką skorupek. Trzeba wziąć głęboki
    wdech - i - (przepraszam) do śmieci. I iść dalej. I ISC dalej.
    Pozdrawiam Cie serdecznie, Danuski.
    Żyrafa
  • danuski 06.08.05, 13:10
    zyrafa46 napisała:

    > Danuski, a czy ty masz TERAZ kontakt ze swoim byłym mężem? Zrozumiałam, że
    jemu
    >
    > nie ułożyło sie w życiu. Nie wiem jak z Wami jest. Jeśli jesteście TERAZ dla
    > siebie "obcymi" "obojętnymi" ludźmi, to może warto przeprowadzic "męską
    > rozmowę". Potraktować Tego Pana ze "wspomagającą życzliwością".

    ale "Ten Pan" nigdy mi nie dał takiej szansy, choć jaa kilka , kilkanaście,
    kilkadziesiąt razy od rozstania próbowałam podjąć próbę powaznej rozmowy.
    teraz już nie chcę ja rozmawiać, ale...te nie zaczęte rozmowy we mnie są...i
    chyba już pozostaną tam gdzie są. uwierają mnie...ale "Ten Pan" nie lubi
    rozmawiać...o życiu. i niestety...nasze okna "patrzą na siebie" całą dobę.
    no i wspólne dzieci...problemów nie ubywa, a przybywa nawet...inne, ale jednak

    > Może jest w
    > stanie ułożyć sobie jeszcze życie. Ludzie łączą sie w szczęśliwe pary nawet
    po
    > 70-tce. Oczywiście nie piszę bezpodstawnie. Znam takie małżeństwo. To BARDZO
    > szczęśliwa para. Myślę sobie, że stałabyś się lekka, inna - gdyby Twój były
    mąż
    >
    > był szczęśliwym człowiekiem. Cokolwiek się stało, chcesz, by był szczęśliwy.
    > Tak myślę.

    tak, to prawda. życzyłam mu dobrze już w chwili naszego rozstania, ale nie
    ułożył sobie...szczęśliwego zycia. jużz tego nie potrafił...i być może z mojej
    wwiny...taak przynajmniej uważaa On i jego rodzina. że Go ZNISZCZYŁAM


    Wiem, że MOŻNA życzyć szczęścia naqwet osobie, która nam napsuła.
    > Nie wszyscy są mściwi. Gdy juz poczujesz lekkość, o której piszę wtedy będzie
    > Ci łatwo pomyśleć o sobie. Zobaczysz wspaniałe czyste kartki Twojego dalszego
    > zycia. Te kartki można ślicznie wypełnić. Ależ ja jestem nieudolna, że nie
    > umiem dokładnie zacytować zdania, które tak mi się podoba i które tu chcę
    > zacytować. W każdym razie chodzi o to, (jakoś tak), że początek życia zawsze
    > możemy traktowac od TEGO WŁAŚNIE momentu, w którym AKTUALNIE się znajdujemy.

    ale ja...nie maam ZAMKNIĘTEGO tamtego rozdziału
    ja wybaczyłam, ale mnie NIE WYBACZONO!!!
    i ja doprawdy nie wiem czy ofiara przemocy (jak ja) ma już dźwigać do
    końca...nieudane czyjeś życie oprcz własnego, swoich dzieci...i jeszcze
    wcześniej...moich rodziców...ich rodziców
    za duże dlaa mnie jest to brzemię dźwigane w samotności i samotnie
    może dlaatego tu otwarcie o tym piszę...może jaa to wszystko...zbyt osobiście
    ale jak mogę...nie osobiście jak to jest moje życie i moja codzienność


    Do
    >
    > tego dobrze jest sie przygotować w następujący sposób: Naprawić WSZYSTKO CO
    SIĘ
    >
    > DA (CO SIĘ DA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!). Reszte pominąć, rozgrzeszyć się.

    co mogłam to naprawiłam
    co mogłam wybaczyć to wybaczyłam
    co mogłam w sobie zmienić, to....zmieniam nadal ile potrafię

    (jest
    >
    > też "specjalna" "instytucja" do rozgrzeszania.) Danutko, sama wiesz, że nie
    da
    > się skleić bez skaz TEGO KONKRETNEGO, rozbitego glinianego wazonika. A jeśli
    > się nie da TO TRZEBA PRZEJŚC DALEJ. Trzeba. Tak jak trzeba i można życ dalej,
    > gdy ktos bliski umrze. Gdyby ten wazonik był tylko przybrudzony, chocby farba
    > olejną, to można z trudem - ale odczyścić. Jeśli najukochańszy,
    najwspanialszy
    > to BYŁ wazonik, to po rozbiciu jest tylko kupką skorupek.

    a ja tą kupkę skorupek ...noszę cały czas w swojej duszy, w swoim sercu, w
    swojej pamięci. nie chęe nosić, ale...nie umiem nie nosić. może dlaatego, że
    utkwiłam tu jaak ten kamień przydrożny...zbyt już ciężzki i omszały aby ...nie
    wiedzieć, ze...sam tej omszałości się nie pozbędzie z siebie

    Trzeba wziąć głęboki
    > wdech - i - (przepraszam) do śmieci. I iść dalej. I ISC dalej.
    > Pozdrawiam Cie serdecznie, Danuski.
    > Żyrafa

    nie maam dokąd i do kogo iść...
    od czasu do czasu tu na forum...
    i sama zadaję sobie pytanie...
    a kogo to obchodzi, poza mną samą?
    tyle innych nieszczęśliwych losów...
  • zyrafa46 06.08.05, 21:35
    > a kogo to obchodzi, poza mną samą?<

    No MNIE TO OBCHOOODZI!!!. Powiedz Da, czy z dziećmi tez masz zły kontakt? Czy
    też nie ma go wcale?
    Czy pracujesz zawodowo?

    Nie będzie mi oczywiście przykro, jeśli "nie zauważysz" pytania jakiegoś.
    ...A przecież nie tylko ja tu jestem, co o Tobie myśli. Wiesz, jaki mam
    NAJLEPSZY sposób na migrenę? Już to chyba pisałam. Dzwonię do Ani i Teresy i
    mówie im o tym. Najczęściej po pół godzimie ból mija "sam". A n a l o g i a.
    Pisz, że nas potrzebujesz, pisz to - to będziesz nas miała. Tak? Tak.
    Żyrafa
  • danuski 07.08.05, 08:13
    zyrafa46 napisała:

    >. Powiedz Da, czy z dziećmi tez masz zły kontakt? Czy
    > też nie ma go wcale?
    > Czy pracujesz zawodowo?

    już wczoraj, w innym wątku-"dzieci osób chorych" napisałam, o opiekuńczych
    skrzydłach moich dzieci. a cała prawda jest taka, że WZAJEMNIE się wspieraliśmy
    i wspieramy nadal-ile którekolwiek z nas ma akurat więcej sily i możliwości.
    niemniej jednak...o wiele lepiej byłoby, gdybym nie...gdyby mojaa choroba nie
    zabrała należnej im cząstki radości dzieciństwa i młodości. bywało, i nadal
    bywa, różnie -jaak to w rodzinie-ale wiemy jedno na pewno-ZAWSZE możemy na
    siebie liczyć. teraz jest zdecydowanie już lepiej. dzieci mają swoje życie i
    swoje radości, a ja jak na nie patrzę, to jestem i dumna i szczęśliwa,
    że...pomimo przeciwności i taakich doświadczeń moje dzieci....są takie jakie
    są-wspaniałe w swej normalności

    ale oprócz tych "skorupek po glinianym wazonie"...miałam cały czas inny też
    problem-nie mniej dlaa mnie traumatyczny od dzieciństwa. ale o nim tu, naa tym
    forum nie chcę pisać...bo sięe wypisałam w tym traumatycznym temacie na innym
    forum.
  • mskaiq 06.08.05, 01:39
    Mysle ze Twoj problem jest w buncie przeciwko wartoscim ktore Cie prowadzily.
    Uczucia potrafia rowniez nami kierowac, zwykle uczucia mieszaja sie z
    rozsadkiem. Wedlug mnie sa dwa naczelne uczucia ktore nas prowadza, jedno to
    milosc a drugie strach.
    Jesli strach zaczyna przewazac pojawiaja sie problemy. Strach podminowuje
    wszystko co ma wartosc, podminowuje rozsadek. Promuje za to zal, mam wrazenie
    ze masz go wiele.
    Milosc promuje zrozumienie, wybaczenie, strach podpowiada zlosc, negatywne
    emocje i bunt przeciwko sobie i innym.
    Piszesz ze kiedys potrafilas usprawiedliwiac negatywne dzialanie ludzi, stralas
    sie ich rozumiec. Mozna zaprzeczyc ludziom, wtedy zostaniesz sama. Strach
    zniszczy wszystkie kontakty, zniszczy rowniez Twoja milosc do Siebie. Zaczniesz
    nie lubic tego co robisz, bedziesz przeciwko Sobie. To wtedy zaczynaja sie
    mysli samobojcze.
    Zal to jedno z najbardziej niszczacych uczuc, prowadzi do depresji. Piszesz o
    Rodzinie i piszesz o ludziach ale w tym co piszesz przebija zal.
    Ten zal przynosi bol, do tej pory ignorowalas go i nie akceptowalas. Jesli go
    zaakceptujesz to zostanie w Tobie, bedzie rosl az do granicy nieustannego
    placzu, zabierze kazda wartosc, przyniesie bezsens.
    To jest wybor, co wybierzesz, czy zdecydujesz sie na Swoj bunt, czy wrocisz do
    wartosci ktore Cie prowadzily do tej pory. W zyciu sa dobre i zle chwile, to od
    nas zalezy ile bedzie tych dobrych a ile zlych. Nasz bunt czesto pojawia sie
    wtedy kiedy tych cwil jest craz wiecej w nas. Zwykle wystarczy zmienic to co
    wywoluje te zle chwile aby odzyskac rownowage.
    Jest to wybor pomiedzy depresja a zyciem bez niej.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • de-bordo 06.08.05, 22:36
    Danuski - moskaiq napisał

    Zal to jedno z najbardziej niszczacych uczuc, prowadzi do depresji. Piszesz o
    > Rodzinie i piszesz o ludziach ale w tym co piszesz przebija zal.
    > Ten zal przynosi bol, do tej pory ignorowalas go i nie akceptowalas. Jesli go
    > zaakceptujesz to zostanie w Tobie, bedzie rosl az do granicy nieustannego
    > placzu, zabierze kazda wartosc, przyniesie bezsens.

    Często wpadamay w schemat pt. żal....... , nieopacznie rozumienmy że jak
    będziemy żałować to ........nas to wyzwoli i jest to niezależne od tego czy ktoś
    jest wierzący czy nie...........

    Danuski nie wal w siebie inni jak piszesz skutecznie robią to za Ciebie
    Nie oczekuj od innych rozgrzeszenia - nie dostaniesz go - ale choć wiem że to
    trudne - możesz wybaczyć SOBIE - ( sama próbuję też)


    ZOBACZ jak łatwo przyszło obwinianie Ciebie za całe zło - jaką moc Ci przypisali
    Bo łatwo jest walić w leżącego, nikt go nie obroni, on sam siebie też nie
    a jak się wtedy wszyscy dobrze czują - przecież znależli już winnego -
    jacy pewni swoich racji i najlepiej w grupie bo raźniej - a później do kościoła
    wyspowiadać się i można następnego dnia powtórzyć rytuał
    celowo przejaskrawiam i nie jest moim celem urażanie uczuć religilnych
    kogokolwiek chodzi mi o pewiem mechanizm.

    Ludzie dokonują wyborów - są to wybory dobre lub złe - kto zresztą ma prawo to
    oceniać?????????????? Inni ????( nawet najbliższi mogą się mylić ) nie są TOBA

    każda moja decyzja , czy dotyczy ona koloru szminki, mojego dziecka
    czy czego tam chce ....JEST MOJA
    Moźe być błędna ale jest Moja - jak mam się uczyć życia - tylko jedna metoda
    metoda prób i błedów innej nie znam a TY????????

    Jeden problem( moj też) czy dajemy sobie PRAWO do błędu.........tego prawa
    niekiedy inni nam nie dają.........( z różnych powodów - bo sami czują się żle
    bo nie stać by ich było na taką decyzję , bo taka decyzja wywołuje w nich lęk
    i pokazuje że można inaczej)

    Często duże wymagania obec ludzi mają Ci którzy nie są sami wstanie takim
    wymaganiom sprostać - poparz na to z tej strony

    BICZOWANIE I WCHODZENIE NA KRZYŻ NIC NIE DA
    poczucie winy to jest ten robal który potrafi w nieznośny sposób zatrruć nas

    Danuski złaź z tego krzyża - natychnmiast - jest już zajęty a wobec Ciebie los
    ma pewnie inne plany - choćny odpisywanie na moje i innych posty

    myślisz że to mało - a nie wyobrażąsz sobie jakie To dla mnie miało znaczenie
    Każde słowo napisane przez kogokolwiek z odrobiną życzliwości to KAPITAŁ


    Nie jesteś Sama - razem z Tobą tą samą drogą ale innym tępem idą Ci co tu piszą


  • zyrafa46 07.08.05, 02:45
    Pierwszą rzeczą, jaka sobie pomyślałam po napisaniu tego postu było co
    nastepuje: Dobrze tłumaczysz Danuśce, bardzo dobrze. Jak będziesz tak dalej
    tłumaczyć, to sama zrozumiesz....

    Tak mawiał kiedyś mój brat dajacy korki z matematyki: "...dotad mu będę
    tłumaczył, az sam zrozumiem ;-)"




    Cicho: zauważyłam, że Żyrafa też tłumaczy..... a potem mocno główkuje. Może i
    ona coś zrozumie?
  • de-bordo 07.08.05, 18:39
    Zyrafko święte słowa

    ak będziesz tak dalej
    tłumaczyć, to sama zrozumiesz....

    Tak mawiał kiedyś mój brat dajacy korki z matematyki: "...dotad mu będę
    tłumaczył, az sam zrozumiem ;-)"

    cosik w tym jest

    nie mniej jednak .....................

    trochę się polepszyło - nie sądzicie - może za którymś razem pikowania

    poczuję się na tyle silna aby sama bezpiecznie wylądować
    czego sobie i Wszystkim tu obecnym życzę
    pozdrawiam
  • danuski 07.08.05, 08:21
    de-bordo

    jak już napisała Żyrafa-jaa to WIEM wszystko tylko....ten żal się jeszcze
    pojawia niezależnie ode mnie...bo naadal tkwię w sytuacji dlaa mnie
    stresogennej na którą chybaa już nic sama nie mogę poradzić-tak nawet mówią
    moje dzieci i ....ci, którzy moją sytuację znają....no i wtedy...ten żal...taa
    bezsilnośsć....dopada mnie...wystarczy chwila....krótkie spięcie w głowie....w
    pamięci....i lecę w góóóóół
  • zyrafa46 07.08.05, 09:38
    Danuski, kochana - w takim razie czuje sie bezsilna i smutna. Jestem bardzo
    zadowolona z tego, że z dziećmi wszystko dobrze się układa. To jest OGROMNY
    plus. Co do tej reszty z innego Forum - może jednak warto sie zastanowic czy
    nic sie nie da zrobić. A jeśli nie - to PRZYSTOSOWAĆ SIĘ do istniejącej
    sytuacji. Skoro coś zostało roztłuczone, to postaraj się zapomnieć, że kiedys
    było całe. Ludzie, młodzi zdrowi chłopcy lub mężczyźni najczęściej, którzy
    skoczyli "na główkę" (ale bez głowy :-(((() do płytkiej wody - w ciągu jednej
    sekundy stracili cały cielesny, że tak powiem wyznacznik swojej młodości. I -
    jeśli chcą DOBRZE i SZCZĘŚLIWIE dalej funkcjonować MUSZA zapomnieć o swoim
    zdrowym kręgosłupie. Zaczęli w tym okropnym momencie NOWE ŻYCIE. I tylko od
    nich zależy, czy będzie ono szczęśliwe. A bywa, że jest!!!!!!!!!! Pomyśl
    Danuski o tego typu rozwiązaniu. Masz potężną podporę w postaci dzieci. Teraz
    użyj następnej: Twojego mózgu. Dziś juz nie mam czasu, za kilka godzin
    przyjeżdża do nas synek. Chcemy się przygotować. Zwłaszcza, że może przyjechać
    znacznie wcześniej. Niedługo wrócę do "mojego" wątku - jakos to było "Ludzie,
    znam osobę..." Mój telefon juz funkcjonuje, mam pozwolenie tej osoby do
    opisywania Jej dziejów. Poczytasz?
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Żyrafa
  • danuski 07.08.05, 09:49
    zyrafa46 napisała:

    > Danuski, kochana - w takim razie czuje sie bezsilna i smutna. Jestem bardzo
    > zadowolona z tego, że z dziećmi wszystko dobrze się układa. To jest OGROMNY
    > plus. Co do tej reszty z innego Forum - może jednak warto sie zastanowic czy
    > nic sie nie da zrobić. A jeśli nie - to PRZYSTOSOWAĆ SIĘ do istniejącej
    > sytuacji.

    i tak STARAM SIĘ robić
    raz mi się uda, innym razem mniej innym razem...lecę w dóóóół
    ale szybko się już podnoszę
    dzień, dwa...niekiedy trochę dłużej
    nawet antydepresantów nie warto mi brać...bo dóóół mija szybciej niż
    jakikolwiek antydepresant chemiczny mogłby zadziałać


    Skoro coś zostało roztłuczone, to postaraj się zapomnieć, że kiedys
    > było całe. Ludzie, młodzi zdrowi chłopcy lub mężczyźni najczęściej, którzy
    > skoczyli "na główkę" (ale bez głowy :-(((() do płytkiej wody - w ciągu jednej
    > sekundy stracili cały cielesny, że tak powiem wyznacznik swojej młodości. I -
    > jeśli chcą DOBRZE i SZCZĘŚLIWIE dalej funkcjonować MUSZA zapomnieć o swoim
    > zdrowym kręgosłupie. Zaczęli w tym okropnym momencie NOWE ŻYCIE. I tylko od
    > nich zależy, czy będzie ono szczęśliwe. A bywa, że jest!!!!!!!!!! Pomyśl
    > Danuski o tego typu rozwiązaniu.

    moje życie czasami...ma szczęśliwe momenty oraz miłe chwile jak chociazby Twoje
    posty Żyrafko :)


    Masz potężną podporę w postaci dzieci. Teraz
    > użyj następnej: Twojego mózgu.

    przecież się nim podpieram...już ...od dawna

    Dziś juz nie mam czasu, za kilka godzin
    > przyjeżdża do nas synek. Chcemy się przygotować. Zwłaszcza, że może
    przyjechać
    > znacznie wcześniej.

    ja też za chwilę "wybywam" aaz do wieczora
    zapowiada się...dobry i radosny dzień
    ...byleby nie zapeszyć

    Niedługo wrócę do "mojego" wątku - jakos to było "Ludzie,
    > znam osobę..." Mój telefon juz funkcjonuje, mam pozwolenie tej osoby do
    > opisywania Jej dziejów. Poczytasz?
    > Pozdrawiam Cię serdecznie, Żyrafa

    poczytam i...czekam
  • de-bordo 07.08.05, 19:00
    Ale mnie odkrywcza myśl naszła ( tylko bez hihania)
    Aż mi truizmem zaleciało - muszę to napisać zeby to zobaczyć

    może to pikowanie w dól moje, Danuski innych z tego forum jest jak najbardziej
    normalne. może prxyznanie się do tego, pogadanie o tym w bezpiecznym miejscu
    jakim jest to forum to jeden ze sposobów na miękkie lądowanie...............

    może wystarczy prawdziwie życzliwy nieosądzający rozumiejący człowiek który ma
    podobne doświadczenia - zamiast garści leków. Może??????

    Musieliby się wypowiedzieć Ci którzy próbowali róznych sposobów na deprechę.

    dzięki Wam udało się miękko wylądować o czym min świadcze fakt że jestem w
    stanie rozmawiać o problemach innych.
  • danuski 07.08.05, 20:36
    de-bordo napisała:

    > dzięki Wam udało się miękko wylądować o czym min świadcze fakt że jestem w
    > stanie rozmawiać o problemach innych.

    miękkie ladowanai są zdecydowanie bezpieczniejsze...
    a ja właśnie "ląduję" tu na tym forum po całym dniu spędzonym w realnie
    normaalnych warunkach z dala od...wszelkich stresow
    i co?
    dziwne, ale stęskniłam się za Wami
    chybaa już mi całkiem odbiło....bo ta normalność wcale mnie nie pociąga...bo
    odwykłam od niej?
  • zyrafa46 08.08.05, 03:01
    > chybaa już mi całkiem odbiło....bo ta normalność wcale mnie nie pociąga...bo
    odwykłam od niej?<
    O nie!!! O nie!!! O nie!!!
    Przeciez mamy być wszyscy zdrowi, żyć w realnym świecie, założyc nowe forum.
    Tylko co nas wtedy połączy, jesli zabraknie choroby? Jeśli zaczniemy umykać z
    realu, to juz chyba wiem co nas połaczy. To sie nazywa paranoja. Ja dziękuję -
    nie.
    Zyrafa


    Lecę galopkiem spać
  • danuski 08.08.05, 08:09
    zyrafa46 napisała:

    > Przeciez mamy być wszyscy zdrowi, żyć w realnym świecie, założyc nowe forum.
    > Tylko co nas wtedy połączy, jesli zabraknie choroby? Jeśli zaczniemy umykać z
    > realu, to juz chyba wiem co nas połaczy. To sie nazywa paranoja. Ja dziękuję -

    > nie.
    > Zyrafa
    >
    >
    > Lecę galopkiem spać

    Żyrafko
    zacznę od Dzień Dobry
    aa potem?
    może tą "normalną" paranoję widzę w reaalu wyraźniej teraz?
    podobno kazdy wariat siebie uznaje za zdrowego a wszystkich innych za wariatów.
    nie to miałam na myśli piszac wczoraj...że już wolę być tu niż mieć problemy z
    realu.jeśli coś nazwie się chorobą to szuka się lekarstwa na tę chorobę.
    póki jednak pewne zachowania ludzi traktuje się jako "normalne", to się nic nie
    robi by coś zmienić...w sobie.
    naa zewnąatrz...mili, kulturalni,bezproblemowi...a pod warstwą skóry aż
    wre...bo ktoś np. podstawil nogę lub zjaadliwie się odezwał itp.
    świat ludzi normalnych potrafi być bardzo brutalny i im wyzej w drabinie
    społecznej tym brutalniejszy ten świat. a to przecież ci ze szczytu tej drabiny
    społecznej decydują o tym...co mam uważać za normalne.
    czy brak takiej ustalonej z góry "normalności" to od razu paranoja?
  • de-bordo 08.08.05, 11:58
    To nie paranoja

    tylko miejsce gdzie można bez zbytniego usczerbku pozwolić sobie na otwarcie

    Czy w realu można bez uszczerbku, uśmieszków, komentarzy pozwolić sobie na taki
    LUKSUS?????????????

    Bo to jest luksus - i nie każdego na to stać - luksusem jest możność napisania
    o tym co w trzewiach nie gra.Bo z powiedzeniem o tym komuś jest gorzej
    zwłaszcza twarzą w twarz.Tu zdecdydowanie bezpieczniej.

    A poczucie bezpieczeństwa w takich zwariowanych czasach jest deficytowe.






  • hasanet 08.08.05, 14:04
    To ze mną tak czy nie tak, bo ciągle odczuwam znaczny opór, gdy trzeba zamknąć
    dziób, aby nie kłapał, co myślę. Zaś mojemu poczuciu bezpieczeństwa najbardziej
    zagrażają lekarze. Reszta to pikuś.
    asa
  • de-bordo 08.08.05, 23:36
    Hasanet

    Czy rzeczywiśćie to kłapanie dotyczy Twoich osobistych spraw?
    czy tylko celnej riposty - bo to duża różnica. Co innego szybko zripostować
    czy też wyrazić swoją opinię o czymś a co innego powiedzić drugiemu człowiekowi
    o tym co naprawdę cię boli, drażni ....... to chyba jednak wymaga poczycia
    chociaż odrobiny poczucia bezpieczeństwa, Nie przywiązuję sie to tego
    stwierdzenia bo LUDZIE SOM RÓŻNE

    Mskaiq
    Piszesz że agresja wynika z lęku ktoś atakuje bo się boi( oprychy???)
    Spróbuję polemizować. Ta reguła sprawdza się ale u psów np. Jak pies się boi
    to często warczy, jeży sie, rzuca nawet na silniejszego .

    Z ludźmi to chyba nie takie proste.
    Nie spotkałeś na swojej drodze ani jednego człowieka który dla czystej
    przyjemności dowalenia komuś - zrobił to - i nie miał wyrzutów sumienia
    Dał w pysk czyjeś duszy i poszedł dalej, zapatrzony w siebie w dalszą swoją
    drogę, Rozbieranie takiego kogoś na czynnbniki pierwsze i doszukiwanie się w
    nim ukrytych motywów nie są najlepszym rozwiązaniem i w pewnych sytuacjach moim
    zdaniem stratą czasu( ale do tej konkluzji muszę jeszcze dojrzeć bardziej)
    Bo można wpaść w pułapke
    (jedną z moich ulubionych ktore sama przetrenowałam) że na pewno nie chciał/a
    to chwilowe, to w gruncie( tylko jakim?????) dobry ale mocno skrzywdzony
    człowiek, że miał/a trudne dzieciństwo, że to ze strachu.........
    itd...itp..... asortyment nieskończony.....

    Ten ktoś taki właśnie jest i już .........Inaczej postrzega świat i na to się
    nic nie poradzi. bo to zły człowiek był.....................
    Pozdrawiam
  • zyrafa46 09.08.05, 00:40
    de-bordo napisała:

    Ten ktoś taki właśnie jest i już .........Inaczej postrzega świat i na to się
    > nic nie poradzi. bo to zły człowiek był.....................
    > Pozdrawiam
    ::::::::::::::::::::::::::
    A ja ciągle myślę, że nie rodza sie "źli ludzie". Oni powstają, bo stwarzają
    ich warunki, w jakich przyszło im żyć. Tak, zgadzam sie: analogiczne warunki
    nie "produkuja" analogicznych ludzi. Jednak nie ma ognia bez iskry, chocby
    takiej maleńkiej, niezauważalnej "na oko". Jednak oczy i uszy (myślę o tych
    podwójnych) nie widza tak dobrze jak to trzecie oko. Wyniki spostrzeżeń tegoż
    oka sa cały czas rejestrowane bez naszej wiedzy. A potem "wyłazzzzziiii" efekt.
    Dla mnie naiwnej (jednak chyba nie - naiwnej) źli ludzie - to chorzy ludzie.
    sami nieszczęśliwi - często unieszczęśliwiają innych.
    Żyrafa
  • hasanet 09.08.05, 11:35
    de-bordo napisała:

    > Dał w pysk czyjeś duszy i poszedł dalej
    Wdepnęłaś kiedyś w poetę?
    asa
  • hasanet 09.08.05, 12:08
    de-bordo napisała:

    > Hasanet
    >
    > Czy rzeczywiśćie to kłapanie dotyczy Twoich osobistych spraw?
    > czy tylko celnej riposty - bo to duża różnica. Co innego szybko zripostować
    > czy też wyrazić swoją opinię o czymś a co innego powiedzić drugiemu
    człowiekow
    > i
    > o tym co naprawdę cię boli, drażni ....... to chyba jednak wymaga poczycia
    > chociaż odrobiny poczucia bezpieczeństwa,
    A jeszcze co innego wskazywać i popychać w słusznym kierunku. Poczucie
    bezpieczeństwa przeważnie aż piszczy wtedy ze strachu.
    > Ten ktoś taki właśnie jest i już .........Inaczej postrzega świat i na to się
    > nic nie poradzi. bo to zły człowiek był.....................
    Wyselekcjonować i rozstrzelać. Raz a dobrze!
    asa
  • de-bordo 09.08.05, 12:24
    Wyselekcjonować i rozstrzelać. Raz a dobrze!

    Radykalne rozwiązanie tylko kto by został na świecie ??????

    Nie wdepnełam w poetę - ale często spotykam osoby aspirujące do tej szacownej
    profesji ( oczywiście w duuużej przenośni) Ci na pozór delikatni, subtelni
    tacy akutarni bardzo często nadużywają zaufania.
    Podają to w tak wspaniały wyrafinowanu sposób że nawet jak czujesz już widelec
    w plecach - nie możesz oprzeć się wrażeniu że to tylko niechcący......czyżby???

    Nie bardzo rozumiem to zdanie
    A jeszcze co innego wskazywać i popychać w słusznym kierunku. Poczucie
    > bezpieczeństwa przeważnie aż piszczy wtedy ze strachu.
    Możesz specyzować??
  • hasanet 09.08.05, 15:51
    de-bordo napisała:

    > Wyselekcjonować i rozstrzelać. Raz a dobrze!
    >
    > Radykalne rozwiązanie tylko kto by został na świecie ??????
    Wszyscy poza uznanymi za psychopatów.
    >
    > Nie wdepnełam w poetę - ale często spotykam osoby aspirujące do tej szacownej
    > profesji ( oczywiście w duuużej przenośni) Ci na pozór delikatni, subtelni
    > tacy akutarni bardzo często nadużywają zaufania.
    > Podają to w tak wspaniały wyrafinowanu sposób że nawet jak czujesz już
    widelec
    > w plecach - nie możesz oprzeć się wrażeniu że to tylko
    niechcący......czyżby??
    Nie mam znajomych w pseudoartystycznych kręgach, a w plecach przeważnie noszę
    widły, stąd nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie.
    >
    > Nie bardzo rozumiem to zdanie
    > A jeszcze co innego wskazywać i popychać w słusznym kierunku. Poczucie
    > > bezpieczeństwa przeważnie aż piszczy wtedy ze strachu.
    > Możesz specyzować??
    Mogę. Lekarz i jego świta są służebni wobec pacjenta. Jeśli tego nie wiedzą,
    należy ich uświadomić bardziej bądź mniej dosadnie. Życzę miłego pobytu w
    zamkniętej placówce NFZ każdemu, kto poważył się tam domagać traktownia w duchu
    Karty Praw Pacjenta, a przynajmniej elementarnych zasad współżycia
    międzyludzkiego. To taki przykład.
    asa
  • zyrafa46 09.08.05, 00:27
    To prawda, jest deficytowe poczucie bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach ale
    to nie jest tak, by go nie było wcale!!!!!

    Za nasze zdrowie FIZYCZNE w prawie 100 procentach odpowiada sprawny układ
    immunologiczny.
    Myślę, że analogiczny układ mamy w sferze psychicznej. Jesli on nawala, rodzi
    się strach, brak poczucia bezpieczeństwa, brak możliwości radzenia sobie ze
    stresem - i w końcu choroba (tu - depresja)

    Nie mam pojęcia jak wzmocnic ten drugi układ. Myślę, że tu właśnie na tym forum
    błądzimy jak ślepi we mgle i szukamy. Szukamy tego czegoś - aby sie
    wzmocniś "IMMUNOLOGICZNIE" właśnie w tej psychicznej stronie naszego jestestwa.

    Jestem zwolennikiem naturalnego leczenia naszego ciała. Może jest jakiś, -
    również naturalny sposób na "leczenie duszy".?

    tak sobie pomedytowałam...
    Żyrafa
  • mskaiq 08.08.05, 18:08
    De-bordo napisala
    > może wystarczy prawdziwie życzliwy nieosądzający rozumiejący człowiek który ma
    >podobne doświadczenia - zamiast garści leków. Może??????

    Mysle ze trzeba budowac wokol Siebie taki swiat, pelen przychylnosci, usmiechu,
    ciepla i zrozumienia.
    Taki swiat jest nieodzowny aby pozbyc sie depresji, tylko w nim nie ma strachu,
    jest w nim wiara ze wszystko ma sens, ze nikt nie czycha aby nas zniszczyc.
    Nie trzeba miec podobnych doswiadczen aby znalesc ludzi ktorzy sa przychylni,
    pelni ciepla i usmiechu. Wystarczy przestac sie bac ludzi, trzeba przelamac
    wlasny strach, to on zatrzymuje, zmienia wszystko co pozytywne w bezsens.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • danuski 08.08.05, 18:24
    mskaiq napisał:

    > Wystarczy przestac sie bac ludzi, trzeba przelamac
    > wlasny strach, to on zatrzymuje, zmienia wszystko co pozytywne w bezsens.
    > Serdeczne pozdrowienia.
    >

    i to powiesz też człowiekowi bezbronnemu otoczonemu bandą oprychów?
  • mskaiq 08.08.05, 18:39
    Jesli uwierzysz ze jestes otoczona banda oprychow to jestes otoczona strachem.
    Nigdy nie jestem otoczony banda oprychow, jestem otoczony ludzmi ktorzy sie
    boja wiecej niz ja, dlatego sa agresywni, probuja atakowc bo to jest rodzaj
    obrony. Twoj strach buduje Twoja agresje a wtedy trudno zbudowac cokolwiek bo
    to jest konfrontacja.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • marenta 08.08.05, 18:51
    jak zwykle nie chcesz rozmawiać o _sytuacjach_skrajnych_
    zamiast tego wmawiasz danuski paranoje
    serdeczne pozdrowienia!
  • danuski 08.08.05, 19:17
    marenta napisała:

    > jak zwykle nie chcesz rozmawiać o _sytuacjach_skrajnych_
    > zamiast tego wmawiasz danuski paranoje
    > serdeczne pozdrowienia!

    paranoję?
    wydawało mi ssię, ze wmawia mi agresję wynikajacą z mojego strachu przed
    agresją, chyba ze uznal iż...tą agresję sobie wydumałam i wtedy....rzeczywiście
    mam paranoję
  • danuski 08.08.05, 19:15
    mskaiq napisał:

    > Jesli uwierzysz ze jestes otoczona banda oprychow to jestes otoczona
    strachem.
    > Nigdy nie jestem otoczony banda oprychow, jestem otoczony ludzmi ktorzy sie
    > boja wiecej niz ja, dlatego sa agresywni, probuja atakowc bo to jest rodzaj
    > obrony. Twoj strach buduje Twoja agresje a wtedy trudno zbudowac cokolwiek bo
    > to jest konfrontacja.
    > Serdeczne pozdrowienia.

    mylisz się w tym przypadku Mskaiq
    agresjaa oprychow buduje mój strach-bo jakze by inaczej, przecież oprychom
    chodzi o to, bym się bała-ale przeciwieństwem agresji niekoniecznie musi być
    mój strach.
  • mskaiq 09.08.05, 08:31
    To prawda ze agresja buduje nasz strach, tyle ze sila tego strachu jest inna u
    Ciebie a inna u drugiej osoby.
    Dla wielu osob problemy nerwicowe nie stanowia problemu, ignoruja strach
    zwiazany z objawami somatycznymi, dla wielu przelamanie tego strachu zdaje sie
    byc niemozliwe.
    To samo dotyczy sytuacji kiedy jestes bezposrednio zagrozona. Kiedys zostalem
    napadniety przez trzech ludzi, celem byl moj portfel. Oddalem portfel,
    nastepnie zrobilem wszystko aby sie od Nich uwolniec, nie uderzylem chociaz
    zostalem uderzony, nie chce tego robic, nie chce stosowac tych metod ktorych
    sam nie akceptuje.
    Nie boje sie o tym myslec, nie unikam miejsca w ktorym sie to stalo a takze
    dawno wybaczylem i zapomialem.
    Kazde inne dzialanie byloby dzialaniem przeciwko mnie. Moglbym sie bac
    wychodzic bo moze przydazyc sie cos takiego jeszcze raz, nie boje sie.
    Swiadomnie ignoruje kazdy lek, jesli chodzi o brak wybaczenia to buduje on
    wiele zlych mysli, one sa wtedy w nas, one potrafia dzialac przeciwko nam
    bardziej skutecznie niz fizyczna przemoc.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • danuski 09.08.05, 11:05
    mskaiq napisał:

    > To prawda ze agresja buduje nasz strach, tyle ze sila tego strachu jest inna
    u
    > Ciebie a inna u drugiej osoby.
    > Dla wielu osob problemy nerwicowe nie stanowia problemu, ignoruja strach
    > zwiazany z objawami somatycznymi, dla wielu przelamanie tego strachu zdaje
    sie
    > byc niemozliwe.

    Maskaiq
    wydaje mi się, że już od dłuższego czasu rozmawiamy o innym strachu. może i o
    tym samym, aale paatrzymy na ten strach z innej perspektywy, innej strony.
    Nie mam zamiaru zaprzeczać czy podważać istnienia twojej perspektywy,twojego
    oglądu twojego strachu. wejrzałam w swój strach i oglądałam go ile umiałam.
    poszczególnymi etapami tego mojeego ogladu dzieliłam się tu na forum. nie tak
    wprost, ale jednak. reakcje były różne , ale też te różne reakcje pozwalały mi
    naa lepszy ogląd mojego strachu w częściach i w całości. przechodziłam jego
    wszystkie etapy, od zaprzeczeniaa, ze istnieje we mnie do pogodzenia się z tym,
    że istnieje. i istnieje w kazdym z nas, bo jest nierozerwalnie związany z
    życiem.z życiem jaakie znamy. na czym stoję dzisiaaj w tej swojej wiedzy o
    strachu? moim strachu? chciałabym...żeby nic nie zagrażało mojej obecnej
    egzystencji, takiej jaką mam dziś. chcę choć raz poczuć dłużej, że samo
    ISTNIENIE, istnienie bez walki i konieczności czynienia czegokolwiek jest DOBRE
    i ma też sens. po prostu SAMO ISTNIENIE i pozwolenie aby dobre myśsli taak
    sobie przepływały przez mojąa duszę, moje myśli nie
    zatrzymywane....koniecznościa uczynieniaa czegoś czego akurat uczynić nie chcę
    a muszę. chcęe po prostu ISTNIEĆ taka jaka jestem bez strachu, ze moje
    istnienie komuś przeszkadza. niestety....nie mogę na dłużej zatrzymać się przy
    tej myśli bo....moje istnienie jednaak niektórym przeszkadza nawet jeśli nie
    czynię zła. wystarczy, ze ISTNIEJĘ i to już jest zło dla niektórych.

    > Kiedys zostalem
    > napadniety przez trzech ludzi, celem byl moj portfel. Oddalem portfel,
    > nastepnie zrobilem wszystko aby sie od Nich uwolniec, nie uderzylem chociaz
    > zostalem uderzony, nie chce tego robic, nie chce stosowac tych metod ktorych
    > sam nie akceptuje.

    ja jestem atakowana codziennie. codziennie atakuje mnie na różne sposoby
    srodowisko ww jaakim przyszło mi żyć, przede wszystkim atakowana jest moja
    psychika. mam już dość ochrony mojej psychiki. jestem już tym zmęczona

    > Nie boje sie o tym myslec, nie unikam miejsca w ktorym sie to stalo a takze
    > dawno wybaczylem i zapomialem.

    nie mogę unikać miejsca, w którym moja psychika narażonaa jest na ataki

    > Kazde inne dzialanie byloby dzialaniem przeciwko mnie. Moglbym sie bac
    > wychodzic bo moze przydazyc sie cos takiego jeszcze raz, nie boje sie.

    nie boję ssię już...ale już jestem zmęczona....chyba śmiertelnie zmęczona.
    całe życie walkaa o prawo do ISTNIENIA bez radości z tego istnienia. przecież
    to bez sensu

    > Swiadomnie ignoruje kazdy lek, jesli chodzi o brak wybaczenia to buduje on
    > wiele zlych mysli, one sa wtedy w nas, one potrafia dzialac przeciwko nam
    > bardziej skutecznie niz fizyczna przemoc.
    > Serdeczne pozdrowienia.

    a ja piszę o przemocy psychicznej. tego wybaczyć...jakżesz chora psychika może
    wybaczyć? co wybaczenie chorej psychiki jest warte?
  • de-bordo 09.08.05, 13:08
    Danuski
    przejmująca odpowiedź -

    To co napisałaś unaoczniło mi jak gleboko to co czujemy jest uzależnione od
    reakcji innych na nas. Jak łatwo wtedy nas zranić, jak łatwo przestać wierzyć
    że mamy wogóle prawo TU być. Jak łatwo podważyć sens czegokolwiek co robimy
    czy czujemy

    Dla wrażliwych ludzi, mało odpornych z powodu ich słabego( jak pisze Zyrafka)
    psychicznego ukladu immonologicznego to może być równia pochyła.........
    o ile kogoś czegoś nie spotka się na takiej równi co pozwoli wychamować.

    Piszesz ' nie boję ssię już...ale już jestem zmęczona....chyba śmiertelnie zmęczona.
    > całe życie walkaa o prawo do ISTNIENIA bez radości z tego istnienia. przecież
    > to bez sens '

    Walka o prawo do isnienia - istnienie bez walki -
    A czy TY - tylko pomyśł na spokojnie - sama sobie ( mimo tego czego
    doświadczasz, mimo bolesności, zmęczenia i walki) dajesz SOBIE sama prawo do
    istnienia.
    Pozdrawiam






  • zyrafa46 09.08.05, 14:58
    Czytam, wszystko czytam. Jestem TU. Jak "mi się zbierze" - napiszę też coś.
    Znalazłam ciekawą książkę. Czytam ją puki/póki (ach, ta dysleksja :-() co.

    To jest denerwujące. Nie lubię pisać nieporządnie a jednoczesnie ta dysleksja:-(
    Chyba jednak póki. Poprawiajcie moje błędy, coooo?
    żyrafa
  • zyrafa46 09.08.05, 14:59
    Jestem = wpadam.
    Ż.
  • hasanet 09.08.05, 16:08
    Jestem wpadawszy? Statyka i dynamika ciała, na pewno względem jakiegoś układu,
    względność bycia spadniętym. Nie rozbieriosz.
    asa
  • zyrafa46 09.08.05, 16:13
    Nooooo, bez wódki nie razbieriosz. Ale ja nie lubię wódki :-(
  • hasanet 09.08.05, 16:20
    A mnie szkodzi. Dożywotni szlaban.
    asa
  • hasanet 09.08.05, 15:57
    zyrafa46 napisała:

    > Chyba jednak póki. Poprawiajcie moje błędy, coooo?
    A ja przeciwnie...Precz z łapami od mojej interpunkcji!
    asa
  • danuski 09.08.05, 16:57
    de-bordo napisała:

    >
    > Walka o prawo do isnienia - istnienie bez walki -
    > A czy TY - tylko pomyśł na spokojnie - sama sobie ( mimo tego czego
    > doświadczasz, mimo bolesności, zmęczenia i walki) dajesz SOBIE sama prawo do
    > istnienia.
    > Pozdrawiam
    >
    >

    cóż za pytanie?
    gdybym sobie tego prawa sama nie dawała przeciez bym o to prawo do ISTNIENIA
    nie walczyła. ale już nie mam ani siły ani ochoty na dalsza walkę. poddałam się.
    prawo innych przed moim prawem. ustępuję....i cieszy mnie, że...umiem już
    ustąpić innym swojego....prawa do istnienia. niestety jest jeszcze jedna
    przeszkoda i tą ostatniąa ...czyli mnie samą...muszą już usunąć swoim prawem do
    swojego istnienia. nie stawiam juz oporu....może tylko ...zakpię swoją ostatnią
    łzą
  • zyrafa46 09.08.05, 17:12
    Danuskiiiii, tego co piszesz nie można czytać. Nie pisz tak i nie mysl tak. To
    jest możliwe!!!!!!!!!!!!!TO JEST MOŻLIWE!!!!!!!!!
    Żyrafa
  • hasanet 09.08.05, 17:30
    Fakt, że tak do końca toto jest bardziej śmieszne niż łzawe.
    Żeby jeszcze nie bolało.
    asa
  • marenta 09.08.05, 15:26
    > moje istnienie jednaak niektórym przeszkadza nawet jeśli nie
    > czynię zła. wystarczy, ze ISTNIEJĘ i to już jest zło dla niektórych.

    danuski a czy masz jakieś swoje scenariusze zachowań w takich sytuacjach?
    czy dajesz sobie prawo do agresji?
  • zyrafa46 09.08.05, 15:35
    Nie namawiaj do agresji. (A może Ty wcale nie namawiasz?) Lepszy jest stary,
    babski sposób: potłuczenie czegoś w drobny maczek. Im drobniejszy maczek, tym
    lepiej działa. U nas kidyś stały dyżurne, podniszczone albo
    niechciane "porcelany". Lepsza glina, czy "porcelana" od szkła. Widać jak się
    sprząta i nie jest niebezpieczne, bo niewidoczne. O!!!!!
    Żyrafa
  • marenta 09.08.05, 15:36
    albo zjedzenie ciastka
  • zyrafa46 09.08.05, 15:43
    Ciasteczko, dobra rzecz. Wczoraj wyjadłam promocyjne słodkosci. Oni potem
    szukali...Ale mi było głupio.
    Zyrafa


    Zmykam, kotki się pobudziły. Zaczyna się
  • hasanet 09.08.05, 16:12
    zyrafa46 napisała:

    > Zmykam, kotki się pobudziły. Zaczyna się
    Jak Twoja Łysy Szczurek? Znalazła opiekuna?
    asa
  • zyrafa46 09.08.05, 16:24
    Nie, jeszcze jest z nami. Na razie "poszedł" Klusek. Jakoś smutno sie zrobiło.
    wszystkie dzieci były jakies nieswoje. Kocica też szukała. Dzis już bawią sie
    inaczej, ale dobrze. Bardzo dobrze. I zdrowieje łapa ich mamy. Dostałam maila
    od jakiejś Oli, że chce Beksę-plamkę. (Ona juz nie jest Beksą) Zobaczymy co
    wyjdzie z negocjacji. Ola jeszcze nie wie, że nie do każdego domu dam kota.
    Lysy Szczurek i Rpowinny ostatnie opuścic gniazdo, bo są najdrobniejsi. Gdybym
    nie miała starej kocicy, zostawiłabym Kluska lub Łysego Szczurka.
    Nie podpuszczajcie mnie na rozmowy o kotkach bo mogłabym dłuuuuuugo. I
    zanudziłabym Was na śmierć.
    Żyrafa

  • marenta 09.08.05, 16:01
    > Nie namawiaj do agresji. (A może Ty wcale nie namawiasz?)

    tak, namawiam. w każdym razie do odblokowania agresji. bo przecież ona jest,
    jeżeli nie ma ujścia, to obija się po wewnatrznej stronie szyb bez końca, bez
    strat energii. potrzebny jest dla niej dobry scenariusz, najlepiej z happy
    endem. nie urządza mnie ani cukrzyca ani majątek utopiony w porcelanie
    serdeczne pozdrowienia
  • hasanet 09.08.05, 15:59
    marenta napisała:

    > > moje istnienie jednaak niektórym przeszkadza nawet jeśli nie
    > > czynię zła. wystarczy, ze ISTNIEJĘ i to już jest zło dla niektórych.
    >
    > danuski a czy masz jakieś swoje scenariusze zachowań w takich sytuacjach?
    > czy dajesz sobie prawo do agresji?
    A do czego agresja? Gest Kozakiewicza!
    asa
  • marenta 09.08.05, 16:02
    to już wyższa szkoła jazdy
  • hasanet 09.08.05, 16:03
    Można wzuszyć ramionami bądź pokiwać głową.
    asa
  • marenta 09.08.05, 16:06
    mówisz jak masqik
  • zyrafa46 09.08.05, 16:27
    Cieszy mnie to, ale daleko mi do niego. To wielki kawał serca a ja tylko taka
    atrapa.
    Ż.
  • zyrafa46 09.08.05, 16:10
    Kiedyś rzuciłam torebką w stół. To był element rozmowy z szefem. Nie lubię
    posłusznie potakiwac a potem robić po swojemu. Lubię bronic swojego zdania. To
    była MOJA torebka i nie walnęłam jej W szefa tylko w stół. Potem miałam pełno
    sprzątania. Nie noszę pustych torebek ;-)
    Żyrafa
  • carlabruni 11.08.05, 20:50
    zeby wszystko było taką atrapą jak Ty to życie byłoby piękne;-). pozdrawiam.
  • mskaiq 09.08.05, 16:48
    Kiedys Danuski bylo we mnie wiele strachu. Oddychalem nim, byl to strach o
    przetrwanie, widzialem wszedzie niebezpieczenstwo i brak mozliwosci aby moc sie
    obronic.
    Wszystko zdawalo sie byc przeciwko mnie, emigrant bez dobrego jezyka, z duza
    wiedza ktora tak jak mi sie wydawalo zawadzala innym. Zbudowalem w pracy system
    komputerowy ktorego nikt nie byl w stanie ruszyc. Zawsze zwracano sie o moja
    pomoc, ja znalem odpowiedzi i nie chcialem sie dzielic.
    To miala byc moja obrona, ludzie sie bali dotknac tego co zrobilem, czulem sie
    bezpieczny az jednego dnia strach ludzi siegnal taki poziom ze postanowiono
    caly ten system wymiec, koszty byly ogromne, ale strach byl silniejszy. Bano
    sie ze moge odejsc i wtedy wszystko sie zawali.
    Napisalem o tym bo nie mozna sie bronic przed strachem za pomoca strachu.
    Jedynym sposobem jest milosc, tylko ona broni.
    Ja nie walcze ze strachem, moj strach zastepuje miloscia. Wokol jest wiele
    strachu innych ludzi, to jest to co zatruwa zycie, co wprowadza chaos i brak
    sensu. Kiedy potrafisz opanowac wlasny strach wtedy ten zewnetrzny strach nie
    jest w stanie wplywac na nas.
    Nauczylem sie radzic sobie ze strachem innych. Kiedy napotykam go to czekam az
    ten strach odejdzie, wtedy ta sama osoba jest zupelnie inna osoba, wtedy mozna
    znalesc porozumienie.
    Nic nie zagraza Twojej egzystencji Danuski, to Twoj strach Ciebie oszukuje.
    Kiedy moj system zostal wymieniony dowiedzialem sie nikt nigdy nie byl
    przeciwko mnie, to moj strach wykreowal wielka ilosc podejrzen i braku wiary.
    Zrozumialem ze cala moja budowa nie miala sensu, ze imponowalem swoja wiedza.
    Wystarczylo zaufac ale to bylo niemozliwe, strach nie pozwolilby na to nigdy.
    Nie musisz walczyc Danuski wystarczy wierzyc ze wszystko potoczy sie dobrze.
    Zyje w taki sposob, przestalem oceniac, przestalem podejrzewac.

    Jesli chodzi o chora psychike to nie ma takiej, znam za to brak wybaczenia.
    Wiem ze zal potrafi zmienic nasza psychike w cos co nazywasz chora psychika, to
    mozna zmienic, trzeba zapomiec, wybaczyc, przestac zyc tym co przynosi bol i
    brak sensu.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • danuski 09.08.05, 17:13
    mskaiq napisał:

    > Kiedys Danuski bylo we mnie wiele strachu. Oddychalem nim, byl to strach o
    > przetrwanie, widzialem wszedzie niebezpieczenstwo i brak mozliwosci aby moc
    sie
    >
    > obronic.
    > Wszystko zdawalo sie byc przeciwko mnie

    Mskaiq
    przestań mi już wmawiać to czego we mnie nie ma a bywało TYLKO w chorobie. wiem
    czym jest strach i wiem jak go pokonywałam kiedy WSZYSTKO wokół było przeciwko
    mnie. Ty byłeś nieufny-ja nazbyt ufna.
    Ty wybrałes miłość-ja też wybrałam miłość
    i dlatego ...nie chcę się już bronić
    może mojaa miłosć Twojej nie dorównuje
    moze mojaa miłosćc jest kaaleka jak moja dusza
    aale naa Boga!
    nie wmawiaj mi tego czego we mnie nie ma!
    z miłosci właśnie wybrałam brak agresji, bo wwolę, zeby moja agresja krązyła we
    mnie. chcę ją w sobie zatrzymywać....w sobie dusić, w sobie neutralizować
    a żal?
    daj spokój, do roli świętej się nie nadaję
    przyjdzie czas to i żal się wypali...razem ze mną
  • zyrafa46 09.08.05, 17:23
    Danuski, nie gadaj jak* stara baba nad trumną. (*Przepraszam starsze Panie). Ja
    mam juz 59 i uwazam, że życie przede mną. Nie zazdroszczę młodym. Sama jestem
    młoda. Tyyyyyle białych kartek przede mną.
    Żyrafa

    mskaiq ma rację. Uczę się jakby olewać, gdy mi cos psują, gdy mnie nawet
    niszczą. Złośliwie, czy nie.
  • marenta 09.08.05, 17:32
    > mskaiq ma rację. Uczę się jakby olewać, gdy mi cos psują, gdy mnie nawet
    > niszczą. Złośliwie, czy nie.

    i nie czujesz goryczy
    muchomora
    ?
  • hasanet 09.08.05, 18:04
    marenta napisała:

    > i nie czujesz goryczy
    > muchomora
    > ?
    Przecież to smak właściwy dla sromotnika.
    asa
  • marenta 09.08.05, 18:17
    bawisz się słowami, sprytnie, nie powiem

    no więc dobrze, cała prawda o muchomorze wygląda tak:
    w małych dawkach owszem powoduje mistyczne wizje
    a w większych nienawiść
    dlatego ostrzegam, nie przedawkujcie!

  • zyrafa46 09.08.05, 18:23
    Ocho cho, po jakich niebezpiecznych oni ścieżkach chodzą. My żyrafy wolimy
    pobuszować wśród liści na drzewie. Pychotka. A muchomory z tej wysokosci
    śliczne są, niegrożne, milusie jak biedroneczki
    Ż.
  • marenta 09.08.05, 18:27
    > A muchomory z tej wysokosci
    > śliczne są, niegrożne, milusie jak biedroneczki

    bo to się zwykle tak zaczyna
  • zyrafa46 09.08.05, 18:32
    Juz z drogi zapytam, bo pisałam, ze sobie polecę. Tak się zaczyna dla mnie czy
    dla Was. Odpowiedź poczytam po powrocie.
    Pa
    ....fa
  • zyrafa46 09.08.05, 18:11
    Olewam z (to wielkie słowo, głupio mi je pisac) miłości. Jeśli widzę, że
    dyskusje NIC nie dadzą, to po co mam kogoś i siebie ranić i denerwować. Wolę
    drażliwe "niezmienialne" punkty omijać szerokim łukiem. Reszta drugiej osoby
    zostaje wtedy ze mną. Gdybym wojowała (BEZ SZANS) wtedy ja straciłabym całą
    tamta osobę a ona straciłaby mne całą. To juz lepiej działać jak z alergią.
    Odsunąć alergen. Oczywiście, jest świadomość, że TO COŚ istnieje nadal. Oby
    cosiów było mało. No dobrze, przyznam się, że istnieją ludzie, których poglądy
    na tyle mi nie pasują, że to coś pzrerasta zbyt bardzo. Odpadam wtedy. Omijam
    łukiem "po całości".
    Nie czuję goryczy muchomora.
    Nawiasem: gorycz powoduje lepsze trawienie...
    muchomory sa śliczne i potrzebne lasowi
    Żyrafa
  • hasanet 09.08.05, 17:33
    Chorujesz na CHAD? Co do pacyfy, masz rację.
    asa
  • zyrafa46 09.08.05, 17:49
    hasanet napisała:

    > Chorujesz na CHAD? Co do pacyfy, masz rację

    Jestem ciężko kapująca, inaczej - zgubiłam watek. Jesli to było do mnie to ani
    nie wiem co to jest CHAD ani chyba nie choruję,
    Żyrafa
  • hasanet 09.08.05, 17:58
    Daj Ci, Panie Boże, zdrowie!
    asa
  • danuski 09.08.05, 17:50
    hasanet napisała:

    > Chorujesz na CHAD? Co do pacyfy, masz rację.
    > asa

    choruję na życie
    nie sposób być zdrowym majac takie życie jak moje
    niestety...przywiązałam się już nawet do takiego życia jak moje, ale też
    rozstałabym się z nim bez żalu.CHAD? zmiany nastrojów? brak równowagi? tak, to
    wszystko jest moim udziałem takie jest moje życie od kiedy sięgne pamięcią.
    czy to jednak jest moim problemem głównym? chyba nie.chyba jednak moim
    problemem głównym jest....WYOBCOWANIE i brak UKORZENIENIA.
    bez tego człowiek nie może prawidłowo się ukształtować.cała resztaa to
    konsekwencje tego wyobcowania i braku ukorzenienia.
  • zyrafa46 09.08.05, 18:19
    Ty mnie Danuski nie denerwuj. Po prostu uwierzyłaś sobie, że było źle, jest źle
    i będzie źle. Jak nie masz korzeni, to jestes prawie jak NÓWKA. A żesz łap się
    wiatru ciepłego i leć. Gdy Twoje korzonki poczują "miętę" - spadaj. Zapuść
    korzenie i rozkoszuj się życiem. Ono jest piękne nawet gdy pada deszcz.
    ZROZUMIANO?????????????
    Zyrafa
  • danuski 09.08.05, 19:26
    zyrafa46 napisała:

    > Ty mnie Danuski nie denerwuj. Po prostu uwierzyłaś sobie, że było źle, jest
    źle
    >
    > i będzie źle. Jak nie masz korzeni, to jestes prawie jak NÓWKA. A żesz łap
    się
    > wiatru ciepłego i leć. Gdy Twoje korzonki poczują "miętę" - spadaj. Zapuść
    > korzenie i rozkoszuj się życiem. Ono jest piękne nawet gdy pada deszcz.
    > ZROZUMIANO?????????????
    > Zyrafa

    ja wiem, że życie może być piękne....przeżylam kilka pięeknych chwil i dlatego
    wiem co utraciłam, albo...czego nie miałam szansy zatrzymać na dłużej, a może
    sama sobie tej szansy nie dałam?
    ale to niemożliwe...dałam ją sobie...tylko....do niej nie dorosłam? nie
    dojrzałam?nie umiałam wykorzystać?
    do diabła z tymi pytaniami.
    chcecie mi pomóc a ja....widzę i tak swoje smutki...może to wina tej jesiennej
    pogody. nie lubię już końca lata i zbliżajacych się jesiennych deszczy i
    wichrów...już nie czekam na...byle do wiosny....
    Żyrafko tak się starasz a ja...doceniam ale zaczynam jednak żałować, ze się za
    bardzo otwożylam, bo teraz mam poczucie ...winy i odrzucenia....odrzucenia
    moich smutków jako czegoś co psuje taki typowy depresyjny styl tego forum
  • zyrafa46 10.08.05, 22:54
    Marenta, kochana, nie naciskaj na Danuski. Ja wierzę w to, że ona teraz BARDZO
    INTENSYWNIE SOBIE MMYYŚŚLLII. Moe wreście (ładnie, co?) coś wymyśli. Jalubię
    Danuski. Bardzo lubię! Ale Nie lubie jej smutku. On sie do niej DRAŃ przykleił,
    a ona myśli, że mu będzie przykro, dgy sie rozstaną. A takie cóś to się kładzie
    na miętkim papierku - i frrruuuu - do kibla!!!!!!

    Nie napieraj Marenta, poczekaj. Będzie dobrze!!!!!

    Żyrafa Ania
    A co, kurcze, mam w końcu imię, nieeeeeee?
  • marenta 09.08.05, 18:35
    > jednak moim > problemem głównym jest....WYOBCOWANIE i brak UKORZENIENIA.

    dla mnie gorszym problemem byłoby nie pryznawanie sobie prawa do życia
  • danuski 09.08.05, 19:09
    marenta napisała:

    > > jednak moim > problemem głównym jest....WYOBCOWANIE i brak UKORZENIEN
    > IA.
    >
    > dla mnie gorszym problemem byłoby nie pryznawanie sobie prawa do życia

    ale właśnie...jak trudno mi to napisać...chyba dziś tego nie napiszę....
  • marenta 10.08.05, 22:02
    a kiedy?
  • mskaiq 10.08.05, 01:37
    Ja tez Zyrafko spotykalem sie z sytuacjami gdzie dyskusje nic nie daja. Na
    poczatku uwazalem ze jest to stracony czas, wysilek bez skutku.
    Tak nie jest. Mowie to co mysle, wazne jest aby ktos uslyszal inny punkt
    widzenia, zobaczyl inne spojrzenie. Reszte zostawiam czasowi, on zmienia,
    przynosi dobra wartosc na wierzch.
    Czasem jest bardzo trudno mowic bo druga osoba nie chce sluchac, czesto slowa
    potrafia wyzwalac zlosc, zal, placz.
    Probuje wtedy inaczej, nie przekonuje, nie probuje sklaniac, mowie o innych
    sprawach ale jest tam zawsze ten punkt widzenia ktory probowalem przekazac a
    ktory wywoluje te negatywne reakcje.
    Te negatywne reakcje oznaczaja problem, kiedy sie pojawiaja oznacza ze
    dotknalem tego co przynosi bol.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • zyrafa46 10.08.05, 23:06
    Moja kocica poraniła sobie mocno łapę. Wetka przez 3 dni robiła kotce
    opatrunki. Czwartego dnia sama zrobiłam. Zszedł w całosci BARDZO SZYBKO. Nie
    umiem tak jak wetka. Kotka chodzi z bosa stopą. Samo sie goi bardzo ładnie.
    BO MIAŁO SIĘ GOIĆ!!!!!!! Bo kotka MA być zdrowa. Zdarła ten czwarty opatrunek,
    bo juz wiedziała, że sAMA SOBIE poradzi. Sobie poradzi. Nie chce więcej bólu.
    Kotom ból sie nie przykleja..... Czy my jesteśmy (i tu sie wyrażę MOCNO), czy
    my jesteśmy głupsi od KOTA???? Pozwolimy by sie do nas jakis ból lub smuteg lub
    inne świństwo przykleiło? Nie jesteśmy grą komputerową!!!!! Mamy tylko jedno
    życie!
    Ży
  • mskaiq 11.08.05, 16:50
    Tak Zyrafko, musimy poradzic Sobie sami, ale najwazniejsza sprawa jest
    rozumienie jak to zrobic, czego sie trzymac.
    Ja wiem ze jedyna droga jest milosc, pozbylem sie mojej filozofi strachu,
    przyjalem filozofie milosci.
    Kazdy ma ta milosc, to czy jest silna czy slaba zalezy od nas. Zrozumialem
    kiedy walczylem o milosc ze aby mogla byc silna musze nauczyc sie kontrolowac
    moje cialo.
    Bo to ono przynosi, strach, zlosc i wszystko co niszczy milosc.
    Ty Danuski masz taka samo silna milosc jak moja, nie umiesz jej tylko odslonic,
    pozwalasz aby strach zajmowal jej miejsce.
    Codzienne cwiczenia, codzienny spacer, zmienilby u Ciebie ten negatywny balans
    ktory odbiera Ci chec do zycia ktory promuje bezsens.
    Jesli chcesz pozbyc sie depresji, wrocic do zycia, odnalesc w nim Siebie to
    musisz rozpczac walke o milosc. Codzienne dlugie spacery pomoga, zobaczysz jak
    bardzo zmieni sie Twoj nastroj juz po tygodniu takich cwiczen. Musisz jednak
    odpowiedziec Sobie na pytanie, czy chcesz Sobie pomoc, czy tez chcesz zrobic
    wszystko aby zniszczyc Siebie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • danuski 11.08.05, 20:48
    mskaiq napisał:

    > Musisz jednak
    > odpowiedziec Sobie na pytanie, czy chcesz Sobie pomoc, czy tez chcesz zrobic
    > wszystko aby zniszczyc Siebie.
    > Serdeczne pozdrowienia.

    "jeśli chcesz zachować życie-stracisz je. kto jednak oddaje życie swoje
    za ....miłość-zyskuje..."

    nie znam jeszcze odpowiedzi na pytanie czy to ja niszczę siebie czy też miłosć
    innych niszczy mnie.
    Mskaiq
    nie wierzę ludziom, którzy dużo rozprawiają o miłości....do innych
    zbyt dużo widziałam, i widzę nadal, negatywnych skutków takich wyznań "miłości"
    wolałabym jednak na początek być wzmacniana uczciwością, a miłość...może
    przyjdzie z czasem
  • zyrafa46 11.08.05, 21:32
    Zastanawiam sire, czy rozpocząć nowy wątek, czy np TU napisać.

    Osoby z depresja piszą: Nie moge nic robić, czuję niemoc, nie chce mi się
    ruszyć palcem w domu, nic mnie nie interesuje.
    Otóż mam sposób* na tego typu problemy. Mój sposób to 5 malutkich kotków.
    (Teraz 4 i też działa:-)). Nikt nie lubi (przepraszam) smrodu w domu. A więc
    aby go nie było - trzeba się dobrze nabiegać, by zdązyć z każdym wytworem
    (oczywiście oddzielnie) małej domowej przetwórni kociego jedzenia i picia na
    tzw produkty przemiany materii. Proste? Aaaaa, jeszcze jest duży kotek-tka z
    chorą łapą, więc nie może załatwiać się w ogródku....Aaaale, to juz drobiazg.
    Jeśli nie macie kotków, nie chcecie kotków i nie będziecie mieli takich
    ślicznych, wesołych, puchatych, prześmiesznych zwierzaczków, to mozna poczytać
    rady mskaiq i je zastosować.
    *może być taki sposób?
    Żyrafa
  • hasanet 11.08.05, 22:59
    zyrafa46 napisała:

    > Osoby z depresja piszą: Nie moge nic robić, czuję niemoc, nie chce mi się
    > ruszyć palcem w domu, nic mnie nie interesuje.
    > Otóż mam sposób* na tego typu problemy. Mój sposób to 5 malutkich kotków.
    Ilu to tam było tych małych Murzynków?
    asa
  • zyrafa46 11.08.05, 23:07
    Ja wiem, ze to brzmi jak zart, ale te kotki istnieją. Jaaasne, ze to nie jest
    zaden sposób. Taaaak, chciałam ożywic troche to forum. Ale z drugiej
    strony...troche wyobraźni. Te kotki - to zwykła koza.... Czy jest ktos, kto nie
    zna dowcipu o biednym Żydzie z wielką rodziną w maleńkim mieszkanku? Jesli
    jest, to niech sie zgłosi. Inni opowiedza, bo żyrafy każdy dowcip psują.
    Żyrafa
  • hasanet 11.08.05, 23:24
    zyrafa46 napisała:

    > Te kotki - to zwykła koza.... Czy jest ktos, kto nie
    > zna dowcipu o biednym Żydzie z wielką rodziną w maleńkim mieszkanku?
    Znam. Miewam napady wściekłej agresji. NICZEGO nie lubię sprzątać. Przyjmę
    kotki... Zamknęliby mnie, bez pudła.
    asa

  • zyrafa46 11.08.05, 23:28
    Wyleciałbys w powietrze razem z kotkamimi ich sm-em. a potem byłoby pięknie.
    Ach :-)))) Rozmarzyłam sie.
    Ż
  • hasanet 11.08.05, 23:45
    Krwiożercza żyrafa? Terrorystka nawet?
    asa
  • zyrafa46 11.08.05, 23:32
    To jakaś mania, wiem, że jesteś dziewczyną a ciągle zwodzi mnie ten nick. Och
    ta dysleksja :-( .Przecież Ty nie jesteś hasnet. Wybaczysz?
    Ży
  • hasanet 11.08.05, 23:48
    zyrafa46 napisała:

    > Wybaczysz?
    Bez obawy.
    asa

  • zyrafa46 12.08.05, 00:08
    ...asa hasa, zapamiątam.



    cicho: ...ten widok....ten zapach...ta nagła pomroczność.
    A potem cisza taka. Zostanie tylko sm.... szeroko...

    Głośniej: to ja juz może polecę spać
    Ż.
  • hasanet 12.08.05, 00:15
    zyrafa46 napisała:

    > ...asa hasa, zapamiątam.
    Nie zawracaj sobie głowy. Nie jestem z obrażalskich.
    > to ja juz może polecę spać
    Żyro nietoperz?
    Pozdr
    asa

  • hasanet 12.08.05, 07:57
    zyrafa46 napisała:

    > ...ten widok....ten zapach...ta nagła pomroczność.
    > A potem cisza taka. Zostanie tylko sm.... szeroko...
    W bujany fotel zapadł cień ze złamanym groszem w ustach.
    asa

  • mskaiq 12.08.05, 08:32
    Muilosc Danuski jest w Tobie, Ty musisz uwierzyc Sobie, uwierzyc ze jest to
    uczucie ktore Ci moze pomoc, tak jak strach jest uczuciem ktore moze przyniesc
    tylko szkode.
    Tutaj nie chodzi o wyznanie milosci, bo wiem ze wyznania milosci koncza sie
    czesto niepowodzeniem. Wtedy nie ma juz tam milosci, jest strach zlosc i brak
    wybaczenia.
    Jesli chodzi o oddawanie zycia za milosc, to milosc nigdy nie wymaga takiej
    ofiary, milosc nie szuka ofiar, przynosi radosc i sens. Milosc nigdy nie
    przynosi bolu, nie podejrzewa, nie propaguje ani kary ani strachu.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • danuski 12.08.05, 10:40
    mskaiq napisał:

    > Muilosc Danuski jest w Tobie, Ty musisz uwierzyc Sobie, uwierzyc ze jest to
    > uczucie ktore Ci moze pomoc, tak jak strach jest uczuciem ktore moze
    przyniesc
    > tylko szkode.

    wiem o tym Mskaiqu już od dawna
    jest we mnie miłość i jest strach
    czasem miłosc jest na wierzchu a czasem to strach jest górą
    trudno tak samej....swoją miłością pokonywać swój strach, który sprawiają inni
    nie twierdzę, że tej walki nie może wygrać miłość
    nie twierdzę, że strach zniszczy miłość
    to zależy od nas wszystkich
    ode mnie też
    i ważne jest....umieć nie przeszkadzać tlącej się gdzieś w popiele miłości
    może kiedyś...zdarzy się, ze delikatny podmuch rozwieje warstwy popiołu i
    miłość....przegoni resztki strachu
  • zyrafa46 12.08.05, 22:18
    danuski napisała: > może kiedyś...zdarzy się, ze delikatny podmuch rozwieje
    warstwy popiołu i miłość....przegoni resztki strachu <


    O!!!! to to
    Zaczynamy dochodzić :-)


    Dobranoc Danuski. Dmuchnę lekko w Twoim kierunku. Ot tak, delikatnie. Tak
    maluśko.

    ciiiiichooooo.........ciiichchchoooo
    żyrafa


  • mskaiq 13.08.05, 02:18
    Nie ma niczego silniejszego jak milosc i nie ma nic piekniejszego. Czasem
    przychodzi milosc a czasem strach. Wtedy kiedy przychodzi strach bron sie przed
    nim, staraj sie wracac do milosci.
    Tak jak Ci wspomialem, bardzo wazny jest codzienny spacer, pomaga pozbyc sie
    tego strachu. Bardziej kontrolujesz Swoje cialo a strach wlasnie dziala przez
    nasze slabe cialo. Silne potrafi sie przed nim bronic.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • de-bordo 13.08.05, 02:23
    Danuski - będę dmuchała z ŻYRAFKĄ co dwie to nie jedna
  • danuski 13.08.05, 08:43
    de-bordo napisała:

    > Danuski - będę dmuchała z ŻYRAFKĄ co dwie to nie jedna

    dziękuję wam dziewczyny....ale jakoś natura uksztaltowała mnie na typ hetero do
    miłości...i jak jakis facet nie dmuchnie to...nic z mojego ukrytego żaru
    Mask radzi mi spacery i spacery...i pewnie ma rację, bo te drugie hetero też
    chodzi pewnie na spacery
  • zyrafa46 13.08.05, 09:10
    O!!!!! , no właśnie Danuśki, czujesz?
    Żyrafa
  • zyrafa46 13.08.05, 09:35
    Danuskiiii, jest dobrze: najpierw poczucie bezpieczeństwa wśród swoich, potem
    zaakceptowanie tego, potem przyzwyczajenie się tak jak do chleba z masełkiem,
    potem dopiero delikatne popatrywanie NA BOKI. Jeśli nie będziesz silna
    wewnętrznie to nikt Cie nawet nie zauważy przez "warstwę roztrzęsionego z
    niepokoju (żeby nie mówić strachu) - pyłu". Cos przez mgłę jakoś sobie
    przypominam, ze MNIE sie bałaś, że nie byłaś pewna, chociaz jestem ŻyrafA a nie
    Żyraf.
    Jednak Twoja jednoznaczna deklaracja baaaardzo mnie ucieszyła. :-DDDDDDDDD
    Żyrafa


    A moze poczułaś, że nasze druciki są z najczystszego, szlachetnego metalu. Bez
    żadnych ukrytych domieszek.


    Teraz napisze coś od siebie (to znaczy o sobie): jeśli jest coś NIE TAK - nigdy
    tego nie ukrywam, nie czekam, wyjaśniam natychmiast. Ci co mnie znaja, wiedzą
    więc, że jeśli nie mam zastrzeżeń, to nie mam. No chyba, że trafie na temat
    TABU. Wtedy NIC nie mówię. Tabu to tabu. Czuję się bezpiecznie i liczę, że ze
    mną czują się bezpiecznie. Lubię, by moi bliscy postępowali podobnie, wtedy
    jest PEŁNIA poczucia bezpieczeństwa. Staram sie jednak nie wymuszać na kimś jak
    ma robić, bo to juz jest wchodzenie z butami na cudze podwórko. Aaaaaale sie
    rozgadałam.....
    Ży
  • danuski 13.08.05, 09:42
    zyrafa46 napisała:

    > Danuskiiii, jest dobrze: najpierw poczucie bezpieczeństwa wśród swoich

    a co to takiego to poczucie bezpieczeństwa?
    chyba mi mignęło ze dwa razy koło serca, ale umknęło szybciej niż...mogła trwać
    takaa chwila
  • zyrafa46 13.08.05, 09:49
    :-( :-( :-( :-( .....a my to sie nie liczymy? Myślisz, że klepiemy w klawisze
    tylko dlatego, ze nas swędzą paluchi???????
    Ży

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka