Dodaj do ulubionych

Farmakologia czy psychoterapia? Wasze zdanie.

21.11.05, 09:21
Jak sądzicie - Co jest skuteczniejsze w leczeniu depresji? Farmakologia czy
psychoterapia? Z tym drugim nigdy nie miałem styczności. Od razu poszedłem do
psychiatry, dostałem antydepresant, porozmawialiśmy o chorobie i tak też
luźno na inne tematy dla rozluźnienia. Cztery miesiące brałem stimuloton,
zrobiło sie już na tyle dobrze, że (mimo przestróg lekarza) przerwałem
leczenie przekonany, że tak silny facet miał po prostu epizodycznie krótki
dołek. No nic, nie będę sie rozwodził - byłem głupi. Jednak faktem jest, że
na własnej skórze odczułem skuteczność leczenia farmakologicznego.
Zastanawiam się jednak jak to jest z psychoterapią. Co taki psychoterapeuta
może mi pomóc? Co mi powie? Że życie nie jest takie złe? Że moje problemy
choć trudne są rozwiązywalne i tylko ja przez pryzmat choroby widze wszystko
aż tak czarno. Doszuka się jakiś psychologicznych przyczyn mojego stanu? Tak
naprawde to wszystkie te rzeczy mówie sobie sam co dnia i staram się zmuszać
do myślenia pozytywnego mimo wszystko. A tak naprawde kto dla nas jest
najbardziej przekonywujący jak my sami? Oczywiście zdaje sobie sprawe, że ilu
ludzi tyle odcieni depresji i nie każdemu to samo pomaga. Jednak tak z
Waszego doświadczenia, obserwacji. Jak uważacie. Co jest tak naprawde
skuteczniejsze w leczeniu depresji - tabletki czy psychoterapia? Moim zdaniem
za farmakologią jednak przemawiają fakty naukowe. Choćby to, że my depresyjni
mamy różne przyczyny depresji a jednak te same objawy zarówno somatyczne jak
i psychiczne. Kto chory na depresje nie zna tych porannych koszmarnych
przebudzeń, ciągłego zmęczenia, napadów niczym nieuzasadnionego lęku i wiele
by tu wymieniać - sami wiecie. Czy to nie przemawia za tym, że problemem jest
u nas wadliwe funkcjonowanie chemii mózgu, zła gospodarka hormonalna i choć
przyczyną albo wyzwalaczem może być mechanizm psychologiczny to jednak
psycholog psychoterapeuta nie wiele może pomóc albo wręcz nic. Jestem ciekaw
Waszego zdania na ten temat.
Pozdrawiam i życze abyście ten dzień przeżyli jak tylko to możliwe spokojnie.
Edytor zaawansowany
  • edytunia86 21.11.05, 11:15
    Ja zaczęłam jeżdzić na psychoterapie od czerwca tego roku, ale powód był inny
    niż depresja. Z darzało mi się płakać w domu od początku terapii, ale to
    jeszcze nie było to samo co sie zaczęłam czuć od terapeutka miała urlop. W
    końcu zaczęłam podejrzewać, że mogę mieć depresje i umówiłam się na wizyte u
    psychiatry. Do dzisiaj jeszcze mlekarka nie postawiła diagnnozy, ale
    powiedziała mi podczas ostatniej wizyty , że wczasie psychoterapii mogą się
    pojawić różne uczucia i powiedziała mi coś o smutku, ale przepisała mi
    delikatne leki i teraz czuje się lepiej, ale jeszcze miewam gorsze dni.
    Myślę, że psychoterapia bywa bolesna i, że to jest szukanie przyczyny problemów
    pacjenta, a jak się bierze leki to pierwsze co można zauwarzyć to chyba to, że
    zaczyna się poprawiać nastruj.
  • slavek33 21.11.05, 12:21
    Właśnie. Jak napisałaś można poczuć się gorzej. Czy taki fakt, nie jest czymś
    co przemawia na niekorzyść psychoterapii? W końcu taki psychoterapeuta skąd ma
    wiedzieć co nas może tylko zranić i pogorszyć nasz stan a co pomóc coś
    zrozumieć i polepszyć go. Jakoś odnosze wrażenie, że taka psychoterapia to
    rodzaj szarlatanerii. Taka ocena psychologa jest chyba nazbyt subiektywna i
    chyba naznaczona większym prawdopodobieństwem błędu niż diagnoza psychiatry.
    Tak sobie myśle. Ale może się myle.
  • nocny.lot 21.11.05, 12:28
    Psychiatra takze moze (wielokrotnie) przestrzelic z lekami, a z pewnoscia nie oduczy
    utrwalonych wzorcow zachowan, ktore przyczyniaja sie do powstania chorob i zaburzen. To
    tytulowe pytanie brzmi jak "Czy lepiej myc rece czy nogi?".
    --
    Nic z tego, drogie superego...
  • slavek33 21.11.05, 12:31
    Co masz na myśli pisząc, że nie oduczy sie utrwalonych wzorców? To znaczy
    konkretnie jakich? A z tym przestrzeleniem to też racja, bo dobranie właściwego
    antydepresantu to często rosyjska ruletka. Jednak chyba trudniej o pomyłke w
    doborze leku niż w grzebaniu w cudzych uczuciach. Ale w sumie nie o to mi
    chodziło. Generalnie to po prostu z doświadczenia co Wam bardziej
    pomogło/pomaga - farmakologia czy psychoterapia?
  • nocny.lot 21.11.05, 12:41
    Jakich? A depresje z powodu dlugotrwalego bezrobocia wyleczysz tylko farmakologicznie?
    Powtarzam - trzeba myc i rece i nogi.
    --
    Nic z tego, drogie superego...
  • slavek33 21.11.05, 12:48
    A terapeuta Ci znajdzie prace? Tego argumentu nie rozumiem, bo zarówno jeden
    jak i drugi przecież nie rozwiąże takiego problemu. A co do psychiatrów to nie
    wiem czy akurat ten argument miałeś na myśli, że tego nie dostrzegają ale
    akurat psychiatra u którego byłem w takiej luźnej rozmowie własnie bezrobocie i
    to jak teraz cieżko się często żyje wymienił jak kluczowe w lawinowym wzroście
    zapadania na depresje. Ale tak jak pisałem ani psychiatra ani terapeuta nie
    stworzy choremu stanowiska pracy więc co to za argument? Jednak spora ilość
    ludzi boryka sie z życiem, z brakiem pracy, albo z pracą która ich dobija i nie
    mają depresji. Czyli chodzi o to aby nie miec depresji "pomimo". Zresztą
    wyjście z tego stanu pozwala na nowo mieć siłę do walki.
  • nocny.lot 21.11.05, 12:53
    Pewnie, terapeuta nie zatrudnia. Ale ma te przewage, ze moze wydobyc i pomoc rozwiazac te
    wezly osobowosci, ktore utrudniaja zdobycie pracy, np. niska samoocene. Teraz jasne?
    --
    Nic z tego, drogie superego...
  • slavek33 21.11.05, 12:57
    No tak, to tak. W takim wypadku sie zgodze. Tylko czy brak pracy zawsze wynika
    z niskiej samooceny? Berobocie w tym kraju jest ogromne i z dobrą samooceną też
    się nie może znależć pracy. Ale fakt, w takim wypadku punkt dla terapeuty.
  • hasanet 21.11.05, 14:53
    slavek33 napisał:

    > Czyli chodzi o to aby nie miec depresji "pomimo".
    Wszystkiego się nie obleci, należy coś sobie odpuścić - lekarza.
  • edytunia86 21.11.05, 13:14
    W moim przypadku już raz tak się zdarzyło, że psychiatra mi nie pomógł.
    To było w trzeciej klasie liceum. Jak byłam pierwszy raz u psychiatry,to
    lekarka przepisała mi Seronil, po którym poczułam się gorzej.
    Dlaego myślę, że z tym też może być różnie. Treaz jeżdże do inej lekarki i
    jestem zadowolona, ponieważ widze, że ona próbuje mi pomóc. Ta lekarka, do
    której teraz jeżdże przepisała mi leki byłam u niej drugi raz, ale tym razem
    pani pani doktor, przepisała mi Coaxil i Hydroxyzinum.
    Myślę, że pacjent jeżeli podejmuje decyzje o rozpoczęciu psychoterapii nie może
    być w bardzo złym stanie.
    Myślę, że w czasie psychoterapii i w czasie leczenia farmokologicznego trzeba
    być silnym.
    W trakcie psychoterapii mozna się poczuć gorzej. Mi jest jest trudno
    odpowiedzieć na wszystkie pytania na temat psychoterapii,ponieważ nie jestem
    psychoterapeuta, ale myślę, że to chyba powinien zrobić psychoterapeuta.
  • nocny.lot 21.11.05, 14:09
    edytunia86 napisała:

    > W trakcie psychoterapii mozna się poczuć gorzej. Mi jest jest trudno
    > odpowiedzieć na wszystkie pytania na temat psychoterapii,ponieważ nie jestem
    > psychoterapeuta, ale myślę, że to chyba powinien zrobić psychoterapeuta.

    Na wszystki - nie. Odpowiadaj tylko na te najwazniejsze.

    --
    Nic z tego, drogie superego...
  • uhu_an 21.11.05, 12:55
    juz pisalam o tym, ale co tam. powtorze sie.
    wydaje mi sie, ze w wielu przypadkach zazywanie leków to pojscie na latwizne.
    ktos wezmie procha, poczuje sie lepiej i mysli, ze jest zdrowy. a tak naprawde
    proch nie rozwiazuje problemu. wadliwe nawyki, pewne mech. obronne pozostają
    niezmienione. wielu psychologów wysyla pacjentów do psychiatry po leki- mnie
    tez wysylali- po to by sie nie zabili. prochy tlumia emocje. ale kiedys trzeba
    je odstawic. i wtedy zaczyna sie kolejny problem. deprecha powraca lub ktos
    jest uzalezniony od farmaceutyków.
    nie podwazam teoriio biol.przyczynach depr., ale uwazam, ze jest to nikly %
    przypadków.
    moim zdaniem latwiej wziac procha, bo praca nad soba jest bardzo cieeeezka i
    truuuudna. a ktos kto cierpi nie chce sie na to godzic. jego psycha i organizm
    mowia stop. i tu zaczyna sie wybor, albo dalej uciekasz w leki, albo sie chcesz
    zmienic i rzucasz wyzwanie samemu sobie.
    mozna by rzec, ze sie wymadrzam, ale ja wlasnie przez to TERAZ przechodze-nawet
    sie zastanawialam czy ja nie jestem chora psych/czy nie zostalam blednie
    zdiagnozowana itd. jestem w trakcie psychoterapii. czasem czulam sie gorzej niz
    przed podjeciem leczenia, a to dlatego, ze zostalam 'otwarta'. emocje ktore mi
    towarzyszyly uderzaly we mnie ze zdwojona sila. nie moglam tego zniesc. to jest
    straszne.w koncu siegnelam po jakies tablety na uspokojenie. terapeuci
    powiedzieli, ze to moj wybor. jersli chce efektow to musze byc 'trzezwa', a nie
    przytlumiona. zadecydowalam. rzucilam prochy w kat. wyzywalam samą siebie. bylo
    trudno, ale jest to
    mozliwe. "after winter must come spring(...)"przeszlam to najtrudniejsze. teraz
    jest lepiej. jakos bardziej swiadomie potrafie przezywac radosc. zwracam uwage
    na wlasne potrzeby- ktorych przeciez wczesniej nie bylo ;o). nic nie robie na
    sile, a przede wszystkim odnosze wrazenie, ze jestem SILNIEJSZA. mam czasem
    chwile zalamania, ale nie jest tak, ze mnie dezorganizuja, przygniataja i
    powoduja, ze chce sie zabic. poczatkowo jeszcze mialam takie mysli. teraz
    zdecydowanie rzadziej, albo wcale.
    wiem, ze jeszcze dluga droga przede mna, beda zwatpienia i dolki, ale jestem
    na to zdecydowana i przygotowana. pozdrawiam.
  • slavek33 21.11.05, 13:31
    No tak. Dużo racji w tym co piszesz. Tylko czy będąc w totalnym dole da się
    zebrać siłe na takie przemeblowanie swojej postawy? Zdaje sobie sprawe z tego,
    że prochy to nie wyjście. Zwłaszcza uspokajacze typu xanax (zresztą nawet mój
    psychiatra mi to powtarza, że to jest lek doraźny który nigogo nie wyleczył i
    nie wyleczy z depresji) I druga rzecz czy faktycznie gdy zawodzi chemia mózgu
    można się wyleczyć szukaniem przyczyn swojego smutku, bólu, depresji.
  • uhu_an 21.11.05, 15:08
    Tylko czy będąc w totalnym dole da się
    > zebrać siłe na takie przemeblowanie swojej postawy?


    hmm, trudne pytanie. mysle, ze jest to mozliwe->patrzac po sobie.
    fakt , siegniecie po pomoc wymaga ogromnej/monstrualnej determinacji i moze to
    zabrzmi smiesznie...checi zycia. ja mam juz 1 probe samobójcza na swoim koncie.
    malo brakowalo a teraz bylaby kolejna(po paru latach od poprzedniej). w zw. z
    wczesniejszymi doswiadczeniami zaswitala mi taka mysl, ze ja po prostu NIE
    CHCE sie MECZYC- a tak naprawde meczylam sie CALY CZAS!
    Chryste Panie, zebys tylko wiedzial ile czasu mi to zajelo, aby dojsc do tak
    prostej konkluzji. Wiedzialam, juz w podstawowce, ze potrzebna mi pomoc, ale
    wmawialam sobie: no gdzie, a po co, co powiedza inni, trzeba placic, SAMA dam
    rade, moze samo MINIE. gucio prawda samo nie minelo. co najwyzej 'zasnelo, a ja
    w tym czasie zaczelam przybierac to nowe maski swojej osoby, by sobie
    poradzic. tak naprawde to pogorszylo moj stan, bo nawet nie wiem kiedy konczy
    sie maska, a gdzie zaczynam sie 'ja'.

    czy faktycznie gdy zawodzi chemia mózgu
    > można się wyleczyć szukaniem przyczyn swojego smutku, bólu, depresji.

    a skad wiesz jaka jest przyczyna. ja sama czesto nie wiedzialam i obecnie nie
    ZAWSZE wiem co jest przyczyna mojego smutku. po prostu czuje sie smutna i tyle.
    zawsze zamartwiam sie co zrobic, aby to pokonac. i jeszcze bardziej sie
    nakrecam, bo nic mi nie wychodzi. na terapii dowiadujesz sie wielu rzeczy o
    sobie, ktorych nigdy w zyciu bys sobie nie uswiadomil. NAPRAWDE. ja czesto po
    grupie wychodze rozstrzesiona, ale po czasie okazuje sie, ze to jest jak
    zrzucenie balastu. moim zdaniem kazdy 'bol' ma swoja przyczyne. aby okresli,
    czy nie jest wynikem np. jakiegos urazu glowy top trzeba zrobic konkretne
    badania. jesli nie miales jakiegos wypadku, choroby itd, to przyczyn szukalabym
    w psychice- taka jest moja opinia w kazdym badz razie.
    poza tym przedstawie ci moja teorie- moze jest bledna, bo lekarzem przeciez nie
    jestem, ale mi odpowiada ;o):
    1. jest jakas przyczyna->skutek: smutek-> stan psych, wplywa na somatyke w zw.
    poziom neuroprzekaznikow maleje->deprecha. i takw kolo macieju.
    ponadto, wiele osob w stresie np. nie je. po prostu skreca ich w zoladku. nie
    przyjmuja przez to witamin m.in z grupy B i nastroj sie obniza.
    uff, to taka moja łopatologia.;o) trzymaj sie.
  • slavek33 22.11.05, 09:58
    W takim wypadku o jakim piszesz to faktycznie. Ważne jest uświadomienie sobie
    źródła depresji. Wiadomno, ktoś radosny kogo zycie usłane jest przysłowiowymi
    różami (ma tak ktoś w ogóle?:)) raczej na depresje nie zapadnie. Ja osobiście
    dokładnie zdaje sobie sprawe z przyczyn mojej depresji. Nie są dla mnie to
    jakieś nieodgadnione doświadczenia mojej posiwadomości. Konkretnie wiem co mnie
    dobiło, czego już nie wytrzymałem. Znam teraz swoje lęki i obawy. Dlatego
    zastanawiam się w czym może pomóc mi psychoterapeuta. Powie mi to samo? Z grupy
    spraw na które mam wpływ sam wiem co powinienem zrobić - siły tylko brak. Czy
    terapeuta da mi tą siłe? Osób które mnie wspierają w tej sytuacji i rozumieją
    mam. Może moje wątpliwości co do skuteczności leczenia się u psychoterapeuty
    wynikają z mojej sytuacji - nie wiem. Natomista wiem, że antydepresanty
    wyciągneły mnie (teraz wiem ze prawie) z dołka. Jednak ciągle też się
    zastanawiam na ile to jest tak, że póki sie leczy farmakologicznie to jest OK,
    ma się siłę walczyć z tym cholernym życiem, odnosić sukcesy i normalnie znosić
    porażki a później, gdy już kończy sie leczyć tabami wszystko powoli wraca. I
    tak błędne koło.

    pozdrawiam i powodzenia.
  • urszulai 21.11.05, 14:05
    Depresja jest choroba i trzeba niestety ja leczyc farmakologicznie.Mozna
    wspierac sie psychoterapia.W moim przypadku farmakologia byla niezbedna,bez
    niej po prostu oszalalabym w najtrudniejszym okresie mojej
    depresji.Doswiadczenia kazdego czlowieka w zmaganiu z ta choroba sa jednak
    inne.Pozdrawiam depresyjnych.
  • slavek33 21.11.05, 14:41
    Własnie czytając te opinie i nie ukrywam osobiście skłaniając się ku tezie, że
    bez farmakologii to raczej trudno pokonać depresje. Myśle, że trzeba jednego i
    drugiego - farmakologii i pracy nad sobą. Zastanawiam się tylko czy takiej
    pracy nad sobą nie można dokonać samemu gdy już tablety trochę człowieka
    pozbierają. Dziwnie jakoś mi na myśl, że obca osoba wywleka moją dusze a ja
    ufnie mam słuchać co ze mną jest nie tak i co mam w sobie zmienić. Hm. Jak
    dalece trzeba ufać komuś aby powiedzieć mu o sobie wszystko? Jak dalece można
    zaufać komuś kogo sie widzi pierwszy, drugi, trzeci raz na oczy a on patrzy w
    oczy i wyciąga rękę po koljeną 100. I o czym on wtedy bardziej myśli? O mnie
    czy o tej stówce?
  • lucyna_n 21.11.05, 14:56
    w życiu nie zobaczysz sam u siebie co robisz źle, jakie błędne mechanizmy obronne sobie
    wyksztalcileś, i w tym tkwi caly problem. Inna sprawa że psycholog też z rzadka i niechętnie to widzi,
    zawsze mam wrażenie że oni wydzielają tą swoją wiedzę tajemną po małym kawaleczku, żeby
    delikwenta na jak najdlużej do siebie przywiązać, a w gruncie rzeczy wystarczyloby kilka spotkań i
    wywalenie kawy na ławę, a co z tym zrobisz dalej to już Twoja sprawa. Taka psychoterapai myślę
    pomoglaby mi bardzo, a takie mędzenie tydzień w tydzien o tym samym, bez konkretych i ostro
    zarysowanych wnioskow to na nic.
    Zresztą i tak nie uważam że pozbylabym się choroby jako takiej, ale może pewnych cech , ktore
    utrudniają mi i mojej rodzinie to chorowanie? co zresztą byloby i tak dużym krokiem do przodu. Byloby
    w każdym razie łatwiej, a o to w końcu chodzi.
    Ogolnie rzecz biorąc i tak mnie nie stać na prywatną psychoterapię, państwowych w swoim mieście
    obleciałam , bez żalu się z nimi rozstawalam, i no niestety pozostaje mi "nie pękać".
  • slavek33 22.11.05, 10:08
    Właśnie, właśnie. Tu dochodzi jeszcze postawa psychologów i psychoterapeutów.
    Ja osobiście nie miałem "przyjemności" kontaktu z psychologiem czy też
    psychoterapeutą ale moja dziewczyna miała i pani psycholog potraktowała ją jak
    dziewczynkę z fanaberiami. Wizyta wyglądała żenująco z konkluzją, że nic jej
    nie jest i niech nie wymyśla. Naszczeście po niedługim czasie okazało się, ze
    lek jaki przyjmowała (nic związanego z depresją) jako skutek uboczny może
    powodować silne stany depresyjne. Szczęściem trafiła do lekarza (ani psychologa
    ani psychiatry) tylko endokrynologa który zwrócił uwage na ten fakt i teraz
    wszystko jest OK. To też troszeczkę budzi moją nieufność do
    psychologów/psychoterapeutów. Dodatkowo to co napisałaś sama o jakości takiej
    psychoterapii. Ja dodatkowo jeszcze u siebie nie mam wielkiego wyboru. Dobrze,
    że choć na psychiatre trafiłem dobrego. Bo o nich to też już sie nasłuchałem
    jacy potrafią być.
  • lucyna_n 22.11.05, 11:03
    Niestety nie można absolutnie liczyć na to że psycholog weźmie pod uwagę jakiekolwiek leki i ich
    działanie, nawet podstawowe antydepresanty to dla nich już dość trudny temat, tak samo ewentualne
    choroby somatyczne mogące wywoływać depresję, stany lękowe itd, Niby nie jest wyksztalcenie
    medyczne, ale moim zdaniem oni powinni jednak wiedzieć więcej na ten temat. Dlatego uważam że
    psychiatra i psycholog powinni ściśle współpracować, a z tego co zauważyłam, nie dość że nie
    współpracują to jeszcze jedni o drugich wyrażają się lekceważąco. Psycholog powie że lepiej "po
    czterech " ale bez tych "okropnych otumaniających leków", o których zreszta jego wiedza jest z reguły
    bardzo laicka i w zasadzie żadna, psychiatra z reguły wątpi w sens psychioterapii, i tak w kółko. I bądź
    tu czlowieku mądry, zdrowy by się poddał a co dopiero człowiek w depresji.
  • slavek33 22.11.05, 11:11
    Masz racje.Trudno sie w tym wszystkim połapać. Ja to tak na swój użytek
    rozumuje, że skoro w mózgu zachodzą jakieś konkretne zmiany to leczenie nie
    może polegać tylko i wyłącznie na rozmowie, analizowaniu swego ja i
    optymistycznemu nastawianiu się na przyszłość. Tak sobie myśle, że jednak leki
    trzeba brać tylko w tym wszystkim starać się być na ile to osiągalne
    obiektywnym. Właśnie dlatego aby leki nie okazały sie ucieczką a miały nam
    pomóc w nabraniu sił na walkę z chorobą. Nie można pokochac swojej choroby,
    zapaść sie w nią, bo tak w sumie wygodniej. Łyknąć procha, poczuć sie lepiej
    ale przeciez tak naprawde nic sie nie zmienia. Myśle, ze leki mają nam pomóc
    nabrać sił aby stoczyć walką we własnej głowie ale może nie koniecznie w tej
    walce ma nam pomagać psycholog, który często tak naprawde ma nas w d**** i albo
    na państwowym chce odwalić swoje godziny przyjąć albo prywatnie wypchać sobie
    kieszonkę czyli związać nas z sobą na dłużej.
  • hasanet 22.11.05, 11:58
    lucyna_n napisała:

    > I bądź
    > tu czlowieku mądry, zdrowy by się poddał a co dopiero człowiek w depresji.
    Depresso da radę, dlatego że wariat.
  • lucyna_n 21.11.05, 14:57
    slavek33 napisał:

    > obca osoba wywleka moją dusze a ja
    > ufnie mam słuchać co ze mną jest nie tak i co mam w sobie zmienić

    żeby to chociaż tak wyglądało....
  • mskaiq 21.11.05, 14:53
    Depresja ma zawsze przyczyne. Jak mozna leczyc brak pracy o ktorym wspomial
    Nocny.lot, czy problemy finansowe. Zabierajac strach o przetrwanie oslabiasz
    depresje, zaden lek takiego strachu nie usunie, lek zwykle przynosi obojetnosc
    na to co sie dzieje z nami.
    Ta objetnosc czesto odbiera ochote do szukania pracy i zamiast rozwiazac
    problem akceptujemy depresje. Zaczyna sie wtedy zycie z depresja, powstaja nowe
    problemy typowe dla depresji takie jak brak snu albo jego nadmiar, brak sensu,
    nienawisc do siebie, brak ruchu, mysli samobojcze, itp.
    Jest wiele innych powodow powstawania depresji takich jak zal nad soba, smutek,
    brak wybaczenia sobie, nienawisc, krytyka siebie a przede wszystkim strach.
    Zycie przynosi wiele okazji aby sie zalic nad soba, nienawidziec, czy
    krytykowac siebie i wszystko wokol.
    To jest nasz wybor, czy bedziemy sie zalic nad soba kiedy zycie przyniesie
    krzywde. Ja nie zale sie, chociaz zal pojawia sie u mnie czesto, odrzucam go,
    wiem co znaczy jego akceptacja.
    Podobnie z nienawiscia, krytyka, brakiem wybaczenia itp. To jest nasz wybor,
    lek nie decyduje o wyborze, to my decydujemy o tym.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • wojtekff1 22.11.05, 11:32
    Wg mnie psychoterapia nie rozwiaze problemu. Bo niby jak mozna kogos przekonac,
    ze jest fajnym gosciem a zycie jest piekne? Ja to doskonale wiem a mimo to nie
    chce mi sie zyc. Depresja to czysta biologia, zaklocenie chemii mozgu i trzeba
    to leczyc farmaceutycznie. Oczywiscie dobrze jest z kims pogadac o swoich
    problemach ale nie wierze, ze gadka moze uzdrowic. A juz na pewno nie w
    ciezkiej depresji.
  • hasanet 22.11.05, 11:54
    Rewolucja zaczyna się od obudzenia świadomości.
  • slavek33 22.11.05, 12:07
    No właśnie. Ja tak sobie myśle, że przekonać o tym, że jesteśy tacy to a tacy
    najlepiej możemy sami. Tyle, że na to trzeba mieć siłę. A jak mieć siłe jak ja
    serotonine widuje tylko na łamach różnych publikacji?:) Choć z drugiej strony
    istnieje ryzyko załatawiania wszystkiego lekami co w efekcie na dłuższą mete
    nic nie załatwia. Może psychoterapia ma sens jeśli ktoś nie ma w swoim
    otoczeniu osób z ktorymi może porozmawiać o swoim problemie?
  • wojtekff1 22.11.05, 12:24
    Tej sily, ktora pomoze sie do siebie przekonac nie mozna z siebie wydobyc. Na
    tym polega deprecha. Rozmowa z psychologiem albo kims zaufanym na pewno
    przyniesie ulge ale nie rozwiaze problemu. Rownie dobrze mozna leczyc bol zeba
    u psychologa, ktory bedzie przekonywal, ze nie boli. A poki sie nie wyrwie lub
    zaplombuje bol nie zniknie. Gadka nic nie pomoze.
  • slavek33 22.11.05, 12:42
    Czyli skłaniasz się ku tezie, że tylko i wyłącznie leki? Ja myślę, że ważne też
    jest aby mieć tą siłe do walki z depresją, być mimo choroby maksymalnie
    aktywnym, wierzyć, ze sie uda. A jasne - gadka kogoś, ze będzie dobrze,
    zwłaszcza kogoś obcego to nie na wiele sie zda. I ważne jest to aby nauczyć sie
    znosić ten koszmar często jakim jest życie i żyć mimo to - bez depresji.
  • lucyna_n 22.11.05, 12:45
    Mi żaden psycholog nie powiedział "będzie dobrze, jest pani ok, w porzo babeczka", przynajmniej ja się
    nie spotkalam z psychologiem-pocieszaczem, pech:))
    To by byla miła odmiana od tego ględzenia o kontrolowaniu myśli:)
  • wojtekff1 22.11.05, 13:26
    Oczywiscie, trzeba wierzyc ze sie uda, myslec pozytywnie i starac sie z tego
    wydobyc. Ale nie za bardzo wierze w psychoterapie. Bylem pare razy u
    psychologa, rozmawialo sie bardzo przyjemnie, tylko jedynym efektem bylo
    systematyczne odchudzanie portfela. Byc moze sa ludzie, ktorym psychoterapia
    pomaga ale chyba najskuteczniejsze sa leki.
  • lucyna_n 22.11.05, 12:41
    są depresje psycho i endogenne, w przypadku tych pierwszych psychoterapia jest bardzo wskazana, w
    przypadku endo, myślę że też moglaby dużo pomóc, jakkolwiek tutaj bez lekow raczej byloby to
    skazywanie się na cierpienie, a nie o to chodzi żeby zostać męczennikiem, tylko żeby zastosować
    odpowiednią dla siebie kurację i terapię. Do depresji często przyplątują się rożne sprawy nerwicowe,
    fobie itd, i tutaj też byloby dobrze mieć jakieś wskazowki co do postępowania, żeby nie wyrobić sobie
    blędnych mechanizmów obronnych, które jeszcze bardziej zapętlą problem, no i jakoś pozbyć się tego
    co już czlowiek zdążył "wypracować".
    Ja wierzę w dobrą psychoterapię, ale nie wiem co zrobić z fantem kosztow takowej i problemem ze
    znalezieniem naprawdę sensownego psychologa, który byłby fachowcem z prawdziwego zdarzenia, a
    nie gawędziarzem-powiernikiem.
    Pewnie że "wygadać się" to dla niektorych jest bardzo terapeutyczne, ale tylko dla tych którzy nie mają
    się komu zwierzyć, duszą w sobie itd. Ja nie mam takiej potrzeby, jestem z natury gadatliwa i nijak nie
    potrzebują "spowiednika" za pieniądze, i pewnie dlatego żadnych dobroczynnych skutkow nie
    odczulam, a lepienie z plasteliny mojego lęku, no to spuśćmy na to zasłonę milosierdzia....
  • wojtekff1 22.11.05, 13:40
    To dokladnie jak u mnie, ja tez jestem gadatliwy i nie potrzebuje spowiednika
    za pieniadze bo efekt bedzie mizerny. Byc moze to faktycznie jest kwestia
    trafienia na odpowiednia, fachowa osobe. Chociaz nie za bardzo moge sobie
    wyobrazic, ze ktos uswiadamiajac mi moj problem i wyciagajac dawno zapomniane
    zdarzenia z dziecinstwa moze mnie uzdrowic. Z doswiadczenia wiem, ze rozmowa
    pomaga i przynosi ulge ale na krotko. Zreszta wszystko zalezy od punktu
    siedzenia - psychiatra powie, ze pomoga leki a psycholog bedzie twierdzil, ze
    bez psychoterapii nie da rady.
  • lucyna_n 22.11.05, 13:59
    psychoanalize i zwalanie wszystkiego na dawno zapomniane wydarzenia z dzieciństwa uwarzam za
    bzdurę i wyrzucanie kasy w błoto. Co więcej można sobie nieco zaszkodzić, bo rozgrzebać łatwo, a
    poskładać trudniej. Psychoanalityk niczego nie poskłada, tą robotę zostawi Tobie.
  • mskaiq 22.11.05, 14:37
    Mysle ze psychoterapia to nie jest gadka. Ja przeszedlem przez psychoterapie,
    wszystko co otrzymalem to wskazowki.
    Nie potrafilem panowac nad moim strachem i zloscia. Powiedziano mi ze musze
    zaczac cwiczyc fizycznie i musze zmienic sposob odzywiana, na mniej toksyczny.
    Bez tego emocje nie pozwola opanowac strachu i zlosci.
    Dlugi czas nie akceptowalem tego ale codziennie mi to powtarzano. W koncu
    zdecydowalem sie sprobowac. Cala prace musialem wykonac ja, stracilem wtedy 30
    kg a najwazniejsze zaczalem panowac nad strachem i zloscia.

    Czesto pojawial sie u mnie zal nad soba, psychoterapeuta powiedzial ze nie moge
    sie zalic nad soba bo to to ma dewastujacy wplyw na mnie. Stad bierze sie
    placz, bol i beznadzieja. Przestalem sie zalic, dzisiaj wiem jak bardzo bylo
    wazne.

    Powiedziano mi abym nie krytykowal, przede wszystkim siebie, bo to powoduje ze
    staje sie wrogiem siebie, przestalem.

    Dostalem bardzo wiele takich rad, nikt nie prowadzil ze mna zadnych gadek,
    dostawalem wskazowki.
    Skad brac sile, ja ja bralem z milosci, nie ma niczego silniejszego, milosc
    jest niezwykla motywacja.
    Serdeczne pozdrowienia.


  • slavek33 22.11.05, 15:39
    Kurcze. Nie mam dendencji do popadania w zachwyt samym sobą ale wszystkie te
    rady o których napisałeś to ja sam do nich doszedłem. Sport, ruch, dobre
    odżywnie, nie obwinianie się za wszystko, docenianie własnych umiejętności i
    walorów, pozytywne myślenie, świadomosć, ze na świecie nie jestem tylko ja i
    depresja itd. To to ma mi dać psychoterapia? Do takich wniosków dojśc można
    samemu. Coraz bardziej dochodze do wniosku, że ta psychoterapia to pic,
    przynajmniej w moim wypadku. Wnioski takie sam wysnuć potrafie, wygadać się mam
    komu. Czyli leki i praca nad samym sobą w zakresie własnym.
  • awdo 22.11.05, 15:49
    Psychoterapia bardzo pomaga. Mówię to z własnego doświadczenia. Zaufałam czlowiekowi, który zajął się mną holistycznie. Reprezentuje on malo jeszcze popularną wśród psychologów psychosyntezę. Trwało to dość długo, ale warto było. Dzisiaj jestem zdrowym i poukładanym czlowiekiem. Każdy musi sam sprawdzić co jest dla niego dobre i sam poszukac godnej zaufania osoby. nie owlno oddawac swojej psychiki w rece kogos przypadkowego. Jesli chcesz, moge podac adres i telefon mojego terapeuty mila_3@poczta.onet.pl
  • slavek33 22.11.05, 16:35
    Dzięki. Ale napisz wpierw skąd jest ów terapeuta. Pół polski na psychoterapie
    to chyba niewykonalne przemirzać. Z drugiej jednak strony faktycznie, nie dla
    każdego jest dobre to samo. Pytanie jak nie zwariować szukając co dobre dla nas.
  • hasanet 22.11.05, 15:53
    slavek33 napisał:

    > Coraz bardziej dochodze do wniosku, że ta psychoterapia to pic,
    > przynajmniej w moim wypadku. Wnioski takie sam wysnuć potrafie,
    A umiesz z nich uczynić praktyczne narzędzie zmieniania siebie i otoczenia?


  • slavek33 22.11.05, 16:33
    Czy umiem? Staram się. Jednak odwórce pytanie - Czy psychoterapeuta potrafi
    zmienić mnie i moje otoczenie?
  • hasanet 22.11.05, 17:00
    slavek33 napisał:

    > Czy umiem? Staram się.
    Staranie nie gwarantuje wykonania.
    > Jednak odwórce pytanie - Czy psychoterapeuta potrafi
    > zmienić mnie i moje otoczenie?
    Nie, bo nie jest Panem Bogiem, trochę musisz mu pomóc.
  • slavek33 22.11.05, 17:37
    > > Czy umiem? Staram się.
    > Staranie nie gwarantuje wykonania.
    No ale chyba bez inicjatywy to samo nic się nie zadzieje.

    > > Jednak odwórce pytanie - Czy psychoterapeuta potrafi
    > > zmienić mnie i moje otoczenie?
    > Nie, bo nie jest Panem Bogiem, trochę musisz mu pomóc.
    No właśnie nie jest. I ja nie jestem. Obaj mamy zatem równe szanse. Ja sam i
    troche sobie pomagająć. On i ja pomagając mu troche.
  • awdo 22.11.05, 22:16
    według mnie dobry psychoterapeuta pomaga pacjentowi sie zmienic, ale nie wedlug widzimisie terapeuty...a tego na ile pacjent mu pozwoli i przyjmie jego terapie. dobry terapeuta nie ingeruje a jedynie pomaga i naprowadza na wlasciwe tory. Pomaga zbudowac sie na nowo ale w miare mozliwosci i na tyle na ile mu pacjent pozwoli.
  • slavek33 23.11.05, 10:41
    A co jeśli budowniczy - terapeuta jest kiepski i postawi jeszcze bardziej
    wadliwą konstrukcje? W tym wątku padały nawet takie opinie na temat
    psychoterapeutów którzy sobie poklepią zawiną stówke do kieszonki i już.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka