Jak zyc z osoba, ktora ma depresje? Co robic? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Opisze pewien przypadek i prosze-o uwagi, rady...

    Jest sobie zwiazek. Malzenski zreszta, z jednym dzieckiem. Zwiazek uwazany
    przez obojga-jak i ludzi dookola za idealny! Zwiazek pelen milosci,
    akceptacji, 100%zaufania, wsparcia...
    Nagle mezczyzna-zaczyna sie dziwnie zachowywac. Najpierw zaczyna byc
    zmeczony, nic mu sie nie chce.
    Rzeczy, ktore go kiedys cieszyly-teraz sa mu obojetne.
    Kiedys jezeli cos powiedzial-to to zrobil (mozna bylo na nim polegac) teraz
    czesto nawala-i w dodatku nie widzi w tym swojej winy. Odpowiada "przeciez
    niczego nie obiecalem"
    Kiedys do zony garnal. razem sie smiali, dobrze bawili, mowil jej o
    wszystkim... teraz niewiele mowi, czas w domu spedza na spaniu lub przed
    komputerem.
    Uwaza, ze ona nie chce mu pomoc, ze sie zmienila-ale to jego zmiana jest
    efektem jej dzialania... Bo ilez mozna ciagle przepraszac? Dlaczego ZAWSZE
    jest jej wina?
    Stal sie zimny. Obojetny. Nie czuly.
    Kocha... ale Ona ma wrazenie, ze jej nie szanuje. Ze sie z nia nie liczy. Ze
    jej potrzeby nie sa dla niego wazne-a przeciez kiedys bylo inaczej!
    Powiedzial, ze gdyby nie dziecko, bylby w stanie popelnic samobojstwo... to
    straszne! Ona nigdy by nie przypuszczala... i jeszcze jeden bol-czyli Ona
    znowu sie nie liczy. Bo ja moglby spokojnie zostawic, tak? Wiec-czy kocha?
    Ostatnio kilka raze zawalil w waznych dla niech rzeczach... Ona sie obrazila-
    On sie nie odzywal. zamkniete kolo. Kiedy Ona Mu mowi "zraniles mnie swoim
    zachowaniem...dlaczego tak postapiles?" On wzrusza ramionami i albo nic nie
    mowi albo odpowiada "daj mi spokoj"

    Moglabym ich jeszcze dluuugo opisywac. Ale po co?? Ci co maja kontakt z
    depresja, wiedza co chce napisac...
    Pomozcie-jak z takim facetem postepowac, by znowu bylo jak kiedys? By byl
    kochajacy, troskliwy, by byli RAZEM a nie funkcjonowali osobno...

    za wszelkie uwagi wielka buzka! Iwonka
    GG 1070925
    • A czy mąż był u psychologa/psychiatry. Czy zachęcałaś go do odwiedzenia jedno z
      tych lekarzy?

      sick_man
      • Chce isc... bardzo... mowi o sobie "jestem chorym facetem, potrzebuje pomocy z
        zewnatrz... Twoja rola juz sie skonczyla-nie mozesz mi wiecej pomoc" ;-(
        Zadzwonilam do lekarza, jest psychologiem-psychoterapeuta. Ma zadzwonic do meza
        i umowic sie na wizyte...

        Boje sie, ze go trace. ze nie podolam. Chcialabym byc mala dziewczynka, ktora
        moze sie schowac w jego ramionach-a znowu musze byc silna... To straszne.
        I to dzialanie wbrew sobie... Jak nawali-chcialabym go okrzyczec i zadac
        przeprosin-ale to jest bezskuteczne. On sie zamyka. A ja dla dobra dziecka
        wyciagam pierwsza reke, przepraszam... Potem czuje do siebie niesmak...

        Ile to bedzie trwac?? Kiedy znowu bedzie "moim kochanym miskiem" ??
        :-(
        • platynka.iw napisała:

          > Ile to bedzie trwac?? Kiedy znowu bedzie "moim kochanym miskiem" ??
          > :-(

          Trudno powiedzieć. Depresja, depresji nie równa. Są depresje które pojawiają się
          i mijają, są takie które trwają całe życie.
          Najważnejsza jest chyba wola walki i leczenia się. Jeżeli doprowadzisz do tego,
          że mąż pojawi się u lekarza, zrozumie że jest chory i musi podjąć leczenie
          (farmakologiczne i/lub psychoterapię) będzie to dobry początek.

          W ulotkach dotyczących depresji pisze zawsze, że osobie chorej na depresję nie
          można zwyczajnie powiedzieć "weź się w garść" - jej stan nie zależy od jego
          woli. Ale (moim zdaniem) nie należy również zaakceptować stanu i pogodzić się z nim!
          Mnie żona ciągle (delikatnie) zmusza do ruchu, do działania (robi ze mną zakupy,
          wysyła mnie na narty, zachęca do zabawy z dzieckiem). Czasem mnie to irytuje,
          ale staram się jak mogę "wykonywać polecenia".
          Żrozumienie potrzebne jest z obu stron!

          życzę powodzenia
          sick_man
    • Najgorsze jest to, ze nie wiem ile wytrzymam... jak dlugo...
      Kocham Go-ale kocham go takiego, jakim byl jeszcze niedawno... a teraz nie da
      sie z nim zyc!

      Zachowuje sie, jakby mial wylacznosc na bycie "biednym"... a ja?? Czy moje
      problemy musza byc nieistotne??

      Dlaczego ja mam byc silna i rozumiec jego, a on nie moze rozumiec mnie??
      Dlaczego ja mam wspierac jego, a On nie moze wspierac mnie?? BA! Nawet mi nie
      ulatwia tego, bym jemu pomagala, bo wiecznie jest dla mnie oschly! Wiec jak
      pomagac komus, kto "gryzie"?

      Jak osoba, ktora jeszcze niedawno kochala, troszczyla sie, dbala o mnie-nagle
      zmienila sie w zimnego osobnika,ktory mnie traktuje jak cos gorszego od niego,
      moje pragnienia i oczekiwania sie nie licza...

      Dlaczego depresja=egoizm??

      Jestem zmeczona... z jednej strony chce sie odsuwac na zasadzie "oki, mam juz
      dosyc... nie to nie" ale zaraz... najzwyczajniej w swiecie tesknie na Nim
      (pisze o Nim sprzed kilku tygodni) chce sie przytulic, posmiac, pogadac o
      sprawach wielkiej wagi i blachostkach... czuc, ze jestesmy dalej-ale zaraz
      dostaje "oschlego kpniaka" i znowu czuje sie zagubiona, z niesmakiem w ustach...

      Nie wiem co robic... czuje pustke... nie spie.. ciagle placze... nie wiem jak
      dlugo to wytrzymam...

      I.
      • platynka.iw napisała:

        > Najgorsze jest to, ze nie wiem ile wytrzymam... jak dlugo...
        > Kocham Go-ale kocham go takiego, jakim byl jeszcze niedawno... a teraz nie da
        > sie z nim zyc!
        >
        > Zachowuje sie, jakby mial wylacznosc na bycie "biednym"... a ja?? Czy moje
        > problemy musza byc nieistotne??
        >
        > Dlaczego ja mam byc silna i rozumiec jego, a on nie moze rozumiec mnie??
        > Dlaczego ja mam wspierac jego, a On nie moze wspierac mnie?? BA! Nawet mi nie
        > ulatwia tego, bym jemu pomagala, bo wiecznie jest dla mnie oschly! Wiec jak
        > pomagac komus, kto "gryzie"?
        >
        > Jak osoba, ktora jeszcze niedawno kochala, troszczyla sie, dbala o mnie-nagle
        > zmienila sie w zimnego osobnika,ktory mnie traktuje jak cos gorszego od niego,
        > moje pragnienia i oczekiwania sie nie licza...
        >
        > Dlaczego depresja=egoizm??
        >
        > Jestem zmeczona... z jednej strony chce sie odsuwac na zasadzie "oki, mam juz
        > dosyc... nie to nie" ale zaraz... najzwyczajniej w swiecie tesknie na Nim
        > (pisze o Nim sprzed kilku tygodni) chce sie przytulic, posmiac, pogadac o
        > sprawach wielkiej wagi i blachostkach... czuc, ze jestesmy dalej-ale zaraz
        > dostaje "oschlego kpniaka" i znowu czuje sie zagubiona, z niesmakiem w ustach..
        > .
        >
        > Nie wiem co robic... czuje pustke... nie spie.. ciagle placze... nie wiem jak
        > dlugo to wytrzymam...
        >
        > I.

        Iwonka, depresja to nie jest egozim, choć takie sprawia wrażenie na osobach z
        zewnątrz. Wiem po sobie - kiedy miałam ciężką deprechę, to nie zauważałam ludzi
        obok, tego że np. potrzebują pomocy. A z drugiej strony gdzieś to czułam w
        środku, tylko nie umiałam nic z tym zrobić. Trzeba było leków i terapii, żeby
        nagle "samo" zrobiło się jak dawniej.
        Życie z depresyjnym jest ciężkie i wymaga cierpliwości. Ważne, że Twój mąż
        powiedział, że chce iść do lekarza. Mogę Ci tylko doradzić, abyś nie miała do
        niego o nic pretensji, bo tym go w większe poczucie winy wpędzisz, i żebyś
        wierzyła, że leki i terapia pomogą i znów będziecie świetnym małżeństwem. A
        brednie o strachu można sobie wsadzić... Depresja to choroba, czasem jej
        podłożem jest strach ale wcale nie zawsze. Trzmam kciuki.


        --
        Pomóż zwierzakom:
        www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
    • Piszesz ze Go kochasz, On potrzebuje Twojej milosci wiecej niz czegokolwiek
      innego, to od niej bedzie zalezalo czy wyjdzie z tego stanu czy nie.
      Ty chcesz Jego milosci, On jej nie moze Ci dac w tej chwili, ta milosc jest w
      Nim ale zablokowana przez depresje. Piszesz ze jest egoista, nie jest, w tym
      stanie nie moze Ci okazywac milosci. On jej nie ma dla Siebie, dlatego jest
      gotowy sie zabic, w nim jest pelno zlych mysli i uczuc.
      Kiedy chcesz od Niego milosci, On zczyna sie bac, a strach pogarsza, wtedy
      pojawia sie silne poczucie winy. To poczucie winy przynosi mysli samobojcze, On
      traci w ten sposob poczucie wlasnej wartosci i automatycznie przestaje
      dostrzegac roznice pomiedzy dobrym a zlym. To wlasnie dlatego nawala, nie widzi
      ze to co robi jest zle, zanika poczucie wartosci.

      Co mozesz zrobic, przede wszystkim musisz zapomiec o Sobie, o tym ze te Jego
      problemy Cie krzywdza.
      Staraj sie aby byl aktywny, wbrew zmeczeniu. Kiedy jest zmeczony, nic nie robi,
      wtedy pojawia sie wiele negatywnych mysli. Kiedy jestesmy zajeci automatycznie
      ignorujemy te mysli, kiedy jestesmy bezczynni akceptujemy je.
      Te mysli sa straszne, zalewaja beznadziejnoscia, brakiem wiary, strachem, itp.
      Musisz Mu tlumaczyc, nie akceptuj Jego negatywizmu, kiedy mowi ze nie widzi
      roznicy pomiedzy dobra wartoscia a zla to musisz Mu pokazywac ta roznice. Nie
      mozesz sie irytowac, musuisz zachowac spokoj bez wzgledu co bedzie mowil a
      bedzie bardzo negatywny w stosunku do Ciebie.
      Musisz zrozuiec ze to co mowi jest choroba, ze Twoja cierpliwosc, umiejetnosc
      wybaczenia jest niezwykle wazne dla Niego.
      Wiem ze Tobie jest bardzo ciezko, ze znalazlas sie nagle opuszczona,
      beznadziejna, z czyms czego nie rozumiesz i czego sie boisz. Jest niezwykle
      wazne abys Ty nie ulegala Jego negatywizmowi, ten negatywizm jest bardzo
      zarazliwy. Musisz dbac o Siebie, staraj sie codziennie cwiczyc fizycznie,
      bardzo pomaga, uwalnia stres a Ty masz go obecnie bardzo wiele.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Maskaiq-bardzo Ci dziekuje za te slowa! Poplakalam sie, czytajac to co
        napisaes ;-( ... jakbys tu byl/la!!

        To jest strasznie trudne... piszesz "On potrzebuje Twojej milosci wiecej niz
        czegokolwiek innego" a oddala sie ode mnie, jest zimny, zamkniety w sobie...
        Wiesz-gdy ja potrzebuje milosci, ciepla-to chce sie przytulic... wiec dla mnie
        dzialanie Jego jest kompletnie niezrorumiale...

        Piszesz dalej " tym stanie nie moze Ci okazywac milosci. On jej nie ma dla
        Siebie, dlatego jest gotowy sie zabic, w nim jest pelno zlych mysli i uczuc"
        To jest przerazajace!! Skad w czlowieku biora sie takie zle mysli?? Przeciez ma
        dobra prace, pasje, ktora Go pochlania, ma dom, samochod, przyjaciol, ma w
        koncu MNIE i nasze dziecko! Dlaczego to wszystko okazuje sie nic nie warte?
        Dlaczego pozwolil, bo go depresja dopadla i by niszczyla jego i nasz zwiazek?
        Wiem, pewnie niepotrzebnie to pisze... ale zawsze mialam go za silnego faceta,
        moja ostoje a teraz... nie radzi sobie z wlasnymi myslami...
        Tak strasznie chce, by wrocil!!!!!!

        I dalej piszesz "To wlasnie dlatego nawala, nie widzi ze to co robi jest zle,
        zanika poczucie wartosci" serio piszesz? To jest niepojete!! Czyli... On nie
        robi tego zlosliwie... nie okazuje w ten sposob "mam Cie dosyc... nie kocham
        Cie... nie licze sie z Twoimi problemami i potrzebami" tylko... to cos steruje
        nim? Jest silniejsze od niego?

        "Co mozesz zrobic, przede wszystkim musisz zapomiec o Sobie, o tym ze te Jego
        problemy Cie krzywdza" A czy to nie jest mechanizm poczatkujacy "wchodzenie na
        glowe"? Wiesz... na zasadzie "daj kurze grzede ..." Bo roznowaga w naszym
        wspanialym zwiazku zostala zachwiana... Boje sie, ze jak pozwole na zbyt duzo,
        to potem On sie 'rozpusci" i sobie z nim nie poradze... czy znowu zle mysle??
        Czy znowu mam to zwalic na barki choroby?
        Chyba musze zaczac myslec inaczej... patrzec na Niego poprzez chorobe??

        "Nie mozesz sie irytowac, musuisz zachowac spokoj bez wzgledu co bedzie mowil
        a bedzie bardzo negatywny w stosunku do Ciebie" ;-( Moj misiek? On zawsze byl
        taki slodki... kochany... troskliwy...ZAWSZE moglam na niego liczyc, zawsze mi
        pomagal i wspieral mnie... dlaczego teraz ma byc dla mnie bardzo negatywny?
        Przeciez nic zlego mu nie zrobilam! Kocham go jak dawniej, jestes strasznie za
        nim, uwielbiam Go! Chce mu pomoc! Dlaczego ma mnie ranic??

        "Musisz zrozuiec ze to co mowi jest choroba, ze Twoja cierpliwosc, umiejetnosc
        wybaczenia jest niezwykle wazne dla Niego" A czy On zdaje sobie sprawe z tego,
        jak bardzo mnie rani? ze kilka razy w ostatnim czasie zawiodlam sie na nim?
        Zdaje sobie sprawe?
        Jest wazne dla niego-ale nie okazuje tego... zaczynam czuc metlik :-( Skoro
        jest wazne-dlaczego nie walczy o to? Tylko zachowuje sie... jak zachowuje??

        "Wiem ze Tobie jest bardzo ciezko, ze znalazlas sie nagle opuszczona,
        beznadziejna, z czyms czego nie rozumiesz i czego sie boisz" NAWET NIE WIESZ
        JAK BARDZO!! ;-( I JAK STRASZNIE ZA NIM TESKNIE!! ;-( Boje sie, ze juz nie
        bedzie jak kiedys... i co wtedy??

        BARDZO CI DZIEKUJE! I ciesze sie, ze jestes z Nami...

        Jutro o 15 ma pierwsza wizyte u psychologa-psychoanalityka... idziemy
        prywatnie. Powiedzial, ze idze sam (mimo iz prosilam, ze tez chce z tym
        lekarzem porozmawiac, zeby wiedziec jak mam postepowac, by mu pomoc i by samej
        nie zwariowac!! Powiedzial, ze moze na nastepna wizyte pojdziemy razem (czyje,
        ze znowu mnie odrzuca :-( -i pewnie zle czuje-bo to nie On tylko choroba,
        tak?? )

        Bardzo dziekuje i pozdrawiam...
        iwonka




      • jak życ z osobą która nie przyjmuje nic. Nie chce uczuć, pomocy, na niczym mu
        nie zależy, nie wyraża zgody na wizyte u psychologa. Twierdzi, że wykańcza go
        bezsilnośc i nie jest sobą. Ale wrecz mówi ze nie potrzebuje niczego, jedynie
        chce byc sama i życ sam. Kiedyś mąż mówił, że jezeli sam sobie nie pomoze to
        nikt mu nie pomoże. Nic do niego nie dociera. Nie chce nawet, zebym sie do
        niego odzywała. Mam go "zostawć w spokoju" i zyc swoim zyciem. Nie mam już
        siły, nie wytrzymuję tego. Co mam zrobić? On zamyka sie w sobie coraz bardziej.
    • Platynko, znam to, mnie też cięzko, tylko, że u nas córka.
    • Napisalas :
      >To jest strasznie trudne... piszesz "On potrzebuje Twojej milosci wiecej niz
      >czegokolwiek innego" a oddala sie ode mnie, jest zimny, zamkniety w sobie...
      >Wiesz-gdy ja potrzebuje milosci, ciepla-to chce sie przytulic... wiec dla mnie
      >dzialanie Jego jest kompletnie niezrorumiale...

      To zimno ktore odbierasz jest w Nim dlatego czujesz je. Kiedy w czlowieku jest
      milosc czujesz ja rowniez, czulas Jego milosc kiedy wszystko bylo dobrze.
      To zimno ktorego nie mozesz zniesc jest w Nim nieustannie, On nie umie sie jego
      pozbyc. Twoja milosc, Twoje zrozumienie roztapia to zimno, dlatego jest taka
      wazna, kochajac Go pomagasz.

      >Piszesz dalej " tym stanie nie moze Ci okazywac milosci. On jej nie ma dla
      >Siebie, dlatego jest gotowy sie zabic, w nim jest pelno zlych mysli i uczuc"
      >To jest przerazajace!! Skad w czlowieku biora sie takie zle mysli?? Przeciez
      >ma dobra prace, pasje, ktora Go pochlania, ma dom, samochod, przyjaciol, ma w
      >koncu MNIE i nasze dziecko! Dlaczego to wszystko okazuje sie nic nie warte?
      >Dlaczego pozwolil, bo go depresja dopadla i by niszczyla jego i nasz zwiazek?
      >Wiem, pewnie niepotrzebnie to pisze... ale zawsze mialam go za silnego faceta,
      >moja ostoje a teraz... nie radzi sobie z wlasnymi myslami...
      >Tak strasznie chce, by wrocil!!!!!!

      Zawsze jest powod, najczesciej jest to strach, potrafi byc bardzo silny, nie do
      opanowania, wtedy wlasnie znika milosc. Kiedy pozbedzie sie tego strachu wtedy
      wraca milosc, On nadal Ciebie kocha. Strach zwykle otwiera droge tym negatywnym
      myslom, poszukaj przyczyn tego strachu, moze to byc zagrozenie w pracy, obawa o
      sprawy finansowe, o to ze moze stracic Ciebie, itp.

      >I dalej piszesz "To wlasnie dlatego nawala, nie widzi ze to co robi jest zle,
      >zanika poczucie wartosci" serio piszesz? To jest niepojete!! Czyli... On nie
      >robi tego zlosliwie... nie okazuje w ten sposob "mam Cie dosyc... nie kocham
      >Cie... nie licze sie z Twoimi problemami i potrzebami" tylko... to cos steruje
      >nim? Jest silniejsze od niego?

      On tego nie robi zlosliwie. Depresja steruje nim, Jemu sie teraz wydaje ze tak
      byc powinno, ze to co jest zle jest dobre. To zwykle sie nasila dlatego trzeba
      ciagle pokazywac ze to co jest zle jest zle a co dobre jest dobre. To zmudna
      praca, Twoj glos jest niezwykle wazny, bo ciagle przypomina wartosci.


      >"Co mozesz zrobic, przede wszystkim musisz zapomiec o Sobie, o tym ze te Jego
      >problemy Cie krzywdza" A czy to nie jest mechanizm poczatkujacy "wchodzenie na
      >glowe"? Wiesz... na zasadzie "daj kurze grzede ..." Bo roznowaga w naszym
      >wspanialym zwiazku zostala zachwiana... Boje sie, ze jak pozwole na zbyt duzo,
      >to potem On sie 'rozpusci" i sobie z nim nie poradze... czy znowu zle mysle??
      >Czy znowu mam to zwalic na barki choroby?
      >Chyba musze zaczac myslec inaczej... patrzec na Niego poprzez chorobe??

      To moze byc rowniez wchodzenie na glowe ale On jest przekonany ze tak wlasnie
      powinno byc. Nie mozesz pozwolic aby On sterowal Toba, bo jesli udaloby sie to
      Jemu wtedy depresja pojawi sie u Ciebie rowniez. Przekaze Ci ze nic nie ma
      sensu, ze nic warto, ze zycie jest meczarnia, itp.
      Musisz stworzyc jak najwiecej wartosci ktore On musi respektowac. On bedzie
      staral sie je lamac. Kiedy bedzie to robil nie mozesz dzialac gwaltownie,
      unikaj awantur i wyrzutow. Spokojnie pokaz Mu ze to bylo zle, wytlumacz, nie
      bedzie rozumial, nie przejmuj sie tym. Najlepiej pokazuj Mu te Jego zle
      dzialania kiedy jest w lepszym nastroju, wtedy latwiej bedzie akceptowal to co
      mowisz, latwiej dotrzesz do Niego.
      On musi wrocic do starych wartosci, do tych wartosci ktore przynosily milosc,
      radosc i sens i o to musisz walczyc.

      >"Nie mozesz sie irytowac, musuisz zachowac spokoj bez wzgledu co bedzie mowil
      >a bedzie bardzo negatywny w stosunku do Ciebie" ;-( Moj misiek? On zawsze byl
      >taki slodki... kochany... troskliwy...ZAWSZE moglam na niego liczyc, zawsze mi
      >pomagal i wspieral mnie... dlaczego teraz ma byc dla mnie bardzo negatywny?
      >Przeciez nic zlego mu nie zrobilam! Kocham go jak dawniej, jestes strasznie za
      >nim, uwielbiam Go! Chce mu pomoc! Dlaczego ma mnie ranic??

      Nic Mu nie zrobilas zlego, to nie ma nic wspolnego z Toba. To jest to co jest w
      Nim, On dla Siebie jest jeszcze gorszy, to co czuje do Siebie przekazuje na
      zewnatrz.

      >"Musisz zrozuiec ze to co mowi jest choroba, ze Twoja cierpliwosc, umiejetnosc
      >wybaczenia jest niezwykle wazne dla Niego" A czy On zdaje sobie sprawe z tego,
      >jak bardzo mnie rani? ze kilka razy w ostatnim czasie zawiodlam sie na nim?
      >Zdaje sobie sprawe?
      >Jest wazne dla niego-ale nie okazuje tego... zaczynam czuc metlik :-( Skoro
      >jest wazne-dlaczego nie walczy o to? Tylko zachowuje sie... jak zachowuje??

      Nie zdaje Sobie sprawy ze Cie rani. Zaczyna walczyc o to, zaczyna rozumiec ze
      cos nie jest tak, chce pojsc do psychologa i to jest bardzo wazne.

      >"Wiem ze Tobie jest bardzo ciezko, ze znalazlas sie nagle opuszczona,
      >beznadziejna, z czyms czego nie rozumiesz i czego sie boisz" NAWET NIE WIESZ
      >JAK BARDZO!! ;-( I JAK STRASZNIE ZA NIM TESKNIE!! ;-( Boje sie, ze juz nie
      >bedzie jak kiedys... i co wtedy??

      Bedzie tak jak bylo kiedys, wygrasz to, On tez tego chce. Musisz w to wierzyc,
      nie mozesz stracic wiary, to jest najwazniejsze. Musisz ta wiare przekazywac
      Jemu, On musi wierzyc ze wyjdze z tego, wtedy bedzie walczyl, kiedy przestanie
      wierzyc podda sie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      Antek

      • Witaj Antek. Bardzo Ci dziekuje za odpowiedz... obie poprzednie odpowiedzi
        wydrukowalam sobie i ciegla je czytam... pomagaja mi ciagle i ciagle rozumiec
        co sie wokol mnie dzieje ;-(
        Napisales:
        > Kiedy w czlowieku jest milosc czujesz ja rowniez, czulas Jego milosc kiedy
        > wszystko bylo dobrze
        Ale... dlaczego ta milosc zniknela? Zostala schowana przez depresje?? Przeciez
        nadal sie kochamy... On jest (byl?) takim wspanialym czlowiekiem! Cieplym,
        kochanym, dobrym-poprostu dobrym... dlaczego pozwolil, by ta milosc zostala
        stlamszona?? Czy to oznacza, ze byla zbyt slaba, by wygrac? Ze nie kochalismy
        sie zbyt mocno?

        > Twoja milosc, Twoje zrozumienie roztapia to zimno, dlatego jest taka
        > wazna, kochajac Go pomagasz.
        Wiem, tlumaczyles mi to ale-ciegle tego nie rozumiem. Jak moze byc wazna-skoro
        ja odtraca? caly czas jak jestesmy razem, zasypialismy wtuleni w siebie lub
        trzymajac sie za reke-teraz On zasypia na krancu lozka, bym Go nie dotykala ;-(
        Kiedys jak jechal gdzies to pytal "pojedziesz ze mna?" teraz ja pytam "moge Mis
        z Toba jechac" a On "nie" i koniec... kiedys by powiedzial cos w stylu "nie
        Myszko, bo..." a teraz "nie" i koniec... ;-(

        I jeszcze jedno. Jak mam okazywac nadal troske i milosc osobie, ktora
        mnie "gryzie i ucieka przede mna??" :-(

        > To zwykle sie nasila dlatego trzeba
        > ciagle pokazywac ze to co jest zle jest zle a co dobre jest dobre. To zmudna
        > praca, Twoj glos jest niezwykle wazny, bo ciagle przypomina wartosci
        czy mozesz podac jakis przyklad?? taki z zycia?? Jak to pokazywac?? Bo gdy
        obiecal mi cos i tego nie dotrzymal-to nawet sie nie czul winny! Gdy probowalam
        z nim rozmawiac-to zachowywal sie, jakby ta rozmowa go tylko meczyla... To jak
        mam mu to tlumaczyc?? Skoro On nie chce sluchac i podczas, gdy ja mowie-on
        siedzi jak na tureckim kazaniu?? :-(

        > Nie mozesz pozwolic aby On sterowal Toba,
        Jak to robic? Skoro ja juz nie jestem dla niego wazna?? Mam wrazenie ze juz
        mnie nie szanuje, nie liczy sie ze mna... wiec jak moge na niego wplynac??


        > Musisz stworzyc jak najwiecej wartosci ktore On musi respektowac.
        Np.? Co masz na mysli? Mam ustalis jakies zasady zachowania? Nie rozumiem
        troche... Mozesz to pokazac na jakims przykladzie?

        > On bedzie staral sie je lamac.
        :-(

        > Kiedy bedzie to robil nie mozesz dzialac gwaltownie,
        > unikaj awantur i wyrzutow. Spokojnie pokaz Mu ze to bylo zle, wytlumacz, nie
        > bedzie rozumial, nie przejmuj sie tym.
        Wiec po co tlumaczyc skoro nie bedzie rozumial? I jeszcze sie obrazi, ze sie Go
        czepiam? ;-(

        > Najlepiej pokazuj Mu te Jego zle
        > dzialania kiedy jest w lepszym nastroju, wtedy latwiej bedzie akceptowal to
        > co mowisz, latwiej dotrzesz do Niego.
        Mam wtedy rozmawiac z nim i mu tlumaczyc, ze wtedy zachowal sie zle a wtedy i
        wtedy mnie zranil?


        > On musi wrocic do starych wartosci, do tych wartosci ktore przynosily milosc,
        > radosc i sens i o to musisz walczyc.
        Tylko jak?? Jestem przerazona tym co sie dzieje, zagubiona... On jest (byl?)
        cudnym, wyjatkowym facetem! Jego milosc, czulosc, troska, zainteresowanie,
        szacunek, wsparcie-byly dla mnie wszystkim! Tlenem! A teraz czuje, ze sie
        dusze ;-( Tak strasznie Go kocham... tak strasznie... a sa momenty, ze chce sie
        w niego w tulic-i zamiast tego, czujac od niego dystans-ide do innego pokoju i
        wtulam sie w poduche ;-(

        > Bedzie tak jak bylo kiedys, wygrasz to, On tez tego chce
        BARDZO CHCE! Wiesz...najgorsze jest to, ze jeszcze 2 miesiace temu nic tego nie
        zapowiadalo, az tu nagle od jakiegos czasu-bum! Inny czlowiek!
        Powiedzial, ze zanim mnie poznal chodzil ubrany na czarno, chcial pomalowac
        pokoj na czarno, izolowal sie od ludzi...ciagle spal lub sluchal muzyki. Potem
        poznal mnie i ja-podobno-odmienilam go. zaczal sie usmkiechac, bawic...ja tego
        nie widzialam-bo ja go takiego pamietam! Takiego wesolego, bezproblemowego
        faceta pokochalam! A wczoraj mi powiedzial "twoja rola sie skonczyla. Juz nie
        mozesz mi pomoc. Teraz potrzebuje pomocy z zewnatrz" Tylko-ze ja przez te 15
        lat nie wiedzialam, ze mu w ogole pomagam! To nie byhlo tak, ze jak Go poznalam
        to sobie pomyslalam ';to jest ten i ten typ faceta i musze z nim tak i tak
        postepowac" I stad ta blyskawiczna wizyta u lekarza, jutro.
        Zapytalam, czy moge z nim jechac, ze poczekam na niego w aucie. Wiesz co
        odpowiedzial? "nie. to moje walka" A ja? Ja chce walczyc o Niego! Znowu mnie
        odsuwa ;-(

        > Musisz w to
        > wierzyc, nie mozesz stracic wiary, to jest najwazniejsze. Musisz ta wiare
        > przekazywac Jemu,
        Jak mam to robic??

        > On musi wierzyc ze wyjdze z tego, wtedy bedzie walczyl,
        > kiedy przestanie wierzyc podda sie.
        Nie dopuszczam takiej mysli...zwlaszcza po tym jak uslyszalam, ze gdyby nie
        dziecko-bylby w stanie popelnic samobojstwo ;-(

        dziekuje za wiedze, czas i troske-pozdrawiam Cie Antek cieplutko
        Iwonka I(ciagle placzaca, oszolomiona i czujaca pustke)


    • Wiesz, czytam Twojego posta i czuję, jakby to było o mnie. Z małymi wyjątkami:małżeństwo bezdzietne, ponad 10 lat razem i dalej tak jak piszesz "Zwiazek uwazany
      > przez obojga-jak i ludzi dookola za idealny! Zwiazek pelen milosci,
      > akceptacji, 100%zaufania, wsparcia...
      > Nagle mezczyzna-zaczyna sie dziwnie zachowywac. Najpierw zaczyna byc
      > zmeczony, nic mu sie nie chce.
      > Rzeczy, ktore go kiedys cieszyly-teraz sa mu obojetne."
      > Kiedys do zony garnal. razem sie smiali, dobrze bawili, mowil jej o
      > wszystkim... teraz niewiele mowi, czas w domu spedza na spaniu lub przed
      > komputerem.
      Tylko mój Mąż nie stał się oschły, tylko zniechęcony, ale wciąż dla mnie bardzo dobry, nadal mogłam na Niego liczyć pomagał i towarzyszył mi prawie we wszystkim, choć bez entuzjazmu, jakby z musu... A niecałe 2 dni temu, powiedział mi, że odchodzi, że przestał mnie kochać. Nie chce mu się żyć, nie widzi sensu ani celu, życie go przerosło. A ja nie mogę już niczego zrobić, bo on mnie już nie chce, a dla mnie jest wszystkim, całym moim życiem... Nie wiem jak przeżyć każdą mninutę, godzinę, nie umiem żyć bez Niego.
      Nie chciałam Cię straszyć, ale ratuj Wasz związek, zanim On przekroczy tę granicę.
      • Pozdrawiam.
        Co się dzieje z tym światem? Przezywam ruth_71 to samo. Nic do meza nie
        dociera. Nie wiem co robić, nie mam już siły i nie wyobrazam sobie zycia bez
        niego. Twierdzi ze nie ma juz zadnego stosunku do naszego małżeństwa.
        Bezsilnośc go wypalila odebrała cala energie. Nie chce być ze mną, nie
        przyjmuje niczego. Przy kazdej próbie rozmowy twierdzi, ze sie okreslił, ze
        odchodzi, ale mieszkamy razem. Sytuacja mnie wykańcza. Sama potrzebuję juz
        pomocy bo nie radze sobie z tym.
        • Witaj 1kobieta
          Powiedz mi proszę, jak długo mieszkacie razem od chwili kiedy powiedział, że odchodzi? Boże jak ja bym chciała, aby mój Mąż tak zwlekał z wyprowadzką, może byłaby szansa coś naprawić? Szukam sobie tratwy ratunkowej, bo cierpienie, panika, lęk, przyszłość mnie przerasta. Nie wiem jak mam przeżyć najbliższe minuty, godziny, noc... a życie? Dla mnie ono się już skończyło, On był - jest moim życiem. Nie wiem co mam teraz zrobić, chcę przestać czuć...
          • Witaj. Poinformował mnie po swietach. Codziennie, kiedy próbuje z Nim rozmawiac
            mówi ze sie juz okreslił, ze jak najszybciej to załatwi. Czasai mówi, ze jutro
            To strasznie boli. Nie moge funkcjonować normalnie. (podobnie było półtora roku
            temu, potem sie pozbierał, chciał budować nowy związek, ale znowu wszystko
            wróciło) Mam takie chwile, ze nie wytrzymuje. Nie pomaga płacz, srodki
            uspokajające. Ignoruje i lekcewazy kazdy gest z mojej strony. Mowi wrecz, ze to
            ja Go odpycham, że On już nic nie czuje. Czasami mysle, ze lepiej by było gdyby
            sie wyprowadził.Mam wrazenie jakby wyzywał sie na mnie za swoje niepowodzenia.
            • Budując most przez Jordan
              kamień na kamieniu
              przez wszystkie uciski Jakuba pokolenia
              BY ODDZIELIC TO CO NOWE
              OD TEGO CO JEST STARE
              by odrzucić wreszcie to
              co jak Egipt zniewala

              Aby poznać kolejny dzień i go pokochać
              Aby poznać kolejny dzień i go pokochać
              nie ustawać w miejscu z Jozue wędrować
              aby wyżej aby bliżej aby wyżej aby bliżej
              do Ziemii Obiecanej
              do Ziemii Obiecanej
              Do NADZIEI NADZIEI NADZIEI przez Boga danej


              -Ziemia Kaanan"


        • 1kobieta-trzymaj sie Slonce! Moze jeszcze wszystko sie odmieni? Trzeba
          wierzyc... choc to cholernie trudne :-( Nie jestes sama... jestem myslami z
          Toba... Trzymaj sie jakos...
          iwonka
      • Boze! Nawet sobie nie wyobrazam jak sie czujesz! chcialabym Cie przytulic...
        dziekuje-mam nadzieje, ze u mnie nie jest za pozno, a u Ciebie wszystko sie
        ulozy!
        Bede sie za was modlic i trzymac kciuki...
        PA!
        Iwonka
    • Przepraszam ze odpisuje z opoznieniem ale mieszkam w Australi, moj czas jest
      przesuniety o 10 godzin w stosunku do Polski.

      Postaram sie odpowiedziec na Twoje pytania. Milosc nie znika ona jest tylko
      jest schodzi na drugi plan bo wybieramy strach, zlosc, nienawisc, zal, poczcie
      winy, itp. Popatrz co sie dzieje z Toba kiedy pojawia sie w Tobie zlosc, albo
      kiedy zaczynasz sie bac. Wtedy przestajesz czuc milosc, dominuje strach, albo
      zlosc. Kiedy przestajesz byc zla albo przestajesz sie bac, itp wtedy wraca
      milosc, usmiech i radosc.
      U Niego jest coraz wiecej strachu, zalu, poczucia winy, coraz mniej jest
      miejsca na milosc.
      Dlatego wazna jest Twoja milosc, okazywanie jej, to jest ogromna pomoc. Bardzo
      czesto probujemy pomoc robiac wyrzuty, pretensje, czesto probujemy przekonywac
      placzac, proszac itp. W rezultacie tego pojawia sie poczucie winy. Poczucie
      winy powoduje to ze zaczynamy zle myslec o sobie, miec pretensje do siebie,
      kazda mysl o sobie przynosi zlosc i niechec ktora zmienia sie w nienawisc do
      siebie.

      Bardzo czesto sie wydaje nam ze osoba z depresja, jest przeciwko nam, tak sie
      zachowuje, odtraca nas, nie chce sie przytulic, usmiechnac. Wtedy zaczynamy
      uwazac ze przestal nas kochac, to nie jest prawda chociaz zachowuje sie tak
      jakby przestal.
      Dlaczego tak sie dzieje, dominuje strach, zal, poczucie winy, zlosc, itp. On
      nie umie sie tego pozbyc, to jest silniejsze od Niego.
      Jak okazywac milo


      Witaj Antek. Bardzo Ci dziekuje za odpowiedz... obie poprzednie odpowiedzi
      wydrukowalam sobie i ciegla je czytam... pomagaja mi ciagle i ciagle rozumiec
      co sie wokol mnie dzieje ;-(
      Napisales:
      > Kiedy w czlowieku jest milosc czujesz ja rowniez, czulas Jego milosc kiedy
      > wszystko bylo dobrze
      Ale... dlaczego ta milosc zniknela? Zostala schowana przez depresje?? Przeciez
      nadal sie kochamy... On jest (byl?) takim wspanialym czlowiekiem! Cieplym,
      kochanym, dobrym-poprostu dobrym... dlaczego pozwolil, by ta milosc zostala
      stlamszona?? Czy to oznacza, ze byla zbyt slaba, by wygrac? Ze nie kochalismy
      sie zbyt mocno?

      > Twoja milosc, Twoje zrozumienie roztapia to zimno, dlatego jest taka
      > wazna, kochajac Go pomagasz.
      Wiem, tlumaczyles mi to ale-ciegle tego nie rozumiem. Jak moze byc wazna-skoro
      ja odtraca? caly czas jak jestesmy razem, zasypialismy wtuleni w siebie lub
      trzymajac sie za reke-teraz On zasypia na krancu lozka, bym Go nie dotykala ;-(
      Kiedys jak jechal gdzies to pytal "pojedziesz ze mna?" teraz ja pytam "moge Mis
      z Toba jechac" a On "nie" i koniec... kiedys by powiedzial cos w stylu "nie
      Myszko, bo..." a teraz "nie" i koniec... ;-(

      I jeszcze jedno. Jak mam okazywac nadal troske i milosc osobie, ktora
      mnie "gryzie i ucieka przede mna??" :-(

      > To zwykle sie nasila dlatego trzeba
      > ciagle pokazywac ze to co jest zle jest zle a co dobre jest dobre. To zmudna
      > praca, Twoj glos jest niezwykle wazny, bo ciagle przypomina wartosci
      czy mozesz podac jakis przyklad?? taki z zycia?? Jak to pokazywac?? Bo gdy
      obiecal mi cos i tego nie dotrzymal-to nawet sie nie czul winny! Gdy probowalam
      z nim rozmawiac-to zachowywal sie, jakby ta rozmowa go tylko meczyla... To jak
      mam mu to tlumaczyc?? Skoro On nie chce sluchac i podczas, gdy ja mowie-on
      siedzi jak na tureckim kazaniu?? :-(

      > Nie mozesz pozwolic aby On sterowal Toba,
      Jak to robic? Skoro ja juz nie jestem dla niego wazna?? Mam wrazenie ze juz
      mnie nie szanuje, nie liczy sie ze mna... wiec jak moge na niego wplynac??


      > Musisz stworzyc jak najwiecej wartosci ktore On musi respektowac.
      Np.? Co masz na mysli? Mam ustalis jakies zasady zachowania? Nie rozumiem
      troche... Mozesz to pokazac na jakims przykladzie?

      > On bedzie staral sie je lamac.
      :-(

      > Kiedy bedzie to robil nie mozesz dzialac gwaltownie,
      > unikaj awantur i wyrzutow. Spokojnie pokaz Mu ze to bylo zle, wytlumacz, nie
      > bedzie rozumial, nie przejmuj sie tym.
      Wiec po co tlumaczyc skoro nie bedzie rozumial? I jeszcze sie obrazi, ze sie Go
      czepiam? ;-(

      > Najlepiej pokazuj Mu te Jego zle
      > dzialania kiedy jest w lepszym nastroju, wtedy latwiej bedzie akceptowal to
      > co mowisz, latwiej dotrzesz do Niego.
      Mam wtedy rozmawiac z nim i mu tlumaczyc, ze wtedy zachowal sie zle a wtedy i
      wtedy mnie zranil?


      > On musi wrocic do starych wartosci, do tych wartosci ktore przynosily milosc,
      > radosc i sens i o to musisz walczyc.
      Tylko jak?? Jestem przerazona tym co sie dzieje, zagubiona... On jest (byl?)
      cudnym, wyjatkowym facetem! Jego milosc, czulosc, troska, zainteresowanie,
      szacunek, wsparcie-byly dla mnie wszystkim! Tlenem! A teraz czuje, ze sie
      dusze ;-( Tak strasznie Go kocham... tak strasznie... a sa momenty, ze chce sie
      w niego w tulic-i zamiast tego, czujac od niego dystans-ide do innego pokoju i
      wtulam sie w poduche ;-(

      > Bedzie tak jak bylo kiedys, wygrasz to, On tez tego chce
      BARDZO CHCE! Wiesz...najgorsze jest to, ze jeszcze 2 miesiace temu nic tego nie
      zapowiadalo, az tu nagle od jakiegos czasu-bum! Inny czlowiek!
      Powiedzial, ze zanim mnie poznal chodzil ubrany na czarno, chcial pomalowac
      pokoj na czarno, izolowal sie od ludzi...ciagle spal lub sluchal muzyki. Potem
      poznal mnie i ja-podobno-odmienilam go. zaczal sie usmkiechac, bawic...ja tego
      nie widzialam-bo ja go takiego pamietam! Takiego wesolego, bezproblemowego
      faceta pokochalam! A wczoraj mi powiedzial "twoja rola sie skonczyla. Juz nie
      mozesz mi pomoc. Teraz potrzebuje pomocy z zewnatrz" Tylko-ze ja przez te 15
      lat nie wiedzialam, ze mu w ogole pomagam! To nie byhlo tak, ze jak Go poznalam
      to sobie pomyslalam ';to jest ten i ten typ faceta i musze z nim tak i tak
      postepowac" I stad ta blyskawiczna wizyta u lekarza, jutro.
      Zapytalam, czy moge z nim jechac, ze poczekam na niego w aucie. Wiesz co
      odpowiedzial? "nie. to moje walka" A ja? Ja chce walczyc o Niego! Znowu mnie
      odsuwa ;-(

      > Musisz w to
      > wierzyc, nie mozesz stracic wiary, to jest najwazniejsze. Musisz ta wiare
      > przekazywac Jemu,
      Jak mam to robic??

      > On musi wierzyc ze wyjdze z tego, wtedy bedzie walczyl,
      > kiedy przestanie wierzyc podda sie.
      Nie dopuszczam takiej mysli...zwlaszcza po tym jak uslyszalam, ze gdyby nie
      dziecko-bylby w stanie popelnic samobojstwo ;-(

      dziekuje za wiedze, czas i troske-pozdrawiam Cie Antek cieplutko
      Iwonka I(ciagle placzaca, oszolomiona i czujaca pustke)




      • Mskaiq, to co piszesz jest to niemal dosłownie to samo, co pisałeś do mnie,
        kiedy rozlatywał się mój związek i facet odszedł. Dokładniusieńko to samo: w nim
        jest strach, on chce ale strach to zasłonił, bla bla bla. A jak pokona strach to
        wróci i będzie pięknie, bla bla bla.
        Oczywiście prawda była o wiele bardziej prozaiczna - przestał kochać to i odszedł.
        Otóż ciekawi mnie, czy na każdy problem natury damsko-męskiej masz ten sam
        stosik frazesów?????
        Mam nadzieję, że przynajmniej Iwony nie wpędzisz w ciężką depresję i poczucie
        winy, jak to udało Ci się ze mną.

        --
        Pomóż zwierzakom:
        www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
    • Przepraszam ze odpisuje z opoznieniem ale mieszkam w Australi, moj czas jest
      przesuniety o 10 godzin w stosunku do Polski.

      Postaram sie odpowiedziec na Twoje pytania. Milosc nie znika ona schodzi na
      drugi plan bo wybieramy strach, zlosc, nienawisc, zal, poczcie winy, itp.
      Popatrz co sie dzieje z Toba kiedy pojawia sie w Tobie zlosc, albo kiedy
      zaczynasz sie bac. Wtedy przestajesz czuc milosc, dominuje strach, albo zlosc.
      Kiedy przestajesz byc zla albo przestajesz sie bac wtedy milosc wraca a wraz z
      nia usmiech i radosc.
      U Niego jest coraz wiecej strachu, zalu, poczucia winy, coraz mniej jest
      miejsca na milosc i dlatego jej nie czujesz.
      Okazywanie milosci to ogromna pomoc, On ja widzi. Bardzo czesto probujemy pomoc
      robiac wyrzuty, pretensje, czesto przekonujemy placzac, proszac itp. W
      rezultacie tego pojawia sie poczucie winy ktore powoduje to ze zaczynamy myslec
      negatywnie o sobie, miec pretensje do siebie, kazda mysl o sobie przynosi zlosc
      i niechec ktora zmienia sie w nienawisc.

      Bardzo czesto sie wydaje nam ze osoba z depresja, jest przeciwko nam, tak sie
      zachowuje, odtraca nas, nie chce sie przytulic, usmiechnac. Wtedy zaczynamy
      uwazac ze przestal nas kochac, to nie jest prawda chociaz zachowuje sie tak
      jakby przestal.
      Dlaczego tak sie dzieje to jak juz wspomialem dominuje strach, zal, poczucie
      winy, zlosc, itp. On nie umie sie tego pozbyc, to jest silniejsze od Niego.

      Jak okazywac wtedy milosc. Nie probuj sie przytulac, to dziala odwrotnie niz
      myslisz. Wywoluje to w Nim poczucie winy ze nie potrafi Ci tego zwrocic a u
      Ciebie wywoluje poczucie zalu ktory jest przeciwko Tobie. Poczekaj az On Ciebie
      przytuli, to przyjdzie ale musisz byc cierpliwa i wyrozumiala.
      Napisalas
      >Jak to pokazywac?? Bo gdy obiecal mi cos i tego nie dotrzymal-to nawet sie nie
      >czul winny! Gdy probowalam z nim rozmawiac-to zachowywal sie, jakby ta rozmowa
      >go tylko meczyla... To jak mam mu to tlumaczyc?? Skoro On nie chce sluchac i
      >podczas, gdy ja mowie-on siedzi jak na tureckim kazaniu?? :-(
      To normalne, zwykle druga osoba nie chce sluchac, ucieka przed rozmowa, potrafi
      byc agresywna bo ta rozmowa meczy, przynosi fizyczny bol.
      Nie mniej te rozmowy trzeba prowadzic ale nie mozesz przekroczyc pewnych
      granic. Kiedy zaczyna byc agresywny, rozdrazniony, negatywny to przerywaj. Wroc
      kiedy bedzie spokojny. Pytaj sie co mysli, dlaczego Jego zdaniem to powinno
      wygladac w taki sposob jak On mowi. Bardzo czesto bedzie odpowiadal ze nie wie
      albo unikal odpowiedzi. Nie dzialaj na sile, nie mozesz doprowadzac do tego aby
      sie obrazal. Kiedy czujesz ze moze to nastapic przerywaj rozmowe na drazliwy
      temat, rozmawiaj wtedy na neutralne tematy.
      Twoja cierpliwosc, praca nad Nim to wlasnie okazywanie milosci, trzeba miec jej
      bardzo wiele aby to kontynuowac.
      Kiedy wyjdzie z tego, bedzie rozumial co zrobilas dla Niego, Jego milosc do
      Ciebie bedzie bez granic.

      Jestes dla Niego wazna, chociaz nie bedzie tego okazywal, nie bedzie Cie
      szanowal, bedzie niesprawiedliwy. Bedziesz miala wrazenie ze nie masz wplywu na
      Niego, bedzie Cie zniechecal do Siebie, co zreszta robi.

      Jesli chodzi o wartosci, na przyklad odpowiedzialnosc, punktualnosc. Nagle moze
      pojawic sie stwierdzenie ze nie trzeba byc odpowiedzialnym albo punktualnym.
      Zwroc uwage na krytyke wszystkiego wokol Niego a takze na to co mowi o Sobie.
      Porozmawiaj z Nim i dowiedz sie od Niego co mysli o Sobie, mysle ze bedzie
      pelem krytyki w stosunku do Siebie. Przekonuj Go ze ta krytyka jest
      bezpodstawna.

      Jesli chodzi o Ciebie to nie mozesz plakac, to bardzo oslabia, kiedy jest w
      Tobie zal wtedy nie ma milosci a Ty potrzebujesz jej bardzo wiele. Unikaj
      wszystkiego co odbiera milosc. Nie mozesz sie bac o Niego, o Wasz zswiazek,
      musisz wierzyc, tylko wiara neutralizuje strach. Kiedy dopuscisz strach to
      Twoje mysli i uczucia beda pelne strachu, wtedy nie ma miejsca na milosc.
      Trzeba nauczyc sie wiary, uczulem sie jej dlugo, trzeba probowac, wiara staje
      sie wtedy coraz silniejsza. Nie mozna sie przejmowac kiedy bedziesz ja tracila.
      Wracaj do niej, jest niezbedna.
      Serdeczne pozdrowienia Iwonko.

      Antek
    • platynka.iw jak czytam Twoje posty to jakbym je sama pisała. Moje odczucia są
      takie same jak Twoje, a reakcje mojego męża prawie identyczne jak Twojego.
      Odsunął sie ode mnie, spi pod scianą zeby Go nie dotknąć lub oddzielnie, nie
      interesuje się niczym w domu, nie pozwala sie przytulic, nie chce mnie słyszeć.
      Siedzi w kącie pokoju lub przed komputerem, kiedy próbuje rozmawiac albo okazać
      uczucie wychodzi z domu. Moj mąż domaga sie swojej prywatności, chce być sam,
      nie uznaje zainteresowania Jego sprawami. Wrecz mówi "Co cie to obchodzi to sa
      moje sprawy. Co jeszcze chcesz usłyszeć. Mam dosc pytań". On chce zeby kazde z
      nas zyło własnym zyciem. Ciesze sie ze Twoj mąz poszukuje pomocy u specjalisty.
      Ale moj nie chce słyszec o wizycie u psychologa. Często dochodzi do sprzeczek.
      Nie mama już siły. Wydaje mi sie ze gdyby miał gdzie sie wyprowadzic to by juz
      dawno to zrobił, chociaz powtarza ze nie jest pewien swojej decyzji, musi
      wszystko przemysleć. Ale czy to nie jest przeciaganie sprawy?
      Pozdrawiam
      • Wiecie dziewczynki, tak sobie myślę, że pomimo całego bólu i lęku, muszę pozwolić mojemu Mężowi odejść, bo będąc tu nadal nic się nie zmieni. A ja pragnę, by On był szczęśliwy. Myślę, że muszę dać mu oddychać, oddać jego przestrzeń, pozwolić na samotność, której potrzebuje. On musi sam się odnaleźć, ale sam, nie można próbować zrobić tego za kogoś, bo to będzie znowu próbą osaczenia, przed którą znów będzie trzeba się bronić. Uchwyciłam się nadziei, że może potem odnajdziemy się na nowo, ale to bardzo nikła nadzieja, ale jest... W niedzielę lub poniedziałek ma się wyprowadzić... Mam więc jeszcze 4 dni "szczęścia", co będzie potem?
        • Witaj. Tez zastanawiam sie na ile to depresja na ile brak uczucia, "wypalenie".
          Chociaż moj mąz twierdzi, że nigdy nie ma tak zeby nie było nic. Ja już nie mam
          siły, nie wiem co robić, nie wiem jak tłumaczyć. On sam nie wie czego chce, co
          byłoby dobre dla Niego. Zyczę Ci wszystkiego dobrego.
    • Twoj Chlopak Miriam nigdy nie powiedzial ze nie kocha Ciebie. Nigdy oficjalnie
      nie zerwal z Toba, prosil o czas.
      Ty przestalas wierzyc ze ten zwiazek moze przetrwac, ze mozecie byc razem.
      Postanowilas nie czekac wiecej i pozbyc sie milosci. Robisz to i Twoja depresja
      staje sie coraz silniejsza, bo brak milosci to wlasnie depresja.
      Czym chcesz zastapic milosc, brakiem wiary, perespektyw, sensu,
      beznadziejnoscia. Nie mozna bac sie kochac, bez milosci wszystko traci sens,
      zycie przesiaka ciemnymi barwami spoza ktorych nie widac radosci, gdzie
      wszystko jest strachem i beznadziejnoscia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • mskaiq napisał:

        > Twoj Chlopak Miriam nigdy nie powiedzial ze nie kocha Ciebie. Nigdy oficjalnie
        > nie zerwal z Toba, prosil o czas.

        A co Ty nie powiesz???? Czegoś nie wiem???

        > Ty przestalas wierzyc ze ten zwiazek moze przetrwac, ze mozecie byc razem.
        > Postanowilas nie czekac wiecej i pozbyc sie milosci. Robisz to i Twoja depresja
        > staje sie coraz silniejsza, bo brak milosci to wlasnie depresja.

        Panie mądraliński, po pierwsze nie mam depresji, więc nie ma się co robić
        silniejsze. Mam cyklotymię (nie tłumaczę co to jest, bo na pewno na to
        chorowałeś, jak na wszelkie inne choroby). Leki mnie ustawiły i jest OK. Co do
        reszty powyższego wywodu zmilczę, bo trudno do idiotyzmów się ustosunkowywać.

        > Czym chcesz zastapic milosc, brakiem wiary, perespektyw, sensu,
        > beznadziejnoscia. Nie mozna bac sie kochac, bez milosci wszystko traci sens,
        > zycie przesiaka ciemnymi barwami spoza ktorych nie widac radosci, gdzie
        > wszystko jest strachem i beznadziejnoscia.

        A Ty dalej pieprzysz te swoje bzdety, niezależnie od tego czy pasują do sytuacji
        czy nie. Nic nie wiesz o moim życiu, bo udało mi się na szczęście pozbyć Ciebie
        i Twoich "dobrych rad" ponad rok temu. Nie masz pojęcia, co się dzieje, nie
        wiesz, jak się czuję, czy z kimś jestem, czy czuję beznadziejność czy optymizm.
        Ważne, żeby Twoje było na wierzchu, co? Żałosny jesteś.

        --
        Pomóż zwierzakom:
        www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
        • Prawde mówiąc piszę ponieważ jestem zszokowany agresją i wrogością zawartą w
          Twoim poście. Z tego co widze korzystałaś z rad Mskaiq, ale nie udało Ci się
          uzyskać oczekiwanego efektu. Nie powinnaś atakowac kogoś za to, że posłuchałaś
          Jego rad - masz swój rozum i to Ty odpowiadasz za podjęte decyzje. Powinnaś być
          wdzięczna, że ktoś poświęcił Ci swój czas i próbował pomoc, a w zamian słyszy
          szydercze "Panie mądraliński". Najłatwiej zwalić winę za niepowodzenie na
          kogoś, ale może w pierwszej kolejności powodów porazki poszukaj w sobie.
          Nie mam i nigdy nie miałem depresji, potrzebowałem pomocy odnośnie depresji
          bliskiej osoby i Mskaiq mi jej udzielił. Dwukrotnie w krytycznych momentach
          zasugerował mi rozwiązanie zupełnie inne od mojego - zaufałem Mu i postapiłem
          wbrew sobie, w obu przypadkach odniosłem oczekiwany skutek (to odnośnie
          kwestionowania wiedzy Mskaiq dot. depresji). On zawsze jest gotowy
          bezinteresownie nieść każdemu swoją pomoc i chwała mu za to. I zauważ, że osoby
          nie chorujące na depresje dziękują Mu za rady odnośnie postepowania z bliskimi
          chorymi na depresję i nie mają do Niego żadnych pretensji. Może obwinianie
          Mskaiq o niepowodzenie wynika z depresyjnego postrzegania świata?
          Pozdrawiam i życzę sukcesów w leczeniu

          • Dopiero jak przestałam korzystać z "super mądrych" rad wszechwiedzącego pana
            Mskaiq, to doszłam do siebie. Dopóki ich słuchałam, to popadałam w coraz
            czarniejszy dół. To o jakiej porażce mówimy, co? O tym, że poukładałam sobie
            wreszcie życie, w dużej mierze dzięki temu, że skończyłam kontakty z Mskaiq?
            Życzę każdemu takich porażek.
            Nigdy tu na forum nie ukrywałam, że Mskaiq szczerze i głęboko nie znoszę.
            --
            Pomóż zwierzakom:
            www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
          • prawda jest pośrodku
            rady Mskaiq są świetne dla zdrowych, ale mogą być zabójcze dla chorych.
            ja też cenie jego bezinteresowną chęć pomocy, ale wierz mi dobrymi chęciami pieklo jest wybrukowane,
            pisanie komuś kto ma schizo, albo chad żeby odstawil leki a wybaczenie go uzdrowi może mieć skutek
            bardzo , bardzo zly, pomimo niewatliwoe dobrych chęci.

          • virusti napisał:

            > Prawde mówiąc piszę ponieważ jestem zszokowany agresją i wrogością zawartą w
            > Twoim poście. Z tego co widze korzystałaś z rad Mskaiq, ale nie udało Ci się
            > uzyskać oczekiwanego efektu. Nie powinnaś atakowac kogoś za to, że posłuchałaś
            > Jego rad - masz swój rozum i to Ty odpowiadasz za podjęte decyzje.

            To jest forum dla ludzi z problemami. I wmawianie ludziom winy, ze sie go nie
            posluchalo, manipulacje emocjonalne jakich dokonuje pan mskaiq, w sposob
            naturalny spotykaja sie z agresja bo przez takich ludzi jak on niektorzy maja
            depresje.

            Najłatwiej zwalić winę za niepowodzenie na
            > kogoś, ale może w pierwszej kolejności powodów porazki poszukaj w sobie.

            najlatwie panu mskaiq innym wmawiac wine na forum, to pewnie tez jakas jego
            forma walki ze strachem.
    • Czytałaś www.leczdepresje.pl?
      Koniecznie zajrzyj!
      Gdy miałem deprechę moja żona była cierpliwa i wyrozumiała. Ty też taka badź.
      Poniżej próbka z polecanej strony:

      Informacje dla rodziny chorego na depresję:
      1. Nie traktujcie depresji jako lenistwa, słabego charakteru, złej woli.
      Depresja jest chorobą taką jak nadciśnienie tętnicze, zawał serca, cukrzyca.
      2. Nie udzielajcie rad typu: "weź się w garść"; "otrząśnij się"; "nie
      histeryzuj - inni mają gorzej". Nie udzielacie ich przecież osobom z zawałem
      serca czy udarem mózgu.
      3. Nie wysyłajcie swojego bliskiego na urlop, żeby odpoczął. Depresję trzeba
      leczyć.
      4. Gdy podejrzewacie u osoby bliskiej depresję - nakłońcie ją do wizyty u
      lekarza psychiatry lub psychologa. Oni najlepiej się na tej chorobie znają.
      Jeśli się to nie uda, spróbujcie przynajmniej zasięgnąć opinii lekarza
      rodzinnego (lub lekarza, do którego chory ma zaufanie).
      5. Gdy macie trudności z przekonaniem swojego bliskiego o potrzebie leczenia
      (lub przynajmniej konsultacji) zwróćcie się po pomoc do osoby, która ma u
      niego/niej autorytet.
      6. Przypominajcie choremu o wizytach w poradni i regularnym przyjmowaniu leków.
      Zbyt wczesne przerwanie leczenia grozi nawrotem objawów.
      7. Nie starajcie się na siłę swojego bliskiego rozweselać, organizować mu
      czasu. Nie narzucajcie się, ale bądźcie w pobliżu, oferujcie swą pomoc gdy jest
      taka potrzeba.
      8. Bądźcie cierpliwi i wyrozumiali. Wiele dodatkowych obowiązków może spaść na
      Wasze barki.
      9. Pamiętajcie, że depresję można wyleczyć. Spróbujcie zaszczepić to
      przekonanie w chorym.
      10. Odradzajcie choremu podejmowania ważnych decyzji. On widzi swoje sprawy
      w "czarnych barwach". Pesymistycznie patrzy w przyszłość.
      11. Unikajcie przygodnie zasłyszanych opinii. Zdobądźcie jak najwięcej
      rzetelnej wiedzy na temat depresji.
      12. Wszystkie wypowiedzi o samobójstwie traktujcie z powagą. Nie jest prawdą,
      że jeśli ktoś mówi o samobójstwie to go nie popełni.
      13. Pamiętajcie o Sobie. Choroba bliskiego może rodzić frustrację, złość,
      bezsilność, poczucie winy. To jest zrozumiałe. Nie wstydźcie się zasięgnąć
      porady u psychologa jak radzić sobie z tymi uczuciami
      • ... odkad sie dowiedzialam, ze On ma depresje. I z jednej strony to byl szok! Z
        drugiej-w koncu dowiedzialam sie, dlaczego ostatnio tak zle sie dzialo miedzy
        nami. Wiec koniec koncow-dobrze sie stalo, ze doszlo do szczerej rozmowy miedzy
        nami. Bo teraz wiele rzeczy wiem, inaczej mysle i czuje...

        Kochani! Bardzo Wam dziekuje za uwagi, spostrzezenia, rady... Byly dla mnie
        BARDZO wazne. Bo nagle znalazlam sie w emocjonalnym i psychicznym buszu nie
        wiedzac w ktora strone isc. A dzieki Wam-dostrzeglam swiatelko nadziei...
        Jestescie kochani! Kazdemu z osobna-BUZKA!!! :-*

        Wiec jest juz po pierwszej wizycie. Podobno byl dystans od strony lekarza. Ale
        uwaznie sluchal, notowal, zadalwal niewiele pytan... Jezeli ten dystans sie nie
        zmieni-bedziemy szukac innego. Ale na razie-jutro kolejna wizyta. I z tego co
        lekarz powiedzial-tak bedzie przez jakis rok-poltorej. Spotkania raz w tygodniu
        po godzinie. Na dzien dzisiejszy-obejdzie sie bez lekow (HURRRA!!!)

        Moj Misiek zmienil sie na lepsze... albo ja tez zaczelam inaczej Go
        postrzegac? Inaczej do Niego podchodzic?
        Widze, ze w miare mozliwosci stara sie kontrolowac zle zachowanie. Albo mowi mi
        wprost "Myszko, dzis sie zle czuje... "Mam kiepski dzien" i wtedy ja mam wiecej
        cierpliwosci do niego. Wiem jak do niego podchodzic. Nie obarczam siebie za
        jego zle humory, ani nie zrzucam tego na Jego humory. wiem-ze jest chory i
        dziala wbrew sobie... To choroba nim kieruje (ale juz niedlugo! :-)

        Ja juz nie placze. Juz sie nie boje. Mysle, ze to byla pierwsza reakcja. Teraz
        wiem, ze bedzie dobrze. Widze, ze On bardzo chce, by bylo dobrze. Coraz
        czesciej sa momenty, jak gdyby nic sie nie stalo! Jest kochany, troskliwy...
        widze, ze bardzo, bardzo mu zalezy, ze sie stara. Oczywiscie-zdaza sie tez ze
        musze zacisnac zeby i dzialac wbrew sobie. Ale dzieki Wam i dzieki Niemu-patrze
        wtedy na niego w inny sposob. Przez pryzmat tego co przezywa, co w nim siedzi i
        targa nim... Ale warto to robic-gdyz kilka godzin a moze dzien pozniej-jest
        wspaniale. :-) Rozmawiamy, smiejemy sie, zartujemy... Widze, ze chce mu sie
        zyc, ze jest pogodny...ze to Moj Misiek :-) i wtedy czuje sie rewelacyjnie
        dobrze! A najwazniejsze-czuje i wiem-ze mu dobrze w domu. Ze chce w nim i z
        Nami przebywac.

        Wiem, ze teraz juz tylko z gorki. Ze MUSI i BEDZIE dobrze... wiem, ze wiele
        jeszcze glazow pod naszymi nogami, ale...pokonamy to.

        Bardzo Wam wszystkim dziekuje!!! Zycze kazdemu z Was duuuzo zdrowia, spokoju
        ducha, poukladanych i klarownych mysli w glowie, ciepla, aksamitnego dotyku
        bliskiej osoby, kojacych doznan, wspanialych marzen-bo czesto one trzymaja nas
        przy zyciu... Zeby Wasze zycie bylo wspaniale, a Wy czyliscie sie w nim bosko!

        Pozdrawim cieplutko :-)
        Iwonka
        • Jak miło to czytać! Bardzo się cieszę, że oboje zrobiliście pierwszy krok w
          kierunku dobrych dni :-) Wierzę, że będzie jak kiedyś. Czasem może jeszcze być
          dołek - tak to w tej chorobie bywa - ale wtedy nie podłamuj się. Bo to będzie
          chwilowe. I wyjdziecie z tego razem.
          --
          Pomóż zwierzakom:
          www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
          • Wiec jest ogolnie dobrze. On sie stara... byl 2 raz na spotkaniu (czy raz na
            tydzien po godzinie to nie za malo??) Nadal nie czuc wiezi miedzy nim a
            lekarzem... Mowi, ze jest ok-ze zadaje pytania, uwaznie slucha... i koniec. I
            tu moje pytanie:
            -ile spotkan przeczekac, by w koncu nastalo zaufanie, jakas wiez...no wiecie co
            mam na mysli. Trudno gadac o osobistych sprawach, gdy panuje dystans... a moze
            z kazdym lekarzem tak jest?? jak to bylo u Was??

            I teraz dalej... On stal sie prawie taki jak kiedys. W skali od 1-10
            powiedzmy...8. No, moze 8,5. Juz napisze w czym problem.
            Mianowicie zauwazylam, ze jego humor jest zalezny w jakis sposob od mojego
            nastawienia. Jezeli ja jestem wesola, pogodna, wyrozumiala, cierpliwa-to miedzy
            nami jest cudnie! Poprostu-jakby tej choroby nie bylo. Ale tu sie pojawia
            problem. Widze, ze On teraz sie zachowuje, jakby mial licencje na zle dni,
            humory i doly... I ja Go kocham i to znosze i spokojnie... ale ja tez jestem
            tylko czlowiekiem, w dodatku kobita ;-) Nie moge wykazac nawet kawalka
            niezadowolenia-bo zaraz chodzi ze zwieszona mina... Nie moge mu nic powiedziec
            (ze zrobil zle, albo ze nie zrobil a obiecal itd) bo zaraz sie obraza...to raz.
            A dwa-wydaje mi sie, ze On ciagle ode mnie oczekuje, ze bede silna za siebie i
            za niego... ze bede go wspierac i pocieszac ... a ja bym chciala nieraz schowac
            sie w jego ramionach, znow byc "mala dziewczynka" i u niego szukac pomocy...
            ale czuje, ze On tego nie chce. I ja chetnie robie to czego On oczekuje-ale
            nieraz poprostu brakuje mi sil... i wtedy On sie denerwuje :-(

            Co o tym myslicie??
            Pozdrawiam
            Iwonka
      • Platynko - wiem co czujesz. Moj maz tez choruje na depresje. Jest ciezko, ale wychodzi z tego powolutku. Za to ja niestety wpadlam w depresje za nim :(

        Podtsawowe ABC zachowania sie i opieki nad chorym znajdziesz na tej stronie: www.nie-dla-depresji.pl/porady-dla-rodziny-i-bliskich.aspx

        A ja zapraszam Cie na moje forum, ktore stworzylam dla depresyjnych ludzi. Mozesz tam poczytac co czujemy, czego oczekujemy. Jest tez tam forum dla osob zyjacych w trudnych zwiazkach.

        Serdcznie zapraszam :)
        Link pod spodem.

        --
        Adani
        _______________________________________________________
        Zapraszam na forum o trudnych zwiazkach oraz o depresji: www.wenusjanki.pl/index.php

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.