Mskaiq powoduje u mnie doła Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • ....a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki.
    Czy to człowiek ze stali, gość wyprany z uczuć czy BuddaMan?
    • uuuu, nie reaguje na zaczepki! fakt, cos z nim nie tak!
      --
      każdy spotka tego diabła którego sie boi /rz_nr_5/
    • zoltanek napisał:

      > ....a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki.
      > Czy to człowiek ze stali, gość wyprany z uczuć czy BuddaMan?

      mnie tylko drażni. po co takie głupoty wypisywać? rozumiem, parę razy dla
      zgrywy, ale ileż można, już go nie czytam, szkoda czasu.
    • Kiedys juz chyba przedstawialem hipoteze, zgodnie z ktora Mskaiq jest butelka coca-coli z
      filmu "Ostatni brzeg".
      --
      Nic z tego, drogie superego...
      Bela Lugosi is dead
    • Zostawcie Mska w spokoju! To forum jest mu potrzebne bardziej niż wielu z was.
      Może to jedyne miejsce, które sobie znalazł aby móc w spokoju utwierdzać siebie
      samego w słuszności obranej drogi-ucieczki od rzeczywistości. Jedni jęczą i
      narzekają na swoj los, choroby, a on wspiera samego siebie powtarzając swoje
      mantry-afirmacje. Widocznie bardzo tego potrzebuje,aby funkcjonować.
      I na cholere zakładac takie wątki?
    • A mi się wydaje że to co pisze Pan Mskaiq jest słuszne i właśnie tak należy
      postępować aby żyć w zdrowiu i szczęściu. Niestety są to rady typowo
      podręcznikowe i żeby je realizować trzeba naprawdę włożyć wiele wysiłku i pracy
      nad samym sobą. A to wymaga czasu i wytrwałości. Dlatego pojedyncze wypowiedzi
      mogą denerwować a wręcz wkurzać. Ma się złudzenie że to co pisze jest za proste
      i to nie pomaga. A ja uważam że życie naprawdę jest proste tylko trzeba umieć
      żyć.
      • Ja tez uwazam, ze Mskaiq bardzo madrze pisze, a Forumowicze zachowuja sie
        beznadziejnie, zero klasy czy kultury osobistej.
        --
        "What we think about ourselves becomes the truth of us"
      • Niestety są to rady typowo
        > podręcznikowe i żeby je realizować trzeba naprawdę włożyć wiele wysiłku i pracy
        >
        > nad samym sobą. A to wymaga czasu i wytrwałości.

        zeby jeszcze sam zechciał sie stosowac do swoich w ramach swoich wpisow na
        forum, sprzecznosci w tych radach sa widoczne.
        • Nie chcę analizować Jego osoby i jak postępuje. Zauważyłem tylko że tego typu
          rady pomagają jeśli ktoś naprawdę chce coś w sobie zmienić i jest w tym
          konsekwentny. Natomiast inną sprawą jest wiedzieć jak postępować a inną wcielić
          to w życie. Z doświadczenia wiem że po przeczytaniu jakiejś mądrej książki
          zawierającej tego typu rady lub po systaematycznym słuchaniu kaset np. Pani
          Figarskiej na jakiś czas zmieniałem moje podejście do życia. Praca nad sobą to
          jednak ciężkie zadanie, dlatego teraz wolę jeść tabsy i czekać na efekty.
          • Zauważyłem tylko że tego typu
            > rady pomagają jeśli ktoś naprawdę chce coś w sobie zmienić i jest w tym
            > konsekwentny.

            ale on ma jedną rade - zmien sie, a nie jak móc sie zmienić czyli trudno to
            nazwac za rade. a reszta to narzucanie komuś swoich norm sumienia, sianie
            strachu na forum i są to rady właśnie przeciwskuteczne, niektorych choroba
            polega na tym ze stosują rady mskaiq.
          • > jednak ciężkie zadanie, dlatego teraz wolę jeść tabsy i czekać na efekty.

            dobre podejście :D podoba mi się
          • a ja myślę, że gość o pseudonimie mskaiq się po prostu zgrywa, przynajmniej mam
            taką nadzieję..
            • Przed chwila przeczytalam kolejna rade M.:
              - kochaj
              - wybacz
              - pozbadz sie strachu
              - jedz duzo warzyw i owocow.

              I poczulam sie troche oszukana, bo on to juz tyle razy pisal, i to tymi samymi
              zdaniami, moze metoda kopiuj - wklej. A moze on jest manipulowany przez jakas
              sekte? Brrrr
              • Wasza metoda:

                1)leki
                2)leki
                3)leki

                Efekt? Nadal chorujecie. Mskaiq z tego wyszedl.
                --
                "What we think about ourselves becomes the truth of us"
                • purecharm napisała:

                  > Wasza metoda:
                  >
                  > 1)leki
                  > 2)leki
                  > 3)leki
                  >
                  > Efekt? Nadal chorujecie. Mskaiq z tego wyszedl.

                  nie zgadzam się

                • Jest taki problem właśnie!!
                  Ludzie mają w danym czasie stany umysłu. To jest zmienne.
                  Warto dbać by ten stan zawsze był świetny. Mask Wam truje jak to zrobić ale Wy
                  tego nie czaicie bo Wasz umysł jest tak "zabrudzony", że nie czujecie tego.
                  natomiast wierzycie lekom które zawsze mają skutki uboczne w dalszej lub
                  blizszej przyszłosci.

                  Powiem szczerze że mi sie juz np nie chce przekonywac, natomiast wiem jak wyjśc
                  z deprechy. Metod jest kilka. Jedna z nich podaje Mask najbliższa naszej kulturze.

                  Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za stan
                  normalny. Powinno Wam zależeć na wyjsciu z depy. same leki to nie wszystko.

                  Ja pisałam o Vipassanie. To nie bajki to fakt> bardzo pomaga na psyche. Wręcz ja
                  oczyszcza z napięć, fobii, itp. TYlko trzeba co nieco poszperac i poczytac lub
                  popytac.


                  pozdrówka
                  Olla





                  --
                  miłego - Olla
                  ==========================================
                  ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
                  • ogrom napisała:
                    > Ja pisałam o Vipassanie. To nie bajki to fakt> bardzo pomaga na psyche. Wrę
                    > cz ja
                    > oczyszcza z napięć, fobii, itp. TYlko trzeba co nieco poszperac i poczytac lub
                    > popytac.

                    jak wyszorujesz drewnianą podlogę ryżową szczotą to też Cię oczyści z napięć i fobii, ale wiesz jak
                    jest...
                    trzeba by znaleźć podlogę, szczotę, to nie jest takie proste.
                    • Lucyna ... niestety nie!!!

                      Napięcia się kumulują i praca fiz. nie jest wcale taka super na nie.
                      Bo jakby tak było to wszyscy by chcieli sie w ten sposób rozładowywać i nie
                      byłoby depy.

                      Ale to glebszy temat. I dzis juz nie bede na ten temat pisała!!!


                      --
                      miłego - Olla
                      ==========================================
                      ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
    • jak się kończą tematy to wtedy huzia na józia
      normalka
    • Właściwie nie chciałam się wypowiadać w tym wątku, bo w "kwestii Mskaiq'owej"
      zajmuję stanowisko neutralne, ale zainteresowało mnie to:

      > Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za stan
      > normalny.

      Powyższe notorycznie wmawia mi mój zdrowy przyjaciel. I w sumie... tak, w
      momentach największego doła faktycznie uznaję swoje czarnowidztwo za stan
      normalny (w sensie: jedyny dostępny). Ale przecież nie dlatego, że kocham
      depresję, bo to bzdura. Po prostu choroba psychiczna wypacza percepcję świata.
      Jeśli w moich oczach wszystko jest potworne, robienie pompek i skłonów nic tu
      nie zmieni. Od tego są - przynajmniej w teorii - leki.

      A błąd Mskaiq'a polega wg mnie na wybitnie nieelastycznym sposobie myślenia.
      Smutno ci - uprawiaj sport. Chorujesz - zdrowiej. Chcesz się powiesić - zjedz
      jabłko. Oh yeah.

      Mimo to serdecznie Cię, Mskaiq, pozdrawiam :).
      --
      Pragnę też, by mnie spalono,
      bo zawsze się bałam robaków

      • >
        > Powyższe notorycznie wmawia mi mój zdrowy przyjaciel. I w sumie... tak, w
        > momentach największego doła faktycznie uznaję swoje czarnowidztwo za stan
        > normalny (w sensie: jedyny dostępny). Ale przecież nie dlatego, że kocham
        > depresję, bo to bzdura. Po prostu choroba psychiczna wypacza percepcję świata.
        > Jeśli w moich oczach wszystko jest potworne, robienie pompek i skłonów nic tu
        > nie zmieni. Od tego są - przynajmniej w teorii - leki.
        >
        > A błąd Mskaiq'a polega wg mnie na wybitnie nieelastycznym sposobie myślenia.
        > Smutno ci - uprawiaj sport. Chorujesz - zdrowiej. Chcesz się powiesić - zjedz
        > jabłko. Oh yeah.

        absolutnie tak!
      • "Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za
        stan normalny."


        To nie jest Maska text tylko mój.

        Chodzi o to, że prostota myślenia jest zbawienna. Im bardziej kombinujesz tym
        bardziej sie gubisz we wasnych uczuciach.

        I jeszcze jedno. Im bardziej chcesz czy próbujesz doswiadczyć poczuć innych tym
        gorzej na tym wychodzisz.

        Dobrze jest żyć we własnym świecie jakby nie próbując przekonywać innych do niego.

        Wystarczy żyć a to jak żyjesz i tak zobaczą inni.

        NO taki mam pogląd na ten moment.

        Życze Wam byście znaleźli sposób na Wasze osobiste szczescie, wolność, radość i
        czego se tam życzycie:)))))))))))


        --
        miłego - Olla
        ==========================================
        ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
    • a czemu go zaczepiasz?
      Mskaiq ma rację w większości rzeczy, które mówi i pisze.
      Prolem w tym, że to są rzeczy trudne do wykonania, a większość ludzi z depresją
      szuka ŁATWYCH ROZWIĄZAŃ - tabletka i do łóżeczka. To nic nie da.
      Depresja jest najczęściej powiązana ze nierównowagą hormonalną i niedoborami
      substancji wydzielanych przez mózg, uprawiając sport aktywnie, odżywiając się
      zdrowo i wysypiając się, powoli przywraca się równowagę hormonalną, wówczas
      następuje zmiana optyki i depresja jest w odwrocie. Depresja to choroba ludzi o
      słabej woli i uzależnionych od przyjemności.
      • > uprawiając sport aktywnie, odżywiając się
        > zdrowo i wysypiając się, powoli przywraca się równowagę hormonalną

        Jeśli ktoś potrafi świetnie sypiać i ma wystarczającą ilość energii do
        uprawiania sportu, to raczej nie choruje na depresję.

        > Depresja to choroba ludzi o
        > słabej woli i uzależnionych od przyjemności.

        Co to jest przyjemność?

        O



        --
        Pragnę też, by mnie spalono,
        bo zawsze się bałam robaków
        • > Jeśli ktoś potrafi świetnie sypiać i ma wystarczającą ilość energii do
          > uprawiania sportu, to raczej nie choruje na depresję.

          Jak pójdziesz wieczorem na basen i popływasz godzinkę, albo poćwiczysz w
          siłowni, to gwarantuję Ci, że zaśniesz jak zabita. Ciało odzwyczajone od ruchu
          tak reaguje. To nie jest tak, że brak ci energii, żeby się poruszać - po prostu
          Ci się nie chce, ulegasz swojej słabości i zalegasz w łóżku, a przez to
          paradoksalnie tracisz mnóstwo energii, bo energię posiada organizm AKTYWNY.
          Musisz przełamać ten błędny krąg i zobaczysz, że będziesz inaczej funcjonować -
          polepszy Ci się krążenie i, co najważniejsze, wydzielą się naturalnie
          endorfiny, które sprawią, że świat będzie wyglądał inaczej. Oczywiście to
          wszystko nie natychmiast, ale po jakimś czasie zobaczysz, jak wpływa styl życia
          na samopoczucie. Robi dużo, mówią to z całą odpowiedzialnością, dużo więcej niż
          jakiekolwiek medykamenty typu SSRI.



          >
          > > Depresja to choroba ludzi o
          > > słabej woli i uzależnionych od przyjemności.
          >
          > Co to jest przyjemność?

          Jesteś uzależniona od przyjemnośći i dlatego jej nie odczuwasz. To
          skomplikowane, ale dobrze to obrazuje przykład narkomana. Pierwsze działki to
          odloty, a potem już tylko daremne odpędzanie na moment totalnej depresji i bólu
          wywołanego głodem. Narkomanami zostają ludzie słabi, tak samo ludzie słabi
          chorują na depresję. Jest to podobny mechanizm uzależnienia od bodźców, który
          wynika z uwarunkowań neurotycznych wywołanych prawdopodobnie w dzieciństwie.
          Przyjemność to nie tylko przyjemnosc seksualna czy przyjemnosć jedzenia (np.
          cukru), ale także - uleganie lenistwu i bezwładowi.
          Depresja to stan, który Ci mówi, że musisz zwalczyć siebie taką jaka jesteś, bo
          twoja osobowość jest kaleka i nie daje sobie rady w świecie, i musisz zbudować
          siebie od nowa, wykorzenić destrukcyjne przyzwyczajenia i nawyki (także
          myślowe)...albo zginiesz (umrzesz, zejdziesz na dno społeczne, wylądujesz w
          psychiatryku - różne opcje, wszystkie nieciekawe)
          Nie możesz sobie pozwalać na depresję!
          • Szymon, ja Cię naprawdę bardzo lubię, ale przesadzasz. Aż głupio mi tu
            wypisywać te wszystkie truizmy, z których oboje zdajemy sobie sprawę. Depresja
            to choroba, na dodatek wiążąca się nierozerwalnie z utratą energii. A nawet
            jeśli chciałabym wbrew niej skakać, biegać i rzucać oszczepem, pozostaje
            jeszcze problem lęku, który nie pozwala mi nawet zwyczajnie CHODZIĆ ulicą w
            biały dzień.

            > Przyjemność to nie tylko przyjemnosc seksualna czy przyjemnosć jedzenia (np.
            > cukru), ale także - uleganie lenistwu i bezwładowi.

            Nie, nie, ja już nie dam sobie więcej wmówić, że jestem leniwa. Zrobiłabym
            naprawdę wszystko, żeby uczyć się/pracować/żyć jak ludzie wokół mnie. Depresja
            to nie lenistwo - depresja to cierpienie. Brzmi patetycznie, cóż poradzę.

            > Depresja to stan, który Ci mówi, że musisz zwalczyć siebie taką jaka jesteś,
            bo twoja osobowość jest kaleka i nie daje sobie rady w świecie

            Święta prawda. Z tym, że nie pasuje mi określenie "zwalczyć siebie". Nie
            zamierzam siebie zwalczać, chcę sobie pomóc.

            > Nie możesz sobie pozwalać na depresję!

            A na białaczkę? Zapalenie płuc? Stwardnienie rozsiane? Grypę? Z chorobą
            niestety nie można pertraktować. Wcale nie twierdzę, że należy się jej ślepo
            poddawać, ale fakt jej istnienia wymaga akceptacji - inaczej nici z walki o
            siebie.

            Po co się zresztą kłócić o spojrzenie na życie i chorobę? Każdy dochodzi do
            własnych wniosków. Mam nadzieję, że Twoje uczynią Cię szczęśliwym.

            Na marginesie: czy to nie Ty założyłeś niedawno wątek z pytaniem o szpital? Na
            razie nic w tym temacie nie powiem, ale to się pewnie zmieni. Zaproponowano mi
            oddział dzienny i chwilowo nie widzę alternatywy dla tej oferty. Ciekawe, co z
            tego wyniknie.

            Pozdrawiam.

            --
            Pragnę też, by mnie spalono,
            bo zawsze się bałam robaków
            • Nie wiem jak sprawić byś przyjęła do wiadomości, że ja świetnie znam ten stan i
              te objawy i ten brak energii i ten cały paraliżujący lęk. Jest to niemożliwe,
              bo zapewne gdzieś po cichu nadal będziesz sądzić, że ja nawet nie liznąłem
              tego, co Ty. To też jest znamienne dla depresji, wiem, bo również tak sądziłem
              i słowa mądrzejszych doświadczeniem ode mnie ludzi były jak groch o ścianę.
              Reprezentujesz podejście zgodne z medycyną konwencjonalną, traktujesz depresję
              jako jednostkę chorobową i starsz się ją leczyć wyłącznie tak, jak Ci zaleca
              psychiatra. Ja nie mówię, żebyś przestała robić to, co Ci lekarz powie, ja
              mówię że to za mało. Dla mnie to było za mało, dlatego zacząłem szukać. Nie
              mówię, że wyszedłem już z depresji całkowicie i wygnałem swoje demony przez
              które zawaliłem 2 lata studiów, przez które od 8 lat nie zaznałem satysfakcji z
              życia. Ale zacząłem trzymać ją w szachu.
              Zresztą, zapytaj jakiegokolwiek psychiatry co by Ci poradził oprócz leków i
              psychoterapii na depresje. Zaręczm C, że każdy Ci powie, że ruch, najlepiej na
              świerzym powietrzu. To jest naturalna dawka endorfin, a depresja jest chorobą
              wynikającą w dużym stopniu z cywilizacyjnych przyzwyczajeń - braku ruchu w
              pierwszej kolejności. Jeszcze raz powtarzam - co Ci szkodzi spróbować? Możesz
              się nawet powyginać w domu przy otwartym oknie przez pół godzinki, chociaż trzy
              razy w tygodniu przez powiedzmy trzy miesiące, najtrudniej jest zacząć, więc na
              początku żadnego dużego wysiłku, żeby się nie zniechęcić.
              Poza tym - czy robiłaś sobie badania hormonalne? A morfologię krwi? Polecałbym
              Ci to zrobić, bo nierównowaga w hormonach jest również częstą przyczyną
              depresji. Psycholog Ci o tym nie powie, bo na tym nie zarabia akurat. Wzięcie
              przez jakiś czas leków hormonalnych w małych dawkach mogłoby Ci pomóc bardziej
              niż jakikolwiek antydepresant.
              Spróbuj poszukać jakiejś dorywczej pracy (np. korki), jeśli nie pracujesz. Nie
              dlatego, żeby zarobić kupę kasy, a dlatego, że uwierz, ma to duże
              psychologiczne pozytywne oddziaływanie, jeśli zarobisz własną pracą jakieś
              pieniądze.
              Staraj się redukować destrukcyjne bodźce - takie jak dołująca muzyka. Ja wiem,
              że ona może być artystycznie świetna, ale robi krecią robotę. Jeśli lubisz
              odreagowywać emocje przy muzyce, poszukaj takiej, która działa na Ciebie kojąco
              (nie, wcale nie mówię o disco polo).
              Dla mnie wodospadem jasnej, pozytywnej energii jest np. Dead Can Dance, dla
              Ciebie może to być coś innego. Rozsuń zasłony i korzystaj z dobrodziejstw
              słońca, często wietrz w pokoju i wpuszczaj świerze powietrze.
              Co niesamowicie ważne - odżywiaj się dobrze. Warzywa, owoce, ryby, ciemne
              pieczywo, produkty sojowe, redukuj sacharozę jak tylko możesz, tak samo białą
              mąkę i czerwone mięso. Ale co jeszcze ważniejsze - nie jedz nic minimum 4
              godziny przed snem. Najadanie się na noc powoduje, że insulina, która się
              wówczas wydziela blokuje działanie hormonów, których niedobór może pogłębiać
              depresje. Radziłbym Ci też popróbować z medytacją. Aha i wszystko rób
              powolutku, nie zniechęcaj się porażkami i uleganiem swoim zachciankom, ciesz
              się za to niesamowicie z każdego sukcesiku np. że udało Ci się pójść na godzinę
              na basen. Napisałem Ci kilka sfer działania, na początku skup się tylko na
              jednej, nie wszystko naraz.
              Może Ci się to wszystko wydać banałem, ale ja zauważyłem u siebie zmiany bardzo
              pozytywne, zmianę optyki, a niedawno tak naprawdę zacząłem i dłuuuugo trzeba
              mnie było przkonywać, żebym chociaż spróbował. Myślałem - po co mam wychodzić z
              depresji, skoro życie i tak nie ma sensu, wyjście spowoduje tylko to, że znów
              będę zapewne musiał spaść na dno, więc po co wychodzić z tego bagna, w tym
              stanie łatwiej jest ewentualnie się zabić (!!!) - to były moje myśli. Wiesz co
              stało się doraźnym sensem mojego życia? Uzyskiwanie stopniowej kontroli nad
              swoim umysłem, dążenie powolne do siły, satysfakcja z każdego drobnego sukcesu
              w walce z destrukcyjnymi przyzwyczajeniami. Poczucie władzy nad samym sobą.
              Oczywiście jestem na samym począteczku mojej drogi dopiero, ale ONA JEST! I to
              się liczy. Żyjąc sobie dalej powoli, z odrobinę większym spokojem wewnętrznym,
              przyglądam się temu dziwnemu światu, i tak patrząc czasem zamiast załamki, jak
              zazwyczaj, mam ubaw.


              Nie pomożesz sobie jeśli nie staniesz się innym człowiekiem. Twoja osobowość
              jest zwapniona dziesiątkami nawyków, w które jesteś zaplątana. Nawyki to coś,
              co dostarcza Ci pozornie odrobiny wytchnienia od bólu, ale tak naprawdę jest
              tego bólu przyczyną. Najważniejsze są nawyki myślowe, je najtrudniej zwalczyć,
              utarte sposoby myślenia - przykłady: wszystko albo nic, po co wykonywać
              wysiłek, jeśli nie przyniesie mi on szczęścia itp itd. Sama ich poszukaj. Jest
              taka teoria, która mówi, że zwalczanie systematyczne nawyków zewnętrznych ma
              odziaływanie takie, że uelastycznia umysł, co pozwala rozprawić się z nawykami
              wewnętrznymi.
              Nawyki zewnętrzne masz napewno, czynności rytualne - np. kawa co rano, nauka
              przy muzyce, zajmowanie określonego, ulubionego miejsca w autobusie. Pobaw się
              ze swoim umysłem, zobaczysz jak się będzie bronił. Taki sposób "zwalczania
              siebie" nie wyrządzi Ci szkody. Jedyne co może zrobić to to, że uelastyczni
              Twój umysł, zmieni postrzeganie na moment.
              Spróbuj w to uwierzyć i podejść do tego z przekonaniem.
              Ja teraz powiniennem się uczyć, a siedzę i piszę, bo chcę się tym dzielić z
              osobami, które lubię i szanuję, widzę tego sens. Jesteś bardzo młoda, a
              cierpisz już bardzo długo. Im będziesz starsza tym nawyki trudniej będzie
              wykorzenić.

              Tak chciałem jakiś czas temu iść do szpitala, ale już nie chcę. Chciałem, bo
              widziałem w tym
              możliwość 'radykalnego i ostatecznego' rozprawienia sie z chorobą. Ale takie
              pójście do szpitala to oddawanie swojego losu i szansy, jaką jest samodzielna
              droga. Idziesz do szpitala i myślisz - zróbcie coś ze mną, wy napewno
              potraficie. Czeka Cię tam srogie rozczarowanie. Rozmawiałem z ludźmi, którzy
              byli w szpitalu - nikt nie wyszedł zdrowy.
              • wszystko ładnie tylko rozbija, sie o podstawowy banał. depresja jest chorobą,
                ale nie wszyscy co uważają, że mają depresje ja w rzeczywistości mają. sam
                stwierdziłeś, że to kwestia osobowości. są różne kategorie zaburzeń
                psychiocznych, nie tylko depresja. i to co nazywałeś depresją i co mskaiq nazywa
                depresją, podpada, pod zaburzenia osobowości lub nerwice. a depresja z z tego
                wynikająca to tzw. dystymia. jeśli uważałeś, że prochy cie wyprowadzą z tego, to
                tylko byl twój błąd.

                po drugie, wiele chorob, mozna rozwiazac dzieki zdrowemu sposobowi życia, a
                jednak ludzie jedza prochy i nikt jakoś im nie moralizuje. trudno akurat
                pietnowac depresyjnych, jesli ich zaburzenie powoduje właśnie zanik kontroli
                swoich dzialań i trudniej im podjąć decyzje o zdrowym stylu życia niż osobie
                ktora ma np. za wysokie cisnienie. prochy nie rozwiązują sprawy, ale mogą pełnić
                role pomocniczą, rolę suplementu. przecież żaden psychiatra nie mówi, że prochy
                wyleczą z zaburzenia osobowosci lub nerwicy.
                • i z tą soją uważaj, bo dla facetów akurat nie jest wskazana, ma działanie
                  estrogenne, obniża poziom testosteronu, co w kierubbku depresji akurat prowadzi
                  :-) czas kiedy uwazalo sie soje za zdrowa zywnosc juz minał.
                • Dwóch niezależnych psychiatrów, z tych najlepszych w stolicy - jednym był prof.
                  Lew-Starowicz, a drugim dr Tafliński - stwierdziło u mnie depresję po wywiadzie
                  ze mną. Obaj nie wiedzieli czy jest to depresja endogenna czy reaktywna,
                  ponieważ obie te możliwości były prawdopodobne (możliwe rodzinne uwarunkowanie,
                  a także traumatyczne wydarzenia). Psycholog Ewa Maciocha, u której chodziłem na
                  psychoterapie raczej była skłonna domniemywać, że jest to nerwica depresyjna.
                  Jaki z tego morał? Nikt tak naprawdę nie wie, czy ma depresję endogenną,
                  egzogenną, przewlekłą, nawracającą czy może nerwicę depresyjną, lękową itp.
                  Więc po co zakładać najgorszy scenariusz i stwierdzać autorytarnie, że to jest
                  uwarunkowanie genetyczne, z którym nic się nie da zrobić? To po pierwsze.
                  Po drugie wiem co nieco o Martynie (to co chciała mi powiedzieć o sobie) i mnie
                  się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć zaawansowaną.
                  Ona rzeczywiście powoduje paraliż, który utrudnia znacznie normalne życie, ale
                  najgorsze co można zrobić to się temu paraliżowi poddać i polożyć do łóżka.
                  Ja nikogo nie moralizuje, tylko mówię co MOŻE pomóc w oparciu o własne
                  doświadczenie. Po to jest to forum.
                  Poza tym wyraźnie napisałem, żeby nie odstawiać tego, co lekarz zaleci tylko
                  robić jeszcze coś oprócz tego.
                  • było sie udać do zwyklego wracza, może byś wtedy tak nie zadzieral nosa.
                  • Poza tym nawet z depresją endogenną można funkcjonować, działać i być
                    skutecznym. Wielu ludzi z depresją jeśli są świadomi swojej choroby, nie
                    ulegają nastrojom i nie identyfikują się z nimi do końca, starają sie spojrzeć
                    na nie z boku, jakoś sobie radzą, oczywiście biorą leki, ale nie są bierni. To
                    mi powiedział Starowicz.
                    Kiedys mnie to interesowało, wiem, że np. Kora, Peter Gabriel, Robin Williams,
                    Axl Rose, Larry Flynt, Tom Waits, Francis Ford Coppola, Patricia Cornwell, Tim
                    Burton, (tyle mi teraz przychodzi do głowy z tego co pamiętam) to wszystko
                    ludzie z depresją.
                    • sa tu osoby takze z depresja endogenna, maja prace, cos w zyciu robia, podobnie
                      jest na forum chad. i wchodzi na mask, ktory niegdys byc moze lubil uciekac w
                      chorobe i ciagle zaklada ze te osoby nic nie robia, i on je bedzie poganiał dla
                      ich dobra. to sie chyba nazywa przeniesienie.
                  • > Więc po co zakładać najgorszy scenariusz i stwierdzać autorytarnie, że to jest
                    > uwarunkowanie genetyczne, z którym nic się nie da zrobić?

                    ale właśnie nikt nie zakłada, ze nic sie nie da zrobic. ty tu autorytaryzmem sie
                    popisujesz od paru dni. myślisz, że ludzie nic nie robią z tym? nie przypisuj
                    ludziom swoich skłonności.

                    > Po drugie wiem co nieco o Martynie (to co chciała mi powiedzieć o sobie) i mnie
                    >
                    > się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć zaawansowaną.

                    to ciekawe, wiesz lepiej niz ona? zdaje sie ze przed chwila sie wypowiedziala.
                    widze, ze naprawde podążasz tropem maska.
                  • Wybaczcie, dzisiaj kiepsko mi się dyskutuje, bo testuję jakieś nowe cudo
                    farmakologiczne i kontaktuję jak przez mgłę.

                    Szymku, ja wcale nie usiłuję twierdzić, że cierpię albo cierpiałam bardziej niż
                    Ty (to byłaby niedorzeczna licytacja). Nie posiadam też tak bogatych
                    przemyśleń, bo w którymś momencie myślenie mi się po prostu znudziło. Zapewne
                    masz sporo racji w tym, co piszesz, ale łatwo też dostrzec tu Twoją gorycz
                    wywołaną rozczarowaniem konwencjonalną psychiatrią czy psychologią. Chyba Cię
                    rozumiem, pojmuję chęć szukania dróg alternatywnych. Ja obecnie przeżywam mały
                    kryzys tożsamości: zarzuciłam wymarzone niegdyś studia i miasto, wróciłam do
                    domu, gdzie nikt na mnie specjalnie nie czekał, padam na pysk z psychicznego
                    zmęczenia. Stąd ten dość ostrożny stosunek do Twoich rad (za które zresztą
                    bardzo dziękuję, bo świadczą o najlepszych intencjach).

                    > mnie się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć
                    > zaawansowaną

                    Trudno powiedzieć. Psycholog dopatrzył się u mnie tylko (czy aż?) zaburzeń
                    osobowości, psychiatra natomiast - "epizodu depresyjnego na podłożu
                    organicznych zmian w OUN" (to brzmi niewesoło). Wcześniej inny lekarz
                    stwierdził zaburzenia depresyjno-lękowe mieszane. Tak więc rzeczywiście - ilu
                    specjalistów, tyle opinii.

                    A Starowicz tak barwnie opowiada o seksie, że trudno sobie mimichodem nie zadać
                    pytania: "jaki on jest w łóżku?" ;).

                    --
                    Pragnę też, by mnie spalono,
                    bo zawsze się bałam robaków
                  • negatywista napisał:

                    > Dwóch niezależnych psychiatrów, z tych najlepszych w stolicy - jednym był
                    prof.
                    >
                    > Lew-Starowicz, a drugim dr Tafliński - stwierdziło u mnie depresję po
                    wywiadzie
                    >
                    > ze mną. Obaj nie wiedzieli czy jest to depresja endogenna czy reaktywna,
                    > ponieważ obie te możliwości były prawdopodobne (możliwe rodzinne
                    uwarunkowanie,
                    >
                    > a także traumatyczne wydarzenia).

                    z jakich znowu najlepszych w stolicy?!

                    Lew-Starowicz jest tylko nominalnie psychiatra. jak wszystkim wiadomo zajmuje
                    sie od zawsze seksuologia i pojsc do niego w innej sprawie niz problemy natury
                    seksualnej to jakies nieporozumienie. nie jest poza tym profesorem, w kazdym
                    razie na pewno nie jest profesorem zwyczajnym. pracuje na AWF-ie i tam wlasnie
                    jest jakims profesorem, zapewne kontraktowym albo cos w tym stylu.
                    a pan Tomasz Taflinski to zwykly lekarz z IPiN. zna sie chyba glownie na
                    schizofrenii.
                    nie rob z tych dwoch panow autorytetow stolecznych, bo to po prostu smieszne.
                    t.

                    --
                    bambo sie uczłowiecza, sens tkwi w wypłacie, nie w bambomacie
                    autor: Sneeper z trzeciego swiata Poppera(Euforyk)
            • Another, każdy sądzi wedlug siebie, najwyraźniej Negatywista odkryl w sobie zwyczajnego leniwca i
              wmawia nam teraz że wszystkie depresje mają takie samo podloże jak w jego przypadku.
              Szkoda że chłopak nie wykazuje więcej zrozumienia po tak dlugim pobycie na forum, ale widać poza
              swoją depresją nie widzial nic, nie dowiedział sie niczego. Absolutna koncentracja na sobie, szkoda.
              ale w sumie egoentryzm to typowo depresyjne widzenie świata, więc nie ma co narzekać:)
    • Negatywista zgadzam sie z Tobą, a Mskaiq podniosi mnie na duchu i utwierdza w
      słusznie wybranej drodze :-)
      Ludzie są wolni i jeśli ktos chce chorować i brac leki to jego sprawa.
      Większość rzeczy w naszym życiu to kwestia wybóry to ja decyduje jak zareaguje
      na to co mnie spotkało czy dołkiem czy głowa do góry i w góry :-)
      Ruch, dieta, joga, medytacja, a przede wszystkim taniec spontaniczny to to co
      mi pomaga. Psychoterapia pomaga mi poukładać i zrozumieć to co sobie fundowałam
      i dlaczego. Mam nadzieje i wierzę, że nigdy juz nie bedę musiała brać leków.
      Dobry masaż jest lepszy niz lek nasenny. Ja tez mam kupe rad tego pokroju co
      Negatywista, Mskaiq i jeszcze kilka osób, ale nikomu nie mozna pomóc na siłe.
      Jeśli ktos twierdzi, ze to nie działa to ma racje, jeśli zaś twierdzi, że
      działa to też ma racje- wszystko jest w naszych głowach.
      --
      www.smak-kuchni.pl
      • jeżeli sie bierze leki to nie po to żeby siedzieć w wyrze tylko właśnie po to żeby moc wszcząć na nowo
        aktywność, żeby normalnie żyć, pracować, spacerować, ćwiczyć, móc normalnie jeść (ja w depresji np
        nie mogę)
        Mając małe dziecko , pracę i studia nie miałam szans na nic nierobienie, byłam zajęta 24 h na dobę,
        lecialam na pysk ze zmęczenia, na myślenie czasu nie mialam wcale a depresja trzymala sie chwacko,
        zreszta trudno by mi było ją wtedy nawet kontemplować bo nie wiedziałam że to co sie ze mną dzieje
        ma wogóle jakąś nazwę.
        To nie jest tak, że każdy kto wpadł w depresję i zdecydował sie na leki to dlatego że mu sie nie chce ,
        nie żyłabym gdybym leki, bylam w stanie w ktorym nie bylo sie nad czym już zastanawiać i tylko
        dziekowalam Bogu że ktoś kiedyś te leki wynalazl.
        Teraz staram sie nie zasypiać gruszek w popiele i robię tyle na ile mi moje samopoczucie pozwala,
        staram sie wrocić jak najbardziej do normalności, nie daję sobie taryfy ulgowej, ale też już nie zrobie z
        siebie więcej męczennicy.

        • Ech, Lucynka, podziwiam Cię.
          Ja ciągle nie umiem się w tej sytuacji odnaleźć.
          Jutro wybieram się do szpitala, żeby zanieść skierowanie. Co mi tam, mogę
          spróbować tej terapii. Niewiele mam do stracenia.

          --
          Pragnę też, by mnie spalono,
          bo zawsze się bałam robaków
          • jakby mnie dopadło kilka lat wcześniej, zanim poukladalam sobie jako tako życie to zapewnieam Cię nie
            zrobiłabym nawet jednej setnej tego wszystkiego. Dziecko jednak zmuszalo do dzialania, a konieczność
            zarabiania do pracy.
            Co do terapii, z tego co kilka osob pisalo grupowa podobno niezwykle skuteczna jest.
            Ja w każdym razie wierzę że Ci pomoże, a przynajmniej trochę rozjaśni te mroki.
    • "a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki".

      hehe, dobre. no to moze po dobroci? moze wowczas sie odezwie?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.