Dodaj do ulubionych

Mskaiq powoduje u mnie doła

18.04.06, 12:47
....a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki.
Czy to człowiek ze stali, gość wyprany z uczuć czy BuddaMan?
Edytor zaawansowany
  • 18.04.06, 13:07
    uuuu, nie reaguje na zaczepki! fakt, cos z nim nie tak!
    --
    każdy spotka tego diabła którego sie boi /rz_nr_5/
  • 18.04.06, 13:17
    obawiam się, że szczęście Mskaiq'a jest trochę przesadzone. człowiek jego
    pokroju(zakładając że nick Mskaiq odzwierciedla prawdziwą żywą istotę ludzką)
    staje się prędzej czy później popychadłem i do tego popychadłem, które nie zdaje
    sobie sprawy z tego, że jestpopychadłem. dziwie się, że jego rady w stylu "weź
    się w garść" nie wku..ają Was kochani depresyjni.
    a za serdeczne pozdrowienia mam ochote powiesić go za jaja
  • 18.04.06, 13:18
    tfu...on nie ma jaj właśnie
  • 18.04.06, 13:22
    niekoniecznie staje sie popychadłem. Jesli nad innymi osobami w realu
    przechodzi ponad/tak jak w necie/, to nikt go nie popchnie. Nie chciałabym byc
    cyborgiem, ale pewnych rzeczy mu zazdroszczę/nawet, jeśli sa tylko wykreowane
    na potzreby netu/.
    --
    każdy spotka tego diabła którego sie boi /rz_nr_5/
  • 18.04.06, 13:24
    anatemka napisała:

    > niekoniecznie staje sie popychadłem. Jesli nad innymi osobami w realu
    > przechodzi ponad/tak jak w necie/, to nikt go nie popchnie. Nie chciałabym byc
    > cyborgiem, ale pewnych rzeczy mu zazdroszczę/nawet, jeśli sa tylko wykreowane
    > na potzreby netu/.


    a których? bo tej całej pseudopsychologicznej głębi to chyba nie..
  • 18.04.06, 13:31
    chciałabym sie zmusic do cwiczeń. mój tyłek byłby mi wdzięczny.
    --
    każdy spotka tego diabła którego sie boi /rz_nr_5/
  • 18.04.06, 13:27
    może i tak, ale to oznacza życie w nieświadomości. ja też chciałbym umieć na
    zawołanie wyłączyć negatywne uczucia, ale Mskaiq nie posiada takiej
    umiejętności, bo on po prostu nie dostrzega negatywu. IMHO Mskaiq nie wygrał z
    depresją, a przeciwnie przegrał walkę w najbardziej dotkliwy sposób, pozwalając
    by depresja stłamsiła jego uczucia, te najbardziej ludzkie. Mam wielką nadzieję,
    że nie skończe tak jak on w poczuciu iluzorycznego zwycięstwa.
  • 18.04.06, 13:33

    ;)
  • 18.04.06, 14:04
    dziękuje, wzajemnie :d
  • 18.04.06, 14:10

    ty powaznie?
    chyba pierwsza osoba ktora lubi mnie czytac:))))))))))))))))
  • 18.04.06, 13:18
    zoltanek napisał:

    > ....a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki.
    > Czy to człowiek ze stali, gość wyprany z uczuć czy BuddaMan?

    mnie tylko drażni. po co takie głupoty wypisywać? rozumiem, parę razy dla
    zgrywy, ale ileż można, już go nie czytam, szkoda czasu.
  • 18.04.06, 13:23
    a wyobraź sobie jak mnie wkurza. ja go czytam od 3 lat! :D
  • 18.04.06, 13:25
    nie rozumiem gość sobie wypracował swój sposób myslenia ktory go chroni !!!

    to wszystko!!!

    depresyjni są depresyjnymi bo nie maja takiego systemu !

    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 18.04.06, 13:25
    zoltanek napisał:

    > a wyobraź sobie jak mnie wkurza. ja go czytam od 3 lat! :D


    kompulsja?;)
  • 18.04.06, 13:28
    coś w tym stylu. nie moge go nie czytać. a może to skłonności do
    masochistycznego umartwiania się?
  • 18.04.06, 14:29
    i to nas łączy:)
    ja co prawda o rok krocej się torturuję, ale też nie potrafię wrzucić na ignora.
  • 18.04.06, 14:34
    oj wiele nas łączy :)

    ja nie potrafie wrzucić nikomu ignora. nie lubie, gdy coś sie dzieje bez mojej
    wiedzy :D
  • 18.04.06, 14:29
    Kiedys juz chyba przedstawialem hipoteze, zgodnie z ktora Mskaiq jest butelka coca-coli z
    filmu "Ostatni brzeg".
    --
    Nic z tego, drogie superego...
    Bela Lugosi is dead
  • 18.04.06, 14:32
    nie oglądałem tego filmu, ale ślepo mogę sie z Tobą zgodzić
  • 18.04.06, 14:38
    Alez tak nie wolno. Musisz koniecznie obejrzec, tytul oryginalny: On the beach. Rzecz czesciowo
    dzieje sie w Australii - tak natrafilem na trop.
    --
    Nic z tego, drogie superego...
    Bela Lugosi is dead
  • 18.04.06, 14:58
    Zostawcie Mska w spokoju! To forum jest mu potrzebne bardziej niż wielu z was.
    Może to jedyne miejsce, które sobie znalazł aby móc w spokoju utwierdzać siebie
    samego w słuszności obranej drogi-ucieczki od rzeczywistości. Jedni jęczą i
    narzekają na swoj los, choroby, a on wspiera samego siebie powtarzając swoje
    mantry-afirmacje. Widocznie bardzo tego potrzebuje,aby funkcjonować.
    I na cholere zakładac takie wątki?
  • 18.04.06, 15:00
    raz na trzy lata czytania to już bez przesady niech się chlopak wypowie co czuje bo go zadusi.
    Mskaiq i tak jest nie do ruszenia:)
  • 18.04.06, 15:01
    Nie na cholere, lecz po to, by tradycji uczynic zadosc: kazdy, kogo Mask wscieknie/zdoluje/
    znudzi zaklada watek, oczyszcza w nim swoje negatywne mysli, by pod koniec rytualu
    zaakceptowac forum z Mskaiqiem.
    --
    Nic z tego, drogie superego...
    Bela Lugosi is dead
  • 18.04.06, 15:04
    no ale w każdym porządny wątku musi być post pod tytułem: po cholerę ten wątek?
    --
    Uwaga, gryzie!
  • 18.04.06, 15:07
    No wlasnie. Trzeba wreszcie zalozyc watek "Po cholere ten watek".
    --
    Nic z tego, drogie superego...
    Bela Lugosi is dead
  • 18.04.06, 15:12
    Jak was denerwuje, nie czytajcie. Fora internetowe sa dla wszystkich. Skad
    wiecie ze komus nie pomogly jego rady? Zagladaja tu ludzie o roznych pogladach
    zyciowych, potrzebach, podejsciu do zycia.
    Kazdy radzi innym jak moze, jak uwaza za sluszne.
  • 18.04.06, 15:14
    przeciez wszyscy maska bardzo kochaja i ja sobie nie wyobrażam depresji bez
    jego postów. Byloby tak... inaczej...
    --
    każdy spotka tego diabła którego sie boi /rz_nr_5/
  • 18.04.06, 15:19

    ja lubie czytac jego posty w moich watkach
    sa takie od serca i szczere
  • 18.04.06, 15:26
    zaraz jeszcze napisze Wam Mask jak pozbyć sie doła związanego z nim samym:)
  • 18.04.06, 17:07
    buhahhaha
  • 18.04.06, 17:26
    A mi się wydaje że to co pisze Pan Mskaiq jest słuszne i właśnie tak należy
    postępować aby żyć w zdrowiu i szczęściu. Niestety są to rady typowo
    podręcznikowe i żeby je realizować trzeba naprawdę włożyć wiele wysiłku i pracy
    nad samym sobą. A to wymaga czasu i wytrwałości. Dlatego pojedyncze wypowiedzi
    mogą denerwować a wręcz wkurzać. Ma się złudzenie że to co pisze jest za proste
    i to nie pomaga. A ja uważam że życie naprawdę jest proste tylko trzeba umieć
    żyć.
  • 18.04.06, 17:37
    Ja tez uwazam, ze Mskaiq bardzo madrze pisze, a Forumowicze zachowuja sie
    beznadziejnie, zero klasy czy kultury osobistej.
    --
    "What we think about ourselves becomes the truth of us"
  • 18.04.06, 18:06
    wszystko jest względne
    wszystko płynie
    ilu ludzi tyle prawd
    można bez końca kręcić tym młynkiem i tak nic sie nie umiele
  • 18.04.06, 18:08
    a dlaczego co jakiś czas pojawia się wątek o mskaiq?

    moze to agresja powoduje agresje, a moze to ignorancja powoduje agresje.
  • 18.04.06, 18:03
    Niestety są to rady typowo
    > podręcznikowe i żeby je realizować trzeba naprawdę włożyć wiele wysiłku i pracy
    >
    > nad samym sobą. A to wymaga czasu i wytrwałości.

    zeby jeszcze sam zechciał sie stosowac do swoich w ramach swoich wpisow na
    forum, sprzecznosci w tych radach sa widoczne.
  • 18.04.06, 18:17
    Nie chcę analizować Jego osoby i jak postępuje. Zauważyłem tylko że tego typu
    rady pomagają jeśli ktoś naprawdę chce coś w sobie zmienić i jest w tym
    konsekwentny. Natomiast inną sprawą jest wiedzieć jak postępować a inną wcielić
    to w życie. Z doświadczenia wiem że po przeczytaniu jakiejś mądrej książki
    zawierającej tego typu rady lub po systaematycznym słuchaniu kaset np. Pani
    Figarskiej na jakiś czas zmieniałem moje podejście do życia. Praca nad sobą to
    jednak ciężkie zadanie, dlatego teraz wolę jeść tabsy i czekać na efekty.
  • 18.04.06, 18:34
    Zauważyłem tylko że tego typu
    > rady pomagają jeśli ktoś naprawdę chce coś w sobie zmienić i jest w tym
    > konsekwentny.

    ale on ma jedną rade - zmien sie, a nie jak móc sie zmienić czyli trudno to
    nazwac za rade. a reszta to narzucanie komuś swoich norm sumienia, sianie
    strachu na forum i są to rady właśnie przeciwskuteczne, niektorych choroba
    polega na tym ze stosują rady mskaiq.
  • 18.04.06, 20:14
    > jednak ciężkie zadanie, dlatego teraz wolę jeść tabsy i czekać na efekty.

    dobre podejście :D podoba mi się
  • 18.04.06, 20:57
    a ja myślę, że gość o pseudonimie mskaiq się po prostu zgrywa, przynajmniej mam
    taką nadzieję..
  • 18.04.06, 22:58
    Przed chwila przeczytalam kolejna rade M.:
    - kochaj
    - wybacz
    - pozbadz sie strachu
    - jedz duzo warzyw i owocow.

    I poczulam sie troche oszukana, bo on to juz tyle razy pisal, i to tymi samymi
    zdaniami, moze metoda kopiuj - wklej. A moze on jest manipulowany przez jakas
    sekte? Brrrr
  • 18.04.06, 23:12
    Wasza metoda:

    1)leki
    2)leki
    3)leki

    Efekt? Nadal chorujecie. Mskaiq z tego wyszedl.
    --
    "What we think about ourselves becomes the truth of us"
  • 19.04.06, 00:24
    purecharm napisała:

    > Wasza metoda:
    >
    > 1)leki
    > 2)leki
    > 3)leki
    >
    > Efekt? Nadal chorujecie. Mskaiq z tego wyszedl.

    nie zgadzam się

  • 19.04.06, 10:49
    też się nie zgadzam ani z pierwszą ani z drugą częścia wypowiedzi.
  • 19.04.06, 01:17
    Jest taki problem właśnie!!
    Ludzie mają w danym czasie stany umysłu. To jest zmienne.
    Warto dbać by ten stan zawsze był świetny. Mask Wam truje jak to zrobić ale Wy
    tego nie czaicie bo Wasz umysł jest tak "zabrudzony", że nie czujecie tego.
    natomiast wierzycie lekom które zawsze mają skutki uboczne w dalszej lub
    blizszej przyszłosci.

    Powiem szczerze że mi sie juz np nie chce przekonywac, natomiast wiem jak wyjśc
    z deprechy. Metod jest kilka. Jedna z nich podaje Mask najbliższa naszej kulturze.

    Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za stan
    normalny. Powinno Wam zależeć na wyjsciu z depy. same leki to nie wszystko.

    Ja pisałam o Vipassanie. To nie bajki to fakt> bardzo pomaga na psyche. Wręcz ja
    oczyszcza z napięć, fobii, itp. TYlko trzeba co nieco poszperac i poczytac lub
    popytac.


    pozdrówka
    Olla





    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 19.04.06, 10:52
    ogrom napisała:
    > Ja pisałam o Vipassanie. To nie bajki to fakt> bardzo pomaga na psyche. Wrę
    > cz ja
    > oczyszcza z napięć, fobii, itp. TYlko trzeba co nieco poszperac i poczytac lub
    > popytac.

    jak wyszorujesz drewnianą podlogę ryżową szczotą to też Cię oczyści z napięć i fobii, ale wiesz jak
    jest...
    trzeba by znaleźć podlogę, szczotę, to nie jest takie proste.
  • 19.04.06, 13:30
    Lucyna ... niestety nie!!!

    Napięcia się kumulują i praca fiz. nie jest wcale taka super na nie.
    Bo jakby tak było to wszyscy by chcieli sie w ten sposób rozładowywać i nie
    byłoby depy.

    Ale to glebszy temat. I dzis juz nie bede na ten temat pisała!!!


    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 19.04.06, 14:28
    będę wdzięczna za zaniechanie dalszych wywodow na ten temat:)
  • 19.04.06, 14:35
    Nie ma problemu.
    Bo to moja prawda.

    Tobie sporo daje czyszczenie podłog których nie widzisz;) a mi dzialanie ze sobą
    :))))

    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 19.04.06, 01:04
    jak się kończą tematy to wtedy huzia na józia
    normalka
  • 19.04.06, 01:09
    A ja mysle że Mask sie nie przejmuje takimi postami!!
    I słusznie:)))))))
    Chłopak zapewne i tak Was kocha wszystkich!!!! I Wam wybacza!!!


    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 19.04.06, 01:17
    ale pewnie musi walczyć ze strachem przed wejściem na to forum
  • 19.04.06, 01:11
    marenta napisała:

    > jak się kończą tematy to wtedy huzia na józia
    > normalka


    każdy musi przejsc przez bunt przeciwko mskaiq widać, ale watku ktory ty kiedyś
    zalożyłas na jego temat nic nie przebije :-)
  • 19.04.06, 01:12
    euforyk napisał:

    > marenta napisała:
    >
    > > jak się kończą tematy to wtedy huzia na józia
    > > normalka
    >
    >
    > każdy musi przejsc przez bunt przeciwko mskaiq widać, ale watku ktory ty kiedyś
    > zalożyłas na jego temat nic nie przebije :-)

    a co to za wątek?
  • 19.04.06, 01:13
    Coś sie żle czuje do której macie zamiar tu siedzieć ?
  • 19.04.06, 01:13
    chyba go cenzura zdjela
  • 19.04.06, 01:14
    wątki z oślej ławki żyją bodajże 3 dni uf uf;PPP
  • 19.04.06, 01:13
    ciiii;)

    ps. człowiek pogodzony z Maskiem to człowiek zdrowszy?
  • 19.04.06, 01:20
    zdrowszy to wyzbyty maska z siebie. przeciez wiadomo ze nic nas tak nie wku..a
    jak my sami :-)
  • 19.04.06, 01:34
    > zdrowszy to wyzbyty maska z siebie.
    mówisz o nim jak o demonie, a ja chcę wierzyć że to święty człowiek
  • 19.04.06, 10:15
    Ja mysle ze on naprawde stara sie pomoc. A ze nie na kazdego to dziala,
    normalne.
    Nie podoba mi sie tylko najezdzanie na kogos z forum, kimkolwiek by nie byl -
    jak juz pisalam: jak sie wam nie podoba, nie czytajcie.
  • 19.04.06, 10:48
    eee tam Mask i tak wie że nie możemy bez niego żyć.

    a co do pozbycia się wewnętrznego "kaprala" to myślę że nic by mi tak dobrze nie zrobiło, jak wyzbycie
    sie uczucia nieustannej powinności i obowiązkowości, wobec wszystkiego i wszystkich.
    Może wreszcie nauczyłabym się odpoczywać, bo jak mnie np usadzić na plaży, to dostaje niemalże szału
    z bezczynności a myślenie zatacza niebezpiecznie szerokie kręgi, pamięć reasumuje wszystkie "krzywdy".
    Ogólnie rzecz biorąc po pół godzinie mam ochote dać w mordę pierwszej osobie ktora się nawinie, albo
    zrobić piekielną awanturę z pretensjami byleby się coś działo.
  • 19.04.06, 10:58
    Właściwie nie chciałam się wypowiadać w tym wątku, bo w "kwestii Mskaiq'owej"
    zajmuję stanowisko neutralne, ale zainteresowało mnie to:

    > Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za stan
    > normalny.

    Powyższe notorycznie wmawia mi mój zdrowy przyjaciel. I w sumie... tak, w
    momentach największego doła faktycznie uznaję swoje czarnowidztwo za stan
    normalny (w sensie: jedyny dostępny). Ale przecież nie dlatego, że kocham
    depresję, bo to bzdura. Po prostu choroba psychiczna wypacza percepcję świata.
    Jeśli w moich oczach wszystko jest potworne, robienie pompek i skłonów nic tu
    nie zmieni. Od tego są - przynajmniej w teorii - leki.

    A błąd Mskaiq'a polega wg mnie na wybitnie nieelastycznym sposobie myślenia.
    Smutno ci - uprawiaj sport. Chorujesz - zdrowiej. Chcesz się powiesić - zjedz
    jabłko. Oh yeah.

    Mimo to serdecznie Cię, Mskaiq, pozdrawiam :).
    --
    Pragnę też, by mnie spalono,
    bo zawsze się bałam robaków
  • 19.04.06, 13:25

    >
    > Powyższe notorycznie wmawia mi mój zdrowy przyjaciel. I w sumie... tak, w
    > momentach największego doła faktycznie uznaję swoje czarnowidztwo za stan
    > normalny (w sensie: jedyny dostępny). Ale przecież nie dlatego, że kocham
    > depresję, bo to bzdura. Po prostu choroba psychiczna wypacza percepcję świata.
    > Jeśli w moich oczach wszystko jest potworne, robienie pompek i skłonów nic tu
    > nie zmieni. Od tego są - przynajmniej w teorii - leki.
    >
    > A błąd Mskaiq'a polega wg mnie na wybitnie nieelastycznym sposobie myślenia.
    > Smutno ci - uprawiaj sport. Chorujesz - zdrowiej. Chcesz się powiesić - zjedz
    > jabłko. Oh yeah.

    absolutnie tak!
  • 19.04.06, 13:37
    "Chory człowiek czasem tak sie rozkocha w swojej chorobie, że uznaje to za
    stan normalny."


    To nie jest Maska text tylko mój.

    Chodzi o to, że prostota myślenia jest zbawienna. Im bardziej kombinujesz tym
    bardziej sie gubisz we wasnych uczuciach.

    I jeszcze jedno. Im bardziej chcesz czy próbujesz doswiadczyć poczuć innych tym
    gorzej na tym wychodzisz.

    Dobrze jest żyć we własnym świecie jakby nie próbując przekonywać innych do niego.

    Wystarczy żyć a to jak żyjesz i tak zobaczą inni.

    NO taki mam pogląd na ten moment.

    Życze Wam byście znaleźli sposób na Wasze osobiste szczescie, wolność, radość i
    czego se tam życzycie:)))))))))))


    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 19.04.06, 16:56
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 21.04.06, 02:53
    Co Suchy napisałam cos nie tak?:)))))))))))))
    --
    miłego - Olla
    ==========================================
    ...życie jest takie jaki jest stan naszego umysłu...
  • 21.04.06, 00:06
    a czemu go zaczepiasz?
    Mskaiq ma rację w większości rzeczy, które mówi i pisze.
    Prolem w tym, że to są rzeczy trudne do wykonania, a większość ludzi z depresją
    szuka ŁATWYCH ROZWIĄZAŃ - tabletka i do łóżeczka. To nic nie da.
    Depresja jest najczęściej powiązana ze nierównowagą hormonalną i niedoborami
    substancji wydzielanych przez mózg, uprawiając sport aktywnie, odżywiając się
    zdrowo i wysypiając się, powoli przywraca się równowagę hormonalną, wówczas
    następuje zmiana optyki i depresja jest w odwrocie. Depresja to choroba ludzi o
    słabej woli i uzależnionych od przyjemności.
  • 21.04.06, 16:58
    > uprawiając sport aktywnie, odżywiając się
    > zdrowo i wysypiając się, powoli przywraca się równowagę hormonalną

    Jeśli ktoś potrafi świetnie sypiać i ma wystarczającą ilość energii do
    uprawiania sportu, to raczej nie choruje na depresję.

    > Depresja to choroba ludzi o
    > słabej woli i uzależnionych od przyjemności.

    Co to jest przyjemność?

    O



    --
    Pragnę też, by mnie spalono,
    bo zawsze się bałam robaków
  • 21.04.06, 20:02
    > Jeśli ktoś potrafi świetnie sypiać i ma wystarczającą ilość energii do
    > uprawiania sportu, to raczej nie choruje na depresję.

    Jak pójdziesz wieczorem na basen i popływasz godzinkę, albo poćwiczysz w
    siłowni, to gwarantuję Ci, że zaśniesz jak zabita. Ciało odzwyczajone od ruchu
    tak reaguje. To nie jest tak, że brak ci energii, żeby się poruszać - po prostu
    Ci się nie chce, ulegasz swojej słabości i zalegasz w łóżku, a przez to
    paradoksalnie tracisz mnóstwo energii, bo energię posiada organizm AKTYWNY.
    Musisz przełamać ten błędny krąg i zobaczysz, że będziesz inaczej funcjonować -
    polepszy Ci się krążenie i, co najważniejsze, wydzielą się naturalnie
    endorfiny, które sprawią, że świat będzie wyglądał inaczej. Oczywiście to
    wszystko nie natychmiast, ale po jakimś czasie zobaczysz, jak wpływa styl życia
    na samopoczucie. Robi dużo, mówią to z całą odpowiedzialnością, dużo więcej niż
    jakiekolwiek medykamenty typu SSRI.



    >
    > > Depresja to choroba ludzi o
    > > słabej woli i uzależnionych od przyjemności.
    >
    > Co to jest przyjemność?

    Jesteś uzależniona od przyjemnośći i dlatego jej nie odczuwasz. To
    skomplikowane, ale dobrze to obrazuje przykład narkomana. Pierwsze działki to
    odloty, a potem już tylko daremne odpędzanie na moment totalnej depresji i bólu
    wywołanego głodem. Narkomanami zostają ludzie słabi, tak samo ludzie słabi
    chorują na depresję. Jest to podobny mechanizm uzależnienia od bodźców, który
    wynika z uwarunkowań neurotycznych wywołanych prawdopodobnie w dzieciństwie.
    Przyjemność to nie tylko przyjemnosc seksualna czy przyjemnosć jedzenia (np.
    cukru), ale także - uleganie lenistwu i bezwładowi.
    Depresja to stan, który Ci mówi, że musisz zwalczyć siebie taką jaka jesteś, bo
    twoja osobowość jest kaleka i nie daje sobie rady w świecie, i musisz zbudować
    siebie od nowa, wykorzenić destrukcyjne przyzwyczajenia i nawyki (także
    myślowe)...albo zginiesz (umrzesz, zejdziesz na dno społeczne, wylądujesz w
    psychiatryku - różne opcje, wszystkie nieciekawe)
    Nie możesz sobie pozwalać na depresję!
  • 22.04.06, 20:42
    Szymon, ja Cię naprawdę bardzo lubię, ale przesadzasz. Aż głupio mi tu
    wypisywać te wszystkie truizmy, z których oboje zdajemy sobie sprawę. Depresja
    to choroba, na dodatek wiążąca się nierozerwalnie z utratą energii. A nawet
    jeśli chciałabym wbrew niej skakać, biegać i rzucać oszczepem, pozostaje
    jeszcze problem lęku, który nie pozwala mi nawet zwyczajnie CHODZIĆ ulicą w
    biały dzień.

    > Przyjemność to nie tylko przyjemnosc seksualna czy przyjemnosć jedzenia (np.
    > cukru), ale także - uleganie lenistwu i bezwładowi.

    Nie, nie, ja już nie dam sobie więcej wmówić, że jestem leniwa. Zrobiłabym
    naprawdę wszystko, żeby uczyć się/pracować/żyć jak ludzie wokół mnie. Depresja
    to nie lenistwo - depresja to cierpienie. Brzmi patetycznie, cóż poradzę.

    > Depresja to stan, który Ci mówi, że musisz zwalczyć siebie taką jaka jesteś,
    bo twoja osobowość jest kaleka i nie daje sobie rady w świecie

    Święta prawda. Z tym, że nie pasuje mi określenie "zwalczyć siebie". Nie
    zamierzam siebie zwalczać, chcę sobie pomóc.

    > Nie możesz sobie pozwalać na depresję!

    A na białaczkę? Zapalenie płuc? Stwardnienie rozsiane? Grypę? Z chorobą
    niestety nie można pertraktować. Wcale nie twierdzę, że należy się jej ślepo
    poddawać, ale fakt jej istnienia wymaga akceptacji - inaczej nici z walki o
    siebie.

    Po co się zresztą kłócić o spojrzenie na życie i chorobę? Każdy dochodzi do
    własnych wniosków. Mam nadzieję, że Twoje uczynią Cię szczęśliwym.

    Na marginesie: czy to nie Ty założyłeś niedawno wątek z pytaniem o szpital? Na
    razie nic w tym temacie nie powiem, ale to się pewnie zmieni. Zaproponowano mi
    oddział dzienny i chwilowo nie widzę alternatywy dla tej oferty. Ciekawe, co z
    tego wyniknie.

    Pozdrawiam.

    --
    Pragnę też, by mnie spalono,
    bo zawsze się bałam robaków
  • 22.04.06, 22:12
    Nie wiem jak sprawić byś przyjęła do wiadomości, że ja świetnie znam ten stan i
    te objawy i ten brak energii i ten cały paraliżujący lęk. Jest to niemożliwe,
    bo zapewne gdzieś po cichu nadal będziesz sądzić, że ja nawet nie liznąłem
    tego, co Ty. To też jest znamienne dla depresji, wiem, bo również tak sądziłem
    i słowa mądrzejszych doświadczeniem ode mnie ludzi były jak groch o ścianę.
    Reprezentujesz podejście zgodne z medycyną konwencjonalną, traktujesz depresję
    jako jednostkę chorobową i starsz się ją leczyć wyłącznie tak, jak Ci zaleca
    psychiatra. Ja nie mówię, żebyś przestała robić to, co Ci lekarz powie, ja
    mówię że to za mało. Dla mnie to było za mało, dlatego zacząłem szukać. Nie
    mówię, że wyszedłem już z depresji całkowicie i wygnałem swoje demony przez
    które zawaliłem 2 lata studiów, przez które od 8 lat nie zaznałem satysfakcji z
    życia. Ale zacząłem trzymać ją w szachu.
    Zresztą, zapytaj jakiegokolwiek psychiatry co by Ci poradził oprócz leków i
    psychoterapii na depresje. Zaręczm C, że każdy Ci powie, że ruch, najlepiej na
    świerzym powietrzu. To jest naturalna dawka endorfin, a depresja jest chorobą
    wynikającą w dużym stopniu z cywilizacyjnych przyzwyczajeń - braku ruchu w
    pierwszej kolejności. Jeszcze raz powtarzam - co Ci szkodzi spróbować? Możesz
    się nawet powyginać w domu przy otwartym oknie przez pół godzinki, chociaż trzy
    razy w tygodniu przez powiedzmy trzy miesiące, najtrudniej jest zacząć, więc na
    początku żadnego dużego wysiłku, żeby się nie zniechęcić.
    Poza tym - czy robiłaś sobie badania hormonalne? A morfologię krwi? Polecałbym
    Ci to zrobić, bo nierównowaga w hormonach jest również częstą przyczyną
    depresji. Psycholog Ci o tym nie powie, bo na tym nie zarabia akurat. Wzięcie
    przez jakiś czas leków hormonalnych w małych dawkach mogłoby Ci pomóc bardziej
    niż jakikolwiek antydepresant.
    Spróbuj poszukać jakiejś dorywczej pracy (np. korki), jeśli nie pracujesz. Nie
    dlatego, żeby zarobić kupę kasy, a dlatego, że uwierz, ma to duże
    psychologiczne pozytywne oddziaływanie, jeśli zarobisz własną pracą jakieś
    pieniądze.
    Staraj się redukować destrukcyjne bodźce - takie jak dołująca muzyka. Ja wiem,
    że ona może być artystycznie świetna, ale robi krecią robotę. Jeśli lubisz
    odreagowywać emocje przy muzyce, poszukaj takiej, która działa na Ciebie kojąco
    (nie, wcale nie mówię o disco polo).
    Dla mnie wodospadem jasnej, pozytywnej energii jest np. Dead Can Dance, dla
    Ciebie może to być coś innego. Rozsuń zasłony i korzystaj z dobrodziejstw
    słońca, często wietrz w pokoju i wpuszczaj świerze powietrze.
    Co niesamowicie ważne - odżywiaj się dobrze. Warzywa, owoce, ryby, ciemne
    pieczywo, produkty sojowe, redukuj sacharozę jak tylko możesz, tak samo białą
    mąkę i czerwone mięso. Ale co jeszcze ważniejsze - nie jedz nic minimum 4
    godziny przed snem. Najadanie się na noc powoduje, że insulina, która się
    wówczas wydziela blokuje działanie hormonów, których niedobór może pogłębiać
    depresje. Radziłbym Ci też popróbować z medytacją. Aha i wszystko rób
    powolutku, nie zniechęcaj się porażkami i uleganiem swoim zachciankom, ciesz
    się za to niesamowicie z każdego sukcesiku np. że udało Ci się pójść na godzinę
    na basen. Napisałem Ci kilka sfer działania, na początku skup się tylko na
    jednej, nie wszystko naraz.
    Może Ci się to wszystko wydać banałem, ale ja zauważyłem u siebie zmiany bardzo
    pozytywne, zmianę optyki, a niedawno tak naprawdę zacząłem i dłuuuugo trzeba
    mnie było przkonywać, żebym chociaż spróbował. Myślałem - po co mam wychodzić z
    depresji, skoro życie i tak nie ma sensu, wyjście spowoduje tylko to, że znów
    będę zapewne musiał spaść na dno, więc po co wychodzić z tego bagna, w tym
    stanie łatwiej jest ewentualnie się zabić (!!!) - to były moje myśli. Wiesz co
    stało się doraźnym sensem mojego życia? Uzyskiwanie stopniowej kontroli nad
    swoim umysłem, dążenie powolne do siły, satysfakcja z każdego drobnego sukcesu
    w walce z destrukcyjnymi przyzwyczajeniami. Poczucie władzy nad samym sobą.
    Oczywiście jestem na samym począteczku mojej drogi dopiero, ale ONA JEST! I to
    się liczy. Żyjąc sobie dalej powoli, z odrobinę większym spokojem wewnętrznym,
    przyglądam się temu dziwnemu światu, i tak patrząc czasem zamiast załamki, jak
    zazwyczaj, mam ubaw.


    Nie pomożesz sobie jeśli nie staniesz się innym człowiekiem. Twoja osobowość
    jest zwapniona dziesiątkami nawyków, w które jesteś zaplątana. Nawyki to coś,
    co dostarcza Ci pozornie odrobiny wytchnienia od bólu, ale tak naprawdę jest
    tego bólu przyczyną. Najważniejsze są nawyki myślowe, je najtrudniej zwalczyć,
    utarte sposoby myślenia - przykłady: wszystko albo nic, po co wykonywać
    wysiłek, jeśli nie przyniesie mi on szczęścia itp itd. Sama ich poszukaj. Jest
    taka teoria, która mówi, że zwalczanie systematyczne nawyków zewnętrznych ma
    odziaływanie takie, że uelastycznia umysł, co pozwala rozprawić się z nawykami
    wewnętrznymi.
    Nawyki zewnętrzne masz napewno, czynności rytualne - np. kawa co rano, nauka
    przy muzyce, zajmowanie określonego, ulubionego miejsca w autobusie. Pobaw się
    ze swoim umysłem, zobaczysz jak się będzie bronił. Taki sposób "zwalczania
    siebie" nie wyrządzi Ci szkody. Jedyne co może zrobić to to, że uelastyczni
    Twój umysł, zmieni postrzeganie na moment.
    Spróbuj w to uwierzyć i podejść do tego z przekonaniem.
    Ja teraz powiniennem się uczyć, a siedzę i piszę, bo chcę się tym dzielić z
    osobami, które lubię i szanuję, widzę tego sens. Jesteś bardzo młoda, a
    cierpisz już bardzo długo. Im będziesz starsza tym nawyki trudniej będzie
    wykorzenić.

    Tak chciałem jakiś czas temu iść do szpitala, ale już nie chcę. Chciałem, bo
    widziałem w tym
    możliwość 'radykalnego i ostatecznego' rozprawienia sie z chorobą. Ale takie
    pójście do szpitala to oddawanie swojego losu i szansy, jaką jest samodzielna
    droga. Idziesz do szpitala i myślisz - zróbcie coś ze mną, wy napewno
    potraficie. Czeka Cię tam srogie rozczarowanie. Rozmawiałem z ludźmi, którzy
    byli w szpitalu - nikt nie wyszedł zdrowy.
  • 22.04.06, 22:38
    wszystko ładnie tylko rozbija, sie o podstawowy banał. depresja jest chorobą,
    ale nie wszyscy co uważają, że mają depresje ja w rzeczywistości mają. sam
    stwierdziłeś, że to kwestia osobowości. są różne kategorie zaburzeń
    psychiocznych, nie tylko depresja. i to co nazywałeś depresją i co mskaiq nazywa
    depresją, podpada, pod zaburzenia osobowości lub nerwice. a depresja z z tego
    wynikająca to tzw. dystymia. jeśli uważałeś, że prochy cie wyprowadzą z tego, to
    tylko byl twój błąd.

    po drugie, wiele chorob, mozna rozwiazac dzieki zdrowemu sposobowi życia, a
    jednak ludzie jedza prochy i nikt jakoś im nie moralizuje. trudno akurat
    pietnowac depresyjnych, jesli ich zaburzenie powoduje właśnie zanik kontroli
    swoich dzialań i trudniej im podjąć decyzje o zdrowym stylu życia niż osobie
    ktora ma np. za wysokie cisnienie. prochy nie rozwiązują sprawy, ale mogą pełnić
    role pomocniczą, rolę suplementu. przecież żaden psychiatra nie mówi, że prochy
    wyleczą z zaburzenia osobowosci lub nerwicy.
  • 22.04.06, 22:49
    i z tą soją uważaj, bo dla facetów akurat nie jest wskazana, ma działanie
    estrogenne, obniża poziom testosteronu, co w kierubbku depresji akurat prowadzi
    :-) czas kiedy uwazalo sie soje za zdrowa zywnosc juz minał.
  • 23.04.06, 13:18
    Toteż ja soi nie spożywam, doskonale o tym wiem. Ale dla kobiet jest wskazana.
  • 23.04.06, 13:14
    Dwóch niezależnych psychiatrów, z tych najlepszych w stolicy - jednym był prof.
    Lew-Starowicz, a drugim dr Tafliński - stwierdziło u mnie depresję po wywiadzie
    ze mną. Obaj nie wiedzieli czy jest to depresja endogenna czy reaktywna,
    ponieważ obie te możliwości były prawdopodobne (możliwe rodzinne uwarunkowanie,
    a także traumatyczne wydarzenia). Psycholog Ewa Maciocha, u której chodziłem na
    psychoterapie raczej była skłonna domniemywać, że jest to nerwica depresyjna.
    Jaki z tego morał? Nikt tak naprawdę nie wie, czy ma depresję endogenną,
    egzogenną, przewlekłą, nawracającą czy może nerwicę depresyjną, lękową itp.
    Więc po co zakładać najgorszy scenariusz i stwierdzać autorytarnie, że to jest
    uwarunkowanie genetyczne, z którym nic się nie da zrobić? To po pierwsze.
    Po drugie wiem co nieco o Martynie (to co chciała mi powiedzieć o sobie) i mnie
    się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć zaawansowaną.
    Ona rzeczywiście powoduje paraliż, który utrudnia znacznie normalne życie, ale
    najgorsze co można zrobić to się temu paraliżowi poddać i polożyć do łóżka.
    Ja nikogo nie moralizuje, tylko mówię co MOŻE pomóc w oparciu o własne
    doświadczenie. Po to jest to forum.
    Poza tym wyraźnie napisałem, żeby nie odstawiać tego, co lekarz zaleci tylko
    robić jeszcze coś oprócz tego.
  • 23.04.06, 13:25
    było sie udać do zwyklego wracza, może byś wtedy tak nie zadzieral nosa.
  • 23.04.06, 13:42
    Poza tym nawet z depresją endogenną można funkcjonować, działać i być
    skutecznym. Wielu ludzi z depresją jeśli są świadomi swojej choroby, nie
    ulegają nastrojom i nie identyfikują się z nimi do końca, starają sie spojrzeć
    na nie z boku, jakoś sobie radzą, oczywiście biorą leki, ale nie są bierni. To
    mi powiedział Starowicz.
    Kiedys mnie to interesowało, wiem, że np. Kora, Peter Gabriel, Robin Williams,
    Axl Rose, Larry Flynt, Tom Waits, Francis Ford Coppola, Patricia Cornwell, Tim
    Burton, (tyle mi teraz przychodzi do głowy z tego co pamiętam) to wszystko
    ludzie z depresją.
  • 23.04.06, 14:19
    sa tu osoby takze z depresja endogenna, maja prace, cos w zyciu robia, podobnie
    jest na forum chad. i wchodzi na mask, ktory niegdys byc moze lubil uciekac w
    chorobe i ciagle zaklada ze te osoby nic nie robia, i on je bedzie poganiał dla
    ich dobra. to sie chyba nazywa przeniesienie.
  • 23.04.06, 14:14
    > Więc po co zakładać najgorszy scenariusz i stwierdzać autorytarnie, że to jest
    > uwarunkowanie genetyczne, z którym nic się nie da zrobić?

    ale właśnie nikt nie zakłada, ze nic sie nie da zrobic. ty tu autorytaryzmem sie
    popisujesz od paru dni. myślisz, że ludzie nic nie robią z tym? nie przypisuj
    ludziom swoich skłonności.

    > Po drugie wiem co nieco o Martynie (to co chciała mi powiedzieć o sobie) i mnie
    >
    > się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć zaawansowaną.

    to ciekawe, wiesz lepiej niz ona? zdaje sie ze przed chwila sie wypowiedziala.
    widze, ze naprawde podążasz tropem maska.
  • 23.04.06, 14:54
    Wybaczcie, dzisiaj kiepsko mi się dyskutuje, bo testuję jakieś nowe cudo
    farmakologiczne i kontaktuję jak przez mgłę.

    Szymku, ja wcale nie usiłuję twierdzić, że cierpię albo cierpiałam bardziej niż
    Ty (to byłaby niedorzeczna licytacja). Nie posiadam też tak bogatych
    przemyśleń, bo w którymś momencie myślenie mi się po prostu znudziło. Zapewne
    masz sporo racji w tym, co piszesz, ale łatwo też dostrzec tu Twoją gorycz
    wywołaną rozczarowaniem konwencjonalną psychiatrią czy psychologią. Chyba Cię
    rozumiem, pojmuję chęć szukania dróg alternatywnych. Ja obecnie przeżywam mały
    kryzys tożsamości: zarzuciłam wymarzone niegdyś studia i miasto, wróciłam do
    domu, gdzie nikt na mnie specjalnie nie czekał, padam na pysk z psychicznego
    zmęczenia. Stąd ten dość ostrożny stosunek do Twoich rad (za które zresztą
    bardzo dziękuję, bo świadczą o najlepszych intencjach).

    > mnie się osobiście wydaje, że ona ma nerwicę lękowo-depresyjną dosyć
    > zaawansowaną

    Trudno powiedzieć. Psycholog dopatrzył się u mnie tylko (czy aż?) zaburzeń
    osobowości, psychiatra natomiast - "epizodu depresyjnego na podłożu
    organicznych zmian w OUN" (to brzmi niewesoło). Wcześniej inny lekarz
    stwierdził zaburzenia depresyjno-lękowe mieszane. Tak więc rzeczywiście - ilu
    specjalistów, tyle opinii.

    A Starowicz tak barwnie opowiada o seksie, że trudno sobie mimichodem nie zadać
    pytania: "jaki on jest w łóżku?" ;).

    --
    Pragnę też, by mnie spalono,
    bo zawsze się bałam robaków
  • 23.04.06, 15:00
    Aha, też uwielbiam Dead Can Dance.
  • 24.04.06, 11:52
    negatywista napisał:

    > Dwóch niezależnych psychiatrów, z tych najlepszych w stolicy - jednym był
    prof.
    >
    > Lew-Starowicz, a drugim dr Tafliński - stwierdziło u mnie depresję po
    wywiadzie
    >
    > ze mną. Obaj nie wiedzieli czy jest to depresja endogenna czy reaktywna,
    > ponieważ obie te możliwości były prawdopodobne (możliwe rodzinne
    uwarunkowanie,
    >
    > a także traumatyczne wydarzenia).

    z jakich znowu najlepszych w stolicy?!

    Lew-Starowicz jest tylko nominalnie psychiatra. jak wszystkim wiadomo zajmuje
    sie od zawsze seksuologia i pojsc do niego w innej sprawie niz problemy natury
    seksualnej to jakies nieporozumienie. nie jest poza tym profesorem, w kazdym
    razie na pewno nie jest profesorem zwyczajnym. pracuje na AWF-ie i tam wlasnie
    jest jakims profesorem, zapewne kontraktowym albo cos w tym stylu.
    a pan Tomasz Taflinski to zwykly lekarz z IPiN. zna sie chyba glownie na
    schizofrenii.
    nie rob z tych dwoch panow autorytetow stolecznych, bo to po prostu smieszne.
    t.

    --
    bambo sie uczłowiecza, sens tkwi w wypłacie, nie w bambomacie
    autor: Sneeper z trzeciego swiata Poppera(Euforyk)
  • 23.04.06, 12:16
    Another, każdy sądzi wedlug siebie, najwyraźniej Negatywista odkryl w sobie zwyczajnego leniwca i
    wmawia nam teraz że wszystkie depresje mają takie samo podloże jak w jego przypadku.
    Szkoda że chłopak nie wykazuje więcej zrozumienia po tak dlugim pobycie na forum, ale widać poza
    swoją depresją nie widzial nic, nie dowiedział sie niczego. Absolutna koncentracja na sobie, szkoda.
    ale w sumie egoentryzm to typowo depresyjne widzenie świata, więc nie ma co narzekać:)
  • 23.04.06, 14:49
    Negatywista zgadzam sie z Tobą, a Mskaiq podniosi mnie na duchu i utwierdza w
    słusznie wybranej drodze :-)
    Ludzie są wolni i jeśli ktos chce chorować i brac leki to jego sprawa.
    Większość rzeczy w naszym życiu to kwestia wybóry to ja decyduje jak zareaguje
    na to co mnie spotkało czy dołkiem czy głowa do góry i w góry :-)
    Ruch, dieta, joga, medytacja, a przede wszystkim taniec spontaniczny to to co
    mi pomaga. Psychoterapia pomaga mi poukładać i zrozumieć to co sobie fundowałam
    i dlaczego. Mam nadzieje i wierzę, że nigdy juz nie bedę musiała brać leków.
    Dobry masaż jest lepszy niz lek nasenny. Ja tez mam kupe rad tego pokroju co
    Negatywista, Mskaiq i jeszcze kilka osób, ale nikomu nie mozna pomóc na siłe.
    Jeśli ktos twierdzi, ze to nie działa to ma racje, jeśli zaś twierdzi, że
    działa to też ma racje- wszystko jest w naszych głowach.
    --
    www.smak-kuchni.pl
  • 23.04.06, 19:42
    jeżeli sie bierze leki to nie po to żeby siedzieć w wyrze tylko właśnie po to żeby moc wszcząć na nowo
    aktywność, żeby normalnie żyć, pracować, spacerować, ćwiczyć, móc normalnie jeść (ja w depresji np
    nie mogę)
    Mając małe dziecko , pracę i studia nie miałam szans na nic nierobienie, byłam zajęta 24 h na dobę,
    lecialam na pysk ze zmęczenia, na myślenie czasu nie mialam wcale a depresja trzymala sie chwacko,
    zreszta trudno by mi było ją wtedy nawet kontemplować bo nie wiedziałam że to co sie ze mną dzieje
    ma wogóle jakąś nazwę.
    To nie jest tak, że każdy kto wpadł w depresję i zdecydował sie na leki to dlatego że mu sie nie chce ,
    nie żyłabym gdybym leki, bylam w stanie w ktorym nie bylo sie nad czym już zastanawiać i tylko
    dziekowalam Bogu że ktoś kiedyś te leki wynalazl.
    Teraz staram sie nie zasypiać gruszek w popiele i robię tyle na ile mi moje samopoczucie pozwala,
    staram sie wrocić jak najbardziej do normalności, nie daję sobie taryfy ulgowej, ale też już nie zrobie z
    siebie więcej męczennicy.

  • 23.04.06, 19:56
    Ech, Lucynka, podziwiam Cię.
    Ja ciągle nie umiem się w tej sytuacji odnaleźć.
    Jutro wybieram się do szpitala, żeby zanieść skierowanie. Co mi tam, mogę
    spróbować tej terapii. Niewiele mam do stracenia.

    --
    Pragnę też, by mnie spalono,
    bo zawsze się bałam robaków
  • 24.04.06, 09:45
    jakby mnie dopadło kilka lat wcześniej, zanim poukladalam sobie jako tako życie to zapewnieam Cię nie
    zrobiłabym nawet jednej setnej tego wszystkiego. Dziecko jednak zmuszalo do dzialania, a konieczność
    zarabiania do pracy.
    Co do terapii, z tego co kilka osob pisalo grupowa podobno niezwykle skuteczna jest.
    Ja w każdym razie wierzę że Ci pomoże, a przynajmniej trochę rozjaśni te mroki.
  • 24.04.06, 21:55
    "a najbardziej wkurza mnie to, że imć Mskaiq nie reaguje na moje zaczepki".

    hehe, dobre. no to moze po dobroci? moze wowczas sie odezwie?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.