Dodaj do ulubionych

Depresja u meza

22.02.07, 21:54
Mam wrazenie ze moj maz ma depresje. Wyglada jakby mu ktos wygumowal emocje,
kolory, mimike twarzy. Mnostwo spi, praktycznie sie nie odzywa, jest przygaszony,
je raz na dzien, siedzi caly dzien przed komputerem, na wszystkie zagaduszki
reaguje rozdrazniony i mowi " Zostaw mnie w spokoju". Jak tak dalej pojdzie,to
go naprawde zostawie, i to na zawsze.

Wlasciwie nie wiem, jak do niego dotrzec, co powiedziec...

Macie pomysly?

Dzieki wszystkie sugestie, czuje sie potwornie przygnieciona ta sytuacja..

FFF
Obserwuj wątek
    • astralis7 Depresja u meza 23.02.07, 05:46
      Zapytaj go czy ma moze powazne problemy w pracy, bo te z reguly (oprocz
      seksualnych) powoduja depresje u mezczyzn. W takich sytuacjach nalezy
      powaznie, rzeczowo i spokojnie ze soba porozmawiac, ale jesli wyczuwasz, ze on
      nie jest do tego chetny, napisz do niego list i zostaw na biurku, aby
      przeczytal. W liscie, bron Boze go nie atakuj, tylko podziel sie swoimi
      odczuciami na temat jego stanu psychicznego i zaproponuj szczera, otwarta
      rozmowe zaznaczajac, ze chcesz go wesprzec, ale musisz znac powod jego
      zmienionego zachowania. Zaznacz tez, ze jesli nie jest gotowy na rozmowe z
      Toba, to byloby wskazane dla dobra Waszego zwiazku zwrocic sie z problemem do
      psychologa, a jesli i ta alternatywa nie wchodzi dla niego w rachube, to
      uswiadom mu, ze Ty dluzej nie jetses w stanie znosic tej uciazliwej sytuacji,
      a co za tym idzie, powinniscie porozmawiac o przyszlosci waszego zwiazku (w tym
      o jego ewentualnym zakonczeniu). Jednym slowem trzymaj sie tego oto schematu:
      1.Przedstaw swoje odczucia 2.Zaproponuj rozwiazanie z okazaniem wsparcia
      3.Uswiadom mu granice Twojej tolerancji i cierpliwosci tudziez gotowosc
      odejscia, jesli nie zamierza nic zrobic, aby poprawic Wasza komunikacje i
      ogolnie wspolzycie.
      • posampas Spakuj mu szmaty !! 01.03.07, 06:38
        Zobaczysz jak sie zmieni.....
        Odsun do loza i michy !!
        A tak na powaznie to przygladnij sie mezowi i nie badz tK wyrozumiala.
        Zastanow sie nad przyczyna ktora wcale nie musi oznaczac depresji. Moze juz nie chce z Toba zyc, moze znalazl sobie inna...tylko nie wie jak Ci to powiedziec i ma chlopak problem. Uwierz mi.. ja sam borykam sie z tego typu problemem... Nie wiem jak odejsc !!!
        • zigzaur Re: Spakuj mu szmaty !! 01.03.07, 09:48
          Na 99 % kłopoty w pracy!

          Prawdopodobnie szef zrobił "ocenę pracowników" i go trochę podeptał.

          Jeśli są kłopoty seksualne, to również dowodzą kłopotów w pracy.
        • pinezka35 Re: Spakuj mu szmaty !! 01.03.07, 14:36
          a ja uwazam , ze kubel zimnej wody na leb wylej.. facet jest rozkapryszony .ja
          tez to przerabialam , dziwne ze kobieta nie moze sobie pozwolic na depresje ,
          szczesciarze faceci maja ten luksus ze stac na to aby miec wszystko daleko w
          nosie... Nie wiem jak Ty , ale ja mam dzieci i to bardziej o nich sie martwie
          niz o faceta ktory ma muchy w nosie..... moze jeszcze kapcie mu na nozki
          zakladasz , bo jemu si enie chce??? a jedzenia za niego nie gryziesz bo
          biedactwo tez nie ma sily????
          • unkhas Re: Spakuj mu szmaty !! 01.03.07, 14:57
            Co za ignorancja, czy alkoholizm jest dla ciebie równie abstrakcyjną chorobą, w
            której wystarczy przestać pić? Tak samo jak człowiek owładnięty alkoholem nie ma
            siły żeby powiedzieć NIE tak samo człowiek w depresji zamknięty jest w sidłach
            choroby, z których sam nie może się wydostać. Widać, że nie masz bladego
            pojęcia, na czym polega depresja. Jaki ból sprawia zwykłe umycie zębów, o
            zwleczeniu się z łóżka nie wspomnę. Nie wież, jaki szary jest świat dookoła i
            jak bardzo człowiek pragnie od tego wszystkiego w końcu uciec. Rzeczony mąż
            ucieka w komputer, ucieka od obowiązków, które są jak szpilki wbijane pod
            paznokcie. Depresja to straszny potwór, choć dla ignorantów wygląda jak "muchy w
            nosie". Aha, i dosięga również kobiety - tu nie ma wyjątków.
          • lucyna_n Re: Spakuj mu szmaty !! 01.03.07, 20:25
            ja jestem kobietą i choruję na depresję, depresja to nie luksus na ktory sobie pozwalasz albo nie , tylko
            choroba.
            jeżeli mi zazdrościsz to z całego serca życzę ci takiego luksusu.
            --
            nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
            • pinezka35 Re: Spakuj mu szmaty !! 02.03.07, 19:25
              wybacz , ale komputer nie przeraza Ciebie. Wiem co to jest depresja , nic sie
              nie chce , i widzi sie tylko jeden kolor . czarny.... nie ma sie ochoty na nic
              i wszystko przeraza , doslownie wszystko .To tak samo jak z dysleksja i
              dysortografia , kiedys to sie nazywalo lenistwo a teraz co drugi dyslektyk bo
              tak wygodnie.
              • tanhauser Re: Spakuj mu szmaty !! 03.03.07, 22:29
                Jesteś bezdennie głupia pinezka35. Nie wiesz o czym piszesz i nie masz bladego
                pojęcia co czuje człowiek w stanie depresji.
                Może to przerasta twój mały rozumek, ale człowiek w depresji może pracować i
                funkcjonować bez większych objawów choroby. To, że żona trafnie zdiagnozowała
                męża świadczy tylko o jej zaangażowaniu w związek, co dla ciebie pewnie jest
                pojęciem obcym.
      • trojanka2 Re: Depresja u meza 01.03.07, 12:45
        stanowczo uważać, by Go nie urazić i zrazić !!!
        Beznadzieja, i jeszcze przepros , że żyjesz
        bez zbednego rozczulania - nie chce, to niech nie mówi

        Jak ty masz doła to on chodzi wkoło jak pies ?
    • mskaiq Re: Depresja u meza 23.02.07, 09:21
      Mysle ze pojawil sie strach, moze brac sie z problemow w pracy, poczucie
      zagrozenia wywoluje strach ze moze stracic prace. Moze byc to uczucie
      niedoceniania, zwykle wywoluje zlosc i zagrozenie. Moze byc cos zupelnie
      innego ale zawsze jest to zwiazane ze strachem, zalem, zloscia lub nienawiscia.
      Jesli chcesz pomoc to masz szanse wplywac na Niego tylko kiedy jest pozytywny,
      Kazda proba zmiany kiedy jest negatywny jest bardzo trudna. Jego negatywizm
      zabije kazde rozwiazanie.
      Sprobuj stworzyc cos co mogloby zmienic Jego nastroj, jesli Ci sie uda wtedy
      mozesz miec wplyw na Niego.
      Taki wplyw nie trwa dlugo, znika kiedy pojawia sie negatywizm, dlatego jesli
      chcesz Mu pomoc musisz tworzyc jak najwiecej takich chwil. Duzo snu oznacza
      utrate kontroli nad cialem, jest slabe reaguje niezwykle silnie na strach, zal,
      zlosc bo jest bardzo emocjonalne.
      Jesli udaloby Ci sie wyciagac Go codziennie na spacer to po paru dniach
      zobaczylabys bardzo wiele zmian na lepsze. Pojawialaby sie pozytywnosc,
      szczegolnie zaraz po spacerze.
      Wtedy moglabys zaczac dyskutowac z Nim o przyczynie, przyczyna jego zachowania
      jest moim zdaniem strach. Jesli odbierzesz ten strach, wszystko wroci do normy,
      zniknie Jego negatywne zachowanie.
      Serdeczne pozdrowienia
      • marzpol1 Re: Depresja u meza 23.02.07, 17:03
        Bierz pod uwage tez to,ze moze znudzilo mu sie zycie rodzinne i ma wszystko
        gdzies i nie wie co z tym zrobić sam sie zalamal ,bo targaja nim mieszane
        uczucia. U mojego męza tez tak sie to zaczęło jak u Twojego.Moze Twoj poznal
        kogos i wszystko jest w fazie przemysliwań. i w ktoryms momencie wybuchnie ze
        ma wszystkiego dosyc i chce nowego zycie , Tak bylo u mojego męza - ja
        szalałam ,popadlam w depreche ,zyc mi sie nie chcialo bo nie rozumialam tego -
        przeciez kochalam go ponad zycie i dlaczego on tak mowi do mnie i tak robi -
        bolalo to jak cholera-mowilam mu o moich uczuciach ze nie moge tak zyc w
        stresie ,ze go kocham,ze chce z nim byc,chcialam sie przytulac ,byc przy nim -
        odrzycal mnie mowiąc ze mu się niedobrze robi od mojej namolności, olał
        wszystko. Mial i nadal ma wszystko w d. zajął sie sobą swoimi potrzebami,lata
        teraz po pubach,na koncerty itd Mamusia jego jest za nim,ja jestem ta zla
        ktorej nie pasuje zachowanie męza i mam się z jego zycia wynosić. Mamy dwoje
        dzieci 12 i 8 lat - jestsmy 16 lat po slubie- malzenstwo rozpada się,juz go
        wlasciwie nie ma . Ja cierpie ale nikogo to nie obchodzi-mąz ma swoje nowe
        zycie >
      • zarembski Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:35
        A ja myślę, że to wszystko przez pogodę panującą za oknem. Sam nie mam
        skłonności do depresji, ale widok za oknem nie powoduje we mnie radości...

        --
        Developerzy w Warszawie, <a
        href="http://e-lastminute.info.pl">Katalog turystyczny</a>, <a
        href="http://studiofoto.net.pl">Katalog fotograficzny</a>
    • shwa Re: Depresja u meza 24.02.07, 11:09
      fasolko! sama nie wiem, bo ja jestem ta chora.
      Może powiedz mu, że się martwisz o niego bo masz wrażenie, że coś złego się
      dzieje (powiedz mu co zaobserwowałaś) i że może to jest depresja. I powiedz też
      o sobie, że jest Ci ciężko i dlaczego.
      Nie wiem jak się proponuje wizytę u psychiatry/terapeuty i jak ludzie na to
      reagują. u mnie to byłą dłuuuuga/ciężka ale jednak moja samodzielna decyzja -
      po prostu już nie mogłam wytrzymać. Poczułam wtedy ulgę - że to wszystko co się
      ze mną dzieje ma jakiś powód i że mogę coś z tym zrobić. że nie muszę się czuć
      winna w stosunku do innych, bo "obiektywnie nie mam powodu to takiego
      zachowania".
      Nie wiem czy to jest dobry sposób. i czy pomoże. Trzymaj się. i dbaj też o
      siebie.
      • fasolka3 Re: Depresja u meza 24.02.07, 15:58
        Dzieki za odpowiedzi. Naprawde dziekuje, jakos otoczenie nie potrafi nam pomoc,
        mimo ze matka mojego meza tez jest chora.
        Jezeli chodzi o przyczyny, to sa dla mnie jasne: rozgrzebana praca doktorska,
        bezrobocie (czas umowy, w trakcie ktorej praca miala byc napisana minal, praca
        nie byla skonczona, wiec umowy nie przedluzono). Teraz moj maz wyglada jakby z
        niego powietrze uszlo. Na pewno nikogo nie ma, bo w ogole nie wychodzi z domu,
        nie ubiera sie, zaniedbal higiene-musze go naprawde gonic do mycia. O lekarzu
        nie chce slyszec, on nie jest chory, to ja jestem chora. W pewne dni nie wstaje
        z lozka, drazni go swiatlo ( spuszcza w swoim pokoju zaluzje, a ze mamy te
        ciezkie, metalowe, w pokoju jest ciemno jak noca.

        Przerazajace to wszystko! Czy takie stany mijaja same, jak dlugo moga trwac? Jak
        tak dalej pojdzie to tez zwariuje.

        FFF
        • dellek Re: Depresja u meza 24.02.07, 20:05
          To wygląda na depresję. Każda depresja wcześniej lub później mija samoistnie.
          Ale raczej zdecydowanie później niż wcześniej. Z tego co pamiętam średnio po
          1,5-2 latach. Niestety po drodze może się zdecydowanie pogłębić, z próbą
          samobójczą włącznie. Stąd potrzeba leczenia. Profesjonalnego leczenia. Jeśli
          kochasz swojego męża (to, że masz już tego dosyć, czujesz się załamana jest
          normalną reakcją - depresja u bliskiej osoby wzbudza podobne odczucia) musisz z
          nim rozmawiać, tłumaczyć, poprosić o pomoc przyjaciół, znajomych, rodzinę i
          nakłonić go do wizyty u dobrego terapeuty (psychiatry, psychologa).
          • donella Re: Depresja u meza 24.02.07, 21:49
            Dellek, depresja nie mija samoistnie. Mija leczona.
            Jeśli na dłuższa chwilę daje ulgę w cierpieniu to nie znaczy, że mija.
            Depresja mija tylko leczona.
            Innej prawdy nie ma.

            depresyjna
            • marzpol1 Re: Depresja u meza 25.02.07, 17:28
              Doczytalam do końca objawy,no coz jak się nie zglosi do lekarza to bedzie coraz
              gorzej -to napewno depresja,skoro nie wychodzi i jest w takim stanie :( musisz
              go jakos przekonac.
              wiem ze bedzie to niezwykle trudne ,ale nie masz wyjscia .pozdrawiam
              • prazanin78 Re: Depresja u meza 01.03.07, 11:34
                Póki co musisz go zmusić do działania, niech coś robi. Pogadaj ze znajomymi,
                niech go wyciągną na spacer, czy coś takiego. Znajdź mu zajęcie w domu. Po
                prostu trzeba mu jakoś zapełnić czas i misi czuć się do czegoś potrzebny. Wiem
                jak to wygląda, bo mój ojciec jak stracił pracę, to też tak się zachowywał.
                Oczywiście porada specjalisty jest potrzebna, choć w moim przypadku obeszło się
                bez, bo ojciec znalazł nową pracę, ale to co napisałem, to jest to, co możesz
                Ty i twoi znajomi zrobić w swoim zakresie. Życzę powodzenia.
            • lucyna_n Re: Depresja u meza 01.03.07, 20:28
              ee, nieleczona depresja też czasem mija, tylko nie leczyć jej to trochę tak jakby nie brać antybiotyku na
              zapalenie płuc, bo niektórzy też sami z tego wychodzą.

              --
              nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
          • navaira Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:36
            dellek:
            > To wygląda na depresję. Każda depresja wcześniej lub później mija samoistnie.
            Wybacz, ale pierwsze słyszę. Na spotkaniach osób chorych na depresję spotkałem
            kobietę, która choruje na depresję od 50 lat. Chyba, że chcesz powiedzieć, że
            mija samoistnie w momencie udanej próby samobójczej, to w sumie prawda, ale
            przyznasz, że to nie najlepsza kuracja.

            fasolka: Chory na depresję często nie chce wierzyć, że jest chory. Przyznanie
            się przed sobą do depresji czy nerwicy oznacza przyznanie się do choroby
            psychicznej i potrzeby pomocy psychiatry; w Polsce coś takiego może oznaczać np.
            utratę pracy, odsunięcie się przyjaciół, małżonka... Ale alternatywą jest
            trwanie w chorobie dopóki się nie skończy. Samoistnie.

            --
            małe, grube i wywrotne
          • alter50 Re: Depresja u meza 28.02.07, 23:03
            Błędna teza,żadna depresja nie mija sama,może zmieniac swoje nasilenie ,ale nie
            mija.Przez takie obiegowe opinie ludzie z depresją nie chodzą do lekarzy,a
            depresja jest niestety chorobą śmiertelną,nie leczona w większości przypadków
            kończy sie samobójstwem.
            • icek20 Re: Depresja u meza 01.03.07, 16:13
              A jak dlugo taki zyje z ta depresja czy sa jakies normy-mojej znajomej maz ma
              juz 8 lat depresje i nie chce sie leczyc facet po 2 fakultetach nagle wrocil z
              pracy i polozyl sie na kanapie i tak lerzy do dzis,na jakiekolwiek proby
              kumunikacji straszy zone ze pojdzie do lasu i tam dokonczy zywota-wyglasza tez
              teorie ze sie brzydzi robolami i pieniedzmi ale zona go utrzymuje.co panstwo na
              to
        • shwa Re: Depresja u meza 26.02.07, 23:41
          fasolko, to brzmi poważnie. skoro mąż nie chce, to może Ty sama idź najpierw do
          poradni zdrowia psychicznego porozmawiać z psychiatrą i terapeutą o tym, co się
          z nim dzieje. Pewnie mają więcej doświadczenia i wiedzą jak podejść do tematu
          pierwszej wizyty czy negatywnej reakcji chorego na sugestię leczenia. Poza tym,
          z tego co piszesz wynika, że Tobie też jest potrzebne wsparcie - może byłoby Ci
          troszkę łatwiej ogarnąć tę sytuację i nabrać sił.
          Trzymam kciuki za Was oboje.
          • chodziarka1 Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:01
            nie on pierwszy i ostatni tak się zachowuje. Nie cackaj się z nim. Wymuś aby
            przejął część twoich obowiązków w domu. Jak popracuje to mu się poprawi krążenie
            i depresja przejdzie. Po prostu sama siadaj przed komputerem, a on niech w tym
            czasie gotuje obiad zamówiony przez Ciebie. Wybieraj specjalnie potrawy, których
            przygotowanie jest pracochłonne. Jak się sprawdzi to go pochwal i w nagrodę
            zabierz na spacer lup przejażdżkę rowerową lub w inny aktywny sposób spędźcie
            czas wolny(może być sex) Ale jeżeli jego depresja jest tak silna że ma myśli
            samobójcze i pranie mózgu żądaniami aby się nad soba nie rozczulał bo nie jest
            babą, to siłą zaciągnij go do psychiatry i niech mu wypisze antydepresanty.
            Pamiętaj że zimny kubeł często jest skuteczniejszy niż delikatne dopytywanie się
            i zamartwianie jego stanem. Nawet jak to nie w Twoim stylu to dla dobra was
            obojga postaraj się dać mu takiego "kopa" aby go z tej depresji wyrwać. To
            sprawdzony sposób.
            • ollaboga77 Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:15
              Ja dorzuce moje 5 groszy ok?

              Mam brata 25latka, na ktorego mamusia chuchała całe zycie. Tomciuu ma nie
              sprzatać, bo od tegp Ona mamusia ma córeczke Olę. A Ola wiedząc, że to jest nie
              wporzadku zawsze sie stawiała i miała z mamusia na pieńku. Poporostu lepiej
              wiedziałam jak powinnam nas wychowywać niż on to robiła.


              Mnie to chyba chciała wychować na kurę domowaa a mojego brata hmmm no cóż jest
              chory i lekarze nie wiedza co mu jest.... był leczony na depresje schizofrenie
              itd. Nieźle nie? A dla mnie to jest jego sposob na zycie.

              Zresztą obecny mój sposob jest podobny do jego sposobu. Ale ja mam powody by
              nie chcieć zyć. Wszem i wobec będę powtarzać SAMODZIELNOŚC OD MAŁEGO I
              ODPOWIEDZIALNOŚĆ OD NASTOLATKA !!!

              iNACZEJ JEST TO CHOWANIE POD KLOSZEM, KTÓRE CZYNI Z CZŁOWIEKA NIEDORAJDE
              ŻYCIOWEGO.

              No ja z osoby bardzo wesołej energicznej itd przeistoczyłam się w wielkie nic.
              --
              ===========================
              *** www.wegetarianie.pl ***
              ~~~ www.miau.pl ~~~
              • ollaboga77 Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:22

                Posta wyżej napisałam trochę ku przestrodze innych !!

                Więc czasem sama rodzinka wpędza w kłopoty. A młody człowiek nawet nie czuje,
                że je bedzie miał.

                Swoją drogą widok mojego brata - jego tryb zycia wieloletni mnie
                przygnębnębiał. Żeby wstać to trzeba albo kłótki albo batona jako szantażu!!

                No nie chciała nigdy tak żyć ale jednak już od jakiegoś czasu żyje.

                ===========================
                *** www.wegetarianie.pl ***
                ~~~ www.miau.pl ~~~
              • misuszatekmusiumrzec Re: Depresja u meza 28.02.07, 22:27
                No to witamy w klubie. Ja tez mam brata, wprawdzie młodszego niż twój, którego
                sposobem na "zycie" jest popadanie w schizofrenię, deprsję i wszystkie inne
                mentalne choroby jakie wymyślił człowiek. I tez od małego był chowany pod kloszem.
            • navaira Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:32
              > nie on pierwszy i ostatni tak się zachowuje. Nie cackaj się z nim. Wymuś aby
              > przejął część twoich obowiązków w domu. Jak popracuje to mu się poprawi
              > krążenie i depresja przejdzie.
              Tak, jeśli chce się doprowadzić człowieka do szybszego samobójstwa, to jest
              doskonały pomysł, mi tak pomagał współlokator, zachęcając, abym wziął się w
              garść i posprzątał mieszkanie. Depresja to ciężka choroba; określenie "rak
              duszy" jest bardzo bliskie prawdy -- to potworny ból, uniemożliwiający
              funkcjonowanie. Podobnie jak rak depresja często kończy się śmiercią --
              samobójczą. Gdybyś miał(a) chorego na raka płuc, czy wątroby też byś się z nim
              nie cackał(a) i wymuszał(a) przejmowanie obowiązków w domu?

              Co do ciągania siłą do psychiatry, nie sądzę, żeby jakikolwiek lekarz zechciał
              wypisywać leki i zmuszać do ich brania osobę, która twierdzi, że jest zdrowa --
              chyba, że osoba owa zostanie ubezwłasnowolniona. Nie mam wrażenia, żeby to było
              idealne wyjście.

              --
              małe, grube i wywrotne
              • prazanin78 Re: Depresja u meza 01.03.07, 11:54
                > Tak, jeśli chce się doprowadzić człowieka do szybszego samobójstwa, to jest
                > doskonały pomysł, mi tak pomagał współlokator, zachęcając, abym wziął się w
                > garść i posprzątał mieszkanie.

                A ja jestem za, ale trzeba to zrobić w odpowiedni sposób, żeby człowiek czuł
                się potrzebny, żeby się ruszał i miał jakiś cel w życiu. Nawet malutki, np.
                odkurzenie mieszkania czy naprawienie cieknącego kranu. Jeśli jej mąż całymi
                dniami siedzi przed komputerem,leży w łóżku itp, to jego stan się tylko
                pogarszał.
        • mariosoares Re: Depresja u meza 28.02.07, 18:13
          Dla mnie to nie jest depresja. Gość się po prostu załamał, bo nie widzi wyjścia
          z sytuacji. Nie wiem z czego pisał doktorat, ale albo jest za cienki na
          doktorat, albo za dobry na tak głupi doktorat. Tak czy owak tego doktoratu nie
          zrobi. I to mu musisz powiedzieć prosto w oczy. I to, że dalej dotychczasowego
          życia tak nie będzie mógł ciągnąć. Dalej tą drogą nie pójdzie. Musi się
          zatrzymać w tym miejscu, gdzie jest, albo pójść w innym kierunku. Podkreśl, że
          to miejsce, w którym jest też jest dobre, że i tak go kochasz nawet bez
          doktoratu, że życie nie polega tylko na doktoracie, że bez tego też może być
          fajnie. W końcu magistra ma. Z tym może mieć większe kokosy (i/lub lepsze życie)
          niż z doktoratem. Ale przed rozmową lepiej wymyśl co dalej. Ale przerwij tę
          drogę, bo będzie źle, i tak dalej nią nie zajdzie.
          • iluminacja256 Re: Depresja u meza 01.03.07, 09:21
            Tak czy owak tego doktoratu nie
            > zrobi. I to mu musisz powiedzieć prosto w oczy. I to, że dalej dotychczasowego
            > życia tak nie będzie mógł ciągnąć. Dalej tą drogą nie pójdzie.

            A niby to dlaczego? Doktorat to nei termin od -do. Jesli to jest naprawdę dla
            człwoeika wazne, to zabierając mu to, mozna go całkiem rozpie..ć -
            dosłownie. Zwłaszcza w takim momencie. miał umowę o pracę na czas doktoratu -
            sprawa jak dla mnei ejst prosta - albo nei umiał się wykłócić jeszcze o rok,
            albo rzecz trwała już za długo - o ile kojarzę to jest to osiem lat. Nie znam
            sprawy, wiec nei wyrokuję. Wiem natomiast jedno - jesli dotarł w nim daleko, to
            odpuszczenei będzie głupotą - znam kolesia, który to cholerstwo obronił majac
            37 lat. Zresztą uwaza, z eodkąd szuka pracy jako doktor to jest gozrej niz
            pzred:))))))))))))))))))

            No neiwazne, wazne, zeby goscia wyciągnać z lózka na wiosnę i pogadać, a potem
            pomysleć co dalej. I wcale neikoniecznei na dzień dobry psychiatra, jakiś mądry
            psycholog byłby lepszy.
        • gosiekkk Uwazaj.... 01.03.07, 08:12
          Sama bylam w takiej sytuacji. Borykalam sie samotnie z choroba bylego meza, nikt
          z jego rodziny nawet nie raczyl pomoc, udawali, ze nie ma zadnego problemu...
          Trwalo to wszystko 8 koszmarnych lat, a w koncu skonczylo sie rozwodem - nie na
          moja prosbe - kiedy pan poczul sie chwilowo lepiej... Zmarnowalam tyle lat
          zycia, nikt mi tego nie wroci... Poza tym - sama musialam walczyc nie tylko z
          deprecha faceta, ale rowniez z ogaraniajacymi mnie takimi nastrojami. Ciezkie
          przezycie. Deprecha partnera jest jak wir - podstepnie wciaga i absorbuje, caly
          czas praktycznie myslslsm, jak pomoc, naganialam do lekarza, usilowalam
          rozruszac, rozweselic... W koncu nie masz wlasnego zycia, jestes poswiecajaca
          sie maskotka. Zaluje, ze to tyle czasu robilam... NIKOMU TAKIEGO ZYCIA NIE
          ZYCZE, nawej jakiemus wrogowi. To jak dlugoletnia odsiadka za niewinnosc.

          Jezeli moge cos poradzic - sprobuj przez jakis rok, pol roku cos zmienic,
          porozmawiac i namowic meza do leczenia. Jezeli sie nie uda - spasuj. Lepiej
          teraz, niz kiedy sie wypalisz , bo bedziesz sie miotac bezskutecznie i walzyc z
          jego inercja wbrew jemu samemu, chcac mu pomoc.
        • malgmari Re: Depresja u meza 01.03.07, 17:37
          staraj się trzymać i nie załamuj się...Bardzo Ci współczuję. Nie spodziewaj się
          pomocy ze strony rodziny męża - to, jak tam było w jego dzieciństwie jest jedną
          z istotnych przyczyn depresji.Nie dasz też rady sama wyciągnąć go z
          choroby.Jesteś za blisko i nie umiesz tego. On M U S I skorzystać z pomocy
          psychiatry, na początek może to być dobry psycholog (może prędzej się zgodzi).
          Jeśli oskarża Ciebie o problem - wykorzystaj to i poproś go, żeby z Tobą
          poszedł, bo chcesz się leczyć i zmienić waszą sytuację. Może pójdzie;kiedyś na
          pewno już nie pójdzie, "żeby Ci pomóc". Nic go nie będzie obchodziło. Zrozum
          jedno:dla niego to wszystko,cały świat się zmienił i jest przeciwko niemu. Ty
          też.Uważam, że problemy z pracą są wtórne i są następstwem,a nie przyczyną
          depresji.
          W takiej sytuacji,jak Ty,byłam kilka lat temu.Jeśli chcesz, odezwij się.
        • trzydziestoletnia Re: Depresja u meza 02.03.07, 12:28
          fasolka3 napisała:

          > Jezeli chodzi o przyczyny, to sa dla mnie jasne: rozgrzebana praca doktorska,
          > bezrobocie (czas umowy, w trakcie ktorej praca miala byc napisana minal, praca
          > nie byla skonczona, wiec umowy nie przedluzono). (..)

          Fasolko, to NIE SA PRZYCZYNY depresji, to nadal sa jej objawy. Nie dlatego ma depresje, ze nie skonczyl pracy doktorskiej (bezrobocie jest tego konsekwencja), ale nie wywiazal sie z zadan bo ma depresje. Tak samo jak nie mozna powiedziec, ze przyczyna jego depresji sa zaniedbania higieniczne. Ja bym raczej szukala zrodel w tym co napisalas o jego matce,atmosferze w domu gdzie sie wychowywal i ksztaltowal osobowosc.
          To jasne, ze ma duzą znizke nastroju, byc moze depresje, jasne ze masz tego dosc i ze to mozna zmienic/leczyc. Tylko pozostaje najwiekszy problem - co zrobic zeby sklonic go do leczenia.

          --
          Trzydziestoletnia - Joanna
      • marr467 Re: Depresja u meza 01.03.07, 22:29
        Jestem mężczyzną dotkniętym depresją. Podziwiam mądrość większości piszących tu
        Pań. Proszę tylko o jedno - nie namawiajcie mężów na wizytę u PSYCHIATRY !!!
        Psycholog jak najbardziej wskazany, ale psychiatra NIE - on zapisze cały zestaw
        leków psychotropowych, po których mózg nie będzie już funkcjonował jak
        dawniej.Wiem, bo sam tego doświadczyłem. Myślę, że z mojej depresji wyszedłbym
        przy pomocy psychologa, ale ja niestety wybrałem drogę farmakologiczną i teraz
        jestem wrakiem człowieka. Straciłem pracę, dzieci mówią do mnie "ty śmieciu", o
        żonie nie wspomnę.Proszę, nie bierzcie leków, to droga do piekła! Droga bez
        odwrotu.Psychiatrzy nie wiedzą, jak te leki działają, to jest metoda prób i
        błędów - po dwóch tygodniach zapytaja, czy pomogło; jeśli powiesz "nie",
        zapiszą następny lek. Mózg to "terra incognita", lepiej na nim nie
        eksperymentować, a niczym innym , jak eksperymentem, jest kuracja
        psychiatryczna. A już broń Boże szpital(ja go niestety zaliczyłem) - tam
        przewalają się tabuny studentów, lekarze to w większości stażyści, co jakiś
        czas rozmawiał ze mną - nie przerywając żuć gumy - jakiś "profesor".Po prostu
        koszmar. Proszę Was - Wasi bliscy muszą po prostu "wziąć się w garść" lub
        zdecydować na jakąś psychoterapię, ale BEZ LEKÓW !!!
          • marr467 Re: Depresja u meza 02.03.07, 00:09
            Masz rację, malgmari, nie wiem tego, ale czuję. Po lekach czułem się okropnie,
            przytyłem 30 kilogramów (nie żartuję - wpiszcie proszę do google'a
            słowo "depresja", a znajdziecie dziesiątki wypowiedzi potwierdzających to co
            mówię o tyciu po lekach antydepresyjnych - jedynym wyjątkiem jest prozac (w
            Polsce nazywa się bioxetin), po którym podobno się chudnie).Właśnie wtedy, gdy
            zacząłem brać leki przepisane przez psychiatrę (nazwy przeciwdepresyjnego nie
            pamiętam, oprócz niego miałem afobam i zolpic na sen)znalazłem dobrą pracę, ale
            nie mogłem jej podjąć, bo kompletnie się rozkleiłem. Trudno to opisać -
            problemem jest wstanie z łóżka,umycie się jest nieosiągalne (śmieszne, co?).I
            stało się to, co opisujecie - kompletny rozkład życia rodzinnego, cierpienie
            bliskich trudniejsze do wytrzymania od własnego - jedynym marzeniem jest
            samobójstwo (tylko mi nie mówcie, że to tchórzostwo, bo jest taki ból, który
            przekracza siłę do walki z nim). Proszę Was, zaklinam - nie namawiajcie Waszych
            mężów na leki, tu potrzebny jest psycholog, nigdy psychiatra !
            • malgmari Re: Depresja u meza 02.03.07, 00:35
              to, co opisujesz - pomijając przytycie- to są objawy choroby a nie działania
              ubocznego leków. Podziwiam Cię, że się zdobyłeś na leczenie, bo dzięki temu
              jesteś jednym z tych, którym się udało.
              Psycholog całkowicie wystarczyć może w depresji "zimowej",związanej z brakiem
              słońca albo w depresji będącej reakcją na jakieś przykre wydarzenie, np.śmierć
              kogoś bliskiego. Ale nie ma szans w depresji endogennej.Jest tylko
              uzupełnieniem (psychoterapia) leczenia farmakologicznego.
              • marr467 Re: Depresja u meza 02.03.07, 07:16
                Magmari - nie jestem jednym z tych, którym się udało.Jestem jednym z tych,
                którym się nie udało. Teraz nie nadaję się już do niczego - całe dnie spędzam w
                łóżku. Jestem pewien, że gdybym nie zaczął brać leków, jakoś - przy pomocy
                rodziny (bo wtedy żona chciała mi jeszcze pomagać) i psychologa doszedłbym do
                siebie. Po lekach robiłem rzeczy, na których wspomnienie ciarki przechodzą mi
                po plecach (na przykład wsiadałem - tak sobie, bez potrzeby - do samochodu i
                jechałem przed siebie, po czym nic nie pamiętałem. Szczęście, że nikogo nie
                zabiłem). A teraz myślę już tylko o samobójstwie - nic już nie jestem w stanie
                dać ani dzieciom, ani żonie. Po prostu - katastrofa. Pewnie jesteś teraz w
                pracy - to tylko ja nie pracuję od półtora roku - bo chętnie bym z Tobą
                podyskutował. Może gg? 5354122
                • marr467 Re: Depresja u meza 02.03.07, 07:28
                  Trochę się tu nieswojo czuję - forum przeznaczone jest dla żon, nie mężów. Ale
                  może takie spojrzenie z drugiej strony wniesie coś wartościowego do dyskusji.
                  • malgmari Re: Depresja u meza 02.03.07, 07:42
                    nie mogę tyle czasu spęszać przed komputerem, ale jeśli chcesz, odezwij się na
                    malgmari@gazeta.pl.
                    Jestem żoną męża, który od ponad 8 lat choruje na depresję.
                      • ollaboga77 Re: Depresja u meza 02.03.07, 11:08
                        marr467 napisał:

                        > Nie ma Cię na malgmari@gazeta.pl.Więc gdzie Cię znależć?


                        O bosze nie mam jej pod tym adresem bot o meil.. skrobnij jej czułę słówko to
                        może przezuci się z depresyjnego jego na Ciebie ;)

                        no dobra to był żart..

                        A tak na serio... to jestes wierzacy w BOga?
                        --
                        ===========================
                        *** www.wegetarianie.pl ***
                        ~~~ www.miau.pl ~~~
                          • ollaboga77 Re: Depresja u meza 02.03.07, 14:50
                            nei staraj się na siłę uszczesliwiac ludzi... mozesz tylko pokazac co robić by
                            być szcześliwym ale metodą metodami, które ktoś wczesniej wymyslił...

                            a TY marr zainteresuj się vipassaną, ale niezrazaj się, ze pochodzi ze
                            wschodu.. to jest metoda która nie wymaga wiary w Boga... ani nie ma nic
                            wspolnego z wierzeniem... jest metodą pracy z umysłem... najlepiej by był
                            nauczyciel ...
                            polecam... ja nawet pojechałam na kurs...


                            • marr467 Re: Depresja u meza 04.03.07, 09:44
                              ollaboga, nie wiem co to takiego vipassana, ale ja raczej nie wierzę w takie
                              rzeczy. Tobie pomógł ten kurs? Kto właściwie jest chory - Ty czy Twój mąż?
    • yrrah Re: Depresja u meza 28.02.07, 16:49
      To naprawde wygląda na ostrą depresję. Zapisz go do psychiatry i pójdźcie
      razem. Gdyby oporował, to powiedz, że się o niego martwisz i żeby zrobił to dla
      Ciebie i dla Waszego związku. Powiedz też, że skoro anginę się leczy, to
      depresję tym bardziej warto. A leczenie jest skuteczne. Wciąż wchodzą coraz
      nowsze generacje leków, mające coraz mniej skutków ubocznych. Powiem Ci
      jeszcze, że ta niemożność (aktywności), o której piszesz jest naprawdę
      niemożnością. Porównuje się ją z niemożnością aktywności u osób po zawale. Ale
      faktycznie nie ma nic bardziej nudnego i trudnego do zniesienia niż cudza
      depresja. Trzymam kciuki i życzę powodzenia.
      • yrrah Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:01
        Zapomniałam o najważniejszym - praktycznie nie ma sensu podejmowanie samego
        leczenia farmaceutycznego. Żeby osiągnąć sukces w walce z depresją, konieczna
        jest psychoterapia. Z moich doświadczeń wynika, że lekarze psychiatrzy rzadko
        ją jednak poważają. Ja chętnie polecę uważną lekarkę, która przyjmuje w
        enelmedzie (dr Szafrańska)i serio traktuje współdziałanie obu form
        leczenia,jako że tylko taki duet pomaga zapobiec nawrotom. Po pierwsze
        koniecznie zaciągnij mężą do lekarza. Pamiętaj, że depresja jest zaraźliwa -
        wpływa na otoczenie chorego, zwłaszcza na najbliższych, bo wypada on z ról
        społecznych. Szczególnie trudno radzą sobie z tym dzieci osób chorych. No i
        towarzysze życia. Na koniec pociecha - z dobrze leczoną depresją (nie
        obawianiem się leków i świadomą decyzją o podjęciu terapii) można dobrze żyć i
        funkcjonować.
        • navaira Re: Depresja u meza 28.02.07, 17:35
          > Zapomniałam o najważniejszym - praktycznie nie ma sensu podejmowanie samego
          > leczenia farmaceutycznego.
          Tu lekko się wtrącę -- jest, bo leki pomagają powrócić do życia; mój stan przed
          lekami był tak zły, że nie byłem w stanie chodzić na terapię (w ogóle nie bardzo
          byłem w stanie robić cokolwiek, wliczając w to np. jedzenie czy czytanie). Ale
          kiedy już się jest w stanie pozwalającym na normalne funkcjonowanie, warto
          zacząć terapię jak najszybciej.

          > Na koniec pociecha - z dobrze leczoną depresją (nie
          > obawianiem się leków i świadomą decyzją o podjęciu terapii) można dobrze żyć i
          > funkcjonować.
          To prawda :) Powrót do normalnego funkcjonowania jest jak najbardziej możliwy,
          najtrudniejsze jest najpierw przemożenie się i rozpoczęcie leczenia, a potem
          dobór właściwych leków.

          --
          małe, grube i wywrotne
          • sneeper_1 Re: Depresja u meza 28.02.07, 18:00
            Ollaboga ,bardzo wesołe te twoje łzy z przymrużeniem oka,
            ale uważaj n te kotke,bo za któryms razem sztuczka się nie uda, a szkoda bo
            naprawde fajnie piszesz ale wszystko ma swoje granice
            • ollaboga77 Re: Depresja u meza 28.02.07, 20:03
              sneeper_1 napisał:

              > Ollaboga ,bardzo wesołe te twoje łzy z przymrużeniem oka,
              > ale uważaj n te kotke,bo za któryms razem sztuczka się nie uda, a szkoda bo
              > naprawde fajnie piszesz ale wszystko ma swoje granice


              Co Sneeper? jakie łzy i jakie wesołe?
              --
              ===========================
              *** www.wegetarianie.pl ***
              ~~~ www.miau.pl ~~~
    • dariiia Re: Depresja u meza 28.02.07, 18:17
      Droga fasolko.Moje zdanie jest zupelnie inne.Moze i to depresja albo mozemy to
      nazwac czyms innym.Na podstawie moich przezyc mysle ze jest to to samo co ja
      mialam.Brak zajecia i pracy wyrzuty sumienia ze sie nie pracuje a jednoczesnie
      coraz wiekszy brak samozaparcia do szukania tej pracy i coraz mniej wiary w
      siebie.Do tego dochodzi siedzenie przed komputerem co wciaga i niechec do
      wychodzenia gdziekolwiek-rozumiesz? kólko sie zamyka...wspolczuje ci...to ty
      musisz byc silniejsza.. psychoterapeuta owszem, moze pomoc, ale przede
      wszystkim postaraj sie mu pomoc poszukac zajecia, pracy, zeby sie czyms zajal,
      ale bardzo delikatnie zeby sie znow nie rozdraznil i nie zniechecil...moim
      zdaniem to metoda ktorej ty sama mozesz sie podjac, zadne tam pisanie listow
      czy chec rozmowy-to nie poskutkuje...
      --
      Daria
    • lokomotywa333 Re: Depresja u meza 28.02.07, 19:19
      twoje wrażenie jest chyba jak najbardziej słuszne. Najważniejsze to zrozumieć,
      zrozumieć osobę dotkniętą depresją, chociaż to bardzo trudne. Zrozumieć i
      wykazać bardzo dużo cierpliwości- to jest jeszcze trudniejsze. Musisz być przy
      nim i robić wszystko żeby wiedział ze naprawdę jesteś i przekonaj go że nie
      nawalił, co tam doktorat, chwilowa utrata pracy, musisz pomóc mu znaleść nowy
      punkt zaczepienia. Wiem też że musisz zrobić wszystko aby przekonać go do
      wspólnej wizyty u lekarza, niekoniecznie od razu psychatry, lekarza pierwszego
      kontaktu.nie zostawiaj go teraz jesteś mu potrzebna.
    • wiechu27 Re: Depresja u meza 28.02.07, 21:03
      Chciałbym dodać, że lekarzem, którego Twój mąż powinien odwiedzić, nie musi być
      psychiatra. Może też być neurolog. Również przepisze leki. Rozreklamowany
      prozac, w Polsce jego odpowiednikiem jest bioxetin, wcale nie jest lekiem na
      całe zło. Mi nie pomógł. Efekty terapii farmakologicznej pojawiają się dopiero
      po 2 tygodniach (najwcześniej). Na psychoterapię jest najlepiej pójść po kilku
      tygodniach. Zdumiewają mnie diagnozy i zalecenia innych forumowiczów, ich
      kategoryczny ton, pryncypialność i pewność. Pamiętaj,że ta choroba dotyka, poza
      chorym, także jego rodzinę. Potrzebujecie oboje wsparcia.
      • balbina112 Re: Depresja u meza 28.02.07, 21:46
        droga fasolko
        nie chce cie martwić ale jeżeli nei "wymusisz" u meza checi leczenia to nicic z
        poprawy jego stanu - samo nie minie :( a szkoda...
        moja tesciwa choruje na depresje juz 11 lat. w poczatkowym okresie zrozumiala
        ze jest chora i poszla razem z mezem do lekarza, ten przepisał leki, po ktorych
        pcozula sie dobrze.
        ale neistety tak dobrze, że stwierdzila ze jest już zdrowa po pólrocznym
        leczeniu i tak uważa do dziś. jej stan jest obcnie tragiczny!
        nie pomogly ukradkiem podawane leki, teściu nie ma na nią wpływu, jedynie mój
        maż a jej syn jeszcze jakoś pozytywnei na nią działał.
        nie ukrywam, że teściowa znalazła w tej chorobei sposób na zycie bo
        jak "choruje" ( celowo napisałąm w cudzyslowiu, bo to są ataki gorszego stanu)
        to w domu jest ciemno, brudno, wszystko porozrzucane, mozna sie pozabijac o
        różne przedmioty, a w atakach kłóni potrafi nawet siegnąc po niebezpieczne
        narzedzie i straszyć.
        a w dobrych dniach: gotuje, pierze, sprzata, jezdzi po cąłym wojewóztwie na
        zkaupy, wydaje pieniądze (to lubi najbardziej) owywisice nie pracuje bo :oczy
        ją bolą" i tak ludziom nie może pokazać, unika małych sklepów gdzie jest
        bezpośrendi kontakt z ludzmi,
        ponadto spi całymi dnaimi, wszędzie gdzie popadnie i robi ciemnice w odmu jak w
        grobie.
        moze moje opisy sa drastyczne ale niestety to prawda.

        mój teściu nic z tym nie robi tylko siedzi cicho i sie cieeszy jak nei ma
        awantur, zmusić ja do leczenia nei można a ubezwłasnowolnić teściu jej nie chce
        bo twierdzi że ma tylko drobne kłopoty
        więc nie ukrywam, ze on sam juz zaczął wierzyc ze to taki normalny stan z
        przejsciowymi gorszymi dniami, mi zawsze tłumaczy, zę ona tka jużjest albo "no
        troszeczkę jest zestrowana i ma swoje nawyki"
        moj mąż tez tak juz zaczynał podobnei myśleć, że mama jest tylko trochę chorą
        bo jest poprawa np. od tygodnia sie nei kłoci, albo ugotuej obiad -
        rzeczywisćie traktuja to jak święto, albo eni spi całymi danimi tylko noce i
        popołudnia hmm

        najgroszejst to ze jak tesciu bedzie neidomagał to mi zostanei ten problem- a
        ja niestety nei potrafie sobie z tym poradzic, nie moge z nia mieskzac, bo mi
        działa na nerwy, poza tym nei chce mieć w domu piekłą i grobowaca, a skoro jej
        mąż nie dał sobie rady przez tyel lat to co ja mam zrobić, zniszczyc sobie
        zycie bo ktos nei wykazał sie, nei pomógł, nei miał lub nie chciał mieć wpływu
        i dlatego moej zycie musi byc zmarnowane??!!

        najgorsze to to, że ona swoją chorobę traktuje jako sposób na życie-
        oan sobie życje w swoim świecie, a cała rodizna cierpii, a najbliższa osoba
        czyli maż olewa wszystko, a jak mój mąż naciskana ojca, żęby coś podziałał, to
        jest odpowiedź : wiesz jaka matka jest, lepiej zostawićją w spokoju, bo znowu
        będą awantury.

        wsparcie rodizny dla chorego jest najważneisjze, ale proponuej abyś najepierw
        udała sie do psycholga aby prozmowaic o tym problemie i uzyskac wspracie jak
        postępować
        ponieważ to ty musisz jesli chcesz miec duzo sily i wytrwalości!!!
        mam nadzieje ze Tobie się uda bo widze jakie sa efekty małżeństwa, któe trwa by
        trwać, ale skutki są opłakane
        a na dodatek na straośc, zresztą już nie tak daleka i ogólen ijuż mam niezły
        ciężar

        pozdrawiam i zycze powodzenia
    • zimowa1 Re: Depresja u meza 28.02.07, 22:04
      Depresja plus narkotyki ew.inne poważne problemy zdrowotne. Sama sobie nie
      poradzisz z tym tematem - uwierz mi. Proponuję Ci z całego serca jedno:
      1/ koniecznie poproś do domu lekarza psychiatrę (koniecznie niech przeprowadzi
      szczegółową rozmowę z Twoim mężem mimo jego protestów),
      2/ koniecznie zaobserwuj zachowanie swojego męża pod względem brania narkotyków
      jest ich wiele i wystarczy zrobić dokładne badania pod tym kontem.
      3/ jeśli nie będzie chciał się poddać ani przebadaniu przez lekarza i zrobieniu
      koniecznych badań - zostaw go ! SZKODA TWOJEGO ZDROWIA I ŻYCIA. Pozdrawiam i
      życzę Ci dużo uśmiechu - nie martw się i nie zamartwiaj się - nie warto ! MYŚL
      O SOBIE.
    • decymka odwieczny problem wiecznych studentów 28.02.07, 23:09
      Niestety.

      Bardzo duży wplyw na to co się dzieje, może mieć uczelnia i otoczenie. Nie iwem
      na jakiej studjuje i kto się nim opiekuje, ale to może mieć wielki wpływ.

      Dowiedz się.

      Bywają także mobbingi na uczelni i sabotaże przez profesorów - tak mogło być.
      Facet poświęcił czas i pracę na coś, i ktoś go podkopał. Teraz nie wie jak się
      odnaleźć.

      Pogadaj z jego środowiskiem, zaryzykuj, może jacyś znajomi z uczelni - ktoś na
      pewno coś wie.

      I rozmawiaj. Konfrontacja. Nie pozwalaj by zamykał się przed sobą , tobą,
      zamykał żaluzje i siedział przed kompem (możesz zabrać kable).

      Wiem - zaraz się odezwą Ci co będą mówić o samobójstwie. Nie w tym przypadku.
      Terapia szokowa - musi się przebudzić a nie trwać w maraźmie.

      Nie wiem czym się zajmuje, ale możesz mu podsuwać rozwiązania, praca, wyjazd,
      nauka gdzieś indziej. Przecież mgr to już coś.
      • gosc_nie_dzielny Re: odwieczny problem wiecznych studentów 01.03.07, 02:14

        > I rozmawiaj. Konfrontacja. Nie pozwalaj by zamykał się przed sobą , tobą,
        > zamykał żaluzje i siedział przed kompem (możesz zabrać kable).
        > Wiem - zaraz się odezwą Ci co będą mówić o samobójstwie. Nie w tym przypadku.
        > Terapia szokowa - musi się przebudzić a nie trwać w maraźmie.

        Bzdury gadasz - totalne i niebiezpieczne do tego. Zabieranie kabli... Puknij
        sie w czolo, dziewczyno, nie mowimy tu o starobabowym manieryzmie na chandre i
        spleen, tylko o chorobie.

        Moze zamkniecie w piecu na trzy zdrowaski pomoze? Terapia szokowa... Pfff,
        ciemnogrod totalny.

        Do autorki watku - zdecydowanie rozmowa ze specjalista. Kilka godzin terapii -
        polegajacej na zwyklej rozmowie z dobrym psychologiem, pytaniach i
        odpowiedziach, moze naprawde duzo zmienic. Na pewno nie rewolucyjnie, z dnia na
        dzien, ale stopniowo zdecydowanie tak.

        I najgorsze, co mozna zrobic, to wlasnie podejscie jakie proponuje autorka
        postu wyzej - zadne terapie szokowe, zadne 'wez sie w garsc', zadne 'walnij
        setke, poczujesz sie lepiej' etc.
        Rozmowa owszem - ale musisz miec _wielkie_ poklady ciepliwosci i wyrozumialosci.

        Z wlasnego, bolesnego, doswiadczenia mowie.

        pozdrawiam,
        M.
      • gosiekkk Re: odwieczny problem wiecznych studentów 01.03.07, 08:41
        Taaa... Tytul - ni przypial, ni przylatal... BZDURA...

        Poza tym - dziewczyna PROBUJE ROZMAWIAC, ale facet NIE CHCE. Myslisz, ze to taka
        proscizna?...

        A zabierania kabli i innych rozwiazan silowych nie polecam, bo w przypadku
        faceta z problemami psychicznymi moze sie to skonczyc na przyklad przepychanka i
        proba wkomponowania polowicy w sciane. A potem - pogo pogo - pogotowiem.
        • decymka rozczulać się ? 04.03.07, 13:49
          Słowa kluczowe - siedzi przed komputerem.
          Że to jest depresja to tylko przypuszczenie a nie diagnoza.

          Facet ma problem, zamknął się w sobie i ucieka do kompa. I to trzeba
          skonfrontować a nie chodzić wokół niego na paluszkach.

          Jak ma rozmawiać jak siedzi wślepiony w monitor...

          Właśnie tak się kończy chuchanie na mamusiowatych facetów.

          Może coś mu nie poszło na uczelni, ale nie on pierwszy i nie ostatni.

          Byka łapie się za rogi. A jak jest się w związku, tym bardziej w małżeństwie
          trzeba się liczyć się z drugą osobą a nie ślepić w monitor bo coś nie wyszło.

          DObrze niedzielny, że miałeś jaja by wydorośleć.
    • davidek1 Re: Depresja u meza 28.02.07, 23:30
      pewnie najlepiej zostawic, jak bezuzyteczny sprzet!!!!
      moze trzeba pomóc, ale na forum nie uzyskasz takiej odpowiedz, porozmawiaj z
      psychiatrą, wtedy upewnisz się, czy to depresja czy nie, chodzby częsciowo.....
    • athman Re: Depresja u meza 28.02.07, 23:50
      Fasolko, ja jestem mężem, który miał depresję, a właściwie byłym mężem, bo moje
      małżeństwo właśnie z tego powodu się rozpadło. Zona przez wiele lat mnie
      wspierała, ale rok temu poprosiła, żebym sie wyprowadził - właśnie wtedy, kiedy
      poczułem się lepiej. Jak wedle praw historii: rewolucje wybuchają nie wtedy,
      kiedy jest najgorzej, ale gdy zaczyna się poprawiać. Nie wytrzymała. Chorowałem
      jakieś 8-9 lat, przez pierwszych kilka żaden lekarz nie zdjagnozował
      podejrzenia depresji i nie wysłał mnie do psychiatry. To były troche inne
      czasy, a i ja nie wpadłem na to, że to depresja. Przez kolejnych parę lat
      chodziłem do kilku lekarzy - bez skutku. W końcu tafiłem do fachowca -lekarza
      kompletnego, który widzi wszystko (w Warszawie, chętnie polecę).
      Na tym forum napisano kilka głupot, więc się wymądrzę z racji mojego
      doświadczenia.
      Twój mąż zapewne ma depresję, i to nielekką. Miałem te same objawy - i wiele
      innych, w tym somatyczne - z dwoma różnicami: nie odburkiwałem i chciałem się
      leczyć, bo już prawie nie żyłem.
      Najgorsze, co możesz zrobić, to zagonić go do roboty, jak tu jakaś mądra osoba
      proponowała; twój mąż nie jest w stanie ruszyć ani ręką, ani nogą.
      Organizowanie rozrywek i uprzyjemnianie życia - też bez sensu, w tym stanie nic
      nie pomoże, tylko będzie go irytować i męczyć. Jedyne co możesz zrobić, to
      wpłynąć, zeby poszedł do lekarza (moja pani doktor z zasady spotyka się z
      obojgiem małżonków albo z kimś z rodziny) oraz dać mu poczucie, że go rozumiesz
      i wspierasz, ale nie można tego robić natrętnie. Pomysł, żeby go szantażować,
      że odejdziesz, jest bez sensu - on nie będzie cię w stanie zatrzymywać.
      Bez leczenia depresja, oczywiście, nie przejdzie. Psychoterapia nie wystarczy,
      może wspierać, tak jak tolerancja i ciepło, bezpieczeństwo w otoczeniu chorego.
      Chory musi podjąć leczenie farmakologiczne, które może trwac nawet tyle, ile
      sama depresja. Rezultat może być chwiejny. Ja,chociaż jestem już po dobrej
      stronie, to tylko jedną nogą - i mam tego świadomość, więc unikam
      depresjogennych sytuacji. Z drugiej strony jestem na tyle już silny, że rozpad
      małżeństwa, nie zepchnął mnie znów w kompletną depresję,i chyba jakoś się
      powoli z tego podnoszę. Jeszcze jedno, alkohol często towarzyszy depresji, więc
      jeśli pije albo zacznie pić, to nie dlatego, że jest menelem, ale dlatego, że
      alkohol mu chwilowo pomaga - w rzeczywistości jednak pogłębia depresję.
      Chyba cię nie pocieszyłem, ale wszystko zależy od was obojga: od niego, czy
      pójdzie dolekarza i trafi na dobrego, i od ciebie, jak dużo i długo będziesz w
      stanie wytrzymać. Może wam się powiedzie lepiej niż mnie i mojej żonie.
    • yavorius Re: Depresja u meza 01.03.07, 07:51
      fasolka3 napisała:
      > Mam wrazenie ze moj maz ma depresje.

      > Jak tak dalej pojdzie,to
      > go naprawde zostawie, i to na zawsze.

      Gratuluję Twojemu mężowi wspierającej żony.
      --
      Niektórzy mówią, że jest ptysiem telefonistą i że Boguś
      mu nie wystarcza. My jednak wiemy, że zwą go Yavorius.
    • comp1974 Re: Depresja u meza 01.03.07, 07:57
      Sprawa jest bardzo poważna. Mój brat zakończył to samobójstwem. Ludzie w
      depresji wymagają szczególnej opieki, są bardzo wrażliwi przeważnie z niską
      samooceną.
      Szantażowanie, że go opuścisz nic tu nie da a jedynie pogłębi stan choroby.
      Mówienie do niego, żeby wziął się w garść też odpada. On się czuje naprawdę
      okropnie i jest spowodowane to bardzo ciężką (śmiertelną) chorobą.
      Idź z nim do psychiatry a jeżeli nie chce to idź sama i porozmawiaj, poproś o
      radę. Jeżeli jeden nie pomoże idź do innego lekarza. Choroba sama nie przejdzie
      musi być leczona bo inaczej może się zakończyć tak jak u mojego brata.
    • zdziwiona_swiatem Re: Depresja u meza 01.03.07, 08:45
      Moj chłopak ma depresję. Przez długi czas ani on ani ja niewiedzieismy co sie
      dzialo. Poczatek byl straszny, to co sie z nim dzialo bylo koszmarem.
      Doprowadzilo to do tego ze chcial sie zabic - naparwde niewiele brakowalo.
      Takiemu czlowiekowi trzeba dawac duzo milosci, pokazywac ze jest sie z nim. Moj
      chlopak poszedl do psychologa. Jednak pierwszy poan psycholog nie byl zbytnio
      kompetentny poniewaz pzrepisal jakies tabletki i go zbyl. tabletki wywolaly
      jeszcze gorsze reakcje. Potem poszedł prywatnie do pleconego pzrez kogos
      psychologa i on mu pomogl i nadala pomaga. teraz jest tak jak bylo kiedys.
      wszytsko normalnie. nie powiem, ma jeszcze czasem dziwne stany, wpada w rozne
      dolki ale ogolnie jest dobrze:) Tabletki "Asentra" bardzo pomagają:) Powinien
      iśc do psychologa.
    • uff999 Re: Depresja u meza 01.03.07, 11:29
      z przerażeniem przeczytałam niektóre wpisy,tak jak miesci mi sie w głowie,że
      można nie końca znac specyfikę tej choroby, to nie sądzilam , ze rady niektórych
      pogłębiają wprost depresję.np:

      Zobaczysz jak sie zmieni.....
      Odsun do loza i michy !!

      Każda depresja wcześniej lub później mija samoistnie.
      Nie cackaj się z nim. Wymuś aby
      przejął część twoich obowiązków w domu. Jak popracuje to mu się poprawi krążenie
      i depresja przejdzie.

      Dla mnie to nie jest depresja. Gość się po prostu załamał, bo nie widzi wyjścia
      z sytuacji.
      ...............................................................................

      I wiele innych w podobnym stylu, ludzie, czy wy jesteście slepi?
      Depresja jest chorobą, nieleczona,często prowadzi do samobójstwa, to naprawdę w
      tej chorobie nie takie to dalekie, zmusic do czegokolwiek nie można bo to
      choroba objawijąca się brakiem woli,powodów mogą byc setki. Leczenie trzeba
      zacząc od lekow, antydepresantów+ terapia +pomoc i zrozumienie najbliższych.
      Jeśli samemu sie nie przeżyło napadu lęku panicznego-egzystencjalnego, często
      występującego w depresji to słowa tego nie opiszą i wiem ,ze tak jest i
      rozumiem, że moi bliscy mają pewne wyobrażenie o depresji a tak naprawdę nie
      czują istoty tej choroby, dlatego tak się przeraziłam , a jeśli ich
      niezrozumienie jest tak dalekie jak u niektorych wyzej cytowanych? Zaczęłam się
      bac o siebie i przepraszam za tak osobisty wątek w tym momencie, to jest
      silniejsze ode mnie, naprawde trudno mi to wytłumaczyc ale serce mi wali ręce
      trzęsą i się boję, wiem ze taki stan minie, bo juz jakis czas się leczę i wiele
      wiem o depresji, juz od kilku miesięcy nie miałam takiego niepokoju.
      Fasolka3, pewnie moglabym wiecej ci pomoc i napisac o depresji ale teraz nie
      moge. Pomozesz mezowi serdecznoscia i byciem z nim a wizyta u lekarza jest
      konieczna. Trzymaj sie i duzo wytrwalosci

      w wolnej chwili zajrzyj tam, to nie twoj temat, ale wiele sie
      dowiesz,f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2554135&start=27780
      • dzana7 Re: Depresja u meza 01.03.07, 11:51
        Nie jestem zaskoczona niektórymi opiniami, bo zdaję sobie sprawę, jak wielka
        jest niewiedza na temat depresji. Mój mąż cierpi na nią od kilu lat, dopiero od
        ponad roku jest leczony, wiem że jeszcze długa droga przed nami. Wiem też jak
        wiele wysiłku, cierpliwości i miłości trzeba okazać. I nie poddawać się. Ta
        choroba jest jak "nowotwór duszy", z tą różnicą, że trudno liczyć na
        zrozumienie i wsparcie nawet najbliższych osób.
        Pozdrawiam wszystkie żony cierpiących na depresję mężów i życzę im wielkiej
        wiary i siły.
        • jacekp6 Re: Depresja u meza 01.03.07, 14:27
          Sam przez nia przeszedlem, to ze jestem lekarzem nie mialo znaczenia. Nie
          wierzylem, ze mozna w ogole z tego wyjsc. Osoba chora na depresje nie 2widzi"
          przyszlosci, nie ma cienia nadziei. Skutkuja tylko leki i pomoc dobrego
          psychiatry. Wszystki mdotknietym szybkiego wyzdrowienia :)))
          • pumra Re: Depresja u meza 01.03.07, 15:42
            Depresja jest chorobą nie fanaberią nieudaczników! Niestety też przechodziłem
            przez ten koszmar w sytuacji nieco podobnej do przedstawionej. Również pracuję
            na uczelni i przed trzema laty w wyniku nadmiaru obowiązków, stresu związanego
            z pracą twórczą (tym właśnie jest pisanie doktoratu) wylądowałem u psychiatry z
            objawiami depresji. Przez ponad rok nie napisałem nawet zdania. Przekonany
            byłem, że nie nadaję sie do niczego, że nie jestem w stanie sprostać swoim
            obowiązkom. Potem pojawiły sięmyśli samobójcze, najprostsze obowiązki wydawały
            się pracami dla Herkulesa. Żyłem tylko czytając (na pisanie nie miałem sił)
            fora nt. depresji. Zawsze jednak walczyłem, aby nie odizolować sięcałkowicie od
            świata. Było to niezmiernie trudne, ale miałem świadomość, że to wstrętne
            realizowanie "normalnego planu dnia" jest ostatnią rzeczą, jaka łączy mnie ze
            światem zdrowych. Twój mąż musi sobie uświadomić, że jest chory i że czeka go
            trudna walka o powrót do normalności. Co sięzaś tyczy przyczyn, to mam
            wrażenie, że wykonywanie twóczej pracy, jej nieregularność (można przez miesiąc
            napisać dwa rozdziały, można dwa zdania) sprzyja rozwojowi tej choroby. (Choć u
            mnie wiązało sięto także z chorobą mamy - tym samym depresja była trudniejsza
            do uleczenia, bo miała genetyczne podłoże)Nie mam jednak wątpliwści, że
            depresja Twojego męża na pewno ma właśnie takie przyczyny, żadnych romansów,
            cieplarnianego wychowania itp. Moja obecna żona z trudem to akceptowała, ale to
            jej zawdzięczam powrót do normalności. Jestem zdania, że w poprawie (właściwie
            wyleczeniu - tak, nie biorę już leków i nie czuję się chory) to ona odegrała
            najważniejszą rolę. Nie leki, nie psychoterapia, tylko autentyczne wsparcie
            najbliższych mi osób. Kiedy widzi się, że tyle osób wciąż w ciebie wierzy, to
            można znaleźć motywację, aby walczyc ze swoimi słabościami. Na knoiec chciałbym
            Cię pocieszyć. Choć byłem przekonany, że doktoratu nigdy nie napiszę, kilka
            miesięcy temu obroniłem go z wyróżnieniem. Po chorobie też prawie nie ma śladu.
    • kuba272 depresja....hmmmm 01.03.07, 17:16
      moja żona razem ze swoja mamusią ustaliły ,że od 11 marca ide na urlop
      wychowawczy..i popołudniami będe dorabiał jako magazynier lub ogólnie mam coś
      znaleśc do roboty....bo do niczego innego sie nie nadaje:)
      dlatego moj stosunek do trzech punktów z pierwszego postu jest mówiac
      delikatnie....leciutko mietki!I znowu pozostaje mi obejrzenie "Placu
      Zbawiciela" i "Takiego pięknego syna urodziłam" wtedy może nie zeświruje do
      końca..
      czas depresji nadchodzi nieubłaganie......
      • ollaboga77 Re: depresja....hmmmm 01.03.07, 18:57
        no chyba jedna nadajesz się... do płodzenia...

        jak masz ok sperme to ja sprzedaj do banku spermy ! powodzenia...
        --
        ===========================
        *** www.wegetarianie.pl ***
        ~~~ www.miau.pl ~~~
      • ollaboga77 Re: ciekawostka. 01.03.07, 20:28
        lucyna_n napisała:

        > siedemdziesiąt wpisów a ze znanych nickow tylko Mask , fascynujące.


        jesscze ja Luca!
        A zgadnij czemu??? no bo ktosik wyjał ten temat na stronę główną :)
        --
        ===========================
        *** www.wegetarianie.pl ***
        ~~~ www.miau.pl ~~~
        • do42 depresja u męża 01.03.07, 21:01
          kup książkę pt. "Anatomia depresji". Polecam. Warto przeczytac. Dla Ciebie, a
          także, aby...podrzucić mężowi.Jeśli na rozmowy trudno go namówić. tam zresztą
          takie wypieranie jest opisane, a także różne stany depresyjne, w których i mąż
          się odnajdzie. Może, nawet jeśli przed Tobą nie od razu się przyzna, to zacznie
          kiełkować myśl o leczeniu. Bo sam sobie nie poradzi. I nie mów mu, że go
          zostawisz, bo się utwierdzi w przekonaniu, że jest taki do niczego, że Ty już
          też go nie chcesz. Mów mu, że go nie zostawisz,cokolwiek mu jest, choć i tak
          będzie uważał, że to nieprawda, bo on wie, że Ty nie znasz tej "prawdy", o nim,
          że jest tak beznadziejnym ze tracisz z nim czas itp.
          Mój brat popadł w taki stan, uważał, że jest beznadziejnym człowiekiem(
          nieprawda!!!), że jest przekonany, że nastąpi ten dzień, w którym wszyscy dojrzą
          tę prawdę, że jest obciążeniem dla żony, dzieci własnych, rodziny, że wszystko,
          czego dokonał do tej pory to przypadek, zbieg okoliczności, na który sobie nie
          zasłużył...leżał, patrzył w sufit, wypicie pół szklanki herbaty było
          niebotycznym wyczynem...umycie sie, ogolenie...jak się podniósł, dokonał
          ostatniego wysiłku w życiu.Popełnił samobójstwo. Zwiódł nas. Wydawało się, że
          się uspokoił, zaczął rozmawiać, umył się. Myśleliśmy, że wraca do normy...a On
          nas "uwolnił" od siebie...
          Zajmij się męzem. Nie krytykuj, nie każ mu, jak radzą tu inni wstać i koniecznie
          coś zrobić. On NAPRAWDĘ nie ma siły.To nie jest wymysł, to ciężka choroba duszy.
            • do42 Re: depresja u męża 02.03.07, 08:33
              nie wiadomo dokładnie, co jest przyczyną, a co skutkiem. Czy to spadek
              np.serotoniny wpływa na obniżenie nastroju, czy obniżony nastrój powoduje spadek
              serotoniny...itd.Stres powoduje choroby, ale i choroby powodują
              stres.Somatopsychika. Zamknięte koło.Kiedy jesteś radosna, uaktywniają się inne
              neuroprzekażniki, kiedy popadasz w złość - inne, a kiedy musisz stawić czoła
              czemuś "wysokoenergetycznemu", np. niebezpieczeństwu,jeszcze inne, np.
              adrenalina napływa w dużych ilościach, podwyższając choćby próg odporności na
              ból i zmieniając ocenę ryzyka.Gdyby to tylko była zakłócona gospodarka
              neuroprzekażnikami, to wystarczyłaby sama ich suplementacja. Po co więc terapie,
              porady, wsparcie, rozmowy,...na choroby ciała daje się pigułki, mniej lub
              bardziej zaawansowane fermakologicznie. Ale nawet wtedy skutki leczenia są
              uzaleznione od bliżej nieokreślonej duszy czyli wiary w sukces, nastawienia,
              oczekiwań, otoczenia. Są i tacy, którym sama wiara wystarcza - tzw. efekt placebo.
        • lucyna_n Re: ciekawostka. 01.03.07, 21:21
          serio? no to wszystko jasne, no prawie bo nie wiem dlaczego akurat ten wątek tam wylądował.
          nigdy nie bywam na stronie głównej
          sory za pominięcie, byłaś pod koniec wątku jakoś tak mi umknęłaś, ale JESTEŚ, oczywiście że jesteś.
          --
          nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
    • basiab_f Re: Depresja u meza 03.03.07, 09:55
      Moja droga nie lekceważ tego stanu jeżeli Ci zależy na mężu.Mój w zeszłym roku
      stracił prace po 20 latach(likwidacja zakładu) Bardzo się bałam że nie dam rady
      sobie z zachowaniem męża,potrafił siedzieć godzinami w fotelu i być całkiem
      nieobecny.Ani moja złość ani wśćiekłość nie pomogły dopiero ciągłe rozmowy i
      pokazanie jak bardzo jest potrzebny że bez niego nie mogę sobie dać rady.Po pół
      roku znalazł lepszą prace ale jeszcze zdażają mu się momenty wyłączenia z życia
      , ale jak się jest naprawde razem to można pokonać wszystko .Zyczę Ci aby
      wszystko ułożyło się po twojej myśli .Uwież że kobieta może z facetem zrobić
      wszystko sposobem i uczuciem .
    • amstaff23 Re: Depresja u meza 03.03.07, 15:17
      Mam dobrą rodzinę i kochającą Kobietę(to ona namówiła mnie do przeczytania tego
      forum), wszystko jest super. Ale nie do końca. Nie mam ochoty na nic, widzę
      ciągle tylko jeden kolor (szary) od czasu do czasu zrobię parę rzeczy żeby zabić
      nudę, ale szybko zniechęcam się do tego co robiłem. I przestaje to już być miłe
      i przyjemne a zaczyna być denerwujące i męczące. Dziś zauważyłem, że coraz
      dłużej śpię. Zajęcia, które kiedyś sprawiały mi przyjemność dziś są bez sensowne
      i szkoda mi na nie czasu zwłaszcza, że mam go sporo. Wszystko zaczęło się po
      moim powrocie z pracy gdzie byłem 7miesięcy i nie za bardzo mi się powiodło.
      Wiele wypowiedzi zgadza się z obecnym stanem mojej osoby, nie wiem, co mam
      robić. Jak wydostać się z tej sieci?!
      • ollaboga77 Re: Depresja u meza 03.03.07, 17:34
        amstaff23 napisał:
        Jak wydostać się z tej sieci?!

        OJ z sieci wyjscie jest łatwe.. tylko wyłącz kompa i bedzie ok!! życze silnej
        woli by wywalić kompa na smietnik :)

        --
        ===========================
        *** www.wegetarianie.pl ***
        ~~~ www.miau.pl ~~~
      • carrara Re: Depresja u meza 04.03.07, 20:41
        Bardzo poważnie potraktowałam twoje słowa. zawodowo zajmuję się pomaganiem. I z
        tego , co wywnioskowałam jesteś na dobrej drodze do zmiany. uśwaidomiłeś sobie
        swój stan, znasz przyczynę. Masz wsparcie .Podejmij walkę o powrót do
        normalnocśi.Wyznacz sobie drobne cele do osiągnięcia.Początkowo niewielkie,
        zwyczajne sprawy.Z czasem, więcej , poważniejsze. I jestem pewna, że dasz radę.
        ALLEEEE Bądz uczciwy w stosunku do siebie.Rozliczaj się z każdej porażki i
        sukcesu.Zaprogramowany, uczciwy - wygrasz!!!!!Jestem z wami!!!!!!
    • wichta Re: Depresja u meza 03.03.07, 23:42
      Witam
      Ja tez choruje na depresje. od ponad 2 tygodni chodze do psychologa. Nie chce
      się leczyć farmakologicznie. Na rynku są rózne środki, ale wole inaczej. Myśle
      że powinnas poprosić męża aby udał się do psychologa, może przydałyby się jaieś
      wakacje, może przeprowadzka, ale kogo teraz na to stać. Życze powodzenia.
      Pozdrawiam
      • marr467 Re: Depresja u meza 04.03.07, 21:43
        I to jest dobre podejście - może trafisz na dobrego psychologa (czy już
        trafiłeś)- to plus pomoc rodziny jest najważniejsze. Leki to loteria i
        ostateczność, ja niestety zacząłem od nich i już w zasadzie po mnie.
    • krismal1 Re: Depresja u meza 05.03.07, 12:25
      fasolka3 napisała:

      > Mam wrazenie ze moj maz ma depresje. Wyglada jakby mu ktos wygumowal emocje,
      > kolory, mimike twarzy. Mnostwo spi, praktycznie sie nie odzywa, jest
      przygaszon
      > y,
      > je raz na dzien, siedzi caly dzien przed komputerem, na wszystkie zagaduszki
      > reaguje rozdrazniony i mowi " Zostaw mnie w spokoju". Jak tak dalej pojdzie,to
      > go naprawde zostawie, i to na zawsze.
      >
      > Wlasciwie nie wiem, jak do niego dotrzec, co powiedziec...
      >
      > Macie pomysly?
      >
      > Dzieki wszystkie sugestie, czuje sie potwornie przygnieciona ta sytuacja..
      >
      > FFF
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka