Dodaj do ulubionych

czy nerwice można całkowicie wyleczyć?

12.07.03, 12:00
czy z tego sie w ogóle da wyjść na dobre? Ja wychodze z siebie żeby coś z tym zroobić. Stosuje się do zaleceń
lekarza, nie zmieniam go. Rozstałam sie z mężem uświadamiając sobie że to przez kipeskie małżeństwo mam
problemy z nerwica i nic. Dalej to samo. Przed chwila czułam sie jakbym miała umrzeć.
Poza tym mam pytanie dotyczące Xanaxu. Biore go od marca. Na początku doraźnie, od 2 miesięcy codzennie 1
mg lub 0.5 mg. Bardzo się boje uzależnienia. Z grugiej strony brałam już Coaxli, tranxene, Spalinam , Pramolan i nic
żadnej poprawy. Czy ludzie z nerwicą przy dobrym leczeniu wracają do normalnego życia czy już zawsze są
skazani na życie na [ół gwizdka?
Edytor zaawansowany
  • iwona.grobel 12.07.03, 19:43
    Weronika74 poruszyła kilka wątków.
    Podstawową metodą leczenia zaburzeń nerwicowych są oddziaływania psychoterapeutyczne (indywidualne i/lub
    grupowe). Czasami rzeczywiście stosuje się również leki, jeśli jest taka potrzeba. W uzasadnionych przypadkach
    stosuje się jedynie farmakoterapię. Skoro tak długo nic się nie zmienia, to może warto zastanowić się nad
    psychoterapią, jeśli jej nie ma, lub nad jej formą, jeśli jakaś jest stosowana. Nie chcę się wtrącać w rozpoczęte już
    leczenie.

    Xanax od marca (codziennie od 2 m-cy) to teoretycznie długo i istnieje ryzyko uzależnienia, ale jeśli jest to pod kontrolą
    lekarza, który ma plan leczenia, to proszę się nie martwić. Ja też mam pacjentów biorących benzodiazepiny dłużej niż
    6 tygodni, ale pod kontrolą, stopniowo odstawiane, są cenne w leczeniu, szczególnie zaburzeń lękowych.

    Terapia nerwic nie jest łatwa, przede wszystkim w tym sensie, że długo trwa i nie zawsze przynosi spektakularne
    efekty. Pacjenci często oczekują szybkiej poprawy, niecierpliwią się, przerywają leczenie. Ale w ogromnej
    większości, używając sformułowania weroniki74, "wracają do normalnego życia". Zdarza się, że nawet po leczeniu
    pozostaje pewna skłonność czy gotowość do reagowania na różne sytuacje, radzenia sobie z nimi jak przed
    leczeniem, ale poprawa jest wyraźna. A to, że żadna metoda terapii nie daje nigdy 100% skuteczności we
    wszystkich przypadkach, nie powinno zniechęcać do poddania się leczeniu. Inaczej żadne leczenie każdej innej
    choroby nie miałoby sensu, czyż nie?
  • mahoney 13.07.03, 02:57
    czyli inaczej mowiac tego sie nie da wyleczyc
  • mr_hyde 13.07.03, 03:32
    mahoney napisał:

    > czyli inaczej mowiac tego sie nie da wyleczyc


    W mojej opini nie.
  • sandra23 13.07.03, 10:39
    Chyba nie do konca trafnie zrozumieliscie Pania Doktor. Nerwice da sie przeciez
    wyleczyc. Fakt, ze u podstaw jej wystepowania leza zazwyczaj czynniki
    psychologiczne czyni ja zwlaszcza podatna na psychoterapie. Podatna w sensie -
    poddajaca sie leczeniu. Dlatego warto laczyc farmakoterapie z psychoedukacja
    (bardzo pomaga zrozumiec objawy i ich mechanizmy) oraz psychoterapia.
    Jednak chyba jest tez tak, ze im dluzej nerwica trwa tym dluzej sie ja leczy.
    To wydaje sie calkiem zrozumiale.
    Ale jest to uleczalne. I ulga jest ogromna. Trzeba byc tylko cierpliwym i
    poddac sie leczeniu.
    Pozdrawiam,
    Sandra
  • mahoney 15.07.03, 18:56
    brawo sandra za odpowiedz , mam taka nadzieje
    mr hyde nie dzieki za odpowiedz
  • iwona.grobel 18.07.03, 13:23
    Sanrda, dzięki za wsparcie.
    Pozdrowienia
  • mnx 21.07.03, 23:47
    Pani doktor, a czy uwaza Pani, ze nerwice mozna samemu wyleczyc, bez pomocy
    lekarza, bez srodkow farmakoliogicznych i bez terapii? Czy nie uwaza Pani, ze
    np. postawienie sobie jakichs celow w zyciu, rozpoczecie bardzo aktywnego trybu
    zycia, badz ogolnie zajecie sie roznymi rzeczami.ktore uniemozzliwiyby wrecz
    myslenie o swojej chorobie, moglyby miec 'zbawienny' skutek? Czy nie uwaza
    Pani ,z eta choroba dopada raczej osoby bardziej pasywne?
  • mahoney 22.07.03, 01:33
    przepraszam ze odpowiadam ale jakbym slyszal swoja starsza , postaw sobie nowe
    cele , gon , gon , gon i tak do zaj@@@@ jak mozna wulgarnie powiedziec , tylko
    ze wtedy juz nie bedzie mowy o leczeniu czy czymkolwiek , poza tym osoby
    pasywne , pzreciez to jawna obraza , to tak jakby insynuowac ze czlowiek bez
    rak ma problemy z napisaniem czegokolwiek z wlasnej winy , no pzreciez moglby
    sie postarac , dlaczego niektorym ludziom tak trudno jest zrozumiec ze choroba
    to jest choroba i trzeba ja leczyc bo ssama do holery nie minie , tak jakby
    chciala moja matka i starszy , bliscy czasem rania najbradziej wlasnie wtedy
    gdy dewaluuja nasze problemy , czasem wystarczyloby proste , wiem ze ci
    ciezko , ale wierze ze sobie dasz rade z ta choroba
  • mahoney 22.07.03, 01:35

    jeszcze poza tym postawienie sobie celu moze nam na chwile pomoc nie myslec o
    chorobie ale napewno jej nie wyleczy
  • ixus 22.07.03, 02:18
    Ja moze dodam, ze warto byloby uzyc antydepresantow, ktorych Pani jeszcze nie
    stosowala w leczeniu (pomijam pramolan). Z tego co wiem bardzo przydatny w
    nerwicach jest seroxat, anafranil i inne leki antydepresyjne. Moze pora zmienic
    lekarza?

    > czy z tego sie w ogóle da wyjść na dobre? Ja wychodze z siebie żeby coś z tym
    z
    > roobić. Stosuje się do zaleceń
    > lekarza, nie zmieniam go. Rozstałam sie z mężem uświadamiając sobie że to
    przez
    > kipeskie małżeństwo mam
    > problemy z nerwica i nic. Dalej to samo. Przed chwila czułam sie jakbym miała
    u
    > mrzeć.
    > Poza tym mam pytanie dotyczące Xanaxu. Biore go od marca. Na początku
    doraźnie,
    > od 2 miesięcy codzennie 1
    > mg lub 0.5 mg. Bardzo się boje uzależnienia. Z grugiej strony brałam już
    Coaxli
    > , tranxene, Spalinam , Pramolan i nic
    > żadnej poprawy. Czy ludzie z nerwicą przy dobrym leczeniu wracają do
    normalnego
    > życia czy już zawsze są
    > skazani na życie na [ół gwizdka?
  • weronika74 22.07.03, 09:36
    od tygodnia biore coaxil i faktycznie zmieniłam lekarza. Będę chciała też spróbowac troche popracować nad soba z
    psychologiem.
    Do osoby która mówi mi o znalezieniu celu i pasywności mówie że mam obowiazków i wszystkiego w nadmiarze
    który mnie przygniata. Teraz nie jestem zdolna do pracy i nie wiem jak to będzie dalej . Mam 3 tygodnie urlopu. Potem,
    nie wiem. Na razie w swoim biegu i zabieganiu zgubiłam gdzieś spokój ducha i jest mi naprawdę ciężko. Wczoraj w
    pracy trzesły mi sie rece, miałam 2 ataki lękowe to prawdziwa makabra. Rodzina mi nie pomaga swoimi cennymi
    radami typu wex sie w garść, znajdz dodtkowe zajęcie i nie lecz sie bo jak sama sobie nie pomożesz to nikt ci nie
    pomoże. Mąż odszedł , zreszta to głównie niemu zawdzieczam taki stan. więc nie jest lekko, ale mam nadzieje że i dla
    mnei zaswieci światełko i poczuje sie lepiej
  • mnx 22.07.03, 21:15
    Sluchajcie, przepraszam, jesli kogos urazilam ta 'pasywnoscia'. Nie
    rozumiej<cie mnie zle. Sama z depresja meczylam sie pårzez barsxzo dlugi czas i
    do tej pory miewam od czasu do czasu 'zle nastroje', czy nawet napady leku.
    Chcialam tylko podzielic sie z tym, co sama na sobie zaobsewowalam. Im wiecej
    znajduje sobiwe zajec, im bardziej staram sie prowadzic aktywne zycie, tym
    jesem bardziej szczesliwa i nawet w glowie mi depresje. Dziewczyny, badzcie
    dobre dla siebie! Umiejcie sie czasami uszczesliwic. To jest najlepszy lek na
    wszystko. Wiem, ze nie jestwem eksertem w tych sprawach , ale uwiezcie mi, te
    teorie o leczerniu framkologicznym to dla mnie tylko DOBRA PROMOCJA DLA FIRM
    FARMACETYCZNYCH. Oczywiscie jesli stan czlowieka jest na prawde ciezki i
    zagraza to jego zyciu, lecznie farmokologiczne jest niezbedne. Sluchajcie nie
    dajcie sie nabieac na te wszystkie leki. One was tylko OGLUPIAJA I SPOWALNIAJ,
    a wtedy traci sie checi na wszytko, wiec jak tu mozna mowic o aktywnym zyciu.
    Zammiast tych swinst przejdzcioe sie na dlugi spacer, na basen, nawet na
    zakupy, do ludzi! Weronika, ja cie doskonale rozumiem co przezywasz. Sama byla
    w podobnekj sytuacji, z tym ze ze nie byl to maz a chlopak. Nie bede opisywala
    szczegolow co sie ze mna dzialo...w kazdym razie Wybralam sie do lekarza ( Z
    tym ze podkreslam byl to lekarz w jednym z krajow SKANDYNAWSKICH, gdzie lekarze
    sa uczciwi i nie poddaja sie roznym 'wplywom', jesli tak to moge nazwac, firm
    farmaceutycznych, nawet nie wiecie jak powazny problem jest z tym w Polsce,
    pchaja wam wszystko co moga) i wizyta trwala zaledwie 20 minut. Usiwadomil
    mnie , ze mam nerwice lekowa i zebym sie po rpostu wziela sama w garsc. Nawet
    nie chcial zrobic mi zadnych badan, pomimo ze narzekalam na bole w sercu,
    dusznosci, nudnosci. Po moich wielkich prosbach zrobil mi kilka badan, miedzy
    innymi na prawidlowosc oddychania i okazalo sie , ze wszystko jest oK (z tym ze
    badania rbia na miejscu i od reki wciagu kilku minut dlatego nie trzeba jezdzic
    po roznych przychodzniach po calym miesice, czekac w kolekjkach i pograzyc sie
    w jeszcze w woekszej depresji , jak tpo jest w polsce). Nie przepisal mi
    ZADNYCH LEKOW!!!! nawet nic lekkiego na uspokojenie, ziolowego!!! NIC!!! Tylko
    powiedzila mi zebym wziela sie w garsc i wytlumaczyl mi dokladnie na czym
    åpolega moja choroba i jak reagowac w sytuacjach kiedy miewam napady leku.
    Przede wszystkim wytlumaczyc sobie LOGICZNIE dklaczego mam ten atak i czy ma to
    jakis sens. Wazne jest zeby zrozumiec , ze to jest TYLKO moja nerwica i tak na
    prawde nic mi nie grozi. Nie umre od tego tylko dlatego, ze mam napad leku!
    Trzeba starac sie samemu nad tym panowac. Zaczac to kontrolowac. Bardzo wanze
    jest podejsc do tego RACJONALNIE I LOGICZNIE!

    Dziewczyny! Jesli tylko mozecie (jesli stan waszej depresji nie jest bardzo
    powazny i czujecie sie na silach zeby same nad nia zapanowac), uwiezcie mi ,
    nie dajcie sie w puscic w zadne leki. Same pracujcie nad soba! I robcie
    wszystko zeby byc szczesliwe. Wszystko zalezy od was. Naprawde! Czasmia dobrze
    jest sie przejsc na male zakupy i kupic sobie jakss fajne kiecke! Czy pojsc na
    basen ,a moze do sauny, czy do solarium!

    Jeszcze odnosnie Weroniki, ktora pisala, ze jest bardzo aktyna w pracy. Moze ta
    twoja praca nie kjest jednak dla ciebie wystarczajacym wyzwaniem. Moze tak
    naprawde to fakt ze nie robisz tego co bys chciala w zyciu przyczynia sie do
    twojej depresji? ... bardzo wazne jest, zeby robic to co sie lubi, w czym czuje
    sie szczesliwym.

    Sorry , ze tak sie wymadrzam. Chcialam tylko podzielic sie z wami moimi
    doswiadczeniami i moimi opiniami, poniewaz sama bylam w depresji i wiem jak to
    jest... Byc moze niektorym wam moje rady sie przydadza. Moze ktos ma zupelnie
    odmienne zdanie. Z checia pslucham innych opinii. Milo byloby dowiedziec sie
    rowniez co na ten temat sadzi pani doktor.

    Pozdrawiam.

  • weronika74 22.07.03, 22:19
    ta praca wydawała mi się marzeniem tzn, pełna odpowidzialność, delegacje
    zagraniczne, doswiadczenie kierownicze i w ogóle pełen prestiż. Niestety praca
    ta i to wyzwanie nałożyło sie z brakiem prcy mojego męża. On postanowił sie na
    mnie wyzyć za swoje nieudane zycie zawodowe i zamiast mnie wspierac to walił
    kłody pod nogi. Zero pomocy, zero wsparcia tylko ciągle kłotnie. Na to wszystko
    nałożył sie konflik z moja mamą która nie mogła i nie chciała więcej tolerować
    bezrobotnego i aroganckiego męża bo musiała do nas sporo dokładac bo niestety w
    Polsce jedna pensja to raczej małe szanse na utrzymanie rodziny. Mąż mimo tego
    że bez pracy prawie od roku, nie chciał podjąć jakiejkolwiek pracy i szukac w
    międzyczasie cos lepszego. Niestety całe obciązenie, zjamowanie się domem
    dzieckiem, zarabianiem, codzienne kłotnie z mamą i mężem doprowadizły do tego
    że prawie całkiem uszły ze mnie siły. Własciwie cały czas jakos ciągnełam ale
    od jakichs 3 tygodni po prostu nie mam nieraz sily wstac. Nie spię. Kanał.
    Stan o jakim mówisz przydażył mi sie kilka lat temu i wtedy tez lekarze nie
    dali mi kompletnie nic tylko kazali sie zebrac i zadzaiłało. Teraz mój stan
    jest naprawde bardzo kiepski bo nawet lekarz który nigdy w życiu nie dał mi
    leku tym razem od razu mi dał i kazał sie skontaktowac pilnie z psychiarą.
    Poszłam i licze na to że cos pomoze. Te leki ktore mam są raczej mało
    szkodliwe, zrezygnuje tylko z neurolpetyka bo to chyba jakies swinstwo, ale tym
    razem czuje że jest inaczej niz kiedys, jest po prostu gorzej. Najgorsze jest
    to że z mężem jest dziwne zawieszenie tzn wyprowadzil sie ale w sumie to chce
    po znalezieniu pracy wracac, ja nie wiem czy chce tego. Chiałaby7m na razie go
    w ogole nie widziec. Przyjezdza do dziecka, bo w koncu ono nic nie jest winne a
    ja na drugi dzien umieram. Jestem niezle pokrecona nie? Potem dziecko godzine
    mi na rekach placze dlaczego taty nie ma z nami i potem tez umieram przez kilka
    dni. Staram sie cos robić, czytam, spaceruje, joga, kwaty, słońce i dalej konam
    z nieszczescia. To jest chyba jakies chroniczne uzależnienie od kogoś czy jak?
    Czuje że z każdym dniem bez niego więdne i jednoczenie wiem ze jego powrót nie
    rozwiąze problemów i wroc stary dobry syf. Tak czy siak dziekuje ci bardzo za
    twoja wypowiedz i wiem że masz sporo racji. Musze jakos żyć dalej choć tak
    cięzko mi sie pogodzic z faktami. Chiałabym teraz razem z córką i mężem patrzec
    na fale morskie a nie łykac prochy zeby zapomniec o wszystkim.
    pozdrawiam
  • mnx 24.07.03, 23:41
    Weronika, widze, ze to raczej ty moglabys mi daqwac rady niz ja tobie. Moge ci
    tylko powiedziec: nie poddawaj sie i wygadaj sie do kogos madrego i zaufanego
    (wygadanie sie to najlepsze lekarstwo), bo widac ze tego potrzebujesz... Trudno
    mi cokolwiek powiedziec, poniewaz sprawy malzenskie to bardzo skamplikowane
    sprawy, a ja nie mam jeszcze za bardzo w tej dziediznie doswiadczenia. Ja chyba
    bym sie jednak pokierowala dobrem dziecka... przynajmniej do momnetu kiedy tego
    bardzo potrzbuje... Wygadaj sie do kogos zaufanego i madrego i zdystansuj sie
    do wszystkiego- bedzie ci lzej przechodzic przez te wszystkie stresy i latwiej
    podejmowac decyzje. To wszystko co ci moge powiedziec ze swoim skromnym
    doswiadczeniem. Trzymam kciuki, zeby ci sie wszystko ulozylo.
    Pozdrawiam.
  • dziubasek144 13.11.13, 11:52
    Cześć, ja dostałam nerwicę lękową miesiąc temu- w sumie miałam ją już dawno jak ocenił psychiatra, ale odezwała mi się miesiąc temu z mocnym nasileniem kiedy to przestraszyłam się sytuacji jednej osoby która strasznie krzyczała- zdaniem innych osób które mnie nakręciły była ona ponoć opętana, w sumie teraz wiem,że to nie do końca prawda ale stało się zlękłam się jej i od tego się zaczęło.
    W sumie jeszcze trochę boję się być sama w domu wieczorami ale to już nie ten problem, teraz boję się i nachodzą mnie myśli że sobie nie poradzę z tą chorobą,
    że ona mnie przerośnie i nie dam rady jej wyleczyć, że będzie mnie męczyła już zawsze do końca życia,mam lęki z tym związane. Staram się myśleć o czymś innym ale i tak te myśli powracają.Nie potrafię się od tego uwolnić, nie wiem jak dlatego doradż mi co mam zrobić żeby było lepiej, żebym z tego wyszła, mam małą córeczkę która ma 2,5 roku chce być zdrowa żeby ją wychować ale nie wiem jak sie wyleczyć z tych myśli których się boję i które mnie nachodzą.
    Proszę pomóż mi!


    --
    dziubasek 144
  • dziubasek144 13.11.13, 11:53
    pomóżcie mi
    --
    dziubasek 144
  • lucyna_n 13.11.13, 12:49
    Była pani u psychiatry, z pewnością dostala jakieś zalecenia co do terapii, proszę się zastosować i starać myśleć pozytywnie.
    opętanie, życie wieczne, piekło, niebo, ot potem są takie problemy właśnie.
    --
    Challa ki labda phire
  • wdrodze 31.07.03, 23:24
    A spróbuj poćwiczyć jogę, posłuchać jakiejś relaksującej muzyki. Mi to trochę
    pomaga.
    --
    To nieprawda, że nie masz już siły, że nie masz szans, że musisz się poddać.
    Musisz walczyć... utrzymać to co jeszcze Ci pozostało. Śpiesz się bo czas nie
    będzie czekał na Ciebie...
  • iwona.grobel 25.07.03, 15:12
    Chyba troszkę zrobiło się zamieszania. Podstawową metodą leczenia nerwic są
    oddziaływania psychoterapeutyczne. Leki stosuje się w uzasadnionych przypadkach
    i to też najczęściej równolegle z psychoterapią.
    Jeśli objawy nerwicy zaburzają funkcjonowanie człowieka, to moim zdaniem to
    jest właśnie wskazanie to podjęcia terapii. Moim zdaniem nie należy mówić o
    wzięciu się w garść itp., bo gdyby ten człowiek potrafił wziąć się w garść to
    by to zrobił i koniec. Cały problem polega na tym, że z rożnych powodów (to
    szeroki temat)wziąć się wgarść w danej chwili nie jest w stanie.
    Nie mylmy też zaburzeń psychicznych z różnymi fizjologicznymi stanami
    przygnębienia, dyskomfortu psychicznego itp. Mam też nadzieję, że wspomniany
    lekarz pomógł pani odnaleźć sposoby radzenia sobie z emocjami, czyli zrobił to,
    po co udajemy się do terapeuty, a określenie tego "wzięciem się w garść" to
    tylko skrót myślowy.
    Pozdrowienia
  • e_english 25.07.03, 22:41
    iwona.grobel napisała:

    > Chyba troszkę zrobiło się zamieszania. Podstawową metodą leczenia nerwic są
    > oddziaływania psychoterapeutyczne.

    Moze troche na marginesie tematu- a jak leczyc, jesli diagnoa brzmi stan
    depresyjno-lekowy? Czy to bardziej depresja czy bardziej nerwica? Czy leczenie
    farmakologiczne jest wskazane? Dodam, ze funkcjonuje w miare normalnie, wstaje
    rano z lozka etc., chodzi raczej o bardzo nieprzyjemne odczucia w "srodku".
  • mnx 26.07.03, 00:08
    Serdecznie dziekujemy Pani doktor za odpowiedz. Pozwoli Pani , ze zadam jeszcze
    kilka pytan.

    Napisala Pani, ze: "Podstawową metodą leczenia nerwic są oddziaływania
    psychoterapeutyczne. Leki stosuje się w uzasadnionych przypadkach i to też
    najczęściej równolegle z psychoterapią."

    Czyli rozumiem, ze gdy udajemy sie do lekarza neurologa czy psychiatry i
    stwierdzi on u nas nerwice (w miare "lagodna", czytaj: nie zagrazajaca zyciu),
    to znaczy, ze powienien on nas skierwoac na terapie, raczej niz potraktowac
    lekami(?). Przyznam sie ze u lekarza w Polsce nie byla od kilku lat, ale z tego
    co pamietam, jak rowzniez z obserwacji bliskich i znajomych, to rzadko kiedy
    wychodzi sie od lekarza psychiatry bardz nerologa bez calej garsci roznorodnych
    lekow... nie wiem jak teraz jest. Bardzo prosze o podzielenie sie swoimi
    opiniami.

    Mam rowniez ptanie odnosnie dostepnosci leczenia poprzez terapie. Czy jest ono
    mozliwe w panstwowych placowkach i jak dlugo sie czeka na taka wizyte? Chodiz
    mi o to, czy jest ono odplatne czy dostepne tylko dla garstki sploeczenstwa, bo
    jesli jest odplatne to onzaczaloby, ze wieksza czesac spoleczenstwa chcac nie
    chcac jest skazana na leczenie farmakologiczne...

    Pozdrowienia


  • donjuan 26.07.03, 11:36
    Zwracam uwage wszystkim cierpiacym na nerwice i depresje
    na koncepcje tzw. dezintegracji pozytywnej tlumaczacej
    tworcza dla rozwoju osobowosci role tych dolegliwosci i
    odsylam do ksiazek Antoniego Kepinskiego i Kazimierza
    Dabrowskiego .Cokolwiek sadza na ten temat
    profesjonalisci to ja na podstawie wlasnych obserwacji
    , dosc wprawdzie niepelnych , jestem goracym zwolennikiem
    tego pogladu .
  • mnx 26.07.03, 13:40

    Moglbys podac tytuly tych ksiazek?

    Smieszne, bo obserwujac swoich znajomych dostrzegam ze zazwyczaj ci najbardziej
    zdolni cierpia na depresje. Czemu tak jest?



    donjuan napisał:

    > Zwracam uwage wszystkim cierpiacym na nerwice i depresje
    > na koncepcje tzw. dezintegracji pozytywnej tlumaczacej
    > tworcza dla rozwoju osobowosci role tych dolegliwosci i
    > odsylam do ksiazek Antoniego Kepinskiego i Kazimierza
    > Dabrowskiego .Cokolwiek sadza na ten temat
    > profesjonalisci to ja na podstawie wlasnych obserwacji
    > , dosc wprawdzie niepelnych , jestem goracym zwolennikiem
    > tego pogladu .
  • scarlet53 30.07.03, 18:42
    cześc ! odpowiem od razu na pytanie. Nie!!! jestem doświadczonym "królikiem
    doświadczalnym". Od dzieciństwa cierpie na nerwicę. Z uplywem lat nabiera ona
    kolorytu i róznych barw i odcieni. Ale daje sie z tym zyc. To jest choroba
    duszy. Nie uda sie wyciąc skrawka duszy jak np, wyrostka robaczkowego:) czary,
    mary i... - zostaje tylko nieszkodliwa ,ukryta blizna na ciele. Rany duszy
    niestety sa głebsze, ale pouczające i dajace mozliwośc rozwoju własnej
    osobowości. Nerwicę mozna polubić powiem wiecej trzeba sie z nia zaprzyjaźnic.
    Nie ma innego wyjścia. I jest to cięzka praca:) Wierz mi na słowo. Serdecznie
    pozdrawiam:)
  • weronika74 03.08.03, 14:27
    wiesz biorąc pod uwage że juz w Polsce wykonano zabieg chirurgiczny ktory wyleczył całkowice cżłowieka z
    nerwicy natrectw, nie mozna wykluczyc ze wcale nie jest to tak jak sie mysli dotychczas ze jest to choroba duszy.
    moze to byc choroba mózgu , organu ludzkiego ktory nie wytwarza odpowiedniej ilosc chemiczych substancji badz
    jakis jego obszar nie dziala tak jak nalezy. Ponoc u tego czlowieka wycieto 1cm szczescienny mozgu i po wszystkim.
    z czlowieka ktory nie mogl normalnie zyc po jednym dniu wyszedl ze szpitala zdrowy czlowiek. Oczywiscie w tym
    artykule byly pytania daleko idace czy bedzie sie tak leczyc w przyszlosci depresje i inne nerwice i lekarz
    powiedziala ze na razie skoncentrowanao sie na nerwicach natrectw ale nie wiadomo co bedzie za kilka lat. Moze za
    kilka lat spotkam sie na oddziale chirurgicznych a potem pojdziemy na piwo bez lęków i nerwów
  • e_english 04.08.03, 11:24
    Ja tez czytalam ten artykul :) Mam nadzieje, ze ta metoda okaze sie skuteczna i
    bezpieczna, i bedzie stosowana na szersza skale. Moze niedlugo okaze sie, ze i
    depresje mozna wyleczyc drobnym chirurgicznbym zabiegiem...
  • iwona.grobel 08.08.03, 12:42
    Odpowiadam e_english.
    Stan depresyjno-lękowy może wystąpić i w depresji, i w nerwicy. Podejrzewam
    jednak, że jeśli tak brzmi rozpoznanie, to być może chodzi o tzw. zaburzenia
    depresyjne i lękowe mieszane (wg obowiązującej klasyfikacji ICD-10), czyli
    zaburzenie z grupy tzw. nerwicowych.

    Odpowiadam mnx.
    To naprawdę nie jest takie proste. Mimo tego, że podstawową metodą leczenia
    większości zaburzeń nerwicowych jest psychoterapia i ja akurat mam taką
    mozliwość, że na psychoterapię mogę pacjentów kierować, to zdarza się także i
    mnie, że zaczynam leczenie od podania leku. To naprawdę kwestia indywidualnej
    oceny każdego pacjenta.
    Niestety, smutną jest rzeczą, że dosteę do psychoterapii w publicznych
    ośrodkach łatwy jest tylko w dużych miastach, dużych i prężnie działających
    ośrodkach. Choć nawet i tu są kłopoty, jeśli potrzebna jest indywidualna
    terapia długoterminowa. Z małych miejscowości trzeba dojeżdżać nawet
    kilkadziesiąt kilometrów, a przecież wiemy, jakie są realia, i że nie zawsze
    jest to wykonalne. Czasem chociażby z tego powodu częściej przepisywane są
    leki, ale uwaga, one naprawdę pomagają, a lekarz je zalecający sam wprowadza
    elementy psychoterapii. Zreszta tak na marginesie, każda rozmowa z lekarzem
    jest formą oddziaływań psychoterapeutycznych. Żeby to dobrze i skutecznie robić
    nie trzeba być dyplomowanym psychoterapeutą z certyfikatem kilku towarzystw.
    Ja, przyznaję, mam komfortową sytuację, bo moim podstawowym miejscem pracy jest
    Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej, gdzie opieka jest kompleksowa, ale gdzie
    wizyty są niestety płatne. W innym miejscu wizyty są bezpłatne, ale tam
    psychoterapeuci są niesamowicie "zatkani" i na wizytę trzeba bardzo długo
    czekać.
    Podsumowując, dostęp do bezpłatnej, profesjonalnej opieki psychoterapeyutycznej
    w Polsce na dzień dzisiejszy oceniam źle.
  • nativeau 14.11.13, 19:06
    " Zreszta tak na marginesie, każda rozmowa z lekarzem
    jest formą oddziaływań psychoterapeutycznych. Żeby to dobrze i skutecznie robić
    nie trzeba być dyplomowanym psychoterapeutą z certyfikatem kilku towarzystw. "

    Czyli ze rozmowa z lekarzem = placebo=homeopatia

    to samo dotyczy leakrzy, moze byc profesorem ale leworecznym (jak wiekszosc) a moze byc np sanitariuszem z wlasciwym wyposazeniem. Stan leczenia psychoterateipycznygo jest zly WSZEDZIE. Pytanie zachodzi skad sie NAGLE wzielo tylu ludzi z depresjami, nerwicamim bipolarnych i melancholikow. Tak NAGLE i bez przyczyny? Moze by tak zajac sie przyczynami. Maz jak sie okazuje nie jest przyczyna depresji- wylala dziecko z kapiela.
  • nativeau 14.11.13, 18:58
    mozna i to bardzo prosto, tylko fartuchy pilnuja biznesu i ida w kierunku $$$ czyli prochy, a te beda dopiero za jakies 3000 lat.
  • przybywam.w.deszczu2 12.01.14, 23:30
    Choroba psychiczna nie istnieje


    Lawrence Stevens, jest prawnikiem, którego praktyka zawodowa obejmuje reprezentowanie "pacjentów" psychiatrycznych. Opublikował serię broszur na temat rozmaitych aspektów psychiatrii, między innymi leków psychotropowych, elektrowstrząsów i psychoterapii. Do swoich broszur nie zastrzega sobie praw autorskich. Zachęca każdego do kopiowania ich w dowolnej ilości w celu dostarczania ludziom, którzy zdaniem kopiującego mogą mieć z tego korzyść.

    W psychiatrii, zwłaszcza biologicznej, cała diagnostyka i kuracja opiera się na powziętym z góry założeniu, że istnieje coś, co nazywamy chorobą psychiczną, czasem też niezrównoważeniem psychicznym albo zaburzeniami psychicznymi. Co się rozumie przez niezrównoważenie, chorobę, albo zaburzenia? Z semantycznego punktu widzenia niezrównoważenie znaczy po prostu niezrównoważenie, przeciwieństwo równowagi. Ale czy przypadkiem przez brak równowagi nie rozumie się wszystkiego, co powoduje utrudnienia? Jeśli tak, to definicja ta oznaczałaby, że utrata pracy, wojna albo recesja gospodarcza, albo kłótnia ze współmałżonkiem powinna zostać zakwalifikowana jako "niezrównoważenie", czyli "choroba". W książce "Is Alcoholism Hereditary" (Czy alkoholizm jest dziedziczny?) psychiatra Donald W. Goodwin omawia definicję choroby i dochodzi do następującego wniosku: "Choroby są czymś, z czym ludzie udają się do lekarzy. (...) Ludzie radzą się lekarzy odnośnie problemu alkoholizmu, i dlatego alkoholizm staje się, na mocy tej definicji, chorobą" (Ballantine Books, 1988, p. 61). A gdyby tak, przyjąwszy tę definicję, ludzie z jakiegoś powodu zaczęli radzić się lekarzy, jak wydobyć gospodarkę z recesji, albo jak rozwiązać nieporozumienie z kolegą czy sąsiednim krajem, to problemy te także zostałyby zakwalifikowane do chorób! Ale oczywiste jest, że nie to rozumiemy przez "chorobę". W swoich rozważaniach o definicji choroby dr Goodwin przyznaje, że istnieje "wąska definicja choroby, która wymaga obecności odstępstwa od norm biologicznych" (ibid). W niniejszej broszurze wykażę, że nie istnieją żadne odstępstwa od norm biologicznych, które byłyby odpowiedzialne za tak zwane choroby psychiczne, niezrównoważenie psychiczne, czy zaburzenia psychiczne, i że z tego powodu choroba psychiczna jako zjawisko biologiczne nie istnieje. I, co może jest jeszcze ważniejsze, wykażę, że choroba psychiczna nie istnieje także jako zjawisko nie-biologiczne - za wyjątkiem znaczenia, w jakim ten termin jest używany do wskazywania dezaprobaty dla jakiegoś aspektu stanu umysłu danej osoby.

    Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego jest łatwa do obalenia. W roku 1988 Seymour S. Kety, emerytowany profesor neurologii psychiatrycznej, i Steven Matthysse, profesor nadzwyczajny psychobiologii, obydwaj z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda, powiedzieli, że "bezstronna lektura dzisiejszej literatury nie dostarcza tak wyczekiwanego wyjaśnienia hipotez o roli amin katecholowych, ani też nie wyłania przekonującego materiału dowodzącego istnienia innych różnic biologicznych, jakie mogłyby cechować mózg pacjentów cierpiących na choroby psychiczne" (The New Harvard Guide to Psychiatry, Harvard Univ. Press, p. 148). W roku 1992 panel ekspertów zebranych przez Biuro amerykańskiego Kongresu ds. Oceny Technologii wyciągnął następujące wnioski: "W kwestii biologii zaburzeń psychicznych wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Tak naprawdę badania muszą dopiero wyodrębnić poszczególne czynniki biologiczne odpowiedzialne za każde z tych zaburzeń. (...) Zaburzenia psychiczne są określane na podstawie objawów, ponieważ jak dotąd nie znamy ich markerów biologicznych ani testów laboratoryjnych na ich oznaczanie" (The Biology of Mental Disorders, U.S. Gov't Printing Office, 1992, pp. 13-14, 46-47). Profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia Jack M. Gorman napisał w swojej książce The Essential Guide to Psychiatric Drugs "Tak naprawdę nie wiemy, co powoduje którąkolwiek chorobę psychiczną" (St. Martin's Press, 1990, p. 316). Inny profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia, Jerrold S. Maxmen, powiedział "Na ogół nikt nie przyznaje się do tego, że psychiatrzy są jedynymi lekarzami specjalistami, którzy leczą zaburzenia, które z samej swojej definicji, nie mają do końca poznanych przyczyn ani leków. (...) Diagnoza powinna wykazać przyczynę zaburzenia psychicznego, ale, jak powiemy sobie później, ponieważ etiologia większości zaburzeń umysłowych jest nieznana, obecne systemy diagnostyczne nie mogą ich zobrazować" (Mentor, 1985, pp. 19 & 36 - w oryginalnym tekście słowa te zostały wytłuszczone). Psychiatra Peter Breggin, doktor nauk medycznych, napisał w książce Toxic Psychiatry (Toksyczna psychiatria) "nie ma żadnego dowodu na to, że któreś z pospolitych zaburzeń leczonych przez psychologów lub psychiatrów zawierają genetyczny albo biologiczny składnik" (St. Martin's Press, 1991, p. 291).

    Niektórzy ludzie przekonują, że leki psychotropowe "leczące" (powstrzymujące) myślenie, emocje, czy zachowania nazywane chorobą psychiczną są dowodem na istnienie biologicznych przyczyn choroby psychicznej. Ten argument łatwo jest obalić. Przypuśćmy, że ktoś gra na fortepianie, a tobie się to nie podoba. Przypuśćmy, że zmusiłeś albo przekonaleś tego kogoś, aby zażył leku, który tak ciężko go porazi, że nie będzie już więcej mógł grać na fortepianie. Czy to jest dowód na to, że gra na fortepianie została spowodowana przez odstępstwo od norm biologicznych i że lekarstwo to wyleczyło? Tego typu argumentacja jest równie częsta, co bezsensowna. Większość leków psychotropowych (jeśli nie wszystkie) to neurotoksyny, doprowadzające w większym bądź mniejszym stopniu do ogólnej niepełnosprawności neurologicznej. Dlatego rzeczywiście powstrzymują one niechciane zachowania i mogą porazić umysł danej osoby wystarczająco, by nie czuła się już więcej wściekła, albo nieszczęśliwa, albo "przygnębiona". Ale nazywanie tego "leczeniem" jest absurdalne. Wyciąganie z tego jeszcze dalej idących wniosków, że lekarstwo musiało zwalczyć stanowiące podłoże niechcianych emocji odstępstwo od norm biologicznych, jest równie absurdalne.


  • przybywam.w.deszczu2 12.01.14, 23:33
    Niektórzy obrońcy pojęcia choroby psychicznej w konfrontacji z brakiem dowodów potwierdzających wiarę w istnienie choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego zaczynają zapewniać, że choroba psychiczna może istnieć i może zostać nazwana "chorobą" bez obecności powodującego ją odstępstwa od norm biologicznych. Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska niebiologicznego wymaga dłuższego omówienia w celu dyskredytacji niż argumentacja biologiczna.

    O ludziach się sądzi, że są chorzy psychicznie dopiero wtedy, gdy ich myślenie, emocje albo zachowanie jest sprzeczne z tym, co uważa się za akceptowalne, czyli wtedy, gdy innym (albo samym tzw. pacjentom) coś się w nich nie podoba. Wgląd w to, jak wartości się różnią w różnych kulturach i zmieniają się wraz z upływem czasu jest jednym ze sposobów wykazania absurdalności nazywania czegoś chorobą nie dlatego, że jest to spowodowane odstępstwem od norm biologicznych, ale dlatego, że nam się to nie podoba albo nie aprobujemy tego.

    Psycholog Nathaniel Branden napisał w książce "The Psychology of Self-Esteem" (Psychologia szacunku dla samego siebie): "Jednym z najważniejszych zadań psychologii jako nauki jest podanie definicji zdrowia psychicznego i choroby psychicznej. (...) Ale nie ma powszechnej zgody wśród psychologów i psychiatrów co do istoty zdrowia psychicznego i choroby psychicznej - nie ma powszechnie przyjętych definicji, nie ma podstawowych standardów, za pomocą których należy oceniać jeden bądź drugi stan psychiczny. Wielu autorów oświadcza, że nie można określić żadnych obiektywnych definicji ani standardów - że podstawowe, uniwersalne pojęcie zdrowia psychicznego nie może istnieć. Zapewniają oni, że ponieważ zachowanie uznawane za zdrowe lub normalne w jednej kulturze może zostać uznane za neurotyczne albo zboczone w innej kulturze, wszystkie kryteria pozostają kwestią 'tendencyjności kulturowej'. Teoretycy, podtrzymujący takie stanowisko, zazwyczaj upierają się, że najlepszym przybliżeniem, do jakiego można dojść w definiowaniu zdrowia psychicznego, jest podporządkowanie się normom kulturowym. Oświadczają zatem, że człowiek jest zdrowy pod względem psychologicznym w takim stopniu, w jakim jest dostosowany do swojej kultury. (...) Taka definicja rodzi oczywiste pytania: A co, jeśli wartości i normy danego społeczeństwa są irracjonalne? Czy zdrowie psychiczne może polegać na dobrym dostosowaniu się do irracjonalnego? Na przykład - co w przypadku nazistowskich Niemiec? Czy entuzjastyczny sługa nazistowskiego państwa - taki, który w swoim środowisku społecznym czuje się spokojny, pogodny i szczęśliwy, niczym we własnym domu - to wzorcowy przykład zdrowia psychicznego?" (Bantam Books, 1969, pp. 95-96, w oryginale ostatnie zdania zostały wytłuszczone). W swoich wywodach dr Branden robi kilka różnych rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, myli moralność z racjonalnością, twierdząc, że poszanowanie praw człowieka jest racjonalne, podczas gdy tak naprawdę jest to raczej kwestia moralności niż racjonalności. Zatem dr Branden jest tak zaślepiony emocjonalnie i psychologicznie uwięziony w świecie swoich wartości, że najwyraźniej jest niezdolny dostrzec różnicę. Ponadto dr Branden definiuje niektóre ze swoich wartości. Między innymi: poszanowanie dla praw człowieka jest dobre; łamanie praw człowieka (np. nazizm) jest złe. I mówi jeszcze: naruszanie tych wartości to "irracjonalność" albo choroba umysłowa. Chociaż psychiatrzy i psychologowie kliniczni do tego się nie przyznają, a często są tego nieświadomi, ich fach z samej swej istoty dotyczy wartości - wartości ukrytych pod tapetą języka, który sprawia, że ich wypowiedzi brzmią tak, jak gdyby nie popierali oni wartości, lecz lansowali "zdrowie". Odpowiedź na pytanie wysunięte przez dra Brandena jest następująca: Osoba żyjąca w nazistowskich Niemczech i dobrze do tego dostosowana jest "zdrowa psychicznie" według osądu na podstawie wartości swojego własnego społeczeństwa. Według zaś osądu na podstawie wartości wyznawanych przez społeczeństwo szanujące prawa człowieka osoba ta jest równie chora (w znaczeniu przenośnym tego słowa), co reszta przedstawicieli jej kultury. Jednakże ktoś taki jak ja mówi, że taka osoba jest "chora" pod względem moralnym, i przyznaje, że słowo chory jest tutaj używane nie w swoim dosłownym, lecz w przenośnym znaczeniu. Dla kogoś takiego jak dr Branden, kto wierzy w mit o chorobie psychicznej, taka osoba dosłownie jest chora i potrzebuje lekarza. Różnica polega na tym, że ktoś taki jak ja uznaje swoje wartości za to, czym są w istocie: za moralność. Co jest charakterystyczne, ktoś wierzący w chorobę psychiczną, jak dr Branden w cytowanym urywku, wyznaje te same wartości, co ja, ale myli je ze zdrowiem.

    Jednym z najwymowniejszych przykładów jest homoseksualizm, który był oficjalnie definiowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne jako choroba psychiczna do roku 1973, ale od tamtej pory już nie jest. Homoseksualizm został zdefiniowany jako zaburzenie umysłowe na stronie 44 standardowego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, DSM-II: "Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders" (wydanie drugie), opublikowanego w 1968 r. W książce tej "Homoseksualizm" został zaklasyfikowany jako jedno ze "Zboczeń seksualnych" na stronie 44. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przegłosowało usunięcie homoseksualizmu ze swojej oficjalnej listy diagnostycznej chorób psychicznych. (Patrz artykuł "An Instant Cure" ("Natychmiastowe lekarstwo"), Time magazine, April 1, 1974, p. 45). A gdy w r. 1980 opublikowano trzecie wydanie tej książki, przeczytaliśmy w niej, że "homoseksualizm sam w sobie nie jest uznawany za zaburzenie psychiczne" (strona 282). Wydanie podręcznika The Merck Manual of Diagnosis and Therapy z 1987 roku stwierdza: "Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już nie uznaje homoseksualizmu za chorobę psychiczną" (str. 1495). Gdyby choroby umysłowe były naprawdę chorobami w takim samym znaczeniu, w jakim są nimi choroby cielesne, to pomysł usunięcia homoseksualizmu albo czegokolwiek innego z listy chorób przez głosowanie byłby równie absurdalny, co grupa lekarzy głosująca nad usunięciem raka albo odry z listy zaburzeń będących w ich pojęciu chorobami. Ale choroba psychiczna nie jest "taką samą chorobą jak każda inna choroba". W przeciwieństwie do choroby fizycznej, gdzie trzeba leczyć zjawiska fizykochemiczne, "choroba" umysłowa pozostaje całkowicie kwestią wartości, dobra i zła, odpowiedniego zachowania przeciwko nieodpowiedniemu. Pewnego razu homoseksualizm wydał się tak dziwny i trudny do zrozumienia, że w celu jego wyjaśnienia konieczne było przywołanie pojęcia choroby psychicznej. Po tym, jak homoseksualiści urządzili z siebie znaczące widowisko i pokazali swoją "siłę liczebną", i z powodzeniem wymogli przynajmniej odrobinę społecznej akceptacji, objaśnianie homoseksualizmu jako choroby nie było już potrzebne i nie wydawało się właściwe.

    Przykładem czynu różnie ocenianego przez różne kultury jest samobójstwo. W wielu krajach, takich jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, osoba popełniająca samobójstwo lub próbująca go popełnić, albo choćby myśląca o tym poważnie, jest uznawana za chorą psychicznie. Ale w przeciągu dziejów ludzkości nie zawsze tak było. Nie jest też tak i dzisiaj w wielu kulturach na całym świecie. Psycholog Eustace Chesser w swojej książce "Why Suicide?"( Dlaczego samobójstwo?) dowodzi, że "Ani hinduizm, ani buddyzm nie wykazuje żadnych wewnętrznych sprzeciwów wobec samobójstwa, a niektóre formy buddyzmu wiążą się z wiarą, że samospalenie nadaje człowiekowi szczególne zasługi". Wskazuje również, że "Celtowie pogardzali czekaniem na sędziwy wiek i zniedołężnienie. Wierzyli, że ci, którzy popełnili samobójstwo, zanim opuściły ich siły, idą do nieba, zaś ci, którzy zmarli z powodu chorób albo dożyli późnej starości, idą do piekła - ciekawe odwrócenie doktryny chrześcijańskiej" (Arrow Books Ltd., London, England, 1968, p. 121-122). Psychiatra Harvey M. Ross w książce
  • laura_tscharner 10.02.19, 15:09
    Witam z nerwicy można całkowicie wyjść i osiągnąć spokój wewnętrzny. Nerwica odbiera nam wiarę ale pamiętaj że to tylko schemat wokół którego krąży nasz umysł podczas zaburzeń psychicznych. Prawda jest taka że można całkowicie to opanować nawet bez leków jedynie pracą ze swoim umysłem (bo bez tego się nie obędzie ) ale cierpliwość i wytrzymałość jest tu kluczem. Każdy może to pokonać trzeba pracować ze sobą nauczyć się to opanować jeżeli nie potrafisz sama/sam to poproś o pomoc lekarza. Uwierz w siebie. To klucz
  • mardaani.74 10.02.19, 18:18
    aż kusi żeby napisać, że osoba która założyła wątek gryzie piach, ale nie będę taka.

    --
    Kiedy kończy się nadzieja, zaczyna się groza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka