teściowa przyczyną depresji Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • co zrobić, jeśli pośrednią przyczyną depresji jest teściowa, która mimo, że nie mieszka z nami daje porządnie w "kość" swoim charakterem? jest to osoba domagająca się opieki /częściowo jej wymaga, częściowo jest to samolubstwo i zazdrość/. Najgorsze jest to, że z racji cywilno-prawnych, a także poprostu relacji matka-syn jesteśmy zobowiązani do opieki się nad nią. Gdzie są granice zobowiązań dziecko-matka, jeśli matka pastwi się psychicznie nad synem i synową? Teściowa ma 72 lata, stwierdzone otępienie. Jednak zawsze miała trudny charakter,im jest starsza jest z tym gorzej.Jak żyć i opiekować się takim człowiekiem, który własnemu synowi wyrządza krzywdę,wnuczkę ma gdzieś, a synowa zaczyna cierpieć na depresję?
    • to moze pozbyc sie tesciowej a corka zrobi cala robote w domu ?

      ">zycie ze smierci</a>
    • Jesli kupujemy negatywnosc drugiego czlowieka stajemy sie negatywni
      sami i wtedy pojawia sie depresja.
      Najlepszym sposobem jest nauczyc sie nie kupowac negatywnosci
      drugiej osoby, wybaczac to co robi.
      Wiem ze jest to bardzo trudne ale trylko w taki sposob mozna sie
      opiekowac taka osoba i nie byc narazonym na stany depresyjne ktore
      ciagle wywoluje.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • jeszcze nie masz tak źle,możesz wynając opiekunkę,porozmawiać z mężem i ustalić
      grafik opieki nad nią,gorzej jest gdy mąż uważa, że zdanie rodzica jest
      ważniejsze niż żony, u mnie teście którzy też nie mieszkają z nami, bardzo
      chorowici, a wpieprzają się we wszystko co śie da, Mąż nie widzi problemu, ja z
      deprechy nabawiłam się nerwicy,
      • dziękuję za słowa otuchy. To miłe, że ktoś może rozumieć sytuację. Jesteśmy z mężem już wiele lat po ślubie, a teściowa zawsze stała pomiędzy nami. Na początku mąż bardzo hołubił swoją matkę /znam całą masę matek synów, które o wiele bardziej zasługiwałyby na takie traktowanie, a nie mają tyle szczęścia/,ja zaś buntowałam się po czasie cierpliwego znoszenia sytuacji. Nic to nie dawało, tak był pod wpływem destrukcyjnego charakteru swojej matki. Mnie do głowy przychodziło ostateczne odcięcie się od chorego wg mnie układu, aż tu mężusiowi przeszła "zasłona dymna".Teraz w wielu przypadkach związanych z matką przyznaje mi rację, a do matki nawet nie chce mu się chodzić, tak daje mu "w kość". Nikt nie kazał mu nie szanować matki, ale dla męża najbliżsża osobą powinna być po ślubie jego żona, nie matka.Jeśli jest odwrotnie to albo brać nogi za pas albo jak ja, walczyć do końca, tyle, że przypłacając tę walkę nerwicą i przypadłościami fizycznymi z nią związanymi.Już nie wiem, co lepsze naprawdę...
        • no widzisz, twój mąz przejrzał na oczy, mój nie i co gorsze zaczyna myśleć tylko
          o sobie,ja czuję się zbędna w tym związku, wywiązałam się z obowiązku urodzenia
          dzieci-pech brak syna, zajmuje sie domem, ale to nie przynosi dochodów, to jest
          też dla niego ważny argument, ale ilekroć by ich było najważniejsze jest to co
          powie teść,
          najgorsze jest jednak to, ze teśc mówi mi jak mam żyć, że mam tylko jego słuchać
          , broń boże mojej matki, wyzywa mnie, podburza dzieci, a mąż zadał mi ostatni
          pytanie-dlaczego skaczecie sobie do gardeł, czy nie możecie porozmawiać, ale jak
          o rozmowę męża z teściem prosiłam męża to stwierdził, że to nie man sensu

          może i jestem blondynką, ale widzę co jest czarne a co białe, wziełabym
          dzieciaki, to co nasze i uciekłabym, ale nie mam dokąd, ostatnion pytam matki
          czy mnie przyjmie i szok-nie
          co ja tu robię???
        • daba5 napisała:

          > walczyć do końca, tyle, że przypłacając tę walkę nerwicą i
          przypadłościami fizy
          > cznymi z nią związanymi.Już nie wiem, co lepsze naprawdę...
          A z czym ty kobito chcesz walczyć? Ze sklerotyczną staruszką, która
          ma tak zryty berecik, że odsunął się od niej nawet ulubiony synek.
          Rzadko zgadzam się z Maskiem, ale w jego wypowiedzi jest sporo
          racji. Jedyne, co można zrobić, to przeczekać ten trudny czas i
          zorganizować jej opiekę. Jest to dość prawdopodobne, że do
          paskudnego, jak twierdzisz, charakteru twojej teściowej doszła
          jeszcze choroba. Chciałabyś żeby twoje dzieci kiedyś cię zostawiły
          jak przestaniesz być miła, bo mózg zaatakuje ci paskudny Niemiec
          Alzheimer? Myślę, że jednak nie.

          --
          Poczucie humoru i cierpliwość to wielbłądy, na których przebędę
          wszystkie pustynie.
          • Na mój stosunek do teściowej składa się wiele rzeczy, ale napewno nie to, że jest chora. Gdyby uciążliwość jej charakteru wynikała z choroby to byłaby całkiem inna sprawa, powiedziałabym "normalna", życiowa.I nie byłoby o czym mówić.Gdyby będąc zdrową osobą była życzliwa ludziom /nie koniecznie mnie/,widziała problemy innych, rozumiała /choć trochę/ świat i ludzi, a przede wszystkim kochała wnuki - zasługiwałaby na szacunek i pomoc nie tylko, jako obowiązek, ale i przyjemność z niesienia jej pomocy. Ja naprawdę potrafię docenić i odwdzięczyć się za okazane serce.A tak pozostaje mi zadanie retorycznego pytania: dlaczego mam obowiązek pomagania osobie, która za swój obowiązek uważała dbanie o "własny" tyłek? A najbardziej boli mnie, że mając jedyną wnuczkę, jej zaintersowanie ograniczało się do dawania prezentów z okazji /nawet na komunii nie była/. I co Wy na to? Czy któraś z Was matek przeszłaby nad tym do porządku dziennego?
            • bede prul te makatki,
              prucie makatek jest moim drugim powolaniem,
              metode mam,
              tylko trzeba bardzo pracowac i nielatwo o narzedzie
              zlozylem to w origami

              -sneeper

              --
              zlodzieja nalezy wyrzucic z pracy i odebrac rente,
              niech do konca zycia kradnie,..taka zemsta
            • A co ci da przeżuwanie tego rozgoryczenia teściową? Będzie ci od
              tego lepiej? Moja teściowa nie tylko nie dbała o wnuczkę, ale o
              swojego syna również, co nie miało wpływu na to, że kiedy
              zachorowała mój mąż otoczył ją najlepszą możliwą opieką. Postąpił
              tak jak trzeba i bardzo go za to szanuję. Moja córka mając w pamięci
              zachowania dość egoistycznej babci, też bardzo doceniła ojca. Obie
              pomagałyśmy mężowi w opiece nad jego matką i nie było w tym nic
              nadzwyczajnego. Porządny człowiek robi to, co należy a nie to, co mu
              bardziej pasuje.
              --
              Poczucie humoru i cierpliwość to wielbłądy, na których przebędę
              wszystkie pustynie.
              • widać nie zrozumiałaś tego co napisałam wcześniej, albo przeczytałaś nieuważnie.Nigdzie nie napisałam, że nie chcę się pomóc mężowi przy opiece nad teściową i że nie będę tego robiła, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wiadomą sprawą jest, że każdemu człowiekowi trzeba podać rękę w potrzebie, choćby ta ręką gryzła. Ze zwykłego człowieczeństwa. Mój problem jest bardziej złożony, ponieważ teściowa mało nie rozwaliła moje małżeństwo i jeśli Ty w takiej sprawie też tak łatwo przechodziłabyś do porządku dziennego to pogratulować Twojej psychiki i twardości charakteru.Ty widocznie ze swoją nie miałaś i nie masz tylu przejść i nie odcisnęły one na Tobie specjalnego piętna, nie mówiąc o nerwicy.Piszesz, że Twój pomagał matce w chorobie. MOj mąż zawsze bardzo /nawet kiedyś do przesady, bo co dzień/ latał koło mamusi. I co, też by Ci się to podobało? Nawet długo po ślubie? Wydaje mi się, że wiem co powinien robić porządny człowiek, a Ty wiesz, co powien robić porządny o niezbyt zdrowej psychice? Wg psygologa, najpierw odciąć się od tego co go dołuje. I co Ty na to?
                • <<to moze pozbyc sie tesciowej a corka zrobi cala robote w domu ?
                  kolejnosc specjalnie pozamienialem zeby nie robic zgorszenia,
                  ale widze ze trzeba stwierdzic wprost,
                  ludzi nalezy wykanczac w odpowiedniej kolejnosci,
                  czasami wystarczy grac na czas ,udajac tchorza a efekt bedzie ten sam


                  --
                  ,,...niektore na temat unii"
                  • nie stosowac "blazenskich kar"
                    blazenskie kary sa tyle samo okrutne ile sa smieszne,
                    blazenska kara uczy w sposob okrutny

                    w musl slow lucid - swiatlo,ferrious - okrutny
                    --
                    ,,...niektore na temat unii"

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.