Dodaj do ulubionych

Jak kogoś to obchodzi...

11.09.03, 13:30
Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
Adam
Edytor zaawansowany
  • mr_hyde 11.09.03, 13:33
    parafon napisał:

    > Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
    > Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
    > miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
    > szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
    > lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
    > Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
    > Adam



    Ja też nie wiem ale wiem,ze pomyliłeś forum.
  • parafon 11.09.03, 13:36
    Nie dopisałem, że odechciało mi się wszystkiego. Nie chce mi się chodzić do
    roboty, chce mi się tylko pić...
  • blue_a 11.09.03, 13:42
    Może spróbuj pogadać z psychologiem, co?

    I raczej nie pij...
  • blue_a 11.09.03, 13:38
    :)

    zastrzeliłeś mnie jednym: no i nici z seksu.

    Znajdziesz go u innej 25 - latki.
    Tobie nie chodziło i nie chodzi o tę jedną kobietę.

    Powodzenia w szukaniu podobnej.
    Albo nie - takiej, która potraktuje Cię podobnie.

    I mr_hyde ma rację, pomyliłeś fora...

    Pozdrawiamy.
  • parafon 11.09.03, 13:43
    Nie znajdę, bo nie chcę już takich eksperymentów. Nie wiedziałem, że można tak
    oberwać od życia. A nie życz nikomu czego sam(sama) nie chcesz przeżyć.
  • blue_a 11.09.03, 13:44

    Oberwałam.
    Wiem, jak to jest.
    I nie życzę.

    (jeszcze raz sorry)
  • parafon 11.09.03, 13:47
    Dobra dusza jesteś. Powodzenia. Może faktycznie to nie to forum. Zresztą
    wszystko jedno - tak mi się napisało, bo nie chce mi się nic robić.
  • blue_a 11.09.03, 13:57
    to forum.

    Przyczyna mniej ważna, wpadłeś w dołek.
    Mozesz weź gazetę i zadzwoń do telefonu zaufania?

    Na poczatek zrób tyle...
  • parafon 11.09.03, 14:46
    To nie dołek, to dół. Nie chce mi się z nikim gadać, co to da, takie
    roztrząsanie. Probowałem pogdać z psychologiem - ale mnie doprowadził do chyba
    jeszcze większego dołka. Udowadnia, że mam jakiś syndrom 40-latka. A ja po
    prostu włożyłem w ręce tej dziewczyny całe swoje życie. A teraz ona chce nim
    handlować. Wiem, że ktoś powie "zakochałeś się i teraz masz za swoje". Ale
    dlaczego ja mam mieć za swoje? Co ja takiego zrobiłem, żeby być kupczonym?
  • blue_a 11.09.03, 14:52
    to pogadaj ze mną. Powiedzmy, że jestem w jej wieku, pewnie stąd moja pierwsza
    wybuchowa reakcja...

    Masz obecnie z nią kontakt?
    Dlaczego nie chcesz się z nią zwiazać?
  • parafon 11.09.03, 15:00
    Kontakt to niby mam, ale taki nijaki. Pracujemy na różnych falach.
    Ja się chcę z nią związać, jestem z nią jakoś związany, ale mam opory przed
    jakimkolwiek szantażem. Nie akceptuję wymuszania zachowań. I to takich
    bolesnych. Kupczenie uczuciami na zasadzie "ja ciebie będę dalej kochała ale
    ożeń się ze mną" mierzi mnie. Nie potrafię tego zrozumieć. Albo się kogoś kocha
    i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha. Nie mozna kochać od 13,50 do
    17.33 a potem przerwa do 21.00. Nie rozumiem tego i koniec. Dobija mnie takie
    sprzedawanie uczuć. Dla mnie nie jest to szczere. To handel.
  • blue_a 11.09.03, 15:15
    Albo się kogoś kocha
    i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<

    Ale to jest niejasne...

    Ty się przecież nie chcesz związać.
    Jak rozumiesz "związać"?

    Rozumiem, że nie - formalnie...

    Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych oczekiwaniach?
    Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?

    (jeśli w ogóle jesteś...)

  • parafon 12.09.03, 10:01
    blue_a napisała:

    > Albo się kogoś kocha
    > i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<
    =masz rację, ja ją kocham i chcę się z nią związać
    >
    > Ale to jest niejasne...
    =co jest niejasne?
    >
    > Ty się przecież nie chcesz związać.
    > Jak rozumiesz "związać"?
    =chcę, aby wyszła za mnie
    >
    > Rozumiem, że nie - formalnie...
    =formalnie
    >
    > Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych
    oczekiwaniach?
    > Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?
    =nie mam z czego ustępywać
    >
    > (jeśli w ogóle jesteś...)
    >
  • blue_a 11.09.03, 14:54
    ją rozumiem.
    Potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, bardziej niż Ty, i stabilizacji, nawet
    nie chodzi o stronę materialną...

    Jesteś tam?
  • parafon 11.09.03, 15:07
    To rozumiem - jest to normalne. Ale dlaczego szantaż?
  • blue_a 11.09.03, 15:18
    chyba clou problemu.

    Dobra, psychodrama. Napisz mi (wcielam się przez chwilę w rolę Twojej
    dziewczyny), jak mnie przekonasz, że mnie kochasz (i mam Ci uwierzyć), chociaż
    nie zniesiesz nacisków (bo przeczą one naturze miłości).

    Słucham.
  • parafon 11.09.03, 15:23
    Wybacz, ale nie chce mi się chwilowo dokonywać wiwisekcji. Nic mi sie nie chce.
    Do jutra (może).
  • blue_a 11.09.03, 15:27
    Rozumiem.
    Miej się dobrze.

    Wpadnij tu jutro.
  • parafon 12.09.03, 10:06
    Nie mam nastroju na wynurzenia, zwłaszcza publiczne i skierowane do kogos, kogo
    nie znam i nie wiem, czy chociaż jest rzeczywiście kobietą. Nie gniewaj się,
    nie chcę Ciebie dotknąc, ale czy jesteś np. psychoterapeutką? Jaki cel jest
    takiego otwierania się w ciemno? Przecież to nie jest zabawa, tylko parszywe
    życie. Smutne i bez sensu.
  • blue_a 12.09.03, 10:19
    Nie bawię się.

    Na marginesie - bardzo mi się podoba to, co napisałeś przed chwilą trochę
    wyżej. Wpadłeś na dobry trop.

    Na tym możemy zakończyć. I chcę Ci bardzo podziękować. Serio.

    Na koniec przedstawiam się.
    Kobieta.
    Kilka lat więcej niż Twoja dziewczyna.
    Studiuję psychologię.

    Nie jesteś dla mnie przypadkiem, na którym chcę potrenować.

    Ale nie ukrywam wcale, że ta rozmowa sporo mnie nauczyła.

    Czy pole pn. Internet to dobre miejsce na słuchanie "wynurzeń"?
    Nie wiem.

    Pisanie Pani Iwony się sprawdza?
    Tak.

    Idę Jej tropem?
    Trochę.

    Ale moja droga jest własna. Tak sądzę. Autorska :)

    Czy będę terapeutką?
    Nie wiem.

  • parafon 12.09.03, 10:58
    O co chodzi z tą panią Iwoną?
    I z tym tropem?
    Mam rozumieć, że skończyliśmy korespondencję?
  • blue_a 12.09.03, 11:14
    Pani Iwona Grobel - psychiatra, która odpowiada tu na pytania. Popatrz na listę
    wątków, jeśli jest niebieski "ptaszek" obok, to znaczy, że się wypowiedziała w
    danym temacie.

    Trop. Tam gdzie pisałeś sobie tak ładnie "=". Dziś.

    Czy kończymy korespondencję?
    To zależy od Ciebie.
  • parafon 12.09.03, 11:29
    Z poprzednich informacji (zwłaszcza pierwszych) wynikało, że również i Ty masz
    problemy natury "doła", jak to ładnie ująłaś. Czy mam rozumieć, że na łamach
    forum studiujesz poszczególne przypadki depresji? Nie mam nic przeciwko temu,
    abyś na mnie eksperymentowała - aby nie bolało. Mnie jest i tak wszystko jedno.
    A przynajmniej jak do Ciebie piszę, to coś robię. Pozdrawiam.
  • blue_a 12.09.03, 11:38
    czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
    dwubiegunowo...

    Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.

    Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako pacjent,
    ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
    bedę zbyt skromna) pomóc innym.

    Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie przeszkadza).
    Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
    Faza Ciemna.

    Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
    tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
    Bo i po co.

    Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
    Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
    Trochę nas poznasz.

    O.K.?

    Uśmiechy.

  • parafon 12.09.03, 12:13
    blue_a napisała:

    > czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
    > dwubiegunowo...
    = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią, a nie
    depresją - cokolwiek ja przez to rozumiem (a rozumiem chyba niewiele, ale to,
    co czuję to najbardziej mozna określić tym słowem). Totalne psychiczne
    zagłębienie bez widoków na brzegi.

    >
    > Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.
    >
    > Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako
    pacjent,
    > ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
    > bedę zbyt skromna) pomóc innym.
    =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
    przynajmniej tak chcialbym
    >
    > Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie
    przeszkadza).
    > Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
    > Faza Ciemna.
    =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
    dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
    Zazdroszczę Ci.
    >
    > Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
    > tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
    > Bo i po co.
    = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
    mizerne - pisałem o tym.
    >
    > Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
    > Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
    > Trochę nas poznasz.
    =Nie robię nic innego od środy. Prawdę mówiąc jestem trochę zaskoczony.
    Niektóre wątki są poważne świadczące o tym, że faktycznie ktoś potrzebuje
    jakiejś pomocy, wsparcia. Niektóre sa za to bardzo literackie, swiadczące o
    próbach twórczości na niwie forum. Niektóre zaś są po prostu chamskie, ktoś
    próbuje się bawić kosztem innych. Ja nie jestem zwolennikiem takich otwartych
    agor, ale czasami można znaleźć kogoś, z kim chociażby pogadać. Ja nie liczę
    tutaj na pomoc terapeutyczną. Napisałem, bo mi wyszukiwarka wskazała to forum.
    Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
    bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
    pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
    >
    > O.K.?
    >
    > Uśmiechy.
    =Trzymaj się.
    >
  • blue_a 12.09.03, 13:41

    = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
    Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.

    ---
    No, nie...
    Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
    pojęć.
    O.K.?


    =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
    przynajmniej tak chciałbym

    ---
    Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie będzie
    (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
    wątków w temacie.

    Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...

    Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii, niż
    odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
    czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?

    > Faza Ciemna.
    =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
    dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
    Zazdroszczę Ci.

    ---
    Czego?
    Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
    (chciałam Cię rozśmieszyć)

    = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
    mizerne - pisałem o tym.
    >
    ---
    Zachęcać nie będę.
    Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
    Ale są jeszcze inni specjaliści...

    =(...)
    Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
    bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
    pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.

    ---
    Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
    A Tobą rozmawia się miło.
  • parafon 12.09.03, 14:27
    blue_a napisała:

    >
    > = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
    > Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.
    >
    > ---
    > No, nie...
    > Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
    > pojęć.
    > O.K.?
    =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.
    >
    >
    > =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
    > przynajmniej tak chciałbym
    >
    > ---
    > Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie
    będzie
    > (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
    > wątków w temacie.
    =OK - poczytam o bilpolarnosci to pewnie zrozumiem, o co chodzi
    >
    > Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...
    >
    > Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii,
    niż
    >
    > odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
    > czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?
    = a broń Boże! Jeżeli czujesz ze możesz komuś pomóc to trzeba to robić! To
    chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
    >
    > > Faza Ciemna.
    > =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
    > dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
    > Zazdroszczę Ci.
    >
    > ---
    > Czego?
    > Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
    > (chciałam Cię rozśmieszyć)
    =Mnie jest ciężko rozśmieszyć. Przepraszam. Ale te skarpetki świadczą o woli
    walczenia z FC - to ważne.
    >
    > = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
    > mizerne - pisałem o tym.
    > >
    > ---
    > Zachęcać nie będę.
    > Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
    > Ale są jeszcze inni specjaliści...
    =jacy?
    >
    > =(...)
    > Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie
    za
    >
    > bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
    > pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
    >
    > ---
    > Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
    > A Tobą rozmawia się miło.
    =dziękuję. I z wzajemnością.
  • blue_a 12.09.03, 15:03
    =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.

    --
    Nigdy nie było Ci aż tak źle?
    happy man
    :)


    To chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
    --

    Odkrywamy sens życia...
    Uśmiech.

    =Mnie jest ciężko rozśmieszyć.

    --
    Dziś tak, z czasem będziesz się śmiał z głupot.
    Zapewniam Cię, poczucie humoru odzyskasz na pewno.


    > Ale są jeszcze inni specjaliści...
    =jacy?

    Mam problemy z uruchomieniem gazetowej skrzynki (coś się od dłuższego czasu
    zawiesza), ale jak to zrobię, wyślę Ci odpowiedź na to pytanie.

  • parafon 16.09.03, 11:20
    się zaczął... A było tak fajnie. Wybrałem się na grzyby - jak las wycisza,
    uspokaja... Człowiek czuje się taki malutki, nic nie znaczący. Ale również
    prowokuje do durnych przemyślen. Działa kusząco - ta cisza, samotność, nicość.
    Dzisiaj rano e-mail od Niej - chce się zobaczyć, ale bez dotykania. To jakis
    absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po co.
  • seksiak 16.09.03, 12:21
    parafon, chyba przechodzisz kryzys sredniolatka. PO cho...re uczepiles sie
    mlodej dziewczyny?? Masz swoje malzenstwo i pewnie rodzine, pozwol jej miec
    swoje zyci, swieze nowe z idealizmem. A nie ze starym skonczonym kapciem.
  • parafon 16.09.03, 12:38
    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
    2. Kryzys to może ty masz
    3. Nie mam rodziny
    4. Każdy ma tyle lat, na ile się czuje - ja się kapciem nie czuję. Ciekawe,
    skąd masz takie skojarzena? Własne doświadczenia, odczucia?
    The end
  • blue_a 16.09.03, 13:03
    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło

    Oj, nie...it`s not fair...

    To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?

    :)
  • brzydulca 16.09.03, 14:21
    blue_a napisała:

    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
    >
    > Oj, nie...it`s not fair...
    >
    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
    Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
    seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
    jest za Twoja forsa.
    >
    > :)
  • blue_a 16.09.03, 14:25
    wracaj tu.
    Tu jacyś dziwni ludzie się odzywają :)
    Nazwali Cię parafianinem :)
    Z nimi gadać nie będę, z Tobą chcę :)

    Zbierać grzybów nie lubię, ale szyszki jak najbardziej.

    Hop hoooop..!
    Co było dalej?

    Móów..
  • parafon 16.09.03, 15:35
    No właśnie, dziwni ludzie z pomysłami godnymi Myszki Miki. Dałem się wciągnąc w
    jakąs durną polemikę, ale już sobie odpuściłem - nie ma sensu przekonywać
    żółwia że nie umie tańczyć.
    Raczej parafinem... albo od paratianina (skrót) albo od parafiny - też bez
    sensu.
    Ja zbierać grzybów też za bardzo nie lubie, bo ich po prostu nie za bardzo nie
    widzę. Ale sam fakt chodzenia po lesie, słuchania lasu, oddychania lasem jest
    miły. Lubię czasami położyc się pod drzewem i patrzeć w górę. Albo isc tak
    sobie bez celu.
    Z tym "co było dalej" to co miałaś na myśli?
    Jakoś nie chce mi się pisać. Może później.
  • blue_a 16.09.03, 15:51
    Nic.

    masz (teraz) zabawny sposób pisania. Lubię słuchać (mówić też). I czytać.
    O.k., napisz, jeśli będziesz miał ochotę.


    blue_a, ale nie Merry Christmas

    :)
  • parafon 16.09.03, 15:26
    brzydulca napisała:

    > > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
    > Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
    > seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
    > jest za Twoja forsa.
    = Nie jest za forse, a stary dziad to ja moze jestem dla 15-letnich panienek. I
    dzięki za dobre słowo. A seksiak to z takimi radami niech sobie znajdzie 50-
    letnią pannę co moze go odseksi, bo ma jakieś kompleksy. Takie rady to
    brzydulica mozesz sobie dawać - najprościej jest kogos zdalnie spuścić z wodą
    nie mając pojęcia o sprawie. Doradztwo poziomu piaskownicy.
    > >
    > > :)
  • parafon 16.09.03, 15:20
    blue_a napisała:

    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
    >
    > Oj, nie...it`s not fair...
    =wiem... sorki, ale to był taki skrót myślowy.
    >
    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
    =j.w. - ja na pewno czuję się bardziej odpowiedzialny na to co powstało niż
    Ona, ale tak mi się napisało
    >
    > :)
  • blue_a 16.09.03, 12:30
    No hej. Najpierw zapytam: rozmawiamy dziś jak człowiek z człowiekiem czy jak
    chory terapeuta ze zdrowym pacjentem? Uśmiech. Ja już zdecydowałam - to
    pierwsze.
    Trochę inaczej widzę las. Jestem jego częścią. Drzewem, wiewiórką, czym tam
    chcę. Nieważne, to też mój Dom. Do rzeczy: "chce się zobaczyć, ale bez
    dotykania. To jakis absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po
    co." Przepraszam, roześmiałam się. Pomijając fakt, że to czysta poezja, z
    ładnym rytmem.
    No właśnie, bo po co.
    Nie mówię, ze masz rację, bo nie wiem, czy masz, ale - podobało mi się.

  • parafon 17.09.03, 16:33
    Hej
    Ale dno. Jakoś przestaję mieć ochotę na pisaninę. Wtrącają się jacyś ludzie bez
    pojęcia i jakiejkolwiek myśli - tylko jedno - komuś dokopać. Przecież to
    polskie bagno w wydaniu internetowym - dlaczego komuś nie dowalić, jak
    bezkarnie można. No to i trzeba widocznie. Nie rozumiem takich ludzi. Jak jest
    nieodreagowany frustrat to niech sobie idzie pobiegać albo strzeli łbem w
    scianę. A nie innym dokopywać. Chociaż może to i przyjemność - ale powinno być
    dla takich forum "Dowalanie" - i niech wzajemnie sobie dokopuja ile wlezie.
    Pisząc tu myślałem, ze spotkam się z kimś, kto będzie chciał pogadać, coś
    poradzić, podsunąc jakies rozwiązanie. A tu tylko Ty - blue_a - sensownie
    zareagowałaś. Nie interesują mnie przyczyny dla których to robisz - to Twoja
    sprawa. Ale tylko Ty mówisz jak normalny człowiek. A tylko to dla mnie się
    liczy - móc z kimś pogadać i oderwać się od tego gnoju, w jakim siedzę.
  • on_25_wlkp 18.10.03, 12:40
    Nie oberwałeś od życia.

    Odnalazłem dla Ciebie dobry artykuł, który czytałem kilka tygodni temu:
    sprzedaz.info.pl/artykuly/artykul_5301.htm
    Po nazwie serwisu możesz wnioskować że zaszła pomyłka. Jednak nie, temat ma
    duzo wspólnego z Twoją sprawą.

  • parafon 21.10.03, 09:14
    Dziękuję.
    Coś w tym może w tym jest, ale dla mnie to socjotechnika. A życie jest zyciem.
    Adam
  • parafon 21.04.04, 13:02
    Żrę chemię jak głupi. Tak jak kazał lekarz. Przestałem już nawet jeździć
    samochodem. Mylą mi się odległości. Śpię jakieś 15 min na dobę. Czasem pogadam
    z Kasią, to mi lepiej. Czy jest z tego jakieś wyjście?
  • maniia 17.09.03, 00:38
    myslisz tylko o sobie by sobie pocwiczyc na Parafonie jako studentka
    Psychologii. Moralnosc tutaj dla Ciebie zupelnie nie gra roli. Wstydz sie!

    Parafonie: blue ma manie-depresje.Ja tez studiowalam Psychologie. Zobacz jak
    chaotycznie pisze. NIe baw sie w jej pacjenta, tylko porozmawiaj z ludzmi
    normalnie moze na innych forach, albo idz do prawdziwego psychologa. Nie daj
    sie zwariowac.
  • blue_a 17.09.03, 14:00
    Witaj,

    mogę o coś zapytać? Od razu dodaję, że w moje pytanie nie zawiera w sobie
    agresji, ale zainteresowanie. Dlaczego masz taki dziwny, dużo sugerujący nick?
    Co mam, wie tylko moja lekarz. Rozmawiałam z nią wczoraj.
    Jeśli studiowałaś psychologię, wytłumacz mi jej wczorajsze słowa. Powiedziała
    mi:

    - Nie ma pani "górki".

    Co to jest?

    :)

    Bo nie mam. Po prostu sobie fajnie teraz żyję.
    Nie traktuję Adama jako pacjenta (przepraszam, ale z w a r i o w a ł a ś?!)
    Dlaczego tu z nim "rozmawiam". Dla mnie to oczywiste, ale dla Ciebie nie
    bardzo, zatem wyjaśniam.

    Bo jest fajnym, ale przede wszytskim inteligentnym człowiekiem. Takich
    hmm "pacjentów" lubię najbardziej. Takich ludzi szukam w życiu. Nie gniewaj
    się, że z Tobą nie lubię rozmawiać. Ale nie bardzo jest o czym.. P r z e p r a
    s z a m ..

    :(

    Moralność..
    jesli tak Cię cholernie interesuje moje życie, to proszę. Zapytałam, czy osoba
    zdiagnozowana tak, jak ja, może być terapeutą. Nie, nie może.

    Ale może skończyć psychologię.

    Pytanie: czy osoba wyleczona może być terapeutą. Tego jeszcze nie wiem, ale -
    proszę: ja terapeutką zostać nie chcę.
    Nieważne, co chcę robić, ale hmm zdaję sobie sprawę, że tym odkrywaniem kart
    tutaj mogę sobie zaszkodzić. Ale przynajmniej jestem `czysta`, a to dla mnie w
    życiu najważniejsze.

    Dalej: Adam nie szuka tu rozmowy z terapeutą, co zaznaczył, co ciekawe też,
    niezależnie od siebie, doszliśmy do wniosku, że nawet terapeuci licencjonowani
    często są funta kłaków niewarci (sorry..)


    Adamie, nie daj się zwariować, porozmawiaj z maniią.

    :)

    Pozdrawiam.


  • parafon 17.09.03, 16:17
    Po co mam rozmawiać - to i tak do niczego nie prowadzi. Głodny sytego nie
    zrozumie, a klepać androny moze każdy. Poza tym mam dosyć takich przepychanek.
    Chyba większość na tym forum to bywa w celu dowalenia komuś, wyładowania na
    kimś własnych frustracji albo innych manii. Ja tego nie potrzebuję. Mamdosyć
    własnych problemów i niby dlaczego mam dyskutować z kimś, kto nie próbuje nawet
    pojać tematu, tylko ocenia po swojemu - to tak jakby opisywać wyglad człowieka
    po jego zapachu.
    Bez sensu.
  • beapud 17.09.03, 15:39
    Byłam kiedys po drugiej stronie i romansowałam z mężczyzna starszym od siebie
    o 10 lat. Po roku sądziłam, ze jakoś sie ułoży, nie naciskałam. Po 2 latach
    zaczęłam sie niecierpliwić, obiecywał, ze rzuci rodzine i bedzie tylko dla
    mnie. Po 3 latach postawiłam ultimatum i okazało sie, ze poczuł sie osaczony i
    poganiany. Piszesz, że nie w smak Ci jej postawa: ponaglanie, stawianie
    warunków, ze jeśliby samo sie wyjasniło.... Kłamiesz! Dziewczyna nie chce sie
    Toba dzielić i już. Ma dośc samotnych nocy, dni, świąt i poniedziałków.
    dziwisz sie Jej? Ja Ją doskonale rozumiem. I nie pisz, że jest Ci źle, dla
    mnie jesteś egoistą i tyle.
  • parafon 17.09.03, 16:13
    Jak to łatwo oceniać kogoś nie mając pojęcia o rzeczywistości. Chyba że piszesz
    o swoim przypadku, ale wtedy jasno to zaznacz.
    Dla wiadomości (chociaż nie wiem, po co to robię):
    -nie mam rodziny, jestem samotny
    -chciałem i chcę się z nią ozenić - planowaliśmy to na przyszły rok
    -nie mieszkała sama, tylko u mnie
    -raptem dostała przyśpieszenia - chociaż wszystko było zaplanowane
    -nie zniosę szantażu - zwłaszcza niczym nie sprowokowanego - może w miesiąc po
    ślubie powie mi, że jak jej nie kupię Alfa Romeo to nie bedzie ze mną obcować?
    I tyle.
  • beapud 17.09.03, 17:05
    Przepraszam i zwracam honor. Moze za szybko wyciagam pochopne wnioski (przez
    pryzmat własnych, gorzkich doswiadczeń).
    W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego niz zyczyć Ci pomyślnego finału.
  • goscia2 18.09.03, 03:36
    parafonie a miales kiedys zone? To jest pytanie z ciekawosci, tak ze nie musisz
    odpowiadac. :-)
  • parafon 18.09.03, 09:21
  • parafon 18.09.03, 09:20
    i Tobie życzę szzczęścia
  • krystymka 18.09.03, 11:08
    czemu piszesz "niestety" mialem?

    Ja mysle ze mezczyzna chce sam wyjsc z inicjatywa z zaproponowaniem malzenstwa.
    I moze dlatego ona Ciebie tak frustruje takim zachowaniem.

    Ja mysle zebys z nia skonczyl - jest mnostwo mlodych dziewczat wszedzie
    przyklad: skromne ja :-))))
  • parafon 18.09.03, 14:36
    Piszę "niestety" bo moje małżeństwo było jednym wielkim ciągiem niepowodzeń.
    Zmarnowane (moje i jej) 15 lat zycia. Ale to nieistotne.
    Inicjatywa małżeństwa wyszła mozna powiedzieć wspólnie - kiedyś podczas rozmowy
    stwierdziliśmy (nie pamiętam, kto to zainicjował, ale to nie jest istotne), że
    sie pobierzemy. I tak było do niedawna.
    Nie jest prosto skończyć znajomośc z kims, kogo się kocha. Po prostu ja tego
    nie chcę.
    Dziękuję za ofertę - to bardzo miłe. Ale ja w tej chwili nie mam ochoty nawet
    na kawę z kimkolwiek.
  • fizyczna 18.09.03, 14:44
    i po co sie narzucasz?? Widzisz dostalas kopa.Dobrze Ci tak!
  • parafon 19.09.03, 12:10
    Czy nie ma w Tobie odrobiny dobrej woli?
    To nie żadne narzucanie się - ja tego tak nie odebrałem. To dobre, ciepłe
    słowo. A takie obecnie rzadko się spotyka.
    To żaden kop - ja chętnie podtrzymam znajomość z Krystymką(w moim obecnym
    stanie to stać mnie jedynie na znajomośc internetową). Miło jest czuć, że się
    nie jest odrzucanym. To ważne. Staraj się patrzeć na świat tak, aby nie
    krzywdzić nikogo - nawet jak zasługuje na niechęć czy też reprymendę. Czy jak
    nie zgadzasz się z kimś to musisz to okazać? Nie wystarczy pomyśleć? Trzeba
    dokopać? Mało masz zła naookoło, aby je jeszcze dodatkowo tworzyć?
  • blue_a 19.09.03, 12:54
    Ja tylko na chwilę, bo tak mi przyszło do głowy.
    Znasz filozofię Kalego?

    Pomyślało mi się, że źle zaczęło się robić wtedy, gdy to Ona zaczęła decydować..
    Nie - żądać, ale właśnie decydować. Mogę się mylić, uprzedzam :)

    Pomyśl o tym, dobra?
    I w tym ją, kurczę, bardzo rozumiem :)
    Czy ona też zna książkę o dziwacznym tytule "Uległa czy niepokorna"?

    :)

    I pomyśl jeszcze o jednym haśle: kompromisy.

    <Zabierasz ją do lasu jutro? Będzie piękna pogoda..>

  • parafon 23.09.03, 10:48
    Filozofię Kalego znam, ale jakoś nie widzę powiązania.
    NIe wiem, czy to decydowanie - dla mnie decyzja to coś, co ma logiczne podstawy
    i czemuś służy. W tym wypadku raczej nie jest to decyzja - no, może jej decyzja.
    Pytałem się o książkę- mówi, że nie słyszała o takiej.
    Kompromisy - jak można uzyskać jakikolwiek kompromis po postawieniu ultimatum?
    Jaki tutaj może być kompromis?
    Nie chciała iść do lasu - powiedziała, że na grzyby to ona chodzić nie lubi.
    Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
    zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
    dziwnych miejsc na suficie.
    Trzymaj się blue_a. A może masz jakieś imię?
    Adam
  • blue_a 23.09.03, 11:16
    Anka.

    masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
    zmartwię się :)

    1. Co masz na suficie?
    Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
    Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.

    :)

    2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.

    Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.

    Ja poszłam.
    Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
    Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
    Ono w środku szumi.

    3. Dlaczego?
    Nie odpowiadaj.

    4. już normalne: czego słuchasz?

    Trzymaj się.

  • parafon 24.09.03, 14:54
    blue_a napisała:

    > Anka.
    =Ładnie.Miło mi.:)
    >
    > masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
    > zmartwię się :)
    >
    > 1. Co masz na suficie?
    > Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
    > Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.
    >
    > :)
    =Na suficie mam wypisaną przeszłość i marzenia o przyszłości. Nie ma tam
    terażniejszości, bo jej w ogóle nie ma. Jest tylko jeden czas - przeszły. I on
    wypisany jest na suficie.
    >
    > 2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.
    >
    > Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.
    >
    =Ja nie lubię i nie umiem zbierać grzybów. Lubię chodzić po lesie, położyć się
    i patrzeć poprzez korony drzew w niebo. Lubię słuchać ptaków i trzasku gałęzi.

    > Ja poszłam.
    > Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
    > Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
    > Ono w środku szumi.
    >=I jest bardzo ciepłe.

    > 3. Dlaczego?
    > Nie odpowiadaj.
    >
    > 4. już normalne: czego słuchasz?
    >=Jeśli chodzi o muzykę, to najczęściej Mike Outfield'a, Tangerine Dream, Pink
    Floyd, Led Zeppelin, Black Sabbath, Enigmy, Niemena, Yes, Budki Suflera,
    Genesis i parę innych.

    > Trzymaj się.
    > =Dzięki. I Ty też.
  • mflaga 02.04.04, 03:43
    noo yyyy
  • jedwabna 23.09.03, 11:54
    parafon napisał:

    > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
    > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
    > dziwnych miejsc na suficie.

    To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja sie
    schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))

  • parafon 24.09.03, 14:58
    jedwabna napisała:

    > parafon napisał:
    >
    > > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
    >
    > > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
    >
    > > dziwnych miejsc na suficie.
    >
    > To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja
    sie
    > schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))
    >
    Oby Twoje słowa się sprawdziły. Zresztą ja chyba wiem, czego chcę. Tylko nie
    wiem, jak sprawić, aby się to stało. Raczej chyba nawet już nawet nie umiem
    tego zrobić...
  • weronika74 24.09.03, 17:22
    ciekawe z tym studiowaniem sufitu, mi to sie jeszcze nie zdarzyło. Za to bezmyslnie patrze w pudełko czyli telewizor.
    Tak sobie myslę że może za bardzo sie zaparłeś na nie i nawet nie chcesz pomysleć o tym wszystkim racjonalnie i przez to cierpisz bo ja kochasz, a górę bierze
    egoizm
  • parafon 24.09.03, 20:53
    NIe czuję tego tak. Ja się nie zaparłem. Nie mam na co się zapierać.Rozleciało
    mi się wszystko tak misternie układane. Ja wierzyłem, że to wszystko się spełni
    tak, jak zaplanowaliśmy. A tu raptem taka wolta, sprowadzająca wszystko do
    postawienia mnie pod ścianą. Ja wiele razy musiałem robić w życiu pewne rzeczy
    pod przymusem i już tego więcej nie chcę. |To nie prowadzi do niczego dobrego,
    a wręcz przeciwnie. Każda zrobiona pod naciskiem, wbrew woli rzecz prędzej czy
    później odbija się czkawką, bo takie postępowanie nie jest naturalne. I dlatego
    wszystko się mi rozsypało, bo liczyłem, że ten związek będzie naturalny. Może
    jestem idealistą, jakimś nieprzystosowanym do rzeczywistości, ale na pewno nie
    egoistą. Dla mnie zwązek musi być czysty - nie z przyczyny niechcianej ciaży,
    nacisku rodziny, szantażu czy też zmuszania do małżeństwa. Nie potrafię tego
    zrozumieć, co się stało. Rozpada mi się cały dotychczasowy misternie utkany
    świat...
  • parafon 25.09.03, 14:10
    Cisza? Co się stało?
  • blue_a 25.09.03, 14:30
    A..bo tak.
    Zakleiłam sobie buzię plastrem.

    Że nie piszę ustami?
    Noo, wiem :)

    Odezwę się jutro.

    Uśmiechy.
  • parafon 25.09.03, 16:26
    Ten argument do mnie przemawia.
    Do jutra
  • weronika74 25.09.03, 18:00
    czy ona wie o tym że ty właśnie tak czujesz jak ona sie tak zachowuje? Czy próbowałeś spookojnie jej to powiedzieć, może ona cie spróbuje zrozumieć , przecież
    cie kocha
  • parafon 26.09.03, 10:08
    Coś w tym jest, co piszesz. Próbowałem spokojnie rozmawiać, i to nie raz. Ale
    każda taka rozmowa zawsze wchodziła na wysokie obroty i kończyła niczym. A
    raczej tym samym. Żadnej próby zrozumienia, kompromisu. Ma być tak jak ona to
    ustaliła i koniec.
    Z tym "kocha cię" to zaczynam mieć wątpliwości.
  • weronika74 26.09.03, 20:15
    może to jest kwestia wieku?? Wiesz pomysl sobie jaki ty byłes te 15 lat temu. Może jakaś koleżnak albo ktos taki wmówił jej
    że facet jej nie sznuje albo coa takiego jak w pewnym momencie sie nie oswiadczy. Milion rzeczy mogło wpłynąć na to ze ona sie
    tak zachowuje. Ja wiem że kobiety niektóre tak maja, że naciskaja na slub. Moze ona czuje sie jakas niedowartosiowana ze tak na to nalega.
    Trudno powiedzieć. Jesli są jeszcze emocje nawet te negatywne to może nie jest tak źle i jakos znajdziecie droge do siebie czego wam szczerze życzę
  • parafon 29.09.03, 09:36
    Może i tak, ale jakoś dotychczas tego nie było za bardzo widać, a wręcz
    przeciwnie - na moje uwagi o pewnej rozpiętości wiekowej Ona odpowiadała, że
    już nie zwraca na to uwagi, że czuje się ze mną bardzo stabilnie.
    Ale przecież nie o to chodzi.
    Chodzi o fakt izolacji, stworzenia bariery, załamania pewnego dotychczasowego
    układu, wprowadzenie wątku szantażu - a to zburzyło całe moje dotychczasowe
    widzenie tego związku. Nie potrafię sobie poukładać takich spraw - szantaż,
    wymuszanie na siłę - a jak się pobierzemy to wszystko wróci do normy i powiemy
    sonie "nic nie było, to był zły sen". Ja tak nie potrafię.
  • pakana 30.09.03, 15:07
    troche pozno obudzialam sie z odpowiedzia, ale moze przeczytasz. Tez tak
    kiedys zrobilam jak ta twoja kobieta, tez jestem mlodsza od niego, o 20 lat
    dla odmiany. Bylam obolala, zraniona, ze on nie chce mnie wybrac tak na
    zawsze. Odeszlam, bo myslalam, ze on nie chce byc ze mna w taki sposob, zeby
    bylo mi dobrze. W kazdym razie... co ty bys chcial, zeby ona zrobila? Zeby
    powiedziala - "sorry, ze cie naciskalam, przepraszam, ze tak bardzo chcialam,
    zebysmy juz szybko zaczeli sobie ukladac zycie na zawsze, zebysmy zaczeli
    jakis nowy etap, przepraszam za wszystko, wybacz mi, zyjmy tak jak dotychczas,
    poczekam, kochajmy sie". Czy to by pomoglo? Czy moglbys nadal z nia byc? Czy
    nadal chcialbys sie z nia ozenic? A moze ma cofnac czas? A moze jest jakis
    inny wymarzony scenariusz? Tak czy inaczej, jesli chcesz z nia byc, jesli
    naprawde chcecie tego samego tylko w troche innym czasie, to i ty i ona
    musicie znac ten twoj idealny scenariusz. Wtedy mozna szukac kompromisow,
    jezeli w ogole beda potrzebne.
  • parafon 30.09.03, 19:31
    Caly szkopul polega na tym, ze ja chce wrocic do normalnosci, nie stawiam
    zadnych warunkow, ale po prostu chce, aby wszystko wrocilo do stanu sprzed
    szantazu. Ja oczekuje tylko tego, aby Ona nie stawiala warunkow a reszta sie
    ulozy. Nie potrafie sie poddac naciskowi. Wiem, ze moze robie zle ale nie umiem
    inaczej. I dlatego jest mi tak jak jest, czyli do bani.
    Przepraszam ze nie ma polskich liter, ale cos mi sie popsulo w klawiaturze.
    Adam
  • pakana 01.10.03, 11:34
    No tak - tylko czasu nie da się cofnąć. Ona już postawiła ten warunek -
    pokazała jakiś idealny scenariusz na wasz związek - jej scenariusz, który nie
    wiadomo dlaczego próbuje wymusić szantażem (dlaczego nie może inaczej? nie
    zgodziłbyś się?). I tego się nie da wymazać. Więc Twój scenariusz musiałby
    uwzględniać fakt, że to się stało. Pytanie jest właściwie jedno - czy po tym,
    co się już stało, jesteś w stanie znów z nią być - na jakichkolwiek, idealnych
    dla Ciebie warunkach.
  • parafon 02.10.03, 15:38
    W chwili obecnej nie wiem, czy chce z nia wiazac. Nie mam pomyslu na nic. Ale
    tak w srodku, to bardzo chce, ale warunki nie sa dla mnie do przyjecia. Nie
    chce budowac zwiazku na przymusie. Zreszta nasze malzenstwo wczesniej
    ustalilismy. To ona wywrocila wszystko do gory nogami, a mnie sie wszystko
    rozlecialo.
  • siostra_oddzialowa 07.10.03, 12:14
    oj Parafon, jestes od niej 15 lat starszy i wypadalo by zebys byl choc 0 10
    madrzejszy, a tymczasem Ty tu placzesz jak rozzalona panienka zwalajac cala
    wine na swoja kobiete! to ona to, to ona tamto...
    jak przebiegal Twoj rozwod z byla zona?? tak samo??

    postaw sie na miejscu swojej dziewczyny: dobiega 30-tki, jest zdecydowana na
    stworzenie z Toba rodziny, Ty podobno tez??tak twierdziles na wstepie..
    Ty jestes rozwodnikiem duzo starszym od niej - skad ona ma miec pewnosc, ze nie
    spotykasz sie z nia dla zabawy, sexu a Twoje gadanie o malzenstwie to nie taki
    pokarm dla naiwnej?
    jak mowisz malzenstwo wasze juz bylo zaplanowane?? wiec co? co stoi na
    przeszkodzie zeby dwoje podobno kochajacych sie pobralo sie wczesniej? tak
    ja "kochasz" ze nie ozenisz sie bo musi wyjsc na Twoje a nie na jej? i
    odwrotnie? gdzie tu milosc a gdzie przepychanki dwojga przestraszonych o
    bezpieczenstwo swojej przyszlosci osob?
    na kiedy "planowaliscie" slub? - moze to byl dla niej zbyt daleki termin? moze
    to Ty bardziej ustaliles ten termin?? moze nie sluchales jej gdy dawala
    sygnaly ze nie chce tyle czekac?
    jak sie poznaliscie? moze za szybko zaczeliscie od sexu a teraz ona mimo ze
    kocha to czuje dyskomfort -sama w srodku nie moze sie pogodzic z zyciem w
    konkubinacie z duzo starszym rozwodnikiem?? z jakiej rodziny sie ona wywodzi?

    nie wierze, ze jej pomysl o "odstawieniu ciebie" wzial sie z powietrza.
    najwyrazniej dales jej odczuc/lub tak odebrala twoje zachowanie/ ze nie jest ci
    spieszno do malzenstwa z nia, ze przychodzisz po mile chwile i wychodzisz a jej
    zycie stoi w miejscu -w czasie gdy chce zalozyc rodzine, rodzic dzieci itd.

    piszesz- Tobie sie wszysko rozlecialo... -a Jej to niby nie??


  • parafon 10.10.03, 14:57
    Siostro, twoja wiedza o mnie zaszokowała mnie zupełnie! Jesteś
    wszystkowiedząca, gratulacje. Tylko czasami pomyśl troszkę, to nie boli.
    Pomyśl, co piszesz i po co. Głową najlepiej.
  • parafon 10.10.03, 15:00
    Fascynująca lektura ten link. Tylko trochę mało przystająca do rzeczywistości -
    mojej rzeczywistości. To że ktoś chce się "wydać" czy też nie może, to inna
    sprawa. Ja się rozbiłem o mur szantażu - na którym nie da się zbudować żadnego
    związku.
  • blue_a 10.10.03, 15:56
    Chyba rozumiem.

    Nie da. Się zbudować żadnego związku.
  • uzus 12.10.03, 00:49
    blue_a napisała:

    > Chyba rozumiem.
    >
    > Nie da. Się zbudować żadnego związku.

    Nie byłabym tak skłonna do rezygnacji,choć jak mi się zdaje, rozumiem sporo
    komplikacji. Zaczęłabym od punktu wyjścia, czyli bliższej znajomości, rodzaju
    koleżeństwa bez szczególnych zobowiązań. Pozwoliłabym związkowi na swobodny
    rozwój.Powstanie tym sposobem być może koleżeńska para, być może małżeństwo, a
    być może nic. Jeszcze trochę za wcześnie, żeby się poddawać.
    Uzus
  • parafon 13.10.03, 11:04
    Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
    stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
    uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
    posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się nie
    da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
    się nie powtórzy w przyszłości?
    Adam
    PS. Dzięki za dobre słowo.
  • uzus 13.10.03, 22:14
    parafon napisał:

    > Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
    > stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
    > uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
    > posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się
    nie
    > da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
    > się nie powtórzy w przyszłości?
    > Adam
    > PS. Dzięki za dobre słowo.

    Po każdym z napisanych przez Ciebie zdań można by postawić znak zapytania.
    Na zdanie, które już jest pytaniem, jak i na pozostałe, nikt nie zna
    odpowiedzi. Wiele zależy od postawy Twojej dziewczyny i tego, czy potrafisz jej
    kolejny raz zaufać.
    Pozdrawiam
    Uzus
  • parafon 14.10.03, 10:47
    To jest problem. Zaufać czy nie? Dać się skopać do końca czy zaryzykować, że
    się uda? Jak się uda, to szczęście - ale rysa jest. Chemia raczej nie wchodzi w
    rachubę, bo po pigułkach czuję się jak leżąca na ulicy puszka po coli - leży
    sobie, obok ktoś pezejdzie, moze kopnie, może nie, wszystko jedno, mokro,
    sucho, ciepło, zimno, nie ma sprawy. A tak nie chcę.
    Adam
  • blue_a 14.10.03, 15:51
    Nie wiem.

    Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
    Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
    I że równie silnie kocham siebie.
    I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
    I nie zakładam, że nie wyjdzie.

    Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?

    Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było? Bez
    lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.

    Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?

  • parafon 15.10.03, 08:58
    blue_a napisała:

    > Nie wiem.
    >
    > Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
    > Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
    > I że równie silnie kocham siebie.
    > I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
    > I nie zakładam, że nie wyjdzie.
    <<<Ja siebie nie kocham...
    I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

    >
    > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
    <<<Znam. Doświadczyłem tego.
    >
    > Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było?
    Bez
    > lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.
    <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.
    >
    > Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?
    <<< Po każdych. Chociaż zbyt dużo ich nie miałem.
    >
  • blue_a 15.10.03, 09:32
    :)

    <<<Ja siebie nie kocham...

    Uu, niedobrze. Mam na myśli zdrowe poważanie własnej osoby.
    Jeśli siebie lubię, to będę potrafiła zaufać komuś, mimo wszystko.
    (tak się zastanawiam, czy zbytnio nie upraszczam, ale chyba nie)

    Są gorsze "przestępstwa" niż to, które zrobiła Twoja dziewczyna. Uwierz..


    > I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

    Rozwiń.

    > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
    > <<<Znam. Doświadczyłem tego.

    Chyba jednak nie znasz.
    Albo zrobiłeś złe założenie. Że się nie uda. Zatem - się nie udało.

    <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.

    Pomęczę Cię - rozwiń.
    I miłego dnia Ci życzę.

  • parafon 15.10.03, 19:32
    Aniu,
    Co mam rozwinąć? Nie za bardzo wiem.
    Jaki wątek?
    Jak ma do siebie nie lubienie siebie (jakiś lapsus) do zaufania komuś?
    Ja siebie nie lubię, bo jestem jakom życiowym nieudacznikiem. Nie na dobrą
    sprawę mi nie wychodzi.
    Tu nie chodzi o jak to Ty mówisz "przestępstwo". Ja to nie traktuję w
    kategoriach winy. Po prostu nie spodziewałem się (a mam trochę życiowego
    doświadczenia) takiego obrotu sprawy. Takiego złamania jakichś ludzkich zasad.
    Zaufania.
    Adam
  • blue_a 16.10.03, 15:47
    Mam poczucie dreptania w miejscu.
    Jako psycholog wiedziałabym, co robić dalej.
    Założyłam jednak, że rozmawiamy ot tak, po prostu.
    Bez "wizytówek".

    Jako człowiek napiszę Ci, że nie wiem, co powiedzieć, może tylko tyle, że z
    mojego osobistego punktu widzenia coś (może) tracisz, upierając się, że zostały
    złamane ludzkie zasady etc.
    Jesli uważasz, że zaufania nie da się odbudować, to faktycznie koniec.
    Zostajecie sobie po obu stronach tej barykady.
    Ja bym działała, starała się rozmawiać.
    Ale nie jestem Tobą.

    Ufam, że u Ciebie prędzej czy później się poukłada.
    Powodzenia.
    Ania



  • parafon 17.10.03, 18:00
    Myślałem, że masz coś do powiedzenia...
    A co wyszło...
    Zero...
    Nie dziękuję.
    Aniu.
  • an_a1 17.10.03, 22:31
    parafon napisał:


    > A co wyszło...
    > Zero...

    Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
    będzie większa.

    > Nie dziękuję.

    Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
    Ana

    > Aniu.
  • parafon 20.10.03, 12:39
    an_a1 napisała:

    > parafon napisał:
    >
    >
    > > A co wyszło...
    > > Zero...
    >
    > Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
    > będzie większa.
    >>Wybacz, ale bezwzględne to jest tylko życie. W tej sytuacji głównie występują
    wielkości ujemne, a czasem nawet liczby urojone. I oczywiście zero, jako
    wartość bazowa.
    >
    > > Nie dziękuję.
    >
    > Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
    > Ana
    >> Nie wiem, skąd pochodzi ta metafora, ale brzmi optymistycznie. Chociaż nie
    spodziewałem się, że umiem być grzeczny.
    >
    > > Aniu.
  • blue_a 18.10.03, 12:47

    > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...

    W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech

    > A co wyszło...
    > Zero...

    Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.

    > Nie dziękuję.
    > Aniu.

    Jak spędzasz sobotę, Adamie?
  • parafon 20.10.03, 12:44
    blue_a napisała:

    >
    > > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...
    >
    > W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech
    >> Moje myślenie to jeden wielki błąd. Uśmiech sarkastyczny.

    >
    > > A co wyszło...
    > > Zero...
    >
    > Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.
    >> Chyba już nie mam siły. Co bym nie zrobił - błąd albo działanie nietrafione.
    Przynajmniej tak mi się wydaje.
    >
    > > Nie dziękuję.
    > > Aniu.
    >
    > Jak spędzasz sobotę, Adamie?
    >> W sobotę poddawałem się swoim ulubionym ostatnio czynnościom. Z przewagą
    gapienia się w sufit. W niedzielę poszedłem na spacer, ale było zimno. Sufit.
  • parafon 17.10.03, 18:04
    Recalling:
    Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
    Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
    Nie da się być trochę w ciąży.
    Adam
    Finito La comedia
  • an_a1 17.10.03, 22:36
    parafon napisał:

    > Recalling:
    > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
    > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
    > Nie da się być trochę w ciąży.

    Da się.
    Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) - c)

    Ana

    > Adam
    > Finito La comedia
  • parafon 20.10.03, 12:47
    an_a1 napisała:

    > parafon napisał:
    >
    > > Recalling:
    > > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilow
    > o z
    > > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierz
    > ysz?
    > > Nie da się być trochę w ciąży.
    >
    > Da się.
    > Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) -
    c
    > )
    >> Ale a) - b) to brak ciąży. Przewód nielogiczny. Nie chodzi o ciągłośc w
    czasie, ale fakt. W ciąży się jest albo nie jest. Nie ma stanów pośrednich.
    >
    > Ana
    >
    > > Adam
    > > Finito La comedia
  • blue_a 13.10.03, 15:23
    można uwolnić się i przestać pamiętać.
    wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
    To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
    wspomnień

    Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
    Trudno - coś za coś..

    p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja
  • uzus 13.10.03, 22:25
    blue_a napisała:

    > można uwolnić się i przestać pamiętać.
    > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
    > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
    > wspomnień
    >
    > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
    > Trudno - coś za coś..
    >
    > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

    Dobrze że się odezwałaś. To co piszesz, jest mądre i w jakiś sposób głęboko
    ludzkie.
    Cynizmu nie dostrzegam, raczej rzecz przeniosłabym w inne kategorie.
    Zgadzam się z Tobą, że trudno byłoby zachęcać do przyjęcia takiej postawy.
    Pozrawiam
    Uzus
  • zoltanek 06.04.04, 10:53
    ojejku, jaki długaśny wątek, ile postów. nie chce mi się wszystkiego czytac:).
    odp więc na ostatni. Leki antydepresyjne to nic innego jak narkotyki
    najnowszej generacji. Niektóre działąją dokładnie w ten sam sposób co XTC,
    tylko nie ryją beretu. Czy ja w ogóle pisze na temat?
  • an_a1 21.04.04, 15:14
    Zoltanek napisał:
    > Czy ja w ogóle piszę na temat?
    Tak, na temat dowolnie wybrany.
    Ana
  • uzus 13.10.03, 22:54
    blue_a napisała:

    > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
    > Trudno - coś za coś..

    Wyjaśnij mi, proszę, dokładniej, o co chodzi. Ja, jak to ja, pół zgubię, drugie
    pół mi umknie, a chciałabym zrozumieć całość sytuacji.
    Na czym miałaby polegać ta, jak ją nazwałaś, cyniczna wymiana?
    Uzus

  • an_a1 17.10.03, 22:50
    blue_a napisała:

    > można uwolnić się i przestać pamiętać.
    > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
    > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
    > wspomnień
    >
    > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
    > Trudno - coś za coś..
    >
    > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

    Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
    Pozdrawiam
    Ana
  • blue_a 18.10.03, 12:43
    > Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.

    Jeśli jesteś głodna, nikt za Ciebie się nie naje..

    albo:

    Uszyj sobie buty, zamiast wykładać świat skórą.

  • an_a1 18.10.03, 13:06
    blue_a napisała:

    > > Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
    >
    > Jeśli jesteś głodna, nikt za Ciebie się nie naje..

    Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

    > albo:
    >
    > Uszyj sobie buty, zamiast wykładać świat skórą.

    Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.
    Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

    Pozdrawiam
    Ana
  • blue_a 18.10.03, 13:17

    > Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

    Zgadza się..
    I takie myśli, to znaczy, że nie zawsze da się pomóc, powodują bezradność.
    Ale-mogę nakarmić kogoś, kto jest blisko (czyt. lokalnie).


    > Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.

    Myślę, że jest podobny.
    O ile, rzecz jasna, nie umieściłaś mnie poniżej (nie miałabym pretensji)

    > Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

    Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
    jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

  • an_a1 18.10.03, 13:46
    blue_a napisała:

    > Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
    > jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

    Lepsza od niedzieli, ale żadne tam takie, zależy ile będę mieć czasu dla siebie.
    Co do głodu-to bardzo stara i skomplikowana historia. Nie ma sensu opowiadać.
    Wzorem tych, jak im tam, porafię bez trudu znosić post. Doskonalę się dzięki
    temu duchowo. Z kasą krucho. Żebrać jednak nie zamierzam. Choć zdarzyło się, że
    sama siebie zadziwiłam żywiołową reakcją na widok pewnego rarytasu. Pierwszy
    raz w życiu pomyślałam o kradzieży. Może to i dobrze, bo zdałam sobie sprawę,
    co to dla mnie za cudowność. Nie ma jak prawda, nawet gorzka.
    Ana
  • parafon 20.10.03, 13:00
    Aniu.
    Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
    górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
    stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
    rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co przyjmę
    jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
    nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby w
    razie klęski móc do tego wrócić.
    Adam
  • an_a1 21.10.03, 10:21
    parafon napisał:

    > Aniu.
    > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
    > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
    > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
    > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
    przyjmę
    > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
    > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby
    w
    > razie klęski móc do tego wrócić.
    > Adam

    Hejka!

    Trzeba umieć umierać pięknie,
    Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
    Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
    Aż umilknie łoskot wystrzałów.

    Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
    Pozdrawiam
    Ana
  • an_a1 21.10.03, 10:52
    Broniewski to żart, oczywiście.
    Tak w związku z jesienią.

    Jeszcze raz pozdrawiam
    Ana
  • parafon 22.10.03, 09:29
    an_a1 napisała:

    > Broniewski to żart, oczywiście.
    >> Myślalem, że to Majakowski...;)

    > Tak w związku z jesienią.
    >> Broniewski zginął w lecie...

    > Jeszcze raz pozdrawiam
    > Ana
    >> Ja też.
    Adam
  • parafon 22.10.03, 09:27
    an_a1 napisała:

    > parafon napisał:
    >
    > > Aniu.
    > > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
    > > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
    >
    > > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
    > > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
    > przyjmę
    > > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da
    > się
    > > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, a
    > by
    > w
    > > razie klęski móc do tego wrócić.
    > > Adam
    >
    > Hejka!
    >
    > Trzeba umieć umierać pięknie,
    > Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
    > Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
    > Aż umilknie łoskot wystrzałów.
    >> Piękny cytat. Ale mnie sie przez rozsądek nie chce umierać, nie lubię broni,
    podłe? A co to jest podłe? Łoskot... nie lubię.
    >
    > Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
    > Pozdrawiam
    > Ana
    >> I tu trafiłaś w przysłowiową dziesiątkę. Trzeba mieć siebie...
  • blue_a 21.10.03, 15:22
    Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi wybaczyć,
    nie odwrotnie).

    Lekarz?
    - nie.

    Próby poradzenia sobie samemu?
    - nie.

    Porozmawianie z nią?
    - nie.

    Pójście w innym kierunku?
    - nie.

    Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.

    Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
    Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?

    pzdr.
  • an_a1 22.10.03, 09:29
    blue_a napisała:

    > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?

    To oko cyklonu.
    Ana

  • parafon 22.10.03, 09:37
    an_a1 napisała:

    > blue_a napisała:
    >
    > > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
    >
    > To oko cyklonu.
    > Ana
    >>To fundament życia
    Adam
    >
  • an_a1 25.10.03, 06:35

    > > blue_a napisała:
    > >
    > > > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
    > >
    > > To oko cyklonu.
    > > Ana
    > >>To fundament życia
    > Adam

    Prawda to źrenica oka cyklonu.
    Sprawdzaj, weryfikuj, badaj.
    Pozdrawiam
    Ana

    PS. Ktoś musi być nudny.
  • parafon 22.10.03, 09:35
    blue_a napisała:

    > Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi
    wybaczyć,
    >
    > nie odwrotnie).
    >> Wybaczam.

    >
    > Lekarz?
    > - nie.
    >> Nie
    >
    > Próby poradzenia sobie samemu?
    > - nie.
    >>Próbuję
    >
    > Porozmawianie z nią?
    > - nie.
    >> Bez sensu
    >
    > Pójście w innym kierunku?
    > - nie.
    >> Czemu?
    >
    > Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.
    >> Szybko wątpisz...
    >
    > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
    > Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?
    >> Nie mogę się wypowiadać za Ana, ale dla mnie punkt oparcia to coś, czego
    nikt ci nie zabierze, co jest realne, np.mieszkanie, rodzina , kobieta,
    mężczyzna (którym się ufa), przyjaciel, etc,.
    >
    > pzdr.
    >>Również
  • an_a1 22.10.03, 18:32
    blue_a napisała:

    > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?

    Amor skrzydła ma dwa...
    Pamiętasz? Pamiętasz.
    To w węższym zakresie.
    Ana
  • blue_a 23.10.03, 08:49
    Piękne
    Ale złudne
    Ale piękne :)
  • an_a1 23.10.03, 18:27
    blue_a napisała:

    > Piękne
    > Ale złudne
    > Ale piękne :)

    Nie napnie nawet łuku jednoręki łucznik.
    Ana
  • parafon 23.10.03, 18:58
    Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
    Tu chodzi o życie!
    Amor ma nogi dwie...
    Pamiętaz? Nie...
    I wszystko jedno, którą cię kopnie...
    Jednakowo boli.

    Adam
  • an_a1 23.10.03, 21:16
    parafon napisał:

    > Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
    > Tu chodzi o życie!
    > Amor ma nogi dwie...
    > Pamiętaz? Nie...
    > I wszystko jedno, którą cię kopnie...
    > Jednakowo boli.
    >
    > Adam

    Nie rozumiesz, że tu nie chodzi o żadne cytaty z wzruszających piosenek, ale o
    oczywistą prawdę, że miłość poruszy ziemię i przeniesie góry.
    Warunek konieczny: wzajemność.
    Ana
  • parafon 24.10.03, 11:03
    Ale Miła Dziewczyno,
    Miłość jest drugą zarazą po dżumie, która niszczy populację. Zwłaszcza męską
    część tej populacji. Nawet AIDS nie niesie takich spustoszeń. Bo nie odbiera
    rozumu.
    A poza tym jest to najpiękniejsze i najstraszniejsze zarazem uczucie.
    Adam
  • an_a1 23.10.03, 21:42
    Mogę podać przykłady.
    Ana
  • parafon 04.11.03, 07:48
    Słucham, jakie przykłady maja mnie przekonać?
    Adam
  • an_a1 06.11.03, 13:49
    parafon napisał:

    > Słucham, jakie przykłady maja mnie przekonać?
    > Adam

    To nie przykłady mają Cię przekonać, ale Ty sam masz się przekonać na podstawie
    przykładów. Jeśli Ci na tym zależy, musisz otworzyć oczy i chcieć je zobaczyć,
    poznać, przeżyć, doświadczyć.
    Ostrzegam! Czasem się zdrowo obrywa. Na szczęście nie zawsze.

    Swoją drogą mógłbyś zleźć z tronu i odezwać się do maluczkich ludzkim głosem.

    Ana
  • rena1961 23.10.03, 12:05
    Myślę, że to nie jest w porządku. Daj sobie z nią spokój, ktoś kto kocha nie
    stawia takich warunków. Pozdrawiam. Rena
  • parafon 23.10.03, 19:02
    Ale jak przestać kochać...?
    A tak to masz rtację.
    Dziękuję.
    Adam
  • an_a1 24.10.03, 00:02
    parafon napisał:

    > Ale jak przestać kochać...?

    Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby.
    Ana
  • blue_a 24.10.03, 15:42
    Trochę..nie rozumiem Adama.
    Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym zdaniem
    tylko siebie, jej - raczej nie).
    Rozmawiać z nią nie zamierza.
    "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.

    Adamie? O-budź się..
    Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.

    Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
    Ładne, dzięki.
  • parafon 27.10.03, 21:49
    blue_a napisała:

    > Trochę..nie rozumiem Adama.
    >> Ja siebie też nie rozumiem

    > Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym
    zdaniem
    >
    > tylko siebie, jej - raczej nie).
    >>Siedzę smutny, fakt. Nikomu nie zazdroszczę - nie nauczyłem się zazdrościć w
    takim tego słowa znaczeniu. Kocham ją - siebie nie.

    > Rozmawiać z nią nie zamierza.
    >> Rozmawiać z nią chcę, ale do rozmowy potrzebne są dwie osoby.

    > "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.
    >> Napieprzają mi te kroki we łbie jak cholera.
    >
    > Adamie? O-budź się..
    > Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.
    >> Nie można się obudzić przedtem nie zasypiając.
    >> Chodzi mi o to, aby zrozumieć, dlaczego z miłości można zrobić chlew a z
    człowieka kukłę.
    >
    > Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
    > Ładne, dzięki.
    >> Jeśli chcesz zrozumieć sens życia, ktoś musi ci to wytłumaczyć. Samemu życia
    nie pojmiesz, bo życie w samotności nie jest życiem, a trwaniem.
  • wadera4 24.10.03, 01:00
    Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
    tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
    jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
    najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
    patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
    pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
    nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
    najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
    Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
    mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak bardzo
    to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
    Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
    zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
    wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
    temat. Jeszce raz, glowa do gory.
  • parafon 24.10.03, 11:09
    Łatwo tak mówić. Ale czasami to przysłowia się nie sprawdzają. Pójdę na
    siłownię, na basen, widzę szczęśliwych ludzi. I im zazdroszczę.
    I comam zrobić? Zapomnieć? Nie da się.
  • mgielka2 24.10.03, 15:17
    wez sie chlopie w garsc, gdzie Twoja meskosc. Zakochales sie jak 18-to latek a
    nie jak meszczyzna. Moze zachowywales sie jak nasto...dlatego Cie
    zostawila.Walnij glowa o mur i sie opamietaj, morze jest pelne rybek. Przestan
    narzekac, rob cos. Wez sie za cos konkretnego a nie zyj przeszloscia
    PS. Powodzenia w ZYCIU zycze
  • an_a1 24.10.03, 18:44
    wadera4 napisała:

    > Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
    > tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
    > jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
    > najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
    > patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
    > pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
    > nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
    > najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
    > Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
    > mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak
    bardzo
    > to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
    > Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
    > zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
    > wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
    > temat. Jeszce raz, glowa do gory.

    Ano,
    Skumbrie w tomacie,
    skumbrie w tomacie,
    pstrąg! ;)))
  • parafon 04.11.03, 15:30
    Kochane dziewczyny,
    Nie znam Waszego wieku, i znać (chyba) nie chcę. Po tekstach można poznać, ze
    jesteście dosyć młodymi osobami, "po przejściach". Jedne traktują temat
    poważnie, inne - nieco frywolnie. Problem depresji jest problemem, a nie
    przygodą w życiu. Można pisać jakieś pierdoły o skumbriach, albo o zakochanym
    nastolatku. Ja napiasłem do tego forum, bo myślałem, że czegoś się dowiem, coś
    zrozumię. Zrozumiałem jedno - to nie jest takie proste. I nie próbujcie zbawiać
    świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
    Trzymajcie się.Adam
  • siostra_oddzialowa 04.11.03, 15:53
    parafon napisał:
    I nie próbujcie zbawiać
    >
    > świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.


    wez mnie nie rozbawiaj.
    twoja metoda to uwiesic sie na kims ? maja ci podawac gotowe rozwiazanie na
    tacy ? a sam bez wysilku tylko rozpostarte sztandary Wielkiego cierpienia ?
    a na sugestie czy rady tylko sie krzywisz ? to "be", tamto "fuj"!?
    Depresja to choroba. Idx wiec do lekarza !
    i nie zapominaj o tym -ze na to forum wchodza wlasnie osoby w potrzebie - na
    tym watku nie tylko ty masz depresje a ty krytykujesz kazda rade odrzucajac tym
    samym rozmowce..nie doczekasz sie cudownego uzdrowienia lezac w lozku i
    obarczajac wina caly swiat... tylko to twoje ja, Ja, Ja ... a innych obdzielic
    wina..
  • parafon 05.11.03, 09:40
    Już kiedyś dyskutowaliśmy na temat twoich rad. Naprawdę zacznij myśleć głową.
    Na razie to chyba myślisz wątrobą - i to chorą. Nikt na tym forum nie czeka na
    dokopywanie. Ale raczej tego nie rozumiesz - żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć. A
    ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
    dużym stażem. Nie pisz jakichś chorych wywodów - nikt cię o to nie prosi.
    U lekarza byłem - a i ty powinnaś tam zajżeć. Odrzucam takie agresywne osoby
    jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla sadystów.
    Uprzejmie proszę o odwalenie się ode mnie.
    Raz na zawsze.
  • siostra_oddzialowa 05.11.03, 10:16
    parafon napisał:

    >- żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć.

    właśnie .
    instrukcja dla ciebie: przyczep sobie te slowa na lustrze w lazience, na
    drzwiach, scianie nad lozkiem i na szybie samochodu.
    czytaj, powtarzaj w kolko, pisz po tysiac razy na kartce..
    moze zalapiesz, ze te slowa ciebie dotycza.



    > ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
    > dużym stażem.

    zapraszam zapraszam hehe
    jest tu miejsce dla ciebie.

    >. Odrzucam takie agresywne osoby
    > jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla
    sadystów.

    moze twoja kobieta odrzuca takich sepow emocjonalnych jak ty ?
    i nie chce pelnic dozywotniej roli twojej siostry milosierdzia ? tylko zyc ?
  • an_a1 06.11.03, 13:16
    parafon napisał:

    > Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
    > Trzymajcie się.Adam

    Kto szuka, ten znajdzie.
    Szukać też trzeba umieć, podobnie jak znajdować.
    Ślepota to poważne ograniczenie,oczywiście dla szukającego.
    Bywają szukacze-pozoranci.
    Więc nie chrzań i mnie nie wkurzaj, przynajmniej dzisiaj.
    Pozdrawiam
    Ana
  • blue_a 06.11.03, 15:18
    Ja umyłam ręce już dawno.
    Podobało mi się to o zejściu z tronu :)
    Czy Adam zrozumiał - cholera go wie.. znowu przeklinam, przepraszam.

    Usiłuje trzymać nas w szachu. Ja się nie dam.
    Dalej niech się bawi sam.
  • an_a1 06.11.03, 16:31
    blue_a napisała:

    > Usiłuje trzymać nas w szachu. Ja się nie dam.

    A jeśli nie potrafi inaczej? Nie ma innego wzorca? Nie wie, co z tym począć?
    Poza tym jak długo ogranicza się do usiłowań, to nie jest przecież najgorzej.
    Skąd wiesz, że jakby co, to się nie dasz?

    > Dalej niech się bawi sam.

    Absolutnie nie. Zabrnął w ślepy, niepomiernie ciasny zaułek. To miota się, to
    popada w rezygnację. Czy coś Ci to przypomina?
    Teraz właśnie potrzebuje kogoś bardziej niż kiedykolwiek indziej.
    Stabilnym, miłym i sympatycznym nie potrzeba wsparcia.
    Inna rzecz, że tych wspiera się bardzo przyjemnie:))

    Ana


  • blue_a 06.11.03, 20:12
    Od początku było założenie, że to forum dyskusyjne, nie zaś netowa
    psychoterapia. Mogę próbować trzymać liny asekuracyjne temu, kto tego chce.
    Temu, kto mówi i tak, i nie - jednocześnie - mówię "pa". Jeśli lecieć w
    terminologię psych. to jest to tzw. podwójne wiązanie. A - powtarzam się -
    Adamowi bardziej jest potrzebna jest terapia niż rozmowa z nami. On terapię
    jednak odrzuca.

    Coś czego nie rozumiem u kobiet: bycie terapeutą dla mężczyzn, że tak ich
    nazwę, osobistych, wzlędnie dla tych z sieci.

    Odcinam się od tego.

    Adam nami nieźle tu manipuluje.
    Nie potrzebuje nas tak bardzo, o czym świadczy fakt, że nie wchodzi tu zbyt
    często. Ot, pojawia się, i mówi: ZNOWU SPIEPRZYLIŚCIE ROBOTĘ.

    :)

    To ja mu pokazuję język.
    Zrobiłam, co mogłam.
    Powtarzam się, gdybym była terapeutą, nie zostawiłabym go.

    Jako "duszek" z sieci - tak.
  • an_a1 06.11.03, 21:10
    blue_a napisała:

    > Adam nami nieźle tu manipuluje.
    > Nie potrzebuje nas tak bardzo, o czym świadczy fakt, że nie wchodzi tu zbyt
    > często. Ot, pojawia się, i mówi: ZNOWU SPIEPRZYLIŚCIE ROBOTĘ.

    Nie dopuszczasz możliwości pomyłki?
    Ja nie jestem skłonna do pozostawienia Adama w pustce.

    Adamie, gdybyś mnie wołał w czarnej przestrzeni, odpowiem Ci:
    jestem.
    Ana
  • blue_a 07.11.03, 08:57
    Problem w tym, że on nie widzi tych dłoni wyciągniętych..

    Zakładam, że nie jest autystykiem..

    Ano, on nie woła..On tylko sprawdza, czy ewentualnie otrzymałby pomoc.
    Może się narażę, ale to z jego strony trochę perfidne..

    Szanowałabym go, gdy wrzasnął: POMÓŻCIE!!!!!!!!!

    Jego stać głównie na napisanie: piszecie mi puste słowa.
    To ja mówię: radź sobie, kolesiu, sam.
    Bo ja nie umiem.

    Ale jestem, skoro dziś tu piszę :)

  • an_a1 07.11.03, 20:02
    blue_a napisała:

    > Problem w tym, że on nie widzi tych dłoni wyciągniętych..

    Często jest tak, że kto nie potrafi dawać, nie umie też brać.
    Taki deficyt można skorygować.


    > Ano, on nie woła..On tylko sprawdza, czy ewentualnie otrzymałby pomoc.
    > Może się narażę, ale to z jego strony trochę perfidne..

    Nie ma takiej pewności, a nawet jeśli tak się dzieje, to nie wolno wypowiadać
    wartościujących sądów. Gdzieś tkwi przyczyna. Do czegoś jest mu to potrzebne,
    nie wiadomo jak bardzo.

    > Szanowałabym go, gdy wrzasnął: POMÓŻCIE!!!!!!!!!

    Szacunek czy jego brak nie ma zupełnie nic do rzeczy.
    On woła o pomoc w taki sposób, jak umie.
    Nie domaga się szacunku.

    > Jego stać głównie na napisanie: piszecie mi puste słowa.

    Tak widać odczuwa nasze nieudolne próby. Mnie to gryzie, że nie umiem wyjść mu
    naprzeciw tak dalece, żeby nasze ręce mogły się spotkać.

    > To ja mu mówię: radź sobie, kolesiu, sam.
    > Bo ja nie umiem.
    >
    > Ale jestem, skoro dziś tu piszę :)

    I świetnie!
    Nie da się człowieka zrozumieć do końca.
    Nie zawsze się go lubi.
    Ale należy być tam, gdzie nas potrzebują.
    Nie zmienimy świata, ale zrobimy mikroskopijny kroczek w słusznym kierunku.
    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 05.11.03, 17:18
  • mogila1 05.11.03, 09:04
    Poczytałam sobie troche i bardzo mnie to ubawiło. Wiesz, nie tylko Ty masz
    takie problemy. Jestem kobietą,też 40-letnią i mam podobny problem, ale w
    odwrotną stronę i pewnie bardziej skomplikowany. Musisz wiedzieć jedno. Na
    takie historie nie ma recepty. Konieczna jest tylko walka, do końca. A Ty nie
    walczysz, czekasz, jak każdy samiec i użalasz sie nad sobą. Jeśli chcesz
    porozmawiac o moich problemach wejdź do wątku" moje życie przerosło brazylijska
    telenowelę. Pomóc mogą nam tylko szczere rozmowy. A na forum można rozmawiać
    szczerze, bo nie widzi sie rozmówcy.
    Pozdrawiam.
    Do zobaczenia.
  • parafon 05.11.03, 09:45
    I jak rozmawiać z kimś, kto partnera do rozmowy na samym początku degraduje do
    roli samca...
  • starowinka40 05.11.03, 10:57
    Takie mam wlasnie wrazenie. To ten program z jakiejs prywatnej stacji o
    zdobyciu najpiekniejszego na swiecie kawalera???
    Moze zaczniemy obstawiac... ozeni sie z nia czy sie nie ozeni? pojdzie do
    lekarza czy nie pojdzie? I tak dalej.... Pomagam w pobiciu rekordu dlugosci
    watku;-)
    --
    Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie każdy ma szczęście do prawa
    *******
    Żyjemy w Świecie pozorów, pozorujemy więc, że żyjemy
  • mogila1 05.11.03, 19:28
    Niestety, mój drogi, obrażanie się, bufonada i stroszenie piórek, to cechy
    każdego samca. I nie nazwałabym tego degradacją.
    Pozdrawiam.
  • dominica 06.11.03, 01:44
    mi sie bardzo podobala wypowiedz siostry oddzialowej. Dobrze Tobie wytlumaczyla
    stanowisko Twojej ex dziewczyny. Ona ma bardzo duzo do stracenia, moze nie
    bedzie miala szanse na zalozenie rodziny w miare uplywu czasu.

    A Ty parofonie co masz do stracenia??? Glupie meskie ego, ktore nie pozwala
    Tobie przyjac propozycji przyspieszenia slubu.

    Ja zycze Tobie zeby ona kogos sobie juz znalazla. A Ty szukaj dalej.
  • an_a1 06.11.03, 14:05
    mogila1 napisała:

    > A Ty nie
    > walczysz, czekasz, jak każdy samiec i użalasz sie nad sobą.

    Przeczytaj, co napisałaś i zastanów się przez chwilę.
    Mężczyzna jest człowiekiem. Wyraz "samiec" szalenie mnie drażni, bo coś tam
    imputuje, o co trafia mnie szlag. A już zupełnie trafia mnie mnie szlag,
    wielokrotnie większy, gdy czytam "jak każdy samiec". Wszyscy jednakowi?
    Najlepiej by było dostać takowego z przydziału, bez nijakiego wyboru i kłopotu.
    Ana
  • kaba.a 06.11.03, 14:45
    Nie znasz klasyfikacji gatunków. Mężczyzna to ssak. Rodzaj męski -samiec. Nie
    irytuj się :-). I niestety oni wszyscy są jednakowi- wewnetrznie. Uwierz.
    Pozdrawiam.
  • parafon 06.11.03, 16:13
    Kaba.a,
    Pisząc w ten sposób ( i kilka podobnych tobie uczestniczek tego forum) stawiasz
    się w roli osoby o schematycznym, ograniczonym do minimum horyzoncie myślowym.
    A raczej horyzonciku. Twoja znajomość mężczyzn jest porażająca! Nie dziwne, że
    ich nie lubisz, bo takiej kobiety jak ty lubić się nie da. I nie wiadomo co
    będziesz w przyszłości robić - ta cecha zawsze wypłynie. Prędzej czy później.
    Kto dał ci prawo do selekcjonowania kogokolwiek w szufladki? Twoja natura?
    Nie zauważasz, że nie chodzi o dokopywanie komukolwiek a o pomoc? Nie pasuje to
    w twoim światopogladzie, że ktoś może czuć, myśleć nieco inaczej niż ty?
    Nie stać cię, tak jak Anę, na człowieczeństwo? Bierz z niej przykład. Albo z
    Blue. One widzą człowieka, a nie worek do kopania.
    Wszystkiego najlepszego mimo wszystko.
    Adam
  • an_a1 06.11.03, 17:12
    parafon napisał:

    > Nie zauważasz, że nie chodzi o dokopywanie komukolwiek a o pomoc?

    W domyśle - o dokopywanie mi. Spróbuj odszukać w wątku posty, które nazwałbyś
    pomocną dłonią i te, będące dokopywaniem.
    Odpowiedź da do myślenia. Tobie.
    Czy sam umiesz dokopać?

    > Nie stać cię, tak jak Anę, na człowieczeństwo? Bierz z niej przykład. Albo z
    > Blue. One widzą człowieka, a nie worek do kopania.

    Człowieczeństwo zwyczajnie jest. Nie trzeba się wspinać na palce, aby go
    dosięgnąć. Nie jest też gazem tłoczonym do balonu, aby wzniósł się ponad głowy
    innych.
    Przemyślano, potwierdzono eksperymentalnie( na sobie).

    > Wszystkiego najlepszego mimo wszystko.

    A oto wzruszający przykład wyżyn moralnych, na które innym tylko popatrzeć,
    zadzierając głowy.
    Ana

    CHOLERA!
  • kaba.a 06.11.03, 21:33
    Jestem zszokowana Twoją odpowiedzią. Przeczytaj, szlachetny człowieku, to co
    sam napisałeś.Ty nikomu nie dokpujesz? Twoja dobroc wszystkich
    powala.Ograniczony horyzoncik, to Ty masz sam. Dowody? Uważasz ze jesteś
    pępkiem świata. Wszystko ma kręcic sie wokól Ciebie i ma byc tak, jak Ty sobie
    tego życzysz.Prześledziłam wszystkie posty i jedno co z nich wynika, to
    niestety Twój egoizm. Wszystko jest ładnie, wręcz pięknie do momentu kiedy
    wszyscy się z Tobą zgadzają i potakują Ci.I wystarczy tylko jedno słowo, które
    nie podoba Ci sie lub którego nie zrozumiesz, a wtedy masz dość. Zabierasz
    swoje zabawki i odchodzisz.Ale odchodzisz, w swoim mniemaniu, z honorem, bo Ty
    żegnasz tych, którzy stali się dla Ciebie niewygodni. Użalasz sie nad sobą i
    chcesz aby wszysty też to robili. Weż się w kupę. To co przeżywasz, to nie
    depresja. To Twoje rozbuchane ego, nie mogace znieść tego, że to nie Ty
    pierwszy powiedziałeś<żegnaj>. Poczytaj sobie inne wątki, a zobaczysz jakie
    problemy mają inni, jakie przeżywają tragedie. Ich należy wspomóc dobrym
    słowem. Może zacznij to robić, miast mysleć tylko o sobie.
    I wyobraż sobie, że taki stosunek do mężczyzn nie przeszkadza mi ich lubic i w
    drugą stronę. Jestes meżczyzna, więc wiesz, że większość z Was nie lubi
    stereotypowych kobiet.
    Prawo do selekcjonowania dałam sobie sama, tak samo zreszta jak Ty. Niw wiem,
    czy zauważyłeś,że sam mnie zaszufladkowałeś. I nie traktuj tego jak dokopywanie-
    w Twoim rozumieniu. Owszem jest to dokopywanie, ale pomocne- za bardzo już sie
    rozmamłałeś.
    Twój wątek jest ciekawym zjawiskiem socjonogicznym. Dlatego pewnie rozrósł sie
    do takich rozmiarów.
    A Ty sam jeśli choć troche zdusisz w sobie miłość własną, bedziesz wyleczony.
    Czeo Ci życzę i pozdrawiam.
  • kaba.a 06.11.03, 22:20
    A Ciebie _patafian_ nie pozdrawiam <mimo wszystko>
    Poroś znajomego, niech porzadnie kopnie Cie w Twój sprężysty tyłek. To pomaga
    na głowę.
  • parafon 07.11.03, 10:16
    kaba.a napisała:

    > A Ciebie _patafian_ nie pozdrawiam <mimo wszystko>
    >>Postaraj się, aby twoja nienawiść, niechęć czy jak to tam nazwać nie
    przysłaniała rzeczywistości. To jest bardzo groźne. Pozdrawiać mnie nie musisz -
    przeżyję to jakoś - ale żal mi, ze zużywasz swoją energię na robienie komuś
    przykrości. Pamiętaj, ze kto mieczem wojuje od miecza gine. Ktoś kiedyś może ci
    odpłacić tym samym w momencie, kiedy będziesz potrzebowała pomocy.

    > Poroś znajomego, niech porzadnie kopnie Cie w Twój sprężysty tyłek. To pomaga
    > na głowę.
    >> Skąd wiesz, jaki mam tyłek? Z badań klinicznych wiadomo, że "kopanie w
    tyłek" wpływa na pewno na głowę - powoduje stan zbliżony do upodlenia. Czyzby
    ta kuracja cie dotknęła?
  • kaba.a 07.11.03, 10:52
    Używasz jeszcze mocniejszych sformuowan niz ja.A jestes przeciez uosobieniem
    dobroci, spokoju i szlachetnośc(wg samooceny).
    Wiesz, uczucie nienawiści jest mi obce. Niechęć, owszem odczuwam. Teraz do tego
    co czytam. Nie przeceniaj siebie. Wogóle z Toba nie wojuję.Choć owszem, w życiu
    ciągle tocze bojeo wszystko( ale nie ze wszystkim). Podobnie jak _starowinka_
    chetnie zamienię sie z Toba na problemy- oddam Ci swoje, wtedy dopiero
    wpadniesz w depresje.
    Proponuje Ci zakonczyc ten wątek. To juz staje sie żenujące.
    Tym razem pozdrawiam<mimo wszystko> ( to cytat z Ciebie, gdybys nie wiedział o
    co chodzi.
  • starowinka40 07.11.03, 10:36
    Zasmialam sie nieprzyzwoicie .... super konkluzja.:-)
    Moim zdaniem chlopak doskonale czuje sie swietle rampy:-) Ja zagladam tu
    czasem, bo ciekawa jestem, czy duzo jeszcze znajdzie sie kobiet, ktore skocza
    sobie do oczu z jego imieniem na ustach. Nie umniejszam NIGDY ludzkich
    problemow, ale powiem krotko i mam nadzieje, nie zostane gladkimi slowami,
    ironicznie, cynicznie, z wyzszoscia, itp. oddalona w kosmos przez autora
    watku: znam w moim otoczeniu przynajmniej kilka osob, ktore z tzw. pocalowaniem
    reki wzielyby ten problem oddajac swoje. Dodam, ze JA bylabym pierwsza. :-)
    --
    Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie każdy ma szczęście do prawa
    *******
    Żyjemy w Świecie pozorów, pozorujemy więc, że żyjemy
  • parafon 07.11.03, 11:29
    Starowinko,
    A skąd ty mozesz wiedzieć, jakie ja mam problemy? Lepiej nawet, żebys nie
    wiedziała, bo zmienisz wtedy zdanie. To, co tu piszę i w stosunku do czego
    oczekiwałem jakiejs pomocy, rady, dotyczy tego, ze spotkała mnie taka a nie
    inna "przygoda" w moich kontaktach sercowych. Że nie spodziewałem się tego, co
    nastąpiło. I nie wiem, co mam zrobić. Spotkałem się z sytuacją, która wpędziła
    mnie w jakieś psychotropy czy inne pastylki, zmieniła moje zycie. Nie należę do
    ludzi lubiących być "w świetle rampy" jak to ujęłaś. Ja tylko szukałem kogoś,
    kto wyciągnie do mnie rękę. Kogoś, z kim mogę porozmawiać, wywnetrzyć się. Tak
    jest łatwiej, niż w gabinecie psychiatry. Traktowanie mnie jako "samca" czy też
    nieudacznika świadczy tylko o tym, ze większość uczestników forum traktuje to
    miejsce jako formę bezosobowego wyżycia się. Naplucia na kogoś nie widząc jego
    twarzy. Tak jest prościej i higieniczniej. Występuje tu kompletny brak potrzeby
    zrozumienia, co ktoś chce przekazać, czego oczekuje. Ważne sa inwektywy i
    dosadne określenia. Czy to jakaś forma terapii? Jeżeli tak, to nowatorska.
  • starowinka40 07.11.03, 11:47
    Parafonie, ja nie wnikam w Twoje problemy, mowie o tym jednym, ktory tutaj
    objawiles:-)Mam wrazenie, ze mnostwo osob Cie wysluchalo, napisalo zyczliwe Ci
    slowa, poradzilo, staralo sie pomoc. A inne, hmm ... niekoniecznie byly to
    inwektywy, raczej kubel zimnej wody (czesto bardzo wprost), a mam wrazenie, ze
    to malo Ci sie podoba. czyzbys wolal glaskanie?:) Nieistotne, co my tutaj
    powiemy, to TY dokonasz wyboru i rozegrasz swoje zycie po swojemu. Nie
    lubisz "swiatel rampy", ale Twoje posty temu przecza, ciagle chcesz byc na
    widoku, formulujesz piekne zdania, chlubisz sie swoim intelektem, cyzelujesz
    slowa. Zakoncz watek, to nikt wiecej Cie nie opluje ani nie zwymysla. Wybacz,
    ale ja nie chce byc wciagnieta w dalsza dyskusje, wiec nie wypowiem sie juz
    wiecej w tym watku. Nie dlatego, ze brakuje mi argumentów, tylko nie lubie, jak
    sie mna manipuluje. A takie odnoszę wrazenie po przeczytaniu Twoich roznych
    odpowiedzi. Zycze Ci podjecia madrej decyzji, ktora obu stronom przyniesie
    przynajmniej spokoj.
    --
    Każdy ma prawo do szczęścia, ale nie każdy ma szczęście do prawa
    *******
    Żyjemy w Świecie pozorów, pozorujemy więc, że żyjemy
  • an_a1 06.11.03, 16:45
    kaba.a napisała:

    > I niestety oni wszyscy są jednakowi- wewnetrznie. Uwierz.
    > Pozdrawiam.

    Rozbieżność zdań wynika zapewne z tego, że znałyśmy różnych osobników płci
    męskiej. Przynajmniej ja spotykałam różnych, a zatem nie widzę powodu, żeby Ci
    wierzyć.
    Budowa anatomiczna, w tym wewnętrzna, oczywiście jednakowa.
    Pozdrawiam
    Ana
  • kaba.a 06.11.03, 21:07
    Pisząc<wewnętrznie> miałam na mysli ich wnetrze.Spłyciłam myśl, ale nie chce
    rozciągac postów.Oczywiście nie można generalizować, ale pewne cechy powatrzają
    się u każdego znanego mi osobnika tej płci. A najważniejsza z nich jest dla
    mnie ich egoizm wyrażający sie na różne sposoby. Jeśli na swojej drodze nie
    spotkałaś żadnego egoisty, to jestes wielką szczęściarą. Czego życzę Ci z
    calego serca na przyszłość. Budowa anatomiczna, wewnetrzna, oczywiście
    jednakowa - zgoda.
  • an_a1 06.11.03, 21:57
    kaba.a napisała:

    > ale pewne cechy powatrzają
    >
    > się u każdego znanego mi osobnika tej płci.

    Czy sama nazwałabyś się osobnikiem?
    Ja czuję się kobietą, człowiekiem, ale _osobnik_ jakoś mnie uwiera.

    > A najważniejsza z nich jest dla
    > mnie ich egoizm wyrażający sie na różne sposoby. Jeśli na swojej drodze nie
    > spotkałaś żadnego egoisty, to jestes wielką szczęściarą.

    Sama nie czuję się wolna od egoizmu, który też się czasem nieprzyjemnie
    manifestuje. Chyba dlatego w pewnych granicach umiem odpuścić go innym.

    Spotykałam w życiu różnych ludzi, w zdecydowanej większości przyzwoitych.
    Ana
  • kaba.a 06.11.03, 22:16
    Jestes jednak szczęściarą. Zazdroszcze.A sformuowanie <osobnik płci męskiej>
    powtórzyłam po Tobie. Nie zapominaj. Nigdy nie odważyłabym napisać czegos
    takiego o osobie lub do osoby z którą rozmawiam. Byłoby to wręcz chamskie.
    Kończę, bo to przcież wątek<patafiana>
    Papatki
  • an_a1 06.11.03, 22:24
    kaba.a napisała:

    > A sformuowanie <osobnik płci męskiej&

    > powtórzyłam po Tobie. Nie zapominaj.

    No, widzisz jaka wsypa, moja rodzona, własna.
    Wszyscy (prawie) od czasu do czasu tniemy coś w tym guście.
    Odpuszczam sobie, tym łatwiej innym.
    Pozdrowienia
    Ana
  • cycki_krowie 07.11.03, 11:37
    Dokładam swego posta aby bylo ich wiecej miliony miliony setki setki trzeba
    pobic rekord pozdrowka dla wszystkich
  • parafon 07.11.03, 18:52
    Nie tak miało być. Nie o to chodziło. Może nie potrafię spokojnie przyjmować
    różnych opinii, zwłaszcza dla mnie przykrych, ale nie chciałem się zaangażować
    w jakieś przepychanki, podejżenia o manipulacje czy też inne słowne utarczki.
    Nie potrafię otwarcie krzyknąć "Pomocy!" jak to pisze Blue, nie rozumiem wielu
    uczestniczek forum. Chociaż bywam na niem kilka razy dziennie. A że nie piszę
    za często? Nie mam oczym. Po prostu. Na codzień mam bagno, więc nie widzę sensu
    pogłębiać to biorąc sobie do serca jakieś mniej lub bardziej oderwane opinie.
    Bawcie się dobrze.
    Adam
  • an_a1 07.11.03, 20:50
    parafon napisał:

    > Nie tak miało być. Nie o to chodziło. Może nie potrafię spokojnie przyjmować
    > różnych opinii, zwłaszcza dla mnie przykrych, ale nie chciałem się
    zaangażować
    > w jakieś przepychanki, podejżenia o manipulacje czy też inne słowne utarczki.
    > Nie potrafię otwarcie krzyknąć "Pomocy!" jak to pisze Blue, nie rozumiem
    wielu
    > uczestniczek forum. Chociaż bywam na niem kilka razy dziennie. A że nie piszę
    > za często? Nie mam oczym. Po prostu. Na codzień mam bagno, więc nie widzę
    sensu
    >
    > pogłębiać to biorąc sobie do serca jakieś mniej lub bardziej oderwane opinie.
    > Bawcie się dobrze.
    > Adam

    Gdybyś zdecydował inaczej, pisz.
    Ja Cię odnajdę. Jest blu_a. Choć jesteśmy dość różne, obie możemy Ci ofiarować
    to, co potrafimy. Na pewno chciałybyśmy więcej. Zwyczajnie nie umiemy.
    Pozdrawiam
    Ana
  • an_a1 07.11.03, 20:57
    Biję się w piersi,że nie śledziłam dokładnie Twojego wątku.
    Sama miałam bardzo poważne osobiste problemy.
    Piszę o tym, żebyś z góry nie przekreślał mojej osoby.
    Ponawiam propozycję, jeśli tylko się odezwiesz, pogadamy.
    Przetrwaj
    Ana
  • parafon 09.11.03, 14:19
    Cześć,
    Dzięki za dobre słowo Dobry Człowieku (to cytat, ale pasuje):-).
    Ja nie przekreślam nikogo, bo i po co. Nie mam tego zresztą w naturze. Nie mogę
    tylko pogodzić się z tym, że ktoś może komuś robić przykrość dla... no nie wiem
    dla czego, może dla podniesienia własnego ego? Nie potrafię zrozumieć, jak
    można tak "z ulicy" kogoś ocenić i opluć. Czy to sprawia przyjemność? Ja może
    jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości, ale swoje
    lata przeżyłem, jakoś trwam i nie rozumiem tego. Przecież nie można czerpać
    przyjemności z robienia komuś przykrości (wyłączam sadyzm, ale to inna strona
    życia). Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
    z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
    zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
    pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzić,
    nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości. Teraz jest trochę
    inaczej, ale nie wiem, czy lepiej. W każdym razie jest kompletna klapa
    emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłości",
    bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.
    Trzymaj się,
    Dzięki za słowa otuchy,
    Adam
  • kaba.a 10.11.03, 03:08
    Jeśli poczułeś się urażony..., przepraszam. Życzę ći wszystkiego
    najlepszego.Głowa do góry. Juro też jest dzień. Dla Ciebie. A czy dla mnie.
    Uściski.
  • parafon 10.11.03, 15:08
    Dzięki, to ważne.
    Każdy doczeka się swojego szczęśliwego dnia. To pewne:-)
    Trzymaj się.
  • pollka 10.11.03, 09:01
    nie przejmuj sie. ludzie sa rozni.
  • parafon 10.11.03, 15:12
    Dzięki, wielkie dzięki!:-)
    To dobrze, że są różni, inaczej byłoby tragicznie. Ale czemu niektórzy chcą być
    od razu lepsi albo uzurpować sobie prawo do wydawania ocen? Tego nie rozumię.
    Pozdrawiam ciepło.
  • robertoniro 10.11.03, 09:23
    ja juz dawno napisalem watek ze blu rzuca cytatami metaforami, wpada w
    samouwielbienie i wogole buja gdzies w oblokach. Osoba z depresja tego nie
    potrzebuje bo i tak dosc czesto ucieka od rzeczywistosci. Taka osoba potrzebuje
    konkretnej rady. A te wywody blue sa irytujace i frustrujace. Jezeli by byla
    psychologiem, to jej pacjent by dawno umarl.
  • parafon 10.11.03, 15:20
    Fakt, niektórych metafor nie za bardzo rozumiem a i cytaty czasami są...
    odlotowe;-) Ale Ona podała mi pierwsza rękę, starała się mnie zrozumieć - a to
    ważne. Nie spuściła mnie z wodą tak jak wielu innych. To, że czasami daje się
    ponieść, to ludzka sprawa. Czasami było mi przykro po jej wypowiedziach, ale
    mimo wszystko ją lubię. Na marginesie - wolałbym, aby wycięła mi jakąś ślepą
    kiszkę niż była moim psychologiem:-)
    Pozdrawiam
  • an_a1 10.11.03, 14:59
    parafon napisał:

    > jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości,[...],
    jakoś trwam [...] Przecież nie można czerpać
    > przyjemności z robienia komuś przykrości

    Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z braku
    empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają w
    zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
    przeprosiny.

    >(wyłączam sadyzm, ale to inna strona
    > życia).

    Troszkę mnie zaniepokoiłeś tym stwierdzeniem. Pewnie Cię nie do końca
    zrozumiałam.

    > Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
    >
    > z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
    > zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
    > pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzić,
    > nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości.

    Patrzysz nieco jednostronnie. Ja mam bardzo dobre doświadczenia związane z
    psychoterapią. Co do lekarzy-różnie. Chociaż rysuje mi się prawidłowość. Młodzi
    lekarze są zupełnie inni niż starsze pokolenie; o niebo sympatyczniejsi,
    serdeczniejsi, może to bez znaczenia, pogodniejsi.

    > W każdym razie jest kompletna klapa
    > emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłości",
    > bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.

    Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
    przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Nawet
    nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
    zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
    Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
    oddech, odpoczywaj.
    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 10.11.03, 15:33
    an_a1 napisała:

    > parafon napisał:
    >
    > > jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości,[...],
    > jakoś trwam [...] Przecież nie można czerpać
    > > przyjemności z robienia komuś przykrości
    >
    > Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z
    braku
    >
    > empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają w
    > zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
    > przeprosiny.

    >> Ale przykładowo na tym forum nikt bezwiednie nie zabiera głosu - robi to z
    pełną świadomością. I z pełną premedytacją zajmuje takie a nie inne stanowisko.

    >
    > >(wyłączam sadyzm, ale to inna strona
    > > życia).
    >
    > Troszkę mnie zaniepokoiłeś tym stwierdzeniem. Pewnie Cię nie do końca
    > zrozumiałam.

    >> Ja uważam, że to jest choroba. Niebezpieczna choroba.
    >
    > > Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
    > >
    > > z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
    > > zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
    > > pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzi
    > ć,
    > > nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości.
    >
    > Patrzysz nieco jednostronnie. Ja mam bardzo dobre doświadczenia związane z
    > psychoterapią. Co do lekarzy-różnie. Chociaż rysuje mi się prawidłowość.
    Młodzi
    >
    > lekarze są zupełnie inni niż starsze pokolenie; o niebo sympatyczniejsi,
    > serdeczniejsi, może to bez znaczenia, pogodniejsi.
    >> Właśnie tak mnie urządził młody (około 30-tki) lekarz - nadzwyczaj zresztą
    sympatyczny. Dlatego jakoś nie mam zaufania do farmakologii. NIe lubię nie być
    sobą. Chociaż sobą też nie lubię być... Kółko...
    >
    > > W każdym razie jest kompletna klapa
    > > emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłośc
    > i",
    > > bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.
    >
    > Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
    > przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Nawet
    > nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
    > zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
    > Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
    > oddech, odpoczywaj.
    >> Tak się nie da. Nie mogę się oderwać od rzeczywistości. Emocjonalnie
    wegetuję, to fakt, ale nie da się normalnie funkcjonować w oderwaniu od
    rzeczywistości. Szkoda pracy - a tam najbardziej się trzeba kontrolować, bo o
    pracę trudno. A często zdarza mi się łapać siebie na bezmyślnym gapieniu się w
    monitor. To taki sufit...
    > Pozdrawiam
    > Ana
    Pozdrawiam i dziękuję
    Adam
  • an_a1 10.11.03, 16:36
    parafon napisał:

    > an_a1 napisała:
    >
    > > parafon napisał:

    > > Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z
    > braku
    > >
    > > empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają
    > w
    > > zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
    > > przeprosiny.
    >
    > >> Ale przykładowo na tym forum nikt bezwiednie nie zabiera głosu - robi
    > to z
    > pełną świadomością. I z pełną premedytacją zajmuje takie a nie inne
    stanowisko.

    Ostatnio odezwało się do Ciebie kilka sympatycznych osób, do innych także.

    > NIe lubię nie być
    > sobą. Chociaż sobą też nie lubię być... Kółko..

    To działka dla psychoterapeuty.

    > > Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
    > > przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Na
    > wet
    > > nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
    > > zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
    > > Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
    > > oddech, odpoczywaj.
    > >> Tak się nie da. Nie mogę się oderwać od rzeczywistości. Emocjonalnie
    > wegetuję, to fakt, ale nie da się normalnie funkcjonować w oderwaniu od
    > rzeczywistości. Szkoda pracy - a tam najbardziej się trzeba kontrolować, bo o
    > pracę trudno. A często zdarza mi się łapać siebie na bezmyślnym gapieniu się
    w
    > monitor. To taki sufit...

    Tu trzeba wykrzesać resztki energii, jakie nam jeszcze zostały. Jeśli to tylko
    możliwe, pracować na zwolnionych obrotach, nawet pozorować.
    Jeśli nie możesz sobie pozwolić na taki luksus, niestety, musisz sięgnąć po
    chemię.
    Pozdrawiam
    Ana

  • parafon 11.11.03, 14:51
    To, że się odezwało kilka pięknych osób, skłoniło mnie do tego, że uwierzyłem,
    że nie jestem sam :-) I tego szukałem, potrzebowałem. Dziękuję Wam, pomogliście
    mi!
    Ana,
    Ostatnio słowo "psychoterapeuta" wzbudza we mnie coś w rodzaju agresji.
    Przepraszam. Okazało się, że moja "Dama" właśnie skorzystała na okoliczność
    związania się z 15 lat starszym mężczyzną z porad psychoterapeuty. Po 120 zŁ za
    30 min rozmowy razy coś około 12. Oczywiście na mój koszt - jako "chodzenie do
    lekarza". To ten "fachowiec" zaproponował jej zastosowanie "terapii faktów
    dokonanych" w celu utrwalenia naszego związku. I osiągnął... klapa. Wzbudził
    moją nieufność.
    Chemia - już pisałem, to mnie tak odurnia, że nie jestem sobą. NIe potrafię żyć
    w świecie otumanienia - zresztą to widać i koniec jest szybki.
    Trzymaj się
    Adam
  • an_a1 11.11.03, 16:05
    parafon napisał:


    > Ana,
    > Ostatnio słowo "psychoterapeuta" wzbudza we mnie coś w rodzaju agresji.
    > Przepraszam. Okazało się, że moja "Dama" właśnie skorzystała na okoliczność
    > związania się z 15 lat starszym mężczyzną z porad psychoterapeuty. Po 120 zŁ
    za
    >
    > 30 min rozmowy razy coś około 12. Oczywiście na mój koszt - jako "chodzenie
    do
    > lekarza".

    To nie była _Dama_, co oczywiście nie jest żadnym umniejszeniem jej wartości.

    > To ten "fachowiec" zaproponował jej zastosowanie "terapii faktów
    > dokonanych" w celu utrwalenia naszego związku. I osiągnął... klapa. Wzbudził
    > moją nieufność.

    Nawet w rękach psychoterapeuty nie można przestać myśleć, wprost przeciwnie!
    Tyle otrzymasz, ile zdołasz wziąć.
    Spróbujcie z kimś innym, może z kobietą?

    > Chemia - już pisałem, to mnie tak odurnia, że nie jestem sobą. NIe potrafię
    żyć
    >
    > w świecie otumanienia - zresztą to widać

    Może przyjmujesz zbyt duże dawki? Lek jest niewłaściwie dobrany?
    Stan otumanienia powinien powoli przejść w trzeźwiejszy, stabilny.

    > koniec jest szybki

    Czego? Jaki?
    Odpowiedz Adamie.
    Będę się niepokoić.

    Pozdrowienia
    Ana
  • parafon 12.11.03, 12:05
    A co "wieszczysz"?:-)
    Słowo "Dama" nie jest pejoratywne. Tak jakoś mi się powiedziało.
    Zresztą nie ma już o czym ( a włściwie kim) mówić. Jak to powiedział kiedyś
    ktoś - finito la comedia.
    Pozostał ból.
    Ja reaguję na chemie jakoś dziwnie. Brałem dawki takie, jak mi poradził lekarz.
    I "odlatywałem" z rzeczywistości. Zyciorys mi się urywał nawet na kilka dni
    (nie potrafiłem sobie przypomnieć, co było wczoraj, dwa dni temu). Potem
    zmniejszyłem dawki do brania wieczornego. To samo, z tym, że rano miałem taki
    ból głowy, że...
    Mówiąc o "końcu" myślałem o braniu leków. Mimo że czasami nachodzą mnie myśli o
    samobójstwie, ale traktuję je raczej jako "fanaberie" mojego umysłu. Ja chyba
    za bardzo lubię życie, mimo że one jest taki po.....rąbane.
    Byłem juz na wozie, pod wozem, siedziałem w g... po uszy ale jakoś wychodziłem
    z tego. Tylko z kobietami jakoś mi wychodzi nie za dobrze. Ożeniłem się z musu,
    kochanki nie miałem, bo jestem za uczciwy, na brak kobiet co prawda nie
    narzekam, bo podobno jestem przystojny, ale boję się, bo jakiekolwiek zbliżenie
    rodzi we mnie poczucie obowiązku. A ja nie chcę nikogo oszukiwać, ani nie być
    oszukiwany. Wiem, że to mżonki, ale taki po prostu jestem. Ta
    ostatnia "przygoda" dobiła mnie. Zakochałem się jak gówniarz, i wierzyłem, że
    to prawdziwe. A okazała się zwykla komercja. Nie rozumiem tego, i chyba nie
    chcę zrozumieć.
    Pozdrawiam,
    Adam
  • an_a1 12.11.03, 15:27
    parafon napisał:

    > A co "wieszczysz"?:-)

    Człowiek nie jest, a przynajmniej nie powinien być samotną wyspą. Zawsze
    znajdzie się ktoś, kto poda ci rękę.

    > Słowo "Dama" nie jest pejoratywne. Tak jakoś mi się powiedziało.
    > Zresztą nie ma już o czym ( a włściwie kim) mówić. Jak to powiedział kiedyś
    > ktoś - finito la comedia.
    > Pozostał ból.

    Coś jeszcze; coś, co wzbogaca i czyni ból mniej dotkliwym; co nadaje sens temu,
    co przeżyłeś-perełka mądrości.

    > Ja reaguję na chemie jakoś dziwnie. Brałem dawki takie, jak mi poradził
    lekarz.
    >
    > I "odlatywałem" z rzeczywistości. Zyciorys mi się urywał nawet na kilka dni
    > (nie potrafiłem sobie przypomnieć, co było wczoraj, dwa dni temu). Potem
    > zmniejszyłem dawki do brania wieczornego. To samo, z tym, że rano miałem taki
    > ból głowy, że...

    Na ten temat nic Ci nie umiem powiedzieć.

    > Mówiąc o "końcu" myślałem o braniu leków. Mimo że czasami nachodzą mnie myśli
    o
    >
    > samobójstwie, ale traktuję je raczej jako "fanaberie" mojego umysłu. Ja chyba
    > za bardzo lubię życie, mimo że one jest taki po.....rąbane.
    > Byłem juz na wozie, pod wozem, siedziałem w g... po uszy ale jakoś
    wychodziłem
    > z tego. Tylko z kobietami jakoś mi wychodzi nie za dobrze. Ożeniłem się z
    musu,
    >
    > kochanki nie miałem, bo jestem za uczciwy, na brak kobiet co prawda nie
    > narzekam, bo podobno jestem przystojny, ale boję się, bo jakiekolwiek
    zbliżenie
    >
    > rodzi we mnie poczucie obowiązku. A ja nie chcę nikogo oszukiwać, ani nie być
    > oszukiwany. Wiem, że to mżonki, ale taki po prostu jestem.

    Więcej dobrego niż złego. To już jest wygrana.

    > Ta
    > ostatnia "przygoda" dobiła mnie. Zakochałem się jak gówniarz, i wierzyłem, że
    > to prawdziwe. A okazała się zwykla komercja. Nie rozumiem tego, i chyba nie
    > chcę zrozumieć.

    Dopuść to do świadomości i spróbuj popatrzeć na całą historię z boku.
    Ograła Cię, starego chłopa, jak dziecko.
    Czy to Cię nie śmieszy?
    Stań przed lustrem i powiedz: ale ze mnie dureń! Jakich mało! absolutnie
    wyjątkowy!
    Porażka. Trzeba się z nią pogodzić. Zaakceptuj fakt, że mocno oberwałeś.
    To Ciebie skopano, a więc spotkanie kończysz czysto. Nie zrobiłeś dziewczynie
    krzywdy. Jesteś wolny, bez poczucia winy.
    Podnieś głowę, wyprostuj się, przestań powłóczyć nogami. Kochałeś. To nie powód
    do wstydu. To najpiękniejsza motywacja, jaka istnieje.
    To wszystko razem lepsze niż chemia...
    Ana
  • kaba.a 13.11.03, 10:33
    parafon napisał:

    na brak kobiet co prawda nie
    > narzekam, bo podobno jestem przystojny,
    A więc maiłam rację, co do sprężystego tyłka :-)
    I tego sie trzymaj. Tylko zacznij mysleć głową. Z tego co piszesz wynika, że
    Twoja dziewczyna to perfidna materialistka. Tym lepiej dla Ciebie, że to sie
    skończyło. Pomyśl co byłoby dalej. Może porozglądaj sie uważniej. I na litość
    nie rozgladaj się za małolatami. One, w większości,mają dla starszych od siebie
    mężczyzn, tylko młode ciało.
    Napisałam <w większości> coby nie urazić tych młodych dziewczyn na forum, które
    nie sa w większości. Papatki.
  • fimka 13.11.03, 11:02
    kaba.a napisała:

    >. Może porozglądaj sie uważniej. I na litość
    > nie rozgladaj się za małolatami. One, w większości,mają dla starszych od
    siebie> > mężczyzn, tylko młode ciało.
    > Napisałam <w większości> coby nie urazić tych młodych dziewczyn na forum,
    > które > nie sa w większości. Papatki.



    kaba.a - przepraszam - ale nawet twoje podkreslenie niewiele
    zapobieglo "urajacej" wymowie tego co napisalas.. :(
    rozumiem-ze w tym watku mamy tylko pocieszac autora-
    ale ja mam takie obserwacje: ze to ci starsi faceci ogladaja sie przede
    wszystkim za mlodym cialem, swiezoscia.. zostawiaja nieatrakcyjne juz zony, z
    okazji zwiazku z mloda laska ktora sie w nich zabuja chetnie
    korzystaja..chetnie sie z nia bawia, kochaja - ale "w zyciowych celach"
    (dom,zona,dzieci)juz sie spelnili, i nie spiesza sie do powtorki tego- jednak
    wiekszosc mlodych dziewczyn oprocz zabawy-chce tez sie spelnic w standartowej
    roli matki i zony. Stad wynika dysonans w takich zwiazkach. a potem żal i
    niezrozumienie zamienia sie w jakies chore ukady wzajemnych pretensji i czesto
    wykorzystywan : ja cialo ty pieniadze..
    znajomy prawie50-cio latek, rozwiedziony, ciagle wiaze sie z dziewczynami ok 30-
    toletnimi, dla ktorych jest b.ujmujacy i zakochuja sie w nim bardzo latwo,
    liczac na przyszlosc z nim. On caly czas twierdzi ze podobno chce powaznego
    zwiazku. ale rownoczesnie nie chce dzieci ani malzenstwa. Dziewczyny sa z nim
    przez pare miesiecy max lat zanim to zrozumieja, potem nastepna.. On nie zwiaze
    sie z kobieta juz spelniona w swoim wieku (a byly takie ktore chcialy) bo mu
    sie takie nie podobaja- twierdzi ze jego kobieta ma miec nie wiecej niz 35
    lat .. i takie jest zycie 28-latek ciagle marzacych o wielkiej milosci..
  • kaba.a 13.11.03, 13:45
    Idokładnie o to mi chodził. Działa to przeciez w obie strony. Może Adam
    wyciągnie jakies wnioski?
  • parafon 13.11.03, 19:15
    Każda z was poniekąd ma rację, ale tak nie do końca. To, że dojżali mężczyźni
    oglądają się za młodsazymi kobietami, to jest całkiem naturalne. Kobieta,
    oprócz tego, że jest uzupełnieniem mężczyzny (albo odwrotnie - to bez
    znaczenia) jest również zjawiskiem samym w sobie, niepowtarzalnym i
    frascynującym. Spłaszczać wszystkiego do młodego ciała nie wolno. Ja osobiście
    znam dwa małżeństwa, w których różnica wieku wynosi coś około 15 - 19 lat.
    Jedno jest na bazie rozwodnik - panna a drugie obydwoje po rozwodach. I są
    szczęśliwi. Mają dzieci, dom i jak się na nich patrzę to po prostu ich
    podziwiam.
    Ja również chciałem mieć dom i dzieci. To było w planach. Ale plany się
    zmieniły. I to nie z mojej winy.
    Nie jest prosto powiedzieć sobie, że jest się starym durniem. Zwłaszcza, że nie
    czuję się starym. Nie jest łatwo, bo ja wiem, że dałem się zrobić w balona. A
    wierzyłem (i nadal wierzę) w miłość.
    Znam również wielu mężczyzn w moim wieku, którzy "polują" na "cielęcinki".
    Ale "cielęcinki" mają po 18 lat, a nie około 30-tki. Kobiety w tym wieku są już
    dojżałe i wiedzą, czego chcą (jak widać, nie zawsze - ale wyjątki potwierdzają
    reguły).
    Patrzę się na siebie i na nią i z boku i z dołu - i nic mi nie wychodzi. Nie
    rozumiem tego i już. I to mnie dobija. Nie rozumiem, jak można tak traktować
    drugiego człowieka.
    I uwieżcie, nie ma nic obrzydliwszego niż szantaż. Bo to odziera z zaufania,
    niszczy podstawowe uczucie, jakim jest zaufanie.
    Adam
  • kaba.a 17.11.03, 14:27
    Coraz bardziej mnie intrygujesz.A możeby tak klin klinem. Zacznij zwracać uwagę
    na inne. Jest nas przeciez tak wiele. Umów się. I litości! Twoje błedy
    ortograficzne są straszne. Sorry!
  • parafon 17.11.03, 15:01
    kaba.a napisała:

    > Coraz bardziej mnie intrygujesz.A możeby tak klin klinem. Zacznij zwracać
    uwagę
    >
    > na inne. Jest nas przeciez tak wiele. Umów się.
    >>To nie jest takie proste. Ja nie mam (przynajmniej na razie) ochoty na żadne
    inne znajomości. Za mocno siedzi w pamięci poprzednia porażka. I nie mam ochoty
    na następne.

    I litości! Twoje błedy
    > ortograficzne są straszne. Sorry!
    >> To ja sorry! Ale czasami mi się "zawinie" "ż" za "rz". Ale popełniłem tylko
    dwa: w "uwierzcie" i "dojrzałe" - postaram się (chociaż nie obiecuję) poprawić.
  • kaba.a 17.11.03, 15:48
    Przepraszam Cię. Nie powinnam Ci tego wytykać. Ale jest to silniejsze ode
    mnie.A najzabawniejsze w tym jest to, że to nawet nie zboczenie zawodowe. Biję
    się w piersi.Pozdrówka.
  • parafon 18.11.03, 09:53
    Ależ ja się nie gniewam :-). To nawet dobrze, bo popełnianie błedów
    ortograficznych nie jest mile widziane. A tak to wiem, co źle robię (a raczej
    piszę). Dziękuję za korektę i proszę o więcej.
    Hej,
  • blue_a 12.11.03, 10:41
    "dama" jest dorosła, nie pracuje? dlaczego zatem a Twój koszt?

    Uświadom damie i sobie przede wszystkim, że aby jakakolwiek terapia była
    skuteczna, musi być a własny KOSZT, ale nie a Twój, do cholery..
    Pacjeta musi walnąć po kieszeni, aby zechciał coś w swoim życiu zmienić. Nie
    dziwię się zatem, że masz depresję. Też bym miała ;)

    Tamten terapeuta był idiotą, po prostu.
    Ciebie nie oceniam.
  • parafon 12.11.03, 12:16
    "Dama" jest dorosła (wg. metryki) a na mój koszt to robiła, bo twierdziła, że
    jak jest ze mną to ja mam się nia opiekować (i słusznie).
    Nie wiem, czy walnięcie po kieszeni cokolwiek uświadamia. Mam znajomego
    alkoholika, który płaci za terapię coś około 1.000 zł miesięcznie, a na wódkę
    wydaje 50 zł dzienne. I jest zadowolony, że się leczy.
    Czy terapeuta jest idiotą? Nie wiem. I wiedzieć nie chcę. Ale wiem, że leczenie
    tego typu "schorzeń" u nas jest jak lepperyzm. Bardzo popularne, bardzo
    medialne ale nic nie wnoszące. Jest to moje zdanie i mogę się mylić, ale mam do
    tego prawo. A chemii nienawidzę, bo jest ubezwłasnowalniająca.
    A ja idiotą ( w pewnym sensie) na pewno jestem:-)
    Trzymaj się.
  • wilamka1 13.11.03, 11:46
    To potwierdza powiedzenie, że faceci to swinie.SZkoda,ze Cie czyms nie
    zaraziła.Zasługujesz na to stary dupku.Jak wolisz ta małolate to po jakiego
    grzyba jestes ze swoja zona?powiedz mi tylko w czym ona jest leprza o twojej
    żony?Dlaczego faceci oszukuja.Takich to tylko wykastrowac a nie wspolczuc.A
    pomyslales o swojej żonie.Mam nadzieje, ze ona tez Cie zdradza.
  • an_a1 13.11.03, 14:38
    Wszystko proste jak drut!
    A może jak świński ogon?
    Ana
  • angoisse 13.11.03, 14:56
    wilamka1 napisała:

    > To potwierdza powiedzenie, że faceci to swinie.SZkoda,ze Cie czyms nie
    > zaraziła.Zasługujesz na to stary dupku.Jak wolisz ta małolate to po jakiego
    > grzyba jestes ze swoja zona?powiedz mi tylko w czym ona jest leprza o twojej
    > żony?Dlaczego faceci oszukuja.Takich to tylko wykastrowac a nie wspolczuc.A
    > pomyslales o swojej żonie.Mam nadzieje, ze ona tez Cie zdradza.

    Ale pooojechałaś...Czy to złe doświadczenia osobiste?
    Parafon nie napisał że ciągle jest żonaty, ale też nie napisał że się rozwiódł.
    Rzeczywistość za często skrzeczy. Niestety.

  • parafon 13.11.03, 19:21
    Wilamko,
    Żeby mnie zarazić musiałaby być sama chora - czy jej tego życzysz?
    Ta małolata ma teraz 30 lat.
    Jestem rozwiedziony. Sąd orzekł rozpad małżeństwa bez orzekania o winie.
    Była lepsza od mojej byłej żony, bo wydawało mi się, że mnie kocha.
    Żona mnie nie może zdradzać, bo nie jest moją żoną. A więc jeżeli zdradza, to
    obecnego swojego partnera.
    Mniej jadu, dokładniej czytaj.
    Pozdrawiam
    Adam
  • wilamka1 13.11.03, 19:53
    Bardzo przepraszam.Jestem cholernie przewrażliwiona na punkcie zdrady,bynajmiej
    nie z własnego doswiadczenia.Nie moge juz słuchac i czytac,że ludzie sie
    zdradzaja.Żygac mi sie od tego chce.Moze nie czytalam uwaznie, ale w ktorejs z
    odpowiedzi na ten list, ktos cos takiego zasugerował.Bardzo przepraszam.Od dzis
    bede czytac uważniej.Myślałam ,że to kolejne fanaberie starzejacego sie faceta,
    który szuka pocieszenia i potwierdzenia swojej meskosci u boku młodej
    kochanki.Przepraszam jeszcze raz jesli nie mialam racji,ale mam prawo byc
    przewrażliwiona bo życie jest do dupy i schodzi na psy.papa
  • parafon 17.11.03, 12:57
    DZięki za przeprosiny. To ważne. Co prawda, ja już się na tym forum nasłuchałem
    wiele. Każdy jest przewrażliwiony na jakimś punkcie. Tutaj chyba nie chodzi o
    zdradę - bo nikt nikogo nie zdradził. Moje dotchczasowe życie rodzinne rozpadło
    się wiele lat temu, teraz też jest jak to mówisz, "do d..." ale z innych
    przyczyn. I dla mnie najgorsze jest to, że za bardzo nie wiem z jakich. Wiele
    osób się wypowiadało na ten temat. Ale żadna teoria nie pasuje do końca. A, jak
    to mówił poeta "w duszy kupa zamętu, z przewagą kupy". A psom czasami nie życzę
    takie życia.
    Pozdrawiam
    Adam
  • looserka 17.11.03, 15:20
    Rekord długości wątku już pobity!
    Proponuję zakłady - do jakiej ilości postów wątek ten dociągnie.
    Ja obstawiam 300.
  • kaba.a 17.11.03, 15:51
    Głupi pomysł!. Adam jest najzwyczajniej- przesympatyczny. Dlatego wiele kobiet
    ma ochote na pogaduchy z nim. Ja tez do nich należę.
  • parafon 18.11.03, 09:57
    O co chodzi z tymi rekordami? Bo ja jakoś zacięcia sportowego nie mam.
    Dziękuję za miłe słowa. Dawno nikt tak o mnie nie powiedział.
    Pozdrawiam.
    Adam
  • kaba.a 18.11.03, 10:25
    Zobacz ile razy ludzie odezwali sie w Twoim wątku i od kiedy to trwa, a
    bedziesz wiedział.A propos zacięcia sportowego- czyżby moja wyobraźnia płatała
    mi figla i nie miałbys sprężystego tyłeczka? Pozwalam sobie na zgryźliwości
    cobyś nie przyzwyczaił sie za bardzo do słodzenia.
  • parafon 18.11.03, 18:17
    Teraz już wiem. A czy ilość i czas trwania wątku ma na forum jakieś szczególne
    znaczenie? A propos Twojej wyobraźni - to co mam trudno nazwać tyłeczkiem:-) A
    jeśli chodzi o sprężystość to nie mam zdania. Nie wiem, czy zdajesz sobie
    sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa. Ja sie łapię na tym, że
    nawet jak myślę o rzeczach nie związanych z moim życiem osobistym to nie
    potrafię tego zobaczyć w "wersji pozytywnej". Zawsze widzę najsłabsze , często
    nieistotne, strony. To przeszkadza.
    Pozdrawiam
  • kaba.a 19.11.03, 09:01
    Jeszcze jak zdaje sobie z tego sprawę.MOja zgryźliwość z tegoż właśnie wynika.
    Człowiek oczekuje czegoś miłego. Ma kiepski dzień. Chciałby, żeby ktos to
    zauważył, dał odrobine ciepła. A tu nic. Wszyscy obok sa obojetni, Albo
    słyszysz tekst: O, znów zły humorek.
    Jest mi dziś od rana bardzo źle. Wiesz, powiem tylko Yobie. Mam dzis imieniny.
    Moje dziecko (13 lat)olało sprawę. Musiałam je ściagać na śniadanko, które to
    ja zrobiłam. A mój Pan, nawet nie zadzwonił. Pewnie zapomniał. Jest mi bardzo
    przykro i od rana ryczę. Nie wiem jak przetrwam to w pracy.
  • an_a1 19.11.03, 09:20
    Z całego serca wszystkiego najlepszego!!!
    Cmok, cmok w obydwa policzki!!!

    Na pewno wieczorem przygotują Ci imieninową niespodziankę.
    To tylko ściema.
    Jak nie, zafunduj sobie sama, ale z umiarem.
    To znowu nic takiego.
    Nie liczy się 1 dzień, a całe życie. O
    Ana

    Ps. Tak mi się mądrze powiedziało, że sama się nie rozumiem.
    Muszę to przemyśleć.
  • parafon 19.11.03, 11:02
    Elżbieto, Seweryno lub Matyldo!
    Spełnienia wszelkich możliwych marzeń i samych słonecznych dni!!!
    Radości z życia i spokoju życzę Ci z całego serca!:)
    Młodzian zaspał i nie jarzy od rana - daj mu się obudzić:-)
    Jeszcze raz wszystkiego!!! :-)
    Usmiechnij się, nigdy nie jest tak żle, aby nie mogło być lepiej.
  • kaba.a 19.11.03, 12:47
    Usmiecham sie, choc przez łzy. Dzieki.
  • parafon 19.11.03, 20:12
    Kaba
    Łzy przynoszą ulgę. Wiem, jak było Tobie przykro. Doznaję tego kilka razy do
    roku (urodziny, imieniny, święta).
    Właśnie wypijam kieliszek czerwonego wina za Twoje zdrowie.
    Niech moc będzie z Tobą! (ale truizm, nie?)
    Ale się każdemu przyda.
    Twoje zdrowie!
    Adam
  • an_a1 19.11.03, 22:55
    parafon napisał:


    > Właśnie wypijam kieliszek czerwonego wina za Twoje zdrowie.
    > Niech moc będzie z Tobą! (ale truizm, nie?)

    Wcale nie. Moc jest przeciwieństwem niemocy.
    Niech moc towarzyszy wszystkim w ich najróżniejszych poczynaniach nawet
    przerośniętych.

    > Ale się każdemu przyda.

    Dopisuję się do tych życzeń.
    Ana

  • kaba.a 19.11.03, 23:57
    Widzę, że tez tu siedzisz, Ano. Jeśli tak, to może wzniesiemy kieliszek za
    nasze zdrowie. Co ty na to? I dziękuję bardzo. Dzieki Tobie i Adamowi przeżyłam
    ten dzień.
  • an_a1 20.11.03, 01:06
    kaba.a napisała:

    > Widzę, że tez tu siedzisz, Ano. Jeśli tak, to może wzniesiemy kieliszek za
    > nasze zdrowie. Co ty na to? I dziękuję bardzo. Dzieki Tobie i Adamowi
    przeżyłam
    >
    > ten dzień.

    Bardzo chętnie!
    Cieszę się, że mogliśmy Cię wesprzeć. Po to jest forum.
    W życiu tak jakoś dziwnie się mijamy; w czasie, przestrzeni.
    Dobrze, że mamy jeszcze przed sobą pozagrobowe. Tam zatańczymy wspólnie
    flamenco, jak obiecałaś.
    Będę czekać. Lepiej nie... Nie przepadasz za tri w żadnej dziedzinie sztuki.
    Chyba żeby: Do góry róże, na dole fiołki...
    Najsmętniej byłoby po środku - letnio.
    Rezygnuję.
    Ana


  • kaba.a 19.11.03, 23:50
    Dochodzi północ, a mi nadal przykro.Zebrałam sie w sobie dopiero teraz, bo jak
    zwykle obowiązki, a przede mną następna biała noc. Jutro znów bedzie strasznie-
    umówiona jestem w kilku sprawach zawodowych. Wiesz, tez chciałam sie napić, ale
    Cerber lat 13, warował przy barku. Nie miałam akurat obola.Zdrzaźniłam sie dzis
    na niego, bo zbyt wiele zwaliło sie na mnie ostatnimi czasy. Byłam egoistką, bo
    przeciez on też ma problem, nawet nie wie, że az taki. Znów Ci powiem - w
    piątek poddaje sie zabiegowi usunięcia czegos paskudnego o znamionach
    nowotworu.Piszę tak, bo nie chce nazywać rzeczy po imieniu . Dobra, ale dosyć
    tego ględzenia. Przecież to Twój wątek i miało być o Twoich problemach. Jestem
    szalenie miękka i mam- już od dawna- wyrzuty sumienia, że tak potraktowałam Cie
    na wstepie. Bo znów byłam egoistką i wydawało mi się, że Twój problem, przy
    wszystkich moich, jest śmieszny. Zapomniałam o tym, że dla każdego, najmniejsze
    nawet potkniecie jest wielkim nieszczęściem, bo jest to jego własne
    nieszczęście. Mam nadzieję, że juz wystarczająco długo sie kajam i zostało mi
    przebaczone.Mam również nadzieję, że Ty, czytają o nieszczęściach innych ,
    spojrzałes z boku na to co Cie spotkało i widzisz już inaczej.Najzwyczajniej w
    świecie wmów sobie, że nie była Ciebie warta, jeśli tak postąpiła i spróbuj się
    uwolnic od jej osoby.Tylko Ty sam możesz sobie pomóc.
    I dziękuje za toast. Zrobię to samo 24 grudnia, za Twoje zdrowie. Jeśli
    dotrwamy do tego czasu na tym forum, napiszę Ci o tym. A teraz trzymaj się i
    śpij smacznie.
  • parafon 20.11.03, 10:04
    Wydaje mi się, że to nie jest mój wątek, tylko NASZ wątek. Ja do niego żadnych
    praw nie mam, tylko zacząłem. To my wszyscy korzystając akurat z takiego medium
    mówimy o swoich sprawach i kłopotach - mnie to w jakiś sposób pomaga. Jeśli
    jest lżej jeszcze komuś - to jeszcze lepiej. Rozumiem, że Cerber to pies. I
    abstynent praktykujący:-)
    Niepotrzebnie zawracasz sobie głowę swoim może niezbyt przyjacielskim wejściem.
    Mylić się ludzka sprawa. Nie mam żalu. Zresztą jakbym miał, tobym z Toba nie
    rozmawiał.
    Pozbyć się jej można, ale nie jest to takie proste. Fizycznie to się stało, nie
    spotykamy się, ale psychicznie to nie mogę. Myślę, dlaczego tak się stało, co
    źle zrobiłem, czemu ona tak postąpiła. Czy spotka to mnie jeszcze kiedyś. Dno
    kompletne.
    Trzymaj się.
  • kaba.a 20.11.03, 11:07
    Napisze wieczorem lub późną nocką. Jeśli bedziesz miał ochotę, to przczytaj.
    Teraz zmykam. Może czeka mnie troche radości. Boje się, ale mam nadzieję.Papatki
  • kaba.a 20.11.03, 11:12
    A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
    oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
    zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny, nie
    mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
    wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.
  • parafon 20.11.03, 11:51
    kaba.a napisała:

    > A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
    > oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
    > zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny,
    nie
    >
    > mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
    > wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.
    >> Mitologię jako tako znam i o Cerberze słyszałem.
    Dlaczego Twój Cerber ma lat 13?
    Czyżby to była jakaś głęboka aluzja do syna "stojącego" na drodze do barku?
    Jeżeli tak, to rozumiem.
  • fimka 20.11.03, 12:36
    kaba.a napisała:

    > A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
    > oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
    > zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny,
    nie
    > mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
    > wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.


    przewożnikiem zaś CHaron :)

    "Cerber to pies o trzech głowach występującyw mitologii greckiej. Był dzieckiem
    potwora Tyfona i Potworzycy Echidne. Innymi dziećmi ten niezwykłej pary była
    wielogłowa Hydra i Ortros, również pies, ale o dwóch głowach (który stał się
    później ojcem Sfinksa). Podobnie jak swój straszliwy ojciec Cerber żył w
    Tartarze, królestwie zmarłych i ciemności. Miał ciało wielkiego psa, trzy
    gryzące i szczekające głowy i sto ogonów, które potrafiły wić się i kąsać
    niczym węże. Siedział na brzegu podziemnej rzeki Styks i wykonywał niezwykle
    ważną pracę. Wpuszczał do królestwa umarłych ludzkie dusze i pilnował, aby nikt
    nie zdołał wymknąć się z powrotem. Był wiernym towarzyszem Charona, który
    sterował łodzią pełną dusz.

    Niektórym żywym udało się jednak przemknąć obok niego. Eneasz podrzucił mu
    usypiające jedzenie, Orfeusz uśpił go piękną kołysanką, a Herakles zwyciężył go
    w brutalnej walce i skomlącego wywlekł na światło słoneczne. Gdy przerażony
    potwór rzucił się do ucieczki, z jego pysków kapała ślina. Grecy wierzyli, że
    miejsca, w które upadła do końca świata zostaną spalone i jałowe. Dbali też,
    aby zmarły oprócz miedziaka dla Charona miał też miodowy placuszek dla
    zjednania Cerbera. Z jadu Cerbera wyrosła też trująca i paraliżująca roślina
    zwana tojadem.

    Cerber był uważany za wcielenie zła i symbol rozkładu ciał zmarłych. Ten
    straszliwy pies słuchał się Hadesa i Persefony, ale z prawdziwą radością służył
    jednej mrocznej pani - bogini czarów Hekate. Miała ona, podobnie jak Cerber,
    trzy oblicza. Jej posągi często ustawiano na rozstajach dróg. Przedstawiano ją
    jako kobietę o ciele węża i trzech głowach - lwicy, psa i klaczy. Trzy oblicza
    symbolizują także zmieniające się fazy księżyca. Hekate była najwyższą
    władczynią nieba i ziemi. Zeus nie zdołał odebrać jej prawa do spełniania
    najgorętszych życzeń śmiertelników. Zwracano się do niej podczas tajnych
    magicznych obrzędów, a imię jej wymawiano zawsze z lękiem i trwogą."


    pozdrowionka :)

  • parafon 20.11.03, 15:19
    Przecież nikt nie twierdzi, że był jeżem :-) Pilnował tylko barku Kaab'y :-)
    A tak na marginesie: dzięki za ładny opis.
    Adam
  • kaba.a 21.11.03, 08:38
    Oczywiscie masz rację!. Co tez stres może zrobic z człowiekiem. Żeby Charona
    pomylić z Cerberem. Niedorze. Wielkie dzieki za sprostowanie. Pozdrawiam.
  • an_a1 19.11.03, 23:20
    parafon napisał:

    > Teraz już wiem. A czy ilość i czas trwania wątku ma na forum jakieś
    szczególne
    > znaczenie?
    Oczywiście, że ma. To jest wyraz zainteresowania Twoją osobą, serdeczny
    stosunek, uczuciowy związek.

    A propos Twojej wyobraźni - to co mam trudno nazwać tyłeczkiem:-) A
    > jeśli chodzi o sprężystość to nie mam zdania.

    Gdybyś miał, czułbyś się pewniejszy siebie, atrakcyjnieszy we własnych oczach.
    Kilku moich znajomych starszych od Ciebie zachowało sylwetki 30-latków. Ciekawe
    po co?

    > Nie wiem, czy zdajesz sobie
    > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.

    Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.

    > Ja sie łapię na tym, że
    > nawet jak myślę o rzeczach nie związanych z moim życiem osobistym to nie
    > potrafię tego zobaczyć w "wersji pozytywnej". Zawsze widzę najsłabsze ,
    często
    > nieistotne, strony. To przeszkadza.

    Znam takie rozłożenie akcentów. Łatwiej jest chcieć z tego zrezygnować niż to
    zrobić. Do tego jeszcze obserwuję, że jedne osoby upiększamy, inne oszpecamy.
    To niesprawiedliwe.
    Czy o tym decydują nasze sympatie? Widać uczucia są bezrozumne. Nie wiem.
    Nie dotyczy to tylko ludzi. Interesujące.
    Ana
  • parafon 20.11.03, 10:18
    an_a1 napisała:

    > Oczywiście, że ma. To jest wyraz zainteresowania Twoją osobą, serdeczny
    > stosunek, uczuciowy związek.
    >> Myślałem, że jest to forum, na którym pare osób dzieli się wzajemnymi
    odczuciami i problemami. I Tak to traktuję. Nie chcę, żeby to był wyraz
    zainteresowania mną. Ale miło, że tak piszesz.
    >
    > Kilku moich znajomych starszych od Ciebie zachowało sylwetki 30-latków.
    Ciekawe po co?
    >> Wydaje mi się, że opakowanie ma związek z samopoczuciem. Jak się jest
    rozlazłym, to i dusza się rozłazi.
    >
    > > Nie wiem, czy zdajesz sobie
    > > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.
    >
    > Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.
    >> Ale pisząc na forum ktoś Ciebie usłyszał.
    >
    > Znam takie rozłożenie akcentów. Łatwiej jest chcieć z tego zrezygnować niż to
    > zrobić. Do tego jeszcze obserwuję, że jedne osoby upiększamy, inne oszpecamy.
    > To niesprawiedliwe.
    > Czy o tym decydują nasze sympatie? Widać uczucia są bezrozumne. Nie wiem.
    > Nie dotyczy to tylko ludzi. Interesujące.

    >> Nic nie jest sprawiedliwe. Patrząc na kogoś widzę osobę jako coś, co ma
    kształt, kolor. Również widzę tego kogoś jako człowieka, w stosunku do którego
    mam jakieś uczucia. Raczej patrzę emocjami. I wtedy osoba może być piekna jak
    Marlena Dietrich, ale widzę Leppera. A i skrzywdzić wtedy łatwo, bo nie patrzę
    na sytuację, tylko kieruję się emocjami. To jest złe.
    Adam
  • an_a1 20.11.03, 22:07
    parafon napisał:

    > an_a1 napisała:
    >
    > > > Nie wiem, czy zdajesz sobie
    > > > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.
    > >
    > > Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.
    > >> Ale pisząc na forum ktoś Ciebie usłyszał.

    Banalny powód. Dość głośno szczekam.
    Ana
  • parafon 21.11.03, 14:37
    Banalny czy nie - ale zawsze powód.
    I przynosi jakiś efekt - nie jesteś sam.
    Adam
  • kaba.a 21.11.03, 21:46
    Czyżby koniec? A tak było miło, pomimo różnych wpadek. Szczególnie mojej,
    ostatniej. Ale plama!
    Moje dziecko jest już po zabiegu. Za parę dni bedzie wiadomo, co za świństwo
    siedziało w środku. Mam nadzieję, że to tylko swiństwo.
    Adamie! Żyjesz?
  • parafon 21.11.03, 21:59
    Jestem, czemu się denerwujesz?:-)
    Żyję.
    Fajnie, że młody ma za sobą krojenie. To było tylko takie badanie "in vivo".
    Wszystko będzie dobrze, tak ma być:-)
    Jak trzeba będzie, to mam (chyba jeszcze) wejścia w Centrum Onkologii. Można
    zawalczyć.
    Gdzie to siedziało?
    Coraz gorzej.
    Jak biorę proszki, to mnie łeb n....... tak, że nie mogę myśleć na drugi dzień.
    Jak nie biorę - to łeb nie boli, ale dusza rwie się na strzępki.
    Jest jakieś trzecie wyjście?
    Nie toleruję chemii, psychicznie i fizycznie.
    Dupa.
  • parafon 21.11.03, 22:06
    A tak w ogóle to przestań pieprzyć czy to koniec? OK?
    Ja jestem zawsze (no może nie tak bardzo, ale się staram - potrzebuję Ciebie,
    Was). Może mogę mieć dłuższe przerwy (2-6 dni) ale jestem. Wasza pomoc
    pozwoliła mi zrobić sobie "protezę emocjonalną". Nie jestem sam:-)
  • kaba.a 21.11.03, 23:11
    Spokojnie! To ja dzis powinam byc pominowana. Zaręczam Ci, że miałam wiele
    powodów. Ale trzymam sie. I to bez chemii. Ty chyba oszalałeś z tymi prochami.
    Jesli ich nie tolerujesz- odstaw. Teraz widzę, że porządnie Tobą wstrząsnęła ta
    sytuacja.zastanów się dlaczego? Bo tak bardzo ją kochasz? Bo zraniła Twoją
    miłość własną? Czy jeszcze jest inny powód.
    Jestem troche otępiała po dzisiejszych przejsciach.Gdyby nie te proch
    zaproponowałabym kieliszeczek winka, a tak , to trudno. Może jutro? Jeśli sie
    nie nafaszerujesz. Wiesz, wiedziałam,że jestem silną babą( wewnętrznie, bo na
    zewnątrz nieszczególnie), ale nie sądziłam, że aż tak. Cieszę się z tego!Weź ze
    mnie przykład! Gdy uświadomisz sobie jaki jesteś silny, przetrwasz to.
    I wielkie dzięki za Twoje "wejścia". Cały czas mam nadzieję, że żadne wejscia
    nie będą potrzebne. Ale to baaaaaaardzo miłe.Wzruszyłam się tak bardzo, że chcę
    Cie usciskać. Pa.
  • kaba.a 22.11.03, 01:24
    Jednak Cię nie ma!Dopadło mocno? Wpadnij tu rano. Zajrze
  • parafon 24.11.03, 08:20
    Hej,
    Dopadło, i to nieźle. Całą sobotę i niedzielę studiowałem sufit. Nie chcialo mi
    się nawet pić. Nie włączałem kompa, bo mnie pienił. I na złość zaczął się
    wieszać a to już mnie dobiło. Nie żrę proszków, bo chyba dostałem jakiegoś
    stanu "głupiego jasia". Tępo i durnie. Postaram się zastosować Twoją metodę.
    Siedzę w pracy i sam nie wiem po co. Co jest tego przyczyną? Miłość? Nie wiem.
    Chyba tak. Na pewno trochę. A najbardziej to niezrozumienie zaistniałej
    sytuacji. Jak można popsuć coś tak pięknego? Z jakiej przyczyny? Pytania bez
    odpowiedzi. Syf.
    Trzymaj się
    Adam
    PS
    Dzieki za chęć uściskania. No to na trzy, cztery. Ściskamy się. Fajnie było,
    chociaż wirtualnie.
  • kaba.a 25.11.03, 00:20
    Było bardzo fajnie. I gdyby jeszcze tak po pleckach- lekki masażyk- też
    wirtualny. A propos- musze zadzwonic do fizykoterapeuty. On robi wspaniały
    masażyk po pleckach. Wiesz, on jest niesamowity.Mam wrażenie, że mnie
    hipnotyzuje. Nie moge przebywać w jego pobliżu, bo dzieje sie ze mną coś bardzo
    dziwnego.Ale chyba zafunduje sobie te hipnozę. Zawsze to jakaś odmniana.
    Niedziele przesiedziałam w kącie, na podłodze schylona w kucki i ryczałam jak
    wół. Nie reagowałam nawet na dżwięk dzwoneczka- to młody hrabia mnie wzywał,
    czegos potrzebował, a jest narazie unieruchomiony. Siedzę teraz w domu- i tez
    jest mi żle. W pracy tez nie najlepiej. Gdzieby tu znależć sobie miejsce?
    Sufitu nie studiuję, bo jest ohydny i moge sie tylko bardziej zbuldoczyć
    patrząc na niego. Ale jeśli Tobie to pomaga, to studiuj. Może cos tam
    wyczytasz. Wchodziłam tu w sobotę. Spotkałam ciszę. Zaczynałam sie już martwic
    o Ciebie.Ale widzę, że jestes. To dobrze. Nawet bardzo dobrze. Do jutra. Oby
    przetrwac tę noc.
  • an_a1 22.11.03, 20:24
    Ogórek nie śpiewał, bo szczekał w słoiku,
    do tego po finlandzku.
    Ana
  • kaba.a 25.11.03, 22:56
    Jestem tu także dzisiaj. A tu pusto. cz nadal jest Ci źle? Odezwij się!
  • an_a1 25.11.03, 23:37
    Czego się drzesz po nocy?
    Ja też tutaj jestem, a nie robię hałasu!
    Nie martw się. W czasie masażu po pleckach pewnie najzwyczajnie zasnął.
    Ana
  • an_a1 25.11.03, 23:39
    Ja Ci nawet chwilowo nie wystarczam?
    To musi być Adam?
    Ana
  • mymble 26.11.03, 12:07
    szkoda tylko, że tej "wrażliwości" i empatii, jaką demonstrujesz wobec obcych
    osób na forum, nie znlazłeś dla dziewczyny, którą ponoć tak kochałeś.
    szkoda, że doprowadziłeś ja do nieodwracalnej sytuacji stawiania ultimatum.
    szkoda, że Cię na tym forum tak dopieszczają, bo prawda jest taka, że to Ty -
    przez zapatrzenie wyłacznie w swoje potrzeby i oczekiwania - odpowiadasz za
    koniec swojego związku.
    przestań się już nad sobą użalać egoisto i postaraj się już nikogo więcej w
    życiu nie skrzywdzić.
  • an_a1 26.11.03, 13:05
    mymble napisała:

    > to Ty -
    > przez zapatrzenie wyłacznie w swoje potrzeby i oczekiwania - odpowiadasz za
    > koniec swojego związku.

    1 - 2 - 3

    Boska liczba 3.
    pośrodku jest człowiek, dwoje.
    Nie jedź więc tak ostro po innych.
    Dorośnij!
    Ana

    Ps. Nie ogłaszaj światu prawd ogólnie znanych, bo to ubliża Twojej inteligencji.
  • mymble 26.11.03, 13:53
    "ostro jechać" mogę - ani on wyjatkowy ani jego doświadczenie jednostkowe.
    DOKŁADNIE taka sama sytuacja przytrafiła się mnie - tyle że ja jestem po drugiej
    stronie "barykady". i mnie egoizm rozwiedzionego/starszego o lat 15/
    ponad-czterdziestolatka/planujacego ślub ze mną, zmusił do postawienia ultimatum.
    a Ty siostro, która każe mi dorosnąć, przeżyłaś taką sytuację? czy tylko
    mądrzysz się teoretycznie?
    ad ps. zasmuca mnie Twoja potrzeba bycia odkrywczą i uciekania od oczywistych prawd.
  • an_a1 26.11.03, 15:00
    Trzeba było najpierw rozebrać barykadę, a potem wejść na forum strzelać Panu
    Bogu w okno.
    Idą święta. Jeszcze zdążysz na choince zawiesić gołąbka pokoju.
    To póżniej, a najpierw zanim coś powiesz, to przemyśl...spoko...metodycznie.

    Ps. Dlaczego moja ciekawość poznawcza Cię smuci? Z tego rodzi się postęp i nowe
    wartości.
  • parafon 26.11.03, 16:15
    Rozumiem twoje rozdrażnienie. Patrzysz na mnie przez okulary będące twoim złym
    doświadczeniem. Ale chyba nie czytałaś wątku, jeśli tak piszesz. Najpierw
    przeczytaj, a potem wydawaj opinię. Tak będzie lepiej. Nie można z niewidomym
    dyskutować o malarstwie.
    Adam
  • mymble 26.11.03, 17:55
    > Rozumiem twoje rozdrażnienie. Patrzysz na mnie przez okulary będące twoim złym
    > doświadczeniem. Ale chyba nie czytałaś wątku, jeśli tak piszesz. Najpierw
    > przeczytaj, a potem wydawaj opinię. Tak będzie lepiej. Nie można z niewidomym
    > dyskutować o malarstwie.

    przeczytałam uważnie. nie dyskutuję z niewidomym o malarstwie, tak jak i z
    egoistą o jego egoizmie. od dopieszczania masz tu kółeczko różańcowe.
  • parafon 26.11.03, 16:26
    Przeszło mie trochę. Nie pisałem, bo nie chciałem się użalać zbytnio nad sobą a
    i Wam nie dostarczać dodatkowych "doznań". Wystarczy że ja miałem ich komplet.
    Kaba, nie rycz, nie trzeba. Wstań z kąta i popatrz za okno. Jest czasami jasno
    i widać niebo. Z tym mazażem to chyba przesadziłaś:-) Nawet samo wyobrażenie
    sobie tego działa :-) Nigdy nikt mnie nie masował. Może kiedyś spróbuję.
    Trochę się dziwnie czuję bez chemii, chociaż w poniedziałek to myślałem, że
    odlecę. Trzepało mnie jak po zdrowym chlaniu. Ale jakoś przeżyłem. Dzisiaj
    nawet jest nieżle. Najważniejsze że nie trzepie. A i w głowie trochę jaśniej.
    Oby taka tendencja się utrzymała. Chociaż cały czas tak w środku to coś wyje.
    Trzymajcie się
  • kaba.a 27.11.03, 23:01
    Nie było mnie tu jeden dzień, atu takie dyskusje. Zostałam chyba babsztlem, a
    Ty Ana- gołąbkiem pokoju. Dwa bieguny. A przeciez to Ty krzyczysz na mnie, że
    ja sie wydzieram po nocy. Taki akurat nastrój. Szkoda, że nie poczekałam
    jeszcze chwilę. Miło by było pogadać.
    A jesli chodzi o ultimatum: od wielu lat mam ochote je postawić. Dziś wiem, że
    nie potrafiłabym żyć wiedząć, że ktos zrobił coś dla mnie, własciwie pod
    przymusem, przyparty do muru. Nie na tym powinno to wszystko polegać. Każdy z
    nas ma wolna wolę.Nie należy zmuszac drugiego człowieka do zachowań
    odpowiednich dla nas. Każdy musi miec czas na przemyslenia i na podjęcie
    decyzji. Zmuszanie drugiego człowieka do natychmiastowego wyboru jest nie
    wporządku zarówno wobec niego jak i wobec siebie.Jeśli nie moge zdecydować sie
    na coś, tzn., że się waham, że nie mam pewności. Dlatego musze miec czas na
    poukładanie wszystkiego, na mądry wybór.
    U fizykoterapeuty nie byłam. Nici z masażu. Teraz inny problem mnie zajmuje.
    Adamie, zastanowiłeś się, czy dziewczyna, która ostatnio pisze w tym wątku, nie
    jest tą z powodu , której tutaj jesteśmy.
    Pozdrowienia
  • mymble 26.11.03, 17:51
    brr..
    obrzydliwe, pouczający ton babsztyla, który zjadł wszystkie rozumy i tego
    gołąbka pokoju pewnie też. taka (fuj) tonacja nauczycielki klas I-III.
    gratuluję samozadowolenia.
    nie życzę przykrych doświadczeń, przy których takie mędrkowanie raczej się nie
    sprawdza.
    mędrkuj dalej w swoim kółeczku różańcowym.
    mnie to nie obchodzi.
  • parafon 27.11.03, 10:29
    Sprawia ci przyjemność takie włażenie w nie swoje sprawy i przedstawianie
    swoich opinii? Jak sama piszesz, ja ciebie nie obchodzę, więc po co się
    angażujesz w coś, czego nie akceptujesz i cię wręcz brzydzi? Jakiś masochizm? A
    może chęć zaistnienia? Kiepska to metoda. A może lubisz po prostu komuś
    dokopywać? To jest właśnie nie w porządku. Jak mi się coś nie podoba, to tego
    nie robię. To po co się zmuszasz, dla frajdy?
    Współczuję ci.
  • parafon 28.11.03, 05:18
    Nie wiem co gorsze, otumanianie się pigułami czy spędzanie nocy gapiąc się w
    sufit.I jedno i drugie bez sensu. Piguły pozwalały chociaż spać. Kompletny
    bezsens.
  • kaba.a 29.11.03, 01:02
    Wiem, że trudno zapomnieć, ale całe życie przed Tobą. Pomyśl, że to była nie ta
    połówka jabłka. Ta właściwa gdzies na Ciebie czeka. Szukaj jej.Przestan gapic
    sie w sufit, a może napisz- jeśli masz ochotę- jak posunęły sie sprawy i do
    którego punktu doszliści?
    Trzymaj się! Ziemi, nie sufitu.
    A białe noce. Znam to dobrze od 6 miesiecy.
  • kaba.a 02.12.03, 10:11
    Adamie, gdzie jesteś? Martwię się o Ciebie.
  • parafon 02.12.03, 10:21
    Witaj.
    Dzięki za pamięć. A tak to nic się nie dzieje. Nie pisałem, bo nie chciało mi
    się włączać kompa. Mam tyle zaległości, że każde włączenie kończy się
    wyłączeniem.
    Szkoda, że nie byłaś na masażu - ciekawe, jak to jest.
    Od trzech - czterech tygodni nie utrzymuję z nią żadnych kontaktów. Po co.
    Ostatnia rozmowa skończyła się pyskówką. Powodu nie znam.
    Nie wiem, czy ona uczestniczy w wątku. Jest taka możliwość. Niech jej to będzie
    na zdrowie. Mnie to nie za bardzo rusza. Chociaż trochę denerwuję się, jak ktoś
    włazi w cudze sprawy mając się za wyrocznię - posiadacza jedynej słusznej racji.
    Pozdrawiam.
    Adam
  • angoisse 02.12.03, 10:32
    czy ty tę kobietę kiedykolwiek kochałeś?
    bo ja mam wrażenie że nie.
  • parafon 02.12.03, 12:44
    Nie dosyć, że ją bardzo kochałem, to i nadal kocham.
    Nie kieruj się wrażeniami. One często są tak subiektywne, że aż fałszywe.
  • an_a1 02.12.03, 23:21
    parafon napisał:

    > Nie dosyć, że ją bardzo kochałem, to i nadal kocham.
    > Nie kieruj się wrażeniami. One często są tak subiektywne, że aż fałszywe.

    Słuchaj,a gdybyś tak spróbował się z nią ponownie spotkać?
    Wiesz, świąteczny nastrój...Choinka... Prezenty...
    Wiele rzeczy na pewno widzisz już nieco inaczej i ona pewnie też. Może dałoby
    się stworzyć trochę inny związek, a nie nie wracać do tego, co przecież było
    złe. W tym, co sobie dotąd zafundowaliście, nie mam szans, żeby wytrzymała ona
    i dobrze czuł się Ty. Jak mi się wydaje, możliwe jest wypracowanie nowej
    formuły, w ramach której oboje będziecie mogli swobodnie oddychać, choć każde z
    Was to czyni po swojemu.
    Pozdrawiam
    Ana
  • kaba.a 03.12.03, 08:24
    Wiesz Ana,może masz rację. Na nic nie ma reguły, ale z doswiadczenia wiem,
    że "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki"
  • parafon 03.12.03, 09:05
    Myślałem o tym. Nawet dosyć długo. Ale jakoś podświadomoie (a może i świadomie)
    nie czuję entuzjazmu do "zaczęcia od nowa". Jak raz zostałem postawiony w
    takiej sytuacji to czy nie jest bezpodstawnym oczekiwanie na taki następny
    krok? Właśnie tego się obawiam. Chodzą mi teraz po głowie różne takie sytuacje,
    w których mogłaby znowu zastosować metodę "dostaniesz jak dasz". A takich
    sytuacji może być tysiące.
  • an_a1 03.12.03, 16:59
    W obecnej sytuacji też się nie najlepiej czujesz, a że w przyszłości będzie
    źle,tego nie wiesz na 100%. Oczywiście, Twoje przypuszczenia są uzasadnione,
    ale przecież cierpisz z innego powodu niż przewidywanie tego, co może (nie musi)
    nastąpić.
    Pomyśl, czy nie dać szansy Wam obojgu?
    Aż mnie swędzi język, żeby powiedzieć ZARYZYKUJ!
    Jeśli nawet przegrasz, przeżyjesz, w końcu jesteś facet.
    Za to nie będziesz się w przyszłości dręczył myślą, że może było WARTO, a Tyś
    zrezygnował, do tego ze strachu przed cierpieniem. Ból jest częścią życia;
    trzeba go przyjąć i unieść.
    Udrękę domysłów zastąpi WIEDZA.

    Wspominałeś, że Twoja dziewczyna kręci się po forum. Jak myślisz, kogo? czego?
    tu szuka? Rzeczywiście, pojawiła się tu nowa osoba, dość kontrowersyjna, że się
    tak wyrażę. Gdzieś tam w wątku podpisała się moim imieniem. Zważywszy naszą
    wcześniejszą korespondencję, dla mnie sprawa jest jasna jak słońce, czemu jej
    TAK WYSZŁO.
    Pozdrawiam
    Ana
  • aneta10ta 03.12.03, 16:21
    kaba.a napisała:

    > Wiesz Ana,może masz rację. Na nic nie ma reguły, ale z doswiadczenia wiem,
    > że "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki"

    Niewykonalne.
    Żadna rzeka nie jest 2 razy taka sama, chyba że zamarznięta.
    Zażaruję; pomyśl o baśniach związanych z _wodą życia_. Trochę tego jest.
    Zupełna bzdura?
    Ana
  • parafon 04.12.03, 15:52
    Ana, ja jakoś nie mam ochoty na dalsze eksperymenty. Za dużo mnie to kosztuje.
    Mam taki charakter, że jak się raz sparzę, to potem uważam, żeby się nie stało
    to samo. Wiem, że mogę dać sobie (nam) jeszcze raz szansę. Ale zadra
    pozostanie. Nieufności się chyba nie leczy. Raz naruszone zaufanie jest jak
    wyrwanie zęba. Ból przechodzi, ale dziura pozostaje.
    To chyba Kaaba sugerowała, że moja (była chyba) dziewczyna kręci się po forum.
    Nie wiem na pewno. Nie wiem, czy jej by się chciało. Chociaż z kobietami to
    nigdy nic nie wiadomo ;-)
    Jakoś dzisiaj jakby trochę mi lepiej. Byłem na długim spacerze. Tylko pogoda
    taka nijaka.
    Pozdrawiam

  • kaba.a 02.12.03, 12:01
    Po ty co napisałeś mam wrażenie, że sprawy mają się lepiej- dla Ciebie. I tak
    trzymaj. Terez czas goni.Troche póxniej napisze o moim odczuwaniu zbliżajacych
    sie świąt. Muszę podzielic się z kimś tym co mna targa.
    Choć nie wiem, czy ten temat nie zasługuje na oddzielny wątek? Moze inni tez
    mieli by cos do powiedzenia. Nie zakładałam tu jeszcze wątku- może sie odważę,
    choc mam obawy przed ostra krytyką.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • parafon 02.12.03, 12:50
    Nie wiem, czy lepiej. Na pewno nie gorzej. Zaczynam po mału rezygnować z sufitu
    na korzyść książek. Białe noce z książką szybciej biegną.
    Teraz czytam Remarque'a. Jest dobry, bo każe myśleć. "Czas życia i czas
    śmierci" bardzo wciąga.
    Nie myślę o świętach. Zresztą dla mnie święta prawie nie istnieją. Nie potrafię
    udawać.
    Pozdrawiam.
  • parafon 08.12.03, 17:34
    Coś się stało że nie piszecie? Zawsze to raźniej jak się wie, że do kogoś można
    się zwrócić z kłopotami.
    Adam
  • kaba.a 08.12.03, 19:59
    Stało sie, jak co roku-święta. A ja jestem chora z tego powodu. Z każdej strony
    atakują mnie ozdóbki, choineczki,światełeczka, świecidełeczka i reklamy. Nie
    mogę tego znieść. Mam problem ze zrobieniem zwykłych, codziennych zakupów. Ot i
    tyle.
    Pozdrawiam. Napisz, jak Ty sie tryymasz w tym okresie, szczególnie po tym co
    masz za sobą.
  • parafon 09.12.03, 17:43
    Nie wiem czym jest to spowodowane. Mam identyczne odczucia co do świąt. Pienią
    mnie mikołaje, do szału doprowadzają muzyczne tło w sklepach. Cały czas to
    samo. Te same dwa, trzy motywy. To jakiś koszmar. Wszędobylskie bąbki wyzwalają
    mordercze instynkty. Same święta to nie mam pojęcia, jak będą wyglądały. Może
    gdzieś wyjadę. Anonimowo, cicho i spokojnie. Do jakiegoś hotelu czy pensjonatu.
    Już chyba przyzwyczaiłem się do myśli, że spędzę je raczej sam. Może jakiś
    jeden dzień u mojej rodziny. Dla mnie święto, to jak zasnę o 22.00 a obudzę o 6
    rano. Bez przerw i idiotycznych snów.
  • parafon 13.12.03, 19:28
    Napchałem się znowu tabletkami. Da się przeżyć. Tylko jakoś tak niewyraźnie.
    Wszystko mi wisi. Aby do świąt. Potem znowu do pracy. Może się uda.
  • parafon 17.12.03, 11:12
    Najgorsza jest cisza. Nic nie boli tak jak cisza. Sufit, białe plamy, jakieś
    wspomnienia jak dzwonki. Na polu pies szczeka. Za ścianą mąż kłóci się z żoną o
    kolor tapety. Beznadzieja.
  • parafon 24.12.03, 13:21
    Wszystkim, których spotkałem na tym forum życzę przede wszystkim spokoju i
    wewnętrznej ciszy, spełnienia marzeń oraz aby następny rok był lepszy niż
    ubiegający. Czego i sobie życzę.
    Adam
  • an_a1 24.12.03, 23:12
    Gdybyś sobie nie chciał życzeń złożyć, na pewno byś się wcale nie odezwał.
    Niejednokrotnie myślałam o Tobie, czytając bardzo dramatyczne posty.
    Gdzie byłeś? Co aż tak Cię pochłaniało, że nie słyszałeś krzyku nagiej duszy
    (niejednej i przeważnie damskiej)?
    Kiedy Tobie potrzebne było wsparcie, kobiety rzuciły się w te pędy na złamanie
    karku, oferując wszelaką pomoc i ratunek.
    Co wziąłeś(prawie 300 postów!) powinieneś oddać innym ludziom,a Ty uparcie
    milczałeś... milczałeś...
    Jesteś egocentrycznym egoistą. Ponadto ekscenrycznym egotystą.
    Pracuj nad sobą, a efekty przyjdą nie tylko od święta. W razie trudności znajdę
    Ci jakiś doskonały wzór osobowy. Warto.
    Nikt nie jest, a przynajmniej nie powinien być, samotną wyspą. Jako drogowskaz
    na przyszły rok przyjmij to przesłanie i znajdź inne zajęcie niż hodowla
    Mellonów. Pospolite warzywa też są pożywne.
    Ana
  • parafon 25.12.03, 12:53
    Ana,
    Chyba nie zauważyłaś poprzednich moich pustych postów. Nie musisz. Jestem cały
    czas, ale często nie mam dostępu do internetu - dużo czasu spędzam podróżując.
    Pisałem zresztą o tym. Czemu masz pretensje, że się nie odzywam? Sama się nie
    odwzwałaś od 3 grudnia. A moje posty raczej nie trącą dramaturgią - raczej
    pustym oczekiwaniem na nie wiadomo co. Gdzie był ten krzyk nagiech dusz? Może
    czytałaś jakąś książkę? Nie było tak, abym nie odpowiedział na post, nawet
    negatywny (z mojego punktu widzenia, of course). Czyżby przyłączyłaś się do
    grona "kopiących"? Nie wziąłem żadnych "300 postów" i nie czuję się zobowiązany
    do oddawania "sztuka za sztukę" - to nie oto chodzi. Jak dostawałem odpowiedź
    na swój post to odpisywałem. Jest to dla mnie namiastka rozmowy. A Ty co
    oczekujesz? Żebym pisał w każdym wątku? Piszę to, co mnie interesuje - i
    odpisuję każdemu, kto do mnie się odezwie. Nie szukaj dla mnie żadnych wzorów
    osobowych, bo wybacz, ale sama nim nie jesteś (z prawdziwą przykrością to
    piszę, bo Ciebie polubiłem, i lubię nadal) - a obiektywizmu na świecie nie ma.
    Idąc Twoim ciągiem myślenia, każdy jest samotną wyspą. Tylko częstro pozwala na
    zamieszkanie na niej osoby celowo do niej przypływającej, bądź rozbitka.
    Lubię marchewkę.
    Adam
  • parafon 25.12.03, 12:59
    Przykucnął ogórek na ołtarzu,
    Anioł do niego - palisz?
    Ogórek zzieleniał troszkę,
    I nagrał nową płytę.
  • an_a1 25.12.03, 20:12
    Mamy wspólne gusta kulinarne. To niewątpliwie łączy, a nie dzieli.
    Nigdy nie dołączę do kopiących, najwyżej raz strzelę. Żadnej zaplanowanej
    akcji, a już Boże broń, długofalowej.
    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 28.12.03, 18:50
    Dziwi mnie bardzo, że na takim forum jest tyle agresji. Czyżby forma
    odreagowania? Ja wyznaję zasadę, że jak sobie nie potrafisz pomóc, to i komuś
    nie pomożesz. Najwyżej zaszkodzisz, bo nie wiesz co czynisz.
    Adam
  • an_a1 28.12.03, 19:33
    Nie chce mi się wyszukiwać Twoich postów, żeby Ci wykazać, jak bardzo bywasz
    agresywny. Bez zająknienia. Bijesz mnie w tej mierze na głowę.
    Ostatnia trawestacja też niezła; niby nic, a ... stary dobry Krasicki.
    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 31.12.03, 13:15
    Nie przeczę. Agresja (nawet ukryta) jest pewną formą samoobrony. Ja się nie
    czuję agresywny, bo potrzebuję wszystkiego, tylko nie agresji. Nie
    jestem "dwubiegunowy" tylko mam permanentnego doła. Taki stan nie sprzyja
    wzbudzaniu emocji.
    Życzę Ci w Nowym Roku głównie zdrowia i spokoju i aby ten przyszły rok nie był
    gorszy od obecnego.
    Wszystkiego.
    Adam
  • an_a1 31.12.03, 17:11
    Życzę Ci WSZYSTKIEGO, czego Ci brakuje, a pozbycia się tego, co udaremnia Ci to
    WSZYSTKO.
    Ana
  • parafon 06.01.04, 21:08
    Miłe życzenia.
    I tego samego!
  • parafon 31.12.03, 13:20
    Wszystkiego co najlepsze w przyszłym roku życzę wszystkim, którzy na tym forum
    podali mi rękę. Również tego samego życzę tym, którzy podali mi nogę.
    A wszystkim życzę spokoju, spełnienia marzeń i aby uczestniczyli nie na tym
    forum, a na forum "Szczęśliwy człowiek".
    Adam
  • looserka 31.12.03, 18:12
    Ja Tobie życzę, abyś w przyszłym roku również spróbował podać komuś rękę...
    choćby na tym forum.
  • gazimierz 31.12.03, 22:57
    Agresywna to jestes Ty, albo zakochalas sie w Parafonie i masz pretensje, ze on
    tobie nie posiweca uwagi tutaj. Zrozum kobieto, ze zyciem intrnetem jest dla
    tych ,u ktorych nic w ZYCIU sie nie dzieje. Widac ze facet ma bogate zycie i
    nie wyczekuj tutaj ze bedzie z toba wysiadywal.
  • an_a1 01.01.04, 01:19
    Widzę Cię tu od niedawna.
    Już nie wspomnę o mnie, ale tak z ręką na sercu, co Ty wiesz o necie?
    Przyjmij noworoczne życzenia!
    Ana
  • parafon 06.01.04, 21:13
    Ana
    A co Ty wiesz o necie?
    Ile razy padłaś za jego przyczyną?
    Co robisz (oprócz studiów ?:-((((((
    Nie oceniaj nie znając realiów.
    Dobra rada. Za darmo.
    Adam
  • an_a1 07.01.04, 22:26
    Po spotkaniu na ostatnim realu zostały u Ciebie moje czarne lakierki.
    Miałeś mi je odesłać. Do dzisiaj tego nie zrobiłeś.
    Nie są mi aż tak bardzo potrzebne. Masz rację, zwlekając, aż znów się spotkamy
    i odborę je osobiście. Tak będzie najwygodniej.
    Pozdry
    Ana
  • parafon 08.01.04, 17:35
    Ana,
    To nie były czarne lakierki, tylko zielone baletki. Odesłałem Ci je w matrixsie
    pojutrze. Ja się jutro spotkaliśmy, to nic nie mowiłaś o tych szpilkach
    pomarańczowych. Wyślę je e-mailem.
    Adam
  • an_a1 09.01.04, 07:55
    Dopieprza Ci deprecha, nie chlaj tyle wódy!
    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 09.01.04, 10:41
    Genialne!!!!!! Ja myslałem, że to łupież.
    Nie masz lepszych propozycji?
    Adam
  • an_a1 09.01.04, 21:50
    Czemu to ja mialabym Tobie skladac propozycje?
    Mnie posadzasz o brak kawaleryjskiej fantazji?
    Rozwijajmy watek!
    Ana
  • parafon 13.01.04, 21:01
    Chyba się gubię.
    Propozycje?
    Kawaleria?
    Nić Ariadny?
    Do nikąd.
  • kaba.a 05.01.04, 11:49
    Okazało się, że jeszcze raz przeżyłam te pieskie świeta. Wróciłam, ale chyba
    niepotrzebnie, bo nikt tu o mnie nie pamieta. Chciałam napisać, że przykro mi,
    że tu nie zagladałam. Nie mogłam dołowac sie jeszcze bardziej czytajac
    chociazby świateczne życzenia. Nie mówiąc juz o tym, że przez klawiaturę nie
    przeszłoby mi ich składanie. Ale mam już to za sobą i przykro mi, że nawet o
    mnie nie wspomniałeś.
    Pozdrawiam.
  • parafon 06.01.04, 10:34
    Cześć.
    Dobrze, że wróciłaś. Brakowało Ciebie. Nie masz racji, że nikt o Tobie nie
    pamięta. Wołałem Ciebie wcześniej, ale się nie odzywałaś. Ale nie szkodzi.
    Ważne, że jesteś. Składając życzenia nikogo nie wymieniłem po "imieniu", bo
    były skierowane do wszystkich - także do Ciebie. Dla mnie święta też były
    koszmarem. I dobrze, że się skończyły. Oby ten rok był lepszy niz poprzedni.
    Pozdrawiam gorąco.
    Adam
  • kaba.a 06.01.04, 11:48
    Dobrze że zyczenia były skierowane do wszystkich. Gdyby były do mnie osobiście,
    chyba bym nie przeżyła.Sama nie składałam i nie przyjmowałam. Tak już
    mam,kolejny rok z rzedu. Ale już minęło. Powoli wystawiam głowe na świat, choc
    z wielką obawą. Boję się tego co może mnie jeszcze spotkać. Jesli masz ochotę,
    napisz, co u Ciebie i co dalej z Twoja miłością?
    Pozdrawiam.
  • parafon 06.01.04, 21:06
    Dla Ciebie mam życzenia takie specjalne. Bez słów i frazesów. Bez życzenia Ci
    czegokolwiek. Dotknij wyciągniętej dłoni. Małego palca. Dotknij i już. Potem
    poczuj, jak płynie ciepło.
    Moja miłość? Chyba czas przeszły dokonany. Staram się jakoś funkcjonalnie
    istnieć, ale to trudne. Kopy w głowie mocne. 01.01 chciałem się zachlać na
    umór. Nie udało mi się. Zimno. Brak światła. Słońca nie ma. Tępo. Wybacz. Mam
    taki nastrój.
    Adam
  • an_a1 07.01.04, 16:55
    parafon napisał:

    > Dla Ciebie mam życzenia takie specjalne. Bez słów i frazesów. Bez życzenia Ci
    > czegokolwiek. Dotknij wyciągniętej dłoni. Małego palca. Dotknij i już. Potem
    > poczuj, jak płynie ciepło.

    Powinieneś zapisać to wielkimi literami i dedykować wszystkim depresyjnym.
    Ja akurat to znam.
    Można na takim fundamencie oprzeć ruchome schody. Staniesz na pierwszym
    stopniu, uniosą cię w górę.
    Kropla deszczu, strzęp obłoku, jakiś zapach, dotyk, kształt.
    Widzę, słyszę, czuję. Jestem!
    Tam w górze coś migoce... Jeszcze tylko trochę...Żyję!

    >Zimno. Brak światła.

    Czemuś się nie odezwał?
    Przecież bym zapłaciła za Ciebie ten pieprzony rachunek za prąd.
    Jesteś zwykły frajer!
    Ale ostatecznie to nie jest mój problem.
    Co chciałeś, to masz.

    Pozdrawiam
    Ana
  • parafon 08.01.04, 17:44
    Byłem kiedyś światłem
    Takim ciepłym, prawie różowym
    Byłem kidyś cieniem
    Lekko szarym, zawsze z boku
    Byłem kiedyś wiatrem
    Niosącym zapachy
    Byłem kiedyś
    Drzewem, rosnącym
    Jestem
    Cieniem cienia.....a
  • an_a1 09.01.04, 07:59
    ...Szaleństwo
    Al.
  • parafon 09.01.04, 10:43
    A nie łupież?
    Może trądzik?