Dodaj do ulubionych

pisza ze asertywnosc to nie chamstwo

20.07.08, 16:59
ale czy osiagnac ja mozna bez chamstwa?

powody braku asertywnosci, moga byc a pewnie i sa, na wczesniejszym etapie,
niz zdolnosc do rozpoznawania granic drugiego czlowieka i wczuwania sie w jego
sytuacje. takie braki tez wynikaja z zetkniecia sie z agresja, z zakazaniem
agresji wlasnej. mozna z osoby uleglej wskoczyc odrazu na stopien osoby
asertywnej? cz jednak trzeba obudzic ta agresje, zeby jak mowila bercia, nie
udawac, tylko byl odpowiedni podklad pod asertywnosc. zeby osiagnac jak
najwiekszy poziom zywonosci, zachowania jak najbardziej musza byc zgodne z
emocjami, inaczej to troche taki teatr.

--
to mówiłem ja, jarząbek
Edytor zaawansowany
  • dd.inversus 20.07.08, 17:02
    asertywność to narzędzie mięczaków
    chodzi o to, by wyjść na swoje
    nie krzywdząc ludzi, o ile nie zasłużyli
  • micaela 20.07.08, 17:08
    definicje to w watku o bok, ja pytam o praktye
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dd.inversus 20.07.08, 17:15
    praktyka jest taka, że albo kłamiesz i się hamujesz
    albo walisz między oczy, wstydzisz się, przepraszasz
    a potem na twój widok ludzie rysują na czole kółeczko

    innym wyjściem praktycznym
    jest unikanie konieczności stosowania narzędzia
    którego się nie potrafi stosować (asertywności)
    poprzez unikanie ludzi, którzy mieliby ochotę się sprzeciwiać

    asertywność to teatr
    jeśli coś cię boli - rodzi emocje
    a nasze wyprute z prawdy społeczeństwo
    nie lubi emocji innych niż na modę lunaparku
    więc jeśli już masz powód do protestu
    to ubieranie protestu w racjonalny garnitur
    z asekuracją (wszak mogę się mylić
    ale na podstawie dostępnej mi wiedzy wygląda to tak, a tak)
    jest nieprawdą
  • nienill 20.07.08, 17:28
    jakbym czytala klona bertrady
  • dd.inversus 20.07.08, 17:32
    brak osobowości pozwala przystosować się do każdego stylu
  • dolor 20.07.08, 17:15
    Ale asertywność to coś wyuczonego, pięciolatek mówiący do mamy: to interesujące
    co mówisz, ale pozwól mi teraz wyrazić moją na ten temat opinię, byłby czymś
    kuriozalnym. A nauka nowego zachowania to najpierw udawanie. I do czego tu
    agresja potrzebna?
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 17:33
    dolor napisał:

    pięciolatek mówiący do mamy:
    widzisz tu na forum jakiegos pieciolatka?

    I do czego tu
    > agresja potrzebna?
    do tego, zeby dorosly mogl zrobic ten pierwszy krok i uswiadomic
    sobie, ze ta nauka jest mu potrzebna i moze w jakims stopniu zmienic
    jego funkcjonowanie na lepsze
  • dolor 20.07.08, 17:40
    Czasami odnoszę takie wrażenie, ale mogę się mylić... Chodziło mi o to, że
    asertywność to taka sztuczka, coś jak erystyka, rzecz nie wrodzona, tylko do
    wyuczenia się, więc mówienie o przyczynach nieasertywności jest bezcelowe.

    Agresja jest potrzebna do zrozumienie, że ma się posługiwać systemem, który w
    założeniu mówi o nieposługiwaniu się agresją?
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 20.07.08, 17:43
    asertywnosc propaguje szkola bechawioralna, on odnosi sie tylko do zachowan. z
    szkolei szkola psychodynmicznie zorientowana, bardziej do emocji i popedow. nie
    widze specjalnie powodu zeby ich przeciwstawiac sobie , bo mowia po podobnych
    sprawach, tylko z innego punktu widzenia
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • nienill 20.07.08, 17:44
    > Agresja jest potrzebna do zrozumienie, że ma się posługiwać
    systemem, który w
    > założeniu mówi o nieposługiwaniu się agresją?
    ale ja juz odpowiedzialam wczesniej na to pytanie
  • dolor 20.07.08, 17:49
    Ale nie uzasadniłaś odpowiedzi. Dlaczego do uświadomienia, że coś zmieni się w
    Twoim życiu na lepsze, niezbędna jest agresja? Bo dla mnie to, czy jest, czy jej
    nie ma, w tym przypadku jest bez znaczenia, a sama asertywność nie jest oparta
    na instynkcie.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 17:56
    dolor napisał:

    > Ale nie uzasadniłaś odpowiedzi. Dlaczego do uświadomienia, że coś
    zmieni się w
    > Twoim życiu na lepsze, niezbędna jest agresja?

    "Gniew daje nam siłę, jakiej potrzebujemy do dbania o zaspokojenie
    potrzeb i pragnień. Gniew daje nam poczucie pewności siebie i
    umożliwia bycie tym, kim jesteśmy. Wykorzystujemy zdrowy gniew dla
    naszego dobra, jeśli doznajemy go i wyrażamy w sposób nie poniżający
    lub krzywdzący nas samych i innych ludzi."
    pia mellody "toksyczne związki"

    na poczatku trudno zapanowac nad tym gniewem (jesli przez cale zycie
    udawales, ze on nie istnieje) i moze pojawic sie czysta agresja


    Bo dla mnie to, czy jest, czy je
    > j
    > nie ma, w tym przypadku jest bez znaczenia,
    bo moze jestes zdrowy i calkowicie normalny?
    sorry, ja na tym forum zapominam, ze istnieje tez taka opcja
  • dolor 20.07.08, 18:49
    Nie, raczej emocjonalność mi siadła, nie mam nad czym panować i nie chce mi się
    niczego wzbudzać. Więc próbuję to "dbanie o zaspokojenie potrzeb i pragnień"
    wziąć logikę. Możliwe więc, że mi się nie uda.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 18:58
    dolor napisał:

    > Nie, raczej emocjonalność mi siadła, nie mam nad czym panować
    pan lowen powie ci jak rozwiazac ten problem
  • dolor 20.07.08, 19:16
    Ojej, ale w wypadku pana Lowena mam kłopoty z opanowaniem rechotu.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 19:19
    dolor napisał:

    > Ojej, ale w wypadku pana Lowena mam kłopoty z opanowaniem rechotu.
    problemy z oddychaniem? tym bardziej udaj sie od niego po pomoc
  • dolor 20.07.08, 19:23
    No właśnie, czytając o jego poglądach na oddychanie zaczynam się dusić.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 20.07.08, 17:38
    ale nie jest czyms kuriozalnym, kilkulatek mowiacy wsciekle ze nienawidzi matki,
    za co moze zostac karany, za ten podly wystepek. lub tez za inne formy oporu. z
    wlasnego doswiadczenia wiem ze jakikolwiek postep w dziedzinie asertywnosci
    wiazal sie z agresja.
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dolor 20.07.08, 18:53
    Widziałem kilkulatki wściekle mówiące o nienawiści, asertywnych kilkulatków nie,
    więc dla mnie byłoby to kuriozalne. Być może znów trzeba by wrócić do definicji
    asertywności, ale ci wszyscy guru powtarzają, że żeby było asertywnie, ma być
    nieagresywnie.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 20.07.08, 19:00
    bo chca robic behawioralni za wychowawcow, bojacych sie slowa agresja
    bo asertywnosc sie tez odnosi do wychowania agresywnych
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • nienill 20.07.08, 19:01
    dolor napisał:

    > Widziałem kilkulatki wściekle mówiące o nienawiści, asertywnych
    kilkulatków nie
    a widziales noworodka ktory posluguje sie pelnymi zndaniami?
    wszystko w swoim czasie

    co ty sie do tych dzieci tak przyczepiles??

    ale ci wszyscy guru powtarzają, że żeby było asertywnie, ma być
    > nieagresywnie.
    bo gniew to jedna sprawa, a agresja to juz cos zupelnie innego
  • dolor 20.07.08, 19:21
    Więc dwunastolatka też nie widziałem. Asertywność jak karate, to coś
    wymyślonego, czego nauczyć się można, a nie cecha, z którą się wszyscy rodzimy.
    Co do gniewu i agresji, to niestety nie opanowałem jeszcze psychologicznego
    żargonu, wg. "Słownika Języka Polskiego":
    gniew «gwałtowna reakcja na jakiś przykry bodziec zewnętrzny wyrażająca się
    niezadowoleniem i agresją»

    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 19:32
    dolor napisał:

    > Więc dwunastolatka też nie widziałem. Asertywność jak karate, to
    coś
    > wymyślonego, czego nauczyć się można, a nie cecha, z którą się
    wszyscy rodzimy.
    no i??


    > Co do gniewu i agresji, to niestety nie opanowałem jeszcze
    psychologicznego
    > żargonu, wg. "Słownika Języka Polskiego":
    > gniew «gwałtowna reakcja na jakiś przykry bodziec zewnętrzny
    wyrażająca si
    > ę
    > niezadowoleniem i agresją»
    a czemu tym razem nie z wiki?

    Gniew – reakcja emocjonalna na niepowodzenie lub wzburzenie
    emocjonalne, czasami <!!bo zawsze mamy do czynienia z realnym,
    niedoskonalym swiatem> z nastawieniem agresywnym (zob. złość).
    Agresja (łac. aggresio – napaść) to w psychologii określenie
    zachowania ukierunkowanego na zewnątrz lub do wewnątrz, mającego na
    celu spowodowanie szkody fizycznej lub psychicznej.

    czyli wg zasad asertwnosci mozna sie gniewac (to jest emocja, emocji
    nie da sie kontrolować), pod warunkiem, ze nie zachowujemy sie
    agresywanie (nad swoimi zachowaniami czlowiek moze i ma obowiazek
    panować)
  • dolor 20.07.08, 20:23
    No i określanie, że ktoś jest nieasertwny, to dla mnie znaczy tyle, co mówić, że
    ktoś jest niejeżdżący na nartach, nie można mówić, że brak tej umiejętności jest
    niezdrowy, albo że jej posiadanie jest naturalne (i w znaczeniu naturalny jako
    pierwotny, i jako typowy). Tak więc mówienie o sztuczności bądź nie ma tu tyle
    sensu, co mówienie o prawdziwości lub sztuczności narciarstwa.

    A jeśli chodzi o definicje gniewu i agresji, to jak doczytałem do końca, to mi
    się dopiero wszystko wymieszało, ale skoro gniew to jeden z grzechów głównych,
    to pewnie faktycznie jest pożyteczny. Acz nadal twierdzę, że dla asertywności
    wcale nie niezbędny.
    I co więcej, najpierw twierdziłaś, że agresja jest niezbędna, żeby zacząć
    działać dla własnego dobra, potem poparłaś to cytatem mówiącym o pożytkach
    gniewu, żeby podkreślić na końcu, że gniew to nie agresja...
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 20:40
    dolor napisał:

    > No i określanie, że ktoś jest nieasertwny, to dla mnie znaczy
    tyle, co mówić, ż
    > e
    > ktoś jest niejeżdżący na nartach,
    jezdzenie na nartach nie jest czyms niezbednym do dobrego
    funkcjonowania w spoleczenstwie, a asertywnosc z zasadzie tak (bo w
    dluzszym okresie jej brak prowadzi do jeszcze wiekszego
    nagromadzenia sie konfliktów, frustracji lub/i wypartych emocji)

    nie można mówić, że brak tej umiejętności jes
    > t
    > niezdrowy,
    ja tak wlasnie twierdze


    Acz nadal twierdzę, że dla asertywności
    > wcale nie niezbędny.
    bo w zdrowym swiecie nie jest, ale dla osob doroslych, ktore sie jej
    dopiero uczą (moim zdaniem) JEST niezbedny aby odczuc, ze ta
    asertywnosc jednak jest nam do czegos potrzebna. oczuwamy gniew, gdy
    ktos narusza nasze granice, a asertywnosc staje sie narzedziem,
    ktore pozwala nam ich bronic. wczesniej ten gniew byl wypierany,
    wiec inni ludzie mogli sobie po nas jezdzic jak chcieli


    > I co więcej, najpierw twierdziłaś, że agresja jest niezbędna, żeby
    zacząć
    > działać dla własnego dobra,
    nie
    jest skutkiem ubocznym tego, ze zaczynamy dopuszczac do swiadomosci
    wypierany gniew, ktorego nie potrafimy wlasciwie wyrażać



    ale tak generalnie to nie mam pojcia o co ci chodzi i do czego
    zmierzasz

  • dolor 20.07.08, 21:01
    Ano o to mi chodzi, że to tylko sztuczka, styl obrony w którym naturalne
    tendencje do ataku lub ucieczki są zastąpione czymś wyuczonym i stonowanym (albo
    naturalnym dla nielicznych, mitycznych ludzi sukcesu), czasem skuteczne, ale w
    mordę i tak można dostać, a ludzkość przed tym wynalazkiem też świetnie sobie
    radziła.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 20.07.08, 21:55
    dolor napisał:

    > Ano o to mi chodzi, że to tylko sztuczka, styl obrony w którym
    naturalne
    > tendencje do ataku lub ucieczki
    moze dla ciebie to jest naturalne.
    moim zdaniem u ludzi takie zachowanie u ludzi traci prymitywizmem

    czasem skuteczne, ale w
    > mordę i tak można dostać,
    i co z tego? zawsze i wszedzie mozna w morde dostac. jaki to ma
    zwiazek z tematem? postrzegasz asertywnosc jako lek na wszystko? ne
    ma na swicie czegos takiego.

    a ludzkość przed tym wynalazkiem też świetnie sobie
    > radziła.
    z tego co wiem to nie jest to zaden wynalazek.
    zebrala sie grupka madrych osob, ktora zauwazyla, ze pewni ludzie
    potrafia odmawiac, wyrazac swoje zdanie itp. w taki sposob, ze
    generalnie sa przez innych lubiani, pomimo tego, ze nie spelniają
    kazdej zachcianki tych "innych" i mają odmienne zdanie na rozne
    tematy. panowie badacze obserwowali tak oni to robią i w ten sposob
    wyodrebnili pewne rodzaje zachowan, ktore nazwano asertywnoscią
  • micaela 20.07.08, 22:33
    Acz nadal twierdzę, że dla asertywności
    > wcale nie niezbędny.

    bo trzymasz sie jakiejs definicji asertywnosci. i byc moze ie miales poruszanych
    tu problemow w stopniu glebszym, i stan swiadomosci osoby nieasertywnej mocno
    nie jest ci znany. a mnie intersuje czego brakuje czlowiekowi, ktoremu ta
    asertywnosc jest potrzebna. agresja sluzy obronie.

    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • micaela 20.07.08, 22:55
    a co do pisania o asertywnosci jako sztczce, to tak mozna pisac o calej
    rzeczywistosci spolecznej, ktora jest kwestia wartosci. wolnosc prawdziwa nie
    jest, w systemie niewolniczym tez sobie ludzkosc radzi.

    nie nauczysz osoby ktora ma pewne blokady, pewnych zachowan. beda pisac na
    forum ze nie potafia byc asertywne, choc przeciez wiedza co to jest asertywnosc.
    z calym szacunkiem, jestes tu najmadrzejsza i najbardziej wiedzaca osoba, ale
    czasem mam wrazenie ze pewne rzeczy dotycxzace zaburzen kwestionujesz, bo po
    prostu wogole ich nie doswiadczyles. syty glodnego nie zrozumie.

    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • micaela 20.07.08, 23:08
    a jesli o ztczce piszesz o jako metodzie postepowania, to zadne mi znane nie sa,
    nie znam tu zadnych technik manipulacyjnych. to raczej stan niezaeznosci
    emocjonalnej.
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • micaela 20.07.08, 23:25
    do czego agresja potrzebna, a do czego potrzebnny jest naped, przeciez mozna po
    maskiansku, czystym rozsadkiem sie kierowac, ktory nie wiadomo na jakich
    zasadach mialby dzialac
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dolor 22.07.08, 09:32
    To prawda, mogę nie rozumieć istoty pewnych zaburzeń, pewnie nawet niemożliwym
    jest wszystkie je zrozumieć, jak nie można poczuć, jak to jest być nietoperzem.
    Ale wydaje mi się właśnie, że sztuczność tej metody jest jej atutem. Czemu
    uważam, że jest sztuczna?
    O mitycznym powstaniu asertywności:
    "Nikt jej nie odkrył, ani nie wynalazł. Asertywność była zawsze. Badacze
    amerykańscy zauważyli, że istnieje grupa ludzi, którzy osiągnęli sukces, a
    jednocześnie są także lubiani przez innych. Zaczęli obserwować ich zachowanie.
    Zauważyli, że potrafią oni stanowczo odmówić, nikogo przy tym nie obrażając.
    Takie zachowanie nazwali właśnie asertywnością."
    Innymi słowy istniała pewna, niewielka liczba lubianych ludzi sukcesu, zjawisko
    tak niezwykłe, że zainteresowało naukowców. Naukowcy ci zebrali w jedno sposoby
    ich zachowania, oczyścili, podrasowali, nazwali asertywnością i puścili w świat
    jako rewelacyjną metodę jak być takim, jak ci, którym się powiodło. Po czym
    powstały testy "czy jesteś asertywny" i zaczęto się zastanawiać, dlaczego nie
    jesteś. Powtarzam, większość ludzi nigdy asertywna nie była i nigdy by im do
    głowy to nie przyszło, gdyby im ktoś nie powiedział, że powinni być. Cytuję
    asertywnego guru: "Niestety, w naszej kulturze zachowania asertywne są na prawdę
    rzadkie." Mimo wszystko większość chora nie jest.

    Czemu sztuczka? Znów cytując, asertywność to postawa:
    "ja jestem OK, ty jesteś OK". Postawa ta jest przeciwwagą do postawy agresywnej
    - "ja jestem OK, ty nie jesteś OK", jak również biernej-uleglej "ja nie jestem
    OK, ty jesteś OK", oraz tzw. postawy manipulacyjnej "ja nie jestem OK, ty nie
    jesteś OK".

    Dla mnie naturalne jest zachowanie, gdy człowiek się boi: "tak, panie
    kierowniku, przepraszam, panie kierowniku, to się więcej nie powtórzy". Gdy
    jesteś rozgniewany, naturalne jest: "Spieprzaj dziadu!". Jeśli zamiast tego
    użyjemy "Szanuję pana poglądy, ale proszę mi pozwolić zauważyć, że pana obecność
    w tym miejscu sprawia, że czuję się niepewnie i byłbym zobowiązany, gdyby się
    pan oddalił". tak naprawdę chodzi o to, żeby zaskoczyć rozmówcę, a jeśli był on
    przyzwyczajony do łatwych zwycięstw, gdyż zawsze jego autorytarny ton powodował
    naturalną uległość albo agresję (a w obu przypadkach zyskiwał przewagę) przy
    takim obrocie sprawy ta przewaga znika, rozmówca jest zmuszony poszukiwać
    przekonujących argumentów na poparcie swoich słów, coś, do czego nie jest
    przyzwyczajony, i jeśli teraz on się zdenerwuje - przegrywa. Świetna obrona na
    choćby argumentum ad personam. Wreszcie jedyny chyba sposób by nie stracić, gdy
    rozmówca sam posługuje się zachowaniami asertywnymi.
    Ale to nie jest jakaś stała cecha, sami o ty piszą :"Asertywność nie jest
    kolejnym złotym środkiem na życie. Czasem trzeba być asertywnym, a czasem nie.
    Jednak warto posiadać tę umiejętność, gdyż dzięki niej możemy obronić własną
    godność, poczuć się lepiej, nabrać do siebie szacunku, załatwić trudne, często
    wydawałoby się nieosiągalne sprawy i zmniejszyć lęk."
    A co do tego, czy rzeczywiście pewne osoby "nie potafia byc asertywne, choc
    przeciez wiedza co to jest asertywnosc" nie jestem pewien, czy rzeczywiście
    wiedzą, czy im się tylko wydaje, gdy wiesz o co chodzi, naprawdę trudno choćby
    pomylić asertywność z chamstwem.
    Zupełnie innym problemem wydaje mi się fakt, że tak naprawdę to egoizm,
    prawdziwa chęć działania dla własnego dobra, stawianie własnych interesów na
    pierwszym miejscu, to coś, co większości z nas byłoby potrzebne, czego nauczenie
    się jest cholernie trudne, jeśli nie niemożliwe, a do czego asertywność może być
    tylko jednym ze skuteczniejszych narzędzi, jednak niczym więcej.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 22.07.08, 09:57
    a co w praktyce ma znaczyc te jestem OK? to wrecz cala terapia jak wyjsc z
    kompleksow autoagresji samoobwiniania. wlasnie o to chodzi, ze przy pewnych
    stanach swiadomosci, trudno o zachowania asertywne, nawet o jakas swiadomosc
    wlasnego interesu. jaka to ma byc sztuczka, to taka jak mowienie depresyjnemu ze
    swiat ma duzo urokow, ogarnij sie.


    "Szanuję pana poglądy, ale proszę mi pozwolić zauważyć, że pana obecnoś
    > ć
    > w tym miejscu sprawia, że czuję się niepewnie i byłbym zobowiązany, gdyby się
    > pan oddalił". tak naprawdę chodzi o to, żeby zaskoczyć rozmówcę, a jeśli był on
    > przyzwyczajony do łatwych zwycięstw, gdyż zawsze jego autorytarny ton powodował
    > naturalną uległość albo agresję (a w obu przypadkach zyskiwał przewagę) przy
    > takim obrocie sprawy ta przewaga znika, rozmówca jest zmuszony poszukiwać
    > przekonujących argumentów na poparcie swoich słów, coś, do czego nie jest
    > przyzwyczajony, i jeśli teraz on się zdenerwuje - przegrywa.

    kwestia interpretacji. jako sztuczke bym uznal to za efekt uboczny. te teksty
    "asertywne" jakimi raczy nas aidka to moim zdaniem na uzytek terapii, zeby
    ludzie uczyli sie mantrujac odzielac granice miedzy soba. w zyciu tego sie nie
    stosuje, asertywnosci to po prostu cywilizowanie.

    > A co do tego, czy rzeczywiście pewne osoby "nie potafia byc asertywne, choc
    > przeciez wiedza co to jest asertywnosc" nie jestem pewien, czy rzeczywiście
    > wiedzą, czy im się tylko wydaje, gdy wiesz o co chodzi, naprawdę trudno choćby
    > pomylić asertywność z chamstwem

    nie, bo nie wiesz co to znacy zyc ponizej szacunku spolecznego, pozbabwiony
    praw, kiedy sie uwaza ze wszystko nalezy sie innym, a samemu trzeba placic
    haracz od zycia i z kazdej strony oczekujesz agresji.


    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dolor 22.07.08, 10:19
    To tylko postawa ja jestem OK, ty jesteś OK, też nawet jeśli rozmówca jest
    bardzo nie OK. Cała rzecz w tym że uczysz się, jak przekonująco udawać, że
    jesteś pewny własnych praw i w sytuacji, w której mało kto zdobył by się na
    stosunkowo szczerą wypowiedź, zachowujesz się tak, jakbyś wiedział, że tobie się
    to bezsprzecznie należy, jednocześnie blokując rozmówcy możliwość uniknięcia
    wysłuchania cię udając, że go szanujesz i uznajesz, że ma takie same prawa.
    Innymi słowy odgrywasz rolę, żeby móc powiedzieć to, co chciałbyś powiedzieć,
    ale czego powiedzieć się boisz. Pytanie, czy chcesz cokolwiek powiedzieć, to
    inna kwestia. Nie związana z narzędziem, którym możesz, ale nie musisz się posłużyć.
    Aidka to ciągłe wahanie, czy chce się zachować asertywnie, czy ważniejsze dla
    niej jest poświęcenie się w imię altruizmu. Nauczyć się prowadzić samochód nie
    oznacza automatycznie, że będziesz chciał go prowadzić. Tu problem jest w czym
    innym, jest poważniejszy i to, czy możesz się posłużyć asertywnością, czy nie,
    ma dla niego drugorzędne znaczenie.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 22.07.08, 10:27
    tak sie ucza, ze sie nauczyc nie moga. prosze pana, na moziomie lzejszym wziecia
    sie w garssc, to jest dobre, i bieganie i pompki sa dobre, i wtedy mozna mowic o
    postawie i lapaniu formy, a w zasadzie nawet to nie to tylko szerzenie pewnych
    nowych kulturowo wzorcach zachowan. czyli szkolenia w pracy. ale jak mowimy o
    osobach zaburzonych i terapiach to w gre wchodza zaburzenia emocjonalne
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dolor 22.07.08, 12:04
    A jak o terapiach osób zaburzonych mówimy, to nie mamy o czym mówić. Malowanie i
    robienie kolaży to też na terapiach, asertywność przynajmniej bardziej
    przydatna. Ale wyleczyć się tym nie wyleczy.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 22.07.08, 12:21
    nie zabardzo rozumiem, co to znaczy wyleczyc asertywnoscia. rozumiem co to
    znaczy asertywnosc jako cel do osiagniecia depresiaczkow, moze i cel wyleczenia
    to jest. ja tu nie widze zadnej techniki.
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • dolor 22.07.08, 12:36
    "Asertywność nie jest kolejnym złotym środkiem na życie. Czasem trzeba być
    asertywnym, a czasem nie. Jednak warto posiadać tę umiejętność, gdyż dzięki niej
    możemy obronić własną godność, poczuć się lepiej, nabrać do siebie szacunku,
    załatwić trudne, często wydawałoby się nieosiągalne sprawy i zmniejszyć lęk."
    Skoro to twierdzi trener asertywności, nie rozumiem, jak można ją nazwać celem.
    Po prostu, tak jak trening biegowy, nikogo z niczego nie wyleczy, choć przydać
    się może.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • dolor 22.07.08, 13:03
    A argument, że to sztuczka - w tym samym artykule:
    "Asertywne zachowanie, to zachowanie grzeczne i uprzejme, acz stanowcze. A
    przede wszystkim szczere i prawdziwe. Jeśli nie będzie szczere - inni
    natychmiast to zauważą."
    A potem: "Można czytać książki i nauczyć się kilku formułek, ale trzeba też
    pamiętać, że oprócz słów komunikujemy się z ludźmi także ciałem. Językiem ciała
    przekazujemy ok. 70 proc. informacji. Jeśli język ciała będzie sprzeczny z tym,
    co mówimy, rozmówca wyczuje fałsz i nam nie uwierzy. Dlatego lepiej uczyć się
    asertywności pod czyimś okiem." I "Najważniejsze, by posiąść technikę, nauczyć
    się kilku zwrotów i je trenować. Na początku mogą się nam wydawać sztuczne,
    jednak po jakimś czasie staną się częścią nas samych, łatwiej nam będzie ich
    używać, zwłaszcza w sytuacjach zaskoczenia lub zdenerwowania."

    Czyli wystudiowana prawda sceniczna, służąca temu, by być bardziej szczerym tam,
    gdzie naturalnym odruchem jest, by szczerym nie być.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 22.07.08, 15:57

    > Czyli wystudiowana prawda sceniczna,
    istnieje sprzezenie zwrotne pomiedzy postawa ciala czlowieka, a
    jego "samopoczuciem", wiec ta sama zasada moze wystepowac takze w
    przypadku uzywanego przez ludzi języka

    służąca temu, by być bardziej szczerym tam
    > ,
    > gdzie naturalnym odruchem jest, by szczerym nie być.
    nie
    bo sam sobie wybierasz czy w danym momencie chcesz to stosowac lub
    nie
  • micaela 22.07.08, 23:14
    > Czyli wystudiowana prawda sceniczna, służąca temu, by być bardziej szczerym tam
    > ,
    > gdzie naturalnym odruchem jest, by szczerym nie być.

    i dlatego terapie behawioralne same w sobie sa gowno warte.

    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • nienill 22.07.08, 15:54

    > Skoro to twierdzi trener asertywności, nie rozumiem, jak można ją
    nazwać celem.
    jest celem, bo gdy zdobedziesz te umiejetnosc to mozesz o sobie
    powiedziec, ze jestes "zdrowy"

    > Po prostu, tak jak trening biegowy, nikogo z niczego nie wyleczy,
    jest jednym z "objawow" tego, ze ktos jest "wyleczony"
  • nienill 22.07.08, 16:06
    nienill napisała:

    > jest jednym z "objawow" tego, ze ktos jest "wyleczony"
    jesli dana osoba nie wie czego chce i nie ma kontaktu ze swoim
    wnetrzem ta nie ma takze mozliwosci, aby wyrazac to na zewnatrz.
    jesli uwazasz, ze nalezy ci sie szacunek to nie pozwolisz na
    ponizanie ciebie przez innych ludzi.
    jesli uwazasz, ze masz prawo miec wlasne pragnienia i doswiadczac
    pelnej gamy uczuc, to nie boisz sie tego powiedziec glosno i nie
    czujesz lęku przed krytyka innych.
    jesli szanujesz siebie, zdajesz sobie sprawde z tego, ze pewne
    zachowania i słowa ranią, to autmatycznie pojawia sie także empatia
    i czlowiek przestaje bez sensu i bezmyslnie ranic innych ludzi.

    dla mnie wniosek jest prosty: jesli dana osoba jest zdorwa, nie ma
    wielu konfliktów wewnetrznych i nie musi walczyc ze swoimi
    frustracjami to asertywnosc nie jest dla niej zadną "sztuczką"-jest
    nabardziej naturalną rzeczą na świecie
  • dolor 22.07.08, 16:41
    nienil napisała:
    > istnieje sprzezenie zwrotne pomiedzy postawa ciala czlowieka, a
    > jego "samopoczuciem", wiec ta sama zasada moze wystepowac takze w
    > przypadku uzywanego przez ludzi języka

    Nie udowodnione. Choć samopoczucie wyraża się postawą, w żadnej mierze zmiana
    postawy nie wpłynęła u mnie na samopoczucie, to tylko jedna z terapeutycznych bajek.

    >bo sam sobie wybierasz czy w danym momencie chcesz to stosowac lub
    nie (...)
    >jest celem, bo gdy zdobedziesz te umiejetnosc to mozesz o sobie
    powiedziec, ze jestes "zdrowy"

    nie jest prawdziwe. Skoro posiadłem umiejętność podcięcia sobie żył, to mogę o
    sobie powiedzieć "jestem niezdrowy"? Problem nie tkwi w posiadaniu umiejętności,
    problemem jest to, co i kiedy wybieramy.

    > jesli dana osoba nie wie czego chce i nie ma kontaktu ze swoim
    > wnetrzem ta nie ma takze mozliwosci, aby wyrazac to na zewnatrz.
    > jesli uwazasz, ze nalezy ci sie szacunek to nie pozwolisz na
    > ponizanie ciebie przez innych ludzi.
    > jesli uwazasz, ze masz prawo miec wlasne pragnienia i doswiadczac
    > pelnej gamy uczuc, to nie boisz sie tego powiedziec glosno i nie
    > czujesz lęku przed krytyka innych.
    > jesli szanujesz siebie, zdajesz sobie sprawde z tego, ze pewne
    > zachowania i słowa ranią, to autmatycznie pojawia sie także empatia
    > i czlowiek przestaje bez sensu i bezmyslnie ranic innych ludzi.
    >
    > dla mnie wniosek jest prosty: jesli dana osoba jest zdorwa, nie ma
    > wielu konfliktów wewnetrznych i nie musi walczyc ze swoimi
    > frustracjami to asertywnosc nie jest dla niej zadną "sztuczką"-jest
    > nabardziej naturalną rzeczą na świecie

    "Niestety, w naszej kulturze zachowania asertywne są na prawdę rzadkie. " - tak
    twierdzi trener asertywności. Czy zatem prostym wnioskiem jest: zaburzenie
    psychiczne jest częste? Jeśli nie, czemu zdrowi muszą się asertywności dopiero
    nauczyć? Do treningu nie potrzeba żadnych kontaktów z wnętrzem, dostajesz garść
    przykładowych zdań, jakimi się należy posługiwać, a w ćwiczonych scenkach
    poprawią twoje gesty. I tyle, nie ma żadnego cudownego docierania do wypartych
    emocji.





    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 22.07.08, 17:11

    > Nie udowodnione. Choć samopoczucie wyraża się postawą, w żadnej
    mierze zmiana
    > postawy nie wpłynęła u mnie na samopoczucie, to tylko jedna z
    terapeutycznych b
    > ajek.
    jezeli czegos sam nie jestes w stanie odczuc, to jeszcze nie
    oznacza, ze to "bajka"

    <ale ja ja jestem osobą, na którą tricki pana lowena jednak
    działają, wiec w tym przypadku sie nie dogadamy>



    > Skoro posiadłem umiejętność podcięcia sobie żył, to mogę o
    > sobie powiedzieć "jestem niezdrowy"?
    hehe
    moim zdaniem tak :)
    ja nie uznaje czegos takiego jak samobojstwo "z rozsadku"


    > ,Problem nie tkwi w posiadaniu umiejętności
    chyba podales zły przyklad takiej umiejetnosci

    > problemem jest to, co i kiedy wybieramy.

    [tak na marginesie: w dalszym ciagu nie rozumiem o co ci chodzi]


    > "Niestety, w naszej kulturze zachowania asertywne są na prawdę
    rzadkie. " - tak
    > twierdzi trener asertywności.
    ...a rodzina jest organizacja przestepcza itp itd

    i ja sie z tym zgadzam.
    nie rozumiem tylko do czego zmierzasz


    Czy zatem prostym wnioskiem jest: zaburzenie
    > psychiczne jest częste?
    TAK

    nie ma osoby, kotra jest CALKOWICIE zdrowa. kazdy ma zaburzenia
    mniejsze lub wieksze.
    ...a ze "wiekszosc" ma jednak "wieksze" to staly se one "normą", co
    wcale nie oznacza, ze sa one normalne(czytaj: zdrowe i sensowne)

    Jeśli nie, czemu zdrowi muszą się asertywności dopiero
    > nauczyć?
    bo czlowiek jest istota spoleczna i niemal wszystkiego musi sie
    nauczyc od innych ludzi. asertywnos to taka sama umiejetnosc jak
    poslugiwanie sie mową. rozumiem, ze zdrowe noworodki powinny od razu
    umiec skladac pelne zdania??

    Do treningu nie potrzeba żadnych kontaktów z wnętrzem, dostajesz
    garś
    > ć
    > przykładowych zdań, jakimi się należy posługiwać, a w ćwiczonych
    scenkach
    > poprawią twoje gesty.
    I tyle, nie ma żadnego cudownego docierania do wypartych
    > emocji.
    aaaaa!!!!!
    o kursy ci chodzi??!!!

    a wiec moim zdaniem to takie kursy przy nerwicy to juz na samym
    poczatku mozna sobie wsadzic...
    (a dlaczego to napisalam w poprzednim poscie)
  • dolor 22.07.08, 17:49
    nienill napisała:

    > <ale ja ja jestem osobą, na którą tricki pana lowena jednak
    > działają, wiec w tym przypadku sie nie dogadamy>

    A cukrowe tabletki? Wszystko działa, bioenergoterapia, akupunktura, EFT, nie
    robią nic innego, tylko działają, na niektórych, tylko jakoś wcześniej czy
    później okazują się oni niezdrowi.

    > > Skoro posiadłem umiejętność podcięcia sobie żył, to mogę o
    > > sobie powiedzieć "jestem niezdrowy"?
    > hehe
    > moim zdaniem tak :)
    > ja nie uznaje czegos takiego jak samobojstwo "z rozsadku"

    A ja owszem. Obozy koncentracyjne, przesłuchania, pożar w zamkniętym
    pomieszczeniu itp (tylko przy tym ostatnim nie żyły...)
    >
    > > ,Problem nie tkwi w posiadaniu umiejętności
    > chyba podales zły przyklad takiej umiejetnosci
    >
    Prawy sierpowy będzie lepszy?
    Albo prysznic, brany raz na dwa lata albo 20 razy dziennie?

    > > problemem jest to, co i kiedy wybieramy.
    >
    > [tak na marginesie: w dalszym ciagu nie rozumiem o co ci chodzi]

    Czego konkretnie? Czy anorektyczka nie wie, jak się zdrowo odżywiać, nie
    potrafi przygotować pełnowartościowego posiłku? Tylko wybiera coś innego.
    >
    > > "Niestety, w naszej kulturze zachowania asertywne są na prawdę
    > rzadkie. " - tak
    > > twierdzi trener asertywności.
    > ...a rodzina jest organizacja przestepcza itp itd
    > i ja sie z tym zgadzam.
    > nie rozumiem tylko do czego zmierzasz
    > Czy zatem prostym wnioskiem jest: zaburzenie
    > > psychiczne jest częste?
    > TAK

    Skoro tak, to nie ma problemu. Wszyscy są chorzy prócz niektórych ludzi sukcesu.
    >
    > nie ma osoby, kotra jest CALKOWICIE zdrowa. kazdy ma zaburzenia
    > mniejsze lub wieksze.

    > ...a ze "wiekszosc" ma jednak "wieksze" to staly se one "normą", co
    > wcale nie oznacza, ze sa one normalne(czytaj: zdrowe i sensowne)

    Definicję zaburzenia psychicznego poproszę . Którąkolwiek. Inaczej będzie jak z
    Bertradą: dane słowo oznacza to, co lepiej pasuje do mojego wcześniejszego wywodu.

    > Jeśli nie, czemu zdrowi muszą się asertywności dopiero
    > > nauczyć?
    > bo czlowiek jest istota spoleczna i niemal wszystkiego musi sie
    > nauczyc od innych ludzi. asertywnos to taka sama umiejetnosc jak
    > poslugiwanie sie mową. rozumiem, ze zdrowe noworodki powinny od razu
    > umiec skladac pelne zdania??

    Oczywiście nie, ale nikt nie twierdzi, że nauka posługiwania się mową jest celem
    terapii zburzeń psychicznych. Jest tylko bardzo przydatną umiejętnością, prawda?
    Chyba że zły przykład...
    >
    > Do treningu nie potrzeba żadnych kontaktów z wnętrzem, dostajesz
    > garś
    > > ć
    > > przykładowych zdań, jakimi się należy posługiwać, a w ćwiczonych
    > scenkach
    > > poprawią twoje gesty.
    > I tyle, nie ma żadnego cudownego docierania do wypartych
    > > emocji.
    > aaaaa!!!!!
    > o kursy ci chodzi??!!!
    >
    > a wiec moim zdaniem to takie kursy przy nerwicy to juz na samym
    > poczatku mozna sobie wsadzic...
    > (a dlaczego to napisalam w poprzednim poscie)

    A co innego jak nie kursy? To przecież psychologowie wymyślili asertywność i oni
    jej uczą. Chyba że masz własną metodę i dzięki niej Ty lub ktokolwiek stał się
    zdrowy.

    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 22.07.08, 18:09
    dolor napisał:
    na niektórych,
    tylko jakoś wcześniej czy
    > później okazują się oni niezdrowi.
    ja nie oczekuje, ze mnie to w jakikolwiek sposob uzdrowi, wiec nie
    widze tu zadnego problemu

    > A ja owszem. Obozy koncentracyjne, przesłuchania, pożar w
    zamkniętym
    > pomieszczeniu itp (tylko przy tym ostatnim nie żyły...)
    to nie jest rozsadek. to desperacja, ktora z definicji nie jest
    stanem zdrowym


    > > > ,Problem nie tkwi w posiadaniu umiejętności
    > > chyba podales zły przyklad takiej umiejetnosci
    > >
    > Prawy sierpowy będzie lepszy?
    zdecydowanie

    > Czego konkretnie? Czy anorektyczka nie wie, jak się zdrowo
    odżywiać, nie
    > potrafi przygotować pełnowartościowego posiłku? Tylko wybiera coś
    innego.
    nazwanie tego "wyborem" to bardzo przykre i bolesne dla osob chorych
    na anoreksje kłamstwo, bezmyslność lub głupota

    > Skoro tak, to nie ma problemu. Wszyscy są chorzy prócz niektórych
    ludzi sukcesu
    boli cie to???

    > Definicję zaburzenia psychicznego poproszę . Którąkolwiek.
    nie widze potrzeby. skoro tego nie "czujesz" to zadna definicja ci
    nie pomoze w zrozumieniu.

    > Oczywiście nie, ale nikt nie twierdzi, że nauka posługiwania się
    mową jest cele
    > m
    > terapii zburzeń psychicznych. Jest tylko bardzo przydatną
    umiejętnością, prawda
    > ?
    nieprawda
    jest umiejetnoscia niezbedna do dobrego funkcjonowania w
    spoleczenstwie

    > Chyba że zły przykład...
    dobry przylad


    > A co innego jak nie kursy?
    psychoterapia
    jesli ona zadziala to wystarczy potem jedna ksiazka i troche
    samodzielnego treningu

    > To przecież psychologowie wymyślili
    NIE _wmymyslili_

    asertywność i on
    > i
    > jej uczą.
    bo srodowisko jest pieprzniete, wiec probuja czasami temu zaradzic
    jesli jest takie zapotrzebowanie i grupka osob chetna za to zaplacic
  • dolor 22.07.08, 18:57
    nienill napisała:

    > > A ja owszem. Obozy koncentracyjne, przesłuchania, pożar w
    > zamkniętym
    > > pomieszczeniu itp (tylko przy tym ostatnim nie żyły...)
    > to nie jest rozsadek. to desperacja, ktora z definicji nie jest
    > stanem zdrowym

    Nie jest stanem, jest reakcją, jak żałoba choćby. Zdrową reakcją na pewną sytuację.

    > > Czego konkretnie? Czy anorektyczka nie wie, jak się zdrowo
    > odżywiać, nie
    > > potrafi przygotować pełnowartościowego posiłku? Tylko wybiera coś
    > innego.
    > nazwanie tego "wyborem" to bardzo przykre i bolesne dla osob chorych
    > na anoreksje kłamstwo, bezmyslność lub głupota

    Niezręczność, ale właściwie dotyka jednak istoty problemu: po prostu nie można
    podjąć innego wyboru niż ten, który jest szkodliwy. I dokładnie o to mi
    chodziło, chyba jesteś dość rozsądna, by nie podejrzewać, że uznaję anoreksję
    jako kaprys.
    >
    > > Skoro tak, to nie ma problemu. Wszyscy są chorzy prócz niektórych
    > ludzi sukcesu
    > boli cie to???

    Cieszy, skoro prawie wszyscy chorujemy psychicznie, od dziś upieram się, że
    jestem normalny.
    >
    > > Definicję zaburzenia psychicznego poproszę . Którąkolwiek.
    > nie widze potrzeby. skoro tego nie "czujesz" to zadna definicja ci
    > nie pomoze w zrozumieniu.
    >
    Ten chwyt stosuje się, gdy zaczyna brakować argumentów. Uwierz mi jednak, że jak
    coś dobrze się uzasadni, zdarza mi się nie tylko to zrozumieć, ale i zgodzić się
    z tym. Mistyczne "czucie czegoś" to domena raczej religii, nie nauki.

    > > Oczywiście nie, ale nikt nie twierdzi, że nauka posługiwania się
    > mową jest cele
    > > m terapii zburzeń psychicznych. Jest tylko bardzo przydatną
    > umiejętnością, prawda
    > > ?
    > nieprawda
    > jest umiejetnoscia niezbedna do dobrego funkcjonowania w
    > spoleczenstwie

    Tylko dlatego, że tak mową, jak i np. pieniędzmi, posługujemy się niemal
    wszyscy. A asertywnością ilu?

    > > A co innego jak nie kursy?
    > psychoterapia
    > jesli ona zadziala to wystarczy potem jedna ksiazka i troche
    > samodzielnego treningu

    I u kogo to zadziałało? Która z licznych, sprzecznych metod psychoterapii jest
    tą właściwą, poprzedzającą jedną książkę?
    I czy terapia, która zadziałała, nie powinna sama uzdrowić? Bez konieczności
    książki i treningu?
    >
    > > To przecież psychologowie wymyślili
    > NIE _wmymyslili_

    Więc odkryli i nazwali, wymyślając jednocześnie, jak się tego nauczyć (oraz
    przyczyny, dla których nie posiadasz umiejętności, którą mało kto posiada,
    wywodzące się z dzieciństwa itd.)
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 22.07.08, 19:13
    dolor napisał:

    >chyba jesteś dość rozsądna, by nie podejrzewać, że uznaję anoreksję
    > jako kaprys.
    im dluzej z toba rozmawiam tym wieksze mam watpliwosci

    > Ten chwyt stosuje się, gdy zaczyna brakować argumentów.
    albo sily

    nie ma zamiaru tutaj ksiazki pisac tylko po to, zeby... nawet nie
    wiem po co
  • dolor 22.07.08, 19:20
    Trudno. Przyjdzie mi umrzeć nieprzekonanym:)
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • micaela 22.07.08, 23:12

    --
    to mówiłem ja, jarząbekdolor napisał:

    > "Asertywność nie jest kolejnym złotym środkiem na życie. Czasem trzeba być
    > asertywnym, a czasem nie. Jednak warto posiadać tę umiejętność, gdyż dzięki nie
    > j
    > możemy obronić własną godność, poczuć się lepiej, nabrać do siebie szacunku,
    > załatwić trudne, często wydawałoby się nieosiągalne sprawy i zmniejszyć lęk."
    > Skoro to twierdzi trener asertywności, nie rozumiem, jak można ją nazwać celem.

    a ja nie rozumiem co pan tu robi, skoro szczunek do siebie, poczucie sie lepiej
    i obizenie leku nie jest celem. osobiscie bralem udzial w terapii o
    asertywnosci, i cos czytalem i nigdzie, nie wychodzi sie poza definicje
    asertywnosci i techink jak ja osiagnac nie daje, mowi tylko ze nalezy byc
    asertywnym.

    trening ktory nie dziala, dla tych ktorych ma dzialac najbardziej. trener
    asertywnosci nie powie jak zmniejszyc lek ( czyzby to byli terapeuci zaburzen
    lekowych?), tylko wiadomo ze asertywny bedziesz jesli tego leku miec nie bedziesz
  • dolor 23.07.08, 11:43
    micaela napisała:

    > a ja nie rozumiem co pan tu robi, skoro szczunek do siebie, poczucie sie lepiej
    i obizenie leku nie jest celem.

    Długo by pisać, co tu robię, ale z lękiem akurat nie mam większych problemów,
    raczej z okresową pustką. A z tym szacunkiem, to nawet nie problem, co zrobić,
    by być godnym szacunku, tylko co zrobić, by naprawdę czuć, że tego potrzebuję,
    by szacunek do siebie dawał zadowolenie. A tak i nie chcę szacunku, i nie chcę
    pogardy, i nie chcę żyć, i nie chcę się zabić, a jednocześnie tęskno za jakąś
    konsekwencją w działaniu. To wszystko musi być gdzieś wcześniej, nie w
    umiejętności, tylko w powiązaniu między osiągnięciem czegoś, a mechanizmem
    nagrody. Bo jak próbujesz na logikę, znajdziesz zawsze więcej wad niż zalet,
    głupoty niż mądrości, ale zdrowi ludzie nie zachowują się racjonalnie, oni tylko
    racjonalizują. Za cholerę nie wiem, jak się można z tego wszystkiego wyplątać,
    może najlepsze, co można, to przekonująco udawać, w każdym razie te wszystkie
    recepty na normalność kupy się nie trzymają, też tworzone przez sytych nie
    rozumiejących głodnego, wziąć dwa, trzy podobne objawy i wrzucić wszystko do
    jednej kategorii, a to przecież mózgami ludzie różnią się najbardziej, nie
    tarczycą, trzustką, nadnerczami. Nawet nie umiem zrozumiale o tym napisać.

    A z asertywnością? No właśnie, pewnie naprawdę dobry trener to ten, który nauczy
    dobrze odgrywać rolę, tylko nie każdemu może o tym szczerze powiedzieć. A jak
    odgrywasz daną rolę dostatecznie długo, możesz się z nią utożsamić, aktorom to
    się zdarzało.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • abasia471 24.07.08, 02:36
    Nie wdając się w polemiki, co do istoty, asertywności, powiem jak
    ja rozumiem tę kwestię. Uważam się za osobę asertywną, chociaż moje
    reakcje nie zawsze są takie, jakie zakłada ten termin. Czasami
    uznaję, że bardziej mi odpowiada ominięcie jakiegoś tematu, czy
    osoby, aniżeli wdawanie się w polemiki i przedstawianie swoich
    racji. Niektóre sytuacje nie zasługują, żeby się nimi zajmować, bo
    szkoda energii i wtedy pragmatycznie jest się wycofać, bez
    udowadniania swoich racji. Innym razem, gdy sprawa jest dla mnie
    ważna mówię, co myślę i nie mam większych oporów. Ja nie zupa
    pomidorowa, że wszyscy muszą mnie lubić, więc mogę sobie pozwolić
    na bycie sobą. Taka postawa ułatwia mi też kontakt z innymi ludźmi,
    bo skoro sobie przyznaję prawo do zachowań zgodnych z własnymi
    poglądami, to nie dziwi mnie, gdy inni tak robią. Lubię ludzi, po
    których wiem czego się spodziewać. Jeżeli ktoś otwarcie wyraża
    swoje zdanie, ryzykując, że komuś może się to nie spodobać, to mam
    podstawy przypuszczać, że jest szczery a to lubię. Kiedy ktoś mnie
    zirytuje a w mojej ocenie nie zasługuje na dobre traktowanie
    odpuszczam sobie kurtuazję i zamiast grzecznej asertywności jestem
    po prostu złośliwa. Sprowadzam delikwenta do parteru i nie
    analizuję, czy komuś się to podoba, czy nie. Mam poczucie
    wewnętrznej wolności a to pozwala mi zachowywać się swobodnie. Nie
    zawsze tak było, bo w moim rodzinnym domu byłam wychowywana bardzo
    rygorystycznie (czyt. rodzice zawsze mają rację, siedź cicho i nie
    protestuj) i miałam duże problemy z artykułowaniem własnych
    potrzeb. Asertywności nauczyłam się od męża. Zobaczyłam, że ten
    facet żyje jak chce, nie przejmuje się ocenami innych i umie mówić
    co naprawdę myśli a mimo to ludzie go lubią . Tak mi się to
    spodobało, że też tak chciałam. Na początku szło mi opornie, bo
    brak mi było odwagi i zżerały mnie nerwy, ale ćwiczenie czyni
    mistrza, więc za każdym razem było lepiej. Kiedy się przekonałam,
    jak dobrze czuje się człowiek, który zachowuje się zgodnie ze sobą
    nie chciałam już być grzeczną potakiwaczką.
    --
    Poczucie humoru i cierpliwość to wielbłądy, na których przebędę
    wszystkie pustynie.
  • dolor 24.07.08, 09:15
    Niezręczna dla mnie ta rola eksperta od asertywności, nie jestem ani jakimś
    wielkim entuzjastą tej metody, ani nie kończyłem kursów, starałem się tylko
    trochę na ten temat poczytać i przeanalizować te teksty. A pierwsza rzecz, jaką
    w dyskusjach o asertywności zwykle słyszę, to to, co ktoś za asertywną postawę
    uznaje, a nie jak te zachowania są definiowane i jakie warunki muszą spełniać.
    Asertywność to nie sama obrona własnej pozycji, bo wtedy faktycznie nie sposób
    byłoby go odróżnić od agresji, czyli tytułowego chamstwa. To bardzo specyficzny
    sposób tej obrony, z tym koniecznym założeniem "ja jestem ok, ty jesteś ok", w
    przeciwieństwie do agresji: "ja jestem ok, ty nie jesteś ok". Czyli używając
    Twoich porównań, asertywny musi być jak ta zupa pomidorowa tak, by nawet osoby,
    których nie cenimy wysoko, miały szansę czuć do nas sympatię. Na dodatek używa
    się do tego specyficznego języka, w którym nie ma miejsca na poniżanie rozmówcy
    i w którym opisuje się własne odczucia, tak je właśnie nazywając, a nie
    zachowania i osoby. Większość Twoich postów jest agresywna (choć akurat żaden z
    Tych kierowanych do mnie, między innymi dlatego się wypowiadam), i choć
    oczywiście o wiele lepiej jest wyładowywać agresję na forum, czy na osobach,
    których nie lubimy, niż czynić to tym, dla których mamy żywić cieplejsze
    uczucia, to jednak nazwanie tego asertywnością wydaje mi się nadużyciem i tylko
    utrudnia zrozumienie, o co chodzi. Innymi słowy asertywnego nigdy bulterierem
    nie nazwą.
    --
    "Ale czuł też ulgę, jak człowiek, który ostatecznie przekonał się, że nigdy nie
    będzie szczęśliwy."(Pamuk)
  • nienill 24.07.08, 13:44
    Innymi słowy asertywnego nigdy bulterierem
    > nie nazwą.
    patrz: pani kontrreformacja, ktora moze sobie na forum pisac co
    tylko chce i jakos nikt sie jej nie czepia
  • nienill 21.07.08, 12:02
    micaela napisała:
    a mnie intersuje czego brakuje czlowiekowi, ktoremu ta
    > asertywnosc jest potrzebna.
    niczego
    wszystkim ludziom jest potrzebna, ale nie wszyscy sa tego swiadomi

    naprawde wlasnie TO cie interesuje?
  • nienill 20.07.08, 17:27
    micaela napisała:

    > ale czy osiagnac ja mozna bez chamstwa?
    byc moze na tych kursach sa w stanie czlowieka tak wytresowac, aby
    to chamstwo sie nie pojawilo-nie wiem, nie bylam
    ale jesli probuje sie samemu cos ze soba zrobic po latach bycia
    chrobliwie uleglym i zaszczutym, to jednak tej agresji jest zbyt
    duzo, aby nad nia calkowicie panowac. zawsze cos sie przecisnie
    przez zeby pomimo najlepszych checi

    mozna z osoby uleglej wskoczyc odrazu na stopien osoby
    > asertywnej?
    ja uwazam, ze to byloby wrecz nieludzkie (..czyli ze zawsze znajda
    sie osoby, ktore beda twierdzily, ze jednak da sie i im sie to
    udalo :/)

    cz jednak trzeba obudzic ta agresje, zeby jak mowila bercia, nie
    > udawac, tylko byl odpowiedni podklad pod asertywnosc.
    agresja to tez jakas energia, ktora czesto da sie w fajny sposob
    wykorzystać


    jakiś ładnie napisany podrecznik mowil, ze mozna sie wsciekac,
    wrzeszczes na cale gardlo i wyrzucac z siebie wszelkie "negatywne"
    emocje i w dalszym ciagu byc asertywnym, bo tutaj przede wszystkim
    chodzi o bycie autentycznym, mowienie o swoich pragnieniach i
    emocjach oraz uzywanie odpowiedniego języka; silne emocje nie musza
    byc w tym przypadku przeszkodą.
    złość moze byc niezbedna to rozpoczecia walki o swoją "godność", na
    paczatku jej poklady moga byc ogrone, a ze czlowiek ma wyrobione
    fatalne nawyki to pojawia sie wtedy tez chamstwo, czy sie tego chce
    czy nie. potem nalezy cwiczyc i po jakims czasie zapewne to wszystko
    zakonczy sie hapy endem
  • dd.inversus 20.07.08, 17:31
    nienill napisała:

    > złość moze byc niezbedna to rozpoczecia walki o swoją "godność", na
    > paczatku jej poklady moga byc ogrone, a ze czlowiek ma wyrobione
    > fatalne nawyki to pojawia sie wtedy tez chamstwo, czy sie tego chce
    > czy nie. potem nalezy cwiczyc i po jakims czasie zapewne to wszystko
    > zakonczy sie hapy endem

    ładne. ale lepiej nadziei unikać
    nawykać za to do siebie w najgorszym
    pasywno - agresywnym wydaniu
  • nienill 20.07.08, 17:34
    dd.inversus napisała:

    > ładne. ale lepiej nadziei unikać
    > nawykać za to do siebie w najgorszym
    > pasywno - agresywnym wydaniu
    twoj wybor
  • dd.inversus 20.07.08, 17:39
    przyznanie, że nie ma wyboru
    to nie do końca wybór

    ale dobrze wyczytać w necie
    że ma się prawo wybierania
  • nienill 20.07.08, 20:43
    > cz jednak trzeba obudzic ta agresje, zeby jak mowila bercia, nie
    > > udawac, tylko byl odpowiedni podklad pod asertywnosc.
    > *agresja to tez jakas energia, ktora czesto da sie w fajny sposob
    > wykorzystać
    tylko przepisalam bezmyslnie to co bylo wyzej


    i byc moze w innych miejscach tez, ale juz mi sie nie chce szukac ;p
  • laurpi 20.07.08, 23:42
    też tak kiedyś myślałam, że to działa jak sinusoida, że z uległej
    postawy jak się dąży do asertywności, czyli w górę do osi x, to w
    końcu musi być moment jej przecięcia i się wchodzi w pole agresji.
    Wtedy na terapii zarzucono mi zachowania agresywno-obronne.
    Najgorzej, ze ta agresja trochę weszła mi w nawyk i być może
    zaczęłam się wyżywać na innych za to, co mnie kiedyś zrobiono.
    Teraz myślę, że może to była wymówka. Ale taka się stałam (nie wiem,
    może to czasowy zbieg okoliczności) dość króko po ukończeniu kursu
    asertywności, a bezpośrednio wcześniej terapii dda. już pod koniec
    terapii moja terapeutka powiedziała mi (coś tam zauważyła w tym, co
    jej opowiadałąm), że teraz próbuję się wyżywać na innych dda, ze tak
    nie można itd.Po tym stwierdzeniu stracilam do niej zaufanie i
    zakończyłam terapie. termin był taki, ze terapia i tak właściwie się
    konczyła i terapeutka powiedziała, ze jeśli już czuję, ze chcę
    konczyć, to właśnie trzeba kończyć. 2 lata później wylądowałam w
    szpitalu po raz pierwszy w życiu z poważnym załamaniem.
    Teraz sądzę, ze to była wymówka, ze trzeba się otrzeć o agresję, jak
    się dąży do asertywności. chociaż uczono mnie, że są różne
    zachowania i zależnie od okoliczności zawsze można wybierać:
    asertywność, uległość albo agresja. Są takie sytuacje, ze lepiej
    jest wybrać agresję. ale, podobno, asertywność najbardziej się
    opłaca.
  • demole 21.07.08, 00:27
    nadaj komunikat,bo jestesmy zgubieni
    sos sos toniemy
    -haloo ,a co nas to obchodzi,
    miłego zanurzenia zyczymy



    nie tak,baranie !
    sos statek z ładunkiem złota zagrożony zatonięciem..
    - złota powiadasz ??
    --
  • micaela 21.07.08, 10:16
    po kazdy madry jaki byl glupi, a moze wazniejsza jest droga a nie cel.
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • mskaiq 21.07.08, 04:23
    Ludzie ktorzy sie boja sie wyrazic swoja opinie czesto uzywaja
    agresji aby przezwyciezyc strach przed wypowiedzia.
    Rezultatem takiego dzialania jest zwykle atak na druga osobe, albo
    na ludzi i ten atak czesto bywa chamski.
    Aby byc asertywnym trzeba pokonac strach, bo to on nie pozwola na
    wyrazanie opini.
    Serdeczne pozdrowienia.


  • micaela 21.07.08, 10:14
    nie do konca sie zgodze. owszem agresja z leku moze wynikac, ale jej brak takze.

    asertywnosc jest cywilizowniem walki, a raczej stanem po zwyciekiej walce, a nie
    ucieczki.

    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • mskaiq 21.07.08, 13:52
    Wynikiem leku moze byc rowniez wycofanie sie. W takim przypadku lek
    nie pozwala na zadna wypowiedz.
    Kiedy wycofujemy sie wtedy pojawia sie silne uczucie powiedzenia
    tego co nam doskwiera i to uczucie rosnie az w koncu decydujemy sie
    powiedziec co myslimy i robimy to w taki sposob w jaki umiemy czyli
    za pomoca zlosci bo tylko w taki sposob umiemy pokonac strach.
    Kiedy nauczymy sie pokonywac strach wtedy jestesmy w stanie
    komunikowac nasze odczucia bez zlosci i bez strachu a to oznacza
    komunikacje asertywna.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • micaela 21.07.08, 23:04
    naprawde nie informuj mnie czym jest asertywnosc bo jeszcze rok temu bylo ci to
    pojecie zlowrogie, jak o nim sie pisalo na forum i sproboj zrozumiec co do
    ciebie sie pisze a nie powtarzaj tego samego ciagle
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • mskaiq 22.07.08, 04:28
    Ja wyrazam Micaela moja opinie, rok temu wyrazalem moje opinie
    rowniez i zawsze robie to asertywnie, bez obrazania ludzi.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • micaela 22.07.08, 09:43
    to ze nie przeklniesz w poscie to nie znaczy ze robisz cos asertywnie. twoje
    wypowiedzi, w ktorych robisz za mentora, pouczasz ludzi, nieustannie
    projektujesz, nie maja nic wspolnego z asertywnoscia. jak samemu sie jest OK, a
    inni nie sa OK, to jest agresja panie mask, chocby w najbardziej slodkim wydaniu.
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • mskaiq 22.07.08, 14:16
    Przedstawiam moj punkt widzenia, nie podwazam innej osoby punktu
    widzenia, nawet jesli sie nie zgadzam z druga osoba.
    Mysle ze Twoj sposob interprwetowania wypowiedzi innych ludzi jest
    negatywnie pesonaly. W wypowiedziach dostrzegasz pouczanie,
    mentorstwo, albo jakas inna negatywnosc.
    To wywoluje u Ciebie zlosc i dlatego bardzo wiele Twoich wypowiedzi
    zamiast dotyczyc dyskutowanego problemu skupia sie na ataku na druga
    osobe. Nie mniej ostatnio nastapila bardzo duza zmiana w Twoim
    podejsciu, jest znacznie mniej emocji, ptrafisz dostrzec ze Twoje
    wypowiedzi sa bardzo agresywne i nawet za to przeprosic.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • micaela 22.07.08, 23:22
    mskaiq napisał:

    > Przedstawiam moj punkt widzenia, nie podwazam innej osoby punktu
    > widzenia, nawet jesli sie nie zgadzam z druga osoba.

    przedstawialbys swoj punkt widzenia gdybys sie wypowiadal na jakis temat, a jak
    sie wypowiadasz na czyis i jeszcze krytyke robisz to juz nie jest neutralny
    punkt widzenia. ile w twoich postach jest slow TY, Ty musisz, Ty nie
    mozesz,.....Mskaiq z piedestaly, pokazuje ludziom co maja a czego nie maja
    robic. prosze nie pisz o krytyce personalnej bo nic innego tu robic nie umiesz.


    Nie mniej ostatnio nastapila bardzo duza zmiana w Twoim
    > podejsciu, jest znacznie mniej emocji, ptrafisz dostrzec ze Twoje
    > wypowiedzi sa bardzo agresywne i nawet za to przeprosic.

    a nie pomyslales ze jestes wodzony za nos, ze przeklinam bo chcesz, czytac
    przeklenstwa, i nauczac? myslisz ze jestes tutaj komus potrzebny? a moze jestes
    wciagany. na foryum nie ma mojej emocjonalnosci od dawna panie mask.

    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • micaela 22.07.08, 23:26
    skoro twoje wypowiedzi sa asertywne czemu o swoich emocjach nie piszesz nigdy.
    przeciez formulka asertywnosci pisana przez aidke zaczyna sie od stwierdzenia
    wlasnych emocji, a ty tylko piszesz o emocjach innych. nie daje ci to do
    myslenia? a co maja znaczyc te interpretacje emocjonalne innych ludzi jak nie
    krytyka?
    --
    to mówiłem ja, jarząbek
  • aidka 22.07.08, 02:07
    Cóż, kiedy ja wybucham, na pewno nie robię tego ze strachu.
  • mskaiq 22.07.08, 04:24
    Kiedy wybuchasz to robisz to ze zlosci. Ze strachu nie wychodzimy z
    domu, boimy sie byc samemu, potrafimy spac przy zapalonym swietle,
    nie wychodzimy wieczorami, itp. Strach ogranicza nasze dzialania.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • nienill 22.07.08, 16:08
    aidka napisała:

    > Cóż, kiedy ja wybucham, na pewno nie robię tego ze strachu.
    buahahahaha
  • mskaiq 23.07.08, 11:06
    Micaela napisal
    >ile w twoich postach jest slow TY, Ty musisz, Ty nie mozesz
    >,.....Mskaiq z piedestaly, pokazuje ludziom co maja a czego nie maja
    >robic. prosze nie pisz o krytyce personalnej bo nic innego tu robic
    >nie umiesz.
    Jest wiele dzialan ktore poteguje depresje, wtedy uzywam slow ze nie
    mozesz tak dzialac bo to jest przeciwko tobie, to podnosi depresje.
    Uzywam tez slow musisz, na przyklad musisz wybaczyc, musisz szanowac
    ludzi, itp co wcale nie znaczy ze kogos zmuszam.
    W taki sposob komunikuje co nalezy zrobic aby pozbyc sie problemu.
    Piedestal to juz Twoja interpretacja, mysle ze bierze sie z
    podejrzliwosci ze robie to z piedestalu.

    >Odpowiedz skoro twoje wypowiedzi sa asertywne czemu o swoich
    >emocjach nie piszesz nigdy.
    >przeciez formulka asertywnosci pisana przez aidke zaczyna sie od
    >stwierdzenia wlasnych emocji, a ty tylko piszesz o emocjach innych.
    >nie daje ci to do myslenia? a co maja znaczyc te interpretacje
    >emocjonalne innych ludzi jak nie krytyka?
    Deficja asertywnosci jest nastepujaca
    Asertywność – w psychologii termin oznaczający posiadanie i
    wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i
    postaw w granicach nie naruszających praw i psychicznego terytorium
    innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona
    własnych praw w sytuacjach społecznych.

    Asertywnosc nie ma nic wspolnego ze stwierdzeniem wlasnych emocji.
    Dlaczego pisze o emocjach innych ludzi, bo ludzie pisza o nich,
    czasem pisza o swojej zlosci, o swoim strachu, zalu, nienawisci czy
    milosci i wielu innych emocjach z ktorymi nie potrafia sobie
    poradzic.
    Ja panuje nad moimi emocjami dlatego rzadko je widzisz na forum i
    jest to jedna z przyczyn dlaczego pisze na forum.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • micaela 23.07.08, 11:11
    dobra wlazlem dzisiaj na chwile odpisac meila

    > Piedestal to juz Twoja interpretacja, mysle ze bierze sie z
    > podejrzliwosci ze robie to z piedestalu.

    jasne nauczasz ale nauczyciel nie wie lepiej od ucznia.

    > Asertywność – ... bezpośrednie wyrażanie emocj

    > Asertywnosc nie ma nic wspolnego ze stwierdzeniem wlasnych emocji.

    nigdy nic o sobie nie piszesz, za to innym wmawiasz rozne bzdury, wmawiasz zle
    emocje, zeby stawiac ich w zlym swietle.


    > Ja panuje nad moimi emocjami dlatego rzadko je widzisz na forum i
    > jest to jedna z przyczyn dlaczego pisze na forum.

    widze je za kazdym razem gdy komus cos insynuujesz

    --
    to mówiłem


    ja, jarząbek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.