Dodaj do ulubionych

Dwubiegunowa choroba afektywna

06.10.03, 20:26
W mojej rodzinie jest osoba, która od lat choruje. Temat zaczyna stopniowo
dotyczyć pośrednio mojej rodziny ponieważ od paru tygodni jesteśmy
codziennie 'odwiedzani' przez chorą osobę. W rodzinie postrzegana jest jako
chora osoba, choruje zresztą od wielu lat, kilka razy podleczana była we
właściwych klinikach. Nie mam pojęcia skąd nawrót choroby, mogę domyślać się,
że się nie leczy. Przychodzi do nas, w każdym z nas widzi Apostołów, wszystko
co mówi i robi, twierdzi, że dyktuje jej Bóg. Chodzi wieczorem ze świeczką,
klęka, rysuje jakieś strzałki, w swoim domu (a mieszkanie dzieli z córką i
zięciem oraz dwojgiem wnucząt) odstawia istne 'cyrki' tj. włącza telewizor na
cały regulator w środku nocy, z całą siłą (a kobieta jest masywnej postury)
uderza w ścianę. W przypływie dobrego nastroju, prosi o przekazanie innym
członkom rodziny, że ma się dobrze; w swoich wypowiedziach podkreśla
niezwykle wyraźnie, że boi się 'kaftaniarzy'. Każda delikatna dyskusja z nią
na temat leczenia kończy się trzaskiem drzwi, potokiem słów, których nie będę
tu przytaczać. Wielokrotnie próbowaliśmy kontaktować się z lekarzem pogotowia
z zamiarem transportowanie jej do szpitala. Lekarz jednak odmawia, twierdzi,
że dopóki ta osoba nie stwarza zagrożenia życia dla innych osób, ma prawo żyć
jak chce. Faktycznie, jej zachowanie nie stanowi niebezpieczeństwa, choć z
opowieści słyszałam, że rzuca garnkami i wywija nożem. W tym wszystkim
potrafi powiedzieć: 'wiem, że wywijam jak zając w kapuście, a z pięniędzmi
mogę robić co chcę'. Domyślamy się, że jeśli uda nam się (sic!) przekonać
pogotowie do przyjazdu, to taka wizyta skończy się krótkim, sensownym
dialogiem i stwierdzeniem, że z pacjentem jest wszystko dobrze. A
ona 'wywijać' będzie dalej. Jakie mamy pole manewru? Już staramy się jej nie
wpuszczać do domu, czasem jednak stanie wprost pod drzwiami i trudno (dla
świętego spokoju) jej po poprostu nie wpuścić. Tam gdzie mieszka, jest nie
mile widziana. Sytuacja jej córki jest również bardzo trudna a potęguje to
wszystko chora matka. Co mamy zrobić, jeśli znowu się pojawi. Jak rozmawiać?
Edytor zaawansowany
  • kochanica_francuza 07.10.03, 17:12
    żałuję bardzo, że tylko takiej rady potrafię Ci udzielić.
    Trzymaj się, póki co.
    Pozdrawiam
  • kozabereza 09.10.03, 12:22
    Niestety przerabiałam ten temat kilkakrotnie, ostatni raz miał miejsce zresztą
    całkiem niedawno. Sytuacja dotyczy mnie bardziej o tyle, ze ja jestem córką
    chorej osoby.I wszystkie moje próby umieszczenia mamy w szpitalu kończyły się
    odmową lekarzy.Niestety, jedyne co można w takiej sytuacji zrobić to złożyć do
    sądu rodzinnego wniosek o imieszczenie w szpitalu osoby chorej bez jej zgody.
    Nie wiem, czy może zrobić to dalszy krewny, czy musi być to najbliższa rodzina.
    I muszę przyznać też, że w moim przypadku nie miało to większego sensu. Sprawa
    ciągnęła się przez PIĘĆ MIESIĘCY (notabene wniosek został wycofany przeze mnie,
    gdyż w miedzyczasie mania po prostu zaczęła ustępować). Nie muszę chyba
    wspominać na ile strat materialnych i przede wszystkim moralnych została
    narażona zarówno sama chora, jak i otoczenie. Zastanawiam się nad zaskarżeniem
    do trybunału całej tej ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, która w
    niektórych przypadkach nie wiem kogo ma chronić, ale na pewno nie chorego.
  • empeka 09.10.03, 13:03
    kozabereza napisała:

    > Niestety przerabiałam ten temat kilkakrotnie,
    /.../

    > gdyż w miedzyczasie mania po prostu zaczęła ustępować).

    No właśnie.
    Trzeba dobrze leczyć, a nie liczyć na środki przymusu.

    Powodzenia
    Marta
  • kozabereza 09.10.03, 15:04
    Rzecz w tym, że leczenia żadnego nie było. Jak zapewne wiesz, każda faza
    maniakalna po jakimś (w tym przypadku baaaardzo długim) czasie się kończy, i
    tak właśnie zakończyła się samoistnie, gdyż nie było w tym przypadku mowy o
    leczeniu.

    Powiedz na co mam innego liczyć jeżeli nie na środki przymusu? To nie jest ten
    typ choroby gdzie możesz przyjść do chorego, pogłaskać go po głowie i poprosić
    żeby zaczął brać lekarstwa. A choroba niszczy przede wszystkim życie samego
    chorego.Czy jak ratujesz życie tonącemu to zastanawiasz się nad tym że
    wyciągasz go z wody za włosy albo w jakiś sposób mu uszkadzasz ciało?
  • uzus 09.10.03, 22:15
    empeka napisała:

    > kozabereza napisała:
    >
    > > Niestety przerabiałam ten temat kilkakrotnie,
    > /.../
    >
    > > gdyż w miedzyczasie mania po prostu zaczęła ustępować).
    >
    > No właśnie.
    > Trzeba dobrze leczyć, a nie liczyć na środki przymusu.

    Święte słowa!
    Uzus

    > Powodzenia
    > Marta
  • empeka 09.10.03, 13:01
    ala113 napisała:
    Napisałaś Alu taką "płachtę", że z trudem przeczytałam. Proszę Cię,
    na przyszłość stosuj akapity.

    > W mojej rodzinie jest osoba, która od lat choruje. Temat zaczyna
    stopniowo dotyczyć pośrednio mojej rodziny ponieważ (...)

    Otóż opis objawów mi się nie zgadza z manią w dwubiegunowej
    chorobie afektywnej. Chyba, że jakieś potężne nasilenie, z jakim ja
    się nie spotkałam.

    Tak czy owak, wzywanie sądów i pogotowia jest najgorszą rzeczą.
    Wygląda mi na to, że wszyscy w rodzinie mają chorej dość i chcą się
    jej pozbyć.
    Trzeba mieć odwagę to przyznać.

    Czemu nie idziesz do lekarza psychiatry spytać co robić?

    Marta
  • blue_a 09.10.03, 14:48
    Otóż to, Marto. Mnie też wydaje się, że to jednak inna choroba..
    Rozczarowanie, że brak odpowiedzi Pani Iwony. Szczerze.
    Prawdopodobnie chodzi o pieprzony brak czasu.

    Za kilka dni mam wizytę u mojej lekarz.
    Obiecała mi, że tylko wypisanie recepty, "[bo ma dużo pracy]"

    Cóż, wezmę ze sobą stoper..

    A Alę z mamą wysyłamy do lekarza.
    To konieczne.
    Pozdrawiam.
  • ala113 09.10.03, 19:34
    Bardzo dziękuję za odzew.
    Przepraszam za brak akapitów, faktycznie, sama jestem za ich stosowaniem.

    Kilka sprostowań.
    1. Diagnoza, jak w moim temacie: dwubiegunowa choroba afektywna: faza
    maniakalna. Dodam, że jest osobą bardzo inteligentną. Posiada uzdolnienia
    muzyczne, śpiewała w operze. Pięknie pisze wiersze i jeszcze piękniej je
    recytuje. W fazie manii silnie podkreśla swoje uzdolnienia.
    Twierdzi, że Bóg ją wybrał, by ... no właśnie... jej wypowiedzi są tak
    chaotyczne, że trudno coś konkretnego wywnioskować. Bez przerwy nosi przy sobie
    książeczkę - modlitewnik, w której to, podkreśla/zakreśla co istotniejsze
    fragmenty. Potem otwiera, gestykuluje, wytrzeszcza oczy, stuka, puka itp.
    komentując wybrane wątki.
    Dodam jeszcze, że mam wrażenie, że wcale albo mało śpi.

    2. To nie jest moja mama, tylko ciocia.

    3. To nie jest tak, że nie ma czasu, by pomóc. Podkreślam, że każda spokojna
    rozmowa na temat leczenia, kończy się takim zachowaniem, że nie jestem w stanie
    znaleźc słów, by to opisać. I to nie jest tak, że jest Ona sama sobie
    pozostawiona. Jak wspomniałam, mieszka z córką i zięciem. Faktem jest, że
    mieszkanie pod jednym dachem niesie same negatywne konsekwencje. Nie chcę tu
    wnikać co i dlaczego, powiem jednak, że z jednej strony te osoby są po prostu
    zmęczone jej zachowaniem. Z drugiej jednak, tak ją traktują, że być może
    potęgują jej chorobę, do tego stopnia, że kierujemy sprawę do prokuratora.

    Ponadto, to co zrobiliśmy, to 'umiejscowiliśmy' konto w banku. Ma to przyczynić
    się do tego, by ciocia nie zrobiła debetu w banku, bo potrafi wybrać pieniądze
    i stracić je nie wiadomo na co.

    I co najważniejsze: nie mamy jej dość, chcemy jej tylko pomóc. Nie jest
    ubezwłasnowolniona, wobec tego ma prawo, powiedzmy, żyć jak chce.

    Napisałam tu, licząc na pomoc...jak rozmawiać z nią, czy 'wpuszczać jednym
    uchem, a drugim wypuszczać'? Jej dialogi nie 'kleją się'.

    Bradzo dziękuję raz jeszcze za miłe słowa.
  • empeka 09.10.03, 20:21
    ala113 napisała:

    > Napisałam tu, licząc na pomoc...jak rozmawiać z nią, czy
    'wpuszczać jednym
    > uchem, a drugim wypuszczać'? Jej dialogi nie 'kleją się'.

    Jeśli jest to tak silny atak manii (rzeczywiście bywają takie objawy) -
    to nic logicznego do chorego nie trafia.
    Kiedyś spotkałam się z opinią, że trzeba użyć przymusu
    ("przywiązać na miesiąc do łóxka i czekać aż przejdzie" - dosłownie
    oznajmiła pewna pani dr med - psychiatra; oznajmiłam, że to może
    spowodować zawał...)

    Sama nie wiem, co radzić...
    Bardzo dobrego specjalistę chyba.
    Powodzenia
    Marta
  • blue_a 10.10.03, 14:13
    "Gdy faza maniakalna >się rozkręci<, pacjenta leczy się wbrew jego woli,
    hospitalizuje, kaftan i takie-tam"

    Nikomu tego nie życzę i ciepło pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka