Dodaj do ulubionych

Bezsilnosc i brak checi do zycia

11.10.08, 16:53
Witam wszystkich...ciesze sie, ze znalazlam to forum, bo po
przeczytaniu kilku watkow uswiadomilam sobie, ze nie tylko ja mam
problemy z depresja.
Zycie nigdy mnie nie rozpieszczalo, poczawszy od dziecinstwa,
ktorego nie wspominam z usmiechem na twarzy, poprzez ciezki okres
studiow, przepleciony z brakiem wsparcia i odrzuceniem ze strony
najblizszych, do teraz kiedy do tego dolaczyla samotnosc, brak
pewnosci siebie i zupelna niechec do zycia.
Na pozor wydaje sie, ze powinnam byc szczesliwa, bo mam wspanialego
meza i dwoje cudownych dzieci, ale jednak czuje, ze moje zycie
gasnie. Mam brak poczucia wlasnej wartosci, czuje sie strasznie
samotnie, nie potrafie sie zorganizowac, lepiej mi jest jesli sie
izoluje od innych, chce mi sie plakac i krzyczec z bezsilnosci.
Wszystko zaczelo sie, gdy wyjechalismy z mezem i synkiem do Anglii,
bo do tego zmusila nas sytuacja zyciowa. Mialo byc tak
pieknie...przeciez tam czekala praca i lepsza perspektywa do zycia.
I owszem tak bylo na poczatku, potem urodzila sie coreczka i bylo
pieknie. Az nagle ja zagubilam sie w zyciu. Brakuje mi bliskich, nie
umiem zyc z dala od rodziny, choc nie mam tu na mysli moich
rodzicow. U nich tez nie jest dobrze...mama jest bardzo chora od
wielu, wielu lat (choroba depresyjna), a tata nie umie sobie z tym
poradzic, do tego stopnia, ze ich malenstwo sie rozpada. Mama
zupelnie mnie odrzucila, nie chce kontaktu, ktorego ja tak bardzo
potrzebuje. Wiem, ze to jest spowodowane u niej choroba psychiczna i
powinnam ja zrozumiec, ale ja sama tez potrzebuje wsparcia.
Zalamalam sie zupelnie, zreszta to trwa juz od 2 lat. Tesknie za
swoimi bliskimi,za przyjaciolmi, za swoboda komunikowania sie z
innymi w swoim ojczystym jezyku, mam wrazenie, ze sie marnuje, nie
umiem znalezc sie w innym swiecie, jakim jest Anglia, a maz nie chce
wracac do Polski. Ja mam skonczone studia, ale wiem, ze nie podejme
pracy w zawodzie (teraz nie pracuje, bo zajmuje sie wychowywaniem
dzieci). Pojawila sie u mnie choroba depresyjna, od niedawna zazywam
leki przeciwdepresyjne, ale nadal nie radze sobie z codziennoscia.
Nie wiem jak przekonac meza do powrotu, bo jesli nadal tak bedzie
wygladalo moje zycie, to ja tego nie wytrzymam. Tescie mysla, ze
jestesmy tacy szczesliwi, bo przeciez lepiej nam sie zyje. A ja tak
nie czuje. Moje zycie stracilo sens, jestem przygnebiona i smutna.
Gdy o tym rozmawialam z tesciowa, to ona mowi "wez sie w
garsc...ludzie maja gorsze problemy". I co ja mam myslec...wszystko
jest beznadziejne...
Edytor zaawansowany
  • 11.10.08, 17:39
    Cześć, ja też jestem w UK. Rozumiem twój problem. Brak kontaktów ze
    znajomymi jest bardzo często problemem dla Polaków za granicą. A
    nowi znajomi nie zawsze odpowiadają.
    Myślę, że powinnaś częściej wychodzić z domu i zaangażować się w
    jakieś lokalne sprawy, na pewno w okolicy są jakieś festyny i
    imprezy, gdzie znalazłabyś przyjazną duszę. A z polskimi znajomymi
    to dobrze rozmawiać przez Skype'a czy GG.
    Za niedługo leki zaczną działać, więc jeszcze trochę musisz
    poczekać.
    --
    Duplikat - smutne forum - unikalne forum, gdzie nie ma cięcia wątków jak
    popadnie, a admin jest milutki i puszysty...

    Najwięcej fluoksetyny mają polskie dziewczyny...!
  • 12.10.08, 10:49
    Masz wszystko a czujesz ze zycie gasnie. Przyczyna jest brak radosci
    i milosci w Tobie. Gasisz ja nieustannie Sama. Nie chcesz sie
    cieszyc tym co masz.
    Piszesz ze nie umiesz zyc bez rodziny, przeciesz Twoja rodzina jest
    z Toba. Ty tesknisz za rodzina ktora zostala w Polsce. Tesknota to
    zal ktory przynosi wiele epizodow depresyjnych.
    Przyjaciol, mozesz znalesc wszedzie. Tez mieszkam za granica, kiedys
    rowniez wierzylem ze nie mam swobody komunikowania sie i dlatego
    unikalem kontaktow w jezyku angielskim.
    Pozniej to zmienilem, przestalem sie bac kontaktow po angielsku i
    znalazlem wielu przyjaciol. Pewnie ze latwiejszy jest kontakt po
    Polsku ale z czasem komunikowanie sie po angielsku staje sie coraz
    latwiejsze.
    Najwazniejsze jest abys zaczela cieszyc sie tym co masz, nie
    odrzucaj tego, nie tesknij za tym czego nie mozesz miec i co wcale
    nie jest takie jest istotne w zyciu.
    To co jest istotne jest obok Ciebie, mozesz pozbyc sie Swojej
    depresji prawie natychmiast jesli zrozumiesz i zaczniesz sie cieszyc
    Twoim Mezem i dziecmi.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 13.10.08, 09:48
    mskaiq napisał:
    > Masz wszystko a czujesz ze zycie gasnie.
    Mskaiq, czasami piszesz całkiem logicznie, a czasami jakby Ci
    odbiło. Czy samo "posiadanie" ma zapewnić człowiekowi szczęście??
    Czy mając i rodzinę, i dobra materialne nie można popaść w
    depresję?? I w końcu, nie znamy do końca życia autorki, żeby lekką
    ręką pisać, że właściwie to sama jest sobie winna. W sumie idąc
    takim tokiem rozumowania, każda osoba z depresją jest tak samo
    winna, bo SAMA sobie nie daje rady, SAMA stwarza problemy gdzie ich
    czasami nie ma...
    Pozdrawiam
  • 13.10.08, 10:14
    Posiadanie rodziny nie zapewnia szczescia. Szczescie zapewnia milosc
    do rodziny. Kiedy jest milosc wtedy nie ma depresji, bo milosc to
    radosc a ta wyklucza zly i obnizony nastroj.
    Im bardziej aktywna jest ta milosc, im wiecej czasu spedzamy z
    dziecmi, mezem tym mniej miejsca na depresje i zly nastroj.
    Jesli nie przekazujemy najblizszej rodzinie milosci, kiedy zamiast
    tego tesknimy za przyjaciolmi i rodzina w Polsce wtedy pojawiaja sie
    stres, bol, uczucie samotnosci i depresja.
    Jesli chodzi o depresje to zawsze isytnieje przyczyna depresji
    czesto jest wiele przyczyn. Przyczyna depresji moze byc alkohol,
    samotnosc, nieszczesliwa milosc, strach, tesknota, zal, zlosc i
    wiele innych.
    Pozbywanie sie depresji to pozbycie sie przyczyn ktore ja wywoluja.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 13.10.08, 11:42
    Oczywiście masz rację, ale pozbycie się depresji nie jest tak
    prostym i łatwym sposobem jak daje się odczuć z Twoich wypowiedzi.
    Wynika z nich, jakoby prostym sposobem można było sobie z tym
    poradzić. Gdyby to było takie proste, psycholodzy i psychiatrzy nie
    mieli by co robić (poza skrajnie ciężkimi przypadkami). "Zacznij
    cieszyć się", "nie odrzucaj" to oczywista oczywistość - ale tylko
    dla osoby z obniżonym nastrojem lub w ogóle zdrowej, albo dla okresu
    chandry. A jak jest u autorki wątku - tego nie wiemy.
    Zresztą to samo podtrzymuję i w oderwaniu od tego wątku.
  • 13.10.08, 12:27
    Niesposob w jednym poscie przedstawic swojego zyciorysu, ale
    zapewniam, ze nie brakuje mi milosci. Mam jej w sobie bardzo duzo,
    kocham swoja rodzine i nie wyobrazam sobie zycia bez meza i dzieci.
    Oddalam im swoja cala milosc jaka posiadam, ale jednak nie jestem
    szczesliwa. Zycie na emigracji niesie ze soba wiele wyrzeczen. Kazdy
    z nas teskni za poczuciem przynaleznosci, możliwoscia powrotu do
    kochanej osoby, ziemi czy domu. Niestety wiekszosc z nas nie
    moze,nie chce, wrocic tam, dokad nasze serce i dusza tesknia. Brak
    jakiejkolwiek przynaleznosci powoduje, iz czlowiek staje sie nijaki.
    Moj maz znalazl swoje miejsce w zyciu, znalazl dobra prace i
    rozwija sie zawodowo...ja niestety czuje sie wiezniem wlasnego losu.
    Anglia to inny swiat, inna mentalnosc ludzi, mieszanka kulturowa,to
    kraj zlego gustu i braku samooceny.Tesknie bardzo za Polska.Tu nigdy
    nie bede sie czula w pelni swobodnie, podstawowym problemem jest
    nieprzekraczalna bariera kulturowa. Moze moje dzieci, jesli dam im
    tu dorosnac, beda sie czuly dobrze. Ale nie ja. W Polsce mamy swoja
    historie, sztuke, filmy, piosenkarzy, aktorow - polskie klimaty. A
    Anglicy tu maja swoje i my ich wystarczajaco nie rozumiemy - a wtedy
    krytykowac poprzez ignorancje, nawet niezamierzona, jest latwo.
    Mysle, ze aby nasiaknac ta kultura angielska i ja zrozumiec trzeba
    po prostu tu sie wychowac.
  • 14.10.08, 04:08
    Ja rowniez jestem emigrantem, moje dzieci wychowaly sie w Australii.
    Tez tesknilem, ale zauwazylem ze tesknota niszczy mi moje zycie,
    pozbawia mnie radosci bycia tam gdzie jestem, nie potrafie sie
    cieszyc tym co mam tzn dziecmi i zyciem w tym pieknym kraju w ktorym
    jestem.
    Piszesz ze kochasz dzieci. Milosc to radosc, a Ty nie masz radosci.
    Twoja milosc do dzieci niszczy tesknota, staje sie wazniejsza niz
    dzieci, dom i rodzina.
    Czasem jest dobrze wrocic do kraju, pomieszkac, w taki sposob
    rozwiejesz wiele zludzen ktorymi zyjesz. Sama sie przekonasz czy
    naprawde masz do kogo wrocic tutaj ?
    Serdeczne pozdrowienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.