Dodaj do ulubionych

rola psychiatry a psychologa

28.04.09, 14:47
Napiszcie jaką rolę w leczeniu depresji pełni psychiatra a jaką psycholog, czy
psychiatra też prowadzi psychoterapię czy tylko zapisuje leki?

Moja psychiatra na drugiej wizycie dała mi skierowanie do psychologa, bo
stwierdziła,że powinnam z kimś takim porozmawiać. Jednak psycholog (młoda
Pani)przyznała się, że nie bardzo wie "jak się ma za mnie zabrać" i kazała
przyjść innym razem. Poza tym pyta czego od niej oczekuję.
Zastanawiam się więc czy nie zmienić lekarza.
Edytor zaawansowany
  • 28.04.09, 15:07
    to pytanie "czego pani ode mnie oczekuje" zawsze mnie kladlo na plecy...
    co czlowiek roztrzesiony, ktory przychodzi i resztka sil skomle o pomoc......ma
    odpowiedziec ??

    to pytanie to zapewne czesc ich terapii, punkt wyjscia w jakim stanie przychodzi
    delikwent i na jakim poziomie jest jego walka o siebie...
    nie wiem...

    moją drugą psychoterapie grupową 3 miesieczną (nfz) prowadzila lekarz
    psychiatra....wiec tak sobie mysle ze roznia sie tylko tym ze psychiatra ma
    dodatkowo mozliwosc wypisania lekow
  • 28.04.09, 15:34
    zwrot rozwalający i rzeczywiście niezwykle konsekwentnie stosowany, zawsze
    zwala mnie z nóg podobnie jak kiedyś pytanie "po co pani przyjechała" jak
    pojawilam się z bólami w zaawansowanej mocno ciąży w środku nocy na porodówce.
    oni tak zapytują każdego z głupia frant, nie wiem czy bawi ich konsternacja
    pacjenta czy jak?
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 28.04.09, 15:55
    nie nalezy porownywac takiego pytania w psychoterapii i w medycynie somatycznej.
    to jest zupelnie co innego.
    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • 28.04.09, 16:04
    moim zdaniem tak stawiane pytanie na wstępie jest po prostu idiotyczne
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 28.04.09, 16:21
    jak napisalem, mysle, ze nie masz racji. akceptuje, ze jesli terapeuta widzi, ze
    klient go nie rozumie i mysli ze jest atakowany, nalezy powiedziec mniej wiecej
    to, co ja powiezdialem.

    pamietaj, ze nie idziesz do terapeuty po to, zeby pogadac. idziesz w konkretnym
    celu, ktory im jasniej sprecyzujesz, tym lepiej bedzie dla ciebie.

    wyobraz sobie, ze masz depresje i idziesz do terapeuty. czy terapeuta ma
    zalozyc, ze wie o co ci chodzi i poprawiac ci nastroj? czy moze lepiej by bylo,
    zeby pracowal z toba nad tym, zebys mogla pracowac, bo tobie lwasnie na tym
    zalezy. a jesli to drugie, to skad terapeuta ma to wiedziec?


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 28.04.09, 19:53
    czy ja wiem... pytanie durne, ale pewnie jest taka grupa osob, ktora powie, ze
    chce odmlodniec o 20 lat, urosnac do 175cm, schudnac do 50 kilo i zmienic kolog
    wlosow na blond
    wiec od reki mozna odsiac
  • 28.04.09, 20:01
    no chyba że tak
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 28.04.09, 15:54
    powiem ci dwie rzeczy babeczko:

    a. mylisz psychoterapie z psychologia - one nie maja z soba prawie nic wspolnego.

    b. pytanie 'czego pani ode mnie oczekuje' jest bardzo dobrym pytaniem i nauczyc
    sie go powinni rowniez psychiatrzy. jak sie zastanaowisz nad tym troche, to
    mylse ze dojdziesz do wniosku ze 1. terpaueta daje tobie szanse na okreslenie
    celow twych wizyt, 2. nie narzuca ich tobie wedle wlasnego widzimisie, 3. daje
    ci rowniez szanse na to, zebys sama sie zastanowila czego tak ogolnie chcesz w
    zyciu, w terapii itd itd. 4. mozna rowniez powiedziec, ze nawet w roztrzesieniu
    pytanie to pozwala ci przez chwile zapomniec o rztrzesieniu.

    widzisz to?

    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 28.04.09, 16:05
    widać jesteś z kasty psychologów bo widzisz sens tego czego żaden przeciętny
    pacjent nei widzi. ale to oczywiście wina pacjenta że tego nei widzi.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 28.04.09, 16:24
    nie jestem psychologiem, ani psychoterapeua. nie, to nie jest wina pacjenta (a
    wlasciwie klienta). przed chwila o tym napisalem w poscie. nie zakladaj jednak
    ze nikt tego nie widzi - to ze ty nie widzisz, nie znaczy ze tak jest zawsze. co
    wiecje, jesli nie widzisz, to moze warto zapytac o co chodzi.

    naotmiast akurat dorbze zrobi klientowi, jesli nie bedzie zakladal ze
    psychoterpeuta jest po to zeby mu dowalic.i zamiast sie jezyc, moze molgby sie
    zastanowic, co sie do niego mowi.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • 28.04.09, 20:27
    > naotmiast akurat dorbze zrobi klientowi, jesli nie bedzie zakladal ze
    > psychoterpeuta jest po to zeby mu dowalic.i zamiast sie jezyc, moze molgby sie
    > zastanowic, co sie do niego mowi.

    jeszcze lepiej jak bedzie zdrowy na wstepie.
  • 28.04.09, 20:26
    pytanie nie jest dobre dla idei samo w sobie, tylko jesli mierzyc jakas wartosc
    to z punktu widzenia intersu pacjenta. jak widac powyzej niektorych pacjentow
    rozlozylo to pytanie i korzysci zadnych z niego nie wyniesli, tak wiec pytanie
    jest do dupy. no chyba ze pacjenci nie dorosli do terapii
  • 28.04.09, 20:44
    pirwam napisał:

    > no chyba ze pacjenci nie dorosli do terapii
    filozofia elki tak by podpowiadala

    ale gabinet psychiatryczny to ogolnie chore meijsce,
    wiec to pytanie az tak bardzo od przyjetej normy nie odbiega
  • 28.04.09, 22:16
    kolega tu podkresla za psychologami, pokroju pana santorskiego slowo klient. a
    wiadomo ze klient nasz pan, i pytamy sie o oczekiwania. a nader czesto bywa ze
    jest to jednak niestety pacjent.pytanie czego pan/pani oczekujesz jest
    konfrontacyjne. a jesli przychodzi do psychologa osoba zalezna, symbiotyczna,
    bierna, to moze byc tak jak wyzej ze nie ma jak na nie odpowiedziec. na wstepie
    jednak potrzebna jest wieksza aktywnosc psychologa a nie pacjenta i rola
    psychologa jest zlapanie kontaktu a nie zadawanie jakze dobrych pytan. no bo
    czego ma oczekiwac? od psychiatry pigulki, a od psychologa? ze przelamie mi pani
    lek, ale przeciez wiadomo ze sam musze, wiec jednak rzeczywiscie bez sensu moja
    wizyta. ze mi pani zastapi rodzine, albo ibroni mnie przed swiatem? albo jak
    jest zamkniety i musi miec czas zeby sie oswoic, a trafia sie najczesciej tam w
    sytuacjach kryzysowych. zwerbalizowanie oczekiwan moze na wstepie doprowadzic do
    logicznego wniosku, ze trzeba zwiewac od psychologa bo nie ma sensu.
  • 28.04.09, 22:23
    ego ma oczekiwac osoba w depresji, ktora niczego nie oczekuje? czego ma
    oczekiwac ktos, ktremu swiat nie odpowiedzial na zadne oczekiwanie?
  • 28.04.09, 22:41
    przychodzi klient od ktorego miano tylko oczekiwania, a nie spelniano zadnych
    jego i jego oczekiwania byly karane i dostaje pytanie czego pan oczekuje? klient
    nasz pan? a przeciez naderczesto to wlasnie terapeuta odgrywa role pana, czyli
    soby wyzej, autorytetu jak rodzic, w terapi a klient sytuowany jest nizej, na
    tym przeniesieniu przeciez terapia bazuje.
  • 28.04.09, 23:29

    a wczesniej sam napisales, ze najlepiej zeby ten pacjent zdrowy byl

    wiec co? zalezni z definicji odpadaja?
  • 29.04.09, 08:47
    to bylo ironiczne, do zdania kolegi dala.
  • 29.04.09, 20:10
    pirwam napisał:

    > to bylo ironiczne, do zdania kolegi dala.
    wiem, ze ironicznie

    czyli co? symbiotyczni wypad?
    zawsze moga przemilczec, nic sie nie stanie

    pirwam napisał:

    > przychodzi klient od ktorego miano tylko oczekiwania, a nie spelniano zadnych
    > jego i jego oczekiwania byly karane i dostaje pytanie czego pan oczekuje? klien
    > t
    > nasz pan? a przeciez naderczesto to wlasnie terapeuta odgrywa role pana, czyli
    > soby wyzej, autorytetu jak rodzic, w terapi a klient sytuowany jest nizej, na
    > tym przeniesieniu przeciez terapia bazuje.

    wiec co?
  • 29.04.09, 13:07
    poworownywac psychoterapeute do sprzeawcy miesa nie ma sensu. natomiast owo
    'kilent nasz pan' ja rozumiem wlasnie jako prawo klienat do ustalenia celow
    psychoterapii. ja mysle ze wiele osob nie zdaje sobie sprawy z tego, ze bez
    swojego wlasnego zaangazowania niewiele mozna osiagnac. psychoterpeuta to nie
    uzdrowiciel.

    a slowo 'klient' przyjmuje sie dzis powszechnie wlasnie dlatego, zeby usunac owe
    implikacje medycznosci czy lekarskosci psychoterapii.i ja mysle ze to ma sens.

    pirwam napisał:

    > przychodzi klient od ktorego miano tylko oczekiwania, a nie spelniano zadnych
    > jego i jego oczekiwania byly karane i dostaje pytanie czego pan oczekuje? klien
    > t
    > nasz pan? a przeciez naderczesto to wlasnie terapeuta odgrywa role pana, czyli
    > soby wyzej, autorytetu jak rodzic, w terapi a klient sytuowany jest nizej, na
    > tym przeniesieniu przeciez terapia bazuje.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 29.04.09, 13:19
    wyjasniony byl sens tego porownania. a jakie to maja byc cele? pan mnie
    przygotuje psychicznie do skoku na mamuciej? terapie zaburzen psychicznych ktore
    zorientowane sa na trening najczesciej koncza sie na pudrowaniu syfa.
  • 29.04.09, 16:56
    nie i najprawdopodobniej nie nauczy cie tez mandarynskiego w 3 dnni. i jesli
    takie masz oczekiwania, to psychoterpeuta powie ci ze nie moze ich spelnic.
    proste i jasne. nie widze problemu.

    ostatniego zdania niespecjalnie rozumiem.
    --
    blue skies research rules!
  • 29.04.09, 17:43
    z prostego powodu. bo nie rozumiesz wogole sensu terapi
  • 29.04.09, 18:32
    oj to mnie zasmuciles :-(. i nie wiem co teraz zrobie

    --
    blue skies research rules!
  • 29.04.09, 19:52
    dala.tata napisał:

    > oj to mnie zasmuciles :-(. i nie wiem co teraz zrobie
    >
    mnie tez sie Ciebie smutno czyta
  • 29.04.09, 19:51
    pirwam napisał:

    > wyjasniony byl sens tego porownania. a jakie to maja byc cele? pan mnie
    > przygotuje psychicznie do skoku na mamuciej?
    - chce sobie radzic z codziennymi problemami
    - chce ufac samemu sobie
    - chce wiedziec czego tak naprawde najbardziej sie boje
    - chce rozumiec, dlaczego w pewnych momentacj zachowuje sie tak a nie inaczej
    - chce wiedziec co jest dla mnie wazne i jakie rzeczy moga mnie uczynic szczesliwa
    - chce wiedzic na co mnie stac w zyciu. ktore cele sa realne i warte wysilku, a
    ktore calkowicie poza moim zasiegiem

    jeszcze troche mozna by dopisac
    a to nie jest puder

    terapie zaburzen psychicznych ktor
    > e
    > zorientowane sa na trening najczesciej koncza sie na pudrowaniu syfa.
  • 28.04.09, 23:27
    pirwam napisał:

    > ego ma oczekiwac osoba w depresji, ktora niczego nie oczekuje? czego ma
    > oczekiwac ktos, ktremu swiat nie odpowiedzial na zadne oczekiwanie?
    sam fakt przejscia przez prog gabinetu oznacza, ze czegos sie jednak oczekuje
    a ze problemy z werbalizacja sie pojawiaja, to inna sprawa

    od tego ten pokoj, zeby problemami go zapelniac i sie z nimi mocowac
  • 29.04.09, 08:52
    poprawy sytuacji oczekuje. ale tak naprawde te oczekiwania sa z na wstepie
    nieokreslone jak psychiolog mialby to zrobic, albo latwo moga byc uznane za
    irracjonalne jak pisalem wyzej. a jesli np, czlowiek jest zamkniety w sobie i
    wstydzi sie powiedziec o swoich problemach?

    a ze problemy z werbalizacja sie pojawiaja, to inna sprawa
    >

    no wlasnie nie koniecznie inna.
  • 28.04.09, 23:26
    pirwam napisał:

    > pytanie czego pan/pani oczekujesz jest
    > konfrontacyjne. a jesli przychodzi do psychologa osoba zalezna, symbiotyczna,
    > bierna, to moze byc tak jak wyzej ze nie ma jak na nie odpowiedziec.
    wiec w jakims zakresie od razu widac z jaka jednostka mamy do czynienia
    a to chyba dobre
    szybka, efektywna diagnoza

    na wstepie
    > jednak potrzebna jest wieksza aktywnosc psychologa a nie pacjenta i rola
    > psychologa jest zlapanie kontaktu a nie zadawanie jakze dobrych pytan.
    :)
    no to sie psycholog zawsze ladnie przedstawia ;p
    i nawet reke pierwszy wyciaga
    i nawet pierwsze pytanie zada....
    slicznie jest

    a swoja droga mnie zagielo nawet pytanie "z jakim problemem pani przychodzi"
    wiec jak panie na odpowiedniego osobnika, to kazde pytanie do bani

    no bo
    > czego ma oczekiwac? od psychiatry pigulki, a od psychologa? ze przelamie mi pan
    > i
    > lek, ale przeciez wiadomo ze sam musze, wiec jednak rzeczywiscie bez sensu moja
    > wizyta. ze mi pani zastapi rodzine, albo ibroni mnie przed swiatem?
    wiec mozna powiedziec, ze oczekuje sie zmniejszenia poziomu leku
    a jak sie to stanie i kto za to odpowiada, to juz inna sprawa

    albo jak
    > jest zamkniety i musi miec czas zeby sie oswoic,
    oj nie przesadzaj
    jesli tam cisza ma nie byc znosna i "normalna", to ja nie wiem gdzie ma byc

    zwerbalizowanie oczekiwan moze na wstepie doprowadzic d
    > o
    > logicznego wniosku, ze trzeba zwiewac od psychologa bo nie ma sensu.
    jak ma zamiar uciec to zawsze powod sobie znajdzie

  • 28.04.09, 23:30
    ogolnie uwazam, ze pytanie jest do bani
    ale nie rozumiem poruszenia, skoro cala sytuacja gabinetowa jest na takim samym
    poziomie
  • 29.04.09, 08:56
    ogolnie latwo sobie pisac z pozycji osoby ktora juz byla na terapii jak ty.
    tylko moze sobie odswiez pamiec i napisz to z pozycji osoby ktora pierwszy raz
    zetknela sie z uzdrowicielami.
  • 29.04.09, 19:04
    pirwam napisał:

    a jesli np, czlowiek jest zamkniety w sobie i
    > wstydzi sie powiedziec o swoich problemach?
    to jest wlasnie taki jak ja

    > ogolnie latwo sobie pisac z pozycji osoby ktora juz byla na terapii jak ty.
    > tylko moze sobie odswiez pamiec i napisz to z pozycji osoby ktora pierwszy raz
    > zetknela sie z uzdrowicielami.
    pisze to wlasnie z pozycji takiej osoby
    ktora to przeszla i zyje

    a na samym poczatku nic nie mialam
    ani forum, ani ksiazek, ani zadnej dobrej duszy obok

    i jakos ciagnelam na wlasnej....determinacji? ufnosci? naiwnosci? ciekawosci?
    wierze(tfu! tfu!)?


    dopiero wizja grupowej mnie zaciela i Ty mi wtedy pisales, ze mam nie robic
    afery tylko isc i sie niczym nie przejmowac
  • 29.04.09, 13:04
    juz o tym napisalem: dlatego warto wytlumaczyc idee tego pytania, a nie tylko
    rzucac je samo. mysle, ze gdyby je wytlumaczyc, reakcje moglyby byc inne.
    natomiast, ktos, kto nie wie, po co idzie do psychoterapeuty, pewnie powinien
    sie zastanowic nad tym, czy warto chodzic. w odrzonieniu od psychiatrii,
    psychoterapia to zdecydowanie droga dwukierunkowa i bez zaangazowania klienta
    niewiele mozna osiaganc.

    pirwam napisał:

    > pytanie nie jest dobre dla idei samo w sobie, tylko jesli mierzyc jakas wartosc
    > to z punktu widzenia intersu pacjenta. jak widac powyzej niektorych pacjentow
    > rozlozylo to pytanie i korzysci zadnych z niego nie wyniesli, tak wiec pytanie
    > jest do dupy. no chyba ze pacjenci nie dorosli do terapii


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 29.04.09, 13:25
    juz na marginesie, nieraz wiecej "bez zangazowania" niz z nastawieniem mocnym na
    "przepracowanie". to pamietam ze swojej grupowej krotkiej, porownujac swoja
    sytuacje i panienki ktora bardzo chciala przepracowywac.
  • 29.04.09, 16:58
    to zalezy od tego jak rozumiemy 'zaangazowanie'. mnie idzie o to, ze klient musi
    byc aktywnym uczestnikiem sesji - psychoterapetua nie powie ci 'jak zyc' ani jak
    zrobic 'zeby wszystko bylo dobrze'.
    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 29.04.09, 20:02
    pirwam napisał:

    > juz na marginesie, nieraz wiecej "bez zangazowania" niz z nastawieniem mocnym n
    > a
    > "przepracowanie". to pamietam ze swojej grupowej krotkiej, porownujac swoja
    > sytuacje i panienki ktora bardzo chciala przepracowywac.

    zgadzam sie

    to tez sama widzialam


    ludzie zbyt mocno napaleni bardziej sie wypalaja, niz biegna do przodu, choc w
    zalozeniach licza na to drugie



    ale widzialam tez jak mozna lazic i nie robic nic

    wiec jak zwykle najlepiej w bezpiecznym srodku
  • 29.04.09, 14:57
    toteż ja podkreślam po raz kolejny, zadawanie takiego pytania bez wstępu i na
    samym starcie jest bez sensu.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 29.04.09, 16:58
    niespecjalnie widze tu logike, ale moze to ja.
    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 29.04.09, 19:59

    > natomiast, ktos, kto nie wie, po co idzie do psychoterapeuty, pewnie powinien
    > sie zastanowic nad tym, czy warto chodzic.
    nie zgadzam sie


    przecietni ludzie pojecie o psychologii maja bliskie zeru

    wiedza wiekszosci z nich sprowadza sie do tego, ze jesli ma sie problemy, to
    idzie sie do psychologa, i tyle - jak to ladnie telewizja sniadaniowa za kazdym
    razem powtarza

    do psychologa ida bo chca, zeby "bylo lepiej"

    a taka odpowiedz malo wnosi do terapii

    sens pytania tkwi w tym, ze pytanie moze sie do czlowieka przykleic i za jakis
    czas doprowadzic do bardzo waznych wnioskow

    w odrzonieniu od psychiatrii,
    > psychoterapia to zdecydowanie droga dwukierunkowa i bez zaangazowania klienta
    > niewiele mozna osiaganc.

    psychoterapia opiera sie takze na wiezi, ktora rodzi sie miedzy pacjentem a
    terapeuta

    a do tego trzeba czasu

    tak samo jak do uswiadomienia sobie roznych innych rzeczy, takze tych zwiazanych
    zaangazowaniem pacjenta
  • 29.04.09, 10:14
    dala.tata napisał:

    > b. pytanie 'czego pani ode mnie oczekuje' jest bardzo dobrym
    pytaniem i nauczyc sie go powinni rowniez psychiatrzy.

    zajebiste pytanie, naprawdę...

    > jak sie zastanaowisz nad tym troche, to mylse ze dojdziesz do
    wniosku ze 1. terpaueta daje tobie szanse na okreslenie celow twych
    wizyt

    cel mojej pierwszej wizyty był przeze mnie zupełnie nieokreślony; w
    środku we mnie szalały dzikie zwierzęta, byłam na totalnym
    wykończeniu i wyłam o pomoc jak wilk do księżyca; przychodzi się po
    pomoc, to jest cel każdej wizyty

    , 2. nie narzuca ich tobie wedle wlasnego widzimisie, 3. daje
    > ci rowniez szanse na to, zebys sama sie zastanowila czego tak
    ogolnie chcesz w zyciu, w terapii itd itd.

    czy 'umrzeć' to dobra odpowiedź w takim przypadku?

    4. mozna rowniez powiedziec, ze nawet w roztrzesieniu
    > pytanie to pozwala ci przez chwile zapomniec o rztrzesieniu.

    w jakim roztrzęsieniu? jak z jakiegoś powodu jestem roztrzęsiona to
    biorę tabletki uspokajające. Jakby każdy kto jest
    czymś 'roztrzęsiony' latał do shrinka, to terminy byłyby na 2012 rok
  • 29.04.09, 11:22
    babetchka napisala ze w roztrzesieniu nie wie co ma odpowiedziec, i uzykala
    odpowiedz, zeby zobaczyla ze pytanie to ma wlasnie jej pomoc od roztrzesienia
    uwage odwrocic.
  • 29.04.09, 13:00
    jesli cel twojej wizyty jest nieokreslony, to nalezy go okreslic. chyba ze
    uwazasz ze placenie psychoterapeucie w celu nieokreslonnym jest dobrym pomyslem.

    nie mozna przyjsc 'po pomoc'. bo psychoterapeuta nie jest aniolkiem i
    jasnowidzem i nie wie, jak ma ci pomoc. co wiecej, skoro idziesz po pomoc, to
    uwazasz, ze ta osoba jest w stanie ci pomoc, moze jednak warto zatem zaufac jej,
    rowniez co do tego pytania. najwyrazniej nie wiesz lepiej, skoro idziesz do
    niego po te pomoc.

    wreszcie, jesli sie tobie pytanie nie podoba, to idz do takiego
    psychotereapeuty, ktory ci go nie zada. bedzie to najprawdopodobniej
    psychoterapeuta, ktory nie wie co robi lub jest niedoszkolony, jednak wybor jest
    twoj.


    --
    blue skies research rules!
  • 29.04.09, 13:15
    wreszcie, jesli sie tobie pytanie nie podoba, to idz do takiego
    > psychotereapeuty, ktory ci go nie zada. bedzie to najprawdopodobniej
    > psychoterapeuta, ktory nie wie co robi lub jest niedoszkolony, jednak wybor jes
    > t
    > twoj.

    bo terapeuta nie zada idiotycznego pytanie ktore tata uwaza za madre, to znaczy
    ze jest niewyszkolony? sam nie masz bladego pojecia o czym mowisz, przebiegach
    tepapi i powodow dla ktorych tam sie znajduja ludzie. tak to mozesz sobie isc na
    kurs asertywnosci i komunikacji w biznesie. cele ogolne sa znane polepszenie
    funkcjonowania, wyjscie z deopresji itd itp i co ma z tego wynikac? natomiast
    oczekiwania pacjenta zaburzonego, a rzeczywisty charakter terapii, co mozna od
    niej uzyskac, sa wrecz przeciwstawne nieraz.
  • 29.04.09, 14:54
    wyobrazmy sobie sytuacje, ze rozwalil sie telewizor i wzywa sie pana do naprawy.
    pan przychodzi i mowi sie mu ze zepsuty telewizor, a on sie pyta : no ale czego
    pan odemnie oczekuje?

    taki wlasnie sens ma pytanie psychologa.

  • 29.04.09, 17:04
    nie, jak wiekszosc analogii, ta jest rowniez do kitu. bo psychoterapia to nie
    naprawa telewizora, a problemy klienta to nie zepsuty telewizor. ale, z
    pewnoscia wymyslisz jeszcze kilkanasice fajnych i blyskotliwych analogii, z
    ktorych na dodatek bedziesz bardzo dumny i zadowolony. powodzenia!


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 29.04.09, 17:52
    nie bo nie. czyli pracownik naukowy w akcji.
  • 29.04.09, 18:19
    ciekaw jestem wogole jak ty sobie wyobrazasz wizyte u terepeuty. co to znaczy
    cel jest nieokreslony? ze przychodzi i w zasadzie nie wie po co moze obrazki na
    scianie obejrzec, a moze zapytac o godzine, ale nie wie zapomnial? na wstepie
    kazy mowi z jakimi problemami przychodzi. a stawianie pytania o oczekiwania jest
    wlasnie pytaniem pana od naprawy telewizorow. to jest juz dzialka warsztatu
    terapeuty a nie pacjenta.
  • 29.04.09, 18:39
    no to co z tego, ze mowi, z jakimi problemami? niech se mowi ile chce.

    powiedzmy: przychodzi do terapeuty klient, ktory slyszy glosy, jak w
    schizofrenii. i mowi: to jest moj problem: slysze glosy. wedlug tego, co mowisz,
    to zalatwia sprawe.

    a ja mysle ze nie: otoz oczekiwania klienta wobec glosow moga byc bardzo rozne:
    np. moze oczekiwac, ze znikna; moze tez oczekiwac, ze nauczy sie z nimi zyc;
    moze tez oczekiwac, ze bedzie umial im 'odmawiac'. itd itd. bez okreslonia owych
    oczekiwan, terapeuta nie wie, co ma robic.

    a co do poprzedniego postu: rozumiem, ze 'pracownik naukowy w akcji' to mialo
    byc obrazliwe, negatywnie oceniajace itd. nie robi to na mnie wiekszego
    wrazenia, natomiast, skoro tak piszesz, to znaczy ze brakuje ci arguemtnow i
    musisz sie wspomagac wycieczkami osobistymi. nie chce mi sie tak rozmawiac: ta
    rozmowa nie jest tak ciekawa, zeby sie wystawiac na tego typu teksty. z mojej
    strony koniec i oswiadczenie; ty wiesz lepiej, jestes maderzejszy, lepszy i ty
    dokladnie wiesz, jkai jest sens terapii. ja nie. uzlylo ci? EOT.

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • 29.04.09, 18:45
    > powiedzmy: przychodzi do terapeuty klient, ktory slyszy glosy, jak w
    > schizofrenii. i mowi: to jest moj problem: slysze glosy. wedlug tego, co mowisz
    > ,
    > to zalatwia sprawe.
    >
    > a ja mysle ze nie: otoz oczekiwania klienta wobec glosow moga byc bardzo rozne:
    > np. moze oczekiwac, ze znikna; moze tez oczekiwac, ze nauczy sie z nimi zyc;
    > moze tez oczekiwac, ze bedzie umial im 'odmawiac'. itd itd. bez okreslonia owyc
    > h
    > oczekiwan, terapeuta nie wie, co ma robic.

    buhaha, z pewnoscia ma mozliwosci do roznych manewrow wzgledem glosow, oprocz
    zmiany opisow. problem to znaczy problem, i zawiera juz pewna przeszkode, a nie
    stwierdzenie faktu jeno. terapeuta mowi czy jest kompetentny do pomocy w tej
    sprawie.



    > a co do poprzedniego postu: rozumiem, ze 'pracownik naukowy w akcji' to mialo
    > byc obrazliwe, negatywnie oceniajace itd. nie robi to na mnie wiekszego
    > wrazenia, natomiast, skoro tak piszesz, to znaczy ze brakuje ci arguemtnow i
    > musisz sie wspomagac wycieczkami osobistymi. nie chce mi sie tak rozmawiac: ta
    > rozmowa nie jest tak ciekawa, zeby sie wystawiac na tego typu teksty. z mojej
    > strony koniec i oswiadczenie; ty wiesz lepiej, jestes maderzejszy, lepszy i ty
    > dokladnie wiesz, jkai jest sens terapii. ja nie. uzlylo ci? EOT.

    zrobilem to po twoim wpisie, wyzej odnosnie mojej anologii miszczu.
  • 29.04.09, 17:02
    hehe, fajna wolta, ale tylko na pierwszy rzut oka. to nie ja uwazam je za
    sluszne. tak uwazaja psychoterapeuci, nie tylko dlatego ze to uzyteczne, ale i
    dlatego ze to etyczne. a z kolei zrodla tego nalezy szukac w brytyjskiej
    psychiatrii interwencyjnej z lat 70tych.

    na ten idiotyczny przytyk o asertywnosci w biznesie nie odpowiem, bo jest
    idiotyczny. nie mam zadnych watpliwosci, ze ty wiesz od mnie gore wiecej i ja
    sie nie powienienm w ogole odzywac. jednak tak sobie cos pieprze bez ladu i skladu.



    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 29.04.09, 17:45
    jednak tak sobie cos pieprze bez ladu i skl
    > adu.

    zgadza sie
  • 29.04.09, 17:54
    i patrz ile osob, z forum depresja, tych ktore terapie dotycza, nic nie wyniosly
    z tego pytania. proba niereprezantywna? zapewne. ale ze calkowity margines
    disorderow tu sie zebral? niesadze
  • 29.04.09, 18:41
    i na koniec: z tych kllku glosow (5 sie zebralo?) wynika, ze pytanie jest do
    kitu, czy ze nikt nie wytlumaczyl im, o co w nim chodzi.

    z mojej strony EOT: absolutnie rozlozyles mnie na lopatki. jestes swietny

    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • 29.04.09, 20:18
    dala.tata napisał:

    wynika, ze pytanie jest do
    > kitu, czy ze nikt nie wytlumaczyl im, o co w nim chodzi.
    :)

    "a teraz bedziemy sobie siedziec, ja bede sluchala, a pani bedzie puszczala
    wodze fantazji. jak sie pojawi u pani jakas fantazja dotyczaca mojej osoby, to
    prosze to natychmiast powiedziec. to jest bardzo wazne, bo swiadczy o ogolnym
    stosunku pani do calej ludzkosci. jesli bedzie mnie pani postrzegala jako kogos
    madrzejszego, opiekuna, wybawce, to tez prosze o tym powiedziec, bo to oznacza,
    ze wykazuje pani postawe zaleznosciowa. dlatego ja o sobie nic mowil nie bede,
    nigdy, przenigdy, zeby mogla pani latwiej przypisywac mi rozne cechy. a wiec
    zaczynamy! prosze o wolne skojarzenia!!! juz!!"
  • 29.04.09, 20:05
    natomiast
    > oczekiwania pacjenta zaburzonego, a rzeczywisty charakter terapii, co mozna od
    > niej uzyskac, sa wrecz przeciwstawne nieraz.
    :)
    hihi
  • 29.04.09, 20:11
    nie wiem na jakiej planecie zyjesz, Dala

    bo to juz nawet australia nie jest
  • 29.04.09, 20:20
    dala.tata napisał:

    > jesli cel twojej wizyty jest nieokreslony, to nalezy go okreslic.
    chyba ze uwazasz ze placenie psychoterapeucie w celu nieokreslonnym
    jest dobrym pomyslem

    człowieku, piszesz na forum depresja, jak depresyjny idzie pierwszy
    raz do lekarza, to nawet cel jego życia jest nieokreślony, jeżeli w
    ogóle jeszcze chce mu się żyć

    >
    > nie mozna przyjsc 'po pomoc'. bo psychoterapeuta nie jest
    aniolkiem i jasnowidzem i nie wie, jak ma ci pomoc.

    spoko, to ja sobie najpierw sama zdiagnozuję co mi jest, wymyślę co
    może mi pomóc, opracuję formy tej pomocy, czas trwania terapii, i
    dokładny jej przebieg, a potem pójdę zapłacić psychoterapeucie żeby
    powiedział, czy dobrze wymyśliłam

    co wiecej, skoro idziesz po pomoc, to
    > uwazasz, ze ta osoba jest w stanie ci pomoc, moze jednak warto
    zatem zaufac jej
    > ,
    > rowniez co do tego pytania. najwyrazniej nie wiesz lepiej, skoro
    idziesz do
    > niego po te pomoc.
    >
    > wreszcie, jesli sie tobie pytanie nie podoba, to idz do takiego
    > psychotereapeuty, ktory ci go nie zada. bedzie to
    najprawdopodobniej
    > psychoterapeuta, ktory nie wie co robi lub jest niedoszkolony,
    jednak wybor jes
    > t
    > twoj.
    >
    >
  • 29.04.09, 22:32
    na koniec jeszcze co do rozroznienia klienta i pacjenta. tata napisal o
    usunieciu medycznych implikacji. oczywiscie takie intencje sa u psychologow, ze
    wzgledu na zla slawe zaburzen psychicznych. chory na glowe brzmi strasznie. no
    ale nie bez powodu uzylem slowa pacjent. psycholog to nie tylko firma uslugowa
    dla klientow. owszem jesli jesli przychodzi klient, klient ma SWIADOME
    oczekiwania. mam cel pan mi masz ten cel pomoc zrealizowac. cel ma to do siebie
    ze jest swiadomy. sprowadza sie to do treningow pewnie jakis, poradnictwa i co
    tam sobie powymyslaja. pisalem o mamuciej ze wzgledy na przyklad na role
    psychologa sportowego.

    sytuacja zaburzonego psychicznie jest jednak odmienna. tu bylo mowione o
    etycznosci takiego pytania, nie tylko uzytecznosci. jak najbardziej podmiotowosc
    uber ales, tylko ze czy dawanie narkomanowi dzialki, ktory podmiotowo wyraza
    takie checi jest dbaniem o jego podmiotowosc? jakis czas temu byla tu rozmowa na
    forum o tym ze chory nie chce wyzdrowiec. powody zglaszania sie na terapie wcale
    nie musza wynikac z decyzji o pozbyciu sie problemow, tylko moze byc to forma
    ucieczki od problemow, chec zeby w kryzysowej sytuacji ktos sie zaopiekowa,
    wsparl, chodzi o rozne formy kompensaty. tak naprawde zaburzony nie wie jaka
    jest droga do wyjscia z zaburzenia i nie zna celu terapi. jego swiadomosc jest
    ograniczona przez zaburzenie. i jest on pacjentem, bo rola terapeuty nie jest
    podtrzymywanie go wjego zaburzeniu, i podmiotowych dazeniach, tylko rozszerzenie
    pola jego swiadomosci, co wiaze sie z oporem, i jest akurat droga przeciwna niz
    pacjent poczatkowo moglby sobie wyobrazac. i to niekoniecznie musi dotyczyc
    psychoanalizy. w kazdej terapii w ktorej zaklada sie ze problemy wynikaja ze
    struktury osobowosci i do niej trzeba sie dobrac. a to osobowosc wyznacza cele.
    wiec te cele dziala w trakcie terapii ulegaja zmianie. i wtym sensie jest on
    pacjentem, ze terapeuta zasadniczo ingeruje w jego osobowosc a nie tylko jest
    trenerem asystujacym mu przy realizacji jego celow wstepnie zalozonych.
  • 30.04.09, 00:38
    no prosze, nowy watek rozmowy.pare drobnostek:

    1. mylisz psychologa z psychoterpetua: inne funkcje, inne kompetencje i
    umiejetnosci.
    2. 'zaburzony psychicznie' jest cudny.
    3. jakiekowliek sa cele udania sie do psychoterapeuty, wlasnie dlatego ze to
    wizyta u psychoterapeuty, a nie wspolne piwo, okreslenie celowpacjenta jest
    kluczowe. co wiecej, ustalenie celow terapii pojawia sie rowniez w psychiatrii.
    pytanie 'czego oczekujesz' jest kluczowe dla klienta, pacjenta jak i dla ludzi,
    do kotrych po pomoc przychodza.

    nie dosc ze tego uczy psychoterapia, to, co wanizjesze, tego zaczyna uczyc
    psychiatria. choc, jak powiedzialem, nurt psychiatrii interwencyjnej w latach
    70tych bardzo ciekawie zreszta pokazal idee (skonczylo sie to zle dla psychiatrow).

    4. twoje wynurzenia o zalozeniach 'kazdej terapii' co do osobowosci sa tak
    dalece bzdurne (bardzo mi przykro), ze nie da sie z nimi dyskutowac.

    i to tak na koniec milej wymiany.




    --
    blue skies research rules!
  • 30.04.09, 08:40
    juz to pisales, na tyle cie tylko stac pracowniku naukowy? jakos mnie to nie dziwi.

  • 30.04.09, 15:00
    alez cie zabolal ten pracownik naukowy. to ja ci powiem wiecej: prof.dr hab. :-)
    full wypas :-)

    i proponuje sie nauczyc dyskutowac, bo ta odpowiedz tylko wskazuje, ze sie
    bardzo irytujesz. a po co? tak se gadamy na forum, nie? :-)

    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 30.04.09, 15:15
    na razie to ty glownie projektujesz w tym watku panie profesorze. twoje reakcje
    sa dosc zastanawiajace jak raptem na jakis moj post insynuacje dotyczace mojego
    stanu emocjonalnego wyskakuja. ja odbilem pileczke.
  • 30.04.09, 17:30
    w pyskowke nie bede sie wdawal: proponuje jednak, bys przeczytal swoj pierwszy
    post w podowiedzi na moj wyzej. 'tylko na to cie stac' - to jest co przepraszam?
    argrument? teza? riposta? nie, to jest zwykly atak ad hominem. zamiast odniesc
    sie do meritum wolisz sie podwazyc auotra postu, dokladnie jak zrobiles z
    neuroleptykiem w sasiednim watku.

    to taka strategia, nie? najpierw podwazyc, cos zainsynuowac, odrobinke popluc, a
    potem w wielkiej chwale napisac nastepnego posta. na dobrze przygotowany grunt.
    nie podoba mi sie to i wlasnie dlatego nie odpwoiadam na reszte twoich wypowiedzi.


    pirwam napisał:

    > na razie to ty glownie projektujesz w tym watku panie profesorze. twoje reakcje
    > sa dosc zastanawiajace jak raptem na jakis moj post insynuacje dotyczace mojego
    > stanu emocjonalnego wyskakuja. ja odbilem pileczke.


    --
    blue skies research rules!
  • 30.04.09, 17:45
    juz spusciles troche pary z mozgu? a wiec teraz przejdzmy do faktow

    prosze moje posty czasowo wczesniejsze pokazac przed tym postem, ktore atakowaly
    cie personalnie. ty tu odnosisz sie do mojej osoby, nijak nie argumentujac
    niczego co probowalem ci unaocznic analogia o co chodzi mi w dyskusji.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94678431

    po czym gdy odpisalem, pracownik naukowy w akcji. co samo w sobie nie mialo
    zadnego zabarwienia nominalnie na forum, okazalo sie niezlym zapalnikiem dla
    twoich projekcji na moj temat.

    odpisalem tylko tyle cie stac, a co mialem odpisac jak dzidzius napiszesz mi ze
    bzdura nijak nie argumentujac i piszac ze ci sie nie chce, wykazujac przy tym
    wielka ochote do pisania wczesniejszych nic nie wnoszacych zdan.

    ktory to juz raz nie odpowiadasz na kolejne odpowiedzi? slowo profesora
    habilitowanego?
  • 30.04.09, 18:05
    nie planowalem tego posta, ale niech bedzie. prosze bardzo:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94667805
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94680140
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94702086
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94720583
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94703003
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=94625740&a=94703369
    i zeby byla jasnosc: ja nie mam problemu z uzywaniem dosadnego jezyka i ostrej
    dyskusji, jednak odnosze sie zawsze do tego, co mowisz, a nie do tego, jaki jestes.

    i powtarzam: warto sie nauczyc sztuki dyskusji. mam nadzieje, ze sobie juz
    odpuscisz. ja naprawde nie mam ochoty na pyskowke.

    --
    blue skies research rules!
  • 30.04.09, 18:17
    a ty mam nadzieje nauczysz sie sztuki rozumienia.

    poprosilem o link WCZESNIEJSZY czasowo od linka w ktorym ty odniosles sie
    personalnie do mojej wypowiedzi.

    ile linkow spelnia ten warunek? tylko link numer jeden. a teraz gdzie odnioslem
    sie personalnie do ciebie w linku numer jeden?
  • 30.04.09, 18:22
    owszem odnioslem sie ale bylo to na drodze symetri. skoro ty podwazyles
    bezpodstawnie kompetencje terapeutyczne ja podwazylem twoja wiedze.
  • 30.04.09, 09:01
    4. twoje wynurzenia o zalozeniach 'kazdej terapii' co do osobowosci sa tak
    > dalece bzdurne (bardzo mi przykro), ze nie da sie z nimi dyskutowac.
    >

    bo nie masz nic do powiedzenia w tej sprawie jak i wielu innych i glownie takie
    teksty umiesz sadzic na forum, jak to ignoranci z przerosnietym ego maja w
    zwyczaju.

    napisalem o zalozeniach tylko i wylacznie z punktu widzenia tego o czym zaczelem
    pisac : rozroznienie pacjenta i klienta i dlaczego uznalem ze to raczej pacjent
    a nie klient. aktywnosc psychologa jest w tym przypadku o wiele wieksza, jest
    okreslone cos takiego jak patologia, i nie mamy takiego relatywizmu ze dowolnie
    w glowie bedzie terapeuta mogl zmieniac jak w przykladzie z glosami wedle
    zyczenia pacjenta, a terapie maja ciezki przebieg w innym kierynku ida niz
    mogloby sie wydawac pacjentowi. nie pisalem natomiast o zalozeniach
    terapeutycznych roznego rodzaju terapii.



    3. jakiekowliek sa cele udania sie do psychoterapeuty,

    cele podania podaje kazdy na wstepie w pierwszych zdaniach. kolejne pytanie o
    oczekiwania jest juz czyms innym i tez pamietam ze mi dziunia na terapi w pewnym
    momencie wyskoczyla i tlko oczy otworzylem ze zduienia i nie wiedzialem co
    powiedzic. po czym nawet jak cos wydumalem, nic w tym wzgledzie nie uczyniono.
    pytanie ma glowny cel zepchnac z siebie odpowiedzialnosc.
  • 30.04.09, 09:09
    "w kazdej kazdej terapi w ktorej", drogi manipulancie, a nie kazdej terapi. jest
    to zasadniczo wezej.
  • 28.04.09, 15:49
    to sa zuplenie rozne role, choc ta druga poza szpitalem jest w rzeczywistosci
    dosc niejasna. lekarz psychiatra leczy, glownie za pomoca farmakologii i jest
    odpowiedzialny wlasnie za to. psycholog w szpitalu wspomaga lekarza psychiatre,
    glownie za pomoca tzw. opisu stanu psychicznego pacjenta, robienia przeroznych
    testow psychologicznych, na ktorych oparta jest diagnoza psychologiczna (ktore,
    co ciekawe, jest dosc nierelwantna, bo nie ma na nia miejsca w sluzbie zdrowia).

    poza szpitalem rola psychologa jest wlasciwie niejasna. nie moze leczyc, nie
    moze prowadzic psychoterapii (bardzo wazne jest to, zeby nie mylic roli
    psychologa i psychoterapeuty). i sprowadza sie do pogadania, porady w sprawach
    nieklinicznych - typu niegrzeczne dziecko.

    i jeszcze raz: psychoterapeuta nie musi byc psychologiem, moze byc inzynierem.
    pscyoterpeuta to kots kto skonczyl studium psychoterpeutyczne i ma certyfikat.
    sa oczywiscie psychoogowie psychoterpeuci, jak i psychiatrzy. ale ich tego sie
    nie uczy.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 03.05.09, 03:21
    To pytanie jest wazne ...ale stresujace..zadnych z moich roznych
    odpowiedzi na to pytanie nie wplynela na przebieg leczenia.Zawsze
    byly ignorowane.Zarowno w terapii jak i u psychiatry.

    Kiedys w trakcie ciezkiej choroby somatycznej odpowiedzialam na to
    pytanie , ze chce umiec umrzec ,umiec w spokoju popelnic
    samobojstwo by nie umierac w meczarniach. Przeciez by sie tego nie
    domyslila terapeutka!

    A dla tych co nie wiedza co powiedziec radze by odwrocili kota
    ogonem i i zasugerowali by sama terapeutka okreslila zakres
    dysfunkcji w sferze emocji,mysli ,zachowania i poradzila jak to
    zmienic.

  • 03.05.09, 05:23
    Mam podobne zdanie do Dala. i Tleno. Przeszłam kilka terapii. Bulwersujące
    większość pacjentów pytanie zawsze padało, początkowo też mnie irytowało,
    ponieważ miałam wiele problemów których nie umiałam ani nazwać ani rozwiązać.
    Chciałam szybko cudownej poprawy, a tak się nie da. W medycynie somatycznej
    niepytany pacjent mówi od razu np." kolano mnie boli" na ból daje się tabletkę ,
    naprawia albo wycina chory organ itp.Za pomocą badań sprawdza się co i dlaczego
    szwankuje.Efekt przychodzi z reguły dość szybko.
    Do psychologa, terapeuty przychodzi się z problemami, których w wyniku badań
    krwi,prześwietlenia itp. nie nazwiesz. Nieświadomy własnych problemów delikwent
    coś tam odpowie i lekarz od duszy ma pierwszy wynik.
    Jestem orędownikiem terapii, bo bardzo mi pomogły. Rozwiązałam wiele problemów,
    narobiłam się przy tym co niemiara.
    Teraz też coś mnie uwiera, pójdę do terapeuty i od progu jak somatyk będę
    krzyczała "to i to mnie boli i chcę to wyleczyć".
  • 03.05.09, 14:02
    a ja nigdy nie chciałam cudownego uzdrowienia, chcialam żeby ktoś mi pomógł
    ruszyć z dołu w ktory zarylam czterema kołami, i nigdy nie oczekiwalam że
    dziunia zrobi pstryk a ja będę zdrowa, ale przekonałam się że nawet najmniejsze
    oczekiwania wobec psychologa to całkowity absurd. Gdzieś podobno są
    psychoterapeuci, psychologowie co coś potrafią mądrego człowiekowi powiedzieć,
    wskazać światełko w tunelu ale to chyba jednak bajki są.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 03.05.09, 14:06
    lekarz od duszy ....
    oni naprawdę nie zasługują na takie górne miano
    na to zasługuje przyjaciel co to trwa przy Tobie i zawsze rękę poda, albo
    współmałżonek trwający w dobrej i zlej doli i miłujący, a nie jakiś kolo co
    poszedł na studia swoje kompleksy leczyć i głodne kawałki wkleja za sporą kasę.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 03.05.09, 15:13
    Uogólniasz Lucyna bo miałaś kiepskie doświadczenia. Ja z pierwszej dobrej
    terapii zrezygnowałam, bo wkurzyło mnie niesłusznie jedno z pytań
    terapeuty.Straciłam 2 lata. Potem było bardzo źle, poszłam bez żadnych nadziei
    bo mnie zmusili. Pierwszego dnia wiedziałam, że trafiłam w odpowiednie miejsce.
    Tam uratowali mi i moim dzieciom życie, byłam o krok od rozszerzonego
    samobójstwa ( tzn. ja z dziećmi-tak się robi w wielkiej rozpaczy w głębokiej
    depresji). Byłam tam 4 lata i było to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Po
    terapii osiągnęłam w życiu b. wiele i wiele zmieniłam. Potem z pojedynczymi
    problemami chodziłam do terapeutów. Różni byli. I dobrzy i tacy z którymi nie
    nawiązałam dobrego kontaktu, wtedy po 3 spotkaniach rezygnowałam. Fakt, że
    najważniejszy jest pierwszy.Jeśli będzie dobry, masz szansę nauczyć się
    pracować w terapii i sobie pomóc. Gdybyś mieszkała w Wawie poleciłaby Ci
    odpowiednich. Acha , moim zdaniem psycholog to nie dla nas. Nam potrzebny jest
    psychoterapeuta, który może, ale nie musi być psychologiem.I nie każda terapia
    jest płatna. Można poszukać bezpłatnej. Ale teraz znaleźć bezpłatnego, dobrego
    terapeutę jest trudno. To fakt.
  • 03.05.09, 17:02
    na szczęście nie mieszkam w warszawie, już dawno bym się zabiła gdybym tam
    mieszkała.
    Błagam o niewykazywanie dobrych chęci w moim kierunku, nei zamierzam szukać,
    nie odczuwam potrzeby, ani sensu.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 03.05.09, 18:03
    Solennie przyrzekam: żadnych dobrych chęci w Twoim kierunku. Amen. ( też po
    łacinie ale bez polsko -łacińskiego wygibasu, może zostanie mi wybaczone )
  • 03.05.09, 19:27
    Nie mam Ci czego wybaczać kefirko, już prędzej odwrotnie.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 03.05.09, 19:34
    i jeszcze sie wycalujcie w te piekne rumiane policzki na zakonczenie
  • 03.05.09, 21:35
    odwal się
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 03.05.09, 22:14
    jakie rumiane? blade, pociagle, lekko przezroczyste.

    a ty nie zazdrosc.
    --
    blue skies research rules!
  • 04.05.09, 06:30
    Prostuję.Moje policzki są muśnięte słońcem, takie brzoskwiniowe i lekutko
    pyzate. Przeźroczyste nic a nic. Co do zazdrości niech sobie wyraża co i jak
    chce skoro musi.
  • 03.05.09, 09:15
    > To pytanie jest wazne ...ale stresujace..zadnych z moich roznych
    > odpowiedzi na to pytanie nie wplynela na przebieg leczenia.Zawsze
    > byly ignorowane.Zarowno w terapii jak i u psychiatry.

    i to jest wlasnie najlepsze. mowisz psychiatrom o celach a ci wrecz z zalozenia
    uznaja sie za autorytety ktore wiedza czego mi trzeba lepiej odemnie, wszystko
    co powiem to bajdurzenia wariata. to samo pani psycholog kliniczna. a tam gdzie
    rzeczywiscie jakas przynajmniej czesc pomocy dostalem nitk mnie na wstepie o
    oczekiwania nie pytal, bylem po prostu pacjentem na terapii choc tez raz pytanie
    takie wpadlo, ale wynikalo z bezradnosci terapeutki ktora nie wiedziala co
    powiedziec.
  • 03.05.09, 16:21
    to jest najwazniejsze w calej tej dyskusji! nawiasem mowiac, niedawne badania
    Healthcare Commission w UK wskazaly, ze dobrze ponad polowa (jak ktos chce, moeg
    poszukac ile) pacjentow w leczeniu psychiatrycznym uwaza, ze nie ma wplywu na
    przebieg leczenia, na jego cele. to sa zastraszajace dane. najciekawsze jest to
    przy tym, ze zdecydowana wiekszosc uwaza ze psychiatrzy ich pilnie i z uwaga
    wysluchuja.

    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 03.05.09, 23:15
    A majac wplyw na lecznie -trafiajac na psychiatre przytakujacego
    lub takiego, ktory cala odpowiedzialnosc zrzuca na pacjenta- ilu
    sie przejechalo?

    Czesto mialam wplyw na dobór leku i jego dawke i nie gwarantowalo
    to dobrego samopoczucia po za poczuciem ze moja autonomia zostala
    uszanowana.


    Nie tylko w psychiatrii lamie sie prawo do wolnego wyboru pacjenta
    co do leczenia -kto ma wplyw jaki lek zastosuje lekarz w szpitalu?
    Czesto zeby sie o tym dowiedziec trzeba specjalnie pytac lekarza
    i znosic jego miny i uwagi o naszej nieufnosci. Nie uzyska sie
    rowniez informacji na temat metod alternatywnych leczenia.

    Spotkalam sie z taka opinia psychiatry " Pacjenci chca sie tylko
    wygadac ,ponarzekac,chca zeby ich wysluchac ,ze sie zle czuja - to
    nie znaczy zeby im leki zmieniac".
  • 03.05.09, 23:26
    no straszne z pacjentami co chca sie wygadac....

    mnie nie chodzi tylko o farmakoterapie. to idzie o calosciowy plan terapii,
    lekarstwa to tylko czesc. neistety mysle ze w polskiej rzeczywistosci to jeszcze
    never-neverland.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 04.05.09, 02:09
    To ciekawe-calosciowy plan?
    A w jakich krajach?
    Gdzie wariatom zyje sie najlepiej?:)
    Czy finansowany jest taki program przez panstwo /czy jest zalezny
    od ubezpieczenia pacjenta?

    Z tego co domyslam sie, ze masz na mysli wnioskuje, ze takowy
    calosciowy plan pomocy opisywala Arnhild Lauveng-norweska ex chora
    psychicznie.(Niemniej i tam za rente nie mozna przezyc)

    Nie chce powiedziec ,ze w Polsce tylko raz do roku odbywa sie pod
    patronatem firmy farmaceutycznej ,przy udziale naiwnych
    spolecznikow dzien schizofrenika("otwartych drzwi") i tyle...Cos
    jednak wykwitlo zeby poprawic funkcjonowanie chorych-
    skocz.pl/pomocnadlon

  • 04.05.09, 10:46
    nie iwem czy zyej sie lepiej. calosciowy plan: czyli to, co chcmey zeby pacjent
    uzyskal dzieki terapii. to przyklad, ktory dawalem wczesniej: czy bardziej ci
    zalezy na nastorju, czy bardziej na podjeciu pracy. czy podejmujemy farmakologie
    czy psychoterapie. takie programy powstaja, niedawno slyszlaem o nim na
    konferencji psychiatrycznej - wprowadzaja go w USA i pierwsze wskazowki
    pozwalaja myslec, ze dziala lepiej.

    w UK teoretycznie tak powinno byc, jednak procedury leczenia sa dosc sztywne i
    pacjent nie ma na nie za duzego wplywu. w UK sluzba zdrowia i psychoterapia jest
    za darmo. na psychoterapie, zaleznie od miejsca zamieszkania, trzeba czasem
    czekac w kolejce.


    --
    blue skies research rules!
  • 04.05.09, 13:41
    według Twoich idealistycznych opisow to jak pojść do fryzjera, mówisz co chcesz
    i masz. a to tak pięknie nie wygląda, po prawdzie to wcale nei wygląda.
    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 04.05.09, 14:27
    nigdy nie powiedizalem ze wlasnie tak zawsze jest. jednak to wlasnei dazenie do
    idealu powinno byc celem opieki psychiatrycznej.

    wedle ciebie, skoro nie jest jak w ideale, nalezy usiasc, zaplakac i narzekac?
    wedlug mnie to nie ma sensu i przypominanie jak powinno byc, a jak jest, jest
    bardzo wazne. tylko bo wiem w ten sposob jestesmy w stanie poprawiac system.



    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 04.05.09, 13:35
    do renaq wracając do pytania z tytułu wątku:

    psychiatra: lekarz medycyny który po medycynie uczył się 5
    lat psychiatrii (specjalizacja) i zdał państ egzamin; rozpoznaje
    choroby i zaburzenia psychiczne (zgodnie z wytycznymi zebranymi w
    spisie o nazwie ICD10);
    psychiatra zaleca leczenie lekami (zapisuje recepty) i /lub
    psychoterapię;

    psychoterapeuta osoba po wyzszych studiach (np psychologia,
    pedagogika, pielęgniarstwo, filozofia, medycyna) ktora potem zrobiła
    specjalne szkolenie i zdala egzamin na certyfikat psychoterapeuty;
    szkolenie trwa zwykle kilka lat, spis certyfikowanych
    psychoterapeutów na www;
    uwaga: psychoterapeuci szkolą sie w różnych tzw. szkołach, np.
    dynamicznej, systemowej, eriksonowskiej, poznawczej...


    uwaga: psychoterapia służy do leczenia psychoterapią zaburzeń i
    chorób psychicznych, wtedy najczęściej leczy się tam pacjenta;
    ale psychoterapeuta pomaga też w rozwoju osobistym, nauczeniu sobie
    radzenia w jakichś sytuacjach (np. stresu, zależności służbowej,
    relacji z partnerem, konfliktu z rodzicami, kłopoty wychowawcze z
    nastolatkiem itp itd) wtedy często powie że ma klienta;

    psycholog osoba po wyższych studiach psychologicznych; po
    zakończeniu studiów może podjąć szkolenie (trwa kilka lat) w
    psychoterapii;
    w gabinecie /poradni możesz spotkać psychologa, który się właśnie
    szkoli na psychoterapeutę lub już zdał certyfikat;

    ale też może tam być psycholog, który nie jest wyszkolony na
    psychoterapeutę ani nie szkoli się;

    psycholog to tez osoba ktora np. robi testy w firmie poszukującej
    pracownikow do bankow, korporacji itp; lub osoba pracująca w
    reklamie; lub w szkole; lub jest kuratorem sądowym;

    leki może zapisac tylko i wyłącznie osoba która jest
    lekarzem!!


    czyli: może być psychiatra współpracujący z innym psychoterapeutą
    albo "2 w 1" czyli psychiatra który wykształcił sie też na
    psychoterapeutę;

    psycholog może nie mieć pojęcia (tzn. wyszkolenia) o psychoterapii!!

    słowo terapeuta moze oznaczać cokolwiek, nawet masażystę,
    wszak to też terapia, tyle że manualna....zależy od kontekstu;
    róznej maści terapeuci nie są wyszkolonymi psychoterapeutami;

    a i nie zdziw się jakbyś spotkała "3 w 1" bo są też w Polsce osoby
    które skończyły dwa fakultety (tj medycyna + psychologia)potem
    zrobili certyfikat z psychoterapii i specjalizację z psychiatrii:))
    choć słyszałam o takich...kilku w skali kraju:))

    mam nadzieję, ze wyjaśniłam; przepraszam że wyszło długawo;

    pzd
  • 04.05.09, 13:40
    proponuję przyszpilić ten post ,jak się mawia w moim miejscowym narzeczu, u góry.

    --
    nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
  • 05.05.09, 01:54
    dala.tata 04.05.09, 10:46 Odpowiedz
    > nie iwem czy zyej sie lepiej. calosciowy plan: czyli to, co
    chcmey zeby pacjent
    uzyskal dzieki terapii. to przyklad, ktory dawalem wczesniej: czy
    bardziej ci
    zalezy na nastorju, czy bardziej na podjeciu pracy. czy podejmujemy
    farmakologie
    czy psychoterapie. takie programy powstaja, niedawno slyszlaem o
    nim na
    konferencji psychiatrycznej - wprowadzaja go w USA i pierwsze
    wskazowki
    pozwalaja myslec, ze dziala lepiej.

    w UK teoretycznie tak powinno byc, jednak procedury leczenia sa
    dosc sztywne i
    pacjent nie ma na nie za duzego wplywu. w UK sluzba zdrowia i
    psychoterapia jest
    za darmo. na psychoterapie, zaleznie od miejsca zamieszkania,
    trzeba czasem
    czekac w kolejce. <


    Raczej usa zaslynelo z tego ,ze nie przetrzymywalo chorych
    psychicznie w szpitalach do smierci tak jak to bylo w
    Polsce (bo nie dali by sobie rady).Gro bezdomnych tam to ludzie z
    zaburzeniami psychicznymi,ktorymi panstwo sie nie interesowalo.

    Zarowno przetrzymywanie w szpitalach jak i wypuszczanie chorych na
    ulice (by nie obciazac podatnikow)jest zla strategia i jesli
    tylko do tego co opisales mial by sie ograniczac plan pomcy takim
    ludziom to bardzo malo.

    Czesto ubezwlasnowolnieni ,bez srodkow do zycia,odtraceni przez
    rodzine,bez umiejetnosci i zaradnosci spolecznej , potrzebuja
    czegos wiecej niz mozliwosci decyzji w kwesti wyboru terapii czy
    rodzaju pracy .

    Mysle ,ze opinia o sztywnosci procedur psychiatrycznych wobec
    pacjentow ,bierze sie m.in.z tego,ze w odroznieniu od innych panstw
    w tym usa ,nie ma u nas tylu prywatnych(czy wspieranych przez
    panstwo) osrodkow o zroznicowanych podejsciach teoretycznych do
    chorob psychicznych i eksperymentalnych formach/programach leczenia.

    Ale o czym tu pisac jesli nawet leki psychotropowe (zwlaszcza
    nierefundowane ale i refundowane) ze wzgledu na cene nie sa
    wykupywane przez chorych.

  • 05.05.09, 02:17
    Czy nie trzeba by czasem wprowadzic programu terapeutycznego juz w
    szkole? Zanim czlowiek sie pogubi i zwarjuje.(procentowo najwiecej
    wystepuje problemow psychicznych w okresie dojzewania-
    schiz,depresje,nerwice,zaburzenia osobowosci)

    To w USa wprowadzono eksperymentalne szkolenia dzieci w szkolach w
    zakresie relacji interpersonalnych,radzenia sobie z
    konfliktami ,gniewem i innymi emocjami,ograniczajac w ten sposob
    ilosc zaburzen psych.,konfliktow z prawem w porownaniu z grupami
    kontrolnymi.

    Smutne jest to ,ze szkolenia te nie staly sie
    popularne ..zaniechano ich.

    Jeszcze lepiej jak by wprowadzic do domow z malymi dziecmi super
    nianie a po tem psychoterapeutow do szkoly,moze w tedy oferujacy
    proszki psychiatra nie byl by potrzebny.

  • 05.05.09, 18:33
    ja bym jednak byl bardzo przeciw medykalizacji i psychologizacji calego zycia.
    zdeycdowana wiekszosc ludzi lepiej lub gorzej ale sobie radzi. mysle ze lepiej
    wydawac pieniadze na porzadna pomoc tym, kotrzy sobie nie radza.


    --
    Jezynki, malinki, ja wszystkie was pingwinki, calowac chce.
  • 06.05.09, 00:33


    Widze ten problem w ten sposob ,ze lepiej zawczasu dzialac niz
    potem zalowac.

    Na odre i inne chroby zakazne szczepi się zawczasu ,zanim nastapi
    zarażenie i choroba .Jakos to nie jest uważane za marnowanie
    pieniedzy.

    I tak podobnie jest z psychoedukacja ,zdobyte w mlodosci
    umiejetnosci interpersonalne , procentuja na cale lata. Ta
    edukacja jest niezbędna w przeciwienstwie do wykutych formułek z
    np.fizyki-one nie czynia zycia szczesliwszym,lepszym i
    latwiejszym.

    Zle schematy myslenia czy zachowania maja swój poczatek w
    dziecinstwie i na ten okres zycia warto zwrocic szczegolna uwage ,
    a nie” pomagac / leczyc”w tedy gdy jest juz na to za późno, lub w
    biernej obojetnosci liczyc na to ,ze kazdy sobie jakos poradzi.






  • 06.05.09, 12:20
    Wedlug mnie depresja bierze sie z braku umiejetnosci radzenia ze
    soba, zyciem i z innymi ludzmi.
    Psychoterapia powinna uczyc, pokazywac co robi sie zle i co wynika z
    z naszych zlych dzialan.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 06.05.09, 21:49
    Rozne sa depresje i poglady co do powodow zaburzen.

    Uprosciles zlozony problem ,ktory byl, jest i bedzie walkowany na
    tonach paieru przez pokolenia.

    Zadania psychoterapii moga byc bardzo rozne,a nie tylko
    pokazywanie "co robi sie zle".Nie jest to uzaleznione tylko od
    orientacji teoretycznej psychoterapeuty ,ale od indywidualnych
    problemow i potrzeb pacjenta.
  • 06.05.09, 21:51
    tak, ale moze lepiej nie wychodzic z domu co? bo sa wypadki. moze lepiej nie jsc
    nic surowego, lepiej myc rece po kazdym uscisku; lepiej.......

    nie dajmy sie zwariowac co?


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 06.05.09, 23:12
    Rozumiem, ze tym groteskowym propozycjom towarzyszy Ci chec
    zwrócenia uwagi na granice rozsadku w zapobieganiu niechcianych
    wydarzeń.

    To o czym pisalam miesci sie w granicach rozsadku(po za żartem z
    super niania) i nie widze przesady w odpowiedzialym podejsciu do
    rozwoju emocjonalnego dziecka i lepszej jego edukacji
    psychologicznej,ktora by procentowala na przyszlosc.

    Rowniez widzenie przez Ciebie jedynego problemu z chorymi na
    zaburzenia psychiczne ,polegajacego na tym, ze pacjent chodź jest
    wysluchiwany to nie ma wplywu na decyzje "czy chce pracowac czy
    miec lepszy nastoj",jest tylko czubkiem gory lodowej.

    Dla tego rowniez za rozsadne uwazam zwrocenie uwagi na owiele
    powazniesze problemy ,ktore sa do rozwiazania by funkcjonowanie
    chorych bylo mozliwe.
  • 06.05.09, 23:28
    ale to co ty nazywasz rozsadkiem, ja nazywam niepotrzebnym medykalizowaniem.
    ludzie sobie naprawde radza bez psychoterpeuty.

    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 08.05.09, 15:38
    tlenoterapia napisała:

    > To o czym pisalam miesci sie w granicach rozsadku(po za żartem z
    > super niania) i nie widze przesady w odpowiedzialym podejsciu do
    > rozwoju emocjonalnego dziecka i lepszej jego edukacji
    > psychologicznej,ktora by procentowala na przyszlosc.
    >

    Mnie, to nawet pomysł z super nianią się podba (czy inne przedmioty typu życie w
    rodzinie) ponieważ wielu rodziców nie wie jak wychowywać swoje "pociechy",
    później te pociechy maja swoje dzieci i oczywiście powtarzają schematy z
    dzieciństwa, no i tak w kółko.
    Na szczęście takie tematy są coraz częściej pokazywane w TV czy w różnych
    czasopismach.

    ps. dzięki, za wszystkie wpisy, nie myślałam, że temat tak się rozwinie. Ja
    niestety rzadko mam dostęp do netu ale za każdym razem tu zaglądam.



  • 06.05.09, 23:15
    Rozumiem, ze tym groteskowym propozycjom towarzyszy Ci chec
    zwrócenia uwagi na granice rozsadku w zapobieganiu niechcianych
    wydarzeń.

    To o czym pisalam miesci sie w granicach rozsadku(po za żartem z
    super niania) i nie widze przesady w odpowiedzialym podejsciu do
    rozwoju emocjonalnego dziecka i lepszej jego edukacji
    psychologicznej,ktora by procentowala na przyszlosc.

    Rowniez widzenie przez Ciebie jedynego problemu z chorymi na
    zaburzenia psychiczne ,polegajacego na tym, ze pacjent chodź jest
    wysluchiwany to nie ma wplywu na decyzje "czy chce pracowac czy
    miec lepszy nastoj",jest tylko czubkiem gory lodowej.

    Dla tego rowniez za rozsadne uwazam zwrocenie uwagi na owiele
    powazniesze problemy ,ktore sa do rozwiazania by funkcjonowanie
    chorych bylo mozliwe.
  • 07.05.09, 01:35
    dala.tata 06.05.09, 23:28 Odpowiedz
    >ale to co ty nazywasz rozsadkiem, ja nazywam niepotrzebnym
    medykalizowaniem.
    ludzie sobie naprawde radza bez psychoterpeuty. <


    Czyli wadą poprawy funkcjonowania emocjonalnego dzieci jest to ,ze
    Ty w nia nie wierzysz uznajac ,ze kazdy sobie jakos radzi?

    A ja uwazam ,ze ludzie nawet przy pomocy psychoterapeuty sobie
    nie radza jesli nie maja od dziecinstwa prawidlowo budowanego
    fundamentu emocjonalnego.

    Paradoksalnie madykalizacja doroslej osoby juz Ci nie przeszkadza
    i jest dla Ciebie rozsadna -glosisz potrzebe intensywniejszej
    pomocy-czesto jest na nią za pozno."Czym skoropka za mlodu na
    siaknie tym na starosc...

    Ale moze zle rozumiesz istote programu tej edukacji o jej
    przebiegu jaki mial w eksperymenalnej grupie dzieci w USA nie
    pisalam.Efekty tego programu byly bardzo obiecujace. I nie
    ignorowala bym ich .




  • 07.05.09, 01:56
    nie mam pojecia skad bierzesz to, ze mi medykalizacja doroslych nie przeszkadza.
    wrecz przecwienie.
    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 08.05.09, 00:57


    W swoich wypowiedziach jestes tak lakoniczny i zbywajacy,ze
    widocznie nie zawsze trafnie domyslam sie ich sensu.

    Pisales -"mysle,ze lepiej wydawac pieniadze na porzadna pomoc tym
    ktorzy sobie nie radza." (zamiast na program zapobiegajacy
    patologii,dysfunkcji oraz pomocny w codziennym funkcjonowaniu
    ludzi)

    I dalej ciekawi mnie ,czemu poprawa zycia
    emocjonalnego /spolecznego dzieci ma byc medykalizacja?(Czy np.w
    nauce kreatywnego myslenia, rozwijania empatii ukrywa sie
    medykalizacja?)

    A jesli nie jest to dla Ciebie wysilkiem wielkim ; zastanawia mnie
    co rozumiesz przez medykalizacje i jakie skutki negatywne w niej
    widzisz?

  • 08.05.09, 01:44
    jest to medykalizacja, bo instytucjonalizujesz.

    ludzie, w tym ja i ty, maja cala mase problemow. problemow, z ktorymi musza
    sobie lepiej czy gorzej radzic. miedzy innymi dzieki tymproblemom staja sie tym,
    kim sa. nie tylko sie nie da sie stworzyc zycia bez problemow, mylse ze to
    byloby niepozadane.

    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • 08.05.09, 07:16
    dala.tata napisał:

    > jest to medykalizacja, bo instytucjonalizujesz.

    wiec moze wogole bude zamknijmy. glowna funkcja tej instytucji to socjalizacja.
    a nie uniwersytety dla dzieci.
  • 08.05.09, 16:15
    no ta taki wazki argument ja odpowiem:

    to moze zamieszkajmy w szpitalach psychiatrycznych, co?

    ochwaty napisał:

    > dala.tata napisał:
    >
    > > jest to medykalizacja, bo instytucjonalizujesz.
    >
    > wiec moze wogole bude zamknijmy. glowna funkcja tej instytucji to socjalizacja.
    > a nie uniwersytety dla dzieci.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • 08.05.09, 17:38
    nie. tylko chodzi o to ze wiedza psychologiczna nie musi byc
    wprowadzana jako kolejny przedmiot do zakucia jak ma to w zwyczaju
    szkola. tak samo jak etyka - wprowadzamy historie etyki i rodzaje
    teorii etycznych. mozna natomiast wiecej uwagi zwrocic
    funkcjonowaniu uczniow grupie ich problemow. a nasza szkola ma do
    powiedzenia w tym wzgledzie tylko rozliczanie w postaci oceny z
    zachowania.
  • 09.05.09, 02:27

    .> miedzy innymi dzieki tym problemom staja sie tym,
    kim sa. nie tylko sie nie da sie stworzyc zycia bez problemow,
    mylse ze to było by niepożądane.<


    Co to znaczy ,ze staja sie ludzie tym kim sa dzieki m.in.temu, ze
    maja problemy?
    Zawsze czlowiek jet tym kim jest nawet jak radzi sobie z
    problemami dzieki zdobytym w trakcie zycia umiejetnosciom.
    Jak umiejetnosc radzenia sobie z problemami moze byc niepozadana?

    Ale mi tu nie o same problemy chodzilo nie o tym pisalam.

    Nie akceptujesz "instytucjonalizacji" czyli glosisz potrzebe
    niesformalizowanej relacji miedzyludzkiej?Bo inna była by za
    bardzo przewidywalna,wymuszona?
  • 11.05.09, 13:51
    witam, zaczęlam czytać ten wątek ale ręce mi opadły..
    Dala.tata, Ty chyba nigdy nie miałeś despresji prawda?

    Podzielę się z Wami moimi doswiadczeniami z psychologami i psychiatrami.
    Pierwszy raz miałam depresję 3 lata temu o tej porze co teraz..wtedy nie
    chciałam słyszeć o żadnym lekarzu ani psychologu bo uwazałam że taka osoba nie
    jest w stanie mi pomóc nie znając mnie, mojej sytuacji itp, nie jest to mozliwe
    po jednym, dwoch a nawet kilku spotkaniach. Rok później utwierdzilam się w tych
    przekonaniach, wtedy to moja mama zapisała mnie do psychiatry (nfz). Chciała
    dobrze. Poszłam, wzyta wyglądała w ten sposób, że najpierw przez godzinę
    siedziałam u psychologa, ktory przeprowadzil ze mną wywiad=ankietę. Pytania były
    głównie typu: ile mam rodzenstwa,kilka suchych pytan i odpowiedzi na temat
    rodziny, zainteresowań i ostatnich zyciowych wydarzen. Po wypelnieniu ankiety
    pani psycholog popkierowala mnie do psychiatryw pokoju obok przekazując mu te 2
    kartki papieru. On nawet na to nie spojrzał..
    Kazal mi powiedziec na czym polega moj problem (zeby to ja sama wiedziała...).
    Patrzyl na mnie zimnym wzrokiem a ja grzecznie opoeiadalam co sie ze mną dzieje,
    od jakiego czasu itp..(tak w skrócie: rok wczesniej przezylam bolesne rozstanie
    z narzeczonym i od tamtej pory nie moglam sie pozbierac bo zycie stracilo
    sens..i to trwalo rok a dokladnie po roku bardzo sie nasililo)
    Lekarz na koniec postawil mi diagnozę, otóż dowiedziałam się ze przechodzę
    spozniony bunt młodzieńczy i nie kwalifikuję się do leczenia farmakologicznego a
    na moje załamanie polecił mi psychoterapię u swojego kolegi (prywatnie)
    Tydzien pozniej poszlam do psychiatry prywatnie bo bylo ze mna coraz gorzej.
    Przepisał mi jakies leki ale culam ze tylko mnie otumaniały, po zmianie leków
    dostawałam ataków histerii i lęków, nic nie było lepiej, po miesiącu odstawilam
    leki i wyjechalam za granicę..
  • 11.05.09, 13:58
    teraz znowu zaczyna to wracać, pomimo ze jestesm teraz szczesliwa mezatką
    iwszystko wydaje sie ok...są dni calkiem dore i są dni bardzo złe ze nie daję
    sobie rady sama ze sobą ale do zadnego lekarza nie che isc.. nie chce znowu
    przez to przechodzic, chcialabym tylko nauczyc sie sama sobie pomóc. Niestety
    większosc psychiatrów i psychologów to ludzie niekompetentni, bez powołania,
    wykonują tylko swój "wyuczony" zawód. takie jest moje zdanie.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.