• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Depresja a toksyczny związek.Jak sobie radzic? Dodaj do ulubionych

  • 20.05.09, 12:41
    Witam, na tym forum jestem po raz pierwszy i mam nadzieje ze znajde
    tu jakas pomoc.Tak jak w temacie zyje w toksycznym zwiazku.MIedzy
    nami jest 7 lat roznicy. Angazujac przez 3 lata w ten związek cała
    siebie, zostal teraz ze mnie bezsilny klebek nerwow.MOj nastroj
    uzalezniony jest od niego, czy sie odezwie, czy zadzwoni. Bez niego
    nie jestem w stanie normalnie funkcjonowac.Od poczatku przeznaczalam
    caly swoj czas by byc z nim, mimo ze on tego nie robil.Kazdy bol
    znosilam z pokora , wybaczalam mu ciagle olewanie mnie , kiedy to on
    wolal spotkac sie z kumplami niz ze mna ,np po powrocie zza
    granicy. Poznalismy sie gdy mialam 1 6 , bylam mloda,
    niedoswiadczona ,zawrocil mi w glowie . KAzda mysl byla zwiazana z
    nim. Oczywiscie na poczatku bylo wszystko ok, bylo wspaniale. Jednak
    z czasem zmienial sie. Do tego doszedl tez jego hazard , wyjazdy za
    granice. NIgy nie powiedzial mi praktycznie ze mnie kocha (tylko
    ze 'kocha' mnie na swoj sposob) NIgdy nie zauwazylam zeby traktowal
    naszego zwiazku powaznie. Jednak brnelam w to, bo mimo wszystko
    uwielbialam z nim byc(kiedy naprawde byl ze mna) Jednak teraz przed
    jego wyjazdem , powiedzialam mu , ze jezeli dalej ma traktowac mnie
    tak jak teraz , to wole zebysmy sie rozstali, ze chce zeby
    przemyslal, kim dla niego jestem .Zgodzil sie. Moim problelem jest
    to ze ja tak naprawde nie umiem tego zakonczyc, powinnam zrobic to
    dawno... bo chyba nie warto kochac i poswiacac sie za dwoje, mecze
    sie strasznie w tym zwiazku , ale bez tego wszystkiego nie potrafie
    zyc, co to za je****ne uzaleznie od faceta:( dlaczego nie potrafie
    bez niego normalnie zyc, mimo , iz przynosi mi tyle cierpienia. Moze
    te 3 lata? MOze to, jak o tym pisze nie obrazuje tego jak cierpie ,
    ale naprawde czuje ze doprowadza mnie to powoli do depresji( i zeby
    nie bylo ze nie wiem co to jest depresja- przechodzilam przez nia
    kiedys , ale to bylo z innego powodu , bylam w szpitalu i bylo mi
    wtedy naprawde obojetne czy znim bede czy nie , przyczyny depresji
    byly inne) Dlatego tak bardzo sie boje zebym przez niego nie wpadla
    w to samo... Na razie chodze ciagle z gula w gardle, jak nie dzwoni,
    nie moge spac po nocach, lzy ciekna...brak na ochoty na zycie ,
    poczucie jakby sie stracilo wszystko z mysla ze to moze byc
    koniec...Czy ktos przechodzil przez to samo? pozdrawiam
    Edytor zaawansowany
    • 20.05.09, 15:20
      Z mojego doświadczenia: uciekać jak najdalej! Uciekać od toksycznych związków
      póki nie jest za późno. Ja tkwiłam w takim niezdrowym związku przez prawie 5
      lat, powinnam skończyć najpóźniej po 3 latach, a ja dalej w to brnęłam, podobnie
      jak Ty nie umiejąc zakończyć. W końcu po tych 5-ciu latach zerwałam, ale
      przypłaciłam to kolejnym rzutem depresji, z którego jednak stosunkowo szybko
      podniosłam się. Nigdy nie żałowałam tamtej decyzji.No, ale po kilku latach
      okazało się, że chyba już nie jestem w stanie funkcjonować w tzw. normalnym
      związku. Poznałam normalnego faceta, przez jakiś czas było dobrze, potem próby
      zmian, wyjazd do Niemiec, jakieś plany,no i okazało się, że rzeczywistość mnie
      przerosła. Totalne załamanie, które trwa do dziś. Tak jakbym uciekła przed
      własnym życiem, przed perspektywą zmiany, być może na lepsze. Teraz nie mogę
      wyjść z tego dołka, mam wrażenie, że wszystko spieprzyłam, ze jestem tu gdzie
      jestem na własne życzenie, przez własną głupotę i niemoc oraz słabą psychikę.
      Naprawdę czuję się jak wrak. teraz już nie mam nadziei na żaden związek, a nawet
      go nie chcę. Wszystko spieprzone! :-(
      • 20.05.09, 15:54
        ja znalazlam swira takiego samego jak ja
        tworzymy swoją "rodzinę adamsów"

        z normalnym nie mam szans
        zajezdzilabym i siebie i jego


        • 20.05.09, 16:02
          Ja totalnie poległam na związku z "normalnym", wcześniej byłam w takiej
          "rodzinie adamsów" przez 5 lat - też niewypał, choć z innych powodów. Czyli
          teraz wygląda na to, że ani związek z "normalsem" ani z kolejnym "adamsem" (a
          takich znam paru, ale trzymam się z daleka, grrrrrr!!!)w moim przypadku nie ma
          sensu. Mam być sama do końca życia, ile mi go tam jeszcze zostało!
      • 01.08.09, 16:37
        Kiedy czytam Wasze wypowiedzi zdałam sobie sprawę, że mój związek jest tak samo toksyczny, który niszczy mnie samą. Kocham swojego męża i to bardzo, potrafię mu wybaczac wiele cierpienia , które mi zadaje. Pytanie tylko czy taka miłość jest coś warta? Pragne szczęścia dla swojego męża , chcę by czół, że ma we mnie wsparcie. Po prostu daję mu to czego sama pragnę. Niestety mężczyźni( oczywiście nie mogę twierdzić,że wszyscy) z czasem uważają,że im to się należy w zamian nie dając nam tego samego.Bardzo cierpię, ponieważ mąż nie jest ojcem mojego dziecka i niestety nie potrafi mnie zrozumieć i nie kocha mojego dziecka. Serce mi się rozdziera kiedy potrafi wypomnieć mu mleko, które rzekomo za dużo pije- bo było kupione tyle a już nie ma, że ser żółty jest drogi....a on go często je- nie umiem sobie z tym radzić, czuje że jestem słabą kobietą i nic nie warta matką. Są dni że walczę, a i takie dni, że poddaje się bo nie chcę się kłócić. To jest mój drugi mąż a ja mam 32 lata i to że jest przeciwnością byłego męża nie zagwarantowało mi szczęścia, i zrozumienia. Najgorsze, że brak mi sił do walki....... czy jako kobieta już nie zaznam szczęścia, spokoju ?
        NIENAWIDZĘ SAMA SIEBIE ŻE POZWOLIŁAM MU NA TO I ŻE GO KOCHAM.
        Często płaczę, szybkie zmiany nastroju, nic mi się nie chce robić w domu i robię dobra minę do złej gry - zwłaszcza w pracy gdzie staram się być uśmiechnięta by ludzie nie postrzegali mnie jako zgorzkniałą paniusię.
    • 20.05.09, 16:53
      Uzależnienie od partnera a szczególnie destrukcyjnego, to moim zdaniem skazanie
      się na powolną śmierć. Są faceci, którzy funkcjonują jak wampiry i wysysają z
      partnerek całą radość życia. Nie robią tego oczywiście bez zgody partnerki,
      dziewczyny same nadstawiają szyję do gryzienia . Takie osobniki mają dar
      wyszukiwania podatnych na współuzależnienie kobiet. Byłam w takim związku i mimo
      olbrzymich strat nie umiałam odejść, to trochę jak z alkoholem. Nie chcesz pić i
      pijesz dalej. Poszłam na terapię, bo w przeciwnym razie straciłabym siebie
      bezpowrotnie. Udało się, chociaż było b.ciężko. Ten facet do dziś dnia szuka
      sposobu aby mnie ukarać za to, że odeszłam. To trwa już kilkanaście lat. Ale na
      szczęście już dziś niewiele może. Z perspektywy lat powiem,że bardzo żałuję, że
      wcześniej nie zdecydowałam się na terapię. Zaoszczędziłabym masę zdrowia.
      --
      Mam depresję.Zamierzam w lipcu być zdrowa.Piszę tu i będę pisała, ponieważ mi to
      pomaga.Nie boję sie cudzej i swojej złości, bywam przesłodzona.
      • 20.05.09, 17:24
        Zdaje sobie sprawe , jak bardzo mnie to niszczy , jednak to czego
        najbardziej sie boje- ze samotnosc jak odejde zniszczy mnie jeszcze
        bardziej.I ta zludna nadzieja, ze on sie jeszcze moze zmieni....
        • 20.05.09, 17:39
          To idź na terapię współuzależnienia i bądź z nim dalej. Ja sobie dałam 1/2 roku
          na podjęcie decyzji. Ten czas wystarczył by podjąć tę dla mnie właściwą.
          Niektóre zdecydowały, że zostaną ze swoim partnerem.
          --
          Mam depresję.Zamierzam w lipcu być zdrowa.Piszę tu i będę pisała, ponieważ mi to
          pomaga.Nie boję się cudzej i swojej złości, bywam przesłodzona.
    • 23.05.09, 14:06
      kefirka.de napisala
      >Byłam w takim związku i mimo olbrzymich strat nie umiałam odejść,
      >to trochę jak z alkoholem. Nie chcesz pić i pijesz dalej. Poszłam
      >na terapię, bo w przeciwnym razie straciłabym siebie bezpowrotnie.
      >Udało się, chociaż było b.ciężko.
      Dobre porownanie kefirko.de, jest to podobne uzaleznienie jak do
      alkoholu, narkotykow czy kazdej innej negatywnosci. Mozna tego
      uzaleznienia sie pozbyc ale to trudne zadanie czasem bardzo trudne.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • 14.04.10, 21:54
      tak, przechodze przez to samo, mimo ze jestem duzo starsza od ciebie, zwiazek jest toksyczny, daje mi tylko cierpienie, lzy, gule w gardle i probuje zerwac i nie moge. To jest paradoks, niewytlumaczalny racjonalnie, zle bez niego i z nim tez. ja juz wpadlam w depsje, biore leki, ale malo pomagaja, zapisalam sie na terapie grupowa. bylam juz w takiej rozpaczy i niemocy, ze zupelnie nie wiedzialam co mam w ogole ze soba zrobic, zycie wydaje sie beznadziejnie, jestesmy w szachu, ale dlugo tak czlowiek chyba nie wytrzyma, pozdrawiam cie serdecznie. mam tylko nadzieje ze nic nie trwa wiecznie, ani szczęście, ani nieszczęcie...
      • 15.04.10, 12:52
        Jestem już 1,5 roku po toksycznym związku(10-cio letnim) i nadal nie
        mogę dojść do siebie.Przez wiele lat brałam leki p/depresyjne
        ponieważ mój partner okazał się zupełnie innym człowiekiem ,kiedy
        zamieszkałam u niego.Całe swoje wówczas 40 letnie życie postawiłam
        na jedną kartę, kartę miłości.Wierzyłam , że razem pokonamy
        wszystkie trudności.Otworzyliśmy sklep , pracowaliśmy w nim razem ,
        ja pracowałam jeszcze zawodowo . Okres abstynencji od hazardu minął
        i obsesja wrociła .Niestety człowiek , którego tak bardzo pokochałam
        i któremu tak bardzo zaufałam , okazał się hazardzistą i
        alkoholikiem.Każdego dnia łudziłam się , że się zmieni.Nie zmienił
        się , stawał się jeszcze gorszy.Sprzedał dom , który razem przez 10
        lat remontowaliśmy , zabrał pieniądze , 3 auta i zostawił mnie w
        wynajętym mieszkaniu z naszym psem i kotem .Było ciężko ,ale nie
        chciałam znów wchodzić w leki p/depresyjne , postanowiłam poradzić
        sobie inaczej.Modlitwa ,czytanie Ewangelii ,rozmowy z
        przyjaciółmi.Wspomagałam się też ziołami.Nadal tęsknię za tym
        człowiekiem ,dla którego straciłam głowę,a którego w nim już od
        dawna nie ma.Zmarnował mi życie , ale ja każdego dnia próbuję je
        poskładać dla moich zwierzaczków,które mają tylko mnie.
        • 15.04.10, 14:47
          Ja uczciwie mówię, nie przebolalabym czegoś takiego, ani materialnie ani
          emocjonalnie. Po prostu by mnie szlag trafił na amen.
          --
          wiosna. wiedziałam że tak będzie
          • 16.04.10, 15:37
            Lucy szlak nie trafia na zamówienie. Też myślałam, że nie mam szans podołać,
            tymczasem nie było innego wyjścia. Znajomi mówili:jaka dzielna jesteś. Nic to z
            dzielnością nie miało wspólnego. I to ten moment kiedy wiara czyni cuda. Bo o
            coś się trzeba oprzeć gdy ludzie zawiodą a śmierć ma nas gdzieś.
            • 16.04.10, 15:49
              nie chcę Ci kopać w z takim trudem zbudowaną konstrukcję życiową więc się wstrzymam.

              --
              wiosna. wiedziałam że tak będzie
              • 16.04.10, 18:16
                Nie wiem jak w fakt można kopnąć. Byłam w 100% sama, miałam 2 małych dzieci i
                zaczęły się na mnie zwalać po kolei wszystkie nieszczęścia, jakich najbardziej
                się bałam. Udźwignąć nijak tego nie miałam siły.
                • 16.04.10, 19:29
                  nie o to mi chodzi
                  po porstu nigdy nei rozumiałam syndromu ofiary, marny ze mnie material na
                  poświęcają się matkę polkę. Przypuszczalnie gdybym została choć w jednej
                  tysięcznej potraktowana jak autorka wątku o hazardzie toby facet ruski rok
                  popamiętał, ani by mi do głowy nei przyszło jakieś poświęcanie się w imię
                  wyższych celów i darowywanie mu win, po prostu wogóle nei wyobrażam sobei
                  dopuszczenia do takiej sytuacji.
                  --
                  wiosna. wiedziałam że tak będzie
                  • 16.04.10, 20:37
                    Acha. No to nieporozumienie.
                    Pewnie tak by było. Ale nigdy nie wiadomo na sto%.Jak byłam młoda miałam podobne
                    przekonanie. A potem okazało się, że co innego teoria, co innego praktyka.
                    Ciężko było. Ktoś miał taką sygnaturkę: wiemy tyle o sobie, na ile się
                    sprawdzimy. I z tym się w zupełności zgadzam.
                    • 16.04.10, 22:57
                      nie wiem czy to kwestia przekonań czy tego jaką człowiek ma samoocenę, jeżeli
                      niską to na pochyłe drzewo każda koza skacze. Osoby o słabej psychice wyglądają
                      czasem jakby im tylko tatuażu na czole brakowało "wolno mnie krzywdzić , nie
                      będę się bronić" To smutne ale i czasem wkurzające, np jak kobeita pozwala
                      krzywdzić latami siebie i swoje dzieci w imię np "może on się zmieni" albo "bo
                      ja go mimo wszystko kocham". Sama mam ochotę takiej dokopać. Nie mogę tego
                      zjawiska pojąć.
                      --
                      wiosna. wiedziałam że tak będzie
                      • 17.04.10, 08:10
                        Wiele jest reakcji i zachowań ludzkich trudnych do zrozumienia. Uczucia i rozum
                        czasami się rozjeżdżają, wbrew woli delikwenta. Tak jak w depresji. Wiesz,że nie
                        ma powodu do smutku, ale jesteś smutna i nic na to poradzić nie możesz. Ja
                        zrozumiem, bo to mnie dotknęło. Ale Ci którzy tego nie doświadczyli, pojąć nie
                        mogą. Podobnie jest np. z syndromem sztokholmskim i wieloma innymi mechanizmami,
                        którym psychika ludzka niestety podlega.
                        • 17.04.10, 12:23
                          w pewnym sensie mnie to osobiście dotknęło, rykoszetem i sory, z mojej strony
                          zero współczucia do trwania w horrorze z którego każdego dnia, każdej godziny
                          można zrezygnować, robi się to z własnego wyboru i trzyma w tym piekle innych.
                          Jeżeli trzyma się tylko siebie to już osobisty wybór, tylko skąd potem taki lament?
                          --
                          wiosna. wiedziałam że tak będzie
                          • 17.04.10, 14:36
                            ale Wydaje mi się, że byłaś dzieckiem takiej osoby, może się mylę. Lucy,
                            łatwiej zrozumieć depresję. Jednak uzależnienie od "kata" to też choroba zwana
                            współuzależnieniem. Z tego co wiem jest wpisana do światowego rejestru
                            chorób.Jedni na swoje szczęście na nią nie zapadną, inni będą się z niej (z
                            kata) leczyć, jeszcze inni będą na nią permanentnie do końca życia chorować.
                            Ja się rozwiodłam gdy dzieci były małe. Mimo,że zdążyły swoje wycierpieć ,
                            nieźle mi dały czadu z powodu rozwodu z ojcem. Dopiero kiedy dorosły zrozumiały
                            przed czym je i siebie uchroniłam, choć i tak nie do końca.
                            • 17.04.10, 16:39
                              Jak pewne osoby zrozumieją depresję z agorafobia ja zrozumiem ich
                              współuzależnienie, nie myślę tutaj o Tobie.
                              Szkoda że Twoje dzieci nie rozumieją przed czym je uchronilaś, jakby tak pojadły
                              psychotropy do wczesnej młodości do końca swoich dni toby zrozumiały i dopiero
                              by miały żal, Tobei zostaje ta osobista pociecha że dzięki mądrej decyzji nie muszą.
                              --
                              wiosna. wiedziałam że tak będzie
    • 03.05.10, 20:55
      Chyba w pore weszlam na to forum.Nie wiem co Ci powiedziec bo sama potrzebuje
      pomocy ..i nie wiem u kogo moge ją znalezc mam nadzieje że tu ktoś mi chodz
      troche pomoże.Moja sytacja jest troche podobna. za mna też ciagna sie
      wspomnienia ktore chcialabym wymazac z pamieci ale tak sie nie da albo ja nie
      umiem.kiedy mialam 15lat poznalam chlopaka ktory wielokrotnie mial kontakt z
      policja uczestniczyl w napasciach itp..chcialam mu pomoc jakos go z tego
      wyciagnac ale bylam mloda i glupia ze tak myslalam...chlopak obwinol sobie mnie
      wokol palca.. bylam na kazde jego zawolanie pozniej mnie szantazowal i
      zastraszal.balam sie go nie wiedzialam jak mam to zakończyc bo wiele razy już
      probowalam.w pore pomogli mi rodzice. teraz po kilku juz latach mam swojego
      wymarzonego chlopaka ktory jest dla mnie naprawde dobry ale czuje ze nie daje mu
      wszytskiego. jest miedzy nami pewna blokada i myśle ze jest spowodowana wlasnie
      tamtymi wydarzeniami...bylo ich jeszcze wiecej i dosyc krepujace.. chcialabym
      nzowu zaczac cieszyc sie zyciem a nie ciągle patrzec wstecz. niestety nie udaje
      mi sie to..boje sie otwrdzie o tym rozmawiac o tym co naprawde sie dzialo.Mam
      wrazenie ze zmarnowalam juz cale swoje zycie zadajac sie z nim a on zniszczyl mi
      psychike. prosze o pomoc.moja adres zonia11@op.pl
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.