• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

depresja i nieszczesliwa milosc

  • 17.06.09, 21:40
    mam pytanie jak sie odkochac albo zapomniec ? Co zrobic zeby
    zainteresowac sie na nowo dziewczynami ? Mam prawie 30tke i nie ma
    tygodnia zebym nie myslal o niej ? minelo od rozstania 2,5 roku a
    ona nadal mi sie sni, na miescie boje sie ze ja spotkam,' widze ja'
    w mijanych samochodach itd. Ostatnio myslalem ze to ona na miescie i
    po 2 latach normalnie ze zdenerwowania robily mi sie miekkie nogi.
    Mecze sie cholernie i dlatego unikam miejsc gdzie moge ja spotkac.
    Chcialbym sie znow zakochac ale dziewczyny denerwuja mnie, wiec
    czyzby jeszcze mi nie przeszlo ?
    Edytor zaawansowany
    • 17.06.09, 22:56
      znajdz sobie chlopaka
      • 17.06.09, 23:33
        tak jak Ty ? nie, raczej nie.
        • 18.06.09, 00:15
          nie chodzi o to zebys robil tak jak ja.
          zrezta nie chce mi sie pisac juz. zabawa w wertera tez bywa ciekawa czasami.
    • 17.06.09, 23:52
      to jeszcze ktoś potrafi TAK kochać?
      kurcze, z jednej strony to takie wzruszające a z drugiej musi Ci być z tym
      faktycznei źle.
      --
      nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
    • 18.06.09, 04:47
      Kochaj nadal, milosc nie rani. Kiedy Ci si sni mysl o niej z
      miloscia, nie boj sie tego robic. Kiedy pojawiaja sie mysli o Niej
      to nie boj sie ich rowniez, kochaj ja, nie obrzydzaj, nie staraj sie
      zabijac tej milosci.
      Kiedy zabijasz milosc to na jej miejsce pojawiaja sie zle, negatywne
      mysli ktore przynosza depresje.
      Kiedys mialem to samo co Ty, kochalem ale nie probowalem zabijac
      milosci. Z czasem milosc sama odeszla, bezbolesnie.
      Masz dopiero 30 lat, poczekaj, pojawi sie ktos wazny i kochany w
      Twoim zyciu.
      Serdeczne pozdrowienia.


    • 18.06.09, 04:53
      Nie zabijaj tej milosci, milosc nie rani. Kiedy pojawiaja sie
      uczucia albo mysli nie probuj sie ich pozbywac, kochaj. Kiedy Ci sie
      sni rob to samo, milosc nie rani.
      Problem jest kiedy zabija sie milosc bo wtedy na jej miejsce pojawia
      sie wiele negatywnych mysli i depresja.
      Kiedys mialem to samo, kochalem, nie probowalem pozbywac sie
      milosci. Z czasem odeszla sama.
      Masz 30 lat, cale zycie przed Toba, znajdzie sie ktos kogo
      pokochasz, nie martw sie tym.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • 18.06.09, 06:20
      Ja po 3 latach wycia w poduszkę w końcu poszłam do psycholożki na terapię i
      pomogło, pozbierałam się do pionu. Może Ty też spróbuj indywidualnej psychoterapii?
      --
      Leki są dobre tylko ludzie do dupy - copyright by Euforyk
      Pomóż zwierzakom:
      www.theanimalrescuesite.com/cgi-bin/WebObjects/CTDSites.woa
    • 18.06.09, 09:53
      Po takim czasie juz dawno powinno Ci przejsc. Ona ewidentnie nie
      jest Ci obojetna. Taka "milosc" jest patologiczna a wlasciwie to nie
      jest zadna milosc. To uzaleznienie, strach przed samotnoscia,
      niemoznosc zakceptowania odrzucenia itp. Moze ogolnie lubisz
      cierpiec i to umatwianie sprawia Ci przyjemnosc?
      Wydaje mi sie, ze szybko powinienes skorzystac z
      a\ porady lekarza - meczliwosc moze byc oznaka jakiejs somatycznej
      choroby albo depresji czy nerwicy
      b/ jak najszybciej psychoterapeuty - on Ci pomoze uporac sie z tym
      uczuciem.
      Jesli to tak dlugo trwa to sam sobie nie poradzisz.
      • 18.06.09, 10:18
        amb25 napisała:

        > Po takim czasie juz dawno powinno Ci przejsc. Ona ewidentnie nie
        > jest Ci obojetna. Taka "milosc" jest patologiczna a wlasciwie to nie
        > jest zadna milosc.

        w moim odczuciu to JEST właśnie MIŁOŚĆ
        a gdzie jest powiedziane że prawdziwa miłość jest przyjemna i odwzajemniona?
        Dlaczego tęsknotę i uczucie podciąga się dziś od razu do kategorii patologia??
        Mnie się wydaje że bardzoej nienaturalne jest tak umieć calkowicie zapomnieć o
        kilkuletnim związku dusz i ciał jakby nic nigdy nie było.
        Nawet nie wiem czy to normalne tak zapomnieć.

        --
        nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
        • 18.06.09, 10:22
          lucyna_n napisała:
          > w moim odczuciu to JEST właśnie MIŁOŚĆ
          > a gdzie jest powiedziane że prawdziwa miłość jest przyjemna i odwzajemniona?
          > Dlaczego tęsknotę i uczucie podciąga się dziś od razu do kategorii patologia??

          Dlatego, że prawdziwa miłość jest tylko piękna, cudowna i daje same wspaniałe
          odczucia. Jak nie wierzysz, zapytaj maska :)
          • 18.06.09, 11:08
            maska nie trzeba pytać , zaraz sam tu przyleci i będzie napie...ł
            --
            nic nie jest pewne poza tym, że się obudziłam
      • 18.06.09, 18:40
        macie racje, gdybym wiedzial ze to jest milosc sama to bym nie pisal
        na tym forum. Zdaje sobie sprawe ze cos jest ze mna nie tak w tej
        kwestii bo to raczej nienormalne , zeby takie miec schizy i to na
        miescie jadac samochodem albo rozmyslajac co byloby z nia w
        przyszlosci, co ona teraz robi i takie tam. Co to powinna byc za
        psychoterapia i jak to wyglada?
        • 19.06.09, 14:34
          Tak, masz racje takie rozmyslanie po tylu latach nie jest normalne. Ale to juz
          pisalam.
          I nie chodzi o to by zapomniec, ale by sie z tym pogodzic. Bylo minelo...
          Rodzaj psychoterapi i jej czestotliwosc ustali psychoteraputa po rozmowie
          (jednej albo kilku) z toba. Moze tez stwierdzic, ze psychoterapia jest Ci
          niepotrzebna. Psychoterapia to - w skrocie - rozmowa.
          Najwazniejsze to znalezc dobrego psychoterapeute.
          Im wczesniej zaczniesz terapie tym szybciej przyniesie ona efekty, a twoje zycie
          wroci do normalnosci.
          Jesli sie nie pozbedziesz tego "chorego" uczucia (tzn. nie pogodzisz sie z
          sytuacjia, nie przestaniesz obwiniac siebie) to ono moze wracac i to ze zdwojona
          sila, szczegolnie w sytuacjach dla ciebie ciezkich. To cos to tez moze byc
          doskonaly powod depresji, ktora moze (ale nie musi) odezwac sie za jakis czas.
          Nie sluchaj rad typu dasz rade sam itp. Skoro do tej pory nie dales to malo
          prawdopodobne, ze Ci sie to uda w najblizszej przyszlosci. Skorzystaj z pomocy
          profesjonalisty. Jesli od razu nie chcesz isc do psychoterapeuty to idz pogadaj
          najpierw z psychologiem czy psychiatra, oni wytlumacza ci to lepiej i fachowo
          doradza co robic.
          • 19.06.09, 17:46
            Hej Amb25,
            Znajac zycie to powie ze potrzebna ... bo to sa koszta :) Kiedys
            bylem na psychoterapii i tam babka zyczyla sobie 100pln. Niestety
            nie stac mnie na takie cos. Publiczna psychoterapia istnieje, ale
            nie wiecie jak to teraz wyglada? czy latwo dostac skierowanie na to
            i przyjmuja od razu ?
      • 18.06.09, 19:04
        depresje z nerwica na pewno mam tez, choc w mniejszym stopniu niz
        kiedys, na samym poczatku po rozstaniu to byla 'kaplica' ze mna. Nie
        moglem sobie pewnych rzeczy wybaczyc, obwinialem sie, robilem w
        glowie analizy, pozniej rachunek sumienia, doglebne analizy swojej
        osoby - jaki jestem - probowalem na siebie patrzec przez pryzmat
        osob z boku, totalna jazda jak w jakims thrillerowym filmie . Mialem
        sieczke w glowie, nie bylem dla nikogo , nie wiem jak ja
        funkcjonowalem - na poczatku moje dni opieraly sie na ucieczce w
        sen - dramat po prostu. Pozniej postanowilem sie zmieniac i robie to
        nadal ... ale mysli o niej nie uciekaja . Nadal mysle o sobie zle bo
        mimo ze wiem ze sie zmieniam, czuje i obawiam sie ze znow wyjdzie na
        to ze jestem niedobry w zwiazku, albo ze zmieniam sie z egoizmu - a
        ta zmiana jest chwilowa , bo sam powtarzam sobie co jakis czas
        ogolnie funkcjonujaca teze : "Ludzie sie nie zmieniaja " .

        Choroby somatycznej nie mam, bo sie badalem niedawno ( badania do
        pracy ). Ale tak wogole to jestem raczej natury depresyjnej i
        faktycznie widze wsdzystko w ciemniejszych barwach, lubie smutne
        filmy, muze i takie tam. Choc mialem kiedys musze przyznac okresy
        lepszego samopoczucia (mozna nazwac typu 'imprezowicza').
        Sam zwiazek byl krotki - 10miesiecy, ale pamietam ja lepiej niz inne
        kobiety w moim zyciu.
        • 19.06.09, 12:44
          Nieszczesliwa milosc Tadziu bardzo czesto przynosi takie schizy. Nie
          mysl o tym co byloby z nia w przeszlosci, albo co teraz robi. Kiedy
          pojawiaja sie takie mysli to pozbywaj sie ich, na przyklad zajmnij
          swoja uwage nauka jezyka, spiewaniem, albo czymkolwiek innym co jest
          dla Ciebie wazne.
          Jesli pojawia sie uczucie milosci to nie pozbywaj sie tego uczucia,
          nie zastepuj go czyms negatywnym bo wtedy zmieniasz Swoj nastroj na
          negatywny, ale nie mysl o niej, akceptuj tylko uczucie.
          napisales ze ludzie sie nie zmieniaja, to nie jest prawda, zmieniaja
          sie. Sam zreszta dostrzegasz zmiany u Siebie.
          Mozesz sie zmienic, mozesz rowniez nauczyc sie wybaczac sobie. Robie
          to nieustannie Tadziu.
          Napisales ze jestes niedobry w zwiazku. Jesli tak piszesz to
          zastanow sie dlaczego uwazasz ze nie byles dobry i zmien to. Kiedy
          wiem ze robie cos zle wtedy staram sie to zmienic.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • 19.06.09, 17:53
            Hej Mskaiq,
            Masz racje, troche bumeluje ostatnio, zwolnili mnie z pracy :( Chyba
            po czesci rowniez z tego powodu, ze ciezko mi bylo tam wysiedziec
            pracujac na 100% , a wiadomo ze poleca co wieksi ' bumelanci '. Ale
            ucze sie do certyfikatu zwiazanego z zawodem. Wole poki co sobie z
            Wami porozmawiac przez forum, niz tracic czas na chodzenie po
            lekarzach. Nikt nie zna sie tak na 'tym problemie' jak Wy ...
            Najgorsze jest to , ze trace wizje tego ze bedzie lepiej, ze mam po
            co walczyc, dla siebie samego to marny cel troche...
            Wiecie co, czy mozna miec 2 osobowosci / 2 charaktery ? 1 - dobra ,
            delikatna , wrazliwa a druga - zlosliwa, tchorzliwa, zle zyczaca,
            klamliwa ? Bo ja tak mam . Czy to jest powazna choroba?
            • 20.06.09, 05:02
              Napisales ze walczyc dla siebie samego to marny cel troche. Tez tak
              myslalem Tadziu, moglem walczyc dla kogos ale nie dla siebie.
              Dzisiaj juz potrafilbym walczyc dla siebie i chciec pomoc sobie.
              Zajelo mi wiele czasu aby zrozumiec ze jestem wazny, ze nie moge
              stawiac siebie na koncu.
              Kazdy czlowiek ma takie dwie osobowosci, chociaz nie zawsze zdaje
              sobie z tego sprawy, nawet zdrowy. U mnie pojawily sie te dwie
              osobowosci bardzo silnie. Nie chcialem tej zlej, byla zlosliwa,
              klamliwa, pelna nienawisci, krytyki, braku szacunku i do mnie i do
              innych. Nie potrafila wybaczyc, szukala rewanzu, obnizala moja
              samoocene i zawsze byla przeciwko mnie i innym ludziom.
              Zabralo mi wiele czasu aby pozbyc sie tej zlej osobowosci. Na kazdym
              kroku przeciwstawialem sie tej osobowosci.
              Kiedy mialem sklamac, mowilem prawde chocby ta prawda kosztowala
              mnie wiele, zamiast rewanzu za krzywde oferowalem wybaczenie i
              milosc. Nie jest latwo dzialac wedlug tej dobrej ale kiedy juz jest
              wtedy nie ma depresji, znikaja wszystkie problemy psychiczne.
              Serdeczne pozdrowienia.
    • 23.06.09, 20:14
      Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest po prostu to odczekać... Później
      spróbować zakochać się na nowo...
      • 26.06.09, 23:30
        tak, chyba tak ...
      • 02.12.10, 13:05
        Zastanawiam się nad skorzystaniem z uroku miłosnego u tej Pani www.okulta.com.pl. Klątwa u niej poskutkowała, ale przyznam się ,że szkoda mi pieniędzy jakby miał urok nie poskutkować .
    • 30.06.09, 20:09
      zakochałam się 10 lat temu, nie chciałam tej miłości.Jestem mężatką.Wiele razy
      się modliłam zeby to uczucie się skończyło i nic.Trwa dalej. Paulina
    • 01.07.09, 20:16
      Może nie jestescie po prostu sobie pisani,a może po przerwie w kontaktach
      wrócicie do siebie.Na starą miłość najlepiej pomaga nowa. Z tym że ja tego nie
      chcę stosować u siebie,jestem mężatką a kocham innego faceta od 10 lat.Unikam
      miejsc gdzie mogę go spotkać.on się żeni za parę dni,może to mi pomoże.Pozdrawiam
    • 02.07.09, 08:35
      stara miłość nie rdzewieje ale rozbitego dzbana nie warto sklejać bo i tak
      pozostaną rysy i pęknięcia ;)
      • 17.05.10, 17:14
        Skorzystałam z uroku miłosnego u Lilith Black Moon . Wrócił i niby jest romantycznie , ale teraz się martwię czy to nie był błą ,czy nie będzie konsekwencji i łapie depresję ...
    • 30.06.10, 18:48
      hej.
      Doskonale Cię rozumiem , bo przeszedłem,i - po części jeszcze przechodzę ,
      dokładnie to samo co Ty.
      Ktoś wcześniej napisał: zapomnieć się nie da. Otóż - dokładnie tak jest. Nigdy
      nie zapomnisz. Zawsze możesz mieć sytuacje , w których ona Ci się przypomni,
      kiedy coś Cię zaboli, kiedy na chwilę oderwiesz się od rzeczywistości. To
      normalne. Grunt, żebyś umiał sobie z tym poradzić. Żebyś błyskawicznie zajął się
      czymś innym. A przede wszystkim sobą.
      Ja byłem w depresji przez ponad rok. Tyle też z niej wychodziłem. Skorzystałem z
      pomocy specjalistów. Bardzo mi to pomogło. Tak samo jak Ty: miałem tysiące myśli
      w głowie, rozkminiałem co było ze mną nie tak , obwiniałem się, nie mogłem sobie
      darować wielu rzeczy. Nie unikaj rozmowy, słuchaj innych , słuchaj dobrych rad.
      Wywal wszystko z siebie, wyrzygaj się emocjonalnie. To bardzo pomaga. Ja dziś
      wiem , że połowa rzeczy o które się obwiniałem - była po prostu absurdem. Dziś
      wiem, że zostałem bezczelnie przez tego kogoś wykorzystany , oszukany, i to w
      wyjątkowo podły sposób.
      Nie szukaj tez na siłe, nie rób sobie niewiadomo jakich nadziei etc. etc. Jesli
      ma przyjść , to i tak przyjdzie. I zapewne tak będzie, wierz mi. A czasami już
      nigdy nie przychodzi :) I tak to już jest, taki jest świat. Nie jest idealny.
      Ale na pewno ułoży się tak , że będzie pozytywnie :) Życzę, by stało się to jak
      najszybciej,
      pozdrawiam.
      • 05.07.10, 20:31
        dzieki za odpowiedzi.

        Teraz jestem w W-wie to przynajmniej nie jestem w tym miescie gdzie poznalismy sie i gdzie mieszka. Nie moge jednak za bardzo odpracowac swojej pewnosci siebie
        W marcu zmarl moj tato i jestem w rozsypce, nie wiem co ze soba robic czasami.
        pozdrawiam
        • 06.07.10, 16:01
          Dziękuję za komentarz na temat mojego problemu. Może wizyta u
          psychatry by pomogła? mnie trochę pomaga a zdecydowałam się na nią
          po dwóch miesiącach od rozstania z moim ukochanym. Miałam myśli
          samobójcze a także napady wszelako rozumianej furii. Jest trochę
          lepiej choć nie wiem czy kiedykolwiek wrócę do normalnego stanu.
          Wiem, że jest Ci ciężko ale nie możesz się poddawać, masz prawo tak
          jak każdy z nas do szczęścia. Trzymam kciuki i życzę wszystkiego co
          najlepsze!
          • 06.07.10, 19:53
            Inka odpisalem Ci w Twoim poscie, mi juz tak uczucie do tamtej jedzy
            juz tak nie doskwiera, takze z tym w porzadku.

            Nie chodze do psychoterapeuty bo szkoda mi pieniedzy na to .
            • 06.07.10, 20:15
              Dziękuję za poradę. Problem niestety polega na tym, że ja ani nie
              potrafię się na niego obrazić ani też zemścić. Kocham go nadal i
              pewnie zawszę będę. Cieszę się, że u Ciebie już w porządku. Zycze Ci
              wszystkiego najlepszego!
              • 06.07.10, 20:21
                Bedziesz albo nie bedziesz.
                Bardziej sklaniam sie ku tej drugiej opcji. TU jednak potrzebne
                jest 'silne stanie na nogach' i 'wiara w siebie i wlasne sily'. Bez
                tego nie uwolnisz sie od dolujacyh mysli i melancholii.

                Jezeli rozstaliscie sie w zgodzie i nikt swinstwa nie zrobil na 'do
                widzenia' mysle ze jest trudniej zapomniec.
                Ale wszystko do zrobienia ... :) Nic sie nie przejmuj jeszcze sie
                zakochasz.
                • 06.07.10, 20:32
                  Chciałabym się znów zakochać oczywiście z wzajemnością, ale jeszcze
                  bardziej chcialabym aby wrócił, byśmy znów byli razem. Jak narazie
                  jestem w dole, w gęstej mgle, z której nie widać wyjścia. Nic nie
                  poradzę na to, że tak beznadziejnie silnie się zakochałam. Wiem, że
                  na nic zda się użalanie nad sobą i nad całą sytuacją. Może jakoś
                  przeżyję jeszcze te kilka lat. Pozdrawiam
    • 02.12.10, 21:00
      nawet nie wiesz jak Cie rozumiem....mam 30 lat....facet zostawił mnie 3 miesiące temu....nie mogę tego ogarnąć w głowie...tym bardziej, że co chwile go spotykam z jego obecnną...starm się jakoś z tym radzić, ale nie mogę...nie daję rady.....wyc mi się chce....na masakrę....więc juz przestaje pisać...trzymaj się
      • 02.12.10, 22:06
        wyć się chce to sobie na to pozwolić
        wypłakać żal, smutek, cale to zło.
        łzy są bardzo dobre.
        --
        little less conversation, little more action
      • 02.12.10, 22:37
        Mysle ze wywierasz na siebie presje. Kazde spotkanie Twojego bylego wywoluje
        wyparte uczucia ktore burza Twoj spokoj.
        Mysle ze pojawia sie zlosc, zal, zazdrosc, poczucie porzucenia i nie radzisz sobie
        z tym.
        Moze warto zastanowic sie nad tym czy chcialabys obecnie byc z tym chlopakiem,
        czy nadal go kochasz i na czym ta milosc polega.
        Serdeczne pozdrowienia.
    • 04.12.10, 01:10
      czytajac ten watek w sumie jakos uspoilam sie troche, bo widze, ze to jest w sumei normalne, ze jak sie kogos kocha, to potem nie jest latwo zapomniec.
      U mnie minelo juz ponad 1,5 roku, a ja ciagle placze. Spotkalam go tydzien temu na ulicy i rozlakalam sie. Teraz tez chce mi sie plakac, jak o tym wszystkim mysle. Biore leki, pomogly mi na taie najgorsze objawy depresji, ale nadal nie mam na nic energii. Nie interesuja mnie tak naprawde inni faceci, bo tamten byl jedyny i najlepszy i nie ma lepszych dla mnie. Ale od kiedy biore leki, to juz nie mam mysli samobojczych, jest mi jakos tak wszystko jedno. CHyba te leki tak zagluszaja te uczucia moje... nie wiem sama. Taka sie czuje caly czas zmeczona, ze az nie dam rady pisac postu na forum :(
    • 04.12.10, 12:50
      A moze wyprawa pieszo z plecakiem dookola swiata? Swiat jest pieknych kobiet . Zobaczysz,
      skosztujesz , itd. itp. Zycie jest piekne
      • 01.01.11, 19:59
        wlasnie zobaczylem na facebooku ze wyszla za maz .
        eh... dodatkowa mysl dolujaca - ze mam 30 lat i nie mam nawet kobity , do niczwego godnego w zyciu nie doszedlem . tato by sie ze mnie smial . Musze sie wziac za siebie ale ... jak sie biore to nie moge sobie tego wszystkiego dobrze ulozyc . Nie mam faktycznie wiary w siebie . Brakuje mi taty . Chyba wroce znow do treningow. serce mi nawala jak oszalale .
        • 02.01.11, 16:55
          hmmm....nie wiem co Ci powiedzieć....wyobrażam sobie jaki to ból, na pewno Cie rozrywa od środka...a może przestań ją idealizować w głowie?...moze jest jakaś kobieta, która się kręci wokół Ciebie, ale Ty Jej zwyczajnie nie zauważasz....?
          trzymaj się mocno!bo na pewno jesteś zajebistym facetem tylko nie dopuszczasz tego do myśli....wiesz...wiara w siebie duzo robi, ale tego trzeba też się nauczyć....doceń to co już osiągnąłeś....!!!!
        • 03.01.11, 09:08
          Twoj Ojciec mial kobiete, a nawet dziecko ale nie umial z nimi byc. Znalesc
          kobite nie jest tak trudno, Ty rowniez miales kobiete.
          A odnosnie kobiety z ktora byles, to czy dolujaca mysl bedzie miala cos
          wspolnego z miloscia ?
          Mysle ze bedziesz cierpial z powodu straty. A zastanawiales sie co tak naprawde
          straciles przez jej malzenstwo ?
          Serrdeczne pozdrowienia
          • 03.01.11, 15:43
            nawet dwoje nas jest - mam siostrę.

            nie wiem Mskaiq , powiedz mi co straciłem .
            • 04.01.11, 05:29
              Straciles to co przypisales albo wyprojektowales na ta dziewczyne. Ty wiesz,
              poszukaj. Co bylo dla Ciebie wyjatkowego w Niej ? Byla madra, wesola,
              zdolna, rozsadna, piekna, itp ?
              Projekcja pozytywnych cech na inna osobe odbiera te cechy i wtedy czujemy
              ze nie ma w nas radosci, rozsadku, urody. To zabrala ta osoba. Tak nie jest,
              nic nie zabrala.
              Nie mniej uczucie straty istnieje i zwykle objawia sie utrata poczucia wlasnej
              wartosci a to z kolei czesto nie pozwala znalesc innej dziewczyny bo nie czujesz
              sie dostatecznie dobry, zdolny, przystojny, itp.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • 04.01.11, 07:32
                chyba masz racje ...
    • 23.09.11, 20:16
      Nie zawsze potrzebna jest psychoterapia. Ja z depresją łatwo nauczyłem się sobie radzić. Akceptacja czyni cuda. Gdy nachodzą nas negatywne emocje nie należy ich tłumić. Tzn. trzeba je przeżyć w pełni. Większość ludzi w naturalny sposób opiera się złym emocjom (bo są nieprzyjemne), stara się nie dopuszczać ich do świadomości. Gdy są zbyt mocne, to niektórzy uciekają w rozrywkę, alkoholizm, narkotyki itp., byleby nie czuć, nie myśleć, zapomnieć o tym co złego nam się przydarzyło. To wbrew pozorom tylko pogarsza nasz stan emocjonalny. Najskuteczniej zwalczyć depresję po prostu przyznając się do niej samemu przed sobą. A gdy nachodzą nas negatywne uczucia, nie opierać im się, a wpuścić je do naszej świadomości. Nie “brać się w garść”, a puścić wszystko luźno. Kiedy nie opieramy się emocjom, one w naturalny sposób z nas “wypływają”. I mimo, że z początku poczujemy się gorzej - totalnie roztrzęsieni, w całkowitej rozsypce, to po pewnym krótszym lub dluższym czasie nastąpi znacząca poprawa i staniemy się silniejsi – bardziej odporni na popadanie w depresję. A gdy się znów pojawi, to tak samo z nią postępować. Mi pomogła najwięcej literatura z tego zakresu. Szczególnie polecam książki: “Uzdrawianie emocjonalne” Johna Ruskana i “Sens cierpienia” szwajcarskiego psychiatry Konrada J. Stettbachera.
      Z miłościami też zawsze miałem problemy, co w przeszłości doprowadzało mnie do depresji. Mam 37 lat i największym moim problemem jest skrajna nieśmiałość, która rujnuje mi życie. W życiu zawodowym radzę sobie b. dobrze. Wiele osiągnąłem, robiąc w życiu to co lubię. Moja praca jest moją pasją i w pełni się w niej realizuję, jednak w sferze życia osobistego kompletnie sobie nie radzę. Tłumaczyłem sobie, że gdybym się związał, zalożył rodzinę, to nie doszedłbym do tego, co już osiągnąłem zawodowo. Jednak natura wzywa... i ten konflikt sprawia mi nie lada cierpień.
      Wiem, że wiele z moich miłości była odwzajemniona, jednak pojawiała się zawsze bariera nie do przełamania jeśli chodzi o wejście w interakcje. To nie zmieniło się do dziś.
      Pozdrawiam
      PS. w pełni rozumiem wszystkich cierpiących z powodu nieszczęśliwej miłości...
      • 23.09.11, 21:52
        ale masz jeszcze nadzieję, że spotkasz kogoś...prawdziwą miłość...że będziesz szczęśliwy?....
        ja mam 31 lat i takiej nadziei już nie mam....więc właściwie po co żyć...
        nie mam na to szansy...sama jej sobie nie daje,wiem o tym, ale to wszystko tak bardzo boli...
        • 24.09.11, 00:33
          Nadzieja powinna umierać ostatnia. Nie można jej sobie odbierać. Może nie myśl tyle o tym.
          Na codzień już nie boli mnie to tak bardzo. Staram się żyć tu i teraz, bez rozpamiętywania, ani myślenia co będzie. Nie szukam miłości na siłę. Ale wiem, że coś jest bardzo nie tak. Budzę się z uczuciem bezgranicznego smutku i poczuciem straty. Po głowie chodzi mi ta ostatnia. Przecież ona też mnie kochała, a ja nic nie zrobiłem. Czuję się bezradny jak niemowlę. Jest mi po prostu wstyd...
          • 24.09.11, 19:04
            to fakt..stale o tym wszystkim myśle i mnie to zżera od środka....strasznie się boję samotności...ale z drugiej strony nie potrafie dopuścić do siebie ludzi....nie moge tego przełamać..
            a Ty może spróbuj jeszcze powalczyć?..może jest jeszcze szansa dla Was...
            może Ona też wyje do księżyca z tęsknoty;)...i też czuje się bezradna...
            pozdrawiam
            • 25.09.11, 20:05
              Pewnie tak było ;), a może i jest, tylko gdzie jej teraz szukać, gdy zniknęła mi na dobre. Prawdopodobnie nie mogła znieść tej sytuacji. Nie pracuje już tam, gdzie pracowała. Nie mam pojęcia gdzie jest i co robi...
              Przestałem się łudzić, że ją jeszcze zobaczę. Przeżyłem już niejedną niezrealizowaną miłość, przeżyję i tą. Choć trochę się jeszcze pomęczę.
              Nie bój się samotności, bo może się to stać samospełniającym się życzeniem. Powiedz sobie “trudno, tak już jest, taka już jestem”. Zobaczysz, gdy pogodzisz się ze sobą, uzyskasz wewnętrzny spokój, bez którego nie może być żadnych konstruktywnych zmian. Nie staraj się też zmienić na siłę, bo to nic nie da. Zmiana przyjdzie sama z czasem. A i łatwiej Ci będzie otworzyć się na ludzi. Akceptacja jest kluczem do wyjścia z wielu trudnych sytuacji, nawet wydawałoby się beznadziejnych. Np. gdy ktoś złamie kręgosłup lub zostanie w inny sposób trwale okaleczony, to może żyć dalej tylko w sytuacji gdy pogodzi się ze swoim kalectwem. Ba, może nawet odnaleźć nowy, głębszy sens życia.
              Pozdrawiam
              • 26.09.11, 15:49
                Nie zawsze wszystko układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. I zapewne każdy z nasz przeżył w życiu fascynację, czy też zauroczenie. Może nawet nie raz ... ale coś zawsze zostanie w pamięci, aby drążyć emocje na nowo. Pogodzenie zapewne jest rozwiązaniem, lekiem na niespełnione uczucie, ale, z czym się nie mogę zgodzić, nie na wyleczenie z depresji. Pozdrawiam
                • 26.09.11, 21:18
                  Nauczyłem się, jak postępować ze sobą, gdy czuję pogorszenie nastroju, mogące zwiastować depresję. Od około 10 lat nie popadam już w depresje. A dochodziło u mnie do takich stanów - totalnego przytłoczenia i przerażenia, że wyjście z domu było nielada wyzwaniem. Wstydziłem sie komukolwiek o tym powiedzieć, nie mówiąc o diagnozie, ale to była chyba depresja... Zawsze wychdziłem z tego sam.
                  Pewnie może być jeszcze gorzej, z czym już nie można sobie poradzić, może to od charakteru człowieka dużo zależy... Nie wiem
                  Pozdrawiam
                  • 27.09.11, 16:04
                    Mam podobnie. Tłumię emocje. Uspokajam się. Jestem dwubiegunowa, więc staram się działać w obie strony. I mimo, że metoda taka przynosi ulgę, to jest ona chwilowa i nie daje 100% wyleczenia z tej choroby. Bynajmniej u mnie. W przypadku podłoża reaktywnego pewnie się sprawdzi do końca, ale nie od razu. Trzeba dużo pracować nad sobą. Poznawać, obserwować i to pewnie do końca nie pomoże. Ja jestem zmuszona, bo inaczej źle skończę. A co się tyczy tych niespełnionych zauroczeń. Trudno mi było się z tym uwikłać i pewnie jeszcze dużo emocji we mnie pozostało. Ale doświadczenie z poprzednich związków i świadomość choroby trochę mi pomogła w pewnych decyzjach. Tylko, że to wciąż powraca.
                    • 27.09.11, 16:06
                      "jestem dwubiegunowa więc staram się dzialać w obie strony"
                      co to znaczy?
                      --
                      little less conversation, little more action
                      • 27.09.11, 16:13
                        Jak dół to mozolnie do góry, a jak góra to szybciutko na dół.
                        • 29.09.11, 12:33
                          i T to kontrolujesz samoistnie? czy lekami.
                          --
                          little less conversation, little more action
                          • 30.09.11, 15:51
                            Pracuję dużo nad sobą sama i stosuję psychoterapię.
                            • 30.09.11, 18:19
                              jeżeli potrafisz się sama kontrolować to skąd pomysł że masz Chad?
                              --
                              little less conversation, little more action
                    • 29.09.11, 11:03
                      Do końca nic nie pomoże. Każdy na pewne bodźce odczuwa ból i cierpienie.
                      Najlepiej skutkuje zmiana podejścia do tego co nas spotyka. Piszesz, że związki i świadomość choroby pomogły Ci w podejmowaniu decyzji. To już coś jest. Właściwie wszystko co nas w życiu spotyka może nas czegoś nauczyć i służy naszemu rozwojowi. Gdy tak się podejdzie do sprawy, to wszystkie złe rzeczy, które nam się przytrafiają, stają się kolejnymi wyzwaniami do pokonania, na drodze naszego własnego rozwoju. Choć ból nie mija, nie zawala nam się życie. Oklepany banał “cierpienie uszlachetnia” mimo wszystko jest prawdziwy. Ci, którzy więcej w życiu przeszli generalnie są wartościowszymi ludźmi niż ci, których życie jest usłane różami.
                      Piszesz też, że tłumisz emocje. Do depresji prowadzi właśnie tłumienie emocji. Pozwól sobie przeżywać je w pełni kiedy się pojawiają.
                      Sama obserwacja nie zawsze prowadzi do właściwych wniosków. Gdy odzywa się podświadomość, to co w danej sytuacji czujemy nie musi mieć z nią bezpośredniego związku. Tu trzeba chyba pracować z psychoterapeutą. Ale jak pozwolisz sobie na odczuwanie, to uczucia naturalnie będą “wypływać” z Ciebie...
                      • 29.09.11, 13:29
                        nie mozna tlumic emocji, to fakt!
                      • 30.09.11, 15:49
                        Wszystko o czym piszesz - trudno się nie zgodzić, tylko co zrobić, gdy stan depresyjny sięga przysłowiowego dna i pojawiają się myśli skrajne, niejednokrotnie samobójcze? Albo gdy stan euforii w hipomanii także sięga zenitu? Wciąż przeżywać ten stan, poddać się emocjom i popłynąć wraz z ich prądem? Czy to uciąć, stłumić. Nie dać się i walczyć o siebie dalej?
                        Poza tym może i obserwacja nie prowadzi do właściwych wniosków, ale podejmowanie działań jedynie emocjami tym bardziej. Przeżyłam to na własnej skórze i niestety jedyne co mi pozostało po tamtym okresie to doświadczenia. Niestety negatywne. W wyniku takich zdarzeń wyzwalasz w sobie czynnik obronny, aby się nie dać otoczeniu i ukrywać szczelnie wszystkie emocje.
                        • 30.09.11, 17:23
                          Nie chodzi o podejmowanie działań pod wpływem emocji, tylko o ich odczucie - nie blokowanie ich w świadomości. Reagowanie pod wpływem emocji nie przyniesie pozytywnych skutków. Nie pozbędziesz się np. lęku uciekając, gniewu wpadając w furię itp. Przynajmniej z własnego doświadczenia tyle wiem. Ale skoro sama nie możesz sobie poradzić, to chyba tylko psychoterapia Ci pozostaje...
    • 10.01.12, 13:53
      witam! od pewnego czasu jestem na zaboj zakochana w chłopaku , jest moim sensem życia nie potrafie zapomnieć o nim.przez tą miłość popełniłam mnóstwo błędów na swojej drodze.Zapożyczyłam się nawet żeby sprawiać mu przyjemność prezentami.To ja ciągle udowadniałam mu ,że mi bardzo zależy i jest wazny dla mnie.Ostatnio bardzo się pokłóciliśmy bo poczułam się oszukana w nerwach nazwałam go sukinsynem czego żałuje ale wtedy on napisał do mnie od@@@ się suko.Nie umiałam sobie z tym poradzić ,chciałam umrzeć...napisalam mu że się zabiję ,że nie umiem życ z tą myślą że uważa mnie za s...,próbowałam się pociąć ale byłam za słaba żeby to zrobić.Tylko się pokaleczyłam , on nawet nie zareagował.Teraz twierdzi , że jestem chora ,że potrzebny mi psychiatra, że powinnam leczyć się psychicznie.Nie jestem chora tylko nieszczęsliwie zakochana.Nadal nie mam ochoty żyć ale to nie znaczy że jestem chora psychicznie.Pomóżcie mi ....może to on ma rację, nikomu to się nie zdarzyło? nikt nie miał czasami ochoty umrzeć przez miłość?
      • 10.01.12, 16:19
        takie zakochanie w kimś kto traktuje Cię źle, faktycznie normalne nie jest, do psychiatry to nie, ale do psychologa, psychoterapeuty to z pewnością tak. Inaczej sobie życie spieprzysz.
        --
        jakąś sobie radę dam
      • 10.01.12, 17:19
        Przez miłość nie chce sie umrzeć. Miłość daje radość, chęć do zycia.
        Ty zaś chcesz umrzeć z żalu a żal nie ma nic wspólnego z miłością.
        Żal to bardzo negatywne uczucie, bardzo często pojawia się kiedy
        ktoś chce nas opuścić czy porzucić. Strata albo obawa przed strata jest
        jedna z przyczyn depresji
        Serdeczne pozdrowienia.
    • 11.01.12, 12:55
      Po 2,5 roku Ty już chyba nie kochasz tej dziewczyny, a jakiś jej wyidealizowany obraz.

      Przychodzą mi do głowy dwa rozwiązania, tak na szybko
      - znaleźć sobie zajmujące hobby, dodatkową pracę albo wyjechać do innego miasta
      - spotkać się z nią, porozmawiać, powspominać stare dzieje, a potem ruszyć do przodu. Po 2,5 roku może się okazać, że ona wcale nie jest taka fantastyczna, jaką ją pamiętasz.
      Może blokuje Cię to, że nie zamknęliście jakichś spraw z przeszłości?

      Nie szukaj dziewczyny, ale otwórz się na kontakty towarzyskie - idź do knajpy, spotykaj się z przyjaciółmi, poznawaj koleżanki, w końcu któraś przyciągnie Twoją uwagę.
      Co to znaczy, że dziewczyny Cię denerwują?

      To trudne, ale musisz przestać skupiać na niej myśli. Pozbądź się wszystkich rzeczy z nią związanych z domu.

      Też tak kiedyś miałam, że obsesyjnie kochałam. I dziwiłam się, że dla wszystkich miłość do coś pięknego, bo wtedy dla mnie miłość = cierpienie. Ale spokojnie, da się z tego otrząsnąć.
      • 11.01.12, 21:44
        tadzionalepa chyba już nie zagląda na forum a przynajmniej ja go jakiś czas już nie widziałem. Ciekawe co u niego...
        Pozdrawiam
        • 15.06.12, 10:08
          Z moich własnych doświadczeń, a męczyłam się po takiej nieudanej relacji około 5 lat, najlepiej udać się do jakiegoś dobrego psychoterapeuty i naprawdę to potrafi pomóc, żałuje, że sama tak nie zrobiłam, a tak to zadręczałam się bardzo długo... dobre rady rodziny, czy bliskich nic tu nie pomogą, inna kwestia, że z czasem się zapomina, może nie do końca ;), choć czasem trwa to dość długo..
          • 15.06.12, 11:10
            Miłość sama w sobie to stan na pograniczu choroby ale nieszczęśliwa miłość to oczywista autodestrukcja.
            • 15.06.12, 15:43
              Miłość to bardzo piekna sprawa. Problem polega na radzeniu sobie z nią.
              Trzeba miec instrukcje obslugi aby móc z niej skorzystać, podobnie jak
              z kazdej innej rzeczy.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • 01.07.12, 02:25
                > Trzeba miec instrukcje obslugi

                A gdzie je dają? :-)

                --
                It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
    • 27.10.12, 12:51
      Witajcie Kochani.Jesteśmy przyjaciółkami i założyłyśmy wspólnego bloga. Opisujemy tam nasze Historie miłosne i czekamy też na Wasze opowiadania. Robimy to aby Wam pomóc, nam trochę też. Zapraszamy serdecznie, czekamy na Was. Buziaczki nieszczesliweserca.uchwycone-chwile.pl/
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.