Dodaj do ulubionych

Zjazd Solidarności

30.08.10, 22:49
Zamieszczę dwa linki:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8315384,__Uroczystosc_zmarnowana_przez_tych__ktorzy_niegodnie.html?v=1&obxx=8315384i
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8314900,Henryka_Krzywonos_laja_Kaczynskiego__Niech_pan_nie.html
Co o tym myślicie? Mnie to przeraziło. Nie mam nic przeciwko wygłaszaniu
różnych, często i kontrowersyjnych poglądów, ale pod warunkiem że i rozmówca,
i odbiorca szanują siebie nawzajem i o żadnym gwizdaniu, buczeniu czy próbach
przerwaniu dyskusji nie może być mowy. Gratuluję pani Henryce odwag i uporu.
Edytor zaawansowany
  • andrzej585858 30.08.10, 22:56
    Przy całym szacunku dla Jarosława Kaczyńskiego muszę jednak stwierdzić że zbyt
    mocno pogubił się i niepotrzebnie rani ludzi którzy są do niego pozytywnie
    nastawieni.

    Nie zmienia to mojej opinii że nagonka na śp. Lecha była straszna . Tylko proszę
    nie dopisywać mi żadnej teorii spiskowej.
  • nessie-jp 30.08.10, 23:02
    Mądra i nieszczęśliwa kobieta.

    Widzieć taki upadek i schamienie ludzi, których kiedyś się uważało za kolegów,
    mało tam, za autorytety... Widzieć paranoje Kaczyńskiego, który zaczyna
    zachowywać się coraz bardziej jak Gomułka i słuchać tych bezustannie
    powtarzanych bredni, że to wszystko oni, obce siły, wraże obozy i w ogóle ci, co
    stali nie tam gdzie trzeba... :(

    --
    Love that will not betray you, dismay or enslave you,
    It will set you free
    Be more like the man you were made to be.
    www.youtube.com/watch?v=p7TrU4_-JTY&feature=related
  • paszczakowna1 30.08.10, 23:49
    > Widzieć taki upadek i schamienie ludzi, których kiedyś się uważało za kolegów,
    > mało tam, za autorytety...

    O kogo Ci chodzi? Kogo Krzywonos uważać mogła za autorytet? Bo przecież nie J.
    Kaczyńskiego.

    > który zaczyna
    > zachowywać się coraz bardziej jak Gomułka i słuchać tych bezustannie
    > powtarzanych bredni, że to wszystko oni, obce siły, wraże obozy

    Iii tam, od kiedy go kojarzę (jak pluł na Mazowieckiego popierając Wałęsę,
    jejku, ile to już lat), tak się zachowywał.
  • the_dzidka 31.08.10, 09:07
    > Widzieć taki upadek i schamienie ludzi, których kiedyś się uważało
    za kolegów,
    > mało tam, za autorytety... Widzieć paranoje Kaczyńskiego, który
    zaczyna
    > zachowywać się coraz bardziej jak Gomułka i słuchać tych
    bezustannie
    > powtarzanych bredni, że to wszystko oni, obce siły, wraże obozy i
    w ogóle ci, c
    > o
    > stali nie tam gdzie trzeba... :(

    Ktoś bardzo ładnie napisał, że po Smoleńsku Kaczyński ostatecznie
    oszalał z nienawiści. Tak prędzej czy później i tak by się stało,
    katastrofa tylko to przyspieszyła.
    Nie byłoby to zresztą nic godnego uwagi, wariatów i warchołów u nas
    nie brakuje, gdyby nie fakt, że JK tak pięknie maskował się przez
    kolejne trzy miesiące. To bardzo niebezpieczny człowiek i tylko mam
    nadzieje, że jego własna paranoja najskuteczniej wykończy i jego, i
    tę zbieraninę wokół niego skupioną.

    --
    Dzidka
  • pieranka 31.08.10, 10:30
    podpisuję się pod takim komentarzem na profilu Henryki Krzywonos na
    fb -
    "Marek Wilk: Raz jeszcze wyrażam głęboki żal do Pani! Dlaczego w
    ślad za przepięknym tekstem nie poszedł czyn, czyli wytarganie za
    ucho szanownego Pana prezesa, ale i tak Panią kocham!"
  • ding_yun 31.08.10, 11:00
    W mojej świadomości Henryka Krzywonos funkcjonuje zawsze bardziej jako kobieta,
    która wiele lat prowadziła rodzinny dom dziecka i wychowała 12 dzieci, a dopiero
    później jako działaczka Solidarności. Wczoraj zrozumiałam dlaczego - ona mi po
    prostu do tej sceny politycznej nie pasuje. No i rzeczywiście, wczoraj dała temu
    wyraz.
    W ogóle muszę z przykrością powiedzieć, że obecny ruch Solidarności budzi we
    mnie niechęć. Przede wszystkim irytuje fakt, że bohaterowie tamtych czasów nie
    wiedzieli chyba do końca o co walczą, skoro głoszą teraz hasła iście
    socjalistyczne, o ratowaniu miejsc pracy.
  • ready4freddy 31.08.10, 11:12
    ding_yun napisała:

    Przede wszystkim irytuje fakt, że bohaterowie tamtych czasów nie
    > wiedzieli chyba do końca o co walczą, skoro głoszą teraz hasła iście
    > socjalistyczne, o ratowaniu miejsc pracy.

    z calym szacunkiem, ding_yun, ale to chyba Ty nie wiesz, o co walczyli. wcale
    mnie to nie dziwi, ponoc w szkolach nie mowia o
    21
    postulatach
    , bo sa "zbyt socjalistyczne" - trudno, zeby bylo inaczej, w
    koncu walczono o "socjalizm z ludzka twarza". byc moze rozumiano przez to system
    skandynawski, co byloby bardzo fajne, ale z pewnoscia nie liberalizm. byloby
    zreszta dosc dziwne, gdyby zwiazek zawodowy glosil hasla liberalne, o, dajmy na
    to, obnizce kosztow pracy, outsourcingu czy "restrukturyzacji" zatrudnienia.



    --
    it's only called paranoia if you can't prove it
  • paszczakowna1 31.08.10, 11:22
    > z calym szacunkiem, ding_yun, ale to chyba Ty nie wiesz, o co walczyli.

    Dokładnie. Ponadto, ja tam mogę mieć do Solidarności różne pretensje, ale
    przecież nie o to, że związek zawodowy walczy o utrzymanie miejsc pracy. Taka
    natura zwierzęcia.
  • slotna 31.08.10, 12:00
    Hehe, dokladnie o tym myslalam dzis rano, ogladajac tvn24 spod
    przymknietych, zaspanych powiek. W podstawowce za chiny nie moglam
    zrozumiec, o co im chodzilo i po ktorej w koncu byli stronie.
    Ostatecznie przeciez to kapitalisci sa zli dla robotnikow, a
    socjalizm przeciwnie!

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają
    bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ding_yun 31.08.10, 12:11
    Paszczakówno i R4F - ja rozumiem, że oni tak naprawdę walczyli o prawa dla
    pracowników, o to, żeby mogli godnie pracować i godnie żyć. W tym nie ma i nie
    było nic dziwnego. Tylko mnie irytuje sposób w jaki jest to dziś przedstawiane -
    że chcieli wyłącznie zwyciężyć komunizm, że to było ich jedynym nadrzędnym
    celem. W pewnym sensie chcieli, na pewno. Ale ja rozumiem to tak, że ludzie w
    Solidarności zaczęli protest z przyczyn czysto ekonomicznych. Dopiero potem
    dorobiono ideologię, obiecano i wolność i dostatek i okazało się, że naraz tego
    mieć nie można. No i wychodzą takie potworki jak teraz - walczyli o wolność, ale
    ta wolność im się nie podoba, czemu rzeczywiście trudno się dziwić.
  • croyance 31.08.10, 13:33
    Czy jest gdzies film z tego wystapienia? Szukam i znalezc nie moge.
    --
    Sprawdz, co slychac w Narnii:
    <a href="forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html"
    target="_blank"
    rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html</a
    >
  • jottka 31.08.10, 13:41
    pani krzywonos? pełno na jutubie:

    www.youtube.com/watch?v=RPp4CkNUIzs
  • croyance 31.08.10, 14:02
    Dzieki :-) Nie wiem, czemu nie moglam tego znalezc: jak wpisuje w
    google i na youtube, nic sie nie pokazuje :-(
    --
    Sprawdz, co slychac w Narnii:
    <a href="forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html"
    target="_blank"
    rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html</a
    >
  • jota-40 31.08.10, 14:13
    ding_yun napisała:
    "Ale ja rozumiem to tak, że ludzie w Solidarności zaczęli protest z przyczyn czysto ekonomicznych. Dopiero potem dorobiono ideologię, obiecano i wolność i dostatek i okazało się, że naraz tego mieć nie można. No i wychodzą takie potworki jak teraz - walczyli o wolność, ale ta wolność im się nie podoba, czemu rzeczywiście trudno się dziwić."

    Nie do końca się zgadzam. Poza - bardzo ważnymi - elementami walki o byt (bo nie chodziło o kolejne podwyżki, tylko o to, żeby móc w ogóle dociągnąć do pierwszego) - nader istotny był bunt przeciw upodleniu. Miał w tym swój udział KOR, Wałęsa i działalność podziemnych związków w latach 70-tych. Chodziło też o zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz i Wałęsy, jak też o kilka innych, nie całkiem ekonomicznych spraw.

    Ciężko jest analizować tamtą epokę, używając dzisiejszych elementów wiedzy o świecie i ekonomii - w międzyczasie nastąpiło gigantyczne pomieszanie pojęć. Opozycjoniści od dwudziestu lat opluwają się nawzajem, ci nadmiernie ambitni z drugiego szeregu robią wszystko, żeby zniszczyć tych, którzy (według nich niesłusznie) znaleźli się na górze.
    Solidarność była, oczywiście, ruchem związkowym, ale była też zjawiskiem społecznym - dotyczącym nas wszystkich. Ciężko to wyjaśnić, trzeba to było poczuć - w atmosferze na ulicy, w tłumie, czytającym ulotki pod Uniwersytetem Warszawskim, na manifestacjach i pogrzebach. Można, oczywiście, użyć znanych słów - zapał, rewolucja, energia, współdziałanie... wszystko to było obecne - ale najbardziej dominującą sprawą był brak lęku. "zobaczyli, ilu ich, poczuli siłę i czas..." - dokładnie tak to odbieram.

    Na przestrzeni wielu ostatnich lat Solidarność, jako związek zawodowy upolityczniła się do rozpuku i tak naprawdę nie ma już zbyt wiele wspólnego ze swoją historią.

    Panią Henrykę Krzywonos szanuję niepomiernie - zawsze miała kobieta odwagę cywilną, czego dowiodła całym swoim życiem. Czapki z głów!
  • verdana 31.08.10, 15:08
    To pytanie, czy krokodyl jest bardziej długi, czy bardziej zielony:)
    Walkę rozoczeto tak naprawdę z powodu, o ktorym wstydliwie się nie
    wspomina - przeniesienia boczku ze sklepów mięsnych do
    sklepów "komercyjnych". Nikt chyba nie sądzi, ze z powodu li i
    jedynie boczku runął komunizm w polowie Europy.
    Postulaty ekonomiczne (bardzo socjalisyczne, komunistyczne wręcz -
    rowno dla wszystkich) byly rownoległe z postulatami politycznymi -
    wolnosci, swobody zrzeszania się itd.
    Henryka Krzywonos na prezydenta!!!!!
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • verdana 31.08.10, 15:11
    Ps. Co do JK, to ja już sama nie wiem, czy jest to czlowiek az tak
    cyniczny, czy oszalał z rozpaczy. I uznał, ze jesli będzie bronił
    brata przed czyhającymi wszędzie wrogami, to brat będzie jeszcze w
    jakimś sensie zył, ze to mu pomoże.
    I nie wiem czy mam go nie znosić, czy mu współczuc, czy to przypadek
    dążenia do wladzy, czy przypadek dla psychiatry.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 31.08.10, 15:52
    verdana napisała:

    > Ps. Co do JK, to ja już sama nie wiem, czy jest to czlowiek az tak
    > cyniczny, czy oszalał z rozpaczy.

    Moim zdaniem ani jedno, ani drugie -- jest to po prostu człowiek chory
    psychicznie (stany lękowe widać gołym okiem), trochę socjopata, na pewno źle
    zsocjalizowany, całe życie chroniony i prowadzony przez matkę i brata, z
    gigantycznymi kompleksami, gigantycznym żalem i frustracją.

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • verdana 31.08.10, 16:19
    A to tak, ale chyba mu się teraz autentycznie pogorszyło.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 31.08.10, 16:25
    verdana napisała:

    > A to tak, ale chyba mu się teraz autentycznie pogorszyło.

    No to akurat zrozumiałe -- bo już nie może schować się za mamą i bratem...

    Nie uważam tego za szalenie z rozpaczy, tylko ze strachu przed tą samotnością
    właśnie. A jak wiadomo, strach i lęk prowadzą do agresji, co widać.

    --
    Love that will not betray you, dismay or enslave you,
    It will set you free
    Be more like the man you were made to be.
    www.youtube.com/watch?v=p7TrU4_-JTY&feature=related
  • jota-40 31.08.10, 17:42
    Widać. Przykro to powiedzieć, ale uniemożliwia mi swoim zachowaniem i swoim - klasycznym już - słownikiem odczuwanie jakiegokolwiek współczucia. Jest reliktem komuny - ta nowomowa! Wiem, że nie tylko on zawinił, ale postrzegam go, jako głównego winowajcę w kwestii kłótni na górze. W czasach, kiedy jeszcze pchał Wałęsę na prezydenta... Pamiętacie ten poniedziałkowy poranek, kiedy okazało się, że Tymiński wygrał z Mazowieckim? Od tego się zaczęło.
    A właściwie - trwało od lat 70-tych. Wystarczy poczytac "Wiarę i winę" Kuronia. Jego teksty na temat Ziembińskiego i Macierewicza. Bardzo kształcące.
  • andrzej585858 31.08.10, 19:36
    verdana napisała:

    > I nie wiem czy mam go nie znosić, czy mu współczuc, czy to przypadek
    > dążenia do wladzy, czy przypadek dla psychiatry.

    Smutno i przykro mi jakoś. Tym bardziej że poznałem kiedyś Jarosława, spotykałem
    się z nim gdy "Solidarność" zalegalizowano powtórnie, pierwsze spotkania nowo
    powstałych komisji zakładowych - to nie był człowiek o tych cechach jakie są mu
    teraz przypisywane.
    Ale faktem jest że ciągle wokół niego kręcili się mali ludzie, potakiwacze -
    zresztą co wspominać odległe lata.
    Nie zgadzam się z opinią że jest to człowiek owładnięty manią władzy - gdyby
    tylko o nią chodziło dogadałby się z Wachowskim w swoim czasie - ale to także
    przeszłość, która mam nadzieję kiedyś tam zostanie wiarygodnie opisana.

    Ale w chwili obecnej powinien jednak zejść ze sceny politycznej - nie radzi
    sobie z śmiercią brata i to coraz bardziej widać, a w ten sposób pomaga budować
    wieżę Babel - a nie o to chodziło w "Solidarności".

    Sięgając natomiast pamięcią do sierpnia 80 roku - to z coraz większym
    sentymentem spoglądam na ulotki strajkowe z sierpnia - jeszcze kilka zachowało
    mi się autentycznych, uchwyconych pod bramą - czegoś takiego, takiego
    mistycznego wręcz zespolenia ludzi już chyba nie będzie.
  • the_dzidka 01.09.10, 08:36
    > Nie zgadzam się z opinią że jest to człowiek owładnięty manią
    władzy - gdyby
    > tylko o nią chodziło dogadałby się z Wachowskim w swoim czasie

    O tym, że jest, świadczy dobitnie ostatnie pięć lat.

    --
    Dzidka
  • ding_yun 31.08.10, 18:21
    jota-40 napisała:


    >

    > Solidarność była, oczywiście, ruchem związkowym, ale była też zjawiskiem społec
    > znym - dotyczącym nas wszystkich. Ciężko to wyjaśnić, trzeba to było poczuć - w
    > atmosferze na ulicy, w tłumie, czytającym ulotki pod Uniwersytetem Warszawskim
    > , na manifestacjach i pogrzebach. Można, oczywiście, użyć znanych słów - zapał,
    > rewolucja, energia, współdziałanie... wszystko to było obecne - ale najbardzie
    > j dominującą sprawą był brak lęku. "zobaczyli, ilu ich, poczuli siłę i czas..."
    > - dokładnie tak to odbieram.

    Może to i racja, może ja nie jestem w stanie ogarnąć tego wymiaru, bo po prostu
    tych wydarzeń nie mogę pamiętać. Nawiasem mówiąc, w zrozumieniu ich i pewnym
    poczuciu znacznie bardziej pomógł mi "Człowiek z Żelaza" (nie wiem na ile ten
    film jest autentyczny, specjaliści od historii pewnie znajdą jakieś
    niedociągnięcia) niż słuchanie kolejnych zawikłanych kłótni i przemówień.
  • jota-40 31.08.10, 20:05
    Nie twierdzę wcale, że kwestia boczku i ogólnie - żarcia oraz cen - nie była wcale grana. Tyle, że inne kwestie wydawały się dużo istotniejsze. Cenzura, rejestracja "Solidarności", wypuszczenie z mamra więźniów politycznych. O tym się bezustannie mówiło, tym się żyło.
    Mam wrażenie, że tamtej atmosfery nie da się przywrócić, jednak co jakiś czas powtarzają się takie wstrząsowe kuracje społeczne - dla dzieci moich znajomych przeżyciem pokoleniowym była pomarańczowa rewolucja na Ukrainie. Nie wierzę zatem, że to był ostatni raz, że już nigdy... chociaż wiele zrobiono, żeby zniszczyć ten klimat wspólnoty. I ci sami ludzie, którzy ręce sobie urobili po łokcie w ostatnim czasie, żeby totalnie skłócić społeczeństwo - jak Kaczyński - teraz mają czelność królować w trakcie obchodów rocznicowych... Rzyg.
  • nessie-jp 31.08.10, 20:26
    jota-40 napisała:

    > Nie twierdzę wcale, że kwestia boczku i ogólnie - żarcia oraz cen - nie była wc
    > ale grana. Tyle, że inne kwestie wydawały się dużo istotniejsze. Cenzura, rejes
    > tracja "Solidarności", wypuszczenie z mamra więźniów politycznych. O tym się be
    > zustannie mówiło, tym się żyło.

    Jednak trzeba przyznać rację w jednym -- to nie były działania obliczone na
    obalenie socjalizmu i zaprowadzenie w Polsce kapitalizmu. Ludziom wtedy nawet
    się nie śniło, żeby u nas gospodarkę rynkową wprowadzać.

    Postulaty dotyczyły raczej (z tego co pamiętam) ukrócenia korupcji i debilizmu
    władzy, nie miały natomiast na celu wypowiedzenia walki Związkowi Radzieckiemu,
    Chinom, Kubie i Albanii na dodatek oraz wygrania tej walki ze śpiewem na ustach
    -- a tak się teraz niestety te wydarzenia często przedstawia*: jako walkę o
    ideologiczne obalenie ustroju. Guzik tam obalenie ustroju -- ludzie chcieli
    normalnie, godnie żyć. Wcale nie marzyli o wolnym rynku, rozbiciu Związku
    Radzieckiego na republiki i bógwico jeszcze.

    * No, w każdym razie JK tak przedstawia.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • verdana 31.08.10, 21:35
    Postulaty gospodarcze były, cóż tu rzec, dążeniem do "urawniłowki".
    Zniesienie peweksów, równe podwyżki dla wszystkich, obniżenie wieku
    emerytalnego (do 50 i 55 lat), skrocenie okresu oczekiwania na
    mieszkanie (darmowe, oczywiście...).
    Ja się nie dziwię, ze ci, ktorzy walczyli pod haslem "a żołądki
    jednakowe" są teraz rozgoryczeni. Podejrzewam, ze dla większości
    osób (to NIE jest zarzut) wazniejsza jest ekonomiczna stabilizacja,
    pewność pracy, tanie kolonie i przedszkola, darmowe mieszkania (cóż,
    że po 15 latach), zerowe niemal czynsze od zniesienia cenzury,
    wydawania książek i sprowadzania filmów od razu, nie po latach, czy
    możliwosci tworzenia partii politycznych.
    Wtedy brakowało wolnosci - teraz bezpieczeństwa. Obawiam się, ze
    wiele osób odda wolność za bezpieczeństwo, i woli puste sklepy niż
    sklepy, w których sąsiad kupuje , a jego na to nie stać...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 31.08.10, 22:42
    > wiele osób odda wolność za bezpieczeństwo, i woli puste sklepy niż
    > sklepy, w których sąsiad kupuje , a jego na to nie stać...

    Ale to jest jednak cholernie przygnębiające, że tak wielu ludzi wolałoby, żeby w
    sklepach nie było NIC, byleby tylko sąsiad TAKZE nie mógł sobie czegoś kupić.
    Nieważne, że i im samym gorzej by się wtedy wiodło -- zwykła, czysta zawiść
    wygrywa z pragnieniem dobrobytu.

    Nieważne, że teraz pan X ma lepiej, niż kiedykolwiek w PRL-u -- ważne, że pan Y
    ma lepiej od pana X. I trzeba zrobić tak, żeby każdy nie miał niczego, to wtedy
    będzie dopiero sprawiedliwie...

    Nieważne, że teraz pan X nawet przy najniższej krajowej pensji może sobie kupić
    w hipermarkecie przecenione banany, pomarańcze, czekoladę, cukierki, wędlinę,
    tanie mięso bez kartek -- liczy się tylko to, że pan Y może sobie kupić więcej
    bananów i droższą wędlinę, niż pan X i to jest niesprawiedliwe.

    Jak dzieci, kurczę, jak dzieci...

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • ding_yun 31.08.10, 22:44
    O właśnie Nessie. Lepiej napisałaś to, co mi chodziło po głowie.
  • lezbobimbo 31.08.10, 22:59
    jota-40 napisała:
    <chociaż wiele zrobiono, żeby zniszczyć ten klimat wspólnoty. I ci sami ludzie,
    którzy ręce sobie urobili po <łokcie w> ostatnim czasie, żeby totalnie skłócić
    społeczeństwo - jak <Kaczyński - teraz mają czelność królować w trakcie obchodów
    rocznicowych... <Rzyg.

    Nasza droga Meduza7 skomentowala te obchody na innym forum tak genialnie jak
    Geniusia, ze az z wrazenia zacytuje:
    "Niestety, tak to jest, gdy głównym czynnikiem spajającym jest Wspólny Wróg."

    --
    "Krolik profanuje groby. Wyciaga trumny i kradnie lancuszki." - by klymenystra :)
  • jota-40 31.08.10, 23:17
    Ano dokładnie tak. Porykiwanie z oblężonej twierdzy. Tylko dlaczego całe społeczeństwo ma płacić za cudze obsesje?... Mam nadzieję, że Jarkacz pogrąży się jednak ostatecznie - do tego prowadzą go jego problemy psychiczne (nie zagłębiam się w dywagacje, co też by to mogło być za schorzenie, ale że jest źle zauważyli nawet zwolennicy). Zgadzam się bowiem, że jest człowiekiem niezwykle niebezpiecznym - a to z tego względu, że zarazem inteligentnym i nieprzewidywalnym, oraz obciążonym permanentną obsesją prześladowczą. Nie zgodzę się też z Tobą, Andrzeju, że nie pragnie władzy - z Wachowskim z oczywistych względów nie mógł się skumać, musiałby bowiem dzielić się z nim tym i owym, a tego nie chce. Nie chce, bowiem mam nieodparte wrażenie, że chce rządzić sam - i to jest jego główny cel życiowy. Nie Polska i nie brat, tylko WŁADZA!
    Co do Dawnych, Dobrych Czasów, to chciałabym zwrócić Waszą uwagę na następujące zjawisko: lata komuny były otóż Epoką Myśliwych. Jako takie - spełniały bardzo pierwotne potrzeby człowieka, który w sprzyjających okolicznościach miał poczucie, iż upolował grubszego zwierza, niż pobratymcy.
    Zwierzem mogło byc wszystko: poczytne książki (jeśli miało się znajomości w księgarni), kiełbasa lub inna szynka (jesli miało się przyjazną kierowniczkę sklepu mięsnego), ciuch jakiś eksportowy (jeśli miało się kuzynkę-ekspedientkę w Hofflandzie)... A ileż frajdy dawały rajdy po tzw. prowincji! Jakie niesłychane książki upolowałam w małej księgarni na rynku w Gołdapi! Do dziś pamiętam! To była satysfakcja, której nic i nikt nie zastąpi. Żadna frajda wejść do empiku albo do inszego Dużego Sklepu i wydać kupę forsy na to i owo.
  • nessie-jp 31.08.10, 23:25
    > lata komuny były otóż Epoką Myśliwych. Jako takie - spełniały bardzo
    > pierwotne potrzeby człowieka, który w sprzyjających okolicznościach miał poczu
    > cie, iż upolował grubszego zwierza, niż pobratymcy.

    To prawda. Przy czym zauważyć należy, że wysiłek włożony w polowanie na zakupy
    był niejako substytutem pracy. Zamiast pracować np. o godzinę dłużej dziennie i
    zarobić więcej, człowiek musiał poświęcić godzinę dziennie na nieodpłatną pracę
    polegającą na staniu w kolejce, bieganiu od sklepu do sklepu, bo "rzucili"...
    Wielu zwalniało się z pracy, wyskakiwało na godzinkę w trakcie godzin roboczych,
    krótko mówiąc -- olewało obowiązki pracownicze, bo też i nie za pieniądze się
    wtedy zdobywało najlepsze produkty, tylko za "wystanie". Za determinację,
    biegliwość, spryt, wysiłek łowczy.

    Ludzie tego nie widzą -- nie rozumieją, że czas poświęcony na stanie w kolejce
    albo to był czas im ukradziony, czas, który należałoby przeliczyć na pieniądze.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • jota-40 01.09.10, 00:19
    Oczywiście, że tak - to był czas kradziony. Ale też jak straszliwie skomplikowane było życie - a zarazem, jakże fascynujące! Za pracę nikt w zasadzie nie dostawał normalnych pieniędzy - nikt też zatem jej nie szanował ( to - uważam - największy grzech lat komuny: brak szacunku dla pracy; na szczęście, dosyć szybko, acz może kulawo odrobiony). Trzeba było upolować żywność: do tego potrzebna była gigantyczna wiedza - w którym sklepie i kiedy coś rzucą. Dalej: trzeba było swoje odstać w kolejce. Kolejki, jako takie, były dla mnie szkołą buddyjskiej cierpliwości. Ile to scenariuszy ułożyłam, czekając na rytualne 30 deka żółtego sera!
    Jak już się odstało - często okazywało się, że w rodzinie są cztery kawałki żółtego sera, nie ma natomiast pieczywa. Zaczynały się peregrynacje po sąsiadach i handel zamienny.
    Kwitła współpraca z wsią - niebotyczne ilości cielęciny spożywano w absolutnym spokoju. A jak wiadomo - cielęcina zdrowsza jest, niż czerwone mięso, nie wspominając już o pędzonych antybiotykami kurakach. Zatem - było co jeść i jeszcze zdrowsi byliśmy!
    Po kolejne: ponieważ nie warto było tracić czasu w pracy - człek się nie trudził nadaremno, jeno wracał do domu o ludzkiej porze, konsumował obiad, a dalej - szukał zycia towarzyskiego, bowiem w telewizji rzadko można było obejrzeć cokolwiek.
    I tak dalej, wczasy pod gruszą, tanie kolonie, przydziały na to i tamto, ale - jak sądzę - przede wszystkim: dziwne i skomplikowane relacje międzyludzkie.
    Bardzo to wszystko było ciekawe w gruncie rzeczy ;).
  • slotna 01.09.10, 01:07
    Ooo tak, piszcie o tym, lakne tego! :) Z ostatniej wizyty w macierzy przywiozlam pare lekuchnych tomikow Chmielewskiej (w kioskach rzucili i szczesliwie przyuwazylam; pewnie wiecie, bo mamusia mnie poinformowala, ze bylo o tym w telewizji! reklamowali, znaczy) i wrocila mi dawna fascynacja.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • jota-40 01.09.10, 01:14
    A ja polecam w tej kwestii "Moc truchleje" Głowackiego, rzecz absolutnie
    genialna. I bardzo a propos naszych tu debat.
  • nessie-jp 01.09.10, 01:30
    > Kwitła współpraca z wsią - niebotyczne ilości cielęciny spożywano w absolutnym
    > spokoju. A jak wiadomo - cielęcina zdrowsza jest, niż czerwone mięso, nie wspo
    > minając już o pędzonych antybiotykami kurakach.

    A, tu bym nie była taka pewna. To znaczy z antybiotykami oczywiście racja, ale
    problem z żywnością w PRL-u, a zwłaszcza żywnością kupowaną "u chłopa" był taki,
    że nikt nie wiedział, co w tym jest -- i co gorsza nie było za bardzo jak się
    dowiedzieć.

    Chłop mógł te nieszczęsne cielaki karmić mieloną padliną, mógł im podsypywać
    azofoski, żeby lepiej rosły, a miastowy i tak kupił -- bo to bidne takie,
    głupie, wszystko zeżre :)

    Komu by się tam wtedy śniło, żeby sprawdzać, czy śmietana od chłopa
    niefałszowana skrobią, żeby wymagać podawania szczegółowych danych o miejscu i
    sposobie hodowli, składzie, ewentualnych alergenach itede...

    Bardzo ładnie opisała to właśnie Chmielewska w "Dzikim białku".

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • verdana 01.09.10, 12:27
    I jakos nie pamiętam tych ogromnych ilosci spozywanej cieleciny. Nie
    każdy miał dostep do "baby z cielecina", poza tym ona cholernie
    droga byla - pamiętam, ze moich nieźle sytuowanych rodziców nie
    bardzo było na nią stać.
    A co do tego, ze lepiej nie mieć, byle i sasiad nie miał - to wcale
    nie jest takie dziecinne. PRL miał bez porownania mniejsze
    zróznicowanie spoleczne niż dziś. Bazowało w większym stopniu na
    wykształceniu i zawodzie, w mniejszym - na posiadaniu. Łatwiej bylo
    przełknąć, ze sąsiad jest wyżej na drabinie społecznej, bo ma
    studia, a nie podstawówkę niż to, ze ma jest wyżej - bo ma więcej
    kasy. Tym bardziej,z ę przez cały PRL ludzi uczono, ze pieniądze
    zdobywa się nieuczciwie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • the_dzidka 01.09.10, 12:42
    > I jakos nie pamiętam tych ogromnych ilosci spozywanej cieleciny.
    Nie
    > każdy miał dostep do "baby z cielecina"

    Nie wiem, czy opowiadałam już na forum anegdotkę z mojego
    dzieciństwa, ale chyba nie. Musiało to być około roku 1980 właśnie,
    i po wielu tygodniach karmienia mnie filetami z dorsza ("Jedzcie
    dorsze..." itd.) czy innego morszczuka moja mama zdobyła schab, po
    czym przygotowała schabowe w panierce.
    Pamiętam to dokładnie - zmiotłam obiad w kilka minut, po czym
    pochwaliłam mamę z zadowoleniem:
    - Mamusiu, jaka pyszna dzisiaj ta ryba!!!

    Mama mówi, że omal się wtedy nie rozpłakała. Biedne dziecko, któremu
    coś w panierce to się wyłącznie z rybą kojarzy...

    --
    Dzidka
  • jottka 01.09.10, 12:43
    baba z cielęciną to występowała na terenach, nazwijmy to,
    tradycyjno-małorolnych:) na mazowszu, lubelszczyźnie, w małopolsce. ale na takim
    pomorzu zachodnim na ten przykład, gdzie głównie wielkie pegeery były, to było
    zjawisko nieznane bądź rzadko występujące. nie ma co uogólniać z własnej
    perspektywy.

    a co do kwestii uczciwie zarabianych pieniędzy to odnośną paranoję do kwadratu
    całkiem dobrze oddaje 'upiorny legat' chmielewskiej, gdzie praworządni obywatele
    dokonują rozbojów na handlarzach walutą i uzyskane łupy przekazują skarbowi
    państwa, więc niemal zgodnie z prawem działają:)
  • nessie-jp 01.09.10, 16:39
    jottka napisała:

    > baba z cielęciną to występowała na terenach, nazwijmy to,
    > tradycyjno-małorolnych:) na mazowszu,

    Ja co prawda z Mazowsza, ale też tych bab niewiele bywało w Warszawie, na
    Ursynowie. Nie wiem, czy to dlatego, że moja rodzina była raczej mało zasobna
    finansowo, ale rzadko zdarzało nam się jadać tę cielęcinę. Czasem babcia
    przywoziła coś mięsnego "ze wsi", ale pamiętam do dzisiaj, że uchodziłam w
    rodzinie za wykwit epoki, bo nie chciałam jeść szynki i uważałam, że to dziwne
    coś, co mi czasem wpychają, to najwstrętniejsza rzecz na świecie :)

    Kombinatorstwo stosowane zwane zakupami spożywczymi miało jeszcze taką wadę, że
    ogromne obowiązki spadały na dzieci. Nas wychowywał ojciec, który wracał z pracy
    o 17:00, czyli zostawało mu niewiele czasu na wystawanie w kolejkach (sklepy do
    19:00, najpierw trzeba do nich dotrzeć -- bez samochodu, z kijowo działającą
    komunikacją). Załatwiał zakupy kartkowe (czyli mięso, masło, słodycze), ale całą
    resztę musiałam wcześniej wystać w kolejkach ja.

    Jeśli "rzucili" owoce, to zmarnowane w kolejce popołudnie miała także moja
    młodsza siostra -- trzeba było odstać swoje nie jeden raz, tylko po dojściu do
    kasy kupić te przypadające na głowę kilo pomarańczy czy jednego arbuza, a potem
    grzecznie iść na koniec ogonka i stać od nowa, aż do wyczerpania asortymentu.
    Podobnie było z pieczywem przed weekendem.

    Smietany w moim domu nie spożywało się wcale, bo trzeba po nią było stać w
    kolejce od 8:00 rano, "jak przywieźli" -- a wtedy dzieci były w szkole, a tata w
    pracy.

    W najgorszych czasach, kiedy tata był już bardzo poważnie chory, babcia, która
    nas dokarmiała, także trafiła do szpitala, a na rynku zrobiło się akurat
    wyjątkowo kryzysowo, jedliśmy chleb z majonezem, kapustę kiszoną i mleko w
    proszku na sucho, bo tylko to udawało się przeważnie bez problemu i stania w
    kolejach dostać -- nie pytajcie dlaczego był majonez, a nie było jajek i masła,
    bo to wielka tajemnica :)

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • verdana 01.09.10, 16:44
    Ja olewałam kolejki. Owszem, zdarzało mi sie stać po żółty ser,
    który uwielbiam i parę razy po bobofruty. Koniec. Po pomarańcze nie
    stałam (żal mi było dziecka, ktore czasem dostając tarte jabłko z
    pomarańczą wybuchało placzem, gdy się konczyło, ale trudno), jabłka
    były bez kolejki, marchewka też. Szyneczki dziecinki nie widziały,
    za to żywilam je kaszanką.
    Nigdy nie udało mi się też wykupic całego mięsa na kartki.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 01.09.10, 16:53
    > jabłka
    > były bez kolejki, marchewka też.

    U mnie niestety nie -- wszystko, absolutnie wszystko trzeba było wystać w
    kolejce, nawet głupi jogurt na drugie śniadanie. Na całym ogromnym osiedlu były
    dwa sklepy -- jeden malutki i jeden większy, a do tego jedna półprywatna
    piekarnia i zieleniak. Największe koleje były w piekarni, bo jakiegokolwiek
    pieczywa (nie mówiąc już o świeżym) w zwkłych sklepach brakowało już o 12:00 w
    dni powszednie.

    W dużym sklepie najpierw stało się w monstrualnej kolejce po koszyki, żeby
    uzyskać prawo wejścia na "sam". Niektóre panie usiłowały oszukiwać i pomijać tę
    kolejkę, wchodząc z koszykami z wikliny, więc co chwila wybuchały kłótnie i
    awantury.

    Jak już się udało dostać do bram raju, to trzeba było jak najszybciej dotrzeć do
    półek z mlekiem i chlebem (a nuż coś zostało), a potem oblecieć resztę. Potem
    wijąca się, wielometrowa kolejka do kasy.

    Po odejściu do kasy można już było ustawić się w jednej z trzech kolejek na
    działy "niesamowe": mięsno-serowej, słodyczowo-alkoholowej albo
    owocowo-warzywnej. Zazwyczaj zaliczało się przynajmniej dwie z trzech.

    W małym sklepie na szczęście kolejki do odstania były tylko dwie, ale za to nie
    było pieczywa ani owoców.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • verdana 01.09.10, 16:56
    Myślę, ze u Ciebie problemem była też pewna niezaradność taty:) nie
    wiem wprawdze, gdzie mieszkasz, ale prywatnych budek z warzywami
    (oczywiscie tylko krajowymi) było w miastach sporo i kolejek w nich
    nie było. Po pomarańcze oczywiscie trzeba bylo stać, tylko ja nigdy
    nie rozumiem, po co wysylać niechętne dzieci do kolejki po
    pomarancze dla dzieci... przeciez lepiej byloby zostawić im ten czas
    wolny i dać marchew:)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 01.09.10, 17:14
    verdana napisała:

    > Myślę, ze u Ciebie problemem była też pewna niezaradność taty:)

    Jak już napisałam, był ciężko chory -- od tego momentu owszem, bardzo
    "niezaradny". Przedtem, gdy jeszcze pracował, dużo zakupów robił sam, ale na
    litość boską, przecież nie wszystko. Ważnym elementem tej "niezaradności" był
    chyba etos pracy -- mój ojciec nie wychodził w trakcie godzin roboczych z pracy,
    żeby postać w kolejce przez godzinkę czy dwie, co było chyba powszechną zmorą
    tamtejszych czasów. Po prostu nie wychodził i już, uważał, że jest
    odpowiedzialny za podległych mu pracowników i nie ma prawa tak sobie po prostu
    wyjść.

    Później, kiedy w zakładzie zrobiono sklep mięsny dla pracowników (pamiętasz,
    jakie o to były afery?) przez pewien czas było lepiej.


    > wiem wprawdze, gdzie mieszkasz, ale prywatnych budek z warzywami
    > (oczywiscie tylko krajowymi) było w miastach sporo i

    Na moim osiedlu była jedna. Po prostu tak było, obejrzyj sobie serial
    "Alternatywy". Zresztą istnieje nadal, i nadal są w niej kolejki (dobre warzywa
    mają, a kiszonki wprost świetne). Nawet gdyby tych kolejek nie było, to samą
    kapustą kiszoną człowiek długo nie pożyje...


    > nie rozumiem, po co wysylać niechętne dzieci do kolejki po
    > pomarancze dla dzieci...

    Chyba nie zrozumiałaś. Nikt nas nie wysyłał -- chciałyśmy jeść pomarańcze, to
    musiałyśmy odstać swoje w kolejce. Nie chciałyśmy jeść pomarańczy -- mogłyśmy
    obejść się smakiem i patrzeć jak inne dzieci jedzą, te co stały w kolejce.

    W kolejkach mięsnych czy serowych stało się z babcią po to, żeby można było
    kupić więcej niż po "XX deko na głowę". Każdy kolejkowicz mógł kupić tyle a
    tyle, więc dzieci były gremialnie spędzane przez starszych do tych kolejek, żeby
    udało się uzbierać dość jedzenia na całą rodzinę. Nie tylko ja tak stałam,
    koleżanki z klasy i z całego podwórka również. Tak samo, jak stałyśmy w kolejce
    po zeszyty czy gumki, po podręczniki, po juniorki, po kombinezony zimowe.

    Z całą szczerością mówię, że tamte czasy były okropne i nieprzyjemne i nie mam
    do nich żadnego sentymentu. Zdecydowanie preferuję czasy, w których mogę wejść
    bez kolejki do dowolnego sklepu i kupić tyle rzeczy, na ile mnie stać, na ile
    zapracowałam, zamiast stać w kolejach.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • nikadaw1 01.09.10, 18:21
    Nessie, strasznie smutne to co piszesz. mało ludzi sobie zdaje sprawę z tego,
    ale politolodzy uważają, że prawa człowieka obejmują też prawa ekonomiczne: na
    przykład to, żeby kupić w sklepie tyle mięsa ile się chce, a nie na ile ma się
    przydział. że jak się pracuje cały miesiąc na full etat, to powinno dać sie z
    tego wyżyć. nie pamietam tamtych realiów ani żadnych wyliczeń, ale wtedy żywność
    była sporo droższa w stosunku do zarobków. nie wspominając o takich dobrach jak
    pralka czy telewizor - kilka średnich krajowych.

    i też nie jest do końca tak, że ludźmi kieruje zawiść i wolą żeby wszyscy nic
    nie mieli niż żeby rozwarstwienie było duże. dzisiejszych niezadowolonych
    solidarnościowców kłuje w oczy zamożność innych, fakt. bo ich co prawda stać
    dzisiaj na szynkę i telewizor, ale w międzyczasie pojawiły się inne pokusy.
    paszport, z którego nie można skorzystać. mieszkanie dostępne od jutra, ale
    kosztuje równowartość dziesięciu rocznych pensji np. oni mają - my nie mamy. to
    faktycznie mało przyjemne uczucie. do tego robotnik ma ograniczone możliwości
    relaksowania się w pracy, wskoczenia na chwilę na onet, czy na facebooka,
    zrobienia kawki w dowolnej chwili itp. pracownicy biurowi, nauczyciele, politycy
    mają pod tym względem lepiej :)
    --
    Spacerowiczka
  • verdana 01.09.10, 19:34
    No, jak chcialyscie te pomarańcze zjeść, to nie była taka starata
    czasu - cos jak stanie godzinami po bilety na kocert:)
    Ja też nie mam sentymentu do tych czasów, ale naprawdę - dało sie
    wyżywić rodzinę nie stając godzinami w kolejkach. owszem, trochę
    odstać trzeba było, ale ja nigdy nie dałam sie zwariować na tyle,
    aby stać po "lepsze jedzenie". Moje dzieci żyly tą kiszoną kapusta,
    chińską łopatką, kaszanką itd. A mieszkając w Warszawie miałam też
    luksus - pieczywo (stare, fakt), było zwykle bez kolejki, masla na
    kartki nie bylismy w stanie zjeść całego, a zapasy cukru rodzice
    zjadali do konca lat 90-tych.
    Jedyny powazny problem, jaki pamiętam, to mleko dla niemowlecia po
    Czarnobylu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 01.09.10, 20:22
    verdana napisała:

    > No, jak chcialyscie te pomarańcze zjeść, to nie była taka starata
    > czasu - cos jak stanie godzinami po bilety na kocert:)

    Owszem -- i wtedy tak na to nie patrzyłyśmy. Nie dostrzegałyśmy tego, że ktoś
    nam kradnie dzieciństwo w tych kolejkach po pomarańcze i kredki.

    Zdecydowanie wolę dzisiejsze czasy, kiedy mogę popracować nawet godzinę dłużej
    dziennie, zamiast stać w kolejce, i mieć o tyle więcej pieniędzy do wydania na
    to, na co mam ochotę: książki, owoce, warzywa, śmietanę o każdej porze dnia.


    > Moje dzieci żyly tą kiszoną kapusta,
    > chińską łopatką, kaszanką itd.

    Yyyyyy, na litość boską, co to była chińska łopatka?! Czy to coś w rodzaju
    Gabowej wigilii z Cyganiątek, czy jakaś inna metafora?

    U nas ta sprawa została rozwiązana inaczej -- dopóki tata był zdrowy i kupował
    mięso na kartki, tośmy jedli, a potem... przestaliśmy jeść mięso. Jeden problem
    odpadł. Proletowegetarianizm :P

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • verdana 01.09.10, 20:31
    Ja też wolę dzisiejsze czasy. Ale podejrzewam, ze ci, ktorych nie
    stać na te pomarańcze, walające się na każdym straganie - to własnie
    ci sfrustrowani, ktorzy marza o dyktaturze, o "wzięciu za morde" i
    przywroceniu normalnosci - czyli równości dla wszystkich w dostepie
    do pomarańczy.
    Chińska lopatka byla to mrożona lopatka wieprzowa, składająca sie z
    malych kawałków, sciśniętych i sprzedawanych jako "całość". Trucno
    to było upiec, bo się rozpadało, na gotowanie było za tłuste. Ale, o
    ile pamiętam, zupełnie dobre w sumie.
    A dlaczego Wy nie kupiowalyscie mięsa? ze wzgledów finansowych czy
    organizacyjnych - bo jak pisałam niżej, mój pięciolatek kupował....
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 01.09.10, 20:36
    > A dlaczego Wy nie kupiowalyscie mięsa? ze wzgledów finansowych czy
    > organizacyjnych - bo jak pisałam niżej, mój pięciolatek kupował....

    Organizacyjnych, nie pamiętam już dlaczego -- to znaczy głównie to pamiętam, że
    ja nie chciałam kupować, bo nigdy mi się nie udawało dostać niczego, co by
    zasłużyło na aprobatę mojej babci ("za chude", "za tłuste", "za żylaste"
    "rozpada się" itepe).


    Co do pomarańczy, to w tym właśnie rzecz, że teraz naprawdę niewiele jest osób,
    których nie stać na kupienie sobie jednej pomarańczy raz na jakiś czas. Nawet
    moja ciotka, żyjąca z malutkiego zasiłku (grubo poniżej średniej krajowej)
    spokojnie może sobie pozwolić na pomarańczę czy banana choćby raz w tygodniu.

    Kilogram przecenionych (czyli dobrych, słodkich, dojrzałych) bananów kosztuje
    około 2 zł. Do licha, to mniej, niż chleb albo pęczek szczypiorku!

    Ludzie po prostu są na to ślepi. Nie widzą, że teraz nawet najbiedniejsi mają
    dostęp do smacznego jedzenia, które kiedyś było przywilejem bogatych
    "badylarzy", handlarzy walutą czy kierowców TIR-ów.

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • kkokos 01.09.10, 20:59
    > Kilogram przecenionych (czyli dobrych, słodkich, dojrzałych) bananów kosztuje
    > około 2 zł. Do licha, to mniej, niż chleb albo pęczek szczypiorku!
    > Ludzie po prostu są na to ślepi.


    bo te banany, a raczej ten głód bananów wtedy wynikał chyba raczej z ich braku,
    z tego, że stały się takim symbolem niedostępnego dobrobytu - a nie z
    rzeczywistego "lubię banany, są pyszne" :)

    Nie widzą, że teraz nawet najbiedniejsi mają
    > dostęp do smacznego jedzenia, które kiedyś było przywilejem bogatych
    > "badylarzy", handlarzy walutą czy kierowców TIR-ów.

    nie, bo to jedzenie nie jest smaczne :) smaczne to było "jak byłem młody", "moja
    babcia robiła smaczne", "jak szynka była tylko na święta, to dopiero smakowała!!".

    był taki moment parę lat temu, kiedy łosoś był tańszy od dobrej szynki. na jakąś
    rodzinną imprezę przygotowałam więc coś z łososia, co moja matka przyjęła
    oburzeniem, bo "przecież mogłaś kupić po prostu szynkę, taniej i bez wysadzania
    się". otóż nie taniej. ale przyjęcie tego do wiadomości wymaga zmiany myślenia :)
  • nessie-jp 01.09.10, 21:55
    > bo te banany, a raczej ten głód bananów wtedy wynikał
    > chyba raczej z ich braku,

    Otóż to. Krótko mówiąc, za PRL-u było lepiej, bo było gorzej. I jak na chwilkę
    przestawało być gorzej, to wtedy było tak dobrze, że hoho.

    Za dobre czasy mamy -- ekonomicznie, politycznie, etycznie. I nagle się okazuje,
    że banany już nie smakują, wędlina nie taka, śmietana mniej śmietanowata, a
    zespoły rockowe mniej rockowo grają :)

    Nawet zdawałoby się wykształceni ludzie nie są w stanie przyjąć do wiadomości,
    że wspomnienia z dzieciństwa zawsze się ogląda przez różową szybkę (w
    literaturze chyba istniało takie pojęcie powrotu do "Arkadii dzieciństwa"). I że
    taką samą szynkę, jak za PRL-u, mogą sobie kupić i dzisiaj -- za taką samą
    relatywnie cenę i taki sam w to wkładając wysiłek. Tylko że teraz oprócz
    wypasionej szynki po 80 zł / kg jest też mnóstwo innych wędlin, których ceny
    zaczynają się od jednocyfrowych liczb...

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • verdana 01.09.10, 22:21
    No, to ja z uporem maniaka przypomne Ludwiczkę z "Nocy i dni" , co
    to za pięknymi czasami pańszczyzny płakała, "niepomna, ze nie
    pańszczyznę a młodość wspomina".
    Ale dla mnie te "pomarańcze" na ktore niektorych teraz nie stać, to
    symbol. Pewnie, ze kazdego stać na to, co tanie, a pomarańcze sa
    tanie. Ale wielu osób nie stać na to, na co stać większość. I tego
    nie mogą przeboleć - bo za PRL nie było niczego, ale - przynajmniej
    w miastach - ludzi na podstawowe produkty zywnościowe było stać
    prawie "po równo" (w okresie tzw. brakow rynkowych, wczesniej - juz
    nie było tak prosto).
    I tego własnie pragną nadal - aby wszyscy mieli "po równo" - ososia,
    pomarńczy, kaparow i ziemniakow.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • slotna 01.09.10, 22:40
    Mnie sie w Irlandii podoba wlasnie to, ze chociaz niby mam niewiele, to mi dobrze, bo czuje komfort i jakas taka - sprawiedliwosc? (w sensie dostaje dokladnie to, na co zapracowalam) Mysle, ze wiele zalezy od tego, na jakim poziomie rzeczywiscie zyja ci, co zazdroszcza. Wiekszosc ludzi, ktorych znam tutaj, zyje na tej samej stopie, co ja - niby wszyscy psiocza na kryzys (ale on jest naprawde odczuwalny), natomiast nie narzekaja na zycie w ogolnosci. Nie slysze pelnych zawisci opowiadan o bogactwach tego czy tamtego, kradzionych zapewne, nie slysze pojekiwan. Ale tak: moge sobie jesc codziennie kurczaka, a moge wolowine, krewetki, lososia lub jagniatko. Moge zagryzac ogorki konserwowe, a moge kapary, oliwki z nadzionkiem lub karczochy. Moge chrupac jablka, a moge liczi. Nie ma roznicy, wszystkie ceny sa podobne! Stac mnie na komputer, telewizor, samochod (i benzyne do niego), wycieczki zagraniczne, ubrania, wypady do przyzwoitej restauracji (dzizas, w Polsce wczesniej nie bylam chyba nigdy za wlasne pieniadze). I nie trzeba sie bac, ze na cos nie wystarczy. Bogacze roznia sie od przecietniakow tym, ze maja wieksze telewizory, lepsze samochody, gosposie zamiast pani do sprzatania na godziny, rezydencje zamiast domkow, a nie, ze nie musza jesc 3 dni pod rzad jajka sadzonego na obiad, bo do pierwszego jeszcze akurat wlasnie 3 dni.

    Tak to schematycznie widze. Dodam, ze mieszkalam rowniez w Niemczech i UK i czulam podobnie.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • ready4freddy 02.09.10, 09:23
    > Kilogram przecenionych (czyli dobrych, słodkich, dojrzałych) bananów kosztuje
    > około 2 zł. Do licha, to mniej, niż chleb albo pęczek szczypiorku!

    podejrzewam, ze wynika to rowniez z faktu, ze banany sa generalnie tansze niz
    kiedys (globalizacja, panie). nie neguje roznic miedzy RP a PRL, tylko calkiem
    niedawno czytalem wpis znajomego, ktory sie zloscil na podawane w telewizji
    informacje, ze teraz zarabiamy 1000 dolarow, a kiedys 20, wiec 50 razy wiecej.
    oczywiscie, ze wiecej, ale nie 50, bo jest tez inflacja dolara, calkiem spora
    zreszta. to samo przy zakupie telewizorow - teraz telewizory sa po prostu tansze
    generalnie, bo postep technologiczny. szczegol, ale wazny, inaczej wychodzi
    troche tak, ze w PRL bylo duzo lepiej niz przed wojna, bo niektorzy mieli
    kolorowe telewizory, a przed wojna to i czarno-bialych nie bylo :)
    --
    miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... scyzoryk przeznaczenia ma dwa ostrza,
    korkociag, srubokret i otwieracz do konserw.
  • paszczakowna1 02.09.10, 12:08
    > podejrzewam, ze wynika to rowniez z faktu, ze banany sa generalnie tansze niz
    > kiedys (globalizacja, panie).

    To fakt, ale w latach 80-tych i późnych 70-tych ta globalizacja dotknęła już
    kraje tzw. Zachodu i banany czy pomarańcze nie były żadnym luksusem (choć być
    może relatywnie nieco droższe niż teraz).
  • lezbobimbo 02.09.10, 12:33
    paszczakowna1 napisała:
    > To fakt, ale w latach 80-tych i późnych 70-tych ta globalizacja dotknęła już
    > kraje tzw. Zachodu i banany czy pomarańcze nie były żadnym luksusem (choć być
    > może relatywnie nieco droższe niż teraz).

    Pamietacie, jak Bobcio w 1975 roku WDEPTYWAL banany w dywan, tak po kozacku? :D
    Widac i do PRLu dochodzily jakies w latach 70ych przed kryzysem.
    Wydaje mi sie, ze przede wszystkim po kryzysie w 70ych i dobie jadla na kartki w
    latach 80ych banany w PRLu zyskaly swoja mitologie, przez niedostepnosc.
    Pamietam z lat 80ych, ze bylo takie wielkie marzenie wyrazane przez znanych mi
    doroslych - ze uciekna do RFNu i beda wtedy żarli banany CODZIENNIE, wchlaniali
    je kazdym porem skóry :) No zeby owoce egzotyczne byly dostepne o kazdej porze
    dnia, tak bez ograniczen, w kazdym warzywniaku, za niewielkie pieniadze? Od
    samego myslenia o takim raju w glowie mogło sie zakrecic!

    Btw. czy ktos z Was moze pisal w perelowskiej szkole cwiczenie na polskim "Opisz
    róznice i podobienstwa miedzy ogórkiem a bananem"? Pisalam to, kiedy banany byly
    juz deficytowym marzeniem i 90% uczniów banana na zywo nie jadla, wiec
    opisywalismy abstrakcje :-D

    --
    A w to mi graj. Graj jest gdzies miedzy okiem a dupa (c) Zy Only Bimbosiostra
  • nessie-jp 02.09.10, 17:03
    > To fakt, ale w latach 80-tych i późnych 70-tych ta globalizacja dotknęła już
    > kraje tzw. Zachodu i banany czy pomarańcze nie były żadnym luksusem

    No, ale myśmy importowali pewnie tylko z Kuby i Albanii, których globalizacja
    jako żywo nie tknęła...

    --
    If only I had an enemy bigger than my apathy I could have won
  • paszczakowna1 01.09.10, 23:24
    > Ja też nie mam sentymentu do tych czasów, ale naprawdę - dało sie
    > wyżywić rodzinę nie stając godzinami w kolejkach.

    W większości miejsc się dało, ale ja miałam pecha mieszkać na tym samym osiedlu,
    co Nessie, i to co pisze w pełni potwierdzam. ("Megasamu" do tej pory nie
    cierpię, bo mam traumatyczne wspomnienia.) Co prawda zapaść jarzynowa trwała na
    Ursynowie stosunkowo krótko (we wczesnych latach 80-tych powstał już bazarek, na
    którym można było coś kupić, i to bez kolejki), ale była faktem. Mama robiła
    zakupy na Mokotowie, gdzie pracowała. (BTW, nie zapomnę jej miny, gdy ojciec
    zakupił za całe pozostałe kartki mięsne - ostatni dzień ważności to był -
    podgardle wieprzowe. Ja tam sobie chwaliłam, bo lubiłam smalec do chleba.)
  • paszczakowna1 01.09.10, 23:28
    > Na całym ogromnym osiedlu były
    > dwa sklepy -- jeden malutki i jeden większy,

    Przedtem jeszcze była epoka kontenerów.

    > a do tego jedna półprywatna
    > piekarnia

    No właśnie nie mogę sobie przypomnieć. To w czerwonym domu było?
  • nessie-jp 01.09.10, 23:58
    > No właśnie nie mogę sobie przypomnieć.
    > To w czerwonym domu było?

    Nie, to już później trochę, na Dembowskiego, w stronę Centrum Onkologii -- w
    takim białym domku-bliźniaku z jednej strony była cukiernia, a z drugiej piekarnia.

    Była też druga piekarnia, jeszcze później utworzona, tam gdzie teraz jest
    komisariat policji.

    W Czerwoniaku chyba najpierw był ogólnospożywczy, potem mięsny.

    A w ogóle to potem otworzyli jeszcze Megasam, a za Megasamem zrobił się taki
    bazarek prywaciarzy i już był w ogóle wypas :)

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • verdana 02.09.10, 15:04
    Tak, Ursynów był nieszczęściem - bo tam nie zdążyły powstać przedkryzysowe budki z warzywem,
    butami oraz badziewiem wszelakim (to najbardziej typowe budki PRL-u). Jesli ktos i mieszkał i
    pracował na Ursynowie - miał problem, ale większość znanych mi Ursynowiamn robila zakupy w
    innych dzielnicach. Szczególnie, ze sporo dzieci dojeżdżalo do szkół, bowiem o ile pamiętam, nie
    tylko budek, ale i szkół na Ursynowie brakło.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • nessie-jp 02.09.10, 17:02
    Oj nie, akurat szkoły, żłobki i przedszkola na Ursynowie były i to w wielkiej
    obfitości. Budowano i oddawano je równolegle z zasiedlaniem okolicznych bloków.

    W dzisiejszych czasach to się w głowie nie mieści, że budując osiedle, stawiano
    od razu szkoły i żłobki -- to był duży plus "państwowego" nadzoru nad budową, że
    nikt nie musiał maksymalizować zysku z każdego metra kwadratowego i mógł sobie
    pozwalać np. na zostawianie ogromnego zielonego placu przy szkole, osobnego
    placu zabaw przy przedszkolu i przy szkole podstawowej, osobnych szkół 1-3 z
    własnym boiskiem, a osobnych 4-8 też z własnymi boiskami i salami...

    Tylko te sklepy właśnie nie wyszły, nie wiem czemu. Chyba panowie architekci
    byli żywieni przez mamusie i zabrakło im poczucia realizmu w tym aspekcie.

    Pamiętam zresztą, że sklepy nawet dość długo stały wybudowane, tylko nieotwarte
    -- może nie było co tam sprzedawać...

    A zakupy właśnie tak jak pisałam robili dorośli wracając z pracy -- dopóki
    pracowali. Potem powoli, powolutku zaczęło to osiedle obrastać w rozmaite małe
    budki, tylko że jednak takich rzeczy jak pieczywo NIGDY nie udawało się kupić
    bez kolejki :/ Fatum jakieś.

    --
    Janet tied her kirtle green
    a bit above her knee
    www.youtube.com/watch?v=jy3ihk205ew&feature=related
  • kkokos 02.09.10, 22:02
    nessie-jp napisała:

    > Oj nie, akurat szkoły, żłobki i przedszkola na Ursynowie były i to w wielkiej
    > obfitości. Budowano i oddawano je równolegle z zasiedlaniem okolicznych bloków.
    >

    oj nie do końca to prawda, bo pamiętam, że moja wyprowadzona tam koleżanka
    jeździła do szkoły do pyr czy innej wsi i uczyła się w klasycznej wiejskiej
    szkole, bo właśnie podstawówek na tym ursynowie brakło
  • paszczakowna1 03.09.10, 09:41
    > > Oj nie, akurat szkoły, żłobki i przedszkola na Ursynowie były i to w wiel
    > kiej
    > > obfitości. Budowano i oddawano je równolegle z zasiedlaniem okolicznych b
    > loków.
    > >
    >
    > oj nie do końca to prawda, bo pamiętam, że moja wyprowadzona tam koleżanka
    > jeździła do szkoły do pyr czy innej wsi i uczyła się w klasycznej wiejskiej
    > szkole, bo właśnie podstawówek na tym ursynowie brakło

    Ano. Moja siostra jeździła do zbiorczej szkoły gminnej w Piasecznie (które wtedy
    było autentyczną wsią, nie częścią Warszawy jak teraz). Przedszkola jak się
    sprowadziliśmy w 1977 roku też nie było (a może już było, ale się nie dostałam?
    W każdym razie dojeżdżałam na Mokotów.).

    Podstawówek i później był deficyt, do klas 1-3 chodziłam na Ursynowie, ale
    później dojeżdżałam na Mokotów (tam było kilka szkół z "ursynowskimi" klasami).
    Wcale niezłe rozwiązanie (szkoda tylko, że szkolny autobus zlikwidowano po 2
    latach), dziwne, że teraz jakoś się tego nie da zrobić (a można by wozić z
    pustyni edukacyjnej pt Kabaty na bliski Ursynów lub Mokotów).
  • nessie-jp 03.09.10, 18:34
    > sprowadziliśmy w 1977 roku też nie było

    No popatrz -- my sprowadziliśmy się w 1979 r. i od razu równolegle z blokami
    oddali do użytku szkołę podstawową i przedszkole. Wychodzi na to, że jednak
    mieli obsuw na początku...

    Za to nauczycielki w mojej szkole częściowo dojeżdżały z Pyr i Grabowa :) Już
    (jeszcze?) wtedy chyba trolejbusy jeździły?

    --
    Love that will not betray you, dismay or enslave you,
    It will set you free
    Be more like the man you were made to be.
    www.youtube.com/watch?v=p7TrU4_-JTY&feature=related
  • black-apple 08.09.10, 12:33
    Kolejna dawka Jarosława spojrzenia na Solidarność i jego symbole:
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8349142,Kaczynski__W_obliczu_kompromitacji_Walesy_to_Lech.html
    --
    When I grow up, I want to be a forester
    Run through the moss on high heels
  • paszczakowna1 08.09.10, 13:48
    >Wychodzi na to, że jednak
    > mieli obsuw na początku...

    Ale trzeba przyznać, że stosunkowo krótkotrwały (za to bardzo dotkliwy dla mieszkańców). Pamiętam, że nieco 'dalszy' Ursynów (Dembowskiego i dalej na południe) już miał lepiej, choć dla odmiany chyba jakość budownictwa pogorszyła się.

    > Za to nauczycielki w mojej szkole częściowo dojeżdżały z Pyr i Grabowa :) Już
    > (jeszcze?) wtedy chyba trolejbusy jeździły?

    Nie, trolejbusy pojawiły się później, ja pamiętam dobrze czasy jeszcze przedtrolejbusowe. O, wikipedia twierdzi, że w 1983 r, zlikwidowane w 2000 r.
  • andrzej585858 01.09.10, 18:12
    jottka napisała:

    , gdzie głównie wielkie pegeery były, to było
    > zjawisko nieznane bądź rzadko występujące. nie ma co uogólniać z własnej
    > perspektywy.

    Tutaj pozwolę się nie zgodzić, akurat ja tez jestem od urodzenia mieszkańcem
    "ziem wyzyskanych" gdzie królowały PGR, ale zjawisko typu "baba z cielęciną"
    wcale nie było zjawiskiem rzadko występującym.
    Akurat po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko mojego rodzinnego domu mieszkała
    taka handlara. To, co się u niej działo to dopiero był absurd podniesiony do
    kwadratu.

    Najpierw przychodziła do niej żona komendanta milicji, pięć minut po jej wyjściu
    następowało pakowanie tzw. rąbanki do wszystkiego co się dało, po upływie
    następnych 10 minut zapakowana w ten sposob cięlecina w róznego rodzaju
    brytfankach i miskach w asyście dziesiątków gapiów wędrowała na drugą stronę
    ulicy a konkretnie do korytarza domu w którym mieszkała także i moja rodzina.
    Mijało następne pół godziny , zajeżdzał radiowóż, a ściślej nyska - oczywiście
    na sygnale - wyskakiwała z niego obsada lokalnego posterunku i zaczynała się
    kontrola, po upływie następnej pół godziny kontrola kończyła się, protokół
    został spisany - jednym słowem nie stwierdzono faktu nielegalnego handlu mięsem
    pochodzącym z nielegalnego uboju, funkcjonariusze w poczuciu dobrze spełnionego
    obowiązku odjeżdżali. Po upływie następnych 10 minut mięso z korytarza domu
    moich rodziców wędrowało na drugą stronę.
    Wszystko to działo się w asyście licznych gapiów, zapomniałem dodać iż owa "baba
    z cielęciną" mieszkała w przybudówce do ratusza w ktory mieścił się urząd miejski.

    Najciekawsze zaczynało się wieczorem. Jak po sznurku wedrowały do owej "baby"
    zony wszystkich milicjantów z lokalnego posterunku, wychodziły solidnie
    obładowane. Oczywiście ówczesny naczelnik także swoja porcję otrzymał na drugi
    dzień.

    A wszystko to działo się w miasteczku liczącym 10 tysięcy dusz, posiadającym a
    jakże , komitet PZPR, posterunek MO w sile, o ile pamiętam, bodajże 15
    funkcjonariuszy, dużej jednostce wojskowej itd.

    "Bab z cielęciną" z tamtych czasów znałem minimum 4.
    >

  • ewaty 01.09.10, 15:31
    I z tą cielęciną to też nie do końca jest tak, że to takie zdrowe mięcho: to
    przede wszystkim mięso niedojrzałe (jako że z dziecka krowiego), a przez to mało
    wartościowe i trudno przyswajalne. A legendy o zdrowotności już do lamusa odchodzą.
  • anuszka_ha3.agh.edu.pl 01.09.10, 14:50
    > przede wszystkim: dziwne i skomplikowane relacje międzyludzkie.

    Jakie to są "dziwne i skomplikowane relacje międzyludzkie"?

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • andrzej585858 01.09.10, 18:30
    Po tym co dzisiaj przeczytałem to poczułem się naprawdę jakbym przeniósł się w
    czasy PRL.

    Otóż nasz pan premier powołał pełnomocnika szefa rządu do walki ze zbędną
    biurokracją.
    Muszę przyznać że musiałem się az uszczypnąć po przeczytaniu powyższej
    informacji aby być pewnym że nie śnię i żyję w roku 2010.
    W czsach PRL gdy decydenci nie wiedzieli co począć zwolywali posiedzenie KC -
    nasz rząd w chwili obecnej, jak widac powiela sprawdzone schematy.

    Najpierw było - jak walczyć z korupcją? - powołać pelnomocnika d/s walki z
    korupcją której największym osiągnięciem jest wykrycie sławnego dorsza ktorego
    spożycie opłacone zostało za pomocą służbowej karty.

    Teraz zamiast walczyć z biurokracją powołuje się pełnomocnika i to nawet nie
    rządu, ale UWAGA szefa rządu do walki z biurokracją.
    Od czerwca 2009 roku zatrudnienie w urzedach wojewódzkich wzrosło o 6$,
    natomiast w ministerstwach o 16%, i to tylko przez jeden rok, az strach myślec
    o poprzednich latach.

    I co z tym robimy? Powolujemy pelnomocnika SZEFA rządu d/s walki z biurokracją.

    Śmiać się z tego byłoby komplementem dla pana premiera.
  • lezbobimbo 01.09.10, 18:52
    andrzej585858 napisał:
    > Otóż nasz pan premier powołał pełnomocnika szefa rządu do walki ze zbędną
    > biurokracją.

    Biurokracja, dodajmy, narosla jeszcze bardziej podczas krótkich, a niechlubnych
    rządów premiera poprzedniego, dzisiejszego szalenca (tanie panstwo, czterech
    wicemarszalków sejmu, ochroniarze dla paranoicznych Kaczynskich i co tam jeszcze
    nie wymyslono). Nie mówiac juz o powolaniu CBA do walki z AFERAMI, którego
    funkcjonariusze zaslyneli tylko morderstwem Barbary Blidy.
    Czym wedlug Ciebie rózni sie biuro do walki z aferami od pelnomocnika do walki z
    biurokracja?

    <Teraz zamiast walczyć z biurokracją powołuje się pełnomocnika i to nawet nie
    > rządu, ale UWAGA szefa rządu do walki z biurokracją.

    Andrzeju, w wolnej chwili poczytaj sobie, co to w ogóle znaczy szef rzadu. To w
    Polsce znaczy PREMIER, zwany tez prezesem Rady Ministrów.
    Premier powolal swojego pelnomocnika do zajmowania sie jakas wazna dziedzina,
    tak Cie to szokuje?

    --
    "Wiem, że Marta jest kudłaty robaka. Wytwarzają one straszna choroba." MVF
  • jota-40 01.09.10, 19:24
    Mnie to na przykład nie szokuje - ba! wręcz czuję się tak, jakby premier słuchał moich całkiem intymnych rozmyślań; tak się składa, że ostatnio często i smętnie dumałam nad przerostem biurwokracji (zaraz po tym, kiedy przeczytałam wyniki nadzatrudnienia - choćby wśród radnych warszawskich; niestety - cięcia nie dotyczą samorządów).

    Auć, rozpętałam, jak widzę, burzę na temat cielęciny? Cóż, ja jej też nie jadałam zbyt często. My nie mieliśmy swojej baby na Żoliborzu. Mieliśmy za to Kazię, która była kierowniczką sklepu na Filareckiej. I ona, ta Kazia, była siostrzenicą szwagierki ciotki mojego ojca. Tym samym poczuwała się do odkładania, co tam akurat rzucili bez kości. Ale nabyć toto mógł jedynie mój ojciec, jako powinowaty. Nikomu innemu się nie należało ;)).
    Tak, przyznaję się bez bicia, właśnie z takich układów korzystała moja rodzina, niezbyt zasobna i pracująca do późnego popołudnia - ergo: bez szans na wystanie w kolejce czegokolwiek, poza smalcem w kostkach.

    Cielęcinę konsumowałam dosyć często u babci, która jeszcze przed wojną dobrze zainwestowała, opiekując się rozmaitymi ubogimi dziećmi z Polesia, sierotami z Roztocza etc. Wszyscy oni (ci podopieczni) po wojnie rzucili sie hurmem zaopatrywać babcię w różne dobra. Dzięki czemu i ja zajadałam smakołyki, przynajmniej raz w tygodniu, w niedzielę ;).
    Anuszko, pytasz o skomplikowane relacje miedzyludzkie? Cóż, one naprawdę były bardzo skomplikowane, bardziej, niż teraz - śmiem twierdzić. Dziwne zależności ekonomiczne, przyjaźnie do grobowej deski spod budki z piwem, koneksje polityczne, koneksje opozycyjne oraz kościelne, sprawy młodzieży: oficjalne (te tam różne zsypy) i nieoficjalne; historie sąsiedzkie, wzajemne odwiedzanie się notoryczne, bowiem w TV nic - a jeśli nawet coś, to i tak nie oglądamy, bo bojkot i nie mamy telewizora (jak ja przez całe lata 80-te). Chodziło sie trochę do kina i na koncerty do klubów studenckich. Poza tym - życie towarzyskie toczyło sie głównie po znajomych, wszyscy mieli wtedy dużo czasu.
    Było tego co nie miara. Trudno mi wymienić i opisać w jednym poście: dziś sprawy uprościły się maksymalnie, wszyscy jesteśmy w sieci ;).
  • verdana 01.09.10, 19:36
    No, to ja byam jeszcze bardziej perfidna. Do sklepu mięsnego, z
    kartkami, wysyłałam pięciolatka. Cały sklep użalał się nad dzieckiem
    z najwyraźniej patologicznej rodziny, które jak nie dostanie dobrego
    kawałka wołowiny, to go pewnie rodzice skatuja.
    I dziecię przynosilo mieso, jakiego dorosli w PRL-u na oczy nie
    widzeli.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • andrzej585858 01.09.10, 19:49
    verdana napisała:

    > No, to ja byam jeszcze bardziej perfidna. Do sklepu mięsnego, z
    > kartkami, wysyłałam pięciolatka. Cały sklep użalał się nad dzieckiem
    > z najwyraźniej patologicznej rodziny, które jak nie dostanie dobrego
    > kawałka wołowiny, to go pewnie rodzice skatuja.
    > I dziecię przynosilo mieso, jakiego dorosli w PRL-u na oczy nie
    > widzeli.

    Dobrze ze nie wpadłaś na pomysł aby wziąść pięcioletnie dziecię na ręce i isć z
    nim do sklepu - a coś takiego widziałem i jeszcze jak kobieta z takim dzieckiem
    potrafiła zrobić niebotyczną awanturę odnośnie uwag współkolejkowiczów odnosnie
    wieku dziecka.

    Ale dostała to co chciała dostać, ludzie jednak w zdecydowanej większości
    ustępują mając do czynienia z agresywnym zachowaniem.
    Dzisiaj, chyba też tak jest - co prawda nie w kolejkach, za to w sytuacjach
    które są o wiele bardziej poważne.
  • iwoniaw 02.09.10, 17:59
    z Pulpą pięcioletnią na ręku :-DDD

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • croyance 01.09.10, 20:39
    W moim domu do tej pory opowiada sie, jak moj czteroletni brat wszedl
    do pustego miesnego, rozejrzal sie po pustych hakach i smutno
    powiedzial: ZADNA KIELBASKA NIE WISI ...
    --

    Sprawdz, co slychac w Narni
  • andrzej585858 01.09.10, 19:56
    lezbobimbo napisała:
    .
    > Premier powolal swojego pelnomocnika do zajmowania sie jakas wazna dziedzina,
    > tak Cie to szokuje?

    Nie śmiem nawet proponować abys przeczytała historię PRL może wtedy zrozumiesz
    że z takim zjawiskiem jak biurokracja walczy się innymi metodami niż tworząc
    następne - biurokratyczne - stanowisko?

    Poza tym, może jednak skomentujesz dane statystyczne i to dane dotyczące
    wyłącznie rzadów obecnej koalicji? Wiadomo przeciez ze poprzedni rząd byl
    straszny i głupi, pytanie zasadnicze - dlaczego obecny - światły - popełnia
    takie same błędy, ba - potęguje je nawet?
    >
  • lezbobimbo 01.09.10, 21:48
    andrzej585858 napisał:

    > lezbobimbo napisała:
    > .
    > > Premier powolal swojego pelnomocnika do zajmowania sie jakas wazna dziedz
    > ina,
    > > tak Cie to szokuje?
    >
    > Nie śmiem nawet proponować abys przeczytała historię PRL może wtedy
    zrozumiesz> że z takim zjawiskiem jak biurokracja walczy się innymi metodami niż
    tworząc> następne - biurokratyczne - stanowisko?

    Oczywiscie, ze premier powola tego czy innego pelnomocnika, który powola pewnie
    tez caly resort czy komore zajmujaca sie wylacznie jakas dziedzina. Premier ma
    inne rzeczy na glowie niz osobiste, manualne polowanie na wszystkie przekrety
    biurowe i nadmiar urzedników w calym kraju, musi wyznaczyc do tego swoich
    pelnomocników. Nadal nie widze nic szokujacego w tym fakcie.

    Nie wiem tez, co ma powolywanie jakiegos pelnomocnika dzisiaj w ogóle wspolnego
    ze sklepami i kolejkami za komuny, no ale Tobie pokazac slowo PRL to juz Ci sie
    kojarzy dowolna rzecz czy zjawisko :)


    --
    W Polsce zostalo tylko 90 niedzwiedzi! Pomóz polskim Miszkom!
  • nessie-jp 01.09.10, 20:18
    > Premier powolal swojego pelnomocnika do zajmowania sie jakas wazna dziedzina,
    > tak Cie to szokuje?

    No właśnie, w dodatku "rząd" to nie jest jakieś specjalne siedlisko biurokracji
    samo w sobie -- biurokracja szerzy się w urzędach, kancelariach, agencjach i tym
    podobnych biurach, które przecież obsadzane były ludźmi za najróżniejszych
    kadencji, za różnych opcji politycznych.

    To takie naiwne spojrzenie na struktury państwowości, że jak jakaś partia
    przejmuje władzę, to natychmiast wymienia wszystkich urzędników w każdym
    najmniejszym sekretariacie na "swoich". Nie. Nic takiego nie ma prawa się dziać.
    Trzeba odsiać etaty niepotrzebne, nie sugerując się opcjami politycznymi, tylko
    kompetencjami.

    --
    Love that will not betray you, dismay or enslave you,
    It will set you free
    Be more like the man you were made to be.
    www.youtube.com/watch?v=p7TrU4_-JTY&feature=related
  • slotna 01.09.10, 20:27
    > No właśnie, w dodatku "rząd" to nie jest jakieś specjalne siedlisko
    biurokracji
    > samo w sobie -- biurokracja szerzy się w urzędach, kancelariach,
    agencjach i ty
    > m
    > podobnych biurach, które przecież obsadzane były ludźmi za
    najróżniejszych
    > kadencji, za różnych opcji politycznych.

    O wlasnie. Co do CBA to moze pochwale sie naiwnoscia, ale jego
    powstanie wydawalo mi sie i wydaje zupelnym absurdem wlasnie dlatego,
    ze to kolejny urzad, a coz bardziej sprzyja korupcji, jesli nie
    biurokracja?

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają
    bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • andrzej585858 01.09.10, 20:41
    slotna napisała:

    >
    > O wlasnie. Co do CBA to moze pochwale sie naiwnoscia, ale jego
    > powstanie wydawalo mi sie i wydaje zupelnym absurdem wlasnie dlatego,
    > ze to kolejny urzad, a coz bardziej sprzyja korupcji, jesli nie
    > biurokracja?

    Pomijaąc już fakt że także PO glosowała ża powolaniem CBA, czym innym jest urząd
    nie podlegający wladzy premiera, a czym innym powolanie urzędnika który jest
    zależny od swojego zwierzchnika.

    Poza tym przypominam że wzrost biurokracji nastąpił w urzędach które podlegają
    premierowi a więc w ministerstwach i urzędach wojewódzkich - przypominam w
    ostatnim roku o 16%.


    >
  • slotna 01.09.10, 21:25
    > Pomijaąc już fakt że także PO glosowała ża powolaniem CBA, czym innym jest urzą
    > d
    > nie podlegający wladzy premiera, a czym innym powolanie urzędnika który jest
    > zależny od swojego zwierzchnika.

    Ej, po co taka obronna poza, gdzies w mojej wypowiedzi widzisz atak na PiS? W nosie mam PO, z _cala_ prawica nigdy mi nie bylo po drodze. W nosie mam tez, kto komu podlega, napisalam wylacznie, ze w celu walki z korupcja powstal kolejny urzad czyli dodatkowa pozywka dla tejze korupcji - ergo paradoks. O, masz ci los, napisalam jeszcze raz ;)

    > Poza tym przypominam że wzrost biurokracji nastąpił w urzędach które podlegają
    > premierowi a więc w ministerstwach i urzędach wojewódzkich - przypominam w
    > ostatnim roku o 16%.

    I to na pewno ma sie jakos do mojej uwagi o CBA? Odpisz mi na temat jesli chcesz (moze byc np. "bzdura, CBA jest bardzo logiczne i potrzebne!!11oneone"), ale nie przypominaj czegos, czego nijak nie kwestionowalam (ze tylko dlatego, iz mi sie nie chce guglac, to inna sprawa ;)).

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • andrzej585858 01.09.10, 20:56
    nessie-jp napisała:

    > .
    > Trzeba odsiać etaty niepotrzebne, nie sugerując się opcjami politycznymi, tylko
    > kompetencjami.

    Bardzo chwalebne to co piszesz, tylko..
    Podam przykład - mieszkam w rejonie typowo rolniczym, w latach PRL- miejscu
    gdzie istniały potężne i bogate PGR.
    Pewnie dlatego moj rozwój intelektualny zakonczyl się na poziomie dzisiejszej
    gimnazjalistki - ale pomimo tego pewne zjawiska daję radę zauważyć.

    Otóż, w mojej okolicy istnieje bardzo duże i prężne przesiebiorstwo - jakim sa
    elewatory zbożowe. Od momentu ich zbudowania aż do chwili objęcia rządów przez
    obecną koalicję pracowali w nich mieszkancy pobliskiej miejscowości. Owszem
    dyrektorzy najczęściej przychodzili z zewnątrz, ale cała reszta kadry była że
    tak powiem tutejsza i byli to kompetentni fachowcy.
    Inaczej nie byłaby tak łakomym kąskiem. No, ale przyszła obecna koalicja,
    psoadająca niesłychanie kompetentnych czlonków rodzin.
    Nawet za rządów beznadziejnej koalicji PIS-u z Samoobroną nie doszło do takich
    czystek jak obecnie.
    Wszyscy, dosłownie wszyscy dotychczas pracujący okazali się raptownie
    niekompetentni i działając oczywiście zgodnie z prawem doprowadzono do wymiany
    wszystkich pracowników - domyślności pozostawiam na jakich to nieslychanie
    kompetentnych fachowców zostali wymienieni.
    No cóż - owe nieszczęsne elewatory będące w tej chwili własnościa Skarbu panstwa
    zostaną sprywatyzowane - a są dochodowe i to bardzo.

    Niestety, dalszych wniosków nie jestem już w stanie wyciągnąć - intelektualnie
    tego nie ogarniam po prostu.
    >

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.